Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Rozwój osobisty: Pytania do specjalistów

Kim ja jestem?

Jestem aspołeczny. Nie potrafię prawidłowo funkcjonować w środowisku. Jestem małomówny, cichy, skryty. Nie mam przyjaciół. Nie rozumiem sam siebie. Mam 18 lat, a nigdy nie miałem dziewczyny. Jestem zbyt nieśmiały, by porozmawiać z dziewczyną, nie mówię dużo. Zazwyczaj nie...

Jestem aspołeczny. Nie potrafię prawidłowo funkcjonować w środowisku. Jestem małomówny, cichy, skryty. Nie mam przyjaciół. Nie rozumiem sam siebie. Mam 18 lat, a nigdy nie miałem dziewczyny. Jestem zbyt nieśmiały, by porozmawiać z dziewczyną, nie mówię dużo. Zazwyczaj nie mam o czym mówić - moje życie nie jest bogate w pasjonujące historie, myślę, że nie jest ciekawe ani trochę, i nikogo nie zainteresuje moja osoba. Często jestem "olewany", kiedy zaprasza się znajomych na imprezy. Chciałbym zmienić coś w swoim życiu i dodać mu atrakcyjności, ale nie wiem jak. Mam mało wolnego czasu - większość przeznaczam na obowiązki. Właściwie nie mam nawet wielu znajomych. Można mnie polubić, trzeba mnie tylko lepiej poznać. Ale to trudne, skoro nie jestem otwarty. Co zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Brak pomysłów na przyszłość

Mam na imię Dawid, mam 18 lat. Chodzę do technikum. Problem polega na tym, iż nigdy nie wiedziałem, kim chcę być w życiu.. Nawet jako małe dziecko nie potrafiłem powiedzieć i mówiłem byle co, żeby było. Teraz to raczej powinienem...

Mam na imię Dawid, mam 18 lat. Chodzę do technikum. Problem polega na tym, iż nigdy nie wiedziałem, kim chcę być w życiu.. Nawet jako małe dziecko nie potrafiłem powiedzieć i mówiłem byle co, żeby było. Teraz to raczej powinienem wiedzieć. Chociaż chodzę do technikum informatycznego, wydaje mi się, że to nie dla mnie... Próbowałem wiele rozwiązań z tej dziedziny, ale pozostał mi tylko jeden... wszystkie poprzednie kończyły się klęską... Wydaje mi się, że jestem do niczego.

Nie wiem teraz właściwie, co mam robić. Chciałbym mieć jakiś cel, dążyć do niego. Nie mam motywacji do nauki (nie robi na mnie wrażenie zbliżający się rok szkolny) - nie mam motywacji do wszystkiego (oprócz grania na PC i spania... - nie gram często ). Potrafię do 12,13 spać, ponieważ chcę, żeby dzień szybko przeleciał. Czasami z tego powodu, iż nie wiem, czego chcę, jestem nerwowy... Nie mam także dobrych relacji z ludźmi. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak się skupić w czasie nauki?

Witam. Jestem studentką 2 roku studiów dziennych i od roku mam problem ze skupieniem się przy nauce. Na początku studiów miałam wielką motywację, chciałam mieć jak najlepsze oceny i miałam, ale teraz zdecydowanie się pogorszyłam i nie umiem sobie...

Witam. Jestem studentką 2 roku studiów dziennych i od roku mam problem ze skupieniem się przy nauce. Na początku studiów miałam wielką motywację, chciałam mieć jak najlepsze oceny i miałam, ale teraz zdecydowanie się pogorszyłam i nie umiem sobie z tym poradzić. Jestem już zmęczona dużą ilością materiału do nauczenia, nawet jeśli się wyśpię, to nie mam ochoty na naukę. Chciałam dodać, że kierunek, który studiuję, przestał mnie interesować... Nie wiem, co może być tego przyczyną :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Dlaczego nic nie wychodzi?

Mam 24 lata. Od 4 lat jestem spełnioną żoną, a od dwóch lat szczęśliwą mamą. Niestety moje ciężkie dzieciństwo i trudne dorastanie sprawiło, że nawet ta stabilna sytuacja życiowa sprawia, że wciąż brakuje mi poczucia własnej wartości, co ciągnie za... Mam 24 lata. Od 4 lat jestem spełnioną żoną, a od dwóch lat szczęśliwą mamą. Niestety moje ciężkie dzieciństwo i trudne dorastanie sprawiło, że nawet ta stabilna sytuacja życiowa sprawia, że wciąż brakuje mi poczucia własnej wartości, co ciągnie za sobą różne problemy. Jestem fryzjerką (podobno bardzo dobrą), a odkąd skończyłam szkołę mam problemy ze znalezieniem stałej pracy (albo daję się wykorzystywać, albo mnie zwalniają). Nie wiem, czy towarzyszy mi pech, czy sama to na siebie ściągam, ale czuję się jakbym była najgorszym nieudacznikiem na świecie. 5 lat temu skończyłam szkołę fryzjerską z wyróżnieniem. Poszłam na rozmowę w sprawie pracy i okazało się, że mam za mało wiadomości, by podjąć pracę fryzjerki. Poszłam do innego salonu, który dopiero co się otworzył i tam dostałam pracę, ale przez 3 tygodnie zawitał tam tylko jeden klient na cięcie męskie, więc ze względu na sytuację finansową musiałam zrezygnować. Znalazłam pracę w salonie fryzjerskim, gdzie dałam się wykorzystać, bo przez miesiąc pracowałam w pełnym wymiarze godzin bez umowy i zarobiłam niecałe 400 zł. Odeszłam stamtąd i trafiłam do miejsca, gzie zarabiałam również grosze - 650zł, umowa na jedną czwartą etatu (pracowałam po 12 godzin ze zmianą "dzień na dzień"), jechałam w jedną stronę 2,5 godziny. Po pół roku zostałam wygryziona przez innego pracownika. Potem pracowałam w innym salonie, znów bez umowy, potem w innym, to mnie zwolnili, bo "miałam za mało doświadczenia", potem znowu w innym i znów mnie zwolnili z tego samego powodu. W końcu otworzyłam własny salon. Prosperował świetnie, klienci mnie "kochali",a ja ich.Czułam się spełniona zawodowo,dawało mi to satysfakcję, że ludzie lgną do mnie całymi rodzinami, a ja mogę im pomóc. To było magiczne miejsce. Po roku zdecydowaliśmy się z mężem na dziecko,j a ograniczyłam pracę, zatrudniłam fryzjerkę i zaufałam... Po pół roku salon był w ruinie, bez klientów z długami i musiałam zamykać. Nie chciałam poświęcić tak długiego czasu na naprawianie reputacji o jakości usług na szkodę mojego dziecka. Zamknęłam salon, zaopiekowałam się synkiem i obdarowuję go największą miłością jaka we mnie jest i nie żałuję tej decyzji, i powtórzyłabym to jeszcze raz, gdyby było trzeba. Teraz jednak, gdy mój synek ma dwa latka, a wydatki są coraz większe potrzebuję pracy. Od pół roku pracowałam dorywczo w jednym salonie, ale panuje tam teraz kryzys i nie ma pracy, więc szefowa nie ma możliwości, by mnie zatrudnić na stałe. Znalazłam inną pracę i zaczynam w sobotę, ale strasznie się boję, bo tamta szefowa jest bardzo wymagająca i ja się boję, że nie sprostam jej wymaganiom, ale z drugiej strony wiem, że przecież są ludzie zadowoleni z mojej pracy, mówią mi, że jestem najlepszą fryzjerką jaką kiedykolwiek mieli. Ale ja i tak się boję. Czuję się jak małe dziecko, które nie radzi sobie w świecie dorosłych, to takie upokarzające. Nic nie dają pocieszenia, że jestem dobra. Nie wiem, co mam robić, jestem załamana. W ciągu 5 lat pracowałam w sumie w 10 salonach, od 2 tygodni po pół roku najdłużej (niecałe 2 lata we własnym salonie, ale to i tak klęska). Nie wiem, co mam zrobić, żeby znaleźć stałą pracę, ze stabilnym wynagrodzeniem (nie musi być duże, ja już nawet o tym nie marzę). Czy jestem nieudacznikiem? Wiem, że mój list jest długi, ale proszę o pomoc, nie wiem, co mam robić ze swoim życiem? Przez bardzo długie lata chorowałam na silną depresję, nie chcę by to znów wróciło. Błagam o pomoc, bo to wszystko zaczyna odbijać się na moim życiu rodzinnym.

Jak pomóc nieśmiałej koleżance?

Chodzę do klasy z dziewczyną, która zachowuje się dość dziwnie. Nie ma przyjaciół i jest zamknięta w sobie. Staram się z nią zaprzyjaźnić, zaprosiłam ją nawet na sylwestra. Była tylko na chwilę i stwierdziła, że psuje nam zabawę i jest...

Chodzę do klasy z dziewczyną, która zachowuje się dość dziwnie. Nie ma przyjaciół i jest zamknięta w sobie. Staram się z nią zaprzyjaźnić, zaprosiłam ją nawet na sylwestra. Była tylko na chwilę i stwierdziła, że psuje nam zabawę i jest samotna, i poszła do domu. Nie wiem, jak mam jej pomóc.

Jak rozmawiać z ludźmi, by się nie bać?

Dzień dobry. Proszę mi pomóc. Boję się odzywać, cokolwiek powiedzieć, by ktoś się z tego nie śmiał. Mam problem z rodziną mojego chłopaka, ale nie tylko. Jak jadę do niego, to prawie się nie odzywam, a oni się przez to...

Dzień dobry. Proszę mi pomóc. Boję się odzywać, cokolwiek powiedzieć, by ktoś się z tego nie śmiał. Mam problem z rodziną mojego chłopaka, ale nie tylko. Jak jadę do niego, to prawie się nie odzywam, a oni się przez to wywyższają nade mną. Chcą być po prostu najmądrzejsi, dogadują mi, a ja nie wiem, co im odpowiedzieć. Tak bym chciała im pokazać, coś mądrego odpowiedzieć, by się przede mną tak nie unosili, że są najmądrzejsi. Co robić, by się nie bać? Chciałabym mądrze i sensownie mówić. Jak można się tego nauczyć?

Jestem aspołeczny

Jak sam tytuł mówi, moim problemem jest aspołeczność, nieumiejętność komunikowania się z ludźmi. Odkąd pamiętam, zawsze miałem z tym problem. Kiedyś jednak zachowywałem się normalnie w gronie osób, które znałem od załóżmy tygodnia. Teraz nie potrafię juz nawet rozmawiać z... Jak sam tytuł mówi, moim problemem jest aspołeczność, nieumiejętność komunikowania się z ludźmi. Odkąd pamiętam, zawsze miałem z tym problem. Kiedyś jednak zachowywałem się normalnie w gronie osób, które znałem od załóżmy tygodnia. Teraz nie potrafię juz nawet rozmawiać z najbliższymi kumplami, których znam całe życie, mam 20 lat. Zawsze boje się, że wyjdę na głupka albo że zaczną ze mnie żartować. Gdzieś przeczytałem, że takie problemy są spowodowane zaniżoną samooceną, a ta z kolei może być skutkiem słów wypowiadanych w twoją stronę typu "co się tak gapisz, nie pyskuj, kto cię pytał o zdanie, zamknij się gówniarzu itp...", przez najbliższe otoczenie. W 100% pasuje do mojego życia... Dodam też, że lubię poprawić swój nastrój - i to często - nie tylko alkoholem, ale czymś mocniejszym. Ale tylko tym zielonym, nic ponadto. Myślę, że to mi nie pomaga również w wyjściu z tego problemu, a jeszcze go pogłębia. Rzucę to. Zastanawiam się też, ile mniej więcej kosztowałaby terapia u specjalisty, i czy jest może finansowana przez państwo (wiem, trochę naiwne, ale spytać warto). Bardzo proszę o odpowiedz, sam sobie nie dam rady... a bierność to najgłupsze wyjście z tej sytuacji. Pozdrawiam, Przegrywający.
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Nie radzę sobie w ŻADNEJ pracy. Co robić?

Jestem kobietą i mam 23 lata. Mój problem jest dość nietypowy. Mianowicie – nie radzę sobie w żadnej pracy. Jest to o tyle dziwne, że nie jestem głupia – naprawdę, w szkole miałam zawsze same piątki, obecnie studiuję zaocznie i...

Jestem kobietą i mam 23 lata. Mój problem jest dość nietypowy. Mianowicie – nie radzę sobie w żadnej pracy. Jest to o tyle dziwne, że nie jestem głupia – naprawdę, w szkole miałam zawsze same piątki, obecnie studiuję zaocznie i otrzymuję stypendium naukowe. Początkowo myślałam, że może po prostu nie radzę sobie w pracy, bo to nie jest "moje towarzystwo", nie moje "zainteresowania", i tak zmieniłam 3 razy pracę. W obecnej firmie pracuje od miesiąca, dziś mój Szef poinformował mnie, że nie jest zadowolony z mojej dotychczasowej pracy i że daje mi szansę na zmianę. Jedną i ostatnią. Swoje zdanie uargumentował tym, że nie słucham tego, co on do mnie mówi i nie zapamiętuję poleceń. Oczywiście, rozpłakałam się przy nim, co dodatkowo sprawiło, ze poczułam się jak kompletna idiotka. Nie rozumiem, z czego to wynika? W szkole zawsze dobrze mi idzie – rozumiem każde pytanie, każdy wykład, pamiętam termin każdego egzaminu, a teraz nie mogę sobie poradzić z prostymi czynnościami... Bardzo się boję, że stracę tę pracę, a na niej naprawdę mi zależy. Nie wiem, jakie informacje mogą przydatne w rozpoznaniu problemu, więc ogólnie, parę słów o mnie – jestem nerwowa, reaguję bardzo emocjonalnie na jakiekolwiek informacje, które mnie dotyczą, jestem jedynaczką. Nie jestem asertywna – raczej uległa i niepewna siebie, mam mnóstwo kompleksów. Bardzo Państwa proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Prawie od roku nie mam pracy, straciłem zaufanie do ludzi

Witam, nie wiem po co to piszę, ale czułem, że muszę to napisać. Moja sytuacja jest taka. Mam 25 lat. W gronie znajomych uchodzę za optymistę, człowieka pozytywnie nastawionego do życia (jestem zodiakalnym strzelcem) i też tak o sobie myślałem....

Witam, nie wiem po co to piszę, ale czułem, że muszę to napisać. Moja sytuacja jest taka. Mam 25 lat. W gronie znajomych uchodzę za optymistę, człowieka pozytywnie nastawionego do życia (jestem zodiakalnym strzelcem) i też tak o sobie myślałem. Znałem dziewczynę, którą byłem chyba po prostu tylko zauroczony, jak się okazało niecelnie ulokowałem swoje uczucie (ale ja byłem głupi), to wszystko się skończyło. Już prawie od roku nie mam pracy. Nie liczę 2-miesięcznej umowy na czas określony. Wcześniej miałem dobrą pracę, w dużym zakładzie produkcyjnym, niedaleko miejsca zamieszkania. Wszystko wydawało się być dobrze, no ale przyszedł tzw. kryzys gospodarczy i etaty niektórych pracowników były niepewne. Oczywiście każdy nie miał pewności co do swojej pracy. Ze mną to wyglądało tak, że zwolnienie mnie ominie, miałem przypisane dobre stanowiska na maszynach produkcyjnych, kilka szkoleń itp. i ogólnie postępowano ze mną tak, jakbym nie musiał się przejmować. No, ale było inaczej. Pech chciał, że z końcem roku kończyła mi się umowa. Oczywiście na pytania, czy umowa będzie przedłużona, to wszyscy milczeli. Nikt nic nie wiedział albo mówiono: nie masz się czym przejmować, dobrze pracujesz, masz stanowisko itp. 1 grudnia przeniesiono mnie na inny dział, miało to chyba wyglądać na, jakby to powiedzieć, awans, no i tak to wyglądało. Dostałem od kierownika działu w szatni dwie szafki, kluczyk i nowe ubrania itp. oraz przydział na nową maszynę, na której wcześniej nie pracowałem, ale po kilku dniach podszkolenia opanowałem. Oczywiście na pytania o umowę kierownik nic nie zaprzeczał i tak sobie pracowałem w niepewności do 30 grudnia, gdy zostałem wezwany do biura kierownika po to, by usłyszeć: Słuchaj, chciałem cię powiadomić, że 31 grudnia kończy ci się umowa. Chciałem cię poinformować, że niestety nie przedłużamy umów (dziwne, bo część chłopaków dostała umowy). W związku z tym, chciałbym, abyś się rozliczył, zdał ubrania robocze, klucze od szafek itd. 31 grudnia masz wolne, bo miałeś do wykorzystania, świadectwo pracy do odebrania w kadrach itd., itp. Dziwne, ale jakoś wcale mnie to nie zdziwiło. No, ale przyznam, dostałem strasznego tzw. doła. Co jak co, ale utraty pracy obawiałem się najbardziej i tego co robić, gdy będę bez pracy. Od tego czasu, bez tego wyjątku, o którym wspomniałem wyżej, nie mam pracy. Jest mi ciężko, przedtem lubiłem pogadać i powygłupiać się ze znajomymi, a teraz po prostu nie mam na to ochoty, na niczym mi nie zależy, czasem tak jakby sam sobie na złość wmawiam, że jestem nieudacznikiem i że jestem beznadziejny i nie wykluczam, że tak jest. Nie proszę nikogo o pomoc i porady, sam staram się jakoś sobie radzić i to poukładać, poza tym jakoś straciłem zaufanie do ludzi. Może wcześniej byłem taki naiwny (?), a może nadal jestem. Na nikogo nie liczę, nie umawiam się już z dziewczynami bardzo długo, po prostu nie chcę, zraziłem się chyba i nie chcę okazywać uczuć. Nie ufam im. W moim przypadku to chyba tylko praca jest największym problemem, bo jaka by nie była, to żadna nie hańbi i pomogłaby mi wyjść na prostą i wtedy odżyję (?). Tym się jeszcze jakoś pocieszam, że w końcu coś się dla mnie znajdzie i się ułoży. Może nie jestem aż takim nieudacznikiem? Nie wiem, co o sobie myśleć, ale jestem na siebie zły i mówię sobie "weź się chłopie w garść, nie bądź du.. wołowa" itp., bo chyba jeszcze nie zwariowałem (?). Pozdrawiam

Mam już dość swojej nieśmiałości...

Mam 26 lat. Od 3 lat nie mogę znaleźć pracy. Nie mam i nigdy nie miałem dziewczyny. Jestem i zawsze byłem bardzo wstydliwy, nieśmiały i wrażliwy. Mam już dość. Jestem na utrzymaniu ojca. Wybrałem złe studia - informatykę.

Problemy w szkole

Witam. Mam problemy w szkole i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Otóż moi koledzy na początku mi dokuczali, wyśmiewali się za mnie, poniżali itd. Powiedziałem to moim rodzicom i nauczycielowi, zmienili się, ale teraz zaczęli mnie unikać, przezywać,...

Witam. Mam problemy w szkole i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Otóż moi koledzy na początku mi dokuczali, wyśmiewali się za mnie, poniżali itd. Powiedziałem to moim rodzicom i nauczycielowi, zmienili się, ale teraz zaczęli mnie unikać, przezywać, namawiać inne osoby przeciwko mnie, uciekać przede mną, nie wiem co już mam robić? Jestem tym wszystkim zmęczony. Bardzo dużo kosztuje mnie pójście do szkoły, ale nie mam odwagi powiedzieć to moim rodzicom, jeszcze raz. Nie wiem już co mam robić? Cały czas moi koledzy rozmawiają na mój temat, obgadując mnie. Proszę o pomoc, radę, bo nie wiem co mam już robić, jestem tym wszystkim zakłopotany i zmęczony!

Dlaczego nie mogę się zdecydować?

Witam, moim konkretnym problemem jest wybór dalszej drogi -studiów (jestem mniej więcej określona) ale nic mi nie pasuje. Obecnie już studiuję, ale ten kierunek mi nie odpowiada i chciałam zacząć inny (wzięłabym urlop z tego 1). Żyję więc bez planów, a tak jest trudno. Z góry dziekuję i pozdrawiam.

Jak rozmawiać z osobą w depresji?

Mam prośbę, chodzi o mamę mojego narzeczonego która leczy się od kilku lat u psychiatry w tej chwili trafiła do szpitala. Mówi się, że osobą z tą chorobą nie powinno się mówić "weź się w garść" ale właśnie jak się...

Mam prośbę, chodzi o mamę mojego narzeczonego która leczy się od kilku lat u psychiatry w tej chwili trafiła do szpitala. Mówi się, że osobą z tą chorobą nie powinno się mówić "weź się w garść" ale właśnie jak się zachowywać, co zrobić aby jakoś pomóc, czy zmuszać ją do działań, co mówić aby chciała walczyć z chorobą. Chora ma 53 lat nie pracuje, nic ją nie cieszy, nie ma chęci do niczego, nie ma ulubionych zajęć czy zainteresowań, nie ma świadomości że musi się leczyć brać leki, boi się wychodzić, zaczęła palić i taki stan trwa już od ponad roku, teraz jest chyba pogorszenie brak jej chęci do życia. Osobą która najbardziej się o nią troszczy jest właśnie mój narzeczony który niebawem wyprowadzi się z domu, boimy się tego momentu bo to on dba o nią i pilnuje aby brała leki, ale już tracimy nadzieje że jej stan się poprawi jak mamy postępować aby cieszyła się życiem i zaczęła radzić sobie sama. Zaczynam się obawiać, że jej choroba odbije się na moim chłopaku, który wszystko ma na swojej głowie zakupy, leki, wizyty, apteki a mama jakby tego zupełnie nie doceniała, jak o nią walczy.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Joanna Meder
Dr n. med. Joanna Meder

Jak osiągać postawione sobie cele?

Jestem dwudziestoletnim chłopakiem i od kilku lat miewam straszne wahania nastroju. Właśnie dopadła mnie straszna depresja i zamiast brać się do roboty, bo sesja ciągle w toku, piszę jakieś pytania, oczekując pomocy. Żyję w dobrobycie, moi rodzice są dobrze wykształceni,...

Jestem dwudziestoletnim chłopakiem i od kilku lat miewam straszne wahania nastroju. Właśnie dopadła mnie straszna depresja i zamiast brać się do roboty, bo sesja ciągle w toku, piszę jakieś pytania, oczekując pomocy. Żyję w dobrobycie, moi rodzice są dobrze wykształceni, a jako że jestem najstarszym synem, pokładają we mnie ogromne nadzieje. Póki byłem w szkole podstawowej/gimnazjum, było OK, gdyż wygrywałem konkursy, etc. Jednak wraz z upływem czasu było coraz gorzej. W liceum moja średnia spadła o 1,5 stopnia, a dodatkowo niespecjalnie wyróżniałem się w jakichś konkursach, etc. Mnóstwo czasu straciłem w tym okresie na gry komputerowe. Wydaje mi się, że moje stany depresyjne zaczeły się dopiero po napisaniu matury, która pozwoliła mi dostać się na Politechnikę Warszawską. I tutaj zaczynają się schody. Zapomniałem wspomnieć, że mam tendencję do odpuszczania sobie, "olewania" ważnych dla mnie rzeczy w najmniej odpowiednich do tego momentach. (Na przykład teraz, zamiast się uczyć, ZUPEŁNIE nie mogę się zmobilizować). Do tego dochodzi talent do zawalania wszystkiego, na co się pracowało przez długi czas. Przechodzę do sedna. Poznałem w trakcie wakacji wymarzoną dziewczynę, i chcąc być z nią dłużej, bardzo się zaangażowałem. Jako iż kierunek studiów wydał mi się początkowo nieatrakcyjny, zrezygnowałem z nauki i cały praktycznie czas poświęciłem jej. Pomimo iż chodziłem na zajęcia i wykłady, by rodzice się nie gniewali (wtedy nie myślałem, co się stanie, jak obleję semestr), nie robiłem notatek i prawie niczego się nie uczyłem. Niestety. Z powodu moich powracających nastrojów często robiłem dziewczynie wyrzuty, powodowałem, że czuła się niekomfortowo. Zupełnie nie wiem dlaczego, mimo iż bardzo mi na niej zależało, byłem w stanie, w trakcie depresji, zupełnie o tym zapomnieć, i mówić jej rzeczy, których parę godzin (!) później żałowałem. Prócz tego wszystko było OK, aż do stycznia. Ojciec zorientował się, że coś jest nie tak, i po dłuższej rozmowie uzmysłowił mi, że studia są konieczne, a oblanie semestru skończy się dla mnie tym, że idę do roboty, bo nieroba utrzymywać nie będzie. Nie wiem jakim sposobem, ale w ciągu miesiąca udało mi sie nadrobić niemal cały materiał, a szansa na zdanie semestru powróciła. Szkopuł w tym, że ciągle jest nikła. Dziewczyna wróciła z ferii, a ja wkurzony, mniejsza już z jakich powodów, znowu zrobiłem awanturę, której oczywiście teraz żałuję. Cały dzień, który z założenia miał być miły, minął w nieprzyjemnej atmosferze. Zasugerowała, że nie jest pewna, czy nasza dalsza znajomość ma sens, szczególnie teraz, gdy możliwe, że zawalę studia. Prócz tego zarzuca mi, że przez rok ona była moim jedynym hobby, a ona ceni sobie ludzi z wieloma zainteresowaniami. Teraz moje pytanie: Co jest ze mną nie tak, że zamiast dokończyć naukę, piszę teraz te brednie i oczekuję odpowiedzi... Że nie osiągnąłem ani jednego celu, a cały rok mojej pracy w dziedzinie "kontaktów towarzyskich" poszedł na marne, bo dobre uczynki łatwo się zapomina, a te złe w pamięci pozostają.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Gdzie są przyjaciele?

Zerwałam właśnie z chłopakiem i przeprowadziłam się niedawno do dużego miasta, studiuję, ale na uczelni mam mało znajomych. Poza tym jestem osobą raczej zamkniętą, ale potrzebuję czyjegoś wsparcia. Strasznie mi tego brakuje. Gdzie mogę szukać znajomych? Jak sobie poradzić z tym, że jestem zamknięta?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Skąd ta niechęć?

Mam 18 lat i jestem w 3 kl. liceum. Mój problem polega na tym, że za nic nie mogę się zmotywować do niczego. Chcę coś zrobić ze swoim życiem, ale nie umiem. Jestem zniechęcona. Nie mogę się nawet zebrać do...

Mam 18 lat i jestem w 3 kl. liceum. Mój problem polega na tym, że za nic nie mogę się zmotywować do niczego. Chcę coś zrobić ze swoim życiem, ale nie umiem. Jestem zniechęcona. Nie mogę się nawet zebrać do robienia czegoś, co bardzo lubię. Nie mam na nic energii i nie wiem, co mam z tym zrobić. Nie byłam z tym u lekarza. Czy to może być wina mojego ciała (niedobór jakichś witamin), czy to coś głębszego?

Wybieramy kierunek w życiu, nie mając pojęcia...

... co tak naprawdę chcemy i do czego się nadajemy. Z pewnością są szczęściarze, którzy wiedzieli, co będą robić w życiu. Ja mam wrażenie, że życie to seria zbiegów okoliczności. Trochę jakbym wypłynął w morze nie mając mapy, kompasy i...

... co tak naprawdę chcemy i do czego się nadajemy. Z pewnością są szczęściarze, którzy wiedzieli, co będą robić w życiu. Ja mam wrażenie, że życie to seria zbiegów okoliczności. Trochę jakbym wypłynął w morze nie mając mapy, kompasy i steru. Od 8 lat prowadzę firmę, ale zastanawiam się, czy to jest to.

Tym bardziej, że ostatnio skumulowało się sporo problemów, które jeśli nie powodują, to przypomniały o depresji. Czy jest możliwość przeprowadzenia testów, określenia profilu zawodowego, odkrycia predyspozycji, dopasowania do określonych grup zawodowych? Rozglądam się za nabywcą dla mojej firmy, ale nie do końca wiem, co chciałbym robić później.

Ciężko mi wyobrazić sobie, że miałbym do końca życia np. chodzić do fabryki i robić codziennie to samo. Dobrze się czuję, mając jakieś wyzwanie, móc coś tworzyć, coś "rozkręcać". Źle się z tym czuję, że potrafię "powołać do życia", uruchomić jakieś przedsięwzięcie, ale przestaje mnie to bawić jak działa i nie ma problemów.

Czy ma to coś wspólnego z tym, że zawsze mi powtarzano, ze nie potrafię doprowadzić do końca? A może właśnie takie jest moje zadanie w życiu? Tworzyć z niczego, a jak jest już określony twór, to przekazać to inne ręce? Miotam się w bezsilności i wszystko zaczyna odbijać się na najbliższych. Czy są takie testy, które po wypełnieniu odpowiedzą na pytanie CO ROBIĆ W ŻYCIU?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić z własnym życiem

To dość skomplikowana sprawa... ciężko ubrać to w słowa:( Mam 23 lata, jestem studentką i czuję, że moje życie było dotąd puste i bezwartościowe... Wiecznie żyłam pod dyktandem rodziców - oni wybrali mi szkolę, studia, sporo decyzji za mnie...

To dość skomplikowana sprawa... ciężko ubrać to w słowa:( Mam 23 lata, jestem studentką i czuję, że moje życie było dotąd puste i bezwartościowe... Wiecznie żyłam pod dyktandem rodziców - oni wybrali mi szkolę, studia, sporo decyzji za mnie podejmowali, stosunki z bratem też raczej kiepskie, gdyż jest on zarozumiały i bywa wredny:( a także babcia z pewnymi zaburzeniami psychicznymi - nieraz robi afery o byle co... Do miłości też nie miałam szczęścia - miałam jednego chłopaka w wieku 17 lat, ale krótko i rzucił mnie, bo nie czuł nic do mnie, a ja sama nie wiem, czy go kochałam, czy to tylko na pokaz było. Od najmłodszych lat byłam izolowana w klasie, w szkole... Stykałam się z osobami fałszywymi lub niepasującymi do mnie... W wieku 16 lat miałam problemy z odchudzaniem - jadłam mało, miałam wewnętrzną pustkę i smutek z powodu braku przyjaciół przez całe niemal wakacje. Potem poszłam do liceum i weszłam do jednej paczki, której naraziłam się i potem rozpowiadali o mnie plotki, przez co musiałam zmienić szkołę... ale i tam nie było dobrze - nadal byłam na uboczu. Potem zaczęłam zwracać na siebie uwagę dziwnym zachowaniem - to chyba robię do dziś. W domu często nie mogłam znaleźć zrozumienia - niby rozmawiano ze mną... rodzinę ogólnie mam taką sobie - brat niefajny, z kuzynostwem nie mam kontaktu. Teraz studiuję, zawaliłam rok na studiach. Ostatnio wielu znajomych się ode mnie odwróciło, nie odzywają się, nigdy nie mogłam robić tego, co chcę, tylko to, co inni chcą. Czasem tnę się żyletkami lub zażywam duże ilości tabletek w stylu I*** Zatoki lub A***, by nie myśleć. A na naukę często nie mam siły i motywacji, czuję że nie ma dla mnie miejsca w życiu, sądzę, że kiedyś za jakiś czas popełnię samobójstwo choć boję się trochę... Co do miłości to nie szukam i czuję, że nie potrzebuję bo nie chce wychodzić za mąż bo to zbyt duże obowiązki jak dla mnie:( tym bardziej posiadanie dzieci... Chociaż pomimo wieku lubię bawić się i rozmawiać z dziećmi w wieku ok. 7-12 lat (mam takie zaprzyjaźnione z okolicy) i przy nich czuję się dużo lepiej. Nieraz mam uczucie smutku i pustki wewnętrznej, zaniżone poczucie własnej wartości, porównuję się do innych (np. na studiach), czuję, że w młodości się nie wyszalałam - rodzice nie puszczali mnie za bardzo na imprezy. Nigdy nie mogłam sobie znaleźć miejsca, ciągle poszukuję przyjaźni, boję się odrzucenia, lubię być sama... często jestem wybuchowa niespokojna, gryzę paznokcie, stresuję się, jestem wrażliwa na krytykę... nieraz mam natręctwa myśli, zaburzoną pracę żołądka... dużo by pisać..., ale sama nie wiem już, co mam zrobić ze sobą i swoim życiem:((((

Patronaty