Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Co zrobić, bo nie chcę umrzeć, ale nie widzę innego wyjścia?

Mam 14 lat i chodzę do gimnazjum. Już od dziecka zdarzały mi się myśli samobójcze, ale wtedy jeszcze nawet nie wiedziałam jak to się nazywa. W piątej klasie szkoły podstawowej okaleczałam się, ale nie chodziło mi o to żeby się...

Mam 14 lat i chodzę do gimnazjum. Już od dziecka zdarzały mi się myśli samobójcze, ale wtedy jeszcze nawet nie wiedziałam jak to się nazywa. W piątej klasie szkoły podstawowej okaleczałam się, ale nie chodziło mi o to żeby się zabić. Przez całą szóstą klasę byłam zadowolona z życia i w ogóle prawie ani razu nie płakałam. Kiedy przeprowadziłam się i poszłam do gimnazjum na początku było cudownie, uwielbiałam nową szkołę i nowych znajomych. Później zakochałam się i byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Kiedy dowiedziałam się, że ON mnie nie cierpi pierwszy raz od bardzo dawna próbowałam podciąć sobie żyły, ale to było w szkole i do dyspozycji miałam tylko nożyczki więc się nie udało. Od tamtego czasu przez 3 miesiące nawet już o nim zapomniałam, ale miałam stale myśli samobójcze. Podczas lekcji nie uważałam, tylko planowałam własną śmierć. W domu płakałam godzinami. Próbowałam udawać przed znajomymi, że wszystko jest dobrze, ale wszyscy zauważyli zmianę mojego nastroju. Podjęłam kilka prób samobójczych, ale nikt się o tym nie dowiedział, bo nic poważniejszego mi się nie stało. Najbardziej chciałam przedawkować leki, ale nie miałam do nich dostępu. Zrobiłam sobie mnóstwo blizn na nadgarstkach. Bardzo opuściłam się w nauce, nigdy nie byłam świetna, ale moja średnia zawsze wahała się pomiędzy 4,6 a 4,8, a teraz spadłam do 3,5. Nie czułam potrzeby nauki, bo byłam pewna, że w końcu się zabiję. Ostatnio czuję się zupełnie inaczej, mogę to uczucie porównać do tego, jakby wtedy przez cały czas coś mnie dusiło, a teraz mogę wreszcie swobodnie oddychać. Ale to jest dziwne, bo nic się nie polepszyło w moim życiu, przeciwnie jest coraz gorzej. A najgorsze jest to, że zniszczyłam sobie życie, nauczyciele myślą że jestem głupia i roztrzepana, znajomi biorą mnie za jakąś wariatkę, bo czasem zachowywałam się jakbym była naćpana (ale nigdy nic nie brałam). Teraz chciałabym normalnie żyć, ale tyle już zrobiłam, żeby w końcu popełnić samobójstwo, że czuję, że muszę to zrobić, nawet jeśli już nie chcę. A w dodatku mój dobry nastrój może być tylko przejściowy, bo trwa dopiero tydzień, a skrajnie załamana byłam przez 3 miesiące. Straciłam wtedy zainteresowanie wszystkim, a teraz nagle je odzyskałam. Boję się, że to wróci, bo wtedy na pewno się zabiję i już nic mnie nie powstrzyma.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Podejrzenie padaczki u mojego 3 letniego dziecka

Witam mam pytanie kilka dni temu mój 3 letni syn stracił przytomność na spacerze kupowałam mu akurat gofra, gdy zwróciłam uwagę, że coś nie tak sie z nim dzieje. Był oparty o murek i zaczął się osuwać do przodu był...

Witam mam pytanie kilka dni temu mój 3 letni syn stracił przytomność na spacerze kupowałam mu akurat gofra, gdy zwróciłam uwagę, że coś nie tak sie z nim dzieje. Był oparty o murek i zaczął się osuwać do przodu był siny miał oczy skierowane do góry było widać tylko białka był sztywny i z ust wydobywała sie ślina. Kobieta, która mi pomogła nacisnęła synowi policzki i wypłynęła piana miał przygryziony język zwróciłam uwagę ze dwa razy go drgnęło całe ciało. Ma mieć za kilka dni tomografie komputerowa i jeżeli nie stwierdza padaczki to, czym może być to spowodowane. Dziękuję za odpowiedz

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Dotyczy: Neurologia Padaczka

Czy słusznie odejrzewam u siebie nerwicę?

Witam, mam 30 lat. Od jakiegoś czasu miewam wewnętrzne lęki, które utrudniają mi codzienność, polegają one na tym, że przejmuję się sprawami, które kiedyś były mi obojętne. Pracuję na stanowisku gdzie nie brakuje mi stresu. Najbardziej te lęki nasilają się...

Witam, mam 30 lat. Od jakiegoś czasu miewam wewnętrzne lęki, które utrudniają mi codzienność, polegają one na tym, że przejmuję się sprawami, które kiedyś były mi obojętne. Pracuję na stanowisku gdzie nie brakuje mi stresu. Najbardziej te lęki nasilają się kiedy muszę wyjść do pracy, a ustępują kiedy ją kończę. Jeszcze silniejsze są w niedzielę, kiedy np. kończy się weekend i muszę rozpocząć nowy tydzień. W pracy przejmuję się nieistotnymi sprawami, np. kto i co na mój temat gdzieś tam powiedział, czy przypadkiem coś się nie wydarzy, a jak tak to co ja w tej sytuacji zrobię. Ogólnie nie potrafię uruchomić w sobie obojętności na nic nieznaczące dla mnie spraw. Mam wrażenie, że martwię się, lękam jak gdyby na zapas nawet wtedy, gdy jestem w kinie czy na spotkaniu u znajomych. Pojawiły się również kołatania w klatce piersiowej w okolicy serca, trwają sekundę bądź dwie i ustępują z chwilą mojego głębokiego wdechu powietrza i stąd moje podejrzenia, że to możne być nerwica. Zwalam to wszystko na pogodę, że za oknem jest zima, mało słońca, mało zieleni i być może wiosną będzie mi lepiej. Proszę mi powiedzieć czy samo to przejdzie, czy mam zgłosić się z tym do lekarza po jakieś środki farmakologiczne. Bardzo proszę o poradę. Mariusz

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy napady lęku spowodowała nerwica?

Witam, Od paru miesięcy mam nasilający się problem.... Nadmienię, że mam 46 lat i swojego czasu dużo piłem - ciągi. Jednak od ponad roku nie wpadam w nie i nawet po wypiciu sporej ilości alkoholu (raz na 2 miesiące) następnego...

Witam, Od paru miesięcy mam nasilający się problem.... Nadmienię, że mam 46 lat i swojego czasu dużo piłem - ciągi. Jednak od ponad roku nie wpadam w nie i nawet po wypiciu sporej ilości alkoholu (raz na 2 miesiące) następnego dnia nie biorę nawet piwa do ust. Dlatego o tym wspomniałem, ponieważ objawy, które chcę opisać zdarzały mi się sporadycznie na kacach - nawet po dwóch/trzech dniach niepicia. Teraz, od jakiegoś czasu nagle zdarzają mi się napady lęku, równolegle z odruchami wymiotnymi/kaszlem tak jakby coś mi stało w gardle w dołku - lub odwrotnie (zaczyna się od kaszlu). Lęk ten przechodzi w panikę. Towarzyszy temu walenie serca, drżenie rąk i jakby żołądka, poty. Nie mogę głęboko nabrać powietrza a co za tym idzie zaczynam szybko oddychać. Najgorsza jest ta panika i uczucie jakbym schodził z tego świata! Łapie mnie to niespodziewanie - podczas jazdy samochodem (koszmar!), wejściu do samolotu (jako pasażer), pójściu do dentysty, itd, itp. Nieraz towarzyszy temu wirowanie świata. Jedynie czuję się komfortowo i spokojnie siedząc w domu. Najgorsze jest to, że nie wiem kiedy i gdzie może mnie to dopaść! Będę wdzięczny za odpowiedź i pomoc. Pozdrawiam - Andrzej

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc siostrze w silnej depresji i jak pomóc samej sobie?

Mam 15 lat i mam pewien problem. Dwa lata temu przyjechałam do Kanady, gdzie mieszkają moje dwie starsze siostry. Moja najstarsza siostra popadła w depresję, ale bardzo silną depresję, a w dodatku nadużywa alkoholu. Sprawa zaczyna być coraz...

Mam 15 lat i mam pewien problem. Dwa lata temu przyjechałam do Kanady, gdzie mieszkają moje dwie starsze siostry. Moja najstarsza siostra popadła w depresję, ale bardzo silną depresję, a w dodatku nadużywa alkoholu. Sprawa zaczyna być coraz bardziej poważna. Przedwczoraj próbowała popełnić samobójstwo. Ona ma dopiero 34 lata i malutkie dziecko, które potrzebuje matki. Najgorsze jest to, że jej facet w ogóle się tym nie interesuje, on ma wszystko gdzieś. Dla niego liczy się tylko komputer i praca. Gdy wraca do domu ledwo przytuli dziecko i idzie oglądać filmy. W ciągu całego dnia moja siostra go widzi tylko na obiedzie, z dzieckiem też jej nie pomaga. W weekendy zaprasza sobie kolegę i oglądają filmy, a moja siostra siedzi z sama. Boję się, tak bardzo się boję o moją siostrzyczkę…

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Dlaczego mój synek uderza głową w inne przedmioty?

Jestem mamą 2-letniego synka. Do roku miałam aniołka, żadnych problemów. Po ukończeniu roczku zaczął uderzać główką na każde słowa: „nie”, „nie wolno” lub jak coś nie było po jego myśli. Jednak na początku uderzał we mnie lub w rzeczy miękkie,...

Jestem mamą 2-letniego synka. Do roku miałam aniołka, żadnych problemów. Po ukończeniu roczku zaczął uderzać główką na każde słowa: „nie”, „nie wolno” lub jak coś nie było po jego myśli. Jednak na początku uderzał we mnie lub w rzeczy miękkie, nie myślałam, że to przerodzi się w uderzanie głową z całej siły w rzeczy twarde, co oczywiście kończyło się wielkim guzem i przeraźliwym płaczem. Przeraziło mnie to bardzo, więc zaczęłam po prostu przytrzymywać mu tę główkę, żeby nie zrobił sobie krzywdy, ale on wybuchał taką agresją, bił, kopał, gryzł, wyrywał mi włosy, wszystko co możliwe albo rzucał czym popadnie. Czasami traciłam cierpliwość, krzyczałam, co nie przynosiło prawie wcale efektu. Po takim wybuchu agresji uspokajał się przez przytulenie, ale tylko jak on sam chciał. Ja nie miałam na niego żadnego wpływu, niczym nie mogłam mu odwrócić uwagi, czy czymś zająć, czy też sama przytulić i uspokoić. Oczywiście, jeśli było to wywołane jakimś zakazem, byłam konsekwentna i nie dawałam mu do zrozumienia, że takim zachowaniem wymusi wszystko, co chce. Potem każdy radził, nie zwracaj uwagi, on przestanie i tak też robiłam, było w miarę dobrze, ale kolejna zmiana opiekunki niestety wszystko zepsuła.

Dodam, że synek od 5 miesiąca był z moją mamą, potem z opiekunką, na dzień dzisiejszy to już trzecia opiekunka. Na żadną nie mogę powiedzieć nic złego. Nie wiem, czy jest to wywołane brakiem rodziców, czy częsta zmiana niań, czy brakiem konsekwencji nas wszystkich. Jestem po wizycie u neurologa, od 2 tygodni podaję lek wyciszający. Jest mała zmiana, ale nadal uderza główką i jest bardzo nerwowy. Czekam teraz na wizytę u psychologa, ale czy ktoś potrafi wyjaśnić, dlaczego moje dziecko tak się krzywdzi? Przecież nigdy czegoś takiego się go nie uczyło, skąd takie zachowanie. Dodam też, że mój mąż jest bardzo nerwowym człowiekiem, przy tym jeszcze stresująca praca, rzadko jest w domu. Zauważyłam, że przy mężu częściej się zdarza napad furii, może dlatego, że nie jest zawsze konsekwentny i myśli, że szybciej u męża coś wymusi.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Czy zaburzenia osobowości i uczucie nicości są objawami nerwicy?

Kobieta, 18 lat. Pisząc ten post, nie potrafię wyrazić własnych uczuć. Podczas gdy weszłam na internet (ok. 16) czułam jakby smutek, rozdrażnienie. Teraz zaś sama nie wiem, niby jest normalnie, przeglądnęłam również kilka innych stron (portale społecznościowe itp.) Powinnam...

Kobieta, 18 lat. Pisząc ten post, nie potrafię wyrazić własnych uczuć. Podczas gdy weszłam na internet (ok. 16) czułam jakby smutek, rozdrażnienie. Teraz zaś sama nie wiem, niby jest normalnie, przeglądnęłam również kilka innych stron (portale społecznościowe itp.) Powinnam zacząć się uczyć. Jest już gdzieś 2 h przed północą, jednak nic mi się nie chce, nawet kłaść spać, bo niby po co? Po to, żeby jutro wstać? Żeby zacząć nowy dzień? Może jeszcze spotka mnie coś miłego, może poczuje tę odrobinkę szczęścia, może…? Bezsens. Zacznę od początku. Piszę to przypominając sobie co tak naprawdę działo się ze mną od początku, a co zauważyłam dopiero jakiś czas temu (analizując dlaczego jest jak jest). Gdyby ktoś spytał mnie o wspomnienia z dzieciństwa, z całą pewnością przeszedł by mi przez myśli jako jeden z pierwszych "nieuzasadniony strach ", jednak bałabym się o tym powiedzieć na głos (tu znów się pojawia pytanie czego się bałam.) Teraz myślę, iż mogły to być np. napady lękowe. Pamiętam jak leżałam na łóżku, bądź stałam w kościele, szkole i czułam jakbym miała zaraz umrzeć. Nie mogłam wydobyć głosu, wszystko mnie przerażało. Odwracałam się myśląc, że ktoś jest za mną, nawet co 5 min siedząc przy komputerze. Zaburzona równowaga ciała, (jednakże mogło to być spowodowane niedowagą). Nie mam żadnych problemów w domu, mimo iż moja mama, jak uważam, może mieć jakieś zaburzenia, gdyż jednego dnia jest na mnie zła i w ogóle, a drugiego zachowuje się jakby wszystko było ok, również robi rzeczy o których nie pamięta, bądź też coś sobie wymyśla i wszystkim to wpaja. Dodam iż oprócz domowników, wątpię by ktokolwiek mógł to zauważyć. W gimnazjum, z tego co pamiętam, byłam raczej zamknięta w sobie, jednakże nie tak bardzo jak w szkole podstawowej. Pamiętam, że jakoś wtedy, jak zaczęłam dojrzewać, pojawiła się nadmierna potliwość całego ciała (zwłaszcza dłonie) trwająca do dziś. Małe przygnębienie, myśl tylko o nowej szkole itp. Po zakończeniu szkoły diametralnie zmieniłam swój wygląd. Włosy, styl ubierania - to wszystko wpłynęło na moja samoocenę. Koniec wakacji - narastające podekscytowanie, szkoła o której marzyłam, modliłam się, aby tam się dostać. Szkoła średnia niestety przyniosła wprost przeciwne rezultaty. Drżenie rąk, złudzenia, że wszyscy mi zazdroszczą, że ze mnie kpią, że chcą mnie zabić (bądź może prawda), ataki agresji i depresji, zupełne zagubienie się w nicość. Modlenie się o śmierć. Zmiana szkoły, pierwsze myśli samobójcze, pierwsza próba… Nowa szkoła - wszystko niby ok, z wyjątkiem mojego przygnębienia i chęci sięgnięcia po coś konkretniejszego, co mogłoby mnie zabić lub uszczęśliwić. Pierwsze próby narkotyków, jednakże bez kontynuacji, z wyjątkiem tytoniu. Wpadniecie w nałóg nikotynowy. Wszystko zaczęło się układać, aż do kolejnego zdarzenia w moim życiu - poprzez moją wciąż trwającą zawyżoną pewność siebie próbowałam kogoś zniszczy, wówczas dla zabawy, a w rezultacie wyszło na odwrót. Zmiana osobowości - mam na myśli fakt, iż raz czuję się dzieckiem, chcę być śmieszna, mówię bzdury, aby wszyscy mnie zauważyli (postrzegli jako pustą dziewczynkę, dziecko) by się śmiali - to chyba taki mój sposób, aby ukryć smutek). Innym razem czułam się kimś dorosłym, lepszym od innym, dojrzalszym i chciałam, aby inni tak mnie postrzegali, jednak niestety niektórzy przyzwyczajeni są do tego wcześniejszego typu. Śmieję się, bo inni się śmieją, smucę, bo oni też się smucą. Pamiętam jeden dzień, w którym chciałam definitywnie, że sobą skończyć, pamiętam go szczególnie, gdyż z reguły, gdy coś dzieje się dzień wcześniej i wtedy chcę się zabić i mi się nie udaje, to na drugi dzień zapominam i żyję dalej, udając szczęście. W owy dzień wstałam mając jeden cel, kupić to, co zamierzałam. Spotkałam wtedy nieznajome dziewczyny, w moim wieku, dowartościowały mnie, mimo że nie wiedziały, po co przyszłam. Niby nic nadzwyczajnego, dla mnie akurat to było coś nowego, taka odrobina szczęścia. Na drugi dzień żałowałam, że tego nie zrobiłam. Pamiętam również jedną chwilę szczęścia, gdy wracałam od koleżanki, było późno, szlam i nagle poczułam się szczeliwa przez chwilę, na drodze, na której byłam sama, wystraszyłam się, że coś mi się stanie, a nie chcę umierać (w codzienności zaś śmierć jest moim marzeniem). Od tamtego czasu minął prawie rok, moje nieszczęście się pogłębiało, kilka prób samobójczych (zażywanie wszystkich dostępnych tabletek wraz z alkoholem), skutek- wymioty, bóle głowy. Ponad miesiąc temu zdałam sobie sprawę, że ja tak nie mogę, nie potrafię. Kiedyś, może nie aż tak bardzo, ale w jakimś stopniu na pewno cieszył mnie fakt, że będą święta, wakacje, moje urodziny. Teraz jest mi już wszystko jedno, nie zależy mi na niczym. Męczyłam się pod przykrywką, wszyscy mówili mi jaka ja to nie jestem ładna itp., a podczas gdy na mnie patrzyli, marzyłam by ktoś to zauważył, pomógł mi, porozmawiał z własnej woli. Dużo razy o tym mówiłam mamie, koleżance, siostrze, nawet moja cała nowa klasa to wiedziała, że chcę ze sobą skończyć, myśląc teraz, że wszystko jest ok. Często '' filozofuję". Mam dość często omdlenia, zawroty głowy, nudności, zaparcia, częste kłucie w sercu, osłabienie, zaś chyba najgorszym objawem jest chyba nieostająca zaburzona równowaga ciała, gdyż wyglądam jak pijak. Czasami, gdy mam dużo wolnego to nawet myślę o przyszłości, planując ją konkretnie, mam ambitne plany, cele, których się podejmuję, jednak które na drugi dzień tracą sens i mam gdzieś zdanie innych itp. Nie potrafię się skupić. Nie wiem kim tak naprawdę jestem. Poprawiam się w nauce, wszystko idzie coraz lepiej, coś tam zwyciężam, niby pięknie, ale myśl ''to bez sensu"' nie daje mi spokoju. Nie mogę być w związku, bo po spotkaniu z kimkolwiek mam do tego chłopaka obrzydzenie, mimo że nawet mnie nie dotknął (niezależnie od tego kto to jest). Czasami, gdy nie płaczę, wmawiam sobie coś smutnego i zdarza się, że jakieś łezki tam polecą. Nie wiem już kim jestem, możne ja tylko udaję, wmawiam sobie to? W końcu czasami czuję się normalnie. Pewnie jutro to przeczytam i poczuję obrzydzenie (często tak mam). Może jestem tylko fałszywa? Nie mogę iść do psychologa, bo to wstyd dla rodziców jak wezmą mnie do szpitala czy gdzieś. Mam plamy na ciele, jasne odbarwienia i czerwone plamy na stopach, boli mnie w lewym boku pod żebrami, a raczej uciska. Właśnie ponad miesiąc temu podjęłam definitywna decyzję, że albo ze sobą skończę, albo zrobię wszystko, aby się uszczęśliwić, tyle, że już przy użyciu czegoś konkretnego, zdając sobie sprawę z konsekwencji. Postanowiłam uzależnić się od amfetaminy, tak to dość nietypowe, gdyż nikt z początku (z tego, co czytałam) tak o tym nie myśli. Zawsze byłam osobą inteligentną, mimo iż piszę to już ponad 2 h, gdyż jest po północy i mam zwałę, z czego wynikają błędy ortograficzne. Przeglądnęłam wszystko na temat owego narkotyku i prześledziłam forum. Wiem, że to wystarcza na krótką metę, dalej jest gorzej. Dotychczasowe zwały, nie są dla mnie czymś konkretnie złym, gdyż pasuje mi owy stan rzeczy jak wiadomo po samym zażyciu, ale również nie przeszkadza na zwale. Od kilku lat lubię mieć choroby, marzę o tym aby poczuć się inaczej niż wszyscy, przenieść myśli na coś). Wstydzę się o tym rozmawiać, mam jakieś obrzydzenie jak pomyślę, że komuś bym o tym miała powiedzieć, często czuję obrzydzenie do różnorodnych rzeczy. Mam dużo swoich teorii. Życie na speedzie? Jako lekarz odpowiedziałabym, że to zrobi gorzej, wręcz nic nie da, prowadzi tylko do śmierci. Ja tylko pytam za ile lat, dni, tygodni, czy może miesięcy? Nie zależy mi na tym, wręcz przeciwnie - jeżeli to wyniszczy mój organizm tym lepiej, niż normalnie się zabijać. Dzięki temu żyję. Wiem jedno: to mnie uratowało, ale również to mnie zabije. Szczerze mówiąc, chyba na to czekam... Dziękuję, jeżeli ktokolwiek przeczyta to do końca, gdyż zwykle nikt mnie nie słucha, z czego wynika ów fakt, iż nikt nic nie wie, nie może mi pomoc, ani doradzić. Czy to nerwica?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ciągłe myslenie o śmierci i płakanie mogą być spowodowane depresją?

  Jestem 14-latką. Często płaczę bez powodu (tak mi się wydaję). Płacz zazwyczaj poprzedzony jest myślami o śmierci, o tym, że wszyscy umrą, że na śmierć niektórych moich najbliższych będę musiała patrzeć. Boję się, nie zniosę tego. Nie mam problemów...

  Jestem 14-latką. Często płaczę bez powodu (tak mi się wydaję). Płacz zazwyczaj poprzedzony jest myślami o śmierci, o tym, że wszyscy umrą, że na śmierć niektórych moich najbliższych będę musiała patrzeć. Boję się, nie zniosę tego. Nie mam problemów ze spaniem i apetytem. Płacz rozpoczął się już w dzieciństwie. Jestem czasem nadwrażliwa. Gdy mam zajęcie (np. chodzę do szkoły, a później odrabiam lekcje) to mi się to nie zdarza. Nie lubię poznawać nowych ludzi. Np. w szkole czuję się dość dobrze, w końcu po 8 latach to to jest prawie dom. I jeszcze jedno pytanie: czy mogę sobie poradzić z tym problemem, szukając oparcia tylko u rodziny? Jak?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy brak pracy i problemy w związku na odległość spowodowały u mnie depresję?

Witam, Jestem kobietą mam 24 lata. Od roku nie mogę znaleźć pracy. Poza tym studiuję, jestem na V roku, studia zaoczne, czyli płatne i tutaj pojawia się problemy. Utrzymują mnie rodzice, co też mnie męczy. Nie chce mi się rano...

Witam, Jestem kobietą mam 24 lata. Od roku nie mogę znaleźć pracy. Poza tym studiuję, jestem na V roku, studia zaoczne, czyli płatne i tutaj pojawia się problemy. Utrzymują mnie rodzice, co też mnie męczy. Nie chce mi się rano wstawać z łóżka, pracy szukam cały czas, intensywnie. Non stop jestem zmęczona, śpiąca i bez życia. Ponadto kłócę się z moim narzeczonym. W związku również mi się nie układa. Jesteśmy ze sobą od 2 lat. Mamy związek na odległość, niestety. Cały czas zarzucam mu, że mnie nie kocha, chociaż zapewnia mnie, że jest inaczej, twierdząc, że sobie wymyślam siedząc w domu... Być może ma rację. Czy mogę mieć depresję? W jaki sposób mogę poprawić moje relacje z chłopakiem na odległość?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak możemy pomóc teściowej?

Witam, Od pół roku wraz z mężem bardzo martwimy się o naszą mamę. Moja teściowa była dla mnie zawsze (6 lat) wzorem do naśladowania. Była kobietą silną, pełną wigoru, energii, potrafiła nad wszystkim zapanować, zrobić obiad z niczego, zawsze cały...

Witam, Od pół roku wraz z mężem bardzo martwimy się o naszą mamę. Moja teściowa była dla mnie zawsze (6 lat) wzorem do naśladowania. Była kobietą silną, pełną wigoru, energii, potrafiła nad wszystkim zapanować, zrobić obiad z niczego, zawsze cały dom był na jej głowie, wszystkie finanse, naprawy itd., niestety pół roku temu dopadało ją zmęczenie, przygnębienie i niechęć do niczego, strasznie schudła. Najpierw tłumaczyliśmy jej, że być może to menopauza (miała uderzenia gorąca i była w wieku menopauzalnym), namówiliśmy ją na wizytę u lekarza, ale wszystkie badania miała w normie. Teraz chciałabym przedstawić sytuację domową. Teść 7 lat temu wpadł w nerwicę, zrezygnował z pracy zarobkowej, trafił do szpitala psychiatrycznego. Od tamtej pory teść przestał w ogóle pracować, leży całymi dniami na kanapie, ogląda telewizję, nie pomaga w pracach domowych, jedynie co wyjdzie i "da kurom" (gdyż mieszkają na wsi). Teść ma trudny do rozgryzienia charakter - bardzo lubi naśmiewać się z kogoś kto ma więcej pieniędzy i komu żyje się lepiej. W czasie rodzinnych spotkań dochodzi do wielu nieprzyjemnych sytuacji z tego powodu. Teść uważa, że napracował się jak był młody. W domu także teść nie garnie się do pomocy - nawet gdy coś się zepsuje, np. od 5 lat nie zmienił kurka od wody, który trzeba dość mocno walnąć żeby przestała lecieć woda, no bo przecież jak się walnie, to działa, to po co zmieniać na nowy? Ich córka (25 lat) nie może w domu ruszyć palcem, gdyż, jak mówi teść, ona się jeszcze uczy - zaocznie, a w związku z tym moja szwagierka w domu nie robi nic - teściowa robi jej rano śniadanie, sprząta po niej, sprząta u niej w pokoju. A szwagierka jest taka, że potrafi jeszcze jej wytknąć, że coś zrobiła źle, że nie taką bułkę na śniadanie zrobiła, że UWAGA! - źle ją uczesała w warkocza, że nie tak ma uprasowane spodnie, bluzkę itp. Teściowa pracuje sezonowo - od marca do października. Pracuje w gospodarstwie szkółkarskim. I nie ważne jest czy jest 40 stopni gorąca, czy leje deszcz, ona pracuje na zewnątrz. W domu teściowa także ma pracę - wraz z nami sadzimy róże i berberys. Jak łatwo się domyślić jest przy tym dużo pracy (dodam tylko, że sprzedaż róż zapewnia im środki do życia w zimie). Teść oczywiście cały dzień przebywa w domu, bo mu strasznie gorąco, a teściowa nawet nie przekroczy progu domu a on już stoi i pyta się czy już mogą w pole iść coś robić, więc mama bierze kanapki (zamiast obiadu) w pole, robi sobie termos z kawą i żeby się nie kłócić idzie jak najszybciej za teściem. Mama zawsze unikała sporów, kłótni, wolała przemilczeć i właśnie wyjść z domu, pójść w grządki lub w pole. Może zwyczajnie oni się przyzwyczaili że teściowa jest na każde wezwanie, że ona w tym polu najwięcej robi? Teraz trochę z teraźniejszości. Ponieważ teść z pieniędzy za róże kupił córce laptopa (stary komputer ciągle się psuł - bo jak ma się nie psuć skoro zamiast go wyłączyć normalnie to szwagierka odłącza się do tylko od gniazdka sieciowego), w tym roku teściowie mieli bardzo kiepską zimę. Teść oczywiście nie poszedł do pracy (bo nie ma dla niego pracy), a mama z dnia na dzień wyglądała i czuła się coraz gorzej. Mało tego oszukiwał mamę, że szuka pracy, choć mojemu mężowi mówił co innego. Ostatni zapytałam się szwagierkę z czego oni żyją, to w odpowiedzi usłyszałam: „na papierosy mają to i na życie pewnie mają, mnie to nie obchodzi, ja teraz zarabiam i na swoje potrzeby mam” - no myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Jak można być tak egoistycznym w stosunku do swoich rodziców? Teściowa uważa, że nic się z nią nie dzieje, że to my wmawiamy jej, że dzieje się coś niedobrego. Ale wszyscy widzą że to nieprawda. Mama jak nigdy leży całymi dniami w łóżku, oczy ma ciągle czerwone, krząta się po domu bez celu, z domu trzeba ją wyciągnąć siłą, nie można z nią normalnie porozmawiać, ma trudności ze zrobieniem obiadu - to naprawdę strasznie boli jak widzi się ja w takim stanie. Ona w tej chwili boi się co będzie wiosną, jak będzie musiała iść do pracy, boi się ludzi, z którymi pracuje co roku, w ciągu pół roku tylko kilka razy spotkała się z przyjaciółką… Bardzo proszę o pomoc, bo ja już nie wiem czy mam rozmawiać z mamą, czy z teściem i szwagierką żeby przestali traktować ją jak służącą? Boimy się z kolei żeby tą rozmową nie zdenerwować teścia, gdyż boimy się o powrót nerwicy u niego. Szwagierka też nie uznaje krytyki - zazwyczaj wychodzi po prostu z domu. Bardzo proszę o pomoc w jak najszybszym czasie.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jakie badania powinnam przeprowadzić u najmłodszego syna i do jakiego specjalisty się udać?

Moje dziecko ma skończone 3 lata i 3 miesiące. Jest to chłopak. Najmłodszy z rodzeństwa, ma siostrę o rok starszą i brata o 5 lat starszego. Od września ubiegłego roku chodzi do przedszkola integracyjnego. Panie w przedszkolu skarżą się, że...

Moje dziecko ma skończone 3 lata i 3 miesiące. Jest to chłopak. Najmłodszy z rodzeństwa, ma siostrę o rok starszą i brata o 5 lat starszego. Od września ubiegłego roku chodzi do przedszkola integracyjnego. Panie w przedszkolu skarżą się, że jest bardzo ruchliwy, że je zamęcza swoją ruchliwością, że bije dzieci, nie słucha poleceń. Na zakazy nie reaguje albo reaguje złością - kopanie, plucie. Mieliśmy rozmowę z dyrektorem szkoły i panią psycholog, która badała syna. Pani psycholog z testów stwierdziła, że syn bardzo dobrze kojarzy, ale nie umiał np. nazwać, że kubek to kubek, tylko powiedział - „kakałko”, a na koszyk powiedział „piknik”. Że nie ma wyczucia czasu, przeszły - przyszły, że nie ma ciągłości. Miał np. 5 obrazków i o każdym mówił oddzielnie, a nie łączył jeden z drugim.

Kazano nam zrobić badania na robaki, TSH i EEG mózgu, aby stwierdzić, czy jego agresywność jest wynikiem naszych błędów wychowawczych, czy też wynikiem innych czynników - jakichś zaburzeń. Pani psycholog stwierdziła także, że z rysunków wywnioskowała, że chłopcy są daleko od nas, a dziewczynka jest przy nas. Bardzo się tym przejęłam, tym bardziej, że starszy syn chodzi do 2 klasy szkoły podstawowej i też są z nim problemy. Jest bardzo inteligentny, ponad wiek, ale ma trudności z czytaniem i pisaniem. Rozmawialiśmy z psychologiem i ona powiedziała, że jest w szoku, że tak inteligentne dziecko nie umie czytać i pisać - mąż odrabia z nim lekcje 2-3 godziny dziennie. Ten problem z uczeniem się u starszego też nam zasygnalizowano w tym samym przedszkolu, ale nie robiliśmy innych badań. Z dziewczynką nie mamy większych problemów. Pragnę zaznaczyć, że dzieci przyszły na świat przez cesarkę, może to ma jakieś znaczenie? Może my nie potrafimy wychowywać dzieci, jesteśmy za bardzo pobłażliwi? Starszy syn jest zarejestrowany w Poradni Psychologicznej dla dzieci. Martwię się co z młodszym?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Jak poradzić sobie z dokuczliwymi myślami?

Witam, Mam 25 lat i pracuję w banku, praca bardzo mi się podoba, na początku wszystko było dobrze, ale od jakiegoś czasu odczuwam lęki. Przejawia się to tym, że kilkakrotnie sprawdzam dokumenty, by się upewnić, czy wszystko jest dobrze, choć...

Witam, Mam 25 lat i pracuję w banku, praca bardzo mi się podoba, na początku wszystko było dobrze, ale od jakiegoś czasu odczuwam lęki. Przejawia się to tym, że kilkakrotnie sprawdzam dokumenty, by się upewnić, czy wszystko jest dobrze, choć niedawno je sprawdzałam, nawet upewniam się czy dobrze widzę. Bardzo przeraża mnie moje zachowanie, bo nigdy tak nie miałam. W takich sytuacjach serce uderza mi coraz szybciej i panikuje. Dlaczego się tak czuje? Próbowałam jakoś z tym walczyć, powtarzałam sobie, że wszystko jest ok, ale nie zawsze mi się udaję... Jest to bardzo uciążliwe i męczące, bo tracę czas na bezsensowne rzeczy. Przychodzę do domu i dopadają mnie myśli, czy może popełniłam jakiś błąd i od razu wyobrażam sobie jakie będą konsekwencje i zaczynam analizować, zadaję sobie pytania, na które próbuję sobie odpowiedzieć i doszukuje się Bóg wie czego.... Czy to może być początek nerwicy? Bardzo proszę o poradę, bo nie wiem jak sobie z tym poradzić. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Stosowanie używek: czy to jest przyczyną moich problemów?

Witam, piszę na tym forum, ponieważ nurtuje mnie pytanie dotyczące mojej obecnej sytuacji. Chodzi o mój stan psychiczny. Może zacznę tak: mam 20 lat już jako młody dzieciak (15 lat) popalałem marihuanę. Na początku były to sporadyczne przypadki, potem jednak...

Witam, piszę na tym forum, ponieważ nurtuje mnie pytanie dotyczące mojej obecnej sytuacji. Chodzi o mój stan psychiczny. Może zacznę tak: mam 20 lat już jako młody dzieciak (15 lat) popalałem marihuanę. Na początku były to sporadyczne przypadki, potem jednak coraz to częstsze. W wieku 17 lat znów zmniejszyłem liczbę palenia, jednak w zamiast tego zacząłem pić duże ilości alkoholu, głównie piwa. Tak się ciągło do chwili obecnej. Rok temu po zapaleniu marihuany i pod wpływem alkoholu dostałem ataku paniki. Był to dziwny stan. Czułem jakby mi coś pękło w głowie. Myślałem, że to jakiś wylew, ponieważ dokładnie 2 tygodnie wcześniej spadło mi rusztowanie na lewą stronę głowy. Nie wiedziałem co mi jest. Wyszedłem się przejść. Kupiłem kilka piw, upiłem się do końca i wszytko minęło. Następnego dnia czułem się dobrze. Kilka tygodni potem upiłem się strasznie na imieninach, aż do utraty świadomości. Gdy rano się obudziłem, wypiłem szklankę wódki i wieczorem znów miałem ten stan, nie mogłem usnąć. Czułem ciągły niepokój i lęk przed śmiercią i tym, że zwariowałem. Udało mi się usnąć nad ranem. Od tamtej pory jest coś ze mną nie tak. Paliłem i piłem dalej, by stłumić te wszystkie nieprzyjemne doznania. Nadal bałem się o swoje życie. Podejrzewałem u siebie wszystkie choroby ,od nerwic, depresji po schizofrenię, itd. Gdy nastała wiosna, pogorszył mi się wzrok, słońce mnie oślepiało okropnie i cały czas uczucie odrealnienia. Mimo to, dalej piłem. Jeśli chodzi o palenie, to sporadyczne przypadki. Po wakacjach podjąłem się znów pracy (straciłem pracę zaraz przed tym wszystkim z powodu złamanej ręki). Wszytko wróciło praktycznie do normy. Gdy pracowałem, nie myślałem o tym, że jest mi coś, itd.. Zacząłem normalnie spać i nie miałem lęków, jednak wciąż piłem. Trwało to prawie do końca jesieni i wtedy pewnego wieczoru znów mnie dopadło to dziwne uczucie odrealnienia i obcości i lęków. Zaraz przed tym nawrotem, paliłem przez ponad tydzień marihuanę. Odstawiłem ją po raz kolejny i zapijałem moje cierpienie alkoholem. Podzieliłem się wszystkimi przeżyciami z rodziną, by było mi lżej. Obecnie nie piję od prawie miesiąca. Zdarzyło mi się przez ten okres wypić kilka piw. Dodam, że na kacu miałem największe paranoje. Znów wróciłem do pracy, wysypiam się, jednak mam to dziwne uczucie odrealnienia, do tego jeszcze chęć zrobienia komuś krzywdy. Nie radzę sobie z tym. Byłem u psychologa, który powiedział, że jest to spowodowane alkoholem. Nigdy nie miałem kołatań serca, napady gorąca owszem, ale na początku tej sytuacji. Obecnie nie. Mam łysienie plackowate, na które choruję od 7 lat, co spowodowało, że jako dzieciak przeżyłem straszną traumę, choć nikt mi nigdy nie ubliżył na ten temat. Mam wspaniała dziewczynę, która mi pomaga to ogarnąć, jednak nie wiem co mi jest. Czy rzeczywiście psycholog miał rację, że jest to spowodowane przez alkohol? Co mam robić? Udać się do psychiatry, czy cierpliwie czekać, aż znów przejdzie, czy odpuścić sobie wszelkiego rodzaju używki? Dodam jeszcze, że bardzo boli mnie kark no i to miejsce po lewej stronie głowy. Proszę o szybką odpowiedź

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam depresję, bo nic mi się nie chce i tylko bym spała?

Witam, Mieszkam za granica od kilku lat, urodziłam tutaj dziecko, synek chodzi do przedszkola codziennie na 3 godz. Mój problem polega na tym, że jestem bardzo samotna, nie mam zbyt wielu znajomych, brakuje mi koleżanki z dzieckiem do spacerów...

Witam, Mieszkam za granica od kilku lat, urodziłam tutaj dziecko, synek chodzi do przedszkola codziennie na 3 godz. Mój problem polega na tym, że jestem bardzo samotna, nie mam zbyt wielu znajomych, brakuje mi koleżanki z dzieckiem do spacerów i zabaw. Dziś zaspałam po syna do przedszkola, na 12:00 miałam go odebrać. Nic mi się nie chce, nawet teraz nie mam siły obiadu zrobić. Nie wiem czy nie wrócić do Polski, ale boję się - tutaj jedyne co trzyma mnie to pieniądze, ale one tak naprawdę nie dają mi szczęścia, a jednak nie potrafię wyjechać. Partner bagatelizuje moje uczucia, denerwuje się gdy plączę i nic nie możne mi poradzić. Co robić? Dodatkowo mam czasem stany lękowe, boję się, że coś sobie zrobię, nawet wbrew sobie. Najgorsza jest ta pustka, jeszcze tak jak dziś gdy jest brzydka pogoda. W ogóle moimi jedynymi zajęciami to spacer do parku z dzieckiem, plac zabaw, basen, chodzenie po sklepach. Ale czasem czuję, że to jest takie przymusowe, bo nic innego nie możemy robić. A ile można samemu spacerować w to samo miejsce? Mam dość czasem, ale jak tak się wypiszę to czuję, że mi ciutkę lepiej. Pozdrawiam, dodam, że mam 27 lat.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mam ADHD - gdzie znajdę pomoc?

Witam, po przeczytaniu paru artykułów stwierdziłem, że mam ADHD, już dłużej nie mogę, prawie wszystkie objawy mi się zgadzają i dłużej tak nie mogę żyć, rodzice się śmieją, że wymyślam, a zawsze miałem problemy z nauką itp. Mam 23...

Witam, po przeczytaniu paru artykułów stwierdziłem, że mam ADHD, już dłużej nie mogę, prawie wszystkie objawy mi się zgadzają i dłużej tak nie mogę żyć, rodzice się śmieją, że wymyślam, a zawsze miałem problemy z nauką itp. Mam 23 lata, chciałbym podjąć się leczenia, ale nie wiem, gdzie na Podkarpaciu znajdę poradnię. Pomóżcie!

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Monika Prus
Mgr Monika Prus

Czy to, że się nie kontroluję, kłócę i wybucham może świadczyć o depresji?

Witam, mam mam 15 lat i mam na imię Daria. Mieszkam w małej miejscowości z mamą i siostrą, gdyż ojciec od nas odszedł gdy miałam 8 lat, ale tu nie o to chodzi, bo nie brakuje mi go w ogóle....

Witam, mam mam 15 lat i mam na imię Daria. Mieszkam w małej miejscowości z mamą i siostrą, gdyż ojciec od nas odszedł gdy miałam 8 lat, ale tu nie o to chodzi, bo nie brakuje mi go w ogóle. Mam chłopaka, jesteśmy razem od 2,5 lat, naprawdę się kochamy, byliśmy szczęśliwi zawsze pogodni i uśmiechnięci. Zawsze byłam taka pogodna i radosna, bo wiedziałam, że mam kogoś kto mnie kocha i stało się… Było to jakieś 2 tygodnie temu - ni stąd ni zowąd poczułam się bardzo mocno przygnębiona, zasmucona. Sądziłam, że to przejściowe doły, jak to u nastolatków, ale wszystko zaczęło się pogłębiać. Chłopak stwierdził, że nie widzi już we mnie tego szczęścia, że się nie uśmiecham i nie tryskam radością, co jest faktem. Niby jestem szczęśliwa, ale jakoś nie odczuwam tego. Nie odczuwam teraz tej naszej miłości, a on dwa razy mocniej się stara by tak było. Nie śmieję się już tak często i nie jestem pogodna. Wszystko mnie irytuje, denerwuje, dekoncentruje, drażni. Gdy przyszedł ten zły okres zaczęłam kłócić się ze swoim chłopakiem na początku twierdziłam, że to normalne - przecież każdy w związku się kłóci, ale to nie to, kłócimy się dosłownie codziennie. Zawsze znajduję jakieś błędy, które mi przeszkadzają, jego zachowanie, mina, czy to jak mówi. I to nie są takie kłótnie na chwilę. Kłócimy się bardzo mocno, przez co bardzo często, w sumie codziennie, plączę po kilka godzin. Kłócimy się głownie o to, że on nie wie jak mi pomoc bym wróciła do normy, sama chciałabym tego, ale nie umiem - tylko gdy rozmawiamy rzucamy się sobie do gardeł, krzyczymy i w ogóle. Często zdaję sobie sprawę z tego, że nie kontroluję swoich myśli, odzywek. Nie poznaję siebie. Nie wiem co się ze mną dzieje. Potrafię położyć się na łóżku i tak leżeć cały dzień patrząc w jeden punkt. Tak samo jest z przyjaciółmi. Kłócę się z nimi o byle co. Strasznie mnie to denerwuje i widzę w nich najgorszych. Z nauczycielami też nie najlepiej - zawsze starałam się dogadywać, a teraz na nich krzyczę, z czego są awantury i problemy w szkole. Myślałam, że to przejściowe. Jeden dzień nie dałam rady i pocięłam się, ale nie tak, że się wykrwawiłam, tylko po to żeby poczuć jakąś ulgę fizyczną i psychiczną, chociaż na ułamek sekundy, ale tuż po tym było znowu to samo. Już więcej tego nie robię, ale wszystko mnie przytłacza, nie mam na to siły. Czasami zdarza się nawet, że mam myśli samobójcze, ale powstrzymuje mnie rodzina i chłopak - nie wiem co mam robić, pomóżcie! Czy to objawy depresji? Przecież jestem młoda i byłam w pełni szczęśliwa, a nic się nie stało co wywołałoby takie zmiany. Błagam o szybką odp.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ciągłe parcie na pęcherz to objaw nerwicy?

Nazywam się Kasia, mam 22 lata. Od ponad roku męczy mnie ciągłe parcie na pęcherz. Zaczęło się od "ataku" kiedy jechałam autobusem do szkoły. Przeszłam chyba już wszystkie możliwe badania, począwszy od badań moczu, a skończywszy na tomografii nerek....

Nazywam się Kasia, mam 22 lata. Od ponad roku męczy mnie ciągłe parcie na pęcherz. Zaczęło się od "ataku" kiedy jechałam autobusem do szkoły. Przeszłam chyba już wszystkie możliwe badania, począwszy od badań moczu, a skończywszy na tomografii nerek. Wszystkie wyniki są ok. Brałam też różne leki przepisywane przez urologa łącznie z tabletkami na nadreaktywny pęcherz. Nic nie pomogło. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale ogólnie rzecz biorąc dolegliwości dokuczają mi cały czas. Po roku radzę sobie z nimi już trochę lepiej bo wiem, że przed każdym wyjściem z domu muszę kilkakrotnie skorzystać z toalety, najlepiej nic nie pić, ale mimo wszystko ta sytuacja robi się już nie do zniesienia, tym bardziej, że nigdy nie miałam problemu z częstym oddawaniem moczu, wręcz przeciwnie, korzystałam z toalety max. 4 razy w ciągu dnia. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, żeby te dolegliwości minęły. Proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dystymia, co dalej?

Witam! Mam 20 lat, jestem sierotą, mieszkam samotnie. Od 3 lat leczę się psychiatrycznie, mam za sobą już dwa pobyty w szpitalu psychiatrycznym. Po pierwszym pobycie zdiagnozowano u mnie depresję psychotyczną reaktywną, natomiast po drugim - dystymię. Cały czas towarzyszą...

Witam! Mam 20 lat, jestem sierotą, mieszkam samotnie. Od 3 lat leczę się psychiatrycznie, mam za sobą już dwa pobyty w szpitalu psychiatrycznym. Po pierwszym pobycie zdiagnozowano u mnie depresję psychotyczną reaktywną, natomiast po drugim - dystymię. Cały czas towarzyszą mi lęki, apatia, anhedonia i myśli samobójcze. Przez to nie potrafię skończyć szkoły średniej, a jeżeli mi się to nie uda stracę rentę rodzinną po ojcu, która jest moim jedynym dochodem, potrzebnym chociażby do kupna niezbędnych leków. Czy mogę starać się o rentę socjalną bądź umiarkowany stopień niepełnosprawności?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Zaburzenia snu: czy powinnam skierować się do psychiatry?

Witam serdecznie, mam 24 lata i od pewnego czasu mam problemy ze snem. Zaczęło się od tego, że pewnej nocy po prostu nie mogłam zasnąć i kolejnego dnia wywołało to we mnie panikę i lęk, że kolejnej nocy też...

Witam serdecznie, mam 24 lata i od pewnego czasu mam problemy ze snem. Zaczęło się od tego, że pewnej nocy po prostu nie mogłam zasnąć i kolejnego dnia wywołało to we mnie panikę i lęk, że kolejnej nocy też nie zasnę. I tak przez ten lęk przed bezsennością nie przespałam tygodnia (dodam, że w tym czasie próbowałam zachować tzw. higienę snu i stosowałam ziołowe tabletki uspokajające). Po tak męczącym tygodniu wybrałam się do lekarza rodzinnego z prośbą o pomoc, po opowiedzeniu wszystkiego dostałam od doktora lek (uspokajający, przeciwlękowy i przeciwświądowy, nie uzależniający), który miałam brać przez 14 dni, a potem próbować samodzielnie zasypiać. W ciągu tych 14 dni dzięki temu środkowi faktycznie lepiej mi się zasypiało, po odstawieniu leku zasypiałam sama przez tydzień, jednak ten sen był taki niestabilny - często się budziłam.

Po kolejnym tygodniu uczucie panicznego lęku przed bezsennością powróciło i znowu jest mi ciężko zasnąć, a jak zasnę, to budzę się co pół godziny, godzinę, z uczuciem lęku i zdenerwowania, czasem nie zasypiam w ogóle, ogółem mówiąc, sypiam po 3-4 godziny na dobę. Dodam, że uczucie lęku zawsze nachodzi mnie wieczorem i w nocy, mam wtedy nudności, dreszcze, czasem biegunkę, parcie na pęcherz, napięcie mięśni. Dodam, że jestem świeżo po studiach, od kilku miesięcy nie mogę znaleźć pracy, jestem osobą bardzo mało aktywną, gdyż w dzieciństwie miałam operację kręgosłupa i mam zakaz wykonywania intensywnych czynności.

Czasami mam wrażenie, że po prostu potrzebuję mniej snu (czy to w ogóle możliwe?), bo naprawdę nic nie robię, siedzę i rozmyślam o tej mojej bezsenności, "nakręcając" coraz bardziej całą tę sytuację. Po kolejnym męczącym i bezsennym tygodniu poszłam ponownie do lekarza i dostałam już typowy lek nasenny (uzależniający) i mam go brać nie więcej niż 3 razy w tygodniu (jednak nie biorę go, bo boję się tak silnych leków). Zapytałam się również lekarza rodzinnego, czy może powinnam wybrać się do psychiatry, lecz lekarz stwierdził, że nie ma takiej potrzeby. Jednak uważam, że jest taka potrzeba, bo środki nasenne nie rozwiążą mojego problemu, przecież nie mogę ich ciągle brać. Sama nie wiem już co robić. Czy mój lekarz faktycznie ma rację, że nie mam po co iść do psychiatry? Przepraszam za długi tekst. Dziękuję za odpowiedź, pozdrawiam serdecznie.

Nie mam apetytu, odkąd rzucił mnie chłopak - czy to anoreksja?

Zawsze lubiłam jeść, ale byłam szczupła, przy wzroście 175 cm ważyłam 58 kg, ale wszystko się zmieniło, gdy zerwał ze mną chłopak, byliśmy 2,5 roku razem. To nie jest tak, że głodzę się specjalnie, chcę jeść, ale nie umiem się...

Zawsze lubiłam jeść, ale byłam szczupła, przy wzroście 175 cm ważyłam 58 kg, ale wszystko się zmieniło, gdy zerwał ze mną chłopak, byliśmy 2,5 roku razem. To nie jest tak, że głodzę się specjalnie, chcę jeść, ale nie umiem się zmusić, schudłam już 8 kg. Chodzę do psychologa, ale po tych wizytach jestem jeszcze bardziej przygnębiona tym, że nie umiem sobie poradzić. Ciągle mi smutno. Co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja
Patronaty