Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Już sama nie wiem, co czuję...

Witam! Mam prawie 19 lat i wydaje mi się, że mam depresję. Do pewnego czasu wiedziałam w 100%, że jestem zakochana w moim chłopaku (jesteśmy ze sobą prawie 4 lata). Tylko że bardzo często się kłócimy - on o...

Witam! Mam prawie 19 lat i wydaje mi się, że mam depresję. Do pewnego czasu wiedziałam w 100%, że jestem zakochana w moim chłopaku (jesteśmy ze sobą prawie 4 lata). Tylko że bardzo często się kłócimy - on o byle co się obraża, często dochodzi do jakichś nieporozumień (nawet o to, że mam konto na naszej klasie w internecie, czy że spojrzałam na jakiegoś chłopaka, że nie odpisałam na SMS-a od razu, tylko 10 minut później). Ostatnio już sama nie wiem, co czuję... Ciągle płakać mi się chce, porównuję mój związek do związku mojej kuzynki (ona ma bardzo udany związek, wcale się ze swoim mężem nie kłócą, to ona jest głową tego związku). I ja od pewnego czasu myślę tylko o tym. Chciałabym, aby i mój związek wyglądał tak jak mojej kuzynki, chciałabym, aby wszystko, co się jej przydarzyło, aby i mi się przydarzyło, chciałabym mieć taką samą rodzinę, dom, pomysły... Całe życie. Ostatnio jestem nerwowa, ciągle bym płakała, nie potrafię się cieszyć, odnaleźć. Co mam ze sobą zrobić? Proszę o pomoc.

Chcę ratować ten związek

Mam 36 lat i lata złych doświadczeń w życiu. Zacznę może od tego, że byłam w związku z mężczyzną 4 lata młodszym ode mnie. Byliśmy ze sobą dwa lata, świetnie nam się ukladało, planowaliśmy wspólny dom (wyremontowaliśmy sami wspólnie mieszkanie,...

Mam 36 lat i lata złych doświadczeń w życiu. Zacznę może od tego, że byłam w związku z mężczyzną 4 lata młodszym ode mnie. Byliśmy ze sobą dwa lata, świetnie nam się ukladało, planowaliśmy wspólny dom (wyremontowaliśmy sami wspólnie mieszkanie, w którym planowaliśmy zamieszkać). Pewnego razu pojechaliśmy na dyskotekę, spotkałam tam znajomych z dziecięcych lat, których nie znał mój chłopak. Wdałam się może w zbyt głęboką, miłą dyskusję z nimi (byli to mężczyzni). Mój chłopak, gdy to zobaczył, zostawił mnie tam i wrócił sam do domu. Muszę dodać, że byłam pod wpływem alkoholu, ale na tyle trzeźwa, żeby wiedzieć, że wtedy tam do niczego nie doszło. Niestety - to już nie miało żadnego znaczenia dla niego. Nie chciał mnie znać, rozmawiać itp., uważając, że go zdradziłam. Nie mogłam się z tym pogodzić, bo bardzo go kochałam i chciałam być tylko z nim. Odrzucił mnie. Na nic były moje zapewnienia, starania i namowy, by być dalej razem. Walczyłam o to bardzo, ale nie udało się.

Po około 2 tygodniach okazało się, że jestem w ciąży - Z NIM W CIĄŻY. Ale to też nic w nim nie zmieniło... Nie chciał być mimo to ze mną. Cierpiałam strasznie, mój świat się zawalił - ciążę przeszłam fizycznie może nie najgorzej, ale psychicznie byłam w strasznym stanie - całą przepłakałam. Urodziłam dziecko - utrzymując ciągle kontakt z nim (ale to był kontakt tylko, jakby to powiedzieć, cielesny). On miał inne kobiety, ale mimo to odwiedzał też i mnie czasem (mówiąc, że mimo to i tak nie chce być ze mną). Sama więc wychowywałam syna, namawiając jego ojca do częstszych kontaktów z nami, co było ciężką sprawą. Z czasem spróbowałam nawet z kimś innym ułożyć sobie życie, ale to było bez sensu, bo nie umiałam zapomnieć o ojcu dziecka i to dawało się odczuć w dwóch związkach, w jakich byłam. Dlatego szybko zrezygnowałam z dalszych prób i postanowiłam, ŻE JEŚLI NIE ON, TO JUŻ NIKT INNY.

Mimo bólu, wciąż go kochałam, i nie potrafiłam zapomnieć i pogodzić się z tym, że nie jest z nami. Walczyłam dwa lata o niego i jego lepszy kontakt z dzieckiem. Był niezdecydowany. Z jednej strony chciał być z nami, a z drugiej wolal być wolny. Może trochę na siłę, ale wprowadziłam się z dzieckiem już 2,5-letnim do mieszkania, które wcześniej własnymi siłami remontowaliśmy (a w którym on sam zamieszkał i tam spotykał się z innymi kobietami. Ja, cierpiąc, patrzyłam na to). Postanowiłam, że będę silna i zapomnę o tym, bo chciałam być z nim i pragnęłam, by pokochał syna. Było trudno milczeć. Mieszkaliśmy razem, ale on nadal prowadził, hmm... życie kawalera (wieczorne wyprawy do knajp ze znajomymi, koleżankami również). Naprawdę cierpiałam z tego powodu, że ze mną za bardzo nie chciał się pokazywać (mówił, że jestem sublokatorką). Nie ufałam mu. Ale nie chciałam odejść, bo zależało mi na jego kontakcie z dzieckiem. No, wciąż chciałam być z nim.

Ale POPEŁNIŁAM BŁĄD - do którego popchnęło tak jakby trochę jego zachowanie i stosunek do mnie - ZDRADZIŁAM. Nie wiem jak do tego doszło, ale było to skutkiem moich wątpliwości co do jego uczuć do mnie. Był to tylko krótki, szybki romans, w sumie nie tak do końca nazywam to zdradą, bo do stosunku płciowego nie doszło - no, ale stało się. I on się o tym dowiedział. Próbowałam na początku nie przyznawać się do tego, ale ZALEŻAŁO MI NA NIM NADAL BARDZO i przyznałam się do tego, że popełniłam błąd. Rozmawialiśmy... kłócąc się oczywiście, ale w rezultacie doszliśmy do wniosku, że szkoda nam naszego wspaniałego dziecka i spróbujemy być razem. Niby jesteśmy, ale on mi nie wybaczy tego nigdy, to po pierwsze, no i dalej: nie szanuje mnie na pewno, nie liczy się z moim zdaniem, nie pomaga w domu, w sumie nawet nie daje na życie pieniędzy. Wszystko co zarobi, inwestuje w siebie (auto, sprzet tv, meble do domu itp.). Robi co chce (wraca z pracy, zje obiad i tyle go widzimy, wraca późno, prosto do łóżka). Nie dogadujemy się: JA WALCZĘ, CHCĘ Z NIM BYĆ, ON NIE:( Nie zależy już mu na mnie, sypiamy razem, owszem (bo akurat tu się dopasowaliśmy w 100%), ale oprócz tego nie ma nic. Miłość jednostronna z mojej strony tylko.

On byłby szczęśliwy, gdybym się wyprowadziła, ale mogę zabrać tylko swoje ubrania - uważa, że nic więcej tu mojego nie ma (a razem, przypominam, wkładaliśmy wkład w to mieszkanie). No, nieistotne - chodzi o to, że na dziecku jemu też widzę trochę zależy, ale mnie nie trawi. PROSZĘ O POMOC - CO MOGĘ JESZCZE ZROBIĆ, BY RATOWAĆ TĘ RODZINĘ, BY JEJ NIE ROZBIJAĆ? Zbyt cudowne mamy dziecko, by ponosiło konsekwencje głupoty swoich rodziców. No i ja wciąż go kocham i nie chcę żyć z kimś innym, choć nie jest mi słodko. Czy wizyta u specjalisty mogłaby nam w jakiś sposób pomóc? NAPRAWDĘ NIE CHCĘ SIĘ ROZCHODZIĆ, bo w głębi duszy czuję, że jakby ktoś nam pomógł... Ja jestem w stanie jeszcze dużo dać z siebie, by to ratować. Proszę o mądrą radę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Kiedy mężczyzna potrzebuje czasu... Co to oznacza?

Jak mam rozumieć, kiedy facet mówi mi, że potrzebuje czasu, by wszystko poukładać? To znaczy, że nie mam już szans u niego? Bardzo mi na nim zależy. Czekam tylko kiedy napisze, nie mogę jeść, spać.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie wiem, jaki jest do końca mój problem - alkoholizm, depresja?

Witam, postaram się pokrótce opisać swój problem. Mam 22 lata. Jestem osobą bardzo żywiołową, mam sporo znajomych, przyjaciół. Niestety, wewnętrznie czuję się bardzo osamotniona. Wiele jest czynników, które na to wpłynęły. Problemy z ojcem, przeciw któremu teraz toczy się rozprawa...

Witam, postaram się pokrótce opisać swój problem. Mam 22 lata. Jestem osobą bardzo żywiołową, mam sporo znajomych, przyjaciół. Niestety, wewnętrznie czuję się bardzo osamotniona. Wiele jest czynników, które na to wpłynęły. Problemy z ojcem, przeciw któremu teraz toczy się rozprawa o znęcanie się, problemy finansowe, szkolne... Jednak mój największy problem dotyczy tego, że od 4,5 roku jestem w związku z mężczyzną, który na początku, przez ok. 2 lata, był ze mną, jak również z inną kobietą. Zdradzał mnie z nią, alba ją ze mną. Z tamtą był już wcześniej, potem poznał mnie i przez jakiś czas był z nami obiema. Teraz ciągle bardzo się stara, ja mu wybaczyłam. Jak jesteśmy razem, to jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Ale... Ja studiuję filologię rosyjską. I to nie na jakiejś najbardziej renomowanej uczelni, wprawdzie to jest uniwersytet, ale nie z tych lepszych, a była kobieta mojego mężczyzny właśnie skończyła weterynarię we Wrocławiu. Ja nie mogę z tym żyć, że jestem marnym studentem filologii, która nikomu na nic nie jest przydatna w życiu, a ona skończyła medycynę, po której ma dobrą pracę, kontakty, poważanie u ludzi. Ja takich perspektyw nie mam. I tak mi z tym źle. Nocami szukam w internecie informacji, jak dostać się na jakiś medyczny czy ścisły kierunek, choć wiem, że ścisłego umysłu nie mam. I przez to od ok. 2 lat dużo piję.

Teraz zapaliła się we mnie czerwona lampka, dlatego że nie mogę sobie poradzić z tym, żeby nie pić rzadziej niż co drugi dzień. Jestem bardzo nerwowa, najwięcej krzyczę na mamę, jak do niej zadzwonię to ciągle na nią wybucham. W domu ja przejęłam rolę takiej bohaterki, jeśli coś się działo, to brat dzwonił do mnie, a potem ja na policję, żeby interweniowała. To ja musiałam mamę prawie na siłę zaprowadzić na policję, żeby złożyła zeznania przeciw ojcu. Ojej, wiem, że dużo się rozpisałam. Dlatego teraz tylko proszę o radę, co ze sobą zrobić, bo tak strasznie mi się żyć nie chce, moja wiara katolicka nie pozwala mi popełnić samobójstwa, ale w głębi serca tak chciałabym umrzeć. Do psychologa nie pójdę, bo nie chce mi się całego mojego życia wyciągać przed obcą osobą, która słucha mnie tylko za pieniądze. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Związek na odległość i depresja partnera... Jak pomóc?

Witam! Piszę w sprawie mojej sytuacji życiowej, której nie umiem rozwiązać. Mam 33 lata i 2 razy uciekłam od ślubu. Przez 1,5 roku byłam sama w swoim świecie i nikogo nie chciałam znać. Wyszłam z tego i umiem się...

Witam! Piszę w sprawie mojej sytuacji życiowej, której nie umiem rozwiązać. Mam 33 lata i 2 razy uciekłam od ślubu. Przez 1,5 roku byłam sama w swoim świecie i nikogo nie chciałam znać. Wyszłam z tego i umiem się uśmiechać. Rok temu poznałam chłopaka, który nie mieszka w Polsce. Jest Niemcem. Po 8 miesiącach związku na odległość pojechaliśmy na 5 tygodni razem do Szwajcarii, gdzie on dostał kontrakt i nadal tam pracuje. Tuż przed moim powrotem do Polski zerwał naszą znajomość, mówiąc, że nie ma wystarczająco silnego uczucia. Zrozumiałam, bo z takim czymś się nie walczy. Po około miesiącu on się odezwał i mówił, że wtedy przestraszył się tej odległości i życia w samolotach znowu.

Ok. 3 tygodnie temu pozwoliłam mu do siebie przyjechać. Muszę dodać, że oboje chcieliśmy od początku wziąć ślub i założyć rodzinę. Cały czas próbowaliśmy połączyć nasze życia, ale to nie było proste. Po jego wyjeździe miałam dać odpowiedź, czy dam mu szansę. Dałam. Ostatnimi czasy on mówi, że nie odnalazł się w Szwajcarii, nie lubi pracy, boi się przyszłości i naszego związku. Finansowo on byłby tam w 100% odpowiedzialny za mnie, więc rozumiem strach. Mówi, że sam siebie nie lubi, że się nie uśmiecha. Rano krwawi mu nos i boli brzuch. Mówi, że tego wszystkiego, co jest ważne dla niego (czyli nasz związek i nasza przyszła rodzina) teraz się boi. Ja wiem, że on sam musi sobie z tym poradzić... ale czy to jest depresja? Czy ja mam go zostawić? Czy powinien iść do lekarza? Jak ja się powinnam zachowywać? Będę bardzo wdzięczna za pomoc. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Moja dziewczyna jest za nerwowa - co robić?

Witam! Mam poważny problem w związku. Jestem z moją dziewczyną pół roku. Ostatnio kiepsko się dogadujemy, bo moja dziewczyna ciągle ma zły humor i się denerwuje. Na początku wszystko było OK, tzn. widziałem to, że moja dziewczyna jest nerwowa, ale... Witam! Mam poważny problem w związku. Jestem z moją dziewczyną pół roku. Ostatnio kiepsko się dogadujemy, bo moja dziewczyna ciągle ma zły humor i się denerwuje. Na początku wszystko było OK, tzn. widziałem to, że moja dziewczyna jest nerwowa, ale ogólnie była dla mnie miła i wszystko było w porządku. Wszystko zaczęło się około 1,5 miesiąca po tym jak się poznaliśmy. Moja dziewczyna wzięła sobie urlop, a gdy wróciła do pracy, szybko zauważyłem, że coś jest nie tak. Denerwowała się o wszystko i na wszystkich, ciągle była zła, o nic nie było można zapytać czy powiedzieć, bo zaraz gniew, jakby nie wiadomo co się stało. Oczywiście po jakimś czasie straciłem cierpliwość i powiedziałem jej o tym, że przesadza i nie po to do niej przyjeżdżam, żeby wysłuchiwać jej humorków, że jest za nerwowa i niemiła. Niestety, to odwróciło się przeciwko mnie, ponieważ moja dziewczyna stwierdziła, że się czepiam i burzę o głupoty. Ja rozumiem, że można czasem nie mieć humoru, ale nie tak często. Z czasem było coraz gorzej, chociaż prosiłem, by się zmieniła. Rozmowy na ten temat zawsze kończyły się kłótnią, bo stwierdzała, że jestem nienormalny, bo ciągle się czepiam. Mnie to też drażniło, że nawet nie zauważa, że jest nie w porządku. Problem jest już na takim etapie, że walczy w pewien sposób ze mną, mając się za poszkodowaną, bo niby ja się jej biednej tylko ciągle czepiam o nic. Tłumaczyłem mojej dziewczynie, że ja wcale nie muszę się czepiać, tylko niech się zmieni, bo nie mam ochoty na taki związek, w którym nie wolno mi nic powiedzieć, bo zaraz jestem zły i że nie potrzebuję oglądać jej wiecznych nerwów. To oczywiście nie przyniosło skutków, bo nadal twierdzi, że jest poszkodowana, bo ja ciągle mam do niej pretensje. A jest o co mieć pretensje, bo jest wulgarna, złośliwa, nerwowa, mściwa, kąśliwa i chamska. Ma dwa oblicza - potrafi być naprawdę miła i przyjemna, za co bardzo ją kocham, tylko że teraz to oblicze ukazuje coraz rzadziej. Przykład jej zachowania: ostatnio byłem z nią na solarium. Przyjechałem prosto po pracy, żeby nie musiała taki kawał iść, nawet nie zjadłem obiadu, tylko pojechałem głodny, żeby zdążyć. To zamiast usłyszeć jakieś dzięki chociaż, to gdy wyszła, jak zapytałem, czy jej wytrzeć plecy, to uniosła na mnie rękę w geście: nie wku****j mnie, bo ci przyj***e. Wkurzyło mnie to, ale opanowałem się i nic się nie odezwałem. Usiadłem i czekałem. Założyła bieliznę i zaczęła zapinać łańcuszek. Widziałem, że się męczy, klnie i się wkurza, więc pytam "pomóc Ci Kochanie?" - "NIEE!!!" rzuciła od razu, jakbym nie wiadomo co powiedział. Zaśmiałem się i powiedziałem sobie pod nosem "Zosia samosia" i wtedy zaczęła się akcja. Takie sytuacje są na porządku dziennym. Do tego moja dziewczyna nie potrafi już powiedzieć nic miłego, słowo kocham cię wychodzi z jej ust raz na miesiąc. Nawet nie odpowiada, gdy ja jej to mówię, a robię to codziennie. Stała się dla mnie jak starsza siostra dla brata, którego nie lubi. Czuję się oszukany, odrzucony i niepotrzebny. Proszę o pomoc!!! Czy to jest nerwica jakaś, czy depresja spowodowana monotonną, nudną pracą? Czy da się jakoś samemu jej pomóc, czy tu już jest potrzebny lekarz? Jak jej wytłumaczyć to, że jest nie w porządku i że powinna się zmienić? Na moje prośby, żeby kupiła sobie jakieś krople na uspokojenie, reaguje oczywiście nerwami, twierdząc, że ich nie potrzebuje i że robię z niej psychicznie chorą. Nie wiem, co mam robić, bo męczę się z tym bardzo. Zastanawiam się, czy starać się dalej, czy dać spokój i znaleźć inną dziewczynę. Kocham ją, ale to mnie przerasta. Moje uczucie wygasa i mam coraz mniej nadziei na zmianę na lepsze. Pozdrawiam i liczę na szybką odpowiedź. Piotrek

Być kochaną czy dyrygowaną?

Witam! Jestem 24-letnią kobietą, mieszkającą za granicą, która w najlepszym przypadku cierpi na depresję. Tak naprawdę to nie wiem od czego zacząć; może od mojego samopoczucia. Czuję się (i w większości czasu jestem) samotna, nie widuję nikogo tygodniami,...

Witam! Jestem 24-letnią kobietą, mieszkającą za granicą, która w najlepszym przypadku cierpi na depresję. Tak naprawdę to nie wiem od czego zacząć; może od mojego samopoczucia. Czuję się (i w większości czasu jestem) samotna, nie widuję nikogo tygodniami, no chyba, że wsiądę w autobus i dojadę do najbliższej cywilizacji oddalonej o ok. 10 km, co zresztą też nie jest tanio, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jestem bezrobotna. A z tymi podróżami to też bywa różnie; większość z nich to katorga. Ludzie wypytują o moje życie, jak mi się układa z partnerem itd. Są bardzo wścibscy, no i strasznie plotkują. Zresztą co się dziwić — to jedyna atrakcja tej wioski, wypełnionej ludźmi po 70. Dlatego też teraz to tylko siedzę w domu (w którym zresztą nie chciałam mieszkać, bo to ruina) i staram się przespać większość dnia, tylko po to, żeby zabić te nudne i dołujące godziny mojego życia. Moj partner też nie jest za bardzo wyrozumiały, denerwuje go wszystko, co robię. Wymaga ode mnie niemożliwych rzeczy, właściwie to decyduje za mnie, tak jakby sterował moim życiem. On mi mówi, jak się ubierać, jak zachowywać, kiedy się odezwać w towarzystwie (coś na zasadzie "Zamknij się! Teraz dorośli rozmawiają"). Zawsze mi mówi, że to dla mojego dobra, ale ja czuję, że on kreuje kogoś, z kim by chciał być — osoba pokorna (do przesady), idealna kura domowa, wyrozumiały "psychiczny worek treningowy", ogólnie Matka Teresa. Z jego mamą też się nie dogaduję, bo ciągle mną dyryguje i daje mi znać, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej syna. A ja ciągle wierzę, że miłość wszystko naprawi, że za moją dobroć otrzymam dobroć w zamian (jak na razie to otrzymałam wrzody na żołądku). Bardzo Cię proszę, doradź mi, co robić! Wiem, że jak zostanę tu dłużej, to się rozchoruję. Ja go kocham, ale nie mogę być dłużej tak dyrygowana. Chcę w końcu zrobić coś ze swoim życiem. Nie mam zamiaru mieszkać w domu, który on kupił za wujka pieniądze — czuje się w nim jak służąca. Pomocy!!!

odpowiada 2 ekspertów:
 Paulina Witek
Paulina Witek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Jak żyć z człowiekiem, który jest po dwóch próbach samobójczych?

Poznałam mężczyznę, który jako nastolatek targnął się na własne życie, a drugi raz zrobił to po rozwodzie. I to wcale nie dlatego, że został skrzywdzony, tylko dlatego, że uważał, że to on skrzywdził bardzo swoją żonę, mimo tego że...

Poznałam mężczyznę, który jako nastolatek targnął się na własne życie, a drugi raz zrobił to po rozwodzie. I to wcale nie dlatego, że został skrzywdzony, tylko dlatego, że uważał, że to on skrzywdził bardzo swoją żonę, mimo tego że ich małżeństwo było fikcją, a oboje zgodnie i bez awantur podjęli decyzję o rozstaniu...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Trudny związek. Co dalej robić?

Mam 18 lat. Jestem ze swoim chłopakiem już od roku, jest w moim wieku. Na początku było OK. Nie był za bardzo wylewny w uczuciach, ale stwierdziłam, że jest nieśmiały. Jednak okazywał mi choć troszkę, jak mu zależy i...

Mam 18 lat. Jestem ze swoim chłopakiem już od roku, jest w moim wieku. Na początku było OK. Nie był za bardzo wylewny w uczuciach, ale stwierdziłam, że jest nieśmiały. Jednak okazywał mi choć troszkę, jak mu zależy i jak mnie kocha. Po paru miesiącach zaczął się dziwnie zachowywać. Dziwnie, bo twierdzi, że nie ma totalnie żadnych uczuć. Nie lubi okazywać uczuć, mówić o nich, żadnych czułości, musiałam wręcz wymuszać to z niego. Bo ja na odwrót, bardzo lubię okazywać uczucia, chcę czuć się kochana, czy to takie złe i niezrozumiałe? On jest bardzo zamknięty w sobie. Jak patrzyłam na chłopaków moich koleżanek, to byłam smutna. Oni jakoś potrafili okazywać uczucia i kochać się. Gdy mu to mówię, to twierdzi, że jak się coś mówi dużo razy, to to traci znaczenie i że nie lubi takich gadek. Jest też nerwowy, bo od razu się denerwuje, krzyczy. Nie słucha nikogo! Oprócz siebie samego. Nie uznaje racji innych. Tylko on może mieć rację. Rozumiem to, ale bez przesady, przecież czasem można nie zgodzić się z kimś innym. Ja zawsze muszę pierwsza przeprosić, odezwać się, bo wiem, że inaczej by nie dało rady. Dwa miesiące temu spotkałam się z innym chłopakiem, który lubił mnie od dawna. On był inny. Czuły, rozmowny, po prostu trochę mnie zauroczył i pocałowaliśmy się. Potem bardzo tego żałowałam, teraz też żałuję. Teraz wiem, jak bardzo mimo wszystko, mimo tego jak często przez nasze kłótnie, krzyki płakałam przez niego, TO I TAK GO KOCHAM. Boję się, że się dowie o zdradzie i mnie zostawi, a tego nie chcę. Choć z drugiej strony czasem zastanawiam się nad sensem naszego związku, ale za chwilę nie wyobrażam sobie życia bez niego. Co mam robić? Tamten chłopak mówi, że nic nie powie, że to była chwila, wyszło jak wyszło, ale i tak się boję, że mój obecny chłopak się dowie, a po drugie jestem zagubiona. Nie wiem, co myśleć o nim, o jego charakterze, o jego uczuciach, które są zagadką... Kocham go, ale ostatnie miesiące były kłótniami. Teraz już nawet ustały, ale kiedyś w nocy bardzo płakałam przez niego, a on nic, bo on twierdzi, że "Łzy go nie ruszają"... Nie wiem, czy gra takiego twardziela, czy po prostu nic do mnie nie czuje, chociaż przecież przyjeżdża do mnie, gdy może, gdyby nie chciał, to by tego nie robił. Nic nie wiem. Proszę o pomoc.

Seks - łączy czy dzieli?

Z perspektywy czasu zmienia się myślenie ludzi na temat dotychczasowego życia... Nagle, gdy widzimy już te wady drugiej osoby, budzimy się i stwierdzamy "nie kochałam/em". Może rok dla kogoś to krótki czas, ale ja czuję się jakby trwało to dłużej.... Z perspektywy czasu zmienia się myślenie ludzi na temat dotychczasowego życia... Nagle, gdy widzimy już te wady drugiej osoby, budzimy się i stwierdzamy "nie kochałam/em". Może rok dla kogoś to krótki czas, ale ja czuję się jakby trwało to dłużej. Dzisiaj mam 20 lat. Wiem, że dla niektórych jestem młodą - za przeproszeniem - gówniarą, która narzeka na swoje życie, a wszystko jeszcze przed nią... Ale mówiąc od początku... Właściwie nie wiem, od kiedy trwają moje problemy z osobowością. W sumie to są one głównie na podłożu emocjonalnym. Zawsze starałam się być silną dziewczyną, nie dać się złamać. Ale zamiast stawać się coraz silniejsza, czuję, że coraz bardziej się wypalam. Nie rozumiem, czy mi się to wydaje, czy ja naprawdę nie mam szczęścia w miłości. A raczej to "wydaje mi się, że jestem zakochana". Z biegiem czasu zrozumiałam, że było to przywiązanie, spowodowane pewnymi zdarzeniami. Mając 16 lat, poznałam swojego pierwszego chłopaka - ale nie od razu z nim byłam. Nie czułam nic do niego... On się narzucał... Denerwowała mnie jego osoba, bo był dla mnie taki... pusty. Czasami jego kretyńskie zachowania doprowadzały mnie do takiego szału, że wręcz nie chciałam go znać. Kiedy dał sobie ze mną spokój po kilku miesiącach, miałam w końcu czas na zastanowienie się nad jego osobą. W końcu przyszedł sylwester. Miałam spędzić go wspólnie ze znajomymi. Również z nim. I tak wyszło, że postanowiłam dać mu szansę. Było wszystko w miarę dobrze. Tylko on narzucał się z pocałunkami i przytulaniem. Jakoś to znosiłam. Po roku chciał, abyśmy "wskoczyli na wyższy poziom". Chodziło mu oczywiście o seks. Miałam wtedy już prawie 18 lat. Jakoś nie ciągnęło mnie, by zrobić "to" właśnie z nim... Po długich namowach (trwających jakieś 3 miesiące) przełamałam się, żeby w końcu dał mi spokój... Oczywiście pierwsze podejście było zupełnie fatalne... Skończyło się na tym, że pojechałam do domu i nie miałam ochoty z nim rozmawiać, po prostu nie mogłam tego zrobić, czułam obrzydzenie... Jakiś czas później znowu spróbowaliśmy i tym razem "się udało". Po tym zdarzeniu nie czułam, że go kocham, ale poczułam więź po tym, co się stało... Skoro uprawialiśmy seks to wypada "kochać"... Pomieszały mi się zupełnie piorytety związku... Po dwóch latach wypaliło się wszystko totalnie. Nie chciałam już z nim być. Wtedy właśnie, mając 19 lat, podjęłam pracę. I zaczął się ten epizod, który mnie wyniszczył... Mój szef, a raczej kolega, u którego pracowałam, zaczął się przystawiać. Ja traktowałam to jako żart, w końcu ze wszystkimi swoimi kumplami czasami tak żartowałam. Nawet nie zauważyłam, a raczej nie chciałam widzieć, bo nie wiedziałam co zrobić, kiedy to zaczęło się robić niebezpieczne... On, mając żonę i dziecko, zaczął wypisywać, jak to byłoby fajnie razem... Zaczęłam naprawdę się bać, ale też z drugiej strony nie wiedziałam co robić, więc to ignorowałam. W końcu pewnego wieczora, kiedy mieliśmy popracować razem (co oczywiście było wymówką, żeby mnie ściągnąć do siebie), doszło do czegoś, czego żałuję i żałować będę do końca życia... Rozmawialiśmy sobie... On wyciągnął wódkę i zaczął robić mi drinki. Nie piłam dużo, bo się przestraszyłam, poza tym nie chciałam, ale on nalegał... Mam za słabą siłę woli, żeby odmówić... Żeby być niemiłą dla kogoś, kto podstępnie jest dla mnie miły. Zaczęły się "łapanki". Ja prosiłam, żeby przestał. Mówiłam, że ma dziecko, rodzinę... Ja nie chcę się mieszać w jego życie... Ale on i tak swoje. Przytrzymał mnie i na siłę to zrobił... Czułam się jak najgorsza szmata... Jak jakaś dziwka. Powrotu do domu nawet nie pamiętam, ale to nie przez alkohol... Byłam cała roztrzęsiona, nie chciałam z nikim rozmawiać. On obiecywał, że odejdzie od niej... Zamieszkamy razem. Nawet chciał ze mną dziecko mieć... Ale to wszystko było zbyt "piękne", żeby było prawdziwe... "Byliśmy ze sobą" jakieś 4 miesiące jeszcze, a ja cały czas udawałam, że jest w porządku przed wszystkimi, patrzyłam na niego jak na najgorszą świnię... Nie kochałam go, a jednak był mi bliski, bo "był we mnie". Seks był zawsze dla mnie nie tylko zaspokojeniem swoich potrzeb, ale czymś, co miało łączyć dwoje ludzi w jedno ciało... Miał być czymś pięknym... A ja nigdy nie odczuwałam z niego przyjemności... Nie czułam, że jest mi on potrzebny. Czasami nawet jak bolało, kiedy to z nimi robiłam, udawałam, że jest mi dobrze... Jak "piękne love story" się zaczęło, tak szybko się skończyło... Wrócił do żony... Ja czułam żal... Czułam się wykorzystana. Ale starałam się zachować zdrowe zmysły... Jednak nie trwało to długo... Pierwszy raz w życiu... zakochałam się... Maciek... od roku co wieczór nie daje mi spać myśl o Nim... Pierwszy raz w życiu zakochałam się, nie tylko dlatego, że w pewnym stopniu byłam pod presją zmuszona do seksu... On był taki mądry, wspaniały... Taki wyrozumiały... I był z nią... Drugi raz popełniłam ten sam błąd... Wdałam się w związek z zajętym facetem... Tyle, że nie żonatym. Kiedy patrzyłam na Niego... Czułam takie szczęście, taką radość... Przepełniona byłam miłością do Niego... Ale też pustka i smutek... I strach... Że odejdzie... I odszedł... Zostawił mnie dla niej. Po dwóch miesiącach. Potem ona zostawiła Jego. Długo walczyłam o Niego, aż do wakacji... Znowu się związaliśmy. Boże, czułam się tak, jakbym spełniła wszystkie cele i gdybym umarła nawet, nie miałabym żalu, że nie spotkała mnie ta miłość z prawdziwego zdarzenia... Wakacje mijały i było wspaniale... Pierwszy raz poczułam przyjemność z seksu. Pierwszy raz w życiu miałam orgazm. Może to dziwne albo śmieszne, ale właśnie wtedy, podczas naszego pierwszego razu, poczułam, że to właśnie ten... Zakochana bez pamięci... Pod koniec wakacji, nagle znowu się popsuło... Nagle obudziła się ona... Nagle znowu mi Go odebrała. Straciłam sens życia. Próbowałam popełnić samobójstwo, dokładnie 25 sierpnia tego roku... Ale dzień później i tak obudziłam się... Czułam się fatalnie i wiedziałam, że popełniłam błąd. Mam nadzieję, że już nigdy nic mi nie strzeli do głowy, żeby znowu to zrobić. Spotykał się z nią, a mnie okłamywał, żeby mnie nie dołować. Nie kochał mnie... Ja widziałam, co się dzieje i miałam mu to za złe... Coraz bardziej czułam się chora psychicznie... Jak jakaś wariatka... Ale stało się tak, że znowu do siebie wróciliśmy... Strach przed tym, że ona znowu wróci jest równie silny, ale On zapewnia mnie, że nic z tego... Mimo to nakryłam Go i jestem święcie przekonana, że rozmawiał z nią przez telefon... Nie mogę mu zabronić kontaktów z ludźmi i nie zabraniam, ale czuję się zagrożona, jeśli chodzi o nią... Za każdym razem, kiedy o niej myślę, płakać mi się chce... Zbyt wiele przeżyłam, żeby teraz znowu mi to zniszczyła... On... Twierdzi, że coś do mnie czuje, ale mnie nie kocha... Za chwilę znowu mówi "przecież nie powiedziałem, że Cię nie kocham" i tak na odwrót... Czuję się, jakby ten związek był jakimś kołem fortuny... Raz na wozie, raz pod wozem... Ale czy to ma szansę przetrwać?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy on nie chce już być ze mną?

Jestem z Nim 4 miesiące. Na początku było pięknie i w ogóle. Przyjeżdżał do mnie w weekendy. Mieliśmy do tej pory jedną kłótnię. Teraz wyszła następna. Nie widziałam się z nim dwa i pół tygodnia. Nie piszę z nim...

Jestem z Nim 4 miesiące. Na początku było pięknie i w ogóle. Przyjeżdżał do mnie w weekendy. Mieliśmy do tej pory jedną kłótnię. Teraz wyszła następna. Nie widziałam się z nim dwa i pół tygodnia. Nie piszę z nim dużo - 2 czy 3 SMS-y góra... Proszę Go, żeby przyjechał, a on nie przyjeżdza. Co najważniejsze, dziś napisał, że ma tego dość (bo wyżaliłam się koledze i koleżankom - powiedziałam im, że to koniec, chociaż bez niego wytrzymać nie mogę). Pojechał do stolicy na święta. A ja w święta piłam. Piłam, żeby zapomnieć. Noce zawsze mam przepłakane. Czy on mnie jeszczcze kocha, czy mu na mnie zależy? I czy mam stany depresyjne?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy pójście do psychologa coś zmieni?

W swoim życiu, mimo swojego wieku, trochę przeszłam... Uważam, że kilka przykrych sytuacji bardzo na mnie wpłynęło, co zmieniło moją psychikę. Moje problemy głównie dotyczą związku... Jako że jestem osobą wrażliwą, ciągle mam jakieś zastrzeżenia, coś mi nie pasuje,...

W swoim życiu, mimo swojego wieku, trochę przeszłam... Uważam, że kilka przykrych sytuacji bardzo na mnie wpłynęło, co zmieniło moją psychikę. Moje problemy głównie dotyczą związku... Jako że jestem osobą wrażliwą, ciągle mam jakieś zastrzeżenia, coś mi nie pasuje, boję się zdrady albo jestem zazdrosna, choć nie mam o co... Czasami się zastanawiam, czy warto w ogóle ciągnąć ten związek, skoro przez to wszystko się nie dogadujemy... Mój partner ma trudny charakter (i bardzo wybuchowy), zazwyczaj tylko się obraża i denerwuje na mnie, nigdy nie stara się w jakiś sposób złagodzić sytuacji. Zazwyczaj to on jest urażony (mimo że np. ja odczułam przykrość w jakiejś sytuacji). Często nie mogę z nim rozmawiać o tym, co czuję, co mi jest, bo denerwuje go, że ciągle coś jest nie tak. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie mam depresji czy jakiejś nerwicy natręctw. Staram się zmienić swój charakter, ale nie umiem... Dlatego nie wiem, czy zerwać, czy nie? Czy iść do psychologa? Czy to w ogóle coś zmieni?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota

Co mam dalej zrobić - zerwać czy nie?

Jestem ze swoim chłopakiem ponad 3 lata. Nie zawsze było kolorowo, ale to jak u każdego. W ostatnim czasie mamy ciągłe spięcia... Ciągle z jego ust słyszę: "musimy porozmawiać, zastanów się nad sobą". Może i nie jestem taka jak dawniej...

Jestem ze swoim chłopakiem ponad 3 lata. Nie zawsze było kolorowo, ale to jak u każdego. W ostatnim czasie mamy ciągłe spięcia... Ciągle z jego ust słyszę: "musimy porozmawiać, zastanów się nad sobą". Może i nie jestem taka jak dawniej - widzę to... ale nie robię nic złego! Jeśli mówię mu prawdę, to go ranię, czyli wychodzi na to, że powinnam kłamać, żeby go zadowolić. Ostatnio zdarzyło się też tak... że zaczął mnie sprawdzać... osaczać... czytał moje SMS-y i moje prywatne rzeczy. I mówił mi, że tego nie robił... Dawałam mu szansę do przyznania się, ale on to dopiero zrozumiał podczas kłótni. Czyli wyszło na to, że on mi nie ufa, ale ja jemu też nie ufam po tym, jak mnie oszukał. Już kiedyś kilka razy zawiódł moje zaufanie, wybaczyłam mu, ale boję się, że jeśli teraz mu wybaczę, to znowu mnie zawiedzie. Co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

To mój problem czy jego?

Jestem w związku od 5 lat. Od roku borykamy się z pewnym problemem. Po napiętej sytuacji w jego domu (jego rodzice dają mu nieźle popalić, mówią, że jest złym człowiekiem, nie wspierają go, mama ma jakieś niespełnione ambicje, pokładzione w...

Jestem w związku od 5 lat. Od roku borykamy się z pewnym problemem. Po napiętej sytuacji w jego domu (jego rodzice dają mu nieźle popalić, mówią, że jest złym człowiekiem, nie wspierają go, mama ma jakieś niespełnione ambicje, pokładzione w nim, przy kłótni z nim potrafi wyzwać go od najgorszych), powiedział mi, że skoro jego rodzice mówią mu tak okropne rzeczy, to on wątpi w miłość do nich… Potem stwierdził, że nie wie, czy mnie kocha. Że w ogóle nic nie czuje w środku. Do nikogo. Tylko pustka. Nie rozstaliśmy się jednak. Potrzebował pomocy. Prosił o nią. Więc namówiłam go na wizytę u psychologa. Myślałam, że to depresja… naprawdę wszystko na to wskazywało…Poradził sobie jednak z problemami. Poukładał sobie w głowie niektóre rzeczy. Myślałam, że będzie już teraz tylko lepiej… I faktycznie. Troszczy się o mnie, dba bardziej o mnie niż o siebie, spędzamy razem każdą wolną chwilę, rezygnuje dla mnie z wielu rzeczy, które lubi. Stara się! To dużo, po tym czasie przestoju, jaki mieliśmy. Nie mówi jednak, że kocha, nie zwraca się tak często do mnie pieszczotliwie… Na ulicy częściej chwyta mnie za rękę, choć czasem mam wrażenie jakby się bał, że ktoś może nas zobaczyć razem... Prawda jest taka, że on oprócz mnie nie ma do kogo zadzwonić w ciągu dnia, podzielić się radością, smutkiem... Znam każdy jego problem, każdą tajemnicę.... Nie napisałam jeszcze najważniejszego... Dużo myślałam nad tym, skąd wzięły się nasze problemy… Dziś wiem, że to od momentu jego stałej obecności w internecie, mam jego hasło do poczty mailowej i tym samym do wielu różnych portali. Walczę ze sobą za każdym razem, żeby nie wchodzić na jego konta… Ale jak tego nie robić, jak wtedy dowiaduję się strasznych rzeczy. Przerabiałam już zdjęcia innych dziewczyn na jego profilu, wypowiedzi na różnych portalach, na których szuka „osób, przy których mocniej bije serce”, albo jak to bardzo chce się „w końcu prawdziwie zakochać”… Znam go i wiem, że prawdziwie zakochany był we mnie! 5 lat temu! To powtarza mi i każdemu, kto się zapyta o taką miłość… w Internecie pisze co innego. Mi nie mówi, że kocha, mimo że razem nam jest jak w niebie – jego słowa. I jak mam się czuć? Co czuć? Czuć bardziej źle, że naruszam jego prywatność, czy bardziej źle z tym, że mnie oszukuje, okłamuje? Wiem, że związek dwojga ludzi to nie związek dwojga szpiegów. Tak mi źle, że patrzę tam, gdzie nie powinnam… Ale co? Nie zaglądać? Bić się ze swoimi myślami? Przecież nie mogę mu powiedzieć, że czytam jego pocztę. Przecież to on bardziej krzywdzi! Więc to on musi mieć poczucie winy, że to, co się dzieje, to przez niego, a nie przez to, że czytałam jego pocztę. Pomóżcie. Bo nie wiem, co robić;(

Skłócone rodziny po mojej próbie samobójczej. Nie wiem, co robić...

Witam! Mam taki problem - byłem z kobietą przez 3,5 roku, mieszkaliśmy razem, studiowaliśmy, wszystko super. W pewnym momencie coś się zaczęło sypać. Moja zazdrość i myśl, że zostanę sam, bo bardzo się związaliśmy, przeraziła mnie. Próbowałem pozbawić się życia,...

Witam! Mam taki problem - byłem z kobietą przez 3,5 roku, mieszkaliśmy razem, studiowaliśmy, wszystko super. W pewnym momencie coś się zaczęło sypać. Moja zazdrość i myśl, że zostanę sam, bo bardzo się związaliśmy, przeraziła mnie. Próbowałem pozbawić się życia, wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym w Warszawie. Przebywałem tam przez tydzień i wyszedłem na własne żądanie. Po tym wszystkim nasze rodziny się skłóciły. Nie chcieli się już znać, lecz my i tak po tym wszystkim nie mogliśmy bez siebie żyć i zaczęliśmy potajemnie się spotykać. Wszytko zaczęło układać się super. Ona dalej studiowała w Warszawie, a ja pracuję w rodzinnej firmie 500 km od niej. Spotykamy się co 2 tygodnie, a w miarę możliwości odwiedzam ją w Warszawie. Lecz przyszedł taki moment po prawie roku od tej sytuacji, że ona już nie może znieść tego kłamstwa, że się spotykamy i zaczęło ją to przerastać. Mówi, że bardzo mnie kocha, ale nie wie, co robić, bo wie, że nasze rodziny się nie pogodzą i nigdy nie będziemy razem. Jak tylko dowiedziałem się, że chce się ze mną rozstać, podłamałem się. Znowu tracę sens życia, wszystko co robię, robię dla naszej przyszłości. Nie wiem, co robić. Mamy trudnych rodziców i obydwoje jesteśmy w jakimś stopniu od nich uzależnieni. Mi na samą myśl, że znowu mamy się rozstać, zaczyna brakować siły. Już nie wiem, co mam robić. Jesteśmy po tej sytuacji już prawie rok i mówiliśmy sobie, że jakoś to będzie, że damy radę jakoś. Proszę o jakąś pomoc, bo już nie wiem, co mam robić. Znowu życie mi tak jakby się kończyło. Nie potrafimy żyć bez siebie, ale są rodzice, którzy nie pozwolą, lecz ona nie chce żyć ze skłóconymi rodzicami. Pozdrawiam, Maksymilian

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co mam robić? Nie wiem już, jak dalej tak żyć:(((

Witam. Piszę, ponieważ mam chyba problem ze sobą. Od ponad dwóch lat jestem z Mateuszem. Między nami zawsze było wszystko cudownie, jak w bajce... W te wakacje Mateusz zdecydował się na wyjazd za granicę, ja bardzo za nim tęskniłam, przyjeżdżał...

Witam. Piszę, ponieważ mam chyba problem ze sobą. Od ponad dwóch lat jestem z Mateuszem. Między nami zawsze było wszystko cudownie, jak w bajce... W te wakacje Mateusz zdecydował się na wyjazd za granicę, ja bardzo za nim tęskniłam, przyjeżdżał raz na jakiś czas. Wtedy mieszkaliśmy razem od roku. Już czułam, że się oddalam. We wrześniu również wyjechał na 9 dni. Wtedy jak był w Berlinie, nie wiem dlaczego, wymyśliłam straszne kłamstwo:( Powiedziałam mu, że byłam w ciąży, ale poroniłam. Nie wiem dlaczego, ale wszystko działo się w mojej głowie. Byłam pewna, że tak było, i strasznie w to brnęłam. Jak się zorientowałam, że coś jest ze mną nie tak, było już za późno, bo mój Mateusz dowiedział się o tym - rozmawiał z moim lekarzem, czyli wpadłam. Dopiero jak to się wydało, doszło do mnie, co zrobiłam (wcześniej razem z nim opłakiwałam to, że tak się stało). Od pół roku bardzo chciałam mieć dziecko z Mateuszem, ale on tego nie chciał... Mówił, że za wcześnie, więc zgadzałam się na to. Mateusz się wyprowadził, ale potem mi wybaczył... Choć ja i tak się wyprowadziłam. Do teraz wynajmuję sama mieszkanie. W czasie gdy nie byliśmy razem, poznałam Kubę. Imponował mi, bo on jest starszy, marzy o rodzinie i w ogóle bardzo był za mną, ale gdy Mateusz mi wybaczył, powiedziałam Kubie, że kocham Mateusza i nie będę z nim... Ciągle Kuba pojawia się w moim życiu, wiem, że bardzo mnie kocha. Jak tylko pojadę do mojego domu rodzinnego, zawsze się z nim spotykam. Jakoś nie potrafię mu odmówić:( To jest silniejsze. Mateusz ciągle wyjeżdża nadal... Ale wiem, że mnie kocha... Lecz ja już nie wiem, co mam robić... W zeszłym tygodniu spotkałam się z Kubą. Trzy wieczory spędziliśmy ze sobą. Czułam się cudownie przy nim. Dopiero jak wróciłam do Koszalina, to zaczęłam mieć co do Kuby wątpliwości, a jeszcze niedawno byłam pewna, że zostawię Mateusza, jak wróci... Teraz nie wiem, co robić, co czuję i czego chcę. Ja nie potrafię być sama. Jak tylko siedzę w domu sama, to od razu piszę albo do Kuby, albo do Mateusza. Mam wrażenie, że panicznie boję się być sama, że jestem uzależniona od związków... Jestem bardzo zagubiona i smutna:( Ciągle o tym myślę. Czuję, że jestem złym człowiekiem:((( Proszę o pomoc. Chciałam również napisać, że miałam bardzo trudne dzieciństwo. Tata bił mamę, rozeszli się. Moja mama spotkała innego, ma z nim 3 dzieci. On pił i ją zostawił, teraz ma kogoś innego, dla niego zostawiła rodzeństwo. Moje rodzeństwo jest w rodzinie zastępczej. Przez 3 miesiące miałam moją najmniejszą siostrzyczkę Olę u siebie, wychowywałam ją, ale potem mama mi ją odebrała po to, aby znów ją oddać:(( Ona ciągle mnie rani i miesza w swoje problemy. Jeszcze niedawno ciągle przez nią płakałam, niszczyła mi życie. Wiem, że moje dzieciństwo ma duży wpływ na mnie i na to, co teraz się dzieje. Dlaczego ja zdradzam Mateusza? Dlaczego nie wiem, czego chcę i nie jestem stała w uczuciach? Może powinnam być sama, aby nie krzywdzić innych...? Żałuję wszystkiego, co zrobiłam źle, ale najgorsze jest to, że nie potrafię przestać i podjąć decyzji:( Bardzo się boję tego wszystkiego... Wiem, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Najbardziej czego pragnę, to tego, aby być pewną swoich uczuć, ustatkować się i nie zmieniać swojego życia :( Okropnie mi z tym wszystkim, mam koszmary po nocach... Nie chce mi się żyć:((( Choć wiem, że jak w tym życiu sobie nie radzę, to zapewne w innym też nie będę potrafiła...

Przemoc w rodzinie a problemy w związku

Witam, postaram się pokrótce opisać swój problem. Mam 22 lata. Jestem osobą bardzo żywiołową, mam sporo znajomych, przyjaciół. Niestety, wewnętrznie czuję się bardzo osamotniona. Wiele jest czynników, które na to wpłynęły. Problemy z ojcem, przeciw któremu teraz toczy się rozprawa...

Witam, postaram się pokrótce opisać swój problem. Mam 22 lata. Jestem osobą bardzo żywiołową, mam sporo znajomych, przyjaciół. Niestety, wewnętrznie czuję się bardzo osamotniona. Wiele jest czynników, które na to wpłynęły. Problemy z ojcem, przeciw któremu teraz toczy się rozprawa o znęcanie się, problemy finansowe, szkolne... Jednak mój największy problem dotyczy tego, że od 4,5 roku jestem w związku z mężczyzną, który na początku, przez ok. 2 lata, był ze mną, jak również z inną kobietą. Zdradzał mnie z nią, alba ją ze mną. Z tamtą był już wcześniej, potem poznał mnie i przez jakiś czas był z nami obiema. Teraz ciągle bardzo się stara, ja mu wybaczyłam. Jak jesteśmy razem, to jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Ale... Ja studiuję filologię rosyjską. I to nie na jakiejś najbardziej renomowanej uczelni, wprawdzie to jest uniwersytet, ale nie z tych lepszych, a była kobieta mojego mężczyzny właśnie skończyła weterynarię we Wrocławiu. Ja nie mogę z tym żyć, że jestem marnym studentem filologii, która nikomu na nic nie jest przydatna w życiu, a ona skończyła medycynę, po której ma dobrą pracę, kontakty, poważanie u ludzi. Ja takich perspektyw nie mam. I tak mi z tym źle. Nocami szukam w internecie informacji, jak dostać się na jakiś medyczny czy ścisły kierunek, choć wiem, że ścisłego umysłu nie mam. I przez to od ok. 2 lat dużo piję.

Teraz zapaliła się we mnie czerwona lampka, dlatego że nie mogę sobie poradzić z tym, żeby nie pić rzadziej niż co drugi dzień. Jestem bardzo nerwowa, najwięcej krzyczę na mamę, jak do niej zadzwonię to ciągle na nią wybucham. W domu ja przejęłam rolę takiej bohaterki, jeśli coś się działo, to brat dzwonił do mnie, a potem ja na policję, żeby interweniowała. To ja musiałam mamę prawie na siłę zaprowadzić na policję, żeby złożyła zeznania przeciw ojcu. Ojej, wiem, że dużo się rozpisałam. Dlatego teraz tylko proszę o radę, co ze sobą zrobić, bo tak strasznie mi się żyć nie chce, moja wiara katolicka nie pozwala mi popełnić samobójstwa, ale w głębi serca tak chciałabym umrzeć. Do psychologa nie pójdę, bo nie chce mi się całego mojego życia wyciągać przed obcą osobą, która słucha mnie tylko za pieniądze. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jestem rozczarowana moim życiem. Nie wiem, co dalej...

Mam na imię Marta i mam 28 lat. Jestem mężatką i mam dwójkę dzieci. Mimo to samotność wypełnia moje serce... Ciągłe kłótnie i awantury z mężem doprowadziły do tego, że moje dzieci nie mają szczęśliwego dzieciństwa. Nie chcę tu oskarżać...

Mam na imię Marta i mam 28 lat. Jestem mężatką i mam dwójkę dzieci. Mimo to samotność wypełnia moje serce... Ciągłe kłótnie i awantury z mężem doprowadziły do tego, że moje dzieci nie mają szczęśliwego dzieciństwa. Nie chcę tu oskarżać mojego męża, bo wiem, że wina zawsze leży pośrodku... ale nie rozmawialiśmy od tygodni. Myślę, że coś między nami się wypaliło, przechodziliśmy kryzys... I w tym momencie kogoś poznałam, przeżyłam najcudowniejsze kilka miesięcy, które nie były oparte w ogóle na seksie, a jedynie na byciu razem, spędzaniu wspólnie czasu, rozmowach... dużo zrozumiałam... ta osoba, kiedy zauważyła, że rodzi się uczucie między nami odeszła, zostawiła mnie dla naszego dobra, choć spotęgowało to mój ból... Straciłam przyjaciela, tak mogę to nazwać. Może tak musiało być, bo zbliżyliśmy się z mężem, troszkę inaczej zaczęłam patrzeć na nasz związek... ale minęło kilka tygodni i znów się kłócimy....

Staram się być silna dla moich dzieci, ale wiem, że to wszystko nie ma sensu, nie chce mi się żyć, nie mam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. Mieszkam za granicą i zawiodłam się kilka razy na ludzich, których tu poznałam... Od kilku tygodni nie mogę znaleźć sobie miejsca, płaczę bez przerwy. Jestem kłębkiem nerwów, nie umiem się cieszyć. Myślę o samobójstwie, choć tak naprawdę nie wiem, czy bym się zdecydowała, nie jestem egoistką, a dzieci są moim światem... chcę je wychować, ale nie tak wyobrażałam sobie swoje życie. Nie mogę pokazać dziecku ważnych wartości, jak np. miłość, bo jej nie czuję. Jestem z mężem, ale czuję, że oboje nie jesteśmy ze sobą szczęśliwi... Boję się, że krzywdzę swoje dzieci, nie chcę, żeby widziały matkę ciągle zapłakaną...

Czuję się podle, próbowałam rozmawiać z mężem kilka razy. Czasem przez kilka dni jest dobrze, a później wszystko wraca do normy, czyli ciągle jestem sama. Mąż nie ma czasu dla nas, zachowuje się jak duży chłopiec, nieodpowiedzialny i niezainteresowany rodziną... Nie umiem go zostawić, próbowałam, ale on wtedy przeprasza i kilka miesięcy się stara... A ja już nie mam siły. Jestem 7 lat po ślubie i dziś mogę powiedzieć, że żałuję tego dnia, kiedy powiedzialam: TAK... Sama nie wiem, czego oczekuję. Nie jestem pewna, czy ktokolwiek może mi pomóc. Biję się z myślami. Nie wiem, co robić. Czuję się rozczarowana moim życiem... nie chcę marnować życia moich dzieci, więc może najlepszym rozwiązaniem jest odejść z tego świata, tak po cichu, na zawsze... to moja pierwsza próba szukania pomocy i chyba ostatnia......

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co to znaczy, że mężczyzna potrzebuje czasu?

Przedstawiam dokładny opis sytuacji, bo nie ukrywam, że jest to dla mnie ważne. Witam, mam 21 lat. Jestem studentką pedagogiki, ale pracuję także w rodzinnym lokalu, w którym organizowane są różne imprezy. Pewnego dnia na jednej z imprez był mój...

Przedstawiam dokładny opis sytuacji, bo nie ukrywam, że jest to dla mnie ważne. Witam, mam 21 lat. Jestem studentką pedagogiki, ale pracuję także w rodzinnym lokalu, w którym organizowane są różne imprezy. Pewnego dnia na jednej z imprez był mój znajomy z liceum, który, nie ukrywam, zawsze mi się podobał. Niestety, w szkole średniej wpadł ze swoją dziewczyną i wzięli ślub. Teraz obecnie są w separacji, więc był sam :) Nie ukrywam, że ucieszyło mnie to. Tydzień później dostałam wiadomość od koleżanki, że pewien chłopak chce mój numer, to był on. Zgodziłam się i tak zaczęła się nasza znajomość. Spotykaliśmy się, chodziliśmy na kolacje, spacery, mówił mi, że jest mu ze mną cudownie i że dawno się tak nie czuł, a także, że jestem jego iskierką nadziei na normalne życie... Byłam szczęśliwa, że ktoś dziękował mi za to, że jestem.. :) To było piękne. Chciał bardzo, żebym poznała jego córeczkę, też tego bardzo chciałam. Planowaliśmy wspólne ferie, wakacje itd. Do czasu... Wczoraj również pisaliśmy ze sobą SMS-y, spytałam, czy nie znudziłam się mu troszkę. Napisał mi, że nie i żebym się tego nie bała... i skończył pisać... cisza... nie wiedziałam, co się dzieje. Pisałam SMS-y, próbowałam się dodzwonić i nic... W końcu napisał mi, że przeprasza mnie, że wszystko, co mówił to prawda, ale pogubił się w tym wszystkim i musi to poukładać, potrzebuje czasu... Załamałam się, bo naprawdę mi na nim zaczęło zależeć... Mam cichą nadzieję, że wróci do mnie, bo w końcu było nam bosko ze sobą i to on zrobił pierwszy krok... Nie wiem, co o tym myśleć... :*(

Czy pójście do psychologa coś zmieni w relacji z partnerem?

W swoim życiu mimo swojego wieku trochę przeszłam... Uważam, że kilka przykrych sytuacji bardzo na mnie wpłynęło, co zmieniło moją psychikę. Moje problemy głównie dotyczą związku... Jako że jestem osobą wrażliwą, ciągle mam jakieś zastrzeżenia, coś mi nie pasuje,...

W swoim życiu mimo swojego wieku trochę przeszłam... Uważam, że kilka przykrych sytuacji bardzo na mnie wpłynęło, co zmieniło moją psychikę. Moje problemy głównie dotyczą związku... Jako że jestem osobą wrażliwą, ciągle mam jakieś zastrzeżenia, coś mi nie pasuje, boje się zdrady albo jestem zazdrosna, choć nie mam o co... Czasami się zastanawiam, czy warto w ogóle ciągnąć ten związek, skoro przez to wszystko się nie dogadujemy... Mój partner ma trudny charakter (i bardzo wybuchowy), zazwyczaj tylko się obraża i denerwuje na mnie, nigdy nie stara się w jakiś sposób złagodzić sytuacji. Zazwyczaj to on jest urażony (mimo że np. ja odczułam przykrość w jakiejś sytuacji). Często nie mogę z nim rozmawiać o tym, co czuję, co mi jest, bo denerwuje go, że ciągle coś jest nie tak. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie mam depresji czy jakiejś nerwicy natręctw. Staram się zmienić swój charakter, ale nie umiem.... Dlatego nie wiem, czy zerwać, czy nie? Czy iść do psychologa? Czy to w ogóle coś zmieni?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty