Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z partnerem: Pytania do specjalistów

Czy powinnam zerwać znajomość z byłym chłopakiem?

Witam. Mam 21 lat. Mój problem może wydawać się błahy, ale nie potrafię sobie z nim poradzić. Nie umiem w żadnym wypadku rozmawiać o swoich trudnościach ze znajomymi, jestem osobą bardzo otwartą i lubianą. Otóż dwa lata temu rozstałam się...

Witam. Mam 21 lat. Mój problem może wydawać się błahy, ale nie potrafię sobie z nim poradzić. Nie umiem w żadnym wypadku rozmawiać o swoich trudnościach ze znajomymi, jestem osobą bardzo otwartą i lubianą.

Otóż dwa lata temu rozstałam się z chłopakiem, byliśmy ze sobą pół roku. Jednak ja nie potrafiłam zdefiniować uczucia do Roberta, dlatego też postanowiłam zakończyć związek. Była to przemyślana decyzja, nie chciałam go ranić ani też bawić się jego emocjami, bo bardzo go szanowałam. Ciężko było mi to mu powiedzieć, nie mogłam spać kilka dni i ciągle płakałam. Zostaliśmy przyjaciółmi, nasze relacje układały się pomyślnie, chociaż czasem zdarzało nam się pokłócić, ale on zawsze przepraszał, pierwszy wyciągał rękę. Po jakimś czasie znalazł nową dziewczynę; kibicowałam mu w tym związku, bardzo chciałam aby był szczęśliwy. Czasami miałam wrażenie, że żyję bardziej jego życiem niż swoim.

Od rozstania byłam z trzema chłopakami. Próbowałam się zaangażować, ale w żadnym wypadku nie udawało mi się konstruktywnie budować relacji. Nie czułam do nich nic, tak jakbym miała serce z kamienia, nie cieszyłam się, kiedy przyjeżdżali. Była to taka "sucha powinność", żeby tylko kogoś mieć, bo przecież wokół wszystkie koleżanki mają kogoś. Na początku czułam fascynację kimś nowo poznanym, potem, kiedy to minęło, starałam się zniechęcić tą osobę do mnie.

W tym czasie Robert zaręczył się. Kiedy miał jakiś problem dzwonił nawet o 2 w nocy. Miesiąc temu powiedział mi, że wciąż mnie kocha. Nie potrafię patrzeć już na niego normalnie, ciągle jestem rozdrażniona, nie umiem spać. Kilka razy rozmawialiśmy o tym co nas łączy - jego wnioski doszły do tego, że bardzo chciałby się ze mną przespać. Wcześniej nigdy tego nie robiliśmy. Mam wrażenie, że on mną manipuluje, bo wiem, że nie zerwie z narzeczoną, boi się, że jego stabilna sytuacja ulegnie zmianie. Tęsknię za nim, uświadomiłam sobie, że podjęłam niesłuszną decyzję o rozstaniu. Często popadam w nieokreślony smutek, aby uciec od tego czasami zdarza mi się upić, nie potrafię ogarnąć myśli i czuję że wariuję. Ciężko sformułować mi jaki kształt maja moje uczucia. Jestem osobą, która często pragnie niemożliwego, w związku z tym zastanawiam się, czy moje zachowanie nie wynika z tego, że po prostu to, co jest nieosiągalne bardziej mnie pociąga.

Czy mam zerwać znajomość z Robertem? Chciałabym byś szczęśliwa, ale nie potrafię. Jestem naprawdę dziwna, budzę się w nocy i myślę, że może lepiej byłoby nie żyć. Zadaję sobie mnóstwo pytań, co do egzystencji, tak jakbym miała drugą osobowość, całkiem odmienną od tej którą prezentuję otoczeniu, zastanawiałam się czy jestem człowiekiem i na jakiej zasadzie działam, potem dochodzi do tego Bóg i żałuję, że w niego nie wierzę... ale najgorsze są te rozważania. Zupełnie nie panuję na tym, co mówię, myślę i robię. Najgorzej boję się, że moi bliscy umrą. Często zdarza mi się płakać.

Jak powiedziałam; nikomu o tym nie powiem, bo wiem że ludzie wzięliby mnie za nienormalną. Nie wiem jak wytłumaczyłabym psychiatrze, co myślę, co przeżywam. Fascynuje mnie moja podświadomość, taka, która ujawnia się w nocy, która nie pozwala normalnie myśleć, tylko boję się, że kiedyś zrobię sobie coś złego. Przepraszam za tak długi wywód, ale czuję się naprawdę fatalnie. Nie wiem w czym tkwi problem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zdradziłam, ale bardzo kocham. Jak go nie stracić?

Mam 19 lat. Mój chłopak wyjechał 2 miesiące temu za granicę do pracy, jesteśmy w sobie bardzo zakochani. Jednak pewnego razu bardzo się pokłóciliśmy i ja pod wpływem emocji spotkałam się z byłym chłopakiem i... zdradziłam! :( Mój obecny...

Mam 19 lat. Mój chłopak wyjechał 2 miesiące temu za granicę do pracy, jesteśmy w sobie bardzo zakochani. Jednak pewnego razu bardzo się pokłóciliśmy i ja pod wpływem emocji spotkałam się z byłym chłopakiem i... zdradziłam! :(

Mój obecny chłopak wrócił 2 dni temu do Polski, powiedziałam mu o wszystkim. Bardzo cierpimy oboje, on dlatego, bo mnie kocha, a ja go skrzywdziłam, a ja cierpię z tego powodu, że wiem, iż mogę go stracić, w sumie to już wymyka mi się z rąk... Bardzo go kocham, nie potrafię sobie z tym poradzić, nie śpię, nie jem, wypalam 2 paczki papierosów dziennie. Chciałabym mu to jakoś wynagrodzić, przeprosiny i obietnice nic nie dają... Bardzo bym chciała wszystko naprawić, jednak nie wiem jak i boję się, że on nie da mi szansy.

Jestem obłąkańczo w nim zakochana, boję się tego uczucia, bo jestem skłonna zrobić wszystko by z nim być, nawet krzywdząc inne osoby i narażając siebie na krzywdę lub utratę zdrowia. Próbowałam się też zabić, żeby nie przyjaciółka to pewnie by mnie tu już nie było... Błagam pomóżcie mi, bo to się źle skończy :( Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pomóc partnerowi wyeliminować chorobliwą zazdrość?

Z moim partnerem jestem dopiero od 15 miesięcy i od pewnego czasu jego zazdrość o mnie się powiększa. Rozmawialiśmy o tym niejednokrotnie, ale rozmowy raczej nic nie dają. Mój chłopak potrafi się na mnie bardzo wkurzyć jak np. jadę do...

Z moim partnerem jestem dopiero od 15 miesięcy i od pewnego czasu jego zazdrość o mnie się powiększa. Rozmawialiśmy o tym niejednokrotnie, ale rozmowy raczej nic nie dają.

Mój chłopak potrafi się na mnie bardzo wkurzyć jak np. jadę do pobliskiego miasta na zakupy, czy też noszę bluzki z dekoltami albo krótkie spodenki, spódniczki, nie pozostaje też obojętny jak spotkam jakiegoś kolegę i powiem: "cześć, dawno Cię nie widziałam". Tłumaczyłam mu, że większość moich kolegów znam dłużej niż jego i że nie są oni żadnym zagrożeniem, ale nic to nie dało. Gdy tylko się spotykamy, to on sprawdza mi telefon, czy z kimś nie pisałam, albo czy nie dzwoniłam do kogoś. Nawet jeśli mu zabronię, albo powiem, że z nikim nie pisałam, to on i tak go sprawdzi jak mnie nie będzie. Wiem, że sama jestem temu winna, bo kiedyś okłamałam go, żeby uniknąć scenek zazdrości i wiem, że on to przeżył dość mocno. Za każdym razem mi to wypomina. Obiecałam mu, że już go nie okłamię, bo zdałam sobie sprawę z tego, że najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa, on podobno to rozumie, ale zapomina o tym jak tylko włącza się jego zazdrość.

Ostatnio rozmawiał z jakąś panią psycholog, która powiedziała mu, że nie ma zazdrości - jest tylko brak zaufania, on przeszedł na jej stronę i uważa, że nie jest o mnie zazdrosny. Mówi, że mi ufa, a jednak ja widzę, że tak nie jest. Ta pani winę za jego scenki zrzuciła na mnie, uznała, że ubieram się wyzywająco, mimo iż mnie nigdy nie widziała, że jest to spowodowane tym, że jestem niedowartościowana, że pragnę wzroku mężczyzn na sobie i za niedługo będę miała opinię prostytutki, jak nie zmienię swojego stylu ubioru, powiedziała też, że nie dojrzałam jeszcze do tego by być z kimś. Mam 19 lat i 8 m-cy i wydaje mi się, że dojrzałam do tego. Trudno jest mi zrozumieć dlaczego ktoś bez rozmowy ze mną śmiał w ogóle mówić tak o mnie. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy ja ją jeszcze kocham? Leki z tym związane.

Witam. Wszystko zaczęło się ponad miesiąc temu. Przełom lipca i sierpnia spędzałem zagranicą. Towarzyszyła mi ogromna tęsknota za moją Partnerką oraz ogromna chęć powrotu do niej. Każda możliwa okazja, a było ich niewiele, aby porozmawiać była wykorzystywana przez nas. Zbliżał... Witam. Wszystko zaczęło się ponad miesiąc temu. Przełom lipca i sierpnia spędzałem zagranicą. Towarzyszyła mi ogromna tęsknota za moją Partnerką oraz ogromna chęć powrotu do niej. Każda możliwa okazja, a było ich niewiele, aby porozmawiać była wykorzystywana przez nas. Zbliżał się już dzień powrotu kiedy to w mojej głowie, chyba pod wpływem usłyszanego tekstu w filmie, narodziło się we mnie pytanie "czy można się odkochać", trochę się przeraziłem, ale po chwili zapomniałem o nim. Jeszcze tej samej nocy obudziłem się z palpitacją serca. Towarzyszył mi ogromny niepokój. Dotyczył on mojej Partnerki. W myślach zadawałem sobie pytanie "czy jeszcze ją kocham?". Niestety nie potrafiłem sobie na nie odpowiedzieć. Bardzo mnie to przerażało. Już od tamtego czasu pytania "czy ją kocham, czy aby na pewno chcę z nią rozmawiać, czy chcę przy niej być, czy wszystko co w stosunku do niej robię jest szczere" wciąż mi towarzyszą. Zajmują mi większość dnia. Oczywiście moja Partnerka wie o wszystkim, z początku rozmowy z nią pomagały mi się uspokoić. Po powrocie te kłębiące pytania nie zniknęły. Próbowałem sobie wyobrazić jak wyglądałoby życie bez niej, niestety nic czułem. Nie wiem, czy do niej zadzwonić, a jak już dzwonię to nie wiem czy jej nie oszukuję. Niedawno pojawiły się nowe objawy. Mam wrażenie, że już mnie nie "pociąga" jej fizyczność. Bardzo się boję, że przez to wszystko doprowadzę do rozpadu naszego związku. Nie chciałbym tego... ale nie wiem dlaczego. Z problem zgłosiłem się do psychiatry, który stwierdził, że objawy znikną "tak szybko jak się pojawiły". Niestety ostatni się nasiliły. Cały czas zażywam leki uspokajające bez których nie mógłbym w miarę normalnie funkcjonować. Dodam, że czasami mój organizm potrafi się uspokoić w obecności mojej narzeczonej jednak bywało i tak, że działała na mnie jak zapalnik - niepewności się wzmagały i przeradzały w ataki, rozdygotane serce i płacz. Niebawem udaję się do psychologa, może on mi pomoże? Co to jest? Proszę o pomoc. K.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak się wyleczyć z miłości?

Mam 22 lata mam synka 2-letniego, którego kocham ponad życia i to on mi daje siły żeby dalej żyć. Bez niego nie dałbym już rady. Problem mój polega na tym, że rozstałem się z kobietą, która kocham i nie potrafię...

Mam 22 lata mam synka 2-letniego, którego kocham ponad życia i to on mi daje siły żeby dalej żyć. Bez niego nie dałbym już rady. Problem mój polega na tym, że rozstałem się z kobietą, która kocham i nie potrafię sobie z tym poradzić.

Od ponad miesiąca nie jesteśmy ze sobą, cały czas staram się to naprawić, ale bez skutku. Ona znalazła sobie już kolegę, który ją pociesza, a ja nie mogę tego przeżyć. Proszę, błagam a ona nic, tylko mi powtarza, że ona chce żyć i ułożyć sobie życie. Jak byliśmy ze sobą to mówiła mi, że nikogo tak nie kochała jak mnie. Nie potrafię przestać jej kochać i z tej miłości mam co raz mniej chęci do życia. Codziennie mam myśli samobójcze. Faszeruję się różnymi środkami na uspokojenie, ale to nic nie daje.

Proszę o pomoc. Jak sobie z tym poradzić, jak się wyleczyć? Chcę żyć, bo mam dla kogo. Pozdrawiam!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie po rozstaniu?

Witam serdecznie, jestem kobietą, mam 32 lata. Pół roku temu zostawił mnie chłopak, byłam z nim 4 lata, od momentu kiedy mi powiedział, że to już koniec moje życie straciło sens. Nie mam na nic ochoty, nic mnie nie cieszy,...

Witam serdecznie, jestem kobietą, mam 32 lata. Pół roku temu zostawił mnie chłopak, byłam z nim 4 lata, od momentu kiedy mi powiedział, że to już koniec moje życie straciło sens.

Nie mam na nic ochoty, nic mnie nie cieszy, każdego dnia myślę o nim, ciągle przypominają mi się chwile spędzone razem z nim… Po rozstaniu próbowałam się z nim pogodzić, ale on nie chciał ze mną rozmawiać, co wzbudzało we mnie gniew, kilkakrotnie pod wpływem szoku naubliżałam mu jaki to jest wstrętny, że po tym jak ja robiłam dla niego wszystko, spędzałam z nim każdą wolną chwilę, że pozwolił abym się w nim zakochała a on zrobił mi coś takiego - tak mi się odwdzięczył - zostawił mnie, nie chce żadnego kontaktu ze mną. Ja nie potrafię tego zrozumieć, przepraszałam go, że się zmienię, że będzie lepiej, prosiłam, aby dał nam szansę, ale on tylko przypomina to, co było we mnie złego, że mam dać mu spokój.

Czuję się wykorzystana, bo uważam, że mnie oszukał uczuciowo, że jakby mnie kochał to by tak nie postąpił, bo ja bym mu dała szansę jakby mnie tak prosił jak ja to robię, Kochał mnie – uważam, że nic takiego mu nie zrobiłam, nie zdradziłam go. Nie potrafię się z nim nie kontaktować (choć on nie chce kontaktu), zapomnieć o nim, bardzo tęsknie, ciągle nie mogę w to uwierzyć. Proszę o pomoc, co mam robić? Jak sobie z tą sytuacją poradzić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie potrafię poradzić sobie z rozstaniem mimo czasu, jaki upłynął?

Witam, jestem młodą kobietą, mam 25 lat i potrzebuję porady. Problem wygląda może jak wiele innych, o których już na tej stronie czytałam tylko, że u mnie trwa to już 4 lata… Po 5 letnim związku rozstałam się z chłopakiem,...

Witam, jestem młodą kobietą, mam 25 lat i potrzebuję porady. Problem wygląda może jak wiele innych, o których już na tej stronie czytałam tylko, że u mnie trwa to już 4 lata…

Po 5 letnim związku rozstałam się z chłopakiem, rozstanie było dość dziwne - duma, za mało wypowiedzianych słów, dzieląca nas odległość sprawiły, że nie miałam już siły walczyć o ten związek. On walczył przez rok, starał się, ale ja zaślepiona i pełna dumy odrzuciłam go. Chciałam ułożyć sobie życie na nowo, spotkałam kogoś, ale nie potrafiłam - wstawałam rano i myślałam o swoim byłym. Przekonywałam siebie, że to po prostu przyzwyczajenie, że z czasem zapomnę, jednak to ciągle wracało. Starałam się odnowić kontakt, chciałam tylko mieć jakiś kontakt z byłym, ale on odmówił - nie chciał mieć już ze mną nic do czynienia. Zerwał nasze kontakty całkowicie, wspólnym znajomym również zakazał jakiegokolwiek opowiadania o sobie.

Bardzo długo nie mogłam dać sobie rady ze sobą, gdyż ciągle czułam, że to moja wina, że gdybym wcześniej pozwoliła mu na powrót (w momencie kiedy on tego chciał) to wszystko było by inaczej... Teraz, po 4 latach, jest przy mnie ktoś, kto mnie kocha, poprosił mnie o rękę, a ja czuję się okropnie, bo wciąż wieczorami płacze i myślę o moim byłym chłopaku. Nie potrafię sobie poradzić z tym, że już nie będziemy razem. Wydawało mi się, że to zwykły ból po stracie bliskiej osoby, ale to już trwa 4 lata - nie ma dnia żebym nie myślała o nim, a wiem, że ranię osobę, która chce ze mną być mimo wszystko.

Mój były ułożył sobie życie, ma nową partnerkę, a ja nie potrafię ułożyć sobie życia, ciągle o nim myślę i chyba ciągle mam nadzieję, że możne kiedyś będziemy razem, a ta myśl mnie zabija od środka - nie mogę normalnie funkcjonować. Osoba, która jest teraz przy mnie twierdzi, że powinnam uzyskać porady specjalisty.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Tęsknię bardzo za byłym partnerem. Co mam robić?

Witam serdecznie. Mam 25 lat mieszkam w dużym mieście. Przez 7 lat byłam związana z miłością swojego życia. Tylko, że moja miłość nagminnie pali gandzie i zdaje sobie sprawę z tego, że przesadza, nie wierzy w siebie, ma stany depresyjne...

Witam serdecznie. Mam 25 lat mieszkam w dużym mieście. Przez 7 lat byłam związana z miłością swojego życia. Tylko, że moja miłość nagminnie pali gandzie i zdaje sobie sprawę z tego, że przesadza, nie wierzy w siebie, ma stany depresyjne, wiele razy mówił mi, że się powiesi, skończy to, outsider, tworzący muzykę w zaciszu swego domu. Pragnę tu dodać, że ma skończone 26 lat i właśnie podjął swoją pierwszą pracę."Synuś mamusi".

Dopóki byliśmy razem to próbowałam go podnosić na duchu. Powtarzać, że jest coś wart. On zawsze twierdził, że nie może robić tego co lubi (naprawiać aut), bo rodzice nalegali na studia. Do tego kłóciliśmy się czasem tylko, że te kłótnie czasem kończyły się latającymi talerzami. Nie mieszkaliśmy ze sobą. Ja pochodzę z rodziny dotkniętej wielką tragedią jaką było bankructwo mojego ojca, co naprawdę wpłynęło bardzo niekorzystnie na mój rozwój, przede wszystkim dlatego szukałam przystani. Mój miał "ustawionych"rodziców. Może trąci tu materializmem, ale proszę mi wierzyć, że przeszłam piekło łącznie z ukrywaniem się w lasach przed zdeterminowanymi wierzycielami. Dlatego pojęcie dom i bezpieczeństwo jest dla mnie tak ważne.

Wybaczyłam 2 zdrady. Znam jego najczarniejsze tajemnice, a on moje. Ja jestem typem ekstrawertyka kocham ludzi, dynamizm w życiu on nie. Woli dom. Zebrałam siły odeszłam, dla innego, wspaniałego mężczyzny, ale nie wszystko złoto co się świeci. Okazało się, że strasznie tęsknię za byłym. Bardzo często go odwiedzam i czuję, że zaraz do siebie wrócimy. Pomimo tego, że w moim obecnym związku to ja jestem osobą kochaną, a nie kochającą. Pragnę zaznaczyć, iż strefa erotyczna jest dla mnie bardzo ważna ponieważ jestem biseksualna i lubię sex. Lubię eksperymenty, mój były też był bi, a obecny jest liberałem i nic poza całą kamasutrą nie wchodzi w grę, nawet 2 kobieta w łóżku. Przecież zawsze tak jest, że któreś kocha bardziej, prawda? Ja kochałam w poprzednim związku i strasznie mi tego brakuje. Co ja mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poderwać chłopaka, którego się kocha?

Hejka dziewczyny/chłopaki! Mam problem, bo się zakochałam w kolesiu i co muszę zrobić żeby go poderwać? Ej, a może on mnie nie lubi? Czy uśmiech i puszczenie mu oczka wystarczy? W sumie chcę do niego zagadać, ale trochę się boję...... Hejka dziewczyny/chłopaki! Mam problem, bo się zakochałam w kolesiu i co muszę zrobić żeby go poderwać? Ej, a może on mnie nie lubi? Czy uśmiech i puszczenie mu oczka wystarczy? W sumie chcę do niego zagadać, ale trochę się boję... Powiedzcie czy chłopak tylko patrzy na wygląd, czy można go poderwać i się zakocha? Wiem, może to jakieś głupie, ale wielkie dzięki za pomoc:)
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Mój chłopak pije. Czy powinnam starać się przemówić mu do rozsądku, czy skończyć to raz na zawsze?

Jestem mamą 3 letniego chłopczyka. Od 2 lat jestem w związku z chłopakiem (nie jest biologicznym ojcem), od roku razem mieszkamy. Na początku było bardzo przyjemnie, jednak od jakiegoś czasu mój partner za dużo pije (nie upija się, ale dziennie...

Jestem mamą 3 letniego chłopczyka. Od 2 lat jestem w związku z chłopakiem (nie jest biologicznym ojcem), od roku razem mieszkamy. Na początku było bardzo przyjemnie, jednak od jakiegoś czasu mój partner za dużo pije (nie upija się, ale dziennie wypija około 3-6 piw w zależności czy ma wolne, czy nie) ma też kilka innych używek. Ma pełno długów. Tak naprawdę ja go utrzymuję, on niewiele mi pomaga finansowo (robi opłaty po za czynszem, tyle). Problem polega na tym, że on mieszka u mnie i nie potrafię się go pozbyć. Nie mam już siły bawić się w kobietę miłosierdzia. Wiem, że to toksyczny związek i choć myślę, że nadal go kocham, nie mam już ochoty czekać i mieć nadzieję, że coś się zmieni, bo się nie zmieni. Najgorsze jest to, że mój synek tak go kocha, boję się, że mnie kiedyś znienawidzi za to, że zabrałam mu tatę. Co ja powinnam zrobić? Czy powinnam jeszcze starać się przemówić mu do rozsądku, czy skończyć to raz na zawsze? A jeśli powinnam się go pozbyć, to jak?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Rozstanie po długim związku - co dalej?

Witam, jestem 30-letnią kobietą i ponad półtora roku rozstałam się z mężczyzną, z którym byłam 13 lat. Uściślając, to on rozstał się ze mną. Prawda jest taka, że stało się to z mojej winy, zdradzałam go i bardzo teraz tego...

Witam, jestem 30-letnią kobietą i ponad półtora roku rozstałam się z mężczyzną, z którym byłam 13 lat. Uściślając, to on rozstał się ze mną. Prawda jest taka, że stało się to z mojej winy, zdradzałam go i bardzo teraz tego żałuję.

Próbuję zapomnieć i ułożyć sobie życie na nowo, ale zdecydowanie mnie to przerasta. Jestem silną, atrakcyjną kobietą, mam dobrą pracę, własne mieszkanie i samochód, świetnie sobie radzę z codziennymi obowiązkami. Psychicznie jestem wrakiem. Umawiam się na randki, ale nie jestem w stanie stworzyć związku, ciągle porównuję. Chciałabym się ustatkować i założyć rodzinę. Uciekam w alkohol. Nadal bardzo kocham swojego byłego partnera i najprawdopodobniej on mnie też. Jesteśmy w stałym kontakcie, on jest sam, bardzo mnie wspiera i pomaga, ale nie chce wrócić ponieważ stracił do mnie zaufanie.

Co powinnam zrobić? Kontynuować znajomość z nadzieją, że kiedyś wróci, czy zerwać kontakt? Proszę o pomoc. Czas wcale nie leczy moich ran.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie umiem zapomnieć przeszłości męża. Jak z tym dalej żyć?

Wyszłam za mąż za mężczyznę, który miał bardzo "rozrywkową" przeszłość. Otóż całe jego przeszłe życie składało się z zabawy - alkohol, narkotyki i kobiety. Coś co bardzo mnie boli i nie mogę przestać o tym myśleć. Nie umiem zaakceptować,...

Wyszłam za mąż za mężczyznę, który miał bardzo "rozrywkową" przeszłość. Otóż całe jego przeszłe życie składało się z zabawy - alkohol, narkotyki i kobiety. Coś co bardzo mnie boli i nie mogę przestać o tym myśleć.

Nie umiem zaakceptować, że mój mąż współżył, całował, przytulał inne kobiety. Czasami nawet nie jestem w stanie patrzeć mu w oczy, przytulać - te myśli o jego przeszłości mnie zabijają, niszczą wewnętrznie. Ja tak bardzo pragnę o tym nie myśleć. Jednak nie potrafię dlatego piszę tu przed pójściem i spotkaniem się z psychologiem twarzą w twarz. Proszę mi powiedzieć, czy jest sposób aby o tym zapomnieć, nie myśleć?

Proszę mi pomóc, gdyż jestem w punkcie swojego życia, w którym nie wiem co mam robić, nie mam pojęcia jak mam postąpić. Nie wiem i nie umiem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ona robi sobie krzywdę w związku z rozstaniem. Jak jej pomóc?

Witam. Postaram się pokrótce przedstawić sytuację: byłem około roku z pewną dziewczyną. W momencie, kiedy Ją poznałem - Ona wychodziła z bardzo bolesnego związku ze sporo starszym od niej mężczyzną. On nie chciał, a z Jej strony nosiło to znamiona... Witam. Postaram się pokrótce przedstawić sytuację: byłem około roku z pewną dziewczyną. W momencie, kiedy Ją poznałem - Ona wychodziła z bardzo bolesnego związku ze sporo starszym od niej mężczyzną. On nie chciał, a z Jej strony nosiło to znamiona obsesji. Pomogłem Jej wyjść z tego opłakanego stanu. Jaki czas później zostaliśmy narzeczeństwem. Sądziłem, że już nic nie zmąci naszego szczęścia. Tymczasem Ona niemal przy każdej kłótni, a było ich trochę, groziła mi zerwaniem. Co więcej - doprowadzała do sytuacji, że musiałem Ją prosić o kolejną szansę, choć nie czułem, że zrobiłem coś złego. Zawsze jednak w końcu czułem się winny. Same kłótnie były straszne, bo dokładnie znała moje słabe punkty i uderzała w nie. Z biegiem czasu Ona coraz częściej obrażała się z niewiadomych powodów. Mi coraz trudniej było to wytrzymać, bo starałem się jak mogłem, a wszyscy dookoła mówili, że Ją rozpieszczam. W końcu doszło do feralnej ostatniej kłótni. Znów o pierdoły: nieumyte naczynia (choć miałem tyle rzeczy na głowie, że po prostu nie zdążyłem). Od słowa do słowa kłótnia się zaostrzała. Ona znów zagroziła zerwaniem i zaczęła się pakować. Chciałem Ją przytrzymać i przytulić, zwłaszcza, że widziałem jak bez sensu jest ta wymiana zdań. Uznała to za naruszenie przestrzeni osobistej i dała mi w twarz. Wtedy, nie wiem jak się to stało, nie wytrzymałem. Oddałem Jej policzek. Od tej pory czuję się jak na równi pochyłej. Ona nie rozumie moich argumentów, że nie czuję się bezpieczny w tym związku i po prostu nie wytrzymałem. Ostatnio po raz pierwszy od roku nie byłem przy Niej, gdy płakała. Chciałem dać nam trochę czasu na ochłonięcie. Znów oskarżenia, że nie ma mnie, gdy mnie potrzebuje. Chciałem już to skończyć, a wtedy Ona poinformowała mnie, że pocięła sobie żyły. Później dowiedziałem się, że łyknęła też pełno tabletek. Cały czas mówi, że nie może żyć beze mnie, że chce tylko, abym Ją kochał. Proszę o pomoc! Chciałbym Jej pomóc i nadal darzę Ją uczuciem, mimo wszystkiego co się zdarzyło. Jak Jej pomóc?
odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Rozwieść się czy poczekać jeszcze na efekty terapii?

U mojego męża lekarz psychiatra stwierdził depresję. Mąż zdecydował się na wizytę u lekarza w momencie gdy już praktycznie podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Sytuacja od tamtej pory niby poprawiła się (mam wrażenie, że bardzo pozornie - chociaż wiem też, że...

U mojego męża lekarz psychiatra stwierdził depresję. Mąż zdecydował się na wizytę u lekarza w momencie gdy już praktycznie podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Sytuacja od tamtej pory niby poprawiła się (mam wrażenie, że bardzo pozornie - chociaż wiem też, że taka terapia postępuje małymi kroczkami i trzeba czasu i cierpliwości żeby zobaczyć jej końcowy efekt), a jednak nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją. Jest we mnie mnóstwo wątpliwości i niepewności, a najgorsze jest to, że tak naprawdę to nie wiem co w zasadzie dolega mojemu mężowi - depresja to dość rozległe pojęcie i nie wiem co tak naprawdę może wnieść leczenie, a czego ono w nim nie zmieni.

W moim postrzeganiu nasze życie codzienne od momentu podjęcia terapii zdecydowanie się poprawiło - co już jest ogromną pozytywną zmianą, lecz w żadnym stopniu terapia ta nie wpływa na rozwiązanie kluczowych kwestii, będących od początku jej trwania przesłankami dla mnie do podjęcia decyzji o rozwodzie. Lekarz prowadzący terapię nie określił nam na czym polega schorzenie męża z wyjątkiem tego, że mąż jest introwertykiem, a zaburzenie ma podłoże charakterologiczne, co nie jest dla nas żadną nowością. Dlatego postanowiłam zgłębić ten temat w literaturze medycznej przystępnej dla laika w tej dziedzinie.

Wiele lat wspólnego życia i znajomości męża każe mi przypuszczać, że problemy z którymi się boryka to problemy bardziej natury osobowościowej, związane z wychowaniem w rodzinie o pesymistycznym i krytycznym nastawieniu do życia, bez głębszych więzi emocjonalnych, budowaniu relacji międzyludzkich - nawet wewnątrz rodziny - opartych na braku zaufania wzajemnego oraz do innych ludzi, a wręcz wrogiego nastawienia do innych ludzi, ateizmu z góry wykluczającego wzbogacanie osobowości o głębsze wartości takie jak wiara, nadzieja, wspólnota, troska o innych (nie mówię tu wprost o religii lecz o wartościach jakie niesie ze sobą wychowanie w wierze).

Mąż raczej jest w życiu pasywny, wręcz zależny od innych, nie jest zainteresowany podejmowaniem kroków w zakresie kształtowania życia swojego i rodziny. Nie podejmuje inicjatyw służących samorealizacji czy też ulepszeniu życia rodziny. W oparciu o źródła jako laik sądzę, że jego zaburzenie ma przewlekły charakter coś w rodzaju dystymii - przez wiele lat nie podejrzewałam, że jego zachowanie i sposób bycia może być wynikiem choroby lecz sądziłam, że to taki typ charakteru i osobowości, stąd tez decyzja o rozwodzie. Tym bardziej, że wobec znajomych i rodziny zachowywał się zupełnie inaczej niż wobec mnie - tak naprawdę wszyscy wokoło nas sądzą, że jesteśmy wzorową parą. Nie zauważałam też objawów charakterystycznych dla manii, co najwyżej drażliwość no i takie swoiste wyjałowienie emocjonalne.

Lekarz prowadzący nie wyjaśnił, pomimo moich pytań, na czym ma polegać leczenie i jaki oczekiwany skutek powinny wywołać leki. Terapia jest wyłącznie terapią farmakologiczną (bez praktycznie żadnej psychoterapii). Mąż nie jest raczej zainteresowany głębszym poznaniem ani swojej choroby ani leczenia. Sądzi, że nie jest to mu do niczego potrzebne, że wypełnia zalecenia lekarza, a efekty jakie dotąd przyniosła terapia są dla niego wystarczające i w zasadzie nie ma większych oczekiwań, zaś moje oczekiwania są być może zbyt wygórowane. Postawa męża nie dziwi mnie wiedząc, że może on nie być świadomy potrzeby kształtowania w sobie innych zachowań, zwłaszcza w relacjach z ludźmi i w związku, a mnie skłania do ponownej oceny czy ta nasza "ostatnia szansa", jaką jest terapia faktycznie, będzie dla nas satysfakcjonująca (leki przecież mu tego nie wskażą ani nie powiedzą, a psychoterapii nie ma).

Ponieważ nie wiem do końca na czym tak naprawdę polega schorzenie męża ani jakie efekty ma przynieść terapia trudno jest mi zaakceptować całą tą sytuację (zarówno chorobę, jak i leczenie), powoduje to we mnie ogromną niepewność i życie polegające na ciągłym wahaniu pomiędzy wyborem samotnego wychowywania dzieci a kontynuowaniem małżeństwa. Życie w bieżącym roku skupiłam niemal wyłącznie na mężu i naszym związku, a tym samym nie poświęcam wystarczającego czasu, energii i uwagi ani dzieciom, ani pracy, ani dążeniu do samorealizacji i zaniedbując kontakty towarzyskie. Prośba męża i nasze wspólne ustalenie, że o rozpoczęciu terapii i naszych problemach małżeńskich nie będziemy informować rodziny ani znajomych powoduje, że jestem w tym wszystkim bardzo osamotniona i coraz częściej mam wątpliwości czy moje oceny są prawidłowe i czy zachowuję w tym wszystkim właściwą obiektywność.

Odnoszę wrażenie, że im dłużej trwa terapia i im więcej o tym myślę tym bardziej jestem zagubiona w pojmowaniu nie tylko tego problemu, ale w tym momencie i relacji międzyludzkich i powoduje to w pewnym sensie utratę własnej osobowości i pewności postrzegania świata w sposób, który do tej pory nie budził we mnie wątpliwości. Przyczyniły się do tego również wspólne wizyty u lekarza prowadzącego męża, których zaniechałam, gdyż utraciłam zaufanie do lekarza. Zaufanie męża tez jest ograniczone, ale leki pomagają, więc nie chcemy nic psuć zmieniając terapeutę... Uczucie jakim darzę męża i odpowiedzialność za rodzinę, a także odpowiedzialność za Niego samego wobec choroby, która się nam po latach zmaterializowała diagnoza lekarską, utrudnia podjęcie radykalnej decyzji o zakończeniu związku, z drugiej strony rozchwianie emocjonalne, które bardzo mnie męczy wewnętrznie i poczucie, że zaniedbuję inne sfery życia nie rozwiązując jednocześnie problemu w małżeństwie popycha mnie do podjęcia decyzji o rozwodzie wyłącznie dla odzyskania własnego spokoju i chęci rozpoczęcia nowego życia.

Proszę więc o poradę, wobec której nie oczekuję podjęcia za mnie decyzji co do mojego związku, lecz pokazania sposobu poradzenia sobie z tą trudną sytuacją w jakiej się znajduję, pomocy w określeniu czy moje postrzeganie tego problemu jest właściwe i pomocy w odzyskaniu równowagi emocjonalnej, która nigdy wcześniej w moim życiu nie była tak mocno zachwiana (płaczę, dokonuję rzeczy, które zaskakują mnie samą, nie sypiam po nocach, nie mogę się na niczym skoncentrować co znacznie utrudnia mi pełnienie odpowiedzialnych obowiązków w pracy, mam do siebie żal, że nie cieszę się z tego że przecież jest lepiej niż było i że nie wspieram męża w sposób w jaki powinnam to robić, choć zwykle pomimo problemów małżeńskich byłam osobą wobec innych ludzi otwartą, zawsze chętną do bezinteresownej pomocy, kontaktową, radosną i optymistyczną). Bardzo proszę o pomoc, bo gubię się w swoim własnym życiu z każdym dniem bardziej i j nie wiem co mam robić zwłaszcza, że w mojej miejscowości nie ma żadnego ośrodka pomocy dla rodzin osób depresyjnych.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Skoro mnie przytula, to może mnie jeszcze kocha?

Witam. Znów pojawiam się po długim czasie. Niestety dalej jest źle, nie rozumiem postępowania mojego byłego chłopaka, za każdym razem jak się spotkamy to on się zbliża do mnie, przytula, całuje mnie. Najbardziej bolało mnie to, że jak zapytałam dlaczego...

Witam. Znów pojawiam się po długim czasie. Niestety dalej jest źle, nie rozumiem postępowania mojego byłego chłopaka, za każdym razem jak się spotkamy to on się zbliża do mnie, przytula, całuje mnie. Najbardziej bolało mnie to, że jak zapytałam dlaczego to robi, to odpowiedział, że to fizyczność, mnie to tak boli, dlaczego on tak mi odpowiedział?

Sam mówi, że martwi się o mnie, to dlaczego tak mnie traktuje? Jak można komuś powiedzieć „kocham cię”, a po chwili pomyliłem się? Naprawdę mam dość, nie potrafię normalnie żyć, kocham go, zrobię dla niego wszystko, zmienię się, nie potrafię bez niego żyć. On jest dla mnie wszystkim. Co ja mogę zrobić? Straciłam już sens życia, po prostu wstaje, krzątam się po domu i płaczę, przestałam chodzić do szkoły.

Niech mi ktoś z Państwa napisze, co ja mogę zrobić, powiedzieć mu. Skoro przytula mnie itd., to może mnie jeszcze kocha? Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

On twierdzi, że mnie kocha, ja go też, ale nie potrafi mi zaufać - co z tym zrobić?

Mam 22 lata, byłam z chłopakiem 2 lata, strasznie go kochałam, ale mu tego nie okazywałam - wiecznie miałam pretensje do niego, sama nie wiedziałam o co mi chodzi :(. Teraz, gdy go straciłam, nie mogę sobie z tym poradzić:(,...

Mam 22 lata, byłam z chłopakiem 2 lata, strasznie go kochałam, ale mu tego nie okazywałam - wiecznie miałam pretensje do niego, sama nie wiedziałam o co mi chodzi :(. Teraz, gdy go straciłam, nie mogę sobie z tym poradzić:(, mam zmienne nastroje raz mam ochotę zginać z tego świata, ale za chwilę twierdzę, że wszystko jest dobrze. On twierdzi, że mnie kocha, ja go też, ale nie potrafi mi zaufać, nie umiem już sama sobie z tym poradzić. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy zostawić go, niech żyje sobie sam, czy nadal mu pomagać?

Poznałam go rok temu, po jakimś czasie zaczął mi opowiadać o sobie, że był już cztery razy w szpitalu psychiatrycznym na leczeniu. Zachowuje się nie raz normalnie, rozmawia, śmieje się i po pewnym czasie siedzi smutny, nic nie mówi. Zaczął...

Poznałam go rok temu, po jakimś czasie zaczął mi opowiadać o sobie, że był już cztery razy w szpitalu psychiatrycznym na leczeniu. Zachowuje się nie raz normalnie, rozmawia, śmieje się i po pewnym czasie siedzi smutny, nic nie mówi. Zaczął pracować i jak przychodzi do domu to zapali i od razu śpi. Nawet jak nie pracuje to śpi, w nocy mówił że nie spał, mało je, prawie wcale, i to mnie niepokoi.

Znalazłam leki i recepty od lekarza psychiatry, czytałam kartę informacyjną ze szpitala o lękach, zmianie nastrojów, nadużywaniu leków tych od lekarzy psychiatrów. Martwi mnie również, że seks stał się wręcz zbędną rzeczą, kochamy się dwa razy w miesiącu, mówi, że nie chce mu się i może bez tego obejść się - czy przyczyną tego są leki? Nie wiem co mam zrobić, męczy mnie taka sytuacja, proszę mi pomóc i powiedzieć co mam zrobić. Zaczekać?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy wpadłam w sidła przemocy psychicznej ze strony męża?

Mam 27 lat, syna w wieku 2 latek, mężatką jestem od 3lat. Na początku małżeństwa, wszystko było normalnie, maż był czuły, wyrozumiały, świetnie się dogadywaliśmy. Zaszłam w ciążę i zaczęły się drobne sprzeczki, w których często słyszałam "kobieto ty jesteś...

Mam 27 lat, syna w wieku 2 latek, mężatką jestem od 3lat. Na początku małżeństwa, wszystko było normalnie, maż był czuły, wyrozumiały, świetnie się dogadywaliśmy. Zaszłam w ciążę i zaczęły się drobne sprzeczki, w których często słyszałam "kobieto ty jesteś nienormalna", "ty sobie nie radzisz", "rusz tym swoim tępym mózgiem" itp. (tu zaznaczę, że mam wyższe wykształcenie, nadal podnoszę kwalifikacje, maż ma wykształcenie zawodowe -nigdy nie sprawiało mi to różnicy, dopóki on nie zaczął mnie obrażać ). Nie były to kłótnie o poważne rzeczy, przeważnie to były błahostki, które od słowa do słowa tak się kończyły.

Nasz syn się urodził i było znowu sielsko, do momentu kiedy mąż zmienił pracę, teraz pracuje w zakładzie, w którym 80% to kobiety. Od pewnego czasu zaczął mnie unikać, przestał przytulać, całować, a nawet sypiać ze mną, a jeśli już miało dojść do zbliżenia to bez "owijania w bawełnę" - zrobić co zrobić i mieć spokój - to jego założenie. Zastanawiałam się czy mnie nie zdradza. Po pewnym czasie odkryłam, że mój mąż od 5 miesięcy, średnio 4 razy w tyg., parę razy dziennie (kiedy byłam pod prysznicem, wyszłam do sklepu, byłam obok w pokoju) odwiedzał strony pornograficzne, na co on stwierdził, że nie musi mi się z tego tłumaczyć.

Kłótnie zaczęły się częściej, ja poczułam do niego odrazę, niechęć, przestałam zabiegać o jego względy. Mąż potrafi zrobić kłótnie o naczynia w zlewie, o okruszek na dywanie, dosłownie o wszystko, wyzywając mnie od tępaków, bezmózgów, powtarzając w kółko, że jestem ograniczona umysłowo, że powinnam iść się leczyć. Czasami rozmawia ze mną jakbym naprawdę była chora psychicznie, 5 razy powtarza te same pytania, tłumaczy jak małemu dziecku i o wszystko co się nie stanie mnie obwinia, non stop słyszę "to twoja wina, bo ty sobie nie radzisz" (bo skrzydełka w zupie się nie rozpływają w ustach, tylko trzeba je obgryźć - szok!).

Aż w końcu pewnego wieczora, podczas tłumaczenia mężowi po raz setny błahostki, i słysząc że jestem p... uderzyłam go w twarz, po czym usłyszałam, że jestem szmatą. Nie mam sił walczyć o niego, starałam się, przepraszałam nawet jeśli nie było mojej winy, ale tym razem miarka się przebrała. Proszę mi powiedzieć czy to jest ewidentna przemoc psychiczna, czy problem jest inny? Czy warto udać się na terapie małżeńską i ratować małżeństwo ze względu na dziecko i na to co nas kiedyś łączyło, czy taka terapia naprawdę nam pomoże? A może ja się nadal łudzę, że da się jeszcze dogadać, że on się zmieni? Może powinnam odejść od niego? Jestem w kropce.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam wstręt do siebie za to, że wyznałam mu miłość - co mam zrobić?

Witam, Dokładnie pamiętam tą datę - 02.08.2010 r. Zakochałam się w chłopaku, który jest ode mnie o 12 lat starszy. Szalałam na jego punkcie... Postanowiłam jakoś zagadać do niego, napisałam do niego na NK wiadomość, że się w nim zakochałam,...

Witam, Dokładnie pamiętam tą datę - 02.08.2010 r. Zakochałam się w chłopaku, który jest ode mnie o 12 lat starszy. Szalałam na jego punkcie...

Postanowiłam jakoś zagadać do niego, napisałam do niego na NK wiadomość, że się w nim zakochałam, a on mnie olał, a ja przez to zaczęłam się samookaleczać, płakałam, nic nie jadłam, a jak chciałam z nim porozmawiać to unikał mnie jak się tylko da. Niestety do tej pory mnie ''trzyma'' dalej, jestem w nim zakochana po uszy, a okaleczam się bardzo często...

Mam wstręt do siebie za to, że wyznałam mu tą ''miłość przez internet'', a on mnie olewa, przez to kompletnie się zmieniłam. Siedzę sama w kącie, płaczę, nie daje sobie rady. Pomocy :(! Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty