Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Wywieranie wpływu: Pytania do specjalistów

Problem z nerwicą i atakami paniki u 32-latki

Witam Od kilkunastu lat borykam się z nerwicą i atakami paniki. Mieszkam za granicą. Biorę leki fluoksytyne 20mg i propranolol 40mg. Jestem również po terapii behawioralnej. Mimo tego wszystkiego co jakiś czas mam nawroty ataków paniki z objawami... Witam Od kilkunastu lat borykam się z nerwicą i atakami paniki. Mieszkam za granicą. Biorę leki fluoksytyne 20mg i propranolol 40mg. Jestem również po terapii behawioralnej. Mimo tego wszystkiego co jakiś czas mam nawroty ataków paniki z objawami somatycznymi nerwicy żołądka (biegunka, nudności). Bardzo często lęk budzi mnie nad ranem i wtedy jest „walka”. Teoretycznie wiem ze to tylko atak paniki, ze zaraz minie, ale w praktyce wyglada to inaczej, gdyż objawy somatyczne są bardzo silne. Moje pytanie brzmi, czy z tego da się raz na zawsze wyleczyć, czy powinnam raczej przyzwyczaić się do takiego stanu, który trwa z przerwami już od 13 lat? Jestem poprostu już zmęczona częstym złym samopoczuciem i wywiera ono ogromny wpływ na moje życie codzienne. Pozdrawiam Joanna 32lata
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Hanna Markiewicz
Mgr Hanna Markiewicz

Jak pomóc osobie aby przestała manipulować ludźmi?

Drodzy Państwo, pozwoliłam sobie napisać, ponieważ martwię się o kogoś. Osobę tą znam od kilku lat, nie żyjemy w zbyt zażyłych stosunkach, są to raczej rzadkie spotkania, ponieważ problemy tej osoby przekreślają bliższą relacje. Przyznaję, że to raczej moja wina...

Drodzy Państwo, pozwoliłam sobie napisać, ponieważ martwię się o kogoś. Osobę tą znam od kilku lat, nie żyjemy w zbyt zażyłych stosunkach, są to raczej rzadkie spotkania, ponieważ problemy tej osoby przekreślają bliższą relacje. Przyznaję, że to raczej moja wina - przerasta mnie to, łatwiej mi się odciąć od tego, niż cokolwiek zrobić, bo propozycja pomocy z mojej strony jest za każdym razem odrzucana, a nie potrafię na to patrzeć.

Osoba o której piszę to mężczyzna w wieku 24 lat. Nie jestem w stanie stwierdzić dokładnie kiedy zaczęły się jego problemy, być może trwa to około 8 lat. Pochodzi on z zamożnej rodziny, jego rodzice założyli swoją firmę kiedy on był dzieckiem. Chciałabym podkreślić, iż byli oni bardzo zaangażowani w jej tworzenie, kiedyś usłyszałam od niego, że nie mógł na nich liczyć kiedy był dzieckiem. Nie wiem ile w tym prawdy, ponieważ poznałam jego mamę i według mnie jest to osoba bardzo inteligentna, sympatyczna, czuła.

Poważny kryzys miał miejsce nieco później. Poznał on dziewczynę, w której był bardzo zakochany. Była to raczej młodzieńcza miłość, z pewnością nie miał wówczas skończonych 18 lat. Trwała około roku. Sądzę, że dziewczyna ta była dla niego bardzo ważna, ponieważ po ich rozstaniu (była to jej decyzja) miało miejsce jego pierwsze załamanie psychiczne. Nie wiem czy w grę wchodziła także próba odebrania sobie życia, wiem natomiast, że musiało to być coś poważnego, gdyż spędził on jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym.

Później nie potrafił sobie poradzić z wieloma rzeczami, które raczej nikomu nie sprawiają problemu. Przykładem jest szkoła. Liceum. Nie chodził do zwykłej klasy, lecz miał nauczanie indywidualne. Właśnie w tym czasie go poznałam. Była to normalna znajomość, dopóki nie wyszły na jaw jego problemy, które dawały o sobie znać na każdym kroku. Jeżeli coś poszło nie po jego myśli stosował on emocjonalny szantaż. Nie były to jedynie słowa rzucane na wiatr, zdarzało się, iż przecinał sobie skórę na nadgarstku. Nigdy nie doszło do przecięcia żył, jednak sam widok krwi był straszny.

Kiedy skończył 18 lat i dostał samochód dodatkowo doszły groźby, że się rozbije. Początkowo dręczyło mnie ogromne poczucie winy i starałam się robić dokładnie to czego ode mnie oczekiwał. Ale to było nierealne. W końcu zaczęło mnie to przerastać. Dyżurowanie przy telefonie przez całą dobę, wychodzenie z domu o każdej godzinie do niego, tylko dlatego, że odczuwał on potrzebę porozmawiania ze mną, 'bo jeżeli nie to...".

Czarę goryczy przelało to, że pewnego razu podczas rozmowy dotyczącej jego życia puściły mi nerwy i najzwyczajniej w świecie zaczęłam krzyczeć. To wszystko przestało mi się mieścić w głowie i powiedziałam mu wiele niemiłych słów. Na nieszczęście jechaliśmy wtedy samochodem, on przyspieszył do prędkości mocno niedozwolonej i skończyło się to niemal wypadkiem.

Łatwo jest o tym teraz napisać, jednak wówczas był to dla mnie bardzo silny wstrząs. Do tej pory czuję lęk jadąc tą trasą, mimo że minęło już kilka lat. Od tamtej pory nasza znajomość wygląda w ten sposób, że raz na jakiś czas, pół rok lub rok, spotykamy się. Schemat zawsze wygląda podobnie – najpierw jest miły i uprzejmy, na pozór wszystko wygląda dobrze, jednak po chwili okazuje się, że nic się nie zmieniło. A ja się wycofuję.

Ostatnio jednak było inaczej. Po raz kolejny łudziłam się, że nastąpiła zmiana, tym razem jednak miałam ku temu więcej powodów. Był w naprawdę dobrym humorze, nie okazywał niczego co mogłoby nie zaniepokoić przez dłuższy czas. Opowiadał o pracy, w której zachowuje się spokojnie (wspominam o tym, ponieważ zwykle był bardzo nerwowy), jest odpowiedzialny. Ma wiele obowiązków, w których się sprawdza. Ponadto utrzymuje wiele kontaktów towarzyskich, weekendy spędza ze znajomymi. Naprawdę byłam dobrej myśli. Okazało się jednak, że to pozory.

W dalszym ciągu jest tak, że jeżeli coś jest nie tak jak on postanowi, to uważa że wszyscy którzy uważają inaczej niż on są najpodlejsi na świecie i robią coś przeciwko niemu. Nie potrafi przyjąć do wiadomości faktu, że ktoś może mieć inne zdanie niż on. Nie przesadzę pisząc, że zaczyna się wówczas na sobą, mówiąc kolokwialnie, użalać. On ma najgorzej, on jest najgorszy, właściwie wszystko co jest z nim związane właśnie takie jest. Być może brzmi to absurdalnie, lecz ma to dość nieprzyjemne konsekwencje.

Nie ma już co prawda prób szantażowania przecinając nadgarstek, jednak w dalszym ciągu można usłyszeć, iż rozważa on możliwość zrobienia sobie czegoś, ponieważ on "nie ma siły". Tylko właściwie dlaczego? To pytanie nurtuje mnie najbardziej. Bo w zasadzie brak mu powodów, by mieć aż tak złe samopoczucie. Powodzi mu się bardzo dobrze, ma znajomych, w jego życiu nie wydarzyło się ostatnio nic co mogłoby mieć na to wpływ. Chciałam napisać, że ludzie mają większe problemy niż on, ale... on nie ma żadnych problemów.

Dlaczego zatem taki stosunek do życia? Czasem jak jest sam w domu (to się zdarza rzadko) dostaję od niego wiadomość: "smutno mi". Kiedy pytam dlaczego, odpowiada mi: "po prostu". Nie potrafię tego zrozumieć. Ostatnio podjęłam kolejną próbę rozmowy z nim, ale pogorszyłam jedynie sytuacje. Powiedział mi, że ciężko znosi zimę, to znaczy – że zimą ma najmniejsze chęci to życia. Ale dlaczego? On nie wie. Mówi o tym całkiem poważnie, naprawdę poważnym tonem, jak gdyby było to coś oczywistego. Później dodał, że ciężko widzi przyszłą zimę skoro już teraz, w czerwcu, ma taki humor.

Myślałam, że może chodzi o brak miłości. Jednak miał on dziewczynę, z którą był w dość bliskiej relacji przez dłuższy czas. Rozstali się, jak twierdzi, właśnie przez jego stosunek do życia. Bardzo chciałabym mu pomóc, bo uważam, że szkoda marnować życie na smutek. Tym bardziej, że nie ma ku temu konkretnych powodów. Rozumiem, że można się załamać z jakiegoś powodu, wiele osób to przeżyło, ja też. Mój przyjaciel zginął w wypadku, płakałam, krzyczałam, nie mogłam w to uwierzyć, ale przecież tak nie można przez cały czas. Ale on go nie ma.

Czy chodzi o zwrócenie na siebie uwagi? Przecież można to zrobić w inny sposób... Nie rozumiem. Dlaczego nie przyjmuje on odmowy, tylko w ten sposób na nią reaguje? Dziwne jest także to, że on nie daje nic z siebie, a konkretniej – czasem odnoszę wrażenie, że nie obchodzą go problemy innych. A z drugiej strony wymaga tak ogromnej koncentracji na sobie. Drodzy Państwo, serdecznie proszę o poradę. Jego słowa o zbliżającej się zimie naprawdę mnie niepokoją. Pozdrawiam, J.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jakie bezpieczne leki stosuje się w ciąży na poprawę krążenia krwi?

Dzień dobry ! Jestem po poronieniu w 6 tc, ciąży obumarłej w 8 tc. Wszystkie badania (immunologiczne, hormonalne, genetyczne, bakteriologiczne, wirusologiczne) dobre. Prawdopodobną przyczyną moich strat jest słabe krążenie, przeszłam lekki udar niedokrwienny, bez powikłań. Jakie bezpieczne leki stosowane są... Dzień dobry ! Jestem po poronieniu w 6 tc, ciąży obumarłej w 8 tc. Wszystkie badania (immunologiczne, hormonalne, genetyczne, bakteriologiczne, wirusologiczne) dobre. Prawdopodobną przyczyną moich strat jest słabe krążenie, przeszłam lekki udar niedokrwienny, bez powikłań. Jakie bezpieczne leki stosowane są w ciąży na poprawę krążenia krwi. Jaki wywierają wpływ na ciążę i jakie są ewentualne skutki dla zarodka, płodu. Bardzo zależy mi na konkretnej odpowiedzi.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Tomasz Budlewski
Lek. Tomasz Budlewski

Manipuluję ludźmi i jestem dla nich niemiły. Czy mogę się jakoś zmienić?

Witam. Mam 17 lat i pewien problem. Od dłuższego czasu mam ze sobą problemy, które tyczą się mojego zachowania: manipuluję ludźmi, jestem dla nich niemiły, lekceważę ich, uwłaczam im. Zachowanie to sprawia, że nie mam przyjaciół. Kiedyś próbowałem się...

Witam. Mam 17 lat i pewien problem. Od dłuższego czasu mam ze sobą problemy, które tyczą się mojego zachowania: manipuluję ludźmi, jestem dla nich niemiły, lekceważę ich, uwłaczam im. Zachowanie to sprawia, że nie mam przyjaciół. Kiedyś próbowałem się zmienić, ale nie przyniosło to większych rezultatów, gdyż stwierdziłem, że i tak nie będzie żadnych efektów. Czy istnieje jakiś sposób na to, żebym się zmienił? Pozdrawiam, Grzegorz

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak radzić sobie z depresją mając 19 lat?

Mam 19 lat i kilka miesięcy temu zdiagnozowano u mnie depresję i zaburzenia lękowe. Od września 2019 przechodzę istne piekło związane z moją głową. Po lekach czuję się lepiej, ale nie jestem już taka radosna jak kiedyś. Nie potrafię się... Mam 19 lat i kilka miesięcy temu zdiagnozowano u mnie depresję i zaburzenia lękowe. Od września 2019 przechodzę istne piekło związane z moją głową. Po lekach czuję się lepiej, ale nie jestem już taka radosna jak kiedyś. Nie potrafię się uśmiechać. Wciąż marzę o tym, aby zniknąć. To rozwiązałoby wszystkie problemy. Jestem ogromnym obciążeniem dla rodziców: tylko ich zawodzę. Jednak oni nie wiedzą, że nie potrafią mi pomóc. Większość ich rozmów powoduje, że moja głowa jeszcze bardziej pracuje, analizuje i dołuje mnie. Nie wiedzą co powiedzieć, aby choć odrobinę mi ulżyć, odebrać mój własny ciężar. Ciagle czuję się nie na miejscu, jakby ziemia nie była dobrym miejscem dla mnie. Nie mogę się dopasować. Przeraża mnie przyszłość i to, że będę musiała ułożyć sobie życie. Nie chcę przebywać wśród ludzi- dołuje mnie to, a z drugiej strony czuję się okropnie samotna i niekochana. Nie chcę nikogo ranić, ani obarczać, i nie mam już siły. Chciałabym się nie urodzić- nikt nie miałby wtedy tylu problemów. Martwię się o moich rodziców i o młodsze rodzeństwo- muszę swoją depresją i wiecznym przygaszeniem i smutkiem wywierać na nie zły wpływ. Nie potrafię się odnaleźć. Czuję się jak w matrixie i nie wiem, co jest ze mną nie tak. Nie mogę spać w nocy, a w ciągu dnia czuję się, jakbym była w szklanej kuli, a wokół mnie rzeczywistość. Dlaczego jestem taka dziwna? To wynik depresji, mojej ogromnej wrażliwości, czy po prostu jestem nie z tego świata? Proszę o pomoc. Nie wiem już co myśleć.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Dorota Nowacka
Mgr Dorota Nowacka

Z czego może wynikać problem z utrzymaniem erekcji u mojego partnera?

Od niedawna jestem w związku z mężczyzną w spektrum autyzmu, Zespół Aspergera, zdiagnozowany w wieku wczesnodziecięcym, rodzina dbała o jego socjalizacje, jest osobą niezwykle towarzyską, ciekawą świata.Mamy jednak problem podczas współżycia otóż mimo , że partner wykazuję inicjatywę... Od niedawna jestem w związku z mężczyzną w spektrum autyzmu, Zespół Aspergera, zdiagnozowany w wieku wczesnodziecięcym, rodzina dbała o jego socjalizacje, jest osobą niezwykle towarzyską, ciekawą świata.Mamy jednak problem podczas współżycia otóż mimo , że partner wykazuję inicjatywę i zangażowanie, jest osobą, która zdaje się łaknąć bliskości i pieszczot natomiast podczas pełnego stosunku często zdarza się, że ma problem z utrzymaniem erekcji. Czy jest to dysfunkcja na którą możemy mieć wpływ? Oczywiście nie wywieram presji i rozumiem zaburzenia sensoryki w przypadku autyzmu natomiast obawiam czy wina nie leży po stronie nie wystarczającej atrakcyjności mnie jako partnerki, mimo, że pomimo swojego ZA partner okazuje mi czułość zainteresowanie i sam dąży do bliskości.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jerzy Więznowski
Lek. Jerzy Więznowski
Patronaty