Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 2 9

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uzależnienie od alkoholu: Pytania do specjalistów

Jak poradzić sobie z mężem alkoholikiem?

Jestem mężatką 28 lat. Mój mąż od początku naszego małżeństwa dość dużo sobie popijał i mnie obijał, gdy wyrażałam moje niezadowolenie z tego powodu. Ja siedziałam w domu, na przełomie tych lat także chodziłam do pracy, bo nie zawsze starczało...

Jestem mężatką 28 lat. Mój mąż od początku naszego małżeństwa dość dużo sobie popijał i mnie obijał, gdy wyrażałam moje niezadowolenie z tego powodu. Ja siedziałam w domu, na przełomie tych lat także chodziłam do pracy, bo nie zawsze starczało na życie. Latami przybywało nam dzieci. Obecnie nie pracuję, mąż siedzi w domu, bo jest na rencie wypadkowej, a ja z nim i mi dokucza. Sytuacja jest nie do wytrzymania, ponieważ mąż zachowuje się bezczelnie w stosunku do mnie, nazywając mnie dziwką w obecności dzieci, twierdząc, że się k***, dzieci wykorzystuje do ciężkiej pracy wokół domu, a gdy się sprzeciwiają, wyzywa je, nie przebierając w słowach i goni z tym co mu w ręce wpadnie, bywa, że z nożami.

Wypadek mojego męża miał miejsce 3 lata temu. Od tego czasu nasze życie jest koszmarem, każde wyjście z pokoju, w którym przesypia większą część dnia, jest dla nas wszystkich stresem, ponieważ już przy drzwiach zaczyna krzyczeć, czym nas wszystkich sterroryzował. Musi być tak jak on chce, a każdy posiłek to nie to, co by sobie akurat zjadł. Co dzień sobie do tego pije, jest wtedy agresywny i złośliwy. W domu mam 4 dzieci w wieku od 10-16 lat, a starszych mam 3. Obecnie od 3 dni jestem u córki, bo nie mogłam psychicznie wytrzymać i nie wiem, co mam dalej zrobić. Czy wrócić, czy znaleźć sobie pracę i wynająć mieszkanie? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak przestać rozładowywać stres na rodzinie?

Witam serdecznie, w sumie to nie wiem, od czego zacząć. Ostatnimi czasy stałam się osobą nie do zniesienia. Tzn. dla ludzi obcych jestem miła i uśmiechnięta, natomiast dramat odgrywa się w domu. Wracając z pracy (w której non stop myślę...

Witam serdecznie, w sumie to nie wiem, od czego zacząć. Ostatnimi czasy stałam się osobą nie do zniesienia. Tzn. dla ludzi obcych jestem miła i uśmiechnięta, natomiast dramat odgrywa się w domu. Wracając z pracy (w której non stop myślę o synku i mężu, jak to będzie fajnie przyjść do domu i ich przytulić), staję się agresywna i nerwowa. Drażni mnie najmniejsza pierdoła do tego stopnia, że wszystkiego zabraniam i wyżywam się na wszystkich. Nawet na psie...:/ Nic mi się nie chce, ani chodzić na zakupy, ani sprzątać - chyba że ktoś ma do mnie przyjść, to wtedy mogę się zmobilizować, ale też wolę, żeby nie przychodził albo jest mi to obojętne:/ Wieczorem kiedy kładę się spać, obiecuję sobie, że następny dzień będzie lepszy. Podsumowując, cały dzień dochodzę do wniosku, że zachowałam się niedobrze i mam wyrzuty sumienia z tego powodu.

Moje relacje z mężem też uległy pogorszeniu. Prawie w ogóle z nim nie rozmawiam i nie mam ochoty współżyć - czego nie potrafi zrozumieć. Non stop mnie obwinia o jakieś zdrady i żeby przyszło mi to w ogóle na myśl, to jeszcze bym to zrozumiała, ale ja nic. Nawet za specjalnie nie myślę o seksie, tak jakbym w ogóle go nie potrzebowała. Zaczynając rozmowę o jakimś problemie, szybko ją kończę, bo zawsze coś mi się nie spodoba - stwierdzam, że w ogóle go to nie interesuje, bo jego mina na to wskazuje. Powoli ograniczę wszystkich domowników do takiego stopnia, że będą bali się cokolwiek powiedzieć, żebym tylko nie wybuchła. Mąż też jeździ na delegacje i cały tydzień tęsknię, nie mogę doczekać się jego powrotu, a jak się tylko pojawia to dopada mnie taka olewka, tak jakbym miała go w nosie. Nie potrafię tego zrozumieć, dlaczego się tak dzieje.

Oprócz tej mojej nerwowej i agresywnej reakcji mam taki dziwny niepokój w żołądku, tak jakbym cały czas była przed jakimś ważnym egzaminem. Trochę mnie to męczy, bo ten niezdefiniowany lęk trwa już długo. Mało tego - wszyscy odbierali mnie za żywiołową i energiczną dziewczynę. Nie mogłam usiedzieć na jednym miejscu i bardzo często uprawiałam jakiś sport. Teraz natomiast mam uczucie ciągłego zmęczenia - że doba jest za krótka na te moje codzienne zadania. Następnego dnia okazuje się, że tak naprawdę nie zrobiłam wiele... Przy pierwszej lepszej okazji uciekam spać. Męczą mnie zabawy z dzieckiem, nie mogę się skupić na niczym, mam słabszą pamięć i wszystko stało się takie obojętne. Wszystko zaczęłam odkładać na jutro. Np. pisząc swoją pracę - nie potrafię się zmobilizować do nauki i do jej napisania, co wcześniej było niewyobrażalne - wszystko zawsze oddawałam na czas. Tak samo mam w pracy. Przestałam być kreatywna i bazuję na tzw. przebimbaniu dnia roboczego.

Czekam na dzień wolny, bo się nie wysypiam, a śpię więcej niż w szkole średniej i na studiach. Natomiast zapas energii starcza mi na bardzo krótko. Tak jakby wszystkie stresy skumulowały się razem i osłabiły mój organizm do tego stopnia, że stał się obojętny praktycznie na wszystko. Czasami mam wrażenie, jakbym stała obok, jakby to była inna osoba, a ja tylko na nią patrzę... Np. mam psa, który zawsze był moim oczkiem w głowie, ale ostatnio non stop ją karcę, wyganiam z miejsca na miejsce, denerwuje mnie to, że leży tam, gdzie ja teraz chcę np. pójść, a kiedy wchodzi na łóżko i je rozkopuje podczas mojej nieobecności to normalnie wpadam w taką furię i agresję, że chwytam co mam pod ręką i spuszczam jej lanie. Nigdy tego nie robiłam, jeżeli teraz jest pies, to kto będzie następny. Pomocy!

Przyznam też, że mam dziwne myśli i sama dorabiam sobie historie, jeżeli ktoś nie odbiera telefonów, spóźnia się itd. Jadąc tramwajem, który mocniej się kołysze, w ułamku jednej sekundy pojawia się myśl wypadku. Co dalej, karetka, szpital, ciężki stan, śmierć - ciekawa jestem jaka byłaby reakcja otoczenia. Tak mam bardzo często w różnych aspektach życiowych:/ nie wiem dlaczego... Mam słomiany zapał... wyznaczam sobie cele, a kiedy moment realizacji jest już blisko, przestają mnie już interesować i cieszyć. Moje zadowolenie z czegokolwiek jest krótkie:/ Zawsze chciałam dać moim dzieciom to czego nie miałam i o ile w sferze finansowej się to udaje, o tyle w sferze emocjonalnej wydaje mi się, że nie. Nie potrafię okazywać uczuć. Nie poświęcam dziecku tyle czasu ile chciałam dostać od swojej matki - robię podobnie - doprowadzam do tego, że będzie bardzo samodzielny, a zarazem zamknięty na otoczenie, nie będzie umiał okazywać uczuć podobnie jak ja. Daję mało ciepła, bo mało go dostawałam - chyba w ogóle, bo nic nie pamiętam.

Nigdy z rodzicami nie rozmawiałam o swoich problemach, troskach - dawałam radę sama. Moi rodzice to tak jakby przeszłość, do której ciężko wracać. Ojciec uprawiał hazard, a matka w odwecie piła. Nieustanne awantury i brak szacunku dla wszystkich ze strony matki, to była niemal codzienność. Wracając ze szkoły, modliliśmy się, żeby ktoś był w domu - jeżeli był i był trzeźwy, to było cudownie, ale jak widziałam grono pijanych osób i wśród nich matka, to wszystkiego się odechciewało. W najgorszym wypadku chodziło się po wszystkich koleżankach i szukało się jej, żeby przyszła do domu. Ojca znowu zbieraliśmy z knajp, gdzie przegrywał całą wypłatę... koło się zamykało. Dziw tylko bierze, że w takich warunkach nie zrezygnowałam ze szkoły i studiów, bo często nie spałam po nocach, siedziałam na strychu, aż się uspokoi. Modliłam się, kiedy wszystko się zakończy - nieraz życzyłam z bezsilności śmierci jednemu z nich - wtedy by się tak nie działo. Dzisiaj już wiem, że to nie jest rozwiązanie. Rodzicie się rozeszli i ojciec poukładał sobie życie z inną kobietą, która trzyma go na wodzy, z mamą też było jakiś czas dobrze, a potem wszystko wróciło. Alkohol okazał się silniejszy - przy tym, gdy matka wypije, jest bardzo absorbującą osobą - wszyscy wokół mają rozwiązać jej problem, bo ona jest taka biedna - zawsze ona była pokrzywdzona, a to że wszystkich poniewierała i poniżała, jak była pijana, to było w porządku. Nigdy nie usłyszałam przepraszam za potargane ciuchy, siny kark czy ręce, nie wspomnę już o wyzwiskach, które słała pod moim adresem jeszcze w gimnazjum. Opowiadała takie rzeczy, że czasami zastanawiałam się, po co ja w ogóle chodzę po tym świecie.

Zboczyłam trochę z tematu, wydaje mi się, że teraz przeszłość krzyżuje się z teraźniejszością i nie daję rady. Proszę o pomoc, bo nie chcę stracić swoich bliskich i traktować ich podobnie jak nauczyła mnie moja matka:/ Wydaje mi się, że na niektóre zachowania nie ma się wpływu. Wierzę jednak, że da się coś zrobić, bo jeżeli ten zalążek się zagalopuje, to prędzej czy później stracę wszystko - tzn. rodzinę:/ Proszę mi powiedzieć, u jakiego lekarza powinnam szukać pomocy. Będę wdzięczna za odpowiedź, która mam nadzieję naprowadzi mnie na właściwy tor dochodzenia do lepszej siebie...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak pomóc ojcu uzależnionemu od alkoholu?

Mam problem z ojcem. Nic mu nie pasuje, nic się mu nie chce, jest uzależniony od piwa, wszystkimi się przejmuje za dziesięciu, robi z igły widły, drobne niepowodzenie czy kłopoty życiowe traktuje jak koniec świata, zachowuje się czasem jak stara...

Mam problem z ojcem. Nic mu nie pasuje, nic się mu nie chce, jest uzależniony od piwa, wszystkimi się przejmuje za dziesięciu, robi z igły widły, drobne niepowodzenie czy kłopoty życiowe traktuje jak koniec świata, zachowuje się czasem jak stara baba. Jest nerwowy. Często widzę, jak twarz się mu wykrzywia w takich grymasach złości. Ma żale i zresztą słuszne do swojego rodzeństwa, chodzi o sprawy rodzinne. Trzaskanie drzwiami to codzienny rytuał. Zachowuje się czasem tak, jakby żył za karę. Zawsze mu źle, zrobić coś źle, bo nie po jego myśli, bo to, bo tamto, nie zrobić nic źle, bo się nic nie robi. Depresja, alkoholizm, leki, zawał kilka lat temu, czarne myśli, prokrastynacja, huśtawki nastrojów, brak jakiegoś celu w życiu, rozpamiętywanie itp. To wszystko się składa na niego w ostatnim czasie.

Nie wiem może zbyt dużo o psychologii, ale chcę mu pomóc. To dobry i wartościowy człowiek. I nie zasłużył na taki los. Nie mogę patrzeć jak się marnuje, a przecież do szczęścia nie trzeba dużo. Muszę z nim porozmawiać tak na poważnie. Rozmowa z nim będzie trudna, bo go znam. Pomyśli, że robimy z niego wariata. Na pewno w głębi duszy pomyśli co mi będzie gówniarz pier......... itp. Albo powie, że wie, że robi źle i dalej będzie robił swoje, bo to już przerabiałem. Alkohol ma tu też dużo do rzeczy, bo go zmienia na gorsze. Proszę o pomoc, o rady. Może tu chodzi o mnie i o to, że mieszkam z nim i mamą, jeszcze może mu przeszkadzam w domu. Jak mam zacząć z nim rozmowę?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak leczyć padaczkę alkoholową?

Witam! Około roku temu miałem napad padaczkowy, który był wywołany zaprzestaniem picia alkoholu, ciąg trwał bardzo długo, bo około 1 roku (czas, jaki nadużywałem alkoholu to około 5 lat). Napad ten rozwinął się po upływie około 24-36 godzin, z tego...

Witam! Około roku temu miałem napad padaczkowy, który był wywołany zaprzestaniem picia alkoholu, ciąg trwał bardzo długo, bo około 1 roku (czas, jaki nadużywałem alkoholu to około 5 lat). Napad ten rozwinął się po upływie około 24-36 godzin, z tego co wiem miałem napad drgawkowy, który trwał około 15 minut, po czym przyjechało po mnie pogotowie. Zostałem zabrany do szpitala, gdzie zostały mi zrobione badania wszelkiego rodzaju wraz z pobraniem krwi, tomografią głowy itp. (moje ciśnienie w momencie odzyskania świadomości to 200/160). W szpitalu po przeprowadzeniu badań po około 2 godzinach dostałem zastrzyk i zostałem odesłany do domu (niestety nie posiadam wypisu). Od tamtego momentu zaprzestałem całkowicie picia alkoholu, także staram się zwracać uwagę na to, aby produkty spożywcze nie miały zawartości alkoholu nawet najmniejszej ilości.

Od tamtej pory wszystko się zmieniło, odzyskałem sprawność fizyczną, apetyt, nie narzekam na bezsenność, mam także stałą pracę. Nie odczuwam także niczego niepokojącego w moim stanie zdrowia (co myślę, że jest najważniejsze - nie czuję takiej potrzeby, aby się napić, po prostu to znikło). I moje pytanie jest takie - co jeszcze powinienem zrobić? Czy poddać się terapii lub czegoś w tym rodzaju? I czy taki atak może jeszcze powrócić? Z góry dziękuję za odpowiedź! Pozdrawiam!

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka

Alkohol a przemoc wobec dziecka

Witam! W tym roku skończę 18 lat. Mieszkam sama z dziadkiem. Moja mama wyjechała do pracy do Niemiec i ma problem z alkoholem, i nie mogę na nią liczyć. Tata nie mieszka z nami, ma swoją „drugą'' rodzinę. Od...

Witam! W tym roku skończę 18 lat. Mieszkam sama z dziadkiem. Moja mama wyjechała do pracy do Niemiec i ma problem z alkoholem, i nie mogę na nią liczyć. Tata nie mieszka z nami, ma swoją „drugą'' rodzinę. Od zawsze w moim domu był problem z alkoholem. Czasami dochodziło do rękoczynów. Ostatnio pokłóciłam się z dziadkiem, a on rzucił się na mnie, złapał mnie za szyję i wyrzucił z domu. Poszłam do cioci i u niej spędziłam noc. Nie wiem, co mam robić. Chciałabym zamieszkać sama, ale dalej się uczę i nie mam środków, aby sama opłacać mieszkanie. Chcę wiedzieć, czy mogę liczyć na jakąś pomoc społeczną od państwa w takiej sytuacji. Bardzo proszę o jakąkolwiek pomoc. Bo w tej chwili nie wiem co mam zrobić. Nie chcę wracać do domu, bo jestem pewna, że taka sytuacja się powtórzy. Proszę o poradę i co mogę zrobić. Z góry bardzo dziękuję.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

2-3 piwa dziennie - czy to już alkoholizm?

Witam! Mam problem z mężem. Znamy się od sześciu lat. Na początku znajomości mój obecny mąż miał poważny problem alkoholowy - dziennie wypijał od 6 piw w górę. Na imprezach upijał się prawie do nieprzytomności. Na szczęście odkąd zaczął się...

Witam! Mam problem z mężem. Znamy się od sześciu lat. Na początku znajomości mój obecny mąż miał poważny problem alkoholowy - dziennie wypijał od 6 piw w górę. Na imprezach upijał się prawie do nieprzytomności. Na szczęście odkąd zaczął się ze mną spotykać, pracował nad tym, by ograniczać to szaleństwo. Obecnie wypija 2-3 piwa dziennie, ale o tylu to ja wiem. Dziś przekonałam się, że mój mąż wypija jeszcze po kryjomu. Otóż, byłam pewna, że jest jedno piwo w lodówce, bo sama je przekładałam. Przez przypadek zorientowałam się, że piwa już w lodówce nie ma, a była dopiero godzina 10.30! W sobotę, mój mąż również zrobił taką akcję, i wypił około godz. 11. Uważam, że jako biznesmen, który ma poważną firmę, powinien być na chodzie, a nie tylko wysyła ludzi jak gdzieś trzeba jechać samochodem. No i oczywiście dochodzą do tego kłamstwa, bo gdy zapytałam gdzie jest to piwo, do od razu odpowiedział, że oddał koledze, który dziś przyszedł na kacu. Nie udało mu się jednak zrobić ze mnie idiotki i powiedziałam mu, że myślę, że jest alkoholikiem. A on na to: „ale czy ja jestem pijany? Czy leżę n***** pod stołem?!”. Taka z nim rozmowa.

On uważa, że jak pije w domu, to nie jest alkoholizm, bo alkoholicy to sączą wódę pod sklepem. Zdaję sobie sprawę z tego, że on nie jest świadomy swojego nałogu, ale ciągłe zamartwianie się, czy jak wrócę z pracy do domu, czy będzie już po piwku, czy nie, zaczyna mnie męczyć. Mąż w sumie nie jest agresywny po piwie, ale zdarzyły się dwie sytuacje, że gdy stanowczo powiedziałam, że nie pozwolę mu wypić piwa, to on rzucił tym piwem o ścianę i wybiegł z domu. Innym razem po delikatnej kłótni na tym właśnie gruncie poszedł zabalować do kolegi i wrócił drugiego dnia po południu kompletnie zalany. Proszę mi pomóc, jak mu przetłumaczyć, że to jest problem, że nie chcę tak żyć?! Co mam zrobić, gdzie się kierować? Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Lek. Jerzy Bajko
Lek. Jerzy Bajko

Ataki agresji i autoagresja

Witam! Chciałabym prosić o zdiagnozowanie problemu, z jakim boryka się mój mąż (a tym samym i ja). Co jakiś czas (średnio co 3-4 miesiące) mój mąż (30 lat) ma ataki niepohamowanej złości połączonej z przygnębieniem, agresją słowną i autoagresją. Ostatnio... Witam! Chciałabym prosić o zdiagnozowanie problemu, z jakim boryka się mój mąż (a tym samym i ja). Co jakiś czas (średnio co 3-4 miesiące) mój mąż (30 lat) ma ataki niepohamowanej złości połączonej z przygnębieniem, agresją słowną i autoagresją. Ostatnio taki atak miał miejsce wczoraj (wcześniejszy prawie 1,5 roku temu). Wygląda to zawsze w podobny sposób. Zaczyna się od jakiejś błahostki i najczęściej to ja jestem elementem zapalnym. Przebieg takiego ataku opiszę na podstawie tego wczorajszego. Późny wieczór, wybieram się do sklepu. Dodam, że dzień był bardzo udany. Ubrana w spodnie dresowe i kurtkę udaję się do męża, żeby potwierdzić, na co ma ochotę. Na co on zaczyna mocno krytykować mój ubiór, posuwając się wręcz do niewybrednych komentarzy (typu wieśniara). Denerwuję się, mówię że jest ciemno i nikt mnie nie zobaczy, ale po pewnym czasie zmieniam spodnie. Wychodząc słyszę hałas rozbijanego o coś plastiku. Po moim powrocie okazuje się, że mąż rozbił (niszcząc ją) ulubioną zabawkę mojej 8-miesięcznej córeczki. I wtedy się zaczyna. Dostaje mi się za to, że niby nie jestem w stanie znieść krytyki. Moje próby wytłumaczenia, że jest wieczór itp. tylko go podjudzają. Wypomina mi różne rzeczy: - nazywa mnie swoją kulą u nogi (ze względu na córeczkę nie pracuję na stałe, jestem nauczycielem francuskiego i pracuję dorywczo kilka godzin w tygodniu), chociaż na co dzień zarabiając bardzo dobrze twierdzi, że nie muszę pracować; - twierdzi, że nikt mu nie pomaga, że czuje się samotny (jest coraz bardziej nakręcony); - mówi, że przeze mnie i przez to, że nie potrafię się odpowiednio zachować (czyli z uśmiechem na twarzy bez słowa wykonać jego polecenie) on sobie kiedyś coś zrobi; - zaczyna płakać, że przeze mnie zniszczył córce zabawkę i że ona musi patrzeć na to wszystko (córeczka jest bardzo szczęśliwym dzieckiem, taka sytuacja zdarzyła się przy niej 1 raz, a mąż jest generalnie cudownym ojcem); - mówi też, że robię wszystko żeby mu zniszczyć życie, a córeczce zafundować los jaki miał on sam (mąż pochodzi z rozbitej rodziny i jest DDA po terapii); - twierdzi, że jak wyszłam po zakupy to przymierzał do szyi pasek i pyta czy chcę zobaczyć jak dobrze pasuje; - twierdzi, że mnie nienawidzi, że tyra jak wół, a ja jestem niewdzięczna (fakt dużo pracuje - niedawno założył firmę, co było jego wielkim marzeniem i był z tego powodu bardzo szczęśliwy.Podsumowując - w jednej chwili staje się innym człowiekiem. Z kochającego męża zamienia się w agresora i zdaje się nie widzieć tego, że ma tak naprawdę udane życie. Dodam jeszcze, że wcześniej częściej zdarzały się takie sytuacje, raz mąż złamał rękę, uderzając nią o ścianę, po tym jak nie mogłam znaleźć dowodu rejestracyjnego samochodu. Ostatnio wszystko było super, odkąd na świat przyszła córeczka i przez okres ciąży mąż był wzorem spokoju. Trzy tygodnie temu rzucił palenie, ma stresy związane z firmą - ale taka złość? Nie wiem co robić... Boję się, że takie sytuacje będą znów częstsze, a ja zupełnie nie potrafię się wtedy zachować, żeby go uspokoić.  
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
 Magdalena Mroczek
Magdalena Mroczek

Jak pomóc koledze uzależnionemu od alkoholu?

Witam! Mam pewien problem. Pracuję z kolegą, który ma problem z alkoholem. Był na terapii, z początku jakoś się trzymał, później było znów gorzej. Do tego kłopotu doszła tragiczna sytuacja, gdy wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zmarł ojciec i brat tego...

Witam! Mam pewien problem. Pracuję z kolegą, który ma problem z alkoholem. Był na terapii, z początku jakoś się trzymał, później było znów gorzej. Do tego kłopotu doszła tragiczna sytuacja, gdy wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zmarł ojciec i brat tego kolegi w tym samym zdarzeniu. Do sytuacji nadużywania alkoholu dołączyła jakaś forma bólu po tych, którzy odeszli. Chłopak jest załamany. Nie przestaje pić. Często ze sobą rozmawiamy, ale bez efektu. Nie potrafię do niego dotrzeć. Był u psychologa, u którego poprzednio leczył się od uzależnienia. Jak dotąd nie widać w nim żadnej woli walki. Nie potrafi wykrzesać z siebie nawet trochę siły do walki z niesprzyjającymi okolicznościami. Wsparcia w domu i rodzinie raczej też zbyt dużego nie ma.

On jest troszkę bliżej ze mną, dużo mi o sobie opowiada, znamy się bardzo długo, ma do mnie zaufanie i w jakiś sposób czasem udaje mi się do niego dotrzeć. Wiem, że szuka we mnie pewnego powiernika, któremu może się wygadać. Ale ja nie dysponuję wiedzą nt. psychologii, nie znam mechanizmów działania w takich przypadkach i jednocześnie boję się, że źle coś doradzę, że coś nieopatrznie zrozumie, popełni jakieś głupstwo. Proszę o odpowiedź, jak mogę mu pomóc. Co mogę zrobić jako - w zasadzie - znajomy, kolega z pracy?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Justyna Plucińska
Mgr Justyna Plucińska

Jak poradzić sobie z uzależnieniem od alkoholu i hazardu ojca?

Witam! Chciałbym się poradzić, bo czuję, że nie reaguję na otoczenie i to co się dzieje wokół mnie tak jak powinienem. Wydaje mi się, że postawiłem wokół siebie jakąś kurtynę i próbuję oszukać sam siebie, co może doprowadzić kiedy, choć...

Witam! Chciałbym się poradzić, bo czuję, że nie reaguję na otoczenie i to co się dzieje wokół mnie tak jak powinienem. Wydaje mi się, że postawiłem wokół siebie jakąś kurtynę i próbuję oszukać sam siebie, co może doprowadzić kiedy, choć nie musi, do jakiejś depresji czy coś w tym rodzaju. Otóż mam problem w domu: z jednej strony kochająca matka, z drugiej ojciec - pijak hazardzista na silnych środkach psychotropowych C*** czy coś takiego, nie pamiętam nazwy. Dzisiaj ojciec rano wyglądał strasznie, często mówi do siebie, czuje urazę do całego świata o krzywdy, jakie go w życiu spotkały. Wg mnie jest nieudacznikiem, który nigdy nie miał celu, wykorzystywał matkę, poniżał siostrę moją i mnie. To typ cwaniaczka, który popisywał się kasą, a kiedy teraz jest na małej rencie i nic nie ma, to ma żal do wszystkich.

Mam obawy, choć ewidentnie mam serce po matce, że mogę kiedyś popełniać jego błędy. Mam wg mnie bardzo silny charakter, ale nie chcę, by pewność siebie mnie zgubiła. Co robić, boję się każdej nocy o matkę, czy coś jej nie zrobi, czy coś mi nie zrobi. Dzisiaj powiedział, że chciał się powiesić. To zostawiam bez komentarza, bo nie wiem czy to prawda, czy chciał ode mnie wydusić 1000 na długi i chciał, żebym się zlitował. I tak oto siedzę z mamą w patowej sytuacji i nie wiem co zrobić. Myślałem o pójściu do psychologa na jakąś terapię.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy picie alkoholu przerodziło się w nałóg?

Moja sytuacja jest następująca: mam stresującą pracę, a zarazem problem ze spaniem, dlatego wieczorem lubię wypić 2 piwa, żeby się odstresować, lepiej poczuć (taki rytuał). Tak jest prawie codziennie. Nie wyobrażam sobie picia w dzień, wtedy lubię być aktywny i...

Moja sytuacja jest następująca: mam stresującą pracę, a zarazem problem ze spaniem, dlatego wieczorem lubię wypić 2 piwa, żeby się odstresować, lepiej poczuć (taki rytuał). Tak jest prawie codziennie. Nie wyobrażam sobie picia w dzień, wtedy lubię być aktywny i cały czas gotowy do działania. Sytuacja trochę inaczej wygląda w weekend wieczorem, wtedy tych piw potrafi być 3-4, no chyba, że jest impreza, ale i tak gorsze jest następnego dnia. Zamiast wypić rosół to ja zazwyczaj piję klina (nie jednego). No i sytuacje raz na kilka miesięcy mój maraton potrafi trwać kilka dni i to jest najgorsze. Co powinienem zrobić, żeby to zmienić nie sięgać po wspomnianego klina? I drugie pytanie: jaka jest moja sytuacja alkoholowa?

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Aneta Kościołek
Dr n. med. Aneta Kościołek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Alkoholizm i próba samobójcza

Witam, jestem młodą 19 letnią kobietą i mam starszego o 6 lat, pracującego już chłopaka, który ma problem z alkoholem. Ostatnio próbował nawet popełnić samobójstwo będąc pod jego wpływem. Wiele razy próbowałam go nakłonić do przestania picia, raz nawet prawie...

Witam, jestem młodą 19 letnią kobietą i mam starszego o 6 lat, pracującego już chłopaka, który ma problem z alkoholem. Ostatnio próbował nawet popełnić samobójstwo będąc pod jego wpływem. Wiele razy próbowałam go nakłonić do przestania picia, raz nawet prawie rozstaliśmy się przez to jego nadużywanie. Przeważnie po alkoholu jest dla mnie niemiły, mówiłam mu to potem, i przekonywał mnie żebym nie wierzyła w to co mówił wtedy, wydawał mi się całkiem inną osobą niż ta, którą znam od ponad 10 miesięcy. Kilka razy było tak, że umawialiśmy się na spotkanie, a on do mnie dzwonił, przepraszał i mówił, że dzisiaj jednak nie da rady i było słychać po głosie, że jest pijany. Stracił dobrze płatną pracę przez to, że przyszedł do niej będąc pod wpływem i wiele czasu zajęło mu znalezienie nowej w zawodzie. Tuż na początku naszej znajomości spowodował wypadek samochodowy, wskutek czego stracił prawo jazdy i tonie teraz w długach. Nowa praca wymagała od niego przeniesienia się do większego miasta, około 300 km od miejsca, w którym mieszkam. Jest tam od tygodnia, w tym czasie właśnie próbował się powiesić na gałęzi, która na szczęście nie wytrzymała ciężaru i się złamała. Gdy rozmawialiśmy potem przez telefon, mówił żebym się nie przejmowała tym co się stało i co mówił, przekonywał, że na pewno nic złego sobie nie zrobi. Nie ma zbyt dobrych kontaktów z rodziną. Jak mieszkał w tym samym mieście gdzie ja, zawsze starałam się g wspierać. Zanim wyjechał do nowej pracy sam stwierdził, że jest uzależniony i potrzebuje leczenia. Jednak w poradni dowiedział się, że odwyk trwa 6 tygodni, w tym czasie nie będzie mógł pracować żeby zarobić na spłaty długów i koło się zamyka. Przez tą sytuację z próbą samobójstwa nie wiem jak mam z nim rozmawiać bo ciągle myślę tylko o tym. Nie wiem jak mogę mu pomóc, a sama zaczynam się męczyć z tą sytuacją.  W mojej dalszej rodzinie miałam przykłady jak okropne potrafi być życie z pijakami i nie chcę tak skończyć. Mimo to kocham go, lecz w obecnej sytuacji czuję się rozdarta czy zostać z nim i cieszyć się chwilami szczęścia, czy przerwać naszą znajomość. Bardzo proszę o radę. Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak pomóc chłopakowi wyjść z nałogu?

Witam! Mój problem związany jest z partnerem, który jest bardzo agresywny po wypiciu alkoholu. Nieważne, czy jest to piwo, czy „coś” mocniejszego. Ale budzi się w nim wtedy jakiś „demon”, który w jednej minucie potrafi zmienić się z miłego, radosnego...

Witam! Mój problem związany jest z partnerem, który jest bardzo agresywny po wypiciu alkoholu. Nieważne, czy jest to piwo, czy „coś” mocniejszego. Ale budzi się w nim wtedy jakiś „demon”, który w jednej minucie potrafi zmienić się z miłego, radosnego człowieka w osobę, która nie kontroluje swojego zachowania. Niestety, dochodzi wtedy także do popychanek i szarpanek między nim a mną. Bardzo zaniepokoiło mnie jego ostatnie zachowanie (dodam, iż od ostatniej szarpaniny pół roku wcześniej nie doszło to takiej sytuacji), w której to szarpał mną, wyzywał od najgorszych, a ostatecznie kazał mi wynosić się do domu, popchnął mnie, ja się przewróciłam i zaczął mnie ciągnąć po trawie. Wstałam, poprosił, abym weszła do domu. Widział jaka jestem roztrzęsiona i zapytał, czy mam coś do przebrania, bo nie chce w oczach rodziny wyjść na tyrana. Wtedy zaczął płakać, tak jakby się ocknął, lamentował co on zrobił. Poprosił, abym pojechała do domu, żebym stamtąd uciekała. Powiedział, że to już koniec, że on nie może narażać mnie na takie niebezpieczeństwo, że nie wie co go opętało. Pojechałam do domu. Później zadzwonił do mnie. Płakał, przepraszał mnie. Prosił, żebym mu kiedyś wybaczyła. Chciał popełnić samobójstwo, ale na szczęście zareagowałam i poinformowałam jego rodzinę. Następnego dnia wysyłał do mnie wiadomości na tel. kom., że prosi o wybaczenie, że nie wie, co go opętało. Do tej pory wymieniamy się wiadomościami. Napisałam mu, że wybaczyłam, bo chcę normalnie funkcjonować, a nie rozpamiętywać. Jednocześnie chcę mu pomóc, bo wiem jak dobrym jest człowiekiem.

Wcześniej już zauważyłam, że czasami jest wybuchowy i szybko się denerwuje, ale zawsze mogłam na to zaradzić. Powiedziałam dobre słowo, przytuliłam. Nie kłóciliśmy się. Rok wcześniej, gdy wypił za dużo, wracając do domu też mnie popchnął. A pół roku wstecz, gdy wypił 4 piwa, źle zinterpretował moje słowo i wybuchnął złością. Ale nie powtarzało się to często, wielokrotnie obyło się to bez jakichkolwiek awantur. Tak jak napisałam wcześniej - chcę Mu pomóc, bo za dużo dobrych chwil z nim przeżyłam. Byliśmy narzeczeństwem. Planowaliśmy ślub, dzieci. I nagle wszystko się rozsypało. Nie wiem jak mam się zachować, czy go zostawić tak jak wszyscy radzą, że jak stało się raz, to i 2 się stanie. Ale nie chcę się poddawać i tak tego zostawić, bo to nie rozwiązanie. Nie wiem, co mogło być motywem takiego zachowania. Z tego co kojarzę, jego mama wspominała, że jej ojciec, czyli jego dziadek bił swoją żonę. Jego 2 dziadek bił dzieci po alkoholu. Ale wierzę, że nie musi być taki sam! Ponadto jego ojciec zmarł, gdy miał 8 lat. Bardzo wcześnie zaczął pracować i zarabiać na życie. Wiem, że było im bardzo ciężko. Jego mama miała „twardą rękę”. On mieszka na wsi i wydaje mi się, że ma też z tego powodu kompleksy. Do tego dom na utrzymaniu, nie jest zadowolony z pracy. Ale z drugiej strony wiem, że jest bardzo dobrym człowiekiem. Pomaga bezinteresownie. Dla mnie też jest bardzo czuły, zrobi dla mnie wszystko. Na trzeźwo nigdy mnie tak nie zwyzywał, zawsze czule się do mnie odnosił. Naprawdę chcę mu pomóc, tylko nie wiem jak. Czy jest sens? Może powinien pójść do psychologa? Proszę mi coś doradzić. Będę bardzo wdzięczna. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak pomóc mężowi uzależnionemu od alkoholu?

Witam! Mam problem z mężem, który wg mnie nie panuje nad piciem alkoholu. Jesteśmy małżeństwem od 5 lat, znamy się 7. Od zawsze mój mąż lubił sobie wypić piwko. Potem były dwa, niemal codziennie. Jak zaczęłam naciskać i wyolbrzymiać...

Witam! Mam problem z mężem, który wg mnie nie panuje nad piciem alkoholu. Jesteśmy małżeństwem od 5 lat, znamy się 7. Od zawsze mój mąż lubił sobie wypić piwko. Potem były dwa, niemal codziennie. Jak zaczęłam naciskać i wyolbrzymiać problem, to przez chwile był spokój i potem powrót do rzeczywistości - czyli codziennie dwa piwka. Ciągle słyszałam, że jestem przewrażliwiona, że dwa piwa dziennie to jeszcze nic złego. Następny krok, aby ulżyć mi, to była zamiana dwóch piw na jedno mocne, z jednego mocnego zrobiły się dwa dziennie. Niestety rozmowa z mężem, który jest po dwóch mocnych nie była już taka miła. Niestety mnie coraz częściej ponosiły emocje, odbijało się to negatywnie na naszych relacjach małżeńskich - coraz mniej wspólnych tematów, na moich barkach coraz więcej spraw związanych z dziećmi, z opieką nad nimi, coraz mniej mojej cierpliwości dla dzieci.

1,5 roku temu podjęliśmy wyzwanie - budowa domu. Przez cały czas miałam obawy, że dom budować będziemy w miejscowości, w której mąż żył od dziecka, gdzie pracuje, gdzie ma kolegów, z którymi lubi wypić. Z drugiej strony, cieszyłam się, że nowy dom, cel podniesie ego męża. Niestety dzisiaj wiem, że moje przypuszczenia, obawy o powrót do korzeni stały się faktem. W ostatnim czasie wyszło tyle spraw związanych z piciem męża, że jestem pewna, że on ma problem. Po pierwsze nie pije już mocnego, a gorzką żołądkową najczęściej. Znajduję puste lub w części opróżnione butelki w szafce na buty, w jego kurtce (wcześniej też to się zdarzyło, ale nie aż tak często i wytłumaczenia męża do mnie trafiały). Niestety przyłapałam go na tym, że po kieliszku jechał za kierownicą, wioząc jednocześnie dzieci. Za każdym razem mąż prosi o ostatnią szansę, powtarza, że kocha nas, że wie, ze ostatnio przeginał, że pić będzie, ale z umiarem. Niestety ostatnie dwa miesiące pokazują, że nie ma umiaru, że musi codziennie wypić, stał się nerwowy i wyalienowany z naszego życia. Zapomina (zrzucając to na bark problemów z pamięcią w jego rodzinie), bardzo schudł. A co gorsza uważa, że to nie on, a ja mam problem. On przecież niczego złego nie robi.

Nie rozmawia z nami tylko krzyczy. Krzyczy na dzieci, nie dając im nic dobrego w zamian. Wymaga od innych, od siebie nic. Ja rzeczywiście też mam problem - nie potrafię opanować emocji, podnoszę na niego ręce, przestaję szanować. Nie śpię w nocy, myśląc jak sobie poradzić. Szantażuję, że odejdę. Kilka razy zamykałam mu dom przed nosem, łudząc się, że kubełek zimnej wody pomoże. On zawijał ogonek, szedł do swojej mamusi, która mieszka w pobliżu i na drugi dzień wracał, wprowadzając mnie w jeszcze większe poczucie winy. Jak mu pomóc, jak go przekonać, ze powinniśmy pójść do specjalisty? Bardzo bym chciała, abyśmy znowu byli szczęśliwą rodziną. Widzę i czuję, że obracamy się w błędnym kółku - na zewnątrz udajemy kochającą się rodzinę, ale w środku tak nie jest. Jest coraz więcej krzyku, płaczu, rozpaczy oraz obawy o jutro. Pomóżcie, proszę.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak pomóc ojcu, który jest uzależniony od alkoholu?

Witam! Potrzebuje pomocy. Mój ojciec jest uzależniony od alkoholu, chcemy mu pomóc, lecz on nie chce się zgłosić na leczenie. Jest przekonany, że nikomu nic nie robi, ale tak nie jest - wykańcza naszą psychikę, a nie wiemy, jak...

Witam! Potrzebuje pomocy. Mój ojciec jest uzależniony od alkoholu, chcemy mu pomóc, lecz on nie chce się zgłosić na leczenie. Jest przekonany, że nikomu nic nie robi, ale tak nie jest - wykańcza naszą psychikę, a nie wiemy, jak mamy sobie z tym radzić. Jestem niepełnoletnia i wiele razy myślałam o śmierci, odechciewa mi się żyć. Mam nadzieję, że mi pomożecie. Liczę na waszą pomoc i czekam na odpowiedź.

odpowiada 3 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Justyna Plucińska
Mgr Justyna Plucińska

Agresja wobec ojca alkoholika

Mam, 30 lat. Wychowywałam się w domu, gdzie od kiedy pamiętam wszystko podporządkowane było ojcu alkoholikowi. Jako dziecko byłam bardzo spokojna i bardzo przywiązana do mamy. Poskutkowało to atakami paniki, kiedy moja mama wychodziła do pracy. Sądzę, że...

Mam, 30 lat. Wychowywałam się w domu, gdzie od kiedy pamiętam wszystko podporządkowane było ojcu alkoholikowi. Jako dziecko byłam bardzo spokojna i bardzo przywiązana do mamy. Poskutkowało to atakami paniki, kiedy moja mama wychodziła do pracy. Sądzę, że było to efekt wysłuchiwania krzyków ojca, że mama mnie nie kocha, że już nie wróci z pracy, że mnie zostawiła itp. Lęki trwały do ok. 13 roku życia. W tym czasie skończyłam podstawówkę, zaczęłam chodzić do zawodówki. Gdy się o tym dowiedział, zaczął wmawiać mi, że jej nie skończę lub, że skończę z tzw. brzuchem itd. W późniejszym okresie ojciec stoczył się na samo dno, często widywałam go, jak pełzał obdarty, brudny i pijany po ulicy. Nie ruszało mnie to, ale awantury i smród alkoholowy uprzykrzały mi życie. I tak to trwało do momentu, kiedy skończyłam 18 lat. Po zakończeniu nauki dostałam się do technikum, potem na studia.

W międzyczasie ojciec przestał pić i zaczął chodzić do pracy. Przeprowadziliśmy się do innej miejscowości i bardziej komfortowego mieszkania. Wszystko się dobrze układało. Spokój w domu, wreszcie normalne życie, ale do momentu, kiedy po ok. 1,5 roku ojciec nie wymyślił, że założy firmę. (Musze nadmienić, że nie było mi łatwo, gdy ojciec po wybudzeniu się z alkoholizmu nagle przypomniał sobie, że nim jest i próbował nakładać mało zrozumiałe zasady.) Kłóciłam się z nim, gdy wkraczał na mój teren, ponieważ zawsze uważałam, że jestem bardziej odpowiedzialna od niego, nie mogłam mu wybaczyć, ponieważ nigdy nie usłyszałam słowa: przepraszam ani jakiegokolwiek innego słowa skruchy.). W swoich kalkulacjach zawierał tylko zyski, jakie przynieść mogłaby firma, brak w nich było planu awaryjnego na wypadek, gdyby oraz oczywiście przede wszystkim kosztów i zagrożeń. Po miesiącach awantur i wymuszania na nas akceptacji, Mama uległa i wyraziła zgodę. Byłam na nią potwornie zła oraz rozgoryczona. Od założenia firmy przez ojca minęło 7 lat. 7 lat nerwów, klęski, wypadków, kar, kilkudziesięciu kredytów, aż w końcu długów. Od trzech lat pracowałam u niego, próbując wyciągnąć go, a przy okazji Mamę (poręczała mu kredyty) z tarapatów, ale niestety moje starania na nic się zdały. Sądziłam, że pociągniemy to jakoś razem, jako rodzina i damy radę, ale nie. Mój ojciec zamiast współdziałać starał się ze mną rywalizować. Przygadywał mi, robił wszystko na odwrót, np. założył warsztat samochodowy (do którego nie miałam prawa się wtrącać), ale pomimo mojego nalegania nie wypisywał zleceń, co poskutkowało tym, że kilka osób nie zapłaciło mu za usługę tyle, na ile ustnie się umawiał lub wcale.

Pierwszy atak furii miałam jakieś 2 lata temu, po kłótni z nim. Kłótnia spowodowana była kolejną nieodpowiedzialną decyzją, którą podjął. Nie wytrzymałam, wpadłam w szał. Rozjuszyło mnie to tak bardzo, że go popchnęłam. Najgorsze jest to, że nadal robił swoje, czyli jeszcze bardziej nas pogrążał, a ja od tego czasu miałam 4 takie ataki. Każdy wywołany sytuacją tego samego rodzaju. Stałam się bardzo nerwowa, byle powód jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Obecnie nasza rodzina jest w sytuacji tragicznej pod względem finansowym. Ojciec nie robi nic, aby to zmienić, puszy sie jak paw, zero skruchy. Wszelkie papierowe nieścisłości załatwiam ja z Mamą na przemian. Doprowadza mnie to do szewskiej pasji. Chciałabym się odciąć, ale nie potrafię. Wczoraj miałam chyba najgorszy z ataków furii. Chciałam go uderzyć, ale na drodze stanęła moja młodsza siostra, którą popchnęłam. Wstawiła się za nim, rozjuszyło mnie to jeszcze bardziej. Wiem, że strasznie krzyczałam i rzuciłam kilkoma przedmiotami o podłogę. Jak mam sobie z tym poradzić, jestem emocjonalnym wrakiem? Najgorsze jest to, że moje stosunki z Mamą i siostrą uległy pogorszeniu. Siostra powiedziała, że to ja wykańczam ich swoim gadaniem. Przykro mi to było słyszeć, ponieważ robiłam wszystko, aby nas uratować.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy mąż jest uzależniony od alkoholu?

Czy mój mąż jest alkoholikiem? Jesteśmy razem już 10 lat, małżeństwem jesteśmy od lat 4, mamy dwójkę wspaniałych dzieciaczków. Mój mąż pije od zawsze, nigdy nie odmawia kiedy ktoś coś postawi, bo nie widzi przeszkód. Każda okazja do wypicia...

Czy mój mąż jest alkoholikiem? Jesteśmy razem już 10 lat, małżeństwem jesteśmy od lat 4, mamy dwójkę wspaniałych dzieciaczków. Mój mąż pije od zawsze, nigdy nie odmawia kiedy ktoś coś postawi, bo nie widzi przeszkód. Każda okazja do wypicia jest dobra. Alkoholu w domu nie trzymam, bo na pewno nie postałby dłużej niż jeden dzień. Po alkoholu robi się agresywny, więc z mężem na żadne imprezy nie chodzę, bo to nie skończyłoby się niczym dobrym.

Problem polega na tym, że sytuacja w ostatnich miesiącach uległa pogorszeniu. Mąż zaczął mnie okłamywać, pić po kryjomu, już nie ma takiej mocnej głowy, jego agresja się nasila. Wraca z pracy na rauszu, kiedy kupi sobie np. 4 piwa potrafi wypić je w ciągu godziny, nie zostawiając sobie nic na następny dzień. Często wszczyna awantury z byle jakiego powodu, potrafi nie wrócić na noc do domu. Pije piwo już od samego rana, nawet będąc w pracy, jest wulgarny.

Ja alkoholu nie piję w ogóle, z czego bardzo się cieszę, bo to co się dzieje z moim mężem mnie przeraża. Najbardziej boję się o to, że dzieci w jakiś sposób psychicznie na tym ucierpią, mając ojca alkoholika. Kiedyś wykrzyczałam mu, że jest alkoholikiem, ale oczywiście ładnie mówiąc, się tego wyparł. W związku z czym jakiemukolwiek leczeniu się nie podda. Co można zrobić w takiej sytuacji? Bo nie ukrywam, że chciałabym uratować to małżeństwo, ale niestety zależy chyba tylko mi. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Agnieszka Barchnicka
Lek. Agnieszka Barchnicka
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Padaczka alkoholowa - jak leczyć?

Moja mama - wiek 35 lat, pije od 2 lat codziennie pół litra wódki. Wczoraj, gdy byliśmy u mojej babci, ok. godziny 17:30 zaczęła się dusić, a potem sztywna poleciała na ziemię! Ciocia poszła zadzwonić po pogotowie, a mama miała...

Moja mama - wiek 35 lat, pije od 2 lat codziennie pół litra wódki. Wczoraj, gdy byliśmy u mojej babci, ok. godziny 17:30 zaczęła się dusić, a potem sztywna poleciała na ziemię! Ciocia poszła zadzwonić po pogotowie, a mama miała lekkie drgawki. Tata skoczył ratować ją, żeby nie zadusiła się własnym językiem. Kazał drugiej cioci zabrać z widoku dzieci. Ponoć z opowieści taty dosłownie zsiniała aż do koloru granatowego. Objawy były następujące: stracenie przytomności, ścisk zębów, lekki ślinotok, paraliż i inne małe objawy. Lekarze powiedzieli, że prawdopodobnie była to padaczka alkoholowa i potrzebne są badania u neurologa. Potem siedziała osowiała dość długi czas, a następnie stała się nadpobudliwa. Dziś przeczytałam w internecie, że mogło to spowodować nagłe zmniejszenie dawki alkoholu! Postanowiła przestać pić, ale martwię się, że nie na długo, bo parę razy po drinku też tak gadała. Ale akurat wtedy była trzeźwa. Jedyne co ostatnio pamięta, to że jadła śledzie. Nie wiem, co mam robić, bo muszę z tatą kontrolować ją jak małe dziecko. To koszmar! Lekarka przez telefon powiedziała, że badania nic nie dadzą i że potrzebne jest leczenie. Nie wiem, co dalej?!

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Jak wytłumaczyć rodzinie nałóg alkoholowy?

Jestem alkoholikiem. Są takie dni, gdy nie mogę opanować ilości wypijanego alkoholu. Mam 42 lata, żonę 41 lat, syna 14 lat i córkę 7 lat, niespłacone setki tysięcy długów, zagrożenie straty domu, a przede wszystkim stratę rodziny, która nie czuje...

Jestem alkoholikiem. Są takie dni, gdy nie mogę opanować ilości wypijanego alkoholu. Mam 42 lata, żonę 41 lat, syna 14 lat i córkę 7 lat, niespłacone setki tysięcy długów, zagrożenie straty domu, a przede wszystkim stratę rodziny, która nie czuje się już przy mnie bezpiecznie. Nie czuję strachu przed utratą rzeczy, czuję, że jeszcze ostatkami sił (żona i syn) we mnie wierzą, córka z racji wieku chyba jeszcze nie rozumie. Ale ja jeszcze czuję ich siłę i chęć uwierzenia, że będzie normalnie. I ta siła mnie trzyma i jest dla mnie motywacją do odrzucenia lęków, do odrzucenia przede wszystkim durnego pędu do ucieczki w łatwiejsze stany świadomości.

Piję od prawie 10 lat, wtedy problemów finansowych nie było, ale zagrożenie utrzymania miłości w rodzinie już się pojawiało. Pytanie jest prawdopodobnie mało oryginalne, ale czy istnieje szansa na głębsze zrozumienie mojego problemu przeze mnie i pokazanie go w bardziej zrozumiałym świetle mojej rodzinie? Czy taka droga daje szansę na znalezieniu rozwiązania problemu alkoholizmu? Czy istnieje jakaś literatura? Literatura wyjaśniająca problemy wszystkim zainteresowanym? Czy jedynym sposobem jest rozmowa z psychologiem bądź innymi próbującymi wyjść z tego problemu? Jak zacząć działać w sposób systematyczny i przede wszystkim w pełni zrozumiały dla moich bliskich?

odpowiada 3 ekspertów:
Lek. Magdalena Szymańska
Lek. Magdalena Szymańska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Justyna Plucińska
Mgr Justyna Plucińska

Jak pomóc mężowi alkoholikowi?

Witam! Proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Jestem w 8 miesiącu ciąży i bez pracy. Mój mąż jest alkoholikiem. Ma 30 lat. Pije od 15. roku życia. Nie umiem mu pomóc. Kiedy nie pije, jest aniołem. Tylko...

Witam! Proszę o pomoc, bo nie wiem co robić. Jestem w 8 miesiącu ciąży i bez pracy. Mój mąż jest alkoholikiem. Ma 30 lat. Pije od 15. roku życia. Nie umiem mu pomóc. Kiedy nie pije, jest aniołem. Tylko ostatnio jest wiecznie pijany. Nie jest zły, ale bardzo cierpi, szarpie się. Pije dzień w dzień. Nie chodzi do pracy. Mieszkamy z rodzicami. Szef dzwoni, że męża nie ma w robocie od 2 dni. Sama dawałam mu kanapki i jak zawsze wyszedł o 4 rano niby do zakładu. Minęły 24 h, nie wiem, gdzie jest. Widziany był z kumplami pijany. Szef mówił, że co tydzień daje mu 400 zł, a mi powiedział, że nie dostaje ani złotówki. Mama straciła pracę i nie mamy z czego żyć. Stan męża: Wini mnie za wszystko. Pomagam mu, staram się wspierać, wszystko odrzuca. Robi nowe długi, pije coraz więcej. Unika rozmów, ucieka z domu i kłamie bez przerwy. Podbiera tacie pieniądze z portfela, wykradł kartę i na maksa wyczyścił konto, 600 zł w jeden dzień. Nie potrafi usiąść i porozmawiać.

Często przychodzi w strasznym stanie, kładzie się na trawie, mokry od moczu i sypie wulgaryzmami. Zawsze uderza we mnie. Pochodzi z rodziny wielodzietnej, gdzie nie miał lekko - ojciec pił, mąż chował się sam, często obity, wagarował, nikt mu nie pomógł na czas. Niewiele zaznał miłości. Chciałam przymusić go do leczenia. Mnie nie bije. Za to powiedział, że wykończy mnie psychicznie. 13 lat od 1997 roku do 2010 leczyłam się z depresji endogennej z próbami samobójczymi. Za każdym razem mówi, że mam żółte papiery, zamknie mnie u czubków, wyzywa od suk i mówi, że się mnie brzydzi i powinnam się cieszyć, że chce ze mną żyć, bo nikt mnie by nie zechciał. Jestem przyczyną jego nieszczęścia i niszczę mu życie. Opowiada ludziom, że pije przeze mnie, bo robię mu piekło w domu. Nigdy nie robię awantur, nie wyrzucam za drzwi, usiłuję mu wybaczać i pomagać. Całe lato spał na dworze i mówił, że go wyrzuciłam za drzwi. Kiedy pracowałam, to płaciłam jego długi. Teraz nie mam za co. Robił mi awantury na ulicy i wyzywał od byle czego i tłuków, i co gorsze, przy ludziach. Powiedział, że może tak zrobić, że poronię jak komuś naskarżę. To wszystko co mówi to nieprawda, ale ja mimo to czuję się winna.

Widzę jak mój ukochany mężczyzna się stacza i nie umiem tego zmienić ani mu pomóc. Nie jest szczęśliwy, szarpie się i cierpi. Nie wiem, jak postępować. Po wytrzeźwieniu nie pamięta połowy tego, co mi powiedział, a we mnie to siedzi i męczy. Od 3 miesiąca ciąży choruję. Rok temu miałam wypadek w pracy i wypadły mi dwa kręgi z jądra miażdżystego. Czuję wielki ból, a uraz można leczyć dopiero po okresie karmienia, nie czuję oddawania moczu i chodzę w pieluchach. Nie ja tu jestem najważniejsza, ale mój mąż przychodzi pijany i ze złości szturcha mnie w bolesne miejsce, nie musi bić, ból jest okropny. Kiedy płaczę z bólu, mówi: masz za swoje - powiesz mamusi i tak będzie zawsze. Boję się, że nasza córeczka nie wytrzyma stresów i stanie się nieszczęście. Nie wiem jak mam z nim postępować. Mówi, że potrzebuje pieniądze na dojazd do pracy, a idzie do kumpli i pije za ciężko zarobione pieniądze moich rodziców - już 60-latków. Ja nie mam pracy, bo pracodawca zwolnił mnie w ciąży.

Nie mam siły teraz walczyć. Czuję się jak śmieć. Nie wiem gdzie jest mój mąż. Ostatnio powiedział, że się powiesi i płakał. On ma jakieś stany depresyjne, ale jak go leczyć, skoro non stop pije. Nie uważa, że ma problem. Mówi, że okradam go z pieniędzy, ale ja nie dostałam od 2 miesięcy żadnej gotówki. Nie mam na leki. Jestem na bezrobociu, ale pracodawca nie płacił mi składek na fp, więc nie mam zasiłku. Mama wczoraj straciła pracę. Mąż bez mojej wiedzy założył firmę, ale nie płaci ZUS ani podatku. Długi rosną. Ja na pieluchy wydałam już 2000 zł. Ponoć nie mam szansy na refundację, bo mojej jednostki chorobowej nie ma na liście funduszu. Mąż wini mnie za brak pieniędzy, bo nie mam pracy. To już ósmy miesiąc ciąży. Nie śpię po nocach, nie mogę sama wyjść z domu, a mój mąż nie przychodzi. Czasem marzę, aby to się skończyło, wszystko jedno jak, żeby nic nie bolało i żebym nie musiała tego widzieć. Tata jest nerwowy, miesiąc temu miał zawał, on nic nie mówi, ale cierpi. Muszę myśleć o dziecku, a co ja powiem córce, jak mi zarzuci, że stworzyłam jej taką patologię. Psychiatra powiedział, że moja depresja może wrócić w sprzyjających warunkach. Boję się, że moja córka zostanie bez rodziców. Mnie zabiorą do szpitala, a Ewę do Izby Dziecka. Proszę o informację, jak ocalić siebie i córkę, jak pomóc mężowi.

Ja już nie mam siły i czasem żałuję, że wtedy na toksykologii 6 lat temu mnie odratowano. Mój psychiatra nie wie, że mam męża alkoholika. Ostrzegał mnie jak wychodziłam za mąż, aby tylko nie pił. Ja mu chciałam pomóc. Uważałam, że to że pije nie znaczy, że mąż nie zasługuje na odrobinę szczęścia. Mam poczucie winy, że wiedziałam, że mąż pije, a mimo wszystko zgotowałam rodzinie taki los. Jestem po wyższych studiach i 2 podyplomówkach, ale mimo to nic nie wiem. Nie myślałam, że będzie tak źle. Chcę zmusić męża do leczenia, ale ponoć w sytuacji braku zgłoszeń na policję nie mogę. Poza tym wiem, że wracają alkoholicy po odwykach i piją dalej. Proszę o pomoc. Ledwie chodzę. Państwo są jedyną moją nadzieją. Za odpowiedź zapłacę. Ta sprawa jest dla mnie najważniejsza. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy alkohol przyczynia się do napadów padaczki alkoholowej?

Witam, mam pytanie odnośnie do padaczki alkoholowej. Mój mąż był pod wpływem alkoholu (3 promile), w tym czasie dostawał ataków, tzn. dusił się i naprężał (górne części ciała). Przyjechało pogotowie, podejrzenie napadu padaczkowego częściowego. Czy padaczka alkoholowa też może...

Witam, mam pytanie odnośnie do padaczki alkoholowej. Mój mąż był pod wpływem alkoholu (3 promile), w tym czasie dostawał ataków, tzn. dusił się i naprężał (górne części ciała). Przyjechało pogotowie, podejrzenie napadu padaczkowego częściowego. Czy padaczka alkoholowa też może wystąpić w momencie upojenia alkoholowego? Zdarzyło się to pierwszy raz. Mąż pije tak około 2 piwa dziennie. W ten dzień wypił dużo, dużo więcej. Moje pytania: jeśli to była padaczka alkoholowa, czy już w ogóle nic nie może pić (symbolicznie), czy musiałby utrzymać całkowitą abstynencję, czy nawet najmniejsza dawka alkoholu może wywołać ataki?

odpowiada 3 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Dr n. med. Anna Błażucka
Dr n. med. Anna Błażucka
Patronaty