Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Dlaczego ostatnio mam często mysli samobójcze i sobie nie radzę?

Witam, mam 17 lat. Od około 2 lat moje życie bardzo się zmieniło, czasem już mam dosyć samej siebie, nienawidzę swojej osoby. Często płaczę, wkurzam się na siebie i na innych tak naprawdę nie znajdując żadnego konkretnego powodu. Nie miałam...

Witam, mam 17 lat. Od około 2 lat moje życie bardzo się zmieniło, czasem już mam dosyć samej siebie, nienawidzę swojej osoby. Często płaczę, wkurzam się na siebie i na innych tak naprawdę nie znajdując żadnego konkretnego powodu. Nie miałam za wesołego dzieciństwa, moi rodzice praktycznie ciągle się kłócili. Wiele razy słyszałam od nich, że jestem beznadziejna, jestem nikim i nic w życiu nie osiągnę. Przez moją głupotę straciłam dwie najważniejsze osoby w moim życiu, na których mogłam zawsze polegać, zawsze mi pomagały, do czasu… Nie potrafię o sobie powiedzieć nic dobrego, jestem tak bardzo niezadowolona z siebie. Chciałabym to zmienić lecz nie wiem jak, chyba już nie umiem. To zaszło za daleko, nie mam pojęcia dlaczego tutaj to piszę, ale proszę o pomoc, bo czuję, że już sobie nie radzę, nie mam siły. Ostatnio bardzo często mam myśli samobójcze, to wszystko mnie przerasta. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mój synek jest nadpobudliwy i agresywny: czy to ADHD?

Mój synek ma 6 lat. Od września chodzi do zerówki. Byłam wzywana już kilka razy. Synek nie umie chodzić, tylko biega lub skacze. Skacze i biega, gdzie się da i ile się da. Jest nie do zamęczenia. Ma problemy z...

Mój synek ma 6 lat. Od września chodzi do zerówki. Byłam wzywana już kilka razy. Synek nie umie chodzić, tylko biega lub skacze. Skacze i biega, gdzie się da i ile się da. Jest nie do zamęczenia. Ma problemy z zasypianiem. Od momentu położenia do łóżka do zaśnięcia mija zazwyczaj ok. 1,5 godziny bez względu na porę - czy jest około 20, czy 22. Jest agresywny w stosunku do młodszej (2-letniej) siostry i dzieci w szkole. Zapisanie zeszytu 8 linijkami szlaczków zajmuje mu ok. godziny. Jest strasznie gadatliwy i do tego głośny. Wokół niego jest zawsze szum i... bałagan. Nie zawsze taki był. Jak się urodził, był spokojnym dzieckiem, miał troszkę kolki, ale już po skończeniu miesiąca potrafił spać w nocy 8 godzin. Potrafił się skupić, nauczyć wierszyka. Teraz nauka wierszyka zajmuje mu wieczność. Boję się, czy to nie ADHD. Zapisaliśmy go na basen, ale po 2 miesiącach instruktor powiedział, że synek jest zbyt pobudzony, żeby się nauczył pływać. Przez godzinę potrafi skakać w basenie bez przerwy, po czym wychodzi z basenu i biegnie (nie idzie) do domu. W domu biega, ściga się, skacze i tak od rana do wieczora. Czy można gdzieś zdiagnozować ADHD?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Jak sobie poradzić z napadem lęku?

Jestem Paulina i mam 17 lat. Od jakiś 5 miesięcy miewam napady lęku. Wszystko zaczęło się pewnego dnia jak przyszłam do szkoły. Byłam wtedy jakaś dziwna, roztrzęsiona, taka jak bym w ogóle nad sobą nie panowała. Na mojej 2 lekcji...

Jestem Paulina i mam 17 lat. Od jakiś 5 miesięcy miewam napady lęku. Wszystko zaczęło się pewnego dnia jak przyszłam do szkoły. Byłam wtedy jakaś dziwna, roztrzęsiona, taka jak bym w ogóle nad sobą nie panowała. Na mojej 2 lekcji nagle zrobiło mi się strasznie słabo, nie wiedziałam co się dzieje, ale nie robiło mi się czarno przed oczami tylko biało. Serce waliło mi jak oszalałe a świat zrobił się jakiś taki nierealny i nie miałam nawet siły żeby powiedzieć słowa. Gdy wyszłam do pielęgniarki to po zmierzeniu ciśnienia powiedziała, że wszystko jest w porządku, a ja się zdziwiłam. Byłam jakaś taka przerażona i zwolniłam się do domu. Gdy wchodziłam do klasy po swoje rzeczy to zrobiło mi się strasznie gorąco i miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą, a w drodze do domu cały czas płakałam i sobie mówiłam, że jestem na coś bardzo poważnego chora, że muszę iść do lekarza, że umieram. Później był weekend, nic się nie działo, lecz gdy znów przyszłam do szkoły to miałam straszny lęk. Chyba przez miesiąc bałam się chodzić po szkole, co chwile się czerwieniłam a gdy się czerwieniłam towarzyszyło mi przy tym straszne uczucie, którego nawet nie potrafię opisać. Zawsze byłam duszą towarzystwa i to ja dużo mówiłam, a wtedy nawet się słowem nie odzywałam, bo jeśli zaczynałam mówić to inni zaczynali się na mnie patrzeć, a ja nie mogłam tego znieść, od razu robiłam się czerwona i nie mogłam się skupić na tym co mówię. Przed każdym końcem lekcji zaczynałam się stresować, pocić. Po pewnym czasie jakoś zaczęłam trochę nad tym panować, bo jestem bardzo silną osobą i coraz rzadziej robiłam się czerwona. Gdy już myślałam, że mi przeszło to znów miałam napad tego lęku, czułam, że wszyscy na mnie patrzą i robiłam się czerwona. Myślałam, że to przez chłopaka, z którym piszę, bo zawsze jak mijałam go w szkole to robiłam się cała czerwona i przestawałam panować nad sobą i nad mimiką mojej twarzy. Ale po czasie przestałam z nim pisać, a napady wciąż nie znikły. Teraz jakoś sobie z tym radzę i już nie robię się tak często czerwona, nie boję się chodzić po szkole i normalnie wdaje się w rozmowy z przyjaciółmi, ale dalej mam napady w miejscach gdzie jest dużo ludzi, np. hala sportowa itd. Boję się tego, że znów będę miała napad i że wszyscy będą się na mnie patrzeć. Wczoraj miałam kurs z pierwszej pomocy i miałam zrobić przy wszystkich sztuczne oddychanie to wyszłam z klasy, bo jeśli widzę, że wszyscy na mnie patrzą to automatycznie robię się czerwona, przestaję panować nad sobą, chcę uciec i w takich momentach chce mi się płakać. Czuję się wtedy taka bezsilna, bezradna i sama. Zdaje mi się, że jakoś sobie poradziłam z tym dzięki temu że jestem silna i dzięki mojemu aktualnemu chłopakowi, który mi powtarzał, że lubi jak robię się czerwona, ale wciąż nie potrafię robić wielu rzeczy tak jak kiedyś. Chce się z tego wyleczyć, żebym znów potrafiła być normalna, taka jak kiedyś i żebym przestała się czerwienić. Proszę, pomóżcie mi :(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak chęci do życia - co się ze mnę dzieje?

Witam. Na początku napiszę, że mam 15 lat. 15 lat i zero chęci do życia. Ciągle się tnę i okaleczam. Wiem co sobie pomyślicie, "trudny wiek" itd. Tylko że to dojmujące poczucie pustki i bezsensu gości we mnie prawie od...

Witam. Na początku napiszę, że mam 15 lat. 15 lat i zero chęci do życia. Ciągle się tnę i okaleczam. Wiem co sobie pomyślicie, "trudny wiek" itd. Tylko że to dojmujące poczucie pustki i bezsensu gości we mnie prawie od zawsze. Czasem było tłumione, spychane na dalszy plan lecz zawsze było. Było i jest we mnie do dzisiaj. Odkąd pamiętam zawsze miałam bardzo niską samoocenę, czułam się gorsza od innych, wszystkim zazdrościłam. Byłam i jestem nadal dość wrażliwą osobą, co ukrywam. Ukrywam swoje uczucia. Każdy dzień jest taki sam. Pustka, ból, bezsens, blizny, cierpienie i samotność. Samotność, która przeszywa na wskroś. Są wokół mnie ludzie, ale nie dają mi poczucia bezpieczeństwa, nie czuję, że jestem dla nich kimś ważnym. Nie mam i nigdy nie miałam chłopaka. Wątpię żebym w ogóle komukolwiek i kiedykolwiek się podobała. Wiem, mam to na własne życzenie. Może gdybym była bardziej otwarta, chodziła na imprezy to ktoś by się mną zainteresował. Ale ja nie chcę byle kogo, z łapanki, byle by był. Chcę miłości, szczerej i prawdziwej. Boję się, że nigdy jej nie zaznam, boję się, że już zawsze będę tak żyć. Żyję choć coraz bardziej czuję, że się staczam. Po każdej choćby najmniejszej porażce chcę to skończyć. Skończyć to życie, które do niczego nie prowadzi. Pogardzam sobą. Nienawidzę każdego skrawka mojego ciała, nienawidzę każdego swojego słowa, nienawidzę każdego swojego fałszywego uśmiechu. Mam dwie przyjaciółki, ale oddalamy się od siebie, przestaje mi zależeć, im też nie chce się użerać z ponurą przyjaciółką. Tylko przy nich nie mam siły udawać, że jest dobrze. Myślałam, że zrozumieją. Nie zrozumiały. Rodzice myślą, że jestem bezproblemową, szczęśliwą dziewczyną. Nie chcę im sprawiać kłopotów, dlatego nic nie mówię. Zresztą myślę, że nie zrozumieliby. No bo dlaczego dziewczyna, która jest zdrowa, ma rodziców i dach nad głową , jest smutna i się tnie i okalecza? Być może się użalam nad sobą, czuję się naprawdę żałośnie, że to piszę, ale mam nadzieję, że choć jedna osoba to przeczyta i mnie zrozumie...    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Częste i nagłe utraty przytomności

Witam Mam 28 lat od 6 lat miewam nagłe utraty przytomności z częstotliwością średnio co pół roku ( ale nie częściej ) ale miałem też 13 miesięczną przerwę miedzy nimi. Każdy atak poprzedza około 10 sekundowe zawroty głowy. Czuje,...

Witam Mam 28 lat od 6 lat miewam nagłe utraty przytomności z częstotliwością średnio co pół roku ( ale nie częściej ) ale miałem też 13 miesięczną przerwę miedzy nimi. Każdy atak poprzedza około 10 sekundowe zawroty głowy. Czuje, że stracę przytomność ale nie mogę nic z tym zrobić. Atakom nie towarzyszą drgawki, skurcze mięśni ani mimowolne oddawanie moczu. Okoliczności każdego z omdleń są różne : w czasie jazdy tramwajem, podczas pracy przy komputerze jedyna rzeczą jakie je łączy, że poza jednym przypadkiem wszystkie był w czasie czytania czegoś lub chwile po nim. Od dzieciństwa mam zawroty głowy przy czytaniu w czasie podróży ( tramwaj, bus, samochód jako pasażer) ale nigdy nie traciłem przytomności. Z zawodu jestem kosztorysantem i spędzam po 10-12 godz. dziennie przed komputerem. Pale papierosy czasami marihuanę bardzo rzadko piję alkohol. Oczywiście byłem u lekarza niejednokrotnie. Przeszedłem 4 razy badanie EEG ( raz kilka godzin po ataku ), tomografię komputerową( podobno b. nowoczesnym tomografem 64 rzędowym), z powodu metalowej kości nie mogę zostać przebadany rezonansem magnetycznym, oprócz tego EKG serca i badanie zwężeń szyjnych. byłem też na tygodniowej obserwacji. Żadne z badań nie wykazało niczego konkretnego wszystko jest w porządku wg. norm. Lekarz ( starszej daty )na podstawie wywiadu stwierdził, że to EPI. Wiem, że nie jestem lekarzem ale na podstawie mnóstwa przeczytanej literatury bardzo sceptycznie podchodzę do tej diagnozy. Jestem umysłem ścisłym i muszę mieć jakiś dowód a badania nic nie wykazują . Proszę o pomoc. Jakie badania jeszcze powinien przejść? Padaczka wydaję się być czymś strasznym ciężko mi uwierzyć, że mogę ją mieć. Człowiek jak najbardziej oddala od siebie taką możliwość ale życie jest najważniejsze i jak będzie trzeba pogodzę się z chorobą.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy "dziwne uczucie w głowie" może być objawem nerwicy?

Witam serdecznie, jestem 33-letnią kobietą. Wszystko zaczęło się w maju 2010. Pewnego dnia źle się poczułam i tak mi zostało. Nic mnie nie boli, tylko źle, dziwnie się czuję. Dodam, że przed tym feralnym dniem w maju wmawiałam sobie mnóstwo...

Witam serdecznie, jestem 33-letnią kobietą. Wszystko zaczęło się w maju 2010. Pewnego dnia źle się poczułam i tak mi zostało. Nic mnie nie boli, tylko źle, dziwnie się czuję. Dodam, że przed tym feralnym dniem w maju wmawiałam sobie mnóstwo chorób i z tego powodu bardzo się denerwowałam. Cały czas myślę o tym samopoczuciu, ono pojawia się na "zawołanie". Pomaga mi pływanie, gdy idę na basen i pływam, też zapominam. Pływam często (4 razy w tyg.) i dużo (przeciętnie 1500 m. za każdym razem). Tłumaczę sobie, że chory fizycznie człowiek nie dałby rady. Zażywam leki, chodzę do psychiatry i psychologa. Badania krwi, hormonów tarczycy, usg brzucha wyszły dobrze. Czy jest możliwe, że ja sama wywołuję sobie to "dziwne uczucie w głowie" (nie są to zawroty, tylko coś podobnego), i dziwne samopoczucie? Są okresy, gdy jest dobrze, a potem znów pojawia się ten "zły okres". Czy psychika człowieka może być tak silna, że jest w stanie wywołać sobie takie objawy? Leki chyba trochę pomagają, bo wcześniej miałam też problemy z koncentracją, a teraz jest lepiej. Pozdrawiam serdecznie Dziękuję    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Dlaczego dokucza mi tak okropny ból głowy i omdlenia?

Od dłuższego czasu mam straszne bóle głowy. Zaczęło mnie martwić to, że w ogóle nie chcą ustąpić a co najlepsze ciągle się nasilają i przez to zaczęłam brać tabletki przeciwbólowe lecz nawet one nie pomagają no i przestałam. Przy...

Od dłuższego czasu mam straszne bóle głowy. Zaczęło mnie martwić to, że w ogóle nie chcą ustąpić a co najlepsze ciągle się nasilają i przez to zaczęłam brać tabletki przeciwbólowe lecz nawet one nie pomagają no i przestałam. Przy bólach głowy pojawiają się zawroty, omdlenia i ogólne złe samopoczucie...Zastanawiam się jaka może być tego przyczyna...? Myślę że najlepszym wyjściem będzie zrobienie tomografii komputerowej. Z góry dziękuję za udzielenie jakichkolwiek wskazówek. Pozdrawiam:)

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Brak postępów w mówieniu: czy to może być autyzm?

Mój synek ma 23 miesiące (urodzony w 36 tygodniu przez CC) zaczął mnie ostatnio niepokoić. Do 17 miesiąca mówił już sporo: mama, tata, baba, dziadzia, bu bu - brum brum pach pach - traktor ała - piesek bodziu, o kucie...

Mój synek ma 23 miesiące (urodzony w 36 tygodniu przez CC) zaczął mnie ostatnio niepokoić. Do 17 miesiąca mówił już sporo: mama, tata, baba, dziadzia, bu bu - brum brum pach pach - traktor ała - piesek bodziu, o kucie - o kurcze o kutie - o kurde (gdzieś podłapał, jak to dziecko) yma- nie ma, mama cio to? odź- chodź, da - dać, am - jeść, baaaaaa - na upadek, krótkie ba na piłkę, am- jeść aniania- spać, poo- teletubisie, da poo - włączyć teletubisie. Powoli składał wyrazy. Mówił: pa pa bu bu co znaczyło: jedziemy samochodem, wyjście na dwór też było pa pa. Mówił: dzidzia bu bu, dzidzia aniania - śpi. Spokojnie się rozwijał, a w wakacje mieliśmy przeprowadzkę. Wszystko było w porządku. Był zawsze radosnym dzieckiem, chętnym do zabawy (od 13 miesiąca kocha samochody), ruchliwym.

Obecnie zauważyłam, że wiele wyrazów zostało zapomnianych. Mówi już tylko tata, rzadko mama, yma- nie ma, bu bu- autko, pach pach -  traktor, am- jeść, niam - smaczne i ała - piesek golden retriever, z którym uwielbia zabawę. W międzyczasie doszło kilka nowych wyrazów, na przykład, gdy robił coś źle wołał ubaaaaagaaaa - uwaga. Mówi też ogyń -  chyba ogień, cio to?  i otiuuuuuuu- otwórz. Poza tym mówi takimi bełkotami nie do zrozumienia, które akcentem przypominaja zdania, patrzy w oczka, czasem ma tak, że bawi się autkiem i wtedy go wołam, a on nie reaguje. Gdy skończy zabawę przybiega do mnie, żebym mu połączyła traktor z przyczepą.

We wrześniu mieliśmy pewien incydent. Kiedy mój tata (do tej pory) przez synka ukochany krzyknął kilka razy intensywnie na mojego brata to od tego czasu skończyła się wielka miłość do dziadka. Przestał się do niego przytulać, bawić się z nim i nie patrzy mu w oczy. Niepokoi mnie też, że moja mama, która codziennie do nas przychodzi, nie wywołuje u synka żadnych emocji -  wiążę to z tym, że często przychodzą do nas razem z moim tatą. Maluch pije sam ze zwykłego kubeczka, odnosi go do zlewu po wypiciu, je dużo potraw sam, pokazuje w grach komputerowych np. gdzie się schował Teletubiś (jest praktycznie cały schowany i widać tylko oko), bardzo dużo rozumie, reaguje na wiekszość poleceń. Gdy powiem: "Chodz idziemy się myć" biegnie do łazienki i tak pozytywnie reaguje w wielu sytuacjach. Jedynie martwi mnie to, że czasem nie nawiązuje kontaktu wzrokowego i nie mówi nowych rzeczy, ale poza tym jest w porządku. Czasem zdarzy mu sie przejść na palcach. Moja mama pracuje w ośrodku specjalnym z autystykami, więc kilka rzeczy mi podpowiedziała i zwróciła uwagę na to, co powinnam u synka obserwować.

Maluch kocha wodę, mógłby godzinami siedzieć w wannie. Lubi przebywać z dziećmi, nie boi się obcych, chętnie daje "cześć" i robi "pa pa". Dużo rzeczy robimy razem, jednak czasami synek traci kontakt z otoczeniem na kilka minut np. przy bajce komunikacja jest słaba. Mogłabym pisać i pisać. Może mnie Pani nakieruje co mam opisać jeszcze? Za kilka dni mamy wizytę u neurologa, ponieważ mam sprawdzić epizod drgawkowy, który był rok temu przy gorączce, ktory pediatra skojarzyła z innym jednorazowym incydentem , gdy synek po wstaniu z drzemki nie mogł złapać powietrza przez kilka sekund. Jest to rutynowa kontrola, ale chyba zapytam Panią doktor o moje wątpliwości. To dopiero za tydzień, może uda mi się szybciej uzyskać od Pani jakiekolwiek informacje. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Czy moje objawy mogą być związane z depresją?

Witam, Praktycznie nie czuję żadnych emocji (od jakiegoś roku), po prostu nic mnie nie rusza. Nie miałem dziewczyny od 10 miesięcy i wcale mnie do tego nie ciągnie (a mam powodzenie w miarę), gdy oglądam coś w tv/na internecie to...

Witam, Praktycznie nie czuję żadnych emocji (od jakiegoś roku), po prostu nic mnie nie rusza. Nie miałem dziewczyny od 10 miesięcy i wcale mnie do tego nie ciągnie (a mam powodzenie w miarę), gdy oglądam coś w tv/na internecie to praktycznie nie czuję żadnych emocji (jak np. litość czy coś takiego), przestałem się spotykać ze znajomymi (doszło do tego, że teraz ze znajomymi widzę się tylko w szkole na przerwach), bo nie mam żadnej chęci do życia i w ogóle, po prostu żyję jak roślina. Czasami mam bez powodu myśli samobójcze, niedawno podciąłem sobie żyły na ramieniu tylko po to żeby poczuć jak to jest, kiedy się "odjeżdża" (wiem, teraz to głupio brzmi, ale wtedy o tym nie myślałem) i po prostu nie widzę żadnego sensu egzystencji. Nie mam żadnych większych problemów w życiu ani nic, co by mogło mnie dołować, ale jednak to się dzieje... Nikomu jeszcze nie mówiłem o moich problemach natury egzystencjalnej i staram się to jakoś maskować, boję się, że coś sobie zrobię, bo nie chce mi się po prostu tak żyć ze świadomością, że i tak to nie ma sensu (i tak w końcu umrę, a 20 lat po tym nikt nie będzie o mnie pamiętam, będę tylko kolejnym z miliardów na tej ziemi, którzy nic nie znaczyli). Na co dzień staram się tego nie okazywać ale nie wiem czy długo tak wytrzymam...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wahania nastroju i bardzo niska samoocena

Witam, Mam 17 lat i uczę się w LO. 2 lata temu miałam ciężką depresję zakończona nieudaną próbą samobójczą. Nie odwiedziłam wtedy żadnego psychologa ani psychiatry. Obecnie miewam dziwne wahania nastroju. Potrafię mieć dobry humor, a parę minut później...

Witam, Mam 17 lat i uczę się w LO. 2 lata temu miałam ciężką depresję zakończona nieudaną próbą samobójczą. Nie odwiedziłam wtedy żadnego psychologa ani psychiatry. Obecnie miewam dziwne wahania nastroju. Potrafię mieć dobry humor, a parę minut później wpaść w stan totalnego przygnębienia, z którego nie jestem w stanie wyjść. Mam b. niską samoocenę, pomimo dość dobrych ocen zamartwiam się o maturę, czasem czuję się poniżająco głupia. Dążę do perfekcyjności we wszystkich aspektach życia. Rozpamiętuje własne wpadki, nie pozwalają mi one funkcjonować, czuję potrzebę ukarania się za nie. Nienawidzę siebie. Straciłam zupełnie apetyt, bliscy znajomi twierdzą, że kompletnie przestałam się przejmować swoim zdrowiem. Mam problemy ze snem, czuję się senna, zmęczona. Gdy nie zrobię czegoś co zaplanowałam odczuwam silne wyrzuty sumienia. Odczuwam potrzebę okaleczania własnego ciała, lecz tego nie robię. Nachodzą mnie natrętne myśli, w których wydaje mi się, że ludzie tacy jak ja nie zasługują aby żyć. Rzadko miewam myśli samobójcze, gdyż zależy mi na przyjacielu, którego nie chcę zostawić samego. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to juz poczatki depresji?

Witam, Chciałabym wiedzieć czy mam początki depresji. Nic mnie już nie obchodzi, kłócę się z każdym, nie mam ochoty na nic, plączę po kilkanaście razy dziennie, mam myśli typu samobójstwo, cięcie itp., nie wiem co mam robić, ciągnie...

Witam, Chciałabym wiedzieć czy mam początki depresji. Nic mnie już nie obchodzi, kłócę się z każdym, nie mam ochoty na nic, plączę po kilkanaście razy dziennie, mam myśli typu samobójstwo, cięcie itp., nie wiem co mam robić, ciągnie się to od dłuższego czasu. Mam problemy z matką - ona mnie wyzywa, śmieje się ze mnie, to mnie boli i to bardzo. Nikt nie umie ze mną porozmawiać, wyżywam się na ludziach, na chłopaku, mam ochotę zniknąć - siedzę i plączę, wybucham płaczem w każdej chwili, nie mam dosłownie na nic ochoty, wszystko jest takie bez sensu, mam ochotę uciec jak najdalej nikomu o tym nie mówiąc, nikt się ze mną nie potrafi porozumieć, bo jestem jak znajomi mówią, że zachowuje się bardzo dziwnie to sama o tym wiem, wybucham płaczem i jestem taka zdenerwowana, a jak mnie o coś pytają to odpowiadam „noo, taaa, yhyy, tssaaa” i tyle, już się w ogóle nie uśmiecham, nie wiem co robić a naprawdę chciałabym być szczęśliwa, a nie potrafię. Mam dość tego życia, żyje się raz, chciałabym je wykorzystać jak najlepiej, ale daje mi kopa, nic mi się nie udaje, nie wychodzi, mam ciągle pecha, ciągle, i jestem tylko na nie. Udaję, że jest dobrze - po co, to sama nie wiem. Pytam się sama siebie co się ze mną dzieje, ale nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Chcę wiedzieć czy to początki depresji, czy powinnam iść do jakiegoś specjalisty zanim będzie za późno, chcę wiedzieć co mam dalej robić, a sama nie umiem, nie wiem czemu. Jestem wrażliwa, jak ktoś podniesie ciut głos ja wybucham płaczem albo jak ktoś mnie skrzyczy ja plączę jak małe dziecko. Nie wiem co mam robić piszę, bo chciałabym dostać jakąś poradę, co mam robić żeby to zniknęło, żebym nie płakała i nie myślała, że lepiej jakby mnie nie było? Ranię tym najbliższych, jestem tego świadoma, ale z każdym dniem jest coraz gorzej. Chcę jakąś podpowiedź co dalej mam robić. Mam te 17 lat, ale od 5 lat jest tak samo, czyli źle, z początku dawałam radę, ale potem zaczęło się picie, narkotyki, ciecia itp. Chcę żeby było dobrze, tak bardzo pragnę, żeby matka była ze mnie dumna, żeby w końcu powiedziała, że mnie kocha a nie, że mnie z przymusu urodziła i że mnie nie chce - to boli. Strasznie zazdroszczę znajomym ich rodziców, tak bardzo im zazdroszczę wszystkiego, są szczęśliwi, a ja nie umiem powiedzieć tego. Dziękuję za rozważenie mojego problemu i czekam na odpowiedź. Pozdrawiam, Daria

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Problemy z dzieckiem: czy mój synek może mieć autyzm?

Witam! Jestem mamą 1,5-rocznego chłopca. Urodził się poprzez cc. Poród zaczął się samoistnie poprzez odejście wód płodowych. Po 13 h był zanik tętna u dziecka, wstrzyknięto mi jakiś lek na zatrzymanie akcji, a następnie oksytocynę. Akcja porodowa nie postępowała,...

Witam!

Jestem mamą 1,5-rocznego chłopca. Urodził się poprzez cc. Poród zaczął się samoistnie poprzez odejście wód płodowych. Po 13 h był zanik tętna u dziecka, wstrzyknięto mi jakiś lek na zatrzymanie akcji, a następnie oksytocynę. Akcja porodowa nie postępowała, więc zalecono cc. Od samego początku synek był strasznie płaczliwy. Robił się cały purpurowy od płaczu: podczas kąpieli, przewijania, przebierania. W 3 m-cu życia stwierdzono u niego wzmożone napięcie mięśniowe i refluks. Rehabilitowaliśmy go metodą vojty a potem ndt. Usiadł stabilnie dopiero jak miał ok. 8 mc-y, w tym okresie miał jeszcze odruch Moro. Kiedy Mały siedział np. w foteliku i coś go wystraszyło, od razu rozkładał rączki i pleckami uderzał o oparcie. Nie trwało to długo. Ok. 9.-10. miesiąca odruch ten zanikł. Następnie przed rokiem zaczął raczkować. Pierwsze kroki również pojawiły sie przed rokiem, ale przewrócił się i wystraszył, dlatego wolał raczkować. Zaczął chodzić jak miał rok i 2 tygodnie; gugać, gdy miał o.k 2 m-ce.

Obecnie umie powiedzieć mama, tata, dada, baba, daj, papa, auu, ale mam wrażenie, że używa tych słów przypadkowo i nieświadomie. Jedynie papa i daj w określonej sytuacji, kiedy kogoś żegna lub jest głodny. Od września zaczął uczęszczać do żłobka. Niestety pojawiły się choroby, zapalenia uszu, zmiany w oskrzelach, infekcje górnych dróg oddechowych, grypa żołądkowa. Praktycznie od września do połowy stycznia był na lekach. Przez ten okres miał 3 kuracje antybiotykowe (również w zastrzykach), brał leki na alergię oraz na refluks. Panie w żłobku były pod wrażeniem jego osoby. Zaaklimatyzował się wspaniale. Nazwały go zajączkiem, bo cały czas podbiegał do którejś, zaglądał w oczy i uśmiechał się. Nauczył się jeść samodzielnie. Niestety nasza przygoda ze żłobkiem skończyła się w grudniu, ze względu na powracające zapalenie uszek. Groził nam też zabieg umieszczenia w uszkach sączków, ale udało się nam w styczniu całkowicie je wyleczyć.

Teraz napiszę o rozwoju synka. Wróciłam do pracy, kiedy Sebuś miał 6 m-cy. Do chwili obecnej nie miał stałej osoby, która by się nim zajmowała. My z mężem na zmianę, trochę rodzice, znajoma, przez jakiś czas był w żłobku, przez ostatni miesiąc siedziała z nim ciocia. My niestety uznaliśmy, że dziecko nam się samo wychowa, ponieważ zauważyliśmy, że lubi bawić się sam, oby tylko ktoś w pobliżu się kręcił, więc nie przeszkadzaliśmy mu w tym. Nie czytaliśmy książeczek, nie pokazywaliśmy mu przedmiotów, nie rozmawialiśmy, praktycznie nasz kontakt ograniczał się do nakarmienia dziecka, przewijania, poturlania się z nim i poganiania, kąpieli itp. Sebuś od 6-mca życia spał w swoim pokoju, nigdy z nami. Praktycznie zaniedbaliśmy swoje dziecko. Ok. 3 tygodnie temu odstawiliśmy mu leki na refluks, które brał praktycznie od 3 m-ca życia z 6-cio miesięczną przerwą. W tamtym tygodniu odstawiliśmy leki od uszek w tym K*** na alergię. Mały zaczął mieć napady złości, podczas których lubił uderzyć główką w ścianę lub meble. Zauważył, że się denerwujemy tym i zaczął to robić specjalnie. Przez chorobę bardzo długo nie wychodziliśmy z domu, był zamknięty w 4 ścianach.

Ostatnio zaczęłam go bacznie obserwować i wiele zachowań mnie zaniepokoiło. Synek nie pokazuje paluszkiem rzeczy, przedmiotów, nie sygnalizuje czego chce, jedynie wyciąga całą rączkę, a gdy naprawdę czegoś chce, będzie stał w tym miejscu gdzie leży ta rzecz i będzie popłakiwał, żeby ktoś do niego przyszedł i mu podał. Zazwyczaj uparcie robi coś sam, pokonuje przeszkody, a woła dopiero wtedy jak już nie daje rady i zazwyczaj wtedy się złości. Jest mu obojętne, kto będzie z nim siedział, oby tylko ta osoba była na widoku. Lubi bawić się sam, niestety zabawki go nudzą, teraz jest na etapie zakładania butów, wkładania rączek w rękawki od bluzeczek. Potrafi to robić przez dłuższy czas. Buduje wieże z klocków, ale interesują go tylko klocki jednej długości. Ogląda książeczki, ale nie interesują go obrazki, jedynie przekładanie kartek. Gdy biorę go na kolana i chcę poczytać, wyrywa się, zabiera książeczkę, siada na podłodze i przewraca kartki. Gdy chcemy coś z nim porobić, raczej ucieka i wygląda to tak, jakby się bał, że mu zaraz zabierzemy to co ma w rączce.

Nie zna zwierzątek, nie umie ich naśladować. Nie sygnalizuje, że ma coś w pieluszce, raczej domyślamy się, że chce jeść lub pić. Gdy skończy się herbatka podaje butelkę, żeby mu dolać. Je o stałych porach co 3 h, wiec gdy mija ten czas, wołam go i pytam czy chce am am to przybiega, czasami mówi am am. Interesuje się szafkami, szufladami, zamykaniem drzwi. Szczególnie jak nie chce, żebyśmy mu coś zabrali biegnie do pokoju, patrzy na nas, mówi papa i zamyka drzwi. Gdy widzi, że podchodzimy zapiera się, żebyśmy ich nie otworzyli. Gdy jest zmęczony pokłada się na podłodze, kładzie sie na misia, czasami uderza główką o niego. Ma takie dni, że jest spokojny i skoncentrowany na czymś, a innym razem biega po domu. Czasami lubi wprowadzać jakieś przedmioty w ruch, ale zazwyczaj wygląda to tak, że gdy coś spadnie i się kręci to on się tym zainteresuje i próbuje jeszcze raz w podobny sposób zakręcić, ale nie skupia się na tym zbyt długo. Lubi kręcić bączkiem i czasami sam sie kręci wokół własnej osi. Nie zawsze reaguje, gdy chcę mu coś pokazać, czasami spojrzy na palec a czasami nie. Zasypia sam, czasami jak ma gorszy dzień trzeba stać nad nim i głaskać po główce. Czasami siedzimy obok i on co jakiś czas sprawdza czy jesteśmy, gdy nie chce spać zaczepia nas, uśmiecha się, gada lub robi wygibasy w łóżeczku. Noce przesypia całe, ale ma stałe pory wybudzania się. Po północy na picie, ok. 5-6 na mleko. Nieważne, o której go położymy spać, raczej wstaje o tej samej porze.

Ostatnio zauważyłam, że mruży oczka jakby łapał ostrość. Ogólnie jest ostrożny jak na swój wiek, ale ma czasami takie dni, że potyka się o własne nogi lub wpada na ściany. Uwielbia ludzi, dzieci i zwierzęta ale w rzeczywistości lub w tv. Na obrazki nie zwraca uwagi. Reaguje wzdychaniem, uśmiechem lub klaskaniem gdy się cieszy, ogólnie jest wesoły. Reaguje na imię, ale gdy jest mocno skupiony czasami nie. Nawiązuje kontakt wzrokowy z każdym. Potrafi przybiec i zaglądać w oczy, uśmiecha się. Nie przepada za przytulaniem, ale potrafi np. położyć głowę na naszych plecach, lub przyłożyć buzię do naszego policzka. Głaszcze nas lub misie i mówi cacy cacy. Potrafi na misiu pokazać oczko, nosek, na nas czasami, na sobie niestety nie. Lubi odgłosy suszarki (chce, żeby skierować na niego podmuch i wtedy kręci głową) i odkurzacza. Używa zabawek raczej zgodnie z ich przeznaczeniem, jeździ samochodzikami, kopie i rzuca piłkę, naciska przyciski w zabawkach edukacyjnych, pcha wózek, siedząc na samochodziku odpycha się nóżkami, uwielbia kąpiele, nigdy nie protestował przy myciu głowy, myje sobie buźkę, włoski, polewa się woda z kubeczka. Sam je kanapki pokrojone w kostki, używa łyżki i widelca podczas jedzenia; gdy chcę, żeby zjadł szybciej karmię go sama, ale denerwuje się jak nie ma swojej łyżki, karmi nas, dzieli się ciasteczkami i wkłada nam do buzi. Jeżeli coś weźmie i chcę żeby oddał mówię daj i czasami oddaje. Gdy widzi, że przyrządzam mleko biegnie na rogówkę, wyrzuca smoczek i wyciąga rączkę po butelkę. Robi miny, gdy udaję, że płaczę i zakrywam twarz, podbiega i na siłę odsłania mi oczy, czasami udaje że płacze ze mną wydając dźwięki i robiąc miny. Lubi bawić się w akuku, idzie raczek, reaguje na łaskotki, bawi się w chowanego, lubi jak ktoś go goni, podrzuca, kręci. Uwielbia skakać po naszym łóżku, przewracać się, uderzać główką o poduszki.

Widziała go pedagog przez ok. 2 h i po wywiadzie z nami (mniej więcej opisałam wszystko powyżej) uznała, że widzi niepokojące objawy, cechy autystyczne. Wskazała głownie takie: - nie interesował się zabawkami, każdą może ok. 5 minut, wolał np. zakładać swojego bucika, nasze buty i robił to ze skupieniem, - nie przybiegał do nas żeby coś pokazać, jedynie co jakiś czas żeby się pouśmiechać do nas i do pani, niczego nam nie przynosił, - używa swojego języka, mówi dużo, ale po swojemu, - czasami jak się skupił nie reagował na imię. Zostaliśmy umówieni do psychologa, logopedy, jeszcze raz do pedagoga i na badanie SI. Wyjechałam z dzieckiem do rodziców. W domu jest więcej osób i pies. Rodzice uważają, że z Małym jest wszystko dobrze i są źli, że poszliśmy do poradni. Ja już sama nie wiem co myśleć, ponieważ dziecko nam odżyło po zmianie otoczenia. Bawi się, jest wesoły, zaczepia wszystkich, pies jest jego ulubieńcem. A ja sobie wyrzucam, że przez ze mnie dziecko jest opóźnione, bo nie poświęcałam mu czasu i uwagi. Proszę o poradę. Obecnie jestem w 3 m-cu ciąży i wszystko zwaliło się nam na głowę. Boję się o siebie i swoje dzieci.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Jak sobie poradzić z myślami o śmierci i przemijaniu?

Witam, Od kilku dni mam taki problem, że dręczą mnie myśli takie jak śmierć i przemijanie do tego stopnia, aż łapie mnie biegunka i rwie mnie na wymioty. Rozumiem, że takie myśli ma każdy z nas jednak z tym...

Witam, Od kilku dni mam taki problem, że dręczą mnie myśli takie jak śmierć i przemijanie do tego stopnia, aż łapie mnie biegunka i rwie mnie na wymioty. Rozumiem, że takie myśli ma każdy z nas jednak z tym widzę, że sam sobie nie poradzę, a to wszytko najbardziej mi się nasila wieczorem - nie pomaga oglądanie tv czy rozmowa z żoną. Wszystko mija w dzień, normalnie pracuję i nic mi nie dolega, ale te wieczory czy noce zaczynają się robić koszmarem. Dodam iż dużo spożywam kaw i energy drinków jednocześnie, nie wiem czy to ma jakiś wpływ. Prosiłbym o jakąś dobrą radę. Ps. Czy jakieś tabletki ziołowe na uspokojenie pomogą mi z tym sobie poradzić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Czy nerwica wegetatywna może mieć wpływ na niezdecydowanie partnera?

Witam. Czy jest możliwe, by nerwica wegetatywna miała jakikolwiek wpływ na zachowanie partnera np: niezdecydowanie lub emocje czasami skrajne, tj. z jednej strony kocha z drugiej strony ucieka? Wiele razy mój partner zrywał się w nocy, czasami nie mógł spać....

Witam. Czy jest możliwe, by nerwica wegetatywna miała jakikolwiek wpływ na zachowanie partnera np: niezdecydowanie lub emocje czasami skrajne, tj. z jednej strony kocha z drugiej strony ucieka? Wiele razy mój partner zrywał się w nocy, czasami nie mógł spać. Ostatnio byliśmy na wyjeździe ze znajomymi, wszystko było dobrze, mój partner wypił trochę alkoholu, nie było żadnych niepokojących symptomów, dopiero gdy położyliśmy się spać nagle miał atak. Zaczął płakać, serce mu biło jak oszalałe, ogólnie źle się czuł. Nie wiedziałam jak mu pomóc. Gdy się przytuliłam trochę się uspokoił. Po powrocie rozstał się ze mną tłumacząc, że nie chce mnie obarczać swoimi problemami. Czy możliwe, że nerwica wpływa na emocje np: wywołuje lęki lub wpływa na niezdecydowanie i wreszcie czy alkohol może wpływać na nasilanie się ataków i złe samopoczucie osoby chorej na nerwice? Jak pomóc takiej osobie?    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Przyczyny drżenia rąk

Mam kłopot. Ręce mi się trzęsą nie tylko w sytuacjach społecznych ale także w domu. Gdy trzęsą mi się ręce nie czuje stresu ręce trzęsą się zawsze, napisze że pale ale okazyjnie mam 18 lat i ten problem chodzi za...

Mam kłopot. Ręce mi się trzęsą nie tylko w sytuacjach społecznych ale także w domu. Gdy trzęsą mi się ręce nie czuje stresu ręce trzęsą się zawsze, napisze że pale ale okazyjnie mam 18 lat i ten problem chodzi za mną od 2 lat. Nie wiem co to może być i do kogo mam z tym iść? Z góry dziękuje za odpowiedź :)    

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego drętwieją mi palce lewej dłoni?

Witam. Mam 50 lat i od około 2 tygodni mam drętwe 2 palce lewej dłoni(4 i 5) i nie pomagają ani masa, że ani żadna gimnastyka. Nadmieniam, że nie boli mnie ręka tylko drętwe mam te palce. Co może być przyczyną? Z góry dziękuję za sugestie..
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Praca zmianowa: jakich tabletek na sen używać?

Jestem trochę zdesperowany. Pracuję na zmiany i nie zapowiada się, żebym w najbliższym czasie mógł zmienić pracę. Pracuję 3 dni, potem 3 nocki. Dniówki - nie ma problemu, nocki - tu zaczyna się koszmar. Pierwsza nocka nie jest zła, po...

Jestem trochę zdesperowany. Pracuję na zmiany i nie zapowiada się, żebym w najbliższym czasie mógł zmienić pracę. Pracuję 3 dni, potem 3 nocki. Dniówki - nie ma problemu, nocki - tu zaczyna się koszmar. Pierwsza nocka nie jest zła, po prostu po poprzedniej dniówce staram się wytrzymać i nie śpię do 2-3 w nocy, a następnego dnia przed nocką śpię do około 12 (o ile się uda). Problem pojawia się przed 2 i 3 nocką, jestem tak wykończony, że padam w ciągu nocy.

Praca niestety w ochronie, patrzę się na monitory, nie ma szans na quick nap ani na jakieś urozmaicenie. Potem, nagle między 5-6 rano trzeźwieję i znowu przed trzecią nocką nie mogę spać. Tak więc trzecia nocka to koszmar. Używałem przez jakiś czas X**** z Włoch, ale już mi się skończył i nie mam dojścia. Czego w takim razie używać na te 2 bezsenne dni, kiedy to muszę się wyspać? Dodam, że żadne ziółka na mnie nie działają, a kofeina na nocce to katastrofa, bo działa na mnie bardzo długo i tym bardziej zasnąć nie mogę. Proszę o pomoc.    

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Dlaczego tak trudno jest poznać samego siebie?

Myślę, że mam problem. Na pewno mój organizm nie zachowuje się tak dobrze jak kiedyś. Prawdopodobnie nawet wiem, gdzieś w głębi siebie, w czym leży ten problem. Jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie wiem jak długo trwa ten...

Myślę, że mam problem. Na pewno mój organizm nie zachowuje się tak dobrze jak kiedyś. Prawdopodobnie nawet wiem, gdzieś w głębi siebie, w czym leży ten problem. Jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie wiem jak długo trwa ten stan, w jakim się znajduję. Podejrzewam, że początek miał związek z problemami w szkole. W sumie z jednym problemem. Zawsze byłam dobrą uczennicą. Wysokie średnie, stypendia etc. Także wiedziałam, że jak pójdę do liceum - nie będzie to już to samo co gimnazjum. Że wszystko nie będzie dalej takie proste. Pierwszą klasę liceum przeszłam bez większych problemów. Teraz jestem w drugiej. Na profilu biologiczno-chemicznym. Na początku roku załapałam jedną 1 z biologii, przez głupotę i niezauważenie paru zadań na kartkówce. Potem była druga kartkówka, sprawdzian, odpowiedź. Skończyło się na tym, że miałam pięć 1 i trzy pozytywne oceny. Pisałam sprawdzian na koniec semestru, by zaliczyć biologię na dopuszczający. Nie zaliczyłam. Na każdym sprawdzianie brakowało mi jednego punktu. Na szczęście nie będę musiała poprawiać tego semestru. Najgorsze jest to, że przeraża mnie fakt, iż cały czas zachowuję się tak, jakby było mi wszystko jedno. Jednocześnie boję się, że nie poradzę sobie w przyszłości. Nie zdam matury albo w ogóle nie zdam do trzeciej klasy. Że nie zdobędę dobrego wykształcenia i nie będę w naszym społeczeństwie szanowana. Widzę jak inni sobie doskonale radzą. Z przedmiotów piątki, czwórki, trójki. A ja wiem, że znienawidziłam biologię i po prostu się jej boję. Nie potrafię się zmobilizować do nauki. W sumie do jakiejkolwiek nauki. Tak jakby dosłownie życie przelatywało mi między palcami. Zaznaczam, że jestem osobą wierzącą i staram się znajdować w tej wierze jak największe oparcie. Nie zawsze wychodzi. Jestem cały czas zmęczona. Wracam do domu, kładę się, śpię ok. 2 h, czyli gdzieś do 19 (zależy oczywiście od dodatkowych zajęć). Mam zawsze zamiar przygotować się na kolejny dzień w szkole, ale krążę po domu. Siadam przy komputerze, idę do pokoju, włączam sobie muzykę, siadam, myślę. Gdy w końcu zabiorę się do lekcji niektóre odkładam, bo stwierdzam, że trudno, najwyżej dostanę tę jedynkę. Nigdy tak nie miałam. Zawsze ocena niedostateczna była dla mnie czymś strasznym i nigdy nie mówiłam sobie, że to tylko jedna jedynka! W czym tkwi problem? Kładę się spać o 1, 2 w nocy. Rano zazwyczaj nie jem śniadania. Robię sobie kanapki do szkoły z byle czym, czyli np. z samym serkiem. Często przynoszę kanapki z powrotem do domu, bo po prostu o nich zapominam. Nie czuję aż tak wielkiego głodu w szkole. Obiady jem w domu, normalnie. Kolacji najchętniej bym nie jadła, ale rodzice dbają, bym o niej nie zapomniała. Choć zazwyczaj też jest to jedna kanapka i herbata. Wracając do problemu z biologią... Przyjmuję do świadomości to, że to właśnie ona mogła być tego wszystkiego przyczyną. Miałam takie dni, kiedy wracałam do domu, kładłam się na łóżku i zaczynałam płakać. Czasami modliłam się o to, żeby Bóg pozwolił mi z tego świata odejść. Nawet wiem dlaczego. Chciałam się uwolnić od tego stresu, od zadań jakie stawiają mi wszyscy dookoła, od tego, że ciągle muszę coś robić. Po prostu chciałam pójść na łatwiznę, umrzeć i mieć życie z głowy. Jednak wiara w to, że nie jestem na tym świecie bez przyczyny i w to, że moje samobójstwo wcale nie spowodowałoby szybkiego spotkania z Bogiem, pomagała mi zapominać o czymś takim jak śmierć. Może to banalne co mówię, ale... Najgorsze jest dla mnie to, że cały czas myślę, iż np. to, co tu piszę, specjalnie sobie wmawiam. Że szukam cały czas jakiegoś usprawiedliwienia dla samej siebie. Tracę wiarę w siebie. Rozpamiętuję przeszłość, bo wiem, że była lepsza. Trenowałam przez 3 lata lekkoatletykę. Żałuję, że zrezygnowałam. Ale nie potrafię się do czegokolwiek zmobilizować. Cały czas myślę, że 18 lat to za późno na cokolwiek. Że nie mam szans zostać kimś godnym uwagi. Kimś, kto coś zrobi we własnym życiu pożytecznego dla innych czy nawet dla samego siebie. Tak naprawdę, nie rozmawiam o tym. Próbowałam rozmawiać z jedną osobą, ale zawsze, pisząc do niej i opowiadając to wszystko, mam wrażenie, że robię z siebie ofiarę. Że tylko się nad sobą użalam i że jestem egoistką zapatrzoną tylko w swoje życie. Z rodzicami nie rozmawiam. W sumie to rzadko z nimi o czymkolwiek rozmawiam. A już na pewno takie poważne rozmowy raczej nie mają miejsca. Nawet gdybym chciała o tym wszystkim komuś powiedzieć, to znowu nabieram nieufności do samej siebie i zaczynam myśleć, że sobie wszystko wymyślam. Często jest tak, że porównuję się do innych. Oni zrobili to i tamto. Oni w tym wieku zaszli już tak daleko, a ja ciągle stoję w tym samym miejscu. Im wszystko tak pięknie wychodzi. Nie mają problemów z nauką. I naprawdę boli mnie to bardzo, że w podstawówce i gimnazjum byłam zawsze bardzo dobra. Teraz powinnam walczyć o przetrwanie, ale nie mam siły. Najchętniej porzuciłabym to wszystko i wyjechała gdzieś, gdzie nie będę mieć żadnych zobowiązań. Wiem, że byłoby to pójście na łatwiznę. Pisząc tutaj to wszystko, zastanawiam się czemu to robię. Chyba myślę, że nagle ktoś mi powie coś genialnego. I będę wiedziała, co zrobić ze swoim życiem. Naprawię błąd i wszystko będzie jak dawniej. Wiem również, że pewnie w odpowiedzi będzie: "najlepiej skonsultuj się z psychologiem". I wiem, że ja tego nie zrobię. Nawiązując do mojego pytania... Bardzo możliwe, że nie znam samej siebie. Nie wiem, co mogłabym robić w życiu. Bo moje umiejętności są podzielone raczej równo. Mam uzdolnienia i jestem tego świadoma, ale żadne nie jest tak dobre, by można się go chwycić i iść w tym kierunku. Coraz częściej zastanawiam się nad sensem mojego życia i nad tym, dlaczego tu jestem. Bo świat nie jest czymś prostym, prawda? Świat od nas wymaga, byśmy osiągali szczyty, umieli się w nim odnaleźć. Świat wymaga od nas życia. Życie jest najtrudniejszą czynnością, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam. Przepraszam, że ten opis jest taki rozległy, ale myślę, że tego wszystkiego nie da się opisać w paru zdaniach. Najśmieszniejsze jest to, że teraz Pan/Pani mi napisze, że prawdopodobnie mam jakieś początkowe objawy depresji, może cukrzycy, anemii etc. A ja nic sobie pewnie z tego nie zrobię. Czytając teraz to wszystko co tu napisałam, stwierdzam, że znam prawie zawsze powody swoich problemów. Jednak nawet ta świadomość i wiedza, nie pomaga mi w ich rozwiązywaniu. Po prostu nie mam chęci i siły na zmienianie swojego życia. Może podświadomie czekam na kogoś, kto mnie pociągnie w tę właściwą stronę i będzie mi towarzyszył już do końca. Może...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak znów cieszyć się życiem?

Witam, Bardzo ciężko było mi się przełamać i napisać. Mam 21 lat. 2,5 roku temu zmarła moja najukochańsza mama po ciężkiej walce z chorobą. W moim życiu nigdy nie było kolorowo ze względu na ojca alkoholika, który przychodził wiecznie...

Witam, Bardzo ciężko było mi się przełamać i napisać. Mam 21 lat. 2,5 roku temu zmarła moja najukochańsza mama po ciężkiej walce z chorobą. W moim życiu nigdy nie było kolorowo ze względu na ojca alkoholika, który przychodził wiecznie pijany i się awanturował, a ja wraz ze starszym rodzeństwem chowaliśmy się, żeby go nie widzieć w takim stanie. Gdy miałam 14 lat mama w końcu rozwiodła się z nim i już z nami nie mieszkał. Wpadłam wtedy w złe towarzystwo, imprezy, alkohol, papierosy, na szczęście po paru latach takiego trybu życia otrząsnęłam się i wyrwałam z tego towarzystwa za sprawą mojego obecnego chłopaka, z którym jestem już 3,5 roku. Bardzo mi pomógł i wspierał mnie w każdym momencie. Niestety ja nie potrafię normalnie żyć, jestem strasznie nerwowa, rzucam się o wszystko do niego, ciągle płaczę... jest to bardzo męczące zarówno dla niego jak i dla mnie... nic mi nie pomaga, żadne rozmowy z nim też nie pomagają, chyba że na chwilkę. Tak bardzo zazdroszczę ludziom co żyją beztrosko i cieszą się każdą chwilą... ja tak niestety nie potrafię ;(. Codziennie zamartwiam się tym wszystkim zamiast po takich przeżyciach stać się silniejsza. Potrzebuję pomocy. Bardzo proszę o radę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty