Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Dlaczego po nocnych zmianach nie mogę spać?

Moim problemem jest właściwie praca. Pracowałam 4 noce pod rząd (po 12 godzin), wracałam do domu i szłam spać na kilka godzin (6-7) i znowu do pracy. Później była noc przerwy i 6 nocy pod rząd. Od tamtej pory mój...

Moim problemem jest właściwie praca. Pracowałam 4 noce pod rząd (po 12 godzin), wracałam do domu i szłam spać na kilka godzin (6-7) i znowu do pracy. Później była noc przerwy i 6 nocy pod rząd. Od tamtej pory mój organizm myśli, że noc jest dniem i odwrotnie. Próbowałam wszystkiego. Czy ktoś zna jakiś sposób, jak wrócić do normalnego trybu życia? Pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy przez to, że chcę, a nie mogę wrócić do Polski mam depresję?

  Mam 15 lat i mieszkam w UK. Jestem tutaj tylko z moimi rodzicami i nie mam nikogo. Z rodzicami nie dogaduję się najlepiej. W ogóle nie chcę tutaj być, chcę jak najszybciej wrócić do Polski, ale moi rodzice tego...

  Mam 15 lat i mieszkam w UK. Jestem tutaj tylko z moimi rodzicami i nie mam nikogo. Z rodzicami nie dogaduję się najlepiej. W ogóle nie chcę tutaj być, chcę jak najszybciej wrócić do Polski, ale moi rodzice tego nie rozumieją - mogę jeździć tylko raz w roku na wakacje. Bardzo brakuje mi mojej rodziny. Tutaj siedzę tylko w domu przed komputerem i nie robię nic. Chodzę do szkoły, wracam, siadam na komputer, potem idę spać i znowu to samo. Nie mam żadnych przyjaciół, koleżanek ani kolegów. Oni są jacyś dziwni. Nie cierpię tych ludzi, ani Polaków, którzy tutaj są. Tylko piją, palą, ćpają, a to nie dla mnie. Wiem, że jeśli bym była w Polsce byłabym normalna, wychodziłabym na dwór i miała znajomych. Od jakiegoś czasu tutaj siedzę tylko, nic nie robię, ciągle zbiera mi się na płacz, źle się czuję, często mi jest słabo i nie mam w ogóle na nic siły, a moi rodzice wiecznie mają do mnie o coś pretensje. Chciałabym bardzo wrócić do Polski, ale wiem, że oni nie pozwoliliby na to. I wiem tez, że w polskiej szkole nie dałabym już sobie rady. Też bardzo się denerwuję, kiedy oni mówią coś na Polskę czy na moją rodzinę. Bardzo działa mi to na nerwy. Często też myślę o tym, żeby sobie coś zrobić, żeby mieć już święty spokój. Czy to depresja? Co mogę z tym zrobić, czy powinnam próbować wrócić do Polski? Do tego wpisu jeszcze powinnam dodać, że ostatnio w ogóle nie mam ochoty nic jeść, ale kiedy jestem w Polsce robię wszystko, nigdy mi się nie nudzi, zawsze mam coś do roboty. W Polsce mieszka moja ciocia i babcia, które są dla mnie najważniejsze w całym życiu. Mam też 6-letnią kuzynkę, za którą bardzo tęsknię i ta mała jest całym moim światem ;(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić, jak w życiu nic mi sie nie układa?

Witam, Mam 30 lat i fatalnie się czuję w swoim życiu. Nie mogę znaleźć innej pracy, a w tej, którą mam czuję, że się duszę, że zaraz zwariuję. Nie mam życia osobistego, byłam w 3-letim związku, w którym stwierdziłam, że...

Witam, Mam 30 lat i fatalnie się czuję w swoim życiu. Nie mogę znaleźć innej pracy, a w tej, którą mam czuję, że się duszę, że zaraz zwariuję. Nie mam życia osobistego, byłam w 3-letim związku, w którym stwierdziłam, że to nie to, nadal znam tę osobę, ale mam rzadki kontakt. Moje zdrowie również nie jest najlepsze, piasek na nerce, z którym walczę już 2 lata, ataki są mniejsze ale są, trafiłam nawet na ostre dyżury, leczę się hormonalnie od 18. roku życia na zespół policystycznych jajników, teraz jeszcze 1 z 3 zębów mądrości się odezwał kolejny raz i czeka mnie wyrywanie. Jestem zdołowana, chciałbym sobie układać życie, ale mam czasem takie dni, że stwierdzam, że po co to wszystko, skoro to bez sensu? Rozsypały mi się ostatnio przypadkowo tabletki i przeszła mi nawet taka myśl: "a co by było gdyby?", ale uznałam że jeszcze nie teraz. Mieszkam z rodzicami, oni chcieliby żebym sobie ułożyła i miała już swoje życie, ale to nie takie łatwe, bo samej się utrzymać to nie ma szans, za mało zarabiam. Czuję jakbym miała 50 lat, jestem zmęczona, nie mogę spać, a jak zasnę to budzę się kilka razy w nocy i potem ziewam cały dzień, nie pamiętam kiedy się tak naprawdę śmiałam, kiedy byłam szczęśliwa. Zaczęłam szkolę, studia, bo stwierdziłam, że coś chcę ze sobą zrobić, ale mam dni, że zastawiam się po co, skoro czasami nie mam chcicę nawet wstać z łóżka. Dlatego nie lubię świąt, bo wtedy czuję bardziej moją samotność, odkąd pamiętam to zawsze byłam sama, ale teraz mi to doskwiera coraz bardziej. Jestem osobą otwartą, nie lubię być sama, źle się czuję jak muszę zostać sama na kilka dni. Nie wiem co mam robić, często popłakuję sobie jak rodzice nie widzą, a jeszcze mama chce mieć nade mną kontrolę w jakimś sensie, czyli chce żeby wszędzie z nią iść i spędzać z nią czas, a ja chciałabym czegoś innego. Siedzę potem nadgodziny w pracy, której nie nienawidzę, zdarza się, że po 15 godz. i potem tylko marzę o łóżku, robię to nie raz żeby paść po prostu na twarz, żeby zagłuszyć myśli i odczucia. Nie wiem co robić, jak to zmienić. To straszne, wiem czego chcę, a nie mam na to szans. Pozdrawiam, Nika

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego nie udaje mi się umrzeć?

Pierwszy raz próbowałam się zabić jak miałam 14 lat - nie udało mi się. Potem po czterech latach znów spróbowałam i znowu żyję. Nie chciałam żyć. Nie umiałam zgodzić się z mamą, wychowywała mnie i siostrę sama. Jak miałam 20...

Pierwszy raz próbowałam się zabić jak miałam 14 lat - nie udało mi się. Potem po czterech latach znów spróbowałam i znowu żyję. Nie chciałam żyć. Nie umiałam zgodzić się z mamą, wychowywała mnie i siostrę sama. Jak miałam 20 lat zaszłam w ciąże z moim chłopakiem, do 5 m-ca nikomu nie powiedziałam, zastanawiałam się nad śmiercią, nad ucieczką. Nie chciałam, żeby to dziecko miało takie życie jak ja. Jednak urodziłam i wyszłam za mąż, bo zaszłam w kolejną ciąże, bo tak wypadało… Mam 24 lata, mieszkam z teściową jej rodziną i z mężem pod jednym dachem i nie umiem tego znieść. Nie stać mnie na to, żebym się wyprowadziła. Syn też miał się nie urodzić, bo nie było mnie stać na kolejne dziecko i razem z mężem zdecydowałam, że będę łykała różne tabletki, żeby poronić. Nie udało się. Ja jestem szczęśliwa. Mój mąż, odnoszę wrażenie, że nie. On jest z nami z obowiązku. W ogóle mnie nie traktuje jak żonę, tylko jak koleżankę. Stałam przed ołtarzem i zanim powiedziałam „tak” to się chwilę zastanawiałam. Teraz nie wiem czy żałuję, nie umiem określić uczuć. On i dzieci są dla mnie najważniejsi, ale wolałabym się już nigdy nie obudzić, nie spojrzeć na jego obojętne oczy. Nie ma nic gorszego jak obojętność. Ostatnio łykałam dużo różnych tabletek, żeby w końcu umrzeć i proszę Boga o jakąś śmiertelną chorobę dla siebie, ale nic mi nie wychodzi. Po co mam żyć, skoro jestem taka beznadziejna? Mąż do mnie mówi: „co z ciebie za matka”, „co z ciebie za żona”… Mam pociętą lewą nogę, bo to mi przynosi ulgę. Nie wiem co mnie hamuje. Jestem tak bardzo niedoskonała. A chciałam być dla niego najlepsza. Wiedział, że chciałam się zabić zanim się pobraliśmy, wiedział, że potrzebuję kogoś, kto bezinteresownie mnie przytuli. Ostatni raz zrobił to ponad 3 lata temu, przed ślubem. Był zafascynowany mną jako dziewczyną do łóżka, ale że była wpadka, to już był obowiązek. Nie wiem…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak wyleczyć stany lekowe i migrenę?

Witam, mam 27 lat, w listopadzie dopadła mnie nerwica, 2 tygodnie żyłam z nią bez żadnej konsultacji lekarskiej. Strasznie się źle czułam fizycznie i psychicznie, miałam stany paniki, a polegały na tym, że źle się czułam i przez...

Witam, mam 27 lat, w listopadzie dopadła mnie nerwica, 2 tygodnie żyłam z nią bez żadnej konsultacji lekarskiej. Strasznie się źle czułam fizycznie i psychicznie, miałam stany paniki, a polegały na tym, że źle się czułam i przez to łatwo mi było wpaść w panikę, która polegała na tym, że bałam się, że zaraz stracę poczucie rzeczywistości, strach przed wyjściem do pracy, jak się tam będę czuła, serce zaczynało walić jak młot. Trafiłam do lekarza, dostałam lek przeciwdepresyjny, miałam na początku nasilone lęki. Jakiś czasie lek pomału zaczął działać, po prostu zabierał mi myśli, nie myślał wcale tym i nawet zaczęłam się uśmiechać i coś rozmawiać bardziej. Potem na zmianę miałam gorsze i lepsze dni. Ogólnie od kilku lat mam migrenę z aurą i nadszedł czas, że moją głowę zajęły myśli oby atak się nie pojawił, biorę leki, poza tym zawsze mnie ten atak stresował, bo mąci się wzrok. Od 2 tygodni żyję w mega stresie, wróciły lęki z rana - jak wstaję, wyobraźnia moja znów zaczęła wymyślać sobie sytuacje w jakich nie chciałabym się znaleźć, bo ja jestem histeryczką nad tym jak się czuję. Nie mogę przestać myśleć, mimo że w pracy rozmawiam ze znajomymi z tyłu głowy siedzi mi myśl: „nie ciesz się, przecież źle się czujesz, pamiętaj - ja, lęk wciąż tu jestem” i rzeczywiście w pracy czuję się trochę odrealniona, coś w rodzaju snu. Nie mogę sobie poradzić, z rana znów mam odruchy wymiotne, mega lęk przed całym dniem, lęk z powodu powrotu do pracy, czucia się w domu. Proszę mi pomóc, nie daję sobie z tym rady. Nic mnie nie cieszy, schudłam 7 kg, boję się, że jeśli nawet na chwilę o tym zapomnę to lęk przed tym, że to jest jest duży. Boję się tego jak się czuję i że ta nerwica nie chce mnie opuścić. Jestem słaba, nie ma siły już, do już ok. 3 m-ce trwa, leki pomagały, a teraz przestały działać. Zawsze się denerwowałam jak się źle czułam, ale teraz dochodzą ataki paniki z tym związane, lęk przed migreną, wstaniem rano… Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam nerwicę, czy nie kocham swojego chłopaka?

Mam 20 lat. Mój problem jest związany z moim chłopakiem. Polega na ciągłym analizowaniu: jego zachowania, mowy, wyglądu, wszystkiego. Ciągle muszę się zastanawiać czy nie popełniam błędu, czy on jest tym jedynym, czy na pewno go kocham, czy za nim...

Mam 20 lat. Mój problem jest związany z moim chłopakiem. Polega na ciągłym analizowaniu: jego zachowania, mowy, wyglądu, wszystkiego. Ciągle muszę się zastanawiać czy nie popełniam błędu, czy on jest tym jedynym, czy na pewno go kocham, czy za nim tęsknię, czy cieszę się na jego widok, czy wszystko dokładnie mi w nim pasuje, czy mnie pociąga. Wynajduję przeróżne wady, nieraz nieistniejące, albo wyolbrzymiam coś, co faktycznie nie do końca mi pasuje, ale nie ma większego znaczenia dla związku. Jest to błędne koło, ponieważ w rzeczywistości bardzo chcę z nim być, zależy mi, nie wyobrażam sobie była z kimkolwiek innym, czy też jego z inną dziewczyną, mój chłopak jest moim najlepszym przyjacielem i bratnią duszą, ale czasem się boję, że może tylko przyjacielem. Patrząc na innych chłopaków, którzy niekoniecznie mi się podobają, zastanawiam się czy mogłabym z nimi być, czy mi się podobają, nieraz wymyślam, że jestem któremuś z nich przeznaczona. Jestem też bardzo wpływowa, np. wyczytałam, że wybieramy parterów podobnych do naszych rodziców i zaraz wymyśliłam, że kolega mojego chłopaka na pewno mi się podoba, bo pewne cechy przypominają mi mojego ojca, a ponadto nie znoszę go, a przecież nienawiść rodzi namiętność i miłość. Tego typu epizodów z różnymi chłopakami było mnóstwo, a raz wymyśliłam nawet, że jestem lesbijką i naprawdę w to przez pewien czas wierzyłam, na szczęście to mi przeszło. Nie potrafię wyjść z tego koła, odpowiadam sobie w kółko na te same pytania. Kiedy już odpowiem i czuję się usatysfakcjonowana, już po chwili wraca stres i uczucie nierozwiązanej sprawy i muszę zacząć na nowo. Wszystko, żeby się upewnić, mieć pewność, choć wiem, że to bez sensu, bo te pytania nie mają końca, trwam w tym stanie już prawie 2 lata i wiem, że go nie zostawię i nie chcę sobie uprzykrzać życia. Myślom tym towarzyszy ciągły lęk, uczucie niepokoju (zwłaszcza rano - nawet jak wieczorem czuję się już lepiej, budzę się z uczuciem niepokoju), jest mi niedobrze, mam napady gorąca i duszności, którym towarzyszy przyspieszona akcja serca. W skrajnych wypadkach nie mogę już na mojego chłopaka patrzeć, odrzuca mnie od niego, denerwuje mnie każde jego słowo, podczas gdy w dniach, kiedy jest prawie całkowicie dobrze jestem szczęśliwa i nieraz wręcz płakałam z radości, że jest przy mnie i bałam się, że odejdzie, że coś mu się stanie. Raz też wymyśliłam, że na pewno zginie w wypadku samolotowym, którym miał lecieć na wakacje i wierzyłam w to tak silnie, że patrząc na niego miałam wrażenie, że już umarł i nie mogłam normalnie funkcjonować. Wszystkie te objawy mają charakter fazowy: od momentu euforii i obawy, że mnie zostawi do skrajnej depresji i braku chęci do życia i widzenia go. Mam to, jak pisałam, prawie 2 lata. Objawy nie są już tak silne jak na początku, być może nauczyłam się już z tym w pewien sposób żyć, jednak wciąż występują, choć mają raczej charakter czysto depresyjny. Są momenty kiedy jest całkiem dobrze i o niczym nie myślę, a następnie czuję się źle i trochę myślę, choć jest to zminimalizowane. Chciałam jeszcze dodać, że objawy wystąpiły zaraz na początku związku, dokładnie kiedy dowiedziałam się, że on też chciałby ze mną być. Pojawiło się pytanie „czy ja na pewno chcę” i w ten sposób zaczęło się to wszystko. Z dnia na dzień przyszły wszystkie objawy depresyjne, pomimo iż wcześniej byłam w chłopaku zakochana do granic możliwości. Objawy te przypomniały mi sytuację z przeszłości, kiedy to wpakowałam się w związek z chłopakiem, który odrzucał mnie fizycznie, a ja próbowałam sobie wmówić uczucie do niego i męczyłam się około 2 miesięcy. Rozmawiałam z osobami, które miały identyczne objawy, a psycholodzy stwierdzili im nerwicę natręctw lub obawę przed bliskością, czy jakiś problem zastępczy. Chciałabym wiedzieć, czy te objawy pasują do którejś z wymienionych, czy faktycznie oszukuję się i nie kocham swojego chłopaka, a to skutkuje tego typu objawami. Bardzo zależy mi na odpowiedzi i z góry za nią dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Czy szum w uszach i przyspieszone tętno mają jakiś związek?

Mam 13 lat mam 172 wzrostu i ważę około 54 kg. Miesiąc temu przeziębiłam się , miałam katar i źle się czułam . Zaczęło szumieć mi w uszach, a do tego mam przyspieszone bicie serca - nawet w spoczynku...

Mam 13 lat mam 172 wzrostu i ważę około 54 kg. Miesiąc temu przeziębiłam się , miałam katar i źle się czułam . Zaczęło szumieć mi w uszach, a do tego mam przyspieszone bicie serca - nawet w spoczynku około 120 uderzeń na minutę. Byłam u laryngologa, ale w uszach nic nie ma. Jestem alergiczką, więc lekarz od razu poszedł w tym kierunku i przypisał mi jakieś krople do uszu. Miałam też badanie krwi, ale wszystko jest w normie. Zanim zaczęłam słyszeć szumy słuchałam muzyki w słuchawkach i martwię się, że to też możne być powód - co powinnam zrobić? Moje dolegliwości bardzo mi przeszkadzają , zawsze dobrze się uczyłam, ale teraz przez to nie mam nawet ochoty, bo ciągle o tym myślę. Zastanawiam się też czy to może mieć związek z tym, że mało śpię, maksymalnie 6 godz. dziennie, bo nie mam czasu, mało jem i często się stresuję - czy to może być przemęczenie lub nerwica? Proszę o pomoc, już nie wiem co mam robić :(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak się uchronić przed samozniszczeniem?

Witam serdeczni, Mam 20 lat, jestem studentem drugiego roku na uczelni technicznej. Od mniej więcej dwóch i pół roku staczam się na dno - to może nie najlepszy wstęp, ale tak w skrócie wygląda moja sytuacja. Wszystko zaczęło się pod...

Witam serdeczni, Mam 20 lat, jestem studentem drugiego roku na uczelni technicznej. Od mniej więcej dwóch i pół roku staczam się na dno - to może nie najlepszy wstęp, ale tak w skrócie wygląda moja sytuacja. Wszystko zaczęło się pod koniec liceum, było to liceum renomowane o bardzo dużym poziomie nauczania, co łączyło się z bardzo dużym stresem. Do głowy wbijano mi twardą, niepodważalną prawdę, że należy od siebie wymagać i dążyć jak najwyżej, równać do najlepszych i nie zadowalać się byle czym. I tak też starałem się czynić. Jednakże, jak mi niektórzy wypominają, chyba źle to zinterpretowałem. Tak sobie wyhodowałem perfekcjonizm, wiecznie niezadowolenie, ogromny samokrytycyzm, który koniec końców zaowocował tym, że nie potrafię żyć w zgodzie ze sobą. I siebie zaakceptować. To oczywiście jest tylko jeden z czynników, które przyczyniły się do mojego aktualnego stanu, i pewnie jeden z mniej poważnych. Można by go porównać do jednego ze "spulchniaczy gleby", na którym wyrosła moja depresja nie, nie jest to autodiagnoza, choć podejrzewałem ją u siebie już od sporego czasu. Byłem już u lekarza. Stwierdził zaburzenia lękowe i depresję. Swój perfekcjonizm wyróżniłem jako pierwszy, ponieważ moim głównym objawem, i zapewne też przyczyną (chyba może tak być) jest samoodtrącenie. Krótko mówiąc, nienawidzę samego siebie. Nie jest to jednakże tylko kwestia "zbyt dużych" ambicji i celów nie na moje siły. Jestem człowiekiem bardzo cichym. Introwertykiem. Wrażliwym. I zupełnie nie znającym się na życiu wśród ludzi. W gimnazjum byłem uważany za frajera i brzydala. W liceum było trochę lepiej, ale nie umiałem nawiązać głębszych więzi z kimkolwiek, choć myślę że była ku temu sposobność dlaczego tak było? Czy po prostu zraziłem się do ludzi, a może zbyt dużo od nich wymagałem? W głębi duszy jestem idealistą. Wierzyłem w "beletrystyczną" miłość, przyjaźń, której nie może nic zawieść. Na dobre i na złe. Ale tak nie mogło się stać. Dlaczego? Że takich więzi jak w książkach na świecie nie ma, to jedna rzecz. Druga to mianowicie to, że w gruncie rzeczy cały czas żyłem jak gdyby "obok" ludzi. Próbowałem nawiązać z nimi kontakt, ale robiłem to w sposób nieuczciwy. Nie byłem sobą. Grałem, udawałem kogoś innego. Czułem, że choć każdy z nas jest inny, unikalny, to żeby nawiązać więź trzeba być choć odrobinę podobny do innych ludzi. Wziąłem sobie tą prawdę do serca zbyt poważnie i popadłem w skrajność. A może po prostu próbowałem w ten sposób, skrywając się za maską, chronić swoje "ja" przed odrzuceniem? To przykre, ale jak na ironię skończyło się to tak, że sam odrzuciłem samego siebie. Była też w moim życiu miłość, miałem wokół niej sporo planów, chciałem zbudować na niej piękny świat, którego nic nie mogłoby zniszczyć, pełen barw, zaufania, wzajemnego zrozumienia. Lecz potem przyszło życie, rozczarowanie, nieszczerość z jej (kobiety) strony, i nic nie zostało z pięknych marzeń, z tej miłości. Przez to ponoć każdy przechodzi, ale ja nie potrafiłem się zdystansować od tych przykrych uczuć. O niej samej (kobiecie) już prawie zapomniałem, lecz wciąż zdarza mi się wracać do refleksji nad miłością, myśleć o tym, czym ona właściwie jest, i czy tak naprawdę łudziłem się w swoim naiwnym idealistycznym nastawieniu. Ktoś oczywiście powie, że przecież nie wszyscy są sobie pisani, że mnóstwo jest rybek w stawie, albo że "nie była ciebie warta" (tekst roku). Podzielałbym to zdanie gdyby nie to, że czułem, jakby ona chciała dać mi szansę. I tak się też zachowywała. No ale wszystko spieprzyłem. Ogrom emocji jaki mnie trafił całkowicie przejął nade mną kontrolę, przez co zachowywałem się jak debil. W ten sposób wyhodowałem sobie wstręt do jakichkolwiek uczuć. Zamknąłem się w sobie już zupełnie i dusiłem wszelkie emocje w zarodku, chcąc zachować kamienną twarz. Po liceum, maturze którą przez moje perypetie uczuciowe napisałem sporo poniżej oczekiwań, przyszedł czas refleksji. W końcu byłem już dorosły. Pewien okres w życiu miałem już za sobą. Bilans wypadł fatalnie. Nie miałem przyjaciół, czułem się strasznie samotny, wszystko mnie przytłaczało, świat wydał mi się strasznie obcy, przerażający wręcz postanowiłem jeszcze dać sobie szansę na studiach, uwierzyć że będzie lepiej. Choć wtedy już dopadały mnie pierwsze lęki. Pierwszy rok studiów w moim wykonaniu - ktoś powie, że jak marzenie. Wszystko zaliczone w pierwszych terminach, poza jedną poprawką we wrześniu, ale to tam pikuś. Czułem, że jestem z tego wszystkiego dobry. A może nawet i najlepszy w grupie. Nawiązałem kontakt z ludźmi. Ale powierzchowny, niestety spróbowałem też jeszcze raz szczęścia w miłości, ale nie trafiłem. Znów było mi przykro. Ona jednak potraktowała mnie lepiej niż tamta. Dziś stara się mnie wspierać i być przyjaciółką. Jestem jej za to wdzięczny. Drugi rok to już niestety żałosny pokaz staczania się na dno. Dopadły mnie już, nazwijmy to, kliniczne objawy. Codziennie boli mnie głowa, nie wysypiam się. I to wszechogarniające poczucie bezsensu wszystkiego. Sam nie wiem do końca, skąd to się wzięło być może nawarstwiały się u mnie te wszystkie duszone emocje i teraz mam taki efekt zaczęły dopadać mnie lęki, przed światem, ludźmi. Czułem jak mnie osądzają, jak jestem daleko od spełnienia ich wymagań. Zacząłem nienawidzić się jeszcze bardziej. Nie mogę skupić się na nauce, jestem najgorszy w grupie, ludzie zaczynają uważać mnie za idiotę, są nieliczni, przed którymi się otworzyłem i czuję, że zrobiłem to niepotrzebnie, że obarczam ich durnymi problemami. Bo w końcu wystarczy "wziąć się w garść". A ja nie potrafię dziś patrzę jak inni sobie świetnie radzą, zaliczają na piątki, a ja męczę się, uwalam najłatwiejsze rzeczy, na część w ogóle nie przychodzę. Doszło do tego, że zacząłem chorobliwie zazdrościć. Zaczęła wyłazić ze mnie zawiść. Każda dobra ocena, którą dostają inni, jest dla mnie jak cios w serce - kiedyś moja samoocena opierała się na tym, że byłem najlepszy. Była to zwykła arogancja. Dziś jestem najgorszy i pełen złych uczuć. Poza nienawiścią do siebie zaczynam też nienawidzić innych, odwracam się od tych, na których przecież tak bardzo mi zależało, codziennie dopadają mnie myśli samobójcze, a także natrętne myśli o zrobieniu komuś krzywdy, przez które czuję się naprawdę bardzo źle. Zaczynam myśleć, że po prostu nie powinienem żyć, że moje życie to jakaś kpina, moje studiowanie zaś ubliża innym studentom. Jedna moja przyjaciółka pyta mnie, jak mogłaby mi pomóc. Mnie się niestety nie da pomóc, wszystko zawaliłem, stoczyłem się na samo dno, nie zaliczam studiów, czuję totalny bezsens wszystkiego. Jedyne co mi w głowie siedzi to jakiś most albo wysoki budynek. Bo tak już dłużej po prostu nie można. U lekarza byłem, przepisał mi w pierwszym rzucie combo 3 psychotropów - przeciwpadaczkowy, neuroleptyk i antydepresant z grupy TLPD. Mówił, że mnie to szybko postawi na nogi i że zaliczę sesję. Po lekach nie czułem się dobrze, choć nie było tak tragicznie jak jest teraz, bez nich. Jak się skończyły, odstawiłem je, do czego nakłoniła mnie moja matka mówiąc "nie szprycuj się tym". Patrzy na mnie jak na wariata. Kto wie, może ma rację. Ogólnie rodzice nie akceptują mojego stanu. Mówią że to spowodowane uczelnianym stresem. Ze potem będzie dobrze. I że powinienem chodzić do kościoła, a nie brać prochy. Czuję się zupełnie odrealniony, poczucie absurdu mnie tak przenika, że nie widzę żadnego wyjścia. Nie chcę już żyć. Nic nie sprawia mi radości. Dzień w dzień cierpię, i to jest cierpienie pozbawione sensu. Zawalam uczelnię, ale przestaje mi już na niej zależeć. Dostaję ataków niekontrolowanego płaczu, najchętniej zwinąłbym się w kłębek i płakał, leżąc na podłodze. A przyjaciele - żałuję, że ich w to wplątałem. Mają przecież swoje problemy. Ja jestem człowiekiem z cienia, wiecznie żyłem obok ludzi, nie zasługuję na przyjaciół. Jestem złym człowiekiem, który zasługuje na karę, niebezpiecznym dla otoczenia karykaturą mężczyzny, słabym, żałosnym ludzikiem, z wiecznymi pretensjami do siebie i do świata. Tacy jak ja po prostu nie powinni żyć. Po prostu nie powinni… Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy moje zaburzenia nastroju i izolowanie się wynika z mojej depresji?

Witam, Mam 42 lata, od paru lat choruję na depresję, mam zmienność nastroju, wszystko mnie drażni, chce mi się często płakać i bardzo często myślę o samobójstwie. Bardzo szybko się irytuje i jestem wykończony psychicznie, nic mi się...

Witam, Mam 42 lata, od paru lat choruję na depresję, mam zmienność nastroju, wszystko mnie drażni, chce mi się często płakać i bardzo często myślę o samobójstwie. Bardzo szybko się irytuje i jestem wykończony psychicznie, nic mi się nie chce. Najlepiej czuje się jak jestem sam i nikt mi nie zawraca głowy, chciałbym być długi czas sam, denerwują mnie ludzie, nie mogę się skupić, są momenty, kiedy jestem bliski wpadnięcia w szał - czuję jakbym miał za moment dostać na głowę. Zmieniła mi się bardzo moja osobowość i mój charakter. Często chodzę po sklepach i robię zakupy, których tak naprawdę nie potrzebuje. Nikt mnie nie rozumie. Wstyd mi, że zwróciłem się do Państwa z tym problemem, ale chyba nie bardzo już miałem do kogo. Zastanawiam się, co zrobić w momentach krytycznych, czyli wtedy, kiedy dziwne myśli przychodzą mi do głowy i mam wraże jakbym miał zaraz dostać na głowę. Pozdrawiam Państwa

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego, choć mam 17 lat, nie chce mi się żyć?

  Witam, Mam 17 lat i nie chce się mi żyć. A wszystko zaczęło się od II semestru III klasy gimnazjum kiedy to przestała mnie interesować moja przyszłość - z ucznia średniego spadłem do bardzo słabego i wylądowałem w szkole...

  Witam, Mam 17 lat i nie chce się mi żyć. A wszystko zaczęło się od II semestru III klasy gimnazjum kiedy to przestała mnie interesować moja przyszłość - z ucznia średniego spadłem do bardzo słabego i wylądowałem w szkole zawodowej (zawsze myślałem, że pójdę przynajmniej do technikum, niestety...). Teraz, kiedy już tam chodzę jest okropnie - w szkole jeszcze jakoś idzie przeżyć, gorzej z praktykami. Gdy przychodzą te dni, w których mam tam iść normalnie mnie mdli, wcale ten zawód mnie nie fascynuje nigdy nie lubiłem tego co teraz robię. Próbowałem zmienić szkołę lecz wszędzie mi odmawiają i jedyne co mnie trzyma jeszcze przy życiu to zmiana szkoły po zakończeniu roku. Jak wracam ze szkoły to się nudzę, nie mam co robić, dodam że mieszkam na wsi. Poszedłbym na dwór, ale są takie nudy, że szok, a moi wszyscy koledzy siedzą przed komputerem i nie chcą wyjść z domu ;/.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

To depresja czy jakaś inna choroba? Gdzie szukać pomocy?

Witam, mam 32 lata, jestem kobietą. Zacznę od tego, że od jakiś dwóch lat miałam ciągły problem z pęcherzem - lekarze nie wiedzą co mi jest, wyniki badań były ok. Od jakiegoś roku pojawiło się zniechęcenie do wszystkiego, otępienie. Jestem...

Witam, mam 32 lata, jestem kobietą. Zacznę od tego, że od jakiś dwóch lat miałam ciągły problem z pęcherzem - lekarze nie wiedzą co mi jest, wyniki badań były ok. Od jakiegoś roku pojawiło się zniechęcenie do wszystkiego, otępienie. Jestem ciągle niewyspana. Przez to zawaliłam studia uzupełniające magisterskie, nie pojechałam po wpis, bo spałam. Potrafiłam chodzić tylko do pracy. Po powrocie z pracy kładłam się do łóżka i tak mijał dzień. Ożywiałam się tylko kiedy przyjeżdżał mój chłopak mieszkający w innym mieście. Wtedy udawałam, że nie mam problemów i jest wszystko ok. Okłamałam zarówno mamę jak i jego, że na studiach jest wszystko ok. Wiem, że zapewne niedługo to wyjdzie na jaw i nie widzę sensu życia. W dodatku straciłam pracę, mój zakład pracy zostanie zlikwidowany. Naprawdę nie wiem już co mam robić. Dodam, że w dzieciństwie byłam molestowana oraz matka mnie biła, mam bardzo trudne relacje z nią do dzisiaj. Jednocześnie czuję się winna i nie chce mi się żyć, a za chwilę pragnę tego życia bardzo, ale boję się co będzie dalej. Dodam, że nie mam pieniędzy na leczenie prywatne.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mogę pomóc synowej, która nie może zajść w ciążę i chyba popada w depresję?

  Witam, Moja synowa bardzo chce dziecka, niestety nie może zajść w ciążę. Tak bardzo chce dziecka, że nie może o niczym innym myśleć, zamyka się w sobie, całymi dniami leży, mało co je, nie sypia po nocach, nie...

  Witam, Moja synowa bardzo chce dziecka, niestety nie może zajść w ciążę. Tak bardzo chce dziecka, że nie może o niczym innym myśleć, zamyka się w sobie, całymi dniami leży, mało co je, nie sypia po nocach, nie można z nią o niczym porozmawiać, nic ją nie interesuje - bardzo bym chciała jej pomóc, ale nie wiem jak. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mój chłopak ma depresję, czy to tylko lenistwo i robienie innym na złość?

Mój chłopak ma 19 lat, jest w klasie maturalnej. Ostatnio zmienił szkołę z jednego z lepszych liceów w Warszawie na liceum o wiele niższym poziomie. Zawsze świetnie się uczył, jest bardzo inteligentny i oczytany. Mamy bardzo bliskie relacje, jesteśmy ze...

Mój chłopak ma 19 lat, jest w klasie maturalnej. Ostatnio zmienił szkołę z jednego z lepszych liceów w Warszawie na liceum o wiele niższym poziomie. Zawsze świetnie się uczył, jest bardzo inteligentny i oczytany. Mamy bardzo bliskie relacje, jesteśmy ze sobą 3 lata i jestem jedyną osoba, która zna go najlepiej. Jest niezwykle lubiany przez wszystkich, na zewnątrz sprawia wrażenie silnego i obojętnego na cały świat, jednak to tylko rodzaj maski. Przez ostatni miesiąc całymi nocami gra na komputerze lub ogląda filmy, w dzień śpi, przez co nie opuszcza szkołę. Opuścił się w nauce, nie uczy się do matury, chociaż ma duże zaległości. Martwię się o niego! Rozmawiałam z nim na spokojnie - mówi, że to przez matkę, z którą stale się kłóci (zwala wszystko na nią). Teraz po prostu wegetuje, zabija czas, przez co marnuje i niszczy siebie i rani ludzi, którzy go kochają. Moje rozmowy z nim nic nie skutkują, kiedy do niego dzwonie i pytam czy się uczy, zapewnia mnie, że tak, po czym dowiaduje się od jego mamy, że ciągle gra i ogląda filmy. Ostatnio zaaranżowałam rozmowę miedzy nim, mama a mną. Notorycznie mnie okłamuje. Na niczym i nikim już mu nie zależy. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie dostanie się na wymarzone studia i poddał się. Sam mówi, że stracił motywacje. Czasem mówi o samobójstwie (niby w żartach). To mnie przerasta. Nie zależy mu również na mnie co sam powiedział. Powinnam go zostawić, już brak mi sił i pomysłów. Jednak wydaje mi się, że sam sobie nie poradzi. Czy to uzależnienie od gier czy może depresja, może dorosłość go przerasta? Ciągle mówi, że nie daje rady i każdy od niego czegoś wymaga. Toczy z mamą "wojnę" teraz już prawi się nie odzywają do siebie. Chciałabym zaproponować mu wizytę u specjalisty ale jest osobą, która twierdzi, że wszyscy inni są "chorzy". On zdaje sobie z tego sprawę, że to co robi jest samodestrukcyjne, ale jak twierdzi nie ma lepszego wyjścia i wszystko jest mu obojętne. Ja go bardzo kocham, nie wyobrażam sobie bez niego życia, ale nie poznaje tego chłopaka, wszyscy go kochamy i się nim przejmujemy lecz nie wiemy już co robić! On nie chce już nic zmieniać, tak mu dobrze. To błędne koło. Denerwuje go to, że nie dostaje pieniędzy, gdyż nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Zawsze po takiej rozmowie na koniec mówi, że zacznie się starać itp. po czym robi to samo i kłamie mi w żywe oczy. To boli. Bardzo proszę o poradę. Kasia

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Skurcz w klatce piersiowej

Mam coraz częściej skurcze w klatce piersiowej tak jak by mi ściągało skórę na mostku i to nie po jakimś wysiłku tyko nawet podczas siedzenia a ostatnio też zauważyłem podobne skurcze pod lewą stopą zaraz za palcami stopy i wtedy... Mam coraz częściej skurcze w klatce piersiowej tak jak by mi ściągało skórę na mostku i to nie po jakimś wysiłku tyko nawet podczas siedzenia a ostatnio też zauważyłem podobne skurcze pod lewą stopą zaraz za palcami stopy i wtedy jak wstaję to noga mnie boli i kuleję ale po przejściu kilku metrów to przechodzi, mam 51 lat.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy, jeśli to depresja, powinnam zgłosić się do lekarza?

  Witam, Mam 16 lat i ostatnimi czasy mam wrażenie, że wszystko się sypie. Jestem nieszczęśliwie zakochana, a mój obiekt westchnień jest uzależniony od substancji odurzających. Żyję jego życiem, dosłownie. Wpływa to na mnie, albowiem cały czas myślę...

  Witam, Mam 16 lat i ostatnimi czasy mam wrażenie, że wszystko się sypie. Jestem nieszczęśliwie zakochana, a mój obiekt westchnień jest uzależniony od substancji odurzających. Żyję jego życiem, dosłownie. Wpływa to na mnie, albowiem cały czas myślę tylko o nim, czy wszystko jest w porządku. Oprócz tego nie mam żadnej motywacji do życia, pracy, nauki. Zaczęłam palić i pić. Moim ulubionym zajęciem stało się spacerowanie po mieście i myślenie. Ostatnio nie zważając na ludzi usiadłam na chodniku i zaczęłam płakać, a ból i histeria tak mną zawładnęły, że nie mogłam iść dalej. Wieczory stały się dołujące, często płaczę choć czasem już nie mam na to siły. W skali depresji Becka dostałam 38 punktów. Co powinnam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nadpobudliwość u mojego dziecka - jaka jest przyczyna takiego zachowania?

Mój synek ma 14 miesięcy i jest bardzo nerwowy, kiedy nie pozwolę mu na coś, przeważnie kładzie się na ziemi, tupie nogami i płacze, czasem nawet uderza głową w ziemię albo w ścianę, boję się o Niego, żeby nie zrobił...

Mój synek ma 14 miesięcy i jest bardzo nerwowy, kiedy nie pozwolę mu na coś, przeważnie kładzie się na ziemi, tupie nogami i płacze, czasem nawet uderza głową w ziemię albo w ścianę, boję się o Niego, żeby nie zrobił sobie krzywdy. Staram się nie reagować na to, to znaczy, kiedy zaczyna się rzucać i wymusza płacz. Wkładam go do łóżeczka, żeby się uspokoił, kiedy się uspokoi, to biorę go na ręce i mocno przytulam, tłumacząc przy tym, że nie może tak robić, bo zrobi sobie krzywdę. Nigdy go nie biłam, nie krzyczę na niego, tylko tłumaczę mu, że nie może danej rzeczy robić, czasem kiedy trzymam go na rękach i nie zrobię tego, na co Kevinek ma ochotę, zaczyna mocno uderzać mnie swoją głową lub gryźć. Sama nie wiem, co mam zrobić, żeby oduczyć go takiego tupania i uderzania głową w podłogę. Nie wiem do końca, jak na to reagować, często chcę mi się płakać w takiej sytuacji, bo jestem bezradna. Poświęcam Kevinkowi bardzo dużo czasu, czytam mu bajki, słuchamy razem muzyki, bawimy się. Muszę dodać, że Kevinek prawie cały czas spędza ze mną, mimo tego, że mieszkam z teściami, to oni pracują, mąż pracuje za granicą, naprawdę daje mu dużo miłości i nie wiem, jaka jest przyczyna takiego zachowania. Proszę odpisać, dać mi jakieś rady, bo naprawdę nie wiem, co mam robić w takiej sytuacji.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Czy rytuały u pięciolatka są normalne?

Witam, przepraszam, że nie podałam wieku - chłopczyk miał wtedy dwa lata, teraz ponad dwa. Potrafił się np. przez 5 min bawić, wkładając szklankę w szklankę. Możliwe jest, żeby tylko na te kilka dni się zmienił? Nie mam częstego kontaktu z nimi, bo mieszkamy dość daleko od siebie.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Czy nerwicy można się pozbyć na zawsze?

Witam, Mam 25 lat i nerwica towarzyszy mi już 5 lat. Pochodzę z rodziny gdzie był alkohol i awantury, szybko musiałam stać się dorosła. Czułam, że nikt się ze mną nie liczy i że tak nie powinno być. Mogłam spaść...

Witam, Mam 25 lat i nerwica towarzyszy mi już 5 lat. Pochodzę z rodziny gdzie był alkohol i awantury, szybko musiałam stać się dorosła. Czułam, że nikt się ze mną nie liczy i że tak nie powinno być. Mogłam spaść na dno, bo tak było by łatwiej, lecz nie chciałam tak żyć jak rodzice i udało się gdyby nie to, że kiedy wyprowadziłam się i zamieszkałam sama z przyszłym mężem zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego, złego i nie znanego mi wcześniej. Ledwo zaznałam spokoju i szczęścia i znów coś, czyli nerwica. Czytając i dowiadując się od lekarzy o nerwicy ciężko mi określić jaka to jest, chyba każda po trochu, bo zależy na jakim etapie jestem. Na pewno lęki, problemy z sercem, z oddychaniem i do tego wszystkie możliwe objawy somatyczne. Raz jest lepiej, raz gorzej. Leki brałam 3 lata i odstawiłam, teraz wspomagam się ziołami lub coś na uspokojenie bez recepty. Chodziłam do psychologa dość długo, niby troszkę pomaga, ale jak mam poznać, czy ta osoba jest dobrym terapeutą czy nie? Jestem silną osobą skoro żyję jeszcze, bo nie raz chciałam zrobić sobie coś złego, mimo to nie zrobiłam - zrobię wszystko by wyjść z tego, ale czy z tego można wyjść? Boję się, że te nerwy mnie zniszczą, widzę jak moje ciało podupada na tle nerwowym ciągle coś mi dolega, a nie doszukuję się sama chorób, po prostu badam się czasami i niby ok, ale czuję się bardzo niedobrze, teraz doszły dolegliwości z żołądkiem, tylko jak zasypiam to odpoczywam choć nie zawsze sypiam dobrze - ciągle czuwam przez sen, boję się własnego cienia, ale czuję, że jestem silna, że warto żyć by było dobrze, ale jak pomyśle, że mam z tym żyć to nie chcę tak, nie dam rady. Wspiera mnie mój mężczyzna, ale pewnie też ma już dosyć, bo często robię awantury, czepiam się, płaczę, wymagam, żądam - on mi wybacza, ale kiedyś może mieć dosyć takiej histeryczki. Jak to jest? Czy mam szanse aby pozbyć się tego i żyć w zgodzie ze sobą i swoim ciałem? Co robić żeby uspokoić duszę i ciało?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Miałam uraz głowy - czy powinnam wykonać dodatkowe badania?

Witam! W kwietniu kończę 18 lat. Jestem kobietą. Około 2 tygodni temu uderzyłam się dość mocno głową w ścianę. Nie straciłam przytomności. Przez pierwsze dni czułam silny ból głowy, mdłości, miałam zawroty głowy. Po dwóch dniach wybrałam się...

Witam! W kwietniu kończę 18 lat. Jestem kobietą. Około 2 tygodni temu uderzyłam się dość mocno głową w ścianę. Nie straciłam przytomności. Przez pierwsze dni czułam silny ból głowy, mdłości, miałam zawroty głowy. Po dwóch dniach wybrałam się do lekarza, zrobiono mi RTG głowy - wynik badania był prawidłowy. Od tamtego zdarzenia towarzyszy mi ciągły ból głowy, który nasila się przy gwałtownych ruchach. Tabletki przeciwbólowe pomagają na jakiś czas, lecz ból po pewnym czasie powraca. Czy powinnam wykonać jeszcze jakieś badania? Czy ból sam minie po pewnym czasie? Proszę o konsultację. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Próba samobójcza - wypis ze szpitala

Moja narzeczona próbowała popełnić samobójstwo. Na szczęście nie udało się jej. Po pobycie w normalnym szpitalu skierowano ją do szpitala psychiatrycznego. I wtedy zaczęły się problemy i kłamstwa. Wmówiono jej, że musi podpisać zgodę na pobyt w szpitalu, bo...

Moja narzeczona próbowała popełnić samobójstwo. Na szczęście nie udało się jej. Po pobycie w normalnym szpitalu skierowano ją do szpitala psychiatrycznego. I wtedy zaczęły się problemy i kłamstwa. Wmówiono jej, że musi podpisać zgodę na pobyt w szpitalu, bo jeśli nie, to będzie ciągana po sądach, a do szpitala zaciągną ją siłą i będzie do wszystkiego zmuszana. Więc zgodziła się podpisać. Trafiła do szpitala. Tam lekarka, która ją przyjmowała powiedziała, że właściwie to nie ma potrzeby, żeby ją przyjmować, ale na kilka dni to zrobią. Potem trafiła do innej psychiatry. Ta raz spotkała się z nią i przez kilka dni nic. Tylko siedziała na oddziale i nic więcej. W końcu przez telefon skontaktowałem się z lekarką (bo osobiście nigdy nie miała czasu). Powiedziała, że narzeczona dostanie nowe leki i musi zostać co najmniej miesiąc w szpitalu. Tylko po co, skoro leki może brać w domu, a tam nie ma żadnej terapi, a po drugie strasznie źle działa na nią zamknięcie. Chce się wypisać na własne żądanie. Czy może to zrobić? Czytałem trochę i wiem, że często lekarze straszą, że jeśli to się zrobi to zamykają ją na siłę. Czy mają do tego prawo? Co zrobić w takiej sytuacji ? Na jakie przepisy prawne można się powołać, żeby ją wypuścili?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Patronaty