Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z przyjaciółmi: Pytania do specjalistów

Ulotność przyjaźni w konsekwencji depresji czy czasu?

Witam, mam 17 lat i aktualnie chodzę do 2 klasy szkoły średniej. Myślę, że stwierdzenie, iż przyjaciół dobieramy sobie podobieństwem charakterów czy osobowości, jest prawdziwe, przynajmniej tak było względem mnie i mojej przyjaciółki z gimnazjum. Chociaż, czy można to było...

Witam, mam 17 lat i aktualnie chodzę do 2 klasy szkoły średniej. Myślę, że stwierdzenie, iż przyjaciół dobieramy sobie podobieństwem charakterów czy osobowości, jest prawdziwe, przynajmniej tak było względem mnie i mojej przyjaciółki z gimnazjum. Chociaż, czy można to było nazwać przyjaźnią? Raczej można ująć określeniem 'koleżanki ze wspólnej ławki'. Byłyśmy osobami skrytymi, zamkniętymi w sobie, co tworzyło pewien dystans między nami i nie potrafiłyśmy do końca sobie zaufać i otworzyć (przynajmniej ja na pewno). Gimnazjum było jedynym punktem nas spajającym, ale także zarazem trudnym okresem, w którym dominowały zaczepki albo obojętność osób z klasy. Nie potrafiłyśmy się przeciwwstawić wyrządzanej nam krzywdzie. Chociaż w nas się wręcz burzyło od emocji, to milczałyśmy zamiast krzyczeć. Potem rozeszłyśmy się do innych szkół i kontakt powoli zamierał.

Można powiedzieć, że takie sytuacje się zdarzają, ale to jest bardziej skomplikowane: nie umiem być głucha na głos sumienia, to że pozostawiłam ją samej sobie, nie daje mi spokoju. Od trzeciej klasy zauważyłam, że z optymistki, cieszącej się z wszelkiej błahostki, moja koleżanka zmieniła się... wypaliła się i zgasła. Zamknęła się w swoim pokoju (myślę, że szkoła, dom czy poczucie samotności na pewno odegrały w tym znaczącą rolę). Nawet jej mama zaczęła się niepokoić (ale czy teraz powzięła jakieś środki? Wiem tylko, że przebywają ze sobą dużo czasu: wakacje, zakupy). W tym samym czasie także samobójstwo popełnił nasz kolega (który dopiero tym zdarzeniem uświadomił nam, jak bardzo był dla nas wszystkich niewidoczny). Moja koleżanka, jako osoba wrażliwa, przeżyła to niezwykle głęboko (nawet pani psycholog zaintrygowana, że wszystkie emocje dusi w sobie, poradziła jej, by się udała do poradni). W dniu tej tragicznej wieści przekonałam się, że mimo wewnętrznych chęci nie potrafię innych wspierać (moja szkolna towarzyszka niedoli zadzwoniła po koleżankę, w której ramionach mogła się wypłakać i poczuć ulgę - chociaż ja byłam tuż obok).

Po pewnym czasie zaczęła mi się zwierzać w SMS-ach. Treści były niepokojące, że zawodzi siebie i innych. Niekiedy nienawidzi siebie, że się urodziła. Zastanawiała się, czy rodzice na pewno chcieli jej przyjścia na świat. Doszło nawet do tego, że pisała, iż próbowała się utopić, ale tego nie potrafiła. Oczywiście w SMS-ach umiałam ją podtrzymać na duchu, jednak gdy dochodziło do spotkań, to ten temat jakby w ogóle nie istniał. OBECNIE: Minął (gdzieś tak) rok od tych zwierzeń. Teraz, raz na jakiś czas, napiszemy do siebie, ale moje pytania pozostają bez odpowiedzi (lub naszą rozmowę kończą lapidarne teksty typu "Aha"). Straciłam chęci do nawiązywania z nią kontaktu (po co? żeby pisać monologi?). Do tego świadomość, że mogę ją dodatkowo urazić czy zdołować, wcale mnie nie motywuje.

Czemu nie umiałam się wziąć w garść i pogadać z nią o jej problemach? Ale przecież, czy osoba nieumiejąca poradzić sobie sama z sobą jest dobrym mentorem w tak poważnych sprawach? Chociaż na przyjaciołach powinno się polegać... To jest przytłaczające czuć odpowiedzialność za cudze życie lub śmierć. W dzieciństwie byłam "jedyną przyczyną" (tzw. córeczka tatusia), dla której mój ojciec alkoholik z myślami samobójczymi nie chciał się zabić. Po prostu bałam się tego, że moje słowa mogą być motorem tragicznych wydarzeń mojej koleżanki, więc lepsza była cisza i niewidzenie problemu. Przebywanie z nią dawało mi poczucie, że nawzajem się dołujemy: to patrzenie na nią, odczuwanie, że coś jest nie tak, ale nie umiem jej pomóc, dać uśmiechu na dłuższy czas niż tylko na chwilę, który wydawał się jak wymuszony...

Jednak nadal się boję o nią, gdyż chociaż te wyznania mogły się przedawnić, to czy jej TAKIE zachowanie może być spowodowane depresją? Bo czy można nie zwracać uwagi na innych i odnaleźć szczęście (przez większość czasu) w 4 ścianach pokoju nad lekcjami? Wiem po sobie, że stan depresyjny może trwać i rozwijać się latami, dlatego mam obawy. Dawałam jej numer telefonu zaufania oraz mówiłam, że możemy iść do poradni, ale nie wiem, czy skorzystała. Mogłam bardziej naciskać, wpłynąć na nią. Wiem, że udzielić mi dokładnej odpowiedzi i rozwiać moje wątpliwości może tylko ONA, ale boję się tej konfrontacji. W ogóle, czy powinnam wracać do przeszłości? A może przesadzam? Przepraszam za tak długi opis, ale chciałam wszystko ująć i wyrzucić to z siebie. Pozdrawiam i liczę na odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie radzę sobie sam bez kolegi

Dzień dobry! Chciałbym się dowiedzieć, czy mam depresję. Jestem studentem, mieszkam z kolegą razem już 3 rok i męczę 6 rok tę politechnikę. Odnoszę wrażenie, że bez niego w ogóle sobie nie poradzę. Zaczynam robić tak, jak on powie....

Dzień dobry! Chciałbym się dowiedzieć, czy mam depresję. Jestem studentem, mieszkam z kolegą razem już 3 rok i męczę 6 rok tę politechnikę. Odnoszę wrażenie, że bez niego w ogóle sobie nie poradzę. Zaczynam robić tak, jak on powie. Dla niego moje zdanie nie liczy się. Ma mnie, można powiedzieć brzydko, gdzieś, przynajmniej odnoszę takie wrażenie. Dla niego nigdy nic nie potrafię i tak zrobię to źle. Nie wiem, może za bardzo się tym wszystkim przejmuję. Nie mam swojego zdania w niczym, z czego też się bardzo śmieje i go to denerwuje. Już sam nie wiem, jak mam postępować. Jak sam zaczynam coś robić, jakiś projekt czy uczyć się, to on oczywiście ignoruje to, bo nie uznał, że to dobry moment, by coś porobić. Czasami jak mnie zdenerwuje, to najchętniej bym mu oddał fizycznie, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Niekiedy nie mogę spać, tak po mnie nerwy chodzą, nie potrafię mu tego prosto w oczy powiedzieć.

Mam jakiś lęk, że sobie nie poradzę ze studiami, bo mieszkam we Wrocławiu i rodzice opłacają ten cały "cyrk", a już powinienem tę szkołę skończyć dawno. Ale muszę przyznać jedno, że ten mój kolega jest nieco bystrzejszy w tej szkole i kiedyś mi powiedział, że do niczego nie jestem mu potrzebny. Proszę o poradę. Czy to, co pokrótce przedstawiłem, to jakieś może "wydziwiania", czy mam z tym jakiś problem? Z góry dziękuję i pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Problemy w szkole - odrzucenie przez kolegów

Witam, mam 17 lat i chodzę do 2 klasy liceum. Mam dość duży problem ze sobą, ze szkołą, z rodzicami i ogólnie z całym otaczającym światem. Zacznę od tego, że jestem jedynaczką. Upragnionym dzieckiem rodziców, bo przed moim urodzeniem moja...

Witam, mam 17 lat i chodzę do 2 klasy liceum. Mam dość duży problem ze sobą, ze szkołą, z rodzicami i ogólnie z całym otaczającym światem. Zacznę od tego, że jestem jedynaczką. Upragnionym dzieckiem rodziców, bo przed moim urodzeniem moja mama urodziła synka, ale niestety po 20 dniach zmarł z powodu wady serca. Więc ukochana córeczka ma wszystko, nie mogę powiedzieć, że mi czegoś brakuje. Przez ostatnie 3 lata mieszkałam u babci przez tydzień, a na weekendy jeździłam do domu. W sumie lubiłam ten układ. Moja babcia jest emerytowaną nauczycielką, dziadek również. Było mi bardzo dobrze, a i z rodzicami nie miałam żadnych problemów. W szkole było, jak było, raz lepiej, raz gorzej, ale większych problemów nie miałam z nauką, czy też z towarzystwem. Miałam jedną przyjaciółkę, wierną, i jak myślałam do tej pory, na zawsze. Ale czas i moja głupota wszystko zmieniły.

Problem zaczął się praktycznie w maju. Miałam jechać z moją inną przyjaciółką, z którą też chodziłam do jednej klasy, na weekend majowy. Ale że miałam problemy z babcią, która w końcu zmarła (nie ta, u której mieszkam) nie pojechałam. Przyjaciółka nie miała problemu, znalazła zastępstwo. Ale że zbliżały się wakacje, zaczęłyśmy planować wspólny wyjazd. Udało się - znalazłam wspanialy domek, dość tani, obok działki moich dziadków. Moja paczka miała pojechać sama, a ja miałam dojechać wieczorkiem. Byłam wtedy na obozie, ale oni myśleli, że byłam gdzie indziej. Nie chciałam mówić im, że jadę na obóz, ot tak, sama z siebie chciałam mieć jakiś sekret :) Pojechali, ale że żadna z tych osób nie była pełnoletnia i nie mieli żadnego dowodu tożsamości, to zostali wyrzuceni z tego ośrodka. Wtedy mój dziadek pojechał po nich, przywiózł na działkę i moja babcia stwierdziła, że ich przenocuje i jutro pojadą gdzieś razem, i ona za nich poręczy! Ale oni: "Nie".

I po tym wszystkim nazwali mnie kłamczuchą i ogólnie wszystkim najgorszym. Została mi moja przyjaciółka. Niby wszystko OK, powiedziała, że sobie poradzimy, chociaż ona zawsze była z boku naszej paczki, ale nie pokłóciła się z nikim. Postanowiłyśmy zmienić klasę na równoległą. Powiodło się. Wszystko było OK, chociaż strasznie to wszystko przeżyłam. Bałam się chodzić po mieście, chciałam zmienić szkołę, ale rodzice mi nie pozwolili. Moja przyjaciółka, z którą przeniosłam się do innej klasy, również się na mnie obraziła. Szczerze mówiąc, nie wiem za co. Zostałam sama. Czuję się okropnie, chce mi się płakać, mam napady płaczu ogólnie, nie mam ochoty żyć i w dodatku mam wspólne lekcje językowe z moimi byłymi znajomymi, gdzie nie oszczędzają mi docinków. Żal mi z jednej strony tego wszystkiego, ale nie mam siły o to walczyć. Chyba na zawsze zostanę sama... Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy warto czekać na sygnał od niego?

Od bardzo długiego czasu bardzo mocno związałam się z pewnym chłopakiem, mam na myśli przywiązanie koleżeńskie, przyjacielskie. Wszystko było super, im dłużej go znałam, tym bardziej mu się zwierzałam, ufałam, chciałam z nim spędzać czas, bo zawsze było ciekawie, miło...

Od bardzo długiego czasu bardzo mocno związałam się z pewnym chłopakiem, mam na myśli przywiązanie koleżeńskie, przyjacielskie. Wszystko było super, im dłużej go znałam, tym bardziej mu się zwierzałam, ufałam, chciałam z nim spędzać czas, bo zawsze było ciekawie, miło i śmiesznie, tak jak powinno być :) Oczywiście nie było zawsze tak idealnie, dużo kłótni, o byle co, no i kiedyś mieliśmy też problem z takimi kłótniami, bo nie umieliśmy ich normalnie załatwiać, niepotrzebnie mówiliśmy sobie niemiłe słowa itd... Było parę razy tak, że jak już się pokłóciliśmy albo po prostu on miał jakiś powód, żeby się nie odzywać, to zdawało mi się, że to już koniec. Nie odzywał się, był uparty i trwał w swojej olewce. Nic nie działało. Ale moja przyjaciółka się z nim pogodziła i wyszło (chociaż niby od niechcenia), że pogodziliśmy się. I oczywiście było jak dawniej, dopóki nie zaczęłam tematu, który okazał się tym całym problemem, przez który on się nie odzywał... Znów się zaczął taki napięty czas między nami. On chciał, bym go przeprosiła za to wszystko, ja nie widziałam takiej potrzeby, wręcz powiedziałam sobie i mu, że nie przeproszę, bo nie mam za co. W końcu, bo mi zależało, gdy się widzieliśmy, przeprosiłam go, bo chciałam, żeby było dobrze. Wszystko było dobrze, bardzo długo, rozmawialiśmy ciągle, ale w jakiś sposób przestaliśmy się spotykać... Czułam niepokój, więc postanowiłam, że chcę się z nim spotkać i spytać co się dzieje... Spotkałam się i już mniejsza z tym, o czym gadaliśmy, ale pod koniec spotkania powiedział, że ma mnie już "gdzieś" , że to się robi męczące i w ogóle, że ma dość... Jak to usłyszałam od razu poszłam, nie mogłam tego znieść, jak mógł to powiedzieć, odbierałam go jako bardzo dobrego kolegę, przyjaciela, a on takie coś mi powiedział, a nie miał powodów... Napisałam mu jedynie, że nie rozumiem jego decyzji. Nie gadaliśmy jakoś konkretnie ze sobą przez dłuższy czas, tylko takie urywkowe zdania, pisał do mnie, pomimo tego, że powiedział, że ma mnie gdzieś. Ja postanowiłam w rozmowie z nim, że się otworzę przed nim, nie będę pokazywać żadnej dumy, tylko napiszę po prostu, że mi zależy i nie rozumiem, dlaczego tak powiedział. Napisałam mu wszystko, co czułam, ale on dalej pisał, że już go nie interesuję (jakbym mu coś zrobiła). Parę dni temu napisałam mu, żeby się ze mną spotkał itd... Spokojnie... On napisał, że wiele razy próbował i to nie ma sensu... Ja pisałam dalej, tak jak czułam, aż napisał, że to przemyśli i myślę, że "zmiękł", bo przecież gdyby nie chciał, to by po prostu napisał "nie, odwal się" itd., w końcu już był do tego zdolny. I niedawno napisał mi, że przemyślał to, ale da mi jeszcze znać, jak postanowi. Więc nie wiem, warto czekać na jego decyzję? Ja już się oczywiście przyzwyczajam, że go nie ma i jest "dobrze", ale jak on był, to też było dobrze. Boję się, że jak się zgodzi na spotkanie i znów wszystko będzie dobrze, to potem znów się to powtórzy. Albo że jak już dostanę to co chcę, to nagle do mnie dojdzie, że nie zasługiwał na to.

Chcę pomóc przyjaciółce - jak konkretnie?

Witam, mam 18 lat, jestem maturzystką, w tym roku sama walczyłam z depresją (byłam u psychiatry kilka razy, przyjmowałam leki) i trzymam się dobrze. Nie mogę tego powiedzieć o mojej przyjaciółce, która właśnie teraz potrzebuje pomocy. Jest ona również w...

Witam, mam 18 lat, jestem maturzystką, w tym roku sama walczyłam z depresją (byłam u psychiatry kilka razy, przyjmowałam leki) i trzymam się dobrze. Nie mogę tego powiedzieć o mojej przyjaciółce, która właśnie teraz potrzebuje pomocy. Jest ona również w maturalnej klasie, jednak jej problemy nie zaczęły się nagle, tylko stopniowo narastały. 2 lata temu okaleczała się (zaznaczę, że mogłam mieć na nią wpływ, gdyż ja to jakby "zapoczątkowałam"), rok temu miała problemy związane z odżywianiem i prawie bulimią (nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale to ja jestem osobą, która ma kompleksy dotyczące swojego ciała, ona nie ma nawet nadwagi), w tym roku po prostu już się rozpadła.

Zawsze była osobą zamkniętą, która kumulowała w sobie wszystkie złe nastroje i cierpiała wewnętrznie. Zupełnie nie dogaduje się z rodzicami, myślę, że to jest główny problem. Ciągle mówi, że u Niej w domu wcale nie jest tak wspaniale, jak wygląda z zewnątrz, brakuje jej miłości mamy (jej mama ma depresję od dawna), rodzice ograniczają ją, ona w odwecie nie okazuje im uczuć, mówi, że od tych 3 lat nieustannie kłóci się z nimi. Nasza wspólna przyjaciółka, równie nam bliska, chciała się zabić i skoczyła z mostu do rzeki. Przeżyła. Dowiedziałyśmy się długo po fakcie. Również miała depresję.

Ostatnio, kiedy zauważyłam, że znowu coś jest nie tak, żeby z niej cokolwiek wyciągnąć, musiałam ją upić. Dowiedziałam się, że ona nie potrafi żyć, jest w dziurze, w której się zatapia, nie ma nic wokoło, jest sama, nie chce żyć, że jest zimna jak kamień i pusta, nie ma w sobie żadnych uczuć, że nie wie kim jest, że ciągle udaje, jej rodzice nie mogą jej znieść, że tak źle się zachowuje, że kazali jej się wyprowadzać z domu. Powiedziała, że pójdzie do psychologa. Nie poszła. Następnego dnia mówiła, że wszystko w porządku. Że ona nie potrzebuje żadnego psychologa, chociaż jednocześnie powiedziała, że "to nie jest tak, że ja nie chcę tam iść, tylko nie potrzebuję", że nie o Niej powinnyśmy rozmawiać.

To ja jestem dla niej najważniejszą osobą na świecie. Ja, póki co, Jej nie odpuszczam i namawiam ją do wizyty. Bezskutecznie. Jak mam to zrobić? Próbowałam szantażu, czy w tym wypadku jest on wskazany? Czy mam z Nią rozmawiać o tym, o czym ona mi mówiła, czy też nie? Jak mam z nią rozmawiać, kiedy ona ciągle mi ucieka, zbywa mnie? W tym roku matura, a już zaczyna opuszczać szkołę, więc muszę działać szybko. Jej rodzice widzą, co się z nią dzieje i umówili ją z psychologiem, ale nie poszła. W szkole udaje. Nieustannie udaje. Jak mam w nią wejść i czy powinnam? Co mówić? Czy spełnieć jej marzenia, pokazywać piękno życia, które ja widzę, czy nie mówić o sobie? Co konkretnie mam robić, a czego nie? Może powinnam pójść z nią do psychologa, czy nie? Może kogoś możecie mi polecić? Zrobię wszystko, co mogę. Wszystko. Tylko co mogę? Gosia

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Problemy w relacjach z rówieśnikami

Mam 17 lat. Uczę się w liceum. Moje problemy zaczęły się już cztery lata temu... Gdy pokłóciłam się z przyjaciółką, ona rozpętała mi prawdziwe piekło... Zmieszała mnie z błotem, ośmieszyła przed całym otoczeniem. Nabrałam wtedy dużego lęku przed ludźmi i...

Mam 17 lat. Uczę się w liceum. Moje problemy zaczęły się już cztery lata temu... Gdy pokłóciłam się z przyjaciółką, ona rozpętała mi prawdziwe piekło... Zmieszała mnie z błotem, ośmieszyła przed całym otoczeniem. Nabrałam wtedy dużego lęku przed ludźmi i zaangażowaniem się w kontakty międzyludzkie. Przez dwa lata byłam ośmieszana, nie mówiłam o tym nikomu, nie szukałam nigdzie pomocy... W końcu poradziłam sobie z tym sama. Myślałam, że z tego wyszłam, ale... Rok temu poznałam w internecie znajomą. Na początku dobrze nam się rozmawiało... Gdy spotkałyśmy się w realu, wszystko szło dobrze... Aż do czasu, gdy zaczęła nazywać mnie przyjacielem... Wtedy zaczęło dziać się ze mną coś bardzo dziwnego...

Zaczęłam mieć ogromne lęki, że ona mnie opuści... Kiedy tylko przez chwilę zostawałam sama, dostawałam napadów szału... Robiłam jej wyrzuty, krzyczałam, że jej nienawidzę, że odejdę, że się zabiję i to będzie jej wina... Nie pozwalałam jej normalnie żyć... Następnego dnia dochodziłam do wniosku, że nie mogę pozwolić jej na przebywanie z takim czymś jak ja... Ale nie umiałam jej zostawić, bo bałam się zostawać sama... Nie wiem, co się ze mną dzieje. Potrafię tydzień być "normalna", po czym w jednej chwili przestać normalnie myśleć, robić awantury, krzyczeć, wyzywać... Ostatnio zaczęłam mieć nawet myśli samobójcze i właściwie nie ma dnia, w którym nie myślałabym o śmierci.

Nie miałam łatwego życia... Mój brat był narkomanem, moi rodzice byli skupieni tylko na nim, moje problemy zeszły na bok. Nie mam teraz do nich żadnego zaufania, nie mam nikogo, kto mógłby mnie wysłuchać... Czy to może mieć jakiś wpływ na moje zachowanie? Mam ogromne kompleksy... Kiedy rozmawiam z ludźmi, wydaje mi się, że oni uważają mnie za kogoś gorszego, że wyśmiewają za plecami... Nie umiem przez to normalnie funkcjonować... Jestem nadwrażliwa, wszystko biorę do siebie i chowam głęboko... Potrafię przeżywać jedno wypowiedziane na mój temat złe słowo przez długi czas i potem dusić je w sobie... Nienawidzę siebie... Jednocześnie chciałabym sobie pomóc... Co mi jest?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie mam właściwie żadnych relacji z rówieśnikami - czy to jest normalne?

Mam prawie 22 lata i właściwie nie jestem w stanie mieć normalnych relacji z rówieśnikami. Właściwie nie mam z nimi żadnych relacji. Nie chodzę na imprezy, nie mam przyjaciół. Nie umiem gadać z ludzmi w moim wieku. Mnie bawią głupoty,... Mam prawie 22 lata i właściwie nie jestem w stanie mieć normalnych relacji z rówieśnikami. Właściwie nie mam z nimi żadnych relacji. Nie chodzę na imprezy, nie mam przyjaciół. Nie umiem gadać z ludzmi w moim wieku. Mnie bawią głupoty, których inni studenci nie rozumieją, pod tym względem dobrze się dogaduje z 10-13 latkami. Brzmi to śmiesznie, ale taka jest prawda. Mam trzy znajome w moim wieku, ale z każdą z nich łączy mnie konkretny wspólny temat i zawsze mówimy tylko o tym, chciałabym niby mieć więcej przyjaciół, ale nie potrafię się tak zachowywać, żeby móc ich pozyskać. Albo jestem sztywna, niedostępna, milcząca i ponura. Albo wariuję jak dziecko, śmieję się z niczego i gadam o jakiś głupotach, aż inni tylko dziwnie się patrzą. Nie prowadzę wtedy normalnej konwersacji, nie umiem zresztą, tylko cały czas gadam na jakiś temat, na którego punkcie mam akurat obsesję. Czy powinnam się leczyć, czy po prostu mam taką osobowość?
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Relacje z przyjacielem. Co mam dalej robić?

Witam! Dwa lata temu zdiagnozowano u mnie silną depresję. Wiem, że ta choroba jest niewyleczalna, dzisiaj mi trochę przeszło. Nabawiłam się tej choroby przez chłopaka, który mnie zostawił. Rok po tym, poznałam chłopaka. Początkowo myślałam, że zauroczyłam się nim,...

Witam! Dwa lata temu zdiagnozowano u mnie silną depresję. Wiem, że ta choroba jest niewyleczalna, dzisiaj mi trochę przeszło. Nabawiłam się tej choroby przez chłopaka, który mnie zostawił. Rok po tym, poznałam chłopaka. Początkowo myślałam, że zauroczyłam się nim, więc nie zdawałam sobie z tego sprawy. Później miałam wesele. Poprosiłam go. Był z kimś, więc mi odmówił. Kilka miesięcy później on miał wesele. Zadzwonił, zgodziłam się i poszłam w ekspresowym tempie na wesele, bo zaledwie miałam kilka dni. Było super, na weselu przekonałam się tylko, że to ten. Teraz ja miałam imprezę kameralną w pracy, zaprosiłam go, poszedł ze mną. Wszyscy super się bawiliśmy, on nawet do swoich znajomych i rodziny powiedział, że było zarąbiście. Później spotkaliśmy się w barze, tzn. on mnie zaprosił. Powiedziałam, że ode mnie z pracy jest wyjazd do kina. Prosił, żebym nas zapisała i zapłaciła za bilety, on mi odda. Zrobiłam to. Kiedy przyszedł czas wyjazdu, on napisał mi esemesa, że nie jedzie. Pojechałam sama, było mi bardzo przykro. Teraz jestem z nim umówiona na naprawę samochodu, nie wiem co robić. Nadal bardzo go kocham, ale wiem, że nie mogę pozwolić sobie na takie traktowanie. Jak mu pokazać, że tak się nie postępuje, że wymagam przeprosin. W ogóle co mam dalej robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Wydziwiam czy jest coś na rzeczy?

Dzień dobry! Chciałbym się dowiedzieć, czy mam depresję. Jestem studentem, mieszkam z kolegą razem już 3 rok i męczę 6 rok tę politechnikę. Odnoszę wrażenie, że bez niego w ogóle sobie nie poradzę. Zaczynam robić tak, jak on powie....

Dzień dobry! Chciałbym się dowiedzieć, czy mam depresję. Jestem studentem, mieszkam z kolegą razem już 3 rok i męczę 6 rok tę politechnikę. Odnoszę wrażenie, że bez niego w ogóle sobie nie poradzę. Zaczynam robić tak, jak on powie. Dla niego moje zdanie nie liczy się. Ma mnie, można powiedzieć brzydko, gdzieś, przynajmniej odnoszę takie wrażenie. Dla niego nigdy nic nie potrafię i tak zrobię to źle. Nie wiem, może za bardzo się tym wszystkim przejmuję. Nie mam swojego zdania w niczym, z czego też się bardzo śmieje i go to denerwuje. Już sam nie wiem, jak mam postępować. Jak sam zaczynam coś robić, jakiś projekt czy uczyć się, to on oczywiście ignoruje to, bo nie uznał, że to dobry moment, by coś porobić. Czasami jak mnie zdenerwuje to najchętniej bym mu oddał fizycznie, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Niekiedy nie mogę spać, tak po mnie nerwy chodzą, nie potrafię mu tego prosto w oczy powiedzieć.

Mam jakiś lęk, że sobie nie poradzę z studiami, bo mieszkam we Wrocławiu i rodzice opłacają ten cały cyrk, a już powinienem tę szkołę skończyć dawno. Ale muszę przyznać jedno, że ten mój kolega jest nieco bystrzejszy w tej szkole i kiedyś mi powiedział, że do niczego nie jestem mu potrzebny. Proszę o poradę. Czy to, co pokrótce przedstawiłem, to jakieś może wydziwiania, czy mam z tym jakiś problem? Z góry dziękuję i pozdrawiam!

Co zrobić, by przyjaciółka wróciła?

Jestem dziewczyną i mam 15 lat. Zacznę moją historię od początku. W 5 klasie podstawówki, za namową mojej koleżanki Darii, którą znam odkąd się urodziłam, przepisałam się do innej szkoły, do której Daria właśnie chodziła. Ona mieszka obok mnie. W...

Jestem dziewczyną i mam 15 lat. Zacznę moją historię od początku. W 5 klasie podstawówki, za namową mojej koleżanki Darii, którą znam odkąd się urodziłam, przepisałam się do innej szkoły, do której Daria właśnie chodziła. Ona mieszka obok mnie. W szkole poznałam jej przyjaciółkę, jeśli można ją tak nazwać, bo to była 5 klasa podstawówki. Miała na imię Sylwia. Zakumplowałyśmy się i zostałyśmy 3 przyjaciółkami. Potem poszłyśmy z Sylwią do innego niż Daria gimnazjum i zdobyłyśmy się na poważną rozmowę i, jak się okazało, Daria do mnie obgadywała Sylwię, a do Sylwii mnie, o czym nie wiedziałam. Nie mówiłyśmy jej o tym, że znamy prawdę. Potem Daria się zmieniła, zaczęła się ubierać w obcisłe ciuchy i miniówy, malować ostry makijaż, kolczykować się, przeklinać, palić, pić i zadawać ze starymi facetami. Urwałyśmy więc z nią kontakt i było super. Byłyśmy tylko my dwie. Nauczyciele mówili, że jesteśmy papużki nierozłączki. Wszystko robiłyśmy razem i o wszystkim mówiłyśmy: ona jest niepowtarzalna, nie ma takiej drugiej. Jakieś 3 miesiące temu ona zaczęła od nowa przyjaźń z Darią. Na lekcji piszą ze sobą SMS-y, co mnie dołuje, po lekcjach są razem - razem jeżdżą do starych facetów i piją. Dla mnie już Sylwia nie ma czasu, nie jest taka miła dla mnie jak kiedyś, chamsko odpisuje i ma gdzieś, czy się za to obrażę, liczy się tylko Daria. Choć czasem spotykamy się tylko we dwie i jest super, dopóki nie zacznie gadać o Darii, jaki to ona ma problem i ona jej pomaga, i jak się cieszy z jej szczęścia, bo poznała nowego chłopaka (26-letniego, a my mamy po 15 lat). Kiedyś mi ją odbierała i teraz znów zaczyna, nie wytrzymuję, płaczę każdego dnia. Szczera rozmowa nic nie daje, ona powiedziała, że nie odpuści Darii. Jestem załamana, a dźwięk SMA-a przyprawia mnie o dreszcze (dosłownie), bo mam wrażenie, że to od niej i że zaraz napisze: "Nienawidzę cię" lub "Jutro nie będzie mnie w szkole, idę na wagary z Darią". Nienawidzę siebie. Mam ochotę przedawkować leki i zapomnieć. Rano budzę się ze łzami po kolejnym koszmarze, że ona jest z Darią, a mnie nienawidzi. Już nie mam sił. Mój tata mieszka za granicą, odwiedzam go jak się da często. Byłam u niego na święta i zamiast się cieszyć, to ja płakałam jak nie widział, no bo po tak długiej przerwie nie wiadomo, co zastanę w domu. Może sie zmówią przeciw mnie, jak nie będzie mnie na co dzień przez te dwa tygodnie? Boję się jej zaufać lub sprzeciwić, obawiam się odmowy, sprzeciwu i rozczarowania. Naprawdę nie daję sobie już rady. Chcę, by było jak dawniej. Tylko my dwie. Na wakacje nie będzie mnie całe dwa miesiące, będę za granicą, a one planują wspólny wypad pod namioty bez zgody rodziców, a Sylwia nawet nie napisze SMS-a, jak tam u mnie? To mnie przerasta, jestem załamana, a na co dzień widzę je razem, jak spacerują, a kiedyś było tak pięknie. Dla mnie tylko ona się liczy, nie ma takiej drugiej. Chcę o nią walczyć, lecz nie mam sił. Nie mam sił na nic, poddaję się. Chcę zapomnieć i odpłynąć. Jak mam ją odzyskać?

Co zrobić? Dlaczego on się do mnie teraz nie odzywa?

Może zacznę od tego, że mam 18 lat i mam na imię Ewelina. Mam pewnego bardzo dobrego kolegę, najlepszego, i czasem nie chcę mówić, że to tylko kolega, bo kolega to dla mnie ktoś taki fajny, ale nie bardzo ważny,...

Może zacznę od tego, że mam 18 lat i mam na imię Ewelina. Mam pewnego bardzo dobrego kolegę, najlepszego, i czasem nie chcę mówić, że to tylko kolega, bo kolega to dla mnie ktoś taki fajny, ale nie bardzo ważny, a on jest dla mnie ważny. A więc chodzi o to, że szliśmy kiedyś w paczce, a ja się do niego nie odzywałam (nie odzywałam się, ponieważ był on wobec mnie nie w porządku, dla innych moich koleżanek, które pierwszy raz na oczy widział był milutki i nawet dla tych, których rzekomo nie lubił, również był bardzo miły, na wszystko pozwalał, a ja gdy coś robię, to zawsze źle, gdy czegoś nie zrobię, są pretensje, no ale tak bardzo mnie to nie wkurzało, gdy nie zobaczyłam, że inni mogą tak robić), no i zaczął się tak wypytywać. Ja nie chciałam mówić, bo po pierwsze nie chciałam jeszcze tak wcześnie o tym mu mówić, a po drugie chciałam dokładnie przemyśleć, czy w ogóle ma to sens, żebym mu to mówiła, bo zazwyczaj nic nie bierze się samo z siebie i tego strasznie nie rozumiem... W końcu mu powiedziałam dokładnie, o co mi chodzi. Zaśmiał się, jakbym sobie żartowała i stwierdził, że jestem zazdrosna, a mi w ogóle nie było do śmiechu. Byłam przygotowana na to, że powie, że jestem zazdrosna i może tak to odebrał, ale tu chodzi o to, że jest bardzo wielka różnica miedzy mną a innymi dziewczynami. Widzę się z nim praktycznie codziennie i mówimy sobie wszystko. Nie wiem, czy wziął sobie to do siebie, ale potem był tak dziwny, z nikim nie gadał, jedynie do mnie mówił czasem coś. Nie wiem, czy to przeze mnie, ale tak to wyglądało, i nawet żałowałam potem, że miałam do niego takie pretensje, ale on jakby był na mnie zły. Piszę do niego, a on mi w ogóle nie odpisuje i już nie wiem, co myśleć o tej sytuacji, bo przecież nie zrobiłam nic złego! Ale staram się jakoś racjonalnie myśleć i nie dołować za bardzo, mimo tego, że ta sytuacja przytłacza mnie trochę. No, jedynie chciałabym wiedzieć, co powinnam zrobić, a czego nie? Starać się z nim pogadać czy nie? A jak on dalej nie da żadnej odpowiedzi?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Nie lubię imprez

Mam 16 lat. Boję się braku akceptacji rówieśników z powodu niechodzenia na imprezy. Kontakty z rówieśnikami mam bardzo dobre, ale nie wiem, jak im to wytłumaczyć, że nie lubię chodzić na imprezy. Nie chcę na siłę polubić, bo wiem, że...

Mam 16 lat. Boję się braku akceptacji rówieśników z powodu niechodzenia na imprezy. Kontakty z rówieśnikami mam bardzo dobre, ale nie wiem, jak im to wytłumaczyć, że nie lubię chodzić na imprezy. Nie chcę na siłę polubić, bo wiem, że tego nie zrobię, ale też ciągłe wymówki w stylu choroba, brak czasu raczej nie wchodzą w grę. Jak przekonująco i niegłupio to wytłumaczyć?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co zrobić, by się w nim nie zakochać?

Kiedyś byłam na wycieczce, poznałam fajnego chłopaka... to trwało jeden dzień, później napisałam do niego na GG i się pokłóciliśmy... więcej od tego czasu nie pisaliśmy. Potem zaczął się rok szkolny. Przyszłam do jego szkoły, z początku byliśmy dla siebie...

Kiedyś byłam na wycieczce, poznałam fajnego chłopaka... to trwało jeden dzień, później napisałam do niego na GG i się pokłóciliśmy... więcej od tego czasu nie pisaliśmy. Potem zaczął się rok szkolny. Przyszłam do jego szkoły, z początku byliśmy dla siebie obcy, później, nie wiem od kogo, dostałam jego nr i napisałam. Tego dnia ruszyło mnie serce, wiedziałam, że gdzieś go jeszcze masz... Zaczęliśmy gadać na wszystkie tematy, pocieszać się, pomagać, aż w końcu on uświadomił mi, że nic z tego nie będzie... że nie będziemy razem... Potem chwila przerwy. Tym razem to on do mnie napisał, zaczęło się to, co kiedyś, ale nie czułam nic do niego. Tylko kolega, nic więcej. Pewnego dnia pojechaliśmy na basen, spędziliśmy razem dużo czasu i fajnie się bawiliśmy... teraz, gdy o tym myślę, w oku kręci mi się zła. Nie wiem, co mam robić, nie wiem, czy ja znowu coś do niego czuję. Piszemy SMS-y i gadamy, ale ja nie chcę cierpieć, tak jak kiedyś. Co mam zrobić, żeby o tym nie myśleć, żeby się w nim nie zakochać... Nie chcę niszczyć naszej znajomości... ;[

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

O czym z nim gadać na przerwach?

On jest moim kumplem, ale jakoś trudno czasem znaleźć mi temat ;// lub jakieś pytanie zadać. Przychodzę do domu i płaczę, bo wiem, że zobaczę go dopiero jutro ;/;/ Ja mam 13, on 15 lat.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Przyjaciółka poświęca całą swoją energię na pomoc partnerowi z depresją - jak jej pomóc?

Od mniej więcej roku moja przyjaciółka ma chłopaka. Powiedziała mi w zaufaniu, że miał on w przeszłości problemy, że jest chory. Później okazało się, że to była depresja i cały czas ma nawroty choroby. Na początku, gdy się poznali, było...

Od mniej więcej roku moja przyjaciółka ma chłopaka. Powiedziała mi w zaufaniu, że miał on w przeszłości problemy, że jest chory. Później okazało się, że to była depresja i cały czas ma nawroty choroby. Na początku, gdy się poznali, było trochę lepiej, ale od pewnego czasu znowu pogarsza się jego stan. Ale ja martwię się o moją przyjaciółkę. Zmieniła się. Nie jest już tą samą osobą, co kiedyś. Mniej się śmieje, nie cieszą jej rzeczy, które cieszyły do tej pory. Porzuciła harcerstwo, do domu rodzinnego przyjeżdża co 3-4 tygodnie na 8 h i wraca do niego. Studiuje, pracuje, a kiedy wraca do domu (mieszkają razem), sprząta, gotuje, pierze itd. Nie mówię, że to źle, ale wszystko razem mnie niepokoi. Straciła chęć do życia. Odstawiła na bok nawet mnie... Co mam zrobić, żeby jej pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty