Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Czy to kryzys czy szaleństwo?

Jestem z moim partnerem już 4 lata, wszystko było w porządku. Snuliśmy plany na przyszłość. Rodzina, dziecko, dom. Zawsze czułam się z tym bezpiecznie i bardzo dobrze. W dużej części naszego związku obawiałam się zdrady, ale jakoś sobie z...

Jestem z moim partnerem już 4 lata, wszystko było w porządku. Snuliśmy plany na przyszłość. Rodzina, dziecko, dom. Zawsze czułam się z tym bezpiecznie i bardzo dobrze. W dużej części naszego związku obawiałam się zdrady, ale jakoś sobie z tym radziłam. Ostatnio nie mogłam poradzić sobie z decyzją, czy pierwsze dziecko, uniwersytet, praca, a nawet dużo pracy, by pokryć wydatki i rachunki. Tydzień temu dowiedzieliśmy się, że musimy się szybko wyprowadzić z domu. Zareagowałam dość spokojnie, szczególnie że mój kochany mówił mi, by się nie martwić. Ale kilka dni po tym spojrzałam na niego przez moment i zapytałam się sama siebie, czy ja chcę z nim przechodzić przez to wszystko. Wydał mi się nudzący, chociaż taki nie jest. Ja go kocham i boję się myśli o zostawieniu go.

W niedzielę wstałam i poczułam się pusta i jakbym nie należała już do domu, w którym mieszkamy już ponad 2 lata. Na drugi dzień byłam cały dzień sama, nic mnie nie cieszyło jak zwykle. Robiłam rzeczy, bo musiałam. Wieczorem poszliśmy do sklepu i bez zainteresowania snułam sie za moim chłopakiem, czując beznadziejną pustkę i dystans. Już tydzień jak nie mogę się pozbierać, nie jem, mam bóle w klatce piersiowej, jak pomyślę, że nasz związek się skończy. Czuję, że kocham go mniej, ale z drugiej strony nie mogę tego wytłumaczyć, bo cały czas o nim myślę i o naszej przyszłości.

W sobotę zostałam na noc u koleżanki, włączyłyśmy olejek lawendowy, oglądałyśmy film i się uspokoiłam. Zaczęłam myśleć o nim bardzo ciepło i tak jak kiedyś i czułam się z tym bardzo dobrze. Czułam jak powróciłam, ale zaraz zaczęłam się zastanawiać na jak długo przed tym, jak uczucie strachu i okropny ból wróci. I wrócił rano, kiedy byłam sama w łóżku. Przyjaciele zeszli na dół, było spokojniej w mojej duszy, ale już powróciło. Wiem, że nie lubię już naszego mieszkania, ale boję się iść do nowego.

Mój partner jest bardzo wyrozumiały i kochający, pomimo że mu powiedziałam o swoich uczuciach. Ja w głębi czuję, że go kocham i jestem z nim szczęśliwa, ale w tym momencie czuję, że wszystko się zepsuje, że nie czuję tak samo. Jestem tak zdezorientowana, że zaczynam myśleć "mój mózg oszalał". Raz jestem weselsza i myślę o nas, a drugim razem myślę, że muszę mu powiedzieć o rozstaniu. Gdzie jest problem, czyja to wina? Lekarz powiedział, że to stres i nic więcej.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Czy to depresja, czy sposób na pozbycie się mnie, bo jego uczucie minęło?

Witam. Mam 31 lat, trzy lata temu poznałam wspaniałego mężczyznę. Ma teraz 48 lat. Ujęła mnie jego dojrzałość, sposób, w jaki na mnie patrzył i uśmiech. Potem doszedł charakter, dobroć, ciepło i pomoc, jaką mi okazał. Kiedy było już wiadomo,...

Witam. Mam 31 lat, trzy lata temu poznałam wspaniałego mężczyznę. Ma teraz 48 lat. Ujęła mnie jego dojrzałość, sposób, w jaki na mnie patrzył i uśmiech. Potem doszedł charakter, dobroć, ciepło i pomoc, jaką mi okazał. Kiedy było już wiadomo, że coś między nami iskrzy, zapytał, czy ma szansę (chodziło mu o różnicę wieku), odpowiedziałam "oczywiście, że tak". Po roku znajomości wyjechaliśmy razem do Holandii, do pracy. Byłam tym wyjazdem przerażona, ponieważ obawiałam się, że gdy zamieszkamy razem, on pozna dokładnie moje wady i ucieknie, gdzie pieprz rośnie. Ale tak się nie stało, wprost przeciwnie.

W domowych obowiązkach potrafiliśmy się porozumieć bez słów. To był cudowny okres. Po 3 miesiącach brakło pracy i wróciliśmy do kraju. Już przeszło dwa lata minęło od naszego powrotu i nadal jesteśmy razem i od 4 miesięcy jest jeszcze z nami ktoś - DEPRESJA. W październiku zeszłego roku moje serdunio stracił pracę i od tej pory ciężko mu znaleźć inną. Wspieram go jak mogę, rozsyłam CV przez internet, on dzwoni z ogłoszeń z gazety. Zmienił się nie do poznania, już nie jest taki wesoły i pełen życia jak kiedyś. Powiedział, że chce ze mną być, ale boi się, że ja go za parę lat zostawię. Mówi, żebym znalazła sobie młodszego, lub nawet jeśli nie, to bardziej wartościowego człowieka niż on. Powiedziałam mu, że kocham go całym sercem za to, jaki jest i chcę z nim spędzić życie.

W Polsce nie mieszkamy razem (ja, zanim się poznaliśmy, mieszkałam z mamą, ponieważ wychowuję córkę samotnie. Moja mała go uwielbia. Mamy małe mieszkanie. Serdunio z kolei mieszka z córką i jej chłopakiem, ona spodziewa się dziecka i może zdołowało go też to, że zostanie dziadkiem). Próbowałam namówić go na wizytę u psychologa, ale zaparł się w sobie i twierdzi, że nic mu specjalista nie pomoże. Pracował kiedyś w mundurze i twierdzi, że wie, na czym polegają rozmowy z psychologiem i że to nic nie da. Powiedziałam mu, że nie odpuszczę, ponieważ go kocham i nie chcę go stracić, że takich par jak my jest wiele. Ale brakuje mi pomysłów na to, jak mu pomóc. Siłę mam, ale pomysłów brak.

Niedawno usłyszałam, że woli żyć w samotności niż w niepewności. Ale ja zawsze jestem przy nim, więc jak może być mnie niepewny. Nie wiem co zrobię, jak on faktycznie będzie chciał odejść. Nie potrafię zrozumieć tego, że mimo iż jemu na mnie zależy, woli poddać się lękom.

Co z tą miłością do człowieka chorego na depresję?

Mam 55 lat i od wielu lat byłam z dziećmi (wdowa). Gdy dzieci "wyszły z domu", poznałam na portalu internetowym mężczyznę. Przy pierwszym spotkaniu bardzo mi się spodobał i zakochałam się w nim za jego dobroć, takt, kulturę i zaangażowanie...

Mam 55 lat i od wielu lat byłam z dziećmi (wdowa). Gdy dzieci "wyszły z domu", poznałam na portalu internetowym mężczyznę. Przy pierwszym spotkaniu bardzo mi się spodobał i zakochałam się w nim za jego dobroć, takt, kulturę i zaangażowanie (w życie domowe też). Uczciwie powiedział mi, że choruje na depresję i miał próby samobójcze (jego siostra wcześniej popełniła samobójstwo, a starszy brat też choruje na nadpobudliwość). Jego małżeństwo podobno było pasmem udręki, no i ma 19-letnią córkę niepełnosprawną (superkobieta, czyli XXX). Z synem też nie jest w dobrym układzie, bo jak on twierdzi, ma 24 lata, a jest na utrzymaniu matki, a teraz dziewczyny (nie pracuje, nie uczy się).

Gdy powiedział mi, że leczy się od 2003 roku (tabletki Cymbalta przyjmowane przez rok, od czerwca br. sam odrzucił tabletki i nie bierze nic, bo twierdzi, że sam się wyleczy - sanatorium specj. w Austrii itp.), to nie wiedziałam, co to za choroba. Myślałam, że chwilowe obniżenie nastroju, a nasza miłość (zapewniał mnie o niej z żarem w oczach) wszystko pokona. Wg niego to ma depresję od 20 lat, mimo że przepracował 35 lat, a ostatnie 10 jako kierowca zawodowy. Zamieszkaliśmy razem, tzn. u mnie, i było z początku ok, ale w miarę upływu czasu było coraz gorzej, tzn. zrobił się podejrzliwy i ciągle mnie oskarżał o kłamstwa (!!??), gadulstwo, zakłamanie itd, tak że nerwy mi wysiadały, że niemal płakałam codziennie za te przykrości...

Nie przesypiałam noce, ręce mi drżały i postanowiłam wyjechać na jakiś czas, a on powziął decyzję o wyprowadzeniu się (w międzyczasie poznał inną kobietę). Nie był tam długo, bo pani ta nie wytrzymała jego nastroju. Zaczął odnawiać ze mną znajomość, no i znów wróciliśmy do siebie (ale nie mieszkaliśmy razem), no i poznał inną kobietę, wdał się w romans (sam mi to później opowiadał) i znów niepowodzenie i pogodzenie się ze mną. Wybaczałam tak wiele razy, ale to się ciągle powtarza, ten scenariusz: zapewnianie o swojej miłości, jego żarliwe uczucie, następnie obrażanie mnie i wyzywanie, wymyślanie urojonych sytuacji. Robiłam coś, o czym nie wiem.

Męczy mnie to strasznie i nie umiem się od niego uwolnić, bo wystarczy kilka ciepłych wyznań i już  jestem w jego objęciach, mimo że wiem, co mnie czeka. Czy ze mną jest również coś nie tak? Moja rodzina (dzieci) za plecami tak twierdzi i co robić? Straciłam nadzieję, że On wyzdrowieje, i straciłam nadzieję, że możemy razem mieszkać (on nalega, ale teraz u niego, tzn. w Austrii), obawiam się, że jego stany "dołowe" (przy tym jest agresywny słownie) i jego bezsenność mnie również zaprowadzą do depresji, bo w ub. roku już byłam bardzo blisko, chociaż otoczenie odbiera mnie jako silnego człowieka. On w tej chwili jest bez pracy, bo był rok na chorobowym, no i nie ma pewności, czy jak ją otrzyma, to będzie tam pracował, bo może znów będzie w dołku, a to wszystko się na mnie odbije.

Wiem, że go kocham, ale takiego jak go poznałam, a jak jest w okresie "doła" to się go obawiam, bo mówi straszne rzeczy, a to mnie dobija psychicznie.W tej chwili jestem daleko od niego i ma ze mną kontakt tylko telefoniczny i przez to mogę normalnie myśleć, co jemu nie przeszkadza wchodzić w stany euforii, a po 2 tygodniach w samo centrum piekła. Aha, oskarża mnie, że jestem złym człowiekiem i zepsutym (gdy jest w "dole"), a obserwujący to nasi znajomi twierdzą, że będą się starać o moją "beatyfikację" (żart). A może można go uratować, ale jak?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Akceptacja partnera

Witam. Proszę o pomoc w odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Rozwiodłem się z żoną rok temu. Po tym etapie pojawiła się w moim życiu moja dawna miłość. Byliśmy też przez ponad 10 lat przyjaciółmi i zawsze między nami coś iskrzyło,...

Witam. Proszę o pomoc w odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Rozwiodłem się z żoną rok temu. Po tym etapie pojawiła się w moim życiu moja dawna miłość. Byliśmy też przez ponad 10 lat przyjaciółmi i zawsze między nami coś iskrzyło, ale na tym się skończyło, że iskrzyło. Po tym, jak wziąłem ślub z moją była żoną, ona założyła swoją rodzinę. Po moim rozwodzie okazało się, że też się rozwodzi. Przeszliśmy razem wszystkie trudy. Od 3 miesięcy mieszkamy ze sobą i jest fajnie. Ona uważa, że w 90% jestem zajefajnym facetem i że nigdy takiego nie znajdzie. I wszystko by było jak w bajce, gdyby nie moja oponka na brzuchu.

Moja obecna partnerka nie umie mnie zaakceptować takiego, jakim jestem, pomimo że mówi, że 90% to jest to, o czym marzyła, ale te 10%, czyli moja oponka, jest nie do zaakceptowania. Motywuje mnie tym, że jak stracę brzuszek, to mnie zaakceptuje i polepszy się nasze życie rodzinne i intymne. I ja się z tym nie mogę zgodzić! Bo albo się kogoś kocha takim jakim jest, albo nie - tym bardziej, że podejmując decyzję o byciu razem, czyli ja, ona i jej córeczka, byłem taki sam. Tłumaczy mi, że będę się lepiej czuł, będę atrakcyjniejszy, zdrowszy. I tu się z nią zgadzam i nie zamierzam spocząć na laurach i będę się starał, aby tę oponkę zgubić, bo w tym jest potencjał dodatni, nawet jeśli musielibyśmy się rozejść. Nadmieniam, że moja oponka nie jest duża, moja partnerka też ma brzuszek. Boli mnie bardzo jej brak akceptacji i bardzo jej potrzebuję, aby mieć siłę walczyć z moją nadwagą. Zrzuciłem już 15 kg...

1) Powinienem ją zrozumieć, bo ona ma rację (jak schudnę, to bedzie akceptacja)?

2) Powinienem stać przy swoim (będzie akceptacja i szybciej schudnę - nadmieniam, że usłyszałem, że jeśli ja mam rację, to ona odchodzi - bo nie umie mnie takiego zaakceptować)?

3) Jeśli powinienem być zaakceptowany taki, jaki jestem, to jak jej to przetłumaczyć - bo nie docierają do niej żadne argumenty? Akceptacja mnie takiego, jakim jestem, jest dla mnie bardzo ważna.

On jest dla mnie całym światem

Witam, założyłam tu konto chwile temu.... tak czytam wasze komenatrze i postanowilam napisac.. nie wiem od czego mam zacząć... nie wiem co się ze mna dzieje.... chwilowo nie mam pracy, wciaz siedze w domu...Mam chłopaka ale juz sama nie wiem...

Witam, założyłam tu konto chwile temu.... tak czytam wasze komenatrze i postanowilam napisac.. nie wiem od czego mam zacząć... nie wiem co się ze mna dzieje.... chwilowo nie mam pracy, wciaz siedze w domu...Mam chłopaka ale juz sama nie wiem czy on mnie kocha... znamy sie baardzo dlugo, ponad 8 lat, nasza historia to jak telenowela, raz bylismy razem raz osobno... 5 miesiecy temu zdecydowalismy sie wrocic znow do siebie... w sumie to dzieki mnie, bo bardzo tego chcialam, robilam wszystko, żeby tylko bylo dobrze... po jakims czasie odkrylam ze moj chlopak pisze sobie z jakas dziewczyna, on wypieral sie wszystkiego i mowil ze to w mojej glowie cos sie dzieje i nie powinnam mu nic wmawiac, jednak sprawa sie wydala i przepraszal mnie ze to nic takiego i nie chce wiecej mnie oklamywac... jednak od tamtej pory cos we mnie peklo.. wciaz mam wrazenie ze o mnie oklamuje, wciaz zadaje mu pytania czy mnie kocha...każde jego słowo badam kilka razy i w końcu stwierdzam ze mnie klamie...On powtarza mi zebym zaczela cieszyc sie nami a nie wciaz szukala dziury w calym..ale Ja wiem ze cos jest nie tak, przeciez to czuje... On jest dla mnie calym swiatem, tyle walczylam o ta milosc a teraz mam wrazenie ze on jest ze mna bo ja tego chce... kiedy mam problem i dzwonie do niego mowi ze teraz nie ma czasu sie mna zajmowac, zebym wziela sie w garsc... ale ja nie potrafie tego zrobic sama, wciaz placze, nie tak normalnie ale doslownie jak bym kogos stracila...wszystko i wszyscy mnie denerwuja, nic mnie juz nie cieszy, smutki staram sie zalewac w alkoholu ale przechodzi mi na chwile, pozniej znow wraca.. mam problem, nie potrafie sobie z tym poradzic sama ale nie wiem czy umialabym sie otworzyc przed kims obcym.. co mowic? jak mowic zeby mnie zrozumial?a moze to nie jest depresja? wiem ze powinnam znalezc sobie jakies zajecie, ale wszystko za co sie biore sprawia mi przyjemnosc przez minute...Nie wiem juz sama co mam robic, jak zyc... chcialabym w koncu byc szczesliwa... ;(((

Jak poradzić sobie po stracie pracy?

Witam. Moja historia jest trochę długa. Po zdanej maturze chciałam sie wyrwać ze swojej miejscowości i zdać na studia do innego miasta. Udało się, co prawda nie na wymarzony kierunek, ale zawsze coś. Wszystko było super. Nowi znajomi, fajne mieszkanie....

Witam. Moja historia jest trochę długa. Po zdanej maturze chciałam sie wyrwać ze swojej miejscowości i zdać na studia do innego miasta. Udało się, co prawda nie na wymarzony kierunek, ale zawsze coś. Wszystko było super. Nowi znajomi, fajne mieszkanie. Pierwszą sesję przeżyłam jakoś, ale przy drugiej... To było coś okronego. Ciagle dzwoniłam do mamy, płakałam, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Na studiach poznałam też swojego chłopaka, teraz już narzeczonego. Uczył się ze mną, był cały czas. Czas egzaminów był dla mnie okropny, zawsze byłam ambitna, w szkole same piątki, zawsze pasek. Tu starałam się jak mogłam, jeden nieudany egzamin, kolejny, nieprzespane noce, ciagle tylko nauka i nauka. W końcu udało się wszystko pozdawać. Wrócilam na wakacje do domu, a po wakacjach znów na studia. pierwszy dzień na uczelni i do mnie wszystko wróciło, że nie dam rady itd.Postanowiłam zrezygnować. Wzięłam na rok dziekankę. Wróciłam do domu na kilka dni, żeby odpocząć.. ale wtedy było mi tak źle wszyscy znajomi się uczyli, tam zostawiłam najukochańszą osobę nie chciałam go stracić, nie jadłam, nie piłam. Byłam u psychiatry dostałam tabletki, brałam przez pół roku paromerc, miałam też kilka wizyt u psychologa. Rodzice pozwolili mi wrócic do krakowa. Znalazłam tam pracę. Wszystko się układało, raz lepiej, raz gorzej. Ale było ok. Do czasu gdy pracy nie straciłam. Nie wiedziałam co robić. Znów milczące telefony, tam byłam ale żyłam z ostatniego grosza. Jeszcze mój narzeczony powiedział, ze jego uczucie nie jest tak silne jak kiedyś, żebym wróciła do domu to może zateskni. Wróciłam. Ale nie daję sobie rady. Jestem ciągle zmęczona, ciągle boję się, że on mnie zostawi, wydaje mi się że zmarnowałam sobie całe życie, ze studiami mi nie wyszło, dorosłe życie mi nie wyszło. Zostałam z niczym. Wiem, że mam przed sobą całe życie, że mam dopiero 21 lat.Mimo to, nie wiem co robić. Mam taki ogromny natłok myśli w głowie.. ciągle się zastanawiam nad wszystkim, wraca brak apetytu, coraz krótszy sen.. mam czasem myśli sambójcze..ale takie jak wcześniej.. mysle o tym, choc wiem że tego nigdy nie zrobie..prosze o pomoc...

Czy ratować ten związek?

Witam,mam dosc powazny problem i tkwie w depresji. Jestem w zwiazku od 3 lat.Milosc obustronna od pierwszego wejrzenia.Po kilku miesiacach moj mezczyzna powiedzial,ze jest bisex.Zaczelam bardzo cierpiec i pytalam o wiele rzeczy.On opowiadal o swoich historiach,wprawdzie niechetnie.Z czasem,po 7 miesiacach...

Witam,mam dosc powazny problem i tkwie w depresji. Jestem w zwiazku od 3 lat.Milosc obustronna od pierwszego wejrzenia.Po kilku miesiacach moj mezczyzna powiedzial,ze jest bisex.Zaczelam bardzo cierpiec i pytalam o wiele rzeczy.On opowiadal o swoich historiach,wprawdzie niechetnie.Z czasem,po 7 miesiacach powiedzial,ze to nieprawda,ze nie jest bisex.I po tym cierpialam jeszcze bardziej.Te wersje utrzymuje do dzis.Nie wiem w co wierzyc.Jestem zdesperowana i poprzez te wszystkie niepewnosci mamy ogromny kryzys w zwiazku,stal sie nie do zniesienia. Bardzo potrzebuje pomocy Pozdrawiam

Czy mam depresję przez brak orgazmu?

Witam. Właściwie problem jest głębszy. Mój związek z obecnym partnerem to znajomość od 4 lat (z przerwami) ze starszym ode mnie 9 lat kawalerem (33 lata) który po swoich zawodach miłosnych postanowił nigdy nie założyć rodziny. Dawało mu to pewność...

Witam. Właściwie problem jest głębszy. Mój związek z obecnym partnerem to znajomość od 4 lat (z przerwami) ze starszym ode mnie 9 lat kawalerem (33 lata) który po swoich zawodach miłosnych postanowił nigdy nie założyć rodziny. Dawało mu to pewność siebie i kolejki panienek "na jedną noc". To człowiek lubiany i o dobrym sercu, natomiast jego osobowość jest dość kontrowersyjna. To było na początku naszej znajomości jego atutem. Poznałam go po dwuletnim związku... To tyle historii, obecnie mamy ze sobą dwuletnią córeczką, mieszkamy za granicą a razem mieszkamy od pół roku i nie czuję od niego żeby mnie rozumiał i kochał. Miewam różne nastroje. Nie miałam orgazmu od dłuższego czasu. Mam też wrażenie że jakby tego nie zauważał. Zdarzyło się nawet, że się w łóżku popłakałam - zazwyczaj płaczę kiedy zaczynamy o czymś rozmawiać - zamiast wytłumaczyć o co mi chodzi to od razu wyję i nic normalnego z tego nie wychodzi - on też widzę nie potrafi mnie uspokoić i ostatecznie po paru dniach to ja czuję się winna tego że się pokłóciliśmy i go przepraszam po czym za jakiś czas jest dokładnie taka sama sytuacja. Najgorsze jest to, że nie potrafię zatamować tego wylewu myśli w mojej głowie. Nie ufam mu bez wątpienia i vice versa. Nie wiem w jaki sposób nad tym zapanować i zachować spokój wewnętrzny i radość. Bardzo bym chciała żyć z nim w zgodzie i miłości ale nie wiem, czy ten związek ma prawdziwe szanse przetrwania, lecz się nie poddaję. Najgorsze jest to, że źle się czuję. Nie mam ochoty wstawać z łóżka i miewam nieprzyjemne bóle głowy. Czuję się niestabilna psychicznie i brakuje mi wsparcia psychicznego. Do tego jestem wylewna a on nie lubi "marudzenia". Cóż, nie mam psychologa pod ręką, do tego wylewałam się przed niezliczoną ilością ludzi i oni chyba mają mnie serdecznie dość... Cóż, tak naprawdę mam niskie poczucie wartości od dzieciństwa i po prostu nie wiem jak pracować nad sobą. Jeżeli miałabym jakąś poradę - lekturę do poczytania - wskazówki jak ulepszyć swojego ducha. Z góry dziękuję za opinię i poradę.

Nie wiem czy problem tkwi we mnie czy w mężu

Witam! Chodzi mi głównie o niespełnione oczekiwania. Ja już od dawna miałam ze sobą problem, ponieważ od dzieciństwa byłam "gnębiona przez starsze rodzeństwo, które było zazdrosne o to że mama poświęca mi więcej uwagi, a im więcej oni mi dokuczali,...

Witam!

Chodzi mi głównie o niespełnione oczekiwania. Ja już od dawna miałam ze sobą problem, ponieważ od dzieciństwa byłam "gnębiona przez starsze rodzeństwo, które było zazdrosne o to że mama poświęca mi więcej uwagi, a im więcej oni mi dokuczali, tym bardziej mama mi "pomagała" i koło się zamyka. Wiem, że to dalej we mnie siedzi i nie moge sie tego pozbyć. Przez jakiś czas było ok, myślałam, że sobie z tym poradziłam. Niedawno urodziłam córkę. Ja i mąż jeszcze studiujemy (zaocznie). Jak byłam w ciąży zapewniał mnie, że będzie mi pomagał itp. Jednak teraz jest zupełnie inaczej. Czasem nie ma go nawet cały dzień bo jeździ do kolegów, naprawia motor, albo robi coś innego. Ja mam tyle wolnego, ile mała śpi w ciągu dnia.

Już nie daje rady, chciałabym gdzieś wyjść, ale nie moge, chyba, że z córką. Jem, śpię a nawet korzystam z ubikacji razem z córką. Poza tym Macin jest strasznie ambitny, nie tylko w stosunku do siebie. Ja kończę szkołę i mam masę rzeczy do zaliczenia, a on codziennie wieczorem pyta się mnie ile dziś zrobiłam. Cały czas mu tłumaczę, że jeśli mi nie pomoże to nie zdąże, ale jakoś do niego to nie dociera, a raczej dociera na chwilkę. Coraz częściej zdarza mi się wybuchnąć na niego z jakiegoś błahego powodu. Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Czasem potrafimy porozmawiać normalnie, a czasem krzyczę tak, że sama się sobie dziwie (na co dzień jestem cicha i spokojna). Nie wiem czy problem tkwi we mnie czy w nim, chociaż wydaje mi się, że jest pośrodku. Już nie wiem jakiej metody użyć, żeby Marcin częściej zajmował się dzieckiem.

Proszę o radę, bo jeśli to się nie zmieni, to długo nie wytrzymam.

Pozdrawiam

Mój chłopak cały czas mnie kontroluje, a pytania typu "co robisz?" zadawane co 5 minut robią się już nudne ;(

Jestem z nim już ponad miesiąc! Wcześniej nie przeszkadzało mi to, że cały czas do mnie pisał. Teraz wydaje mi się to przesadą. Potrafi pisać do mnie przez 24 h, to jest naprawdę męczące. Jak mu nie odpisuję w ciągu...

Jestem z nim już ponad miesiąc! Wcześniej nie przeszkadzało mi to, że cały czas do mnie pisał. Teraz wydaje mi się to przesadą. Potrafi pisać do mnie przez 24 h, to jest naprawdę męczące. Jak mu nie odpisuję w ciągu 5 minut, to już sobie myśli, że coś mi się stało. A jak telefon mi się rozładuje, to mówi, że to jest moja wina, bo go nie naładowałam. Wydaje mi się, jakby nie miał do mnie zaufania, myśląc, że zaraz polecę i zdradzę go z byle kim, choć cały czas powtarza, że mi ufa. Jak odpisuję mu na jakieś pytanie "nie", to mnie nadal męczy pytaniami "czemu", "dlaczego" itp. Denerwuje mnie tym i jeszcze się dziwi, dlaczego mnie denerwuje! Nie wiem, co mam teraz zrobić ;( Nie chcę z nim zrywać, ale wydaje mi się, że zwykła rozmowa nie wystarczy!

Same problemy...

Mam 32 lata za sobą jedno małżeństwo mąż zostawił mnie z dnia na dzień z 2 letnia córką.Poprostu wyszedł i nie wrócił, potem był rozwód i ten cały koszmar tłumaczernia dziecku. Jakoś poszło. Wyszłam drugi raz za maż mam synka..i...

Mam 32 lata za sobą jedno małżeństwo mąż zostawił mnie z dnia na dzień z 2 letnia córką.Poprostu wyszedł i nie wrócił, potem był rozwód i ten cały koszmar tłumaczernia dziecku. Jakoś poszło. Wyszłam drugi raz za maż mam synka..i nie jestem szcześliwa od jakiegoś czasu a w sumie od długiego myśle o śmierci popadamy w długi nie możenmy sie dogadać mieszkamy u teścia który mnie nie znosi bo jestem kobieta nadmienie że żione bił 20 lat i pił . Poznalam kogoś przez neta mężczyzne który namowil mnie na wizyte u lekarza poszłam biore leki prawie od miesiaca coaxil i lexotan dwa razy dziennie. Ten meżczyzna zna mnie rok tylko z pisania teraz zaczeliśmy sie spotykac. Twierdzi że mnie kocha nad życie, pomaga mi choć wie że dla dzieci nie odejdę narazie od męża.on też zaczął sie z kimś spotykać po to tylko jak twierdzi zeby być z kimś kiedy mnie nie ma.spotykamy sie czesto bardzo duzo piszemy i rozmawiamy. pogubilam sie juz w tym wszystkim czasem jest dzień że chce wyskoczyć z okna chciałam z nim skońcczyć on wtedy poprostun płacze. Twierdzi że będzie na mnie czekał że zawsze chce życ ze mna a ja już nic nie wiem.co ja mam zrobić brnąć w to dalej czy zakończyć. Mąż nie daje mi poczućia bezpieczeństwa czuje że go nie obchodze a seks trwa 1 minute ja sie nie licze poprosze o rade

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak zapomnieć i kochać?

Witam, mam 23 lata i jestem 5 lat w szczęśliwym związku z również 23-letnią kobietą, tzn. szczęśliwym do zeszłego miesiąca. Mi było bardzo dobrze i nie zauważyłem tego, że zaniedbuję moją dziewczynę. Dawała mi wyraźne znaki, ale ja ich nie...

Witam, mam 23 lata i jestem 5 lat w szczęśliwym związku z również 23-letnią kobietą, tzn. szczęśliwym do zeszłego miesiąca. Mi było bardzo dobrze i nie zauważyłem tego, że zaniedbuję moją dziewczynę. Dawała mi wyraźne znaki, ale ja ich nie zauważałem albo nie chciałem zauważać. Aż któregoś dnia byliśmy na imprezie, przesadziliśmy trochę z alkoholem, a ona pocałowała swojego kolegę. Przyznała się dwa tygodnie później w nietypowych okolicznościach - znowu po alkoholu. Później wiele razy powiedziała, że to nic nie znaczyło, że kocha mnie dalej i że chciała się przyznać wcześniej, ale nie umiała - i dlatego przyznała się po alkoholu.

Od tego czasu w moim życiu zmieniło się wszystko. Zadręczam się myślami, jestem ciągle przygnębiony, mam najgorsze myśli, nie umiem się skupić. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie miałem, byłem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Męczę moją dziewczynę tymi myślami, niby za każdą rozmową jest wszystko wyjaśnione, ale ona idzie do pracy, a ja siedzę w domu (u siebie, nie mieszkamy razem) i myślę:( Wszystko wraca, wątpliwości, niepewność. W naszych relacjach się poprawiło - jestem czulszy, zwracam więcej uwagi na nią. Ona też jest inna. Ale zdaje się nie myśleć o tym, co się stało, ale widzę, że wie, że ja się zadręczam. Ale boli mnie to, że ja bym nigdy czegoś takiego nie zrobił.

Mieliśmy plany na przyszłość i nadal chcemy je zrealizować. Ale gdy jestem bez niej, nie umiem poradzić sobie z myślami. Nie mieliśmy wcześniej prywatności, wszystko przez 5 lat robiliśmy razem. Ona teraz chce czasem wyjść gdzieś beze mnie, z kumplami z pracy. A ja się wtedy boję, siedzę sam i się zastanawiam, co się może stać. Proszę o pomoc. Chcę pozwolić odejść przeszłości, tej całej sytuacji i tym złym słowom, które wypowiedziałem w rozmowach po zdarzeniu. Chcę kochać tak, jak wcześniej i nie wracać myślami do przeszłości. Zapomnieć!!!!!!! Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Nie mogę polegać na swoim chłopaku

Witam! Od 2 lat chodzę z chłopakiem, ale między nami są częste kłótnie o bardzo głupie błahostki i zawsze wszystko zrzuca na mnie, że to moja wina itd., itp. Okropnie mi zawrócił w głowie. Przez takie rzeczy, co mi robił...

Witam! Od 2 lat chodzę z chłopakiem, ale między nami są częste kłótnie o bardzo głupie błahostki i zawsze wszystko zrzuca na mnie, że to moja wina itd., itp. Okropnie mi zawrócił w głowie. Przez takie rzeczy, co mi robił i słowa bolesne, jakie mi mówił, na pewno żadna dziewczyna już by z nim nie była, ale ja wszystko zagryzam w sobie i przez to cierpię. Wiem o tym, że on mną manipuluje. Jednym słowem -  jak mi zagra, tak tańczę. Nie da mi do słowa dojść podczas kłótni. Jestem tym wszystkim załamana, ale nie potrafię go znienawidzić i go nie kochać. Nie wiem, za co ja go tak okropnie kocham. Chciałabym o nim zapomnieć, ale nawet ciężko mi jeden dzień wytrzymać bez niego.

Jak się pokłócimy, to wszystko u niego gra jak grało, a mi całkiem życie się wali, nie powiem, że nie zależy mu na mnie, bo tak nie jest. Jest bardzo zazdrosny o nawet głupie moje spojrzenie na innego chłopaka. Stara się, by było między nami dobrze, wiem, że po rozstaniu na pewno by cierpiał. Sama czuję po sobie, że już nie daję rady tego tak dłużej ciągnąć, boli mnie to, że zawsze ja go przepraszam, a on jeszcze powie, że on zawsze mnie przeprasza pierwszy i że nie widzę, jak on się stara, że on nie będzie latał za mną. Ja uważam, że on jest nauczony takim być, jak dziewczyna, o którą trzeba się starać, tylko zapomniał, że to ja jestem dziewczyną, a on chłopakiem. A jak go bardzo potrzebowałam, to odpowiedział, że teraz ma dużo pracy i nie ma czasu, by jechać do mnie, bo mnie brzuch tam boli i mam od tego mamę, braci. Nie mogę polegać na swoim chłopaku.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Czy mam szansę uratować mój związek?

Mam na imię Anna, mam 29 lat, jestem mężatką od siedmiu lat, mam sześcioletniego syna. Mąż prowadzi działalność gospodarczą, która pochłania większość dnia, widujemy się właściwie rano i wieczorem, a czasem tylko wieczorem. Nie jestem z nim szczęśliwa, odważyłabym się...

Mam na imię Anna, mam 29 lat, jestem mężatką od siedmiu lat, mam sześcioletniego syna. Mąż prowadzi działalność gospodarczą, która pochłania większość dnia, widujemy się właściwie rano i wieczorem, a czasem tylko wieczorem. Nie jestem z nim szczęśliwa, odważyłabym się stwierdzić nawet, że go nie kocham, choć on jest dla mnie bardzo dobry, pomocny i stara się o mnie dbać. Ale nie kocham... Półtora roku temu poznałam innego mężczyznę, którego pokochałam z całych sił, niestety żonatego, który również jak twierdził nie kocha żony i nie jest z nią szczęśliwy. On również ma syna. Mieliśmy wspólne plany, jak dzieci podrosną, mieliśmy uporządkować nasze życia i być razem.

Teraz okazało się, że jego żona jest w ciąży, twierdzi, że ona to zaplanowała, zrobiła celowo. Nadal zapewnia, że mnie kocha i chce być ze mną... ale ja nie potrafię się z tym pogodzić, jestem roztrzęsiona, nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Zaniedbuję dom, nie mam ani sił, ani ochoty na nic. Mam ataki złości i płaczu. Chodzę roztrzęsiona i załamana, nie potrafię się już śmiać. Wiecznie robię awantury i wyrzuty o byle głupstwo. Melisa i leki ziołowe na uspokojenie nie pomagają. Zaczynam uciekać w alkohol, przestałam jeść, wypalam paczkę papierosów dziennie i nie mogę spać. Myślę o samobójstwie, chcę umrzeć, tak bardzo tego pragnę jak niczego na świecie...

Patronaty