Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Rozwój osobisty: Pytania do specjalistów

Problem z mobilizacją - co mi jest?

Mam na imię Kasia, mam 28 lat, nie potrafię zmobilizować się do normalnej, stałej pracy, właściwie to do żadnej. Mam tylko średnie wykształcenie, studia zaczęłam, ale przerwałam. Nie dałam rady psychicznie.W ogóle wszystko mnie przerasta,w ogóle nie potrafię się zmobilizować...

Mam na imię Kasia, mam 28 lat, nie potrafię zmobilizować się do normalnej, stałej pracy, właściwie to do żadnej. Mam tylko średnie wykształcenie, studia zaczęłam, ale przerwałam. Nie dałam rady psychicznie.W ogóle wszystko mnie przerasta,w ogóle nie potrafię się zmobilizować do normalnego życia.

Potrafię spać do 14. To trwa już parę lat. Właściwe od 1 klasy liceum. Kiedyś myślałam, że to naście lat, taki wiek, ale ja mam już 28. Jestem bardzo wrażliwa, to fakt, ale ja czuję, że jestem kompletnie rozregulowana wewnętrznie. Brak sił do codziennej aktywności dzień po dniu, codziennej pracy, obowiązków. Uciekam w sen. Tak naprawdę jestem kompletnie bezradna życiowo, nie umiem się sama utrzymać. Nie wiem skąd taka bezradność.

Czy to lenistwo czy jakaś choroba, wada psychiczna, niewydolność psychiki? Nie wiem. Najchętniej ociekłabym na koniec świata żeby wszyscy dali mi święty spokój. Nawet niezapłacone rachunki mnie jakoś nie mobilizują. Ciągle myślę, że możne rodzina się w końcu zlituje i zapłaci. Kompletnie jestem niesamodzielna. Do tego nie mam faceta,co też mnie dobija. Kiedyś przeżyłam zawód miłosny i do dzisiaj mnie to bardzo boli.

Co mi jest? Jak to zdefiniować i określić? Meczy mnie to, ale jestem bezsilna wobec samej siebie. Nie potrafię nic na sobie wymusić, zmusić się do pracy itp. Jestem kompletnie wyautowana życiowo i społecznie. Uciekam ciągle przed życiem, odpowiedzialnością, rzeczywistością.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak odnaleźć motywację?

Witam mam na imię Agnieszka . Mój problem to brak motywacji, może nawet lenistwo - nic nie chce mi się robić, robię się zakompleksiona, wiecznie narzekam, że w moim życiu nic się nie zmienia, np. praca, ale...

Witam mam na imię Agnieszka . Mój problem to brak motywacji, może nawet lenistwo - nic nie chce mi się robić, robię się zakompleksiona, wiecznie narzekam, że w moim życiu nic się nie zmienia, np. praca, ale to ze względu na brak znajomości języka szwedzkiego (kraj w którym pracuje), jednak mi jest ciężko pójść do szkoły żeby to zmienić, boję się w ogóle spróbować, gdyż z natury jestem osobą, która wiele rzeczy zaczyna a nie kończy.

Nie mam tu zbyt wielu normalnych znajomych, a chłopak z którym jestem nie darzy mnie chyba takim uczuciem o jakim zawsze marzyłam - może gdyby bardziej się starał to miałabym większa pomoc od niego i starałabym się coś robić ze swoim życiem, ale jego to chyba w ogóle nie interesuje, że przechodzę coś w rodzaju depresji. Wiem po sobie, że dużo mi daje, gdy robię coś dla drugiej osoby, cokolwiek, np. obiad. Czuję się wtedy potrzebna, pomocna i robię to możne instynktownie, bo sama bym chciała, żeby ktoś w końcu zaopiekował się mną, pomógł mi rozwinąć skrzydła.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Na który kierunek studiów powinnam się zdecydować?

Mam jeszcze jedno pytanie: jestem przyjęta na dwa kierunki studiów: zdrowie publiczne oraz psychopedagogikę opiekuńczo-terapeutyczną. Oba kierunki bardzo mnie interesują, dlatego mam duży problem z podjęciem decyzji, który z nich powinnam wybrać - stosowałam już metodę wypisywania plusów i...

Mam jeszcze jedno pytanie: jestem przyjęta na dwa kierunki studiów: zdrowie publiczne oraz psychopedagogikę opiekuńczo-terapeutyczną. Oba kierunki bardzo mnie interesują, dlatego mam duży problem z podjęciem decyzji, który z nich powinnam wybrać - stosowałam już metodę wypisywania plusów i wyszedł mi remis:(

Nie wiem także, który z nich będzie bardziej przyszłościowy. Muszę podjąć w niedługim czasie decyzję. Gdy pytam o zdanie innych odpowiadają mi, że to mój wybór, a ja naprawdę nie wiem. Co zrobić? Chciałabym jakiejś sensownej podpowiedzi, którą mogłabym w jakiś sposób się pokierować. Chciałabym wybrać dość rozsądnie, ale nie potrafię, więc na jakiej zasadzie mam to zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nie umiem zmusić się do wykonywania swoich obowiązków. To depresja czy lenistwo?

Mam 42 lata, mężą i dwójkę dzieci (16 lat syn i 12 lat córka). Córka jest chora na epilepsję lekooporną, ma upośledzenie umysłowe w stopniu umiarkowanym. Ja od urodzenia mam problemy zdrowotne, obecnie po 20 latach pracy jestem na rencie,...

Mam 42 lata, mężą i dwójkę dzieci (16 lat syn i 12 lat córka). Córka jest chora na epilepsję lekooporną, ma upośledzenie umysłowe w stopniu umiarkowanym. Ja od urodzenia mam problemy zdrowotne, obecnie po 20 latach pracy jestem na rencie, choruję między innymi na WZW typu B.

Trzy lata temu zaczęłam zaniedbywać obowiązki domowe. W pracy łapałam się na tym, że nie pamiętam przepisów i rzeczy, które wykonuję po kilkanaście razy dzienni. Mam zaniki pamięci, zero koncentracji. Poszłam do psychiary - byłam trzy miesiące na leczeniu, cały czas biorę leki, ale nie czuję się dobrze. Zapominam, w nocy nie śpię, ale w dzień chęnie kładę się. Nic mi się nie chce, mogę siedzieć nic nie robiąc cały dzień. Jestem tym zmęczona, staram się z tym walczyć, ale na darmo. Robię tylko to co naprawdę muszę. W domu mówią, żebym się wzieła w garść, bo mam chorą córkę i tylko ja potrafię się nią opiekować, a mnie to zaczęlo przerastać.

Wiem, że powinnam wziąć się w garść, ale nie mogę. Codziennie powtarzam sobie, że od jutra wezmę się za siebie, ale na tym się kończy. Chodzę do psychologa, psychiatra przepisuje tylko leki, a ja czasami mam ochotę połknąć więcej tabletek i byłby spokój, ale boję się co z dziećmi. Proszę, pomóżcie, bo jest mi bardzo źle. Mrowka68

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Może jakaś złota rada? Nie umiem sama podjąć żadnej decyzji...

Witam serdecznie, nie wiem co się ze mną dzieje. Non stop rozmawiam ze znajomymi, oni radzą a ja i tak kręcę się w kółko. Ogólnie zawsze mam ogromny problem z podejmowaniem decyzji. Nie potrafię ich podejmować samodzielnie. Dodatkowo non...

Witam serdecznie, nie wiem co się ze mną dzieje. Non stop rozmawiam ze znajomymi, oni radzą a ja i tak kręcę się w kółko. Ogólnie zawsze mam ogromny problem z podejmowaniem decyzji. Nie potrafię ich podejmować samodzielnie.

Dodatkowo non stop mam przeniesienia z przeszłości i za błędy mojego byłego narzeczonego płaci mój obecny chłopak. Poprzedni partner mnie zdradzał i teraz jestem bardzo podejrzliwa i nie wierzę mojemu chłopakowi. Mam wybuchy złości, nagłe poczucie beznadziejności, momentami straszne czarnowidztwo, nie mam na nic siły. Mam straszne zmiany nastrojów. Taki stan trwa już od kilku miesięcy, jak nie lat. Ostatnio okazało się, że mam nerwicę. Staram się wyciszać i oddalać emocje.

Teraz moim problemem jest to, że dostałam propozycje pracy w 2 miejscach. Narzekam na moją obecną pracę od roku, a nie umiem podjąć decyzji o jej zmianie.Wiem, że tu jest coraz gorzej, ale nic nie potrafię zmienić, mimo że mam okazję. Paraliżuje mnie to i mam ochotę się wyłączyć i wyłączyć cały otaczający mnie świat.To chyba nie jest normalne.

Piszę strasznie chaotycznie, ale taka właśnie jestem. Proszę o pomoc w wyprostowaniu tego galimatiasu. Może jakaś złota rada? Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z kontaktami w szkole?

Witam. Wiem, że ma problem, ale nie wiem jak sobie z nim poradzić - polega to na kontaktach międzyludzkich, na tym, że jestem nieśmiały, niewygadany. To bardzo mnie denerwuje, uświadamia mi, że jestem nieporadny i w jakimś stopniu...

Witam. Wiem, że ma problem, ale nie wiem jak sobie z nim poradzić - polega to na kontaktach międzyludzkich, na tym, że jestem nieśmiały, niewygadany. To bardzo mnie denerwuje, uświadamia mi, że jestem nieporadny i w jakimś stopniu utrudnia mi życie.

W szkole od zerówki miałem znajomych, ale nie miałem prawdziwego kumpla, z którym byśmy coś robil. W podstawówce jakoś czas przeleciał, było OK. W gimnazjum miałem kolegów i koleżanki. Zazdrościłem im tego, że się przyjaźnią, śmieją się, gadają, żartują, spotykają się po szkole. Mój kontakt ograniczał się tylko do jakiś pogaduszek w szkole, poza nią nic więcej. Czasami wiedziałem, że wykorzystują moją nieporadność przeciwko mnie, że śmieją się ze mnie, że o coś mnie pytają, a za tym kryje się coś co dało się wyczuć, żeby tylko mnie wyszydzić, ale nigdy nie miałem z ich strony do czynienia z przemocą fizyczną, nie pozwoliłbym sobie na to! Jednak jeśli chodzi o kontakty z rówieśnikami to były one fatalne - miałem kolegów, z którymi rozmawiałem, ale to zwykła ławkowa rozmowa. Byłem wyrzutkiem pod tym względem w klasie. Marzyłem o tym, by po 6 godzinach lekcji już wrócić do domu, aż w końcu pojawił się problem z chodzeniem do szkoły - często opuszczałem dni.

Z czasem problemy narosły, a że nie chodziłem do szkoły inni mieli preteksty, aby je wykorzystać przeciwko mnie (w dużej mierze dzięki samemu sobie). Często zazdrościłem tego, że potrafią rozmawiać o wszystkim i o niczym. Potrafili przyjść wyluzowani, krzyknąć do klasy "hej, jak się macie?", dodając jakiś śmieszny komentarz, albo się wygłupiali, żartowali, darli o różne głupoty przez pół holu czy klasy nie zważając kto na nich patrzy czy ich słyszy, czy są w obecności całej szkoły, nauczycieli. Z pozoru zwykłe rzeczy, jednak im przychodziło to z łatwością, o czym ja mogłem pomarzyć. Czy to aż tak trudne? Obiecywałem sobie, że z dnia na dzień to się zmieni, ale to brak mojej silnej woli. Zawsze, gdy wracałem do domu włączałem sobie muzykę, której słuchałem, która dawała mi pewność siebie, i myślałem, że wszystko się zmieni.

Dziś, po dwóch latach, po gimnazjum, siedzę w domu - dwa razy miałem iść do szkoły, ale nie poszedłem, został tylko komputer, przed którym spędzam wiele czasu i muzyka, która dodaje mi pewności siebie. I to tyle! Nie mam znajomych, przyjaciół - po dwóch latach siedzenia w domu mam tylko marzenia, które zamiast się spełniać - oddalają się! W tym roku chcę zacząć szkołę, myślę o liceum, ale... No właśnie, jest jakieś "ale" - mam problem, nie chcę powtórki z życia, nie jestem może zbyt zdolnym uczniem, nie wiem czy sobie poradzę z nauką. Najbardziej nie radzę sobie z przedmiotami ścisłymi, ale znowu nie jest tak źle! Tego co się da wykuć na pamięć się nauczę, lubię plastykę, jedynym przedmiotem, który lubię jest geografia - wiem, ze jestem z niej dobry i nią się interesuję. Mógłbym pójść do innej szkoły, ale chciałbym do liceum, żeby zdać maturę i nie marnować więcej czasu, a później pójść na studia - jak pisałem mam marzenia, chciałbym zamieszkać za granicą, we Francji, Stanach lub w Australii. Gdybym chociaż dobrze się uczył miałbym jakieś większe szanse na to, żeby zaistnieć, ale może to nie chodzi o to? Znam wiele osób, które nie były orłami w nauce, ale dały sobie radę dzięki swojej wygadanej buźce, która zawsze zaistniała jakoś u innych w klasie i u nauczycieli szło nie tak, bo umieli zagadać, pożartować i dawali się lubić.

Jak będzie ze mną? Co z moimi kontaktami jeśli nic się nie zmieni? Jeśli pójdę, nie dam sobie rady z nauką, a do tego dojdą złe kontakty z rówieśnikami? Czy nic z tego nie wyjdzie? Czy aż tak trudno być śmiałym i dać się lubić? Nie Wiem co mam robić… Sebastian, 18 l.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak nauczyć się nawiązywania relacji z innymi ludźmi?

Mam na imię Martyna, mam 18 lat. Jestem uczennicą jednej z najbardziej prestiżowych szkół średnich w moim województwie. W szkole idzie mi dobrze, nie jestem najlepsza, ale dobra w tym co robię. Potrafię zarządzać innymi, podejmować ważne decyzje, brać...

Mam na imię Martyna, mam 18 lat. Jestem uczennicą jednej z najbardziej prestiżowych szkół średnich w moim województwie. W szkole idzie mi dobrze, nie jestem najlepsza, ale dobra w tym co robię. Potrafię zarządzać innymi, podejmować ważne decyzje, brać dużą odpowiedzialność na siebie, ale nie potrafię swobodnie nawiązywać relacji z innymi ludźmi, a zwłaszcza z mężczyznami.

Paraliżuje mnie to, mój mózg przestaje funkcjonować i logicznie myśleć, kiedy ktoś chce do mnie zagadać, zdarza mi się powiedzieć coś nietaktownego, albo zwyczajnie nie umiem podciągnąć rozmowy do jakiegoś sensownego tematu. Przez okres gimnazjum żyłam w toksycznej przyjaźni z człowiekiem o wiele ode mnie starszym, który pozostawił mi po sobie tyko jedno, wielkie zranienie i wiele kompleksów. Nie kochałam go, choć on wyznawał mi miłość. Od tego czasu nikogo w moim życiu nie było. Zapisałam się na wolontariat, żeby więcej przebywać z ludźmi. Nie chce się zamykać pomiędzy domem a szkołą. Odnoszę wrażenie, że każdego dnia muszę toczyć wielką walkę o najdrobniejszy uśmiech czy życzliwość skierowaną w moją stronę od innych ludzi. Nie mam prawdziwych przyjaciół, ani nawet dobrych znajomych.

Próbowałam zmienić wizerunek, dużo się uśmiecham i staram się być jak najbardziej otwarta, ale nie potrafię przyciągnąć do siebie życzliwych, prostych, szczerych ludzi, bo albo patrzą na mnie jak na obiekt pożądania, albo zwyczajnie mają do mnie interes. Już nie chcę płakać nocą, o młodość mi uciekającą.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Źle wybrałam szkołę - co robić?

Mam 16 lat i od 1 września chodzę do I liceum. Długo nie mogłam się zdecydować gdzie pójść po gimnazjum. Byłam na drzwiach otwartych w liceum w swojej miejscowości i w innej gdzie było liceum o charakterze wojskowym. W tym...

Mam 16 lat i od 1 września chodzę do I liceum. Długo nie mogłam się zdecydować gdzie pójść po gimnazjum. Byłam na drzwiach otwartych w liceum w swojej miejscowości i w innej gdzie było liceum o charakterze wojskowym. W tym liceum wojskowym bardzo mi się podobało i chciałam złożyć tam podanie, ale koleżanki mówiły mi, że lepiej tam nie iść, bo w mundurze będę wyglądać jak chłopak, będą dojazdy itd., więc zrezygnowałam i poszłam do LO w mojej miejscowości.

Teraz bardzo tego żałuję, bo w przyszłości chciałabym iść do akademii wojskowej. A w dodatku jestem na profilu humanistycznym, bo z tych przedmiotów bardziej sobie radzę. W internecie czytałam, że aby dostać się do takiej akademii trzeba mieć zdaną maturę z matematyki, najlepiej rozszerzoną i z fizyki, a ja na moim profilu mam rozszerzoną geografię, historię i j. polski, więc mam marne szanse. Na dodatek trafiła mi się taka pani od j. polskiego, że trudno z nią współpracować, bo krzyczy itd. W nocy mam koszmary i wyrzuty sumienia, że nie poszłam do tej szkoły wojskowej, nie mogę spać. Żałuję tej decyzji i nigdy więcej nie posłucham koleżanek. Co mam robić? Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc osobie aby przestała manipulować ludźmi?

Drodzy Państwo, pozwoliłam sobie napisać, ponieważ martwię się o kogoś. Osobę tą znam od kilku lat, nie żyjemy w zbyt zażyłych stosunkach, są to raczej rzadkie spotkania, ponieważ problemy tej osoby przekreślają bliższą relacje. Przyznaję, że to raczej moja wina...

Drodzy Państwo, pozwoliłam sobie napisać, ponieważ martwię się o kogoś. Osobę tą znam od kilku lat, nie żyjemy w zbyt zażyłych stosunkach, są to raczej rzadkie spotkania, ponieważ problemy tej osoby przekreślają bliższą relacje. Przyznaję, że to raczej moja wina - przerasta mnie to, łatwiej mi się odciąć od tego, niż cokolwiek zrobić, bo propozycja pomocy z mojej strony jest za każdym razem odrzucana, a nie potrafię na to patrzeć.

Osoba o której piszę to mężczyzna w wieku 24 lat. Nie jestem w stanie stwierdzić dokładnie kiedy zaczęły się jego problemy, być może trwa to około 8 lat. Pochodzi on z zamożnej rodziny, jego rodzice założyli swoją firmę kiedy on był dzieckiem. Chciałabym podkreślić, iż byli oni bardzo zaangażowani w jej tworzenie, kiedyś usłyszałam od niego, że nie mógł na nich liczyć kiedy był dzieckiem. Nie wiem ile w tym prawdy, ponieważ poznałam jego mamę i według mnie jest to osoba bardzo inteligentna, sympatyczna, czuła.

Poważny kryzys miał miejsce nieco później. Poznał on dziewczynę, w której był bardzo zakochany. Była to raczej młodzieńcza miłość, z pewnością nie miał wówczas skończonych 18 lat. Trwała około roku. Sądzę, że dziewczyna ta była dla niego bardzo ważna, ponieważ po ich rozstaniu (była to jej decyzja) miało miejsce jego pierwsze załamanie psychiczne. Nie wiem czy w grę wchodziła także próba odebrania sobie życia, wiem natomiast, że musiało to być coś poważnego, gdyż spędził on jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym.

Później nie potrafił sobie poradzić z wieloma rzeczami, które raczej nikomu nie sprawiają problemu. Przykładem jest szkoła. Liceum. Nie chodził do zwykłej klasy, lecz miał nauczanie indywidualne. Właśnie w tym czasie go poznałam. Była to normalna znajomość, dopóki nie wyszły na jaw jego problemy, które dawały o sobie znać na każdym kroku. Jeżeli coś poszło nie po jego myśli stosował on emocjonalny szantaż. Nie były to jedynie słowa rzucane na wiatr, zdarzało się, iż przecinał sobie skórę na nadgarstku. Nigdy nie doszło do przecięcia żył, jednak sam widok krwi był straszny.

Kiedy skończył 18 lat i dostał samochód dodatkowo doszły groźby, że się rozbije. Początkowo dręczyło mnie ogromne poczucie winy i starałam się robić dokładnie to czego ode mnie oczekiwał. Ale to było nierealne. W końcu zaczęło mnie to przerastać. Dyżurowanie przy telefonie przez całą dobę, wychodzenie z domu o każdej godzinie do niego, tylko dlatego, że odczuwał on potrzebę porozmawiania ze mną, 'bo jeżeli nie to...".

Czarę goryczy przelało to, że pewnego razu podczas rozmowy dotyczącej jego życia puściły mi nerwy i najzwyczajniej w świecie zaczęłam krzyczeć. To wszystko przestało mi się mieścić w głowie i powiedziałam mu wiele niemiłych słów. Na nieszczęście jechaliśmy wtedy samochodem, on przyspieszył do prędkości mocno niedozwolonej i skończyło się to niemal wypadkiem.

Łatwo jest o tym teraz napisać, jednak wówczas był to dla mnie bardzo silny wstrząs. Do tej pory czuję lęk jadąc tą trasą, mimo że minęło już kilka lat. Od tamtej pory nasza znajomość wygląda w ten sposób, że raz na jakiś czas, pół rok lub rok, spotykamy się. Schemat zawsze wygląda podobnie – najpierw jest miły i uprzejmy, na pozór wszystko wygląda dobrze, jednak po chwili okazuje się, że nic się nie zmieniło. A ja się wycofuję.

Ostatnio jednak było inaczej. Po raz kolejny łudziłam się, że nastąpiła zmiana, tym razem jednak miałam ku temu więcej powodów. Był w naprawdę dobrym humorze, nie okazywał niczego co mogłoby nie zaniepokoić przez dłuższy czas. Opowiadał o pracy, w której zachowuje się spokojnie (wspominam o tym, ponieważ zwykle był bardzo nerwowy), jest odpowiedzialny. Ma wiele obowiązków, w których się sprawdza. Ponadto utrzymuje wiele kontaktów towarzyskich, weekendy spędza ze znajomymi. Naprawdę byłam dobrej myśli. Okazało się jednak, że to pozory.

W dalszym ciągu jest tak, że jeżeli coś jest nie tak jak on postanowi, to uważa że wszyscy którzy uważają inaczej niż on są najpodlejsi na świecie i robią coś przeciwko niemu. Nie potrafi przyjąć do wiadomości faktu, że ktoś może mieć inne zdanie niż on. Nie przesadzę pisząc, że zaczyna się wówczas na sobą, mówiąc kolokwialnie, użalać. On ma najgorzej, on jest najgorszy, właściwie wszystko co jest z nim związane właśnie takie jest. Być może brzmi to absurdalnie, lecz ma to dość nieprzyjemne konsekwencje.

Nie ma już co prawda prób szantażowania przecinając nadgarstek, jednak w dalszym ciągu można usłyszeć, iż rozważa on możliwość zrobienia sobie czegoś, ponieważ on "nie ma siły". Tylko właściwie dlaczego? To pytanie nurtuje mnie najbardziej. Bo w zasadzie brak mu powodów, by mieć aż tak złe samopoczucie. Powodzi mu się bardzo dobrze, ma znajomych, w jego życiu nie wydarzyło się ostatnio nic co mogłoby mieć na to wpływ. Chciałam napisać, że ludzie mają większe problemy niż on, ale... on nie ma żadnych problemów.

Dlaczego zatem taki stosunek do życia? Czasem jak jest sam w domu (to się zdarza rzadko) dostaję od niego wiadomość: "smutno mi". Kiedy pytam dlaczego, odpowiada mi: "po prostu". Nie potrafię tego zrozumieć. Ostatnio podjęłam kolejną próbę rozmowy z nim, ale pogorszyłam jedynie sytuacje. Powiedział mi, że ciężko znosi zimę, to znaczy – że zimą ma najmniejsze chęci to życia. Ale dlaczego? On nie wie. Mówi o tym całkiem poważnie, naprawdę poważnym tonem, jak gdyby było to coś oczywistego. Później dodał, że ciężko widzi przyszłą zimę skoro już teraz, w czerwcu, ma taki humor.

Myślałam, że może chodzi o brak miłości. Jednak miał on dziewczynę, z którą był w dość bliskiej relacji przez dłuższy czas. Rozstali się, jak twierdzi, właśnie przez jego stosunek do życia. Bardzo chciałabym mu pomóc, bo uważam, że szkoda marnować życie na smutek. Tym bardziej, że nie ma ku temu konkretnych powodów. Rozumiem, że można się załamać z jakiegoś powodu, wiele osób to przeżyło, ja też. Mój przyjaciel zginął w wypadku, płakałam, krzyczałam, nie mogłam w to uwierzyć, ale przecież tak nie można przez cały czas. Ale on go nie ma.

Czy chodzi o zwrócenie na siebie uwagi? Przecież można to zrobić w inny sposób... Nie rozumiem. Dlaczego nie przyjmuje on odmowy, tylko w ten sposób na nią reaguje? Dziwne jest także to, że on nie daje nic z siebie, a konkretniej – czasem odnoszę wrażenie, że nie obchodzą go problemy innych. A z drugiej strony wymaga tak ogromnej koncentracji na sobie. Drodzy Państwo, serdecznie proszę o poradę. Jego słowa o zbliżającej się zimie naprawdę mnie niepokoją. Pozdrawiam, J.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czemu nie potrafię być sobą?

Witam! Niedawno dostrzegłam, że tylko przy niektórych osobach potrafię się tak w pełni "otworzyć" - nie martwię się co pomyślą, bo lubią mnie za to jaka jestem. Ale czasem mówię coś by tylko dorównać innym, albo na rozluźnienie sytuacji opowiadam...

Witam! Niedawno dostrzegłam, że tylko przy niektórych osobach potrafię się tak w pełni "otworzyć" - nie martwię się co pomyślą, bo lubią mnie za to jaka jestem. Ale czasem mówię coś by tylko dorównać innym, albo na rozluźnienie sytuacji opowiadam historię z "mojego" życia, taką z której ludzie będą się śmiać.

Hm, może inaczej: z niektórymi osobami gadam tak po prostu na luzie, na każdy temat, ale są osoby, które nawet nie wiedzą jaka jestem naprawdę! O coś mnie pytają, ja nie wiem, co odpowiedzieć. Krępują mnie swą postawą i w ogóle. Jak to dobrze ująć?

Staram się z niektórymi osobami gadać normalnie, ale nie potrafię. Ich zachowanie jest takie dziwne, że potem albo odp "tak" albo "nie", pocieszam i widzą we mnie nieśmiałą dziewczynę, jaką w rzeczywistości (w pewnym stopniu) nie jestem... Nie wiem, czy coś Pan/Pani zrozumiała z mojej wypowiedzi, ale liczę na poradę w tej sprawie. Pozdrawiam, Yellow.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy mam jakiekolwiek szanse, aby zostań modelką lub fotomodelką ? Czy warto próbować?

Witam. Chciałabym się dowiedzieć, czy mam jakiekolwiek szanse, aby zostać modelką lub fotomodelką. Mam 16 lat, jestem szczupła mam 175 cm wzrostu. Biust 75 B. Lecz jest jeden problem - cierpię na pewną chorobę, którą bez problemu da się zamaskować...

Witam. Chciałabym się dowiedzieć, czy mam jakiekolwiek szanse, aby zostać modelką lub fotomodelką. Mam 16 lat, jestem szczupła mam 175 cm wzrostu. Biust 75 B. Lecz jest jeden problem - cierpię na pewną chorobę, którą bez problemu da się zamaskować makijażem, jest to bielactwo. Wiele osób powtarza mi, że powinnam spróbować. Ale czy tak naprawdę mam jakiekolwiek szanse? Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Urszula Bieniek
Mgr Urszula Bieniek

Jak zmotywować się do działania?

Witam, jestem 23-letnim chłopakiem. Zacznę od razu od problemów, które z każdej strony mnie pochłaniają i ciągną coraz niżej w dół. Mieszkam jeszcze z rodzicami, którzy są raczej mało zamożni, w większym mieście. Brakuje mi ciągle pieniędzy. Zarabiam niewiele, choć...

Witam, jestem 23-letnim chłopakiem. Zacznę od razu od problemów, które z każdej strony mnie pochłaniają i ciągną coraz niżej w dół. Mieszkam jeszcze z rodzicami, którzy są raczej mało zamożni, w większym mieście.

Brakuje mi ciągle pieniędzy. Zarabiam niewiele, choć w końcu w kierunku, który mnie interesuje - jako informatyk. Problemy z pieniędzmi zaczęły się przez różnego rodzaju przyjemności, a następnie brane kredytów. Teraz ciągle w stresie, czy wystarczy mi do następnej wypłaty. Ciągle myślę skąd wziąć na wakacje, na szkołę, rachunki.

Kolejny problem, który mnie ciągle nurtuje to szkoła. Od trzech lat jestem na pierwszym roku. Zdążyłem już zmienić szkołę. A semestru, który się skończył jeszcze nie zaliczyłem. Wszystko przez brak motywacji do nauki. Najpierw chcę i przez chwilę mam plan, a nawet motywację wielką, która jednak po krótkim czasie przestaje istnieć, gdy na myśl przychodzą przyjemności z napicia się, zapalenia trawki, bądź spotkaniu się z kimś czy z głupiego siedzenie w internecie. Po każdej porażce, niezaliczeniu przedmiotu bądź straceniu pieniędzy trzymanych na inny cel - przychodzi ból głowy, stres no i wielka pogarda sobą.

Co do kościoła to oddaliłem się bardzo, chodzę do niego raz na kilka tygodni, ale raczej z powodu takiego wychowania. Oczywiście zdarzają się momenty trwogi, gdy już nie mam siły, wtedy się pomodlę co pomaga na dzień lub dwa.

Zapomniałbym dodać, że mam dziewczynę, z jednej strony wspaniałą, piękną i mądrą, a z drugiej strony trochę złośliwą, niewyrozumiałą. Zdarzają się oczywiście wielkie kłótnie, ale w końcu jesteśmy razem już 3 lata i kochamy się. Spędzamy często miło czas i to nas przy sobie trzyma. Przy niej zapominam trochę o tych problemach.

Co zrobić bym bardziej przykładał się do celów sobie stawianych? Jak jeszcze mógłbym się zmotywować? Jak powstrzymywać się przed pokusą przyjemności, które są na wyciągnięcie ręki, w momentach, gdy powinienem pracować działać, uczyć się?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Manipuluję ludźmi i jestem dla nich niemiły. Czy mogę się jakoś zmienić?

Witam. Mam 17 lat i pewien problem. Od dłuższego czasu mam ze sobą problemy, które tyczą się mojego zachowania: manipuluję ludźmi, jestem dla nich niemiły, lekceważę ich, uwłaczam im. Zachowanie to sprawia, że nie mam przyjaciół. Kiedyś próbowałem się...

Witam. Mam 17 lat i pewien problem. Od dłuższego czasu mam ze sobą problemy, które tyczą się mojego zachowania: manipuluję ludźmi, jestem dla nich niemiły, lekceważę ich, uwłaczam im. Zachowanie to sprawia, że nie mam przyjaciół. Kiedyś próbowałem się zmienić, ale nie przyniosło to większych rezultatów, gdyż stwierdziłem, że i tak nie będzie żadnych efektów. Czy istnieje jakiś sposób na to, żebym się zmienił? Pozdrawiam, Grzegorz

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak motywacji? Depresja? Obsesja?

W sumie nie wiem od czego zacząć. Nigdy nie proszę nikogo o pomoc, ale chyba sama już nie dam rady... Moim problem jest to iż od ostatniego czasu jakoś brak mi motywacji do wszystkiego.Jestem w maturalnej klasie więc nie sprzyja...

W sumie nie wiem od czego zacząć. Nigdy nie proszę nikogo o pomoc, ale chyba sama już nie dam rady... Moim problem jest to iż od ostatniego czasu jakoś brak mi motywacji do wszystkiego.Jestem w maturalnej klasie więc nie sprzyja to moim wynikom w nauce. Po szkole (jeżeli w ogóle się zmotywuje i wstanę do niej, bo często mam silne opory i niechęć), gdy już przekroczę progi domu włączam komputer, puszczam muzykę bowiem to mnie najlepiej relaksuje. Od rana mam w głowie cały plan mojego dnia (tj. powrót do domu - godzinka czy dwie odpoczynku - no i nauka, a potem ewentualnie coś w tv, rozmowa ze znajomymi i pójść spać wcześniej) jednak cały plan wali się w mgnieniu oka.

Najczęściej to ja staram się pomagać ludziom, wysłuchiwać ich i odnajdywanie rozwiązań, co bardzo dobrze mi idzie. Jednak sama nie umiem znaleźć tego "złotego środka" dla siebie. Nie lubię przebywać w domu, bo nie mam warunków do nauki... mam pokój z bratem i gdy już się zabiorę do nauki to "COŚ" mnie rozprasza - a to brat ogląda film na komputerze, a to mama chce kawę, co chwilę coś. Teraz tak samo, wiem, że powinnam się uczyć, bo jutro mam dwa sprawdziany, ale mi się zwyczajnie nie chce. Wiem, że powinnam coś z tym zrobić, ale nie wiem co. Każdego dnia powtarzam sobie, że od jutra się zmieni, lecz przychodzi "jutro" i dalej jest tak samo.

Tak samo jest z moim odchudzaniem. Brak mi silnej woli. Wiem, że powinnam zrzucić trochę kg, ale gdy już się za to zabieram to najczęściej jeszcze szybciej się to kończy. Chciałam ćwiczyć w domu, lecz mam jakieś opory, bo mam wrażenie, że rodzina zaraz zacznie się ze mnie śmiać... Dodam może jeszcze, że cały czas mam wrażenie, że się wyśmiewają ze mnie od najmłodszych lat. Do szczupłych nie należę, a i brat cały czas mi wytyka tę wadę, tzn. ja się tym nie przejmuje, bo ja lubię siebie taką jaka jestem, mam cudownego chłopaka, który też akceptuje moje nadprogramowe 10kg ;) Ale sama dla siebie chciałabym to zrzucić i zmieścić się w jakąś śliczną sukienkę na studniówkę.

Kolejnym problemem jest stosunek i więź jaka wiąże mnie i mojego chłopaka. Jestem uzależniona od jego humoru.. Jeżeli on jest wesoły to i ja jestem wesoła, lecz gdy ja mam dobry humor, on zły mi zaraz też wszystko (cała radość) przechodzi. Jesteśmy razem 1,5 roku i naprawdę jest wyjątkowym chłopakiem. Przy nim naprawdę mogłabym góry przenosić i wiem, że gdybym z nim np. mieszkała te wszystkie problemy by zniknęły, bo miałabym motywację do tego, żeby się uczyć. Pomógłby mi stracić te nadprogramowe kg, gdyż on bardzo zdrowo się odżywia i na pewno przy nim moja silna wola byłaby zachowana chociaż kto wie...

Wiem, że to wszystko tak chaotycznie napisałam, ale tyle mam myśli w głowie naraz... Raz myślę, że to po prostu brak motywacji i trzeba znaleźć w sobie siłę, za drugim razem myślę, że to depresja, ale nie pasuje to do mojego stanu, bo ja naprawdę jestem wesołą osoba, lubię się śmiać, spotykać ze znajomymi (tylko nie mam motywacji, żeby wyjść z domu) i jestem optymistką z odrobiną realizmu. Obsesja? nie wiem. Dlatego postanowiłam napisać tu i czekać na jakaś poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak poradzić sobie z nieśmiałością?

Jak nauczyć się rozmawiać z ludźmi? Jak przestać być cichą osobą?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W szkole nie jestem sobą. Jak to zmienić?

W szkole nie jestem sobą. Nie wiem czego mi brakuje. Jestem zagubiony, bo w domu jestem luzak jakich mało, a w szkole staję się sztywny i mimo iż siebie przekonuję, iż następnego dnia będę luźniejszy, bardziej... rozmowny, pewny siebie, to...

W szkole nie jestem sobą. Nie wiem czego mi brakuje. Jestem zagubiony, bo w domu jestem luzak jakich mało, a w szkole staję się sztywny i mimo iż siebie przekonuję, iż następnego dnia będę luźniejszy, bardziej... rozmowny, pewny siebie, to i tak nic z tego. Chodzi o to, że nie potrafię tak po prostu zacząć rozmowy lub podejść do kogokolwiek i tak po prostu zacząć znajomość.

Chcę aby ludzie mnie traktowali jako czułego, śmiesznego, zboczonego, może i odrobinę chamskiego, a chodzi o to, że od pierwszej liceum, a jestem już w drugiej, nie potrafię wejść w grupę klasową, wciąż czuję się nieswojo, gdy wchodzę do szkoły.Nie wiem czemu się zmieniam i nic nie skutkuje, nawet wmawianie sobie tego, czy też zabawa w aktorstwo. Nie wiem co na to poradzić, pomóżcie! Jestem zagubiony i niespełniony.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dłużej tej samotności nie wytrzymam, myślę o samobójstwie. Pomocy! Co mam robić?

Moja sytuacja jest beznadziejna. Nie mam nikogo, nie potrafię nawiazać kontaktu z ludźmi, nie potrafię żartować, śmiać się. Pomocy! Dłużej tej samotności nie wytrzymam.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się samotna. Jak sobie z tym poradzić?

Witam. Mam 19 lat. Od 3 lat choruję na depresję. Moje problemy zaczęły się w liceum. Nowa szkoła, nowi ludzie - to mnie przerosło. Niestety zbiegło się to z wyprowadzką mojej siostry z domu. Poczułam się opuszczona. Boję...

Witam. Mam 19 lat. Od 3 lat choruję na depresję. Moje problemy zaczęły się w liceum. Nowa szkoła, nowi ludzie - to mnie przerosło. Niestety zbiegło się to z wyprowadzką mojej siostry z domu.

Poczułam się opuszczona. Boję się kontaktów z ludźmi. Jednocześnie chciałabym mieć chłopaka, z którym mogłabym dzielić swoje radości i smutki. Ale jak ja mam go znaleźć skoro boję się wyjść do ludzi? Kiedy jestem w towarzystwie, mało się odzywam, ponieważ obawiam się krytyki. Od października wybieram się na studia. Bardzo się tego boję. Co zrobić aby w końcu przestać się wszystkiego bać? Tak bardzo chciałabym żyć normalnie. I proszę nie mówcie mi "wyjdź do ludzi" bo to jest naprawdę trudne...

Jeżeli przeczyta to chłopak, który chciałby poznać wrażliwą dziewczynę, która lubi chodzić na spacery, do kina itd., i która chciałaby mieć dla kogo żyć to podaję swój nr gg 6062881.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy mam jeszcze jakiekolwiek szanse na wyleczenie tego wszystkiego i normalne życie?

Witam! Zastanawiam się od czego zacząć, może na początek to co jest dla mnie największym problemem. mianowicie komunikacja z otoczeniem - nie potrafię rozmawiać z ludźmi, prowadzić dialogu, zwykle na jakiekolwiek pytanie odpowiadam „tak” bez względu na to czy zgadzam...

Witam! Zastanawiam się od czego zacząć, może na początek to co jest dla mnie największym problemem. mianowicie komunikacja z otoczeniem - nie potrafię rozmawiać z ludźmi, prowadzić dialogu, zwykle na jakiekolwiek pytanie odpowiadam „tak” bez względu na to czy zgadzam się, czy też nie - boję się sprzeciwić. Jestem osoba bardzo wstydliwą, pewnie naiwną też, wiele osób to wykorzystuje, na wszystko się zgadzam, boję się odmówić, np. byłam w pracy za granicą, współżyłam z szefem wiele razy, bo się bałam mu sprzeciwić, bałam się, że mnie wyrzuci z pracy, że sobie nie poradzę sama, jak wrócę do kraju, jak powiem, skoro boję się panicznie mówi, zapytać o cokolwiek, np. o drogę.

Do dzisiaj, mimo że mam 24 lata, wszystkiego się boję, czuję, że sama nie jestem w stanie nic zrealizować, nic załatwić, odbierać telefonów, otwierać drzwi komukolwiek, w ogóle panika jak ktoś przychodzi do domu, albo słyszę dzwonek telefonu, w domu jest ciągła awantura o to, bo się odizolowałam od wszystkich, najlepiej czuję się w swoim pokoju sama, każdy telefon, wizyta obcych osób w domu stresuje mnie, dokładnie nie wiem jak to opisać, tak panicznie się boję, że serce mi bije tak mocno, że czasami z tego brakuje mi oddechu, oczywiście nikomu o tym nie mówiłam, bo jestem osobą bardzo zamkniętą w sobie, nigdy nie potrafię mówić o swoich problemach.

Myślałam początkowo, że mój problem z mową związany jest z jąkaniem, wiec poszłam na terapię jąkanie - wolnej mowy, pól roku mówiłam bardzo wolno, żadnej poprawy, jeszcze gorsza panika przed ludźmi i mówieniem. Początkowo bardzo się cieszyłam, że idę na terapie i życie się odmieni po niej, ale nie pomogła mi, wiec poszłam do innej pani, która też prowadzi terapie jąkania - przejechałam całą Polskę, żeby się z nią spotkać i wtedy dowiedziałam się od niej, że ja w ogóle się nie jąkam, tylko mój problem leży w psychice, zaproponowała mi psychoterapię, oczywiście zgodziłam się, ale po dwóch konsultacjach pani psycholog-psychoterapeutka powiedziała, że ona nie jest w stanie mi pomóc, wiec zbędne byłoby chodzenie do niej, bo wydawałabym pieniądze, a rezultatów nie będzie, wiec się już załamałam całkowicie.

Nie wiem co powinnam zrobić. 2 terapie jąkania (bez efektu) psychoterapia (również). Bardzo pragnęłabym mówić, strasznie zazdroszczę ludziom, jak słyszę jak dużo mówią i mądrze, z klasą, strasznie mnie to irytuje, bo też bym tak chciała a nie potrafię! Każda praca za granicą jest dla mnie koszmarem, ciągłe wyśmiewanie, że jestem niemową! Nie boję się żadnej pracy, ale psychicznego wykańczania już mam dość, nie raz mam takie myśli, w których nie chce mi się żyć, szczerze nie sadze, że długo pociągnę w ten sposób, jeśli nie skończy się mój problem z mową. Po prostu nie chcę tak żyć. Jestem już na skraju wytrzymałości.

Do tego 1,5 roku temu miałam anoreksję, gdzie po 5 miesiącach choroby przeszłam z anoreksji na bulimię, zaczęłam się obżerać i do dzisiaj w sumie tak jest, że jestem na diecie nawet i 2 tyg. lub miesiąc i wystarczy jakikolwiek problem, z którym ja sobie nie potrafię poradzić i zaczyna się obżarstwo, nie potrafię nad tym zapanować jest silniejsze ode mnie, jem jem i jem nawet i 20000 kcal, jem wszystko co mam pod ręka, aż w końcu biorę podwójna dawkę tabletek przeczyszczających i leżę, bo nie mogę nawet się ruszać, do tego stopnia się obżeram, okropne uczucie. Interesuję się dietetyką więc wiem co i jak powinnam jeść i jem zdrowo. W sumie już od kilkunastu miesięcy na diecie najpierw chudnę, później obżarstwo i tycie i tak w kółko. Mam już tego dość.

Tak sobie myślę o komunikacji z ludźmi, może chodzić też o koncentrację i pamięć - w moim przypadku jest tak, że jak ktoś coś do mnie mówi to ja nie potrafię powtórzyć co dana osoba mówiła, może jedno słowo mi się utrwali, reszta nie, nie potrafię się skoncentrować na tym co mówią do mnie. Tak samo jak czytam książkę - jedną, drugą, trzecia kartkę i nic, nie wiem o czym piszą. Dlaczego tak jest? Mam ochotę się uczyć, ale nie utrwala mi się to w głowie. Czy kiedykolwiek dam radę uporać się z tym problemem? Może powinnam pójść do psychiatry ? Co Pan/i o tym sądzi ? Dziękuję! P.S. Z dnia na dzień mam coraz mniej energii na życie, powoli chcę ze sobą skończyć. Nie chcę już żyć.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co jest ważniejsze: miłość czy studia?

Witam. Mam 19 lat i jestem kobietą. Mam problem z napisaniem tego o co chce zapytać, co drugie słowo zmieniam. Spróbuję bardziej rzeczowo. Więc idąc proponowanym schematem, moje objawy i samopoczucie: płaczliwość, ciągłe zamyślenie, brak poczucie jakiegokolwiek sensu, celu (mimo...

Witam. Mam 19 lat i jestem kobietą. Mam problem z napisaniem tego o co chce zapytać, co drugie słowo zmieniam. Spróbuję bardziej rzeczowo. Więc idąc proponowanym schematem, moje objawy i samopoczucie: płaczliwość, ciągłe zamyślenie, brak poczucie jakiegokolwiek sensu, celu (mimo że właśnie ruszam na studia), problemy ze spaniem, złe sny, czasem krew z nosa podczas płaczu, poczucie tzw. weltschmerzu, pesymizm, przewrażliwienie, nieufność. Myślę, że powinnam tutaj choć po krotce wyjaśnić swoją sytuację. Otóż, od ponad 1,5 roku jestem w związku z chłopakiem o 8,5 roku starszym, który pracuje Anglii. Widzimy się raz na 1,5 miesiąca przez parę dni, czasem 2 tyg. Chłopak poznany przeze mnie na imprezie ma za sobą straszne dzieciństwo, nie chce i nie może wrócić teraz do Polski, a rodzina nie pozwala mu zaoszczędzić wykorzystując jego dobre serce. Nie mamy perspektyw na przyszłość - on ma już 28 lat ja zaczynam studia, które potrwają 5 lat w ogolę mnie nie cieszą i myślę ze to był błąd, z kolei moi rodzice uważają, że nie wiadomo co z tego związku będzie a "papier trzeba mieć". Nie wiem co mam robić i dopadają mnie straszne wątpliwości i bezsilność - czy psycholog mi pomoże? Znajdzie rozwiązanie? Czuję, że ciągle robię w swoim życiu jakiś duży błąd… Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty