Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak mam dalej żyć z zazdrosnym i despotycznym mężem?

Witam! Mam 31 lat, od siedmiu lat jestem mężatką i mamy dwójkę dzieci. Skończyłam studia, nie mogę znaleźć pracy. Jestem chudą kobietą. W związku z mężem jestem od 11 lat. Na początku było super, aż do momentu kiedy się...

Witam! Mam 31 lat, od siedmiu lat jestem mężatką i mamy dwójkę dzieci. Skończyłam studia, nie mogę znaleźć pracy. Jestem chudą kobietą. W związku z mężem jestem od 11 lat.

Na początku było super, aż do momentu kiedy się naprawdę w nim zakochałam i świata po za nim nie widziałam. Zaczął mnie oszukiwać, zdradzał mnie, ze zdrady "wyszło" dziecko. Niestety wybaczyłam mu, ale zapomnieć nie umiem. Wykręca się od alimentów.

Nie akceptuję swojego wyglądu i czuję, że też mu sie nie podobam, jednak ciągle mnie posądza o zdrady. Podam przykład: mąż był na wsi i tam nocował z dziećmi, przyjechał i zobaczył dwa stojące kufle do piwa. Zaczął donośnym głosem pytać kto u mnie był, a ja że nikt. A to było tak, że któregoś razu robiłam rybę w occie i po prostu kufle posłużyły mi jako miarka. Nie wiem co o tym myśleć, to jest chore.

Jest despotyczny, wszystko ma być tak jak on myśli, tak jak u jego mamy. Boję sie mu cokolwiek powiedzieć, nie akceptuje mojej rodziny, bo wszystko co u nas się dzieje - mówię. Są jedyną moją podporą. Po za tym nie mam wielu znajomych, rzadko ktokolwiek mnie odwiedza, moi znajomi są tymi złymi - wymyśla na ich temat różne historie, np. ta pijaczka itp.

Nie umiem i nigdy nie umiałam z nim rozmawiać o naszej przyszłości, nie mieliśmy nigdy planów, dla niego liczy się tylko samochód - jak najładniejszy, najlepszy, a ja chcę, żeby mnieszkanie doprowadzić do porządku, bo córka idzie do pierwszej klasy i nie ma swojego kącika. To tyle. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak uwolnić się ze związku z żonatym mężczyzną?

Witam! Mam 35 lat i od kilku lat jestem w związku z żonatym mężczyzną, starszym ode mnie o kilka ładnych lat. Zakochałam się w nim strasznie. Poznałam go mając lat 21. Na początku nie traktowałam tej znajomości poważnie - to...

Witam! Mam 35 lat i od kilku lat jestem w związku z żonatym mężczyzną, starszym ode mnie o kilka ładnych lat. Zakochałam się w nim strasznie. Poznałam go mając lat 21.

Na początku nie traktowałam tej znajomości poważnie - to on nalegał na spotkania, wspólne wyjazdy, to jemu zależało. Ja zakochałam się w nim po około roku. Była sielanka, była miłośc, były plany, marzenia, które okazały się nierealne. Zaczął wymyślać różne powody, aby ze mną się nie spotykać. Po około 7 latach naszej znajomości podjęłam próbę samobójczą. Niestety nieudaną. Do dnia dzisiejszego nie wiem, dlaczego dostałam "drugie życie", skoro nic w nim się nie zmieniło. Dalej utrzymuję z nim kontakt, a on dalej kłamie i oszukuje. Już nie ma miłości z jego strony, nie ma planów ani żadnych złudzeń, a jednak mnie do niego ciągnie, bo ciągle go kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, dzwonię, piszę, a on jak ma ochotę to odbierze, a jak nie to nie. Już nie ma mowy o rozwodzie - w międzyczasie na świecie pojawiło się drugie dziecko.

Proszę o pomoc: jak się z takiego związku uwolnic? Co zrobić, żeby nie przychodziły mi na myśl "czarne" myśli, które czasami są straszne? Do kogo się udać po pomoc? Nie daję już rady i ciągle jest pytanie - dlaczego akurat mnie to spotkało?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy jest jeszcze szansa na miłość po bolesnym rozstaniu?

Witam, parę miesięcy temu zerwał ze mną narzeczony, byliśmy 5 lat razem, to był wręcz idealny związek, bez kłótni, we wszystkim się dogadywaliśmy, po prostu wielka miłosć. Za miesiąc mieliśmy mieć ślub, wszystkie szczegóły omówione, nie mogliśmy...

Witam, parę miesięcy temu zerwał ze mną narzeczony, byliśmy 5 lat razem, to był wręcz idealny związek, bez kłótni, we wszystkim się dogadywaliśmy, po prostu wielka miłosć. Za miesiąc mieliśmy mieć ślub, wszystkie szczegóły omówione, nie mogliśmy się już doczekać tej wspaniałej chwili.

Jednak pewnego dnia mój narzeczony uznał, że jednak mnie nie kocha, że okłamywał sam siebie. Parę dni dochodziłam do siebie, nie miałam ochoty, żeby żyć. Od tego czasu minęło pół roku, a ja dalej codziennie o nim myślę, ale teraz czuję, że przekroczyłam tę kruchą granicę między miłością a nienawiścią do niego. Zabrał mi 5 lat życia (mam 23 lata teraz), poświęcałam wszystko dla niego, jego szczęście było ważniejsze dla mnie, a on pozbawił mnie szansy na szczęście. Spotykam się teraz z kimś, ale nie potrafię się zaangażować uczuciowo, ciągle rozpamiętuję poprzedni związek, boję się, że już nigdy nie pokocham, że nie zaufam innemu mężczyźnie.

Czy jest szansa na to, że kiedyś będę jeszcze szczęśliwa? Ile czasu musi minąć, żebym znowu zaczęła normalnie żyć? Wiem, że to trudne pytanie, ale proszę o pomoc. Co mam zrobić, żeby zapomnieć?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Po 11 latach zostawiła mnie żona. Jak mam dalej żyć?

Witam. Mam na imię Marcin, mam 28 lat. Niedawno zostawiała mnie żona, po 11 latach. Zdradzała mnie przez kilka miesięcy, aż w końcu, w wyniku złych relacji, podjąłem rozmowę i mi wszystko powiedziala i zostawiła dla niego. Nasz związek...

Witam. Mam na imię Marcin, mam 28 lat. Niedawno zostawiała mnie żona, po 11 latach. Zdradzała mnie przez kilka miesięcy, aż w końcu, w wyniku złych relacji, podjąłem rozmowę i mi wszystko powiedziala i zostawiła dla niego.

Nasz związek był bardzo udany, nie mieliśmy problemu, żeby ze sobą o czymkolwiek rozmawiać czy cokolwiek robić, byliśmy jak dwie krople wody. Ja zakochałem się na dobre i mimo tego co mi zrobiła nie umiem jej sobie zobojętnić, nadal ją kocham i chciałbym z nią być, ale ona niestety nie chce. Do tego wszystkiego powiedziała mi, że nie ma żadnego powodu dlaczego tak się stało, że byłem idelnym facetem i "materiałem" na ojca jej (naszych) dzieci (żdanych jak do tej pory).

Tak czy inaczej - teraz mam z nią kontakt, ale nie umiem sobie z tym poradzić i ciągle gdzieś się załamuję i, głupio powiedzieć, ale niestety płaczę i to mocno. Nie chcę mi się żyć i nie widzę przyszłości bez niej. Czuję, że żyję teraz w jakimś śnie, z którego nie mogę się obudzić, a kiedy zdaję sobie sprawę, że to nie sen, proszę Boga żeby mnie zabrał z tego okrutnego świata. Rozmiawiałem o tym z kilkoma znajomymi, ale to nic nie daje, rozmawiałem nawet o tym z nią i to ona powiedziała mi, że się o mnie martwi i że powinienem się udać do specjalisty.

Tylko nie wiem do jakiego i tu proszę o pomoc: iść do psychologa, psychiatry czy na jakąś psychoterapię? Co można jeszcze zrobić, by choć trochę zacząć żyć? Bo wiem, że zapomnieć to mi się na pewno nie uda :( Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Ciągle się kłócimy. Czy jest sens kontynuować ten związek?

Mam 17 lat. Chodzę już z chłopakiem 11 miesięcy, ale od kilku tygodni ciągle się kłócimy. Przez chwilę jest dobrze, ale zaraz znowu mnie denerwuje. Jak nie widzę się z nim jeden dzień to wkurzam się na wszystko,...

Mam 17 lat. Chodzę już z chłopakiem 11 miesięcy, ale od kilku tygodni ciągle się kłócimy. Przez chwilę jest dobrze, ale zaraz znowu mnie denerwuje. Jak nie widzę się z nim jeden dzień to wkurzam się na wszystko, wszystko mnie denerwuje - chciałabym żeby cały czas mi pisał co robi i gdzie jest. Nie lubię jak godzinami późnymi stoi pod blokiem albo się szlaja gdzieś, bo lubi zaczepki.

Od tych kilku dni wydaje mi się, przez te kłótnie, że to nie ma sensu. Nawet on już tak mi pisze, że mi nie zależy chyba, że to tylko z przyzwyczajenia, że wydaje mu się, że kocham go pół na pół, że jeżeli mi zależy, to że będę wiedzieć co mam zrobić, ale ja się sama już gubię i nie umiem sobie poradzić. Proszę o pomoc. Paulina

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Odszedł, a ja muszę żyć. Ale jak?

Chciałabym podzielić się moim problemem i oczywiście prosić o pomoc. Mam niecałe 20 lat, ale od pewnego czasu nie potrafię sobie sama poradzić. Od wielu lat kocham pewnego chłopaka. Niestety zawsze był jedynie obiektem moich westchnień (mimo że znaliśmy się...

Chciałabym podzielić się moim problemem i oczywiście prosić o pomoc. Mam niecałe 20 lat, ale od pewnego czasu nie potrafię sobie sama poradzić. Od wielu lat kocham pewnego chłopaka.

Niestety zawsze był jedynie obiektem moich westchnień (mimo że znaliśmy się lub nawet kolegowaliśmy). Zmieniłam szkołę, nasz kontakt początkowo się urwał, ale później bardzo poprawił, zaczęliśmy się spotykać;) To były najpiękniejsze miesiące w moim życiu... A teraz? Urwał ze mną kontakt, traktuje mnie jak powietrze, a ja nie umiem sobie z tym poradzić... Był jedynym facetem, którego kochałam. Teraz gorzej sypiam i wciąż o nim myślę, mimo, że to już koniec...

Przepraszam, że zawracam Państwu głowę, ale nie mam do kogo zwrócić się o pomoc. Nikt nie ma czasu na takie ''bzdury i sentymenty'' w dzisiejszym świecie, a ja nie umiem normalnie żyć... Bardzo byłabym wdzięczna za odpowiedź. Z poważaniem, Ninka.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

To depresja czy chwilowe załamanie?

Witam, mam 23 lata i zacznę od tego, że pracuję, robię prawo jazdy i już się nie uczę. Wracając do problemów: od ponad 4 lat byłem z cudowną dziewczyną, z którą na dodatek mam synka (19 miesięcy), no ale...

Witam, mam 23 lata i zacznę od tego, że pracuję, robię prawo jazdy i już się nie uczę. Wracając do problemów: od ponad 4 lat byłem z cudowną dziewczyną, z którą na dodatek mam synka (19 miesięcy), no ale niestety - 6 tygodni temu ona mnie zostawiła i nie mamy ze sobą prawie wcale kontaktu.

Przez pierwszy tydzień było wszystko w porządku, chodziłem normalnie do pracy potem na prawo jazdy, wieczorem ze znajomymi pogadać, ale potem po prostu coś we mnie pękło… Nie mogę się na niczym skupić w pracy jakbym był obecny tylko ciałem… Na prawko przestałem chodzić, bo nie jestem w stanie prowadzić, sypiam góra 4/6 godz. dziennie, urwałem kontakt ze znajomymi, bo nie miałem ochoty z nimi rozmawiać itp. Zrobiłem się strasznie nerwowy i ostatnio mam "głupie" myśli, dokładniej mówiąc straciłem chęć do życia. Zawsze w nocy, jak wszyscy śpią, to ja siedzę i myślę o tym, że moje życie nie ma sensu.

Moja była dziewczyna wcale mi nie pomaga robiąc wszystko, byle mnie zmieszać z błotem i uświadomić mi, że nie jestem niczego wart. Dodam jeszcze, że już raz byłem blisko popełnienia samobójstwa, ale coś mnie powstrzymało. Proszę o jakieś rady albo coś ...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Walczyć o rodzinę, czy wracać do Polski?

Proszę o pomoc. Mieszkamy z żoną od 5 lat w UK. Na początku było fajnie - odkładaliśmy pieniądze, prowdziliśmy bogate życie towrzyskie, planowaliśmy nawet kupno domu. W pewnym momencie wszystko się posypało. Znajomi odeszli, a żona poznała sobie kolegę, nie...

Proszę o pomoc. Mieszkamy z żoną od 5 lat w UK. Na początku było fajnie - odkładaliśmy pieniądze, prowdziliśmy bogate życie towrzyskie, planowaliśmy nawet kupno domu. W pewnym momencie wszystko się posypało. Znajomi odeszli, a żona poznała sobie kolegę, nie kochanka, po prosu kolegę, o którego ja jestem zazdrosny. Wszystcy dookola tylko gadają i wymyślają historie na ich temat. Została nam garstka znajomych, do których mamy ograniczone zaufanie. Mamy oboje po 30 lat i super córkę, 5-letnią. Od roku czasu tylko się żremy, ranimy, nie potrafimy ze sobą rozmaiać. Żona obwinia mnie o wszystko - seks do niczego, życie, zachowanie, egoizm, po prosu wszystko, do tego chce wracać do Polski, gdzie nie mamy nic - pracy, domu. Nie wiem co mam robić: czy wracać z nią, czy nie. Ja już nie wiem czy ją kocham… W jednej chwili wydaje mi się, że tak, a po chwili jej nie nawidzę, bo się wydziera na mnie. Ratunku ludzie!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Związek z uzależniona osobą - jak uporać się z emocjami?

Witam. Mam 26 lat i jestem DDA. Od roku chodzę na terapię indywidualną i zamierzam niedługo pójść na grupową. Teraz mam przerwę w spotkaniach z terapeutą. Dwa miesiące temu zakończyłam bardzo burzliwy związek z osobą uzależnioną (trwał on cztery lata),...

Witam. Mam 26 lat i jestem DDA. Od roku chodzę na terapię indywidualną i zamierzam niedługo pójść na grupową. Teraz mam przerwę w spotkaniach z terapeutą. Dwa miesiące temu zakończyłam bardzo burzliwy związek z osobą uzależnioną (trwał on cztery lata), byliśmy zaręczeni. Aktualnie przechodzę bardzo dziwny okres...

Mam wrażenie że nie wiem kim jestem, że w ogóle nie znam siebie, bardzo brakuje mi kogoś kto byłby przy mnie. Mam problemy ze zrozumieniem samej siebie, bardzo boję się przebywać wśród ludzi, których nie znam zbyt dobrze (cały czas zastanawiam się nad tym co ktoś inny o mnie myśli), a jednocześnie brnę w powierzchowne relacje z mężczyznami, bo bardzo brakuje mi bliskości fizycznej (szczególnie przytulania). Czuję, że mam w sobie mnóstwo skrajnych i bardzo silnych emocji, a przy tym staram się za wszelką cenę uciec od ich analizowania i przeżywania. Mam wrażenie, że oszukuję samą siebie, że czuję się dobrze, choć tak naprawdę czuję się jakbym miała w sobie bombę zegarową, która w każdej chwili może wybuchnąć.

Mam ochotę napić się alkoholu aby móc odciąć się od problemów, żalu, bólu i zagubienia. Zaczynam mieć myśli samobójcze, pragnę się wyzwolić od samej siebie i swoich chorych myśli. W kółko mam o coś do siebie pretensje lub męczy mnie poczucie winy odnośnie właściwie wszystkiego co robię lub czego nie robię, a powinnam. Cały czas coś lub kogoś udaję. Jestem po dwóch kierunkach studiów, a boję się szukać pracy, bo lęk przed tym, że sobie nie poradzę paraliżuje mnie. To sprawia, że czuję się jeszcze gorzej, porównuję się do innych i znów wpędzam w poczucie winy. Mam wrażenie, że moje związki mnie określały - zawsze byłam z kimś, a teraz gdy jestem sama po prostu nie mogę znieść samej siebie. Co się ze mną dzieje i jak poradzić sobie z takimi emocjami? Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie wiem co mam robić. Jak rozmawiać z byłym chłopakiem?

Mam 21 lat, od ponad półtora roku byłam z chłopakiem. Zawsze mi sie wydawało, że ideałów nie ma, jednak na takiego trafiłam, jest po prostu świetny. Poznaliśmy sie w grudniu 2008 roku, od razu coś zaiskrzyło, tak spontanicznie, nieoczekiwanie. To...

Mam 21 lat, od ponad półtora roku byłam z chłopakiem. Zawsze mi sie wydawało, że ideałów nie ma, jednak na takiego trafiłam, jest po prostu świetny. Poznaliśmy sie w grudniu 2008 roku, od razu coś zaiskrzyło, tak spontanicznie, nieoczekiwanie. To było w tym wszystkim najpiękniejsze.

Do czasu, gdy nie dowiedziałam się, że za niecały miesiąc wyjeżdża za granicę, bo do Polski przyjechał tylko na urlop. To mnie zabolało. Powiedział, że chce żebym z nim była, bo do nikogo nie czuł tego co do mnie. Zgodziłam się, ale cały czas chodziło mi po głowie, czy związek na odległość 4 tys km przetrwa. Ale ten miesiąc z nim był najlepszym okresem w moim życiu.

Wyjechał…Zaczęła się tęsknota, telefony, ale nadal byliśmy razem. Po jakimś czasie kolega zaprosił mnie na swoje urodziny - poszłam, żeby się rozerwać, przez chwilę nie myśleć. I to był błąd, upiłam się i poszłam z tym kolegą do łóżka. Rano zadzwoniłam do chłopaka i mu o tym powiedziałam. Nie chciał mnie znać i w ogóle ze mną rozmawiać. Nie dziwiłam mu się -  zrobiłam źle i liczyłam się z tym, ale byłam wobec niego uczciwa.

Po kilku tygodniach zadzwonił do mnie i powiedział, że nadal chce być ze mną, ale tego co zrobiłam nie wybaczy mi nigdy. Pod koniec kwietnia pojechałam do niego, pracowałam tam razem z nim, mieszkaliśmy, żyliśmy razem. Bałam sie spotkania z nim po tej sytuacji, ale było OK. Upłynął ponad rok jak byliśmy razem za granicą.

Wróciliśmy razem do Polski. Mieszkamy od siebie jakieś 10 km. Przyjeżdżałam do niego na kilka dni, było dobrze do czasu, aż nie pojawiła się jego koleżanka, którą znał długo przede mną. Zaczęła dzwonić, przyjeżdzać na kawę. To mnie złościło, bo jeśli to koleżanka to dlaczego nie chciał mnie z nią poznać? Nie chciał, żebym z nimi siedziała. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Były o to kłótnie.

Pewnego dnia, jak byłam w domu, napisał mi smsa, że musimy poważnie pogadać, zapytałam się o co chodzi. Odpisał, że musi od tego wszystkiego odpocząć, że chce być sam. Dla mnie to było nienormalne: jednego dnia pisze, że kocha, drugiego - że nie chce być ze mną. Jako wyjaśnienie swojej decyzji podał, że ograniczam go, że o wszystko się obrażam, głównym przykładem była jego "koleżanka". I to mnie zabolało. Powiedział, że musi być sam. Dodał też, że jeśli mamy być razem to będziemy, tylko musimy dać sobie jakiś czas - uważam, że to nie wypali, bo w tym czasie może poznać inną, a ja pójdę w odstawkę.

On jest dla mnie wszystkim, kocham go nad życie. Nie chce się widywać, rozmawiać. Chce być z nim, a nie wiem jak. Co mam mu powiedzieć? Chociaż nie, bo nie chce rozmawiać, ale co mogłabym mu napisać, żeby przemyślał i do mnie wrócił? Co mam robić? Bardzo za nim tęsknie. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy dalej z nim być czy zaryzykować z innym?

Może wyda się to błaha sprawa, jednak dla mnie (jestem osobą uczciową, czasem targają mną emocje) jest to sprawa ważna. Mam chłopaka już dwa lata. Ostatnio układało się między nami paskudnie. Jesteśmy zupełnymi przeciwnościami: ja nie usiedzę na miejscu,...

Może wyda się to błaha sprawa, jednak dla mnie (jestem osobą uczciową, czasem targają mną emocje) jest to sprawa ważna. Mam chłopaka już dwa lata. Ostatnio układało się między nami paskudnie. Jesteśmy zupełnymi przeciwnościami: ja nie usiedzę na miejscu, chcę wychodzić do ludzi, jestem otwarta na świata - on domownik. Często ranił mnie swoim zachowaniem, płakałam po nocach, nie mogłam sobie poradzić ze swoimi i, na dodatek, z jego problemami. Niejednokrotnie czułam, że to jego rodzice są ważniejsi niż ja. Nie umiał się im sprzeciwić.

Wyjechałam na wakacje, poznałam nowych ludzi i znowu poczułam się sobą. Znalazłam tą dziewczynę, którą byłam dwa lata temu - przez nikogo nietłamszoną, po prostu znalazłam siebie. Pewien chłopak (10 lat starszy ode mnie) bardzo porzypadł mi do gustu. Nie powiem, że lekko mi namieszał w głowie. Mamy kontakt do dziś, poznajemy się coraz lepiej, nikt mnie tak nie rozumie jak on. I wiem, że nie kłamie mnie czy oszukuje, to jest szczere. Po przyjeździe chciałam skończyć mój dwuletni związek. I wtedy się zaczęło: nie umiem!

Chłopak cały czas mnie prosi o szansę, obiecuje poprawę i zmianę, nie wiem czy powinnam mu jeszcze raz uwierzyć… Boje się, że znowu będzie to samo, że znowu stanę się inna, nie będę sobą. Nie chcę też tracić kontaktu z nowopoznanym chłopakiem, który staje mi się coraz bliższy. Z drugiej strony czuję, że z nowej znajomości coś się rozwija, a gdy rodzina dowie się o tym, to nie dadzą mi spokoju - będą przeciwni tej różnicy wieku. Tym bardziej, że bardzo polubuli mojego dotychczasowego chłopaka.

Od dwóch tygodni siedzę całymi dniami i płaczę, nie mogę się na niczym skupić, nie wiem co robić… Spotykam się z chłopakiem, rozmawiam, czuję, że brakuje mo go jak go nie ma, ale gdy jest - nie umiem się przytulić, bo mam wrażenie, że robię coś złego. Myślę o innym gdy jest ze mną, a gdy go nie ma - myślę i jestestem zazdrosna o niego. Mam już rożne myśli, nie wiem jak rozwiązać tę sytuację, czuje lęk przed samotnością, a także martwię się o chłopaka.

Jak zakonczę tę znajomość nie chce tracić z nim kontaktu, boje się, że on może sobie coś zrobić - z drugiej strony czy to ja mam cały czas się męczyć? Nie umiem sobie poradzić, nie wiem jak to rozwiązać. Proszę o radę. Może to zupełnie normalna sytuacja, ale dla mnie ważna. Boli mnie moja bezradność i bezsilność. Sama teraz zmieniam szkołę, wejdę w nowe towarzystwo, poznam innych, może bardziej wartościowych ludzi? Pomocy, proszę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Chorobliwa zazdrość - czy można ja pokonać?

Jestem chorobliwie zazdrosna o mojego męża, doprowadzam go tym do szału, siebie również:( Nie wierzę w żadne jego pozytywne słowo, ponieważ moja samoocena jest bardzo niska:( Wydzieram się na nasze córki, które są bardzo małe, nie radzę sobie w codziennym... Jestem chorobliwie zazdrosna o mojego męża, doprowadzam go tym do szału, siebie również:( Nie wierzę w żadne jego pozytywne słowo, ponieważ moja samoocena jest bardzo niska:( Wydzieram się na nasze córki, które są bardzo małe, nie radzę sobie w codziennym życiu, wszystko mnie irytuje, potrzebuję pomocy, ale nikt nie chce mi jej dać… Życie zwyczajnie mnie przerosło, nie daję rady, często myślę o samobójstwie, boję się, że mąż mnie zaostawi, bo nie widzę powodów, dla których mogłby chcieć ze mna być. Czuję się jak śmieć, czuję, że jestem brzydka, mało inteligentna i żałosna gdy kolejny raz robię mu wyrzuty, bo obejrzał jakąś kobietę w mini w tv - wiem, że mam problem, wiem, że powinnam się leczyć, ale nie wiem co mam robić. Poszłam do lekarza tu, w Anglii, ale on zapisał mi lek z grupy SSRI, czyli psychotropy, i kazał mi przyjść za dwa miesiące - chyba nawet troszkę mi te tabletki pomagały, ale nie chcę się uzależnić od psychotropów. Odstawiłam je i teraz piję alkohol, który z pewnościa mi nie pomoże. Czasami marzę o tym, że ktoś się mną w końcu zaopiekuje, poprowadzi mnie. Chciałabym być dobrą matką i żoną, ale teraz nie potrafię. Jeśli nie pomogę sobie, to stracę moją rodzinę, bo nikt dłygo ze mną nie wytrzyma. Ratujcie mnie, bo się zabiję! Tak mi źle, wciąż płaczę, na nic nie mam siły, moje dzieci - obojetnie, co by robiły - strasznie mnie denerwują, nie mam ochoty sie nimi zajmować, na nic nie mam właściwie ochoty, każde wspólne wyjscie kończy się awanturą. Nie wiem, kim jestem. Zatraciłam się w tym życiu, mam już dość. Wolałabym położyć się spać i już się nie obudzić. Proszę, pomóżcie mi! Kocham moje dzieci i męża, a wyzywam się na nich niemiłosiernie. Jesteście ostatnią deską ratunku. Czy kilkanaście lat znęcania się fizycznego i psychicznego mogło mieć na mnie aż taki wpływ? Zawsze myślałam, że byłam silna - teraz uważam, że musiałam być słaba. Ale ja jestem okropna - sama sobie zgotowalam taki los. Proszę pomóżcie mi, proszę!!! Nie wiem co robić, nie wiem jak długo wytrzymam.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Chcę mu pomóc, ale teraz już sama potrzebuję pomocy. Co mam robić?

Mam 26 lat. Dwa lata temu poznałam chłopaka, od roku mieszkaliśmy razem, dziś się wyprowadził. Poznałam Bartosza (29 lat) 2 lata temu, był po poważnej kontuzji kolana, co uniemożliwiało mu dalszą grę w koszykówkę (co było jego pasją, powodem,...

Mam 26 lat. Dwa lata temu poznałam chłopaka, od roku mieszkaliśmy razem, dziś się wyprowadził. Poznałam Bartosza (29 lat) 2 lata temu, był po poważnej kontuzji kolana, co uniemożliwiało mu dalszą grę w koszykówkę (co było jego pasją, powodem, dla którego żyje - jak on to mówił). Po roku zączeliśmy mieszkać razem. Na początku ja wyprowadziłam się z domu do niego, była to nagła sprawa, więc nie przemyślana przez nas.

Niestety w tym czasie Bartosz stracił pracę (jest on magistrem ochrony środowiska z licencjatem kartografii). Po jakichś 3 miesiącach postanowiłam samodzielnie coś wynająć - Bartosz mieszkał z kolega i było dość tłoczno w domu :). Jednak po 2 tyg. Bartosz przeprowadził się do mnie, mieszkał ze mną w weekendy (znalazłam mu prace na weekend), a w ciągu tygodnia jeździł do domu do rodziów, którzy mieszkają w miejscowości oddalonej o 100 km. Nie będę kłamać - nie było ciekawie, Bartosz był załamany brakiem pracy. Ja szukałam czegoś dla niego, on szukał, a sytuacja była coraz bardziej napięta. W końcu Bartosz dostał pracę, niestety bez stałej umowy, ale zawsze coś.

Pewnego wieczoru (w marcu), kiedy Bartosz przebywał u rodziców, zadzwoniłam do niego życzyć mu "słodkich snów" - odebrał, był całkowicie roztrzęsiony i zapłakany. Jego najleprzy przyjaciel Dominik (od piaskownicy) powiesł się. Bartosz nie mógł tego zrozumieć, nie mógł sobie wybaczyć, że temu nie zapobiegł. Od tej chwili nasze życie (myślę, że Bartosza również) zamieniło się w koszmar. Dominik był wspominany kilka razy dziennie: "Dominikowi podobałby się ten film, piosenka, pamiętasz jak Dominik…". Ja zawsze słuchałam i wiedziałam, że nie jest dobrze, starałam się pomóc, ale co ja mogłam? Pocieszałam, tłumaczyłam, że to nie jego wina, prosiłam, aby udał się do poradni o pomoc. Kilka razy Bartosz budził się w nocy zapłakany i mówił: "ja nie mogę przestać o nim myśleć, ja go cały czas widzę". Boże, jaki to był ból dla mnie widzieć, jak się męczy. Kilka dni temu Bartosz zapytał mnie, czy może jakby został w rodzinnym mieście i miał więcej czasu dla Dominika, to by się nigdy nie wydażyło (nigdy tak źle się nie czułam, jak by chciał powiedzieć: to twoja wina).

W sumie nie wiem co się stało przez ostatnie dni. Nigdy się nie kłóciliśmy (może kilka razy o głupstwo na samym początku, ale nigdy nic poważnego - bez zdrad, wyzwisk, zerwań itp.) Dużo rozmawialiśmy, starałam się pomóc zrobić coś aby był szczęśliwy, pomóc mu odnaleźć coś, co sprawi mu choć troszkę radości i wyrwie go z depresji choć na chwilę. Bartosz powiedział, że dusi się w moim mieszkaniu, cały czas widzi Dominika i wie, że nie uszczęśliwi mnie - musi rozwiązać swoje problemy, chce być sam. Ja również nie mam najszczęśliwszego życia. Mój tata ma raka, jego stan się pogarsza, a ja mieszkam w drugim końcu Polski, nie mam tutaj prawdziwych przyjaciół, tylko znajomych, więc jestem kompletnie sama w momencie, kiedy potrzebuję wsparcia. Jadę na urlop za 2 tygodnie do domu do rodziców więc mam nadzieję, że jakoś dotrwam to tego momentu. Sama nawet nie wiem co czuję - z jewdnej strony złość, chcę, aby wrócił (choć mam nadzieję, że dzięki rozłące on mnie doceni), bardzo tęsknię za domem, prawdziwymi przyjaciółmi.

Miałam nadzieję, że Bartosz będzie tym jedynym, byliśmy doskonałą parą, pełen balans w związku, dopełnialiśmy się, ale mieliśmy też troszkę osobnego życia, inne zainteresowania. Chociaż z drugiej strony nigdy nie usłyszałam "kocham cię". Nie wiem co robić, co myśleć, mam ochotę się pociąć, aby czuć ból fizyczny, nie wewnętrzny (choć nigdy tego nie robiłam i mam nadzieję, że nie zrobię). Bartosz się wyprowadził do kolegi na jakiś czas, dopóki czegoś nie znajdzie, ale zostawił coś w rodzaju pomazanych kartek na szfce. Nie mogę znaleźć nic, co pomoże mi dalej żyć. Chciałbym znaleźć coś, co pomoże mi wierzyć, że będzie lepiej, ale to pozostanie tylko snem. Więc mogę zrobić tylko jedno o czym potrafię tylko myśleć. Jest mi przykro. Napisałam mu sms-a aby wiedział, że są ludzie, dla których jest ważny i oni są dla niego ważni (jego rodzina) i że mam nadzieję, że nigdy nie zrobi niczego przez co zrani ich tak, jak on się czuje zraniony. Nie wiem co robić - nie odpisał. Nie chcę robić z siebie nadopiekuńczej wariatki i wydzwaniać, kiedy on potrzebuje trochę samotności.

Nie wiem dlaczego to piszę, po prostu nie wiem co robić. Nie chcę, aby mu się coś stało, ale również obawiam się o siebie. Czuję się zraniona i wykorzystana, tak, jakby ostatnie 2 lata nic dla niego nie znaczyły (w sumie nigdy nie powiedział, że znaczą). Nie wiem czy mieszkał ze mna, bo było mu wygodnie, czy coś kiedykolwiek czuł do mnie. Czuję się jakby to wszystko była moja wina i czuję się zazdrosna o Dominika, że o niego tak się troszczył - w moje urodziny pojechał odwiedzić jego rodziców. Mam straszne wyrzuty sumienia ze wzgledu na tę zazdrość, zarazem strasznie niski poczucie własnej wartości. Nie wiem, które z nas jest gorszym przypadkiem - zawsze byłam optymistką, ale przez ostatnie kilka miesięcy chyba sama dostałam depresji. Co robić? Czekać na niego czy zająć się soba i własnymi potrzebami?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Czy powinnam się wreszcie rozstać z chłopakiem, którego chyba nigdy nie kochałam?

Mam 22 lata, od 4 lat jestem z chłopakiem, ktorego, tak mi się teraz wydaje, nigdy nie kochałam. Dużo razy próbowałam go zostawić, ale jednak przekonywał mnie, żebym wróciła. Bardzo jest zazdrosny, nie pozwalal mi spotykać się z nikim,...

Mam 22 lata, od 4 lat jestem z chłopakiem, ktorego, tak mi się teraz wydaje, nigdy nie kochałam. Dużo razy próbowałam go zostawić, ale jednak przekonywał mnie, żebym wróciła.

Bardzo jest zazdrosny, nie pozwalal mi spotykać się z nikim, rozmawiać z kolegami. Gdy dostałam sms-a od kolegi nie odzywał się do mnie 2 dni, ciągle podejrzewa mnie o zdradę, grzebał w moim pamiętniku. Ciągle myślę jak go zostawić, wiele razy już próbowałam, ale 4 lata to nie jest mało, więc trochę mi było ciężko. Chciałabym się spotykać z ludźmi, brakuje mi tego bardzo, chodzić na dyskoteki. Puszczam sobie muzykę i myślę np., że jestem na dyskotece ze znajomymi, cały czas myślę o sytacjach, które w ogóle nie mają miejsca w moim życiu. Nie wiem jak to skończyć. Wydaje mi się, że jestem za słaba, że nie będę miała do kogo iść jak stanie się coś złego - tak to zawsze mogę się jemu wyżalić. Nie lubię się z nim całować - obrzydza mnie. Nie daję już rady. Wszysko mnie denerwuje, krzyczę na wszyskich, wpadam w szał, boli mnie glowa, wpadam w dołki, płaczę.

Kiedyś byłam osobą dosyć przebojową, a dziś boję się ludzi, nie umiem z nimi rozmawiać - ktoś do mnie mówi, a ja nie umiem odpowiedzieć, nic mi do głowy nie przychodzi. Notorycznie myślę też o tym, że muszę schudnąć i wtedy może się zacznie mi układać. Nie daję już rady, nie mam pojęcia co mam zrobić, jestem bardzo niezdecydowana.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co zrobić, żeby ze mną nie zerwał i był szczęśliwy?

Witam, mam prawie 18 lat, jestem z chłopakiem od 5 miesięcy. Bardzo mi na nim zależy i strasznie go kocham. Problem polega na tym, że w naszym związku zaczęły się kłótnie - nie do końca wiem czy z mojej winy....

Witam, mam prawie 18 lat, jestem z chłopakiem od 5 miesięcy. Bardzo mi na nim zależy i strasznie go kocham. Problem polega na tym, że w naszym związku zaczęły się kłótnie - nie do końca wiem czy z mojej winy.

Na początku naszej znajomości przyjaźniliśmy się, ale przerodziło się to w miłość, było nam ciężko ze sobą być, ponieważ moja mama nie akceptowała go dlatego, że wcześniej byłam z innym chłopakiem i uważała, że to przez niego nie jestem z moim byłym. Walczyłam o tą miłość, bo wiedziałam, że jest dla mnie kimś wyjątkowym. Z początku układało się świetnie, potem zaczęły się drobne kłótnie o głupstwa, ja często się na niego obrażałam z byle powodu - dzisiaj tego żałuję.

Niedawno byłam z koleżankami na spacerze, a on na urodzinach u kolegi - wszystko było dobrze, ale potem, po urodzinach i moim spotkaniu z koleżankami, postanowiliśmy się zobaczyć - niestety, kiedy mnie zobaczył zrobił się agresywny, zaczął mną szarpać i kazał iść do domu, ja tego nie zrobiłam, po czym nazwał mnie "dziwką". Jego znajomi to usłyszeli i się wściekli, stanęli w mojej obronie, ale mu się to nie spodobało i zaczęła się bijatyka. Mój chłopak uważa, że to wszystko moja wina, tylko że ja mam znajomych po swojej stronie - wszyscy uważają, że nie mam go za co przepraszać, że to on jest winny.

W końcu wszystko sobie wyjaśniliśmy i tym razem poszliśmy razem na imprezę. Całą imprezę było cudownie - zapewniał, że mnie kocha, że nie umie wytrzymać beze mnie dnia i że chciałby, żebym była jego żoną w przyszłości, czułam się bardzo szcześliwa, taka wyjątkowa :) Niestety pod koniec tej imprezy ktoś wspomniał coś o poprzedniej imprezie i mój chłopak zaczął mówić, że mi tego nie wybaczy, że nie zapomni - znowu się pokłóciliśmy i zerwaliśmy.

Poszłam dzień później do niego, rozmowa była ciężka, ale wróciliśmy do siebie. Dzień później było wszystko dobrze, był czuły, uprzejmy, kochaliśmy się, lecz następnego dnia miał jakiś zły humor, mówił, że to ze zmęcznia, ale mimo to było dobrze - znowu przytulaliśmy się i kochaliśmy, jednak kiedy wróciłam do domu zmienił nastawienie do mnie. Napisał, że on tak nie potrafi, że nie umie zapomnieć tego co zrobiłam, mówił, że było tego za dużo, że za dużo złego mu zrobiłam, że chciał, żebym była za nim, a nie przeciwko niemy, chce żebym odkupiła mu bluzkę, którą mu stargali, jak sie bili... Skąd nagle wróciło to co było złe i dlaczego?

Pisze mi, że potrzebuje czasu na przemyślenia, że się nie spotkamy, przepraszałam go za moje "fochy" mówiłam, że żałuję to mi odpowiedział, że mogłam wcześniej myśleć co robię. Jestem bezradna. Mówi mi, że kocha albo że kocha jeszcze… Ja kocham go strasznie i nie chce go stracić, chce się zmienić dla niego, tylko nie wiem co mam zrobić, żeby nie zrywał ze mną i kochał nadal… Proszę o pomoc. Naprawdę na nikim nigdy mi tak nie zależało. Rozmowa z nim nie pomogła, dlatego proszę was o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Mąż odszedł do innej. Czy to może być skutek choroby? Jak go odzyskać?

Z mężem mamy po 50 lat. Jestem jego drugą żona. Mieszkaliśmy przed ślubem 7 lat w szczęśliwym związku Po 7 latach rozstaliśmy się na 1 rok ze względu na inna kobietę. Po roku wrócił, poprosił, błagał o ślub, który wzięliśmy....

Z mężem mamy po 50 lat. Jestem jego drugą żona. Mieszkaliśmy przed ślubem 7 lat w szczęśliwym związku Po 7 latach rozstaliśmy się na 1 rok ze względu na inna kobietę. Po roku wrócił, poprosił, błagał o ślub, który wzięliśmy. Po ślubie znowu ta kobieta wtargnęła w nasze życie i rozstaliśmy się na miesiąc. Mąż wyprowadził się do niej. Po miesiącu wrócił zapewniając o swojej miłości do mnie (dziecka nie mamy). Przez 4 miesiące był przykładnym mężem. Chciał to wszystko wynagrodzić. Kobieta znowu zaczęła pisać, wydzwaniać. Nie wytrzymałam. Przeprowadziłam rozmowę na temat naszego małżeństwa, w której nie potrafił się określić. Spakowałam męża. Wprowadził się do tamtej kobiety. Tak teraz jak i za każdym razem gdy się rozstawaliśmy pisze, jak bardzo to przezywa jak cierpi, że ból za krzywdę jaką mi wyrządził nie daje mu żyć spokojnie. Jest wszystkiego niby świadomy. Mąż jest już po jednym rozwodzie. Bardzo go przeżył, przez 10 lat nie był trzeźwy. Miał wypadek samochodowy, poważny uraz głowy, mózgu, ma padaczkę, przyjmuje psychotropowe tabletki. Od jakiegoś czasu przechodzi jakieś dziwne zachowania - od uczucia pustki w sobie, bezczynność, po wybuchy gniewu, przekleństwa, rozrzutność finansową. Sobie nigdy nie potrafi nic zarzucić, nie przyjmuje krytyki. Odsunął mnie i siebie od znajomych, ma poważne zaniki świeżej pamięci. Zastanawiam się czy to jest normalne zachowanie, czy tez popadł w jakąś chorobę. Kocham męża, chciałabym by wrócił, chciałabym mu pomóc. Sama nie potrafię też myślami się od niego oderwać. Proszę o pomoc. Co mam dalej robić?  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Jak mam postąpić? Uwierzyć mężowi, że jednak mnie nie zdradza?

Mam 43 lata, 2 dzieci i 20-letni staż małżeński. Kiedy ktoś patrzy na nas pewnie zazdrości jaki to dobry mąż, jak o mnie dba - i jest w tym wiele prawdy. Mogę powiedzieć, że nie brakuje mi nic poza miłością...

Mam 43 lata, 2 dzieci i 20-letni staż małżeński. Kiedy ktoś patrzy na nas pewnie zazdrości jaki to dobry mąż, jak o mnie dba - i jest w tym wiele prawdy. Mogę powiedzieć, że nie brakuje mi nic poza miłością - prawdziwą szczerą, bez kłamstw, oszustw, krętactwa. On twierdzi to dlatego, że chce mnie chronić, bo wie, że jestem zazdrosna.

Zdradził mnie fizycznie, mimo że twierdzi, że to nie to co myślę. Wiele lat tylko podejrzenia, kontrolowanie, zatruwanie życia sobie i jemu. Były rozmowy o rozwodzie. On zawsze mówi, że to przyjaciółki, dobre koleżanki, bo ze mną nie daje się czasami spokojnie rozmawiać. Zawsze robi im prezenty, ciągle ze sobą piszą, pracują razem. On mi zawsze mówi, że łatwiej mu się pracuje z kobietami niż z mężczyznami (pracuje w mieszanym środowisku, ale więcej jest kobiet). Kiedy odkrywałam te zażyłości były oczywiście awantury, płacz, kłótnie. On ciągle mówi, że nic złego nie robi.

Zmienił miejsce pracy dojeżdża - znowu "przyjaciółka"… odkryłam grzebiąc w jego rzeczach. Nagranie, że ją kocha, wspólne zdjęcia, ciągle gdzieś ją wozi, robi jej zakupy, mnie mówi, że idzie uprawiać swoje hobby, a spotyka się z nią. Powiedziałam, że o wszystkim wiem, pokazałam nagranie kiedy mówi jej, że ją kocha. Zaczął być wówczas rozmowny - to bardzo bliska przyjaciółka, świetnie się rozumieją, dogadują bez słów. Pomaga jej, nawet mieszkanie remontował - wszystko to robi w czasie godzin pracy, jak mówi, by nie kosztem naszego małżeństwa. Znają go jej dzieci. Powiedział, że traktuje ją jak siostrę, o jej mamie mi mówił, że ją poznał. Opowiedział, że ona po wielu negatywnych przejściach z mężczyznami nie chciałaby uchodzić za taką, która rozbija małżeństwa.

On rzekomo też jej powiedział, że małżeństwa nie narazi na kryzys. Powiedział, że ma wiele ciepłych uczuć do niej i jest tylko jej przyjacielem, ale czy przyjaciel wyznaje miłość nawet mms-em? Jak się nie spotykają, to ciągłe sms-y i siedzenie na komunikatorach. Ja mu dogryzam - powiedziałam mu, że zmarnował mi życie, że nie chce mi się żyć, że nic do niego nie czuję, że skrzywdził mnie. On tylko mnie uspokaja i mówi, że chronił mnie i nie potrzebnie grzebałam w jego rzeczach, bo teraz się zadręczam, a on ze mną się zestarzeje i że to ja jestem jego kobietą życia, że nic złego się nie dzieje z nami, seks też jest satysfakcjonujący, że mnie kocha i dlatego ze mną jest, a nie z przyzwyczajenia. Ona spotyka się z mężczyzną, już kolejnym, który też jej wykręca jakieś numery.

Ja ciągle płaczę, zadręczam się, nie umiem myśleć o niczym innym. Jestem zła i ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego on mi to robi. Powiedziałam mu, byśmy się rozeszli, bo też bym jeszcze chciała być kochana, a on tylko jedną śpiewkę: "zaufaj mi, proszę". Jak mam nie myśleć o jego życiu i zacząć cieszyć się własnym?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy to normalne, że zadręczam męża i siebie podejrzeniami, że pije podczas wyjazdów w delegację?

Witam. Piszę w pewnej na pozór dziwnej sprawie, aczkolwiek mnie i męża bardzo wykańczającej - chodzi o to, że nie lubię jak mąż na delegacjach pije alkohol z kolegami. Wyjazdy są dość częste, choć prawdą jest, że nie pije za...

Witam. Piszę w pewnej na pozór dziwnej sprawie, aczkolwiek mnie i męża bardzo wykańczającej - chodzi o to, że nie lubię jak mąż na delegacjach pije alkohol z kolegami.

Wyjazdy są dość częste, choć prawdą jest, że nie pije za każdym razem, ale gdy na wyjazdach śpią po hotelach to się zdarza i ja o tym wiem (przypadkowo dowiedziałam się o tym, choć ja szłam w domu spokojnie spać z myślą, że jednak nie pije). Teraz, za każdym razem gdy mi nie odpisuje sms-a, albo odpisze jakoś "zdawkowo" zaczynam siebie i jego dręczyć, dociekając czy pił. Ja mam nerwy zszarpane przez to i mój mąż też.

Myślę, że może mieć to związek z zaufaniem - ufam mu, ale i tak jakoś czasem coś mi mówi, że jednak "wyrwał się z domu i używa sobie". Najgorsze jest to, że jesteśmy młodym małżeństwem i do tego spodziewamy się dziecka (20 tydzień). Po wszystkim, jak już wychodzi, że nie miała powodów się denerwować i mogłam spokojnie przespać noc - mam wtedy straszne wyrzuty sumienia:(

Jak sobie z tym poradzić? Bardzo proszę o jakąkolwiek wskazówkę. Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Przywiązanie czy miłość?

Witam. Kolejny raz się tu pojawiam. Dalej nie wybrnęłam z sytuacji, odzyskałam równowagę psychiczną, porozmawiałam z nim, wysłuchał i poczułam się lepiej, jednak to nie zmienia rzeczy, że nadal go kocham. Zastanawia mnie kilka rzeczy: martwi się o mnie, ciągle...

Witam. Kolejny raz się tu pojawiam. Dalej nie wybrnęłam z sytuacji, odzyskałam równowagę psychiczną, porozmawiałam z nim, wysłuchał i poczułam się lepiej, jednak to nie zmienia rzeczy, że nadal go kocham. Zastanawia mnie kilka rzeczy: martwi się o mnie, ciągle pyta czy na pewno wszystko w porządku i za każdym razem jak się spotykamy to szuka momentu, aby się do mnie zbliżyć.

Ostatnio przyszedł do mnie wypłakałam się mu, przytulił mnie, powiedział, że muszę zapomnieć tylko jak? Teraz ciągle udaję przed nim, że wszystko jest OK i mam wszystko pod kontrolą, ale nie chce go kłamać. Wiem, że jeśli powiem mu wszystko co czuję, to nie będzie chciał ze mną nawet rozmawiać, a to byłby dla mnie cios. Dlaczego on się o mnie martwi ? Przecież żaden mój kolega nie martwi się o mnie itd.

Kilka dni temu zbliżyliśmy się do siebie, on mnie całował, przytulał jednak mówił, że "nie jesteśmy razem i nie będziemy" - po cholerę to robi? Ja się na to wszystko zgadzam, bo go bardzo kocham. On zachowuje się u mnie jakbyśmy byli razem, a przecież ciągle powtarza mi, że nie jesteśmy razem. Chcę się z nim widywać, przytulać itp, ale żeby to było z sensem, a nie po to, żeby było miło. Co ja mogę jeszcze zrobić? Paulina

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc narzeczonemu i naszemu związkowi?

Mam problem, bo nie wiem już jak pomóc mojemu narzeczonemu. Problem w tym, że on często popada w stany depresyjne i mimo iż go wspieram - on się oddala ode mnie, staje się nieobecny, myślami błądzi gdzieś, izoluje mnie od...

Mam problem, bo nie wiem już jak pomóc mojemu narzeczonemu. Problem w tym, że on często popada w stany depresyjne i mimo iż go wspieram - on się oddala ode mnie, staje się nieobecny, myślami błądzi gdzieś, izoluje mnie od swoich problemów, przestał być wylewny w uczuciach, czego mi brakuje.

Mam wrażenie, że on przestał mnie już kochać, że jest ze mną z przyzwyczajenia, że brakuje mu czegoś innego, nie wiem - może zmiany partnerki (o ile już jej nie poznał) i popada w stany emocjonalne związane z depresją, bo nie wie jak zakonczyć jedno aby zacząć drugie i gryzie się z tym sam w sobie?

Nie wiem już co myśleć - martwię się o niego, ale sama już opadam z sił ponieważ dbanie o niego i o związek poprzez częste jego zachwianie emocjonalne daje i mnie się we znaki i sama później mam dosyć wszystkiego. W ogóle nie chce ze mną rozmawiać na temat tego, co go gnębi. Parę dni temu powiedział mi, że jest zmęczony już życiem, ludzmi i ogólnie wszystkim. Zauważyłam, że tak się dzieje, gdy on za dużo bierze na siebie pracy, albo jak czegoś mu brakuje, np. pieniędzy.

Jesteśmy ze soba 3 lata, ale nie mieszkamy razem, tak więc nie mam możliwości aby pomóc mu osobiście, bo dzieli nas 100 km. Jestem bezradna. Nie chcę, aby on sobie czegoś nie zrobił i nie chcę, aby związek się rozsypał przez to. Co mam zrobić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty