Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Dlaczego partner "chyba" przestał mnie kochać: sercem i fizycznie?

Witam, ja i mój partner jesteśmy ze sobą 4 lata. Mamy po 26 lat. Zamieszkaliśmy razem po roku znajomości. Byliśmy bardzo udaną i szczęśliwą parą. Bardzo się kochaliśmy, planowaliśmy wspólne życie. Ja byłam wszystkim dla mojego partnera, a on był...

Witam, ja i mój partner jesteśmy ze sobą 4 lata. Mamy po 26 lat. Zamieszkaliśmy razem po roku znajomości. Byliśmy bardzo udaną i szczęśliwą parą. Bardzo się kochaliśmy, planowaliśmy wspólne życie. Ja byłam wszystkim dla mojego partnera, a on był wszystkim dla mnie. Przed naszym związkiem, każde z nas miało jednego partnera, ale przez dużo krótszy czas. W zasadzie, to razem zdobyliśmy nasze doświadczenia seksualne. W łóżku było nam cudownie. Nie mieliśmy żadnych problemów. 4 miesiące temu niespodziewanie powiedział mi, że już mnie chyba nie kocha. Myślałam, że to głupi żart. Okazało się, że to prawda. Cały świat mi się zawalił. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Do tej pory sobie nie radzę. Nie rozumiałam, co się stało. On stwierdził, że już nie czuje takiego szczęścia, jak wcześniej. Wiedziałam, że przez ostatnie miesiące miał dużo stresu, dużo pracy i to mogło tak na niego wpłynąć. Przyznał się jednak, że spotkał się ze swoją pierwszą partnerką, z którą był kilka miesięcy i chce się z nią spotykać. Kobieta ta zerwała z nim, zdradzała go, ale mimo to przez cały nasz związek pisała do niego, że o nim myśli i że tęskni, proponowała mu spotkania. Nie wierzyłam, że to, co się dzieje, to prawda - walczyłam o nas. Przekonywałam go, że to niemożliwe, żeby przestał mnie kochać, że już mnie nie chce - przecież byliśmy tacy szczęśliwi... Prosiłam go, żeby nie spotykał się z nią teraz, bo jego decyzja nie będzie obiektywna, bo łatwo zauroczy się tą jakże prowokującą kobietą. Powiedział, że mam rację, że przemyśli wszystko bez żadnego nowego związku, nowej osoby, że chce się nad sobą zastanowić. Wyprowadziłam się, jak chciał - codziennie ryczałam, nie mogłam spać, nie mogłam pracować, normalnie funkcjonować, umierałam z tęsknoty. Pomieszkiwałam u znajomych, czekając, aż po mnie wróci. On pisał mi, że myśli o nas, że brakuje mu "dawnych nas", ale nie czuje tego, co wcześniej i musi to przemyśleć. Około miesiąc temu ukląkł przede mną i błagał, żebym wróciła, że wie, że mnie kocha, że chce być ze mną i że chce wszystko naprawić. Ucieszyłam się bardzo. Kilka dni później powiedział, że przez ten czas spotykał się z tą kobietą - od razu jak odwiózł mnie do moich znajomych, to pojechał do niej i uprawiali seks. To trwało 1,5 miesiąca, a ja w tym czasie umierałam z żalu. Mówił, że myślał wtedy o mnie, tak jak obiecał i że było mu super z nią w łóżku, ale nie czuł się szczęśliwy, nie kochał jej. Ale mówił też, że myśli o niej, że przypomina sobie to, co było między nimi. Postanowiłam dać mu szansę, szczególnie że go kocham i że obiecał, że wszystko naprawi. Tydzień temu pod wpływem alkoholu powiedział, że kocha mnie bardzo, ale nie wie, czy potrafi być ze mną, bo nie pociągam go seksualnie, że od dawna zmuszał się do seksu ze mną, a z tamtą kobietą mógłby robić to cały czas. Powiedział, że trwa to od ok. 9 miesięcy. To było dla mnie straszne. Jest do tej pory. Od 4 miesięcy moje życie nie istnieje, ja nie mogę normalnie żyć, nie mogę spać. Zabrał mi wszystko, co miałam, zabrał mi moją wartość i jako człowieka, i jako kobiety. Boję się, że za jakiś czas znów stwierdzi, że mnie nie kocha. Co mam robić? Co dzieje się z moim partnerem? Jak mam żyć dalej? :(

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy odejść od faceta i pogrzebać 4 lata związku?

Witam, mam huśtawkę emocjonalną, bo nie potrafię rozstać się z moim facetem. Nie wiem, czy warto z nim zrywać, czy lepiej wierzyć, że będzie dobrze, chociaż czuję, że nie ma już takich podstaw. Mam 31 lat, moj facet ma 26,...

Witam, mam huśtawkę emocjonalną, bo nie potrafię rozstać się z moim facetem. Nie wiem, czy warto z nim zrywać, czy lepiej wierzyć, że będzie dobrze, chociaż czuję, że nie ma już takich podstaw. Mam 31 lat, moj facet ma 26, jednak jest dużo dojrzalszy od facetów w jego wieku. Poznaliśmy się w szalonych okolicznościach (ja zrywałam z poprzednim facetem, byłam zakochana w innym, który mnie odrzucał) za granicą, zakochaliśmy się w sobie i zaczęliśmy pędzić przez życie. Było nam wspaniale, on pocieszał mnie w chwilach smutku, które miewam dosyć często, taką mam przewrażliwioną naturę, ja motywowałam go do działania, bo jest okropnym leniwcem. Wyjeżdżaliśmy razem, pracowaliśmy, mieszkaliśmy, imprezowaliśmy, przeżywaliśmy wzloty i upadki... Teraz jesteśmy w Polsce od 2 lat. On obiecywał mi dużo rzeczy, jednak teraz, po tych kilku latach, widzę, że nie potrafi się zmobilizować, żeby realizować swoje jakieś potrzeby, marzenia. Jest bardzo autorytarny, nie chce się słuchać, chociaż wie, że ja mam rację (np. że im starszy, tym trudniej będzie mu się uczyć, np. języka obcego), chce wszystko przeżyć na własnej skórze, jest introwertyczny i w ogóle ma złożoną naturę, tak jak ja. Ja z kolei lubię wyolbrzymiać pewne sprawy, często płakałam, nie radząc sobie ze swoimi emocjami, jestem pesymistką. Jednak zaczęłam nowe studia - kocham je! Mam w miarę spokojną pracę, zaczęłam się urządzać w domu rodziców i pomyślałam, że dobrze byłoby wiedzieć, czy on myśli o mnie jako o wybrance na całe życie. Nigdy nie chciałam mieć dziecka, ale z nim pomyślałam, że moglibyśmy założyć gniazdko. Ponieważ był dla mnie czuły, pomagał mi, naprawiał wiele rzeczy w domu, zapraszał do siebie i uwielbiał spędzać ze mną czas na rozmowach, oglądaniu filmów itp.... Zapytałam go po 3 latach bycia razem, co z nami w przyszłości. Powiedział, że nie wie, nie potrafi planować, nie wie, co przyniesie przyszłość... Dziecko może mieć za 2 lata, ale generalnie nie chce mieć teraz dzieci. Wspomniał też, że będąc z nim, jestem wystawiona na ryzyko, bo on myśli, że mógłby sobie jeszcze kogoś lepszego ode mnie poszukać. Bardzo mnie to zabolało, ale później przepraszał za swoje zachowanie... dałam mu pół roku na zastanowienie. Po tym czasie dalej nie uzyskałam odpowiedzi, co z nami. Wciąż zapewnia, że będzie dobrze, ale widzę, że jest jakiś przybity. Często po prostu ucina temat i zamyka się w sobie. Mam teraz poczucie winy, że za dużo od niego wymagam. Może powinnam poczekać z takimi pytaniami, dać mu czas, żeby dojrzał, ale jesteśmy już 4 lata, jestem już po trzydziestce, więc może nie powinnam mieć w ogóle tego poczucia winy, tylko odejść? On też wspominał, że nie jest urządzony materialnie, nie chce zaczynać czegoś bez pieniędzy, więc chce teraz wyjechać za granicę znowu w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. Tylko że nie zapytał mnie o zdanie, założył w milczeniu, że będę chciała przyjechać do niego za 1,5 roku i tam będziemy się urządzać... Mamy problemy w porozumiewaniu się, może ja po prostu nie umiem rozmawiać z mężczyznami? Z nim czułam się najlepiej z wszystkich dotychczasowych facetów, a miałam ich w sumie niewielu. Czuję, że też mnie kocha, ale powiedział mi to może ze 2 razy. Ja potrzebuję poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, on lubi ryzykować, żyć chwilą, jest wesołkiem i boi się odpowiedzialności... Czy warto na niego czekać?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co robić, gdy on twierdzi, że potrzebuje czasu?

Co mam zrobić, gdy mi tak bardzo na nim zależy, a on mówi, że potrzebuje czasu? W zeszłym roku poznaliśmy się, ale jakoś wszystko się rozpadło... za dużo od niego wymagałam, nie zależało mi... 3 tygodnie temu odezwałam się do...

Co mam zrobić, gdy mi tak bardzo na nim zależy, a on mówi, że potrzebuje czasu? W zeszłym roku poznaliśmy się, ale jakoś wszystko się rozpadło... za dużo od niego wymagałam, nie zależało mi... 3 tygodnie temu odezwałam się do niego... zaczęło robić się fajnie. Spotkaliśmy się, trzymaliśmy za ręce, sypaliśmy czułe słówka. Pisaliśmy do siebie słodkie wiadomości. Dziś rano napisałam do niego, ale on bardzo chamsko odpisywał... jakoś tak sucho... Było mi przykro... Spytałam, co jest. On powiedział, że potrzebuje czasu, że to wszystko go przytłacza, że wszystko dzieje się zbyt szybko... mówi, że w zeszłym roku nie zwracałam na niego uwagi, a teraz jest wszystko zbyt szybko. Powiedział, że chce czasu, chce to wszystko przemyśleć. Czy to normalne, że on się tak zachowuje? Czy powinnam czekać?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Problem w związku

Witam! Mam 20 lat, mój chłopak ma 30 lat, nie przeszkadza nam duża różnica wieku. Jesteśmy za sobą już z rok. Jednak coś się zaczęło psuć w ostatnim czasie. Zaczął wyłączać telefon na cały wieczór i na noc, a jak...

Witam! Mam 20 lat, mój chłopak ma 30 lat, nie przeszkadza nam duża różnica wieku. Jesteśmy za sobą już z rok. Jednak coś się zaczęło psuć w ostatnim czasie. Zaczął wyłączać telefon na cały wieczór i na noc, a jak włącza, to nie odpisuje. Udało mi się z nim skontaktować na gg i powiedział, że ma doła i jest załamany, i przeprasza mnie za to, że się nie odzywał. Ja jeszcze mogę to zrozumieć, każdy ma złe dni, lecz to już tak z cały tydzień trwa. Jestem niespokojna, nie wiem, co mam myśleć i robić? Czuję, jakby oddalał się ode mnie i boję się, że go stracę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak żyć z kimś takim?

Jestem kobietą, mam 19 lat. 5 lat chodziłam z chłopakiem. Było mi z nim dobrze. Razem uczyliśmy się poznawać życie. Mój chłopak pochodzi z rodziny, gdzie ojciec jest alkoholikiem, a awantury to codzienność. Ja byłam jego oparciem. Pewnego razu, gdy...

Jestem kobietą, mam 19 lat. 5 lat chodziłam z chłopakiem. Było mi z nim dobrze. Razem uczyliśmy się poznawać życie. Mój chłopak pochodzi z rodziny, gdzie ojciec jest alkoholikiem, a awantury to codzienność. Ja byłam jego oparciem. Pewnego razu, gdy poszłam na urodziny do koleżanki, przeholowałam z alkoholem i zrobiłam sobie zdjęcia, z których nie jestem dumna, chociaż to były tylko wygłupy. Kiedy jednak on dowiedział się o tym, wpadł w furię, wyzwał mnie od dzi***, że mnie zniszczy itd., poszedł także pod mój dom i na śniegu napisał DZI***. Nigdy nie sądziłam, że tak mnie zrani... był zawsze wybuchowy, ale jakoś dało się go uspokoić. Od kiedy moi rodzice się o tym dowiedzieli, odradzają mi bycie z nim... Ja jednak jestem rozdarta emocjonalnie, nie wiem, co robić, już nawet brak mi łez do płaczu. Moje życie powoli traci sens. Mama powtarza, że jeśli raz się tak zachował, to w przyszłości będzie tylko gorzej. Ja chcę wrócić do niego mimo wszystko. Proszę o pomoc, bo moje myśli są coraz gorsze.

Jak sobie poradzić z problemami z chłopakiem?

Zacznę od początku. Moja i Konrada mama razem pracują i nas poznały. Przyszedł czas studniówek i napisał do mnie, czy się spotkamy. Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy, potem odwiózł mnie do domu. Na następny dzień napisał, czy pojadę z nim i jego...

Zacznę od początku. Moja i Konrada mama razem pracują i nas poznały. Przyszedł czas studniówek i napisał do mnie, czy się spotkamy. Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy, potem odwiózł mnie do domu. Na następny dzień napisał, czy pojadę z nim i jego kuzynką do baru. Zgodziłam się, wtedy zapytał (domyślałam się od początku, że o to mu chodzi), czy pójdziemy razem na studniówki (i on miał i ja). W sumie to partnera pewnego nie miałam, więc się zgodziłam. Spotykaliśmy się dość często, codziennie pisaliśmy na gg koło 2 h. Poszliśmy razem na sylwestra, mówił, że jesteśmy razem, że jestem jego dziewczyną. Całowaliśmy się, przytulaliśmy, rozmawialiśmy też o seksie. Jakiś tydzień temu rozmawialiśmy i on powiedział, że jestem jego koleżanką, zaprzeczając temu, co mówił wcześniej. Powiedział, że nie pamięta, aby mówił coś takiego na sylwestra. Pokłóciliśmy się wtedy, ale na następny dzień go przeprosiłam i w sumie nie wiem za co, bo ja się z kolegami nie całuję i nie przytulam. Pisaliśmy, żeby wyjaśnić sprawę, bo oczywiście on nigdy nie ma czasu na poważne rozmowy i zostaje tylko gg, a wiadomo jak to jest, coś się źle zrozumie itd. Napisał, że nie chce dziewczyny, bo przy poprzedniej to on skakał, a ona leciała na dwa fronty. Teraz mówi, że nie chce dziewczyny, bo to są zobowiązania. Jak zapytałam jakie, to odpisał, że jak będzie chciał pójść z kolegami do baru, to będzie mógł, jak będzie chciał pójśc z koleżanką gdzieś, to pójdzie, jak będzie chciał gdzieś iść z inną dziewczyną, to pójdzie. Ja zostałam zgwałcona, powiedziałam mu tylko, że ja nie patrzę na moje przyszłe związki przez pryzmat jednego kolesia, który mnie skrzywdził, bo z żadnym bym już nie była. Nie pytał o co chodzi, więc nie wie o gwałcie, ja go wypytywałam, czemu jest zrażony. Czy ja go w ogóle obchodzę? To było przed jego studniówką. Na studniówce mnie olewał, tańczył z wszystkimi dziewczynami, widział, że patrzę i specjalnie łapał za biodra czy coś w tym stylu. Nic mu nie mówiłam, bo przeciez to nie mój chłopak, ale było mi źle, wytrzymałam do końca. Teraz po studniówce już się nie odzywa, wcześniej zawsze pisał, jak był na gg, teraz nic. Do koleżanki poznanej na studniówce napisał: Cześć, cukierku :), do mnie nigdy tak nie mówił. Wczoraj przyjechali do niego koledzy, zadzwonili do mnie, czy wyjdę (mieszkamy niedaleko siebie), no to przyjechali niedaleko mojego domu, jego 2 kolegów, on i ja. Staliśmy i gadaliśmy, stwierdziliśmy, że pojedziemy do miasta na bilard, Konrad miał trening, więc musiał się spakować itd. Umówiliśmy się za godzinę, on jechał swoim autem, ja pojechałam z jego kolegami od razu do baru. Jak z nimi jechałam, to mówili, że jest strasznie zazdrosny o mnie. Teraz pytanie: Czemu? Przeciez nie chce ze mną być. Po treningu Konrad odwiózł mnie do domu, zapytał tylko gdzie byliśmy, co robiliśmy i kto był, a wracaliśmy ponad 15 minut. Szczerze mówiąc, to pierwszy raz się nie przejmowałam tym, że nie mamy o czym rozmawiać. Wczoraj jakoś to było. Myślałam, że jak go będę trochę olewać, to może weźmie się w garść. W nocy miałam dziwne sny, że on kocha jakąś dziewczynę i miał taki opis na gg, i nie pamiętam dokładnie wszystkiego, wiem, że tego nie zniosę. Dzisiaj już jest mi z powrotem źle, bardzo mocno mi na nim zależy, nie wiem, czy to miłość, czy po prostu to, że od czasu gwałtu nie miałam chłopaka i potrzebuje miłości, trochę ciepła. Nie chcę go stracić, a czuję, że wczoraj chyba go za mocno olałam. Zastanawia mnie to, czemu jest zazdrosny, czy to ma sens i jak mam sobie z tym poradzić, bo jestem w totalnej rozsypce:( Pozdrawiam, z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Bardzo chcę się zmienić dla swojego chłopaka. Co mam zrobić w tym celu? Jak zacząć?

Bardzo kocham swojego chłopaka i szanuję, bardzo chcę się dla niego zmienić. Wiem, że przesadzam w wielu sytuacjach i chcę to zmienić. Chcę być bardziej opanowana, spokojna, za bardzo krzyczę, choć wiem, że nie powinnam, chcę przestać się bać o...

Bardzo kocham swojego chłopaka i szanuję, bardzo chcę się dla niego zmienić. Wiem, że przesadzam w wielu sytuacjach i chcę to zmienić. Chcę być bardziej opanowana, spokojna, za bardzo krzyczę, choć wiem, że nie powinnam, chcę przestać się bać o niego. Ufam mu, naprawdę mu ufam, i wiem, że nie zdradziłby mnie, ale nie wiem czemu nachodzą mnie jakieś głupie myśli, gdy nie ma go koło mnie, co teraz robi itp. Gdy jestem z nim, jest cudownie, a gdy już musi jechać do domu i nie ma go koło mnie, strasznie tęsknię, dnia nie mogę bez niego wytrzymać. Są dni, że nie da się spotkać parę dni, a ja wydzwaniam jak głupia, bo chcę wiedzieć, co robi na bieżąco i to też chcę w sobie zmienić. TĘ CIEKAWOŚĆ. Chcę być pewna i spokojna, chcę zmienić swoje zachowanie. Też nie pozwalam mu na wiele rzeczy, np. nie lubię jego kolegi i zabraniam mu się z nim spotykać, bo go nie lubię i jego zachowania. Nie wiem, czy to fair, że tak robię. Muszę to zmienić, ale jak? Chcę się także nauczyć słuchać go i zrozumieć, ale często stawiam na swoim, co nie zawsze wychodzi na dobre. Proszę o szybką odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Myślę, że on mnie już nie kocha...

Witam… mam na imię Kinga, mam 27 lat, jestem rozdarta :( Jestem w związku 5 lat z przerwą. Przez pierwsze 2 lata było bardzo dobrze, po pewnym czasie zauważyłam, że mój partner zaczyna zachowywać się nie fair, czyli nielojalnie co...

Witam… mam na imię Kinga, mam 27 lat, jestem rozdarta :( Jestem w związku 5 lat z przerwą. Przez pierwsze 2 lata było bardzo dobrze, po pewnym czasie zauważyłam, że mój partner zaczyna zachowywać się nie fair, czyli nielojalnie co do mnie. Zaczęły się esemesy z dziewczynami poznanymi na necie, jakieś przesyłanie całusów itd. To błahe, można pomyśleć, ale zastanawiające. Potem wpadłam na przesyłanie jakiejś kobietce zdjęcia bez koszulki!? Nadal zastanawiające. Rozmawiałam, ale oczywiście śmiechy z jego strony itd. Ja jestem osobą bardzo lojalną, miłą i bardzo wrażliwą, nigdy nie pomyślałam, żeby robić jakieś podchody kochanej mi osobie, no ale… Potem, gdy już zaczęłam podejrzewać dziwne rzeczy, wpadłam na jakieś zawiniątko w jego notesie "prywatnie Kasia". Gorąco mi się zrobiło, zadzwoniłam do niego. Twierdził, że kumple mu podrzucili dla jaj. Zaczęłam w to już nie wierzyć, chciałam go wyrzucić z domu, ale zaczął się tłumaczyć, że naprawdę nie wie, skąd się to wzięło. Odeszliśmy od sprawy. Przez cały ten czas nie czułam się niekochana czy coś, po prostu odczuwałam to, jakby mu się nudziło w życiu, bo przecież było niby dobrze między nami, tylko co jakiś czas coś znajdowałam. Zaszłam w ciążę, poszłam na zwolnienie, z jego strony nie było wiele mowy o ślubie, ale nie naciskałam, bo wiedziałam, że w przeszłości miał kobiety i przeszedł zawód, ale jednocześnie nie czułam się z tego powodu szczęśliwa. Miarka się przebrała, gdy któregoś dnia wzięłam sobie jego komórkę, bo zostawił, i zobaczyłam tekst "Smutny jestem, bo nie dostałem buziaka", a potem „Odkąd dostałem buziaka, to cieplutko mi się zrobiło na sercu, i myślę teraz o tobie". No nie, mówię, znowu :( Powiedział, że to jego była się odezwała, przepraszał. Nie wytrzymałam, kazałam mu wyjść, bo mieszkam sama w kawalerce. Przez trzy dni nie dawał znaku życia. Ja zapłakana, w 6 miesiącu ciąży, nie wiedziałam, co mam robić. Zadzwoniłam, wybaczyłam, byliśmy razem. Moje zaufanie upadało, zaczęłam się na niego często gniewać. Gdy mały się urodził, dobrze się nim opiekował, ale zaczęły być kłótnie o remont łazienki, bo była w strasznym stanie, aż strach było kąpać małego, więc trwał on ponad dwa miesiące :( Ponieważ partner prowadził firmę i nie bardzo miał czas, a ja z dzieckiem przez ten czas mieszkałam w jednym pokoju z rodzicami, więc zaczęły narastać konflikty. Ojciec zaczął mówić, że on wykończy to mieszkanie, ale ten mój ma się wynieść. Ja też do niego byłam nastawiona już sceptycznie. Bardzo mnie bolało to jego nielojalne zachowanie i narastały kłótnie. Powiedziałam, żeby się wyprowadził, no i tak zrobił. Wprowadziłam się do pustego mieszkania :( Po miesiącu czułam wyrzuty sumienia i chciałam, żeby wrócił, to on już nie chciał zbytnio. Mówił, że musi się zastanowić. Przychodził do małego, a ja serce miałam w gardle. Trafiłam do psychologa, bo nie dawałam sobie rady, emocjonalnie byłam jeszcze z nim związana, a on przychodził do małego i jakby nigdy nic odchodził. Z czasem zaczął mnie przytulać i wychodzić, albo przyszedł raz i mówił, jak to mu się chce ze mną kochać i wychodził, bo nadal nie wiedział, czy chce być ze mną. Gdy pytałam, czy już mnie nie kocha, mówił, że mnie lubi. Można powiedzieć –  siano z mózgu mi robił. Aż po 5 miesiącach zdecydował, że wróci, no i byliśmy znów razem, tylko że po jego powrocie nie wytrzymałam i weszłam na jego gg. Tam pisał z dziewczyną i jaki to miał z nią za…isty seks, i zapraszał ją do domu. Opowiadał jej, jak to na imprezie jakaś dziewczyna chciała się z nim b…Ac, a on flak… Nigdy nie sądziłam, że ktoś, z kim tyle czasu byłam, jest taki. Nie byliśmy razem, ale sądziłam, że się naprawdę zastanawiał, a nie od razu uprawiał seks z inną. Przeżywam katusze, nie wiem, co mam robić – być z nim czy nie. Teraz on płakał i zarzekał się, że kocha. Jesteśmy już prawie rok po tym zdarzeniu, a ja nie mogę zapomnieć. Są kłótnie. On już ma dość mojego wypominania. Nie wiem, co mam robić. Powiem, że miałam w życiu problemy z depresją, bo często płakałam, ja myślę, że ten człowiek mnie nie kocha, mimo że teraz twierdzi inaczej. Przez te machlojki trafię do psychiatry :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy ze mną jest coś nie tak, bo chcę rozwodu?

Sama nie wiem już, co mam myśleć, dlatego postanowiłam napisać do Was. No to od początku. Od kiedy pamiętam, nie umiałam się dogadać z matką,wiecznie były awantury w domu, zawsze czułam się odrzucona, niekochana. Bardzo często poniżała mnie przy...

Sama nie wiem już, co mam myśleć, dlatego postanowiłam napisać do Was. No to od początku. Od kiedy pamiętam, nie umiałam się dogadać z matką,wiecznie były awantury w domu, zawsze czułam się odrzucona, niekochana. Bardzo często poniżała mnie przy moich znajomych. Mając 16 lat, miałam pierwszą próbę samobójczą, w wieku 19 - drugą. Kilkakrotnie wyrzuciła mnie z domu. W wieku 23 lat zaszłam w ciążę z chłopakiem, z którym chodziłam rok, będąc w 2 miesiącu ciąży zerwałam z nim. Fakt, on chodził, chciał tego ślubu, tylko że ja nie chciałam. Zostałam zmuszona przez matkę do ślubu. Od ślubu minęło 7 lat, w tym czasie dwa razy mąż mnie pobił. W ostatnich miesiącach podjęłam decyzję o rozwodzie. Finał tego jest taki, że jestem najgorsza w rodzinie, mimo że tylko wspomniałam matce, że chcę wziąć rozwód, usłyszałam wiele nieprzyjemnych słów (po raz kolejny). Oczywiście mój mąż jest najwspanialszym człowiekiem na świecie w jej oczach, bo będąc u nas gościem, on umie stwarzać pozory. W chwili obecnej mam prawie 30 lat, jedyną radością, dla której codziennie wstaję z łóżka na tym świecie, jest nasza córeczka. Gdyby nie ona, miałabym trzecią próbę samobójczą, tym razem na pewno udaną. Nie mam już siły na nic, nie chcę tkwić w takim małżeństwie, ale nie wiem, co będzie dalej, nie mam w nikim wsparcia, chociaż bardzo tego potrzebuję. Niby przyzwyczaiłam się do radzenia sobie samej zawsze, ale niektóre sprawy mnie przerastają, w ciągu 3 miesięcy schudłam 20 kilo. Niedawno znalazłam pracę, cieszę się z tego, bo tam zapominam o problemach, tam umiem się pośmiać, porozmawiać z ludźmi, ale wracając do domu, humor odchodzi gdzieś, jestem cały czas smutna, przygnębiona, często płaczę. Łapię się na tym, że gdybym mogła, pracowałabym 24 godziny na dobę. Nie wiem, co mam dalej robić, żyję tylko i wyłącznie dla córeczki. Ostatnio matka powiedziała mi, że jestem głupia i nienormalna, bo chcę rozwodu. Czy to faktycznie ze mną jest coś nie tak? Naprawdę mam już dość tego wszystkiego :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Boję się go stracić...

Starałam się już stworzyć 3 prawdziwe związki, ten jest kolejny... ale inny. Przy nim czuję się wyjątkowa, chcę go kochać i z nim tylko być, jednak zdarzają się momenty, że on bardzo mnie krzywdzi, boję się cokolwiek powiedzieć, gdyż...

Starałam się już stworzyć 3 prawdziwe związki, ten jest kolejny... ale inny. Przy nim czuję się wyjątkowa, chcę go kochać i z nim tylko być, jednak zdarzają się momenty, że on bardzo mnie krzywdzi, boję się cokolwiek powiedzieć, gdyż jest on osobą strasznie nerwową i wydaje mi się, że także wrażliwą. Boję się, że mnie zostawi, a ja tak bardzo go kocham. Wiem, że nie umiałabym stworzyć kolejnego związku, bo skoro tak wielka miłość nie przetrwałaby, to ja nie umiałabym już uwierzyć w cokolwiek. Nie wiem, jak mam do niego podchodzić, jest jedynakiem i czasem wydaje mi się, że strasznie rozpieszczonym. Cierpię przez niego i za każdym razem, gdy się pokłócimy, ja wyciągam pierwsza rękę, tracę przez to szacunek do samej siebie, bo często on wcale nie chce się pogodzić, targają nim negatywne emocje, ale wiem, że mnie kocha... Czuję to zawsze, kiedy się nie kłócimy, a kłócimy się naprawdę sporadycznie. Staram się, jak mogę, robię co on sobie zażyczy....

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak wrócić do poprzedniego stanu bycia?

Witam. Nazywam się Wiktoria i mam 20 lat. Przez rówieśników jestem uważana za osobę bezwzględną, taką, która sobie z wszystkim potrafi poradzić. Jednak od dłuższego czasu tak nie jest. Byłam z facetem ponad 3 lata. Często się kłóciliśmy, jednak nie...

Witam. Nazywam się Wiktoria i mam 20 lat. Przez rówieśników jestem uważana za osobę bezwzględną, taką, która sobie z wszystkim potrafi poradzić. Jednak od dłuższego czasu tak nie jest. Byłam z facetem ponad 3 lata. Często się kłóciliśmy, jednak nie potrafiliśmy z siebie zrezygnować. W wakacje wyjechałam do pracy, a on został w miejscowości, w której mieszkaliśmy. Poznałam tam kogoś innego. Doszłam do wniosku, że to jedyna okazja, żeby zakończyć mój aktualny związek. No i tak też się stało. I było mi dobrze, czasami o nim myślałam, jednak to wszystko było do zniesienia. Po powrocie do domu też czułam się świetnie. Doszło jednak do spotkania i wszystko się zaczęło. Mój aktualny chłopak (na tamten moment) został odsunięty na bok. Już się dla mnie nie liczył. Spotykałam się po kryjomu przed wszystkimi z tamtym, mimo że miał dziewczynę. Początkowo był jej wierny, jednak z biegiem czasu nawet wierność się skończyła. Jestem tą "drugą", co już jest bardzo dla mnie męczące. Nie mogę znieść tego, że zeszłam na drugi plan i stoczyłam się tak nisko. Wiem jednak, że on nadal darzy mnie uczuciem, gdyż jest bardzo specyficzną osobą. Zawsze był szczery wobec mnie. Aktualnie jesteśmy na etapie, że chce sprawdzić, czy warto zostawić tamtą dziewczynę i wrócić do mnie, do tego, co było kiedyś. Jestem świadoma tego, że to wszystko jest z mojej winy. Straciłam i faceta, i wiarę w siebie. Budzę się z płaczem i również z nim zasypiam... Nawet gdy już mam moment, że chcę zapomnieć o nim, to nie pozwala mi moja zawziętość. Tylko że ostatnio już mnie naprawdę to wszystko przerasta. Nie wiem już, co mam zrobić. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy można samemu sobie mieszać w głowie?

Witam, mam pewien problem, ze sobą oczywiście. Dotyczy on tego, co u siebie obserwuję, jak w temacie - czy człowiek jest sam w stanie wmawiać sobie różne rzeczy i powodować zachwiania emocjonalne. Mój problem dotyczy związku. Miałam już dwóch chłopaków,...

Witam, mam pewien problem, ze sobą oczywiście. Dotyczy on tego, co u siebie obserwuję, jak w temacie - czy człowiek jest sam w stanie wmawiać sobie różne rzeczy i powodować zachwiania emocjonalne. Mój problem dotyczy związku. Miałam już dwóch chłopaków, poważnych, jednak to nigdy nie były związki, jakich pragnęłam. Zawsze wychodziło tak, że mi zależało bardziej i w sumie byłam tak naprawdę nieszczęśliwa. Jeden - był to związek na odległość, który trwał 2,5 roku. Zależało nam obojgu, ale ten chłopak lubił sobie ze mną pogrywać, w efekcie ciągle się schodziliśmy i rozchodziliśmy. Pewnego dnia obudziłam się i zaczęłam sama się zastanawiać, czy ja aby na pewno go kocham? A może ja go jednak nie kocham? Nie wiem, skąd takie myśli wzięły się w mojej głowie, bo zawsze wiedziałam, czego chcę i mimo tego że nam nie wychodziło, chciałam próbować i naprawiać, choć naprawdę wiele mnie to kosztowało. Tak się zaczęłam z tym borykać, że w końcu musiałam o tym komuś powiedzieć, znaczy mojej mamie, bo nie mogłam normalnie funkcjonować, spać, jeść. Jakoś to wszystko minęło i byliśmy jeszcze razem, jednak później i tak się rozeszliśmy. Poznałam potem innego chłopaka, ale ten okazał się jeszcze gorszy, choć nie był to związek na odległość. W efekcie zranił mnie bardzo i potem przez około 2 lata nie miałam nikogo. Teraz, po takim czasie, jestem z kimś innym, tyle że to jakby znowu okazał się związek na odległość. Bardzo mi zależało na tym, żeby nam się udało być razem i jemu też. Czekałam cały miesiąc na nasze pierwsze spotkanie. W tym czasie bardzo to przeżywałam. Takie objawy jak kłopoty ze snem, mały brak apetytu i tęsknota, choć jeszcze nie byliśmy razem. Bardzo się starałam dla niego, jak przyjechał, i on dla mnie. Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi przez weekend, który spedzilismy razem, no i pojechał z powrotem do siebie. Będzie przyjeżdżał w weekendy, jak będzie mógł. Najgorsze jest to, że wiem, że pod koniec lutego nie będzie go przez 4 miesiące. Jestem zaprawiona w związku na odległość i jak był u mnie, to wiedziałam, że dam radę, mimo że tak krótko jesteśmy ze sobą. I tak pewnego dnia on napisał, że się boi tego wszystkiego, jak go nie będzie, że ja może kogoś poznam i go zostawię, i sam nie wie, co będzie się działo u niego w głowie. Uspokoiłam go, że ma przestać gdybać i cieszyć się tym, co jest, a tak naprawdę sama zaczęłam intensywnie o tym wszystkim rozmyślać. Pytania w stylu: czy mi aby na pewno na nim zależy? czy to aby na pewno on? czy ja dam radę?, czyli powtórka z tego, co kiedyś. Czy jak komuś zaczyna zależeć na mnie, to ja jakby automatycznie szukam tego, co miałam wcześniej? Czyli tego, że to mi musi bardziej zależeć i być nieszczęśliwą? I w momencie kiedy komuś na mnie zależy, to odbieram to, jakby coś było nie tak. Nie mam wątpliwości co do niego, bo to naprawdę kochany chłopak, ale co do siebie, że mam takie myśli i sama siebie wprowadzam w dołek. A co będzie, jak będę stała na ślubnym kobiercu i się zastanawiała, czy to aby na pewno ten, czy nie ten? Sama siebie doprowadzam do szaleństwa. Naprawdę od długiego czasu mam szansę na normalny związek, jakiego nigdy nie miałam, i wiem, że mu na mnie zależy i że jak go poproszę, to się przeprowadzi do mojego miasta i będziemy mogli być razem. Niedługo mamy się spotkać, a ja się boję już teraz o nim myśleć, żeby mnie znowu te myśli nie nachodziły. Boję się patrzeć na nasze zdjęcia, odczytywać esemesy, rozmawiać przez telefon, bo potem znowu myślę. Czasem wstaję rano i mówię: dziewczyno, ogarnij się. Jesteś ładna, mądra, chłopak jest super, taki jakiego zawsze chciałaś i chwilami udaje mi się z tego wyjść, ale potem znowu mnie to dopada. Bardzo przeżywałam to, że jestem sama jakiś czas temu, a teraz mam kogoś i też jest mi źle. Może dlatego, że jednak tak naprawdę go nie ma przy mnie. Jest jeszcze jedna rzecz, która może powodować ten mój stan. Przez 8 miesięcy brałam lek na trądzik, który może powodować objawy depresji, ale dziś mija miesiąc, odkąd go nie biorę. Sama nie wiem, czy to może mieć związek z moim stanem psychicznym i z tymi całymi wahaniami. Czy ja po prostu sama sobie wmawiam i dlatego tak się czuję? Byliśmy razem naprawdę szczęśliwi, a ja nie chcę go stracić, bo to chyba byłoby dla mnie najgorsze. Mam mętlik w głowie. Proszę o jakąś poradę dla zagubionej duszy.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Co o nim myśleć, co robić, czy ingerować w jego nowy związek?

Witam, mam 23 lata. Może zacznę od tego, że dawno temu chodziłam z Piotrem, byliśmy razem 4 lata. Był to mój pierwszy chłopak - wszystko z nim było pierwsze. Rozstaliśmy się później, przez dzielącą nas odległość, ciągłe kłótnie i przez...

Witam, mam 23 lata. Może zacznę od tego, że dawno temu chodziłam z Piotrem, byliśmy razem 4 lata. Był to mój pierwszy chłopak - wszystko z nim było pierwsze. Rozstaliśmy się później, przez dzielącą nas odległość, ciągłe kłótnie i przez to, że nie byliśmy jeszcze gotowi do takiego długiego związku z uwagi na nasz młody wiek. Po pół roku zaczęłam spotykać się z Krzyśkiem, dawał mi to, czego brakowało mi w Piotrze – traktował mnie jak partnera, a nie jak dodatek do swojego zamożnego życia. Kiedy byłam już z Krzyśkiem, Piotr odezwał się do mnie, chciał wrócić i chciał zacząć od nowa, po pewnym czasie powiedziałam mu, że spotykam się z kimś innym. Przez 3,5 roku naszego życia z Krzyśkiem ciągle ciągnął się za nami cień poprzedniego związku - przez ten czas Piotr przyjeżdżał, dzwonił, zmieniłam nawet nr telefonu – szukał ze mną kontaktu w każdy możliwy sposób, potrafił wybaczyć wszystko. Bardzo to przeszkadzało Krzyśkowi, mimo moich zapewnień co do tego, że chcę być z nim. Przez pierwszy rok z Krzyśkiem naprawdę było bardzo dobrze – byłam szczęśliwa, później Krzysiek miał do mnie pretensje o ciągłe telefony, ciągłe e-maile od Piotra. Nie wiedziałam, jak mam to urwać – żeby Piotr do mnie nie dzwonił, zawsze znalazł sposób i nawet kłamstwa o mojej ciąży go nie odstraszyły, chciał przygarnąć moje dziecko jako swoje – żaden sposób nie działał, żadne słowa nie mogły go zniechęcić – nawet to, jak mówiłam, że kocham kogoś innego, że go nienawidzę. Miałam spokój przez to na 2 miesiące, ale potem znowu zaczynał dzwonić. Dla świętego spokoju przy Krzyśku zaczęłam wyciszać telefon. Nie chciałam się z nim ciągle kłócić. Zaczął mnie sprawdzać, widział, że ukrywam to, że Piotr dzwoni, pisze - mino tego, że to nie ja chciałam z nim kontaktu. Później zaczęły się kłótnie z Krzyśkiem, wymuszanie – grał strasznie na moich emocjach, wymuszał seks, spotkania i bycie razem. Za każdym razem coraz mniej chciałam z nim być, nie chciałam się mu podkładać, seks z nim nie sprawiał mi żadnej przyjemności – był wymuszony, ciągle mnie kontrolował, śledził, co tydzień przez ostatnie 6 miesięcy ze mną zrywał – a później wystawał pod moim blokiem, grożąc, że sobie coś zrobi, jeżeli nie wrócę – że tak mnie kocha i że nie umie żyć beze mnie. Ostatnia nasza kłótnia skończyła się bardzo niemiło – zadzwonił do mnie i powiedział, że leży na torach – i że zaraz popełni samobójstwo. Nagle usłyszałam jadący pociąg i telefon zgubił zasięg. Dzwoniłam jak głupia, wybiegłam o drugiej w nocy go szukać. Zadzwonił za 5 minut, powiedział, że przejechał pod nim pociąg i że idzie do mnie. Nie wiem, czy siła pociągu mogła go wciągnąć pod koła, nie wiem. Po tym nie wróciliśmy do siebie. Pisał jeszcze do mnie, że nie umie beze mnie żyć, że mnie kocha całym życiem, że jestem jego jedyną miłością. Po czym po dwóch dniach znalazł sobie kogoś innego i spotyka się z tą osobą. Nie wiem, czy ją okłamuje, czy nie. Wiem, że mówił mi, że nie umie być sam i że jest z nią, bo jest fajnie, i chce mieć w końcu normalny związek. 1. Czy przestał mnie już kochać? 2. Co wywołało to jego zachowanie? 3. Czy ten związek może mieć przyszłość? 4. Czy może powinnam pokazać jego nowej dziewczynie esemesy z czasu, kiedy zaczynali chodzić ze sobą, że mnie kocha i że jest z nią, bo "jest fajnie"?  

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie potrafię zaakceptować przeszłości mojego chłopaka, którego bardzo kocham

Witam! Obecnie jestem z mężczyzną, którego bardzo mocno kocham, nie potrafię tego określić (tego uczucia, jest ono bezwarunkowe, w którym kocham sercem, a nie oczami, bo w końcu niewidoczne jest dla oczu). Ale nie w tym sęk, mój chłopak mówi...

Witam! Obecnie jestem z mężczyzną, którego bardzo mocno kocham, nie potrafię tego określić (tego uczucia, jest ono bezwarunkowe, w którym kocham sercem, a nie oczami, bo w końcu niewidoczne jest dla oczu). Ale nie w tym sęk, mój chłopak mówi mi często o swojej przeszłości, o tym, że jego życie było, można powiedzieć, dość rozwiązłe. Po prostu, za przeproszeniem, się nie szanował i sypiał z kim popadnie. Cenię go za jego szczerość i za to, że mi mówi. Ale w końcu są przecież jakieś granice. Ostatnio wybraliśmy się do jego znajomych (pary gejów, będących ze sobą około 10 lat, tak, my też nimi jesteśmy, ale przecież problem można przedstawić zarówno w związku hetero, między kobietą a mężczyzną). I podczas jego rozmowy z jednym z nich wynikło, iż mój chłopak po prostu przespał się z nim 2 lata temu. Nie było to wprost powiedziane, ale wyłapałem to między słowami. Kiedy wyszliśmy, spytałem mojego chłopaka, czy to prawda, że przespał się z nim. Na co on potwierdził, że tak, ale to było dawno i nieważne. Fakt, mówi mi, że jest wierny i mnie nie zdradzi, jednak mam dosyć już tej niepewności. To wszystko mnie zbyt bardzo rani, a ja nie mam zamiaru cierpieć wiecznie. Myślałem nawet nad tym, aby go zostawić, lecz nie potrafię, bo zbyt mocno kocham bezwarunkowo, tak jak wspomniałem wcześniej. Do tego często mówi o swoim byłym, którego bardzo kochał. Opowiada swoim znajomym, że jestem tym jedynym, który po wielkiej męce i udręce po kilku latach, od kiedy nie są już ze sobą, go wyleczył. Bo była to jego jedyna i prawdziwa miłość. Do tego wszystkiego, dowiaduję się ostatnio na imprezie z jego znajomymi, że jak był na studiach, to nawet z zajęć się urywał, aby iść z eksdziewczyną, wiadomo na co. Jednak niepewność wielką mam, kiedy powiedział mi, że jego pierwszy raz z mężczyzną był z jego kuzynem, który był żonaty. I tak się oto dowiedział o sobie. Nie wiem już, co mam o tym wszystkim myśleć. Boję się, że nie będę już tak dalej potrafił sobie poradzić z tym wszystkim i popadnę w depresję (a akurat pod tym względem łatwo jest, abym wpadł, nie raz już leki brałem, czy wizyty u psychologa miałem, aby się wyleczyć, i jakoś się udawało dotychczas. Ale teraz boję się, że nie dam sobie już rady z tym). Nie wiem, jak z nim o tym porozmawiać. W końcu chcę, aby to był związek oparty na zaufaniu, a przez to jak opowiada i poznaje mnie z osobami, za przeproszeniem, z którymi przespał się na jedną noc, tylko podkopuje moje zaufanie. Bardzo proszę o poradę...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Potrzebuję pomocy. Mój mężczyzna cierpi i myśli o samobójstwie...

Witam, bardzo potrzebuję pomocy, nie wiem, co robić... Mój ukochany najprawdopodobniej wpadł w depresję. Niemal zupełnie się ode mnie odsunął. Nie widujemy się już pół miesiąca - ja chcę, on nie. Przestał odbierać moje telefony. Pisze SMS-y, często są one...

Witam, bardzo potrzebuję pomocy, nie wiem, co robić... Mój ukochany najprawdopodobniej wpadł w depresję. Niemal zupełnie się ode mnie odsunął. Nie widujemy się już pół miesiąca - ja chcę, on nie. Przestał odbierać moje telefony. Pisze SMS-y, często są one tak koszmarne dla mnie: oskarża mnie w nich, że pewnie mam już innego faceta, że go nie kocham, nie potrzebuję... Mnie to tak boli, że ledwo wyrabiam... Pisze do mnie często, że chce się zabić, że popełni samobójstwo... Wariuję z rozpaczy. Nie wiem, co robić. Proponowałam, że pójdziemy do lekarza - odmówił. Umówiłam go na wizytę - nie poszedł. Dzwoniłam do jego mamy - opowiedziałam pokrótce, co się dzieje, i że to są jakieś stany depresyjne wg mnie... Zaśmiała się i powiedziała, że w domu wszystko okej, że je, śpi, chodzi wesoły, rozmawia ze wszystkimi... Poczułam się jak wariatka... Pytałam go potem, czy tak udaje przed rodziną... Przyznał, że tak... Nie wiem kompletnie, co robić... Nie daję sobie z tym rady... Jestem w ciąży. Z nim. 2 miesiąc. Nie uniosę już tego dłużej. Potrzebuję, by i o mnie ktoś się zatroszczył, ostatnio o wszystkim zapominam, bo liczy się wyłącznie on, tak strasznie chcę mu pomóc, tak strasznie go kocham... Ile przykrych słów na swój temat od niego usłyszałam ostatnio... I wciąż, że albo mnie rzuca, albo że odejdzie i tak, bo się zabije... Ja nie wiem, co robić...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Moja dziewczyna mówi, że się zabije - jak mam jej pomóc?

Mam 20 lat i dziewczynę o rok młodszą. Jesteśmy ze sobą pół roku, ale już planujemy wspólną przyszłość. Mi zostało pół roku szkoły, a jej półtora. Mieszka w rodzinie zastępczej w mieście obok, widujemy się tylko w szkole, w piątek...

Mam 20 lat i dziewczynę o rok młodszą. Jesteśmy ze sobą pół roku, ale już planujemy wspólną przyszłość. Mi zostało pół roku szkoły, a jej półtora. Mieszka w rodzinie zastępczej w mieście obok, widujemy się tylko w szkole, w piątek i w sobotę wieczorami od 18 do 22, bo tylko tyle czasu jej dają. Miała trudne przeżycia w dzieciństwie. Teraz bardzo na mnie naciska i chce już w tej chwili ze mną zamieszkać. Ale póki nie napiszę matury i nie będę miał pracy, to nic niestety nie mogę zrobić. Moja ukochana mówi, że już nie ma siły czekać i chce się zabić. Staram się ją od tego odwieść, już nawet szukamy jakiegoś taniego mieszkania, ale na próżno. Cały czas mówi mi, że to zrobi. Już raz się cięła, bo nie mogła beze mnie wytrzymać. Podejrzewam, że chce zajść już teraz w ciążę, bo i o tym była mowa, a kiedy myślała, że będziemy mieli dziecko, to była szczęśliwa i nawet była gotowa mnie pocieszać, ale kiedy test wyszedł ujemnie, to znów się załamała i powiedziała, że niedługo to zrobi, czyli się zabije. Ja wcale nie mówię, że nie chcę dziecka, ale najpierw wolałbym, żebyśmy znaleźli mieszkanie, pracę i wzięli ślub. Ona przeklina Boga i los, że nie pozwala nam być razem. Nie wiem, czy naprawdę nie może, czy raczej nie chce już czekać. Co mam zrobić? Jak jej pomóc? Proszę, pomóżcie, bo jak Ona się zabije, to ja też to zrobię zaraz po niej...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Czy powinnam szukać pomocy u lekarza?

Witam. Podjęłam decyzję o rozstaniu z mężem, z którym jestem od ponad 9 lat. Do rozmowy zbierałam się ponad rok i nie myślałam, że będzie po niej tak ciężko. Przyjął to bardzo źle, wpędzając mnie w nieopisane poczcie żalu, winy,...

Witam. Podjęłam decyzję o rozstaniu z mężem, z którym jestem od ponad 9 lat. Do rozmowy zbierałam się ponad rok i nie myślałam, że będzie po niej tak ciężko. Przyjął to bardzo źle, wpędzając mnie w nieopisane poczcie żalu, winy, smutku, że niszczę mu życie. Teraz nie potrafię sobie poradzić ze sobą, on dalej się stara, a ja czuję tylko smutek i żal, ciągle płaczę, nic mnie nie cieszy, nie mogę jeść, ciągle bym spała, jestem ciągle zmęczona. Denerwuje mnie wszystko dookoła. Nie potrafię mu definitywnie powiedzieć, że to nie ma sensu dalej - mimo że wiem, że i tak się to nie uda. Jestem sparaliżowana lękiem co dalej, co mam zrobić, co powiedzieć, dać szansę, czy powiedzieć koniec? Nie chcę go ranić, czuję się za niego odpowiedzialna. Boję się, że sobie nie poradzi. Czy to normalne, że mam takie myśli? Dlaczego, pomimo że rok zbierałam się na odwagę, żeby mu to powiedzieć i w końcu powiedziałam, dlaczego teraz czuję się tak źle i nie potrafię sobie ze sobą poradzić? Dlaczego boję się końca czegoś, co przecież już się dawno skończyło? Nigdy nie byłam w takim stanie i nie wiem, jak sobie z tym radzić. Mam takie napięcie w sobie, jakbym była na 5 min przed najważniejszym egzaminem, ściska mi non stop żołądek i nie potrafię usiedzieć w jednej pozycji... a za chwilę łzy lecą przez godzinę i tylko bym siedziała i nic nie robiła. Czy lekarz jest w stanie pomóc mi uporać się z tym, co czuję? Proszę o odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Mam problem, z którym nie potrafię już sobie poradzić...

Witam. Zacznę od samego początku... Poznałam chłopaka, w którym się zakochałam z wzajemnością. Byliśmy razem 8 miesięcy. Bardzo nam na sobie zależało, wszystko między nami dobrze się układało, jednak nasi rodzice od samego początku byli przeciwni temu związkowi. Jego rodzice...

Witam. Zacznę od samego początku... Poznałam chłopaka, w którym się zakochałam z wzajemnością. Byliśmy razem 8 miesięcy. Bardzo nam na sobie zależało, wszystko między nami dobrze się układało, jednak nasi rodzice od samego początku byli przeciwni temu związkowi. Jego rodzice zawsze uważali, że musi mieć dziewczynę na poziomie, taką, która ma bogatych rodziców... Ja niestety nie pochodzę z bogatego domu i to dlatego... Planowaliśmy wspólną przyszłość, chcieliśmy mieć dziecko, aby nikt już nie mógł nas rozdzielić. I tak się stało - zaszłam w ciążę, kiedy on się o tym dowiedział, zostawił mnie. Może nie był na to gotowy, oboje mieliśmy po 17 lat... Nasze drogi się rozeszły. On nie chciał ze mną być. Mówił, że nie chce ani mnie, ani tego dziecka. Kiedy nasza córka się urodziła, poinformowałam go o tym, jednak z jego strony nie było żadnego odzewu... Nie interesował się nami. Nie chciał nas znać, jednak pomimo tego, co mi zrobił, nadal bardzo go kochałam i kocham nadal. Dopiero kiedy nasza Nikola skończyła 10 miesięcy, chciał się ze mną spotkać, wszystko wyjaśnić i porozmawiać. Zgodziłam się, jednak wtedy nie widział jeszcze swojej córki, bo nie chciał się spotkać w moim domu rodzinnym. Rozmawialiśmy. Mówił, że chce wszystko naprawić, mieliśmy spotkać się na drugi dzień, bo chciał poznać swoją córkę. Nie przyjechał. Myślałam, że mu nie zależy, że to wszystko było tylko głupim żartem z jego strony. Tego samego dnia dostałam od niego wiadomość, że jest w szpitalu, miał wypadek, kiedy wracał ode mnie i że jest w połowie niepełnosprawny. Przestraszyłam się. Pojechałam do niego do szpitala wraz z córką. Był ledwo żywy, w wyniku tego wypadku dostał urazu splotu barkowo-nerwowego ramienia. Miał całkowicie niesprawną prawą rękę. Przez cały czas, w którym przebywał w szpitalu, chodziłam do niego codziennie, pomagałam, karmiłam, pomagałam się myć. Wtedy przyrzekał mi, że się zmieni, jeśli tylko mu wybaczę, że chce być dobrym ojcem, że zrozumiał swój błąd. Zaufałam mu, chociaż miałam bardzo duże wątpliwości. Kiedy wyszedł ze szpitala, jeździłam do niego do domu wraz z córką, nadal mu pomagałam. Był dla mnie dobry, do czasu kiedy sprawność ręki nie zaczęła powracać, potem już, kiedy było coraz lepiej, znowu zaczął traktować mnie i córkę ozięble. Nie chciał utrzymywać ze mną kontaktu ani się spotykać, jednak cały czas mówił, że nas kocha. Ta trauma trwała trzy miesiące, w końcu tego nie wytrzymałam, napisałam mu, że to koniec. Napisał, że skoro tego chcę, to niech tak będzie. Nie byliśmy razem dwa miesiące. Kontakt się urwał. Po tym czasie znów zaczął pisać, że chce ze mną być, że jesteśmy dla niego najważniejsze, że nas kocha. Znów mu uwierzyłam, jednak znów nie chciał się z nami spotykać ani utrzymywać kontaktu, odwiedził nas tylko raz i to na chwilę. Powiedziałam mu, że jeśli się to nie zmieni, to rozstaniemy się na zawsze, bo mam dosyć tego, co się dzieje między nami. Obiecał, że się zmieni, jednak tego nie zrobił... Po raz kolejny napisałam mu, że to koniec, a on, że jeśli tak chcę, to możemy się pożegnać i znów kontakt się urwał. Na pożegnanie napisał mi tylko, że chce, żebym wiedziała, że mnie kocha. Nie wiem, co mam o tym myśleć, nadal go kocham i nie potrafię o nim zapomnieć. Nasza córka praktycznie go nie zna, nie pamięta go. Jak można wytłumaczyć jego zachowanie? Mówi, że mnie kocha, a nie okazuje uczuć, traktuje mnie tak, jakbym nie istniała w jego życiu... Nie chciał z nami zamieszkać, żeby nasza córka mogła mieć normalne życie i rodzinę... Nie chcę być już z nikim innym i wiem, że nawet jeśli byłabym z kimś innym, moja córeczka nie miałaby szczęśliwego dzieciństwa, bo nikt nie pokocha jej jak własne dziecko... Jak mam do niego dotrzeć? Co mam zrobić? Proszę o pomoc, bo nie daję już sobie z tym wszystkim rady, mam stany depresyjne. Co robić? Z góry dziękuję za pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy mogę być jeszcze szczęśliwa?

Witam. Jestem 25-letnią kobietą, a na swoim koncie już tyle przeżyć.... Postanowiłam do Was napisać, gdyż nie do końca rozumiem, jak dalej mam postępować w tym swoim życiu i jak odzyskać nadzieję na lepsze jutro. Może przejdę do opisu swojego...

Witam. Jestem 25-letnią kobietą, a na swoim koncie już tyle przeżyć.... Postanowiłam do Was napisać, gdyż nie do końca rozumiem, jak dalej mam postępować w tym swoim życiu i jak odzyskać nadzieję na lepsze jutro. Może przejdę do opisu swojego problemu... Spotykam na swojej drodze mężczyzn, z którymi nie potrafię się dogadać.... W wieku 18 lat poznałam swoją wielką (i jak się okazało), jedyną miłość. Byliśmy ze sobą 4,5 roku, ale niestety brak perspektyw, brak kąta, szkoła i chęć poznania czegoś nowego, zabiła tę miłość. Mój chłopak oświadczył mi się po 2 latach wspólnego bycia, a chodziliśmy ze sobą kolejne 2,5 roku. Czułam, że ten związek nie przechodzi przez kolejne etapy (tj. zamieszkanie, ślub itp.). Rozstaliśmy się. Weszłam prawie natychmiast w kolejny związek, który trwał pół roku, a po 3 miesiącach ten chłopak mi się oświadczył i ja, o dziwo, nie wiem czym kierowana, zgodziłam się:( może chciałam zapomnieć... Skończyło się, gdyż zauważyłam, że mój partner ma bardzo ciężkie podejście do pieniędzy, właściwie tylko o nich mówi, a związek z nim wiązałby się z wyjazdem z miasta i przeprowadzenia się w jego strony - w góry. Po tym związku byłam sama... zaledwie przez... miesiąc:( Wpakowałam się w kolejny związek, który trwał zaledwie 3 miesiące. Zakończył się z chwilą, jak ten chłopak zadzwonił do mnie i wydzwaniał cały czas o 2 w nocy, będąc pod wpływem alkoholu. Zakończyłam to. I znowu przerwa, która trwała tym razem... 2 miesiące. Kolejnym chłopakiem, którego poznałam, był hokeista. Nasza znajomość trwała 6 miesięcy i zakończyła się w momencie, gdy zauważyłam, że ten chłopak właściwie nigdy nie ma dla mnie czasu, no i że nie traktuje mnie należycie. Cały czas porównywałam te związki do tego mojego pierwszego, w którym miałam wszystko... a traktowana byłam w sposób wyjątkowy (kwiaty, upominki, praktycznie spędzanie każdej wolnej chwili w swoim towarzystwie). Adam odszedł pod koniec lutego... a ja zrezygnowana zrobiłam sobie spokój od związków na blisko 4 miesiące. Po tym czasie poznałam swojego obecnego męża... Maćka poznałam pod koniec czerwca, w lipcu pojechaliśmy na wczasy wspólne, a pod koniec sierpnia Maciek mi się oświadczył... Chciałam tego, było mi z nim cudownie, rozumieliśmy się, a sama sobie powiedziałam: może do 3 razy sztuka, no i zgodziłam się. W październiku wzięliśmy ślub. Zamieszkaliśmy razem, no i zaczęły się problemy... W czasie trwania związku Maciek powiedział mi w czasie drobnej kłótni, że nie powiedział mi o 2 kredytach, które miał, mówił to z uśmiechem i satysfakcją, jakby cieszyło go to, że mnie rani... Zaczęły się częste kłótnie, straciłam poczucie bezpieczeństwa, myśl o dziecku, o większym mieszkaniu rozmyła się w jednej chwili. Mój mąż okłamał mnie nie tylko w tym... wspólnie spędzone wczasy, które ja załatwiłam do Bułgarii spowodowały kłótnie, on kazał mi oszczędzać na wszystkim, ustalił po ślubie, że będziemy mieli oddzielne karty bankomatowe, nie dawał mi pieniędzy. Seks stał się w ogóle rzadkością, brak przytulania, straciliśmy ze sobą kontakt, wszystko to narastało... Maciek straszył mnie często, że się wyprowadzi i nie robi tego tylko ze względu na to, iż mu się nie chce spakować. Więc 10 grudnia spakowałam mu ciuchy i postawiłam przy drzwiach, powiedziałam: droga wolna... Myślałam, że nie pójdzie, czułam się strasznie:( Wyszedł... mimo wszystko przeszła mi złość bardzo szybko... Widziałam swoje błędy, że cały czas mu wypominałam pewne sprawy, ale postanowiłam, że może warto coś naprawić, w końcu to mój mąż, że może warto sobie dać jeszcze jedną szansę. Odezwałam się do niego, wyciągnęłam rękę, a on... powiedział, że dobrze mu u rodziców, że on się nie nadaje do małżeństwa, że właściwie to mnie nie kocha, że nie chciał mieć dziecka, że właściwie dla niego liczy się tylko samochód, bo kocha samochody, i chce być sam... że traktował mnie jak koleżankę, że go męczy mieszkanie w bloku, że mam dać mu spokój:( Strasznie to przeżyłam... 14 grudnia połknęłam garść tabletek, popiłam winem, chodziło o to, że nie mogłam sobie z tym poradzić. Trafiłam do szpitala z próbą samobójczą na koncie....podczas leżenia na szpitalnym łóżku i odtruwania mojego organizmu kroplówkami, które schodziły 4 godziny, dużo myślałam... Ze szpitala wypisali mnie rodzice. Pytano mnie, czy poinformować męża, ale ja już go nie chciałam widzieć. O dziwo, on wiedział, że jestem w szpitalu, i nawet do mnie nie przyszedł :( Wróciłam do domu dopiero po kilku dniach bycia u rodziców, gdyż bardzo się o mnie martwili:( Wiem, że postąpiłam głupio, że mam dla kogo żyć, ale strasznie się załamałam... Później przyszły święta, sylwester, Nowy Rok i próbowałam dalej, żeby Maciek wrócił, poniżałam się :( Jednakże po Nowym Roku coś we mnie pękło... Przestałam się odzywać, zrozumiałam, że to już koniec. Od wyprowadzki Maćka minął ponad miesiąc, jestem gotowa i chyba już nawet przekonana do rozwodu :( Boję się, ponieważ w trakcie tej przerwy zdążyłam znowu kogoś poznać i znowu wydaje mi się, że jest fajny, że mnie rozumie, że fajnie mi się z nim spędza czas. On mnie słucha, stara się jak może, zabiera mnie w różne miejsca, jest mi bardzo dobrze w jego towarzystwie. Boję się jednak. Ja się raczej już nie zaangażuję, boję się po prostu... Nie chcę tego faceta zranić, naprawdę przy nim jest mi dobrze, dużo ze sobą rozmawiamy... Jestem jeszcze żoną Maćka, ale myślę, że niedługo ta kwestia zostanie rozwiązana... Zupełnie nie wiem, co robić... Czy skreślić tego faceta, który tak bardzo się stara, w którym mam takie oparcie, czy po prostu dać sobie znowu szansę? Ja już sama nie wiem... Nie chcę myśleć w kółko o swoich niepowodzeniach, a on mi to ułatwia.... Pomocy!!! Ja się boję załamania w końcu nerwowego :(

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Jak odbudować nadszarpnięte zaufanie w związku?

Bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedyś nam się nie układało, jednak teraz widzę, że to wszystko było z mojej winy. Być może wiek też wiele zmienił. Wtedy sądziłam inaczej. Trochę czasu minęło, wiele...

Bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedyś nam się nie układało, jednak teraz widzę, że to wszystko było z mojej winy. Być może wiek też wiele zmienił. Wtedy sądziłam inaczej. Trochę czasu minęło, wiele rzeczy ponownie przemyślałam. Głównym powodem, jak twierdzi Marcin, jest brak zaufania. Doskonale to rozumiem. Zapewne w takiej sytuacji miałabym również ogromne obawy i wiem, że są one uzasadnione. Tylko że moje słowa co do zaufania brzmią teraz bardzo pusto. Osobiście wiem, że z biegiem czasu by je odzyskał. Jednak żeby do tego doszło, musiałby zaryzykować i spróbować jeszcze raz. Na siłę nie zmuszę nikogo do tego. Poradziła Pani, żebyśmy szczerze porozmawiali. Próbowałam nie raz. Zazwyczaj nawet jak przemyślę w domu, o czym i na jaki temat chciałabym porozmawiać, w momencie gdy ma dojść do tego, mam łzy w oczach i nie mogę złożyć sensownego zdania. Każde spotkanie to nowe nadzieje, tylko że ja już nie chce żyć tylko nadzieją. Pozdrawiam, Wiktoria

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty