Irracjonalne lęki - czy da się z tym jakoś walczyć, czy to po prostu "urok" mojej osobowości?
Witam, jestem 24-letnią kobietą. Odkąd pamiętam, zawsze miałam problem z nadmiernym analizowaniem sytuacji i zamartwianiem się. Ostatnio jednak zauważyłam, że jestem w ten sposób w stanie odebrać sobie radość z każdej niemal rzeczy: wyjazd z przyjaciółmi to dla mnie nieprzespane noce i analizowanie wszystkiego tego, co może źle pójść. Kiedy zaparkuję samochód, bywa, że godzinami zadręczam się tym, że nie zdołam później stamtąd wyjechać, mimo że tak naprawdę nie miewam z tym problemów. Od dwóch lat wykonuję tę samą pracę, i mimo że wiem, że jestem w tym dobra, czasem sama myśl o pracy wiąże się z kompletnie abstrakcyjnym strachem, takich sytuacji jest miliony. Patrząc na te lęki obiektywnie i logicznie, zdaję sobie sprawę, że są irracjonalne i zupełnie niesłusznie sama siebie katuję negatywnymi scenariuszami, jednak nie jestem w stanie nad tym zapanować. Bywa tak, że muszę spać przy zapalonym świetle, bo moja wyobraźnia potrafi doprowadzić do tego, że boję się zamknąć oczy; boję się w sposób dziecinny, niemal na zasadzie "potwora spod łóżka". Objawy lęku nasilają się wieczorami, pojawia się uciążliwy ucisk w piersi, trudności z zasypianiem, praktycznie codziennie budzę się też zaniepokojona. Częstokroć stan taki wywołują u nie sytuacje, w których wiem, że nie potrafię przejąć kontroli, czy też, że nie zależą ode mnie. Mam przez to wszystko ochotę rezygnować z wielu rzeczy, żeby nie dawać sobie powodu do przeżywania wszystkich tych emocji, staram się jednak przezwyciężać strach i niepokój z nadzieją, że jeśli przekonam się, że tym radzę lęk był niesłuszny, to następnym razem obędzie się bez niego, niestety tak nie jest. Czy da się z tym jakoś walczyć? Czy to po prostu "urok" mojej osobowości? Obydwoje moi rodzice mają historię leczenia psychiatrycznego, tata cierpiał na depresję, mama m. in. leczyła się ze stanów lękowych, zresztą od wielu lat jest nadal na lekach psychotropowych.