Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z przyjaciółmi: Pytania do specjalistów

Jak odzyskać przyjaciół?

Mam 18 lat, z boku każdemu może się wydawać, że moje życie jest piękne. Mam chłopaka, który kocha mnie bezgranicznie, rodziców, którzy są dla mnie jak przyjaciele, chodzę do dobrej szkoły, wszystko zawsze mi się udawało... Czułam się zawsze kimś...

Mam 18 lat, z boku każdemu może się wydawać, że moje życie jest piękne. Mam chłopaka, który kocha mnie bezgranicznie, rodziców, którzy są dla mnie jak przyjaciele, chodzę do dobrej szkoły, wszystko zawsze mi się udawało... Czułam się zawsze kimś wyjątkowym, nigdy nie miałam problemów ze sobą, cieszyłam się życiem i ciągle uśmiechałam. Z moim chłopakiem jestem od 2 lat, jest on ode mnie 3 lata starszy. To była miłość od pierwszego wejrzenia, każdy zawsze mówił, że jesteśmy dwoma połówkami, że jesteśmy jednością, parą idealną, wszyscy nam zazdrościli, bo taka miłość w naszym wieku zdarza się rzadko. Świata poza nim nie widziałam, wszystko kręciło się wokół nas, odwróciłam się od swojej paczki bo sądziłam, że zrozumieją, że mam kogoś spoza towarzystwa i to jemu teraz poświęcę więcej czasu. Oni niechętnie akceptowali mojego chłopaka, bo to zupełnie dwa inne światy. Nie złościłam się o to, po prostu przychodziłam z nim na imprezy, ale nie spotykałam się na posiadówach, które były tylko nasze, bez swoich dziewczyn albo chłopaków. Oni dzwonili codziennie, odwiedzali mnie, a ja miałam to wszystko w nosie, bo byłam świeżo zakochana. Coraz rzadziej z nimi wychodziłam, coraz mniej rozmawialiśmy... Ja oczywiście nie wiedziałam w tym nic złego, oni mówili, że jest im przykro i że oddalam się od nich. Mój chłopak od początku naszego związku tłumaczył mi, że to co robię do niczego nie prowadzi, że kiedyś odbije się to na nas, że nie mogę zaniedbywać znajomych, że przecież możemy czasem razem imprezować, ale musimy pogodzić się z tym, że on ma swoich ludzi, a ja swoich od lat i nie możemy ich zostawić. Ja byłam zbyt głupia żeby to przemyśleć, byłam pewna, że nic takiego mnie nie spotka. Wychodziłam z nim do jego przyjaciół, ale nigdy nie potrafiłam się tam odnaleźć, bo przecież nie ma to jak własne towarzystwo przy którym człowiek od lat jest sobą. Nawet nie zauważyłam jak moi znajomi przestali pisać o wypadach pod namioty, o imprezach, o darmowych wejściówkach do klubów. Nagle zrozumiałam jak bardzo mi ich brakuje, to odbiera mi całkowitą radość z życia. Pamiętam jak miałam wszystko a teraz czuję że nie mam nic. Wiem, że aby być szczęśliwym trzeba być spełnionym w każdej dziedzinie życia. Nie wiem już co robić, staram się do nich wrócić, ale to nie to samo, nie mam już sił dzwonić co tydzień i pytać czy gdzieś idą przy tym czując się jak piąte koło u wozu. Kiedyś to było takie normalne, a teraz nie potrafię się uśmiechać, bo wiem, że ich nie ma. Strasznie tęsknie, mój chłopak ciągle mnie namawia żebym pokazywała im ze się staram, dzwoniła do nich i umawiała się, ale ja boję się, że oni już mnie nie przyjmą z powrotem, że zbyt daleko od nich odeszłam i nie chcę się nad sobą użalać przed nimi. Nie wiem co mam robić z życiem. Nie będę szczęśliwa póki znów nie będzie tak jak kiedyś, a nie widzę żadnych szans na to. Wiem, że sama zawiniłam. Proszę o jakiekolwiek wskazówki... Proszę o pomoc :(

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Nowa szkoła, niezgrani ludzie - zostać, czy się przepisać?

Witam:) mam na imię Paulina, wiek 16 lat. Od września 2010 r. chodzę do nowej szkoły liceum. Właśnie tu zaczyna się mój problem, opiszę po kolei od czego się zaczęło... Moja podstawówka i gimnazjum były na wsi, ja sama mieszkam...

Witam:) mam na imię Paulina, wiek 16 lat. Od września 2010 r. chodzę do nowej szkoły liceum. Właśnie tu zaczyna się mój problem, opiszę po kolei od czego się zaczęło... Moja podstawówka i gimnazjum były na wsi, ja sama mieszkam na wsi. Z podstawówki niewiele pamiętam, ale wiem, że 6 klasa była super, bo miałam przyjaciółkę i taka małą paczkę składająca się z 4 dziewczyn. Następnie gimnazjum, pierwsza klasa była dla mnie istną katorgą, nie mogłam się zaaklimatyzować, odnaleźć między tymi ludźmi. Odłączyłam się od mojej paczki z powodu wstydu - po prostu z tych dziewczyn inni się naśmiewali, bo były "grube i brzydkie", z czasem zaczęli też ze mnie. Odłączyłam się, byłam sama, moja dawna przyjaciółka miała mnie totalnie gdzieś i przez długi czas nie odzywałyśmy się do siebie. Na wszystkich wycieczkach byłam sama i zagubiona - tak minęła 1 klasa (w ogóle nie byłam zauważana w klasie). W wakacje siedziałam w domu i nie spotykałam się z nikim. Potem 2 klasa, niewiele pamiętam, ale wiem, że wtedy zaczynała się rozwijać przyjaźń z moją kuzynką i tak do 3 klasy - wtedy było super! Miałam kochaną przyjaciółkę i zgraną klasę (po 2 latach zaczęli ze sobą rozmawiać!). Zmieniłam się przez ten jeden rok, zaczęłam dbać o siebie, wierzyć we własna osobę, otworzyłam się na innych. Wreszcie chłopaki zaczęli na mnie zwracać uwagę. Było naprawdę super! Świetna klasa, dużo znajomych, byłam taka jakby jedna z liderek w klasie i szkole. W dodatku bardzo zżyłam się z wychowawcą. Zbliżał się koniec roku - od razu nastawiłam się na najlepsze liceum w mieście! Bardzo chciałam się tam dostać...(rodzeństwo też tam chodziło), a wychowawca ciągle namawiał mnie i przyjaciółkę na pozostanie w tej samej szkole (bo w gim było też liceum, mała klasa, niski poziom), ale my uparcie chciałyśmy iść do miasta, poznać ludzi itp. Rodzice też kazali nam iść tam ze względu na poziom. Dostałyśmy się razem z przyjaciółka jednak do innego liceum (ale też bardzo dobrego) no i do jednej klasy. Wakacje miedzy gim a liceum - moje najpiękniejsze w życiu. Miałam swoją dużą paczkę znajomych, spotykaliśmy się często itp., a w dodatku zaczęły się pierwsze "romanse" z chłopakiem z gim jeszcze - wszystko pięknie, wspólne wypady, pocałunki... Niestety gdy on wyjechał na wakacje totalnie o mnie zapomniał, miał mnie gdzieś, gdy wrócił ja już nie wytrzymywałam nerwowo i zaczęłam mu po prostu wrzucać itd., on się obraził, nie widział wgl w tym swojej winy (nie odzywaliśmy się do siebie). Kilka dni potem ja już nie mogłam wytrzymać i napisałam do niego zwykle "co słychać", on był wielce oburzony - ja zaczęłam go przepraszać, tłumaczyć o co mi chodziło itd., ale on tylko pisał, że dla niego to nie ma sensu i za to jak to się skończyło mogę podziękować tylko sobie! Darowałam go sobie - i tak nie odzywamy się do siebie od ok. 3 miesięcy. W trakcie zaczęło się liceum w mieście i tutaj dramat. Trafiłam na najgorszą 3 nauczycieli w całej szkole (plotki, że są cięci, chamsy, mściwi) - teraz sama się poniekąd o tym przekonałam, ale nie jest tak źle. Jeśli chodzi o przedmioty to da się wytrzymać, gorzej natomiast z klasą i zaaklimatyzowaniem. Przez pierwszy miesiąc przychodziłam z płaczem do domu, było okropnie, nie mogłam myśleć o niczym innym, tylko o tym, że muszę następnego dnia iść do tej cholernej szkoły. W październiku było lepiej, łagodniejsze podejście, chociaż też zaczęło się psuć. Ogólnie chodzi mi właściwie tylko o klasę, w ogóle nie jest zgrana, są grupki, nie mogę się dogadać z tymi z miasta, jak z tymi ze wsi w gim. Starałam się nawiązać kontakt z każdym, żeby ich poznać itp., ale jest listopad, kilka osób z klasy znało się wcześniej, stworzyli sobie taka grupę liderującą w klasie i jakoś nie zbyt zadają się z tą inną grupą w klasie, a ja z przyjaciółką jesteśmy takie "dwie", które starają się nawiązać kontakt tu i tu, ale jest trudno, smutno, szaro - tęsknota za tę 3, zgraną klasą z gim. Jeszcze co do tych kontaktów z przyjaciółka jest inaczej, znaczy z jej strony jest tak jak było, widzę, że mnie lubi itd., ale nie wiem czemu ja już nie czuję tej chemii między nami. Jest po prostu smutniej. Przez jakiś czas trochę jej unikałam, bo miałam jej dosyć, wszystko mi w niej przeszkadzało. No ale wiedziałam, że nie mogę tego zepsuć przez jakieś moje humory, wiec staram się z nią rozmawiać tak jak dawniej. Powiedzmy, że jest dobrze teraz, ale klasa, szkoła :( Ciągle rozważam przepisanie się do tego liceum na wsi (tam gdzie było gim), ciągnie mnie tam dlatego, że wychowawca jest super (ten sam co w gim) i tam mała szkoła, ludzie się znają, jeszcze mam parę osób znajomych z gim - tam się czułam jak w domu, a tu wręcz przeciwnie. Np. dziś nie było mojej przyjaciółki i oczywiście byłam "sama", nie raz miałam szklanki w oczach siedząc na korytarzu, bo tylko widziałam 3 klasę gim (i jak tam było fajnie), starałam się rozmawiać z ludźmi z klasy, ale ta jedna grupa tylko trzyma się razem i jakoś średnio mam z nimi wspólny język, a ta druga jest tak cicha, że za Chiny nie da się z nimi pogadać, już nie mówiąc o jakimś zaprzyjaźnieniu się :( Dzisiaj tak jakby podjęłam decyzję, że jak do końca półrocza to się nie zmieni albo pogorszy przepiszę się do tamtego liceum, ale tam z kolei jest kilka osób w klasie, za którymi nie przepadam, znam ich z gim. Rozmawiałam dzisiaj z mamą i mi tłumaczyła, że to nie ma sensu - jakoś wytrzymam te 3 lata, a chociaż skończę dobre liceum i będę wytrwalsza, miedzy innymi ludźmi będę się rozwijać, że na studiach będzie jeszcze gorzej - ma racje. Tylko, że ja nie mam pojęcia jak to zrobić żeby było tak fajnie jak w 3 klasie :((. Humor poprawiają mi jedynie weekendy i rozmowy z 2 przyjaciółmi :) (chodzą do technikum) no i tam wiadomo, ze starymi znajomymi. Ciągle sobie powtarzam, że będzie lepiej, ale kiedy?! Co zrobić żeby polubić tych ludzi, żeby dało się z nimi gadać, żeby oni nie byli tak osobno? Przecież niektórzy to sobie nawet zwykłego "cześć" nie mówią (w klasie), już nie mówiąc o tym, że codziennie myślę o tym chłopaku i mimo że mnie olał, to ja dalej za nim tęsknię...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję, że moje życie jest głupie - co robić?

Mam 15 lat i od jakiegoś czasu zacząłem zastanawiać się nad swoim życiem. W podstawówce było jeszcze spoko, mieliśmy paczkę od 4 lat i spotykaliśmy się itp. W gimnazjum wszystko się zmieniło, wszyscy się porozchodzili po różnych gimnazjach, zostałem z...

Mam 15 lat i od jakiegoś czasu zacząłem zastanawiać się nad swoim życiem. W podstawówce było jeszcze spoko, mieliśmy paczkę od 4 lat i spotykaliśmy się itp. W gimnazjum wszystko się zmieniło, wszyscy się porozchodzili po różnych gimnazjach, zostałem z dwoma kumplami, których za bardzo nie lubię, w mojej klasie są sami dziwni ludzie, tzn. ich życie towarzyskie to tylko szkoła. No ale niestety jakoś tak skończyliśmy się spotykać w naszej "paczce" z podstawówki i teraz moje życie wygląda tak: rano się budzę, idę do szkoły, wracam do domu, cisnę na kompie i idę spać i tak w kółko :/ żeby było zabawniej wraz z rodziną przeprowadziłem się na jakąś wieś, na której nie mam żadnych rówieśników, kurde nie chce tak po prostu żyć, tak szybko przejść przez dzieciństwo, ogólnie w takim stylu życia czas strasznie szybko mija, te 3 lata w gimnazjum (bo teraz jestem w 3) minęły jak 3 dni, codziennie to samo, gdybym chociaż mieszkał blisko szkoły, ale nie :/ Dopiero niedawno zauważyłem, że to nie ma sensu, widząc jak inni w szkole doskonale się bawią ze swoimi przyjaciółmi z podwórka. Nie mam żadnego prawdziwego przyjaciela/przyjaciółki, nie mam z kim pogadać ;(. Oczywiście nigdy nie miałem myśli samobójczych, bo wierzę, że kiedyś moje życie się zmieni, ale nie wiem jak tego dokonać. No co? Mam podejść do tych ludzi w szkole, których nie znam i powiedzieć: „Cześć, szukam przyjaciół”? Aha, i jako coś to mieszkam o 2 miasta dalej od szkoły, bo w mieście, w którym mieszkam rodzice zdecydowali, że jest za niski poziom, i wszyscy tam piją, palą itp. Teraz lubię sobie powspominać te czasy podstawówki, jak mieszkałem obok szkoły i przyjaciele mieszkali obok mnie, a teraz moje życie to ruina :( Najchętniej przeprowadził bym się do centrum miasta i od razu problem by się rozwiązał, ale niestety to niemożliwe :[ Co mam zrobić? Obracać się nadal w towarzystwie ludzi, których nie lubię? ;/

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to depresja, czy jako nastolatka mam prawo do takich rzeczy?

Od trzech lat mieszkam w Irlandii. W sumie wszystkie moje problemy zaczynają się od tego czasu. Mam piętnaście lat i martwię się czy przypadkiem nie mam depresji. Z rodzicami nie mam żadnych problemów, bardzo się kochamy, mamie i tacie...

Od trzech lat mieszkam w Irlandii. W sumie wszystkie moje problemy zaczynają się od tego czasu. Mam piętnaście lat i martwię się czy przypadkiem nie mam depresji. Z rodzicami nie mam żadnych problemów, bardzo się kochamy, mamie i tacie mogę zaufać, ale nie wiem, co mam robić.

W Polsce byłam jedną z tych fajnych dziewczyn, z którymi wszyscy chcą się przyjaźnić, niestety tu jest inaczej - zostałam "zdegradowana" przez młodszą i ładniejszą dziewczynę. Jest bardziej wulgarna i jest Rosjanką (nie żebym coś miała do Rosjan), po prostu się różnimy. Na początku płakałam przez nią, ale mi przeszło, zrozumiałam, że musze się wziąć w garść. Tylko niestety mamy bardzo bliska wspólną znajomą, jest Rumunką, bardzo życzliwa dziewczyna. Zawsze pocieszy, ale ostatnio się zmieniła nie do poznania, wydaje mi się, że jest pod wpływem Rosjanki, strasznie podobnie się zachowują. W drugiej klasie gimnazjum poznałam jeszcze jedną Łotyszką (tamta Rosjanka też w sumie jest Łotyszką, ale mówi, że jest Rosjanką) zaprzyjaźniłyśmy się, ale nadal czułam niedosyt, czułam się samotna.

Przez dwa lata mieszkałam na irlandzkiej wsi (rok przed tym mieszkałam w mieście - podstawówka), było tam spokojnie, ale gdy wracałam ze szkoły do domu strasznie było mi przykro. Nie mogłam rozmawiać z przyjaciółmi (rodzice nie mieli na to wpływu, po prostu nikt się do mnie nie odzywał, bo mieszkałam daleko i nie chciałam chodzić na wagary ani na inne rzeczy, jestem z typu tych spokojnych i w pewnym sensie starych mentalnie osób) ani wychodzić, bo mieszkałam 30 min od miasta, autobus był 20 min od domu - przez pola. Moja rozrywka było uczenie się, strasznie mnie to dołowało. Ale dzięki temu nie miałam problemów w szkole, jestem jedna z najlepszych uczennic w klasie, angielski też nie sprawia mi problemów. Zamknęłam się w sobie, mało rozmawiałam z przyjaciółmi, a na przerwach czytałam. Czułam się odrzucona, raz nawet pocięłam się żyletką, ale to nie pomagało, więc odpuściłam.

Kilka tygodni temu wyprowadziłam się z rodziną do miast, gdy zaczęłam pisać do koleżanek, że z chęcią bym się z nimi spotkała - niestety po pierwszym spotkaniu nikt więcej się nie odezwał (może zrobiłam coś źle, ale przepraszam nie będę piła ani paliła, wiem młodzież powinna się wyszaleć, ale ja nie mam ochoty na takie rzeczy). Myślałam, że coś się zacznie zmieniać, gdy przeprowadzę się do miasta. Niestety jest tylko gorzej. Rok temu poznałam na polskim obozie chłopaka, bardzo mi się spodobał, po obozie długo nie rozmawialiśmy. Nie przeszkadzało mi to, był dla mnie jak bardzo dobry kolega. W czerwcu znów się odezwał, już od dwóch miesięcy czatujemy. Wiem, że mogę mu wszystko powiedzieć, tylko w pewnym sensie uzależniłam się od niego. Mieszka on w innym mieście. Nie wiem, co mam robić, boję się, że mnie odrzuci (nie chcę mu tego mówić). On jest jedyną osobą, która mnie rozumie. Również nie chcę się zakochać, to nie w moim stylu. Czuję się jak bohaterka tych książek, które czytam.

Przepraszam, że tak dużo napisałam, ale moja historia, jest bardziej skomplikowana niż się wydaje. Czekam na szybką odpowiedź, chcę wszystko naprawić przed końcem wakacji. To znaczy, że mam jeszcze trzy tygodnie. Pewnie zajmie mi to więcej czasu, ale chcę się zmienić i dowiedzieć, co się ze mną dzieje. A może to nie we mnie tkwi problem tylko w otoczeniu? Mam nadzieje, że wszystko napisałam. Ps. Chodzę do damskiej katolickiej szkoły, w Irlandii nie ma innych.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Przyjaźń czy kochanie?

Od jakiegoś czasu mój bardzo dobry kolega zaczął inaczej zachowywać się w stosunku do mnie... Zaczęły się pocałunki, przytulanie... Moja reakcja na to wszystko była może i trochę za bardzo natarczywa na początku, bo chciałam wiedzieć, jakie są jego...

Od jakiegoś czasu mój bardzo dobry kolega zaczął inaczej zachowywać się w stosunku do mnie... Zaczęły się pocałunki, przytulanie... Moja reakcja na to wszystko była może i trochę za bardzo natarczywa na początku, bo chciałam wiedzieć, jakie są jego zamiary, czy chce związku, czegoś poważnego. Za każdym razem jego odpowiedź brzmiała "nie wiem, czy dobrze robimy" lub "boję się Ciebie zranić, bo szybko nudzę się dziewczynami", "jesteśmy kumplami i jak się coś nie uda, to głupio byłoby tę naszą więź zepsuć". Trudno za każdym razem mi jakoś na to wszystko zareagować, bo z jednej strony chciałabym spróbować, ale z drugiej wiem też, że do uczucia go nie zmuszę. Daje mi mylne sygnały, zaprasza do siebie, znowu się przytula, a jak jest moja reakcja na to "co robimy?", wycofuje się momentalnie i robi się niezręcznie. Chciałabym się upewnić, czy dobrze zrobię, jak o wszystkim zapomnę, trochę się pomęczę, ale sprowadzę wszystko do dawnej postaci. Czy słusznie uważam, że nic z tego jednak nie będzie? Trudno mi go zrozumieć...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Koleżanka bardzo utrudnia nam życie. Jak mam na to reagować i gdzie mogę zgłosić ten problem?

Witam, chodzę do szkoły i mam taki problem, iż z koleżanką X mamy konflikt z koleżanką Y. Chodzi o to, że nie odzywamy się do koleżanki Y, olewamy ją, nie chcemy problemów, kłótni itp., traktujemy jak powietrze. Lecz w przeciwieństwie...

Witam, chodzę do szkoły i mam taki problem, iż z koleżanką X mamy konflikt z koleżanką Y. Chodzi o to, że nie odzywamy się do koleżanki Y, olewamy ją, nie chcemy problemów, kłótni itp., traktujemy jak powietrze. Lecz w przeciwieństwie do nas, dziewczyna Y cały czas szuka problemów, obgaduje nas do każdego z klasy, że powoli wszyscy się od nas odwracają. Do tego biega na przerwach do wychowawcy i nadaje na nas. Jak przeszkadzamy w jakiejś lekcji ona już wszystko mówi wychowawczyni. Minusem tego wszystkiego jest to, że podlizuje się do niej, udaje dobra koleżankę, a tak naprawdę podpuszcza innych do złych rzeczy, a później idzie poskarżyć się, że ktoś coś zrobił i w ten sposób zbiera plusy, a ja z koleżanka X same minusy, bo nagaduje na nas i wychodzimy w oczach nauczycielki na te "złe". Może ten problem wyda się błahy, lecz my naprawdę nie wiemy już co robić przez taką jedną osobę. Nie zwracamy uwagi jak nas obgaduje do innych i wyśmiewa się, ona jest bezkarna, ale jak można temu przeciwdziałać? W naszej szkole zgłoszenie problemu do pedagog kończy się tylko na obiecywaniu, gadaniu np. "poczekajmy jeszcze, może przejdzie, a jak nie, to wtedy porozmawiam" a jak już rozmawia to i tak to nie przynosi żadnych efektów. Proszę o jakaś poradę, bo mnie to już wykańcza. Nie mogę skupić się na nauce przez to. Dodam jeszcze, że rozmowa z nią sam na sam nic nie da, bo wyśmieje i będzie jeszcze gorzej, że się boimy itp.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Wszyscy znajomi się ode mnie odwrócili. Czy to depresja?

Mam 16 lat i chodzę do pierwszej klasy liceum. Nie mam problemów z nauką, uczę się dobrze. W domu także myślę, że jest w porządku. Na co dzień jestem sama z mamą, a tata przyjeżdża na weekendy. Mamy raczej dobre...

Mam 16 lat i chodzę do pierwszej klasy liceum. Nie mam problemów z nauką, uczę się dobrze. W domu także myślę, że jest w porządku. Na co dzień jestem sama z mamą, a tata przyjeżdża na weekendy. Mamy raczej dobre kontakty, poza drobnymi kłótniami jakie zdarzają się w każdej rodzinie. Tata dzwoni do mnie każdego dnia i rozmawiamy, chociaż nasz temat to głównie szkoła i oceny. Wiem, że on mnie kocha i ja jego także, ale nie potrafię mu tego powiedzieć. Mam kłopoty z wyrażaniem uczuć. Jest to mój pierwszy problem. Kiedy o tym myślę łzy cisną mi się do oczu. Drugim problemem jest brak jakichkolwiek chęci i obojętność, która pojawia się u mnie coraz częściej. Czasami myślę, że nie potrafię się już szczerze śmiać. Wszystko zaczęło się od tego, gdy w 3 gimnazjum wszystkie koleżanki odwróciły się ode mnie z niewiadomych do tej pory dla mnie powodów. Pod koniec listopada poprzedniego roku zaczęłam się spotykać z kolegą z klasy. Lubiłam go. Na początku wszystko było ok. Koleżanki wspierały mnie, chociaż ten kolega nie był zbytnio lubiany w naszym gronie. Mimo to nikt mi nigdy nie powiedział, żebym z nim zerwała albo coś. Wszystko stało się nagle. Moja "przyjaciółka" z ławki przestała się do mnie odzywać i z tego co dowiedziałam się później strasznie mnie obgadywała i np. jak do nich pochodziłam mawiała teksty w stylu: "jak mnie niektórzy stąd wkurzają". Pewnego dnia postanowiłam z nią pogadać i spytałam czemu jest dla mnie taka chamska ostatnio. Ona odpisała mi, że zmieniłam się odkąd jestem z tym kolegą i że ją teraz wkurzam z dopiskiem, że dopiero może być chamska. Załamałam się. Wiedziałam, że nie mam z nią szans. Była popularna, lubiana, miała chłopaka - miała po prostu wszystko co chciała. Kiedy przyszłam na drugi dzień do szkoły nikt się do mnie nie odzywał poza moim chłopakiem. Po dwóch godzinach nie wytrzymałam, rozpłakałam się i poszłam do domu. Dwie dziewczyny próbowały mnie zatrzymać, ale gdy spytałam się czemu są takie nie miłe nie potrafiły mi opowiedzieć w żaden sposób. Tłumaczyły coś, że już nie czują się dobrze w moim towarzystwie itp. Nic z tego nie rozumiałam. W domu pocięłam wszystkie wspólne zdjęcia, kiedy mama przyszła zorientowała się że coś jest nie tak. Kazała mi dać do niej numer i zadzwoniła. Tym bardziej było mi wstyd, że się w to wmieszała, ale z jednej strony ją rozumiem, że nie mogła już patrzeć na to jak ciągle płaczę. W tym okresie odzywała się do mnie praktycznie tylko jedna koleżanka, chociaż zależało jej bardziej na przyjaźni z nimi niż ze mną. Do mnie pisała tylko wtedy gdy one ją olały. W ciągu następnych dni "koleżanka" niby przeprosiła mnie, żeby jakoś załagodzić stosunki do końca roku, myślę, że reszta ją do tego namówiła, żeby nie wyszła na aż taką chamską. Było mi strasznie ciężko, straciłam cała radość życia i nie widziałam w niczym sensu. Nie chciałam dłużej chodzić do szkoły. Na szczęście rozpoczęły się wakacje podczas których nie miałam praktycznie z nikim kontaktu. Spędzałam dnie z chłopakiem i jego znajomymi lub tylko we dwoje. Okazał się dobrym przyjacielem. Wiem, że jest dobrym człowiekiem, chociaż nie wiem czy go kocham, ale boję się, że gdy mu powiem abyśmy zostali przyjaciółmi stracę go, a jest dla mnie bardzo ważny. W liceum na początku było ok. Miałam dwie koleżanki ze starej klasy, które mimo całego incydentu zachowywały się w porządku. Reszta klasy także okazała się całkiem fajna. Wszystko było ok. Jednak teraz czuję, że nie jest. Boję się, że stanie się to samo co wtedy. Boję się nawiązywać głębszych relacji z ludźmi. Druga rzecz to to, że ludzie ze starej klasy się spotykają, a ja jakby zawsze jestem pomijana. Nie potrafię się szczerze uśmiechać i śmiać. Nie umiem się bawić jak dawniej. Często nie czuję nawet potrzeby odzywania się do ludzi. Mogłabym siedzieć sama. Pomóżcie mi stać się znowu tą samą otwartą osobą co kiedyś! :( Nie mam także od 3 miesięcy miesiączki, czy to może być z tym związane?

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Co mam robić? Brakuje mi mojej przyjaciółki...

Witam. Mam na imię Przemek. Mam 16 lat uczę się tak by przejść dalej, więc nie mam dobrych ocen. Straciłem sens życia, kiedy mojej przyjaciółce powiedziałem, że mi na niej zależy i przestała się ze mną kontaktować. Nie mam zbyt...

Witam. Mam na imię Przemek. Mam 16 lat uczę się tak by przejść dalej, więc nie mam dobrych ocen. Straciłem sens życia, kiedy mojej przyjaciółce powiedziałem, że mi na niej zależy i przestała się ze mną kontaktować. Nie mam zbyt wielu kolegów, a przyjaciół w ogóle nie mam, ona była jedyną osobą, którą mnie rozumiał.

Dnia 18.05.2010 dobiło mnie, że cała rodzina (rodzice, wujkowie, babcie) nie zauważyli, że mam zapłakane oczy i płaczę. Od początku maja mam myśli samobójcze, ale kiedy pisałem to do niej, że nie chce mi się żyć, bo nie mam już dla kogo, to odpisała, że mam dla kogo żyć "dla niej". Po tej wiadomości kontakt z nią znów się urwał.

Ona jest z rocznika 96, chodzimy do innych szkół, ale w tym samym mieście. Nie chcę iść do psychologa, psychiatry i mówić rodzinie o tym, bo nie zrozumieją. Nie chcę im dawać powodów do śmiechu, jak to zawsze bywa. Zawsze kiedy miałem problem, to wystarczał mi jej głos, lecz kiedy go zabrakło, wszystko nagle przerosło mnie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Straciłam przyjaciół i sens życia. Co robić?

Jestem 26-letnia kobietą, która nie jest w związku, tylko od ponad roku jest, a raczej była w głębokiej wieź emocjonalnej z parą gejowską, pokochałam ich nad życie, cale moje życie kręci się wokół nich, wszystko co robię to...

Jestem 26-letnia kobietą, która nie jest w związku, tylko od ponad roku jest, a raczej była w głębokiej wieź emocjonalnej z parą gejowską, pokochałam ich nad życie, cale moje życie kręci się wokół nich, wszystko co robię to dla nich, nic dla siebie.

Od dwóch tygodni nasz kontakt uległ znacznemu osłabieniu i nie umiem sobie z tym poradzić, nie potrafię sobie wypełnić tej pustki po nich. Wszystkie swoje znajomości zerwałam dla nich, nie mam gdzie wyjść, nie mam z kim porozmawiać, bo zawsze byli oni - teraz gdy ich nie ma nie potrafię funkcjonować, czuję się od nich uzależniona i chcę to zmienić, chcę zacząć żyć na nowo tylko wiem, że bez nich nie potrafię, są dla nie wszystkim co miałam.

Nie wiem co robić, czuję, że życie ucieka mi między palcami, a ja nic z tym nie robię, nie mam sil już walczyć sama ze sobą, ze swoimi emocjami. Pomocy, co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Nie mam przyjaciół - czy mam depresję?

Mam 16 lat, chodzę do LO, nie mam zbyt wielu znajomych, nigdy ich nie miałam, chociaż jestem osoba bardzo otwartą i kontaktową, zawsze uśmiechniętą. Gdy już poznam jakąś przyjaciółkę po roku o niej zapominam i szukam kogoś nowego, przez to...

Mam 16 lat, chodzę do LO, nie mam zbyt wielu znajomych, nigdy ich nie miałam, chociaż jestem osoba bardzo otwartą i kontaktową, zawsze uśmiechniętą. Gdy już poznam jakąś przyjaciółkę po roku o niej zapominam i szukam kogoś nowego, przez to teraz straciłam niemal wszystkich, na których mi zależało. Czuję się strasznie samotna. Znalazłam chłopaka, z którym byłam rok, jedna w ogóle go nie kochałam, po prostu chciałam mieć kogoś przy sobie, w razie gdybym już wszystkich straciła. Nie potrafię się w nikim zakochać, nie mam ani jednej przyjaciółki, w gimnazjum chorowałam na anoreksję, jestem w liceum i wciąż mam problemy z odżywianiem, tym razem z bulimią, poza tym od kilku lat się tnę, boję się jednak, że moja rodzina to zauważy, tylko oni mi zostali, zawsze przy mnie są, nie chcę ich zawieźć. Żeby znaleźć przyjaciół chciałam się nawet przenieść do innego liceum, gdyż w tym do którego uczęszczam nie znalazłam nikogo takiego. Nie wiem czy to dobry pomysł? Co powinnam zrobić, jak znaleźć przyjaciół? Czy mam depresję? Mam tak dużo pytań…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, żeby w nowej szkole wszystko ułożyło się dobrze?

Witam, mam 17 lat i jestem kobietą. Rok temu poszłam do liceum, gdyż było ono opatrzone opinią prestiżowego. Jednak okazało się inaczej, rządziła w nim niesprawiedliwość (szczególnie w ocenianiu), większość nauczycieli nie przejmowało się zbytnio naszą edukacją, przygotowaniem do matury.... Witam, mam 17 lat i jestem kobietą. Rok temu poszłam do liceum, gdyż było ono opatrzone opinią prestiżowego. Jednak okazało się inaczej, rządziła w nim niesprawiedliwość (szczególnie w ocenianiu), większość nauczycieli nie przejmowało się zbytnio naszą edukacją, przygotowaniem do matury. Ale problem był jeszcze jeden - ludzie z mojej klasy. Większość z nich była totalnie zarozumiała, patrzyła na innych z pogardą i wyższością. Do tej szkoły poszła również dziewczyna z mojej byłej klasy z gimnazjum. Na początku świetnie się dogadywałyśmy, ale z bliższym poznaniem ona zaczęła mną manipulować, perfidnie obniżać moje poczucie własnej wartości słowami typu "z tym sobie na pewno nie poradzisz", "nawet nie marz o takich studiach, gdyż się nie dostaniesz". Najgorsze było to że ja nie potrafiłam w żaden sposób uwolnić się z jej "sideł". Udawałam, że wszystko jest w porządku, a potem przychodziłam do domu i płakałam. Raz nawet próbowałam odizolować się od niej, ale wtedy zauważyłam, że cała klasa zaczęła się ode mnie odwracać. Właśnie wtedy postanowiłam zmienić szkołę. W nowej klasie nikt mnie nie będzie znał, mogę zacząć wszystko od nowa. I przeniosłam się po ukończeniu I klasy liceum. O naukę się nie obawiam, gdyż ukończyłam I liceum ze średnią 5.0, ale mam 2 problemy: po I - jak mam się zachowywać, aby sytuacja się nie powtórzyła i nowa klasa mnie zaakceptowała? Po II - jak mam powiedzieć dawnym znajomym, że zmieniłam szkołę. Jesteśmy trochę na siebie skazani, gdyż dojeżdżamy do szkoły tym samym busem.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy molestowanie psychiczne jest karalne?

Chodzi o to, że na imprezie wczoraj podeszła do mnie przyjaciółka mojej znajomej i zaczęła na mnie krzyczeć, że będę miala źle w nowej szkole, żebym lepiej tam nie przechodziła i żebym nie mówiła nic o tej znajomej złego....

Chodzi o to, że na imprezie wczoraj podeszła do mnie przyjaciółka mojej znajomej i zaczęła na mnie krzyczeć, że będę miala źle w nowej szkole, żebym lepiej tam nie przechodziła i żebym nie mówiła nic o tej znajomej złego.

Ja nic o niej złego nie mówię, zostałam wyzwana. Dodała też, że mogę ją podać do sądu, ale ona ma niby jakieś dowody. Nie wiem sama, czy to chodzi o to, żebym ja się bała i żebym nie dawała tego na policję i dlatego ona tak mówi? Sama nie wiem. Boję się, że będę miała źle w szkole, a zależy mi na dobrej opinii.

Chłopak mój był ze mną jak ona na mnie krzyczała i groziła, ale on nic nie zrobił. Potem był zdenerwowany i jak mówiłam, że chcę się przenieść, to on powiedział, że mam rację, ale bez niego. Nie wiem, jak mam to rozumieć, że on nie chce ze mną się nigdzie przenosić? Mówił, że chce dla mnie jak najlepiej. Jakoś jego słowa mnie nie pocieszają. Gadałam z przyjaciółką i od razu mi było lepiej.

Pragnę dodać, że wcześniej była taka sytuacja, że ta znajoma, co niby na nią złe słowa mówiłam, to ona dogryzała mi w szkole i też groziła i była policja i była sprawa z nią i ja ją wygrałam, bo byłam poszkodowaną. Na tej sprawie mi się pytał sędzia, czy chce, żeby byly one ukarane kuratorem, a ja powiedziałam, że nie, bo mnie prosiły, a teraz żałuję.

Nie wiem kompletnie co zrobić. Jak podam to na policję, to one będą miały z miejsca kuratora, ale nie wiem też czy to prawda z tamtymi dowodami. Nie chcę mieć złej reputacji w szkole. Pomocy :( Co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy dobrze zrobiłam postępując tak samo jak ona?

Witam:) Po raz kolejny zmuszona jestem desperacko prosić o radę, cieszę się, że tutaj mam taką możliwość. Otóż pisałam tu kiedyś o mojej przyjaciółce, a dokładniej o jej depresji i co robić w tym kierunku. Państwo poradzili mi abym powiedziała... Witam:) Po raz kolejny zmuszona jestem desperacko prosić o radę, cieszę się, że tutaj mam taką możliwość. Otóż pisałam tu kiedyś o mojej przyjaciółce, a dokładniej o jej depresji i co robić w tym kierunku. Państwo poradzili mi abym powiedziała to jej rodzicom gdyż sprawa jest poważna, a następnie by poszli oni do psychologa. Szczerze mówiąc bałam się tak postąpić, ponieważ obawiałam się znienawidzenia przez przyjaciółkę, tak więc postanowiłam, że odczekam, porozmawiam z nią i powspieram. Wszystko wydawało się wracać do normy, ona chodziła wesoła, zupełnie taka jak była kiedyś, aż mi się polepszył nastrój, a tu nagle BUM! Jestem dzisiaj na Gdu Gadu i ona nagle mi pisze, że się pocięła, ja jej odpisałam "to w takim razie ja też idę, zaraz wracam" i faktycznie to zrobiłam. Ona się na mnie zdenerwowała i spytała dlaczego bez powodu a ja głupia "jak to bez powodu?! Ty byłaś moim powodem! Już Ci kiedyś pisałam, że jeżeli Ty to zrobisz to ja też... dotrzymałam słowa." Rzeczywiście pisałam jej tak kiedyś, bo myślałam, że jeżeli jej to powiem to ona przestanie tak robić, ale nie wiem czy zapomniała czy ma mnie gdzieś... w każdym bądź razie ludzie na necie mówili, że to działa. Jutro, a w zasadzie dzisiaj mam się z nią spotkać, chcę z nią o tym porozmawiać, ale się boję. Nie wiem co mam jej powiedzieć, nie wiem co mam robić - chyba popełniłam poważne błędy, prawda? Ale ja zwyczajnie nie wiem co ja mam powiedzieć jej rodzicom, czy zrobić to za jej wiedzą, w jej obecności i czy w ogóle to zrobić?! Wolałabym inne rozwiązanie… PS. Mamy po 14 lat.
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Samotność, wycofanie i nieśmiałość nastolatka a brak przyjaciół

Witam. Jestem siedemnastolatkiem. Kiedy przypominam sobie swoje dzieciństwo pamiętam że zawsze byłem gorszy od rówieśników i na uboczu. Dzisiaj jest gorzej. Kiedyś byłem radosny, śmiałem się i bawiłem, wychodziłem z domu. Jakieś 4 lata temu uświadomiłem sobie, że chyba jestem...

Witam. Jestem siedemnastolatkiem. Kiedy przypominam sobie swoje dzieciństwo pamiętam że zawsze byłem gorszy od rówieśników i na uboczu. Dzisiaj jest gorzej. Kiedyś byłem radosny, śmiałem się i bawiłem, wychodziłem z domu.

Jakieś 4 lata temu uświadomiłem sobie, że chyba jestem gejem - w szkole było około 3 kolegów, którzy mi dokuczali. Kiedy wracałem ze szkoły kładłem się i płakałem. Obecnie (jestem już w LO) jest fatalnie. Chociaż dokuczanie skończyło się, to nie mam żadnego kolegi ani przyjaciela, z którym mogę porozmawiać, spotkać się, gdzieś się wyrwać.

Są dni, że płaczę codziennie. Powodów jest wiele - samotność, czy niskie wyniki w nauce. Lubię obserwować ludzi, patrzeć co robią, patrzeć w oczy. Bardzo boli mnie, kiedy widzę szczęśliwych, roześmianych ludzi, np. idących sobie gdzieś. Chyba brak mi pewności siebie, jestem cichy. Boje się do kogoś zagadać, bo na pewno mnie odepcha i wyśmieje. Na lekcjach też jestem cichy, chyba tracę przez to trochę.

Bardzo odróżniam się od otoczenia, nie bawi mnie to, co bawi ich, mam całkiem inne zainteresowania, słucham innej muzyki. Od dawna mam myśli samobójcze często się pojawiające. Myślę o tym jak inni będą się cieszyć, kiedy mnie tu nie będzie. Mam problem ze skupieniem uwagi, myślę niewiadomo o czym. Często mam bezsenne noce, myślę o czymś i nie potrafię przestać, nie potrafię pozbyć się myśli.

Mimo ogólnego załamania mam bardzo wiele marzeń, które bardzo chciałbym spełnić. Chciałbym mieć kolegów, poznawać nowe miejsca, cieszyć się życiem. Jako że nie mam komu się wygadać - często swoje smutki przelewałem w wiersze, ale ostatnio zaprzestałem pisać, bo uznałem, że to co piszę jest do niczego. Tak samo jest ze zdjęciami, lubię fotografować przyrodę, budynki, piękno, jednak przez ostatnie jakieś 10 miesięcy wszystko ustało - publikuję mało zdjęć na swojej stronie, bo wiem, że nikogo to nie interesuje.

Od 10 miesięcy kocham się w koledze z klasy. Pisałem do niego podając się za dziewczynę, sporo rozmawialiśy, wymieniliśmy zdjęcia, ale on się o wszystkim dowiedział (ode mnie, sam mu wszystko napisałem jak było). Prosi mnie o skasowanie zdjęć, jednak jakoś nie potrafię tego zrobić. Chodzę smutny, zgarbiony, unikam ludzi - szczególnie młodych.

Czasami, kiedy np. idę ulicą i spotykam ludzi w moim wieku, którzy rozmawiają ze sobą i się śmieją, to mam wrażenie, że to właśnie mój widok tak ich rozbawił, to jest okropne uczucie. Do rodziny nie mam zaufania, moje stosunki z rodziną są na dystans. Lepiej rozmawia mi się z osobami dorosłymi, wiele starszymi ode mnie. Jestem jakby oderwany od świata, oderwany od czasu. Żyję niewiadomo jak, z dnia na dzień. Kiedy myślę co będzie za kilka lat, nie widzę nic. Nie wyobrażam siebie jako studenta itd.

Coraz częśćiej odnoszę wrażenie, że zginę młodo, albo wyląduje z zakładzie dla psychicznie chorych. Przepraszam, że ten list jest tak chaotycznie napisany, ale nie potrafię uporządkować myśli. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Powiedzieć jej co czuję, czy poczekać, aż minie?

Witam, mam pewien problem z bliską znajomą. Znamy się od ok. 4 lat, utrzymujemy ze sobą bliski kontakt, generalnie świetnie się dogadujemy. Od około roku, może trochę dłużej, zacząłem się nią zdecydowanie bardziej interesować. Na początku nawet chciałem walczyć z...

Witam, mam pewien problem z bliską znajomą. Znamy się od ok. 4 lat, utrzymujemy ze sobą bliski kontakt, generalnie świetnie się dogadujemy. Od około roku, może trochę dłużej, zacząłem się nią zdecydowanie bardziej interesować.

Na początku nawet chciałem walczyć z tym uczuciem, liczyłem, że przejdzie, ale minął rok i nic się nie zmienia. Może nawet się zmienia, ale w drugą stronę, tzn. jeszcze się nasila. Nawet próbowałem z nią porozmawiać o tym, ale jakoś nie mogłem się przemóc. Mam 21 lat i generalnie nie mam problemów w kontaktach z kobietami.

Już totalnie nie wiem co robić, czy powiedzieć jej wprost co do niej czuję, narażając naszą znajomość, czy też może zrobić to w jakiś inny, bardziej subtelny sposób (tylko jaki), czy też w ogóle dać sobie z tym spokój, nadal się męcząc i tłumiąc to w sobie licząc, że kiedyś minie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja wszystko niszczę?

Mam 15 lat i zauważyłem, że nie potrafię znaleźć sobie osoby, która by mnie rozumiała. Wśród rówieśników jestem dobrze postrzegany tylko przez jakiś czas. Przykład: w te wakacje przyjechałem do cioci (całe wakacje) rok temu spędziłem tam połowę wakacji, kiedyś...

Mam 15 lat i zauważyłem, że nie potrafię znaleźć sobie osoby, która by mnie rozumiała. Wśród rówieśników jestem dobrze postrzegany tylko przez jakiś czas. Przykład: w te wakacje przyjechałem do cioci (całe wakacje) rok temu spędziłem tam połowę wakacji, kiedyś mieszkałem w tej miejscowości, nie mieszkam daleko, ok. 10 km. Często spotykam znajomych z podstawówki i to właśnie dla nich przyjeżdżam do cioci.

Przez całe wakacje trzymałem z jednym kolegą, aż do środy - namówił mnie do pojechania z nim do centrum handlowego, ale ja powiedziałem od razu, że nie chcę jechać na długo. Od powrotu sprawia takie wrażenie, jakbym był dla niego obojętny, zaczął chodzić po innych kolegów (od środy, wcześniej to ja musiałem po niego chodzić), a w towarzystwie innych jestem mu całkowicie obojętny. Próbowałem z nim porozmawiać na ten temat, ale powiedział mi tylko, że po prostu ja nie potrafię cieszyć się życiem, że na starość nie będę miał co wspominać, i że zawsze robimy tylko to, co ja chcę. Ja bardzo go lubię i jestem tą sytuacją załamany, ponieważ od przeprowadzki (5 lat), tylko koledzy z mojej starej miejscowości potrafią się ze mną dogadać. Teraz boję się, że nawet oni mnie oleją.

Zauważyłem, że znajomości ze mną nikt nie brał na serio, koledzy po mnie nie przychodzili, kiedy poszedłem do gimnazjum wszystko się posypało, w drugiej klasie (nie chcę wyjaśniać dlaczego). Moja wizyta u psychologa skończyła się tym, że wyszedłem z gabinetu z płaczem. Pisząc teraz ten wywód też płaczę. Nie wiem skąd bierze się moja płaczliwość. Proszę o porady.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ktoś mi opowiadał, że chciał skoczyć z 8 piętra, ale spanikował. Jak mu pomóc?

Właśnie ktoś mi opowiadał, że chciał skoczyć z 8 piętra, ale spanikował. Jak mu pomóc? Co mam robić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Walczyć o jego miłość czy zostać przyjaciółmi?

Cześć. Mam prawie 17 lat. Dręczy mnie skomplikowana sytuacja z moim przyjacielem. Opowiem całą sytuację od początku. Jakoś w kwietniu tego roku miał on problemy z pewną bandą chłopców z mojego osiedla, a ponieważ w tym środowisku mam bardzo...

Cześć. Mam prawie 17 lat. Dręczy mnie skomplikowana sytuacja z moim przyjacielem. Opowiem całą sytuację od początku. Jakoś w kwietniu tego roku miał on problemy z pewną bandą chłopców z mojego osiedla, a ponieważ w tym środowisku mam bardzo dobre znajomości, postanowiłam go z tego wyciągnąć, bez żadnego wahania. I od tego czasu się zaczęło. Kiedy miał treningi u nas w szkole chodziłam tam, bo wiedziałam, że przy mojej obecności nic mu nie grozi, bardzo to nas do siebie zbliżyło. Z powodu tej sytuacji narobiłam sobie złej krwi u kolegów. Najgorsze jest to, że zaczęło mi na nim zależeć, sytuacja brnęła dalej, niecałe 3 miesiące później znowu wpadł w tarapaty i groziło mu pobicie w tym wypadku przez mojego przyjaciela i jego kumpla. Więc znów bez wahania się za nim wstawiłam, mimo że sama mogłam w tym momencie oberwać w głowę. W końcu miłość nieodwzajemniona, ale miłość, wymaga poświęcenia dla drugiej osoby. Przyjaciel kazał mi wybierać: albo on albo ten tarapaciarz. Wybrałam tego w kłopotach, bo czułam się potrzebna. Ta znajomość się jakoś kręciła. Często go przytulałam, chodziliśmy za rękę, również często, bo przynajmniej 3 razy w tygodniu się spotykaliśmy. Dzień przed moim wyjazdem na obóz zabrał mnie na koncert. Myślałam, że jak wrócę nic się nie zmieni, a on od razu na powitanie wyskoczył mi z tekstem, że ma dziewczynę. W tym momencie moja reakcja była prosta: nie chcę cię znać, daj mi spokój. Tylko nie pozwolił mi odejść. Dzwonił, pisał tylko po to, żeby mnie przy sobie utrzymać. Często mi mówił, że żałuje, że zaczął z nią chodzić, bo widzi, jak mnie tym rani. Pochodzili miesiąc i zerwali, bo nie miał dla niej czasu, chociaż ze mną widywał się prawie codziennie. Zaczęła się szkoła i teraz widujemy się rzadko, ale codziennie rozmawiamy na gg. Kiedyś przeprowadziliśmy sobie poważną rozmowę i powiedziałam mu, że mi na nim zależy co cały czas próbuje mu udowodnić, a on, że czego tak naprawdę od niego chce, że chyba nie myślę, że mnie pokocha i będzie happy end. Teraz pojawiła się dziewczyna z jego nowej klasy, zależy mu na niej, ale nie chce mieć dziewczyny w klasie, sama mu to odradziłam i on się ze mną zgodził.Wysyła mi sprzeczne sygnały. Gdy dowiedział się, że mam jakieś poważniejsze problemy zdrowotne zaraz się o mnie martwił, pytał jak się czuje i wgl, cieszy się z każdego mojego zwycięstwa i pociesza w każdej złej sytuacji. Za każdym razem jak mu mówię, że już nie wyrabiam i chcę z nim zakończyć tę znajomość - nie daje mi odejść, a ja nie mam na tyle siły, żeby się postawić. Widzę, że się stara, ale wysyła mi sprzeczne sygnały. Nie rozumiem go. Co mam robić, walczyć o jego miłość czy zostać przy przyjaźni? Często przez niego płaczę, nie śpię po nocach. Jestem pewna, że to jest ten, ale on nie widzi w tym przyszłości. Co o tym sądzi specjalista? Może jakaś porządna rada, której mogłabym się trzymać w dalszym postępowaniu?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to jest uzależnienie?

Mam 16 lat, lecz jak na tak młoda osobę, mam już bagaż pełen doświadczeń, nie zawsze tych przyjemnych. Moi rodzice rozstali się gdy miałam 7 lat, wcześniej były tylko awantury, krzyki i nieprzespane noce. Od tego czasu minęło wiele lat,...

Mam 16 lat, lecz jak na tak młoda osobę, mam już bagaż pełen doświadczeń, nie zawsze tych przyjemnych. Moi rodzice rozstali się gdy miałam 7 lat, wcześniej były tylko awantury, krzyki i nieprzespane noce.

Od tego czasu minęło wiele lat, lecz dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo chciałabym mieć pełną rodzinę. Moja mama pracuje za granicą, jest strasznie nerwowa, o wszystko krzyczy. Mamy chwile, kiedy się dogadujemy i jest wspaniale, lecz niestety są również takie, kiedy ona wybucha o bzdurę, a ja nie potrafię jej powstrzymać. Krzyczy, miota się po domu, płacze i mówi mi przykre słowa. Tata natomiast nigdy w pełni nie poczuwał się do roli ojca. Zawsze ważniejsza była praca, pieniądze i jego studia.  W jego domu obowiązywały pewne reguły. Za ich nieprzestrzeganie ponoszono kary, przeważnie było to bicie. Aktualnie mieszkam z babcią, która daje mi miłość, jakiej brakowało mi przez wiele lat.

Niestety od 3 lat męczę się również z innym uczuciem, które przerodziło się w obsesję. Na początku znajomości, z moim kolegą, bylismy tylko przyjaciółmi. Mieszkaliśmy blisko siebie, nie spotykaliśmy się, ale dużo rozmawialiśmy, a każda rozmowa z nim dawała mi radość. Niestety, z mojej strony relacje po paru miesiącach uległy zmianie. Chciałam go widywać, polubiłam jego zapach... W wakacje spełniło się moje marzenie, lecz cudowne chwile nie trwaly długo. On szybko zakończył znajomość, z czym ja nie mogłam sobie poradzić. Pojawiły się nieprzespane noce, płacz oraz koledzy, w których na siłę szukałam ,,mojego" przyjaciela.

Po roku coraz mniej myślałam o przyjaźni sprzed lat. Czasami jeszcze zadzowniłam do niego, lecz starałam się to robić jak najrzadziej, ponieważ przy każdym jego słowie wspomnienia powracały. Widywaliśmy się czasem na ulicach, lecz to było tylko przelotne ,,cześć". Przestało mi zależec, przynajmniej tak myślałam. Niestety po 3 latach odezwał się znow do mnie. Spotkaliśmy się parę razy, było cudownie. Wieczorne rozmowy i uśmiech, który od dawna nie gościł już na mojej twarzy, a pojawił się dzięki niemu. Wszystko zaczęło się układać, powiedział, że zerwał znajomość, bo nie chciał mnie krzywdzić.

Niestety po paru tygodniach szcześcia, nastał okres, który mogę nazwać horrorem. Przestał pisać, a ja staczam się coraz niżej. Śpię coraz mniej, wychodzę z domu tylko z nadzieją, że go zobaczę. Nieustannie czekam na telefon, znak. Płaczę w najmniej oczekiwanych momentach. Mam obsesyjne myśli na jego temat. Nic mi się nie chce, czuję się wykończona życiem, jakbym najlepsze lata miała już za sobą. Nic się nie liczy. Nie dbam już tak jak kiedyś o swój wygląd, przestałam jeść, nie potrafię na niczym się skupić. Od wielu tygodni jestem w kompletnej rozsypce. Nie chcę powiedzieć, że wcale się nie uśmiecham, lecz obawiam się, że moje zachowanie to już jest obsesja.

Nie potrafię z tym walczyć, nie chcę. Pragnę żyć tym, co już minęło, przecież potrzebuję tylko zrozumienia. Proszę o pomoc, co ja mam robić? Co się ze mną dzieje?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to nerwica, depresja, czy hipochondria?

Witam, jestem 19-letnią dziewczyną. Gdy miałam 9 lat moi rodzice się rozwiedli, ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem. Mimo to zawsze miałam żal do matki, a nie do ojca. Wśród swoich rówieśników, i ogólnie wśród ludzi, często czuję się wyizolowana. W...

Witam, jestem 19-letnią dziewczyną. Gdy miałam 9 lat moi rodzice się rozwiedli, ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem. Mimo to zawsze miałam żal do matki, a nie do ojca. Wśród swoich rówieśników, i ogólnie wśród ludzi, często czuję się wyizolowana. W kontaktach z ludźmi zazwyczaj czuję się niepewnie, jestem nieśmiała. Czuję, że nikt nie jest w stanie mnie polubić, ponieważ nie mam nic do zaoferowania. Jestem nudna, bardzo małomówna, bez żadnej inicjatywy, po prostu beznadziejna. Często mam poczucie winy, gdy próbuję coś zrobić dla siebie, stanąć w obronie swoich praw itp. Nie mam żadnych motywacji do działania. Moim jedynym dążeniem było znalezienie osoby, która mnie zrozumie całkowicie, bezgranicznie pokocha, nada sens mojemu życiu, wypełni pustkę i będzie ze mną do końca. Wydawało mi się, że znalazłam już kogoś takiego, ale pół roku temu mnie zostawił właśnie z powodu moich problemów ze sobą. W sumie zawsze każdy ze mnie rezygnował, więc nie powinno mnie to dziwić. Teraz nie widzę sensu w życiu, żadnych perspektyw, nadziei. Cały czas jestem przygnębiona, nie potrafię się cieszyć, nie umiem po prostu żyć. Boję się, że życie może się stać nie do zniesienia i jedynym wyjściem będzie samobójstwo. Ale jednocześnie nie chcę tego, bo boję się śmierci 24/h. Czuję się jakbym już stała nad grobem i miała umrzeć w każdej chwili. Ciągle jestem niespokojna, często miewam ataki lęku, najczęściej gdy kładę się spać (właściwie mam to co noc, ale z różnym nasileniem), wydaje mi się wtedy, że zaraz umrę, panicznie się boję. Mam wtedy wrażenie, że zaraz zemdleję, duszę się, mam uczucie gorąca, drętwienia, serce wali mi jak szalone itd. Mam problemy ze snem, często nie mogę zasnąć do świtu, albo mam bardzo płytki sen i budzę się co chwilę. W dzień natomiast mam problemy żołądkowe, poza tym mam skłonność do przypisywania sobie różnych chorób, podczas gdy badania na nic nie wskazują. Stale towarzyszy mi lęk, nie wiem jak się go pozbyć. Nie mam już siły dłużej zamartwiać się bez przerwy, zastanawiać się czy zaraz umrę i nie zdążę zrobić wszystkiego co bym chciała (a mimo to nie robię kompletnie nic z tego). Co powinnam zrobić? Czy jest jakaś szansa, żebym zaczęła żyć normalnie, cieszyć się tym życiem, nie myśleć bez przerwy o śmierci, o tym, że umrę i wszystko się skończy? To mnie strasznie przybija. Proszę o jakąś radę, wskazówkę, cokolwiek...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty