Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 2 9

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uzależnienie od alkoholu: Pytania do specjalistów

Czy padaczka alkoholowa zawsze musi wystąpić?

Witam, mam 34 lata, od jakiś 6 lat nadużywam alkoholu, ale wiem, że muszę z tym skończyć. Dziś siedzę i czytam, bo po raz pierwszy dostałam strasznego drżenia rąk, ale boję się co dalej. Mieszkam sama, atak padaczki mnie...

Witam, mam 34 lata, od jakiś 6 lat nadużywam alkoholu, ale wiem, że muszę z tym skończyć. Dziś siedzę i czytam, bo po raz pierwszy dostałam strasznego drżenia rąk, ale boję się co dalej. Mieszkam sama, atak padaczki mnie przeraża. Nie wiem co właściwie robić, a jutro do pracy. Czy ten atak w każdym zespole abstynencji się pojawia? Choć z drugiej strony biorąc pod uwagę ilość alkoholu wypitego - powinnam się go spodziewać. Można jakoś farmakologicznie go wyeliminować? Bardzo proszę o pomoc    

odpowiada 3 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Dlaczego mąż po wypiciu alkoholu zachowuje się agresywnie?

Witam, mam pytanie odnośnie do zachowania mojego męża po alkoholu. Sytuacja wygląda tak, że jak mąż wypije, tylko raczej sporo, to w pewnym momencie tak jakby piorun w niego trzasnął, staje się agresywny, bluźni, wyżywa i nic do niego...

Witam, mam pytanie odnośnie do zachowania mojego męża po alkoholu. Sytuacja wygląda tak, że jak mąż wypije, tylko raczej sporo, to w pewnym momencie tak jakby piorun w niego trzasnął, staje się agresywny, bluźni, wyżywa i nic do niego nie dociera. Oczywiście na drugi dzień nic nie pamięta i zastanawiam się czy to jakaś choroba? Ponieważ bardzo się go boję. Jak mamy jakąś imprezę itp., to od razu myślę, co będzie się działo w domu i zaraz na początku zabawy jest złość i słowa nie pij więcej lub nie pij tyle, bo ja od razu myślę, żeby nie przekroczył tego punktu. Zastanawiam się, co może być tego przyczyną?

odpowiada 3 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Jestem DDA - gdzie mogę szukać pomocy?

Witam. Jestem w dużym stopniu przekonana, że posiadam DDA. Mój ojciec pił odkąd pamiętam. Matka i siostra zawsze bagatelizowały ten problem, zawsze miałam wrażenie, że tylko ja zauważam jakim potworem jest ojciec. Pił, wyzywał, awanturował się, gdy byłam mała...

Witam. Jestem w dużym stopniu przekonana, że posiadam DDA. Mój ojciec pił odkąd pamiętam. Matka i siostra zawsze bagatelizowały ten problem, zawsze miałam wrażenie, że tylko ja zauważam jakim potworem jest ojciec. Pił, wyzywał, awanturował się, gdy byłam mała to mnie i siostrę czasami bił (niekoniecznie pijany) tzw. klaps wychowawczy, tylko że często zostawały spore siniaki, nigdy nie miałam u niego wsparcia. Matka za każdym razem, gdy wracał pijany ścieliła mu łózko, czasami się awanturował i szedł spać. Gdy mama wyjechała na dłuższy czas pił dzień w dzień i to sporo. Miałam wtedy około 18 lat. Coś we mnie pękło i naskoczyłam na niego, po czym mnie uderzył z pieści w twarz. Teraz pije mniej, ja już z nim nie mieszkam.

Przeraża mnie to, co się teraz ze mną dzieje. Sama dużo piję, chociaż nie sadzę, że jestem jeszcze uzależniona, bo zdarza się, że nie piję przez kilka tygodni, a jeśli piję, to nie upijam się bardzo. Poza tym mam problemy z mężczyznami tak jakbym szukała ideału, mój ojciec chyba był takim potworem, że jeśli najmniejsza rzecz przeszkadza mi u faceta, to go odrzucam, ale jednocześnie brakuje mi poczucia bezpieczeństwa i szukam go najczęściej u facetów w łóżku. Co dziwne, to nie chodzi o seks, ale o to by z kimś być choć przez chwile, bo zazwyczaj nawet sam seks nie sprawia mi przyjemności. Ostatnio ktoś się mnie zapytał jak wyobrażam sobie siebie za kilkanaście lat i jedyne co zobaczyłam to siebie leżącą gdzieś na ławce w parku totalnie pijaną. Boje się, że to wszystko co działo się w dzieciństwie nie pozwoli mi być szczęśliwą. Czegoś mi ciągle w życiu brakuje. Czegoś ciągle szukam, a tym czymś jest po prostu miłość, której mi nie okazywano. Wiem, że muszę coś z tym zrobić zanim będzie za późno. Problem w tym, że nie mieszkam w Polsce tylko w Anglii w W. Mam prośbę, czy moglibyście mi udzielić informacji o ośrodkach dla ludzi z takim problemem? Pozdrawiam    

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Ojciec alkoholik - co robić?

Co zrobić, gdy ojciec jest alkoholikiem, a nikt z rodziny na to nie reaguje?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Stany lękowe - co się ze mną dzieje?

Od 2 tygodni nie piję, lecz stała się rzecz dziwna. Nie potrafię wyjść z domu. Wszystkiego się boję, że zemdleję, umrę itd. Proszę o pomoc. Marcin.
odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak mam rozmawiać z wujkiem alkoholikiem?

Witam. Mój wujek jest alkoholikiem. Jakieś sześć lat temu miał marskość wątroby i w ciężkim stanie trafił do szpitala. To spowodowało, że przestał pić, lecz ostatnim czasem znów zaczyna i już od tygodnia codziennie pije. Jak mam mu skutecznie...

Witam. Mój wujek jest alkoholikiem. Jakieś sześć lat temu miał marskość wątroby i w ciężkim stanie trafił do szpitala. To spowodowało, że przestał pić, lecz ostatnim czasem znów zaczyna i już od tygodnia codziennie pije. Jak mam mu skutecznie wytłumaczyć, aby tego nie robił? Co mogę powiedzieć, a czego unikać w rozmowie z nim? Boję się, że jego wątroba nie wytrzyma i sytuacja z przed sześciu lat się powtórzy, ale już ze skutkiem śmiertelnym.    

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Po alkoholu jestem innym człowiekiem - jak odbudować relacje z ukochaną?

Witam! Jestem w związku z cudowną kobietą od prawie 2 lat. Mamy po 28 lat. Były wzloty i upadki jak to w każdym związku bywa, ale ostatnio zrobiłem jej ogromną przykrość, zwyzywałem ją przy innych osobach. Wszystko działo się pod...

Witam! Jestem w związku z cudowną kobietą od prawie 2 lat. Mamy po 28 lat. Były wzloty i upadki jak to w każdym związku bywa, ale ostatnio zrobiłem jej ogromną przykrość, zwyzywałem ją przy innych osobach. Wszystko działo się pod wpływem alkoholu a bardziej jego nadmiaru. Oczywiście nic nie pamiętam i nie wiem co się działo i dlaczego tak zrobiłem. Bardzo ją kocham, ale taka sytuacja powtórzyła się drugi raz i nie wiem co mną kieruje jak wypiję. Nie jestem wtedy sobą. Na trzeźwo nigdy w życiu nie zrobiłbym jej takiej krzywdy. Rozumiem, że alkohol nie jest dla mnie i nie dotknę butelki już do końca życia. Ona jest dla mnie największym skarbem a strasznie ją zraniłem i nie wiem co teraz zrobić. Jak sprawić by mi znowu zaufała. Wiem, że podstawą jest odstawienie alkoholu raz na zawsze i tak właśnie zrobię, ale co dalej? Bardzo ją kocham i chcę żeby nam się układało.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Paraliż po alkoholu - czy to groźne?

Mam problem, który nie daje mi spokoju. Moja mama przy spożyciu alkoholu, a nie spożywa go zbyt mało, dziwnie się zachowuje. Chodzi mi tu o to, że chwilami jej ciało się wygina i trwa to kilka minut. Przy tym...

Mam problem, który nie daje mi spokoju. Moja mama przy spożyciu alkoholu, a nie spożywa go zbyt mało, dziwnie się zachowuje. Chodzi mi tu o to, że chwilami jej ciało się wygina i trwa to kilka minut. Przy tym tak jakby na chwilę zasypiała, ma ciężki oddech (tak jakby nie mogła prawidłowo oddychać, można porównać to do sapania) i ma zaciśniętą szczękę, potrafi nawet się przez to przewracać. Paraliżuje ją to praktycznie całą. Gdy jest trzeźwa, to się nie pojawia. Nie wiem o co chodzi. Ma to kilka lat, a niestety się nie leczy. Do czego to może doprowadzić, co to w ogóle jest i skąd się wzięło? Proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 3 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Czy moi rodzice są alkoholikami?

Witam. Mam 23 lata i martwi mnie sytuacja jaka panuje u mnie w domu. W zasadzie nie wiem, czy sam nie wyolbrzymiam problemu. Mianowicie sytuacja wygląda tak, że w domu niczego nam nie brakuje. Oboje z rodziców pracują, finansowo nie...

Witam. Mam 23 lata i martwi mnie sytuacja jaka panuje u mnie w domu. W zasadzie nie wiem, czy sam nie wyolbrzymiam problemu. Mianowicie sytuacja wygląda tak, że w domu niczego nam nie brakuje. Oboje z rodziców pracują, finansowo nie mamy problemów, ale zastanawiam się czy problemem w moim domu nie jest dość często goszczący alkohol. Moi rodzice piją w tygodniu popołudniami po pracy. Nie każdego dnia, ale 2-3 razy od pn-pt. Nie wiem jakie są to ilości 0,7l może 0,5l wódki na wieczór na dwie osoby przed tv, jak nie wódka to jakieś winko i naprawdę ja mam wrażenie, że po takim wieczorze są pijani, czy pod wpływem alkoholu. Do tego dochodzi weekend gdzie rodzice zawsze jadą na działkę, gdzie na pewno piją alkohol każdego dnia, nie wiem w jakich ilościach, ale mam wrażenie, że więcej niż na wieczorek w tygodniu, z przerwą na niedzielę, bo muszą wrócić samochodem do domu ok. 50 km.

Martwię się tym, bo mój młodszy brat ma 20 lat i też jest ta sytuacją poddenerwowany i mi mówi że rodzice piją, że się czepiają itp. Wiem, że ma rację, bo ojciec jest emerytowanym wojskowym i po każdym alkoholu jest bardzo zaczepny, ubliża, po prostu czepia się, na szczęście nie mamy. Jak próbowaliśmy na ten temat rozmawiać rodzice mówią, że to nie jest problem, bo pracują, bo nie zaniedbują obowiązków codziennych, ja wiem, że tak jest, ale też się martwię o zdrowie, bo ojciec ma 59lat. Nie wiem co mam o tym myśleć? Czy powinienem reagować? Jedno jest pewne, wiem, że za dużo jest tego alkoholu, a nie jestem w stanie tego przetłumaczyć, bo spotykam się z falą krytyki, że matury nie zdałem itp. awantura gotowa jak się zacznie ten temat. Potrzebuje porady i dziękuję!    

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Co zrobić, żeby mój partner nie wpadł w chorobę alkoholową?

Witam! Mam 28 lat, jestem w związku z 27-letnim partnerem od lat 8. Mamy 7-letnią córeczkę. Zauważam, że mój partner zaczyna dużo pić. Często pracuje w delegacji. Ostatnio nie było go 2,5 miesiąca i wiem, że strasznie dużo tam pił....

Witam! Mam 28 lat, jestem w związku z 27-letnim partnerem od lat 8. Mamy 7-letnią córeczkę. Zauważam, że mój partner zaczyna dużo pić. Często pracuje w delegacji. Ostatnio nie było go 2,5 miesiąca i wiem, że strasznie dużo tam pił. Średnio raz w tygodniu pił wódkę w dość dużej ilości i piwo w międzyczasie. Teraz wrócił. Jest w domu ponad tydzień i już zdążył mieć jeden nieplanowany „wyskok pod sklep” (podczas gdy ja byłam cały dzień w pracy) wtedy, gdy miał mnóstwo ważnych spraw załatwić, m.in. odebrać córkę ze szkoły. Nie zrobił ani jednej z tych rzeczy. Córkę odebrał wujek, ale mnie to przeraziło... A gdyby wujek wtedy nie był osiągalny?! Obiecywał, że w domu pić nie będzie. Zaniedbuje dziecko, które strasznie się za nim stęskniło. Jak zostaje z córką sam, to często przesypia kilka godzin, zamiast spędzić z nią trochę czasu. Rozumiem, że jest zmęczony, bo na wyjeździe ciężko pracował, ale to go nie usprawiedliwia. Ma niedopilnowane sprawy służbowe, boję się, że będą przez to kłopoty...

Borykam się z problemem DDA i jestem przerażona tym, co się zaczyna dziać. On twierdzi, że oczywiście przesadzam, a jemu od czasu do czasu wolno się napić - przecież nie pije codziennie. A poza tym nie będzie zawsze robił tego, co ja chcę, a z powodu mojego problemu (DDA) na pewno nie zostanie abstynentem - Jego słowa! Żadne tłumaczenie, prośby, a nawet straszenie nie ma dla niego żadnego znaczenia. Kompletnie nie liczy się ze mną w tym temacie. Nawet lubi się ze mną drażnić w sprawie alkoholu. On generalnie jest trudnym człowiekiem. Ma bardzo ciężki charakter. Nie znosi, jak mu ktoś zwraca uwagę albo kiedy robi się coś inaczej niż on by chciał. Nic nie można mu przetłumaczyć. A do tego jest bardzo nerwowy. Jest kilka lat po ciężkim wypadku i najdrobniejsza sprawa może go wyprowadzić z równowagi. Nie jest w stosunku do mnie i do dziecka agresywny po alkoholu. Nie bije nas (przynajmniej na razie!). Ale zawiódł mnie i nie mam do niego zaufania. Nie mogę na nim polegać. Wiem, że jestem też przewrażliwiona - kiedyś drażnił mnie nawet kiedy pił jedno-dwa piwa raz na jakiś czas (b. rzadko). Nie przejdę nad tym do porządku dziennego. Nie potrafię! Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji, żeby nie było gorzej?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak zmusić alkoholika do leczenia?

Mam męża alkoholika, tzn. on tak nie uważa, wypija dziennie, od kilku lat, 10-15 piw, robi awantury, znęca się nad nami fizycznie i psychicznie, wyrzuca jedzenie, na które nie daje pieniędzy, gdyż uważa, że za dużo „żremy”, a on...

Mam męża alkoholika, tzn. on tak nie uważa, wypija dziennie, od kilku lat, 10-15 piw, robi awantury, znęca się nad nami fizycznie i psychicznie, wyrzuca jedzenie, na które nie daje pieniędzy, gdyż uważa, że za dużo „żremy”, a on za to płacić nie będzie. Niszczy wszystko i wszystkich, po wizycie policji jest jeszcze gorzej, niszczy meble, garnki, talerze i nas, wszyscy chodzą wystraszeni i znerwicowani. Jedzenie, które szykuję dzieciom wieczorem, potrafi wstać w nocy np. o 3 i wyrzucić psom, a dzieci są głodne. Syn chodził na praktyki zimą 8 km w jedną stronę pieszo, bo miał przebity rower przez tatę, w domu wyłącza nam telewizor, prąd, nikt nie ma prawa tu wejść, bo go wygoni, atmosfera jest gorsza niż na pogrzebie, a my nie wiemy, co kiedy wymyśli, obecnie zapowiedział, że taką nam urządzi Wielkanoc, że do końca życia zapamiętamy, więc już psychicznie wszyscy są załamani. Na leczenie nie chce iść, gdyż uważa, że nie jest alkoholikiem, pije tylko piwo i to dlatego, że chce, a pije, bo to nasza wina, bo zawsze znajdzie się jakiś powód. Gdzie mam zwrócić się o pomoc i jakie mogą być konsekwencje, gdy się dowie, boję się, że nas zabije, gdyż podczas ataku ma bardzo dziwne oczy, a z ust idzie mu piana.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak mam pomóc mężowi i naszej rodzinie?

Dzień dobry, mam pytanie, jestem mężatką 12 lat. Mój mąż jest uzależniony od alkoholu i nie wiem, jak mu pomóc, ja i dzieci też jesteśmy już na wyczerpaniu. Nie mogę spać ani jeść. Jestem przygnębiona, a moje dzieci są bardzo...

Dzień dobry, mam pytanie, jestem mężatką 12 lat. Mój mąż jest uzależniony od alkoholu i nie wiem, jak mu pomóc, ja i dzieci też jesteśmy już na wyczerpaniu. Nie mogę spać ani jeść. Jestem przygnębiona, a moje dzieci są bardzo agresywne, niespokojne, a najmłodsza zaczęła się moczyć w nocy. Nie wiem, co mam robić i jak nam i jemu pomóc. Zaczynam się poddawać i załamywać, że nie dam rady. Proszę o radę, bo nie wiem, co robić. Dziękuję i pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Co zrobić z mamą alkoholiczką?

Moja mama, odkąd pamiętam, pije. Codziennie chodzi kilka razy do sklepu i kupuje po kilka butelek piwa, także wieczorem ledwo trzyma się na nogach. Tata pracuje od rana do późnych godzin wieczornych, niedawno wykryto u niego krwiaka, więc postanowił ukrócić...

Moja mama, odkąd pamiętam, pije. Codziennie chodzi kilka razy do sklepu i kupuje po kilka butelek piwa, także wieczorem ledwo trzyma się na nogach. Tata pracuje od rana do późnych godzin wieczornych, niedawno wykryto u niego krwiaka, więc postanowił ukrócić mamie dostęp do alkoholu, nie dając jej pieniędzy. Ona znalazła na to sposób, okłamując go, że zabrakło mąki, masła czy potrzebuje na papierosy, nieraz tata daje jej pieniądze dla świętego spokoju. Rodzice bardzo często się kłócą, a od kilku dni przyjeżdża do nas kuzyn mamy, z którym mama pije. Ten kuzyn to były wojskowy i gdy tata próbuje go wyprosić z domu, ten grozi mu, że naśle na niego swoich kolegów, którzy zrobią z nim porządek. Tata przez te kłótnie czuje się coraz gorzej. Co mam zrobić w tej sytuacji? Strasznie boję się o zdrowie taty i że ci bandyci mogą coś nam zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Nie chcę wracać do picia - jak mogę sobie pomóc?

Jestem alkoholikiem od wielu lat. Miałem okresy abstynencji max 6 lat. W tym roku kończę 40 i znów miałem nawrót. Nie wiem jak skorzystać z jakiejkolwiek pomocy. 3 lata byłem za granicą. Od 50 godzin chodzę po mieście (Bielsko Biała),...

Jestem alkoholikiem od wielu lat. Miałem okresy abstynencji max 6 lat. W tym roku kończę 40 i znów miałem nawrót. Nie wiem jak skorzystać z jakiejkolwiek pomocy. 3 lata byłem za granicą. Od 50 godzin chodzę po mieście (Bielsko Biała), tutejszy MOPS odmówił mi noclegowni z uwagi na zameldowanie w innym mieście, w którym nie dość, że nie ma poradni, to ja boję się tam wracać, gdyż każdy powrót kończy się piciem. Zameldowany jestem z ojcem, który pije i mieszka w fatalnych warunkach. Tak oto nikt nie może udzielić mi pomocy, bo mam meldunek. Chce być trzeźwy, więc nie śpię od 50 godzin, chodzę po mieście, żeby nie zamarznąć i nie wiem, co mam dalej z sobą zrobić. Jestem po detoksie i na chwile obecną mam 2 tygodnie abstynencji. Zdaje sobie sprawę, że wszystkie moje problemy są konsekwencjami picia. Nie mam żadnych środków do życia, nie mam gdzie spać chyba, że wrócę do picia, czy to nie paradoks? Powiedziałem sobie: cokolwiek jednak ma się w moim życiu wydarzyć dobrego, czy złego wydarzy się na trzeźwo. Mam bowiem przed oczami swoje ostateczne dno i utratę wszystkiego. Jak mam sobie pomóc i gdzie tej pomocy szukać, jeśli nie mogę pojechać z wielu powodów do macierzystej gminy?    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, gdy chłopak lubi alkohol?

Witam! Mam 17 lat. Jestem z chłopakiem, który, nie oszukujmy się, lubi alkohol. Zanim się poznaliśmy, wraz z kolegami po szkole udawał się na jedno czy też dwa niezobowiązujące piwa. Później, jak byliśmy już razem, więcej mu się to nie...

Witam! Mam 17 lat. Jestem z chłopakiem, który, nie oszukujmy się, lubi alkohol. Zanim się poznaliśmy, wraz z kolegami po szkole udawał się na jedno czy też dwa niezobowiązujące piwa. Później, jak byliśmy już razem, więcej mu się to nie zdarzało, gdyż jak uważa, stawia mnie na pierwszym miejscu. Któregoś dnia wyjechał na warsztaty naukowe, na których upił się niemiłosiernie. Przyznał mi się do tego, gdy to usłyszałam, rozkleiłam się, postawiłam mu warunek, że jeśli jeszcze raz tak się 'schleje' to z nami koniec. Bardzo się stara, gdy idzie gdzieś, po imprezie dzwoni do mnie, by poinformować, ile wypił. Ogólnie wszystko jest ok, ale gdy mnie nie ma na horyzoncie, od razu ucieka się do kolegów. Nie wiem, jak mu delikatnie powiedzieć, by zajął się czymś pożytecznym po szkole, kiedy ja nie mam dla niego czasu, a nie udawał się z chłopakami na piwko. Boję się, że kiedyś może się to przeobrazić w uzależnienie, chociaż on gwarantuje mi, że tak nie będzie. Chłopak z niego dobry, dba o mnie, jest ambitny, chce iść na studia, a następnie pracować w wymarzonym zawodzie. Stara się, od tamtych felernych warsztatów jeszcze mnie nie zawiódł. Co robić? Proszę o pomoc. Z góry dziękuję za radę i pozdrawiam:)

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Utrata kontroli - czy to już alkoholizm?

Witam serdecznie! W moim życiu alkohol był od zawsze. Wielokrotnie wprowadzałam się w stan upojenia i jak na kobietę potrafiłam wypić naprawdę dużo alkoholu. Ostatnimi czasy zaczęłam się nad tym zastanawiać. Zaczęło się od sytuacji, gdy z imprez pozostawała...

Witam serdecznie! W moim życiu alkohol był od zawsze. Wielokrotnie wprowadzałam się w stan upojenia i jak na kobietę potrafiłam wypić naprawdę dużo alkoholu. Ostatnimi czasy zaczęłam się nad tym zastanawiać. Zaczęło się od sytuacji, gdy z imprez pozostawała mi jedynie olbrzymia luka w pamięci. Zastanawiam się czy jestem alkoholikiem. Czy powinnam całkowicie odłożyć alkohol? Potrafię wypić piwko i iść grzecznie spać, potrafię nie spożywać alkoholu przez miesiąc, ale kiedy idę na imprezę (w sumie wiem, że to głupie, ale zakładam, że popiję tak, by się kontrolować) kończy się zawsze tak samo. Piję do upadłego i nic nie pamiętam z dnia poprzedniego. Ostatnio zaczęło mi się zdarzać, że gdy wstaję po tak ciężkim dniu (napewno jeszcze z procentami we krwi) sięgam po kieliszek :( i tak "impreza" przedłuża się do drugiego dnia. Nie potrafię tego zrozumieć i nie wiem czy to alkoholizm.

Ostatnio postanowiłam całkowicie odstawić alkohol na jakiś czas. Nie piłam kilka miesięcy i w sumie nie myślałam bardzo o tym. Byłam nawet na imprezie i nie wzięłam nawet kropli alkoholu. Kolejna impreza: postanowiłam wypić, ale nie upić się do upadłego... i nie potrafię :( znów luka w pamięci, nie wiem co robiłam i jak znalazłam się w swoim łóżku :( Nie umiem tego kontrolować, nie wiem kiedy odstawić kieliszek. Czy to alkoholizm?? Przecież potrafię wypić piwko, dwa piwka i skończyć. Ale zdarzają się też sytuacje, gdy wypijam litr wódki na imprezie i na drugi dzień nic z tego nie pamiętam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

W jaki sposób namówić męża, żeby zaczął leczyć się z uzależnienia od alkoholu?

Dzień dobry! Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku naszej znajomości. Problem dla mnie jest bardzo złożony, ale przyczyna chyba tylko jedna – alkohol (albo ja). Znamy się z mężem jakieś osiem lat, małżeństwem jesteśmy sześć, obydwoje jesteśmy...

Dzień dobry! Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku naszej znajomości. Problem dla mnie jest bardzo złożony, ale przyczyna chyba tylko jedna – alkohol (albo ja). Znamy się z mężem jakieś osiem lat, małżeństwem jesteśmy sześć, obydwoje jesteśmy po trzydziestce kilka lat. Przez rok, zanim zostaliśmy parą przyjaźniliśmy się jak kolega z koleżanką, jeździliśmy razem na imprezy dyskoteki, mieliśmy duże towarzystwo i zawsze wszystkiemu towarzyszył alkohol. Już wtedy mój mąż pił codziennie piwo wieczorem, nie licząc wyjść w wolne dni, kiedy to się upijał. Chyba nie przeszkadzało mi to, bo sama też nie stroniłam wtedy, bawiłam się jak wszyscy z naszego otoczenia, nie upijałam się może, ale zawsze jakiś alkohol sączyłam, zresztą nie mam głowy do picia i na drugi dzień źle się czuję co jest dla mnie argumentem, żeby nie przesadzać. Poza tym wtedy nie dało się nie pić, bo wszyscy pili i dzieżko by się z nimi rozmawiało bez "podkładu". Mój mąż już wtedy prowadził swoją firmę, a ja miałam dobrze dochodową pracę i na wiele było nas stać, pochodzę raczej z mało zamożnej rodziny, w moim domu raczej nie było na co dzień alkoholu, ale wieczne awantury, rodzice w ogóle się nie dobrali. Nie wiem później tę wieczną zabawę tłumaczyłam sobie chęcią jakiegoś odreagowania, po studiach, ciężkiej pracy i nieudanych ograniczających nas związkach. Zaznaczę tylko, że mój mąż wtedy jak i teraz bardzo ciężko i intensywnie pracował, zawsze po takich towarzyskich "występach" w dni wolne rano wstawał i szedł do pracy nie obijając się. Mój mąż ma firmę transportową i wtedy jeszcze sam jeździł zawsze tłumaczył, że musi odreagować po całym tygodniu pracy. Pierwszy niepokojący sygnał miał miejsce w sylwestra, który kojarzę raczej z tym, że zostaliśmy parą niż z tym zdarzeniem. Mój mąż wtedy, jak zwykle na tego typu przyjęciu upił się do nieprzytomności, tzn. on zawsze prosto idzie, z wszystkimi rozmawia, na różne tematy, tylko nie ma świadomości, czyli nic na drugi dzień nie pamięta i ma mętne prawie zamknięte oczy. Uciekał po jakichś lasach przed kimś, kto go podobno gonił po czym jeden silniejszy kolega go dosłownie przyniósł, a on wybił głową szybę w oknie (krew, rozbita szyba i głowa). Przeprosił, powiedział, że dla mnie się zmieni, co już wtedy świadczyło, że to nie pierwszy przypadek i że on wie, że coś jest z nim nie tak. Powiedział pierwszy raz, że mnie kocha (a mój mąż nie jest wylewny, chyba że dla dzieci), nawet chyba nie rozpatrywałam tego w kategorii wybaczania, po prostu przeszliśmy do porządku dziennego. W między czasie często były sytuacje, że z jakichś imprez, wesel itp. siłą musiałam go wyciągać, ale bez awantur, na co dzień byliśmy szczęśliwą parą, rozumieliśmy się bardzo dobrze, prawdziwa dojrzała miłość (tak mi się wydaje). Druga sytuacja miała miejsce na wczasach, (pół roku po tym sylwestrze) w dużym towarzystwie i bardzo zakrapianych, mężczyźni prawie nie trzeźwieli przez tydzień. Mój chłopak wtedy wsiadł do samochodu, prawie nie trzymając się na nogach (nikt tego nie widział), po czym jadąc dzwonił do mnie mówiąc, że goni go policja, następnie dawał mi do telefonu starszego aspiranta policji, którego sam udawał. Wrócił nad ranem, przepraszał, obiecywał, mówił, że nie jest mnie wart itd. Zaznaczam, że nigdy nie był agresywny wobec mnie, raczej wobec siebie. No i dalej żyliśmy, planowaliśmy, postanowiliśmy się pobrać, dzień przed zaręczynami oficjalnymi z rodzicami (bo w ogóle to oświadczył mi się w Wieliczce kilkaset metrów pod ziemią w kościele z soli) znowu miał wybryk po dużej ilości alkoholu z uciekaniem, dzwonieniem i wtedy na przeprosiny obrał już inną metodę. Chciał odejść, bo bał się, że zmarnuje mi życie, ale ja brnęłam w to dalej, chyba nawet sama go wtedy prosiłam, żeby został. Nie wiem, czy to wstyd przed rodziną, wszyscy go uważają za prawie wzór cnót (szczególnie z mojej strony), mądry, bogaty, wykształcony, pracowity (prawie na wszystko zapracował sam), dobry - wszystkim zawsze pomaga (finansowo i inaczej również). Na drugi dzień zaręczyny, wzruszenie, płacz szczęścia, ustaliliśmy datę ślubu. Dalej żyliśmy, szczęśliwi, dorabialiśmy żeby zapewnić sobie jakiś start. Mój mąż wiele w życiu od siebie wymaga, przyzwyczajony jest do dosyć wysokiej stopy życiowej, duże pieniądze, ogromny stres w firmie i nie bardzo chce przyjmować pomocy od innych. W między czasie nadal dosyć dużo imprezowaliśmy, alkohol w naszym życiu był zawsze, piwo pije codziennie odkąd go znam, nawet interesy twierdził, że nie da się inaczej załatwić jak przy alkoholu i faktycznie tak było. Ale jakichś szczególnych ekscesów nie było, chociaż faktycznie nie wiem kiedy, ale przybrałam metodę nie drażnienia go jak wypił (czyli nie mówiłam, żeby już nie pił, wracałam sama z tych imprez czy wesel, czy przyjęć rodzinnych on później wracał grzecznie kładł się spać). Nikt nie zauważa nic, oprócz jego taty (też alkoholik leczący się i nie pijący, bardzo dobry i mądry człowiek prowadzący dużą firmę), a może ktoś zauważa tylko nic nie mówią. Nie wiem, ja w każdym razie coś czułam, ale to wszystko zdarzało się później na tyle rzadko, a na co dzień wręcz sielanka, doskonale się rozumieliśmy, podobne plany, nauczyliśmy się kompromisów. I to też chyba był błąd z mojej strony. Ludzie uważali nas za przykładną parę, koledzy mojego męża podawali mnie za przykład, że potrafię tak bez awantury wyjść z imprezy i pozwolić mu zostać z kolegami i "upodlić" się do końca, a ja chyba gdzieś podświadomie czułam, że takie awanturowanie może źle się skończyć. Zmniejszałam ryzyko. Problem był, on sam teraz mówi, że to wraca ze zdwojoną siłą. Następnie był ślub, wesele, pierwsza córka. Mój mąż okazał się wspaniałym mężem i ojcem, bardzo dobry kontakt z dzieckiem. To ja jestem chyba nawet gorsza, mam mniej cierpliwości, on na co dzień jest wręcz aż za spokojny, wszystkich potrafi zrozumieć i wytłumaczyć, pomagamy sobie. Czasami wydaje mi się, że wyolbrzymiam, że przecież on ma tylko jedną wadę, że nie ma ludzi bez wad. I może to jest prawda. Nadal codziennie wieczorem piwo. Mało imprez, raczej tylko rodzinne i z przyjaciółmi. Dziecko zazwyczaj kładłam wcześniej, więc nie patrzyło na "upodlenie ojca", nigdy nie było awantur. Kiedy byłam w ciąży z drugą córką, a pierwsza miała ok. roczek, dwa i pół roku po ostatnim wybryku, wróciliśmy z zaręczyn od mojej kuzynki. Był bardzo pijany, położyłam córkę spać, zamknęłam ją w pokoju i chociaż zawsze często się budziła tę noc przespała całą. Ja poszłam się kąpać a mój mąż prawie śpiąc z butelką piwa oglądał coś w telewizji lub czytał gazetę, bo robi to i to po pijanemu, chociaż mnie się wydaje, że nie widzi na oczy. A zapomniałam, że chciał przenieść imprezę do nas łącznie z pijanym kuzynem, ja zabroniłam i jakimś cudem go przywiozłam samego, ale był zły. Kiedy wyszłam z łazienki, walił głową w szybę, ale szyba była wzmacniana i tylko nabił sobie guza, kiedy próbowałam go uspokoić wybił szybę od jednych drzwi zamknął się w łazience i straszył, że podetnie sobie żyły, pociął sobie tylko dłoń. Wezwałam wtedy sąsiada kolegę, pomógł nam i zabrał go do siebie, bo ja już się bałam z nim być w takim stanie. Nasza córeczka starsza, która już wtedy miała "szósty zmysł" nie obudziła się w trakcie tej awantury nawet na chwilę. Zresztą nasze dzieci nigdy nie widziały żadnej awantury, bo u nas nie ma awantur. Na drugi dzień nic nie pamiętał, próbował trochę mnie obwiniać, że go wygoniłam z domu. Spakował się, chciał się wyprowadzić dla naszego dobra, bo jak sam twierdził, nic nie pamięta i nie wie czy kiedyś nie zrobi nam krzywdy. Sama prosiłam, żeby został, ja z brzuchem i maleńkim dzieckiem. Dałam nam jeszcze jedną szansę, wtedy mówiłam, że ostatnią. Znalazłam lekarza, namówiłam mojego męża z ogromnym trudem i pojechaliśmy do niego, wszystko opowiedzieliśmy. Lekarz stwierdził, że nie jest alkoholikiem (przypominam, że codziennie pije piwo lub kilka i myślę, że od kilkunastu lat) i na terapię się nie nadaje. Jedynie, jak to on wytłumaczył, jest jakby uczulony na pewną ilość alkoholu, która odbiera mu normalne myślenie. Wtedy wydawało mi się to proste. Teraz mam żal, że tacy lekarze istnieją. Mój mąż nie pił "mocnego alkoholu" ok. roku, piwo codziennie (nie mógł się nim upić, bo ma dosyć mocną głowę, więc brzuch by mu rozsadziło, bo musiałby wypić ogromną ilość). Później wszystko wróciło do normy. Teraz już nie prowadzimy tak rozrywkowego trybu życia, mamy dwie cudowne córki (trzy i pięć lat), jesteśmy dosyć zamożni, mamy wiele planów, chcemy wybudować jeszcze jeden dom na starość, wyobrażamy sobie nasze córki kiedyś, staramy się zapewnić jakąś przyszłość. Wolne dni spędzamy razem. Mój mąż jest niesamowitym ojcem, dziewczynki go uwielbiają. Na co dzień jesteśmy przykładną rodziną, dzieci nigdy nie widziały awantur. Od ostatniej niebezpiecznej sytuacji minęło ponad trzy lata. Piwo jest nadal codziennie, nadal chodzę jak truś jak jest pod wpływem dużej ilości alkoholu i jakoś się udawało. Trochę życie jak na bombie. Cztery dni temu zrobiliśmy grilla, przyszła kuzynka z mężem i kolega z żoną, z którymi nie widzieliśmy się ok. roku. Dzieci biegały, my biesiadowaliśmy. Mężczyźni już prawie doszli do punktu krytycznego (dzieci położyłam wcześniej). Mój mąż chciał jechać z kolegą i jego ciężarną żoną do nich, nie wiem po co, bo chyba po drodze by usnął, ale postawiłyśmy się, pojechali. Nn pomógł mi posprzątać, pijany, zaczął podlewać trawę i przyszedł w którymś momencie do kuchni i zaczął mnie pytać grzecznie, dlaczego mu nie pozwoliłam jechać (jakby chciał mnie sprowokować do kłótni). Ja mu zaczęłam mówić, że musi myśleć w takich chwilach, że ma nas, córeczki. A on odebrał to tak, że ja mu zarzuciłam, że nie kocha dziewczynek. Zaczął płakać i krzyczeć, że kocha je nad życie, a ja jestem zła i mówię takie straszne rzeczy. Pobiegł z tyłu domu i zaczął kopać w drzwi od piwnicy, bo niby nie chciały się zamknąć, aż wypadły z zawiasów. Ja już nic nie mówiłam, tylko delikatnie krzątałam się po domu i z ukrycia obserwowałam co on robi. Uspokoił się, usiadł przed telewizorem, jadł cisto, a ja poszłam się kąpać (było ok. 23). Kiedy wyszłam on się krzątał, przyszedł do łazienki myć zęby, podałam mu pidżamkę i powiedziałam, że wyjdę przed drzwi na werandę zapalić. Kiedy siedziałam sobie i się odstresowałam, mój mąż wyszedł i mówi, że go gonią potwory. Ja na to, żeby się nie wygłupiał i poszedł na górę spać, a on zamknął drzwi i przekręcił zamek od środka. Wpadłam w panikę, on sam w takim stanie i dzieci, mam bujną wyobraźnię (tyle się słyszy o przykładnych ojcach albo matkach, którzy mordują swoje rodziny i sami popełniają samobójstwo). To była godzina koszmaru. Obleciałam cały dom czy czasami coś nie zostało otwarte, ale przecież ja mam manie zamykania wszystkiego przed snem. Nie chciałam walić w drzwi, żeby dzieci nie obudzić, skamlałam pod drzwiami jak pies, żeby mi otworzył, ale jego tam chyba nie było. Szczęście, że mam też manię noszenia telefonu przy sobie, nawet w szlafroku. Zadzwoniłam po siostrę, która pojechała po klucze do mamy (ma od naszego domu, bo zajmuje się dziećmi). Siostra dotarła w ciągu godziny, która była chyba najgorszą w moim życiu. Weszłyśmy do domu a on sobie spał na górze, nic nie zrobił, ale zrozumiałam, że mogło się stać wszystko, przecież sam mówi, że nie jest siebie pewien. Rano nie wytrzymałam, wyzwałam go od najgorszych świrów i wykrzyczałam, że albo leczenie, albo rozwód. On był na początku bardzo zdziwiony, nic nie pamiętał, a później jakby chciał mnie obwinić. Zły był, że zastał moją siostrę (co miałam zrobić, bałam się już z nim zostać). Spakował się i powiedział, że się wyprowadza, wtedy jeszcze dziewczynki spały. Mówił że on się nie będzie leczyć, bo wie, że to się nie uda i najgłupszy argument jaki słyszałam że "nie ma na to czasu", nie potrafię tego zrozumieć, mówi że kocha nas a nie chce spróbować. Ma wspaniałą rodzinę, jesteśmy na co dzień szczęśliwi. On chyba nas po prostu nie kocha, to wszystko to jakiś film. Prosiłam, błagałam, żeby się leczył, bo inaczej faktycznie tylko rozwód. Walizka stała już spakowana, dziewczynki powoli zaczęły się wybudzać i schodzić na dół, zalały go pytaniami o walizkę. Jakoś wytłumaczył, że jedzie w trasę. Myślałam, że z nimi jakoś się udało. Wywiozłam dzieci do mamy i próbowałam z nim jakoś rozmawiać, po raz następny mówiłam, że mu pomogę, ale on kategorycznie, że nie będzie się leczył, bo to nic nie da. Wróci za rok, dwa, pięć lub dziesięć lat ze zdwojoną siłą. Po prawie całym dniu rozmów chyba mu przyznałam rację, mój mąż nie chce nas krzywdzić. Powiedział, że dzieci zostają przy mnie (bo wie, że nie ma innej możliwości), wszystko co w kredycie on bierze a to co spłacone moje, że mam posprzedawać działki i kupić sobie mieszkanie, samochód jeden dostaje, na dzieci będzie dawał. Mam przecież pracę, jestem zdrowa, on się na razie wyprowadzi do hotelu. W ciągu tygodnia wynajmie coś, ja mogę zostać w domu do czasu, kiedy nie znajdziemy dla mnie mieszkania, wszystko będzie opłacał. No jakby nadal sielanka, przecież tyle jest strasznych rozwodów, powinnam to wszystko wziąć i spieprzać gdzie pieprz rośnie, ale ja go kocham, kocham moją rodzinę. Patrzę na twarze moich dzieci i jak ja im to powiem, przecież one nie widziały nigdy między nami awantury. Zdruzgotana przystałam na te wszystkie warunki, bo on ma racje z wszystkim, tyle że nie mogę zrozumieć czemu mając tak wspaniałą rodzinę nie chce się leczyć. Pojechałam, jeździłam po mieście, spotkałam się z jego ojcem, który zna temat, poradził żeby powstrzymać się z działaniami tydzień. Chciałam go posłuchać, wiem że powinnam mu dać spokojnie myśleć, że sam powinien do pewnych wniosków dojść, że powinien za nami się stęsknić. Miałam przyjechać dopiero z dziećmi, jak już go nie będzie, ale on jakby to wszystko przeciągał, dzwonił a to gdzie to jest, a to jak się bak otwiera, a to że tu dokumenty zostawił. W końcu wieczorem przyjechałam do domu, dzieciom naświetliłam, że tata na tydzień w trasę wyjeżdża, przecież często tak było. On mi powiedział, że w weekend zobaczy się z nimi, wszystko OK, ale jak już wcześnie wspomniałam, moja starsza córka ma "szósty zmysł". Jak jechałyśmy jeszcze w samochodzie, zaczęła bardziej niż zwykle dopytywać: czemu taty nie będzie, a czemu z nią się nie pobawi po kąpieli i takie tam, płakała, przecież mój mąż często wyjeżdżał. Ja już wtedy wiedziałam, że nie dam rady, jej smutna twarz. Łzy ciągle mi się cisnęły do oczu. Kiedy bawiły się w wannie, zadzwoniłam do niego, że tak nie damy rady, musimy to zrobić stopniowo, że ma przyjechać, pobawić się i położyć je jak zawsze, a jak będą spały to pojedzie. No i tak zrobiliśmy, ale moja starsza córcia, kiedy położył się koło niej (normalnie usypiają same), oplotła go rękoma tłumacząc, że robi to, żeby sobie nie poszedł. Usnęły, zszedł, powiedział mi to, a ja nie dałam rady, zaczęłam go błagać, żeby się leczył. On cały czas kategorycznie nie, tę noc został. Bez ustalenia żadnych konkretów, walizkę nadal wozi w samochodzie. Na następny dzień zobaczyłam, że nie ma obrączki, jakby mnie chciał ukarać, nie wiem za co, później założył. Wieczorem zaczął pić piwo, zwróciłam mu uwagę, że musi przestać, a on tylko cicho powiedział "dobrze". Nie wiem, czy dokończył. Jestem zdruzgotana, nie wiem co robić. Proszę o pomoc, bo nie wiem co nas czeka na następny raz albo jego, bo o to też się boję. Przecież to, że odejdzie to nic nie da, na ulicy może komuś coś zrobić albo sobie. Nie wiem czy jest niebezpieczny...

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Mój ojciec nadużywa alkoholu i jest agresywny - jak rozwiązać ten problem?

Odkąd pamiętam, ojciec zawsze pił i znęcał się nad nami. Byłam malutka, ale do dziś pamiętam obrazy stłuczonych talerzy, zakrwawionych rąk mamy oraz jej znamię pod okiem, które do dziś jest na jej twarzy. Minęło parę lat, dziś jestem pełnoletnia,...

Odkąd pamiętam, ojciec zawsze pił i znęcał się nad nami. Byłam malutka, ale do dziś pamiętam obrazy stłuczonych talerzy, zakrwawionych rąk mamy oraz jej znamię pod okiem, które do dziś jest na jej twarzy. Minęło parę lat, dziś jestem pełnoletnia, mam prawie 20 lat, a ojciec się nie zmienił: bije nas, ubliża, wygania z domu. Niedawno po raz kolejny stracił pracę i pije. Nie to, że nie mamy pieniędzy, bo on zawsze na alkohol ma. Tyle lat znęca się, a ja nic nie mogę zrobić. Miał parę spraw o pobicie, dlatego ma wyrok w zawiasach. Mam małą siostrę (8-letnią) i wiem, że nie mogę zmienić jej losu, a wiem, co ją czeka. Obecnie kończę szkołę i chciałabym dalej uczęszczać do szkoły, ale nie mam pieniędzy. Ojciec mnie wygania z domu, jestem tak znerwicowana, tyle lat poniżana i okrutnie traktowana, że gdy widzę, że zbliża się do mamy i do mnie, ze złości bym mu wyrządziła taką krzywdę, że by mnie popamiętał, ale moje życie toczy się dalej i nie chcę mieć przez niego problemów. Wystarczy, że ok. 20 lat miałam zmarnowane. Jestem normalną dziewczyną, uczę się w technikum, idzie mi nieźle, dogaduję się z rówieśnikami, nie mam żadnych problemów ani nałogów, nawet mnie policja po 22 nie spisała. Po mnie nie widać, że pochodzę z takiej rodziny. Do mamy nie może przyjeżdżać rodzeństwo, rodzice, bo ojciec ich wyrzuca. Niedawno zamieszkał ze mną mój narzeczony, dzięki któremu mam się w co ubrać i za co najeść, bo od ojca tego nie dostaję. Gdy dostałam za osiągniecia w szkole szansę wyjazdu nad morze, to nie pojechał zapłacić 2 zł, żebym była ubezpieczona na ten dzień wyjazdu, bo nie byłam w szkole ubezpieczona. Sądził, że to pieniądze wyrzucone w błoto. Nigdy nic od niego nie dostałam. Wszystko, co mam - komputer, kino domowe - zawdzięczam mojemu chrzestnemu, który jest bratem mojego ojca. Kiedy mama wyjechała do Niemiec zarobić nam pieniądze, to ojciec pił, sprowadzał kolegów, a my nawet nie mieliśmy co jeść. Dobrze, że przyjaciółka nam dała jeść. Raz się upił i znęcał się nade mną, a ja nie miałam nikogo, kto by mnie w tej ciężkiej chwili przytulił, pocieszył. Sąsiedzi stali w oknie i podsłuchiwali, wstawili się za mną, kiedy mnie zaatakował, to się uspokoił. Ja siedziałam biedna pod trzepakiem i płakałam, nie mogłam do domu wejść, mama była daleko. Z tego wszystkiego zgłupiałam i zdjęłam koszule, które mu wyprałam, i rzuciłam je w piasek. Rozważał wtedy z moim chrzestnym, żeby mnie do poprawczaka dać. Nigdy tych słów nie zapomnę, tak mnie to bolało, a byłam bezradna. Do dziś mam znamię, jak kiedyś leżałam, bo było gorąco, na kocu, opalałam się, a on był zły. Powiedział, że tylko leżę i palę głupa. Kopnął mnie, a że leżałam na brzuchu, to dostałam w głowę i mi się słuchawka wbiła, bo słuchałam muzyki. Gdy mama wróciła, powiedział, że to ja ta zła, i 3 dni siedziałyśmy w zamkniętym pokoju, bo dostał głupoty. Całe mięso, które mama kupiła, jak z zagranicy wróciła, powyrzucał, aż śmierdziało. Wszystkie kosmetyki, które kupiła, zniszczył. Mama już nie wyjeżdża do Niemiec, bo kiedy jej powiedziałam o tym, jak było, płakała i mnie przepraszała, że swoim wyjazdem krzywdę mi wyrządziła. Nie chciałam, żeby się obwiniała, w końcu pojechała nam zarobić. Dziś się nic nie zmieniło, nadal jest podły, dokucza nam psychicznie i fizycznie, tylko że ja już załamana taka nie jestem, bo mam koło siebie kogoś, kto mnie pocieszy i nie da skrzywdzić, ale nie broni mnie, bo nie widzi tego. Od południa jest w pracy i wraca późno w nocy. Zawsze tylko jemu się żalę. Wiem, że moja wyprowadzka by zmieniła moje życie, bo minąłby smutek, rozpacz, myśl o samobójstwie, nerwy. Ale co my we dwoje zrobimy? Chciałabym mieć chociaż mały pokoik, żeby mieszkać w nim z moim narzeczonym, tylko czy my damy sobie radę? Ja - ucząca się i niepracująca - nie chcę mu być ciężarem. Jestem z nim 5 lat i jest mi dobrze, bo nie robi mi krzywdy jak ojciec. Ale moja mama i siostra co mają zrobić? Muszą mieszkać z nim. Boję się, że dowiem się, że moja mama wylądowała w szpitalu przez niego, bo już raz straciła przez niego dziecko, które by teraz kończyło gimnazjum. Życie jej jest okrutne. Chciała odejść, ale się bała, czy sobie poradzimy. Dziś już nie może odejść, nie ma gdzie. Pracy nie ma, od wielu lat się stara, ale nie chcą jej przyjąć (z zawodu jest sprzedawczynią. Proponowałam jej, żeby poszła do domu samotnych matek, tam jej pomogą i nie będzie cierpiała, ale ona się tego boi. Niedawno miała miejsce kłótnia, o mało co ojciec nie wybił mi zębów. Nie chcę już mieszkać z nim, ale nie mam gdzie się podziać, i trzeba będzie jakoś sobie poradzić. Proszę, pomóżcie mi. Czy mogę coś zrobić, żeby było lepiej? Chciałam na policję zadzwonić, ale co to by dało - wzięliby go na wytrzeźwiałkę, na drugi dzień odstawili i jeszcze byśmy za to zapłacili, a znowu byłoby to samo. Czy ja mogę jakoś do sądu dać sprawę? Co mam zrobić? Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, chociaż sąsiedzi widzieli, co się dzieje wokół nich. Dziś tylko ma kolegów od kieliszka, nikt, kto go kiedyś znał i szanował, nie chce mieć z nim nic do czynienia. Moje życie może wyjść na prostą, ale jak mam to zrobić? Nie stać mnie na psychologów, a chciałabym być spokojna, przestać pamiętać to, co było, mieć rodzinę i żeby moja mama i siostra nie były już krzywdzone.  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak dalej postąpić, gdy mąż nagminnie pije alkohol?

Witam. Mój mąż ma problem z alkoholem, a ja nie wiem już co robić. Prośby, groźby lub krzyki na niego nie działają. Co z tego, że obiecuje, że nie będzie pił skoro na następny dzień najwyraźniej nie pamięta co obiecywał,...

Witam. Mój mąż ma problem z alkoholem, a ja nie wiem już co robić. Prośby, groźby lub krzyki na niego nie działają. Co z tego, że obiecuje, że nie będzie pił skoro na następny dzień najwyraźniej nie pamięta co obiecywał, bo znów robi to samo. Mamy 2 letnią córkę, ale i ona chyba nie ma na niego żadnego wpływu. Mieszkamy za granicą, mój mąż pracuje i co dzień po pracy wraca z piwami, a czasami jest tak, że wraca samochodem po wypiciu piwa, a gdy zbliża się weekend to ja już cała w nerwach chodzę, bo cały weekend pije, żeby nie wypił w weekend muszę go prosić cały tydzień, ale i tak nie zawsze to pomaga. Nie chcę tak żyć, mam dopiero 28 lat i nie chcę reszty życia spędzić na denerwowaniu się i z człowiekiem, na którym nie można polegać ani nic niestresującego z nim robić, gdziekolwiek pojechać. Ja go po prostu nienawidzę, brzydzę się go, choć gdzieś w głębi serca kocham. Chciałabym żeby było miedzy nami dobrze, bo jeśli już się zdarzy, że nie wypije, to jest nam dobrze ze sobą, ale ja już sił na niego nie mam. Nie wiem co robić? Pomóżcie. Najbardziej żal mi dziecka, które wiecznie wysłuchuje krzyków i kłótni i przez to jest bardzo nerwowym dzieckiem.   

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Co zrobić z ojcem alkoholikiem?

Mam 16 lat. I nie wiem co mam zrobić? Nienawidzę mojego ojca. Cały czas pije i już od paru miesięcy nie pracuje i zaniedbuje dom i rodzinę. Daje mojej mamie jakieś zbędne grosze, które na nic prawie nie starczają. Mam...

Mam 16 lat. I nie wiem co mam zrobić? Nienawidzę mojego ojca. Cały czas pije i już od paru miesięcy nie pracuje i zaniedbuje dom i rodzinę. Daje mojej mamie jakieś zbędne grosze, które na nic prawie nie starczają. Mam jeszcze brata, który już pracuje i pomaga jakoś mojej mamie. Ale chwilami jest ciężko. Więc mam takie pytanie, czy można jakoś ,,pozbyć się '' ojca z domu. Mieszkamy w bloku i mieszkanie jest przepisane na obojga rodziców. A wiem jak mojej mamie jest ciężko żyć z nim. Ja czasami nie mogę wytrzymać z nim. Po prostu mam go dosyć. Czasami myślę sobie, że wolałabym nie mieć ojca. Nic do niego nie czuje, po prostu nie taktuje go jak ojca, tylko jak zwykłego człowieka, który mieszka w moim domu. Wiem na pewno, że już nigdy to się nie zmieni. Ale chcę aby żyło nam się lepiej bez niego. Już wiele razy mu mówiłam, że ma rodzinę , że ma się opanować i przestać pić. W jeden dzień obiecywał, a na drugi już przychodził pijany i awantury urządzał. Więc mam takie pytanie: jak można się pozbyć alkoholika z domu?  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Patronaty