Czy to jest poważne?
Mam 18 lat, jestem licealistką. Nigdy nie narzekałam na problemy z nauką. Uczenie się tego, co mnie interesuje, sprawiało mi wielką radość. Jednak od pół roku nie potrafię się skoncentrować. Pogorszyły się moje wyniki w nauce, straciłam zainteresowanie czymkolwiek. Od przedszkola byłam aktywna, działałam w samorządach szkolnych, kółkach teatralnych, drużynach sportowych, redagowałam szkolną gazetkę, występowałam na forum szkolnym i miejskim, brałam udział w licznych konkursach. Trochę dlatego, że wymagali ode mnie tego rodzice, ale przede wszystkim dla samej siebie. Dzisiaj mam ochotę zamknąć się w swoim pokoju i z niego nie wychodzić. Straciłam chęć do życia i ochotę nawet na czynności, które wcześniej sprawiały mi radość. Wahania nastrojów zaczęły mi się ok. 4 lata temu. Łatwo zaczęłam wpadać w złość, niekiedy wręcz furię. Tłumaczyłam to jednak porywczym charakterem. Z wiekiem zaczęły mnie drażnić coraz częściej błahostki. Zaczęły się awantury w domu. Najpierw o oceny (niesatysfakcjonujące moich rodziców), później o wychodzenie z domu (godzina policyjna o 17, w wyjątkowych okolicznościach 19). Przez pewien czas wydawało mi się, że mogę utopić smutek i żal w alkoholu, ale szybko dotarło do mnie, że to infantylne. Niedawno dowiedziałam się, że nie przeszłam do kolejnego etapu olimpiady. Niby nic, a jednak załamało mnie to. Stałam się jeszcze bardziej smutna, zamknięta w sobie, opryskliwa. Dotarło do mnie, że to nie w moim otoczeniu jest problem, tylko we mnie. Nienawidzę siebie. Straciłam jakąkolwiek wiarę we własne możliwości, we własnych oczach jestem nikim. Wszyscy uważają moje zachowanie za kaprys, fanaberię (to takie modne teraz być nieszczęśliwym, ale chyba nie nadaję się jeszcze na członka subkultury emo...), a ja... sama nie wiem, co robić...