Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Wszystkiego się boję, czy to depresja? Proszę o pomoc

Witam i proszę o pomoc. Mam 13 lat, codziennie płaczę bez powodu, chodzę załamana, boję się wszystkiego, miałam problemy w szkole (szantaż i w ogóle przezywają mnie) - strasznie się z tym przejmuję. Gdy ktoś zadzwoni do drzwi i widzę...

Witam i proszę o pomoc. Mam 13 lat, codziennie płaczę bez powodu, chodzę załamana, boję się wszystkiego, miałam problemy w szkole (szantaż i w ogóle przezywają mnie) - strasznie się z tym przejmuję. Gdy ktoś zadzwoni do drzwi i widzę tam jakiegoś mężczyznę zaraz się obawiam, że przyszedł aby mi coś zrobić, siedzę w domu całymi dniami. Bardzo proszę o pomoc, byłabym bardzo wdzięczna - proszę. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy uda się opanować moje urojenia?

Witam! Jestem Patrycja, mam 18 lat. Piszę tutaj, ponieważ mam problem z urojeniami. Byłam u 2 psychiatrów. Pierwszy powiedział mi, że cierpię na urojenia paranoidalne, a drugi, że jest to zespół natręctw OCD. Szczerze mówiąc mam większe zaufanie do drugiego...

Witam! Jestem Patrycja, mam 18 lat. Piszę tutaj, ponieważ mam problem z urojeniami. Byłam u 2 psychiatrów. Pierwszy powiedział mi, że cierpię na urojenia paranoidalne, a drugi, że jest to zespół natręctw OCD. Szczerze mówiąc mam większe zaufanie do drugiego lekarza, ponieważ jest to kobieta, która podczas pierwszej wizyty rozmawiała ze mną półtorej godziny, zrobiła mi nawet test i stwierdziła zespół natręctw. Przepisała mi lek, który pomaga. Poprzedni lekarz zapisał mi inny, który też mi pomaga. Chociaż lek, który mi zapisał prawie rok temu pomagał, to nie miałam do niego całkowitego zaufania, ponieważ rozmowa z nim trwała 15 min Wyglądało to tak, jakby chciał tylko szybko zgarnąć kasę. W sumie sama nie wiem, co tak naprawdę mi jest. Wiem także, iż cierpię na nerwicę, którą wykryto u mnie w wieku 15 lat. Może teraz opowiem coś o moich objawach. Zaczęło się to pod koniec wakacji 2009 r. W nocy, gdy siedziałam przy komputerze zaczęły nachodzić mnie niechciane myśli typu „wstań i zrób coś Kamili” (Kamila, to moja siostra, z którą dzielę pokój). Ja oczywiście nie przejęłam się tym za bardzo, ponieważ uznałam, że to może ze zmęczenia, bo nie ukrywam - była to już późna godzina. Później zaczęły mnie nachodzić myśli takie jak „idź do pokoju mamy i zrób jej krzywdę”. Tym zaczęłam się już przejmować, ponieważ mama jest dla mnie osobą bardzo ważną i nie do pomyślenia było dla mnie coś takiego no i oczywiście był to już drugi przypadek. Te myśli nasilały się, najgorzej było wieczorem, zaczynałam mieć lęki kiedy zbliżał się wieczór, bałam się iść spać. Było tak codziennie, czasem troszkę silniejsze, a czasem troszkę słabsze. Przed oczami ukazywały mi się także różne okropne obrazy, np. że robię jakąś krzywdę, osobie bliskiej memu sercu. Mój stan pogarszał się, dusiłam to w sobie 5 miesięcy, bałam się komukolwiek powiedzieć, ponieważ bałam się reakcji innych osób W końcu nie wytrzymałam i pewnego dnia (luty 2010 r) wybuchłam płaczem, stało się to w domu. Poszłam i wydusiłam to z siebie mamie. Mama oczywiście mnie wsparła, na następny dzień zabrała mnie do lekarza pierwszego kontaktu, aby poradził, co mamy robić. Zarejestrowałam się do psychiatry, byłam u niego na 4 wizytach, które odbywały się co 2 miesiące. Leczyłam się i przyznam się, że na czas wakacji stwierdziłam, że czuję się lepiej i odstawiłam tabletki, chociaż lekarz nie pozwolił mi na przerwanie leczenia przez co najmniej rok. Po wakacjach moje natrętne myśli wróciły, ale były to już myśli związane z seksualnością. To było dla mnie coś obrzydliwego, znów nie wiedziałam, co robić. Mama zadzwoniła do psychiatry, ale tym razem była to właśnie ta kobieta, która stwierdziła u mnie zespół natręctw. Z nią o wiele lepiej mi się rozmawiało i czułam, że mogę jej powiedzieć w sumie wszystko! Na razie byłam u niej na pierwszej wizycie (9 listopada, 2010 r). Zapomniałam jeszcze dodać, że to, co mnie męczy, to nie są żadne, tylko niechciane myśli. Czasem mam ochotę krzyknąć tak głośno, żeby dały mi spokój, bo naprawdę jest to męczące i nie życzę tego nikomu. W moim przypadku pojawiają się także myśli typu „weź ten widelec, bo jak weźmiesz inny, to stanie się komuś krzywda” albo „dotknij łóżka przed wstaniem 4 razy, bo coś się nie uda”. Nie mogę czegoś zrobić np. 6 razy, ponieważ boję się tej liczby, tak samo jak liczby 3. Ja osobiście interesuję się psychiatrią i dużo czytam o chorobach psychicznych, ale wiele z nich ma podobne objawy, dlatego ja sama nie potrafię sobie odpowiedzieć co tak naprawdę mi jest. Mam nadzieję, że kiedyś opanuję to wszystko i uda mi się spełnić moje największe marzenie, czyli zostać lekarzem psychiatrą :). Proszę o odpowiedź i z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Rozdwojenie jaźni - czy to jest depresja?

Witam, Mam pewien problem. Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. W towarzystwie czuję się szczęśliwa, wesoła i generalnie rzecz biorąc taką osobą jestem, pełną optymizmu i chęci do życia. Jednakże ostatnimi czasy, gdy jestem sama odczuwam silną chęć leżenia...

Witam, Mam pewien problem. Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. W towarzystwie czuję się szczęśliwa, wesoła i generalnie rzecz biorąc taką osobą jestem, pełną optymizmu i chęci do życia. Jednakże ostatnimi czasy, gdy jestem sama odczuwam silną chęć leżenia w łóżku i nicnierobienia. Często nakładam słuchawki i próbuję słuchać muzyki. Przez kilka godzin potrafię przełączać piosenki, gdyż wszystkie wydają mi się za wesołe, co mnie dziwi, gdyż jestem fanką spokojnej, refleksyjnej muzyki, można by powiedzieć, że wręcz dołującej. Nachodzą mnie nieraz myśli samobójcze. Czuję się beznadziejnie, nikomu nie potrzebna. W nocy nie mogę spać, gdyż śnią mi się demony mojej przeszłości. Budzę się z krzykiem i dalej już nie mogę zasnąć. Myślałam o tym, czy mogą być to wyrzuty sumienia, jednak jestem dobrym człowiekiem - staram się nie krzywdzić ludzi, a już na pewno nie tych, na których mi zależy. Ponadto często płaczę bez przyczyny, odczuwam wewnętrzną pustkę, mimo, że mam wszystko, czego dusza może zapragnąć. Nie mówię tu o korzyściach majątkowych, ale mam wspaniałą rodzinę, przyjaciół. Nie mam żadnych stresów. Czuję się, jakby wewnątrz mnie siedziała inna osoba, która gdy jesteśmy ''sam na sam'' próbuje wydostać się na zewnątrz. Szukam pomocy, nie wiem co mi jest, nikt nie umie mi pomóc. Za każdą odpowiedź z góry dziękuję, będę bardzo wdzięczna... PS. Takie rzeczy trwają zaledwie tydzień, ale bardzo się martwię o moje zdrowie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Lęk przed jedną osobą

Zwracam się do pana z ogromna prośbą o wyjaśnienie mi czegoś, czego sama nie potrafię zrozumieć i odpowiednio nazwać. Otóż od dłuższego czasu mam straszny, irracjonalny lęk przed pewna osobą, unikam wszelkiego kontaktu z nią, gdy ją widzę strasznie się...

Zwracam się do pana z ogromna prośbą o wyjaśnienie mi czegoś, czego sama nie potrafię zrozumieć i odpowiednio nazwać. Otóż od dłuższego czasu mam straszny, irracjonalny lęk przed pewna osobą, unikam wszelkiego kontaktu z nią, gdy ją widzę strasznie się denerwuję, czuję jak pot mnie oblewa, robię się czerwona i czuję jakby coś mnie odpychało od tej osoby, tzn. jakby jakaś siła mnie odpychała, gdy jestem blisko tej osoby, mam ochotę zapaść się pod ziemię i jak najszybciej wręcz uciec z miejsca gdzie ona się znajduje. Zastanawiam się co mi jest i wstydzę się tego bardzo, bo uważam, że to nie jest normalne, zwłaszcza, że po raz pierwszy mam takie coś w życiu - bardzo mi to przeszkadza, nie wiem co z tym zrobić, staram się jakoś to kontrolować, ale na dłuższą metę mi to nie wychodzi. Przy innych osobach czuję się dobrze, tylko do tej osoby tak mam, to jest okropne! Boję się tej osoby, ale nie w sensie, że mi coś zrobi tylko jakoś tak strasznie sprawia mnie w zakłopotanie jej widok. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Bóle mięśni, drętwienie kończyn, uczucie gorąca - co może być tego przyczyną?

Mam 19 lat i od połowy sierpnia miałam najpierw bóle mięśni rąk, czułam też takie drętwienie, szczególnie w przedniej i tylnej okolicy ramienia i w przedramieniu, uczucie zmęczenia, na początku trochę bolało mnie gardło. Po kilku dniach zaczęły mnie...

Mam 19 lat i od połowy sierpnia miałam najpierw bóle mięśni rąk, czułam też takie drętwienie, szczególnie w przedniej i tylnej okolicy ramienia i w przedramieniu, uczucie zmęczenia, na początku trochę bolało mnie gardło. Po kilku dniach zaczęły mnie boleć uda tak u góry po wewnętrznej stronie i te bóle utrzymywały się przez dość długi okres z tym, że przez chyba tydzień nie odczuwałam żadnego bólu, wszystko minęło jak ręką odjął, a potem znów wróciło. Pod koniec września, jak pierwszy dzień poszłam do szkoły, to objawy ustąpiły znów tak nagle i wszystko było w porządku, aż do teraz. Jakiś tydzień temu złapało mnie przeziębienie. Byłam u lekarza, który przepisał mi antybiotyk i przeziębienie praktycznie minęło z tym, że bóle mięśni znów powróciły, plus do tego jeszcze zaczęły mnie dziś piec oczy tak jak to czasem mam, gdy zbyt długo płaczę. Boli mnie kark i część kręgosłupa między łopatkami. Co może być tego przyczyną? Powiem jeszcze, że jestem osobą dość wrażliwą i przejmującą się wszystkim, a w tamtym okresie miałam dużo powodów do zmartwień. Czy nerwy mogą mieć na to jakiś wpływ? Miałam wrażenie, że czasem jak się czymś zajęłam i tak jakby nie myślałam o tym, że mnie coś boli to ten ból tak jakby stopniowo ustępował, choć nie zawsze. Proszę o poradę.

odpowiada 2 ekspertów:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Problem z psychiką - gdzie zgłosić się po pomoc?

Witam, Jestem dziewczyną, w przyszłym miesiącu skończę 18 lat. Moje problemy, o których chcę napisać zaczęły się 3 lata temu, gdy byłam w drugiej klasie gimnazjum, czyli miałam 14 lat. Moi rodzice bardzo często się ze sobą kłócili, w końcu...

Witam, Jestem dziewczyną, w przyszłym miesiącu skończę 18 lat. Moje problemy, o których chcę napisać zaczęły się 3 lata temu, gdy byłam w drugiej klasie gimnazjum, czyli miałam 14 lat. Moi rodzice bardzo często się ze sobą kłócili, w końcu doszło do tego, że mama wpadła w depresję, przestała zajmować się domem, zamykała się sama w kuchni, powróciła do palenia papierosów. Nie wiedziałam wtedy o co chodzi, słyszałam tylko strzępki rozmów mamy z bratem, który próbował jej jakoś pomóc. Zaczęłam opuszczać szkołę, jednak wtedy były to pojedyncze dni, dość rzadko. Następnie zaczęły mnie męczyć bóle głowy, dość silne i częste. Dopiero rok później mama zdecydowała, że powinnam iść do neurologa. Miałam wykonane różne badania, z których jednak nic nie wynikało - byłam zdrowa. W trzeciej klasie częściej mi się zdarzało nie chodzić do szkoły. Trudno mi powiedzieć dlaczego tak było, nie miałam problemów z nauką. Bardzo często zmieniał mi się nastrój, rodzice ze mną praktycznie nie rozmawiali, a jak już to tylko o szkole, co mnie jeszcze bardziej dobijało. Zaczęły się u mnie też inne objawy, do bólu głowy doszedł miejscowy ból pleców, brzucha, drżenie rąk, "drętwienie" części głowy, lub twarzy. Myślałam, że jestem na coś chora, szukałam chorób mających podobne objawy w internecie. Wtedy znalazłam wypowiedzi różnych osób, które podawały te symptomy przy nerwicy. Dość długi czas czytałam o tym, ale to mi nie pomagało. Neurolog, który wiedział tylko o bólach głowy, zalecił, abym poszła do psychologa, jednak nie poszłam. Na pierwszej wizycie musiałabym być z rodzicem, a matka nie była za bardzo zainteresowana tym co się ze mną dzieje, sama miewała częste bóle głowy, więc twierdziła, że to pewnie genetycznie. Kiedy skończyłam gimnazjum, poszłam do liceum. Niestety nie udało mi się dostać do klasy, do której chciałam, przez co skończyłam na innym profilu. Oczywiście teraz wydaje mi się to strasznie głupie, że się nie przepisałam, myśląc po prostu, że sobie poradzę. Ciągnęłam tak pierwszy rok, nie zaliczyłam semestru z jednego przedmiotu rozszerzonego. Tkwiłam w tej klasie, wiedząc, że robię sobie samej krzywdę. Zastanawiałam się nad tym, czy by specjalnie nie zdać i wtedy iść na profil mi odpowiadający. Jednak zdałam, gdyż nauczycielka od tamtego przedmiotu chciała mi pomóc - powiedziałam jej, że od następnej klasy na pewno się przepiszę. Moje świadectwo nie było zbyt dobre, więc niestety szkoła, do której starałam się przepisać mnie nie przyjęła. Tak było i z innymi szkołami. Był koniec wakacji tego roku, nie wiedziałam co mam robić, mama twierdziła, że najlepiej będzie jak wrócę do poprzedniej klasy i przepiszę się od drugiego semestru. Strasznie się tym przejęłam, nie chciałam słyszeć o takim rozwiązaniu. Ale poszłam. Wróciłam, nauczycielka, która chciała mi pomóc w poprzedniej klasie, zawiodła się na mnie i było jej przykro, że ją "wykiwałam". Mimo, iż miałam plan, by od następnego semestru zmienić klasę, nie potrafiłam, a raczej wciąż nie potrafię sobie poradzić. Zaczęłam coraz częściej opuszczać szkołę, mam bardzo zmienny nastrój. Jednego dnia potrafię wierzyć, że dam sobie radę, uda mi się skończyć tę szkołę, czuje się wtedy niezwyciężona - jakbym mogła zrobić wszystko, a kiedy indziej czuję się beznadziejnie, mam natłok myśli, nie umiem się zmusić do nauki czy pójścia na zajęcia. Rodzice, jak i wszyscy na około sądzą, że po prostu jestem leniwa, nie chce mi się uczyć, robić lekcji. Jednak wcale tak nie jest. Piszę pamiętnik, więc mam wgląd we własne nastroje, myśli, odczucia. Jestem zadziwiona, że np. tydzień temu mogłam "coś takiego" napisać, jest to dla mnie niezrozumiałe. Nie mam z kim o tym poważnie porozmawiać, nie ufam rodzicom, głównie matce, przez to, że kiedy byłam w wieku dojrzewania, ona mnie zostawiłam samą sobie. Mam przyjaciół, jednak są w innych szkołach, przez to rzadko się spotykamy, a jak już to raczej o tym z nimi nie rozmawiam. Najchętniej poszłabym do psychologa, albo nawet psychiatry, jednak rodzice muszą mi towarzyszyć, a ja sama nie umiem z nimi rozmawiać o swoich problemach. Cały czas mnie obwiniają, nie dostrzegają, że coś ze mną jest nie tak, więc nie wpadną na to sami, że potrzebuję pomocy. Mama krzyczy, że jestem nieodpowiedzialna, chce mnie karać za to co robię ze szkołą, porównuje do rodzeństwa, z którym nie miała problemów. Najchętniej bym zrezygnowała z nauki, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że to nie jest wyjście. Dużo czytałam o podobnych sytuacjach, chorobach lub zaburzeniach z tym związanych. Najbardziej pasującą do mnie wydaje się być CHaD oraz Borderline. Wiem, że samodiagnoza nie jest dobrą formą oceny, jednak objawy, symptomy tych dwóch wymienionych idealnie mnie opisują (co do zaburzeń osobowości - nie opisałam ich tutaj). Nie wiem w jaki sposób zwrócić się po pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Przygnębienie i lęki - co mi jest?

Dwa miesiące temu przyjechałem do Londynu. Jestem kucharzem i szybko awansowałem na szefa kuchni. Mam dużo obowiązków na głowie. Jakiś miesiąc temu zacząłem się dziwnie czuć, tzn. czułem się taki przygnębiony i nie było to takie rzeczywiste, tylko takie "nieswoje"...

Dwa miesiące temu przyjechałem do Londynu. Jestem kucharzem i szybko awansowałem na szefa kuchni. Mam dużo obowiązków na głowie. Jakiś miesiąc temu zacząłem się dziwnie czuć, tzn. czułem się taki przygnębiony i nie było to takie rzeczywiste, tylko takie "nieswoje" - jest to uczucie jakbym wszystko odczuwał przez mgłę, nie jestem pewny tego co się dzieje wokół mnie, z jednej strony wiem, że np. siedzę w fotelu, ale z drugiej nie jest to dla mnie takie oczywiste. Mam też dziwne lęki, np. sięgając do kieszeni po klucz boję się, że go tam nie będzie. Dzwoni telefon to boję się, że to ktoś z pracy do mnie dzwoni i ze coś jest nie tak, mimo że wiem, że w pracy wszystko jest w porządku. Po ok. 2 tygodniach mi to minęło, ale 2 dni temu znowu wróciło i nie czuję się z tym zbyt dobrze. Znowu się czuję jakoś dziwnie, nic nie jest takie realne i oczywiste. Nie potrafię do końca tego opisać słowami. Problemów ze snem nie mam, wysypiam się. Proszę o pomoc, bo nie wiem co mi jest, nie wiem co zrobić żeby to minęło i nie chcę zaniedbać przez to pracy, a strasznie się z tym męczę. Dziękuję

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Prześladuje mnie myśl, że kiedyś umrę - czy mam nerwicę?

Witam, Jestem 23-letnim mężczyzną i od około 2 tygodni prześladuje mnie myśl, że kiedyś umrę (jakoś nie mogę się z tym faktem pogodzić i nie przejąć się tym). Wkurza mnie to, że nie mogę się tej myśli pozbyć i wrócić...

Witam, Jestem 23-letnim mężczyzną i od około 2 tygodni prześladuje mnie myśl, że kiedyś umrę (jakoś nie mogę się z tym faktem pogodzić i nie przejąć się tym). Wkurza mnie to, że nie mogę się tej myśli pozbyć i wrócić do przejmowania się jedynie sensownymi problemami. Sama ta myśl, która przyciągnie też czasem inne negatywne myśli, wzbudza we mnie niepokój ("ciężar" na brzuchu, muszę sobie czasem głębiej odetchnąć, czasem serce zaczyna szybciej bić), odbiera sporo zapału i radości z życia ("bo jak tu cieszyć się tym czy tamtym skoro i tak umrę" oraz psuje humor. Czy to nerwica czy nie, czy jeszcze nie? Ogólnie to jestem podatny na negatywne myśli i kiedy byłem młodszy to już coś takiego mnie dopadło, ale "przeszło". Boję się, że teraz może nie przejść. Powinienem spotkać się ze specjalistą? Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co jest powodem niezmiennie złego samopoczucia?

Dzień dobry, mam na imię Klaudia i mam 16 lat, za parę miesięcy 17. Piszę tutaj, ponieważ nie wiem co się ze mną dzieje, kompletnie sobie nie radzę. Dwa lata temu wyprowadziłam się od ojca, przez rok mieszkałam z bratem...

Dzień dobry, mam na imię Klaudia i mam 16 lat, za parę miesięcy 17. Piszę tutaj, ponieważ nie wiem co się ze mną dzieje, kompletnie sobie nie radzę. Dwa lata temu wyprowadziłam się od ojca, przez rok mieszkałam z bratem i mamą, a teraz mieszkam z jej facetem. Byłam osobą towarzyską i energiczną, trenowałam boks i mimo trudnej sytuacji rodzinnej zawsze radziłam sobie. Od jakichś 4 miesięcy coś jest nie tak. Nie daję rady w szkole, mam ponad 80 godzin nieobecnych nie dlatego, że wagaruję, po prostu zostaję w łóżku. Nie mam na nic siły, ochoty, nie mogę spać w nocy, na wszystko reaguję płaczem. Nawet gdy spotykam się z przyjaciółką nie potrafię mieć dobrego humoru, chociaż bardzo chcę. Mam niską samoocenę. Od czasu do czasu mdleję. Byłam u lekarza, kazał mi zrobić pobranie krwi, na którym wszystko było dobrze. Naprawdę mam dosyć tej sytuacji, ale nie potrafię niczego zmienić. Ps. Miałam 4 razy pod rząd okres po dwóch tygodniach - czy to może wpływać na moje samopoczucie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z nerwicą lękową?

Witam, W kwietniu stwierdzono u mnie nerwicę lękową, początkowo brałam leki, ale później gdy czułam się lepiej odstawiłam leki, jednak od jakiegoś czasu znów czuję się gorzej, ciągle płaczę, mam niską samoocenę, czuję się niekochana i niepotrzebna, cały czas czuję...

Witam, W kwietniu stwierdzono u mnie nerwicę lękową, początkowo brałam leki, ale później gdy czułam się lepiej odstawiłam leki, jednak od jakiegoś czasu znów czuję się gorzej, ciągle płaczę, mam niską samoocenę, czuję się niekochana i niepotrzebna, cały czas czuję strach, jestem zrezygnowana i cały czas zdenerwowana, a najgorsze jest to, że nikt mnie nie rozumie, nikt nie stara się zrozumieć mojej choroby, cały czas mnie dołują, krytykują, a to sprawia, że wycofałam się z wszelkich kontaktów z ludźmi, boję się porażki, nie chcę rozmawiać z ludźmi, bo każda rozmowa kończy się na tym, że mnie ranią, zrezygnowałam nawet ze studiów, przez to, że czuję, że nie podołałabym temu. Proszę, niech mi ktoś pomoże, co mogę zrobić, żeby znów być uśmiechniętą osobą, cieszącą się życiem?

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc osobie chorej na schozofrenię paranoidalną z psychozą?

Moja teściowa od dłuższego czasu jest chora na schizofrenię paranoidalna z psychozą i zupełnie nie da się z nią żyć. Nie chce się leczyć, a jak wspomnimy o lekarzu to wywołuje to u niej agresję. Jak pomóc takiej osobie, jak...

Moja teściowa od dłuższego czasu jest chora na schizofrenię paranoidalna z psychozą i zupełnie nie da się z nią żyć. Nie chce się leczyć, a jak wspomnimy o lekarzu to wywołuje to u niej agresję. Jak pomóc takiej osobie, jak ją przekonać do leczenia? Nikt już nie ma do niej siły. Życie z nią staje się co raz to trudniejsze. Czy jest na to jakiś sposób? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam urojenia - co mi jest?

Witam! Jestem Patrycja, mam 18 lat. Piszę tutaj, ponieważ mam problem z urojeniami. Byłam u 2 psychiatrów. Pierwszy powiedział mi, że cierpię na urojenia paranoidalne, a drugi, że jest to zespół natręctw OCD. Szczerze mówiąc, mam większe zaufanie do drugiego...

Witam! Jestem Patrycja, mam 18 lat. Piszę tutaj, ponieważ mam problem z urojeniami. Byłam u 2 psychiatrów. Pierwszy powiedział mi, że cierpię na urojenia paranoidalne, a drugi, że jest to zespół natręctw OCD. Szczerze mówiąc, mam większe zaufanie do drugiego lekarza, ponieważ jest to kobieta, która podczas pierwszej wizyty rozmawiała ze mną półtorej godziny, zrobiła mi nawet test i stwierdziła zespół natręctw. Przepisała mi ****** i pomaga . Poprzedni lekarz zapisał mi *****, który też mi pomaga. Chociaż lek, który mi zapisał prawie rok temu pomagał, to nie miałam do niego całkowitego zaufania, ponieważ rozmowa z nim trwała 15 min... Wyglądało to tak, jakby chciał tylko szybko zgarnąć kasę... W sumie sama nie wiem, co tak naprawdę mi jest... Wiem także, iż cierpię na nerwicę, którą wykryto u mnie w wieku 15 lat. Może teraz opowiem coś o moich objawach... Zaczęło się to pod koniec wakacji 2009 r . W nocy, gdy siedziałam przy komputerze, zaczęły nachodzić mnie niechciane myśli typu 'Wstań i zrób coś Kamili' (Kamila to moja siostra, z którą dzielę pokój). Ja oczywiście nie przejęłam się tym za bardzo, ponieważ uznałam, że to może ze zmęczenia, bo nie ukrywam - była to już późna godzina... Później zaczęły mnie nachodzić myśli takie jak 'Idź do pokoju mamy i zrób jej krzywdę'... Tym zaczęłam się już przejmować, ponieważ mama jest dla mnie osobą bardzo ważną i nie do pomyślenia było dla mnie coś takiego, no i oczywiście był to już drugi przypadek... Te myśli nasilały się, najgorzej było wieczorem, zaczynałam mieć lęki, kiedy zbliżał się wieczór, bałam się iść spać... Było tak codziennie, czasem troszkę silniejsze, a czasem troszkę słabsze. Przed oczami ukazywały mi się także różne okropne obrazy... Np. że robię jakąś krzywdę osobie bliskiej memu sercu... Mój stan pogarszał się, dusiłam to w sobie 5 miesięcy. Bałam się komukolwiek powiedzieć, ponieważ bałam się reakcji innych osób... W końcu nie wytrzymałam i pewnego dnia (luty 2010 r.) wybuchłam płaczem, stało się to w domu... Poszłam i wydusiłam to z siebie mamie... Mama oczywiście mnie wsparła, na następny dzień zabrała mnie do lekarza pierwszego kontaktu, aby poradził, co mamy robić... Zarejestrowałam się do psychiatry, byłam u niego na 4 wizytach, które odbywały się co 2 miesiące. Leczyłam się Ketrelem i przyznam się, że na czas wakacji stwierdziłam, że czuję się lepiej i odstawiłam tabletki, chociaż lekarz nie pozwolił mi na przerwanie leczenia przez co najmniej rok. Po wakacjach moje natrętne myśli wróciły, ale były to już myśli związane z seksualnością... To było dla mnie coś obrzydliwego, znów nie wiedziałam, co robić... Mama zadzwoniła do psychiatry, ale tym razem była to właśnie ta kobieta, która stwierdziła u mnie zespół natręctw. Z nią o wiele lepiej mi się rozmawiało i czułam, że mogę jej powiedzieć w sumie wszystko! Na razie byłam u niej na pierwszej wizycie (9 listopada, 2010 r). Obecnie leczę się ****** i ********. Zapomniałam jeszcze dodać, że to co mnie męczy to nie są tylko niechciane myśli... Czasem mam ochotę krzyknąć tak głośno, żeby dały mi spokój, bo naprawdę jest to męczące i nie życzę tego nikomu... W moim przypadku pojawiają się także myśli typu 'weź ten widelec, bo jak weźmiesz inny, to stanie się komuś krzywda' albo 'dotknij łóżko przed wstaniem 4 razy, bo coś się nie uda'. Nie mogę czegoś zrobić np. '6' razy, ponieważ boję się tej liczby, tak samo jak liczby '3'. Ja osobiście interesuję się psychiatrią i dużo czytam o chorobach psychicznyach, ale wiele z nich ma podobne objawy, dlatego ja sama nie potrafię sobie odpowiedzieć, co tak naprawdę mi jest... Mam nadzieję, że kiedyś opanuję to wszystko i uda mi się spełnić moje największe marzenie, czyli zostać lekarzem psychiatrii :) Proszę o odpowiedź i z góry dziękuję! :)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Jak pozbyć się nieustających lęków?

Witam! Wiem, że już dużo na ten temat zostało powiedziane i napisane. Cieszę się, że nie jestem z „tym” problemem sama, jeszcze niedawno myślałam, że tylko ja przeżywam podobne stany. W moim przypadku samej trudno mi określić „mój lęk”. Osoby,...

Witam! Wiem, że już dużo na ten temat zostało powiedziane i napisane. Cieszę się, że nie jestem z „tym” problemem sama, jeszcze niedawno myślałam, że tylko ja przeżywam podobne stany. W moim przypadku samej trudno mi określić „mój lęk”. Osoby, które nigdy tego nie przeżyły nie mogą zrozumieć na czym to polega. Często mówiłam o tym problemie rodzicom, ale czuje, że oni nie przywiązują do tego wielkiego znaczenia. Nie powiem - byłam raz u psychologa nawet ta wizyta w jakimś stopniu dodała mi odwagi, ale czułam, że ten psycholog też do końca nie rozumie istoty tej sprawy. Zacznę może od początku. Zaczęło się to u mnie pod koniec 2 klasy liceum, niedługo będzie 3 lata. Pierwszy taki atak był na jakieś 18-tce u mojego kolegi. Ja nie piję alkoholu często, właściwie tylko przy jakiś tam okazjach najwyżej lampkę wina i wtedy wypiłam kieliszek wódki, a ktoś tam w między czasie źle się poczuł (w tym przypadku za dużo trunku) i wtedy bach! - a jak ja zwymiotuję, a jak mi będzie niedobrze? Jak ja się w domu pokażę! Później na tej imprezie niby tam rozmawiałam z kimś, tańczyłam, ale w podświadomości nadal miałam tą obawę. Zaczęłam się źle czuć, chciałam wrócić do domu, bo tam bym się czuła bezpiecznie, później cały czas mi było niedobrze, ale tak jak nigdy wcześniej w cały moim życiu, to było takie inne „niedobrze” - mówię sobie: na pewno coś zjadłam, przejdzie mi, ale nie przeszło (do dzisiaj). W poniedziałek miałam iść do szkoły - oki, jestem w szkole pierwsza lekcja i znowu bach! - ten lęk nie to, że przed czymś konkretnym, ale samo to uczucie lęku, nagle cała rzeczywistość dookoła jakby przestała mieć znaczenie, bałam się tego. Na następną lekcję już nie poszłam, chciałam wrócić do domu jak najprędzej, wiedziałam, że tam będę bezpieczna potem sobie tłumaczyłam, że muszę się wyspać to mi przejdzie taki stresujący okres w szkole - poprawianie ocen itp., ale nie przeszło, później zaczęłam opuszczać szkołę. Wszyscy mówili: „ale ty jesteś dobra, przychodzisz na pierwsze 2 lekcje, a potem se idziesz - kurcze, ja też tak chcę!” - żeby oni wiedzieli co ja przeżywałam! Nigdy wcześniej nie chodziłam na jakieś tam dyskoteki czy coś, nie miałam za bardzo z kim - koleżanki jakoś mnie nie wyciągały ani nie zapraszały na imprezy czy dyskoteki, a ja tyle razy stałam w oknie i patrzyłam jak moje sąsiadki i sąsiedzi jadą na „disco”, często w klasie opowiadały jak tam jest fajnie, z kim tam były itp., a ja wtedy czułam taką zazdrość w sercu, taki też żal - ile ja razy w tym oknie płakałam, jak ja chciałam, żeby mnie ktoś zabrał, nawet moja ciocia mi mówiła: „ty nigdzie nie chodzisz, nikogo nie poznasz, zostaniesz starą panną” - czułam się zażenowana, chciałam wtedy chodzić, a od kiedy zaczęłam mieć te stany lęku przestałam chcieć, mimo że po jakimś czasie zaczęłam dostawać takie propozycje. Kiedyś bardzo bym się cieszyła, ale nie teraz. Kiedy na przykład byłam na jakiejś imprezie czułam się dziwnie, nie potrafiłam się zrelaksować i tańczyć tak jak kiedyś. Kiedyś słynęłam z tego, że często się śmiałam - teraz mój śmiech stał się pusty i sztuczny, już nie potrafię tak szczerze się śmiać, nie potrafię się bawić. Czuję się bezpiecznie tylko w domu, kiedy mam wyjść np. do kościoła - pocę się, serce mi wali, ale to nie tak, że jak pójdę to jest OK - właśnie podczas mszy mam takie ataki, chodzi mi o to, że nie boje się tam tylko iść tak jak np. zaczęłam liceum to też wychodziłam na autobus, ale wracałam się do domu, bo bałam się tam iść, wiadomo - nowe miejsce, nowi ludzie - nie mogłam się zaaklimatyzować, ale po jakimś czasie to wszystko ustąpiło, odnalazłam się, było tak normalnie (jak ja tęsknię za tym słowem), ale to co teraz jest to koszmar. Teraz zaczęłam studia, mieszkam w akademiku 50 km od domu. Tak tęsknię za tym żeby tam wrócić… W pierwszym tygodniu studiów po 2 dniach spakowałam się i wróciłam. Teraz jakoś tu funkcjonuję, ale jest ciężko, np. siedzę na wykładzie i nagle - bach - lęk! Patrzę na tych ludzi i czuję się obco, boję się, że narobię sobie wstydu, że się zwymiotuję, że zemdleję. Nie jadam też w miejscach publicznych. Jest też tak, że np. jeden tydzień jest w miarę, nawet o tym na moment zapominam, ale kiedy przyjeżdżam po weekendzie to znowu to wraca - czuję się uwięziona, nie wiem co robić, a do tego przez cały czas wszystko analizuję, np. rozmawiam z kimś, ale zupełnie nie skupiam na tym uwagi co ktoś do mnie mówi, tylko wciąż myślę o sobie, jeśli tak to można ująć - nie mogę się na niczym skoncentrować. Jest też tak, że np. kiedy próbuję „rozprawić się” z tym lękiem i szukam w przeszłości to odtwarzam sobie te sytuacje i na nowo to czuję - może to głupie, ale jak byłam wtedy w szkole 2,5 roku temu i miałam ten drugi atak to miałam na sobie taką niebieską bluzkę (i w sumie bluzka nic nie winna ) ale sądziłam, że jak ją znowu założę to znowu „to” się pojawi, chociaż mimo to się pojawi.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy mam szansę wyleczyć się z nerwicy lękowej?

Witam bardzo serdecznie! Na nerwicę lękową leczę się od około czterech miesięcy. Mam trzydzieści lat. Lekarz zapisał mi lek przeciwdepresyjny, biorę go codziennie. W porównaniu z tym co działo się ze mną przed rozpoczęciem leczenia, czuję się o wiele lepiej,...

Witam bardzo serdecznie! Na nerwicę lękową leczę się od około czterech miesięcy. Mam trzydzieści lat. Lekarz zapisał mi lek przeciwdepresyjny, biorę go codziennie. W porównaniu z tym co działo się ze mną przed rozpoczęciem leczenia, czuję się o wiele lepiej, jednak do pełni sukcesu daleka droga. Dolegliwości somatyczne ustąpiły, a w moim przypadku były bardzo silne. Bywało, że prawie codziennie przyjeżdżała do mnie karetka. Całe ciało mi sztywniało, ręce wykręcało, serce waliło jak młot, uczucie, że zaraz zemdleje, duszności. Wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić, bo sama sobie nie poradzę. Badania lekarskie wszystkie zrobiłam, badania krwi, na tarczyce, ekg - wszystkie wyszły dobrze. Czuję się dziś lepiej, ale nie mogę powiedzieć, że jestem zdrowa, czuję się super, niestety. Staram się funkcjonować normalnie, wychodzę z domu, załatwiam swoje sprawy, robię zakupy, choć nie dawno było to niewykonalne, boję się że coś mi się stanie, ale wychodzę i staram się przezwyciężać swoje obawy. Boję się jeździć samochodem i nie wiem czy kiedykolwiek mi to minie. Na psychoterapii byłam dwa razy prywatnie, ale zrezygnowałam, nie stać mnie, a na państwową wizytę muszę poczekać dwa miesiące. Za sobą mam trudne dzieciństwo, które nie było usłane różami. Później nieudane małżeństwo, które też dało mi ostrego kopniaka. Boję się o swoją przyszłość, mam dzieci i bardzo je kocham. Walczę z tą chorobą nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla nich. Czy ja mam szanse wyzdrowieć? Czy jestem skazana brać do końca życia leki? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Najbardziej boję się samotności, ona kiedyś nadejdzie - co wtedy?

  Nie wiem, czy można to nazwać depresją, ale boję się, że to jest nieuniknione w przyszłości. Jestem niepełnosprawna (wada genetyczna). Nie chciałabym zdradzać szczegółów, aby nikt bliski nie domyślił się, że to właśnie ja. W każdym bądź razie...

  Nie wiem, czy można to nazwać depresją, ale boję się, że to jest nieuniknione w przyszłości. Jestem niepełnosprawna (wada genetyczna). Nie chciałabym zdradzać szczegółów, aby nikt bliski nie domyślił się, że to właśnie ja. W każdym bądź razie jak wiadomo trudno mi było zaakceptować fakt, że muszę iść do szkoły, poznawać nowych ludzi itd. Jakoś przez ten etap przebrnęłam. Teraz jestem studentką. Na studiach było zupełnie inaczej. Chociaż już w liceum ludzie byli inni - bardziej poważniejsi, normalniejsi. Aczkolwiek ciężko było, bo zwracam uwagę na wszystko, jestem szczegółowa jeśli chodzi o moją niepełnosprawność, zwracam uwagę na każdy gest, na każdą minę. I to boli. W połowie I roku na studiach dostałam propozycję pracy od siostry ciotecznej. Bardzo się ucieszyłam, że dała mi szansę. Pracowała tam już część rodziny, więc 50/50 byłam z tego powodu w duchu o wiele spokojniejsza. A innych bardzo szybko poznałam i polubiłam. Myślę, że oni mnie też. Teraz już jestem po licencjacie, a dokładniej na I roku magisterki. Mam 22 lata. W liceum Ci fajniejsi chłopacy, tacy mądrzejszy trochę jeśli chodzi o kwestię niepełnosprawności, bardzo lubili ze mną rozmawiać. A ja swatałam ich z moimi koleżankami. Byłam z tego zadowolona, wówczas nie myślałam w ogóle o sobie. Nawet nie przychodziło mi do głowy, że przecież ja będę sama. Wtedy takich myśli po prostu nie było. Teraz jest fatalnie. W pracy prawie wszystkie siostry wyszły za mąż, koleżanki też. Rodzą się dzieci... Kiedyś cieszyłam się na wieść o narodzinach dziecka - bo wiadomo, trzeba się tylko cieszyć. A teraz? Teraz nie potrafię cieszyć się tak cudzym dzieckiem i zachwycać nim. Od razu kręcą mi się w oku łzy i napływają te myśli o tym, że ja przecież nigdy nie będę mieć dziecka, swojego dziecka. Mieszkam z rodzicami i jest mi z nimi bardzo dobrze. Mam brata, ale on ma już swoją rodzinę. Co prawda, oni zapewniali kiedyś, że jak nie daj Boże coś się stanie, to ja z nimi zamieszkam itd. Ale to nie o to chodzi. Jestem bardzo przywiązana do mamy. Czuję się bezpiecznie, nawet gdy ona jest w innym pokoju na końcu mieszkania. Przychodzą teraz takie momenty, że myślę sobie co by było, gdyby tak nagle ich zabrakło - mamy, taty. Czy w ogóle dałabym sobie radę. Nie fizycznie. Psychicznie. Zostanę wtedy zupełnie sama. Potem znów myślę, że przecież tyle osób na świecie jest samotnych i jakoś dają sobie radę. Tylko ja tak chciałabym żeby ktoś mnie pokochał, żeby to było odwzajemnione. Właśnie w tym wieku tego mi brakuje. Rozpisałam się. Nie potrafię opisać wszystkiego, co czuję, czego chcę, czego się boję. Ale jedno wiem na pewno: boję się samotności. Najbardziej w życiu boję się samotności. A przecież kiedyś ona nadejdzie.

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Psycholog czy psychiatra?

Witam, Mam 19 lat i od roku dziwnie się czuję. Mianowicie zaczęło się pewnego razu kiedy zapaliłem marihuanę - dodam, że paliłem ją często, do tego spożywałem spore ilości alkoholu. No więc po tym zapaleniu sobie dostałem ataku paniki...

Witam, Mam 19 lat i od roku dziwnie się czuję. Mianowicie zaczęło się pewnego razu kiedy zapaliłem marihuanę - dodam, że paliłem ją często, do tego spożywałem spore ilości alkoholu. No więc po tym zapaleniu sobie dostałem ataku paniki, której towarzyszył lęk przed śmiercią. Po jakimś czasie przeszło, ale kiedy innego razu poimprezowałem sobie ten stan powrócił, tak było kilka razy z przerwami, aż zostało mi tak już do dziś. Czuję się dziwnie, mam dziwne myśli, których nie mogę opanować. Nadal czuję lęk i uczucie "odrealnienia" i obcości, ciężko mi jest się na czymkolwiek skupić. Mam zawroty głowy i towarzyszące mi prawie zawsze bóle owej głowy lub jej ucisk, najczęściej po lewej stronie i w karku, ponadto czuje dziwne „trzeszczenie” w karku. Trzęsą mi się ręce i czasami bolą mnie mięśnie, nadmiernie się pocę. Czy to nerwica? Dodam, że urodziłem się poprzez poród kleszczowy i że kiedy byłem dzieckiem miewałem takie lęki kiedy miałem gorączkę, ale to były pojedyncze wypadki. Jestem też chory na łysienie plackowate już 7 lat i miałem z zaakceptowanie tego jako dziecko bardzo duże problemy, które odbiły się uważam niekorzystnie na mojej psychice.Też w domu miewałem sytuacje na pewno nie poprawiające mojego samopoczucia, gdyż mój ojciec jest alkoholikiem odkąd pamiętam. Proszę o poradę: do jakiego lekarza się udać, psychologa czy psychiatry? Czy to jest uleczalne?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co się ze mną dzieje? Czy to może być nerwica?

Mam 15 lat. Od kilku miesięcy mam silne bóle głowy, zawroty głowy, jetem zmęczona, nic mi się nie chce, drżą mi ręce oraz nie mogę się skupić. Zauważyłam też, że wypadają mi włosy i często czegoś zapominam. Czy to może być nerwica?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Psycholog a psychiatra przy objawach depresji

Witam, mam pytanie dotyczace wyboru psychologa i psychiatry przy pierwszych objawach depresji. Sądzę, że od roku mam objawy depresji. Nic mnie nie cieszy, jestem wciąż smutna, zmęczona, izoluję się od ludzi, mam myśli samobójcze, a moja przyszłość jawi mi się... Witam, mam pytanie dotyczace wyboru psychologa i psychiatry przy pierwszych objawach depresji. Sądzę, że od roku mam objawy depresji. Nic mnie nie cieszy, jestem wciąż smutna, zmęczona, izoluję się od ludzi, mam myśli samobójcze, a moja przyszłość jawi mi się jako czarna dziura. Do tego wszystkiego wciąż powtarzają się bóle żołądka, wypadają mi włosy i męczy nadmierna senność. Jedną z przyczyn prawdopodobnie może być bardzo stresująca i czasochłonna praca, której nie lubię. Nie wiem jednak gdzie się zgłosić. Do psychiatry czy do psychologa? Jaka jest różnica między psychologiem a psychiatrą? Czy psychiatra nie pomyśli, że zawracam mu głowę, bo zajmuje się poważnymi chorobami? Szczerze wolałabym iść do lekarza, mam do nich większe zaufanie. Jeśli zaś powinnam iść do psychologa to proszę uzasadnić dlaczego. Pzdr. i z góry dziękuję za odpowiedź.
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Boję się chodzić do szkoły, mam myśli samobójcze!

Bałam się iść do szkoły już na początku wakacji. Od września przestałam chodzić do szkoły. Przez cały ten czas próbowałam popełnić samobójstwo, jednak za każdym razem tchórzyłam. W plecaku zawsze noszę przy sobie nóż i linkę, jakby zachciało mi...

Bałam się iść do szkoły już na początku wakacji. Od września przestałam chodzić do szkoły. Przez cały ten czas próbowałam popełnić samobójstwo, jednak za każdym razem tchórzyłam. W plecaku zawsze noszę przy sobie nóż i linkę, jakby zachciało mi się zabić. Moja każda próba jest nieudana, ciągle jednak próbuję jeszcze raz, chociaż mam świadomość, że się nie odważę. Nie mogę się skupić na nauce, nikt mnie nie rozumie.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Jak dalej funkcjonować? Do jakiego lekarza się udać?

Witam, Mam 20 lat. Zdecydowałam się napisać, bo męczy mnie sprawa tego, co mi jest. Od pewnego czasu, dokładniej około czterech lat, moje życie zaczęło się stopniowo zmieniać. Moja samopoczucie wskutek niełatwych przeżyć (choroba członka rodziny i związane z tym...

Witam, Mam 20 lat. Zdecydowałam się napisać, bo męczy mnie sprawa tego, co mi jest. Od pewnego czasu, dokładniej około czterech lat, moje życie zaczęło się stopniowo zmieniać. Moja samopoczucie wskutek niełatwych przeżyć (choroba członka rodziny i związane z tym napięty tok życia) zaczęło się pogarszać. Na początku pojawił się wyraźny spadek nastroju, słuchanie melancholijnej muzyki, zamartwianie się, pytania natury filozoficznej: o sens życia, o to jak żyć, samotne długie spacery, wpatrywanie się w okno, itd. Mimo wszystko udawało mi się funkcjonować, bo wymagała tego sytuacja. Jednakże samopoczucie nadal się pogarszało, a uśmiech nie pojawiał się na mojej twarzy często. Zaczęłam ograniczać kontakty ze znajomymi, odmawiałam na zaproszenia na imprezy, bo nie byłam w stanie się tam odnaleźć. Zawsze byłam osobą sprawiającą wrażenie silnej. Niestety - w towarzystwie, w sytuacjach trudnych zachowywałam kamienną twarz, za to gdy nikt nie widział ukradkiem ocierałam łzy. Później, gdy nastąpiły lepsze momenty jeżeli chodzi o moją sytuację, nadszedł trudny czas - nauka w szkole średniej i przygotowanie do matury. Początkowo szło mi nieźle, bo zawsze byłam bardzo dobrą uczennicą, jednak z czasem wszystko zaczęło mi sprawiać problem. Bywały dni, kiedy nie mogłam wstać z łóżka, przemóc się, ubrać i wyjść do szkoły. Odczuwałam swego rodzaju lęk, napięcie spadało, kiedy wiedziałam, że mogę pozostać w domu, ale nie ustępowało nigdy całkowicie. Doszedł spadek koncentracji - nie mogłam się uczyć, dostawałam więc złe oceny, przez co czułam się w klasie gorsza, i nagle z osoby zdolnej uchodziłam za nieporadną. Nie mogłam znieść siedzenia w ławce, nic nie rozumiałam z prowadzonej lekcji, miałam poczucie, jakby ktoś z całej siły przyciskał mi rękę do głowy i czoła tak, że robiło mi się ciemno przed oczami. Do tego dochodziły bóle żołądka, głowy, zaburzenia pamięci krótkotrwałej. Wynajdywałam różne sposoby, by do szkoły nie pójść - chciałam zaoszczędzić sobie cierpienia. Dlatego byłam zdolna nawet poobijać sobie rękę czy nogę tłukąc nimi o ścianę przez pół nocy. Dziś nie studiuję, ale zamierzam to zrobić w przyszłym roku. Mimo, że oddaliłam od siebie większość sytuacji stresowych - to nie rozwiązuje problemu. Od prawie samego początku mam myśli samobójcze na zasadzie "co by było gdyby". Jednak odczuwam także lęk przed śmiercią, niekiedy wole nie wychodzić z domu, bo mam wrażenie, że wszyscy dziwnie się na mnie patrzą. Każda sytuacja stresowa jest dzisiaj dla mnie nie do zniesienia, ostatnio przyłapałam się na tym, że kiedy się zdenerwuję, trzęsę się niemiłosiernie. Oprócz tego dzień mija za dniem, a ja mam poczucie ogromnego marnotrawienia czasu, odczuwam wstręt przed nauką, nie jestem w stanie zmobilizować się, mam wiele ważnych dla mnie spraw do załatwienia, ale czekam na cud, aż ktoś zrobi to za mnie, tracę wiele szans, które dają mi inni. Godzinami pogrążam się w myślach. W nocy często zdarzały mi się koszmary, teraz, gdy bezpośrednio nie mam się czym stresować, śnią mi się rzeczy dobre, ale nigdy w tym śnie w nich nie uczestniczę. Stoję obok, a po przebudzeniu odczuwam coś na zasadzie żalu, przykrości, że nigdy nie dosięgnie mnie szczęście i że to nie może być widocznie dla mnie. Chciałabym poczuć co to miłość (chodzi mi o relacje z mężczyzną), ale nie mam odwagi zawalczyć o swoje życie. Stresuję się nawet wyjściem na randkę, nie jest to dla mnie żadna przyjemność. Koleżanki i koledzy nie rozumieją mojego zachowania, złoszczą się na mnie, bo często uciekam od sytuacji trudnych, nie umiem im stawić czoła. Kiedy się czymś zdenerwuję, czuję obniżenie napędu, tak też bywało przez pierwsze 2 lata. Teraz obserwuję spowolnienie i pobudzenie na zmianę. Są dni, kiedy po prostu nie umiem usiedzieć w miejscu, błąkam się bez celu po mieszkaniu. Często taki stan jest nie do zniesienia, ale obserwuję też u siebie dużą senność, nie mogę przez to funkcjonować w ciągu dnia, już 3 godz. po przebudzeniu poszłabym spać dalej. Zwykłe obowiązki są dla mnie dziś większym wysiłkiem, zrobienie np. obiadu graniczy z cudem, nie mam do tego siły i cierpliwości. Dlatego mam pytanie: cóż to może być? Moje przypuszczenia wahają się miedzy depresją a dystymią, jednakże, mimo że teraz rzadziej pogrążam się w totalnej beznadziei wiem, że może to być spowodowane tym, że chwilowo nie jestem aktywna społecznie, wcześniej w czasach szkolnych bywały sytuacje, że byłam w silnym stresie, bałam się, że nie wytrzymam. Nie wiem, czy będę w stanie powrócić już niedługo do normalnego życia, czy moja koncentracja poprawi się na tyle, by kontynuować naukę? Jakiego lekarza odwiedzić? Psychiatrę? A może psychologa, ale czy długoterminowa psychoterapia w dość szybkim tempie wyeliminuje moje problemy? Dziękuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty