Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Zaburzenia osobowości: Pytania do specjalistów

Uporczywe dolegliwości cielesne nieznajdujące odzwierciedlenia w wynikach badań

Czy jest możliwe, że to nerwica, jeżeli od ponad pół roku źle się czuję, a moje podejrzenia chorób wciąż przesuwają się w inne miejsca organizmu? Czy jest możliwa degradacja organizmu w przeciągu 8 miesięcy, jeżeli podejrzewam np. raka płuc?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego a leczenie nerwicy

Witam, cierpię na zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (ZOK) oraz fobię społeczną (FS), które mam zdiagnozowane przez lekarza psychiatrę. Nie jestem ubezpieczony w NFZ, dlatego musiałem leczyć się prywatnie jednak nie mam na to już środków finansowych i musiałem przerwać leczenie. Według Ustawy...

Witam, cierpię na zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (ZOK) oraz fobię społeczną (FS), które mam zdiagnozowane przez lekarza psychiatrę. Nie jestem ubezpieczony w NFZ, dlatego musiałem leczyć się prywatnie jednak nie mam na to już środków finansowych i musiałem przerwać leczenie.

Według Ustawy o Ochronie Zdrowia Psychicznego art. 10 pkt 1 osobą chorym psychicznie świadczenia zdrowotne udzielane są bezpłatnie, ale w zmianie ustawy z dnia 20 maja 2005 art. 10 mówi o tym, że dotyczy to osób wymienionych w art. 3 pkt 1 lit. a i b; co oznacza, że odnosi się to tylko do osób cierpiących na zaburzenia psychotyczne (lit. a) lub upośledzenia umysłowe (lit. b).

ZOK i FS nie są ani zaburzeniami psychotycznymi ani upośledzeniami umysłowymi co oznacza, że nie mogę korzystać z bezpłatnego leczenia psychiatrycznego, mimo iż nie stać mnie na prywatne leczenie, a występujące u mnie zaburzenia lękowe uniemożliwiają mi funkcjonowanie w społeczeństwie (m.in. pracę); dobrze rozumiem? Jeśli tak jest, to czy jest sposób na rozwiązanie mojego problemu czy jestem zmuszony do pozostania do końca życia w domu, będąc na utrzymaniu rodziny?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak sobie poradzić z samookaleczaniem i kompulsywnym objadaniem się

Już od dawna rozpaczliwie szukam jakiejkolwiek pomocy, aż w końcu dzisiaj natknęłam się na ten serwis. Szukałam bezpłatnej porady lekarskiej i nie mogłam nic znaleźć, aż do dzisiaj. Mam 17 lat. Problemy zaczęły się w październiku zeszłego roku. Pewna sytuacja...

Już od dawna rozpaczliwie szukam jakiejkolwiek pomocy, aż w końcu dzisiaj natknęłam się na ten serwis. Szukałam bezpłatnej porady lekarskiej i nie mogłam nic znaleźć, aż do dzisiaj. Mam 17 lat. Problemy zaczęły się w październiku zeszłego roku. Pewna sytuacja w moim życiu sprawiła, że straciłam kompletnie zaufanie rodziców, a także straciłam przyjaciół, z którymi zabroniono mi się widywać. I wtedy zrozumiałam, że tak naprawdę to prawdziwych przyjaciół nie mam, tylko znajomych, a to mi nie wystarczało. Czułam, że wszyscy traktują mnie jak kogoś gorszego. Ciągle płakałam. Nie potrafiłam tego w ogóle kontrolować. Moja samoocena spadła do minimum, nie potrafiłam patrzeć się na siebie w lustrze. Do tej pory mam problemy z jedzeniem i tutaj jestem akurat pewna, że coś jest ze mną nie tak. Jestem uzależniona od jedzenia. Jak mi źle, to momentalnie jem. Cokolwiek. Nie ważne, czy słodycze, czy kromka chleba z czymkolwiek, ale muszę jeść. Potem mam wyrzuty sumienia, bo czuję się potwornie gruba, co też jest przyczyną niskiej samooceny. Głoduję przez tydzień, góra dwa, i potrafię nic nie jeść całymi dniami, a potem znowu coś się wydarzy i jem tony jedzenia. Okaleczałam się. Widok krwi mnie uspokajał podczas kolejnego ataku płaczu. Miałam coś w rodzaju myśli samobójczych. Nie chciałam się zabić, bo wiem, że nie zdobyłabym się na to, ale nie raz marzyłam o tym, żeby mieć wystarczająco dużo siły, żeby z tym wszystkim skończyć. Po prostu chciałam chcieć się zabić. Myślałam bardzo długo o pójściu do psychologa, ale nie mogłam ze względu na moich rodziców. Wiem, że jak poszłabym do mamy z tym, to albo by mnie wyśmiała albo wydarła by się na mnie i powiedziała, że przesadzam. Chciałam iść sama, ale jak się dowiedziałam, że psycholog musi powiadomić moich rodziców, jeśli będzie coś ze mną nie tak, to zrezygnowałam z tego pomysłu. Miałam straszne problemy z relacjami z innymi ludźmi, szczególnie z płcią przeciwną. To akurat pozostało mi do dziś. Nie potrafię nikomu zaufać. Zawsze wymyślam miliard nieprawdopodobnych powodów, dla których dana osoba mogłaby chcieć mnie oszukać i być nieszczera. Nie potrafię nikogo do siebie dopuścić. To działa na zasadzie: Wydaje mi się, że będę szczęśliwa jedynie wtedy, kiedy znajdę osobę, która pokocha mnie ponad wszystko. Jak już jakaś osoba w ten sposób mnie kocha, to musi być coś z nią nie tak, więc trzeba od niej uciec. Za wszystko obwiniałam siebie, przez co dosłownie nienawidziłam swojej osoby. To wszystko uspokoiło się z nadejściem wiosny. Nie potrafiłam tego inaczej usprawiedliwić jak depresją zimową albo po prostu moim wiekiem. Jak już myślałam, że wszystko jest w porządku, to niestety pojawiły się jakieś dwa-trzy tygodnie temu nowe problemy. Zawsze świetnie się uczyłam. Nie potrafiłam pójść na sprawdzian nieprzygotowana. Nie potrafiłam pójść do szkoły nie robiąc zadania. A teraz w ogóle się nie uczę. Zawaliłam już 3 sprawdziany, nie robię zadań, na niczym kompletnie nie mogę się skupić. Nie rozumiem, czym może to być spowodowane. Ponadto znowu płaczę z byle powodu. Cokolwiek się stanie - reaguję łzami. Mama mi powiedziała ostatnio, jak dostałam ataku płaczu bez większej przyczyny, że jestem infantylna i krzyczała, pytając, czemu tak reaguję. A to przecież nie zależy ode mnie. Znowu czuję się olewana zupełnie przez znajomych. Moja najlepsza przyjaciółka zostawiła mnie dla innych, lepszych przyjaciół i jak słyszę, jak o nich mówi, albo jak widzę, że dodaje z nimi zdjęcia  to znowu chce mi się płakać. W dodatku moje relacje z rodzicami niby były w porządku, ale było jednak kilka przykrych wydarzeń w moim życiu... Jak byłam mała mama jeździła zarabiać do Niemiec, co strasznie przeżywałam. Płakałam za nią, waliłam pięściami w drzwi jak wyjeżdżała i tak dalej. Potem mój tato zaczął tam jeździć. Zawsze, jak go odwiedzałam w Niemczech i potem musiałam wracać do Polski, to potwornie płakałam. Byłam bardzo przywiązana do niego pomimo tego, że mieliśmy sporo kłótni w rodzinie z powodu tego, że tato czasami lubił przesadzić z alkoholem. Pamiętam, jak raz mama się zdenerwowała i wyszła z domu trzaskając drzwiami, a ja, byłam wtedy jeszcze mała, ale podeszłam do taty i spytałam, czemu nas nie kocha. Chociaż w rzeczywistości kocha i to bardzo. Jednak tato nie jest tutaj problem. Na co dzień mieszkam z mamą, bo tato mieszka na stałe w Niemczech. Non stop się z nią kłócę, o wszystko, a najbardziej o oceny. Nikt mi nigdy nie potrafił uwierzyć, jak opowiadałam, że mam awanturę w domu o 4 ze sprawdzianu. Wydaje mi się, że ta kobieta albo ma jakieś niespełnione ambicje z dzieciństwa, albo myśli, że jak miałam w podstawówce same 5, to oznacza, że jestem geniuszem i muszę mieć takie same oceny w liceum. Po każdym zebraniu w moim domu jest nie do zniesienia. Ja po prostu nie potrafię się nie przejmować tym, że ona tyle ode mnie wymaga. Nie potrafię podołać jej oczekiwaniom, które są zupełnie niewykonalne na tym etapie edukacji. Naprawdę próbowałam sobie tysiąc razy wmówić, że nic ze mną złego nie jest, że to dojrzewanie itp., ale obserwuję wszystkich wokoło i nie mogę przestać odnosić wrażenia, że tylko ja tak reaguję. Przepraszam za tak długi wpis. Nie raz próbowałam ułożyć w myślach całą tą sytuację, a i tak wyszła mi teraz jakaś bezskładna paplanina. Jednak proszę o odpowiedź na moje pytanie, bo to już moja ostatnia nadzieja.

Mój chłopak nad sobą nie panuje

Mój chłopak ma 17 lat. Jest bardzo wrażliwą i uczuciową osobą. Zawsze powtarza mi, że nie wie, co by beze mnie zrobił i że oddałby za mnie życie. Jest tylko pewien problem... On nie panuje nad sobą... Kiedyś po kłótni...

Mój chłopak ma 17 lat. Jest bardzo wrażliwą i uczuciową osobą. Zawsze powtarza mi, że nie wie, co by beze mnie zrobił i że oddałby za mnie życie. Jest tylko pewien problem... On nie panuje nad sobą... Kiedyś po kłótni zaczął rzucać swoim telefonem o ścianę. Po tym wydarzeniu obiecał, że takie zachowanie się nie powtórzy. Jest histerykiem, nie kryje łez ani nawet rozpaczy, kiedy jest między nami źle. Ale po ostatniej kłótni specjalnie uderzył głową o ścianę... Uderzył bardzo mocno, aż go zamroczyło. Na czole wyskoczył mu krwiak i na szczęście nie ma pękniętej czaszki. Potem powtarzał, że mógł uderzyć mocniej i że teraz przynajmniej wiem, że to, co mówił, to nie były tylko słowa. Jestem przerażona tą sytuacją, nie wiem, co robić. Bardzo się o niego boję i nie wiem, co może się wydarzyć następnym razem... Zaczynam się go bać... Bardzo go kocham, ale nie wiem, jak mam mu pomóc i jak sobie z tą sytuacją poradzić. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

OCD

Witam, od miesiąca mam wizje. Na przykład kąpiąc się pod prysznicem, naraz pojawia się wizja, jak duszę się wężem z prysznica albo jak wiszę na sznurze. Ostatnio nawet w sklepie, jadąc schodami, pokazała mi się myśl, że mogłabym skoczyć z... Witam, od miesiąca mam wizje. Na przykład kąpiąc się pod prysznicem, naraz pojawia się wizja, jak duszę się wężem z prysznica albo jak wiszę na sznurze. Ostatnio nawet w sklepie, jadąc schodami, pokazała mi się myśl, że mogłabym skoczyć z tej wysokości albo że zaraz wstanę i się zabiję. Męczy mnie już to i nawet czasami mam myśli, że po co ja mam żyć, czy to są już myśli samobójcze? Bo ja się boję tych myśli, boję się, że coś mnie do tego popchnie, że w końcu nie wytrzymam i to zrobię, odczuwam pustkę w głowie, już nie wiem, czy tego chcę, czy to tylko natrętne myśli, a jeśli są to myśli samobójcze, czy wszystkie takie myśli prowdzą do samobójstwa???
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Zaburzenia osobowości typu bordeline

Witam. Niecały miesiąc temu stwierdzono u mnie zaburzenia osobowości typu bordeline. Spędziłam w szpitalu 2 miesiące. Nie wiem, na czym polega ta choroba. Czy moglibyście przybliżyć mi jej objawy lub udzielić jakichś informacji. Bo nie czuję się, żebym miała...

Witam. Niecały miesiąc temu stwierdzono u mnie zaburzenia osobowości typu bordeline. Spędziłam w szpitalu 2 miesiące. Nie wiem, na czym polega ta choroba. Czy moglibyście przybliżyć mi jej objawy lub udzielić jakichś informacji. Bo nie czuję się, żebym miała jakieś zaburzenia osobowości. Myślałam, że to bardziej jakaś łagodna depresja niż ta choroba.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jaka rada dla osoby z borderline?

Dzień dobry. Kilka lat temu byłem (po raz kolejny) w szpitalu psychiatrycznym. Na wypisie (epikryza czy jakoś tak) jest napisane: zaburzenia depresyjne, zaburzenia osobowości (borderline?). Dzieciństwo spędziłem w domu pełnoalkoholowym, tj. obydwoje tzw. rodzice chlali, a tzw. ojciec regularnie wyżywał...

Dzień dobry. Kilka lat temu byłem (po raz kolejny) w szpitalu psychiatrycznym. Na wypisie (epikryza czy jakoś tak) jest napisane: zaburzenia depresyjne, zaburzenia osobowości (borderline?). Dzieciństwo spędziłem w domu pełnoalkoholowym, tj. obydwoje tzw. rodzice chlali, a tzw. ojciec regularnie wyżywał się na mnie, poniżał, upokarzał itd. co 2-3 tygodnie przez kilkanaście lat. Tak zwana matka piła zazwyczaj ciągami 6-14 dni, dwa-trzy tygodnie przerwy i od nowa. Ale mój problem to cały czas trwające myśli "s", bezsilność, apatia itd. Antydepresantów mam dość ze względu na skutki uboczne. W internecie przeczytałem, że nie mam raczej szans na wyleczenie się z tego. Od kilku miesięcy znowu z nimi mieszkam. Szukałem w necie organizacji bądź fundacji, która jakoś pomaga przy tym (niezawinionym przeze mnie) zaburzeniu, ale nie ma. Czy można z tym coś zrobić, czy już nie?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co PRAWDOPODOBNIE może mi dolegać?

Mam 16 lat, pełną rodzinę i chodzę do liceum. Ludzie postrzegają mnie jako osobę ekstrawertyczną, wesołą, pogodną. Lubię spędzać czas z ludźmi, właściwie tylko wtedy nie myślę tak często o rozterkach. Jednak czasami jest mi źle i smutno, ale to...

Mam 16 lat, pełną rodzinę i chodzę do liceum. Ludzie postrzegają mnie jako osobę ekstrawertyczną, wesołą, pogodną. Lubię spędzać czas z ludźmi, właściwie tylko wtedy nie myślę tak często o rozterkach. Jednak czasami jest mi źle i smutno, ale to zdarza się raczej sporadycznie. Częściej towarzyszy mi zdenerwowanie i gniew. Wyobrażam sobie, że robię komuś krzywdę, czasami całkiem bez powodu, np. idąc ulicą... Towarzyszą mi skrajne emocje i uczucia. Mam jednocześnie kilka odmiennych zdań i nie mogę się na któreś zdecydować... Uważam się za człowieka dobrego i złego zarazem. Zaobserwowałam też zjawiska, w których najpierw odczuwam głęboką fascynację – np. myślę o poznanej osobie bez przerwy, staram się jej przypodobać, zwrócić na siebie jej uwagę i ją naśladować, po czym po paru dniach, tygodniach lub miesiącach zaczynam dostrzegać jej wady, a na początku znajomości, nawet jeśli dostrzegam wady, to zamieniam je w pozytywy, dopiero później przychodzi wstręt, obrzydzenie, irytacja... Nie mam pojęcia skąd się bierze ta zmienność... nawet nie musi zaistnieć jakaś (obojętnie jaka) sytuacja, żebym zaczęła żywić niechęć do tej osoby... Dlaczego tak się dzieje? Samookaleczam się - tnę żyletką, uderzam głową o ścianę, gryzę, biję skakanką (np. odchudzam się i nie udaje mi się 'dobrze' skakać, a więc irytuję się i w złości uderzam w nogi, plecy...), przypalałam skórę (zapalałam zapałkę, gasiłam po czym szybko przykładałam do nogi lub gasiłam zapaloną na nodze), wyrywam/ciągnę za włosy, biję po twarzy, rękach... z czasem uświadomiłam sobie, że wyrywam włoski z rzęs, czasem brwi... (teraz rzadziej). Wszystko zaczęło się praktycznie 2 lata temu... Zmarła moja Babcia, schudłam parę kilogramów i to zainspirowało mnie do odchudzania... Zresztą odkąd pamiętam czułam się brzydka, gruba, głupia. Zaczęłam stosować środki przeczyszczające i pobudzające ośrodkowy układ nerwowy (pobudzenie = wysiłek). W mniej więcej tym samym czasie doszły pierwsze cięcia. Dowiedziałam się, że moja koleżanka 'to' robi, więc w ramach 'fascynacji' (wyżej wspominanej) zaczęłam ją naśladować. Później miałam być nie klasyfikowana z wf. (opuszczałam), a więc dodatkowy stres. Później wychowawczyni dowiedziała się od mojej znajomej o naszych rozmowach na gadu gadu o tabletkach, chowaniu obiadów, etc., a więc matka też się o tym dowiedziała. Niewiele później siostra, szperając mi w rzeczach, znalazła mnóstwo opakowań po tabletkach... Najmniej w tym okresie ważyłam 43,2 kg na 157,5 cm wzrostu, a więc nie było drastycznie. W miesiącach obsesyjnego myślenia o jedzeniu przestałam się ciąć, ale mimo wszystko blizny się 'nie zagoiły' i pozostały do dziś grube i niezbyt gładkie... Później okaleczałam się co jakieś pół roku (przez te 2 lata), z niewielkimi epizodami w tych miesiącach. Co jakiś czas biorę tabletki pobudzające ośrodkowy układ nerwowy. (Sądzę, że potrafiłabym się bez nich obyć na stałe). Rodzinę mam niby pełną, ale niezbyt wylewną. Moja matka jest bardzo chłodna, nie okazuję pozytywnych uczuć czy emocji, złości się, krzyczy, nawet kiedy opowiada o zwykłych rzeczach podnosi głos, ciągle narzeka na nas (mnie i rodzeństwo), że jesteśmy leniwi itp. Kiedyś starałam się, żeby jej jakoś pomóc - przychodziłam do domu po szkole, szłam na spacer z psem, przygotowywałam ziemniaki do obiadu, odkurzałam całe mieszkanie, zmywałam naczynia itp., a czasem jak miałam inne zajęcia, tak że po szkole od razu nie wracałam do domu tylko np. szłam do miasta z koleżanką lub się do kogoś uczyć, to krzyczała, że nic nie robimy, jesteśmy leniwi i to głównie ja obrywałam, rzadziej moje rodzeństwo. Aż w końcu i ja się zbuntowałam i przestałam robić cokolwiek. Mam napady obżarstwa, czego się bardzo wstydzę, upominam innych, jak jeść (ręka do buzi, nie odwrotnie!) i przy innych ludziach zachowuję się kulturalnie - nie oblizuję palców, nie jem łapczywie, mogę się nawet powstrzymać przed zjedzeniem czegokolwiek lub zjem bardzo mało. Ale kiedy jestem sama... jem, jem, jem, nawet wtedy, gdy brzuch boli. Wciągam brzuch, żeby oszukać ból i siebie, żebym mogła jeszcze więcej zjeść... Posiłki mogę jadać co godzinę... Wstydzę się tego, zwłaszcza, że kiedyś posądzano mnie o anoreksję... Okresowo też się odchudzam - drastycznie - dieta 200-300kcal albo głodówka absolutna. Ale zdecydowanie częściej objadanie. Mam też kilka natręctw - muszę parę razy np. dotknąć różnych materiałów czy przedmiotów (po tyle samo razy lub tak, żebym czuła, że już wystarczy). Miewam też dziwne sny. Najczęściej w nich uciekam, zdarzają się wypadające zęby albo są one związane z duchami, siłami nadprzyrodzonymi – np. raz obudziłam się (coś mi się dziwnego śniło) i nie mogłam zasnąć. Po chwili wyskoczyłam z łóżka, jakaś moc mnie przewróciła i ciągnęła po podłodze, nie mogłam się ruszać... i najdziwniejsze było to, że sądziłam, że to się naprawdę dzieje, sen wyglądał tak, jakbym nadal leżała i nie mogła zasnąć, a tu się okazało, że jednak zasnęłam i przyśniło mi się to, jak leżałam przed snem, stąd ten autentyzm. Często tak mam, że nie potrafię rozróżnić snu od rzeczywistości i jestem przekonana, że dzieje się to naprawdę... Zdarzają się też bóle głowy (wcześniej napięciowe - przeważnie z rana, no i tylko skronie), które dają o sobie znać w różnych częściach głowy - raz czoło, skronie, innym razem tył głowy... Nie trwają one długo (do 30 min, zdarzają się kilka razy w ciągu dnia po parę minut lub sekund). Okresowo bolał mnie kręgosłup (głównie dół, rzadziej środek). Wszystko dzieje się naprawdę okresowo - sny lub bezsenność, bóle głowy, kręgosłupa. Często się dekoncentruję, jestem przewlekle senna i zmęczona (zapewne przez ową dietę). Mam BARDZO zmienne nastroje, zmieniające się nawet po kliku minutach (zazwyczaj złość zamienia się w chwilę euforii, później znów złość i taki stan może trwać parę dni). Często też czuję, że mogę góry przenosić, ludzie są naprawdę dobrzy i wspaniali, że życie jest piękne tylko się zagubiłam i wierzę, że wszystko będzie dobrze. Ale zaledwie kilka dni po euforii przychodzi stan, w którym wszystko mi się nie podoba – myślę, że jestem nikim, nic nie potrafię, ludzie są źli i fałszywi, nieładnie się ubieram, nie mam na nic pieniędzy, chłopak mnie wkurza... Co do chłopaków, to ich też często zmieniam. Mimo że z nami do niczego poważnego nigdy nie doszło. Zauważyłam też, że często czuję się jak aktorka... udaję osobę zamyśloną i tajemniczą, trochę roztargnioną, ale przy tym piękną... jak w jakimś filmie, mimo że wiem, co się dzieje wokół. Gram delikatną i eteryczną, która bez celu przechadza się ulicami z nadzieją, że pozna kogoś fascynującego, jakiegoś chłopaka, co ją pokocha bezwarunkowo i mimo wszystko. Jestem egocentryczna, uwielbiam mówić o sobie, a już w ogóle w sposób dramatyczny. Często chcę zwrócić na siebie uwagę, ale np. płaczem czy złym humorem, żeby pokazać, że jest mi źle nawet wtedy, kiedy czuję się dobrze... Czasami odczuwam lęk (ogólnie boję się ciemności i możliwości zobaczenia duchów czy demonów, ale nie każdej nocy. Potrafię sobie z tym poradzić, jednak zdarza się lęk, którego trudno mi opanować. Boję się też wtedy, kiedy moja matka mnie zawoła, a nie wiem, o co dokładnie może jej chodzić. Mam ogromne trudności w podejmowaniu decyzji, a jak już jakąś podejmę, to mam wrażenie, że jestem hipokrytką, bo jednak sadzę inaczej. Od czasu do czasu (są takie dni, może być ich kilka z rzędu) płaczę bez powodu albo sięgam po żyletkę bez powodu - ostatnio chyba częściej wtedy, kiedy jest jakby lepiej w moim życiu. Parę dni temu doszły objawy uciskania gardła, jakbym miała jakąś wielką gulę... Może dlatego, że parę dni temu wymiotowałam dość regularnie (sama prowokowałam)? Ale nie wydaje mi się, żeby od tego, ponieważ czułam, jakby ktoś zewnątrz mnie dusił, a nie jakby gardło mnie bolało w środku. Mimo powyższych objawów nie czuję się przesadnie smutna czy przygnębiona, zdarzają się takie dni pewnie jak każdemu, ale potrafię się śmiać i cieszyć, mimo że z obecnej sytuacji pewnie nie powinnam... Ostatnio też dokucza mi drętwienie rąk, nóg. No, klikając myszką od komputera, delikatnie mrowiło i jakby nie czułam 1/3 prawej dłoni. A nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. Jednak jestem pewna, że ten objaw zniknie pewnie za parę dni, tak jak zawsze to się dzieje... Może to hipochondria? Często dokuczają mi zawroty głowy (mroczki przed oczami), szumy uszne, kiedy stoję za długo w jednej pozycji, np. w kościele... Po jakiś 20 min jest mi słabo. Podczas klęczenia jest podobnie. Przed snem myślę praktycznie o wszystkim, co nie pozwala mi zasnąć i nie mogę zatrzymać tych myśli... Z jednej strony myślę o imprezach, znajomych, szkole, obowiązkach itp., a z drugiej leci mi w głowie jakaś muzyka. Nie lubię, jak ktoś mnie dotyka... np. rodzice albo chłopak... Po prostu nie znoszę przytulania, głaskania... bardzo mnie to krępuje. Poza tym nie lubię, jak ktoś je. Wytrzymam, jak ktoś je kulturalnie, ale też ogarnia mnie obrzydzenie, ale kiedy ktoś je jak zwierzę, to po prostu dostaję szału. Mam nadzieję, że o wszystkim napisałam... Co to za zaburzenie?

odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Agnieszka Pacyga-Łebek
Mgr Agnieszka Pacyga-Łebek

Czy w BPD może wystąpić mania?

Na wstępie zaznaczę, że mieszkam w UK od czterech lat i nie widzę się już niestety z moją panią doktor z Polski. Zostałam zdiagnozowana w Polsce w 1999 roku jako BPD (po kilkuletniej obserwacji oraz z badań wykonanych przez dobrego...

Na wstępie zaznaczę, że mieszkam w UK od czterech lat i nie widzę się już niestety z moją panią doktor z Polski. Zostałam zdiagnozowana w Polsce w 1999 roku jako BPD (po kilkuletniej obserwacji oraz z badań wykonanych przez dobrego psychologa klinicznego, które, jak powiedziała mi wtedy pani doktor, potwierdziły jej podejrzenia). Stan mój się pogorszył (duża liczba wielorakich symptomów) od 2007 roku. Lekarze tutaj nie chcą w ogóle ze mną dyskutować co mi jest, unikają, a jak już uporczywie pytam, to mówią, że to tylko stres, a czasem, że depresja – co do której bym się nie zgodziła osobiście, tylko w przeważającej mierze występuje u mnie obniżony nastrój. Bardzo często towarzyszy mi poczucie winy z nieokreślonego powodu. Miałam też okresy, gdy słyszałam głosy ludzi wyśmiewających się i obgadujących mnie, przekonanie, że byłam śledzona przez moją przyjaciółkę, że ona ma skłonności (ukryte lesbijskie), że wszyscy ludzie życzą mi źle… że świat jest zły, byłam wrogo ustosunkowana… i podejrzliwa. Gubiłam się w miejscu i w czasie, a raz tak się zgubiłam, że wydawało mi się, że jestem jak Alicja w Krainie Czarów. Świat bajkowy totalnie nasycony barwami, słyszałam ciszę... Potem pięknie śpiewające ptaki, zdawało mi się, że jestem tam sama, nie wiem, co robiłam, tzn. jak się zachowywałam wtedy i ile to trwało, a z tego stanu podświadomie zmusiłam się, by wyjść. Wychodziłam bardzo stopniowo… byłam jak odurzona. Lekarze też na to nic nie powiedzieli, tylko że stres:( Mówili: my nie wiemy, co pani jest, to pani powinna nam powiedzieć. Popłakałam się wtedy tak, że nie mogłam przestać płakać i odmówiłam brania jakichkolwiek leków; skoro nie wiecie, co mi jest, to nie ma sensu, żebym się truła lekami. W ciągu kilku dni rozwinęła się mania (jak potem wydobyłam od jednej lekarki), zmieniają się co wizyta lekarze:( Do tej pory jednak, od lata zeszłego roku, znowu żaden lekarz NIE CHCE MI NIC MÓWIĆ, ONI W OGÓLE ZE MNĄ NIE DYSKUTUJĄ, A JA MAM WRAŻENIE JAKBYM IM GŁOWĘ ZAWRACAŁA, BO TAK SIĘ ZACHOWUJĄ. Nie patrzą nawet w historię choroby, bo są mocno zdziwieni, gdy nawiązuję porównawczo czasem do objawów, które wystąpiły wcześniej, i z niedowierzaniem sprawdzają w dokumentacji, ale i tak mnie ignorują:( Jeden lekarz to nawet mi powiedział: pani nie ma żadnego borderline, tylko stres. Był nawet okres, gdy miałam bardzo poważne zaburzenia mowy i myśli, ledwo artykułowałam, mój mąż nie mógł mnie nawet zrozumieć, przysypianie – jakby mnie w ogóle nie było i potem się ocknęłam, i znowu, i znowu, przerywałam czynności i znajdowałam siebie w identycznej pozycji... Zaczęłam poważnie podejrzewać schizofrenię, lekarze na to nic i osłupieni. Nie dowierzali, pytali czemu nie przyszłam, jak to mi się działo (a ja nie mogłam... terminy też... konkretne… nie byłam zresztą w stanie...), pytali: czemu teraz się dobrze czuję? No skąd ja mam to wiedzieć...? Że niespodziewanie dzieje mi się coś, a potem nie. Jestem doprawdy załamana tym ignorowaniem mnie przez lekarzy, jakby mi nie dowierzali, że coś mi się dzieje. Zmęczona jestem, ciągła zmiana leków, i tak sobie myślę, jak można chociaż z małym powodzeniem leczyć pacjenta, u którego nie stwierdziło się fundamentalnego zaburzenia. Nie ufam im już nawet do tego stopnia, że jestem prawie pewna, że może nawet i coś wiedzą czy podejrzewają, ale mi nie powiedzą, o ile dla kogoś lub siebie nie będę stanowić zagrożenia i nie musiałabym iść do szpitala, to może wtedy… może. Bardzo proszę o pomoc w zrozumieniu, dlaczego mnie tak traktują (nie mogę nie mieć zaufania do lekarzy przecież:() i jakie konkretne, podstawowe zaburzenie psychiczne by to mogło sugerować??? Czy w BPD może wystąpić mania z objawami psychotycznymi przez okres około 3 tygodni (po odrzuceniu = odmówiłam brania leków, to był jakiś antydepresant)?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam prawdopodobnie BPD i bulimię - co robić?

Witam, mam 20 lat, obecnie studiuję. Od jakichś 5 lat, gdzieś od początków liceum, to wszystko się zaczęło - różne stany depresyjne, pojawiały się myśli samobójcze, strach nie wiadomo przed czym, codziennie uczucie przygnębienia i smutku. Po jakimś czasie pojawiła...

Witam, mam 20 lat, obecnie studiuję. Od jakichś 5 lat, gdzieś od początków liceum, to wszystko się zaczęło - różne stany depresyjne, pojawiały się myśli samobójcze, strach nie wiadomo przed czym, codziennie uczucie przygnębienia i smutku. Po jakimś czasie pojawiła się w moim życiu żyletka, samookaleczanie stało się sposobem na ból. Rozmawiałam z psychologiem i prawdopodobnie mam BPD. Poza tym od około roku mam problem z bulimią... już nie wiem, do kogo iść po pomoc. Nikomu o tym nie mówię, o tym, co się dzieje. Na co dzień się uśmiecham i udaję, że wszystko jest w porządku.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Innowacyjne metody leczenia BDP? Griffonia Simplicifolia i 5-HTP.

Witam, jestem kobietą, mam 27 lat. Pierwszy kontakt ze specjalistą psychiatrą miałam w wieku około 20 lat, korzystałam z doraźnej pomocy psychiatrycznej, rzadziej psychologicznej, bardzo nieregularnie, z różnymi rozpoznaniami. Obecnie zdiagnozowana jako osobowość borderline i spektrum zaburzeń afektywnych dwubiegunowych (przy... Witam, jestem kobietą, mam 27 lat. Pierwszy kontakt ze specjalistą psychiatrą miałam w wieku około 20 lat, korzystałam z doraźnej pomocy psychiatrycznej, rzadziej psychologicznej, bardzo nieregularnie, z różnymi rozpoznaniami. Obecnie zdiagnozowana jako osobowość borderline i spektrum zaburzeń afektywnych dwubiegunowych (przy czym spektrum afektywnych raczej dyskusyjne). Zrezygnowałam z przyjmowania leków, zażywałam bardzo różne, niestety, źle je tolerowałam lub nie przynosiły pożądanych efektów (nie wymienię, ponieważ są sprzeczne wskazówki na stronie: Jeśli przyjmujesz jakieś leki, koniecznie napisz jakie./Informujemy również, że nie odpowiadamy na pytania zawierające w swojej treści nazwy leków lub substancji czynnych dostępnych na receptę). Znalazłam wiele informacji w Internecie na temat 5-HTP w roślinie Griffonia Simplicifolia, jednak są to teksty budzące wiele wątpliwości. Niestety, nigdzie nie mogę znaleźć publikacji naukowych dotyczących działania tej rośliny i możliwości terapii alternatywnej do np. SSRI. Czy zostały przeprowadzone badania kliniczne? Dlaczego nie jest zarejestrowana jako substancja lecznicza w Polsce? Czy w innych państwach również? Gdzie mogę znaleźć poszukiwane publikacje? Bardzo proszę o opowiedź. Dziękuję.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Osobowość dyssocjalna - nie zgadzam się z tą diagnozą

Taką diagnozę otrzymałam po ostatnim pobycie w szpitalu. Brzmi groźnie. Jednak czytając tu i ówdzie, zauważyłam, że nie spełniam wielu kryteriów dla takiej osobowości. Może sama siebie pocieszam, ale wydaje mi się, że ja potrafię utrzymywać dobre związki interpersonalne, przykładem...

Taką diagnozę otrzymałam po ostatnim pobycie w szpitalu. Brzmi groźnie. Jednak czytając tu i ówdzie, zauważyłam, że nie spełniam wielu kryteriów dla takiej osobowości. Może sama siebie pocieszam, ale wydaje mi się, że ja potrafię utrzymywać dobre związki interpersonalne, przykładem jest moje małżeństwo, trwające ponad siedem lat, a podłożem tego małżeństwa jest miłość obustronna. Ponadto szanuję ludzi i nie pogwałcam ich praw. Muszę dodać, że moja troska o innych ludzi bywa nawet nadmierna, zwłaszcza jeżeli chodzi o bliskie osoby, i nie oczekuję w zamian za troskę rewanżu. Jestem dobrze podporządkowana normom społecznym, nie mam konfliktów z prawem, nie stwarzam konfliktów z innymi ludźmi. Jestem raczej osobą bojaźliwą i nieśmiałą. Okres dorastania przeżyłam bardzo burzliwie, ale to była też kwestia złych warunków bytowych oraz tego, że wpadłam w złe towarzystwo, gdzie czułam się akceptowana, w związku z czym różnie bywało. Trwało to krótko i nigdy się nie powtarzało i nie powtarza. Nikogo nie oszukuję dla przyjemności czy zysku. Nie twierdzę, że nie kłamię nigdy, kłamię tak jak każdy inny normalny człowiek, czasami bądź najczęściej z konieczności. Przed przyjęciem do szpitala skłamałam kierownictwu, że mam problemy z tarczycą. Jestem bardzo impulsywna, często działam pod wpływem impulsu, jestem tak zwany "wariat". Ale nie oczekuję spełnienia swoich planów tu i teraz. Snuję plany na potem i lubię mieć marzenia, które kiedyś spełnię. Okresowo bywam rozdrażniona, nawet bardzo, zdarzają mi się napaści słowne, ale nigdy nie prowokowałam bójek. Nie są to jednak sytuacje powtarzające się notorycznie, a kiedy się zdarzają takie okresy, nauczyłam się rozładowywać energię na zajęciach pożytecznych. Nigdy nie przejawiam braku troski o bezpieczeństwo innych, mam męża i dwoje małych dzieci, o które bardzo dbam, i właśnie ze względu na nich podjęłam się leczenia psychiatrycznego, mając na uwadze ich dobro, aby nigdy nie doznawali dyskomfortu psychicznego, jaki ja często czułam w dzieciństwie. I tu kieruję się empatią, jakiej ponoć psychopaci nie mają. Doskonale potrafię postawić się w położeniu dzieci czy męża i nawet wydaje mi się, że wiem, co oni czują. Prawdopodobnie, gdybym była osobą samotną, nigdy nie podjęłabym leczenia, mało tego, prawdopodobnie bym już nie żyła po którymś kolejnym epizodzie depresyjnym. Faktem jest, że często rezygnuję z pracy, bo czuję, że nie podołam danym obowiązkom, najczęściej zdarza mi się to w depresji z urojeniami odnośnie mojej osoby. Często natomiast się podejmuję zadań, którym potem nie jestem w stanie sprostać. I ostatecznie, jeżeli chodzi o poczucie winy, to jest to uczucie, które mi towarzyszy nazbyt często i doprowadza mnie do przygnębienia i depresji. Zawsze czuję, że robię wszystko źle, za mało, mogłabym lepiej, jestem brzydka, jestem złą matką i żoną, i siostrą, itd. Ponadto psychopaci nie odczuwają lęku i to twierdzenie całkowicie mnie wyklucza z tej diagnozy. Są okresy kiedy odczuwam taki lęk, że dochodzę do paranoi, i np. nie wychodzę z domu, nie spotykam się z ludźmi, właśnie rezygnuję z pracy, nie jestem nawet w stanie odprowadzić dzieci do szkoły. Czuję się zatem skrzywdzona tą diagnozą, która zniszczyła moje i tak kruche poczucie własnej wartości. Bliscy pocieszają, żeby nie przejmować się tą diagnozą i nawet iść na drogę sądową z tym oszczerstwem, ale znając siebie, nie zrobię tego, bo braknie mi sił. Proszę o opinię.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy jestem osobą psychiczną?

Witam. Kiedyś, dawno w dzieciństwie, zrobiłam coś, czego teraz bardzo żałuję. Wydaje mi się, że męczy mnie to bardzo i przez to nie potrafię normalnie żyć. Posądziłam mojego ojca o gwałt, ale wydaje mi się, że tak nie było. Czy... Witam. Kiedyś, dawno w dzieciństwie, zrobiłam coś, czego teraz bardzo żałuję. Wydaje mi się, że męczy mnie to bardzo i przez to nie potrafię normalnie żyć. Posądziłam mojego ojca o gwałt, ale wydaje mi się, że tak nie było. Czy powinnam udać się na jakąś terapię indywidualną i opowiedzieć o moim cierpieniu wewnętrznym? Proszę o radę! Całkowicie pozbawiona szczęścia Marta

MMPI - co to za test?

Witam serdecznie, chciałabym zadać kilka pytań dotyczących badania/testu MMPI. Byłam ostatnio u psychologa, mam pewne problemy ze swoim zachowaniem, czasami jestem za bardzo agresywna w stosunku do innych, chociaż generalnie uważam się za osobę nieśmiałą. Pani psycholog była bardzo miła,... Witam serdecznie, chciałabym zadać kilka pytań dotyczących badania/testu MMPI. Byłam ostatnio u psychologa, mam pewne problemy ze swoim zachowaniem, czasami jestem za bardzo agresywna w stosunku do innych, chociaż generalnie uważam się za osobę nieśmiałą. Pani psycholog była bardzo miła, rozmawiałyśmy dużo, opowiedziałam jej o swojej historii i tak dalej. Na jednym z kolejnych spotkań wykonywałam właśnie test MMPI. Niestety, pani psycholog powiedziała, że wyniki badania poznam dopiero na kolejnym spotkaniu, a muszę na nie czekać aż dwa tygodnie, bo w przyszłym tygodniu nie będę mogła udać się na spotkanie. Czy mogłabym uzyskać informację co mierzy test MMPI i w jakim celu się go wykonuje? Boję się, że MMPI zdiagnozuje u mnie jakieś nieprawidłowości albo coś takiego, sama nie wiem co o tym myśleć. Mogę uzyskać jakieś informacje w tej sprawie? Z góry dziekuję i pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czy wysoki poziom neurotyzmu przeszkadza w życiu?

Od niedawna chodzę do psychologa, na początku co 2 tygodnie (2 spotkania), a teraz co 3 (wczoraj byłam 4 raz). Psycholog stwierdziła, że mam wysoki poziom neurotyzmu. Jak bardzo będzie mi on przeszkadzał w życiu? I w jaki sposób i czy w ogóle da się go obniżyć?

Zazdrość o partnera zawładnęła moim życiem - co robić?

Mam 35 lat, jestem matką 10-letniej dziewczynki. Od ponad 5 lat jestem w stałym związku i tu jest problem. Jestem chorobliwie zazdrosna o partnera. Chcę być przy nim całą dobę, czuję się okropnie, mam dziwny ścisk w żołądku, nie...

Mam 35 lat, jestem matką 10-letniej dziewczynki. Od ponad 5 lat jestem w stałym związku i tu jest problem. Jestem chorobliwie zazdrosna o partnera. Chcę być przy nim całą dobę, czuję się okropnie, mam dziwny ścisk w żołądku, nie mogę jeść, zrobiłam się bardzo wrażliwa, płaczę bez powodu, nie śpię od lat, kładę się zmęczona, wstaję zmęczona, kilkanaście razy budzę się w nocy, mam koszmary. Schudłam 15 kilo, wyglądam jak wrak człowieka. Kontroluję go na każdym kroku. Idzie do sklepu, patrzę na zegarek, jak nie ma go parę minut dłużej, odchodzę od zmysłów. Mam paranoję, że mnie zdradza, ja to widzę w myślach, myślę na okrągło, co bardzo mnie męczy. Nie potrafię zapanować nad myślami - są one na okrągło, opętały mnie. Nie interesują mnie koleżanki, zaniedbuję córkę, liczy się tylko on. Doszły mi problemy z pamięcią. Nieraz nie pamiętam, co robiłam wczoraj, zapominam o posiłku na gazie, czuję się, jakby mnie coś opętało. Mam myśli samobójcze, ale wiem, że mam córkę i muszę żyć. Mam chore myśli, żeby partnera uwięzić, ale co dalej? Jak wychodzi z bratem na miasto, proszę Boga, by brat umarł, ktokolwiek mi go zabiera choć na chwilę, jest przeze mnie wyklinany, życzę i proszę Boga o śmierć dla tej osoby, nawet dla jego matki. Wiem, że źle robię, walczę z tym, wmawiam sobie, że jest dobrze, ale to działa tylko na chwilę. Nie radzę sobie już z tym, pisząc to, też płaczę. Wiem, że mogę przez to stracić partnera, ale nie umiem z tym walczyć. Zaniedbuję dziecko, rodzinę i znajomych, nic mi się nie chce, dla mnie jest już koniec świata. Rozumiem swoje błędy, ale co z tego? Wiem, że jestem chora, leczyłam się u 3 psychiatrów i psychologa, uczęszczałam na terapię dzienną - nic nie pomogło, jest coraz gorzej. Jestem kobietą atrakcyjną i nie mam niskiej samooceny, jestem inteligentną osobą, a raczej byłam, bo mam coraz większe problemy np. z wysławianiem się, wydaje mi się, że głupieję. Nie potrafię sobie zorganizować czasu, wszystko co chcę robić, to tylko z nim, bez niego nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Błagam o pomoc, bo już nie mam siły.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy mam bpd?

Mam 29 lat. Od jakiegoś czasu stwierdziłam, że coś jest ze mną nie tak. Poznałam mężczyznę, z którym aktualnie jestem zaręczona. Na początku znajomości wszystko było OK, uważałam go za ideał, ale po jakimś czasie zaczął się koszmar. Zaczęłam widzieć...

Mam 29 lat. Od jakiegoś czasu stwierdziłam, że coś jest ze mną nie tak. Poznałam mężczyznę, z którym aktualnie jestem zaręczona. Na początku znajomości wszystko było OK, uważałam go za ideał, ale po jakimś czasie zaczął się koszmar. Zaczęłam widzieć u niego same wady. Robię aferę z byle powodu. Na przykład, że wydaje pieniądze, które sam zarabia (mam też lęk przed wydawaniem pieniędzy, bo ciągle się boję, że mi zabraknie), że coś nie tak robi i ja od razu krytykuję, mówię, że i tak tego nie zrobi, bo nie potrafi. Raz zrobiłam awanturę, że w kałuży stanął, jak mnie do pracy odwoził. To skończyło się moją furią. Wygarnęłam mu wszystkie najgorsze rzeczy, nie chciałam go więcej widzieć, powiedziałam, że to koniec, a po kilku godzinach dzwoniłam, żeby wrócił. Przeraziła mnie wtedy myśl, że sama będę, że osoba, którą kocham, już nie wróci do mnie. Czułam paniczny strach, ale udało się pogodzić. Wiem, że mnie kocha, ale boję się np. przytulić, wyjść pierwsza z inicjatywą, ponieważ boję się odepchnięcia w tej jednej chwili. Boję się, że znajdzie sobie inną, że do niej odejdzie, a ja zostanę sama. Codziennie rano budzę się z panicznym strachem w środku, jakbym ciągle się czegoś bała, i nie wiem czego. Własna matka mi powtarza, że nie da się ze mną rozmawiać, bo od razu krzyczę. Wszystko odbieram jako atak na siebie i zawsze muszę się bronić. Myślę po swojemu, chciałabym tak zrobić, ale po słuchaniu innych, mam wodę z mózgu zrobioną, i w rzeczywistości robię tak, jak inni chcą. Nie pamiętam dobrych rzeczy z dzieciństwa, tylko same najgorsze. Wczoraj nawet rodzicom wygarnęłam, to stwierdzili, że w ogóle tego nie pamiętają, że ja sobie wymyśliłam. Nie mam przyjaciół ani znajomych, bo wydaje mi się, że każdy jest do mnie wrogo nastawiony, to po co z takimi ludźmi się zadawać. Ze wszystkiego robię wielki problem. W każdym uczynku innych podejrzewam podstęp. Jeśli coś mnie boli, to wyładowuję się na innych, bo przecież najlepiej się wyżyć. Mam milion myśli na sekundę i wszystko muszę robić perfekcyjnie, bo inaczej uważam to za porażkę. Nic sobie nie daję powiedzieć, bo wszystko traktuję jako krytykę, wtedy od razu krzyczę, nie dopuszczam do siebie, że ktoś ma rację, bo myślę, że tylko ja ją mam. Mam huśtawki nastrojów, potrafię w sekundę na zawołanie się rozpłakać, do tego impulsywna, chaotyczna, nerwowa, myślę jedno, robię drugie. Nie wiem w ogóle, co się ze mną dzieje.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak walczyć z unikaniem i odwlekaniem?

Szanowni Państwo! Mam problemy z odwlekaniem tego, co mam zrobić, co zdaje się nosi nazwę prokrastynacji. Dodatkowo wydaje mi się, że mam jakiś rodzaj fobii społecznej (lęk przed niektórymi sytuacjami, w których oceniane są moje kompetencje, bądź jakość/szybkość wykonania zadania).... Szanowni Państwo! Mam problemy z odwlekaniem tego, co mam zrobić, co zdaje się nosi nazwę prokrastynacji. Dodatkowo wydaje mi się, że mam jakiś rodzaj fobii społecznej (lęk przed niektórymi sytuacjami, w których oceniane są moje kompetencje, bądź jakość/szybkość wykonania zadania). W liceum cierpiałam na lęk przed szkołą (nasilony zwłaszcza rano), co skutkowało wagarami. Przyczyną tego lęku był zarówno brak akceptacji przez klasę, jak i obawa przed kompromitacją przed nauczycielami, z tego powodu nie przychodziłam do szkoły kiedy nie byłam nauczona z jakiegoś przedmiotu. Aktualnie nie mam problemów z kontaktami towarzyskimi, mam dużą grupę przyjaciół, ale do dziś moją zmorą jest unikanie i odwlekanie pewnych podjętych zadań (głównie w pracy i na studiach), a także wizyt w urzędach/firmach. Z większością obowiązków sobie radzę, ale jeśli spotykam się z nieprzychylnymi, dość obcesowymi osobami, zawalam egzaminy, nie przychodzę na rozmowy kwalifikacyjne, bądź też gdy już się dostanę do pracy - nie przychodzę na dzień próbny. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, kiedy praca jest bardziej wymagająca (i jednocześnie bardziej można się w niej rozwinąć), dlatego niestety od jakiegoś czasu zajmuję się prostymi rzeczami, do których nie potrzeba żadnego wykształcenia. Unikanie załatwiania różnych spraw urzędowo-formalnych zaowocowało już problemami z pewnymi instytucjami, głównie z powodu braku terminowych wpłat, bądź braku terminowego rozwiązania umowy. Moje pytanie brzmi: jak można sobie poradzić z tym unikaniem i odwlekaniem? Czy można samemu zacząć stosować jakieś techniki? Przypuszczam że najlepsza byłaby terapia poznawczo-behawioralna, ale jak się zorientowałam w moim mieście (choć dużym i uniwersyteckim) nie ma nigdzie terapeuty poznawczo-behawioralnego w ramach NFZ, a zanim uzbieram pieniądze, trochę czasu minie. Chciałabym zacząć robić coś sama, gdyż mam wrażenie, że moje zaburzenie się pogłębia. Nie potrafię znieść żadnej krytyki, także ze strony partnera, całkowicie zamykam się w sobie, zaczynam zrywać kontakty z pewnymi grupami, które skrytykowały jakieś moje działania w ostry sposób, przez co zmniejsza się zakres moich działań w różnych organizacjach społecznych. Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.

Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego a leczenie nerwicy (cd.)

Odpowiedź na: http://portal.abczdrowie.pl/pytania/ustawa-o-ochronie-zdrowia-psychicznego-a-leczenie-nerwicy. Dziękuje za odpowiedź. Na pomysł udania się do Urzędy Pracy wpadłem już jakiś czas temu - nawet tam byłem, jednak po zjawieniu się na miejsce, "uciekłem". Zdaję sobie sprawę, że moja sytuacja jest co najmniej trudna i... Odpowiedź na: http://portal.abczdrowie.pl/pytania/ustawa-o-ochronie-zdrowia-psychicznego-a-leczenie-nerwicy. Dziękuje za odpowiedź. Na pomysł udania się do Urzędy Pracy wpadłem już jakiś czas temu - nawet tam byłem, jednak po zjawieniu się na miejsce, "uciekłem". Zdaję sobie sprawę, że moja sytuacja jest co najmniej trudna i nie wymagam od Państwa jakiejś genialnej odpowiedzi, bo w Polsce po prostu jest takie, a nie inne prawo, i czasami po prostu nie ma rozwiązania (każdy z nas zna chociażby z TV takie sytuacje, że nieraz ludzie, czasami bardzo ciężko chorzy somatycznie, nie otrzymują żadnej pomocy od naszego kraju i pieniądze na leczenie muszą zbierać na własną rękę). Dlatego chciałbym się po prostu dowiedzieć czy mam jeszcze jakąś szanse na bezpłatne leczenie, czy muszę po prostu jakoś sam znaleźć pieniądze na leczenie? Co tak naprawdę daje orzeczenie o niepełnosprawności? Czy jest to droga do uzyskania renty, czy obie "rzeczy" nie mają ze sobą nic wspólnego i takie orzeczenie daje inne prawa/ułatwienia?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co oznacza diagnoza - zaburzenia osobowości?

Witam, po skończeniu 3-miesięcznej terapii grupowej dostałam diagnozę i wskazanie dalszego leczenia (po odczekaniu kolejnych 3 miesięcy) podczas terapii indywidualnej. W klasyfikacji ICD-10 przypisany mi kod to F 60,8, czyli "inne określone zaburzenia osobowości", ale nie mogę znaleźć żadnych szczegółów...

Witam, po skończeniu 3-miesięcznej terapii grupowej dostałam diagnozę i wskazanie dalszego leczenia (po odczekaniu kolejnych 3 miesięcy) podczas terapii indywidualnej. W klasyfikacji ICD-10 przypisany mi kod to F 60,8, czyli "inne określone zaburzenia osobowości", ale nie mogę znaleźć żadnych szczegółów czy też wskazówek, co to dokładniej oznacza. Uznano też, że jestem "tylko" depresyjna, a nie chora na depresję. To znaczy, że jestem w "lepszej" sytuacji niż osoby chore? Zaburzenie osobowości i depresyjność łatwiej się leczy niż depresję? Jakiej powinnam poszukać terapii, czy istnieją wskazania co do szkół, które są najbardziej efektywne (wiem, że leczenie prowadzi się w różnych nurtach)? I jeszcze ostatnia rzecz - czy to, że nadal uciekam w myśli o śmierci, samobójstwie, bardzo dużo śpię i ciągle odczuwam bezcelowość mojego życia - jest wskazaniem do zmiany leków antydepresyjnych? Na tych, które biorę, jest ostrzeżenie, że tendencje autodestrukcyjne mogą się pogłębiać, ale chyba na wszystkich lekach SSRI jest takie ostrzeżenie, prawda? A może nie powinnam oczekiwać, że farmakoterapia zmieni mój sposób odbierania świata? Biorę leki już prawie rok, 3 miesiące temu zmieniono mi na inne.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty