Zapytaj lekarza

1 , 0 2 9 , 5 2 7

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Jak zwalczyć potrzebę masturbacji?

Witam! Mam 18 lat. Z tym problemem borykam się już od jakiegoś czasu, ale wydaje mi się on dość skomplikowany, dlatego że łączy w sobie wiele wątków. Po pierwsze masturbacja. Masturbuję się od jakichś 10 lat, tyle że wtedy, jako dziecko, nie wiedziałam co to jest. Robiłam to, bo sprawiało mi to jakąś przyjemność. Z biegiem czasu zaczynałam dowiadywać się o masturbacji z gazet, Internetu, koleżanki w szkole coraz częściej rozmawiały o sprawach intymnych. Byłam nastolatką i myślałam sobie, że taka kolej rzeczy, że poznaję własne ciało itd., zresztą tak też pisało w gazetach - że masturbacja jest prawidłową formą rozładowania napięcia seksualnego młodego człowieka. Pasowało mi takie stwierdzenie i coraz częściej poddawałam się masturbacji. Po jakimś czasie doszły do tego filmiki pornograficzne w Internecie, ale nadal wszystko było dla mnie OK.

W drugiej klasie gimnazjum nastąpił dla mnie pewien przełom. Zaczęłam przygotowywać się do przyjęcia sakramentu Bierzmowania. Od dziecka byłam wychowywana w katolickiej rodzinie, ale dopiero wtedy w gimnazjum poczułam naprawdę silną więź z Bogiem i jednocześnie na spotkaniach do Bierzmowania, dowiedziałam się, że masturbacja i oglądanie pornografii w Internecie jest grzechem ciężkim. Wtedy poczułam się fatalnie. Jednak udało mi się to przezwyciężyć i poszłam do Spowiedzi Św. Niestety, nie udało mi się całkowicie odejść od masturbacji. I tak, co jakiś czas spowiadałam się z tego samego grzechu jakim jest samogwałt. Jednak mimo świadomości, że masturbacja jest grzechem, nadal to robiłam, ale jakoś nie czułam z tego powodu większego dyskomfortu. Z biegiem czasu zaczęłam zauważać, że coś jest nie tak. Zaczęłam szukać każdej możliwej okazji, by tylko zaspokoić swoje potrzeby. Cieszyłam się, gdy zostawałam sama w domu, bo mogłam wejść w Internet, włączyć film pornograficzny i uprawiać samogwałt. Tak było przez kilka miesięcy.

Odkąd poszłam do liceum, znów zaczęłam czuć się fatalnie, ale teraz już za każdym razem, gdy się masturbowałam. Czułam, że nie powinnam tak robić, ale mimo to, co jakiś czas do tego wracałam. Znów zaczęłam czuć, że wiara jest dla mnie ważna, i że to co robię jest z nią niezgodne, ale nadal co jakiś czas wracałam do masturbacji. I tak aż do teraz. Bardzo źle czuję się, kiedy to robię, ale czasami nie potrafię się opanować. Zauważyłam, że to jest dla mnie takie błędne koło - po masturbacji okropnie się czuję, ale gdy okropnie się czuję i mam zły nastrój - wracam do masturbacji. Tak wygląda mój pierwszy problem. Nie wiem, czy powinnam do państwa o tym pisać, może to bardziej pytanie skierowane do księdza, ale nie spotkałam jeszcze w Internecie strony, na której mogłabym w ten sposób zadać pytanie księdzu, dlatego zdecydowałam się napisać do państwa. Może jest jakiś sposób, by uwolnić się od masturbacji? Bo mimo że się staram, to nie bardzo mi to wychodzi.

Kolejnym moim problemem jest mój brak wiary w siebie. Nie wiem, czy to wynika z tego, co opisałam wcześniej, ale może w jakiś sposób się łączy... Otóż, nigdy nie należałam do osób szczupłych. W przedszkolu i szkole podstawowej dzieci wołały na mnie "grubas" itp. Było mi przykro, ale nic z tym nie robiłam, właściwie chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę ze swojej sytuacji. Przełom nastąpił w 6 klasie szkoły podstawowej. Było to w 2007 roku, w styczniu zaczęłam się odchudzać. Jadłam tylko dwa posiłki dziennie - śniadanie i obiad, żadnych słodyczy ani dojadania między tymi dwoma posiłkami, a do tego codziennie ćwiczyłam na rowerku stacjonarnym. Chudłam w oczach, a ludzie zaczęli prawić mi komplementy itd. Przyznam, że bardzo mi to odpowiadało i byłam z tego bardzo zadowolona. Ale kiedy osiągnęłam wagę poniżej 50 kg, przestałam się odchudzać, dbać o swój wygląd. Zaczęłam jeść "normalnie", tzn. nie odmawiałam już sobie słodyczy, a zamiast dwóch posiłków dziennie, jadłam 7. Do gimnazjum udało mi się wejść jeszcze z dość fajną figurą, ale potem zaczął się efekt jo-jo i zaczęłam przybierać na wadze. Potem kilka razy jeszcze próbowałam się odchudzać, ale już nie udało mi się osiągnąć takiego efektu jak za pierwszym razem. Teraz znów jestem otyła, jest mi z tym źle, nie mam ochoty kupować ubrań (choć rodzice często chcą mnie zabierać na zakupy), bo uważam, że mam za duży rozmiar, czuje się źle, gdy widzę inne szczuplejsze dziewczyny oglądające ciuchy w tym samym sklepie co ja. Dlatego też unikam zakupów jak ognia. Zbliża się lato, wyjeżdżam z rodzicami nad morze na kilka dni i chciałabym wyglądać zgrabniej, ale już się tego boję, bo chyba już brakuje mi sił, aby się odchudzać. Może pomogą mi państwo dobrać jakąś dietę dla osób w moim wieku, abym mogła schudnąć?

Kolejny mój problem dotyczy nauki. Odkąd pamiętam byłam wzorową uczennicą. W przedszkolu pierwsza nauczyłam się czytać i pisać, a potem w szkole zawsze miałam najlepsze oceny z każdego przedmiotu, i tak było do 3 klasy gimnazjum. W liceum wszystko się zmieniło. Z bardzo dobrej uczennicy stałam się przeciętną. Zamiast 5 i 6 w moim dzienniczku zaczęły się pojawiać 3,2 a nawet kilka 1. Dodam, że przez całą podstawówkę i gimnazjum rodzice cały czas powtarzali mi, że mam się uczyć, bo w przeciwnym razie będę nikim itd. Nie wiem czy to właśnie to powodowało, że dobrze się uczyłam, ale faktycznie moje wyniki w nauce były wręcz fantastyczne, a koledzy i koleżanki z klasy bardzo mi tego zazdrościli. Bycie dobrą uczennicą mi pasowało, ciągłe pochwały, najlepsze oceny itd., wydaje mi się, że sama nauka jakoś bardziej wchodziła mi do głowy. Jak już pisałam - w licem się to zmieniło. Tłumaczyłam sobie to tym,że przecież to już wyższy poziom itd., ale zaczęłam kompletnie tracić wiarę w siebie. W podstawówce i gimnazjum rodzice wyzywali mnie, gdy zdarzało mi się przynieść ocenę niższą niż 5, na szczęście w liceum trochę przystopowali, ale mimo wszystko nadal katują mnie nakazami, że mam się uczyć. A ja czuję, że na to już też nie mam siły. Jestem beznadziejna, nie potrafię nauczyć się już tak dobrze jak kiedyś. Co mam robić?!

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nieśmiałość. Chociaż właściwie nie wiem, czy można to nazwać nieśmiałością, no ale mam pewien problem w kontaktach z innymi ludźmi. Najpierw zauważyłam trudności w kontaktach z nauczycielami w szkole. Kiedy w liceum odpowiedzi ustne stały się codziennością, zupełnie nie potrafiłam się w tym odnaleźć. Niby uczyłam się na każdą odpowiedź ustną, ale kiedy nauczyciel brał mnie do odpowiedzi, po prostu zamierałam. Serce waliło mi jak oszalałe, robiłam się czerwona, zasychało mi w ustach, zaczynały dygotać mi nogi i ręce. Przy tym zapominałam połowy materiału i zawsze dostawałam gorsze oceny. Odpowiedzi ustne to dla mnie istna katorga. Już wolałabym codziennie pisać kartkówkę niż odpowiadać! Ale nawet w zwykłych kontaktach uczeń-nauczyciel, kiedy trzeba o coś zapytać, poprosić, mam z tym problem. Nie wiem jak zacząć rozmowę, i znowu zaczynam się denerwować, że muszę w ogóle się odezwać. Nawet w kontaktach z rówieśnikami odczuwam pewien dyskomfort. Koleżanki z klasy są odważne, bystre, a ja jestem taką cichą, szarą myszką. Mama mi mówi, że też mam taka być, bo inaczej niczego w życiu nie osiągnę, ale ja nie umiem być taka jak one. Co mam zrobić, że jestem taka nieśmiała?

Poza tym jestem zbyt nerwowa osobą. Ostatnio wszystko mnie denerwuje. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. W domu często wybuchają jakieś niezrozumiałe kłótnie, bo rodzice w sumie też są nerwowi. Moja babcia ma 84 lata, mieszka z nami i ma kłopoty z pamięcią. Bierze dużo lekarstw, ale niektóre może brać tylko rano, inne tylko wieczorem. Chcemy jej z mamą w tym pomóc, bo wiele razy już zdarzało się, że myliła się w braniu tych lekarstw, chciała brać wieczorem, te które powinna brać rano i odwrotnie. Niestety, babcia nie potrafi przyznać się przed samą sobą, że ma problem z pamięcią i obwinia o wszystko nas. Krzyczy na nas, że mamy się nie wtrącać, że ona nie jest głupia... Mam już tego dosyć! Chcemy jej pomóc, a ona nie chce nam tego ułatwić. Co powinnam zrobić w takiej sytuacji?! Proszę o szybką odpowiedź, bardzo zależy mi na konsultacji.

KOBIETA, 18 LAT ponad rok temu

Poczucie własnej wartości - Polacy na tle świata

Mgr Kamila Drozd Psycholog
80 poziom zaufania

Witam Pani Agnieszko! Drogą internetową nie da się niestety rozwiązać wszystkich Pani problemów – wymagają one bezpośredniej konsultacji u psychologa, seksuologa i dietetyka. Pierwszym problemem, jaki Pani zasygnalizowała, jest problem z nadmierną masturbacją. Przez Internet nie jestem w stanie stwierdzić, czy jest Pani uzależniona od onanizowania się, ale wiele zachowań na to wskazuje. Masturbacja przybiera u Pani charakter mimowolny i nawykowy, pojawia się często, dość regularnie i trwa bardzo długo. Samogwałt zabiera Pani coraz więcej czasu, nie potrafi Pani zapanować nad wewnętrznym impulsem, który skłania Panią do masturbacji. Akt ma charakter niemal kompulsywny. To prawda, że masturbacja stanowi jedną z form rozładowywania napięcia seksualnego i pojawia się najczęściej w wieku dorastania. W świetle wiary katolickiej samogwałt jest grzechem, dlatego uzależnienie od przyjemności związanej z masturbacją, zwłaszcza u osób wierzących, prowadzi do powstania napięcia psychicznego i wzbudza poczucie winy. Więcej na temat uzależnienia od masturbacji może przeczytać Pani pod poniższymi linkami: http://portal.abczdrowie.pl/uzaleznienie-od-masturbacji http://portal.abczdrowie.pl/uzaleznienie-od-seksu-w-sieci Bardzo niepokojący jest mechanizm błędnego koła, w jaki Pani wpadła, a mianowicie masturbowanie się, kiedy doświadcza Pani złego nastroju. Po masturbacji z kolei towarzyszy Pani poczucie winy, że dopuściła się Pani grzechu, czegoś niegodziwego, co znowu popycha Panią w kierunku masturbacji. Myślę, że Pani problem klasyfikuje się do skorzystania z pomocy seksuologa. Z jednej strony, pojawia się napięcie seksualne (być może myli Pani napięcie emocjonalne z seksualnym) i naturalna potrzeba rozładowania libido, a z drugiej strony, rygoryzm wychowawczy i religijny, który mówi, że onanizm jest czymś złym. Drugi Pani problem to kwestia braku wiary w siebie, która czerpie swoje źródło w niezadowoleniu z własnej figury. Pyta Pani o to, jak szybko schudnąć i być zadowolonym z własnej sylwetki, nie podjadać i uniknąć efektu jo-jo. Wiele ciekawych rad znajdzie Pani w artykułach w naszym serwisie tutaj: http://portal.abczdrowie.pl/jak-szybko-schudnac http://portal.abczdrowie.pl/porady-dietetyczne-dla-odchudzajacych-sie http://portal.abczdrowie.pl/jak-zwalczyc-podjadanie http://portal.abczdrowie.pl/co-jesc-by-schudnac http://portal.abczdrowie.pl/diety-na-lato http://portal.abczdrowie.pl/sposoby-na-idealny-brzuch Proszę jednak pamiętać, że nawet najbardziej idealna sylwetka nie przyczyni się do wzrostu Pani samooceny, jeśli nie zmieni Pani sposobu myślenia o sobie. Można tryskać humorem i być pewnym siebie nawet z kilkoma kilogramami więcej. Samoocena bowiem to wypadkowa sposobu percepcji samego siebie. Jeśli chodzi o stosowanie diet, radziłabym przestrzegać zasad zdrowego odżywiania się i jeść zgodnie z piramidą zdrowego jedzenia. Jeżeli zależy Pani na doborze odpowiednio zbilansowanej diety dla siebie, proszę rozważyć wizytę u dietetyka. Trzeci Pani problem ujęła Pani jako „problemy z nauką”. Pani nie ma trudności szkolnych. Z tego, co Pani napisała w liście, wynika, że jest Pani ambitną i solidną uczennicą, która zdaje sobie sprawę ze znaczenia wykształcenia w dzisiejszym świecie. Zależy Pani na dobrych ocenach. Pani gorsze oceny w szkole średniej można pewnie wytłumaczyć wyższymi wymaganiami edukacyjnymi. Nie we wszystkim może być Pani dobra i nie ze wszystkich przedmiotów daje się mieć same 5 i 6. Problem tkwi zupełnie indziej, a mianowicie w tym, że boi się Pani rozczarować rodziców i nauczycieli, a także samą siebie, bo to stanowiłoby zagrożenie dla Pani i tak wątpliwej jakości samooceny. Pani nieśmiałość i brak umiejętności społecznych w kontaktach z innymi to również skutek niskiego poczucia własnej wartości. Być może do rozwoju niskiej samooceny przyczynili się rodzice, którzy bezustannie podnosili Pani poprzeczkę, krytykowali za porażki i gorsze stopnie, a nie nagradzali ani nie chwalili za dobre oceny, przyjmując to za „normę” – bo tak ma być. O Pani nerwowości i nieśmiałości świadczą także somatyczne objawy, jak: suchość w ustach, drżenie nóg i rąk, unikanie kontaktu wzrokowego, przyspieszone bicie serca. Nie bez znaczenia dla Pani kondycji psychicznej jest sytuacja w domu, np. problemy z babcią, podenerwowanie rodziców, ciągły stres. Osobiście radziłabym Pani skorzystać z pomocy psychologa szkolnego albo w najbliższej poradni zdrowia psychicznego. Zachęcam Panią do przeczytania artykułów zamieszczonych w naszym portalu: http://portal.abczdrowie.pl/jak-sobie-radzic-z-niesmialoscia http://portal.abczdrowie.pl/jak-pozbyc-sie-kompleksow http://portal.abczdrowie.pl/niska-samoocena Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Psycholog społeczny, autorka wielu publikacji dotyczących rozwoju osobistego oraz warsztatów z doradztwa zawodowego i komunikacji międzypłciowej.
0

Dzień Dobry Pani,

Dziękuję Pani za napisanie do Portalu i podzielenie się swoją historią osobistą,
w której poruszyła Pani parę wątków, które się łączą i są wzajemnie współzależne.

Zacznę od kwestii masturbacji...
Masturbacja jest sposobem radzenia sobie ze stresem i napięciem.
Jest zjawiskiem powszechnie stosowanym przez osoby samotne, jak również w związkach, a o której rzadko się mówi albo wcale..
Dotyczy Osób w różnym wieku, płci, w związkach, samotnych.i to jest jak najbardziej w porządku.
Pojawia się problem, kiedy to masturbacja staje się jedynym sposobem na osiągnięcie satysfakcji seksualnej i jedyną formą aktywności seksualnej dorosłego człowieka,
kiedy to dorosły człowiek, będąc w związku partnerskim i mając możliwość spełnienia seksualnego w tym związku, zaspokaja własny popęd seksualny masturbacją.

Innym wątkiem, poruszonym przez Panią jest kwestia braku samoakceptacji
i zaniżonej samooceny, które to powodują nadmierne kontrolowanie swojej wagi.
Świadomość siebie stanowi fundament postrzegania swojego ciała, atrakcyjności.
Od tej wiedzy, jak postrzega Pani samą siebie zależą Pani interakcje z Ludźmi
i ze Światem.
Istnieje związek i współzależność pomiędzy postrzeganiem ciała a poczuciem własnej wartości.
Okazuje się, że negatywny obraz ciała (wg opinii Psychologów) warunkuje aż 1/3 poczucia własnej wartości.
A to znaczy, że uzależnia Pani swój obraz ciała od samooceny i odwrotnie.
Dlatego też postrzeganie ciała i samoocena tak wzajemnie na siebie wpływają, krążąc po tzw. "kole", gdzie nie ma początku i końca...
Zaburzenia odżywiania występują wtedy, gdy chcemy zwiększyć własną atrakcyjność albo też przejąć kontrolę nad sobą i posuwamy się za daleko...

Podsumowując, zachęcałabym Panią do podjęcia pracy terapeutycznej w Poradni zdrowia psychicznego albo w Poradni leczenia zaburzeń odżywiania, celem pracy nad
poczuciem własnej wartości, by umiejętnie zadbać o swoje potrzeby.

Życzę Pani dotarcia do swoich zasobów,
irena.mielnik.madej@gmail.com

Psycholog, trener w zakresie rozwoju osobowości
0
redakcja abczdrowie Odpowiedź udzielona automatycznie

Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych użytkowników.
Poniżej znajdziesz do nich odnośniki:

Strefa Kobiety
Ważne tematy