Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Żałoba i strata: Pytania do specjalistów

Od śmierci ojca moja siostra ma depresję. Jak mogę jej pomóc uporać się z chorobą?

Witam! Ponad miesiąc temu straciłam tatę. Niespodziewanie zmarł na zawał serca. To był ogromny szok. Moja najstarsza siostra znalazła ojca nieżywego (mieszkał sam - ja mieszkam w Stanach, a moja siostra ma swój dom i rodzinę). Obie jesteśmy zżyte ze...

Witam! Ponad miesiąc temu straciłam tatę. Niespodziewanie zmarł na zawał serca. To był ogromny szok. Moja najstarsza siostra znalazła ojca nieżywego (mieszkał sam - ja mieszkam w Stanach, a moja siostra ma swój dom i rodzinę). Obie jesteśmy zżyte ze sobą i również byłyśmy w bardzo dobrych relacjach z tatą. Teraz jest bardzo ciężko! Ja - najmłodsza z sióstr, byłam córeczką tatusia. Bardzo ciężko mi jest, tęsknię za tatą, ale wydaje mi się, że jakoś znośnie przechodzę tę żałobę. Wiem, że śmierć jest naturalna (nawet zawał), jesteśmy tylko ludźmi, każdego z nas to czeka i każdy kiedyś będzie musiał stracić kogoś bliskiego. Wiem, że żaden z nas nie ma kontroli nad tym. Wierzę również w życie po śmierci. Po prostu wiem, że to nie koniec. Tata często mi się śni i są to sny piękne i takie zwyczajne. Ale bardzo martwię się o moją siostrę. Od dnia śmierci taty prawie nic nie je, tyle co kromka chleba albo paczka śmiejżelkow przez caly dzien i tyle! Poza tym obwinia się o jego śmierć, ciągle myśli, że mogła coś zrobić, coś zmienić. Mówi również, że nie chce jej sie żyć i chciałaby najchętniej umrzeć, żeby tata ją zabrał! Nawet moje tłumaczenia, że ma 17-letniego syna, dla którego powinna chcieć żyć - nie pomagają. Nie widzi perspektyw na dalsze życie, rozpamiętuje wszystko i kompletnie nic ją nie cieszy. Boję się o nią, bo tymi głodówkami niszczy swój organizm, a pięć lat temu pokonała raka, jej organizm jest więc podwójnie narażony. Zupełnie nie wiem, jak z nią rozmawiać. Zaproponowałam jej, żeby spotkała się z terapeutą. Zmusiłam ją nawet do obietnicy, że chociaż spróbuje. To na razie jednak jeszcze nie doszło do skutku. Ja jestem na drugim kontynencie i bardzo sie martwię. Wiem, że to dopiero 1,5 miesiąca, a żałoba trwa około roku, ale jej stan się pogarsza i nie widze kompletnie żadnych znakow, że mogłoby się polepszyć. Proszę, pomóżcie! Doradźcie, jak mogłabym jej pomóc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc koleżance, której chłopak popełnił samobójstwo?

Witam, mam 24 lata - kobieta. Kilka dni temu chłopak mojej znajomej popełnił samobójstwo, gdy ona z nim zerwała. Byli ze sobą 6 lat. Z ową znajomą byłyśmy kiedyś bardzo dobrymi przyjaciółkami, później, gdy poznała tego chłopaka, również z...

Witam, mam 24 lata - kobieta. Kilka dni temu chłopak mojej znajomej popełnił samobójstwo, gdy ona z nim zerwała. Byli ze sobą 6 lat. Z ową znajomą byłyśmy kiedyś bardzo dobrymi przyjaciółkami, później, gdy poznała tego chłopaka, również z nim się zaprzyjaźniłam. Około 5 lat temu zerwałam z nimi kontakt, ponieważ ten chłopak również mi się podobał. Z nią widziałam się kilka razy i rozmawiałam, ale z nim od tamtego czasu już nie miałam jakiegokolwiek kontaktu. Na tyle co poznałam moją znajomą to jest to bardzo wrażliwa, uczuciowa i dobra osoba, chętna pomagać innym. Nie raz chciałam być taka dobra jak ona. Ludzie do niej lgnęli i nie było chyba osoby, która by jej nie lubiła. Niestety stało się to co napisałam na początku. Jej chłopak popełnił samobójstwo i wszystko wskazuje na to, że z powodu rozstania. Na pogrzebie nie była, bo dowiedziałam się o wszystkim jak już było po. Piszę do Państwa z pytaniem i prośba o radę jak mogę pomóc tej dziewczynie. Bardzo bym chciała coś zrobić przez wzgląd na naszą dawną przyjaźń i to jaką jest osobą. Nie wiem, czy może lepiej nic nie robić, np. nie rozmawiać z jej siostrą, mamą, nie podjechać do niej. Boję się, że sobie z tym nie poradzi, a nie chciałabym pogorszyć sytuacji. Być może za mało opisałam więc proszę o informację. Czekam na kontakt.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak postępować z koleżanką, która nie radzi sobie ze śmiercią ojca?

Mam koleżankę, która pół roku temu miała wypadek, w wyniku czego miała usuwanego krwiaka głowy. W tym czasie zginał jej ojciec - w tej chwili wybudziła się, ale nie dociera do niej prawda o tym co się stało z jej...

Mam koleżankę, która pół roku temu miała wypadek, w wyniku czego miała usuwanego krwiaka głowy. W tym czasie zginał jej ojciec - w tej chwili wybudziła się, ale nie dociera do niej prawda o tym co się stało z jej ojcem, reaguje krzykiem, wyzwiskami i na dodatek wychodzi na to, że pamięć straciła, nie wiem jaka jest tego przyczyna i chciałabym się dowiedzieć jak jej można pomoc i co spowodowało ten zanik pamięci - nadmieniam, że wszystko było w porządku do czasu, kiedy dowiedziała się o śmierci ojca, a była z nim bardzo mocno emocjonalnie związana. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Gdzie jest granica między żałobą a depresją?

Umarła mi babcia, która mnie wychowywała i była na równi ważna z mamą, chociaż miłość i akceptacja jaką mnie obdarowała są darem jakiego nie otrzymałam od nikogo poza nią. Jej śmierć nie powinna być dla mnie zaskoczeniem, ale okazała się...

Umarła mi babcia, która mnie wychowywała i była na równi ważna z mamą, chociaż miłość i akceptacja jaką mnie obdarowała są darem jakiego nie otrzymałam od nikogo poza nią. Jej śmierć nie powinna być dla mnie zaskoczeniem, ale okazała się być wielkim wstrząsem. Już na pół roku przed jej odejściem zauważyłam u siebie poczucie bezcelowości w swoim życiu, zaczęłam zamykać się w sobie, unikać kontaktów z przyjaciółmi, wróciłam do palenia. Nie było to jednak tak intensywne, teraz mijają trzy tygodnie jak odeszła, a ja nie mogę się pozbierać. Nie potrafię się na niczym skupić, niewiele wychodzę z domu, nie widzę dla siebie perspektyw. Poczucie zablokowania jest przytłaczające. Wszechogarniająca niemoc. Nie wiem co z tym zrobić i nie wiem czy to już depresja, czy to żałoba. Nie mam zaburzenia łaknienia, śpię więcej niż powinnam, ale wszystko widzę w szarości i nie potrafię się zmusić do kontynuowania wcześniej zaczętych spraw. Nie pracuję, tylko studiuję zaocznie i nadmiar czasu sprawia, że mam poczucie jakbym ugrzęzła w szarej mazi. Proszę o odpowiedz, bo nie do końca wiem co przeżywam, poza poczuciem straty.

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dr Małgorzata Mazurek
Dr Małgorzata Mazurek
Mgr Katarzyna Bilnik-Barańska
Mgr Katarzyna Bilnik-Barańska

Jak pomóc na odległość przyjacielowi po śmierci ojca?

  Witam! Mam 16 lat i dzisiaj dowiedziałam się od mojego przyjaciela, że wczoraj powiesił się Jego ojciec. Nie mam pojęcia jak Jemu pomóc, bo spotykamy się bardzo rzadko. Rozumiem, że powinnam być teraz dla Niego wsparciem, aczkolwiek nie wydaje...

  Witam! Mam 16 lat i dzisiaj dowiedziałam się od mojego przyjaciela, że wczoraj powiesił się Jego ojciec. Nie mam pojęcia jak Jemu pomóc, bo spotykamy się bardzo rzadko. Rozumiem, że powinnam być teraz dla Niego wsparciem, aczkolwiek nie wydaje mi się, że mogłabym Jemu pomóc przez sms-y. Spotkanie z Nim jest dość trudne ze względu na transport. Mam zamiar pojechać na pogrzeb Jego Ojca, ale nie wiem jak mam się zachować, co powiedzieć... Chciałabym prosić o podpowiedź co mogę zrobić żeby jakoś Go wesprzeć. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak sobie poradzić po śmierci Michaela Jacksona?

Już nie mam siły... Kocham pewnego człowieka którego nigdy nie widziałam ani nie znałam osobiście. Jest nim Michael Jackson. Wcześniej byłam wielką fanką Roberta Pattinsona. Za tych czasów nie wiedziałam kim jest Michael Jackson. Były to czasy, w których już...

Już nie mam siły... Kocham pewnego człowieka którego nigdy nie widziałam ani nie znałam osobiście. Jest nim Michael Jackson. Wcześniej byłam wielką fanką Roberta Pattinsona. Za tych czasów nie wiedziałam kim jest Michael Jackson. Były to czasy, w których już nie puszczali jego piosenek i nie mówiono o nim. Nie miałam nic do niego. Raz obiło mi się o uszy jego nazwisko, ale to tyle. Gdy 26 czerwca 2009 roku się obudziłam i zobaczyłam w telewizji, że Michael Jackson nie żyje to zaczęłam strasznie płakać. Było to dla mnie strasznie dziwne, bo nie znałam go. Ale w tym momencie poczułam jakaś pustkę w sercu. Weszłam na Wikipedię i przeczytałam Jego biografie i wszystko się zmieniło. Potem mama zabrała mnie na "This is it", który cały przepłakałam, ale cała moja miłość do niego nasiliła się jakieś pół roku temu. Od tego czasu się tnę, płacze całymi nocami i rano wszyscy widzą że coś ze mną nie tak, ale ja się do tego nie przyznaję, bo wiem, że wyśmieją mnie i uznają za dziwaczkę. Wiem, że to zabrzmi głupio, ale gdy patrze się w oczy Michaela to czuję tak, jakby wszystkie problemy nagle zniknęły i wszystko stało się takie proste, ale zaraz wraca tęsknota a z tęsknotą ból. Nie umiem sobie poradzić z tym, że go już nie ma i mam czasem chwile zwątpienia w Boga i pytam siebie samej czy jest on sprawiedliwy, że go nam odebrał. Jeszcze dochodzi brak akceptacji Michaela wśród kolegów i koleżanek, bo wszyscy uważają go za pedofila, białego murzyna, geja i dziwaka, który był uzależniony od operacji plastycznych. To na prawdę bardzo boli. O moich problemach wie tylko kilka najlepszych przyjaciółek, ale one wcale mi nie pomagają miąć, że jestem głupia i że jak można go w ogóle kochać, i że to nie jest miłość bo to mi niedługo przejdzie tak jak z Pattinsonem. Ale ja wiem, że tak nie będzie. Mówią też, że jego śmierć to nie jest powód do cięcia się, ale nie wiedzą jakie to dla mnie trudne. Czuję się tak jakbym straciła ojca. Nie chcę iść do psychologa, bo boję się tego, że gdy o tym opowiem to się będzie śmiał, że to wszystko dla Michaela Jacksona. Ja na prawdę go kocham i wiem, że wydaje się to śmieszne, ale tak jest i nic na to nie poradzę. Widzę w nim cały świat. Nie mogę wytrzymać dnia bez jego muzyki i bez moonwalka. Wiele też mu zawdzięczam, bo od czasu gdy go kocham nie przeklinam, lepiej się uczę i w ogóle jestem lepszym człowiekiem. Nauczyłam się też tańczyć tak jak on i sprawia mi to dużo przyjemności, bo nie miałam wcześniej żadnego hobby ani talentów. Ale martwi mnie to, że mam myśli samobójcze i się tnę gdy nie potrafię sobie poradzić z jego śmiercią. Miałam takie dni gdy już całkiem byłam na załamana. Bardzo chciałam umrzeć, ale przyjaciółki mnie z tego wyciągnęły. One też nie do końca mnie rozumieją. Bardzo proszę o odpowiedź i o pomoc jak najszybciej, bo tracę już nadzieję, że będzie lepiej. Pozdrawiam, Fanka Michaela

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego po śmierci mamy zdziczałam i dzieje się ze mną coś dziwnego?

Mam 23 lata. Stało się to w marcu zeszłego roku, moja mama popełniła samobójstwo, ja ją znalazłam po powrocie ze szkoły. Tego dnia nie płakałam, byłam w szoku, nie jadłam nic do pogrzebu. Najwięcej płakałam na pogrzebie, przed nim...

Mam 23 lata. Stało się to w marcu zeszłego roku, moja mama popełniła samobójstwo, ja ją znalazłam po powrocie ze szkoły. Tego dnia nie płakałam, byłam w szoku, nie jadłam nic do pogrzebu. Najwięcej płakałam na pogrzebie, przed nim potrafiłam nawet się uśmiechać, jakby nic się nie stało (!!!). Był to dla mnie ogromny cios, jestem jedynaczką, z ojcem nigdy nie miałam dobrych kontaktów, właściwie z nim nie rozmawiałam, zawsze tylko z mamą. Bardzo pomagał mi mój chłopak. Wtedy jeszcze studiowałam dziennie, obroniłam się we wrześniu, a od października zaczęłam studia zaoczne. I wtedy właśnie moje życie zaczęło się zmieniać. Całe dnie spędzam przed komputerem. Chciałabym pracować, ale nie chce mi się szukać pracy, bo pewnie i tak mnie nie przyjmą. Moją wymarzoną pracą byłaby taka, gdzie nie musiałabym kontaktować się z innymi ludźmi. Zauważyłam, że "zdziczałam". Całe dnie przed komputerem, wstaję ok. 12, piję kawę, komputer, obiad (tata robi), komputer, kolacja, komputer, kładę się koło północy lub później, a następnego dnia to samo. Gdy ktoś ze znajomych chce się spotkać, to najczęściej wymyślam powody na nie. Jedyną radością są dla mnie spotkania z chłopakiem w weekendy, tylko przy nim czuję się bezpiecznie i swobodnie, niestety mieszkamy w różnych miejscowościach. Czuję się słaba, brzydka, gruba, źle ubrana, źle uczesana, inna. Czuję, że ludzie na ulicy gapią się na mnie i myślą "ale dziwna". Nie lubię wychodzić z domu, czuję wtedy strach. Nigdy nie byłam chwalona, zawsze słyszałam, że jestem za gruba (67 kg, 173 cm wzrostu), babcia za każdym razem, gdy mnie widzi, mówi: "ty chyba przytyłaś", a teraz przy wigilii mój ojciec dla "żartu" powiedział: "nie jedz tyle, już i tak dobrze wyglądasz" Nie cierpię go. Mieszkam z nim, ale nie rozmawiamy, wymieniamy tylko zdania w stylu "co jutro na obiad", "o której wrócisz", itp. Całymi dniami milczenie. Nie myślę o samobójstwie, nie zrobię tego, co mama, nie chcę. Ale czasem mam różne myśli, że po co, przecież i tak niczego nie osiągnę, jestem dzikusem, który boi się ludzi. Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Nawet, gdy ktoś do mnie zagada, to cała się spinam i nie wiem, co powiedzieć. Z moim chłopakiem jestem prawie 3 lata, a za każdym razem, gdy jestem u niego zachowuję się, jakbym tam była po raz pierwszy. Nie wiem, co powiedzieć, gdzie patrzeć, jak się zachować. I tak wszędzie. Wiem, że jestem dziwna. Mam takie dni (np. dziś), gdy jestem po prostu smutna. Nie wiem, dlaczego. Cały dzień mam ochotę się rozpłakać, czuję kulę w gardle. Ale płaczę tylko w nocy, do poduszki. Bardzo jest mi źle, czuję, że tu nie pasuję, chciałabym coś robić, ale nie mam motywacji, nikt mnie nie wspiera, gdy mój chłopak jest u mnie na weekend, wtedy jest dobrze, ale on zawsze wraca do siebie, czuję, że on nie jest mój, bo zawsze ode mnie wraca do domu. Jego mama ma na niego duży wpływ. Wiem, że mnie kocha, ale czuję, ze nie jestem dla niego najważniejsza. Że dla nikogo nie jestem najważniejsza. Ojciec się nie interesuje mną, może go trochę odepchnęłam, ale on nigdy się nie interesował, nawet jak mama żyła. Myślałam, że mam depresję, ale poczytałam o niej na tej stronie i teraz już nie wiem, może się po prostu nad sobą rozczulam. Ale nie mam komu się zwierzyć, z kim o tym porozmawiać. Nie mam komu opowiadać zwykłych codziennych spraw. Jest mi źle. Zawsze bardzo dobrze się uczyłam, a teraz czuję, że nie dam rady obronić magistra. Po prostu nie chce mi się. Na niczym mi chyba już nie zależy. Chciałabym być w czymś najlepsza, żeby ktoś mnie pochwalił. Nikt mnie nie chwali. Mój chłopak tylko, ale on robi to za często, więc nie wierzę w te pochwały. Nie wiem, co mam jeszcze napisać, bardzo chciałabym, żeby ktoś spojrzał na mnie i powiedział mi coś, co mnie podbuduje, co mi pomoże wrócić do normalnego życia. A.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie po śmierci wnuczki?

Nie mogę sobie poradzi po śmierci wnuczki.Umarła podczas porodu.Czekaliśmy na Nią 9 miesięcy......
odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Magdalena Brabec
Mgr Magdalena Brabec
Mgr Magdalena Golicz
Mgr Magdalena Golicz
mgr Małgorzata Danielewicz
mgr Małgorzata Danielewicz
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

Mam dziesięcioletniego syna i nie wiem jak mam mu wytłumaczyć, śni mu się moja zmarła córka i płacze, że jej nie widział i jej nigdy nie zobaczy. Jak mu to wytłumaczyć?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z tym, że co dzień toczę walkę o swoje życie?

Witam, 2 lata temu zmarł mój mąż i zostałam sama z malutkim dzieckiem. Jestem, trwam, żyję, ale każdy nawet najmniejszy problem bardzo boli i podcina skrzydła. Teraz posyłam dziecko do przedszkola, pracuje na 2 etatach… Od dawna mam problemy ze...

Witam, 2 lata temu zmarł mój mąż i zostałam sama z malutkim dzieckiem. Jestem, trwam, żyję, ale każdy nawet najmniejszy problem bardzo boli i podcina skrzydła. Teraz posyłam dziecko do przedszkola, pracuje na 2 etatach… Od dawna mam problemy ze snem. W nocy nie potrafię zasnąć, a w dzień przez niewyspanie fatalnie funkcjonuje. Jestem przerażona tym jak samotna matka ma dać radę w naszym kraju. Mój psycholog stwierdził, ze to nie depresja tylko ciągła żałoba. Mój lekarz po błaganiach daje skierowania na badania, ale też jest ok. A ja średnio 2 razy w tygodniu wyglądam przez okno i wałczę, żeby nie skoczyć. Jestem zmęczona, przerażona. Żyję tylko dla dziecka. Boję się głośno mówić o myślach jakie mam, bo nie chcę stracić synka. Ale z drugiej strony skoro takie myśli mam - jest ze mną coś nie tak i może lepiej abym wreszcie skoczyła i przestała się nad sobą użalać - na co dziecku matka wariatka? Ciągle jestem zła na męża, dlaczego to ja nie umarłam? Ja jestem niezaradna i słaba, a on był silnym człowiekiem. Wiem, że tu wchodzi w grę też poczucie własnej wartości. Zawsze miałam z tym problem, ale teraz to horror. Co mam robić? Czy tak już będzie zawsze? Rodzina jest ze mnie dumna, że daję radę, że sama wszystko robię i trzymam się. Nie powiem im o tym co we mnie siedzi - nie ma mowy, nie potrafię. Nauczyłam się grać przed nimi, przed światem, ale kiedy zamykam drzwi mieszkania, a maluszek idzie spać zaczynam walkę o życie…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie radzę sobie z niczym - gdzie szukać pomocy?

Witam. Wydaje się, że jestem wesołą, żywą kobietą, która poradziła sobie z życiowymi problemami. Niestety tak nie jest, 8 lat temu zmarła moja mama. Chorowała ponad rok na raka - ja nie wiedziałam, że umiera, do samego końca wierzyłam, że...

Witam. Wydaje się, że jestem wesołą, żywą kobietą, która poradziła sobie z życiowymi problemami. Niestety tak nie jest, 8 lat temu zmarła moja mama. Chorowała ponad rok na raka - ja nie wiedziałam, że umiera, do samego końca wierzyłam, że będzie żyć! Stało się inaczej - umarła... Zostałam ja i mój 7-letni braciszek - gdyby nie on, chyba odeszłabym z tego świata. Szczerze, przez kilka lat radziłam sobie nieźle, nie płakałam, nie rozczulałam się nad sobą, dawałam radę. Niestety dopadły mnie problemy i świat mi się zawalił, zostałam zdradzona. Coś wtedy we mnie pękło... Płakałam praktycznie codziennie, spałam po 3-4 godziny, byłam nie do wytrzymania. Cały czas rozdrażniona, na zmianę płacząca, złoszcząca się, krzycząca, wręcz agresywna!!! Podjęłam się terapii, która trwała rok, pomogła mi bardzo, przez prawie rok było wszystko ok. Niestety od jakiegoś czasu znów jestem zła, wiecznie mi smutno, od smutku do złości przechodzę w kilka sekund, w nic nie wierzę. Bardzo tęsknię za mamą, nawet nie jestem w stanie o niej mówić, bo od razu mam kluchę w gardle :( Co mam zrobić? Jak sobie poradzić ze wszystkim? Najgorsze jest to, że żyję z dnia na dzień, nie wierzę, iż moje życie kiedyś będzie kolorowe, pełne radości - po prostu boję się. Boję się żyć!!!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak pomóc partnerowi w żałobie?

Witam, mam 21 lat a mój chłopak 24, jesteśmy razem pół roku. Co prawda dzieli nas sporo kilometrów, ale planujemy pod koniec stycznia razem zamieszkać. Przed świętami powiesił się tata mojego chłopaka, a dzień przed Wigilią odbył się pogrzeb. Mimo...

Witam, mam 21 lat a mój chłopak 24, jesteśmy razem pół roku. Co prawda dzieli nas sporo kilometrów, ale planujemy pod koniec stycznia razem zamieszkać. Przed świętami powiesił się tata mojego chłopaka, a dzień przed Wigilią odbył się pogrzeb. Mimo iż chciałam przyjechać na pogrzeb, mój chłopak nie pozwolił mi na to i nawet zakończył związek. Bardzo go kocham i chciałam mu pomóc, ale on mówił, że to jego problem. Mam się nie wtrącać w jego życie, mówił, że go nie rozumiem, bo ja mam rodziców, a on już taty nie ma. Bolały mnie te słowa bardzo, płakałam. Przez ten czas pisał do mnie, nie za często, ale pisał.

W końcu prosił, żebym dała mu jeszcze jedną szansę, że mnie kocha. Wróciliśmy do siebie, ale nie jest tak jak było wcześniej, tzn. nie pisze tak często jak do tej pory i ogólnie bardzo się zmienił. Zmienił nawet swoje podejście do mojej osoby, nie jest taki miły jak był wcześniej. Czuję się jakby mu w ogóle nie zależało na mnie, ale zapewnia mnie, że mnie kocha. Potrafi czekać godzinami aż odpisze mi na esemesa, a jak dzwonię, to bardzo często odrzuca moje połączenia. Chyba że sam mówi, żeby zadzwonić, to wtedy odbiera. Bardzo bym chciała mu pomóc, tylko nie wiem jak. Tłumaczę mu, że ma mnie, że może na mnie liczyć, że zawsze mu pomogę. Ale często słyszę z jego słów albo esemesów słowa, które bolą. Jednocześnie boję się, że związek się rozpadnie. Nie wiem, co robić. Pomóżcie proszę.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mi jest? Nie mogę sobie dać rady

Witam wszystkich. Mam na imię Magda, mam 17 lat. Założyłam konto na tym portalu, ponieważ zauważyłam u siebie pewne niepokojące objawy, na początek chciałam opisać moje zmiany, zobaczyć co myślą o tym inni ludzie, czy na prawdę mam się o...

Witam wszystkich. Mam na imię Magda, mam 17 lat. Założyłam konto na tym portalu, ponieważ zauważyłam u siebie pewne niepokojące objawy, na początek chciałam opisać moje zmiany, zobaczyć co myślą o tym inni ludzie, czy na prawdę mam się o co martwić, zanim udam się do specjalisty, a poza tym jestem dosyć wstydliwą osobą i wolałam napisać na forum, niż spotkać się z kimś twarzą w twarz i mówić o moich problemach. A więc rok temu zmarł mój dziadziu, z którym byłam bardzo związana, rozumiał mnie bardzo dobrze. Dopiero teraz jakoś dociera to do mnie co się stało. Nie mogę się z tym pogodzić. Bywają dni, kiedy miewam napady okropnego płaczu. Czuję, że jest we mnie ogromny żal, smutek, przygnębienie. Wydawałoby się to normalne po stracie kogoś bliskiego, ale ja nie umiem sobie z tym kompletnie poradzić. Mam dość życia, nie chcę mi się nic, do szkoły też nie lubię chodzić, pomimo tego, że dobrze się uczę. Jest we mnie bardzo dużo złych emocji oraz towarzyszą temu objawy somatyczne. Takie jak częste bóle głowy, brzucha, jestem bardzo nerwowa, byle błahostka potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Ogólnie czuję się bardzo zmęczona, nie mam zapału do życia. Gdybym mogła w ogóle nie wstawałabym z łóżka, to właśnie tylko szkoła zmusza mnie do jakiejkolwiek pracy. Kiedy miewam te złe dni nie mogę się opanować. Kiedyś nawet pocięłam sobie rękę, z tej niemocy, może też z tego, żeby ktoś zauważył, że nie poradzę sobie sama. zamknęłam się też w sobie, już nie wychodzę tak często z przyjaciółmi. Z mamą ciężko mi się dogadać. Chłopaka też zaczęłam unikać. Wiem, że to normalne, że życie się kiedyś kończy, ale ja za bardzo tęsknię za dziadziem. Nie wiem jak sobie radzić z takimi napadami. Zresztą mamie też jest ciężko z tym, powiedziała kiedyś, że ma tego dosyć, że chciałaby być "tam" z nim. Z tego wszystkiego zaczęłam się jeszcze obawiać o nią. Nie zrobiłaby mi tego, ona po prostu też nie daje sobie z tym rady. Nie wiem jak jej pomóc skoro sama z własnymi emocjami mam problem. Niby wszystko jest dobrze, gdyby tylko nie to zmęczenie, bóle i smutek... Nie wiem, może mam nerwicę... Co zrobilibyście na moim miejscu? Jak sobie pomóc? Może samo mi jakoś przejdzie...? Dziękuję za jakąkolwiek odpowiedź. Pozdrawiam. Magda.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego ciągle nie mogę się pogodzić ze śmiercią taty?

Mój tata zmarł 6 lat temu, ale dalej nie mogę się otrząsnąć po jego śmierci. Miałam wtedy 7 lat, nie rozumiałam dokładnie o co chodzi. Gdy leżał w trumnie wyglądał jakby spał. Mój tata był alkoholikiem. Często robił awantury w...

Mój tata zmarł 6 lat temu, ale dalej nie mogę się otrząsnąć po jego śmierci. Miałam wtedy 7 lat, nie rozumiałam dokładnie o co chodzi. Gdy leżał w trumnie wyglądał jakby spał. Mój tata był alkoholikiem. Często robił awantury w domu, jak przychodził pijany. Przed śmiercią moja mama leżała w szpitalu w Biskupcu z powody kręgosłupa. Szliśmy na działkę, było ciemno i trzymałam tatę za rękę i nie puszczałam. Gdy wróciliśmy do domu tata powiedział, że strasznie boli go ręka (nie był piany). Kiedy następnego dnia mama wróciła ze szpitala, poszliśmy na pogotowie żeby zbadali mu rękę. Lekarze wypytywali mnie jak to się stało, ale ja sama nie wiedziałam, skoro trzymałam go cały czas za rękę, to nie mógł się ani przewrócić, ani uderzyć. Zrobili mu prześwietlenie od łokcia do dłoni. Lekarz powiedział, że nie widzi złamania, ale wsadzą rękę w gips od łokcia do dłoni. Miał bardzo obciążoną rękę chodził jakiś wykrzywiony, miał zachwiania równowagi. Następnego dnia poszedł do pracy powiedzieć, że nie może na razie pracować, bo z ręką w gipsie będzie mu ciężko. Niestety do pracy nie doszedł. Na pewnej polanie się zatrzymał w krzakach, żeby zrobić siusiu to było ok. godziny 10. Nie było go cały dzień mama myślała, że poszedł z kolegami na piwo. Około godziny 18 mój brat przyszedł z dworu, mówiąc, że na łące coś się dzieje, że kogoś drzewo przycisnęło. Mama zażartowała mówiąc, że może tatę przygniotło, ale mój brat powiedział, że nie, bo facet przygnieciony miał jasną czapkę i ciemną kurtkę. Mama powiedziała, że tata tak był ubrany, a mój brat powiedział, że nie bo miał ciemne buty, a mama powiedziała, że może w błocie umazał (była deszczowa pogoda). Siedziałyśmy z mamą i oglądałyśmy TV kiedy zadzwonił telefon ze szpitala, informując mamę, ze mój tata jest w szpitalu. Dotarło do niej, że to co się działo to było związane z tatą. Poszła do szpitala, a ja poszłam do mojej koleżanki. Wróciła około godziny 11 w nocy. Lekarz powiedział, że jakieś dzieci bawiące się na łące znalazły mojego tatę leżącego i zaplątanego w krzakach a z ręką w gipsie ciężko mu było się wydostać. Lekarz powiedział, że mój tata jest pijany (co było nieprawdą) i nie będzie go badał powiedział: „poleży do rana, to wytrzeźwieje”. Mój tata miał zaczerwienione oczy i cały się trząsł z powodu zimna, bo siedział 8 godzin bez możliwości ruchu, to masakra. Na drugi dzień na rękach mojego taty pojawiały się bąble w wielkości i kolorze śliwek, które pękały i wylewała się krew z wodą. Okazało się, ze mój tata miał złamany obojczyk, ale lekarze zrobili tylko zdjęcie od łokcia w dół. Kolejnego dna mama poszła o 9 rano do szpitala, ale lekarze powiedzieli, że mój tata jest zmęczony i żeby moja mama przyszła o 15, kiedy będzie mało ludzi. O godzinie 13 mama dostała telefon, że mój tata nie żyje. Do tej pory opłakuję jego śmierć. Patrzę na zdjęcie i płacze, ale nie przy mamie, bo ona widzi, że już mi przeszło. Kiedy leżał w trumnie dotarło do mnie co się stało. Siedziałam koło trumny, płakałam rozmawiałam z nim, ale było za późno by powiedzieć kocham cię :(. Dziękuję, że mogłam się wypowiedzieć : )

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Depresja po stracie ukochanej osoby

Minęło trzy miesiące od śmierci mojego partnera, nie potrafię tego zaakceptować. Czuję się przemęczona,nie mam na nic ochoty. Plączę gdy o Nim myślę,chodzę codziennie na cmentarz i to tak strasznie boli. Czy to normalne , bylismy ze sobą rok . Bardzo szczesliwy rok
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Joanna Kołodziejczyk
Mgr Joanna Kołodziejczyk
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Czy samobójstwo to tylko egoizm?

Zrobiłam dzisiaj test Becka i mój wynik to 44 pkt. Mam 15 lat, rok temu umarła najważniejsza osoba w moim życiu. Nagle zaczęła mnie wychowywać mama, w ogóle się nie dogadujemy. Nie widzę sensu. Nie użalam się nad sobą, wspieram...

Zrobiłam dzisiaj test Becka i mój wynik to 44 pkt. Mam 15 lat, rok temu umarła najważniejsza osoba w moim życiu. Nagle zaczęła mnie wychowywać mama, w ogóle się nie dogadujemy. Nie widzę sensu. Nie użalam się nad sobą, wspieram innych, nie rozmawiam o moich problemach, staram się być silna, ale myślę, że moja rodzina i znajomi dadzą sobie radę beze mnie. Czy samobójstwo będzie zbyt egoistycznym posunięciem?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mam się pogodzić ze śmiercią mojej siostry?

Witam, chciałabym się dowiedzieć, czy kiedykolwiek będę mogła pogodzić się ze śmiercią mojej siostry? Zmarła prawie dwa lata temu, zginęła nagle, niespodziewanie, młodo, na kilka miesięcy przed swoimi 20-tymi urodzinami, a ja nadal za nią tęsknie, nadal zadręczam się tym,...

Witam, chciałabym się dowiedzieć, czy kiedykolwiek będę mogła pogodzić się ze śmiercią mojej siostry? Zmarła prawie dwa lata temu, zginęła nagle, niespodziewanie, młodo, na kilka miesięcy przed swoimi 20-tymi urodzinami, a ja nadal za nią tęsknie, nadal zadręczam się tym, że nieraz byłam dla niej niemiła i chciałabym przeprosić ją za parę znaczących dla mnie sytuacji. Chciałabym móc cofnąć czas, ale wiem, że przecież się nie da. Nawet myślałam i nadal myślę, że to nie ona powinna umierać, tylko ja. Przecież ona miała swoje plany, cele, marzenia, miała chłopaka, pewnie wzięłaby ślub, miałaby dzieci, dobrze się uczyła, miałaby szansę na dobrze płatną pracę, była śliczna. A ja? Ja nie mam tak naprawdę nic. Zawsze byłam jej przeciwieństwem (ale nigdy mi to nie przeszkadzało, byłyśmy z siostrą ze sobą blisko, bowiem była ode mnie starsza tylko o rok i 4 miesiące, zawsze razem się bawiłyśmy, śmiałyśmy, chodziłyśmy w różne miejsca). Mam jeszcze brata, ale on jest ode mnie młodszy o 6 lat i łączy nas inna więź, niż ta, którą łączyła mnie z moją siostrą. Brat mnie nie rozumie, kłócimy się często, jak mu opowiadam daną sytuację - on nie słucha, czasem mówi, że nic go to nie obchodzi. A ja nie mam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć :( A do siostry mogłam pójść zawsze z każdym problemem. Niby mam koleżanki, ale to nie to samo, co siostra. Boję się również, że nie spełnię oczekiwań rodziców, że nigdy nie znajdę sobie chłopaka, że nie będę miała dziec i inie dam im wnuków. A wiem, że moja siostra zapewniłaby im to wszystko. Moi rodzice nie powiedzieli mi tego wprost, a nawet w ogóle, jednak chyba każdy rodzic chciałby kiedyś tam zostać również i babcia, dziadkiem. Ponadto, po śmierci siostry, nie poszłam na studia, znalazłam pracę na rok czasu i pracowałam. Miałam kontakt tylko z jedną koleżanką. Teraz kiedy studiuję, nie umiem porozumieć się z ludźmi. W większej grupie nie odzywam się, bowiem myślę, że palne coś głupiego. Wcześniej, przed śmiercią siostry, także miałam takie obawy, ale nasiliły się bardziej, kiedy zrobiłam sobie rok przerwy w nauce. W gimnazjum byłam wyśmiewana z powodu tego, że jestem strasznie chuda :(. Nawet znajomi rodziców, moi znajomi powtarzali zawsze:"Boże! Jaka Ty jesteś chuda!" I tak zostało do dziś. Przeszkadza mi to bardzo. Dlatego do dziś mam kompleksy, nie lubię przebywać wśród ludzi, dlatego uważają mnie za dziwną. Jestem nadwrażliwa - chce mi się ciągle płakać, a jak ktoś wspomni mój wygląd - to chciałabym uciec jak najdalej, zaszywając się gdzieś i rycząc. Nie lubię chodzić do sklepów, urzędów pracy, teraz nawet chcę poszukać pracę, ale się boję, bo nie wyglądam na swój wiek, jestem brzydka, chuda, nie mam piersi i boję się odrzucenia. Nigdy też nie miałam chłopaka, a mam 20 lat! Obawiam się, że mogę mieć fobię społeczną. Jestem strasznie zamkniętą w sobie osobą, nie dopuszczam do siebie nikogo, jak więc się otworzyć na ludzi i na otoczenie? Ponadto całymi dniami potrafię nic nie jeść, tylko obiad, zupę jakąś, czy coś innego... nie jestem chora na anoreksję, bo zdaję sobie sprawę z tego, że jestem chuda, ale po prostu wstydzę się iść do kuchni i zrobić sobie coś do jedzenia :(. Wstydzę się, że jestem głodna! Nie wiem, głupie, ale prawdziwe! Dlatego, też jestem taka chuda, nie mogę przytyć, bo niby jak? Głodzę się świadomie, a tego już nie chcę, ale nie potrafię się przemóc, iść i zrobić sobie chociażby tę głupią kanapkę. Przez to też nie mam piersi :( A tym samym nie chodzę nad morze, na basen, bo się wstydzę swojego ciała, nie mam także miesiączki i nigdy nie miałam. Chociaż chodzę do ginekologa. Wszystko mnie ogranicza, nie chcę już tak żyć! Co mam zrobić? Nawet nie mam pieniędzy na psychologa, czy psychiatrę, a u nas w małym miasteczku nie ma psychologów (mieszkam niedaleko Gdańska). W Gdańsku znalazłam tylko samych prywatnych psychologów, a wiem, że Ci "publiczni" to mają sporo pacjentów, najczęściej trzeba czekać miesiącami. Uważam też, że prywatni psychologowie są bardziej dyskretni i lepiej przykładają się do pracy, bo im się za to płaci... Za bardzo nie ufam lekarzom, ponieważ kiedyś powiedziałam coś mojej Pani endokrynolog, popłakałam się u niej w gabinecie, a ona opowiedziała o tym wszystkim mojej mamie i nie mogłam tego znieść, że ona wie o tym, o czym nie chciałam, żeby wiedziała;/. Mogłabym tak pisać i pisać, ale wszystkiego tutaj zawrzeć się nie da... Mam nadzieję, że Państwo dotrwają do końca tak długiej wypowiedzi. Z góry bardzo dziękuję za jakąkolwiek pomoc, odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nie potrafię się pozbierać po śmierci taty

Witam! W lipcu minie 6 lat jak zmarł mój tata. Niestety stało się to na moich oczach, miałam wtedy zaledwie 14 lat. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się z tym w ogóle pogodzić. Zawsze, gdy ktoś wspomina z rodziny o...

Witam! W lipcu minie 6 lat jak zmarł mój tata. Niestety stało się to na moich oczach, miałam wtedy zaledwie 14 lat. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się z tym w ogóle pogodzić. Zawsze, gdy ktoś wspomina z rodziny o tacie pojawiają się łzy w oczach i stamtąd wychodzę. Po czym płaczę. Do tej pory starałam się ukrywać fakt, że nigdy się nie pogodziłam z jego śmiercią. Zawsze udawałam, że jest okey, okłamuję wszystkich, a gdy jestem sama zaczynam płakać. Jestem wtedy wściekła na cały świat. Mam również poczucie winy, że to wszystko stało się przeze mnie. Że za późno zareagowałam, że za późno wezwałam pomoc. Ciężko mi z tym żyć. Bo pół roku przed tym wydarzeniem miałam sen, śnił mi się pogrzeb taty;( Straszne emocje to we mnie wywołuje. Następnie boję się zasypiać, bo znowu miałam sen, że śnił mi się pogrzeb, tym razem mamy. Boję się zasypiać, bo wydaje mi się, że znowu coś takiego się wydarzy. A tego bym nie przeżyła.

Po śmierci taty wszystko się zmieniło. Brat często mnie bił. Mama nigdy nie gadała ze mną o tacie. Zawsze jak by unikała tego tematu. U nas w rodzinie to jest temat tabu. Ani mama, ani bracia nie chcieli o tym gadać. A teraz to ja nie chcę. Wywołuje to we mnie strach i płacz. Poza tym od 6 lat występują u mnie myśli samobójcze. Wydaje mi się, że to tylko moja wina, że tata odszedł. Tnę się. Mam blizny na rękach, co już źle zakryć. To przynosi mi ulgę na chwilę. Zapominam o wszystkim. Poza tym następna sprawa. Rozstałam się z chłopakiem, którego nie akceptowała moja rodzina. Mimo że bardzo go kochałam to zerwałam z nim tylko dla rodziny. A gdy byłam z nim brat wcale ze mną nie rozmawiał. Teraz może relacje się poprawiły z bratem. Ale bardzo mi go brakuje. Ciągle myślę o nim i nadal go kocham. A ostatnio się dowiedziałam, że bierze ślub - to było dla mnie jak gwóźdź to trumny. To był bolesny cios. Jakoś ciężko mi się z tym pogodzić. Chciałabym już zacząć normalnie żyć. A jestem taka bezsilna, nie radzę sobie z tym wszystkim. Mam dopiero 20 lat, a tyle złego mnie spotkało. Co mogę zrobić, aby zacząć normalnie żyć?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Moja bliska koleżanka ma depresję - jak mogę jej pomóc?

Witam, Ona ma 20 lat. Poznaliśmy się na wspólnym wyjeździe w góry w lutym br. organizowanym przez naszą uczelnię. Później również co jakiś czas spotykaliśmy się na różnych takich wyjazdach. W czerwcu spotkaliśmy się już prywatnie. Bardzo miło i przyjemnie...

Witam, Ona ma 20 lat. Poznaliśmy się na wspólnym wyjeździe w góry w lutym br. organizowanym przez naszą uczelnię. Później również co jakiś czas spotykaliśmy się na różnych takich wyjazdach. W czerwcu spotkaliśmy się już prywatnie. Bardzo miło i przyjemnie spędzaliśmy czas wtedy - rozmawialiśmy, chodziliśmy po parku, po mieście, piliśmy kawę w kawiarence... Ogólnie bardzo sympatyczna była i przyjaźnie nastawiona. Jednak w wakacje wszystko się zaczęło zmieniać. Rzadziej ze sobą rozmawialiśmy, gdy proponowałem spotkanie, to tłumaczyła się, że "nie ma ochoty spotykać się w najbliższym czasie". W wakacje spotykaliśmy się tylko 2 razy - przy okazji wyjazdów na obóz żeglarski i w góry. Jak się wtedy spotykaliśmy ok. godziny przed wyjazdem, to też miło rozmawialiśmy, coś zjedliśmy w McDonaldzie i było tak jak przed wakacjami. Tylko, że za drugim razem początkowo nie chciała się spotkać przed wyjazdem, bo "już była umówiona", jednak gdy do niej zadzwoniłem w dniu wyjazdu, to powiedziała, że z koleżanką się umówiła i że mogę dołączyć do nich, a nie chciała się spotkać, bo tam gdzie mieszkałem miałem bliżej by wsiąść do pociągu (ja mieszkam w Sopocie, ona w akademiku w Gdańsku, ale na stałe w Słupsku). Jednak już podczas tych wyjazdów wakacyjnych nie była już tak otwarta jak wtedy... Tylko czasami zdarzało się, że udało nam się miło chwilkę pogadać, czy jak wręczałem jej osobisty prezent od siebie, bo miała też wtedy urodziny. Jednak po tym wyjeździe do tej pory praktycznie już się prawie nie odzywała, może krótko, parę razy... Telefon odebrała ode mnie tylko raz, we wrześniu, kiedy jej zaproponowałem wspólne wyjście na koncert w nowo otwartej, nowoczesnej hali w Gdańsku. Najpierw powiedziała, że nie wie, a potem żebym sobie za dużo nie wyobrażał, bo wydaje się jej, że ja ją traktuję jak kogoś więcej niż koleżankę... To jej odpowiedziałem, że ją traktuję jak koleżankę i tylko chce z nią spędzić miło trochę czasu. To odpowiedziała, że zobaczy, ale żebym sobie nic nie obiecywał... Od tamtej pory do dzisiaj nie odebrała żadnego telefony ode mnie, ani nie odpisała na żadnego sms-a też (dzwoniłem czy pisałem do niej raz na tydzień mniej więcej). Na gadu-gadu też się do mnie nie odzywała od wakacji, oprócz chyba jednego razu (góra 2-3), gdy ją zapytałem czy jedzie z nami w listopadzie na weekend na jeden z naszych wyjazdów rehabilitacyjnych. Któregoś dnia w październiku widziałem, że ma opis na GG "[*]". Domyślałem się, że ktoś bliski jej umarł. Pomyślałem wtedy też o jej ojcu, bo mi wspominała na jednym z naszych wspólnych spacerów w czerwcu, że ma ciężko chorego tatę. Modliłem się też (i nadal się modlę) codziennie za nią, za jej rodzinę, by się do mnie odezwała, byśmy się spotkali tak jak wtedy… No i pewnego razu, jak wracałem z zajęć, a szedłem akurat na peron kolejki, zauważyłem ją z koleżanką stojącymi przy kasie biletowej. Minąłem je, wchodząc powoli na peron i czekając na nie na peronie. Akurat wtedy przyjechał pociąg w moim kierunku i szybko podjąłem decyzję, że jednak nie wsiądę, a będę na nie czekał... Zszedłem więc zobaczyć, czy przypadkiem sobie nie poszły gdzieś indziej. Wtedy akurat szły na peron już. Więc przywitałem się, powiedziałem, że się cieszę że się spotkaliśmy w końcu i zapytałem co u niej. Ona na taką zmieszaną, trochę wyglądała, osowiałą... I powiedziała mi to, co nadal tkwi mi głęboko w pamięci i czego się obawiałem - zmarł jej ojciec. To powiedziałem, że mi przykro, że jej współczuję, że gdyby mi powiedziała wcześniej to bym jej dał spokój... Ona tylko machnęła ręką, co zrozumiałem jako "nic się nie stało". Dalej wyglądała na taką osowiałą, jakoś nieswoją, trochę zamkniętą... jednak jak o czymś zaczęliśmy gadać to odpowiadała w miarę normalnie i miło, prawie jak kiedyś, ale to nie było już to samo... W międzyczasie kolejna kolejka w moim kierunku jechała i spytała się mnie czy to nie moja, a ja że "może być moja, ale chcę pogadać jeszcze i pojadę z nimi zaraz, że mi się nie spieszy chyba, że nie chce ze mną rozmawiać". Wtedy ona odparła "nie no, czy ja coś mówię?" i tak jeszcze rozmawialiśmy trochę. Pytałem się jej czy kontaktowała się z tą naszą opiekunką od wyjazdów, ale mówiła, że nie, ale zadzwoni do niej. Jednak jak od tamtej pory do dzisiaj pytałem tej pani, czy z nią rozmawiała, to mówiła, że nie, że też próbowała się do niej dodzwonić, i tylko nagrała się jej, ale i tak nie oddzwoniła. Ponadto, jak wysiadałem na swojej stacji, żegnając się powiedziałem, żeby się do mnie odezwała jak wróci i powiedziała, że się odezwie, ale jednak się nie odezwała... Od jakiegoś czasu też chodzę na wizyty do psychologa z powodu innych moich dolegliwości, ale opowiadam też tej psycholog o mojej sytuacji z tą koleżanką. Poradziła mi, żebym jednak nie rezygnował i nadal wykazał się wobec niej altruizmem i empatią, bym jej delikatnie uświadomił, że może mi zaufać, że zawsze może liczyć na moją pomoc... Mam więc takie pytanie: jak ją mogę przekonać do siebie, pomóc jej w trudnych chwilach, byśmy znowu mogli ze sobą rozmawiać i spotykać się tak jak to było pół roku temu? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy terapia pomoże mi w dojściu do równowagi po śmierci przyjaciela?

Mam 15 lat. Jakiś czas temu zginął mój przyjaciel, wciąż po nim płaczę, myślę o nim i o tym, że to przeze mnie, nawet śni mi się jego śmierć. Mam myśli samobójcze, jest mi ciężko wyjść z domu do szkoły,...

Mam 15 lat. Jakiś czas temu zginął mój przyjaciel, wciąż po nim płaczę, myślę o nim i o tym, że to przeze mnie, nawet śni mi się jego śmierć. Mam myśli samobójcze, jest mi ciężko wyjść z domu do szkoły, czy do sklepu. Nie chcę widywać się ze znajomymi, wszystko mnie przerasta i nawet jak już wyjdę z łóżka i pójdę do sklepu, to potrafię się popłakać stojąc w kolejce. Był okres samookaleczania, ale stwierdziłam, że to żadna metoda. Poprosiłam mamę o wizytę u psychiatry, pani pytała tylko o szkołę, a kiedy ja wspomniałam o przyjacielu, zmieniła temat znów na szkołę, więc całkowicie zamilkłam. Nie chcę mówić mamie o wszystkim, ponieważ i jej jest ciężko i tylko byłoby więcej kłopotów na jej barkach. Ale mi naprawdę nie chce się już męczyć z tym wszystkim. Nie wiem czy prosić o zmianę psychiatry? Boję się że nowy psychiatra skieruje mnie np. do szpitala psychiatrycznego.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Patronaty