Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Mój mąż mnie zdradza z miłością z przeszłości. Co z tym zrobić?

Mam problem i nie mogę sobie z nim poradzić. Jestem w związku od 9 lat, 5 lat po ślubie, mamy 5-letnia córkę. Od jakiegoś czasu wali mi się świat na głowę. W zeszłym roku złapałam mojego męża na wymianie...

Mam problem i nie mogę sobie z nim poradzić. Jestem w związku od 9 lat, 5 lat po ślubie, mamy 5-letnia córkę. Od jakiegoś czasu wali mi się świat na głowę.

W zeszłym roku złapałam mojego męża na wymianie zdjęć pornograficznych z koleżanką przez komórkę i internet - tłumaczył się, że to taka fantazja. Wybaczyłam, ale w lutym oznajmił mi, że mnie nie kocha, że kocha inną, że chce z nią być i że chce, aby ona była drugą mamą naszej córki. Wyjaśniliśmy sobie i tą kwestię - powiedział mi, że mnie kocha i że zrobił to aby mi dowalić - to jego słowa. Nie mogę o tym zapomnieć.

Wczoraj zapomniał wyłączyć pocztę - znalazłam w niej to, czego nie powinnam widzieć: nagie zdjęcia tej dziewczyny i jego, linki  hoteli, listy, od których włosy mi się jeżą… Przyznał się, że spotkał się z nią 2 czy 3 razy. Kiedy poruszam ten temat wmawia mi, że mam jakąś obsesję, że jestem nienormalna i powinnam iść się leczyć, a kiedy próbuję żyć normalnie i o tym nie myśleć - on chodzi zdołowany i zamyślony, jakby był gdzie indziej, tel z ręki nie wypuszcza. Twierdzi, że Anna to temat już zamknięty, a go wciąż wałkuje i wraca do przeszłości, a ja wiem, że wciaż kłamie, cały czas utrzymuje z nią kontakt przez maila i facebooka.

Kocham go bardzo i naszą córkę. Jak z tym żyć i co mam robić? Boję się zostać sama. Nie mam dokąd iść. Co będzie z naszą córką? Jaką będzie przyszłość? Porszę o pomoc. FRANN

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chcę tylko tego, aby ktoś mnie pokochał taką, jaką jestem. Czy to tak dużo?

Witam, mam na imię Sammanta, mam 27 lat, mieszkam za granicą od zeszłego roku. Od grudnia nie wiem co się ze mna dzieje. W sumie to się zaczęło, kiedy mój narzeczony zostawił mnie 8 miesięcy temu. W przeciągu 8 miesięcy...

Witam, mam na imię Sammanta, mam 27 lat, mieszkam za granicą od zeszłego roku. Od grudnia nie wiem co się ze mna dzieje. W sumie to się zaczęło, kiedy mój narzeczony zostawił mnie 8 miesięcy temu. W przeciągu 8 miesięcy miałam 3 związki, z czego żaden nie był udany.

Zawsze mi mówili jaka to ja piękna, zdolna itd. jestem - niedobrze mi już od ich komplementów. Nie wierzę już w to, że kogoś poznam, kto będzie szczęśliwy przy jednej kobiecie. Zawsze byłam miła, energiczna, pełna życia - teraz tak nie jest, nie mam ochoty na nic. Czuję się niepotrzebna, często tak mam, że nie chce mi się już żyć. W styczniu byłam u psychologa, terapia trwała 4 tygodnie - niby mi pomogło, ale po 2 miesiącach znowu to samo. Czego się boję? Tego, że nie mam uczuć, jestem jak skała. Jak widzę kogoś płaczącego nic mnie to nie rusza, jestem wulgarna itd.

Wiem, że jestem atrakcyjną kobietą, nie myślę głupio, mam bardzo dobrą pracę i dom, chociaż i z tego nie jestem zadowolona. Pieniądze mnie nie uszcześliwią - może łatwiej jest mi w życiu, ale to przecież nie wszystko. Ja chcę tylko tego, aby ktoś mnie pokochał taką, jaką jestem. Czy to tak dużo? Co dalej?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy zachorowałam na depresję po zdradzie?

Może zacznę od tego, że jestem nie do wytrzymania. Zaczęło 4 lata temu, poznałam fajnego faceta, zakochałam się jak szalona, on też musiał coś do mnie czuć, skoro starał się, codziennie się widywaliśmy, aż pewnego razu zadzwonił do mnie i...

Może zacznę od tego, że jestem nie do wytrzymania. Zaczęło 4 lata temu, poznałam fajnego faceta, zakochałam się jak szalona, on też musiał coś do mnie czuć, skoro starał się, codziennie się widywaliśmy, aż pewnego razu zadzwonił do mnie i przyznał się, że mnie zdradził. Płakałam, ale nalegałam, żeby się ze mną spotkał, no ale długo nie trwało jak się rozstaliśmy:(.

Cierpiałam bardzo, weszłam w bardzo „głupi” stan, którego żałuję. Potem byłam z kimś innym i odezwał się - zaczęliśmy się znowu spotykać, było naprawdę mi dobrze, nie myślałam o tym, że mogę być dla niego zbyt gruba, brzydka itd. Problem pojawił się gdy kiedyś weszłam na jego gg i tam przeczytałam wiadomości od szczuplej Kasi o ładnym brzuszku i w ogóle - nigdy się nie spotkali, ale został sam fakt, że pisał z kimś. Przyznam, że mam lekką nadwagę, nie jestem gruba, ale nadwaga jest i można powiedzieć, że od tego czasu nie czuję się atrakcyjna, cały czas zadaję pytania w stylu „po co ze mną jest, skoro i tak podobają mu się inne”. Wiem, że każdy zdrowy facet spojrzy na ładną dziewczynę, ale robię mu problem, gdy na kogoś spojrzy, gdy się odezwie, po prostu nie mogę uwierzyć, że jest ze mną dlatego, że mnie po prostu kocha - wmawiam sobie, że się lituje nad moją osobą.

Mój mąż traci cierpliwość dodam, że leczy się na nerwicę lękową i ma czasami stany obojętności, których ja nie mogę zrozumieć, ma też mniejszą ochotę na seks i wtedy też nieźle daję mu popalić. Ma już dosyć mojego narzekania. Zdaję sobie sprawę z tego, że męczy to go, bo mnie też, dlatego zwracam się o pomoc do państwa - chcę normalnie myśleć, chcę cieszyć się małżeństwem, bo bardzo kocham mojego męża. Pomóżcie!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż i mieszkanie z teściami - czy coś się jeszcze da zrobić?

Po powrocie męża z zagranicy zamieszkaliśmy u jego rodziców. Moja rodzina jest 200 km ode mnie. Mamy 5 letniego synka. Mieszkamy już 2 lata u teściów, w miejscu, gdzie bardzo ciężko znaleźć pracę. Planowaliśmy mieszkać do momentu gdy...

Po powrocie męża z zagranicy zamieszkaliśmy u jego rodziców. Moja rodzina jest 200 km ode mnie. Mamy 5 letniego synka. Mieszkamy już 2 lata u teściów, w miejscu, gdzie bardzo ciężko znaleźć pracę. Planowaliśmy mieszkać do momentu gdy znajdziemy jakieś mieszkanie. Mąż jednak podjął sam decyzję i nie chce się wyprowadzić.

Zaczął pracować z przyjaciółką i oszukiwać mnie. Miał kilka romansów w pracy. Podrywał również moją siostrę. Nie mogłam się z tym pogodzić i zaczęłam psychoterapię. W trakcie chciałam rozwodu, ale mąż zgodził się na terapię małżeńską. Pół roku minęło jak powiedział, że porozumienie to on sam może ze mną znaleźć. Jednak porozumienia nie ma. On nie chce słyszeć o wyprowadzce. Obwinia mnie o wszystko, np. zwyczajne zgubienie się w tłumie podczas zwiedzania nazywa robieniem z niego idioty. To się powtarza coraz częściej. Przy każdej rozmowie, kiedy mówię o swoich uczuciach, mąż albo im zaprzecza, albo mówi, że jak mi się nie podoba to mam się wyprowadzić.

Mąż cały czas podkreśla jacy jego znajomi w pracy są wspaniali (głównie to koleżanki). Mnie zalicza do ludzi, którzy chcą mu zrobić krzywdę i ja jestem najgorsza - nie daję mu wychowywać syna wg niego, co jest bzdurą. Mówi, że jest fajnie, gdy on się nim zajmuje, a gdy ja przychodzę z pracy zaraz syn jest niegrzeczny i to jest moja wina. Chcę znaleźć z nim porozumienie i wspólne rozwiązanie.

Najbardziej cierpi nasz syn. Mąż stwierdził na terapii, że to dziadkowie powinni wychowywać naszego syna, tak jak on był wychowywany. Jest taki bałagan, że nie potrafię utrzymać granic, mam wrażenie, że to ja i teść wychowujemy syna, z tym, że sposoby teścia w ogóle mi się nie podobają (krzyki i nieprawdziwe uzasadnienia, a także podważanie mojego autorytetu wobec syna). Syn kocha dziadka, a babcie traktował z rezerwą, bo babcia często szantażuje. Nie chce ograniczać kontaktu z dziadkiem i babcią, ale jednak to nie są jego rodzice i obawiam się, że brak granic, których ja sama nie potrafię utrzymać, może mieć opłakane skutki dla synka. Nie mam wsparcia u męża. Mąż robi wszystko dla rodziców, żeby tylko go chwalili. Ciągle potrzebuje ich uznania i pochwał. Mnie odstawił na bok i jakiekolwiek rozmowy kończą się nierozwiązaniem.

Do tego dwa razy w roku przyjeżdża szwagierka, która dyktuje mi każdy krok w wychowaniu syna, a mój sprzeciw traktuje jako moją złośliwość. Powiedziała, że zabierze mi syna. Ma trójkę swoich dzieci. Mąż uznał to jako żart. Szwagierka jednak przymila się do mojego syna za bardzo. Całuje go po główce, pokazuje jaka ona jest wspaniała i dyktuje mu jak się ma zachowywać. Boli mnie to. Mam głęboką nadzieję, że mąż się będzie chciał wyprowadzić. Nie chcę rozdzielać nas przez rozwód. Nie wiem jednak co mogłabym jeszcze zrobić, by móc emocjonalnie dobrze przygotować synka do życia. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak żyć z obsesyjną zazdrością męża?

Wydaje mi się, że od dłuższego czasu jestem w stanie, który mogę określić jako apatię, zniechęcenie, ciągły smutek albo rozdrażnienie. Przez jakiś czas było bardzo dobrze, tzn. kiedy poznałam mojego męża, wtedy chłopaka. Był pierwszym moim chłopkaiem, chociaż miałam 21...

Wydaje mi się, że od dłuższego czasu jestem w stanie, który mogę określić jako apatię, zniechęcenie, ciągły smutek albo rozdrażnienie. Przez jakiś czas było bardzo dobrze, tzn. kiedy poznałam mojego męża, wtedy chłopaka. Był pierwszym moim chłopkaiem, chociaż miałam 21 lat. Przeprowadziłam się do niego, był dla mnie bardzo dobry.

Wszystko zaczęło się psuć po ok. 8 miesiącach, kiedy zobaczył moje zdjęcia (zrobione 3 lata przed tym, kiedy go poznałam) z festiwalu, z bardzo dużym dekoltem. Zabrzmi to śmiesznie, ale dostał drgawek, płakał, nie chciał ze mną rozmawiać. Długo trwało, zanim doszliśmy do normalnego stanu.

Potem z kolei ja znalazłam filmik na jego komputerze, na którym on przeżywał, że kocha dziewczynę, z którą pracował i dużo o niej mówił - pytałam, czy coś go z nią łączy albo łaczyło - zaprzeczał. Byłam wściekła, ponieważ mój ojciec zdradzał mamę, przestałam mojemu mężczyźnie ufać. Ja robiłam sceny zazdrości, on też.

On poprosił, żebym nie nosiła bluzek z dekoltem do pracy. Obiecałam tego nie robić. Z czasem tak mu się nasiliło, że teraz już dekolt oznacza, że kiedy się schylę i widać choćby kreseczkę między piersiami - jeśli się nie przebiorę, robi mi karę - milczy, jest wściekły, wypisuje do mnie smsy, że szukam sobie kogoś, ze całemu światu chcę pokazywać moje ciało. Nie marzę nawet o tym, żeby pójść na plażę albo na basen

Kiedyś mnie szanował, dzielił się ze mną wszystkim, a teraz - kiedy jesteśmy małżeństwem prawie 2 lata - ma swoje oszczędności, a wspólną mamy tylko część jego wypłaty i całą moją (on zarabia sporo więcej niż ja). Kiedyś był radosny, pomagał mi, moje zdanie się liczyło, wychodziliśmy - teraz cały czas pracuje przy komputerze i nasze wyjścia ograniczają się do zakupów, czasami spaceru.

Przez życie w takim napięciu (normalnie ludzie nie muszą się martwić, że kiedy się schylą, będzie obraza partnera przez kilka dni) jestem bardzo znerwicowana, nie uśmiecham się prawie, rzeczy, które wcześniej mnie cieszyły, moje pasje - nie chce mi się w ogóle tego robić, nie mam ochoty kontynuować szkoły.

Od 4 tygodni mieszkamy w jednym mieszkaniu, ale w oddzielnych pokojach. On się stara, chce, żebyśmy coś razem robili, ale ja popadłam w taką apatię, że na nic nie mam ochoty. Jakby tego było mało, pogłębiły się moje kompleksy, które zawsze miałam.

Od roku proponowałam mu pójście do psychologa. Obiecywał, ale to wszystko. Teraz, miesiąc temu zgodził się, że pójdziemy, pod warunkiem, że nie będę go ośmieszać - dla niego ośmieszanie znaczy, że np. powiem, co myślę o jego wyczynach jeśli chodzi o moje ubieranie (w upale chodzę ubrana od szyjki po kostki) po pieniądze i zaniedbanie.

To tylko krótki opis dramatu, który się toczy. Ludzie mają poważniejsze problemy, ale żyjąc w takim napięciu już 2 lata przestaję dawać radę. Wychodząc na ulicę wydaje mi się, że ludzie mi się przyglądają, bo jestem tak beznadziejna i zaniedbana.

Wracam do domu i nie mam siły zabrać się za rzeczy, do których się zobowiązałam i co najważniejsze - które uwielbiałam robić i sprawiały mi szczęście. Nie mam planów na przyszłość (zawsze je miałam), bo i tak nie umiem sobie wyobrazić, żeby cokolwiek było inaczej. I ciągle mam wrażenie, że życie mi ucieka...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chłopak mnie obraża i wyzywa, ale go kocham. Co robić?

Witam! Mam 21 lat i taka sytuację: moj chłopak jest z rodziny w której był alkohol, bieda, kłótnie, zdrada itp., a ja jestem z pełnej, szczęśliwej rodziny i finansowo stoimy dobrze - to tak wstępem. Nie wiem jak...

Witam! Mam 21 lat i taka sytuację: moj chłopak jest z rodziny w której był alkohol, bieda, kłótnie, zdrada itp., a ja jestem z pełnej, szczęśliwej rodziny i finansowo stoimy dobrze - to tak wstępem. Nie wiem jak mam odbierać jego zachowanie, bo raz jest po prostu sielankowo, on jest uśmiechnięty, szczęśliwy, ale wystarczy jedno słowo powiedziane przeze mnie nie w takiej formie w jakiem on by chciał i robi się piekło - padają wulgaryzmy, a ja nie wiedząc co się dzieje mówię: "hej, nic się nie dzieje, uspokój się" i jest gorzej - zaczynają się wyrzuty i docinki. On uważa, że jestem pustą lalką uważającą siebie za najmądrzejszą, najlepszą, że uważam siebie za ideał chodzący, a ja wcale tak nie myślę :(.

Wiele rzeczy mu nie odpowiada we mnie, czepia się np. tego, jak idę po chodniku :/ Już wyjaśniam: idę ulicą na naszym urlopie nad morzem i facet z wózkiem zagapił się i jechał prosto na mnie i ja nie miałam miejsca i jak odskoczyć, to były sekundy i tłum ludzi, a on powiedział, że chodzę jak dama i nie zejdę nawet z ulicy na bok ;( Poza tym wciska mi, że jestem chorobliwie zazdrosna o niego, a ja nie jestem tak, jak sobie to w bił do głowy, że jestem zazdrosna o każdą sytuację i każdy gest to wyraz zazdrości o niego - jeśli np. odbiera tel. to nie mogę spojrzeć na ten tel, :( bo to już zazdrość jest dla niego i szpiegostwo. Ciągle wysłuchuję, że się mądrzę, a ja tylko mówię co myślę, a jak pytam go o co chodzi, że tak uważa to mówi, że wielka pani studentka ;( tak jakby sugerował mi, bym rzuciła studia i była na poziomie gimnazjum lub liceum, nic wyżej...

Stawia warunki, że mam się zmienić, a jak pytam co mu nie pasuje, szczerze tak, to mowi: "nie wiem". Jeśli nie uda się mu załatwić czegoś to zaraz wyżywa się na mnie. Według niego rozmowa telefoniczna ma trwać 5 min góra, a sms jeden, nie więcej, ale z kolei jak napiszę tego jednego smsa to jest afera, że nie piszę, jakby nie wiedział czego chce. Wyzwiska są na porządku dziennym, bo on uważa, że on ma prawo wyzywać kogo chce, ale gdy - jak ja to określam - jest dobrze to naprawdę jest innym człowiekiem, kochanym - mówi kocham cię po 5 razy na 1 min. i przytula się, rozumie mnie. Tak jakby miał dwa oblicza: raz jest kochany aż do bólu, a czasami jest wredny i bezwzględny - nie wiem co się z nim dzieje :(:(.

Twierdzi, że mnie kocha, chce być ze mną - ja też kocham go, ale jak myślę o tych wyzwiskach i traktowaniu mnie to chcę mi się płakać nad sobą, że tak pozwalam się traktować. Zostawić go nie potrafię. W sumie teraz to przez to wszystko nie widzę radości w życiu - ciagłe problemy i nieporozumienia....

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

W jaki sposób pomóc osobie, która ma niebezpieczną obsesję na punkcie drugiej osoby?

Witam. Zwracam się z do Państwa o pomoc, ponieważ znalazłam się w sytuacji, która mnie przerasta. Mam, a raczej mamy z chłopakiem duży problem z jego byłą dziewczyną. Półtora roku temu mój chłopak rozstał się ze swoją byłą dziewczyną po...

Witam. Zwracam się z do Państwa o pomoc, ponieważ znalazłam się w sytuacji, która mnie przerasta. Mam, a raczej mamy z chłopakiem duży problem z jego byłą dziewczyną. Półtora roku temu mój chłopak rozstał się ze swoją byłą dziewczyną po 3 latach związku. Ponieważ jest to sprawa bardzo delikatna, rzadko rozmawialiśmy na jej temat. W tej chwili sytuacja zmienia się i wiem, że czekają nas nieprzyjemne rozmowy na ten temat. Po krótce przedstawię problem i bardzo proszę o radę jak powinnam postępować i jak pomóc naszemu związkowi, jemu i jej.

Sprawa tej dziewczyny jest bardzo trudna. Nie potrafi zrozumieć, że to już koniec i że powinna na nowo układać sobie życie. Obecnie minęło jakieś 1,5 roku od ich rozstania. Wiem również, że leczyła się ona na depresję przez jakiś czas przyjmując leki psychotropowe. NIe jestem w stanie powiedzieć jak długo. Poza tym próbowała za wszelką cenę nakłonić go do powrotu, poprzez prośby, poniżanie się, groźby samobójcze, itp. Jestem z moim chłopakiem od pół roku, z tego co mi mówił to poinformował ją, iż układa sobie na nowo życie. Wszystko wydawało się w porządku aż do momentu kiedy zobaczyła nasze wspólne zdjęcie.

W tej chwili sytuacja jest na tyle poważna, że dziewczyna zaczęła mi grozić (groźby karalne) twierdząc uparcie, że marnuję jej życie, jestem wszystkiemu winna itp. Póki co nie miałam z nią jeszcze kontaktu, ale zaczęłam obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Na dodatek tego wszystkiego mam wrażenie, że mój chłopak czuje się winny, że to przez niego ona jest w tak złym stanie. Bo może gdyby z nią nie był… W efekcie sam nie potrafi sobie poradzić z tą sytuacją. Bardzo proszę o pomoc.

Jak mamy postępować aby wreszcie ona zniknęła z naszego życia? Co powinien zrobić mój chłopak? I jak jej pomóc, ponieważ jest ona osobą, która praktycznie nie ma znajomych - jest antyspołeczna, jest w niej mnóstwo bólu i nienawiści (obawiam się, że jeżeli w porę nie podejmie się jakiś kroków, cała złość może skupić się na mnie i pewnego dnia może dojść do jakiegość nieszczęścia) no i przede wszystkim obsesyjnie twierdzi, że jedynym jej celem jest ON. Z tego co mi wiadomo, nie chce korzystać z fachowej pomocy. Będę wdzieczna za każdą wskazówkę i radę. Z wyrazami szacunku, k.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chłopak. Czy popadłam w depresję?

Od 2 miesięcy chłopak (nie można powiedzieć, że mój były, bo teoretycznie nie byliśmy razem, a w praktyce co innego) nie odzywa się do mnie. Bez słowa zakończył znajomość - przestał odpisywać na smsy, na wiadomości na gg, w ogóle...

Od 2 miesięcy chłopak (nie można powiedzieć, że mój były, bo teoretycznie nie byliśmy razem, a w praktyce co innego) nie odzywa się do mnie. Bez słowa zakończył znajomość - przestał odpisywać na smsy, na wiadomości na gg, w ogóle :(. Nie wiedziałam co mam robić :(.

W lipcu wyjechałam na obóz - tam też się zastanawiałam o co może chodzić, płakałam zamiast wypoczywać. No cóż, wróciłam po 2 tygodniach i myślałam, że bedzie git, ale du*a - piszę do niego na różnych komunikatorach, a tu du*a za przeproszeniem. Potem, po tygodniu przyjaciółka mi pisze, że widziała go z dziewczyną, to ja od razu w płacz, ale po 2 dniach spotkałam go z nią. I to już w ogóle mnie zabolało :(. Od tego czasu (czyli od 2 miesięcy jakby nie patrzeć) płaczę. Wszyscy mówią, że będzie dobrze - wiem to - ale nawet wiedząc, że on się mną pobawił, to i tak płaczę i tesknię za nim - wiem, wiem, głupia jestem, ale zakochana.

Płaczę i płaczę cały czas, płaczę nawet pisząc to. 2 dni temu miałam straszną noc, bo płakałam, już łzy parzyły mi policzki, cała się trzesłam, w ogóle koszmary w nocy - ja już nie wyrabiam, ja chcę o nim zapomnieć, co ja mam zrobić :(? Już nawet o najgorszym myślałam (samobójstwo). Ale tak robią tchórze bojący się życia. Licze na szybką odpowiedź. Ja już sama ze sobą nie wyrabiam ;(.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie chcę być i żyć bez niej, ale czy ciągle mogę jej wybaczać?

Dobry wieczór. Od dłuższego czasu jestem nieszczęśliwa. Jestem w związku na odległość, który się nie sprawdza. Jestem bardzo zazdrosną i zaborczą osobą, chociaż staram się ufać. Nic mi innego nie zostaje. Choć z jednej strony zdaję sobie sprawę, że...

Dobry wieczór. Od dłuższego czasu jestem nieszczęśliwa. Jestem w związku na odległość, który się nie sprawdza. Jestem bardzo zazdrosną i zaborczą osobą, chociaż staram się ufać. Nic mi innego nie zostaje. Choć z jednej strony zdaję sobie sprawę, że sama zepsułam swoją psychikę zdradzając w poprzednim związku, czuję też, że mam szósty zmysł i szczerze - bardzo rzadko zdarzają mi się pomyłki w ocenie człowieka lub sytuacji. Ale chyba nie o tym tu pisać.

Zawody ze strony mojej dziewczyny powodują u mnie stany takiego załamania nerwowego, że nie chce mi się żyć, aczkolwiek myśli samobójcze oddalają się ode mnie kiedykolwiek wyobrażę sobie mój ból fizyczny oraz ból fizyczny moich bliskich, w szczególności rodziców, tym bardziej, że jestem jedynym ich dzieckiem. Może podam przykład, aby nakreślić sytuację: w styczniu nie przyjechała, bo koleżanka z pracy zabukowała sobie miesięczny urlop i jej nie puścili. W czerwcu też nie wyszło, z innych względów związanych z pracą. Teraz nie przyjedzie, bo pomyliły jej się daty wylotu, o czym zorientowała się kilka godzin po wylocie samolotu. W między czasie ja leciałam do niej, byłam zawsze. Dodam tylko też, że nie jestem bardzo bogatą osobą, choć romantyczną, i wszelkie pieniądze wydam na to, żeby z nią spędzić czas. Już dwokrotnie straciłam kupę kasy za zarezerwowane hotele nad morzem, z których nie dane było nam skorzystać.

Wybaczam znowu. Nie mam apetytu i ryczę jak głupia. Gdyby nie tchórzostwo to już bym sobie dała spokój z moim jestestwem. Gdyby nie miłość do rodziców... A ona? Chyba by się średnio przejęła. Chociaż ja ją tak bardzo kocham. Nie chcę być i żyć bez niej. Dlatego wybaczam. Nie wiem ile razy jeszcze dam radę. Ale tylko to trzyma mnie przy życiu. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Kocham i chce być kochana. Czy coś robię nie tak?

Mam 28 lat jestem mężatką, do niedawna szczęśliwą - wszystko się popsuło gdy wprowadziliśmy się do teściów, lecz nie w tym sens. Mąż uważa, że bardzo się zmieniłam, poniekąd się zgadzam - zrobiłam się nerwowa czepiam się wszystkiego, wielu rzeczy...

Mam 28 lat jestem mężatką, do niedawna szczęśliwą - wszystko się popsuło gdy wprowadziliśmy się do teściów, lecz nie w tym sens. Mąż uważa, że bardzo się zmieniłam, poniekąd się zgadzam - zrobiłam się nerwowa czepiam się wszystkiego, wielu rzeczy nie akceptuję... Mąż za każde nasze niepowodzenie obwiana mnie choć nie zawsze ja jestem winna. Niedawno mąż powiedział mi, że nie wie czy mnie jeszcze kocha i ze pomału przestaje mu zależeć na naszym małżeństwie, oczywiście z mojej winy. Od tamtej pory nie jadam, wiecznie płaczę, nie potrafię się na niczym skupić, najchętniej nie wychodziła bym z łóżka. Zaniedbałam się oraz naszego syna, nawet na spacer z nim nie wychodzę. Nie chce tak żyć, ale nie mam tez siły się pozbierać, mąż mi w niczym nie pomaga. Po tygodniowej harówce w pracy mąż idzie na piwo z kolegami lub załatwia coś teściowej, a gdzie ja, czas poświęcony dla mnie i syna? Nie chcę wiele, chcę usłyszeć czasem coś miłego, chcę być przytulana - po prostu kocham i chce być kochana.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak poradzić sobie z depresją po rozstaniu?

Witam. Mam na imię Magda i mam 19 lat. Niedawno zerwał ze mną chłopak. Powodem zerwania było to, że nie mógł sobie poradzić z tym co czuje jeszcze do swojej byłej, z którą był 5 lat i z którą...

Witam. Mam na imię Magda i mam 19 lat. Niedawno zerwał ze mną chłopak. Powodem zerwania było to, że nie mógł sobie poradzić z tym co czuje jeszcze do swojej byłej, z którą był 5 lat i z którą rozstał się dlatego, że pokochał mnie.

Byliśmy ze sobą rok. Powodem rozstania była też moja wina, ponieważ nie przykładałam się zbytnio do nauki, ale moim zdaniem nie z lenistwa tylko dlatego, że nie potrafię się uczyć, nauka nie przynosi żadnych rezultatów i on się o to bardzo wściekał. Ciągle też dołowała mnie myśl, że ona gdzieś tam jest w jego sercu i głowie. Nie raz przez to płakałam. W końcu on zaczął spotykać się i ze mną i z nią. Mówił mi, że spotkali się jako kolega - koleżanka, ale trudno mi w to uwierzyć. Potem rozstaliśmy się, ale on z nią nie jest - z tego co mi wiadomo. Bardzo go kocham i ciągle się łudzę, że wrócimy do siebie. Utrzymujemy ze sobą kontakt, codziennie piszemy ze sobą, on mówi, że tęskni, ale kiedy pytam czy wrócimy do siebie on mówi, że "nie wie". Zawalił mi się cały świat i ciągle płaczę.

Wiem, że powinnam dać sobie z nim spokój, ale nie potrafię. W ogóle odechciało mi się już żyć. Z nim się rozstałam, w szkole mi nie idzie. Podjęłam ostatnio pracę, ale w niej też mi idzie kiepsko. Wszystko mnie dobija i ciągle tylko płaczę. Myślałam nawet o samobójstwie, bo naprawdę nie widzę sensu w moim życiu, już nie wiem co mam robić :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Chłopak, którego kocham mnie zostawił, a drugi grozi, że jeżeli odejdę, to się zabije. Co robić?

Witam! Mam dopiero 17 lat. Byłam z chłopakiem pół roku i go naprawdę pokochałam, on na początku też mówił, że mnie kocha, ale najwidoczniej to minęło. Gdy ze mną zerwał pytałam dlaczego, a on odpowiadał mi, że ma "swój świat",...

Witam! Mam dopiero 17 lat. Byłam z chłopakiem pół roku i go naprawdę pokochałam, on na początku też mówił, że mnie kocha, ale najwidoczniej to minęło. Gdy ze mną zerwał pytałam dlaczego, a on odpowiadał mi, że ma "swój świat", woli być sam, i nie ma czasu na dziewczynę.

Nie jestem z nim już pół roku, ale bardzo go kocham, dużo razy przez niego płakałam wieczorami choć w dzień mogłam się uśmiechnąć, jednak gdy go zobaczyłam, to traciłam głowę. Chciałabym być z nim, ale powiedział mi, że nie będziemy razem. : ( Jego przyjaciel jest moim przyjacielem i ja mu wszystko mówiłam i mówię, bo mu ufam.

Okazało się, że mój i jego przyjaciel zakochał się we mnie, bał się powiedzieć mi o swoich uczuciach. A gdy mi powiedział to powiedziałam mu, że łączy nas tylko przyjaźń. Próbował popełnić samobójstwo 3 razy, ale mu się nie udało, więc spróbowałam z nim być - mówi mi, że bardzo mnie kocha i żyje tylko dla mnie. W taki sposób go ranię, bo wiem, że go nie pokocham, nawet nic do niego nie czuję.

Mój były nic nie wie o tym, że jesteśmy razem. Nie chcę już z nim być, bo go ranię i kocham jego przyjaciela, a boję się z nim zerwać, bo nie chcę aby popełnił samobójstwo. Co mam robić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż nie zwraca na mnie uwagi i ucieka z domu. Czy jest jeszcze dla nas jakaś szansa?

Witam, proszę o pomoc, ponieważ sama sobie nie radzę. Ja i mąż oczekujemy przyjścia na świat naszego pierwszego dziecka. Tak bardzo boję się, że on już nie kocha mnie ani nie interesuje go moja ciąża, że ciągle robiłam mu...

Witam, proszę o pomoc, ponieważ sama sobie nie radzę. Ja i mąż oczekujemy przyjścia na świat naszego pierwszego dziecka. Tak bardzo boję się, że on już nie kocha mnie ani nie interesuje go moja ciąża, że ciągle robiłam mu o to wyrzuty (np. że nie pyta kiedy mam lekarza, jak sie czuję, że nie ma czasu dla mnie).

Od jakiegoś czasu mąż przestał po pracy wracać prosto do domu, tylko ciągle gdzieś z kolegami wychodzi, zostawia mnie na całe dnie samą, nie odbiera ode mnie telefonów, tylko jeśli już to napisze sms: "co chciałaś?". Czuję się rozczarowana i nieszczęśliwa, jakby ktoś mnie oszukał, bo ciąża to miałbyć czas dla nas, a ja jestem kompletnie sama. Kiedy mówię mu o tym to on twierdzi, że ma dosyć mojego zrzędzenia i nie będzie się ze mną użerał. Dodam, że mąż ma bardzo stresującą pracę, a w domu po prostu milczy i tylko siedzi przed telewizorem.

Nie czuję się już atrakcyjna dla niego, niestety czuję się jak zbędny ciężar. Mam wrażenie, że mnie już nie kocha, a jak mu to mówię to się wścieka, zamyka w sobie i się nie odzywa… Proszę o poradę: czy jest jeszcze szansa dla mojego małżeństwa?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak rozstać się z chłopakiem po 3 latach związku?

Mam 19 lat, jestem z chłopakiem prawie 3 lata, jednak od pewnego czasu coś się zmieniło. Nie układa nam się jak kiedyś - na początku było idealnie, myślałam, że tak już pozostanie, jednak z czasem poznawałam go coraz bardziej, w...

Mam 19 lat, jestem z chłopakiem prawie 3 lata, jednak od pewnego czasu coś się zmieniło. Nie układa nam się jak kiedyś - na początku było idealnie, myślałam, że tak już pozostanie, jednak z czasem poznawałam go coraz bardziej, w przeróżnych sytuacjach.

Gdy się kłócimy nie raz dochodzi do szarpaniny, staje się agresywny i po prostu się go boję. Jest o mnie bardzo zazdrosny, o każdego kolegę! W dodatku obraca się w bardzo nieciekawym towarzystwie (narkotyki itp.), a ja tego nie toleruję, nie raz się o to kłóciliśmy, aby tego nie robił. Wyjechałam na 2 tygodnie na wakacje bez niego, spędziłam ten czas z 2 przyjaciółkami - było cudownie, w ogóle nie chciałam wracać. Wiedziałam, że będę się z nim codziennie kłócić i miałam rację - zebrałam się w sobie i powiedziałam mu, że już nie chcę z nim być, on zaczął płakać, powiedział, że się zabije albo coś sobie zrobi.

Gdy zapytałam się go czy chce dalej być ze mną pomimo tego, że ja nie chcę być z nim odpowiedział, że taki układ mu pasuje - żebym tylko była. Ale ten związek wykańcza mnie psychicznie, nie dam już rady tak dalej żyć. Boję się że niedługo ja coś sobie zrobię.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nienawidzę swojego męża. Co ja mam zrobić?

Od 24 lat jestem mężatka, ale nie szczęśliwą. Nie wiem co mam ze sobą robić, jak się zachowywać, nie rozumiem mojego męża coraz bardziej - zawsze myślałam, że czym dłużej jesteśmy tym bardziej go znam, ale to nie prawda. Problem...

Od 24 lat jestem mężatka, ale nie szczęśliwą. Nie wiem co mam ze sobą robić, jak się zachowywać, nie rozumiem mojego męża coraz bardziej - zawsze myślałam, że czym dłużej jesteśmy tym bardziej go znam, ale to nie prawda. Problem tkwi w tym, że ciągle jestem obarczana winą przez niego.

Mamy 5 dzieci - wini mnie, że to z mojej winy jest ich tyle, że powinnnam się zabezpieczyć itp., że przez to musi sam pracować, a wie o tym, że jestem osobą chorą - mam dyskopatię, nerwobóle mięśni, doszła mi cukrzyca - twierdzi, że to lenistwo, bo nie chce mi się iść do pracy. Na domiar tego on krzykiem wszystko wymusza, nigdy mu się nic nie podoba - mam dość jego ciągłego krzyku na mnie i dzieci. Jestem szczęśliwa gdy go nie ma, gdy go nie słyszę. Nie mogę stawać w obronie dzieci nawet jeśli one mają rację, bo zaraz zaczyna krzyczeć, że mam iść do mamusi, że jestem niepotrzebna w tym domu, że nic nie robię tylko leżę itp., a to nie prawda - dzieci i on mają wszystko podane do ręki, ciągle słyszę podaj to, daj to, idź tam, a gdy chcę powiedzieć co mnie boli, że też bym chciała tak, jak oni mieć podane - nieraz zwykłe "dziękuję" by wystarczylo - to nie, bo ja zraz jestem problemowa, tylko bym krzyczała itp.

Jemu wolno wszystko, a mi nic. Gdy dzieciom zwracam uwagę, że tak czy tak źle robią on mnie nie poprze - dzieci mogą chamsko się odzywać, przeklinać itp. - jemu to nie przeszkadza, a gdy go proszę aby choć raz potwierdził, że mam rację, że tak powinno być jak ja mówie to nie, ale gdy on wyje na nie to ja musze potwierdzac że tatuś ma rację. Szlag mnie trafia. Nie mam ochoty na nic, nie umiem się śmiać, cieszyć, jestem zrezygnowana, nienawidzę męża. Jego słowa mnie nieraz przygniatają, bolą tak mocno, że nie chce mi się żyć, że wolałabym umrzeć i być na tamtym świecie, aby nie słyszeć tego co potrafi powiedzieć. Nigdy nie słyszę słów, że mnie kocha, że potrzebuje itp. - ciągle zła, niedobra, do niczego, ale inne ładne, zgrabne, powabne, a ja to oziębła baba jestem - do niczego się nie nadaję, tylko na szrot. Ludzie mają go za wspaniałego człowieka - on potrafi się maskować, ma chyba 2 oblicza.

Poznalam kogoś 2 lata temu. Ta osoba jest dobra dla mnie, miła itp., ale boję się, że z czasem będzie taki sam jak on, że to samo przechodzić będę. Wolę być sama z dziećmi, ale wiadomo - dzieci rosną, trójka jest pelnoletnia, mają swoje życie. Nie wiem jak mam dalej żyć, co mam robić. Proszę o pomoc, gdyż jestem bezsliną osobą - brak mi wiary w siebie, brak poczucia bezpieczeństwa. Nawet tej osobie, ktorą poznałam nie wierzę, gdyż jestem nieufna. Proszę o poradę. Z poważaniem, Serafina.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moja żona chce ode mnie odejść. Co mam zrobić?

Witam, mam na imię Tomek. Proszę o pomoc w odzyskaniu zaufania mojej żony, która doszła do wniosku, że nasze wspólne życie nie ma już sensu. Po ślubie jesteśmy już 16 lat, mamy córkę, która ma 14 lat. Kocham je obie...

Witam, mam na imię Tomek. Proszę o pomoc w odzyskaniu zaufania mojej żony, która doszła do wniosku, że nasze wspólne życie nie ma już sensu. Po ślubie jesteśmy już 16 lat, mamy córkę, która ma 14 lat. Kocham je obie najbardziej na świecie. Bardzo ciężko mi jest o tym pisać, bo dużo mam sobie do zarzucenia.

Powodem decyzji jaką podjęła moja żona jest moje niezbyt przyjemne zachowanie, z którego nie jestem dumny i bardzo, ale to bardzo się tego wstydzę. Nie wiem jak mam to opisać, ale postaram się jak najbardziej szczerze. Ze względu na moje zachowanie, które się powtarzało kilkakrotnie, a mianowicie - jak prawie każdy mężczyzna - lubiłem sobie wypić. Były czasy, że wypiłem i sobie poszedłem spać, ale ostatnie dwa lata, jak zaczęło się przebywanie mojej osoby w pobliskim barze na przysłowiowym piwie (na którym niekiedy się nie kończyło) już nie były tak kolorowe dla mojej żony.

Muszę powiedzieć, że nie uderzyłem jej nigdy, broń Panie Boże, ale to i tak nie tłumaczy tego co robiłem, a mianowicie byłem podły, gdy przychodziłem już tak mocno wstawiony niekiedy (zdarzyło się to aż kilka razy przez te dwa lata - piszę, że aż, bo i jeden raz to jest za dużo i nie pochwalam się za to) przesadzałem z wyzwiskami, krzyczałem, że ją wyrzucę z domu, że to mieszkanie jest moje, używałem wyrazów, których się teraz bardzo wstydzę, nawet łapałem za gardło i to mnie to mnie boli najbardziej, że byłem aż tak głupi. Nie raz mi to wybaczyła.

Niestety od początku roku, bo wtedy ostatni raz tak się zachowałem (styczeń) życie moje się zmieniło - żona zdecydowała, że to już koniec, że nie może ze mną żyć, bo ją zawiodłem, zawiodłem jej zaufanie, że nie kocha mnie i nigdy mnie nie kochała, czuje do mnie obrzydzenie. Ja wiem, że ma rację, że zachowanie osoby kochającej nie powinno tak wyglądać - wiem o tym bardzo dobrze, niestety prośby, błagania żeby jednak się jeszcze zastanowiła - nic nie pomagają. Muszę powiedzieć, że przestałem po ostatniej sytuacji z początku roku chodzić gdziekolwiek, przestałem pić co jest najważniejsze, robię rzeczy, które robiłem rzadko. Kiedyś jak przychodziłem z pracy praktycznie nic mnie nie interesowało.

Żona twierdzi, że to jest już jej ostateczna decyzja, że jej nie zmieni, że kiedyś jej zależało, ale teraz już przestało. Mieszkamy jeszcze razem, lecz żona szuka mieszkania i chce się wyprowadzić - wiem, że jak to zrobi nigdy nie zdołam odzyskać jej zaufania i wiary nie w moje słowa, tylko we mnie. Teraz wiem, że wszystko czego nie robiłem dobrze było złe. Nawet sprzątanie w domu, które robiłem kiedyś bardzo sporadycznie teraz sprawia mi przyjemność, cieszę się, że ona nie musi przychodząc z pracy sprzątać lub zmywać naczynia.

Naprawdę nie wiem co mam teraz robić, jak naprawić to co zniszczyłem swoim niedojrzałym i głupim zachowaniem - czy można to jeszcze zmienić? Co mam robić? Mam ogromny żal do samego siebie i nie potrafię sobie tego wybaczyć. Wiem też że nie mogę żądać wybaczenia od niej, bo na to muszę sobie teraz zasłużyć. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak gdyby nigdy nic zostawił mnie po 4 latach. Co mam ze sobą zrobić?

Mam 22 lata. Od 4 lat miałam chłopaka, który był moim pierwszym chłopakiem i którego bardzo kocham. W związku z trudną sytuacją w domu postanowił wyjechać na 4 miesiące do Niemiec do pracy. Było mi ciężko, ale się trzymałam. Pisał...

Mam 22 lata. Od 4 lat miałam chłopaka, który był moim pierwszym chłopakiem i którego bardzo kocham. W związku z trudną sytuacją w domu postanowił wyjechać na 4 miesiące do Niemiec do pracy. Było mi ciężko, ale się trzymałam. Pisał i było OK. Po ponad 3 miesiącach napisał mi, że to koniec i że kogoś poznał.

Od tej pory (a minął już miesiąc) jak uda mi się zasnąć to śpię tylko 2 godziny, cały czas chce mi się wymiotować, moim posiłkiem jest pół kanapki dziennie i to jak się zmuszę. Od 3 tygodni leżę na łóżku i wpatruję się w sufit. Schudłam ponad 6 kilo. Mam chrześniaka 3-miesięcznego i on mi pomagał przetrwać jego wyjazd, ale teraz nie potrafię się nawet do takiego maluszka uśmiechąć. Najgorsze jest to, że wciąż mam nadzieję, że będzie dobrze, ale on traktuje mnie podle - chciał się spotkać, żebyśmy pogadali, bo w końcu to 4 lata, a teraz ma mnie gdzieś. Poza tym choruję. W mojej chorobie stres pogarsza mój stan i choć to wiem - nie mogę przestać wciąż płakać.

Nie jestem na tyle silna, żeby odebrać sobie życie, ale też nie mam już siły żyć. Nie chce mi się wstawać z łóżka, bo nie mam sensu życia - od 4 lat on nim był. Wszystko co robiłam to z myślą o nim. Nie umiem tak żyć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam już wszystkiego serdecznie dość. Co robić?

Jestem facetem, mam 22 lata. Czuję się beznadziejnie, taki zobojętniały i nikomu niepotrzebny, jestem przemęczony, dużo spię, ciągle myślę o śmierci, często się złoszczę i nie panuję nad emocjami, wybucham często płaczem i agesją, krzykiem, rzucaniem przedmiotami itp. Nie mam...

Jestem facetem, mam 22 lata. Czuję się beznadziejnie, taki zobojętniały i nikomu niepotrzebny, jestem przemęczony, dużo spię, ciągle myślę o śmierci, często się złoszczę i nie panuję nad emocjami, wybucham często płaczem i agesją, krzykiem, rzucaniem przedmiotami itp. Nie mam żadnych zainteresowań. Najbardziej chce mi się spać.  Ledwo pracuję i każda czynność to dla mnie męczarnia. Mam często bóle głowy i biegunkę.

Pracuję resztkami sił, ale tylko dlatego, że muszę mieć kasę na fajki itp., ale to pewnie do czasu. Mieszkam z samą babcią, bo tata mieszka daleko i w ogóle go nie widziałem, a mama jest na rencie i już jakiś czas przebywa w szpitalu psychiatrycznym. W rodzinie boję się wujka (brata mamy), bo już od kiedy miałem okres buntu i uciekałem z domu, krzyczy na mnie, przedrzeźnia, mówi, że wszystko źle robie i mnie przeklina. Babcia swoim postępowaniem też dolewa oliwy do ognia. Ja zamknąłem się w sobie i mam wszystkiego serdecznie dość i nie wiem co mam robić. Jak tak dalej pójdzie to raczej popełnię samobójstwo.

A, i muszę dodać, że od ok. 16 roku leczę się psychiatrycznie na depresję, leki mi pomagały, ale od pół roku już one mi nie pomagają, bo, mimo że je zażywam, i tak coraz gorzej się czuję, a psychiatrze nie mówie wszystkiego, bo nie umiem się otworzyć i powiedzieć co i jak, a lekarka nie pyta za dużo. Chodzę sporadycznie do pani psycholog, ale dla niej jestem okazem zdrowia, a mnie to boli. A co do wyboru specjalistów z psychiatrii jest w moim mieście mało, bo jest tylko jedna przychodnia ;(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Przeżyłam, ale może byłoby lepiej, gdyby mnie nie było?

Mam 25 lat, jestem kobietą. Pierwszy raz poczułam ogromny ból, kiedy zostawił mnie narzeczony, to było 6 lat temu. Powiedział mi, że musi zakosztować życia z kimś innym, bo znał tylko mnie, a chciał wiedzieć jak to jest z...

Mam 25 lat, jestem kobietą. Pierwszy raz poczułam ogromny ból, kiedy zostawił mnie narzeczony, to było 6 lat temu. Powiedział mi, że musi zakosztować życia z kimś innym, bo znał tylko mnie, a chciał wiedzieć jak to jest z innymi kobietami. Byliśmy razem 4 lata i 3 miesiące…

Przez pierwsze dni nic nie czułam oprócz strachu, nie docierało do mnie, że mnie opuścił, lecz kiedy dotarło to dopadł mnie ten ból: najpierw poczułam ciepło, a potem jakby ktoś wbił mi sztylet w serce, ból przechodził do lewej ręki pulsatywnie. Płakałam przez 8 miesięcy prawie cały czas, jadłam niewiele, spałam raz całymi dniami a raz prawie wcale. Czasem, jak wychodziłam z domu na spacery, żeby popłakać w spokoju, będąc myślami daleko i gdy wracałam do rzeczywistości, nie wiedziałam gdzie jestem, choć po kilku minutach błądzenia w panice zaczęłam czuć, że znam to miejsce, gubiłam się na chwile jak bym się znalazła na innej planecie.

Potem, gdy zaczęłam już z powrotem spotykać się z ludźmi i choć na jakiś czas zapominałam, kiedy ból był już do zniesienia, zaczęłam widzieć dziwną postać odwiedzała mnie każdej nocy, patrzyła na mnie - ja bałam się na nią. Kiedyś spojrzałam, zapytałam czego chce, bo miałam dość strachu, którym mnie karmiła i zaczęła być coraz bliżej i bliżej i kiedy już była prawie przy mnie - stchórzyłam i schowałam się pod pościel. Nie wychodziłam z łóżka nocą, a w dzień kiedy o niej pomyślałam to przychodził ten dziwny strach, niby przed nią, a niby nie, nie umiem określić czego się bałam…

Dłużej nie chciałam tak żyć, z bólem i strachem. Poszłam do lasu, wzięłam alkohol, tabletki, żyletkę i muzykę przez którą tylko udało mi się przetrwać trochę ponad rok… Znalazłam najpiękniejsze miejsce w lesie, położyłam się i zaczęłam połykać jedną za drugą, aż się skończyły, popiłam wódką, zaczęło się ściemniać - normalnie zaczęłabym się bać, ale nie - poczułam spokój i zaczęłam ciąć ręce od łokci po nadgarstki i usnęłam… Obudziłam się w szpitalu dla psychicznie chorych. Lekarz zapytał tylko dlaczego, odpowiedziałam i na tym koniec, o nic więcej nie zapytał, dał leki, skierował mnie do psychiatry w moim mieście i wyszłam po 3 dniach do domu.

Poszłam do psychiatry, on też tylko zapytał dlaczego to zrobiłam i przepisał leki. Chciałam z kimś porozmawiać o tym co tu piszę, ale Wy z tego portalu jesteście pierwsi. Wszyscy, którym chciałam powiedzieć nie chcieli wiedzieć. Od tej próby skończenia ze sobą minęło 2 lata 4 miesiące i 10 dni, lecz ja wciąż cierpię, czuję ból choć nie taki wielki jak wtedy, o nim już nie myślę. Mam cudownego męża, który mnie kocha, ale uważa, że przesadzam kiedy boję się wyjść do toalety. "Przecież jestem tu, zaświeć sobie światło i będzie OK" - mówi, ale nie wie co się dzieje zanim dojdę do wyłącznika, czuję okrutny strach, nie wiadomo przed czym, choć wiem, że niema się czego bać. To bardzo męczące i odbiera chęć życia.

Niedawno urodziłam córeczkę, myślałam że to mi da siłę. Dało, lecz nie na tyle, by nie myśleć, że jestem niepotrzebna i że tylko przeszkadzam, że denerwuję wszystkich dookoła i że może lepiej jakby mnie nie było… Leki mi nie pomagały tylko powodowały senność i otumanienie. Jak mam żyć?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co zrobić, jeśli były chłopak nie daje mi spokoju?

Niedawno rozstałam się z chłopakiem. Do niego nie może to dotrzeć i wydzwania do mnie ciągle, pisze smsy - jest cwany, bo nie grozi mi, tylko pisze smsy w stylu: "i tak kiedyś będziesz musiała wyjść z domu". Parę razy...

Niedawno rozstałam się z chłopakiem. Do niego nie może to dotrzeć i wydzwania do mnie ciągle, pisze smsy - jest cwany, bo nie grozi mi, tylko pisze smsy w stylu: "i tak kiedyś będziesz musiała wyjść z domu". Parę razy był nawet pod moim blokiem w aucie i dzwonił, żebym zeszła - kompletnie nie wiem co robić.

Boję się, że jeszcze mi coś może zrobić z zawiści i złości - po prostu wjeżdża mi na psychikę i mnie wykańcza. Poradźcie mi proszę, czy z takim czymś mogę iść na policję, czy oni mi pomogą i czy on będzie miał zakaz zbliżania się? Bo na razie to sa smsy, telefony i stanie pod blokiem, ale co może być później? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty