Jak rozmawiać o uzależnieniu od narkotyków?
Witam serdecznie, Jak większość osób tu piszących martwię się o swoją bliską osobę. Temat dotyczy mojego chłopaka, z którym mieszkam od 2 miesięcy. Na początku związku byłam zupełnie nieświadoma, że mój partner jest od czegoś uzależniony. Pierwszy raz zapalił przy mnie na naszym pierwszym wspólnym wyjeździe... Sytuacja raczej sugerowała, że "zakup towaru" był formą zabawy. Byliśmy w Czechach i tak jakoś wyszło, że to COŚ trafiło w jego ręce. Było wtedy nawet całkiem zabawnie... Później już nie było mi do śmiechu. Z racji tego, że nigdy nie miałam nic wspólnego z osobą, która ma tego typu problem, starałam się Go zrozumieć na wszystkie możliwe sposoby. Miał, ma bardzo dużo stresów związanych z własną firmą. Jest młodym, ambitnym mężczyzną, którego w pewnym momencie sytuacja przerosła- tak mi się wydaje.
Kiedy nieśmiało staram się uzyskać informacje- od kiedy pali- dowiaduję się, że miało to miejsce po rozpadzie jego poprzedniego związku, które miało miejsce jakieś 5 lat temu. Od wtedy pali praktycznie codziennie, kilka razy dziennie... Jak wygląda jego zachowanie? Jest coraz bardziej nerwowy, wyprowadzają Go z równowagi coraz mniejsze rzeczy- nawet to, że coś mu wypadnie z rąk. Z Jego pamięcią też jest coraz gorzej. Ma mnóstwo obowiązków na głowie i widzę, że radzi sobie z nimi z coraz większym wysiłkiem. Niepokoi mnie również fakt, iż nie śpi do 3, 4 w nocy. Ma trudności z zasypianiem. Rano nie może wstać i źle się czuje. Ostatnimi czasy jest bardziej podatny na przeziębienia. Ma częste bóle głowy, powiększone węzły i "tiki" czyli widoczne i mocne spięcie mięśni- nie potrafię w inny sposób tego opisać.
W tygodniu, jak pracuje do późna, praktycznie się nie kochamy. W ostatnim czasie były nawet dwie sytuacje, że podczas stosunku nagle "czar pryska". Wtedy wymyśla rożne powody dlaczego tak się stało. A ja niestety myślę, że powód jest całkiem inny. Opisuję Go troszkę jak tyrana. Nie mniej jednak w większości czasu jest dla mnie dobry, troskliwy i kochany. Czasami zdarza się, że powie mi coś głupiego - czego nie przemyśli, ale taka jest też chyba natura ludzka i nie ma to związku z nałogiem. Nie ukrywam, że jak sobie zapali sama widzę, że schodzi z niego ciśnienie związane z trudem dnia codziennego. Nie chcę Go zostawiać. Kocham Go bardzo i wiem, że szantaż emocjonalny pod tytułem "palenie albo ja" nie jest wyjściem- to w jakiś sposób oznacza również moje poddanie się temu nałogowi. Szukam sposobu jak mu pomóc. Chcę podjąć walkę dla Niego i dla Nas. Chciałabym dowiedzieć się jak w ogóle taką rozmowę zacząć, aby nie uciekł, aby nie poczuł się osaczony i oskarżany za swój nałóg. Nie można, według mnie, potępiać kogoś za błąd przeszłości, z którym zapewne i On nie umie sobie teraz poradzić. Należy takiej osobie podać dłoń i pomóc jej wstać. Jeśli są jakieś inne metody niż wysyłanie Go do psychologa/ psychiatry byłabym wdzięczna za przytoczenie ich. Ja już nie mogę patrzeć jak On się marnuje w tym uzależnieniu. Bardzo proszę o ustosunkowanie się do mojej wiadomości. Pozdrawiam