Duszności, drgawki i płaczliwość na myśl o chodzeniu do szkoły
Witam.
Mam na imię Kasia i mam 15 lat. Chodzę do drugiej klasy gimnazjum. Nigdy nie miałam problemów z nauką, zawsze miałam czerwony pasek na koniec roku szkolnego. Jestem lubiana przez rówieśników, przez nauczycieli także. Jestem dość wrażliwą osobą, ale lubię się śmiać. Nieczęsto wychodzę na dwór z koleżankami, bo nie lubię wałęsać się po dworze, a jeśli już wychodzę to wychodzę po to, żeby nie uznali mnie za 'dziwadło'. W październiku ubiegłego roku pojawiły się u mnie duszności związane ze stresem wywołanym przez szkołę. Zaniepokoiło to moją mamę, więc udałyśmy się do lekarza rodzinnego. Po rozmowie z lekarzem, stwierdzono, że tłoczę w sobie emocje, nie umiem powiedzieć nauczycielowi np. tego, że za dużo materiału do nauki dostajemy. To nerwica szkolna. Pani doktor przepisała mi granulki uspokajające.
Pierwszy semestr ukończyłam z średnią 5,0 (opłaciło się chodzić jako nieliczna z klasy na zajęcia poza lekcyjne). Duszności ustały. Jestem dość chorowita, więc dużo czasu spędzałam w domu z mamą, którą bardzo kocham. Nie miałam problemów z nadrabianiem. Z czasem niechęć do szkoły się nasiliła. Kiedy nauczyciel w szkole zapowiadał test lub kartkówkę, koszmar się zaczynał. Przychodziłam do domu, jak zwykle uśmiechnięta. Gdy zasiadałam sama przy biurku w moim pokoju, uśmiech znikał. Najpierw odrabiałam pracę domową, bo myślałam że lęk przed szkołą i jutrzejszymi kartkówkami bądź testami zniknie. Kiedy myślałam np. tydzień wcześniej o nadchodzącym teście, koszmar się zaczynał i tak jest do dziś. Kiedy myślałam o tym, jak dużo muszę się nauczyć, myślałam: Boże, przecież ja się tego nie nauczę, nie starczy mi czasu. Tak jest za każdym razem. Błagałam moją mamę, żebym nie szła do szkoły. Wolałam poprosić mamę, niż iść na wagary, które uważam za głupotę. Nie pojawiałam się na pierwszych terminach testów, bo czułam się pewniej, kiedy szłam je pisać w innym terminie. Nie pójdę do szkoły nienauczona. Bardzo boję się dostać jedynkę, wiem, może to chore ambicje, ale wolę zostać w domu niż iść do tego strasznego budynku, do nauczycieli.
Od jakiegoś czasu jest coraz gorzej. Płaczę i płaczę, bo wiem, że muszę chodzić do szkoły, ale dostaję drgawek, kiedy myślę o tym, co będzie na teście. Zwierzyłam się koleżance, ale ona powiedziała, że muszę chodzić do szkoły, bo to jest nie fair, że oni muszą pisać to w pierwszym terminie, a ja sobie nie przychodzę i mogę pisać, kiedy chcę. Moja mama mówi to samo. Kiedy powiedziałam mamie to, co czuję, że tak bardzo boję się chodzić do szkoły, zaczęła na mnie krzyczeć, że choć będę dostawać jedynki, muszę chodzić do szkoły, powiedziała, że mam coś z głową, że sobie coś przybrałam do głowy i że przysporzę jej jeszcze więcej problemów, i mówi, że po prostu już mi się nie chce uczyć. Owszem, jakieś 2 miesiące temu już nie miałam siły do nauki, ale właśnie wtedy ten lęk się nasilał i nasilał, aż do takiego stopnia.
Tak bardzo bezpiecznie czuję się w domu. Mam chęć do nauki, ale kiedy otwieram książkę i myślę jak dużo testów jeszcze mnie w tym tygodniu czeka, zaczynam płakać i dostaję drgawek. Bardzo chciałabym pracować w ambasadzie gdzieś na świecie i wiem, że muszę się dobrze uczyć, że długa i ciężka droga przede mną. Nie obawiam się liceum, tylko właśnie tych niecałych 3 ostatnich miesięcy nauki w drugiej klasie gimnazjum. Bardzo proszę o pomoc, bo to jest bardzo ciężkie. Boję się już cokolwiek powiedzieć przyjaciółkom i mamie. Pozdrawiam, Kasia.