Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z przyjaciółmi: Pytania do specjalistów

Ciągła krytyka, myśli samobójcze - jak to zmienić?

Witam, mam 17 lat i jestem kobietą. W mojej klasie panuje dość nieprzyjemna atmosfera, ludzie podzielili się na grupki i wychodzi z tego, że 2/3 klasy nie rozmawia ze sobą jeśli nie musi. Pewnie niektórzy z klasy nie zgodzili by...

Witam, mam 17 lat i jestem kobietą. W mojej klasie panuje dość nieprzyjemna atmosfera, ludzie podzielili się na grupki i wychodzi z tego, że 2/3 klasy nie rozmawia ze sobą jeśli nie musi. Pewnie niektórzy z klasy nie zgodzili by się ze mną, bo oni czują się tam fantastycznie. A z mojego punktu widzenia jest strasznie, bo nieustannie ktoś mnie krytykuje, przyczepia się do mnie. Nie wiem co jest ze mną nie tak, bo ubieram się i wyglądam typowo, a często nawet na ulicy nieznajomi ludzie rzucają dziwne komentarze pod moim adresem. W szkole nigdy nie usłyszę dobrego słowa. Niedawno kolega z klasy zarzucił mi, że jestem za poważna, co moim zdaniem jest kompletną nieprawdą, a on mnie nawet nie zna, bo nie rozmawia ze mną i nie wiem czemu miała służyć ta krytyka. Dodatkowo, moje koleżanki, z którymi spędzam dużo czasu, wcale mnie nie broniły, tylko zaczęły z nim dyskutować tak, jakby mnie wcale nie było obok. Nie rozumiem dlaczego tak uważają, przecież nawet w tym samym dniu cały czas żartowałyśmy i to ma być ta moja "powaga"? A ten chłopak nikogo innego nie krytykuje, tylko mnie. Wychodzi na to, że nie znam sama siebie. Klasa ma do mnie też pretensje o to, że ich zdaniem "nic nie mówię", "muszę być bardziej szalona", "otworzyć się na ludzi". Jeszcze do tego cały czas słyszę, że "nie żyję", bo nie mam konta na portalu społecznościowym. A ja nie przepadam za takim dzieleniem się informacjami z wszystkimi dookoła, tym bardziej jeśli mają to być ludzie z mojej klasy, przecież na takim portalu ciągle jest się ocenianym, a to tylko kusiłoby ludzi z mojej klasy żeby jeszcze bardziej mnie krytykować. Więc nie posiadanie konta na takim portalu sprawia, że jeszcze bardziej się do mnie przyczepiają. Nie wiem jakim prawem każą mi się zmienić, dziwi mnie, że tak bardzo im przeszkadza moja obecność. A mi po prostu nie chce się rozmawiać z takimi ludźmi jak oni, idąc do tej klasy nie sądziłam, że wszyscy będą zachowywali się jakby się nie znali. To prawda, może nie jestem otwarta na ludzi, bo wielu ludzi mnie zraniło, krytykowało, nie mam rodzeństwa, w dzieciństwie często musiałam zostawać sama w domu, więc przyzwyczaiłam się i polubiłam bycie samotną. Z powodu wszystkich złych rzeczy, jakie ludzie mi zrobili w ciągu mojego życia nie ufam ludziom, nie lubię ich i nie umiem za długo z nimi przebywać. Z tego powodu mam właśnie kłopoty z nawiązywaniem nowych znajomości, właściwie to nie za bardzo lubię poznawać nowych ludzi, z rozmawianiem, z wyrażaniem swojego zdania, ale z ludźmi których znam bliżej lubię przebywać, rozmawiać i żartować. Z powodu tych wszystkim problemów nie tylko w szkole nic mi się nie chce, najchętniej spałabym całe dnie żeby nie chodzić do szkoły i nic nie robić. Mam też myśli samobójcze, praktycznie każdego dnia, chociaż może nie są samobójcze, bo nie chciałabym sama się zabić, tylko chciałabym umrzeć. To trwa już bardzo długo, ale można powiedzieć, że się przyzwyczaiłam, ale teraz jest bardzo źle. Chciałabym zmienić szkołę od przyszłego roku szkolnego, bo czuję, że dłużej tu nie wytrzymam, nikt, kompletnie nikt mnie tu nie rozumie, wszyscy oceniają powierzchownie. Jednak w nowej szkole musiałabym wszystkich poznawać od nowa, a z tym mam przecież kłopot, jeśli zachowywałabym się tak jak do tej pory, to znowu sytuacja by się powtórzyła i tym razem nie mogłabym już 2 raz zmienić szkoły. Nie wiadomo też czy w nowej szkole byłoby lepiej, może tam są ludzie jeszcze gorsi od tych teraz. Dlatego nie wiem czy powinnam zostać tu gdzie jestem i przemęczyć się 2 lata, czy zaryzykować i zmienić szkołę, otoczenie. I to nie jest tak, że ja lubię być osamotniona i małomówna, chciałabym być towarzyska, popularna, cieszyć się z przebywania z ludźmi, ale tak nie jest. Proszę o pomoc, z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób oferować swoją pomoc?

Witam, Otóż mój problem, może nie do końca problem, ale pewna kwestia nurtuje mnie, szczególnie w przypadku poważnych problemów innych: jak skutecznie radzić i pomagać przyjaciołom? Chodzi mi o to, czy należy samemu wychodzić z inicjatywą za każdym razem, gdy...

Witam, Otóż mój problem, może nie do końca problem, ale pewna kwestia nurtuje mnie, szczególnie w przypadku poważnych problemów innych: jak skutecznie radzić i pomagać przyjaciołom? Chodzi mi o to, czy należy samemu wychodzić z inicjatywą za każdym razem, gdy zobaczymy, że coś złego dzieje się z bliską nam osoba, czy lepiej poczekać jak ona sama nas zapyta o pomoc? Jak pomagać, żeby było dobrze, a żeby komuś nie zaszkodzić, albo nie być natrętnym? Może opiszę to na przykładzie: Mój przyjaciel zakochał się. Jest to związek na odległość i miłość tylko z jego strony. Widzę, że jest zdołowany, często o tym rozmawialiśmy. Teraz już prawie wcale, bo powiedział, że nie chce już o tym myśleć i chce sobie to poukładać. Wiele razy pytał się co ma robić, rozmawialiśmy na temat jego sytuacji. Niestety mieszkamy daleko od siebie i rozmowa w "cztery oczy" jest często niemożliwa, więc rozmawiamy przez komunikatory. Najbardziej nurtuje mnie to, że nie bardzo wiem co w takiej sytuacji robić. Zwykle nie wiedziałem co mogę mu radzić, gdyż sam nie mam takiego doświadczenia. Nie ukrywam, brak pomocy jest dla mnie dość przykry, chciałbym pomóc. Po drugie, nie zaczynałem rozmów zwykle od siebie, bo nie chciałem przypominać mu ani wyjść na wścibską osobę, skierowywałem rozmowy na inne tory, żeby o tym nie myślał. Czasami zastanawiam się, czy po dłuższej chwili milczenia odezwać się, zapytać jak samopoczucie? Zdaję sobie sprawę, że moja sprawa może być trochę infantylna, ale chciałbym dowiedzieć się jak postępować w takich sprawach, żeby móc skutecznie pomagać ludziom, którzy do mnie się zwracają oraz czy robię dobrze. Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź. Pozdrawiam, Czmielik

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mam 20 lat i nie mam żadnych przyjaciół - jak to zmienić?

Mam 20 lat, jestem studentką. Nigdy nie byłam duszą towarzystwa, ale zawsze (w liceum, gimnazjum) miałam pewne koleżanki, lecz to nie była przyjaźń. Zawsze czułam, że muszę rywalizować, żeby "zdobyć" dobrą koleżankę, przyjaciółkę, i tak jest po dziś dzień... Będąc...

Mam 20 lat, jestem studentką. Nigdy nie byłam duszą towarzystwa, ale zawsze (w liceum, gimnazjum) miałam pewne koleżanki, lecz to nie była przyjaźń. Zawsze czułam, że muszę rywalizować, żeby "zdobyć" dobrą koleżankę, przyjaciółkę, i tak jest po dziś dzień... Będąc małym dzieckiem, często czułam się odtrącona, miałam koleżanki, ale to ja zawsze musiałam zabiegać o ich względy i czułam się jak piąte koło u wozu. Jeżeli ja się do nich odezwałam, spotykałyśmy się, jeżeli nie... to była po prostu cisza. W liceum miałam to samo, ciągle czułam, że muszę rywalizować z innymi dziewczynami, i do tej pory mam uraz do tego, na studiach jest to samo. Myślałam, że teraz się wszystko zmieni, lecz tak nie jest, potworzyły się grupki, ludzie spotykają się po zajęciach, chodzą na imprezy, a ja... jestem zwyczajnie sama. Owszem, są dziewczyny, z którymi rozmawiam na uczelni, ale ten kontakt po zajęciach już się kończy, potworzyły się paczki, w których jest kilka osób, dobrze się ze sobą bawią i już nie mają potrzeby, aby był z nimi ktoś nowy. Nie rozumiem, czy ze mną jest coś nie tak? Przecież oni też się jeszcze parę miesięcy temu nie znali i potrafili się świetnie zgrać, dlaczego więc ja nie mogę? Na studia poszłam ze znajomą, tzn. ona też wybrała ten sam kierunek i tę samą uczelnię, i w październiku się dowiedziałam, że będziemy razem, szczerze... to za bardzo tego nie chciałam... chciałam być anonimowa, zacząć wszystko od nowa, lecz tak nie jest. Zazwyczaj trzymam się tylko z nią, ona nie potrzebuje nowych znajomości, ponieważ ma swoją paczkę, swoich przyjaciół, jest jeszcze z nami czasem pewna dziewczyna, i ciągle mam wrażenie, że ta znajoma z dawnych lat próbuje zrobić wszystko, żeby mnie odtrącić od niej i żeby mieć ją na wyłączność, ale ja tak już dłużej nie mogę! Mam wrażenie, że to jest ciągła rywalizacja, bo jeżeli nie będziesz walczyć, to zostaniesz sam jak palec. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak sprawić, by inni ludzie przestali mnie traktować jak ofiarę?

Tak naprawdę nie wiem, od czego zacząć. Nigdy nie czułam się dobrze we własnej skórze. Zawsze odkąd pamiętam, byłam samotniczką. A dzieci, jak to dzieci, lubią wynajdować sobie ofiary i znęcać się nad nimi – ja stałam się właśnie...

Tak naprawdę nie wiem, od czego zacząć. Nigdy nie czułam się dobrze we własnej skórze. Zawsze odkąd pamiętam, byłam samotniczką. A dzieci, jak to dzieci, lubią wynajdować sobie ofiary i znęcać się nad nimi – ja stałam się właśnie tą ofiarą. Cały czas dzieciaki naśmiewały się ze mnie, a ja wracałam do domu każdego dnia z płaczem. Rodzice późno zaczęli się tym interesować, na szczęście gdy w końcu to zauważyli, zaczęli prowadzać mnie do przeróżnych psychologów, a nawet do hipnotyzera, którzy mieli nauczyć mnie pewności siebie. Nie było efektów, toteż sama przestałam zgadzać się na te spotkania twierdząc, że jest lepiej. I po części było lepiej. Starałam się wejść w towarzystwo, niestety z miernym skutkiem, jako że wszyscy moi koledzy już dla zasady nie chcieli się ze mną zadawać. Żeby nie popsuć sobie opinii. Wszystko zmieniło się, gdy poszłam do szkoły średniej. W przeddzień rozpoczęcia roku postanowiłam sobie, że będzie inaczej. Zwłaszcza, że nie znałam w tej szkole absolutnie nikogo. I rzeczywiście, w nowej klasie stałam się wręcz duszą towarzystwa. Każdy zna moje imię, choć ja ich imion nie pamiętam. Nauczyciele również zapamiętali mnie jako pierwszą. Było świetnie, niestety do czasu. Gdy klasa bliżej się poznała, zaczęły się kłótnie. I nagle, prawie bez powodu wszystko się zepsuło. Osoby, z którymi zapoznałam się jako pierwszymi, po prostu zaczęły mnie ignorować, a inni nawet poniżać i obrażać. Nie wiem, co ja takiego robię, że ludzie strasznie lubią mnie tak traktować. Od początku starałam się grać osobę niezależną, asertywną, taką, którą nie obchodzi zdanie innych. Miałam nadzieję, że ten sposób wypali i ludzie nie będą się nade mną znęcać. A z czasem zrobiło się jeszcze gorzej… Naprawdę nie wiem już, co robić. Nie chcę do końca życia zostać ofiarą losu.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak otworzyć się przed innymi i umieć odnaleźć się w towarzystwie?

Mam 15 lat i problem z nawiązywaniem kontaktów. Zauważyłam to 2 lata temu gdy chciałam zapisać się  na harcerstwo lecz po kilku spotkaniach zrezygnowałam gdyż nie potrafiłam się do nikogo odezwać a ci ludzie mi nie ułatwiali nawiązania kontaktu i...

Mam 15 lat i problem z nawiązywaniem kontaktów. Zauważyłam to 2 lata temu gdy chciałam zapisać się  na harcerstwo lecz po kilku spotkaniach zrezygnowałam gdyż nie potrafiłam się do nikogo odezwać a ci ludzie mi nie ułatwiali nawiązania kontaktu i bardzo mnie to zmartwiło ponieważ chciałam sobie udowodnić że dam radę. Natomiast kilka miesięcy temu zaczęłam się spotykać z chłopakiem z klasy aż pewnego dnia zapyta się  mnie czy chciała bym z nim chodzić bardzo długo się nad tym zastanawiałam prawie aż 2 miesiące był bardzo cierpliwy bo nie narzekał nie był nachalny i w końcu podjęłam decyzje ze zależy mi na tym chłopaku po raz kolejny ustanowiłam sobie poprzeczkę chciałam udowodnić sobie ze potrafię być z kimś. Ale niestety mój paraliżujący strach przed każdym spotkaniem powodował ze nie umiałam się  nawet otworzyć przed osoba na której mi zależy następnie zaczęłam unikać naszych spotkań nawet w szkole ze sobą nie rozmawialiśmy. Nie chciał robić mi problemów z nauczycielami gdyż dość nie przychylnie na niego patrzą ponieważ jest punkiem. Dzieliła nas różnica subkulturowa która wydawała się nie dokonania, ale to nie był problem. Zmieniłam się przy nim miałam nadzieje że swoją otwartość też zmienię ale jednak nie, przekonałam się  o tym bo często się  spotykaliśmy przypadkowo z jego znajomymi ale niestety... Moje notoryczne zastanawianie się nadym czy to co teraz powiem będzie w porządku co oni sobie pomyślą spowodowało że zerwałam z nim po niecałych 2 miesiącach mimo że mi na nim zależało i nadal zależy mój strach był mocniejszy niż uczucie które nas łączyło po raz kolejny nic sobie nie udowodniłam. Często kiedyś rozmawiałam z moją mamą na temat moich problemów ale gdy zaczęłam dorastać i zauważyłam jej podejście do nich przestałam z nią rozmawiać na ten temat. Kilka tygodni temu gdy znalazła papierosy w mojej kieszeni zapytała się co to jest i czyje ja jej wtedy wykrzyczałam ze denerwuje mnie jej podejście do moich problemów i znowu powiedziałam jej wszystko tak jak czuje (wymienione powyżej rzeczy) a jej odpowiedź tak jak zawsze skończyła się  "chyba nie jest tak źle bo z kimś się spotykasz i przesadzasz, prawda"? Miałam nadzieję że jak je znalazła to przynajmniej się  zainteresuje pomoże powie co mogę zrobić aby się pozbyć tych problemów ale nic bez odzewu więc postanowiłam napisać tu to co mnie gnębi mam nadzieję że znajdą się ludzie którzy chociaż będą starali się napisać co mi może pomóc pokonać to nieśmiałość nie tak jak moja mama.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak akceptacji ze strony rówieśników - jak sobie radzić z tym problemem?

Witam. Jestem licealistką, mam 17 lat. Chciałabym przedstawić swój problem szkolny. Od 1 klasy nie potrafię zaaklimatyzować się w swojej klasie, jestem już w drugiej i problem nadal trwa. Z każdym dniem czuję się coraz gorzej, jestem bardzo samotna i...

Witam. Jestem licealistką, mam 17 lat. Chciałabym przedstawić swój problem szkolny. Od 1 klasy nie potrafię zaaklimatyzować się w swojej klasie, jestem już w drugiej i problem nadal trwa. Z każdym dniem czuję się coraz gorzej, jestem bardzo samotna i odrzucona przez klasę. Dziewczyny często mnie obgadują, kiedy do nich podchodzę - uciekają ode mnie. Chłopacy się ze mnie wyśmiewają. Uczę się na 3 i 4, staram się dbać o siebie, tak więc jestem zdrowa, wagi prawidłowej, ubieram się ładnie, tak więc z wyglądu nic mi nie można zarzucić. Staram się być dla każdego miła, nie lubię konfliktów, każdą sprawę wolę rozwiązać niż się zamartwiać. Mieszkam w internacie więc się usamodzielniłam. Mam swój cel, do którego chcę dążyć i chcę realizować swoje marzenia. Ale bardzo źle żyje mi się z osobami, które mnie odrzucają. Nie jestem przez nich akceptowana. Na każdej przerwie w szkole stoję sama, bardzo mi jest przykro z tego powodu. Ostatnio na lekcji mieliśmy sami podzielić się na grupy i nikt nie chciał mnie do niej przyjąć, aż pani sama mnie przydzieliła do kogoś. Bardzo chciałam się wtedy rozpłakać, ale nie dałam tego po sobie poznać. Już nie daję rady tak żyć. Nie cieszy mnie życie. Nic im nie zrobiłam, a oni mnie odrzucają. Staram już sobie pomagać na wszystkie możliwe sposoby, ale nie potrafię. Jeśli tak dalej będzie będę zmuszona przenieść się do innego liceum, a nie chcę tego, bo bardzo lubię swoją szkołę, tylko mam problem klasowy (brak akceptacji ze strony rówieśników). Jest to bardzo bolesne. Ja jestem osobą spokojną, zdyscyplinowaną, poważną, nie lubię imprez i dziwacznego zachowania. Lubię małe grono osób, z którymi mogę świetnie się dogadać. I tylko z tymi osobami mam dobry kontakt - a są to niedawno poznane dziewczyny z internatu, w którym aktualnie mieszkam. W nim jest mi dobrze, lecz ostatnio trochę popsułam relacje z dziewczynami, ponieważ jestem coraz bardziej przygnębiona i nie mam ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Boję się, że przez odrzucenie mnie przez swoją klasę mogę stracić innych ludzi, z którymi aktualnie mam dobry kontakt. Mam bardzo dużo zainteresowań, które realizuję, dziewczyny z mojej klasy wiedzą o nich, więc może też dlatego są zazdrosne, kiedy mam nowe ubranie czuję jak ich wzrok mnie przeszywa. Mam nietypową urodę i też w pewien sposób się od nich odróżniam. Lecz to kwestia pochodzenia. I znam język włoski (którego się uczyłam przez kilka lat na zajęciach indywidualnych). Myślę, że one są o to wszystko zazdrosne. Dlatego mnie odrzuciły. Ale nie jestem pewna. Jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie czułam się tak źle. Proszę o dobre rady, które pomogłyby mi przetrwać kolejny rok w tej klasie. Serdecznie pozdrawiam. Jesminder.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego potrzebuję ludzi, mimo że ich nie lubię?

  Mam 20 lat, mieszkam w Katowicach. Obecnie studiuję zaocznie politologię, co mnie w ogóle nie satysfakcjonuje. Wybrałem ten kierunek, bo wydawało mi się, że to właśnie potrafię. Jednak się chyba trochę przeliczyłem. Jestem całkiem wesołym, nawet inteligentnym chłopakiem. Dla...   Mam 20 lat, mieszkam w Katowicach. Obecnie studiuję zaocznie politologię, co mnie w ogóle nie satysfakcjonuje. Wybrałem ten kierunek, bo wydawało mi się, że to właśnie potrafię. Jednak się chyba trochę przeliczyłem. Jestem całkiem wesołym, nawet inteligentnym chłopakiem. Dla wielu jestem takim, cyt.: "fajnym, imprezowym gościem", z którym można się zabawić, pogadać, pośmiać. Mam wielu znajomych, którzy cieszą się z mojego towarzystwa, tak przynajmniej mówią. A jednak, ja sam ze sobą nie wytrzymuję. Kiedy siedzę sam, nie potrafię się dobrze czuć. Czuję, że boli mnie wszystko w środku, wzrusza bądź straszliwie złości mnie prawie wszystko. Wykańczam się psychicznie. Nie mogę w nocy spać, kładę się wcześniej, ale nie zasypiam, a jak uda mi się nad ranem zasnąć to mam potem problemy ze wstawaniem. Zdarzają się okresy, że nie mogę jeść przez kilka dni, choć chcę coś zjeść to się nie da. Męczy mnie każdego wieczora perspektywa nowego dnia przede mną. W zeszłym roku straciłem przyjaciela. Przez swoją własną głupotę. Byłem bardzo zaborczy, tzn. opowiadałem wszystkie swoje problemy, oczekiwałem wsparcia, wiecznej opieki psychicznej, ciągle chciałem przebywać w jego towarzystwie. Często było tak, że ciągle opowiadałem swoje, nie pytając jak on się czuje. Wydawało mi się to normalne. W końcu nasze kontakty się urwały - urwał je mój przyjaciel mówiąc, że to była przyjaźń jednostronna (tj. on był przyjacielem dla mnie, ja dla niego nie), że on wiedział o mnie wszystko, a ja o nim prawie nic. Czy kiedykolwiek interesowałem się tym, co on robi? Teraz, od kilku już miesięcy, nie mam od niego żadnego znaku, nawet jednego słowa. Próbowałem przepraszać, naprawić - bez skutku. Myślę, że on nie wierzy w moją chęć naprawy sytuacji. Jestem uzależniony od ludzi. Tyle mogę stwierdzić na 100%. A jednocześnie ludzi nie lubię. Lubię tylko tych, których sam sobie wybiorę. Brakuje mi celu w życiu. Nie wiem co chcę robić, nie wiem kim chcę być, nie wiem czy w ogóle sobie poradzę. Na dzień dzisiejszy nie wiem nic. Zdarzają się dni, w których mam ochotę zamknąć się w pokoju i nie wychodzić przez tydzień. Wszystko i wszyscy mnie denerwują. Jeśli mi jakaś rzecz nie wychodzi, nie umiem czegoś zrobić - rzucam tym w ścianę. Ale wiem, że nie mogę się zamknąć, bo potrzebuję swoich znajomych. Nie potrafię się od nich odizolować, bo znowu zostanę sam sobie i znowu będę znosił i przeżywał to wszystko. Nie oczekuję pocieszenia i słów otuchy. Chciałbym po prostu wiedzieć, co mam zrobić, żeby czuć się lepiej. Chciałbym wiedzieć, co mi jest.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego nie potrafię rozmawiać z rówieśnikami - czy powinienem pójść do psychologa?

Witam, mam 18 lat. Jestem osobą nieśmiałą, nie można powiedzieć bym miał przyjaciół, mam duży problem z nawiązywaniem kontaktów z innymi ludźmi. Czego przykładem może być moja klasa – dobiega końca druga klasa liceum, a ja prawie z żadną osobą...

Witam, mam 18 lat. Jestem osobą nieśmiałą, nie można powiedzieć bym miał przyjaciół, mam duży problem z nawiązywaniem kontaktów z innymi ludźmi. Czego przykładem może być moja klasa – dobiega końca druga klasa liceum, a ja prawie z żadną osobą z klasy nie zamieniłem choćby słowa. Jeśli już coś mówię to tylko, gdy proszę o notatki (co jest dla mnie bardzo ciężkie, ponieważ gdy proszę kogoś o notatki, zadanie itp. to czuję straszne wyrzuty sumienia, że zawracam głowę osobie z którą w ogóle nie gadam). Najgorsze jest to, że są w mojej klasie (w której jest tylko 2 chłopaków, reszta dziewczyny), z którymi chciałbym gadać, ale nie potrafię znaleźć wspólnego języka, w ogóle nie wiem o czym miałbym gadać... Poza tym w towarzystwie osób z którymi chciałbym pogadać, często jest drugi chłopak z klasy, który jest całkowitym moim przeciwieństwem (nie ma problemu z nawiązywaniem kontaktów, jest wyluzowany, pewny siebie itp.), a przy nim czuję się... bezsilny. Poza tym nie mam chęci do życia, mało co mnie cieszy, jestem pesymistą , głównie tylko się czymś martwię, mam wrażenie, że denerwuje ludzi samą swoją osobą i robię tylko problemy. Duży okres czasu (bo jakieś 7 lat) dawałem sobie radę z tym, że nie potrafię odnaleźć się w święcie, ale powoli mam już dość, mam myśli o samobójstwie (jedynie religia mnie przed tym powstrzymuje). Co powinienem zrobić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Autoagresja skutkiem braku akceptacji rówieśników

Witam wszystkich! Mam problem, ponieważ całe moje piekło zaczęło się od 1 klasy podstawówki, w zasadzie nielubiana, odrzucana, wyśmiewana byłam od przedszkola, ale teraz w gimnazjum (jestem w 1) wszystko się nasiliło. 2 dziewczyny (w tym moja dawna kumpela) naśmiewają...

Witam wszystkich!

Mam problem, ponieważ całe moje piekło zaczęło się od 1 klasy podstawówki, w zasadzie nielubiana, odrzucana, wyśmiewana byłam od przedszkola, ale teraz w gimnazjum (jestem w 1) wszystko się nasiliło. 2 dziewczyny (w tym moja dawna kumpela) naśmiewają się ze mnie, grożą, wypisują głupoty na mój temat w mojej bramie i nastawiają całą klasę przeciwko mnie. Już nie mogę wytrzymać, pocięłam się żyletką 2 razy, myślę o samobójstwie. To jest silniejsze ode mnie. Ciągle mi wmawiają, że jestem brzydka, głupia, tępa itp. Mam ogromne kompleksy, ciągle widzę śmierć! Pomóżcie mi błagam i doradźcie cokolwiek! Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dziecko nie nawiązuje relacji z rówieśnikami

Bardzo proszę o informację jak mogę pomóc mojej 12-letniej córce. Od urodzenia jest bardzo grzeczną dziewczynką. W szkole w I i II klasie została wybrana za najbardziej uprzejmą i koleżeńską w klasie. Jest i "ale", chciałaby mieć koleżanki, kogoś bliskiego...

Bardzo proszę o informację jak mogę pomóc mojej 12-letniej córce. Od urodzenia jest bardzo grzeczną dziewczynką. W szkole w I i II klasie została wybrana za najbardziej uprzejmą i koleżeńską w klasie. Jest i "ale", chciałaby mieć koleżanki, kogoś bliskiego - a jest sama. Chociaż robi, daje wszystko i wszystkim co ma - jest sama. Na przerwach stoi sama gdzieś w kącie, boi się odezwać do koleżanek z klasy. Była niedawno wycieczka 3-dniowa, wszystkie dziewczyny umówiły się kto z kim będzie w pokoju, a jej nikt nie chciał. Z tego powodu jest bardzo nieszczęśliwa, smutna i bardzo to przeżywa. Cytuję "przecież ja jestem taka grzeczna, jak coś chcą to im daję, a oni mnie nie chcą". Sama nie podejdzie, nie zagada, czeka aż ktoś to zrobi. Pyta się za każdym razem czy może się przyłączyć do zabawy. Nie odróżnia czyichś intencji - np. koleżanki powiedziały żeby tańczyła a później się z niej śmiały. Dostrzega to dopiero po fakcie. Nie rozumie dowcipów "oni jak opowiadają dowcipy to się przy tym bardzo śmieją, a ja nie wiem dlaczego". Nie wie jak się ma zachować w danej sytuacji. Dzwoni do mnie na przerwie i pyta się co ma powiedzieć koleżance, która jest natrętna, a ona nie może się sama od niej odczepić. Jest strasznie łatwowierna. Wierzy każdemu. Bardzo przeżywa gdy ma coś nastąpić nowego (wycieczka, zawody). Dzień wcześniej non stop zadaje mnóstwo pytań jak ma się zachować, co ma zrobić itp. Przed zawodami bała się, że będą mieli do niej pretensje lub śmiali jak pójdzie coś nie tak (jest najwolniejsza w klasie). Dla niej jest to przeżycie nie do opisania. Robi coś dopiero jak ktoś powie np. brała udział w turnieju tanecznym (formacja) - wszystkie dziewczyny jak jedna wyskoczyły na podium po puchar, a moja sierotka jak siedziała na parkiecie tak siedziała - "bo nikt mi nie powiedział". Nie wiem czy przez to nie zaczęła się jąkać. Jąkanie jest raz słabsze innym razem bardzo mocne, a jeszcze innym nie ma go wcale. Mówi bardzo powoli. Raz pani od przyrody obniżyła jest stopień, bo powiedziała, że za wolno mówiła. Jest bardzo powolna - nie rozumie sława szybko, np. że autobus nie będzie na nią specjalnie czekał - ona ma czas. Nie umie się skoncentrować na jednej czynności. W szkole nie zdąża przepisać z tablicy, np. z matematyki pisze tylko przykłady - rozwiązuje je w domu. W domu nie ma czasu na nic, siedzi tylko przy lekcjach i nauce. Ale to nie jest taka czysta nauka, w międzyczasie a to herbatka (30 min.) a to pobawi się ołówkiem, długopisem, papierkiem, a to ma jeszcze innych milion dwieście rzeczy do zrobienia. Sobota, niedziela też lekcje. Ja dostaję niekiedy białej gorączki, bo coś co można zrobić w ciągu 1 godz. to jej zajmuje cały dzień albo i więcej. Nie rozumie, że jak szybciej to zrobi to będzie miała więcej czasu dla siebie. "Dlaczego inne dzieci mogą iść na dwór, a ja tylko lekcje i lekcje". Ale to nie jest tak, że ja jej nie daję gdzieś pójść czy coś zrobić. Ona wie, że ja byłabym najszczęśliwsza i o niczym innym nie marzę. Ma określony schemat zachowań: kolacja po 19 (broń Boże za minutę), na śniadanie jedna kanapka z dżemem (koniecznie brzoskwiniowym) druga z miodem, je wszystko co ma na talerzu osobno. Do spania owinięta w kołdrę, żeby broń Boże nie było milimetra szparki, wkłada skarpetę między duży palec i zawija pozostałą część pod stopę, trzyma długopis w specyficzny sposób itd. Ma manię zbieractwa wszystkiego: ulotek, papierków, wszystko może się przydać. Byliśmy w poradni psychologiczno-pedagogicznej wyszły jej zaburzenia motoryczne - opóźnienie 3 lata. Bardzo lubi się przytulać, nie znosi rozczesywania włosów (są sceny) mówi, że ją strasznie bolą - kiedy ja widzę że są rozczesane. U dentysty nawet kiedy ma znieczulenie jak dla słonia nie da się dotknąć. Ostatnio pani doktor powiedziała, że pozostaje tylko wyrwać, bo ona nie może nic zrobić. W wieku około 3 lat po raz pierwszy zaczęła powtarzać te same słowa, zdania bez końca. Np. bawiąc się w najlepsze nagle mówi czy ten paluszek to był tak, ale na pewno tak, powiedz że tak - i tak mogła przez godzinę. Na dzień dzisiejszy też jej się zdarza - czy tak, czy na pewno tak. Żadne tłumaczenia nie docierają. Proszę pomóżcie - gdzie mam się udać do jakiego specjalisty. Byłam u kilku psychologów np. w poradni psychologiczno-pedagogicznej pani psycholog kazała kupić psa i zapisać ją jeszcze na dodatkowe zajęcia, kiedy doba jest dla mojej córci za krótka. I tak chodzi spać 23-24. Uczęszcza na tańce dwa razy w tygodniu, angielski 2 razy i niemiecki raz. Doba powinna wtedy mieć co najmniej 50 godz. Boję się czy jak pójdzie do gimnazjum poradzi sobie. Co zrobić aby ustrzec ją przed dzisiejszą młodzieżą, żeby nie wpadła w depresję czy jeszcze w coś gorszego i co robić, aby cieszyła się życiem.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Parys
Lek. Magdalena Parys

Mam problemy w kontaktach z rówieśnikami - gdzie szukać pomocy?

Witam. Na imię mi Agnieszka. Mam 19 lat i uczę się w trzeciej klasie technikum. W gimnazjum byłam dręczona psychicznie przez część klasy. Bardzo często opuszczałam lekcje. Czekałam tylko z nadzieją, że jak skończę gimnazjum i pójdę do szkoły średniej,...

Witam. Na imię mi Agnieszka. Mam 19 lat i uczę się w trzeciej klasie technikum. W gimnazjum byłam dręczona psychicznie przez część klasy. Bardzo często opuszczałam lekcje. Czekałam tylko z nadzieją, że jak skończę gimnazjum i pójdę do szkoły średniej, to będzie lepiej. Chciałam wszystko zmienić, nawet zapisałam się na zajęcia taneczne i dostałam się do liceum. Jednak po rozpoczęciu roku szkolnego byłam załamana. W klasie źle mi się układało. Z nikim się nie zaprzyjaźniłam, chodziłam sama. Nawet miałam kilka nieprzyjemnych sytuacji. Po tygodniu przepisałam się do technikum. Już po pierwszym dniu w nowej szkole myślałam, że udało mi się zmienić coś na lepsze. Wszyscy byli sympatyczni i dobrze mnie przyjęli. Przez całą pierwszą klasę byłam zadowolona, miałam koleżankę, z którą bardzo dobrze się dogadywałam, i dobry kontakt z resztą klasy. W drugiej klasie zaczynało się źle dziać. Pod koniec roku zaczęłam coraz częściej opuszczać lekcje. Na początku trzeciej klasy już w pierwsze dni po rozpoczęciu nie mogłam się dogadać z koleżankami, na lekcjach czułam się strasznie, zadręczałam się myślami, dlaczego nie jestem taka jak w pierwszej klasie. Od początku roku nie było tygodnia, w którym nie miałabym opuszczonego chociaż jednego dnia. Moja sytuacja się pogarsza. Gdy nie idę do szkoły, to zostaję w domu i nie wiem, co mam robić, płaczę i zadręczam się, myślę o swojej złej sytuacji. Wiem, że powinnam chodzić do szkoły, ale boję się ludzi. Niby nikt mi nie dokucza, ale... nie potrafię wytłumaczyć. Unikam kontaktu z ludźmi, mimo że chciałabym mieć znajomych, bardzo mi z tego powodu ciężko. Mam trudności w kontaktach i cierpię z tego powodu, często płaczę. W szkole najczęściej siedzę sama, nie mam tematów do rozmów, boje się nawet poprosić o pożyczenie głupiej książki. Chciałabym to zmienić i chodzić do szkoły z radością, że spotkam znajomych. Codziennie mówię sobie, że następnego dnia będzie lepiej, że pójdę do szkoły i będę na siłę rozmawiać z innymi, że jakoś skończę szkołę, ale nigdy mi się to nie udaje. Wiem, że klasa widzi, że jest ze mną coś nie tak, i jest to dla mnie ciężkie. Często wychodzę z domu, ale wracam po chwili, albo gdy jestem już w szkole, to chciałabym uciec, ale nigdy nie mam odwagi tego zrobić. Na lekcjach myślę tylko o tym, kiedy się skończą i kiedy będę mogła iść do domu. Nigdy nie byłam wybitną uczennicą, ale uczyłam się dobrze, nie wyobrażałam sobie, jak można dopuścić do tego, żeby dostać jedynkę na koniec semestru czy też na koniec roku, a teraz sama mam trzy jedynki. Wychowawczyni powiedziała mi, że jeżeli nie chcę chodzić do szkoły, to droga wolna, mogę wybrać papiery i zakończyć edukację. W tym problem, że ja chcę skończyć szkołę. Jestem załamana. Nie mam życia towarzyskiego. Mieszkam z babcią i dziadkiem. Tata wyjechał za granicę, gdy miałam 2 lata, a mama, gdy miałam 12. Bardzo źle przeżyłam jej wyjazd. Często jej wypominam to, że wyjechała, a później mam wyrzuty sumienia. Dziadek chce rządzić wszystkimi, ciągle krzyczy, kłócimy się. Gdy nie idę do szkoły, snuje jakieś głupie domysły. Nie mam osoby, której mogłabym się zwierzyć. Mama nie rozumie, uważa, że przesadzam, gdy mówiłam jej o trudności w rozmowach, to powiedziała, że można rozmawiać o czymkolwiek. Gdyby to było takie łatwe... ale nie jest. W szkole, gdy mam coś powiedzieć na forum klasy, odpowiadam na ocenę lub po prostu czytam jakiś tekst, to robię się czerwona, drżą mi ręce i głos, zdarzało się, że słowa grzęzły mi w gardle, serce szybciej mi biło, a później z tego wszystkiego bolała mnie głowa. Chciałabym mieć w przyszłości dobrą pracę i wykształcenie, nie chciałabym zawieść rodziców, ale w obecnej sytuacji nie potrafię nic zrobić, mam myśli samobójcze, chociaż wiem, że nie odważyłabym się sobie coś zrobić, za bardzo się boję. Mam wielki chaos w głowie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak odzyskać przyjaciółkę?

Mam ogromny problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Mianowicie chodzi o moją najlepszą przyjaciółkę, którą już chyba straciłam... Tworzyłyśmy wspaniałą przyjaźń, zawsze się wygłupiałyśmy, śmiałyśmy, spędzałyśmy razem czas. Jednakże przez jeden dzień, właściwie noc, wszystko się zmieniło. Otóż spędzałam...

Mam ogromny problem, z którym nie mogę sobie poradzić. Mianowicie chodzi o moją najlepszą przyjaciółkę, którą już chyba straciłam... Tworzyłyśmy wspaniałą przyjaźń, zawsze się wygłupiałyśmy, śmiałyśmy, spędzałyśmy razem czas. Jednakże przez jeden dzień, właściwie noc, wszystko się zmieniło. Otóż spędzałam z nią razem sylwestra i jeszcze jedną koleżanką. W nocy stało się coś, czego chyba sobie nigdy nie wybaczę. Otóż zaczęłyśmy się całować, co prawda krótko, ale tak się stało. Nie wynikało to z tego, że czujemy coś do siebie więcej czy coś, ale po prostu. Za dużo wypiłyśmy. Po tym doświadczeniu wiem, że nigdy nic już nie wypiję (chociaż piłam tylko w sylwestra - okazyjnie) i wiem, że już nigdy więcej nie popełniłabym tego błędu. Z moją przyjaciółką rozmawiałyśmy o tym i doszłyśmy do wniosku, że powinnyśmy siebie unikać i na razie się nie przyjaźnić.

Był poniedziałek, przyjaciółka przyszła do szkoły i jakby mnie nie znała i nic się nie stało zaczęła rozmawiać z innymi koleżankami, śmiać się. Jakbym ja w ogóle nie istniała. Przeżyłam cały taki tydzień. Kiedy usiłuję się na nią spojrzeć, zagadać, ona patrzy się na mnie jak na kogoś, kto wyrządził jej największą krzywdę. Co prawda, jest w tym trochę racji, ale my ją obie sobie wyrządziłyśmy. Próbowałam do niej napisać, czy się ze mną umówi, żeby sobie to wszystko wyjaśnić, bo nie daję rady. Napisała, że nie ma dla mnie czasu i odparła, że skoro się nie przyjaźnimy, to nie ma się po co ze mną umawiać. Doszłam do wniosku, że przyjaciółka przekreśliła naszą przyjaźń na dobre. Powiedziała, że ona ma teraz swoich przyjaciół, ja mam swoich i że to się teraz liczy. Ale powiedziałam jej, że ja się z tym niedobrze czuję, ale ona odparła, że nie chce się już przyjaźnić, że ma wstręt do mnie i nie chce mi spojrzeć po tym wszystkim w oczy. Od tej pory, czuję się beznadziejnie. Uważałam ją za kogoś wyjątkowego, kogoś z kim mogłabym się przyjaźnić przez następne lata i... do teraz tak uważam.

Strasznie się wstydzę o tym mówić, bo jest to sprawa dość wstydliwa, zresztą obiecałyśmy sobie, że nie będziemy o tym z nikim rozmawiać. Ile bym dała, żebym mogła cofnąć czas. Przecież nie zrobiłabym tego znowu. W dodatku, przyjaciółka od następnego miesiąca przepisuje się do innej szkoły. Nie wiem jak ja to przeżyję... Czuję się winna wszystkiemu, nie chce mi się korzystać z komputera, rozmawiać z kimś, płakałabym tylko w poduszkę. Nie wiem co mam robić, tak strasznie, chciałabym ją odzyskać. Spróbować od nowa, cokolwiek!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudna przyjaźń - co robić w zaistniałej sytuacji?

Proszę o przeczytanie i radę. Wiem, że długie, ale bardzo mi na tym zależy... Mam 14 lat. Ostatnio cały czas płaczę. Nie było dnia, w którym bym nie płakala... Miałam nawet myśli samobójcze, ale one na szczęście już przeszły....

Proszę o przeczytanie i radę. Wiem, że długie, ale bardzo mi na tym zależy... Mam 14 lat. Ostatnio cały czas płaczę. Nie było dnia, w którym bym nie płakala... Miałam nawet myśli samobójcze, ale one na szczęście już przeszły. Chodzi o to, że wszystko jest nie tak. Mam siostrę cioteczną, jest ona moja przyjaciółką. Jedyną i najlepszą. 2 lata temu w wakacje zaczęłam się właśnie z nią przyjaźnić, co sprawiło, że nie zapomnę tych wakacji nigdy w życiu. Dodam jeszcze, że wtedy poznałam 2 chłopaków i było to moje pierwsze zauroczenie. Oczywiście potem chłopak nie chciał ze mną być i było mi ciężko. Ona oczywiście mi pomogła. Codziennie się widywałyśmy, bo zresztą miałyśmy od siebie tylko 10 kroków. Byłam tylko jej, a ona była tylko moja. Wszędzie chodziłyśmy razem. Gdy wakacje się skończyły (wtedy właśnie zostawił mnie chłopak), również mi pomagała, była wyrozumiała, pocieszała mnie. Ale ona była w 1 kl. technikum. Poznała nowe koleżanki i z jedną bardzo się kolegowała. Zapraszała ją. Na początku nie przeszkadzało mi to, ale później było mi coraz trudniej. Chociaż cały czas się spotykałyśmy, to miałam wrażenie, że mnie wkrótce zostawi. Przestała się z nią potem kolegować.. No i były następne wakacje, na które tak czekałam. 1 miesiąc spędziłyśmy w sumie razem, ale nie tak często. Miałam problem z chłopakiem i pomogła mi, ale potem pojechała niedaleko - miejscowość dalej - do jej siostry ciotecznej. Cały czas ze sobą siedziały, robiły zdjęcia. Ona przyjeżdżała też do niej. Spała u niej.. Karolina nadal pisała mi, żebym przyszła - ale jak przychodziłam, to prawie ze mną nie gadała, była zajęta tamtą. Oczywiście, że byłam zazdrosna. Ona była jej siostrą - taką samą jak i ja - ale bałam się, bo nie chciałam jej stracić. Ale to było w sumie jeszcze nic. Potem we wrześniu byliśmy na takiej jakby imprezie "strażackiej" i był tam taki chłopak, którego ona znała, bo jak jeździła tam do siostry to dobrze go znała. No i potem byłam z nim. Byłam z nim już po jakimś tygodniu. Wiem, że to może za wcześnie, ale tym razem się zakochałam.. 1 raz.. a Karolina wtedy do mnie - że jak ja mogę go kochać, że to za dużo powiedziane.. ale później oczywiście, jak to chłopak - zerwał ze mną. Ale nie napisał do mnie, nie odezwał się do mnie, tylko do Karoliny, żeby mi przekazała. Jak nie odbierał ode mnie telefonu, to od razu powiedziała mi, żebym do niej przyszła i wtedy jej to napisał. Zrobiła wszystko, żeby mnie pocieszyć, poszłyśmy na lody, było fajnie. Wieczorem posiedzieliśmy z jej chłopakiem i było bardzo fajnie. No i potem wszystko się zaczęło. Karolina zaczęła kolegować się, a nawet przyjaźnić z taką jedną z klasy. Do dnia dzisiejszego, kiedy bym do niej nie poszła, zawsze jest Elwira, Elwira i Elwira. Cały czas robi z nią zdjęcia, wstawia na portale, a ze mną ledwo jedno zrobi... (a kiedyś było inaczej). Podam taki przykład - może dziwny, ale jednak. Jest taka gra Cs. - no i ona dobrze wie, że w nią gram. I nic nie mówiła nigdy, ale jak ona pokazała tę grę Elwirze to zaczęła z nią grać. A jak ja jej powiedziałam, to ona do mnie od razu - Ty grasz? Ty umiesz? i śmieje się.. Zamówiły sobie nawet takie koszulki.. ale oczywiście tylko one.. mowiła do mnie, że wszystkim się podobają ich koszulki i że są mistrzami.. Nawet chodzi o muzykę.. Jeśli usłyszę jakąś fajną u niej - oczywiście hip hop - i zacznę jej słuchać, to ona mówi, że ja ściągam. To jest dla mnie śmieszne. Bo co? - to nie jest piosenka tylko dla niej - co, bo ja już nie mogę jej słuchać? ale nie, oczywiście Elwirka może.. One dają sobie takie buziaki.. a mi w ogóle. Ja zrobiłabym dla niej wszystko. Nie mam innej przyjaciółki. Mogłabym mieć, ale ja nie chcę. Bo ja mam jedną prawdziwą, którą kocham najbardziej. A ona... ona czasami do mnie potrafi się odezwać w niemiły sposób, zrobić wstyd.. ale nie, przecież ona jest najważniejsza. A ja nie mam odwagi, żeby jej tak mówić - nawet jak mówi w żartobliwy sposób. Może nie chodzi tu o odwagę tylko ja po prostu nie chcę.. nie potrafię - a ona umie zrobić mi przykrość. Dajmy przykład. Przyszedł do nas taki 5-letni braciszek i ona do niego: "Kochasz mnie?", a on: "tak", a ona: "Ale Klaudii nie kochasz, bo jest głupia i brzydka???", a mi się już zachciało płakać, bo przegięła trochę. A, i byłyśmy później na połowinkach - zabrała mnie. Oczywiście cały czas latała z tamtą, ale ja chciałam się tylko dobrze bawić. Był tam taki nasz brat i Elwira zaczęła się z nim, no, całować, i chyba po 2 dniach zaczęli ze sobą być.. Tylko, że Karolina robiła wszystko, żeby im się udało, cieszyła się i w ogóle. A ja?? Jak byłam z tamtym chłopakiem?? Widać, kto jest dla niej najważniejszy... Czasami mam ochotę jej powiedzieć to wszystko, ale nie wiem, nie mogę.. Ja pozwalam jej wszystko robić. Ostatnio na FB weszłam na swoje konto u niej, no i był dostępny tam taki chłopak. Pozwoliłam jej napisać, no bo chciała, ale potem zaczęła pisać do niego głupoty. Mówiłam, żeby przestała, ale to oczywiście nie jej konto i nie patrzyła na to, że później mogłabym się wstydzić.. ale ona jest przecież najważniejsza... ja już mam tego dość.. Kolejny problem to taki, że chłopak, o którym pisałam wcześniej, chyba zaczął znów mi się podobać. Po rozstaniu nie widywałam się z nim, bo był z innej miejscowości i dlatego chyba tak szybko o nim zapomniałam. Ale napisał do mnie ostatnio, no i gramy w taką grę i tam się mówi przez mikrofon i jak usłyszałam jego słodki głos, którym kiedyś mówił do mnie "kocham cię", pojawiły mi się świeczki w oczach. Trudno mi było z nim rozmawiać.. no i chyba się znów zauroczyłam.. a najgorsze jest to, że Karolina z nami nie grała, ale dziś weszła na nasz serwer. Jest to moja przyjaciółka, ale nie wiem, nie chciałam, żeby grała, bo chodzi o to, że już później koledzy będą widzieć tylko ją - zawsze tak jest. Później będą cały czas pisać do niej, gadać, a o mnie zapomną. I ona znów stanie się najważniejsza. Podsumowując, ja nie chcę stracić Karoliny. Ja nikogo oprócz niej nie mam. Nikt o mnie tyle nie wie, bo moje życie - takie z sekretami i ważnymi dla mnie sytuacjami - zaczęło się wtedy właśnie, gdy zaczęłam się z nią przyjaźnić. Dlatego tak mi ciężko.. Mam jeszcze wiele problemów, ale może innym razem, bo sporo napisałam. Między innymi chodzi o to, że moja mama w ogóle ze mną nie rozmawia..

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co robić, bo moje życie traci sens i chcę popełnic samobójstwo?

Witam, mam 14 lat i od jakiegoś czasu zaczęłam tracić sens życia. Od tego się zaczęło, że pokłóciłam się z moimi dwiema przyjaciółkami z powodu, że je dużo razy okłamywałam, dlatego, że za każdym razem kiedy chciałam im powiedzieć prawdę...

Witam, mam 14 lat i od jakiegoś czasu zaczęłam tracić sens życia. Od tego się zaczęło, że pokłóciłam się z moimi dwiema przyjaciółkami z powodu, że je dużo razy okłamywałam, dlatego, że za każdym razem kiedy chciałam im powiedzieć prawdę o mnie coś mnie zatrzymywało i nie chciałam im powiedzieć prawdy, więc kłamałam. Kiedy one się o wszystkim dowiedziały, to żeby się usprawiedliwić znów zaczęłam je okłamywać, ale wcale tego nie chciałam. Napisały mi co o mnie naprawdę myślą, czyli że jestem wredną, egoistyczną małpą, która myśli tylko o sobie i że moje całe życie jest zakłamane i idiotyczne (ja tak nie myślę). Kiedy nie przyszłam do szkoły one zaczęły wszystkim opowiadać, że zmyślałam różne rzeczy i że jestem egoistą, wredną cip... itd. i następnego dnia, kiedy weszłam do szkoły, wszyscy na mnie krzywo patrzyli, nikt się do mnie nie odzywał i omijali z daleka, później jak wracałam do domu autobusem wszyscy mnie obgadywali, mówili, że jestem kur..., cip... :(. Skończyło się tak, że się popłakałam i do tej pory tak jest codziennie. Proszę powiedźcie co mam robić, bo myślę o samobójstwie, nie daję sobie z tym wszystkim rady - co mam robić? :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to ja jestem winna?

Witam, Piszę ze względu na to, że od pewnego czasu po prostu nie radzę sobie z bliskimi, nie radzę sobie nawet sama z sobą. Przeszłam ciężką depresję, wciąż zażywam leki i jestem pod stałym nadzorem psychologa i psychiatry. Dwa tygodnie...

Witam, Piszę ze względu na to, że od pewnego czasu po prostu nie radzę sobie z bliskimi, nie radzę sobie nawet sama z sobą. Przeszłam ciężką depresję, wciąż zażywam leki i jestem pod stałym nadzorem psychologa i psychiatry. Dwa tygodnie temu wróciłam do szkoły (przez ok 2 lata miałam nauczanie indywidualne ze względu na zły stan psychiczny + stwierdzono u mnie fobię szkolną). Wciąż czuję się w grupie nieco zagubiona, mam kilku przyjaciół, problem leży jednak w tej jednej, najbliższej osobie. Kocham moją najlepszą przyjaciółkę, jest dla mnie jak siostra, ale ciągle wydaje mi się, że zachowuje się jak kompletna idiotka, robi docinki i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, poniża mnie w towarzystwie i traktuje jak niedorozwinięte dziecko, którym musi się zajmować. Nie jest złym człowiekiem, tłumaczyłam jej już wiele razy, co mi nie pasuje, starałam się zachowywać względny spokój i wyrozumiałość, ale ona po prostu tego nie rozumie. Ostatnio jej to zarzuciłam (straciłam już cierpliwość), a ona powiedziała, że to kłamstwo, że ją zraniłam (nie wspomnę o tym, że ona robi to bez przerwy) i porozmawiamy następnego dnia. I tyle. Następnego dnia przypomniałam jej o tym, a ona tylko stwierdziła, że najlepiej będzie, jak o tym zapomnimy i uznamy, że coś po prostu mi wczoraj odwaliło! Bardzo mnie tym zaskoczyła. Powiedziałam, że może po prostu przeprosimy się, bo obie postąpiłyśmy źle, a ona spojrzała na mnie z takim oburzeniem, że aż mnie odrzuciło. Stwierdziła, że pogadamy wieczorem (na gg, naturalnie, no bo po cóż twarzą w twarz? Ktoś tu nie ma chyba odwagi...). Od dłuższego czasu zdarzają się takie sytuacje, a ja zastanawiam się, czy to ja jestem zdziczała po tak długiej przerwie w kontaktach z ludźmi, czy leki uderzyły mi do głowy, czy jestem głupia, czy to może ona robi coś źle? Starałam się zmienić, żeby jej to podpasowało, żeby unikać konfliktów, ale ja też zasługuję na szczęście, a ona myśli tylko o sobie, choć wydaje jej się, że jest Samarytanką poświęcającą się dla wszystkich dookoła. Proszę, niech ktoś powie mi, co powinnam zrobić, bo mnie już brak sił i pomysłów. Nasza „przyjaźń” trwa 8 lat, bywało lepiej i gorzej, ale to, co się dzieje ostatnio to już dla mnie istna męczarnia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie czuję już tej przyjaźni, w czym problem?

Mam 16 lat. Moje życie układa się dobrze, wcale nie idealnie, bo do perfekcji wiele brakuje. Jednak od zawsze myślałam, że znając pewne wartości w życiu, wszystko będzie mi szło gładko i będzie to prawie wymarzona idealność. Nie jest. Lubię...

Mam 16 lat. Moje życie układa się dobrze, wcale nie idealnie, bo do perfekcji wiele brakuje. Jednak od zawsze myślałam, że znając pewne wartości w życiu, wszystko będzie mi szło gładko i będzie to prawie wymarzona idealność. Nie jest. Lubię moja przyjaciółkę. To na prawdę fajna dziewczyna, a znam ją od malucha, nawet nie pamiętam jak się poznałyśmy. Być może to te nasz dopełniające się charaktery powodują, że świetnie się dogadujemy w pewnych sprawach i tak na prawdę nie wiem czy jest taka sama druga osoba na świecie. Zawsze byłyśmy razem, zżyte jak siostry. Śmiałyśmy się z fałszywych znajomości, które nie przetrwały miesiąca i doszłyśmy do wniosku, że my nie potrzebujemy poznawać nowych koleżanek czy kolegów. Tylko my i nikt więcej. I tak było, nie miałyśmy żadnych innych przyjaciółek. Zamknęłyśmy się na ludzi, odizolowałyśmy się i obie czułyśmy się z tym wyśmienicie. Codziennie spędzałyśmy wspólnie czas, nigdy się nie kłóciłyśmy. Były drobne sprzeczki, z których po jakiejś chwili śmiałyśmy się na głos. Zawsze na zawsze nierozłączne. Jest w moim wieku, lecz poszła o rok wcześniej do szkoły niż ja. Kiedy ona poszła do liceum, ja byłam w ostatniej w gimnazjum. Przyjaciółka siłą rzeczy miała nową klasę, a za tym idą nowi ludzie. Nie wiedziałam czy to przez nawał nauki czy z jakiegoś innego powodu, ale czasy, kiedy czas spędzałyśmy razem jest w jakiejś dalekiej przeszłości. Jakby tylko we wczesnym dzieciństwie. Zaprzyjaźniła się z kilkoma osobami. Nawet nazwanie to "przyjaźnią" sprawia, że jest mi przykro. Nie mogłam się z tym pogodzić, z tym, że spotkanie ze mną odrzuca ze względu na to, że musi się zobaczyć z dziewczynami. Starałam się nie patrzeć na to w zły sposób, widocznie byli dla jej potrzebni. Nie potrafiłam robić jej wyrzutów, bo nawet nie umiałam się z nią kłócić. Jednak czasami zastanawiałam się czy kłótnia, nie byłaby jednak najlepszym wyjściem. Pewnego razu bardzo prosiłam ją o spacer na nasze ulubione lody. Jednak uniknęła tego, tłumacząc, że jej się nie chce. No cóż, zawiodłam się kolejny raz. Jednak nic nie opisze bólu, kiedy tego samego dnia wracając z zakupów zobaczyłam ją razem ze swoimi "przyjaciółkami". Nie wytrzymałam i to co leżało mi przez pół roku na sercu, wyrzuciłam z siebie. Powiedziała, że po prostu musiała się z nimi spotkać, nie miała innego wytłumaczenia. Za to, że nie powiedziała o tym, że z nimi idzie, długo się do niej nie odzywałam. Przez ten czas potrzebowałam dobrej rady od strony mojej rodziny. Starali się mnie zrozumieć, jednak wiem, że nie mogli pojąć dlaczego mam o to do niej pretensje. Po dwóch tygodniach pogodziłyśmy się, a mi przeszła cała złość. Starałam się zapomnieć o tamtym i nawet miałam nadzieję, że wszytko będzie tak jak dawniej, że wróci do normy. Zabierała mnie na wspólne wypady razem z jej przyjaciółkami. Do tej pory zastanawiam się dlaczego dopiero teraz? Czego nie wcześniej? Potrzebowałam jej, o wiele więcej razy niż te dziewczyny. Jednak często nadal zostaję w domu, kiedy ona dobrze bawi się wśród koleżanek. To już nie ta sama przyjaźń, czasami wątpię w to czy można to nazwać przyjaźnią. Mam wrażenie, że przyjaciółka zmieniła się. Albo nasza przyjaźń zapieczętowała we mnie brak zaufania do innych ludzi. Może nie potrafię usunąć tej bariery do drugiego człowieka, którą ona już dawno przełamała? A może nasza przyjaźń jest już przeterminowana? Nie wiem co robić, by jej nie stracić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak prowadzić relacje z przyjaciółką chorą na hipomanię?

Witam,   Jestem 26-letnim mężczyzną. Jakiś czas temu poznałem w szpitalu, odwiedzając swoją mamę, jej 22-letnią dziewczynę, nazwę ją tutaj Basią, która była tam pierwszy raz. Jest chora na hipomanię. Porozmawialiśmy ze sobą, coś między nami zaiskrzyło. Zaczęliśmy...

Witam,   Jestem 26-letnim mężczyzną. Jakiś czas temu poznałem w szpitalu, odwiedzając swoją mamę, jej 22-letnią dziewczynę, nazwę ją tutaj Basią, która była tam pierwszy raz. Jest chora na hipomanię. Porozmawialiśmy ze sobą, coś między nami zaiskrzyło. Zaczęliśmy ze sobą pisać, dzwonić do siebie. Właściwie to było już nawet wcześniej, lecz w mniejszych proporcjach, jeszcze przed moją wizytą tam. W sumie to moja mama chciała nas ze sobą poznać. Miałem mieszane uczucia, ale pomyślałem, czemu nie? Basia wyszła ze szpitala. Poznawaliśmy się dość szybko. Ona powiedziała mi o swojej życiowej traumie. Była bardzo długo z chłopakiem, który traktował ją w wielu aspektach źle. Także w relacjach seksualnych, chciałbym uniknąć tutaj pisania szczegółów, więc ogólnie ich relacje intymne opierały się na tym, że to on tylko i wyłącznie czerpał z nich przyjemność fizyczną. Dla mnie to była tak chore, że aż mało wiarygodne, ale nie miałem powodów żeby jej nie uwierzyć. I w to wierzę. Do jej zachorowania przyczyniły się także śmierć i choroba bliskich osób w podobnym czasie, ale wydaje mi, że geneza tego wszystkiego leży w jej kontaktach właśnie z chłopakiem. Niestety nigdy nie powiedziała tego lekarzowi, komukolwiek, broniąc tak jakby swojego chłopaka... Tak się złożyło, że nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Bardzo chciałem jej jakoś pomóc. To dziwne, ale w jakimś sensie zobaczyłem w niej obraz swojej mamy z przed lat. Człowiek, z którym była odarł ją z kobiecości. Chciałem w niej to przywrócić. Podoba mi się średnio, ale odkładając na bok mój typ urody kobiety, zobaczyłem, że jest atrakcyjna, kobieca. Pisaliśmy na różne tematy, także z podtekstami erotycznymi, nie były to oczywiście jakiś wyuzdane opisy, ale było to pisane na poziomie (tak subiektywnie uważam przynajmniej). Nie przeszkadzało mi to, choć trochę dziwiło, bo znamy się około 2 miesięcy dopiero, ale chciałem jej pokazać, że w każdej sferze powinna się czuć jak 100% kobieta. Dało mi to jednak trochę do myślenia, jaką tak naprawdę kobietą ona jest. W każdym razie zrobiła się bardzo szczęśliwa, zaczęła odbudować swoje znajomości zniszczone przez jej byłego chłopaka, po prostu zaczęła żyć pełnią życia młodej dziewczyny. Jej stan cieszy mnie. Robiłem to bezinteresownie, nie dlatego, żeby czerpać z tego jakieś profity, w tym seksualne, choć przez myśl mi to przeszło, bo jestem tylko facetem. Nie mógłbym jej tego zrobić. Powiedziałem jej, że takie rzeczy powinna mieć tylko w miłości. Ona na szczęście zdaje sobie z tego sprawę. Ta nasza relacja sprawiła, że po prostu chyba zakochała się w mnie. Wiem o tym, bo zwierzyła się z tego mojej mamie, która ją bardzo lubi i vice versa. Darzę ją ciepłym uczuciem, ale nie jestem przekonany, że chciałbym wejść z nią w bliższy związek. Biorąc pod uwagę to, że odkąd pamiętam były problemy ze zdrowiem mamy, myśl, że mogę to mieć także ze swoją kobietą trochę mnie przeraża. Nie chcę zerwać z nią kontaktu. Nie przekreślam jej całkowicie, ale ona musi udowodnić, że nie będzie wracać już do szpitala, czyli pilnować się w kwestii swojego zdrowia. A na to trzeba czasu, dużo czasu. Chciałbym z nią trochę ograniczyć kontakty, zmniejszyć ich intensywność, zobaczyć co przyniesie czas. Ona odczuła to tak, że jej zupełnie nie chce. Mówiła, że nie mogę jej tego zrobić (zostawić), nie mogę jej odebrać tego wszystkiego co wniosłem w jej życie… Boję się, że przez moje nieprzemyślane słowa jej stan zdrowia pogorszy. Nie chce się przyczynić do pogorszenie jej stanu zdrowia, czy powrotu do szpitala. To byłaby tragedia dla nas obojga, ale mimo wszystko chciałbym jej uświadomić, że nasze relacje powinny być bardziej na stopie koleżeńskiej/przyjacielskiej i że trzeba czasu, żeby mogły przekształcić się w coś więcej. Nie wiem w jaki sposób dawać jej to do zrozumienia, małymi kroczkami, nie raniąc jej. Jakie podejście przyjąć? Nie powiem przecież, że to przez jej chorobę jej nie chcę. Fakt, boję się trochę tego, ale uważam, że jej stan zdrowia nie może odebrać jej szczęścia. Gdybym tak zrobił, ona zaczęła by patrzeć na siebie bardzo negatywnie, czego oczywiście nie chcę. Chciałbym też żeby stała się bardziej asertywna (jej związek pokazał mi, że jej tego kompletnie brak) i otwarta (jest dość małomówna, przynajmniej w kontaktach ze mną). Powiedziałem, żeby porozmawiała o tym ze swoim psychologiem. Sam nie wiem, czy robię dobrze sugerując jej takie rzeczy, nie chcę jej urazić, ale ja nie chcę już tak mocno ingerować sam w jej psychikę, jeśli można to tak określić. Ostatnio myślę, że popełniłem błąd zaczynając takie relacje, ale to było silniejsze ode mnie, niestety. To wszystko wydaje mi się teraz bardzo trudne. I jej choroba, hipomania, czy jest uleczalna? Musi brać tabletki do końca życia? Na jakie rzeczy muszę uważać w kontaktach z Basią, żeby ograniczyć możliwość nawrotu jej choroby? Proszę o jakieś odpowiedzi, choć wiem, że ta sprawa jest bardzo skomplikowana. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to, że nie mam dużej grupy znajomych jest jakimś zaburzeniem?

Od półtora roku jestem w gimnazjum. Większość moich znajomych poszła do gimnazjum rejonowego, ja jako jedyna wybrałam inna szkołę. Mimo że znam tych ludzi już tak długo nie znalazłam sobie żadnej przyjaciółki ani przyjaciela. Nie lubię szkoły i nie lubię...

Od półtora roku jestem w gimnazjum. Większość moich znajomych poszła do gimnazjum rejonowego, ja jako jedyna wybrałam inna szkołę. Mimo że znam tych ludzi już tak długo nie znalazłam sobie żadnej przyjaciółki ani przyjaciela. Nie lubię szkoły i nie lubię ludzi, którzy mnie w niej otaczają. Nie mam ochoty z nimi przebywać zwłaszcza z dziewczynami. A przecież jestem w klasie sportowej i spędzam z nimi każdy weekend, wakacje i ferie. Dlaczego z nikim się nie zaprzyjaźniłam i dlaczego nie lubię tych dziewczyn? Nie utrzymuje również kontaktu z moimi wcześniejszymi koleżankami i kolegami, po prostu nie widzę takiej potrzeby. Jedyną moją przyjaciółką, z która utrzymuje kontakt jest taka dziewczyna, córka znajomych moich rodziców. Utrzymuje z nią kontakt gdy rodzice się spotykają ze znajomymi, lub gdy jedziemy razem na wakacje. Lubię z nią rozmawiać i czujemy się w swoim towarzystwie swobodnie. Czy coś jest ze mną nie tak, że nie lubię większości ludzi i nie chce utrzymywać z nimi kontaktu? Zarazem czasem chciałabym przeżyć jakąś przygodę jak z książki nieć większą ilość znajomych i coś z nimi robić. Mam 15 lat i mimo że bardziej lubię przebywać w towarzystwie rodziców niż jakiś znajomych. Czy to nie jest dziwne? Błagam, powiedzcie mi czy coś jest ze mną nie tak?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób polepszyć relacje ze znajomymi w szkole?

Od tego roku szkolnego (3 kl. gimnazjum) jestem ofiarą dowcipów i niemiłych słów. Z kolegami z klasy jakoś się dogaduję, nie jest źle, rozmawiają ze mną, chyba lubią mnie (może robią tylko takie pozory, że mnie lubią?), z dziewczynami trochę...

Od tego roku szkolnego (3 kl. gimnazjum) jestem ofiarą dowcipów i niemiłych słów. Z kolegami z klasy jakoś się dogaduję, nie jest źle, rozmawiają ze mną, chyba lubią mnie (może robią tylko takie pozory, że mnie lubią?), z dziewczynami trochę wstydzę się rozmawiać ze względu na nieśmiałość i nadwagę (wzrost 176 cm przy wadze 82 kg), ale jak podchwycę dobry temat lub dam swoje 2 grosze do tematu to jakoś rozmowa idzie dalej. Ale problem pojawia się poza klasą, szczególnie z rówieśnikami z innych klas. Osoby, które często mi dokuczają zazwyczaj należą do elity, którą na pierwszy rzut oka widać, że to niesympatyczne osóbki, często mnie nie zaczepiają, ale jestem dość wrażliwą osobą na obrazę, więc niemiłe sytuacje wchodzą mi głęboko w pamięć. Problem ostatnio coraz częstszy jest na WF-ach, z drugą klasą, z którą mamy WF.   Ogólnie jak oni dokuczają to raczej tylko mnie. Jedna osoba wyśmiewa się sprośnie udając tak zwane skipy. Może problem jest z tym, że jakoś nienaturalnie je robię, bo gdy on to robi to ma wyprostowane nadmiernie plecy. Próbuję się na takie zachowanie odgryzać tym, że jest już na drodze do perfekcji w robieniu tego ćwiczenia. Pozostałe osoby (nie wszystkie z tej klasy, bo są jednak tam osoby normalne) to czasami mocno uderzają piłkę, która trafia we mnie, a potem oni mają ubaw. Na takie zachowanie nie mam jakiegoś zgryźliwego tekstu, by się odczepili. Teraz, by stać się bardziej szanowaną osobą kupiłem od kolegi sztangę, by pozbyć się nadwagi i do tego wyrobić sobie lepszą, umięśnioną sylwetkę. Czy to dobry ruch, by wyrobić w sobie dobrą sylwetkę, by osoba, która chce mnie obrazić pomyśli nim to zrobi? Jeszcze jedno pytanie. Jak już wcześniej pisałem, chodzę do 3 gimnazjum, niedługo koniec roku, nowa szkoła, nowe znajomości. Jak się zaaklimatyzować z nowymi ludźmi, by znowu nie mieć zszarganej opinii?   Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Koleżanki mnie odrzucają - jak to zmienić?

Witam... Piszę tutaj i proszę o radę, ponieważ nie chcę się udawać do żadnych lekarzy itp. Jestem dziewczyną, mam 17 lat. Otóż chodzi o to, że jestem odrzucana przez ludzi. Od września poszłam do nowej szkoły (LO). Na początku było...

Witam... Piszę tutaj i proszę o radę, ponieważ nie chcę się udawać do żadnych lekarzy itp. Jestem dziewczyną, mam 17 lat. Otóż chodzi o to, że jestem odrzucana przez ludzi. Od września poszłam do nowej szkoły (LO). Na początku było z ludźmi ok, ale potem... Utworzyły się grupki, a ja nie zostałam do żadnej przyjęta. Jest taka grupka dziewczyn, z którą chciałabym się trzymać i mieć naprawdę dobre kontakty. Ale czuję, że one mnie nie chcą. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Niby są dla mnie miłe, ale jak je o coś proszę, to zazwyczaj odmawiają, chociaż nie zawsze. Ostatnio koleżanka mi nawet nie chciała przesłać lekcji. Nie wiem, może powinnam w sobie coś zmienić? Jakoś specjalnie ładna nie jestem, ale brzydka też nie. Przeciętna po prostu. Jestem spokojna, sympatyczna, skromna, nie tapetuję się. Lenia też mam, ale... Kiedy ktoś mnie prosi o jakieś przesłanie lekcji czy coś, to to robię. Czasem jestem nieśmiała, ale staram się tę nieśmiałość przełamywać. Uczę się przeciętnie. Może brakuje mi też pewności siebie, nie wiem. Staram się rozmawiać z dziewczynami, ale nieraz mają do mnie inne podejście. Nawet na wuefie, kiedy wybiera się składy do gry, to nikt mnie nie wybiera, tylko muszę dochodzić do jakiejś drużyny, bo zostaję ostatnia. Ostatnio nawet coś w sobie zmieniłam - lekko przefarbowałam włosy. Dziewczyny były zaskoczone, rozmawiały ze mną, a potem znów wyszło jak zawsze... BARDZO PROSZĘ O RADĘ.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Patronaty