Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Czy mąż ma depresję?

Zwracam się do Państwa o pomoc, ponieważ od dwóch tygodni moje życie diametralnie się zmieniło. Biję się z myślami i nie wiem, co robić. Potrzebuję rady specjalisty. Mam 30 lat. Od 6 lat jestem w związku małżeńskim. Jesteśmy z mężem...

Zwracam się do Państwa o pomoc, ponieważ od dwóch tygodni moje życie diametralnie się zmieniło. Biję się z myślami i nie wiem, co robić. Potrzebuję rady specjalisty. Mam 30 lat. Od 6 lat jestem w związku małżeńskim. Jesteśmy z mężem razem od 9 i pół roku. Nasz związek był bardzo udany, zbudowaliśmy go na kanwie podobnego systemu wartości, zaufania i szacunku. Dla mnie najważniejsza jest miłość i rodzina, na tym skupiałam swoje zachowanie. Mąż jest człowiekiem skomplikowanym, zamkniętym w sobie, w pewien sposób trudnym i bardzo wrażliwym. Ma tak zwany sztywny kręgosłup moralny. Przez wszystkie lata skupialiśmy się głównie na sobie, nie szukaliśmy często towarzystwa innych, szliśmy przez życie razem. Zawsze mówiliśmy, że ludzie nie są w stanie popsuć tego, co nas łączy, jeśli wszystko runie, to tylko i wyłącznie z naszej winy.

Dwa lata temu wyjechaliśmy za granicę i tu układamy życie. Nie jest to łatwe, ale dajemy radę. Ja nie pracowałam, uczyłam się języka po to, żeby pracować w swoim zawodzie. Mąż pracuje od początku. Od jakiegoś czasu zaczęliśmy się oddalać od siebie, coraz mniej rozmawialiśmy, dopadła nas monotonia i zwykła nuda. Od jakiegoś czasu zauważyłam nasilenie picia alkoholu u męża. Widziałam, że zabija jakieś problemy, kłopoty. Próbowałam z nim rozmawiać, ale nie dochodziliśmy do żadnych wniosków. Pewnego dnia, kiedy zaczął pić po raz kolejny, spakowałam się i pojechałam do koleżanki. Powiedziałam mu, że jadę tu i tu i że jak będzie miał ochotę porozmawiać, to wie, gdzie mnie szukać. Zrobiłam coś takiego pierwszy raz w życiu, chciałam zwrócić uwagę na problem i sprawdzić, jak się zachowa. To był piątek. W niedzielę mąż po mnie przyjechał. Zaczęliśmy rozmawiać, a on powiedział, że myślał ostatnio o innej kobiecie. Powiedział, że nie wie, co do niej czuje, po prostu myśli o niej i to nie daje mu spokoju. Wie, że to złe i stąd ostatnie zachowania. Zapewnił, że jej nie kocha, że kocha mnie, ale niepokoi go jego stan.

Rozmawialiśmy dużo na ten temat. Ja zauważyłam, że to nie jest tylko taki problem. Mąż mówi, że nie wie, co robić, że chciałby pobyć trochę sam, z dala od innych ludzi, że nic go nie cieszy. Na moje pytanie, czy chce się ze mną rozstać, ale być może odpowiedzialność go przed tym powstrzymuje, odpowiedział, że nie chce, że przeczekamy, poukładamy wszystko. Powiedział też, że teraz jest w takim stanie psychicznym, że nie wie, czego chce, ale wie, że jeśli pod wpływem emocji czy dla świętego spokoju powie, że chce być sam, rozstać się ze mną, będzie tego żałował do końca życia. Powiedział też, że od jakiegoś czasu zmienia się w nim forma miłości do mnie, że nie jest ona taka, jaka była na początku, jest w innej formie.

Nie wiem, co robić. Staram się żyć normalnie, nie być zbyt nachalną, być przy nim. Wiem, że potrzebuje mojej pomocy, ale nie wiem, jak jej udzielić. Dręczę się, czy mąż mnie kocha, czy nie. Czy to dobrze, że powiedział mi o swoich myślach, czy raczej jest to oznaka tego, że chce się rozstać? Mnóstwo pytań, żadnej odpowiedzi. Zaczęłam podejrzewać, że mąż ma depresję i stąd ten stan, niepewność. Powinnam jeszcze napisać, że wiem, że mąż potrzebuje odrobiny wolności, czasu, którego nie będzie spędzał ze mną. W pewnym sensie go osaczyłam, cały czas spędzaliśmy razem. Chciałby mieć swój czas i swoje zainteresowania. Czy to także mogło wpłynąć na sytuację? Czy powinniśmy spróbować żyć trochę inaczej? Co mam robić? Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Gdy mężczyzna chce sam poradzić sobie ze wszystkimi problemami

Witam. Mam 30 lat i czuję, że po raz kolejny zawalił się mój świat. Od 5 lat jestem po zakończeniu nieudanego małżeństwa i przez ten czas nie poznałam nikogo, z kim zdecydowałabym się na poważniejszy związek. W marcu tego...

Witam. Mam 30 lat i czuję, że po raz kolejny zawalił się mój świat. Od 5 lat jestem po zakończeniu nieudanego małżeństwa i przez ten czas nie poznałam nikogo, z kim zdecydowałabym się na poważniejszy związek. W marcu tego roku pierwszy raz w życiu zakochałam się "od pierwszego wejrzenia". Doświadczyłam historii jak z bajki. Zaplanowane mieliśmy wszystko, całe dalsze wspólne życie. Znalazłam to, o czym większość może tylko pomarzyć. Taką pewność ma się tylko raz. Nigdy tak nie kochałam. Mogę chyba nawet śmiało stwierdzić, że nie miałam dotąd pojęcia, co znaczy kochać. Wszystkie nasze plany runęły. Może ktoś uznać, że z powodu drobnostki. Chodzi o kompletną ruinę finansową, jaka dotknęła każdego z nas dwojga w tym samym momencie. Nie możemy razem zamieszkać, nie możemy starać się o upragnionego synka, nie możemy niczego zaplanować. Bo żadne z nas nie wie, kiedy ta sytuacja się zmieni.

Mój mężczyzna to typ klasycznego opiekuna. Załamał się kompletnie, zdając sobie sprawę, że nie jest w stanie się nami (mam 9-letnią córkę) zaopiekować ani dać tego wszystkiego, co powinna zapewniać rodzinie jej przysłowiowa głowa. Trzymałam się dzielnie, robiąc co w mojej mocy, żeby czuł się kochany i żeby wiedział, że jakkolwiek źle by się nie działo, ja znajduję spokój w ukochanych ramionach. Wiem, że nie ma wyjścia. Rozumiem, że calutki swój czas i energię poświęca na to, by odbić się od dna. Ale to niestety doprowadziło Go do kolejnych wyrzutów sumienia, co w efekcie dało fatalne skutki dla naszego związku.

Twierdzi, że jakość związku, jaką mi funduje jest tak marna, że dręczą Go w związku z tym wyrzuty sumienia, że nie radzi sobie z tym, że nie może być takiego szczęścia jak przedtem, kiedy mieliśmy spokój i stabilizację. Ja uparcie Mu tłumaczę, że On daje mi ten spokój, kiedy w nocy kładzie się obok i przytula. A rano mogę zrobić Mu śniadanie... Twierdzi, że nie potrafi tego przyjmować, że czuje się tak jakby mnie wykorzystywał. Nie przyjmuje do wiadomości żadnych moich argumentów. Twierdzi, że nie wie, co się z Nim dzieje, że nie może znieść myśli, że tak bardzo zawiódł, że nie może być z nami związany emocjonalnie, tak jakby sobie tego życzył. Wczoraj powiedział mi, że potrzebuje samotności.

Wiem, jak bardzo Mu ciężko i jak bardzo jest zagubiony. Przestałam sobie z tym radzić. Nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Nie mogę pogodzić się z losem. Budzę się w nocy z płaczem, szukam Go obok. Jego obecność dodawała mi sił i wiary w to, że nieważne, czy za rok czy za dwa, ale że się poukłada i że będzie pięknie, tak jak to sobie obmyśliliśmy. Zawsze wydawało mi się, że jakkolwiek jest źle, to najważniejsza jest świadomość, że czeka na Ciebie ktoś, kto bardzo kocha. I jak się przytulisz, wszystko choć na chwilę mija. Doświadczam na własnej skórze, że nie wszyscy jednak tak myślą. On chce radzić sobie sam. A najbardziej boli mnie to, że nie bierze mnie pod uwagę...To straszne :( Co mam robić, żeby pomóc Jemu, sobie, NAM...???

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy ten związek ma przyszłość?

Mam 23 lata i od 5 lat jestem w związku, który od początku uważałam za poważny. Mój chłopak jest moim pierwszym i jedynym facetem pod każdym względem i ja dla niego również byłam i jestem tą pierwszą. Od jakiegoś...

Mam 23 lata i od 5 lat jestem w związku, który od początku uważałam za poważny. Mój chłopak jest moim pierwszym i jedynym facetem pod każdym względem i ja dla niego również byłam i jestem tą pierwszą. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mój chłopak ma coraz lżejsze podejście do naszego związku, podczas gdy mi zależy na stabilności coraz bardziej. Kiedyś łączyła nas naprawdę silna więź, zapewniał mnie o swojej miłości, prawił komplementy, pamiętał o kwiatach na urodziny, walentynki, rocznicę, o żadnej z tych okazji nie zapominał. Teraz od jakiegoś czasu stwierdza, że przecież powinnam wiedzieć, że mnie kocha, nawet jak mi tego nie mówi. Albo zbywa mnie tym, że jak będzie chciał, to sam mi od siebie powie. Oczywiście po paru tygodniach ja już nie wytrzymuję i sama pytam, o co chodzi. Strasznie sie denerwuje, gdy pytam o naszą przyszłość i o zapewnienie, że dalej mnie kocha.

A jeszcze tak niedawno ten temat nie był dla niego problemem. Jestem romantyczką i takie małe rzeczy jak kwiaty, komplementy i pamieć o dniach dla mnie ważnych są nierozłączną parą. Niestety ostatnio dla mojego chłopaka trudność sprawia kupienie mi kwiatów czy chociażby wyjście na moje urodziny, które ostatnio były opóźnione o 3 tygodnie. A walentynki - po raz drugi ich w sumie nie mialam (pomimo to ja zawsze szykuję mu symboliczny prezent i kartkę z tej okazji). Wiele razy mówiłam mu, że przeszkadza mi to, że nie dba o mnie tak, jak kiedyś. On stwierdził, że skoro tyle mi daje, to ja nie powinnam chcieć więcej i to, że nie powinnam się upominać o nic, bo on sam będzie pamiętał. Tylko że nie raz już mnie w tej kwestii zawiódł i ciężko jest mi zaufać, że znów mnie nie zawiedzie.

Chciałabym już wiedzieć na czym stoję, a w takiej sytuacji, w jakiej jestem teraz, czuję brak gruntu pod nogami. Najbardziej boli mnie to, że ja naprawdę się staram, dbam o niego, zawsze pamiętam o nim, o jego świętach i szanuję jego potrzeby. Natomiast on nie szanuje moich potrzeb, a przynajmniej tak odbieram jego oziębłość w moim kierunku. Nawet seks stał się rzadszy, krótszy i niewypełniony czułością tak jak kiedyś. Żeby usłyszeć od niego, że mnie kocha, trzeba cudu. Na konkretne pytania i wyznania odpowiada "aha" albo "ja też".

Bardzo go kocham i chciałam z nim łączyć moją przyszłość, ale z drugiej strony też mam swoje potrzeby i zaczynam mieć dosyć jego zachowania. Kiedy próbuję mu o tym mówić, to unika tematu albo denerwuje się, że mu zadaję takie pytania i skąd ja w ogóle biorę takie pytania, jak np. jakie są jego plany na przyszłość. Mówi mi często też, że nie chce mu się o tym gadać. Nie wiem, czy to moja wina, że za bardzo mu pokazuję, że mi zależy? Być może przeszkadza mu to, że jest młody, a był tylko ze mną? Jak się go zapytałam wprost, czy chciałby umawiać się z innymi, to powiedział, że może i jest ciekawy. Zawsze mówił i dalej mówi, że jak miałby się z kimś zaręczyć czy żenić, to już na zawsze. Gdy powiedziałam mu, że wtedy musi być mi wierny, to powiedział, że "Właśnie w tym problem", jakby nie był pewien czy ze mną chce być, czy nie.

Nie jestem pewna, o co chodzi, dlaczego zaczął mieć takie pojęcie o naszym związku. Wszystko, co robi dla mnie, wydaje mi się, że jest dla niego przykrym obowiązkiem. Czy to moja wina? Mieliśmy już 3 przerwy, najdłuższa na 3 tygodnie, i zawsze wtedy jest zdołowany, tęskni za mną. Znajomi mówią, że za każdym razem jak jest źle między nami, widać po nim od razu. Ale jeśli tak mu zależy, to dlaczego tego nie okazuje? Czemu mówi mi takie głupoty, że nie wie, czy ze mną chce być, czy nie będzie zdradzał, czy mnie nie skrzywdzi. W chwili obecnej ma dużo na głowie z powodu pracy, ale ja też mam i nie odreagowuję osobistych niepowodzeń na nim.

Sama nie wiem, czy powinnam dalej trwać w tym związku, czy się poddać? Może powinnam zacząć ignorować i przestać być czułą i kochającą dziewczyną. Zapominać tak jak on, zacząć oglądać się za innymi facetami, komplementować ich wygląd, lecz nie jego? Nie wiem, co i jak robić, żeby ten związek uratować. A jestem w punkcie, gdzie nie chcę już dłużej czekaż i marnować czas, jeśli on nie ma zamiaru się przyłożyć.

Nie jest złym chłopakiem, potrafił być dobry, ale po tym jak zaczęłam narzekać, że zapomina o pewnych rzeczach, zrobił się inny. Powiedział po jednej z naszych rozmów, że chce coś dla mnie zrobić, ale ma jakąś blokadę i nie może. Proszę o pomoc, to mój pierwszy związek i może po prostu jestem wpuszczana w maliny i tego nie dostrzegam. A jego wymówka, że jakby nie kochał, to 5 lat by ze mną nie był, nie jest przekonująca, gdy mówi również, że nie jest pewny, czy nie chciałby spróbować być z innymi dziewczynami.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy walczyć o swoje małżeństwo?

Mamy po 25 lat, od 2 lat jesteśmy małżeństwem, mamy półtoraroczne dziecko. Mniej więcej 5 miesięcy temu znalazłam u męża w telefonie SMS-y od tamtej kobiety, żeby do niej koniecznie zadzwonił, że musi mu coś ważnego powiedzieć. Mąż wytłumaczył,...

Mamy po 25 lat, od 2 lat jesteśmy małżeństwem, mamy półtoraroczne dziecko. Mniej więcej 5 miesięcy temu znalazłam u męża w telefonie SMS-y od tamtej kobiety, żeby do niej koniecznie zadzwonił, że musi mu coś ważnego powiedzieć. Mąż wytłumaczył, że to tylko żarty, SMS-y. Później był spokój, nasze wspólne wczasy i kolejny SMS, tym razem od mojego męża do niej: "Jesteś piękna, kocham cię". Powiedział, że tym razem to pisał w imieniu kolegi. Znowu spokój i okazuje się, że jednak mają kontakt ze sobą. Powtarza jednak, że nic ich nie łączy, że kocha tylko mnie, ale nie sypia ze mną, nie okazuje uczuć, przy każdej awanturze na ten temat wychodzi z domu i nie ma go kilka dni. Nie wiem, co mam robić, nie daję sobie z tym rady. Kocham go, ale mnie zranił.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Niezdecydowany chłopak - jak go przekonać do zaangażowania się w związek?

Byliśmy razem 2 lata. Nasze uczucie było bardzo silne, po kilku miesiącach on zerwał. Minął ponad rok i ani on, ani ja, nikogo nie mieliśmy. Teraz postanowiliśmy odnowić nasze relacje i spróbować jeszcze raz. Niestety przez wakacje nie mieliśmy zbyt...

Byliśmy razem 2 lata. Nasze uczucie było bardzo silne, po kilku miesiącach on zerwał. Minął ponad rok i ani on, ani ja, nikogo nie mieliśmy. Teraz postanowiliśmy odnowić nasze relacje i spróbować jeszcze raz. Niestety przez wakacje nie mieliśmy zbyt dużo czasu dla siebie, on mówił, że mu zależy, że czuje coś takiego, że mógłby mi powiedzieć, że mnie kocha. Wszystko układało sie dobrze, niestety ostatnio powiedział, że on nie czuje tego, co kiedyś, że to uczucie nie jest takie silne, ale dalej coś do mnie czuje, jestem dla niego najważniejsza. Niby nie jesteśmy razem, ale spotykamy się i nasze relacje są takie, jak relacje, które są między chłopakiem a dziewczyną.

On ma problem, żeby rozmawiać o uczuciach i żeby je okazywać, ale jak się spotykamy, to mnie przytula i całuje i jest miło. Nie wiem, czy on naprawdę nic nie czuje, czy przez to, że uczucia to dla niego jest problem, sam siebie oszukuje. Proszę, pomóżcie mi, ja go nigdy nie przestałam kochać, ciągle o nim myślę i tęsknię za nim, kiedy się nie widzimy i smutno mi, gdy nie odpisuje. Jestem w ostatniej klasie technikum. Niby w młodym wieku, ale od 2 lat tylko on jest dla mnie najważniejszy. Bardzo chciałabym z nim być, chciałabym, żeby przestał się bać okazywać uczucia i aby mógł o nich mówić.

Niestety, gdy staram się wydobyć coś z niego, on unika tematu albo zaraz się robi czerwony na twarzy i nic nie mówi. A ja nie chcę ciągle się zadręczać i przez przypadek męczyć go moimi esemesami, a przede wszystkim nie chcę przez to wszytko zawalić szkoły i matury, ale to on jest dla mnie priorytetem, matura nie da mi tego szczęścia, jakie on mi może dać!!! :(:( bardzo proszę o odpowiedź, bo nie wiem jak mam jemu pomóc i sobie. Jak mam wydobyć z niego to, co on czuje????

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Burzliwa przeszłość, depresja a szczęście

Mam 24 lata. Nie wiem nawet od czego zacząć, bo historia jest długa, sytuacja nieciekawa i wydaje mi się, że potrzebuję szybko pomocy, bo boję się, że to wszystko może się źle skończyć. Kiedy miałam 6 lat, moi rodzice się...

Mam 24 lata. Nie wiem nawet od czego zacząć, bo historia jest długa, sytuacja nieciekawa i wydaje mi się, że potrzebuję szybko pomocy, bo boję się, że to wszystko może się źle skończyć. Kiedy miałam 6 lat, moi rodzice się rozwiedli. Po wizycie u psychologa nakazano mi zostać z mamą, a bratu z tatą. Mój ojciec nadużywał alkoholu oraz przemocy. Jeszcze w trakcie rozwodu mama miała już kogoś i tata także. Ciężko przeżyłam rozstanie z bratem, bo zawsze byliśmy bardzo zżyci. Zawsze tęskniłam za pełną rodziną w obawie, że spotka mnie to samo. Kiedy dorastałam, ojciec nie interesował się mną za bardzo i często musiałam go prosić o pieniądze na szkołę, bo mamy nie było stać.

Ojca zastępował mi dziadek, który był jak mama i tata w jednym. Kiedy odszedł, bardzo to przeżyłam. Po nim odeszła babcia, a dziadek ze strony ojca popełnił samobójstwo. Nie odczułam tego bardzo, bo nie byłam z nim związana uczuciowo, ale fakt, że się powiesił, nie był zbyt miły. Ciągle byłam sama z mamą, która bardzo chorowała. Przeszła ciężką operację serca. Od około 14-15 roku życia zwiększyły się kontakty z bratem, który jednak nie był dla mnie miły. Ciągle się kłóciliśmy, biliśmy, ciągle mnie wyzywał i tak do około 18 roku życia. Po tym znowu się bardzo zbliżyliśmy do siebie. Może dlatego, że byliśmy już w podobnym wieku i bardziej się rozumieliśmy. Dorastając, ciągle miałam żal to do mamy, to do ojca o rozwód. Tęskniłam za ojcem, chciałam mieć normalną rodzinę jak moje koleżanki.

Jeśli chodzi o relacje partnerskie, popełniłam wiele błędów, za co codziennie pluję sobie w brodę. Często zmieniałam partnerów. Jeśli komuś na mnie zależało, podobał się mojej mamie, był dobry dla mnie, mnie to zawsze zaczynało odpychać, nie wiem czemu. Może się bałam czegoś, może robiłam mamie na złość, nie wiem. Kiedy inni mnie odpychali, wykorzystywali, ja za wszelką cenę chciałam ich zatrzymać. Kiedy mi się nie udawalo, a zazwyczaj tak było, strasznie cierpiałam. Nigdy się nie mogłam pogodzić z tym, że ktoś mnie nie chce. Bardzo dobrze się uczyłam, zawsze byłam ambitna, chciałam być kimś. Nigdy nam się nie przelewało i w domu nie było pieniędzy na studia, więc postanowiłam, że wyjadę za granicę na parę miesięcy i zarobię na dalszą naukę, bo nie chciałam nikogo prosić o pomoc. Maturę zdałam jako jedna z najlepszych w szkole i od razu po tym wyjechałam do Anglli. Miałam wrócić za 6 miesięcy.

Dziś minęło 4,5 roku od kiedy wyjechałam i czuję, że to największy błąd, jaki popełniłam. Moje życie runęło w gruzach. Pierwsze miesiące były ciężkie, miałam dobrze płatną pracę, ale bardzo tęskniłam za domem. Nie było nikogo, kto mnie kontrolował, mówił co złe, a co dobre. Czułam się zagubiona. Zaczęłam się przyzwyczajać. Nie miałam problemów z językiem, lubiłam się uczyć, rozmawiać z różnymi ludźmi. Po pewnym czasie zaczęłam czuć się pewniej. W pracy poznałam chłopaka, z którym potem się spotykałam. U Polaków wzbudzałam pogardę, bo był on urodzonym w Anglii Pakistańczykiem, a Polacy za granicą nie akceptują takich par. Anglicy zresztą też tego dobrze nie odbierają. Potem był następny, też nie-Polak, potem następny, następny i następny. Kiedy wpadłam w to wszystko, nie mogłam z tego wyjść, zmieniałam partnerów bardzo często, spałam z nimi, zepsułam sobie opinię.

Potem spotkałam kolejnego mężczyznę. Był dla mnie dobry, dogadywaliśmy się. Nie wstydziłam się, że z nim jestem, nie zależało mi na opinii innych. Kiedy miałam 19 lat, zaszłam z nim w ciążę i kiedy się dowiedziałam, nie mogłam przestać płakać. Chciałam mieć dziecko, ale bardzo się bałam. Usunęłam ciążę. Żałuję, ale nie mogę cofnąć czasu. Wydaje mi się, że Bóg mnie ukarze i że nie będę mogła mieć już dzieci. Bardzo się boję, bo to moje wielkie marzenie. Zastanawiałam się, jaka byłaby płeć dziecka, jak dałabym na imię. Prawie każdego partnera zdradzałam, szybko się nudziłam, czułam, że to nie to i szukałam kolejnego. Nie potrafię zliczyć, ilu ich było. Jest mi wstyd, że dopiero teraz to widzę.

Ściągnęłam mojego brata do Anglii. Robiłam dla niego wszystko, prałam, gotowałam, sprzątałam po nim. Dużo razy mi mówił, że nie powinnam robić takich rzeczy, że to faceci powinni za mną biegać, a nie ja, jeśli tego nie robią, nie są tego warci. Wstyd mu było za mnie, bo gdzie nie poszedł, wszyscy o mnie mówili. Kiedy mnie zostawiali, okaleczałam się. Zdarzyło się to 2 razy. Raz przecięłam sobie szkłem rękę bardzo głęboko; raz nożyczkami brew. Chyba chciałam na siebie zwrócić uwagę. Chciałam, żeby ktoś mi pomógł, żeby zrozumiał, dlaczego ja to robię, że może nie jestem łatwa, ale szukam kogoś, kto się mną zajmie, kto się będzie mną opiekował i zobaczy, jaka naprawdę jestem.

1,5 roku temu spotkałam mężczyznę. Zaczęłam chodzić na siłownię, na którą chodził mój brat. Był on jej właścicielem i jego znajomym. Kiedy pierwszy raz weszłam do środka, żeby się rozejrzeć, a on mnie zobaczył, powiedział, że ja doprowadzę go do rozwodu i zaczął się śmiać. Zaczęłam przychodzić, on zaczął się mną interesować. Przychodził porozmawiać, ale nigdy nie patrzyłam na niego jak na kogoś, z kim mogłam być. Nie wydawał mi się atrakcyjny, ale lubiłam, że się mną interesuje. Zostaliśmy przyjaciółmi. Okazało się, że ma żonę i 2 dzieci, 3 i 7 lat. Zawsze mi pomagał, mówiłam mu absolutnie wszystko. Wiedział o moich partnerach. Okazał się on najlepszym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałam. Był dobry, opiekuńczy, mądry. Uwielbiałam go, ale dalej nie myślałam o nim pod żadnym innym kątem.

Pewnego dnia powiedział, że mnie kocha. Nie bardzo w to wierzyłam, choć robił dla mnie wszystko. Obsypywał kwiatami, prezentami, zawsze był miły, ciągle mnie odwoził, przywoził gdzie chciałam. W ogień by za mnie skoczył. Nie wiem czemu, ale zawsze kiedy chciał mnie pocałować, ja jakoś nie mogłam. Nie wyobrażałam sobie, żebym mogła iść z nim do łóżka, choć z każdym innym mogłam to robić od razu. Tyle razy go skrzywdziłam, widywał mnie z innymi, błagał mnie, żeby mógł ze mną spędzić chwilę czasu lub żebym z nim gdzieś poszła. Zawsze odmawiałam, mówiłam, że nie jestem gotowa, że następnym razem. Tyle razy płakał jak dziecko, a ja nadal nie dawałam mu szansy. Miał żonę, dzieci. Nie chciał z nią być, od lat im się nie układało. Wiedziałam, że jest dobry, mogłabym być w końcu szczęśliwa.

Nie wiem, czy bałam się szczęścia, bo nigdy go nie miałam, czy może bałam się, że zabrnęłam w to wszystko tak daleko, że nie mogę być wierna; nie chciałam go skrzywdzić. Wszyscy pchali mnie do niego, mówili, że do siebie pasujemy, jaki on jest dobry itd., a mnie to odpychało. Myślałam, że jeśli kiedykolwiek będę z nim, to nie, bo ktoś tak chce, ale dlatego, że ja tak czuję. W marcu, po roku jego starań, coś we mnie pękło. Zaczęłam widzieć jaki jest dobry, ile dla mnie znaczy i że powinnam dać mu szansę, bo na to zasługuje. Zastanawiałam się, jak może mnie tak bardzo kochać, wiedząc o wszystkich złych rzeczach, jakie w życiu zrobiłam.

Pamiętam, kiedy mu powiedziałam, że czas spróbować, on tak się cieszył. Powiedział, że zawsze będzie się starał, żebym była szczęśliwa, że nigdy mnie nie zdradzi, że nigdy nie kochał żadnej kobiety tak jak mnie, nawet swojej żony. Zaczął zostawać w moim domu coraz częściej, wracał po pracy. Ja byłam na zwolnieniu lekarskim, miałam depresję, tęskniłam za domem, miałam problemy w pracy i tylko on trzymał mnie przy życiu. Postanowiliśmy, że najlepiej będzie jak odpocznę, pojadę do Polski, a on w tym czasie będzie miał czas na załatwienie sprawy z rozwodem, a potem po mnie przyjedzie, a jak wrócę, zaczniemy mieszkać razem i będziemy na zawsze szczęśliwi.

Każdego dnia kochałam go coraz bardziej. Wszystko, czego nie lubiłam w jego wyglądzie, charakterze, pokochałam. Kiedy wyjechałam do Polski, nie zdradziłam go, nie myślałam o innych. Moje życie się zmieniło, on je zmienił. Tylko on dla mnie istniał. Nie mogłam się doczekać, kiedy przyjedzie i pozna moją mamę. Nawet go nie znała, ale już go uwielbiała, bo zawsze jej mówiłam, jaki jest wspaniały. Pamiętam, kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy po 2 miesiącach. Cudownie wyglądał. Tęskniłam za nim tak bardzo, wydawał mi się taki piękny. Tak się cieszył, kiedy mnie zobaczył, jego oczy błyszczały - po tym już nigdy ich takich nie widziałam. Czasem się kłóciliśmy, ciągle przypominał mi co kiedyś robiłam, a ja mu tłumaczyłam, że to już przeszłość, że się zmieniłam i nigdy więcej tego nie zrobię. Strasznie bolało, kiedy mi to wszystko mówił.

Wracaliśmy do Anglii, a ja tylko myślałam o naszym szczęśliwym, nowym życiu. Weszliśmy do naszego nowego, wspólnego mieszkania. Nigdy nie czułam się tak dobrze. Nigdy z nikim nie mieszkałam, bałam się, ale on zawsze mnie wspierał, mówił, że damy razem radę. Ja poszłam spać, a on pojechał zobaczyć się z dziećmi. W międzyczasie jego żona (papiery były w drodze, tak przynajmniej słyszałam) dowiedziała się, że kogoś ma, chodziła do ludzi, pytała, czy coś wiedzą i doszło do niej, że to ja. Właśnie tego dnia, kiedy wrócił, zaczął się koszmar, który trwa już ponad 3 miesiące. Dużo ludzi wie, że często zmieniałam partnerów, mam złą opinię. Ludzie przychodzą do niego i mówią mu, że jestem zła, że zdradzam itd.

Kocham go ponad życie i bardzo się zmieniłam, nie byłabym w stanie go skrzywdzić, bo jestem z nim szczęśliwa. Jestem po próbie samobójczej. Ciągle myślę o tym, że nie chcę żyć, nie widzę sensu w życiu. Chciałabym, żeby zauważył, że już nie jestem taka, że moja przeszłość to już zamknięty rozdział i nie chcę do tego wracać, bo on jest tym, kogo zawsze szukałam. Codziennie mi mówi, że mnie kocha, że nigdy nic takiego nie czuł do nikogo, ale boli go to, że tyle o mnie wie. Ja już nie mam siły, nie chcę od niego odejść, bo sobie nie poradzę; nie chcę, bo to mężczyzna, o którym marzyłam.

Czy nie zasługuję na szczęście? Czy już na zawsze jestem skończona? Nie chcę żyć bez niego i jeśli nie będę z nim, to nie będę z nikim. Nie chcę żyć. Nawet mi powiedział, że nie weźmiemy ślubu, że nie będziemy mieli dzieci, a to coś, o czym zawsze marzyłam. Teraz chcę być tylko z nim i nawet nie chcę tego mieć, chcę tylko jego. Boję się następnego dnia. Nie wiem, co robić. Nie widzę sensu w niczym, nie mam ochoty wstawać rano, mogę cały dzień siedzieć i nic nie robić, nie daję sobie z niczym rady, nienawidzę się. Czy ja już nie zasługuję na nic? Jestem nic nie warta? Czy można jakoś nas uratować? Nie wiem, co powinnam robić. Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mój chłopak chce zerwać, bo nie potrafi sobie poradzić z moją przeszłością

Jesteśmy ze sobą od 5 miesięcy, oboje się kochamy, jest nam ze sobą dobrze. A nawet można powiedzieć bardzo dobrze, jest mi bardzo bliski i strasznie mi na nim zależy. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy i czasem ledwo się rozstaliśmy, już...

Jesteśmy ze sobą od 5 miesięcy, oboje się kochamy, jest nam ze sobą dobrze. A nawet można powiedzieć bardzo dobrze, jest mi bardzo bliski i strasznie mi na nim zależy. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy i czasem ledwo się rozstaliśmy, już tęskniliśmy za sobą. Jest między nami 5 lat różnicy, on ma 18, ja 23, ale żadnemu z nas nie przeszkadza ta różnica. Problem polega na tym, iż mój chłopak nie potrafi sobie poradzić z tym, że miałam kogoś przed nim, boli go to, że miałam przed nim innych chłopaków.

Niezręcznie mi o tym pisać... boli go i gryzie to, że współżyłam wcześniej z kimś. I z tym nie potrafi sobie poradzić, mimo że mnie kocha, te myśli go niszczą, już dwa razy ze mną zerwał, bo ciągle mu to chodziło po głowie, udało mi się go przekonać tym, że się kochamy i że przezwyciężymy to wspólnie. Ale ostatnio sytuacja się powtórzyła, nie wiem co mam robić, chcę walczyć o ten związek, kochamy się i nie chcę go stracić. Ale nie wiem jak mu pomóc?? Chciałam iść z nim do lekarza, ale nie wiem jakiego. Zrobię wszystko, aby mu pomóc i uratować nasz związek. Proszę o pomoc...

Czemu mąż nie chce ze mną rozmawiać?

Mam 24 lata, jestem mężatką i matką wspaniałej Julci. Moje problemy jak pamiętam od zawsze ze mną były. Najpierw ojciec alkoholik, później rozwód. Mama też często zagląda do kieliszka i to chyba najbardziej mnie boli. Jestem mężatką od...

Mam 24 lata, jestem mężatką i matką wspaniałej Julci. Moje problemy jak pamiętam od zawsze ze mną były. Najpierw ojciec alkoholik, później rozwód. Mama też często zagląda do kieliszka i to chyba najbardziej mnie boli. Jestem mężatką od dwóch lat i wraz z mężem i dzieckiem mieszkamy u mojej mamy, gdyż jej obecnie nie ma, przebywa za granicą. Nasze problemy jak pamiętam były już dłuższy czas przed ślubem, kłótnie. Klócimy się o wszystko, nie rozmawiamy ze sobą, choć często proszę o to męża, że to jest podstawa, żeby się jakoś dogadać, zawsze słyszę odpowiedź - nie! Zawsze to ja mówię, później krzyczę, płaczę, a on milczy.

Obecnie jestem na wychowawczym i opiekuję się córką, gotuję, sprzątam itd. Uważam, że się staram, że choć w ten sposób okazuję trochę mężowi troskę, kocham go ponad życie, jednak uważam, że nasze problemy tkwią w tym, że ze sobą nie rozmawiamy. Często pytam - co tam, i co powiesz, zawsze słyszę jedną odpowiedź - NIC. Nigdy nie ma czasu dla mnie i dla dziecka, jak ma wolne to zawsze wynajdzie sobie zajęcie albo jest zmęczony. Kiedy on ma wolne, to sobie odpoczywa, a ja niestety nie mam wolnego, ciągle tylko w domu, on ma czas zrobić sobie wypad i wrócić późną nocą, a ja sama w domku. Prawie w ogóle nie zajmuje się dzieckiem, nawet jak ma wolne.

We mnie się gotuje, wtedy wybucham, krzyczę, myśli mam okropne, po każdej kłótni czuję się winna, mam wyrzuty, twierdzę, że to po części jest wina męża, gdyż on nigdy nie potrafi przyznać się, że to po części z jego winy. Nawet już straciłam ochotę na bliskie kontakty z mężem. Często nawet, gdy jestem wściekła i smutna, gniew przelewam na dziecko, nawet zdarzyło mi się z nerwów je uderzyć.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Problemy w związku a depresja

Jestem mężatką, mam 24 lata, mąż 27, mamy 2 dzieci - 5 lat i 1,5 roku. Od dłuższego czasu jestem bardzo nerwowa, chce mi się płakać. Chodzi mi przede wszystkim o męża, tzn. on pracuje od 7 do 17, przychodzi...

Jestem mężatką, mam 24 lata, mąż 27, mamy 2 dzieci - 5 lat i 1,5 roku. Od dłuższego czasu jestem bardzo nerwowa, chce mi się płakać. Chodzi mi przede wszystkim o męża, tzn. on pracuje od 7 do 17, przychodzi do domu i za godzinę wychodzi na piwo albo spotkanie z kolegą. Mam już tego dosyć, nie dość, że sama cały dzień w domu, no niby z dziećmi, ale czekam aż przyjdzie, żeby pobyć razem, on żeby z dziećmi się pobawił, ale on zaraz wychodzi (twierdzi, że nie jest uzależniony, ale ja uważam inaczej, codziennie pije 2 piwa, może to niedużo, ale kiedyś wcale nie pił), i jeszcze ta maszyna, wrzuca w nią kasę, ale ja bym wolała, żeby spędził ten czas z dziećmi. To chyba będzie koniec naszego małżeństwa, ja już z nim nie wytrzymuję, on nie potrafi dla mnie z niczego zrezygnować, to lepiej, żebym przez niego się nie denerwowała.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Różne potrzeby kobiet i mężczyzn

Witam, mam na imię Majka, mam 20 lat. Moim problemem jest to, że nie radzę sobie sama ze sobą. Mam chłopaka w swoim wieku, już od ponad roku jesteśmy parą, jest mi z nim dobrze, wydaje mi się, że się...

Witam, mam na imię Majka, mam 20 lat. Moim problemem jest to, że nie radzę sobie sama ze sobą. Mam chłopaka w swoim wieku, już od ponad roku jesteśmy parą, jest mi z nim dobrze, wydaje mi się, że się rozumiemy, jednak czasem kłócimy się z byle powodu. Głównym problemem moim jest to, że potrzebuję czuć jego wsparcie, potrzebuję ciepłych słów, zainteresowania. On mówi, że przecież to wszystko mi daje, ja jednak uważam inaczej. Często, gdy zaczynam z nim rozmawiać i powiem mu, czego potrzebuję, że właśnie takiej czułości, to on mi mówi, że przecież mi to daje. Mówi mi, że nie doceniam go, traktuję jak niepotrzebną rzecz.

Mam swoje humory, złe dni itd., on nie potrafi zrozumieć moich nastrojów i przez to powstają kłótnie. Za każdym razem obiecuję mu, że się zmienię, że nie będę taka, jednak po jakimś czasie od nowa jest to samo, nie radzę sobie sama z sobą, choć bardzo chcę, żeby było dobrze między nami. Bardzo go kocham i zależy mi na Nim, co mam zrobić?? Jak z Nim rozmawiać?? :( Powiedział mi, że nie chce się na razie spotykać, że chce pobyć sam, boję się, że oddalimy się od siebie, że nie będzie już tak jak dawniej :( proszę o pomoc :(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak sobie poradzić z rozstaniem z chłopakiem?

Jestem w związku od 6 lat... kocham mojego chłopaka ponad wszystko... ale ten zwiazek z dnia na dzień się wali coraz bardziej.... on ma do mnie mnóstwo pretensji, ciagle coś jest nie tak, jesteśmy ze sobą.... nie wiem, ale coraz...

Jestem w związku od 6 lat... kocham mojego chłopaka ponad wszystko... ale ten zwiazek z dnia na dzień się wali coraz bardziej.... on ma do mnie mnóstwo pretensji, ciagle coś jest nie tak, jesteśmy ze sobą.... nie wiem, ale coraz bardziej się od siebie oddalamy, on mówi mi, że mnie kocha, ale nie może mnie znieść, wg niego jestem zbyt chuda, nie jem, wyglądam jak anorektyczka (dodam, że mam z 5 kg niedowagi, ale nie umiem przytyć), on wmusza we mnie jedzenie, gdy nie zjem, ile on mi nalożył, jest tzw. foch, pretensje, obraza majestatu, nie obchodzi go, że boli mnie brzuch, zawsze slysze "taaa, boli cię brzuch, bo jesteś anorektyczkś, masz wysuszony żołądek, gdy masz zjeść to od razu masz miliony powodów, żeby nie zjeść, jesteś mistrzynią w bawieniu się jedzeniem i przeciąganiu czasu, itp., itd." :( Ostatnio podczas szczerej rozmowy stwierdzil, że " jestem irytujaca, głupio mądra, gadam bzdury, jego 3 kolegów mnie nie lubi, męczy się ze mna, zabijam jego miłość do mnie, bo sie czepiam". Myślałam, że mi serce pęknie... płakałam jak dziecko :( nie pociągam go już, bo..."mam za małe piersi i tyłek .... Od miesiąca mieszka ze mną, ale jest źle... narzeka na mnie... owszem bywam wkurzająca i czepiam się, ale dlatego, że on przestał być czuły.... nie przytula mnie, rzadko całuje... to już naprawdę koniec? Staram się to ratować, ale czuję, że pogarszam sytuację... już nie mam nic, dawałam sie upokarzać... I co dalej? Wpadam w depresję? Mam 23 lata.... on byl moim pierwszym, moim jedynym.... kocham go, ale co z tego? Skoro go tracę... czuję się podle, boli mnie serce.... on wyjeżdza często na statek ... a ja? Czekam jak ten wierny pies.... tęsknie, płaczę.... jestem wkurzająca, tak, wiem.... ale on mnie dobija mowiąc ciągle, że on nie chce być z kobietą, która nie potrafi się dla niego zmienić.... Co mam zrobić? OPERACJĘ plastyczną? nos? oczy?  biust? Nie chcę go stracić.... wybaczam mu agresję, nerwy... wiem, że stosuje wobec mnie manipulacje i agresję psychiczną... .skończyłam pedagogikę .... tylko on się liczy. Tylko on mi się podoba, nie spotkałam lepszego i nie spotkam... On był TYM IDEAŁEM, moim wymarzonym mężczyzną.... :( co źle robię? :(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co z moją miłością?

Witam, mam 22 lata i od 4 lat choruję na depresję. Dzięki psychoterapii i farmakoterapii doszłam do siebie i wtedy zakończyłam długi związek z chłopakiem, z którym nigdy nie byłam tak naprawdę szczęśliwa. Już wtedy bardzo podobał mi się mój...

Witam, mam 22 lata i od 4 lat choruję na depresję. Dzięki psychoterapii i farmakoterapii doszłam do siebie i wtedy zakończyłam długi związek z chłopakiem, z którym nigdy nie byłam tak naprawdę szczęśliwa. Już wtedy bardzo podobał mi się mój obecny partner, chociaż uznawałam, że on nigdy na mnie nie spojrzy, że to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. W końcu stał się cud, poznaliśmy się i zaczęliśmy się spotykać, spędzaliśmy wspólnie każdy dzień. Po raz pierwszy w życiu mogłam powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwa, że mam granitową pewność, że to ten jedyny, że to na niego całe życie czekałam.

Zresztą to cudowny człowiek, mądry, dowcipny, przystojny, niesamowicie troskliwy i we mnie zakochany, a ja w nim do szaleństwa, czułam, że jestem prawdziwą szczęściarą, że na niego trafiłam, to dodawało mi skrzydeł. Cieszyłam się, że wreszcie jestem czegoś pewna jak nigdy dotąd. Marzyłam o tym, że on mi się oświadczy, że to będzie najcudowniejszy dzień mojego życia. Niestety był we mnie lęk, że ja to zepsuję, że znowu będę miała wątpliwości tak jak w poprzednim związku. Faktycznie, raz miałam małą załamkę i płakałam strasznie, że nie wiem co czuję itd., ale poszłam do psychologa i mi to odeszło całkowicie.

No i ostatnio stało się najgorsze. Postanowiłam, że już czas spróbować żyć bez citabaxu, bo przez 2 lata brałam codziennie dwudziestkę. Oczywiście skonsultowałam się z lekarzem. Z tydzień było dobrze, a potem równia pochyła. Zaczęłam płakać z różnych powodów, że mój facet kiedyś umrze, że nie jestem dość dobra dla niego, że muszę mu opowiedzieć o wszystkich błędach, jakie popełniłam kiedyś, no i ogromny lęk, że przez to on mnie zostawi. Kiedy już było tak, że nie mogłam wyjść z domu, sięgnęłam po leki, przez 3 dni je przyjmowałam, po czym psycholog powiedział, żeby jednak ich nie jeść i spróbować psychoterapii.

Zgodziłam się, wróciłam do domu, jakoś się uspokoiłam, przyszedł mój chłopak, spędziliśmy fajny wieczór, jak zawsze. Następnego dnia rano poczułam dławiący lęk i wtedy pojawiła się koszmarna myśl: to wszystko bez sensu, bo i tak go nie kocham, muszę odejść jak najszybciej. Kompletnie się załamałam, nie mogę spać, jeść, tylko ciągle mam te myśli, od rana do wieczora, nie mogę od nich uciec i cały czas płaczę, mam poczucie bezsensu, braku nadziei, boję się z nim spotykać.

Jak to możliwe, żeby z dnia na dzień tak wszystko runęło? Co z tą miłością, która była dla mnie wszystkim? Mój psycholog ma taką koncepcję, że po śmierci taty boję się wchodzić w związki, bo mogę zbyt wcześnie stracić ukochanego i gdy jest dobrze, ja muszę odejść sama. Byłam u psychiatry i kazał mi wrócić do citabaxu, biorę od trzech dni i boję się, że mój związek nie przetrwa. Tak bym chciała poczuć znowu to ciepło i spokój, który jeszcze przed tygodniem mnie wypełniał, a z dnia na dzień odszedł. Piszę, ponieważ chciałam poznać opinię jakiegoś innego specjalisty. Czy odnajdę spokój przy moim Słonku?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak odejść od chłopaka?

Moja historia nie jest dość ciekawa. Jestem w związku, mam dziecko 1,5-roczne. Od 2 lat ten związek tak jakby nie istniał. Chłopak, którego kiedyś kochałam bardzo się zmienił... Narobił długów, o wszystko obwinia mnie i moją rodzinę, nie mogę...

Moja historia nie jest dość ciekawa. Jestem w związku, mam dziecko 1,5-roczne. Od 2 lat ten związek tak jakby nie istniał. Chłopak, którego kiedyś kochałam bardzo się zmienił... Narobił długów, o wszystko obwinia mnie i moją rodzinę, nie mogę na nim polegać... Od dłuższego czasu, gdy brakuje pieniędzy, ciągle są kłótnie, awantury, ciągle mi ubliża, jestem wyzywana od najgorszych. Bardzo bym chciała odejść, ale się boję... jego reakcji... tego, co będzie później... Bardzo proszę o pomoc, już nie daję rady... Mój e-mail md19@wp.pl.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie umiem sobie poradzić z tym, że on może mnie opuścić...

Witam:( Mam 24 lata. Mężczyzna, z którym byłam, ma 32 lata. Poznaliśmy się zupełnie przypadkowo. 11 września pojechałam do niego do Szkocji, spędziliśmy razem piękne 2 tygodnie, czułe słowa, łzy z mojej i jego strony, wróciłam do Polski pełna nadziei...

Witam:( Mam 24 lata. Mężczyzna, z którym byłam, ma 32 lata. Poznaliśmy się zupełnie przypadkowo. 11 września pojechałam do niego do Szkocji, spędziliśmy razem piękne 2 tygodnie, czułe słowa, łzy z mojej i jego strony, wróciłam do Polski pełna nadziei na dalszą przyszłość z nim. Miałam pozałatwiać sprawy tutaj, w Polsce, i za dwa miesiące lecieć do niego, żyć z nim, pracować tam i zamieszkać. Godziny rozmów przegadanych, cóż, po takich słowach trudno się nie zakochać, żadne z nas nie powiedziało sobie kocham, ale było uczucie, trudno to było ukryć, żegnając się na lotnisku, obydwoje płakaliśmy.

Minęły dwa dni od mojego powrotu, zero wiadomości od niego, dzwoniłam, nie odpowiadał, po czym zadzwonił i powiedział, że on musi wszystko przemyśleć co do nas, bo nie jest pewny swojego uczucia i na razie, żebyśmy nie mieli żadnego kontaktu ze sobą. 4 dzień on się nie odzywa, ja płaczę, mam straszną depresję, nie umiem sobie poradzić, nie mogę uwierzyć, że to wszystko, co sobie mówiliśmy, okazuje się fikcją. Trudno w to uwierzyć, nie wiem, jak sobie poradzić. Dzieli nas taka odległość, w tym momencie mogłabym się spakować i tam polecieć do niego, ale po co:( po co na siłę coś rozwiązywać... Błagam, powiedzcie, jak sobie poradzić i jak zapomnieć:( jak w ogóle to rozwiązać, bo już nie daję rady:(

Jak udowodnić mężczyźnie, że jego zachowanie wskazuje, że najbardziej zależy mu na pieniądzach i znajomych?

Witam:) Mam na imię Anita i mam 21 lat. Obecnie studiuję i pracuję. W związku jestem już od 5 lat. Mój partner w tym roku mi się oświadczył. Ale nie w tym problem. Otóż 2 lata temu, kiedy zaczęłam studiować,...

Witam:) Mam na imię Anita i mam 21 lat. Obecnie studiuję i pracuję. W związku jestem już od 5 lat. Mój partner w tym roku mi się oświadczył. Ale nie w tym problem. Otóż 2 lata temu, kiedy zaczęłam studiować, postanowiliśmy zamieszkać razem, gdyż pochodzimy z różnych miejscowości. Niestety nie udało nam się to, ponieważ nasze zarobki były za małe, aby zamieszkać w Bydgoszczy. Adrian (mój partner) postanowił wyjechać za granicę. No i się zaczęło. Na początku był to dla mnie bardzo ciężki okres, ale wytrzymałam. W międzyczasie wydarzył nam się wypadek. Podczas niedzielnego poranka Adriana zabrali do szpitala i 3 dni leżał w śpiączce. Tragedia. Na szczęście już jest wszystko ok.

Wiadomo, pieniądze, jakie są zarabiane tutaj w Polsce są śmieszne w porównaniu do zarobków w Anglii. Adrian stał się bardzo pazerny na pieniądze. Znalazł tam przyjaciół, których nie odstępuje na krok. Po 7 miesiącach wrócił, ale to już nie był ten sam Adrian. Liczyła się tylko kasa, jego przyjaciel Victor, a ja byłam na końcu. Nie było już tej iskry między nami. Ciągle tylko Anglia, Anglia, Anglia... We wrześniu br. znowu wyjechał. Twierdzi, że nie wyobraża sobie życia w Polsce, a ja bez niego:) W skali od 0 do 10 ma ze mną kontakt na 1. Tak, to jest najgorsze. Twierdzi, że nie ma czasu, że pracuje. Zawsze znajdzie jakąś wymówkę. A na koniec, że i tak mnie kocha. Najgorsze jest to, że z rodziną się kontaktuje, a ze mną nie.

Po wypadku miał ograniczyć pracę, a teraz w weekend idzie na nadgodziny, bo kasa. Nie wiem, co robić. Kocham go, ale nie chcę być tak traktowana. Na portalu Nasza-Klasa wstawił sobie zdjęcie z koleżanką - Agą (przytuleni do siebie) :(. Twierdzi, że to tylko koleżanka. I nie mam być o co zazdrosna, tym bardziej że ona ma 2 dzieci. Czy oby na pewno? Przed wyjazdem do Anglii wyjechał na weekend do znajomych do Torunia. Miałam jechać z nim, ale stwierdził, że chce sam jechać. Ona też tam była - ta Agnieszka.

A, i jeszcze jedno. Podczas pobytu w Polsce Adrian miał ograniczoną możliwość wypłacania pieniędzy (chodzi o konto angielskie). Podczas gdy płacił już mu Zus (chorobowe), otrzymywał wpłatę na konto raz na miesiąc. Dawałam mu radę, aby sobie zawsze wypłacał więcej, ale twierdził, że mu nie potrzeba. I tak potem żałował (nie miał kasy). Ale nigdy nie wysłuchał moich uwag. Dopiero jak ta Agnieszka mu powiedziała, że już przez miesiąc nie dostanie, posłuchał jej i zrozumiał. O co chodzi? Czy ja coś robię źle? Może jestem za dobra w związku? Pozdrawiam

Mam problemy w relacji z partnerem i czuję lęk w dużej grupie osób

Mój problem polega na tym, że nieustannie czuję się okropnie zmęczona. Mój narzeczony ciągle wypomina mi lenistwo, a ja przychodzę z zajęć na uczelni i po prostu zasypiam ze zmęczenia. Mam żal do niego, że zarzuca mi, iż przestałam dbać...

Mój problem polega na tym, że nieustannie czuję się okropnie zmęczona. Mój narzeczony ciągle wypomina mi lenistwo, a ja przychodzę z zajęć na uczelni i po prostu zasypiam ze zmęczenia. Mam żal do niego, że zarzuca mi, iż przestałam dbać o dom, kiedy ja naprawdę lubię domowe czynności, a przynajmniej kiedyś tak było. W tym roku powinnam dostać dyplom, ale tak mi się potoczyło, że zakończyłam 2 poprzednie kierunki na licencjatach i zaczęłam trzeci, który naprawdę mnie zainteresował. Czuję się winna, bo powinnam zacząć już pracę zawodową, ale czy fakt, że za pierwszym razem nie dostałam się na państwowy uniwersytet ma sprawić, że do końca życia mam żałować, że nie spróbowałam i nie dałam rady?

Czuję w sobie wewnętrzną sprzeczność: i chcę, i nie chcę studiować dłużej. I choć zaczęłam spełniać moje marzenia, nie czuję się dobrze. Do tego ogólnego zmęczenia doszły napady paniki. Moim zdaniem zostały spowodowane zbyt długim przebywaniem w stanie silnego stresu (mam przeogromny lęk przed lataniem samolotem, a spędzam w nim kilkanaście godzin kilka razy w roku - zawsze chciałam podróżować, ale ten lęk całkowicie pozbawia mnie przyjemności - jedyne, o czym myślę to droga, jaką muszę pokonać). Teraz wystarczy, że znajduję się w dużej grupie ludzi, na wykładzie lub w autobusie, a przychodzi moment, gdy zaczynam się źle czuć, robi mi się zimno, dretwieją mi ręce i zaczynam odczuwać mdłości, a ostatnio też konieczność oddania moczu.

Czuję, że przestaję funkcjonować. Gdy ktoś patrzy z boku, uważa, że dobrze mi się powodzi, a ja czuję się człowiekiem w rozsypce. Do tego te wieczne pretensje narzeczonego, że się roztkliwiam, że jestem zwyczajnym leniem i że mam chorobliwe ambicje. A ja naprawdę nie mam siły i trochę zazdroszczę innym, że im wszystko toczy się tak zwyczajnie, że po maturze poszli na wybrane studia, a teraz wszyscy zaczynają pracę w zawodzie. Ja kompletnie nie wierzę w swoje możliwości, kiedyś marzyłam o ślubie i dzieciach, a teraz wyobrażam sobie, że to kolejne stresogenne wydarzenia, którym będę musiała podołać. Z drugiej strony mam żal, że mój partner przestał wspominać o ślubie. Od kilku lat ciągle tylko zagryzam zęby i mówię sobie, że muszę podołać. Tyle, że siły mi się skończyły... Jak sobie pomóc??

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Rozstanie rodziców odbija się na moim związku

Witam! Nie wiem, od czego zacząć. Mam 21 lat i studiuję pedagogikę. Moja wypowiedź może wydawać się dość niespójna, ale ciężko mi o tym mówić... Od pewnego czasu nie wiem, co się ze mną dzieje... Ale zacznę od poczatku... Ponad...

Witam! Nie wiem, od czego zacząć. Mam 21 lat i studiuję pedagogikę. Moja wypowiedź może wydawać się dość niespójna, ale ciężko mi o tym mówić... Od pewnego czasu nie wiem, co się ze mną dzieje... Ale zacznę od poczatku... Ponad rok temu dowiedziałam się, że moja mama ma innego faceta... Poznałam go wcześniej, przedstawiła go jako kolegę z pracy... W życiu nie przypuszczałam, że mama może zdradzić tatę. Byli razem ponad 20 lat... Wzorowe małżeństwo, mogło się wydawać... Jednak prawda wszystkich "zabiła"... Wydało się, że mama ma romans z tym facetem... Przeżyłam to okropnie, patrząć na cierpienia taty i mojego brata... Mama się wyprowadziła... Tata miał myśli samobójcze... Zdążyłam na szczęście na czas... Widziałam to... Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje... Później jeszcze rozprawa w sądzie i wszystko wróciło...

Teraz jest już troszkę lepiej, "niby" wszystko jakoś się ułożyło... Ale ja cały czas myślę... Wszystko zostało na mojej głowie... Najgorsze jest to, że oddziałuje to na mój związek... Jestem strasznie zazdrosna o mojego faceta, nie pozwalam mu wychodzić nigdzie... Nie porafię mu zaufać... Przez to są kłótnie, myślimy o rozstaniu, choć to bardzo trudne, bo się kochamy... Mój tata go nie akceptuje... Boję się, że mnie zdradzi, zostawi... Nie wiem... Nie potrafię sama sobie pomóc... Kocham go, ale wiem, że tak dalej się nie da... Ostatnio postawił mi warunek, że muszę mu zaufać, bo inaczej nie ma to sensu... A ja nie potrafię... Nie wiem, czym to jest spowodowane... Może tą sytuacją domową? Proszę o radę... Powinnam iść do lekarza? Boję się tego, że nie dam rady się otworzyć... Pomóżcie...

Co zrobić, gdy mężczyzna mówi, że kocha, ale nie chce być ze mną?

Mamy po 28 lat. Byliśmy ze sobą rok, przez 7 miesięcy było cudownie. Po tym czasie zaczęło się psuć, bo każde z nas miało swoje zdanie i nie potrafiło iść na ustępstwo. Kłóciliśmy sie bardzo często, aż czara goryczy się...

Mamy po 28 lat. Byliśmy ze sobą rok, przez 7 miesięcy było cudownie. Po tym czasie zaczęło się psuć, bo każde z nas miało swoje zdanie i nie potrafiło iść na ustępstwo. Kłóciliśmy sie bardzo często, aż czara goryczy się przelała. Wyprowadziłam się od niego, ale nie po to, żeby się rozstać, tylko po to, żebyśmy zrozumieli, co jest nie tak. Nie chciałam rozstawać się z Nim, ale on powiedział, że nie chce być ze mną, chce pomyśleć, odpocząć. Minął tydzień, a jego decyzja się nie zmienia.

Kiedy pytam, czy mnie kocha, mówi, że kocha, ale co z tego, jeśli nie wierzy, że to wszystko może się zmienić. Że trzeba zbudować wszystko od początku, spróbować. Wyciągnęłam rękę, powiedziałam, że ja się zmienię dla niego, to nic nie dało. Chce, żebyśmy pozostali na stopie koleżeńskiej. Jak pozostać na stopie koleżeńskiej, jeśli kogoś się kocha? Co zrobić, żeby uwierzył, że można jeszcze wszystko odbudować? Jak zdobyć jego zaufanie? Przecież oddalamy się od siebie, nie będąc ze sobą, nie spędzając wspólnie czasu.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czuję się samotna w małżeństwie - mąż dba tylko o matkę

Witam, jestem Ania i mam 27 lat. Ponad rok temu wyszłam za mąż - z miłości. Nie mamy jeszcze dzieci. W związku czuję się strasznie samotna, cierpię. Nie wiem, co robić. Mój mąż całe dnie poświęca swoim rodzicom......

Witam, jestem Ania i mam 27 lat. Ponad rok temu wyszłam za mąż - z miłości. Nie mamy jeszcze dzieci. W związku czuję się strasznie samotna, cierpię. Nie wiem, co robić. Mój mąż całe dnie poświęca swoim rodzicom... Szczególnie swojej mamie. Wiem, że jest to kobieta, która mnie nie lubi od samego początku i której mój mąż jest całkowicie oddany. Ona mnie nie lubi, a zresztą i ja za nią nie przepadam - mogłabym pisać długo na temat jej zachowań, czy to przed ślubem, czy na weselu, czy teraz - chyba teraz jest najgorzej. Buntuje go przeciwko mnie - wysyła SMS-y, w których daje mu wskazówki, jak ma postępować...

Mąż ma w domu wszystko, czego potrzeba - oboje pracujemy, jest ugotowane, posprzątane, seks też jest w porządku. Teściowa zawsze chciała mieć syna tylko dla siebie - tak też było przed ślubem. Mieli wspólny pokój, spędzali razem mnóstwo czasu. Dla mojego męża jest najważniejsza. A ja czuję się coraz bardziej samotna i nieszczęśliwa... Ostatnio, we Wszystkich Świętych, mieliśmy iść razem popołudniu na cmentarz, a kiedy obiad już się gotował, on oświadczył, że idzie do rodziców. A w ten dzień naprawdę go potrzebowałam - zmarł mi ojciec i brat... Po raz kolejny spędziłam dzień sama.

Już nie mam siły. W sobotę był wobec mnie agresywny, poprosiłam, aby sprawdził, czy nie robi się jakieś spięcie w naszej łazience, a on w tym czasie oglądał tv - rzucił we mnie laptopem i krzyczał - a ja się bałam. Czuję, że mam depresję, smutno mi, a życie widzę tylko w szarych kolorach. Nie ma dnia, żebym nie myślała o śmierci, chciałabym ze sobą skończyć, ale wiem, że zabrakłoby mi odwagi. Nie chce mi się żyć i boję się życia. Boję się, że mnie zostawi - już kilka razy pakował się i wyprowadzał do rodziców, a ja go błagałam na kolanach, żeby został. Prosiłam też, aby porozmawiał z mamą i poprosił ją o spotkanie ze mną - nie chce tego zrobić...

Mąż chce rozwodu. Jak mam dalej żyć?

Mam na imię Ania, mam 29 lat. Jakieś 2 tyg. temu mąż powiedział mi, że już mnie nie kocha, nie potrzebuje. Chce rozwodu. Jesteśmy małżeństwem 10 lat, mamy 9-letniego synka. Ta decyzja spowodowała u mnie wstrząs psychiczny, nie potrafię niczego...

Mam na imię Ania, mam 29 lat. Jakieś 2 tyg. temu mąż powiedział mi, że już mnie nie kocha, nie potrzebuje. Chce rozwodu. Jesteśmy małżeństwem 10 lat, mamy 9-letniego synka. Ta decyzja spowodowała u mnie wstrząs psychiczny, nie potrafię niczego robić, snuję się po mieszkaniu jak jestem sama. Gdy mąż i syn są w domu, to udaję, że jakoś jest dobrze. Zacznę od tego, że decyzja mojego męża jest uzasadniona takimi argumentami:

1. źle traktuję syna, krzyczę, zdarza mi się go uderzyć, ciągle się czepiam o wszystko, o naukę, o złe zachowanie, a jak jest źle, to syn dzwoni do męża i skarży się na mnie, i wtedy mąż do mnie oddzwania i pyta się, co się stało.

2. moja zaborcza miłość do męża, ciągłe kontrolowanie, sceny zazdrości bez powodu, wmawianie mu, że on kogoś ma.

3. brak akceptacji jego rodziców i jego hobby, którym jest myślistwo.

4. moje ciągłe niezadowolenie, narzekanie na warunki bytowe i finansowe.

To wszystko jest prawdą - taka jestem, nie do końca to rozumiałam. A najgorsze, że teraz jest już za późno na cokolwiek. 3 lata temu leczyłam się na nerwicę, brałam Depakine i Andepin, po 1,5 roku przerwałam leczenie, bo chciałam sama kontrolować swoje wybuchy agresji, udawało się to, ale nie zawsze. Nie żyję w prawdzie, bo zataiłam przed mężem zdradę fizyczną, która miała miejsce parę lat temu, kiedy wyjechał za granicę. Bardzo tego żałowałam, ale nie potrafiłam się przyznać. Wyszłam za mąż młodo, byłam w ciąży. Chyba chciałam się jeszcze wyszaleć, dlatego tak postąpiłam, nie pomyślałam.

Żałuję tego bardzo, ale to wydarzenie spowodowało, że sama panicznie zaczęłam bać się zdrady z jego strony. Chciałam mieć męża tylko dla siebie. Gdy te wydarzenia miały miejsce (zdrada), byłam w trakcie przeprowadzki z dużego miasta na wieś, do domu moich teściów (nie stać nas było na mieszkanie w mieście), było mi ciężko, zarówno bytowo, jak i finansowo. Niby sobie radziłam, ale to była tylko przykrywka. Niby tylko parę imprez, z bolesnymi skutkami i wyrzutami sumienia, ale nie potrafię o tym zapomnieć.

Przez te lata próbowałam jakoś żyć, ale zatraciłam się w tym wszystkim. Najgorsze jest dla mnie teraz, że stracę wszystko przez własną głupotę i nieodpowiedzialność, za późno to zrozumiałam. Gdy teraz rozmawiam z mężem, on mówi mi, że miłość się wypaliła, ale nie czuje do mnie nienawiści. A gdyby znał prawdę, to na pewno mnie znienawidzi. Przestanie szanować jako kobietę, matkę. Boję się utraty dziecka, przez moje dotychczasowe postępowanie. Jeśli w ogóle powinnam pisać coś dobrego o sobie, to że przez te lata dobrze zajmowałam się domem i synem.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Patronaty