Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Nerwica i lęk przed AIDS

Witam, mam bardzo niepokojące objawy, nie wiem czy to nerwica czy to coś groźniejszego, podejrzewam u siebie AIDS, ale nie jestem co do tego pewna. Do zakażenia mogło dojść pod koniec listopada. Od tamtej pory ciągle mam podwyższoną temperaturę ciała,...

Witam, mam bardzo niepokojące objawy, nie wiem czy to nerwica czy to coś groźniejszego, podejrzewam u siebie AIDS, ale nie jestem co do tego pewna. Do zakażenia mogło dojść pod koniec listopada. Od tamtej pory ciągle mam podwyższoną temperaturę ciała, czasem do 36,8 miałam zapalenie oskrzeli, zapalenie gardła. Teraz na chwilę obecną mam dziwne bóle kości i stawów, czasem tak silne, że nie mogę spać, nie wiem czy to nerwica czy faktycznie ta straszna choroba. Bardzo proszę o pomoc lub jakąś radę, bo sama już sobie z tym nie radzę, boję się, że w końcu zwariuję i wyląduję u psychiatry. :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zaburzenia psychotyczne

Witam, dramat mojej rodziny trwa już kilka lat. Powodem jest moja matka, która nie daje nam normalnie żyć, o wszystko nas obwinia, dla niej nic nie dzieje się bez przyczyny. Potrafi wpaść do domu i zrobić awanturę o to, że...

Witam, dramat mojej rodziny trwa już kilka lat. Powodem jest moja matka, która nie daje nam normalnie żyć, o wszystko nas obwinia, dla niej nic nie dzieje się bez przyczyny. Potrafi wpaść do domu i zrobić awanturę o to, że nie zdążyła na autobus i że to nasza wina, bo my w tym maczaliśmy palce. Awanturę potrafi wywołać również fakt, gdy ktoś w domu zbyt głośno się zaśmieje, bo u mamy od razu wzbudza to podejrzliwość. Na każdym kroku trzeba uważać, co się mówi, bo ona za chwilę może to przeinaczyć i wpaść w złość. Wszystkich ludzi dookoła zna, wszystkich już gdzieś kiedyś widziała i spotkała. Nie można z nią normalnie porozmawiać, bo twierdzi, że wszystko co mówimy już było wcześniej, już się wydarzyło kiedyś. Na każdym kroku nas atakuje. Ja z bratem wyprowadziliśmy się z domu, ale został z nią tata, który jest teraz jej największą ofiarą. Martwię się o niego, bo tata często płacze, nie wytrzymuje już nerwowo, ma dość jej oskarżeń, bo niczemu nie jest winny! Jako jedyny pracuje i utrzymuje dom, a ona potrafi tylko drwić i wyśmiewać się z niego nawet przy ludziach! Cały czas straszy nas sądem, ostatnio złożyła donos w prokuraturze, że niby montowaliśmy podsłuchy w domu, ale z braku dowodów został oddalony. Najgorsze jest, że przez te jej złośliwości tata ma długi finansowe. Pomagam mu z całych sił jak mogę finansowo i duchowo, ale pomału tracę wiarę. Dodam, że mama za namową koleżanki podejmowała dwa razy próby leczenia, ale po wyjściu ze szpitala odstawiała leki i koszmar powracał i nadal trwa. Ona twierdzi, że to my jesteśmy chorzy a ona jest zdrowa i nikt z niej wariatki nie będzie robił. Jesteśmy jej największymi wrogami, żadne argumenty do niej nie docierają, nie mamy na nią żadnego wpływu, nikt nie ma! Na słowo lekarz reaguje jak płachta na byka. Nie wiemy co robić. Błagam o pomoc, jakąś wskazówkę, poradę, cokolwiek!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nawrót choroby psychiatrycznej a leczenie farmakologiczne

Chciałbym zadać pytanie psychiatrze. Od 2,5 roku leczę się psychiatrycznie. W styczniu 2010 roku trafiłem do szpitala, rozpoznano u mnie zespół paranoidalny. Z tym, że nie miałem żadnych objawów wywurczych. Miałem sytuację stresową, wziąłem Hydroxyzynę i dwa Perseny,... Chciałbym zadać pytanie psychiatrze. Od 2,5 roku leczę się psychiatrycznie. W styczniu 2010 roku trafiłem do szpitala, rozpoznano u mnie zespół paranoidalny. Z tym, że nie miałem żadnych objawów wywurczych. Miałem sytuację stresową, wziąłem Hydroxyzynę i dwa Perseny, dostałem obrzęku twarzy, nieprzerwanie bolała mnie głowa, nie mogłem spać, były obawy o własne zdrowie. W szpitalu dostałem lek Zolafren 10mg. Wyszedłem ze szpitala po miesiącu. Po pół roku Zolafren został zmniejszony na 5mg i na dzień dostałem Abilify. Po roku czasu zmieniłem lekarza pani doktor chciała mi się bliżej przyjrzeć ponieważ byłem mało aktywny w ciągu dnia, więc trafiłem do szpitala, w którym pracowała pani doktor. Pani doktor zmieniła mi diagnozę na zaburzenia schizotypowe f21. Dostałem Solian 400 mg i Zolafren 5mg, wyszedłem po miesiącu. Po 8 miesiącach pani doktor odstawiał mi Sloian i brałem tylko Zolafren 5mg. Po odstawieniu Sloianu poczułem znaczną poprawę, byłem aktywniejszy, wszystkiego mi sie chciało. Z każdym miesiącem czułem się coraz lepiej. Miesiąc temu pani doktor zmniejszyła mi Zolafren z 5mg na 2,5 mg i dała doraźnie Sedam 0,3 gdybym miał jakiś stres. Krócej śpię, bo przesypiam 7 max 8 godzin. W dzień trochę jestem zdenerwowany, ale nie codziennie stresuję sie trochę, bo szukam pracy i coś nie wychodzi. Pani doktor jest teraz na urlopie telefon ma wyłączony. Moje pytanie jest takie czy mam brać sobie ten Sedam co dzień, jeśli tak to pół tabletki czy cała? Czy on uzależnia? Czy wrócić do 5 mg Zolafrenu? Przez miesiąc schudłem 5 kilo prawie. Jestem aktywniejszy. Nie czuję żadnych lęków, głowa mnie nie boli. Czy te 7-8 godzin jest dla mnie wystarczające? Czy powinienem wziąć jakiś inny lek na dzień? Czy coś dodatkowego na noc? Czy grozi mi nawrót choroby, jeżeli przez miesiąc nic złego się nie stało? Proszę o wyczerpującą odpowiedź i z góry dziękuję.:)
odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
 Magdalena Mroczek
Magdalena Mroczek

Uczucie kłucia i duszności w klatce piersiowej

Witam! Mój przypadek jest dosyć wyjątkowy, od kilku miesięcy mam kłucia w klatce. Codziennie mam bóle głowy i ciągle mi się ciężko oddycha, tak jakbym nie mógł całych płuc nabrać powietrza. Pół roku temu rzuciłem papierosy. A wszystko zaczęło...

Witam! Mój przypadek jest dosyć wyjątkowy, od kilku miesięcy mam kłucia w klatce. Codziennie mam bóle głowy i ciągle mi się ciężko oddycha, tak jakbym nie mógł całych płuc nabrać powietrza. Pół roku temu rzuciłem papierosy. A wszystko zaczęło się dziać tak w grudniu 2011 r. Miałem robione echo serca i testy wisiłkowe i było wszystko ok. Zdjęcie płuc też ok. Lekarz rodzinny dał mi skierowanie do pulmonologa, bo mówi że to może być astma. Dała mi wziewne leki, ale one i tak nic nie dają. Już nie wiem co robić, piszę teraz do Państwa, boli mnie w klatce piersiowej i tak jak by mi coś w gardle stało.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Obraz kliniczny osobowości chwiejnej emocjonalnie typu borderline

Jestem kobietą, mam 19 lat i przez ostatnie 2 lata zauważyłam diametralną zmianę w moim zachowaniu, nie tylko ja, ale również moi znajomi. Z początku myślałam, że może być to spowodowane zmianą klimatu i miejsca (ok. 3 lata temu wyprowadziłam...

Jestem kobietą, mam 19 lat i przez ostatnie 2 lata zauważyłam diametralną zmianę w moim zachowaniu, nie tylko ja, ale również moi znajomi. Z początku myślałam, że może być to spowodowane zmianą klimatu i miejsca (ok. 3 lata temu wyprowadziłam się do Nowego Jorku). Dzieciństwo miałam trudne, mój ojciec bił mamę, wyzywał ją, wyrywał jej włosy. Zdradzał ją również z napotkanymi paniami. Później mama zaczęła się "nosić" z obcymi facetami. A na wszystko patrzyłam ja. Byłam dla nich także "przedmiotem", gardzili mną. Kiedy byłam trochę starsza (miałam ok. 14 lat) mama, mówiła że nic nie osiągnę, wyzywała mnie od najgorszych, poprzez szm*ty, k*rwy itp. Życzyła mi przyszłości takiej, jakiej chciałam uniknąć. Ten okres był najgorszy w moim dotychczasowym życiu, jednak jeszcze wtedy potrafiłam być spokojna, wrażliwa, dużo się uśmiechałam, bez problemu mówiłam o swoich uczuciach etc. Teraz wszystko się zmieniło, irytuje mnie rodzina, znajomi, zwierzęta. Wydaje mi się, że jestem od wszystkich lepsza i mądrzejsza. Mam problemy z wyrażaniem uczuć i często jestem agresywna w stosunku do innych, robię afery (nawet o byle błahostkę). Czasem czuję się jakbym miała dwie twarze, dwie osobowości, kiedy przebywam ze znajomymi jestem duszą towarzystwa, a gdy wracam do domu czuję tę przygnębiającą samotność, z którą sobie nie radzę. Bywa, że czuję na sobie wzrok w pustym mieszkaniu. Miewam stany, kiedy jestem tak naładowana negatywną energią, że potrafię rozwalić nie jedną rzecz, zdarza się również, że potrafię uderzyć ze złości lub nawet zacząć bójkę. Straciłam paru znajomych na takich "wybrykach". Ostatnio zauważyłam też, przy kontaktach z mężczyznami, że pociąga mnie sadyzm wszelkiej postaci. Kiedyś również się okaleczałam, podejmowałam próby samobójcze, jednak zawsze kończyło się to "złotymi myślami", że kiedyś im wszystkim pokażę, że będę kimś! Takie "nawroty" trwały zwykle do kilku godzin, a potem znowu to przytłaczające uczucie, ta niechęć do środowiska, to beznadziejne nastawienie do życia. Chociaż bywa, że niespodziewanie, odczuwam euforię. Z nieznanego mi powodu, potrafię mieć doskonały humor, który dość łatwo zepsuć. Te stany są tak przemienne, że jestem niezdolna do pracy. Sięgam wysoko, mam ambicje, duże ambicje, ale przeszkadzają mi w tym moje "humory", nie wiem jak z tym działać. Czy może to być choroba psychiczna? Proszę o pomoc i "diagnozę problemu". ;)

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Lęki o złe samopoczucie, pomimo że życie układa się dobrze

Witam! Jestem kobietą, która ma 3 dzieci, pracę i niedługo wyprowadzamy sie do swojego mieszkanka (bo do tej pory mieszkaliśmy z teściami). Niestety cały ten stan zostaje zburzony przez mój stan. Około 2 tyg. temu miałam natrętne myśli, czasami się...

Witam! Jestem kobietą, która ma 3 dzieci, pracę i niedługo wyprowadzamy sie do swojego mieszkanka (bo do tej pory mieszkaliśmy z teściami). Niestety cały ten stan zostaje zburzony przez mój stan. Około 2 tyg. temu miałam natrętne myśli, czasami się mi wcześniej zdarzały, ale sobie z nimi radziłam teraz nabrały na sile. Lęki okropne. Nie patrzę na siebie w lustrze, bo nie mogę się poznać, poza tym mam w sobie taki jakiś smutek. Dzisiaj np. z samego rana po przebudzeniu nie mogłam sie odnaleźć, jakby dzieci i mąż nie byli moi, wzięłam się w garść. Kiedyś na lekcji filozofii Pan wykładowca zaczął mówić, czy świat jest realny, czy my jesteśmy, tak sobie to do głowy wbiłam, że czasami się tymi myślami truję i mam lęk. Nie czuję siebie tak ja do tej pory - żony, matki, pracownicy, samej dbającej o wszystko dobrej i uczciwej. Albo za bardzo wbiłam sobie do głowy słowa wykładowcy albo mam chorą psychikę. Ok. 2 tyg. temu byłam z córką i synem na basenie i córcia mi się topiła przeze mnie. Miałam do siebie okropny żal jak mogłam do tego dopuścić. Ostatnio zastanawiam się, jaki ja mam cel w życiu, czego oczekuję? Obwiniam się za wszystko, zarzucam sobie lenistwo i brak chęci do zabaw z dziećmi. Kiedy miałam 20 lat urodziłam syna i miałam potworne lęki, że nie dotknę go, bo może jestem pedofilem i zrobię mu krzywdę, byłam w tedy u psychiatry i wyszły mi zaburzenia emocjonalne. Nie leczyłam tego, samo przeszło. Miałam okropne kłopoty z teściową, straszne, nawet biłyśmy się. Ciężko mi było, ale dawał radę, a teraz przez myśli, które sama wymyślam mam teraz kłopoty. Chcę cieszyć się życiem. Jak urodziłam córkę najmłodszą, już w ciąży miałam lęki. A taki dla mnie szczęśliwy był czas. Rehabilitowałam ją i przestałam o sobie myśleć, a teraz to czy to realne, czy ja jestem realna, nic mnie nie cieszy. Może mam schizofrenię. Od dziecka miałam lęki, bałam sie nocy, ciemności, przedszkola. Jak miałam 5 lat napadł na mnie mężczyzna w windzie i oddał mocz na mnie. Okres dojrzewania kolidował z mamy menopauzą, zaczęłam brać narkotyki lekkie, po grzybach halucynogennych dostałam ataku paniki i nigdy więcej nie brałam narkotyków. Zawsze jestem zaradna a teraz do kitu. Nie mogę jeść, ale zmuszam się, muszę zając sie dziećmi. Ostatnio 3 razy myślałam, że zrobię sobie coś złego albo dzieciom. Jak oglądnę coś w telewizji, że np. kobieta zabiła siebie i dziecko to zaraz myślę, a jak ja tak zrobię i się boję. Mam dość siebie, nienawidzę siebie takiej słabej. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Lęki, nerwica i problemy ze snem

Od trzech tygodni mam nogi jak z waty, zawroty głowy. Poszłam do lekarza dostałam tabletki na spanie. Następnie na wiotkie nogi i zawroty głowy. Po nich dostałam palpitacji serca, nie spałam całej nocy. Miałam wrażenie, jakby mi serce się...

Od trzech tygodni mam nogi jak z waty, zawroty głowy. Poszłam do lekarza dostałam tabletki na spanie. Następnie na wiotkie nogi i zawroty głowy. Po nich dostałam palpitacji serca, nie spałam całej nocy. Miałam wrażenie, jakby mi serce się zatrzymywało i przyspieszało. Robiłam badania krew14, mocz, ECHO, EKG. Wszystko dobrze. Raz wzywałam pogotowie, drugi byłam na pogotowiu dostałam zastrzyk. Lekarz stwierdził nerwicę, kazał mi wyrównywać oddech. Boję się sama spać, co chwilę sprawdzam sobie puls w nocy, mam wrażenie, że zaraz przestanę oddychać, ucisk w klatce, mam lęki. A od dwóch dni mam znowu słabe nogi, jakbym miała zemdleć. Piję 5 razy dziennie melisę i biorę magnez, nawet wzięłam dziś 5 kropli Mentolu, ale jestem taka senna. Kazali mi kupić sobie nerwosol. Już sama nie wiem co mam brać. Nie chcę być taka otępiała. Jutro wracam do pracy. Co zrobić, żeby nie paść i tak nie myśleć. Staram się odgonić te myśli, ale co dalej. Chcę być zdrowa, co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Leczenie nerwicy natręctw

Witam! Mam 26 lat, jestem mężczyzną i od 12 lat choruję na nerwicę natręctw. Na początku brałem Zoloft, potem Anafranil SR75 (trochę mi pomogły) potem przez jakiś czas byłem bez leków. Około 4,5 roku temu (nie brałem żadnych leków wtedy)...

Witam! Mam 26 lat, jestem mężczyzną i od 12 lat choruję na nerwicę natręctw. Na początku brałem Zoloft, potem Anafranil SR75 (trochę mi pomogły) potem przez jakiś czas byłem bez leków. Około 4,5 roku temu (nie brałem żadnych leków wtedy) zaczęły się stany zmęczenia i senności, które trwają do dziś. Obecnie biorę Setaloft 200mg na dobę (odpowiednik Zoloftu), Spamilan 15mg na dobę oraz Rispolept 1mg na dobę. Problemów z zaśnięciem raczej nie mam, rzadko budzę się w nocy (przynajmniej tak mi się wydaje), ale mam problemy ze wstawaniem (jestem śpiący). Staram się spać ok. 8 godzin, ale nawet wtedy nie jestem całkiem wyspany. Natręctwa są umiarkowane, chodzę na psychoterapię, ale dokucza mi bardzo częsta senność i uczucie zmęczenia. Byłem u lekarza rodzinnego, miałem robione badania krwi i moczu, wyszły dobrze (tylko dość niski poziom żelaza albo hemoglobiny, jeśli dobrze pamiętam). Lekarz stwierdził, że zmęczenie to prawdopodobnie wskutek nerwicy, polecił brać doraźnie (czasami) Biotropil. Chciałbym się jednak wybrać jeszcze do innego lekarza, może uda się coś więcej na to poradzić. Mam pytanie do jakiego lekarza powinienem się udać (chodzi mi o diagnozę i leczenie zmęczenia a nie nerwicy, gdyż do psychiatry chodzę)? Internista, neurolog, psychiatra? I czy da się na to coś poradzić, jeśli powodem jest nerwica? Dziękuję i pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Skuteczne leczenie choroby afektywnej dwubiegunowej

Czym najlepiej leczyć chorobą dwubiegunową, gdyż od 4 lat leczona jestem Depakiną 500 i Zotaraxsem. Niestety nie czuję się komfortowo i chciałabym się dowiedzieć, czy to można leczyć innymi lekami.
odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Kuracja antydepresantem w połączeniu z dziurawcem

Witam, mam 64 lata, od dwóch lat ma przepisywany i zażywam Efevelon - antydepresant. To oczywiście zalecenie lekarza specjalisty. Teraz chciałabym zastosować u siebie taką kurację oczyszczająca przy pomocy Colonix Program firmy Dr Natura. Zastanawiam sie, czy nie ma...

Witam, mam 64 lata, od dwóch lat ma przepisywany i zażywam Efevelon - antydepresant. To oczywiście zalecenie lekarza specjalisty. Teraz chciałabym zastosować u siebie taką kurację oczyszczająca przy pomocy Colonix Program firmy Dr Natura. Zastanawiam sie, czy nie ma przeciwwskazań? Na początku kuracji antydepresyjnej pytałam lekarza o stosowanie innych preparatów. Powiedział, żeby tylko nie łączyć z dziurawcem. Dlatego bardzo proszę o podpowiedź, czy mogę spróbować tych preparatów Colonix? Będę wdzięczna za podpowiedź. Wizytę u lekarza mam dopiero za kilka miesięcy. Dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Natrętne myśli i stan niepokoju

Witam! Mój problem trwa już 2 lata, mianowicie mam myśli natrętne, np. że zrobię krzywdę synkowi. Obraźliwe myśli na osoby mi bardzo bliskie, które bardzo kocham a one mnie. Przyszło to z dnia na dzień, do tego wszystkiego mam stan...

Witam!

Mój problem trwa już 2 lata, mianowicie mam myśli natrętne, np. że zrobię krzywdę synkowi. Obraźliwe myśli na osoby mi bardzo bliskie, które bardzo kocham a one mnie. Przyszło to z dnia na dzień, do tego wszystkiego mam stan niepokoju i lęku, który mi dokucza. Mam uczucie spowolnionych ruchów i jakbym był pod wpływem alkoholu, mam problem spojrzeć ludziom w oczy, czego wcześniej nie było. Jak się patrzę w lustro to się o coś obwiniam, powracają mi myśli z lat młodzieńczych, które w myślach analizuję. Dodam, że mam 36 lat, gdy mam sytuację stresującą to moje ciało zaczyna drżeć a głowa trząść. Dodam, że zanim to mnie dopadło byłem osobą, która szybko nawiązywała kontakty, patrzyła na przyszłość, a dzisiaj brak mi chęci i siły. Chodzę śpiący, chociaż śpię po 8 godz. na dobę. Proszę o informację, czy są jakieś leki, żeby wrócić do normalności. Ukrywam ten stan przed żoną, bo mi ciężko mówić co mnie dopadło. Dodam, że mam kochającą rodzinę.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Pojawienie się lęków i choroby afektywnej dwubiegunowej po zapaleniu marihuany

Witam! Mam 17 lat. W maju zapaliłem marihuanę, miałem " złą fazę". Dodam, że nie była też ona spowodowana sama w sobie zapaleniem marihuany, tylko wydarzeniem, które miało przy tym miejsce. Na drugi dzień dostałem nerwicy lękowej. Objawy same stopniowo...

Witam! Mam 17 lat. W maju zapaliłem marihuanę, miałem " złą fazę". Dodam, że nie była też ona spowodowana sama w sobie zapaleniem marihuany, tylko wydarzeniem, które miało przy tym miejsce. Na drugi dzień dostałem nerwicy lękowej. Objawy same stopniowo ustępowały. Minęły 3 miesiące i nie mam już raczej żadnych objawów nerwicy. Moja mama ma chad. Przeczytałem praktycznie wszystko o chad, co jest w Internecie. Wiem o mojej podatności na tę chorobę. Nie potrafię żyć z myślą o tym. Straciłem poczucie wartości własnego życia i szacunek go niego. Moje życie w jak najbardziej negatywnym znaczeniu tego słowa zmieniło się o 180 stopni. Porzuciłem wszystkie marzenia i plany na przyszłość, o której jeszcze niedawno uwielbiałem myśleć. Wciąż codziennie czytam różne fora i strony o tej tematyce. Wiem jak wygląda życie z tą chorobą, szczególnie bez większego wsparcia. Historie ludzi z tym zaburzeniem są delikatnie mówiąc nieciekawe. Nie potrafię z tym żyć, czuję się jakbym siedział na bombie, która może w każdej chwili wybuchnąć. Straciłem zupełnie ochotę do życia i nie wiem jak dalej z tym żyć. Nie potrafię "po prostu żyć i nie przejmować się tym" i nie wiem jak z tym żyć. Do tematu mam kilka dodatkowych pytań:

1. Czy genetyczny chad jest cięższy? Czy typ i przebieg chadu, który ma źródło genetyczne jest nieco podobny do przebiegu chad u rodzica (czy jeśli u mojej mamy występują, np. pełne manie to u mnie będzie podobnie?)

2. Wiem że marihuana "wyciąga" ukryte zaburzenia. Dlaczego, więc u mnie wyciągnęła właśnie nerwicę?

3. Czy jest szansa, że nie będę miał w przyszłości żadnych zaburzeń? Jeśli tak, to na ile jest to prawdopodobne?

4. Czy jest możliwe że w przyszłości nie będę miał chad, tylko np. nerwicę?

5. Szukam wiele informacji o badaniach nad nowymi lekami, nowinkach psychiatrycznych itd. (w moim położeniu nie muszę mówić dlaczego), ale jest o tym bardzo niewiele. Czy może istnieją jakieś strony o tej tematyce? Czy rzeczywiście psychiatria jest szybko rozwijającą się teraz dziedziną? Bardzo interesuje mnie czy istnieje szansa na poprawę w leczeniu w najbliższej przyszłości.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Lęk przed rozmową z nieznajomymi

Witam, mam 24 lata. Mój problem polega na tym, iż wydaje mi się, że od 3 lat zachowuję się dziwnie. Mam trudności z poznawaniem nowych ludzi, z relacjami, ciągle myślę, że oni knują przeciwko mnie, wszystko o mnie wiedzą....

Witam, mam 24 lata. Mój problem polega na tym, iż wydaje mi się, że od 3 lat zachowuję się dziwnie. Mam trudności z poznawaniem nowych ludzi, z relacjami, ciągle myślę, że oni knują przeciwko mnie, wszystko o mnie wiedzą. Nieraz jak jadę np. autobusem to wydaje mi się, że się na mnie patrzą, że się śmieją ze mnie, chociaż wiem że to nieprawda, ogarnia mnie lęk i najchętniej to bym wyskoczył z autobusu w czasie jazdy. Mam problemy z koncentracją, mam strasznie niską samoocenę, kiedy przebywam ze znajomymi dają mi odczuć, że się zmieniłem, że już nie jestem taki jak kiedyś wesoły i sympatyczny, a to pogarsza moja sytuację. Nie mam problemów ze snem, niekiedy zaczynam zdanie i w połowie zapominam o czym mówiłem, mam trudności z wyrażaniem swoich uczuć, śmieję się sztucznie, nic mnie nie cieszy, mówię coś bez sensu, tylko żeby mówić. Dużo razy myślałem, żeby z sobą skończyć, w ogóle mam takie założenie, że jak sie pogorszy to jeszcze została mi ucieczka na tamten świat. Problemem jest nawet utrzymywanie kontaktu wzrokowego przez 5 sekund. Biję się ciągle z myślami, nic mi się nie chce. Kiedyś wyrywałem laski na porządku dziennym teraz jestem jakiś nieśmiały zamknięty w sobie i w ogóle mam trudności z prowadzeniem konwersacji, tak jak już pisałem, unikam kontaktu wzrokowego. Strasznie się denerwuję, ogarnia mnie lęk i to wszystko utrudnia mi myślenie o tym, o czym rozmawiam z daną osobą. W danej chwili izoluję się od ludzi, wolę siedzieć sam w domu, grać na komputerze niż iść gdziekolwiek, bo wiem, że się źle będę czuł. Nieraz mam dobre dni, że się śmieję szczerze i ogólnie zachowuje sie normalnie, ale to się zdarza sporadycznie bardzo rzadko. A teraz mój życiorys. Do 17 roku życia mieszkałem z babcią, mamą, dziadziem tatem oraz siostrą i właśnie wtedy się wszystko zaczęło. Przeprowadziliśmy się, zbuntowałem się mamie, zacząłem uciekać z domu, wpadłem w towarzystwo, które piło alkohol, zażywało różne narkotyki, między innymi (extazy, MDMA, amfetaminę, marihuanę, Mefedron) i można powiedzieć, że była to zorganizowana grupa przestępcza nieletnich. Trafiłem na rok do kryminału, po połowie wyszedłem, najadłem się tam tonę stresu. Marihuanę palę 8 lat, można powiedzieć, że co 3 dzień paliłem inne używki, zażywałem sporadycznie i do tego alkohol - wszystko mieszałem razem. Dodam, że byłem u psychiatry, zapisał mi sedam i chloropotixen, czy jakoś tak, ale to kompletnie mi nie pomagało. Zaproponował, żebym poszedł do szpitala na 2 tyg., w celu zdiagnozowania choroby, ale się nie zgodziłem, myślałem że tabletki pomogą, ale nic z tego. Proszę napisać, co mam robić, na jaką chorobę to wygląda.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Nerwica i podejrzenie alergii

Drodzy Państwo! Bardzo proszę o poradę w mojej sprawie. Od kilku tygodni mam "napady", które powodują uczucie, iż jest mi słabo, mam wrażenie jakby gardło mi się zatykało i miała się zaraz udusić. Zacznę od początku: Nastąpiła u mnie jeszcze...

Drodzy Państwo! Bardzo proszę o poradę w mojej sprawie. Od kilku tygodni mam "napady", które powodują uczucie, iż jest mi słabo, mam wrażenie jakby gardło mi się zatykało i miała się zaraz udusić. Zacznę od początku: Nastąpiła u mnie jeszcze zimą tzw. pokrzywka, która przeleczyłam lekami. Nie mniej jednak warto o tym wspomnieć, gdyż Pani dermatolog powiedziała mi wtedy, że jak leki nie pomogą muszę natychmiast udać się do szpitala, bo mogę się udusić. W lutym byłam w szpitalu (zupełnie inny temat) jednego wieczora dostałam jakieś uczulenie na ciele, (to było wieczorem, ale rano zjadłam owsiankę na śniadanie, mimo, że w dzieciństwie byłam na nią uczulona) od razu mi się skojarzyło z tą pokrzywką/reakcją uczuleniową na owsiankę dlatego poszłam do dyżurki po lek antyalergiczny, po którym niestety dostałam atak ściśniętego gardła, miałam wrażenie, że język mi puchnie, całą twarz miałam bardzo purpurową - "odratowano" mnie silnymi lekami. Wszystko było w porządku przez jakiś czas, dopóki nie zaczęłam dostawać podobnego uczucia jak w szpitalu jak tylko widziałam, że moja skóra się robi lekko czerwona itp. Jestem alergikiem, pomyślałam, że to może w mojej głowie tylko i po wzięciu leków antyalergicznych jakby przechodziło. Niestety objawy zaczęły się nasilać po pewnych posiłkach np. po zjedzeniu ciastek, których wcześniej nigdy nie jadłam, sorbetu ananasowego u teściowej po obiedzie, teraz mam uczucie, że jestem na wszystko uczulona i boję się już cokolwiek jeść poza chlebem z szynką... Zakupiłam testy na alergię, w tej chwili nie biorę żadnych leków, żeby wyszły prawidłowe, zrobię je we wtorek. Przy każdym "ataku" biorę Calcium, czasem kilka razy dziennie, żeby jakoś to przetrwać. Moje pytanie do Państwa - czy to może być nerwica lękowa spowodowana uszczerbkiem na psychice wywołaną przez Panią dermatolog i sytuacją ze szpitala? Czy może powinnam się zgłosić do specjalisty? Dodam, że palę papierosy, ale nie sądzę, żeby one były przyczyną, ponieważ są dni, że palę kilka papierosów i nic mi nie jest. W celu opisania bardziej problemu również dodam, że mimo iż sytuacja się powtarza od kilku tygodni to od kilku dni też przed tymi "atakami" (choć chyba, nie zawsze) czerwone place na ciele - nie jakaś duża ilość, ale swędzą. Może pokrzywka mi wróciła, a duszności są niezależną sprawą? Pozdrawiam Marta

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Drżenie rąk i uczucie chłodu podczas zdenerwowania

Czego mogą dotyczyć moje objawy? Przy najmniejszym zdenerwowaniu, a nawet podekscytowaniu występuje drżenie rąk i całego ciała oraz przyspieszone bicie serca, nie mogę się skupić. Poza tym jest mi ciągle zimno, ubieram się grubiej niż wszyscy i ciągle marznę, i...

Czego mogą dotyczyć moje objawy? Przy najmniejszym zdenerwowaniu, a nawet podekscytowaniu występuje drżenie rąk i całego ciała oraz przyspieszone bicie serca, nie mogę się skupić. Poza tym jest mi ciągle zimno, ubieram się grubiej niż wszyscy i ciągle marznę, i bardzo dużo piję wody, bo mam częste uczucie pragnienia. Jeśli to ma jakiś związek to pół roku temu okazało się, że mam łysienie plackowate, ale objawy opisane wyżej występowały już przed tą chorobą. Zawsze byłam osobą dającą się łatwo wyprowadzić z równowagi, ale ostatnio to najdrobniejszy szczegół mało istotny sprawia, że wpadam w furię. Jestem ciągle poddenerwowana i "nabuzowana", mało co mnie cieszy, wszystko postrzegam negatywnie. Jak nigdy dotąd. Szczerze to tylko dzięki dziecku się jakoś trzymam i dzięki niemu jeszcze zdarzy mi się odczuwać jakąś radość.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Lęk przed przyjmowaniem leków na nerwicę

Lekarze stwierdzili u mnie nerwicę. Dostałam lekarstwa, ale boję się ich brać, bo jak wzięłam jeden lek nie przespałam całej nocy - wystąpiło zwalnianie serca i kołatanie. Robiłam EKG, ECHO, krew, cukier, mocz. Wszystko jest dobrze. Mam lęki, żeby...

Lekarze stwierdzili u mnie nerwicę. Dostałam lekarstwa, ale boję się ich brać, bo jak wzięłam jeden lek nie przespałam całej nocy - wystąpiło zwalnianie serca i kołatanie. Robiłam EKG, ECHO, krew, cukier, mocz. Wszystko jest dobrze. Mam lęki, żeby nie zostać sama, badam co chwilę swoje serce, bo mam lęk przed tym, że przestanie pracować. Czuję wtedy ucisk w klatce piersiowej i jak bym zaraz miała przestać oddychać. Nie wiem czy wybrać się do psychologa. Badam oddech, lekarz kazał mi wyrównywać oddech. Piję melisę i biorę magnez. Jak mam lęki staram się o tym nie myśleć i mówię bliskim o swoich lękach. Nie chcę mieć tych lęków, chcę być zdrowa!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Natrętne myśli o zabiciu kogoś u nastolatki

Bardzo mnie martwi to, że mam dziwne myśli o zabijaniu. Często nachodzi mnie ochota, żeby komuś zrobić krzywdę. Boję się, że coś ze mną jest nie tak i że kiedyś nie wytrzymam i coś komuś zrobię. Ja naprawdę tego nie...

Bardzo mnie martwi to, że mam dziwne myśli o zabijaniu. Często nachodzi mnie ochota, żeby komuś zrobić krzywdę. Boję się, że coś ze mną jest nie tak i że kiedyś nie wytrzymam i coś komuś zrobię. Ja naprawdę tego nie chcę. U psychiatry byłam nie raz, ale jeszcze nie odważyłam się mu tego powiedzieć. Proszę o poradę i diagnozę. Małgosia, lat 13

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski
Dr n. med. Karol Kaziród-Wolski

Lęki przed komunikacją masową

Mam 21 lat i boję się, że mogę mieć schizofrenię. Od dłuższego czasu jestem bardzo podenerwowana, smutna, płaczliwa, cały czas bije mi serce, trzęsą mi się ręce oraz co najgorsze, ciągle nachodzą mnie natrętne myśli dotyczące różnych rzeczy. Ciągle...

Mam 21 lat i boję się, że mogę mieć schizofrenię. Od dłuższego czasu jestem bardzo podenerwowana, smutna, płaczliwa, cały czas bije mi serce, trzęsą mi się ręce oraz co najgorsze, ciągle nachodzą mnie natrętne myśli dotyczące różnych rzeczy. Ciągle mnie coś dręczy, męczy, czasem już nie wiem nawet co. Cały czas myślę o tym, chodzi mi coś po głowie, wracają do mnie rzeczy, kiedy coś złego zrobiłam, mam wieczne wyrzuty sumienia. Czuję się jakbym zwariowała. Nie mogę o niczym normalnie pomyśleć, wszystko muszę zapisywać, bo mnie to męczy. Do tego nienawidzę wychodzić z domu, mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, śmieją się, że mnie, rozmawiają o mnie. Wejście do tramwaju czy innego środka transportu mnie przeraża. ;( Boję się, że zwariowałam. Co to może być? Obawiam się najgorszego - schizofrenii...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wychowywanie bliźniaczek

Witam, jestem mamą bliźniaczek - córeczek w wieku 5 lat. Są to kochane, dobrze rozwijające się dzieci, ale jak wiadomo wymagające stałej atencji. Matką zostałam dosyć późno, bo w wieku 34 lat. Po urodzeniu się dziewczynek, myślę że miałam jakieś...

Witam, jestem mamą bliźniaczek - córeczek w wieku 5 lat. Są to kochane, dobrze rozwijające się dzieci, ale jak wiadomo wymagające stałej atencji. Matką zostałam dosyć późno, bo w wieku 34 lat. Po urodzeniu się dziewczynek, myślę że miałam jakieś - nieodkryte przez lekarzy stadium depresji poporodowej. Przez pierwsze 3 miesiące życia nie dopuszczałam do nich nikogo oprócz ich taty, oczywiście i mojej siostra - cała reszta rodziny miała zakaz wstępu. Po 3 miesiącach zaczęliśmy wychodzić do ludzi;) I wszystko było ok. w 8 miesiącu ich życia wróciłam do pracy, a dzieci zostały z nianią do 3 roku życia, a potem - przedszkole. Największym szczęściem dla mnie było wyjście z domu do pracy... Praca to mój odpoczynek. W ostatnim czasie (mniej więcej od pół roku), coraz chętniej przebywam z dziewczynkami w domu i już tak bardzo nie jestem zachwycona, że muszę je na cały dzień opuszczać (pewnie dlatego, że są starsze i coraz łatwiej jest się z nimi dogadać)... Po odebraniu dziewczynek z przedszkola zazwyczaj idziemy na długaśny spacer, a potem dom i wszystkie związane z nim obowiązki. Mąż mi pomaga, choć nie w takim zakresie jak bym oczekiwała. Zazwyczaj jest tak, że o 21 padam na twarz! A wtedy pojawiają się pytania - może film, może sex i czemu taka jesteś...? Życie wg takiego schematu delikatnie mnie frustruje, a objawia się to bardzo częstymi moimi wybuchami - krzyczę na dzieci, jestem nerwowa, wiele rzeczy mnie drażni. Ostatnio doszłam do wniosku, że sama sobie ze sobą nie poradzę, że potrzebuję pomocy specjalisty, że pewnie bez leczenia farmakologicznego się nie obędzie. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i nieszczęśliwa miłość

Mój problem jest dość skomplikowany, a moje pytanie nie dotyczy jednej rzeczy. Myślę, że należy zacząć od tego, że podejrzewam u siebie zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Już w młodości (mniej więcej podstawówce) miałam natrętne myśli, które jednak z czasem udało mi...

Mój problem jest dość skomplikowany, a moje pytanie nie dotyczy jednej rzeczy. Myślę, że należy zacząć od tego, że podejrzewam u siebie zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Już w młodości (mniej więcej podstawówce) miałam natrętne myśli, które jednak z czasem udało mi się zwalczyć. Pojawiały się jednak później co jakiś czas (np. myśli o śmierci). Stałam się zamknięta w sobie, skryta, niepewna siebie, raczej źle czułam się w otoczeniu ludzi. Okres liceum wspominam nieco lepiej - w szkole szło mi dobrze, zyskałam wspaniałą przyjaciółkę, która jest zdecydowanie moją bratnią duszą. Nasze podobieństwo wciąż mnie zadziwia. Mimo to, dalej czułam się najlepiej sama, z niecierpliwością wyczekiwałam możliwości powrotu do domu, byłam raczej milcząca, a niechęć (jeśli to nie za mocne słowo) do ludzi i moją aspołeczność obracałam w żart. Natrętne myśli powróciły kilka dni temu. Przez pierwsze dwa dni były tak silne, że miałam trudności z zaśnięciem, a gdy już udało mi się zasnąć, budziłam się wcześnie, chodziłam zamyślona, nieobecna, ze łzami w oczach, czując bezsilność i bezsens. Nie mogłam odgonić natrętnych myśli choć starałam się z całej siły. Próbowałam przemówić sobie do rozsądku, ale to nie skutkowało. Nie wiedziałam co robić - jakby coś kazało mi myśleć o tym samym wciąż i wciąż. Gdy udało mi się choć trochę się uspokoić, myśli wracały i "musiałam" przemyśleć wszystko od początku, wytłumaczyć sobie, że moje myśli są absurdalne, wyliczyć na palcach wytłumaczenia i tak w kółko. Jakiś czas wcześniej miałam "obsesję" na punkcie sprawdzania, czy kurki od gazu są zakręcone. Dokręcałam po kolei każdy z nich, nie raz kilka razy. Wzbudzało to śmiech u mojego brata i ja sama zauważyłam niedorzeczność swoich działań i udało mi się przestać to robić. Obsesyjnie sprawdzałam (i nieraz dalej to robię) czy mam telefon w torebce. Kilka razy naprzemiennie otwierałam i zamykałam torebkę aby upewnić się, czy telefon jest w środku, a nawet pytałam o to kogoś, choć sama widziałam, że telefon tam był. Do tego zauważyłam, że zaczęłam bardzo często myć ręce lub na przykład liczyć, ile rzeczy zjadłam danego dnia lub/i ile miały kalorii. Natrętne myśli nie pozwalają mi się skupić na niczym innym, czuję się jak w amoku, odcięta od otaczającego mnie świata. Myślę jednak, że to moje lęki mnie "zżerają", czy mam rację? A może to stres? W końcu zdałam ostatnio maturę, musiałam wybrać studia (wybrałam uczelnie bardzo oddaloną od mojego domu, co jest dla mnie wielkim przeżyciem, bo jestem bardzo związana ze swoją rodziną), teraz czeka mnie złożenie dokumentów i oczekiwanie na wyniki i kilka innych czynników raczej mniej ważnych, ale też bardzo mnie stresujących (jestem niesamowicie wrażliwą osobą). W każdym razie zwierzyłam się ostatnio mamie, że mam natrętne myśli i czego dotyczą, ponieważ już nie radziłam sobie z nimi. Trochę mi to pomogło, lecz na następny dzień wszystko wróciło (choć chyba mniej nasilone). Przejdźmy jednak do sedna i tego, co jest dla mnie problemem obecnie. Jak już wspomniałam jestem bardzo wrażliwą osobą, denerwuję się i stresuję sto razy bardziej niż powinnam, obmyślam wszystko, doszukuję się itd. Razem z moją przyjaciółką jesteśmy raczej romantyczkami. Nasze rozmowy dotyczą uczuć, miłości - tej jednej, wielkiej, na całe życie. Oglądamy i czytamy romanse. I tu chyba pojawił się mój lęk - że będę sama, że nigdy nie spotkam tej jedynej osoby lub wręcz przeciwnie - że już ją poznałam. I tu zaczyna się cała historia. Postaram się opisać ją jak najzwięźlej. Około 4(?) lata temu poznałam chłopaka (w zasadzie kojarzyłam go wcześniej, ale to wtedy jakby "należeliśmy do jednej paczki"). Ja miałam 15 lat, on był o 2 lata młodszy(!). I wtedy zaczęły się jego zaloty, jednak ja go odtrącałam. On jednak nie dawał za wygraną, a ja zaczęłam mięknąć (bo ile można się opędzać, jeszcze gdy ktoś powtarza, że mu zależy i wyznaje miłość, obejmuje, okazuje czułość?). Wciąż twierdziłam, że nie chcę być z nim - przecież był ode mnie młodszy, było mi głupio przed innymi, ale też nie czułam fascynacji jego osobą. Jednak jego objęcia sprawiały mi przyjemność - i może właśnie tu chodziło o bliskość, która była tak przyjemna i akceptację, której tak mi brakowało. Jednak nie do końca wierze, że jego uczucie do mnie było prawdziwe. Na początku pisaliśmy esemesy, spotykaliśmy w gronie znajomych i chyba wtedy zaczęłam się przywiązywać. W wakacje on wyjechał, później wrócił i nie odzywał się do mnie jakiś czas, co mnie zabolało, było dziwne, bo przecież podobno tyle dla niego znaczyłam. Następnie sytuacja się powtarzała. Gdy spotykaliśmy się w gronie znajomych, byliśmy blisko, on twierdził, że żywi do mnie uczucie, ale później, potrafił się długo nie odzywać, jakbym na co dzień nie istniała w jego świecie. Może też dlatego, że wciąż go odtrącałam (choć w jego obecności miękłam i pozwalałam mu być blisko). W ciągu roku szkolnego potrafiliśmy się do siebie praktycznie nie odzywać, może raz czy dwa, a gdy już myślałam, że wszystko między nami skończone i udawało mi się wszystko uporządkować, on burzył to, co budowałam do tej pory i znów zapewniał mnie, że mnie kocha. Później jednak było troszkę inaczej. Nie pisaliśmy ze sobą na co dzień, może raz, dwa w roku szkolnym, a w wakacje, gdy gdzieś się spotykaliśmy (nigdy sami, zawsze ze znajomymi), było nam dobrze w swojej obecności, w sumie raczej nie rozmawialiśmy wiele - może po prostu chodziło nam o bliskość i zainteresowanie, których nam brakowało. Gdy w tamtym roku myślałam, że wszystko między nami skończone i czułam się z tą świadomością lepiej (choć on pojawiał się dość często w moich myślach, spotykaliśmy się czasem przypadkiem to w autobusie, to na ulicy), on znów sprawił, że runęło to, co sobie ułożyłam w głowie. Znów zapewnił mnie o swojej miłości, był czuły, a ja się temu poddałam. Stwierdziłam, że jeśli wciąż, po tak długim czasie, on o mnie myśli w ten sposób, może naprawdę mnie kocha i biorąc pod uwagę to, że ja też o nim myślę, może warto jest spróbować. Odważyłam się więc i poprosiłam go o rozmowę. On oczywiście się zgodził, lecz wciąż "nie miał czasu", choć miał go dla kolegów. Pewnego dnia nie wytrzymałam i wymusiłam na nim tą rozmowę. Twierdził, że bał się tego, co mu powiem. Ale ja nie potrafiłam mu powiedzieć nic poza tym, że nie jest mi obojętny, nie nazwałam swoich uczuć wprost (bo sama chyba nie byłam pewna tego, co czuję, ale też bałam się tego, co powiedzą inni). On mnie pocałował, stwierdził, że straciliśmy tak dużo czasu, umówiliśmy się na następny dzień. Jednak następnego dnia jemu coś wypadło, a potem już się nie odezwał. Nie rozmawialiśmy o tym. Niedługo potem po jakiejś imprezie odprowadził mnie do domu, gdy się żegnaliśmy próbował mnie pocałować, nie chciał mnie puścić, przeprosił mnie, ale był wtedy pod wpływem alkoholu. Powiedziałam mu, że miał swoją szansę i ją zmarnował. Do tej pory nigdy więcej o tym nie rozmawialiśmy. Wiem, że nasza relacja była skomplikowana. Czy jest możliwe, żebyśmy w tak młodym wieku żywili do siebie prawdziwe uczucie? Czy on naprawdę mógł mnie kochać? A może mam wyrzuty sumienia, że przez ten cały czas go odtrącałam, a z drugiej strony dawałam nadzieję? Myślę, że to, co mogło trzymać nas przy sobie to chęć poczucia bliskości drugiej osoby, zainteresowania, czego nam brakowało, a także jak już wspomniałam - akceptacji - której potrzebowałam. Nie czułam się nigdy duszą towarzystwa, nie byłam specjalnie rozmowna, nie miałam wielu koleżanek, może nawet czułam się samotna. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu myślę, że gdy byłam pod ręką lub czuł się samotny wiedział, że wystarczy parę słodkich słówek, a ja szybko zmięknę, dając mu poczucie bliskości. Może po prostu mną manipulował, jego zapewnienia nie były szczere, po prostu jest typem uwodziciela? Czy to moja wrażliwość i poczucie winy nie pozwalają mi o tym zapomnieć i każą rozpamiętywać to od nowa? Może była to po prostu bardziej młodzieńcza fascynacja drugą osobą, pierwsze odczuwanie czyjejś bliskości, które było tak ekscytujące? Może nie chodziło nam o siebie, bo przecież mimo tego, ile czasu minęło mam wrażenie, że wcale się nie znamy, a o czyjąś obecność? Może wytworzyła się między nami chemia, pierwszy raz odczuwaliśmy coś takiego i dlatego wydawało się to takie intensywne, wyjątkowe i głębokie? Nie mogę przestać o tym myśleć, choć teraz, gdy to z siebie wyrzuciłam, czuję się o niebo lepiej... Jednak dalej męczy mnie myśl: "dlaczego znów zaczęłam o tym, o nim myśleć?" Myślę, że przyczyną może być film o nieszczęśliwej miłości i wielkich emocjach, który oglądałam wcześniej z przyjaciółką. I może to on wywarł na mnie takie wrażenie... Bo to z nim związane były moje pierwsze silniejsze emocje tego typu... I tu narodził się lęk, że to było to jedyne, wielkie uczucie i że już nigdy nie poczuję czegoś takiego do nikogo. Będąc beznadziejną romantyczką dręczą mnie pytania wciąż tkwiące w mojej głowie: Co jeśli on mnie naprawdę kochał? Co jeśli już nigdy czegoś takiego nie poczuję? Co jeśli go skrzywdziłam? Co jeśli nigdy się w nikim nie zakocham, a jaki sens ma życie bez miłości? Wiem, że to prawdopodobnie była ta "pierwsza miłość", którą przeżywa się tak intensywnie, bo pierwszy raz czuje się czyjąś bliskość i chemię... I mam nadzieję, że ta następna będzie dojrzalsza, ale może będzie już mniej ekscytująca. Chcę aby mój związek kiedyś nie opierał się tylko na takim pociągu ale na głębszych relacjach - chcę znaleźć kogoś, przy którym będę umiała się otworzyć (co zdarza mi się rzadko) i z kim będę potrafiła rozmawiać. Czy to ma jakiś sens? Czy moja sytuacja jest naprawdę tak beznadziejna jak mi się wydaje? Jak sobie z tym poradzić gdy nie potrafię uspokoić sama siebie, a moje myśli sprawiają, że chcę rwać włosy z głowy? Teraz, gdy to wszystko opisałam czuję się lżej... Czuję absurdalność mojego lęku... Wiem, że nie jestem pierwszą i nie ostatnią dziewczyną, która przeżyła intensywnie pierwszą miłość, ale oddałabym wszystko za zapewnienie, że to nie był ten jedyny i że będę z kimś szczęśliwa nie myśląc o nim... Ale jak mam o nim nie myśleć, gdy mieszka niedaleko mnie i w każdej chwili mogę go spotkać... Myślę, że gdyby udało mi się wyjechać na studia, może złapałabym dystans do całej sytuacji... Przepraszam za milion pytań, ale kłębią się one w mojej głowie nie dając się odgonić i sprawiają, że chce mi się wyć z bezsilności...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Patronaty