Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Jak poradzić sobie z brakiem zaufania do chłopaka?

Mam 17 lat, mój chłopak ma 22, jesteśmy ze sobą dopiero od pól roku. Nie daje mi spokoju jego przeszłość - miał bardzo dużo dziewczyn, nie 10 tylko ponad 100, z którymi spał, a z dziewczyn, z którymi chociaż się...

Mam 17 lat, mój chłopak ma 22, jesteśmy ze sobą dopiero od pól roku. Nie daje mi spokoju jego przeszłość - miał bardzo dużo dziewczyn, nie 10 tylko ponad 100, z którymi spał, a z dziewczyn, z którymi chociaż się całował jest dużo więcej.

Mieszkam w małej miejscowości i każdy prawie się tu zna i więc mam znajome, z którymi kręcił albo chociaż się całował. Moja zazdrość nasiliła się teraz, gdy on znalazł pracę i pojechał w delegację z bratem i kolegą - nie ma go dopiero od 3 dni i dziś wraca, a ja cały czas mu piszę, że mnie nie kocha, że gdyby mnie kochał to by tu był, że ja zrezygnowałam dla niego z internatu on dla mnie nic nie robi, że na pewno mnie zdradzi, że nie nadaje się do stałego związku, że nie potrafi kochać, tylko seks mu w głowie i tylko do tego się nadaje. Szukałam pomocy na forum, ale tam tylko zaczęli mnie wyzywać i każdy pisał, że taka osoba się nie zmienia, że on może się zakochać, ale to mu minie i najdłużej wytrzyma 3 lata - to mnie dobiło. Nie wiem co już do niego czuję - nie tęsknię za nim, płaczę, bo sobie wmawiam, że on na pewno mnie kiedyś zdradzi, a tego się boję. Boję się mu zaufać, bo jestem pewna, że on na pewno mnie zdradzi kiedyś, a ja o tym nie będę wiedzieć.

Na początku przekonał mnie do niego jego charakter i w dużym stopniu jego wygląd, ale to było za mało i po tygodniu chciałam z nim zerwać. Wtedy on się rozpłakał i pierwszy raz się przede mną otworzył i powiedział, że jak on ma się zmienić jak każda dziewczyna, z która się zaczyna spotykać zrywa z nim kontakt mówiąc, że nie potrafi z nim być, bo miał za dużo dziewczyn. Wtedy opowiedział mi o swoich dwóch dziewczynach, które kochał - jedna mu umarła, miała problemy z sercem. Dodał, że nie chce mnie też stracić. Druga dziewczyna była z nim w ciąży, poroniła, dopiero później dowiedział się, że w 5. miesiącu poszła na dyskotekę i się opiła i poroniła, potem dziecko zaniosła do opuszczonego domu.To były powody dla których zostałam z nim i uwierzyłam, że mnie kocha i że potrafi kochać, ale teraz jak wyjechał zaczęłam sobie mówić: „a jak on mnie nie kocha tak samo jak ich albo tylko kłamał?”.

Tak naprawdę to chciałabym żeby chociaż raz przyniósł mi kwiatki, jakiś drobny prezent - nie wiem czy to materializm czy nie, ale tego potrzebuje (nie mówię, że nigdy mi nie przyniósł). Może problem leży we mnie a nie w nim? Może mama ma racje i naprawdę nie potrafię kochać? Dodam, że jak byłam dzieckiem to to samo mówiłam rodzicom, wpadałam w szał, mówiłam rzeczy, których potem nie pamiętałam - teraz mam tak z chłopakiem.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak sobie poradzić z obsesją po rozstaniu?

Witam. Mam 35 lat i w ostatnich dniach po 2 latach trwania mojego związku musiałem rozstać się z kobietą, z która byłem związany. To ja byłem osobą, która podjęła decyzję o rozstaniu, jednakże związek był bardzo mocny uczuciowo i burzliwy....

Witam. Mam 35 lat i w ostatnich dniach po 2 latach trwania mojego związku musiałem rozstać się z kobietą, z która byłem związany. To ja byłem osobą, która podjęła decyzję o rozstaniu, jednakże związek był bardzo mocny uczuciowo i burzliwy.

Rozstanie nie nastąpiło na skutek wypalenia się miłości, jednakże decyzja podjęta została pomimo wielu wydarzeń i tego co się działo między nami w ostatnim czasie, nie była jednakże dla mnie łatwa, bowiem w chwili rozstania nadal kochałem partnerkę, jednakże wiedziałem, iż nic z tego więcej już być nie może. W chwili obecnej przeżywam coś co można nazwać obsesją na punkcie ex-partnerki, obserwuję jej profile na portalach społecznościowych, jej aktywność w internecie, czy możne gdzieś nie pisze, wzburzam się gdy znajduję, że gdzieś z kimś pisała. Obsesja jest na tyle mocna iż nie mogę oddać się codziennym zajęciom.

Dodam iż kilka lat temu leczyłem się na zaburzenia osobowości - osobowość chwiejna emocjonalnie, jednakże wśród objawów w tamtym czasie nie było u mnie obsesji, a jedynie uczucie ogromnej zazdrości i emocjonalnych skoków nastrojów. W jaki sposób rozwiązać problem tej obsesji? Pozdrawiam, Krzysztof.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co zrobić, by do mnie wrócił?

Witam:) Powiem od razu tak, mam wielki problem związany z chłopakiem, od tygodnia już byłym. Mam 19 lat i zaczynam studia. Z Bartkiem byłam 13 miesięcy. Układało się nam bardzo odbrze. Był dla mnie wspaniały, a ja chyba za bardzo...

Witam:) Powiem od razu tak, mam wielki problem związany z chłopakiem, od tygodnia już byłym. Mam 19 lat i zaczynam studia. Z Bartkiem byłam 13 miesięcy. Układało się nam bardzo odbrze. Był dla mnie wspaniały, a ja chyba za bardzo poczułam się pewnie... Zapewniał mnie o swojej miłości i o tym, że jestem dla niego najważnejszą osobą. Ja też go kocham.Ostatnio zaczęło się coś miedzy nami psuć... Jak już wspomnialam, poczułam się pewnie. Nie przypuszczałabym nigdy, że mógłby mnie zostawić. Przecież go nie zdradziłam!

Mam dość wybuchowy charakter, on jest natomiast bardzo uparty. Pracuję, robiłam w te wakacje kurs prawa jazdy. Miałam dla niego coraz mniej czasu. Nie rozumiał tego. Non stop się kłóciliśmy. W ubiegły poniedzialek powiedziałam mu kilka przykrych słów, a on do znudzenia powtarzał, że teraz wszystko będzie zależało ode mnie, że on się dla mnie zmienił, a ja go źle traktowalam. Ale to nieprawda - starałam się z nim spotykać najczęściej jak tylko mogłam. Powiedziłam, że nie będę się zmieniać. On oznajmił mi wówczas, że to koniec, ale gdy go zapytałam, czy mnie kocha, powiedział, że nie można się od tak odkochać, ale już ze sobą nie będziemy. To było dla mnie straszne uczucie. Napisał do mnie wieczorem, że na razie jesteśmy przyjaciółmi, że może zapomni o tym, co mu powiedzialam i to będzie trawało. Niestety już w poniedziałek dał mi odpowiedź, że nic z tego nie będzie, że nigdy nie będziemy razem.

Straciłam najcudowniejszą osobę. Błagałam go o powrót, płakałam, rozmawiałam, ale on jest nieugięty w tej sprawie. Widzę też jak cierpi. Jego ojciec 3 tyg temu wylądował w szpitalu. Być może chce być teraz sam? Potrzebuje spokoju? Wiem, że mnie nadal kocha, ale dlaczego nie potrafi wybaczyć? Wiem, może za malo się starałam. Chce żebym zostala jego przyjaciółką, ale poinformował mnie, że nie będziemy się spotykać częściej niż raz na miesiąc i wymawiając słowa: "teraz Ty cierp". Ostatnio się z nim ponownie spotkałam, płakaliśmy oboje. Tulił mnie, całował moją dłoń, trzymał za rękę, ale nadal nie chciał słyszeć o powrocie. Mimo wszystko ja wiem, że on mnie kocha. Ja jego również. Chcę do niego wrócić, chcę naprawic to wszystko. Proszę o jedną szansę. Niestety nieskutecznie...

Co mam teraz robić? Dać mu czas? Dać mu na razie spokój -być może zatęskni i wróci? Nie umiem bez niego żyć... Czy chodzi mu właśnie o to, bym teraz pokazała, jak bardzo mi na nim zależy? Do tej pory być może byłam za bardzo nachalna, pisałam do niego non stop, błagałam, rozpaczałam. Być może musi minąć jakiś czas by spróbować z nim na spokojnie porozmawiać? Proszę o jakieś wskazówki. Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak wrócić do siebie i stworzyć w końcu kochającą się rodzinę?

Witam. Mam 28 lat i dwójkę dzieci. Z ojcem starszego syna jestem po rozwodzie, nie utrzymujemy kontaktu. Od 5 lat jestem w związku (z przerwami) z ojcem drugiego syna, tzn. aktualnie mieszkamy osobno. Trzy razy rozchodziliśmy się, w tym...

Witam. Mam 28 lat i dwójkę dzieci. Z ojcem starszego syna jestem po rozwodzie, nie utrzymujemy kontaktu. Od 5 lat jestem w związku (z przerwami) z ojcem drugiego syna, tzn. aktualnie mieszkamy osobno. Trzy razy rozchodziliśmy się, w tym momencie nie żyjemy razem, ale jesteśmy w bliskich stosunkach ze sobą, pomaga mi wychowywać chłopców, ponosi częściowo koszty ich utrzymania.

Kochamy się, nie wyobrażamy sobie życia bez siebie, ale jak mieszkamy razem to czasami mamy ochotę się "pozabijać". Na odległość jest okey, ale za to tęsknimy za sobą strasznie. Nie wiemy co robić, jak się dogadać i zamieszkać ze sobą, żeby w końcu było dobrze. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Zdradził mnie i odszedł, a kiedy go widzę, wszystko się we mnie trzęsie. Czy mam nerwicę?

Rozstałam się 3 miesiące temu z chłopakiem, z którym mieszkałam. Powodem rozstania była zdrada z jego strony. Na dzień dzisiejszy, kiedy go widzę, wszystko we mnie się trzęsie, pomimo że nie jesteśmy razem i jest z tą, z którą mnie...

Rozstałam się 3 miesiące temu z chłopakiem, z którym mieszkałam. Powodem rozstania była zdrada z jego strony. Na dzień dzisiejszy, kiedy go widzę, wszystko we mnie się trzęsie, pomimo że nie jesteśmy razem i jest z tą, z którą mnie zdradził. Często mnie odwiedza w pracy. Nie daje mi spokoju. Nigdzie już nie wychodzę i prowadzę tryb życia praca-dom-praca, bo jak gdzieś wyjdę to on zaraz jest w tym samym miejscu nawet po godzinie. Żyję z dnia na dzień i jest tak, że przez 2 tygodnie mogę spać, a przez tydzień cierpię na bezsenność. Czy powinnam się wybrać do lekarza?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Nie radzę sobie z facetem… Czy zamiast tłumaczyć i dyskutować powinnam wymagać i działać?

Mam 24 lata, od 5 lat jestem w związku z chłopakiem, który ma 26 lat. Jesteśmy przeciwieństwami - ja jestem ekstrawertykiem, uwielbiam ludzi, nowe miejsca, wyzwania, on - wręcz przeciwnie, choć wynika to częściej z tego, że pracuje fizycznie, a...

Mam 24 lata, od 5 lat jestem w związku z chłopakiem, który ma 26 lat. Jesteśmy przeciwieństwami - ja jestem ekstrawertykiem, uwielbiam ludzi, nowe miejsca, wyzwania, on - wręcz przeciwnie, choć wynika to częściej z tego, że pracuje fizycznie, a ja studiuję. Jest skryty, nie lubi rozmów, wywodzi się domu, w którym był zdany na siebie, nikt nie okazywał uczuć i nie rozmawiał na żadne tematy, tym bardziej o problemach. Nie mieszkamy razem, ale spotykamy się prawie codziennie, bo dzieli nas kilka kilometrów.

Ciężko jest streścić co się działo przez tak długi okres, z resztą byliśmy młodzi wchodząc w ten związek i na pewno uczyliśmy się siebie. Jestem osobą bardzo otwartą, rozmawiam na każdy temat, nie umiem kryć emocji, traktuję Go poważnie i zawsze rozmawiam. Mogę powiedzieć, że póki zachowywałam się jak gówniara, obrażałam się, czasem wyłączyłam tel. to było wszystko dobrze (tak na początku), ale z czasem wydoroślałam, zaangażowałam się, traktowałam Go zawsze z szacunkiem, jak równoprawnego rozmówcę to zaczął się koszmar (wtrącę tylko, że jestem po studiach pedagogicznych i uwielbiam psychologię, to moje zainteresowania, i wiem co należy robić, potrafię doradzić innym, ale sama wcielić tego w życie nie umiem, zawsze gdy wchodzą w grę uczucia, to nie umiem...).

Od dłuższego już czasu mój facet o nic się nie stara, rzuca mi słuchawką (ja wychodzę z założenia, że nie będę się zniżać i robić tak jak on), ale gdy on chce rozmawiać - zawsze go wysłucham (choć to rzadkość). Obraża mnie, unosi się, jest okropny... Rozmawiałam na 1000 sposobów czy to problemy w pracy, pytam czy ja robię coś nie tak, czego ode mnie oczekuje, zawsze podkreślam, że porządek należy zacząć od siebie, więc gdy o coś się pokłócimy to ja zaczynam od tego co mogłam zrobić, by dyskusja mogła inaczej się zakończyć. Podkreślam, że można rozwiązać wszystko na 100 sposobów i nie warto wybierać tego najgorszego, że trzeba zrozumieć drugą stronę, że nie ma monopolu na rację, powinno być zrozumienie z dwóch stron i kompromis, dobra wola przede wszystkim… 1000000 takich rozmów było, najczęściej mi przytakuje, mówi, że ma świadomość, że ciężko się z nim rozmawiam, że zapomina o tym, że jestem kobietą i potrzebuję uwagi i ciepła, ostatnio nawet powiedział, że zapomniał, że musi się o mnie starać…

Ja nie oczekuję zdobywania gór - chcę po prostu by nie oceniał wszystkiego przez pryzmat siebie, tłumaczę mu cały czas, że się różnimy, mamy inne doświadczenia i inny bagaż, więc jedną sprawę widzimy inaczej, ale cały w tym ambaras by siebie wysłuchać i zrozumieć. Rozmawialiśmy nawet o rozstaniu, ale dla mnie, i on też o tym wie (wszystko co tu piszę mówiłam mu nie zliczę ile raz), jest to najprostsza forma - najłatwiej jest po prostu się pożegnać, a dla mnie to nie tędy droga. On mówi, że stara się (podkreśla czasem, że możne za mało) i że chce, że będzie, ale tylko mówi... Zgłupiałam totalnie, bo ostatnio przechodzi już samego siebie. Woli pojechać na ryby, pojeździć na motorze, wyjść na piwo niż być ze mną (czego nie zabraniałam mu, on mi też). Odzywa się do mnie w sposób karygodny (gdy jest nie wygodny temat: "Wypierd*aj, skończyłaś już? Chce mi się spać, mam to w dup*e).

Dziś rozwialiśmy prawie dwie godziny, prosiłam po raz kolejny, by dotrzymywał słowa, by szanował mnie, by traktował mnie na tych samych warunkach, chociażby w trakcie rozmowy. Na koniec, gdy wychodziłam, poprosiłam, by pożegnał się ze mną - podszedł i ledwo musnął mój policzek, na co powiedziałam, że dużo więcej energii wkłada w obrażanie mnie i chciałam, żeby przytulił się do mnie mocno (ja też chciałam go ukochać, chciałam, by był to taki gest pojednania, by jutro było już normalnie). Skomentowałam, że chyba nic a porpo dobrej woli, prostych gestów i chęci dania z siebie minimum z naszej rozmowy nie zrozumiał, na co on trzasnął drzwiami i poszedł. Po chwili zadzwoniłam, zapytałam, co znów zrobiłam nie tak - powiedział, że jestem nienormalna, że powinno dotrzeć do mojej tępej mózgownicy, że on jest zmęczony i chce spać, że nie będę mu rozkazywać, by przytulił mnie na tyle na ile chciał. Zabrakło mi słów, powiedziałam, że nie rozumiem (że jeszcze przed chwilą dziękował mi za rozmowę). Zapytałam czy to jest właśnie szacunek do mnie - odparł, że szanuje mnie na tyle, na ile sobie zasłużyłam...

Podczas rozmów pytam czy ja zrobiłam coś nie tak, czy jest coś nad czym ja powinnam pracować - mówi, że nie (choć wiem, że czasem krzyczę, bo już nerwy mi puszczają, a on moją cierpliwość niejednokrotnie wystawia na próbę). Co robić? Nie umiem się gniewać, zawsze szybko wybaczałam, doceniałam najmniejszy gest, a on tego nie doceniał tylko wykorzystywał. Co by się nie działo - byłam przy Nim tracąc szacunek do samej siebie. Mówiłam mu, że nie radzę sobie, że skoro moje metody są złe (czyli rozmowa) to niech da inne - dostosuję się. Parę razy zapytałam czy nie ma odwagi się ze mną rozstać, że to będzie uczciwsze powiedzieć, że nie będzie nad sobą pracował i niech każdy idzie w swoja stronę, a On mówi, że mu zależy, po czym okropnie rani. Nie wiem co robić. Wiem co powinnam, ale to nie jest łatwe - może ktoś tu z ekspertów mi wyjaśni, dlaczego On tak postępuje? Przyzwyczaiłam go? Jest mu tak wygodnie?

Dodam tylko, że od ponad dwóch lat ma długi, bo wziął kredyt i zapożyczał się jeszcze u ludzi i jakiekolwiek wyjście też jest z mojej inicjatywy. Najpierw sponsorowałam, a od jakiegoś czasu chociaż czasem oddaje mi pieniądze. Ostatnio, w sobotę, byliśmy w kinie moim autem i za moje pieniądze bilety, bo on jak zwykle kasy nie miał, ale przedwczoraj powiedział mi, że zamówił sprzęgło do motoru za 169 zł - to też mnie boli. Jak rozmawiam, że ja daję i miło by było, jakby też, prócz inwestycji we własne zainteresowania, zaoponował coś dla nas to słyszę, że mu wypominam, a ja nie wypominam, bo to normalne i sprawia mi to ogromną radość (tak mu tłumaczę), ale dziwię się, że On zupełnie tak nie myśli, zwisa mu krótko.

Co robić? Czy mamy jeszcze jakaś szansę? Gdzie popełniłam błąd? Nie gadać, a robić? Nie dawać tylu szans? Jestem w kropce... Nie chcę zachowywać się tak jak on, choć znajomi mówi: nie odbieraj teraz telefonu, olej go, ale ja nie lubię robić niczego wbrew sobie, tylko czy tak jest lepiej? Czy muszę być bardziej skrytą kobietą, która dominuje, nie dyskutuje, tylko wymaga? Nie wiem... Rozkładam ręce...

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy jest nadzieja na zmianę jego zachowania?

Witam. Postanowiłam poprosić o pomoc specjalistę, ponieważ wstydzę się mówić o tym innym ludziom. Mam 24 lata i od 4 lat jestem w związku. Pierwsze dwa lata były naprawdę cudowne. Mogliśmy rozmawiać, śmiać się razem, spędzać czas... Później wszystko...

Witam. Postanowiłam poprosić o pomoc specjalistę, ponieważ wstydzę się mówić o tym innym ludziom. Mam 24 lata i od 4 lat jestem w związku. Pierwsze dwa lata były naprawdę cudowne. Mogliśmy rozmawiać, śmiać się razem, spędzać czas... Później wszystko zaczęło się zmieniać.

Mój chłopak stawał się coraz bardziej zazdrosny, chciał mieć wpływ na każdą moją decyzję. Przynam, że na początku nie przeszadzało mi to. Robiłam tak jak on chciał. Straciłam kontakt z wieloma znajomymi, bo twierdził, że skoro mieszkamy już w innym mieście, to powinniśmy tam zacząć nowe życie. Dawałam sobą kierować, jednak gdy moje zdanie było inne albo zrobiłam nie tak jak on by tego chciał - zaraz była awantura.

Najgorsze kłótnie dotyczą moich rodziców. Mam z nimi dobry kontakt, dzieli nas 600 km, ponieważ wyjechalam na studia, ale często do siebie dzwonimy. Mój chłopak twierdzi, że jest to nienormalne. Przeszkadza mu, że zadzwonią do mnie 3-4 razy w tygodniu. Nie rozumie o czym mogę tyle nimi rozmawiać. Nie wiem czy naprawdę moje kontakty z nimi są chore? Jeżeli zadzwonią do mnie nie w jego obecności to również ma do mnie pretensje, bo zapewne coś ukrywam przed nim. Przy tym zaczął mnie obrażać, padały różne słowa, a wszystkie bolały. Ostatnio powiedział, że jestem ich psem, że moje miejsce jest w budzie.

Kiedyś zabrał mi wszystko co od niego dostałam - telefon, laptopa, zablokował telewizor i powiedział, żeby tatuś mi to dał. Poza tym chce mieć kontrolę nad wszystkim. Sprawdza mi telefony, wie kiedy dzwonię, kto dzwoni do mnie, czyta smsy. Chce dokładnie wiedzieć o czym rozmawiałam z koleżanką, sąsiadką. Męczy mnie takie życie. Czuje się jak w więzieniu. Ciągle muszę uważać co mówię i robię. Wracając do domu, wieczorem nie raz chciałabym porozmawiać jak minął dzień, jednak zawsze słyszę od niego: "No mów, dzwonili? Ty dzwoniłaś? Gdzie byłaś?".

Nie raz próbowałam wytłumaczyć, jak mnie traktuje, że przecież nie zawsze moje zdanie musi być takie jak jego i mam chyba prawo do wyrażenia swojej opini. Zawsze późnie jest jednak kłótnia i słyszę " a rób sobie k**** co chesz!". Nie wiem co mam robić. Czasami już nie daję rady. Myślę, że powinniśmy się rozstać, ale boje się… Całą winą zostanę obarczona ja. W dodatku mój chłopak dostał niedawno kredyt na mieszkanie i nie wiem czy powinnm zostawić go z tym samego.

Czasami myślę o tym jak było między nami kiedyś, ale tracę nadzieje, że to kiedykolwiek wróć. Nie czuję się szczęśliwa, ale boje się tego rozstania, kłótni i tego co będzie dalej. Nie ma na tyle siły, żeby przez to przejść, bo wiem jak będzie jego reakcja. Proszę o pomoc…

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Jak pozbyć się jej ze swojego życia?

Kiedyś pisałem już z pytaniem do pani. Miałem problemy z dziewczyną, która mnie wykorzystywała, kręciła na boku z innym i kazała mi to tolerować. Poleciła mi pani zostawić ją i spróbować ułożyć sobie życie na nowo. Tak zrobiłem. W połowie...

Kiedyś pisałem już z pytaniem do pani. Miałem problemy z dziewczyną, która mnie wykorzystywała, kręciła na boku z innym i kazała mi to tolerować. Poleciła mi pani zostawić ją i spróbować ułożyć sobie życie na nowo. Tak zrobiłem.

W połowie lipca, kiedy ona wróciła z kolejnego romantycznego weekendu z "kolegą" sam na sam w jego domku letniskowym - postawiłem wszystko na jedną kartę i kazałem jej wybierać między mną, a nim. Nasłuchałem się, że jestem chu..., gnojem i jak bardzo się na mnie zawiodła. Zerwaliśmy wszelkie kontakty. Nie tęskniłem specjalnie, nie korciło mnie żeby nawiązać z nią rozmowę.

Po 3 tygodniach ona zadzwoniła w sprawie organizacji, w której razem działamy. Od słowa do słowa, zaczęliśmy klikać, tydzień później spotkaliśmy się po miesięcznej przerwie. Fajnie to wszystko wyglądało, ale tylko na pierwszym spotkaniu. Każde kolejne było już gorsze i gorsze. Niestety znowu dałem się wkręcić w tą grę i nie wiem jak się z tego wyrwać. Ona coraz bliżej jest z tamtym, a ja wiem, że nic nie mogę zrobić, ale nie umiem jej na nowo zostawić. Nic mnie nie cieszy, nawet płakać już nie umiem.

Jak mam się odciąć od tego wszystkiego? Pozbyć się jej ze swojego życia?! Wiem, że jak będzie tak dalej jak jest to na pewno nie będę szczęśliwy… Marzę o tym żeby wyjechać gdzieś daleko i o wszystkim zapomnieć. Mam jednak 20 lat, szkołę i obowiązki na miejscu. Sam nawet nie zarabiam na tyle żeby móc się utrzymać. Poradziła mi pani już raz i wtedy znalazłem namiastkę szczęścia. Jak teraz je odnaleźć powtórnie? Błagam, niech mi pani pomoże, bo ja czuję, że umieram gdzieś w środku..

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zakochał się w innej, a ja nadal go kocham. Czy powinnam zgłosić się do psychologa?

Dwa lata temu poznałam pewnego chłopaka. To była miłość od pierwszego spojrzenia. Byliśmy ze sobą 3 razy: za pierwszym poważnie się pokłóciliśmy i wyszło tak, jak wyszło, za drugim razem mnie zdradzał, a za trzecim już nie pamiętam… Gdy...

Dwa lata temu poznałam pewnego chłopaka. To była miłość od pierwszego spojrzenia. Byliśmy ze sobą 3 razy: za pierwszym poważnie się pokłóciliśmy i wyszło tak, jak wyszło, za drugim razem mnie zdradzał, a za trzecim już nie pamiętam… Gdy mnie zdradzał nie wiedziałam o tym, byłam z nim wtedy 3 miesiące. Kiedy z nim zerwałam byłam zrozpaczona.

Teraz on ułożył sobie życie. Zakochał się w innej, a ja nadal go kocham. Nie umiem przestać o nim myśleć. Kiedy zobaczyłam jego zdjęcie z dziewczyną nagle odechciało mi się żyć. Myślę tylko o samobójstwie. Usunęłam jego numer telefonu i gadu i chcę o nim zapomnieć raz na zawsze.Jak przestać go kochać? Proszę, doradźcie mi, czy powinnam zgłosić się do psychologa?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż stał się bardzo tajemniczy, a ja jestem w rozsypce. Co robić?

Witam serdecznie! Jestem w związku od 24 lat w tym 20 lat po ślubie. Mamy jedno, dorosłe już dziecko. Rodzina i znajomi zawsze uważali nas za wzorową parę i jeszcze do niedawna tak było. Prawie rok temu mąż został...

Witam serdecznie! Jestem w związku od 24 lat w tym 20 lat po ślubie. Mamy jedno, dorosłe już dziecko. Rodzina i znajomi zawsze uważali nas za wzorową parę i jeszcze do niedawna tak było.

Prawie rok temu mąż został niesłusznie i nagle zwolniony z pracy. Zachorował na depresję. Przez pierwsze miesiące chodził do lekarza i brał przepisane leki. Ja w tym czasie podjęłam pracę i starałam się bardzo męża wspierać i pomagać mu. Po 3 miesiącach jemu również udało się pójść do pracy. Na początku był zadowolony i znow stał się wesoły. Przestał chodzić do lekarza i, mimo moich próśb, sam odstawił nagle leki. Mamy bardzo duże problemy finansowe i zaległe spłaty długów.

Od ok. 2 miesięcy mąż stał się zupełnie innym człowiekiem. Przestał ze mną rozmawiać. Kiedyś stale dużo rozmawialiśmy i ciągle się przytulaliśmy. Musieliśmy się co chwilę dotykać, każdą wolną chwilę staraliśmy się spędzać razem. Ja nie mam znajomych oprócz trzech koleżanek. Mąż zawarł nowe znajomości w obecnej pracy.

Prawie każdą wolną chwilę stara się spedzać poza domem, wieczory, a nawet parę nocy. Tłumaczy, że zasiedział się u kolegów, wypił piwo i nie mógł wracać samochodem. Ma drugi telefon komórkowy, który cały czas nosi przy sobie, nawet do łazienki. Stale pisze smsy (do niedawna nie lubił pisać, zawsze wolał zadzwonić). Stał się bardzo tajemniczy. Jak chce zadzwonić to idzie do łazienki, a najczęściej wychodzi wtedy do auta.

Ja jestem w kompletnej rozsypce. Ostatnio ciągle chudnę, jestem w dołku. Przy mężu staram się panować nad sobą, dopiero gdy wyjdzie to puszczają mi nerwy i ciągle płaczę. Próbowałam z nim rozmawiać, namówić na wizytę u specjalisty. Nie chce na ten temat rozmawiać. Zawsze był bardzo aktywny seksualnie.Teraz mnie odtrąca, stara się mnie nawet przez przypadek nie dotykać. Pytałam, czy kogoś ma, ale mówi, że nie. Podobno przestało mu na mnie i synu zależeć, nasz dom go przytłacza i te wszystkie problemy finansowe.

Jestem osobą ugodową i wiele spraw mu wybaczałam. Teraz widzę, że sama też potrzebuję pomocy i mam zamiar się udać do lekarza. Nie potrafię być sama i jest mi bardzo trudno w tej sytuacji. Nie wiem jak mam to wszystko rozumieć i co dalej robić. Pozdrawiam i proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Może dać nam jeszcze jedną szansę? Może, gdy się zmienię jeszcze się nam ułoży?

Witam, niedawno prosiłam o pomoc w związku z zachowaniem mojego partnera. Chciałam podziękować pani psycholog M.P. za odpowiedź, która uświadomiła mi jaką decyzję powinnam podjąć. Zostawiłam mojego chłopaka, tak podpowiadał rozum, ale serce ciągle mówi mi co innego. Strasznie cierpię,...

Witam, niedawno prosiłam o pomoc w związku z zachowaniem mojego partnera. Chciałam podziękować pani psycholog M.P. za odpowiedź, która uświadomiła mi jaką decyzję powinnam podjąć.

Zostawiłam mojego chłopaka, tak podpowiadał rozum, ale serce ciągle mówi mi co innego. Strasznie cierpię, nie potrafię sobie z tym poradzić... mija tydzień od kiedy się rozstaliśmy a ja nadal się waham i zastanawiam czy dobrze zrobiłam. Ciągle mieszkamy razem, ponieważ mój chłopak wyprowadzi się dopiero ostatniego dnia miesiąca. Każdego dnia boję się wracać do domu, boję się co poczuję widząc go, boję się rozmowy... On ciągle chce wrócić. Nadal go kocham i walczę sama ze sobą żeby się nie złamać. Nie mogę powstrzymać się od płaczu, bez względu na to gdzie jestem - w sklepie, pracy, na ulicy czy domu. Ciągle prześladują mnie te myśli.

Nie potrafię sobie poradzić. Zastanawiam się na sobą, może ja coś robiłam nie tak, może to chodzi o moje postępowanie? Może gdy się zmienię jeszcze się nam ułoży? Może wtedy przestanie tak boleć? Ja już nie mam siły.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co mam teraz zrobić? Nie chce mi się żyć!

Mam 17 lat i już tutaj na ten temat pisałam, tylko że teraz chodzi o to, że spotkałam się z moim chłopakiem, żeby z nim porozmawiać, w końcu się odważyłam. I czego się dowiedziałam? Że jeśli naprawdę jestem w ciąży...

Mam 17 lat i już tutaj na ten temat pisałam, tylko że teraz chodzi o to, że spotkałam się z moim chłopakiem, żeby z nim porozmawiać, w końcu się odważyłam. I czego się dowiedziałam? Że jeśli naprawdę jestem w ciąży to nikomu nie mogę powiedzieć, że to jego dziecko, że on chce zniknąć z mojego życia, bo kocha swoją dziewczynę, a mnie nie kocha i nie pokocha...

Jestem załamana, nie chce mi się żyć - zamiast wsparcia z jego strony dostałam w twarz. On nawet nie potrafi zrozumieć jak mi jest ciężko, nawet się nie stara. Potrafi napisać tylko: co ja mogę dla ciebie zrobić? Jak mam ci pomoc? Ja cię nie pokocham, nie będę z tobą - a ja tak bardzo go w tej chwili potrzebuję… Tak bardzo chciałabym mieć w nim wsparcie, chciałabym wiedzieć, że będzie dobrze… Ta jego dziewczyna o niczym nie wie i on chce, żeby tak zostało. Powiedział, że nie mam prawa mu zaszkodzić.

Jestem w coraz większym dołku psychicznym. W tej całej sytuacji już sama się gubię, potrzebuję pomocy, bo sama sobie z tym nie dam rady. Jak on mógł mnie tak skrzywdzić? Czy on w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, co znaczy kochać? Czy zdaje sobie sprawę z tego, że jestem gotowa się zabić, by już tak nie cierpieć? Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mąż mnie zdradził, zostawił z dnia na dzień i jeszcze jest agresywny. Dlaczego tak się zachowuje?

Witam. 7 miesięcy temu do innej kobiety odszedł ode mnie mąż. Faktyczny powód odejścia poznałam dzięki agencji detektywistycznej, mąż nigdy się do niczego nie przyznał. Przeżyłam wiele trudnych chwil, próbowałam skorzystać z pomocy psychologa i psychiatry, jednak nie wzbudzili...

Witam. 7 miesięcy temu do innej kobiety odszedł ode mnie mąż. Faktyczny powód odejścia poznałam dzięki agencji detektywistycznej, mąż nigdy się do niczego nie przyznał. Przeżyłam wiele trudnych chwil, próbowałam skorzystać z pomocy psychologa i psychiatry, jednak nie wzbudzili oni mojego zaufania.

Aktualnie, po nieco lepszym nastrojowo okresie wszystko wróciło. Jesteśmy przed rozwodem. Boję się, ponieważ trudno mi utrzymać samej dom, który i tak niedługo stracę w wyniku podziału majątku. Pracuję u teściów, dlatego też każdy dzień pracy jest dla mnie udręką. Bardzo tęsknię za mężem, mimo upływu tak długiego czasu. Nie rozumiem, dlaczego odchodząc poranił mnie słowami, a następnie zaczął robić rzeczy, których nie potrafię sobie wytłumaczyć, tak jak nie łożenie na dom, zabieranie rzeczy ze świadomością, iż na zakup mnie nie stać. Męża uważałam zawsze za dobrego człowieka, byłam pewna, że mnie kocha i byłam pełna ufności. Teraz boję się, gdy dzwoni, najczęściej celem informacji, że znowu coś zabiera, z drugiej jednak strony marzę o jakimkolwiek kontakcie. Szokuje mnie jego ton głosu. Jego agresywna postawa i słowa, jakich używa.

Dlaczego on tak się zachowuje? Byliśmy małżeństwem przez 12 lat. Zostawił mnie niespodziewanie z dnia na dzień, rano pisał smsa, że mnie kocha, wieczorem powiedział, że odchodzi, dodając, że jestem brzydka, nieatrakcyjna i wiele wiele przykrych słów. Byłam w szoku, nie wiedziałam, co się dzieje. Właśnie skończyliśmy remont sypialni. Zawsze bardzo go kochałam, on mnie zdradził i zostawił dla innej osoby, więc dlaczego tak mnie atakuje? Co kieruje jego zachowaniem? Dlaczego jest tak okrutny? Powoli czuję się całą sytuacją zmęczona. Bardzo mi go brakuje, od 7 miesięcy na jednej dłoni zliczę dni bez płaczu. Czuję coraz większą pustkę, ale też strach. W mieście, w którym mieszkam jestem sama, bez rodziny, przyszłam tu 12 lat temu za mężem. Nie mieliśmy dzieci. Nie narzucam się mężowi, nie wydzwaniam do niego.

Martwię się, dlaczego czas mimo wymyślania coraz to nowych zajęć nic nie koi mojego bólu i powoduje tylko, że coraz bardziej wszystkiego mi się odechciewa. Coraz częściej miewam myśli samobójcze. Niewiele sypiam. Sama już nie wiem, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Proszę o radę i wyjaśnienie mi, co kieruje taką postawą mojego męża, bo przecież byliśmy zgodnym małżeństwem, dlaczego on rozstaje się w taki sposób?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Szantaż emocjonalny i osaczanie partnera

Witam. Bardzo długo zastanawiałam się czy szukać pomocy właśnie przez ten portal, ale widzę, że chyba jednak potrzebuję wstępnej pomocy jaką jest zasięgnięcie porady na tym portalu. Spośród kilku obecnych specjalistów wybrałam Panią, gdyż uważam, że specjalizacja jaką Pani posiada...

Witam. Bardzo długo zastanawiałam się czy szukać pomocy właśnie przez ten portal, ale widzę, że chyba jednak potrzebuję wstępnej pomocy jaką jest zasięgnięcie porady na tym portalu. Spośród kilku obecnych specjalistów wybrałam Panią, gdyż uważam, że specjalizacja jaką Pani posiada będzie odpowiadała mojemu problemowi. Mam na imię Joanna i mam 26 lat. Mam problemy natury uczuciowej. Na dzień dzisiejszy jestem wycofana, zniechęcona do życia i mam chyba depresję. Wcześniej odczuwałam już coś podobnego i nie skończyło się to niczym dobrym, gdyż wylądowałam na internie na koncie posiadając próbę samobójczą przez przedawkowanie leków.

Problem polega na tym, że moje związki zazwyczaj kończą się równie szybko jak się zaczynają. Mój najdłuższy pierwszy związek trwał 5 lat i po tym jak się zakończył jakoś nie potrafię sobie ułożyć życia z kimś innym. Poznałam potem jeszcze kilku partnerów, ale zazwyczaj znajomość ta kończyła się po pół roku, roku. W końcu gdy poznałam -wydawało mi się - właściwego faceta wyszłam za mąż za bardzo pochopnie, bo po 5 miesiącach znajomości. Wydawało mi się wtedy, że to będzie to o czym marzę czyli związek oparty na miłości, zaufaniu i szczerości. Cały czas czułam też, że czas mi ucieka, bardzo chciałam mieć dziecko, po prostu chciałam żeby wszystko się ułożyło.

Z drugiej strony zauważyłam iż kiedy na kimś mi bardzo zależny to potem jestem męcząca w tym wszystkim. Angażuje się za bardzo, na dodatek czepiając się swojego partnera, dopomagająca się uczuć, zainteresowania. Nie dostrzegam jak gdyby zwyczajnego życia, codzienności przez co myślę, że partner nic do mnie nie czuje gdy zachowuje się inaczej niż bym tego chciała. Osaczam go, domagając się skupienia uwagi na mnie, okazywania uczuć. Mój mąż oszukał mnie, okłamał mnie z kredytami które przyszło mi z nim płacić wspólnie, a więc nie było mowy o wspólnym mieszkaniu większym, bo mieszkaliśmy na 20 m² a tym bardziej o dziecku, którego ja tak bardzo pragnę. Załamałam się i chciałam popełnić samobójstwo zmęczona tym, że zawsze mi nic nie wychodzi. Teraz jestem w trakcie rozwodu.

W międzyczasie poznałam mężczyznę, który od początku mnie wspierał, rozmawiał, jednocześnie nasze więzi przyjacielskie zmieniły się w bardziej intymne. Na początku go nie kochałam, nie angażowałam się mocno za to on walczył o mnie. Mieszkamy od siebie trochę daleko, ale spędzaliśmy dużo czasu ze sobą, potem weekendy. W końcu zamieszkaliśmy ze sobą żeby być bliżej siebie. Pozwolił mi urządzić swoje mieszkanie tak, jak ja chciałam, było nam dobrze ze sobą. To trwa już prawie rok. Natomiast problem polega na tym, że ja na początku związku nie byłam względem niego szczera - spotkałam się ze swoim za niedługo byłym mężem na początku mojego związku z nim (nie wiem po co to zrobiłam) a on to odkrył.

Robiłam różne numery, na pewno go to bolało, ale zawsze mi wybaczał. W końcu zaczęłam postępować fair, zaczęłam się starać, angażować. Zauważyłam, że może coś z tego będzie - pokochałam go. Z drugiej jednak strony znowu robiłam mieszkając z nim głupie rzeczy. Dziecinne jak na moje 26 lat (on ma 31). Pakowałam się jeśli coś nie szło po mojemu, jak się zaczęliśmy kłócić. Osaczałam go i tak w kółko. On zawsze mi mówił: jak chcesz to droga wolna, ja cię nie trzymam. Nie pokazywał mi ani razu że mu zależy na tym żebym została. Nie wiem, może to dziwne, ale chciałam sprawdzić jak jemu na mnie zależy, czy jest to prawdziwe.

Mieszkając razem kłóciliśmy się, ale były też dobre dni. W pewnym momencie było ciężko z pieniędzmi więc ja zaproponowałam, że się przeniosę z powrotem do siebie, ale to tylko miało być na miesiąc, żeby te pieniądze na dojazdy pozwoliły pokryć inne jego potrzeby. On się zgodził. Zostawiłam u niego część moich rzeczy. Po pewnym czasie zauważyłam, że on się rzadziej odzywa, a jak spotykaliśmy się na weekend, to kłóciliśmy się. Minął ten miesiąc a on nawet nie wspomniał o moim powrocie do niego a ja nie oponowałam, bo nadal ciężko było z pieniędzmi. Zaczął się mniej odzywać, ale czym bardziej on mnie zaczął olewać, tym bardziej ja się angażowałam, tym bardziej mi zależy na nim.

Przez 3 tygodnie sporadycznie do siebie odzywaliśmy się, na weekendy nie spotykaliśmy się. Po 3 tygodniach spotkaliśmy się - było fajnie, super jak dawniej, a po weekendzie znowu cisza tzn. rzadsze smsy, telefony. Powiedział mi, że ma depresję. Nie wiem czym ona jest spowodowana. On też ma za sobą związek 7-letni, ta dziewczyna z którą był teraz wyjechała. Powiedział mi ze z powodu mamy, pieniędzy i mnie. Zdziwiłam się, bo w weekend było wszystko OK to więc czemu ma depresję skuli mnie. W piątek myślałam, że się zobaczymy na weekend normalnie, a on powiedział mi, że chcę się spotkać z kumplem. Kiedyś było tak, że wybierał mnie a tym bardziej jak teraz widujemy się tylko na weekend. W końcu nie wytrzymałam tej ciszy, tego traktowania i znowu wykrzyczałam mu przez telefon, że w takim razie to koniec, że ja chcę odebrać swoje rzeczy i się z nim spotkać. Nie myślałam jednak tak, po prostu ja nie wiem co się dzieje, czemu on tak się oddala ode mnie.

Pojechaliśmy w niedzielę do niego pogadaliśmy się, śmialiśmy się, ale on powiedział, że jest zmęczony, że za dużo się wydarzyło, za dużo razy się pakowałam i lepiej będzie jak się rozstaniemy. Kurcze, wiem że źle robiłam, ale zależy mi na nim. Co się stało, że on przez ten miesiąc się tak zmienił w stosunku do mnie - nie wiem. Może w końcu ma dosyć. Najgorsze to to, ze ja wpadłam w panikę, że on chce odejść, zaczęłam płakać, było już późno więc zostałam na noc on miał spać w innym pokoju. Ja znowu chciałam sięgnąć po tabletki. Kapnął się chyba, że coś kombinuje, bo przyszedł do mnie, powiedział że jednak śpi ze mną, schował tabletki, przytulał mnie, kochaliśmy się tak jak kiedyś znowu było. Powiedział, że dobrze, że damy sobie jeszcze szansę.

Na drugi dzień zadzwonił o moich rodziców powiedział im co zamierzałam zrobić. Napisał mi smsa, że troszczy się o mnie. Jak rozmawialiśmy przez telefon powiedział, że on widzi to tak: jak mówił, że albo się rozstaniemy, albo odpoczniemy od siebie i może do siebie wrócimy, bo to już zabrnęło to za daleko. Byłam najpierw zła na niego, a potem w sumie zrozumiałam, że chce mieć chyba czyste sumienie, że mnie mówił, że będzie OK, że spróbujemy dalej po to, żeby się nic nie stało jak u niego byłam, a potem już na następny dzień zadzwonił do mamy, żeby się mną zainteresowali.

Przez poniedziałek i wtorek coś tam pisze, tzn. pyta co słychać, jak w pracy, wysyła uśmiechy. Kurcze, zależy mi na nim. Czuję, że mogę być szczęśliwa z nim, mimo iż straszny, obrażalski człowiek z niego, ale nie wiem co teraz już robić. Wiem że zrobiłam już wszystko - dzwoniłam, smsowałam, prosiłam, rozmawiałam, ale to nie pomogło. Czy to naprawdę już koniec nie jestem w stanie odpowiedzieć, a on też tego nie mówi. Czy da radę tę miłość jeszcze uratować? Co ja mam teraz robić? On mi mówi, że mnie kocha nadal, że mu zależy, ale że jest zmęczony tym co się wydarzało przez ostatnie miesiące. Mam depresję, bo nie chcę żeby kolejny facet odszedł ode mnie. Proszę bardzo o pomoc. Co ja mam robić w takiej sytuacji?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Użył wobec mnie raniących słów, a potem sam się obraził bez powodu. Odezwać się do niego?

Jestem kobietą, mam 31 lat. Parę dni temu doszło miedzy mną a moim facetem, z którym jestem 2 lata, do wymiany słów, bo się wydarł na mnie bez powodu. Zwróciłam mu uwagę, aby tak się nie zachowywał, bo mnie rani...

Jestem kobietą, mam 31 lat. Parę dni temu doszło miedzy mną a moim facetem, z którym jestem 2 lata, do wymiany słów, bo się wydarł na mnie bez powodu. Zwróciłam mu uwagę, aby tak się nie zachowywał, bo mnie rani i okazuje mi tym samym brak szacunku, a on zamiast to przemyśleć, to się obraził na mnie.

Od tego incydentu minęło parę dni - on milczy, nie dzwoni, napisze mi tylko "dzień dobry" i "dobranoc", ale nie używa już słów "kocham Cię", "całuje". Ja milczę, bo nie czuję się winna - wręcz odwrotnie - urażona. Zawsze i za każdym razem za swoje złe zachowanie wini mnie, a nie ma ku temu żadnych powodów. Czyżby chciał tym milczeniem i obojętnością mnie ukarać, aby samemu oczyścić się z winy? Męczy mnie ta sytuacja i nie bardzo wiem co mam robić. Odezwać się do niego pierwsza? Przeprosić? Czekać, aż sam się odezwie?

Zaczęło się od tego, że jak rozmawialiśmy przez telefon to przyszedl do niego kolega, rozmawiali o pracy itp. Chwilę później kolega wyszedł, a on mi powiedział, że zadzwoni do mnie tak za 15-20 min, gdy zapytalam czemu - powiedział, że zaraz ten kolega będzie do niego dzwonił, bo musi mu coś powiedzieć - zdziwiłam się i mu powiedziałam, że dopiero co wyszedł od niego, więc czemu mu nie mógł tego powiedzieć jak był? Na co on mi odpowiedział, że musi coś sprawdzić mu i oddzwonić? Więc powiedziałam: "dobrze", ale z uśmiechem na twarzy, żartobliwie, powiedziałam, nazwijmy to, że będzie do Ciebie dzwonił Marek. Oczywiście nic złego nie miałam na myśli żartując, a on się wydarł na mnie mówiąc, że ja mu nie dam na chleb itp.

Gdy mu powiedziałam, że nie podoba mi się jego zachowanie wobec mnie, żeby przestał już mi ubliżać, to stwierdził, że to jest moja wina, że tak się zachowuje wobec mnie - to mu powiedziałam tylko, że jest nienormalny i że dobra - skoro czeka na telefon od kolegi to żeby się rozłączył i tak też zrobił, ale tak mnie to zabolało, że już nie miałam ochoty z nim rozmawiać. W sumie już nie chciałam aby oddzwaniał się do mnie po rozmowie z kolegą, bo wiedziałam, że ten temat będzie znowu poruszany więc mu napisałam, że idę się kąpać, bo nie zamierzam dłużej tolerować jego zachowania, że bark szacunku i jego cynizm zapewne mnie do niego nie przyciąga. I od tamtej pory zamilkł i się nie odzywa.

Odkąd jesteśmy razem nigdy mu nie dałam powodu do zazdrości, bo nie chciałam aby stracił do mnie zaufanie, nie pomyslał, że mam go w poważaniu, że nie traktuję go serio. Zawsze chciałam, aby było OK, żeby był mnie pewien i czuł się swobodnie, że gdzie bym nie poszła i w jakim dużym gronie przyjaciół to żeby wiedział, że poszłam tam nie po to aby podrywać, adorować, umówić się na jakąś na randkę z nowo poznanym, np. bratem koleżanki, tylko po to, aby napić się drinczka, porozmawiać z koleżankami, pośmiać się itd. I to był chyba mój błąd, bo za dużo mu pokazałam, jak mi zależy, jak go kocham itp.

Jego milczenie jest spowodowanie fochem, obrażeniem się,a prawda jest taka, że on sam za dużo od siebie samego oczekuje, zbyt sporo bierze na swoje barki, bierze nadmiar pracy - jednego zlecenia na budowie nie skończy, a już bierze następne. Teraz jeszcze złożył podanie do szkoły, bo chce mieć dodatkowy papier na lepszą pracę, chce uzupełnić średnie wykształcenie, a do tego jeszcze się zaparł, że będzie zdawał na prawko... Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ciągły stres, zmęczenie, nerwy, bo ktoś go np. wkurzy w pracy albo coś nie pójdzie po jego myśli i wzrasta w nim ta agresja, nerwica. Nawet ostatnio dopadła go depresja z tego wszystkiego, bo nie miał sił podołać temu wszystkiemu. Ale cóż z tego, jak on nie pozwoli sobie nikomu pomóc, nawet mnie.

Zamyka się w sobie, nie chce rozmawiać ze mną na temat swoich problemów, izoluje mnie od tego wszystkiego, oddala się, a wiadomo, że jak człowiek się wygada to aż mu lżej na duszyl, ale nie on - on woli kumulować to w sobie, on wszystko sam, niczym Bob Budowniczy... Ja nie wymagam od niego cudów, nie naciskam na niego, nie robię mu wyrzytów, nie prawię mu prelekcji - staram się go wspierać, zrozumieć, być z nim w tych ciężkich nie raz dla niego chwilach, ale co mi po tym, skoro on tego nie widzi? Dla niego zawsze jest tak, że to moja wina, że się czepiam, że przesadzam, że szukam dziury w całym, albo szukam czegoś, czego nie ma, co jest absolutną bzdurą!

Ja mu nie mówię rzeczy, które wiem, że w niczym nie pomogą, że, np. nie było go u mnie już 3 miesiące, że jak on to sobie wyobraża, aby wszystko było ważniejsze ode mnie? Nie, staram się być cierpliwa i znieść te jego gorsze dni, a później jest jak jest - z niego jest chodząca bomba tykająca, na kolegach nie chce się wyżyć, to wyżywa się na Lidzi. Ja coś powiem w żartach i jego to już rusza. W sumie o byle co się czepia aby tylko rozładować w sobie napięcie. Krzyczy, drze się, ubliża mi. Już nie raz mu powiedziałam, aby sie tak nie darł, bo nie jest na jarmarku, aby nie krzyczał na mnie, bo nie jestem żadnym zasmarkanym dzieckiem.

Nawet ostatnio jak się wydarł to ja ze spokojem mu powiedziałam, aby tak się nie zachowywał, bo to świadczy tylko o jego braku szacunku wobec mnie i że dłużej już tego tolerować nie będę, ponieważ takim właśnie cynicznym zachowaniem wcale mnie do siebie nie przyciąga, lecz odwrotnie - oddala. To co usłyszałam? Jeszcze głośniej, że to jest moja wina, że on się tak zachowuje wobec mnie, że mam go pocałować w d***ę, a mało tego - jeszcze się obraził, tylko nie mam pojęcia jaki był powód jego focha: to, że mu zwróciłam uwagę czy to, że mu nie przyznałam racji? Szok! Nie dość, że rozładował swoje nerwy na mnie, to jeszcze mnie za to obwinił i się obraził. No ludzie kochani! Nikt nie jest idealny, ale każdy z nas zasługuje na szacunek. Można kogoś nie lubić, można kogoś nie kochać, ale szacunek się należy nawet psu, kotu, itp., ale widocznie on chce postawić na swoim.

Mija czwarty dzień, a on się nie odzywa i nic się na to nie zanosi, aby się odezwał, bo czeka, aż ja się pierwsza odezwę, przeproszę i jeszcze się przyznam do błędu, przyznam mu rację... Proszę o pomoc, proszę o radę: co mam zrobić? Zależy mi na tym, aby było normalnie, już bez tych cichych dni. Jedni mówią mi: "nie pisz do niego pierwsza, niech wie, że zrobił źle, czekaj, aż sam przeprosi", drudzy mówią: "odezwij się do niego, bo inaczej jeszcze parę dni i znajdzie sobie inną"… Jestem w rozsypce:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Problem w związku a depresja

Od kilku dni mam niechęć do wszystkiego. Zaczęłam naukę w liceum, śmierć dziadka oraz brak pogody od jakiegoś czasu mnie dołuje. Dołuje mnie każda rzecz - czy to są kaczki w ZOO czy też moje obowiązki. Nie mam siły na...

Od kilku dni mam niechęć do wszystkiego. Zaczęłam naukę w liceum, śmierć dziadka oraz brak pogody od jakiegoś czasu mnie dołuje. Dołuje mnie każda rzecz - czy to są kaczki w ZOO czy też moje obowiązki. Nie mam siły na nic. Dodam, że mam kochanego chłopaka, cały czas mogę na niego liczyć, ale sama siebie przerażam, że czuję też niechęć do niego: raz mam ochotę, żeby przy mnie był, a za chwilę dziwnie się czuję w jego obecności. Jedno jest pewne: nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Jeszcze jakiś tydzień temu byłam strasznie szczęśliwa, a teraz nic mnie nie cieszy, nawet on. Cały czas płaczę, nie jem, strasznie schudłam, boję się być sama, dlatego bardzo często przebywam teraz z mamą. Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. Ostatnio myślałam, że to nie jest depresja, lecz po prostu nasze uczucie wygasło, ale to jest niemożliwe, bowiem nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Często mam też myśl samobójcze - boję się, że coś się stanie między nim a mną, a ja tego nie wytrzymam, to jest chore.

Dużo rozmawiam z mamą i twierdzi, że mam po prostu przesyt, ponieważ spędziłam z nim w wakacje własciwie dzień w dzień, od rana do wieczora - słodkie śniadanka, nawet robienie zakupów - wszystko robiliśmy razem, ale za chwilę uważa, że to depresja i to normalne, że mam niechęć nawet do najdroższej mi osoby. Mama umówiła mnie do psychologa, wizytę mam jutro. Boję się, że to nie pomoże i miedzy mną a Maciejem wszystko runie. Dziś mama pozwoliła mi nie iść do szkoły, po prostu nie byłam w stanie…

Tęsknie za moimi relacjami z moim ukochanym. Chcę, by było jak dawniej, chcę być dalej szczęśliwa. Wiem, że to niemożliwe, że między nami coś wygasło, bo to właśnie on siedzy mi w głowie on stop, myślę nawet o nim przez sen. Pomocy, bo nie daję już rady. Nie wiem co czuję!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mąż chce ode mnie odejść. Jak go zatrzymać?

W 2009 roku wyszłam za mąż po 6 latach związku i 3 latach wspólnego mieszkania. 3 tygodnie po ślubie odkryłam, że mąż flirtuje z moją koleżanką z pracy (która 4 miesiące przed naszym ślubem poznała mojego męża). Ona wyznała, że...

W 2009 roku wyszłam za mąż po 6 latach związku i 3 latach wspólnego mieszkania. 3 tygodnie po ślubie odkryłam, że mąż flirtuje z moją koleżanką z pracy (która 4 miesiące przed naszym ślubem poznała mojego męża). Ona wyznała, że go kocha nad życie, a on tylko podsycał jej emocje. Rozmawiałam o tym z mężem i powiedział, że przestanie się z nią kontaktować. Po kilku miesiącach okazało się, że nie zerwał z nią kontaktu. Wybuchła kolejna awantura. I znowu obietnica z jego strony, że to koniec.

Takie sytuacje powtarzały się aż do końca maja 2010, kiedy powiedziałam mu, że odchodzę. Wtedy podjął decyzję, że nie będzie już się z nią kontaktował. Zostałam. Od dnia złożenia tej obietnicy i po rozmowie z nia, że to już koniec sms-owania. Obiecał mi, że zrobi wszystko, żeby ratować nasze małżeństwo. Nie zrobił nic. Nie chciał się ze mną kochać, nie inicjował żadnych wspólnych przyjemności (kino, tenis, wycieczki rowerowe) był osowiały i przygnębiony.

W końcu tego nie zniosłam i porozmawiałam z nim. Powiedział, że tęskni do tamtej. Na pytanie, czy mnie kocha odpowiadał: nie wiem. Czy chce być z tamtą kobietą też odpowiadał: nie wiem. Wyprowadził się do swojej matki, ale spotyka się z tą kobietą co jakiś czas. Mówi mi, że mu mnie żal i przez wzgląd na mnie i naszą miłość nie wprowadza się do niej do domu. Ale mówi też, że do naszego domu nie wróci. Mówi, że musi "sprawdzić" jak będzie z nią. Bo póki będzie trwał w takim zawieszeniu, że nie spróbuje z nią, to będzie zawsze między nami (nim i mną) tak źle, jak było przez te ostatnie 2 miesiące.

Nie wiem co zrobić. Bardzo go kocham, bardzo nie chcę, żeby mnie zostawiał. Wiem też, że jest niedojrzały emocjonalnie i nie potrafi podjąć decyzji. Czeka aż ja go zostawię i dam mu "wolną rękę" żeby bez wyrzutów sumienia mógł rozpocząć nowy związek. Jestem załamana. Ta sytuacja trwa miesiąc już. Płaczę co dzień, nie mogę jeść, nic mnie nie cieszy, nie mogę spać. Widząc tą kobietę w pracy nie jestem w stanie wytrzymać emocji i chodzę płakać do toalety, żeby współpracownicy nie widzieli moich łez.

Chodzę do psychologa, ale wizyty mi nie pomagają. Mam zająć się sobą i przyjemnymi rzeczami. Nie mogę. Staram się podtrzymywać codzienną rutynę chodząc do pracy, ale mam straszną apatię. Jestem zrozpaczona i nie wiem co robić. Proszę powiedzieć, co mogę zrobić w tej sytuacji.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zdradziłam chłopaka. Co zrobić, żeby to naprawić?

Proszę o pomoc, nie wiem co zrobić - nie mogę spać nie mogę jeść, nie chce mi się żyć, mam myśli samobójcze… Byłam w związku z chłopakiem 2 lata, było dobrze, niczego mi nie brakowało, ale muszę zaznaczyć, że...

Proszę o pomoc, nie wiem co zrobić - nie mogę spać nie mogę jeść, nie chce mi się żyć, mam myśli samobójcze… Byłam w związku z chłopakiem 2 lata, było dobrze, niczego mi nie brakowało, ale muszę zaznaczyć, że dość często się kłóciliśmy - on skorpion, ja bliźnięta, różnica charakterów, ale kochaliśmy się. Pewnego dnia wyszłam z koleżanką i się upiłam. Odprowadzał mnie kolega i pocałował - nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia, ale widział to mój chłopak (chyba mnie śledził, albo ktoś życzliwy mu powiedział).. Teraz nie chce mnie znać. Co zrobić, żeby go odzyskać? Ja nie wyobrażam sobie życia bez niego…

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągle kontroluję swojego partnera i nie potrafię nad tym zapanować. Co robić?

Mam 20 lat, jestem kobieta. Jestem w stałym związku 3 lata, a czerwcu tego roku urodziłam córeczkę. Niedługo po urodzeniu dziecka zabił się mój jedyny brat. Oprócz niego nie mam nikogo, ponieważ moi rodzice się ode mnie odwrócili. Pomimo, że...

Mam 20 lat, jestem kobieta. Jestem w stałym związku 3 lata, a czerwcu tego roku urodziłam córeczkę. Niedługo po urodzeniu dziecka zabił się mój jedyny brat. Oprócz niego nie mam nikogo, ponieważ moi rodzice się ode mnie odwrócili. Pomimo, że teraz mam swoją rodzinę zaczynam czuć, że jest ze mną coś nie tak i przez to tylko cierpi mój chłopak.

Zaczęło się to wszystko jak pojechałam rodzić małą. On poszedł zrobić pępkowe ze swoim bratem i od tamtej pory wychodzi co tydzień w sobotę, a ja nie potrafię go zatrzymać. Zanim urodziłam obiecywał mi, że będzie lepiej jak mała się urodzi, że wszystko się zmieni na lepsze - niestety zmieniło się na gorsze. Co sobotę wychodzi z bratem, a jak chciałam go ostatnio zatrzymać to zarzucił mi, że nie chcę go puścić, bo ja nie mam z kim wyjść, a ja nie chciałam go puścić, bo tydzień wcześniej miał iść tylko na godzinę, a wrócił na drugi dzień po połuniu. Od tamtej pory zaczęłam tracić do niego zaufanie.

Teraz gdzie nie wyjdzie czy czego nie robi - kontroluję to, a jeszcze jak wyjdzie do sklepu i nie ma go 5 minut to ja już wydzwaniam gdzie jest, dlaczego tak długo - nie potrafię tego opanować. Nawet jak chodzi do pracy to piszę mu, że pewnie jest gdzieś indziej, że mnie zdradza. Nie chcę tego robic, ale nie potrafię tego opanować. Dlaczego tak jest? Co się ze mną dzieje? Co zrobić, żeby to zmienić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak ratować związek? Jestem załamana

Witam, jestem 33-letnią kobietą, od 3,5 roku zajmuję się dziećmi. Prawie 3 lata temu przyszła na świat nasza upragniona córeczka, a 14 miesięcy temu synek. Mój problem zaczął się kiedy córeczka miala 5 tygodni - wtedy dowiedzialam się, ze mąż...

Witam, jestem 33-letnią kobietą, od 3,5 roku zajmuję się dziećmi. Prawie 3 lata temu przyszła na świat nasza upragniona córeczka, a 14 miesięcy temu synek. Mój problem zaczął się kiedy córeczka miala 5 tygodni - wtedy dowiedzialam się, ze mąż mnie zdradzał (poznał ją jak byłam w 7. miesiącu ciąży), że ma kobietę, z którą się spotyka, rozmawia przez telefon i wymienia się smsami.

Kiedy się o tym dowiedzialam, mąż prawie rzucił mi sie na kolana i przepraszał, mówił, ze ona nic dla niego nie znaczy, itp., że zakończył tę znajomość. Przez ten czas, zanim zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, naprawdę się starał, odbudował to, co zepsuł - zaufanie. Kiedy urodził się synek schemat się powtórzył, tylko dowiedziałam się o tym później, jak miał 3 miesiące. Reakcja jednak była inna niż na początku - teraz mówił, że nie chce zranić tej drugiej, że chyba będzie lepiej, jak odejdzie, jednak został. Próbowaliśmy związek ratować (tzn. ja, on ciągle traktował mnie jak powietrze), zaczęły się ciągłe kłótnie, awantury, kiedy chciałam rozmawiać o nas i o naszej przyszłości, w końcu zaczęło dochodzic do szarpanin:(. Byłam załamana, bo mimo tego wszystkiego co mi zrobił nadal go kocham!

Doszło już do takiego napięcia, że miesiąc temu się wyprowadził, żebyśmy mogli od siebie odpocząć, zobaczyć czy za sobą zatęsknimy. Przez pierwszy tydzień był przemiły, przytulał i całował, starał się, a teraz znowu jakbym nic nie znaczyła - niby mówi, że nie chce odejść, ale z taką jaką jestem też nie chce być, bo ciągle krzyczę, itp. Powiem szczerze, że tak obrócił swoje postępowanie, że to ja zastanawiam się, czy wszystkiego nie popsułam:(, obarczył mnie całą odpowiedzialnością za nasz związek:(. Teraz powiedział, że jeżeli w ogóle wróci to faktycznie potrzebujemy pomocy, terapii małżeńskiej, ale to ja potrzebuję dodatkowo pomocy psychiatry, bo nerwy mi wysiadają:(.

Jestem załamana, nie wiem gdzie pójśc po pomoc, a przede wszystkim gdzie w Poznaniu mogę znaleźć dobrego specjalistę od terapii małżeńskiej. Najlepiej na kasę chorych, bo nie ukrywam, że w obecnej sytuacji to problem. Będę wdzięczna za pomoc! Czy mam depresję? Często płaczę, wybucham złością, krzyczę:( Jestem załamana tym wszystkim:(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Patronaty