Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samotność: Pytania do specjalistów

Poszukiwanie miłości i związku oraz smutek z powodu samotności

Samotmosc mnie doluje placze poszukuje milosci zwiazku wszendzie nawed pisze na komputerze czesto spie bo mam dolek potem wstaje i jest lepiej dlaczego tak jest?
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Izabela Ławnicka
Lek. Izabela Ławnicka
Mgr Joanna Kołodziejczyk
Mgr Joanna Kołodziejczyk

Odcinanie się od świata u 27-latka

Mój brat przestał dbać o porządek wokół swojego otoczenia i nie widzi w ty nic dziwnego,mam wrażenie jakby odcinał się od świata.On nie widzi w ty nic niepokojacego.Ma 27 lat.Jak mu pomuc?
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Justyna Piątkowska
Mgr Justyna Piątkowska
Mgr Barbara Szalacha
Mgr Barbara Szalacha
Mgr Jacek Mularski
Mgr Jacek Mularski

Lęk przed samotnością i kłótnia z narzeczonym

zmarł mój mąż, miesiąc temu tata, w grudniu poznałam przez internet mężczyznę, przegadaliśmy calą misję-był w afganistanie. Wrócił, zareczylismy się.Nasze dzieci sie polubiły i podczas wakacji wzięłam telefon zeby sprawdzić godzinę zobaczyłam smsa od kobiety zapisanej. Oddzwonił i wyjaśnił że... zmarł mój mąż, miesiąc temu tata, w grudniu poznałam przez internet mężczyznę, przegadaliśmy calą misję-był w afganistanie. Wrócił, zareczylismy się.Nasze dzieci sie polubiły i podczas wakacji wzięłam telefon zeby sprawdzić godzinę zobaczyłam smsa od kobiety zapisanej. Oddzwonił i wyjaśnił że to pomyłka. Wrócił strach po śmierci męża że go stracę i będę sama, zrobiłam awanturę za namową koleżanki bo nie wierzyłam do końca ze tam jedzie. on zastanawia sie czy odejsc,a ja jestem zalamana
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Golicz
Mgr Magdalena Golicz
Mgr Dorota Nowacka
Mgr Dorota Nowacka

Brak odczuwanej energii i samotność

Witam, mam 21 lat, mieszkam z chlopakiem w Hiszpanii, pracuje, ale czasem dopadaja mnie leki zlosc z byle powodu,, placze, mdleje, zasypiam na dlugie godziny, lub nie spie w nocy. Od pewnego czasu nie moge poradzic sobie sama ze soba.... Witam, mam 21 lat, mieszkam z chlopakiem w Hiszpanii, pracuje, ale czasem dopadaja mnie leki zlosc z byle powodu,, placze, mdleje, zasypiam na dlugie godziny, lub nie spie w nocy. Od pewnego czasu nie moge poradzic sobie sama ze soba. Miewam dni kiedy nie mam ochoty na nic, w trudnych sytuacjach dopada mnie zacmienie, bezradnosc, wtedy placze i nie moge sie uspokoic, mdleje i spie dlugie godziny. Jednak niekiedy miewam dni kiedy czuje sie wysmienicie i jak dawniej tryskam energia. Co mi jest?
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Patrycja Stajer
Mgr Patrycja Stajer
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Zuzanna Starczewska
Mgr Zuzanna Starczewska

Samotnośc i tęsknota za domem u studenta

Witam mam problem jestem prawie 20 letinm chłopakiem . Obecnie studiuje w Lublinie a pochodzę z Krosna . Jestem w strasznym dołku niewiem co robić . Zaczynam własnie drugi rok studiów . Na studia wyjechałem całkowicie sam do nowego miasta... Witam mam problem jestem prawie 20 letinm chłopakiem . Obecnie studiuje w Lublinie a pochodzę z Krosna . Jestem w strasznym dołku niewiem co robić . Zaczynam własnie drugi rok studiów . Na studia wyjechałem całkowicie sam do nowego miasta , ponieważ nie dostałem sie do Rzeszowa . Do Lublina złozyłem dokumenty bo brat mi tak doradzał . Trochę tego żałuje bo niby mam 20 lat a dalej tęksknie za rodzicami .... Na 1 roku studiów mieszkałem z bardzo imprezowymi ludźmi teraz trafiłem na doktorantów . S
odpowiada 3 ekspertów:
mgr Anna Szabłowska
mgr Anna Szabłowska
Mgr Adam Horak
Mgr Adam Horak
Mgr Anna Szostak (Mazur)
Mgr Anna Szostak (Mazur)

Czuję się samotny, chociaż znam wielu ludzi

Cześć. Nie wiem, czy to odpowiednie miejsce i czy ktoś ma zamiar to w ogóle przeczytać, ale mam ochotę się po prostu wygadać, a że nie mam komu, bo czuję się samotny, to po prostu piszę tutaj. Mam dopiero 18... Cześć. Nie wiem, czy to odpowiednie miejsce i czy ktoś ma zamiar to w ogóle przeczytać, ale mam ochotę się po prostu wygadać, a że nie mam komu, bo czuję się samotny, to po prostu piszę tutaj. Mam dopiero 18 lat i nie wiem, po co żyję, nie wiem dla kogo żyję, nie wiem nawet kim jestem. Mój problem zaczął się w momencie, gdy nagle przeniosłem się do innej szkoły. Była to czwarta klasa podstawówki - tak, byłem wtedy jeszcze dzieckiem, a i tak mam wrażenie, jakby to działo się wczoraj. Od tego czasu czuję się samotny. Wtedy wszystko wydawało mi się jeszcze takie proste. W szkole miałem same "A", byłem wzorowym uczniem. Wracając do domu uśmiech pchał mi się na usta, bo nie miałem pojęcia, że życie może być dla mnie tak trudne. Już na początku roku w nowej szkole powoli zaczynało przybywać mi problemów. Czułem się samotny, jak odrzutek, kujon, od którego każdy przepisywał zadania domowe (bo tak rzeczywiście było) itd. Ja jednak dalej uczyłem się "na medal". Pod koniec czwartej klasy poznałem bliżej pewnego znajomego z klasy. Był to typ cwaniaczka, którego wszyscy w klasie uwielbiali i szanowali. Zawsze potrafił rzucić fajnym żartem, rozśmieszyć, ale potrafił być też poważny, a wtedy każdy siedział zlękniony. Tak - spodobało mi się to. On, niewiadomo dlaczego, zaczął wyciągać mnie na przechadzki do miasta, traktował mnie jak przyjaciela, którym później się stałem. Dzisiaj wiem, że trzymał się ze mną dla pieniędzy. W ten czas moim rodzicom powodziło się, a ja byłem "radosnym dzieckiem bogatych starych". On natomiast pochodził z biednej rodziny - ojciec alkoholik bił matkę itd. Tak naprawdę zaczął mnie wychowywać na nowo - poznałem inny świat. Zaprowadzał mnie do swoich koleżanek, poznawałem nowych ludzi - było na serio fajnie, czułem się jak "ktoś". Co prawda wiedziałem, że to on jest tutaj "alphą", ale nie było to dla mnie problemem. Szanowałem go ponad wszystko. Od tego momentu w szkole zacząłem radzić sobie coraz gorzej. Zamiast świadectw z paskiem miałem coraz niższe średnie, aż do dzisiaj, gdzie co roku ledwo udaje mi się uniknąć komisa. Przyszedł czas na kolejną zmianę szkoły. Nasze drogi niestety rozeszły się - ja poszedłem do prywaciarza (jego w żadnym wypadku nie było na to stać). Już na początku roku poczułem, jakbym stracił "część siebie", znów poczułem się samotny. Mimo to starałem się być taki, jakim nauczył mnie dawny przyjaciel z podstawówki. Do końca pierwszej klasy myślałem, że wszystko się ułoży - ba! Byłem pewien, że już się ułożyło. Niewiadomo czemu, nagle stałem się totalnym pośmiewiskiem klasy. Praktycznie każdego dnia przed snem płakałem po kilka godzin, bo nie byłem już w stanie tego znieść. Czułem się samotny. Naśmiewano się ze mnie - poczynając od wyglądu, aż po chamskie zagrywki typu - oni coś zniszczyli, a winę zrzucali na mnie, pluli mi na plecy, przyklejali kartki z napisem "kopnij mnie", wyrzucali plecak, piórnik (praktycznie wszystko) przez okno itp. Na moje nieszczęście, każdy nauczyciel, nawet dyrektor im wierzył. Byłem bezradny. Czekałem aż to wszystko się skończy, aż pójdę do nowej szkoły i tam zacznę wszystko od nowa. Próbowałem sobie odebrać życie - przysięgam - nie raz. Nigdy jednak nie starczyło mi odwagi, nawet na głupie powieszenie się. Zawsze rozbeczałem się jak małe dziecko i kładłem do łóżka, zawijając się w kołdrę. Nawet teraz, gdy to piszę, to płaczę jak głupi. Pod koniec drugiej klasy, dzięki znajomemu z dzieciństwa (z ulicy), z którym zawsze grałem w piłkę poznałem nowego kumpla. I tak trzymaliśmy się we trzech (ja co prawda byłem zwykłym kolegą, bo to oni się przyjaźnili, ale sam fakt posiadania kumpla był już dla mnie czymś). Starałem się, żeby to, co dzieje się w szkole, nigdy nie wyszło na jaw. Bałem się, że oni też zaczną się ze mnie naśmiewać. Wszystko było jednak dobrze. Znowu, chociaż przez pół dnia, czułem się jak dawniej - w podstawówce (poniekąd miałem nadzieję, że także zostanę ich przyjacielem; potrzebowałem tego, tak samo jak potrzebuje tego teraz). Zaczęły się pierwsze używki. Zacząłem konkretnie palić fajki, pić i w międzyczasie brać narkotyki (nigdy nie nazywałem tego tak oficjalnie - bałem się). To było fajne, bo dzięki temu uciekałem od rzeczywistości. W międzyczasie zacząłem dowiadywać się o problemach w domu. O tym, że ojciec znowu pije (robił to jeszcze przed moim urodzeniem, ale podobno "dla mnie" przestał), o tym, że nazaciągał masę długów na firmę, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego spłacić w takim czasie, jak należy i wielu innych rzeczach. To trwa do dzisiaj. W końcu gimnazjum dobiegło końca. Poszedłem do nowej szkoły. Od samego początku powiedziałem sobie, że nigdy więcej nie dam się poniżyć. Nikt nie miał prawa tego zrobić, choćby za cenę krwi. Tak też się stało. Już na początku roku pobiłem się z kolegą z klasy, który sądził, że ławka, na której siedzę należy do niego. Na moje szczęście wygrałem te walkę (nie umiem się bić, po prostu mam ponad 190 cm i dużo łatwiej było mi go sięgnąć). W ten sam dzień w domu żałowałem całej tej sytuacji. Zrobiło mi się go żal. Przyszedł jednak drugi dzień. Po szkole rozszedł się filmik, jak to ja go nie pobiłem, czego mu nie zrobiłem. Zaczęto mnie szanować, a mi tak się to wszystko spodobało, że kompletnie się zapomniałem. Zacząłem traktować wszystkich z góry. Obrażałem kogo tylko szło i co najgorsze - bawiło mnie to. Potrafiłem nasmarkać na chusteczkę i wetrzeć ją komuś w twarz. Ba! Robiłem dużo gorsze rzeczy, ale nie chcę o tym pisać, bo strasznie mi za to głupio. Zacząłem robić to, co robiono mi w gimnazjum - a nawet więcej. Przyszła druga klasa i po trochu się "ogarnąłem", ale tylko z tego względu, że koledzy, z którymi robiłem te "żarty" powtarzali klasę. Dzięki temu dostałem chwilę na zastanowienie się i dotarło do mnie, co im wszystkim narobiłem. Chciałem przestać, ale gdy tego nie robiłem, czułem, że zaczynam być coraz mniej szanowany, lubiany. W ogóle zacząłem stawać się niezauważalny. To trwa do dzisiaj, tylko jest coraz gorzej. Codziennie jestem innym człowiekiem - raz gnębię innych (już bez jakiejkolwiek "radości"), raz zgrywam najlepszego przyjaciela, raz jestem idealnym uczniem, a raz kłócę się z nauczycielami jak ze swoimi rówieśnikami. Codziennie jestem inny i to mnie przeraża. Co gorsza, wydaję mi się, że żadne z moich "ja" nie odpowiada rówieśnikom. Nie wiem, jaki chcę być, bo tak naprawdę, gdy na koniec dnia wylatuję z tego całego "biegu" i mogę wszystko przemyśleć, to dochodzę do wniosku, że jaki bym nie był, to i tak zawsze czuję się gorszy od reszty. Zamiast być sobą, próbuję dostosować się do innych, być jak oni, ale mi to nie wychodzi. Nic nie daje mi satysfakcji, przez co sam wybijam się z rytmu i coraz bardziej odchodzę na bok. Co najgorsze, mam wrażenie, że tracę nad wszystkim kontrolę. Klasa i nawet znajomi spoza szkoły zaczynają mnie odpychać. Nie chcę tego, nie chcę samotności, ale gdy tak sobie myślę, to zrobiłbym dokładnie to samo. Nigdy nie chciałbym poznać takiego człowieka, jakim jestem ja. Tylko nie mówcie mi, żebym był sobą, bo ja nie wiem, kim jestem. Brakuje mi kogoś, z kim mógłbym usiąść i komu mógłbym się wygadać - wiem... to, że nie mam takiej osoby, to tylko i wyłącznie moja wina, ale nie wiem, jak temu zaradzić. Tak naprawdę, nie wiem, czego oczekuję pisząc to. Chciałbym po prostu zacząć wszystko od nowa. Poznać przyjaciela, o którego nie musiałbym codziennie walczyć. Chciałbym na chwilę przestać gonić za wszystkim. Mam wrażenie, że jestem inny od reszty. Jest mi bardzo ciężko. To wszystko mnie przerasta i znowu nie chce mi się żyć. Przepraszam, jeśli to co napisałem, może być nie do końca zrozumiałe. Pisałem na bieżąco to, co czuję.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Uczucie odrzucenia i samotności u osoby niepełnosprawnej

Dlaczego czuje sie odrzucony od rowniesnikow jak i ludzi ktorzy mnie ciagle ignoruja?Jestem osoba niepelnesporawna ,potrzebuje osoby by wygadac sie pobyc z kims a nie mam takich osob czuje sie smaotny niepotrzebny odrzucony pustka czemu tak sie dzieje zamierzam pojsc do psychologa
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Zuzanna Starczewska
Mgr Zuzanna Starczewska
Mgr Violetta Ruksza
Mgr Violetta Ruksza

Jak pomóc sobie ze samotnością?

od 25 lat zyje za granica, tutaj stworzylam rodzine ktora w moich oczach nie posiada zadnej wartosci. Syn ma 20 lat prowadzi swoje zycie chociaz mieszka razem z nami i jest ze mna bardzo bliski ,maz obcokrajowiec wiec inny ma... od 25 lat zyje za granica, tutaj stworzylam rodzine ktora w moich oczach nie posiada zadnej wartosci. Syn ma 20 lat prowadzi swoje zycie chociaz mieszka razem z nami i jest ze mna bardzo bliski ,maz obcokrajowiec wiec inny ma poglad na swiat,co nas od siebie oddala, jest tez osoba ktora prowadzi "swoj tryb zycia" koledzy ,picie ,wypady na " dni bez zadnego uprzedzenia itp. Ja pracujaca ,dbajaca o dom ;syna ;psa . Dzisiaj mam 45 lat i zadnych przyjaciol? Jestem SAMA ,samotnosc mnie zabija ,pomocy
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brabec
Mgr Magdalena Brabec
Mgr Violetta Ruksza
Mgr Violetta Ruksza

Samotność w dużym mieście

Witam serdecznie, wiem, że piszą do Państwa ludzie, którzy borykają się z naprawdę dużymi problemami ze zdrowiem bądź innymi dosyć poważnymi życiowymi przeszkodami... Ale nie mogę poradzić sobie z samą sobą. Kiedyś byłam uśmiechniętą dziewczyną, pełną pozytywnej energii, wiary w...

Witam serdecznie, wiem, że piszą do Państwa ludzie, którzy borykają się z naprawdę dużymi problemami ze zdrowiem bądź innymi dosyć poważnymi życiowymi przeszkodami... Ale nie mogę poradzić sobie z samą sobą. Kiedyś byłam uśmiechniętą dziewczyną, pełną pozytywnej energii, wiary w życie, ludzi, miłość i dobro. Pochodzę z małej miejscowości i zaczęłam się tam męczyć. Chciałam wyprowadzić się z domu, pomimo tego, że mam kochanych rodziców, którzy pomagają mi jak mogą. Chciałam się usamodzielnić i przenieść do większego miasta, żeby być bardziej anonimowa. Jak tylko skończyłam studia licencjackie przeprowadziłam się do Gdańska. Dostałam piękne, nowe mieszkanie od rodziców, opłacili mi studia magisterskie na prywatnej uczelni, znalazłam pracę. Na początku mieszkali ze mną znajomi, ciągle miałam towarzystwo, więc wszystko było okej. Wyprowadzili się (skończyły się wakacje i wrócili do naszego rodzinnego miasta) a ja poczułam się tu bardzo samotna. Mam tu ciotkę, kuzynkę, kilka koleżanek, jednak nigdy z nimi nie miałam jakiś super świetnych relacji. Boję się być sobą, bo obawiam się, że jestem zbyt wybuchowa i nie zaakceptują mnie.

Poznałam przez internet super chłopaka, spotykaliśmy się, szybko powiedział mi, że się we mnie zakochał. Ja też się zakochałam. Poświęcałam dla niego wszystko co miałam, czekałam aż będzie miał czas, aż do mnie przyjedzie, aż zadzwoni i teraz wiem, że to był błąd. Rozstaliśmy się miesiąc temu, bo stwierdził, że nie wie, co do mnie czuje. Czuję się okropnie samotna w tym wielkim mieście. Nie mam z kim porozmawiać, spotkać się, a jeśli mam, to nie czuję się z tymi ludźmi do końca dobrze. Codziennie zastanawiam się, dlaczego nie mogę się pozbierać, co ze mną jest nie tak, dlaczego nie mogę poznać tu kogoś, dlaczego ten chłopak nie chciał już ze mną być, skoro 2 dni wcześniej powiedział, że mnie kocha i chciał żebyśmy razem zamieszkali. Już nie jestem tą pełną życia dziewczyną, którą byłam jeszcze kilka dni temu. Nie chce mi się wstawać z łóżka, iść do pracy, odbierać telefonów. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić... Proszę Państwa o pomoc...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak odnaleźć się w nowej szkole?

Witam, mam 16 lat, obecnie przeniosłam się z liceum, które znajduje się w szkole, gdzie chodziłam już do gimnazjum, do innej, dość prestiżowej szkoły. Mimo że miałam w klasie przyjaciółkę, byłam przewodniczącą i znałam prawie wszystkich, to nie czułam się...

Witam, mam 16 lat, obecnie przeniosłam się z liceum, które znajduje się w szkole, gdzie chodziłam już do gimnazjum, do innej, dość prestiżowej szkoły. Mimo że miałam w klasie przyjaciółkę, byłam przewodniczącą i znałam prawie wszystkich, to nie czułam się tam dobrze. Nie mieliśmy już takiej paczki, jaką tworzyliśmy w gimnazjum, brakowało mi nowych wyzwań, nie mogłam się zmienić, bo wszyscy mnie już znali. Wracałam do domu, czasami płakałam, bolał mnie brzuch.

W nowej szkole jestem od tygodnia. W pierwszy dzień było trudno, ale większość ludzi okazała się miła. W następnie 2 dni było wprost rewelacyjnie! Zakochałam się w nowej klasie. Jest tu grupa bardzo spokojnych dziewczyn, które są strasznie miłe i pomocne, ale spędzając czas w ich towarzystwie nie czułam się zbyt dobrze (z natury jestem osobą otwartą, pomysłową, zwariowaną, uśmiechniętą, wrażliwą, trochę dziecinną). Jest też grupa bardziej zwariowanych osób, z którymi czułam się świetnie i mogłam być sobą. Była też taka dziewczyna M., która ujęła mnie swoją otwartością i radością życia, przegadała ze mną chyba z 2 lekcje.

Co prawda są tam też grupki (tzw. elity), dość zmanierowane, które niezbyt mnie polubiły, ale specjalnie się tym nie przejęłam. No, może w 1 dzień, gdy usunęły mnie z grupy klasy na facebooku. Niestety, po 2 dniach M. zachorowała. Zachorowała również jedna z najbardziej sympatycznych osób z grupy zwariowanych, (I.), która chętnie mnie do nich zapraszała i sprawiała, że w klasie panowała atmosfera, bliska mojemu zachowaniu. Przyszła za to do szkoły jej przyjaciółka. Miła, ale jakoś niezbyt dobrze spędzało mi się z nią czas. Przytłoczyła mnie swoją pewnością siebie. Bardziej chciała mówić o sobie niż poznać mnie, ale przynajmniej była dość sympatyczna.

Przyszła jeszcze taka bardzo ładna dziewczyna, nie odezwała się do mnie ani słowem. Bez tych 2 osób (M. i I.) czuję się w szkole źle i samotnie. Inni już nie są dla mnie tak sympatyczni (chociaż byli, gdy były one). Niektórzy się mnie trochę wstydzą, boją się ze mną dłużej rozmawiać, a ja nie mogę być sobą. Nic prawie nie jem, nie uśmiecham się. Na początku miałam na wszystko ochotę, byłam w siódmym niebie, teraz nie mogę się nawet uczyć, ani robić coś innego. Ludzie, których wcześniej ubóstwiałam, stali się bardziej oddaleni i zdystansowani. Nie są już dla mnie tak mili. Bez I. na przerwach już nie śpiewamy, nie tańczymy, a bez M. czuję się samotna.

Teraz są ferie, więc trochę odpocznę. Mam nadzieję, że po feriach, gdy wrócą te 2 osoby znów będzie tak wspaniale. A jeśli się zmienią, gdyż to był tylko tzw. szał poznawania? A jeśli ta jedna zajmie się swą przyjaciółką? Czy atmosfera i moje samopoczucie w klasie może się tak radykalnie zmieniać przez 2 osoby? Czy ich nastawienie do mnie może się zmienić? Co zrobić, aby czuć się dobrze, a nie być zbyt nachalna? Błagam, o szybką i rzetelną odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Dlaczego nie jestem szczęśliwa, pomimo że mam wszystko?

Witam, Nie wiem od czego zacząć, bo wszystko w moim życiu zawsze dobrze się układało, miałam piękne, szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców. Teraz jestem już dorosła, skończyłam jedne studia, prowadzę własną firmę, bardzo dobrze zarabiam, zaczęłam drugi kierunek studiów. Mam męża,...

Witam, Nie wiem od czego zacząć, bo wszystko w moim życiu zawsze dobrze się układało, miałam piękne, szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców. Teraz jestem już dorosła, skończyłam jedne studia, prowadzę własną firmę, bardzo dobrze zarabiam, zaczęłam drugi kierunek studiów. Mam męża, którego bardzo kocham i myślałam, że on też, nie odczułam żadnej zmiany. Ale okazuje się, że on mnie zdradza... Dowiedziałam się przypadkiem, zostawił telefon w domu i coś mnie pokusiło, żeby do niego zajrzeć (nigdy tego nie robiłam, zresztą on też, oboje ufamy sobie) i znalazłam SMSy do niej, do nich... Okazało się, że nie jest to 1 kochanka, jest ich wiele i są to czysto seksualne układy, wręcz sponsorskie bym powiedziała, bo on za to płaci! Kolejna rzecz, znajomi... w ogóle nie mam znajomych... Mam wrażenie, że zarówno na nowej uczelni, jak i poza nią ludzie mnie nie akceptują, nie chcą ze mną nawiązywać kontaktów(zaznaczam, że nie jestem osobą nieśmiałą, która boi się ludzi). Nie wiem, czy wynika to z pewnego rodzaju zazdrości, czy odmiennego statusu. Kontakty ze znajomymi, których miałam się pourywały... Nie wiedząc czemu... I stało się to dokładnie w momencie jak zaczęłam osiągać sukces zawodowy... Czuję się bardzo samotna, mimo że mam pewnie to o czym wielu ludzi cały czas marzy... Co mam zrobić? Nie jestem w stanie funkcjonować bez drugiego człowieka... Dlaczego tak się dzieje?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Życie w stresie i samotność

Witam! W tym roku skończę 41 lat. Aby przedstawić swój stan, muszę opowiedzieć o tym co się działo przez ostanie kilka lat. W marcu 2005 roku zwolniłem się z pracy w celu rozwijania własnej działalności gospodarczej. Działałem z wielką wiarą...

Witam! W tym roku skończę 41 lat. Aby przedstawić swój stan, muszę opowiedzieć o tym co się działo przez ostanie kilka lat. W marcu 2005 roku zwolniłem się z pracy w celu rozwijania własnej działalności gospodarczej. Działałem z wielką wiarą w sukces, co niestety nie przekładało się na korzyści finansowe. To z kolei powodowało, że pogrążałem się w długach. Największy kryzys przyszedł od połowy 2007 roku do połowy 2008 roku. Doszedłem do poziomu ogromnego zadłużenia około 120 tys. zł, ale z wielką wiarą na szybkie odbicie.

W 2008 roku działania marketingowe i zdobywanie rynku zaowocowało otrzymaniem dużej liczby zamówień do zrealizowania - aby się wywiązać z otrzymanych zadań, przez wiele tygodni pracowałem w wielkim napięciu, niewiele sypiając. Zasypiałem z bijącym sercem i po kilku godzinach 4-5 godzin budziłem się w stresie z koniecznością realizowania zadań, których się podjąłem. Trud się opłacił, odniosłem sukces - znalazłem uznanie klientów. Działalność zaczęła przynosić całkiem niezłe dochody. Mogłem pracować mniej za lepsze pieniądze, jednak praca odbywała się (i odbywa) zrywami. Jest okres intensywnej pracy - kilka tygodni i czas spokojniejszy. Myślę, że doprowadziłem się do stanu znerwicowania, co powoduje, że obawiam się podejmowania nowych wyzwań i brania na siebie zbyt dużej ilości pracy.

Moja skłonność do ryzyka zanikła, co z kolei może doprowadzić utraty niepewnych dochodów. A wizja utraty dochodów i powrót do problemów z początku 2008 roku powoduje lęk. Obawiam się, że w przypadku podjęcia takich zobowiązań jak w 2008 roku – nie byłbym w stanie teraz ich zrealizować. Przez cały czas utrzymuje mi się wysokie tętno, w zeszłym roku zacząłem mierzyć ciśnienie, które czasem przekracza normy. Byłem z tym u lekarza, zrobiłem badania, które wskazały, że jestem zdrowy. Miałem lekką otyłość, około 102 kg wagi przy 180 cm wzrostu, spowodowaną stresem i niewłaściwym odżywianiem. Przez wiele lat odkładałem na bok życie prywatne w nadziei na odmianę losu. Tzn. że jak już osiągnę pewien status finansowy/zawodowy to będę mógł żyć spokojniej i cieszyć się życiem z kimś, komu by na mnie zależało. Z początkiem 2011 roku zacząłem odczuwać rezygnację. Doszedłem do wniosku, że to, o co się tyle lat starałem i tak nie ma znaczenia. Straciłem pomysł na resztę życia. Czuję się zmęczony.

Znalazłem sobie nowy cel - zrzucić tłuszcz i zadbać o sylwetkę. Kuracja (latem ubiegłego roku) przyniosła skutek, obecnie mam w pasie mniej 10-11 cm, ważę 93 kg. Jednak myślę, że zrobiłem z tego cel alternatywny z braku celu życiowego. Najlepiej funkcjonuję w okresach umiarkowanego obciążenia pracą, ale są dni, w których nie mam nic pilnego do wykonania i które powinienem poświęcić na rozwój - a przynajmniej na planowanie przyszłości. Jednak zamiast tego - czas zajmuje mi użalanie się nad sobą i jednocześnie lęk, że wkrótce spadnie na mnie ogrom pracy do wykonania. Szczególnie ciężko jest w poniedziałki - często źle śpię w nocy z niedzieli na poniedziałek. Od dłuższego czasu nie pracuję w weekendy, robiąc sobie wolne, które przedłuża się na poniedziałek. Na pewno sytuacji nie pomaga fakt, że pracuję w domu. Gdy rozpoczynałem własną działalność - czasem stosowałem piwo, jako lek na stres, aby doznać odprężenia. Z czasem zażywałem więcej alkoholu - oczywiście kontrolując sytuację i nie pozwalając na to by zaniedbać pracę. Stąd też rozwój otyłości.

Stosując dietę i ćwiczenia fizyczne odstawiłem alkohol, co jednak nie poprawiło nastroju. Pracuję samodzielnie i nie mam za bardzo z kim rozmawiać o moich codziennych problemach, aby odreagować. Czy stan, w jakim się znajduję, wymaga interwencji? Czy i w jaki sposób można sobie z tym poradzić? Aby odzyskać wiarę przyszłość i chęć do działania.

odpowiada 2 ekspertów:
Dr n. med. Aneta Kościołek
Dr n. med. Aneta Kościołek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, by koleżanka przestała mi dokuczać?

Proszę pani mam problem, bo moja nie koleżanka ciągle mi dokucza. Raz gdy poszliśmy do parku bawiliśmy się w chowanego, ona uciekła i zostaje sama. A na obiadach ona zawsze siada obok mnie i zabiera mi jedzenie, a czasem jak...

Proszę pani mam problem, bo moja nie koleżanka ciągle mi dokucza. Raz gdy poszliśmy do parku bawiliśmy się w chowanego, ona uciekła i zostaje sama. A na obiadach ona zawsze siada obok mnie i zabiera mi jedzenie, a czasem jak pomylę się i powiem nie to słowo to się śmieje i rozpowiada całej klasie, wszyscy się śmieją. Już się skarżyłam do pani do wychowawczyni, a pani była po jej stronie i w ogóle cała klasa jest taka. Ja mam dopiero 10 lat. Jak sobie poradzić? Proszę o odpowiedź. Dziękuję z góry!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Izolowanie się od ludzi przez 20-latka

Chciałabym uzyskać poradę i uspokoić się lub podjąć działania. Sprawa dotyczy osoby z mojego otoczenia. Chodzi o chłopaka 20 letniego. Zamieszkuje z dziadkami, skończył gimnazjum i od tego czasu nie robi nic, tzn nie uczy się, nie pracuje i nie... Chciałabym uzyskać poradę i uspokoić się lub podjąć działania. Sprawa dotyczy osoby z mojego otoczenia. Chodzi o chłopaka 20 letniego. Zamieszkuje z dziadkami, skończył gimnazjum i od tego czasu nie robi nic, tzn nie uczy się, nie pracuje i nie chce tego robić. Nie ma żadnych znajomych, rówieśników. całymi dniami siedzi przed komputerem, ewentualnie wychodzi na spacer - sam. Jest to cmentarz albo miejsca w których bywał jako dziecko, jest egoistą, ludzie go denerwują. Niepokoję się, proszę o pom
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Patrycja Stajer
Mgr Patrycja Stajer
Mgr Violetta Ruksza
Mgr Violetta Ruksza

Niepełnosprawność a samotność

Mam problem. Jestem osobą niepełnosprawną i mam problemy (a może ich nie mam). Wszystkie weekendy spędzam w domu, nie chodzę ze znajomymi na imprezy, czasem zostanę zaproszony na jakieś urodziny lub inną posiadówkę, ale dzieje się to raz na 2...

Mam problem. Jestem osobą niepełnosprawną i mam problemy (a może ich nie mam). Wszystkie weekendy spędzam w domu, nie chodzę ze znajomymi na imprezy, czasem zostanę zaproszony na jakieś urodziny lub inną posiadówkę, ale dzieje się to raz na 2 lub 3 miesiące. Znajomi też rzadko się do mnie odzywają. Zazwyczaj to ja muszę wykonać telefon, jeśli chcę z kimś porozmawiać. Większość czasu spędzam w domu, nie mogę ich do siebie zaprosić, cierpię przez to. Czuję, że nikogo nie obchodzę. Nie wiem, może przesadzam, ale jestem strasznie zagubiony. Co mam zrobić? Czy nie oceniam tej sytuacji źle, czy nie przesadzam? Jeśli jest to moja wina, mojego charakteru, to proszę o jakieś rady. Jak mam łatwiej nawiązywać kontakty i przyciągać do siebie ludzi? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak sobie poradzić z przygnębieniem i samotnością?

Witam Jak Sobie poradzic z przgnebieniem i samotnoscia!!
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Justyna Piątkowska
Mgr Justyna Piątkowska
Mgr Violetta Ruksza
Mgr Violetta Ruksza

Pogłębiająca się samotność u 20-latka

Chciałabym uzyskać poradę i uspokoić się lub podjąć działania. Sprawa dotyczy osoby z mojego otoczenia. Chodzi o chłopaka 20 letniego. Zamieszkuje z dziadkami, skończył gimnazjum i od tego czasu nie robi nic, tzn nie uczy się, nie pracuje i nie... Chciałabym uzyskać poradę i uspokoić się lub podjąć działania. Sprawa dotyczy osoby z mojego otoczenia. Chodzi o chłopaka 20 letniego. Zamieszkuje z dziadkami, skończył gimnazjum i od tego czasu nie robi nic, tzn nie uczy się, nie pracuje i nie chce tego robić. Nie ma żadnych znajomych, rówieśników. całymi dniami siedzi przed komputerem, ewentualnie wychodzi na spacer - sam. Jest to cmentarz albo miejsca w których bywał jako dziecko, jest egoistą, ludzie go denerwują. Niepokoję się, proszę o pom
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Patrycja Stajer
Mgr Patrycja Stajer
Mgr Violetta Ruksza
Mgr Violetta Ruksza

Niska samoocena u samotnej matki

Jestem mama 6 latka.Siedze w domu,nie mam pracy,wyksztalcenia,pieniedzy co za tym idzie.Czuje,ze zaczynam łapac dola.Szukam pracy jednak praca zmianowa nie wchodzi w gre.Jestem samotna matka.Czuje sie podle.Jak nie udacznik.Prowadze dom 170 m2,jest czysto.Nie mam osoby,ktora by popilnowala dziecka kiedy ja... Jestem mama 6 latka.Siedze w domu,nie mam pracy,wyksztalcenia,pieniedzy co za tym idzie.Czuje,ze zaczynam łapac dola.Szukam pracy jednak praca zmianowa nie wchodzi w gre.Jestem samotna matka.Czuje sie podle.Jak nie udacznik.Prowadze dom 170 m2,jest czysto.Nie mam osoby,ktora by popilnowala dziecka kiedy ja byla bym w pracy na drugiej zmianie.Zyc mi sie nie chce.Nie spelniam nawet swoich pasji,bie nie mam za co zyc.Chodze na terapie indywidualna,ale to juz nie pomaga.Zalamana.
odpowiada 2 ekspertów:
mgr Anna Szabłowska
mgr Anna Szabłowska
Dr Anita Rawa-Kochanowska
Dr Anita Rawa-Kochanowska

Fascynacja tatuażami i satanizmem oraz słaby kontakt z rówieśnikami

Mam 17 lat. Moje dzieciństwo nie było zbyt łatwe. Ojciec pił, w domu były częste kłótnie, jednak to minęło mniej więcej jak miałem 13 lat. Często zastanawiam się, czy moje dziwne zachowanie ma coś z tym wspólnego, czy po prostu...

Mam 17 lat. Moje dzieciństwo nie było zbyt łatwe. Ojciec pił, w domu były częste kłótnie, jednak to minęło mniej więcej jak miałem 13 lat. Często zastanawiam się, czy moje dziwne zachowanie ma coś z tym wspólnego, czy po prostu taki jestem. A więc zacznę od tego, że strasznie podoba mi się życie więzienne, często w myślach wcielam się w różne tego typu postacie, np. że kogoś pobiłem, jestem w więzieniu itp. Mam także dziwne zainteresowania, czyli np. podoba mi się wiara satanistyczna, kolczyki i tatuaże. Po prostu marzę o tym, żeby moje ciało było całe pokryte tatuażami. Nie wiem czemu, ale często mam dziwne myśli, lubię także czasami siedzieć sam tylko z moimi myślami. Jakbym odłączał się od teraźniejszości. Nie potrafię być taki wesoły jak moi rówieśnicy, mam słaby kontakt z innymi osobami, głównie z dziewczynami (nie mam pojęcia czemu). Nie jestem osobą towarzyską. Czasami zastanawiam się, czy to jakieś zaburzenia. Moja rodzina jest dobra, religijna, każdy kończy liceum, idzie na studia, tylko ja taki inny jestem. Często mam myśli, że nie pasuję do tej rodziny i dziwnie się z nią czuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z samotnością i lękiem przed odrzuceniem?

Witam! Jestem młodą dziewczyną, mam 21 lat, jednak jestem bardzo emocjonalna i wrażliwa. Chodzi o to, że bardzo boję się samotności. Dokładniej chodzi o partnera życiowego. Miałam chłopaka, który patrząc mi prosto w oczy mówił, że nikogo nigdy tak...

Witam!

Jestem młodą dziewczyną, mam 21 lat, jednak jestem bardzo emocjonalna i wrażliwa. Chodzi o to, że bardzo boję się samotności. Dokładniej chodzi o partnera życiowego. Miałam chłopaka, który patrząc mi prosto w oczy mówił, że nikogo nigdy tak nie kochał, że nie wyobraża sobie już beze mnie życia, planował ślub, dzieci, zerwał ze mną i po niecałym miesiącu miał już nową dziewczynę. Już nie chodzi o to, że po nim płaczę, bo już się pozbierałam, nie myślę, nie rozpamiętuję, nie mam z nim kontaktu, żyję dalej swoim życiem mam nowe cele, plany, zadania, więc ta faza żalu złości i depresji po rozstaniu mi przeszła.

Teraz problem polega na tym, że bardzo boję się kolejnego odrzucenia. Nauczyłam się, że mimo słów, deklaracji itp. mężczyźni są tacy, że z dnia na dzień może skończyć się ta ich wielka miłość. Poza tym mój tata odszedł od mojej mamy, nie mam z ojcem kontaktu. Boję się, że nie będę umiała stworzyć zdrowego, szczęśliwego związku, bo teraz pierwsze co to będę myślała czy on mówi prawdę, czy mnie nie zdradza, czy nie jest ze mną z jakiegoś konkretnego powodu np. tylko ze wzgledow materialnych, jakichś osobistych profitów itp. Boję się, że odejdzie po 3 latach związku lub po 10 latach małżeństwa, zostawiając mnie z dziećmi jak mój tata moją mamę. Wiem, że tego nigdy nie da się przewidzieć, ale przeraza mnie to. Zwłaszcza, że ex chłopak planował, deklarował, miłość wielka na całe życie, był starszy mówił, że jak nie ja to on już nikogo innego nie chce. Jak się wyleczyć z tego lęku? Jak żyć, żeby stworzyć zdrową relacje? Nie chcę popadać w paranoje szpiegowania i kontrolowania przyszłego partnera lub wymuszania od niego jakichś przysięgi i obietnic, bo to go odstraszy.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Justyna Sordyl-Grajcar
Mgr Justyna Sordyl-Grajcar
Patronaty