Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Pogubiłam się i nie wiem, co dalej...

Około 4 lat mieszkam razem z moim partnerem. Na początku było wszystko w porządku. Obecnie od zeszłego roku widzę, że wszystko się psuje. On unika zbliżeń z moją osobą. Czasami miałam wrażenie, że zmuszał się do tego, by ze mną...

Około 4 lat mieszkam razem z moim partnerem. Na początku było wszystko w porządku. Obecnie od zeszłego roku widzę, że wszystko się psuje. On unika zbliżeń z moją osobą. Czasami miałam wrażenie, że zmuszał się do tego, by ze mną współżyć, a potem podawał mi różne powody, dlaczego tego nie chce, więc "wyłączyliśmy" tę sferę życia. W międzyczasie zaczęliśmy planować ślub. Dzisiaj wydaje mi się, że to bardziej z mojej strony wyszło niż z Jego. Chociaż On cały czas twierdzi, że bardzo chce ślubu, ale zachowuje się czasami zupełnie odmiennie, oraz nie oświadczył mi się nadal, a ślub w czerwcu :( Prowadziliśmy rozmowę i pytałam wprost, że może nie chce tego jednak, ale uparcie twierdzi, że chce. Zbliżeń unika już kolejny miesiąc. Zawsze był uśmiechnięty, a od pewnego czasu zaczął przeklinać i chodzić zdenerwowany. Gdy pytam, co się stało i próbuję dojść do sedna jego stanu, zbywa mnie zmęczeniem i pracą. Na karb pracy przedłożył także fakt braku zainteresowania sferą seksualną naszego związku. Już zupełnie czuję się odtrącona. Uczę się panować nad własnymi emocjami, ale z tygodnia na tydzień jest coraz to gorzej. Mam wrażenie, jakby chciał się rozstać i prowokował takim zachowaniem moje odejście. Czekałam już długo, myślałam, że ten stan minie, ale niestety - on się pogłębia i jest coraz trudniejszy. Widzę, że ważny dla mnie człowiek się męczy. I ja także się męczę. Jestem coraz bardziej znerwicowana. Niestety, nie chce mi mówić, co się dzieje. Nie chce się ze mną udać do specjalisty :( Na takiej postawie nie można budować związku. Już kilka razy myślałam o odejściu. Rozmawialiśmy o tym i powiedział mi, że absolutnie nie chce rozstania i że mnie kocha. Nie wiem, co się dzieje i co mam zrobić. Jestem pogubiona i zrozpaczona... Bardzo mi z tym ciężko, a rozmowy nie przynoszą żadnego skutku. Stan taki to ponad rok :( Po co ślub, skoro teraz jest tak jak jest.... Łza toczy się z oka, a ja nie mam do kogo się zwrócić... Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co mam robić? - cd.

http://portal.abczdrowie.pl/pytania/czy-mam-sie-zglosic-do-lekarza-czy-to-tylko-zly-nastroj - to jest ten link. Teraz jest jeszcze gorzej, bo powiedział całą prawdę. Rok temu to nie było wszystko, a ja już nie mam siły starać się o to, żeby było dobrze. Nie wiem, co robić. Chciałabym z nim być,...

http://portal.abczdrowie.pl/pytania/czy-mam-sie-zglosic-do-lekarza-czy-to-tylko-zly-nastroj - to jest ten link. Teraz jest jeszcze gorzej, bo powiedział całą prawdę. Rok temu to nie było wszystko, a ja już nie mam siły starać się o to, żeby było dobrze. Nie wiem, co robić. Chciałabym z nim być, on ze mną też. Wiem, że ma okropny charakter, bo nie umie mówić o tym, co się dzieje, co czuje i to wszystko przez to, ale ja już nie mam siły ciągle o tym myśleć. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy uda się odzyskać miłość męża i uratować ten związek?

Witam! Może zacznę od początku. Za kilka dni kończę 26 lat, w maju miną 2 lata od ślubu z ukochanym mężczyzną. Mamy 20-miesięczną córcię. Tydzień temu moje małżeństwo legło w gruzach, jestem przerażona, chcę wszystko naprawić, odzyskać miłość i zaufanie...

Witam! Może zacznę od początku. Za kilka dni kończę 26 lat, w maju miną 2 lata od ślubu z ukochanym mężczyzną. Mamy 20-miesięczną córcię. Tydzień temu moje małżeństwo legło w gruzach, jestem przerażona, chcę wszystko naprawić, odzyskać miłość i zaufanie męża, ale czy to możliwe? To jest właśnie pytanie, które pragnę skierować do Pani/Pana. Tak jak wspomniałam wcześniej, świat zawalił mi się dokładnie tydzień temu. Po raz kolejny wykazałam swój paskudny charakter. Pokłóciliśmy się po raz kolejny o to samo - o jego mamę. Zaakceptowanie jej lenistwa, wykorzystywanie męża do najmniejszych błahostek, brak pomocy przy opiece nad dzieckiem, wielokrotne wystawianie nas do wiatru wywoływało u mnie wielką niechęć do niej. Niestety nie potrafiłam stłamsić tego uczucia ani trzymać języka za zębami. Wielokrotnie wybuchałam, gdy słyszałam o kolejnych pomysłach mamy. Od pewnego czasu, po każdej takiej kłótni, mąż uprzedzał mnie, żebym uważała na to, co mówię, że go to bardzo boli i że kiedyś może coś się wydarzyć, coś pęknąć i będzie za późno. Nie traktowałam tego poważnie. Żeby tego było mało, przy kolejnych kłótniach wspominał, że nie mówi mi wielu rzeczy, o których chciałby, ale nie umie. Mówił też wiele rzeczy łącznie z tym, że jest ze mną tylko ze względu na małą. Po każdej takiej kłotni, kiedy było już dobrze, zaczynałam rozmowę, czy naprawdę mnie nie kocha. Zawsze powtarzał, że w kłótni działają silne emocje i nie mówi się nieraz tego, co się myśli, a on świadom tego, co mnie zaboli, próbował się odgryźć na mój atak szału. Chociaż nieraz padały słowa o rozwodzie, zawsze prosiłam o tę jedną ostatnią szansę. I mi ją dawał. Takie kłótnie trwały krótko, godziliśmy się maksymalnie na drugi dzień.  Teraz jest inaczej. Powiedział, że już więcej nie umie, że coś pękło, że nie umie tego nazwać, sprecyzować. Po prostu coś pękło. Błaganiem, płaczem, prośbami poprosiłam, by został. I został, początkowo na jedną noc z zastrzeżeniem, że nie wie, czy w następnych dniach się nie wyprowadzi. Tak już jest 7 dni i nocy, śpi odwrócony plecami na skraju łóżka. Po wielu rozpoczynanych rozmowach powiedział w skrócie, że: - jedynym wyjściem jest rozwód, chce sobie ułożyć życie na nowo (to było na samym początku), - że nie umie sobie spojrzeć w lustrze w twarz (także pierwszego dnia kłótni), - że jedynym hamulcem jest nasza córka, - że czuje obojętność, że nie umie nazwać uczuć do mnie, że może jak przyjdzie odwilż, to okaże się, że jednak są w nim jeszcze jakieś uczucia pozytywne dla mnie, - że to, co go najbardziej przeraża, że kiedyś po sprzeczkach wieczorami chciał się do mnie przytulić, poczuć bliskość, a teraz nie ma tego kompletnie, że nawet nie umie mi spojrzeć dłużej prosto w oczy. Wczoraj dodał jednak, że: - chyba chciałby, by było między nami tak, jak dawniej (podkreślam słowo chyba), ale że nie umie i nie wie, czy coś z tego wyjdzie, - po zaproponowanej terapii dla par uznał, że pójdzie ze mną, skoro mi to może coś pomóc, on jest natomiast sceptyczny co do możliwych zmian w jego umyśle po takiej terapii. Stwierdza też, że gdyby to było zależne od woli, to by wmówił sobie, że ma mnie kochać i byłoby OK. Ale to jest gdzieś wewnętrzna przeszkoda. Wie jednak, że wiele rzeczy on musi przemyśleć i wiele on musiałby przepracować. Powtarza jednak, że będzie pracował na tyle, ile umie, czego nie będzie potrafił, nie zrobi tego. Na pytanie o rozwód powiedział, że przecież wiem, że nie lubi podejmować skrajnych działań, "ale on nie jest już nawet przyparty do muru, on jest gdzieś poza tym, jakby w innym wymiarze" - chce ratować rodzinę, ale nie wie, czy nasz związek. O wielu rzeczach mi nie mówił, bo się bał, nie umiał, unikał kontaktów, że byłam najbliższą mu osobą, z którą jako jedyną chciał pogadać o pewnych sprawach, a nie umiał. Powiedziałam mu wczoraj, że chcę na nowo go odzyskać, jego miłość, zaufanie, i że niczego tak nie pragnę, jak doczekać chwili, kiedy podejdzie do mnie i zacznie mówić o jakimś problemie. Odpowiedział, że to docenia i że zawsze o tym marzył. Widzę, że zachodzą w nim jakieś zmiany. Cielesność w ogóle jest wyłączona, przeprasza za każde przypadkowe otarcie, jak kogoś w autobusie. W umyśle jednak coś drga. Przez pierwsze 2 dni nasze rozmowy były bardzo oschłe, właściwie wśród tej całej formy grzecznościowej brakowało jedynie sformułowania: Pan/Pani. Teraz rozmawiamy normalnie, czasem pożartujemy, ale tylko na luźne tematy. Sam powtarza, że lubi ze mną rozmawiać, więc nawet w zaistniałej sytuacji to nam bez większych oporów wychodzi. Koleżanka ze studiów, fanka psychologii, psychiatrii twierdzi, że to da się odbudować. Że wybudował sobie mur przede mną, że tak naprawdę za tym wszystkim jest miłość do mnie, ale jest głęboko ukryta. Twierdzi, że jeśli zmienię swoje zachowanie, to z czasem uda mi się wyjmować cegiełkę po cegiełce i otworzy się na mnie. Czy to prawda? Czy możliwy jest taki scenariusz? Proszę powiedzieć, czy są jeszcze jakieś sznase na uratowanie naszego małżeństwa?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Samotna w małżeństwie - co zrobić?

Witam, mam 23 lata i od dwóch lat jestem mężatką, mamy już 2 dzieci, z czego jedno 2-letnie, a drugie ma 2 tygodnie. Od jakiegoś czasu czuję, że mój mąż jest mi zupełnie obcy. Odsunął się ode mnie. Ucieka w...

Witam, mam 23 lata i od dwóch lat jestem mężatką, mamy już 2 dzieci, z czego jedno 2-letnie, a drugie ma 2 tygodnie. Od jakiegoś czasu czuję, że mój mąż jest mi zupełnie obcy. Odsunął się ode mnie. Ucieka w pracę, całymi dniami pracuje, nie pomaga mi przy dzieciach, nie okazuje uczuć, nie przytula, nie całuje... Nie docenia mojego wysiłku. Czuję sie odrzucona i bardzo samotna, ciągle płaczę, jestem załamana i złoszczę się nawet na moje maleńkie dziecko, gdy nie mogę sobie poradzić... Boję się, że to depresja, bo w tym stanie jestem już kilka miesięcy. Z mężem nie potrafię o tym rozmawiać. Proszę o pomoc. Co robić, gdzie szukać pomocy?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy tak wygląda miłość?

Jestem w związku z chłopakiem od 7 lat. Jest nam ze sobą dobrze: dogadujemy się, śmiejemy się razem, tolerujemy swoje nawyki. Po różnych wzlotach i upadkach przez 7 lat nauczyliśmy się żyć w jako takiej harmonii. Problem w tym, że...

Jestem w związku z chłopakiem od 7 lat. Jest nam ze sobą dobrze: dogadujemy się, śmiejemy się razem, tolerujemy swoje nawyki. Po różnych wzlotach i upadkach przez 7 lat nauczyliśmy się żyć w jako takiej harmonii. Problem w tym, że z mojej strony już od dłuższego czasu nie ma wcale namiętności, i szukam jej gdzieś "na boku". Zakochuję się, flirtuję, czasem coś więcej... i nie jestem w stanie od niego odejść, bo wiem, że bardzo go zranię, a poza tym jest mi z nim dobrze jako z przyjacielem, więc od lat udaję namiętność, miłość. I na myśl o tym, że niebawem będzie chciał ślubu robi mi się niedobrze... Czy tak jest w każdym związku? Czy powinnam od niego odejść? Czy miłość w ogóle istnieje?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Sztuka komunikacji i bycia tolerancyjnym

Witam. Potrzebuję bardzo porady w sprawie mojego związku z partnerem. W zasadzie to już jesteśmy ze sobą od prawie 8 lat i mieszkamy wspólnie od 7 lat na obczyźnie. Jesteśmy totalnie różnymi osobami, z różnymi poglądami na świat, zainteresowaniami. Pochodzimy...

Witam. Potrzebuję bardzo porady w sprawie mojego związku z partnerem. W zasadzie to już jesteśmy ze sobą od prawie 8 lat i mieszkamy wspólnie od 7 lat na obczyźnie. Jesteśmy totalnie różnymi osobami, z różnymi poglądami na świat, zainteresowaniami. Pochodzimy z różnych rodzin. Mamy zupełnie inne charaktery. Za niecałe 5 miesięcy pobieramy się po 4-letnich zaręczynach. Od samego początku nie mogliśmy się dogadać, jednakże ostatnio pojawiają się bardzo duże konflikty, są one tak często, że ciężko jest je znieść. W ciągu tych 8 lat obydwoje się raniliśmy. Ja byłam bardzo zamknięta w sobie, a on przeciwnie, starał się rozmawiać ze mną. Byłam osobą bardzo zaborczą i zupełnie nietolerancyjną, a on cierpiał z tego powodu. On lubił się bawić regularnie, lubił używki, również te nielegalne i robił rzeczy, które przekraczały mój limit dobra i zła i ja tego nie mogłam znieść. Jego wyczyny mogą mieć duże konsekwencje dla jego zdrowia, i kto wie, może dla naszych dzieci? Obydwoje nawzajem staraliśmy siebie zmienić na lepsze, co nam częściowo wyszło. W miarę zaczęło się nam układać lepiej, do czasu kiedy odkryłam, że mój narzeczony regularnie brał używki (i tu nie chodzi o kilka piw czy papierosów) za moimi plecami, pomimo że mi obiecał, że nigdy tego już nie weźmie. Powiedział mi to dobrowolnie, kiedy stwierdził, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, ale udało nam się na nowo powrócić do normy poprzez nasze wspólne starania. Wiele razy na ten temat rozmawialiśmy od tamtego czasu i wiele razy to było dużym powodem kłótni. Staram się szanować go za to, że mi to sam powiedział. Jednakże ta sytuacja zostawiła dużą skazę u mnie. Często powracają do mnie wspomnienia, sytuacje, kiedy mnie okłamywał i oszukiwał. Kiedy to mną strasznie manipulował, wmawiając, że jestem chora umysłowo, bo non stop go o ‘branie’ podejrzewałam, a on nic ‘złego’ nie robił . Nie umiem mu już w 100 procentach zaufać tak jak kiedyś, często mam przeczucie, że mnie nadal oszukuje, pomimo że mówi, że tego nie robi. Jednakże nie zgodził się na testy, co staram się zrozumieć, bo jak twierdzi, stara się zdobyć moje zaufanie na nowo poprzez naszą wspólną pracę nad związkiem, a nie jakieś testy. Ale są takie dziwne ‘sytuacje’ w naszym życiu codziennym, które są wiecznie ‘przypadkowe’, i nie umiem ich zrozumieć. Ostatnio jak rozmawialiśmy szczerze po jakiejś kłótni, próbując rozwiązać konflikt i wyciągnąć jakieś wnioski, stwierdziliśmy dodatkowo, że nie umiemy ze sobą rozmawiać, trzymając wszystko w sobie, powodujemy kolejne kłótnie. Jednakże co mnie dziwi, on wiecznie mnie o wszystko obwinia. O to, jaka wredna byłam w przeszłości i nic dla niego nie znaczy to, że się naprawdę na lepsze zmieniłam i zrozumiałam moje błędy. Oczekuje on ode mnie, że nigdy już nie będziemy powracać do krzywdy, jaką on mi wyrządził, a on sam mi wypomina moje błędy sprzed 4 lat. Nasze kłótnie często kończą się wspólnymi rozmowami i załagodzeniem sytuacji. Ale i tak one się pojawiają często. One też nas bardzo wypalają. Jak możemy ich uniknąć? Nie mamy wielu wspólnych zainteresowań i nie rozmawiamy też dużo, mamy często wrażenie, że totalnie do siebie nie pasujemy i to nas jeszcze bardziej dołuje. Czasami czujemy, że chcemy się rozstać, ale bardzo się kochamy, i też pamiętamy, że współpracujemy ze sobą, i mieliśmy też dużo wspaniałych chwil, i radziliśmy sobie bardzo dobrze. Wydaje mi się, że obydwoje też mamy jakieś załamanie do tego. Co mnie jeszcze przeraża to to, że on myśli, że ja mam kogoś na boku. Kiedy zadałam pytanie, dlaczego tak myśli, odpowiedział, że jestem strasznie zimna w stosunku do niego. Mam dużo stresu ostatnio i z nerwów aż mam problemy z żołądkiem i być może trochę czasu potrzebuję, by przemyśleć nasze problemy. Ale nie mam nikogo na boku i chcę mojemu narzeczonemu dać tę pewność, że tak jest, tylko znowu nie wiem, jak to zrobić. Obydwoje jesteśmy też wypaleni, obydwoje mamy wszystkiego dosyć, a teraz stres związany z przygotowaniami ślubnymi i zmianami w naszym życiu jeszcze bardziej nam wszystko utrudnia. Często sobie przypominamy, że nie jesteśmy przecież wrogami, że mamy ciężki okres i musimy się trzymać razem, ale często nam to nie wychodzi. Często nam się zdarza czepiać drugiej osoby, że coś nie jest OK. Zarówno być sarkastycznym, jak i mówić niegrzeczne słowa. Ja w dużym stopniu straciłam pewność siebie, pewność co do naszego związku. On stwierdził, że czuje to samo, ale dlatego, że nie czuje się rozumiany i że nie umiem być tolerancyjna. Jak mogę stać się bardziej tolerancyjną osobą i dać mu to uczucie, że czuje się zrozumiany? Brak zaufania też nie pomaga, on też mówi, że przez to jeszcze gorzej się czuje. Co ja mogę zrobić? Starałam się tyle i nadal mi nie wychodzi. Bardzo zależy mi na naszym związku i człowieku, który chcę, by został na resztę życia ze mną i miał ze mną dzieci. I chcę się jeszcze na lepsze poprawić, ale zupełnie nie wiem, co mam dalej robić. Jak mamy wspólnie wyrzucić z siebie te negatywne emocje i wspomnienia po to, by wreszcie było OK? Bardzo proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak mogę sobie pomóc? Kochamy się, a jednak nam się nie układa...

Kocham chłopaka, który zranił mnie wiele razy, rozstawał się ze mną, po czym wracał, przepraszając i zapewniając mnie, że wtedy był głupi, że bardzo cierpiał beze mnie itd. Bardzo mnie bolało każde rozstanie. Jestem osobą wrażliwą. Zakochuję się mocno,...

Kocham chłopaka, który zranił mnie wiele razy, rozstawał się ze mną, po czym wracał, przepraszając i zapewniając mnie, że wtedy był głupi, że bardzo cierpiał beze mnie itd. Bardzo mnie bolało każde rozstanie. Jestem osobą wrażliwą. Zakochuję się mocno, angażując w związek całą siebie. Oddaję się partnerowi całkowicie, ufam mu i nie chcę innego mężczyzny. Bardzo dobrze się z nim czuję. Uwielbiam z nim przebywać. Nigdy nie zrobił mi kłótni, krzywdy (uderzył, obraził słownie). Zawsze był szarmancki, uroczy, kochany, miły. Dawał mi tyle ciepła i te oczy nie mogły kłamać, nie wierzyłam w to. Czułam się tak, jak gdyby on był jedyną osobą, której mogę wszystko powiedzieć. Nawet rodzicom tak nie mogę. Dla mnie miłość to miłość, czysta miłość. Nie potrafię tak jak niektórzy ludzie, co zrywają o byle co i znajdują kogoś nowego, jak gdyby nigdy nic. Ja otwieram się bardzo rzadko na ludzi, wpierw muszę nabrać zaufania. A są dziewczyny, które zawierają znajomości na dyskotekach, w Internecie, i od razu się spotykają z mężczyznami. Mam kolegów, jednak to są tylko koledzy. Nie czuję tego do nich, nie potrafię nawet. Byłam z innym mężczyzną, kiedy rozstałam się z moim ukochanym, ale nie byłam szczęśliwa w tym związku. I to tym razem ja zraniłam tego chłopaka, ale próbowałam go pokochać, zapomnieć o tamtym. Nawet mi się udało, ale na krótko. Z nim nie było tego samego uczucia, co z każdym innym;/ I potrafię sobie wymazać tego faceta z głowy. Nadal mieć z nim kontakt, powspominać miłe chwile. A z moją miłością życia nie potrafię. Tylko przy nim czuję mrowienie, drętwienie, zapiera mi dech i pragnę być z nim. Czuję się przeszczęśliwa. Traktuje mnie dobrze. Jedyną jego wadą jest to, że ciężki z niego facet, jest egoistyczny. Zdrowy egoizm nie jest zły, ale on, mówiąc mi po którymś tam powrocie, że już taki nie jest, kłamał, bo nadal taki jest:( Przez kilka miesięcy jest cudowny, później dziwnie się zachowuje, już nie spędza ze mną ciągle czasu, w sensie, że nie odstąpi czegoś w zamian za chwilę ze mną, woli iść na imprezę niż pogadać przez Internet, OK, ja się wstrzymuję, rozumiem, ma prawo się bawić, nie jestem dziewczyną, która trzyma na smyczy partnera... Potem jest kilka dni ciszy i czuję, że jest coś nie tak… on się wypiera, mówi, że jest OK, ale już nie ma tego szaleństwa na dzień dobry, ataku buziaków, entuzjazmu... Jest "hej" i "papa" potem z niego wyduszam "Coś się dzieje? Powinnam chyba wiedzieć", a on, że "Chodzi o nasz związek..." i w końcu mnie zostawia... Jednak pod warunkiem, że będziemy nadal się spotykać jako przyjaciele... ale ja tak nie potrafię;( Nie chcę patrzeć, jak jest z inną… jak ona go dotyka, całuje:( nie chcę, to mnie boli... Byliśmy ze sobą ponad 5 lat... a znaliśmy jeszcze 2 lata wcześniej... ale dlaczego on mi tak łamie serce:( Ja mu wybaczam jak głupia, bo z nim się czuję cudownie:( ale potem boję się, że jednak mu się odwidzi… spojrzy na związek trzeźwo, że jednak woli mieć swoje życie i zająć się sobą… A ja? Martwi go mój los? Ostatnio, wczoraj, zerwał ze mną, tłumacząc się tym, że dzieli nas odległość, a on nie potrafi tak, musi mieć dziewczynę przy sobie. Wszystko rozumiem, ale kiedy ostatni raz do mnie wracał, wiedział, jaka jest sytuacja. Byliśmy w innych miastach. Ja byłam z innym facetem. On był zazdrosny i jemu mnie odbił. Obiecał, że rozumie sytuację, będzie dobrze, damy radę. A jeszcze tylko kilka miesięcy do czerwca, a nawet maja miałabym być w innym mieście, a potem miałam pojechać do niego i mieliśmy być razem, mieszkać, uczyć się itd. A on mi wyjeżdża z tekstem, że problem to odległość? Chociaż piszemy ze sobą na Internecie codziennie, gadamy przez telefon, ja mam kamerkę internetową (Skype), więc o co mu chodzi? On jak sam przyznaje ciągle ma naukę, nie śpi, wkuwa, więc go pytam, gdzie znalazłby dla mnie czas w takiej sytuacji? Chyba to i dobrze, jak odetchnie ode mnie, będziemy mogli się skupić na sobie. Mogłabym jeszcze długo opowiadać, proszę o trzeźwą opinię osoby, która się na tym zna. Dopiszę jeszcze, jeśli ktoś odpowie. Ale dodam, że mówienie mi "zapomnij o nim, nie był wart" nic mi nie pomaga.

Co mam myśleć o zachowaniu męża?

Jestem z mężem od 4 lat, od półtora roku mężatką. Mąż wyprowadził się z domu pół roku temu. Zacznę może od początku. Moja siostra zostawiła kolegę męża. Od tamtej pory między nami zaczęły się spięcia. Razem knuli, żeby rozdzielić siostrę...

Jestem z mężem od 4 lat, od półtora roku mężatką. Mąż wyprowadził się z domu pół roku temu. Zacznę może od początku. Moja siostra zostawiła kolegę męża. Od tamtej pory między nami zaczęły się spięcia. Razem knuli, żeby rozdzielić siostrę i jej narzeczonego, teraz męża. Mamy synka, przestał mi pomagać przy dziecku, całe dnie spędzał poza domem, a jak już razem gdzieś wyjechaliśmy, to odnosiłam wrażenie, że jest ze mną jak za karę, liczył się tylko kolega. Miał pretensje do moich rodziców i do szwagra, że przez nich kolega nie jest z moją siostrą, tylko nie wiem, dlaczego ja muszę teraz cierpieć? Jest jakiś zazdrosny o szwagra, kiedy nie mogliśmy się porozumieć, pożaliłam się mamie, zadzwoniła do męża, chciała porozmawiać. On przyjechał z awanturą, wyprowadził się, potem wrócił, potem znowu zniknął na kilka dni. Zagroziłam rozwodem. Spakowałam jego rzeczy, nie zabrał, ale nie wrócił. Chciałam go nastraszyć i zawiozłam je tam, gdzie przebywał, czyli do mamy. Wniosłam o rozwód, ale nie byłam gotowa i wycofałam pozew też na jego prośbę. Pisaliśmy do siebie, że szkoda rodziny itd., ale kiedy wycofałam, to on kilka dni później powiedział, że żałuje, że wycofałam. Raz mi mówił, że mnie kocha, raz inaczej, że nie. Nie przychodzi do syna, tylko czasem na 15 min, raz mówi, że wróci, raz, że już nie, bo nie ma co ratować. Zarzuca mi zdrady, chociaż nigdy nie dałam mu powodu, potem mówi, że to przez moją rodzinę. Raz w kłótni, pół roku temu, my mieszkamy oddzielnie, ale to moje mieszkanie, rodzice przyjechali porozmawiać. Mama przy tej całej awanturze powiedziała, żeby wyszedł, jeśli mu nie odpowiada życie w rodzinie, że to ich i moje mieszkanie, a nie jego, tata go za to przeprosił, że padły niepotrzebne słowa. Potem on złożył pozew i też go wycofał, a teraz znowu chce rozwodu. Jestem załamana, nie wiem, co mam robić i myśleć. Moje życie straciło sens, ciągle płaczę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak naprawić związek z mężczyzną?

Witam serdecznie, ja już do Państwa pisałam. Mam 26 lat i jestem kobietą. Ostatnio Państwo, tzn. pół roku temu, napisali, że powinniśmy zgłosić się do lekarza. Jesteśmy razem jeszcze, ale coraz częściej myślę o tym, że jeżeli mąż nie zacznie...

Witam serdecznie, ja już do Państwa pisałam. Mam 26 lat i jestem kobietą. Ostatnio Państwo, tzn. pół roku temu, napisali, że powinniśmy zgłosić się do lekarza. Jesteśmy razem jeszcze, ale coraz częściej myślę o tym, że jeżeli mąż nie zacznie coś robić, żeby było lepiej, to ja sobie psychicznie z tym nie poradzę. Ta zdrada, o której mi powiedział rok temu. Teraz codziennie o tym myślę, nie wiem, jak się tego pozbyć. Do momentu kiedy mi powiedział, był cudowny i czuły (ideał). Ale potem tylko gorzej, bo stwierdził, że skoro wszystko wiem, to jest OK. A ja wiedziałam, że kłamie jeszcze i się nie pomyliłam, mówiłam mu to nie raz, ale mówił, że wymyślam. Teraz znowu powiedział resztę, a ja już przestałam mu ufać, albo mi się tylko tak wydaje. On nie wierzy, że jakiś lekarz może nam pomóc, więc ja też nie idę, bo sama nic nie zrobię, chociaż się starałam cały czas, to czułam się jeszcze gorzej, bo on nic nie robił. Nawet powiedział w nerwach, że mnie tu nikt nie trzyma. Czy zostało mi tylko wyprowadzić się albo nie odzywać? Oboje jak rozmawiamy, to chcemy, żeby było lepiej, ale ja już nie mam ochoty mu podpowiadać, co ma robić, a on jest taki skryty w sobie, że od śmierci córki jeszcze mniej mówi, i mówi, że nie wie, co robić, żeby było lepiej, a ja już nie mam siły, żeby mu pomagać. Co mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Koszt związku

Mężczyzna, lat 30, kilka lat temu leczony farmakologicznie na depresję (dwa różne środki na wychwyt zwrotny serotoniny plus dla równowagi preparaty nasenne), z wykresem EEG podobno wskazującym na cichy zawał ok. 2003-2004. Sytuacja jest taka, że pokochałem matkę kilkuletniej dziewczynki,...

Mężczyzna, lat 30, kilka lat temu leczony farmakologicznie na depresję (dwa różne środki na wychwyt zwrotny serotoniny plus dla równowagi preparaty nasenne), z wykresem EEG podobno wskazującym na cichy zawał ok. 2003-2004. Sytuacja jest taka, że pokochałem matkę kilkuletniej dziewczynki, żyjemy w innych miastach, ale są/były plany połączenia się. Przez nieco ponad pół roku wszystko było dobrze, a teraz katastrofa: przyjeżdżam do tej kobiety i jej dziecka (z małą się dobrze dogaduję, lubi mnie) i jestem świadkiem sytuacji następującej: mała się rozryczała, a babcia (czyli matka narzeczonej) z punktu do niej: zła jesteś, ojcu biologicznemu trzeba cię oddać, potem zestaw motywów typu fekalia plus obozy koncentracyjne, gotowa ilustracja do "Anatomii ludzkiej destrukcyjności". Przerwałem ten chory monolog. W zasadzie przyznano mi nawet słuszność, że dobrze zrobiłem. Proponuję szybki ślub i jak najszybsze zabranie małej z tego środowiska, ale teraz najtrudniejsze: ze strony narzeczonej pojawia się w tym momencie ściana, rozluźnienie kontaktu, pretensje o każdy drobiazg, a o komentowanie matki w szczególności. Twierdzi, że sytuacja jednorazowa, a ja robię z tego coś większego. Bardzo przepraszam, ale przemoc psychiczna wobec dziecka nie jest drobiazgiem, nad którym umiem przejść do porządku dziennego. Po dwóch tygodniach takich rozmów uruchamia mi się bezsenność, kołatanie serca, ogólne rozbicie. Ja już nie wiem, jak się w tej sytuacji odnaleźć - po atakach ze strony narzeczonej, która do tej pory zawsze chciała, bym był po stronie dziecka (co zresztą przychodziło naturalnie), po odrzucaniu czy odkładaniu na przyszłość propozycji ślubu, na którą dotychczas reagowała dobrze, wobec mojej obawy przed powrotem depresji i zagrożeniem kardiologicznym.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Przestałam żywić jakiekolwiek uczucia do męża, jestem załamana, ponieważ od ponad roku nie śpimy ze sobą

Mam poważny problem: od pewnego czasu nie czuję miłości i pociągu seksualnego do męża. Jest mi bardzo ciężko żyć tak dalej. Mąż jest również załamany tą sytuacją i mimo podejść do mnie, nic to nie daje, jest jeszcze gorzej. Odpycha...

Mam poważny problem: od pewnego czasu nie czuję miłości i pociągu seksualnego do męża. Jest mi bardzo ciężko żyć tak dalej. Mąż jest również załamany tą sytuacją i mimo podejść do mnie, nic to nie daje, jest jeszcze gorzej. Odpycha mnie to, co kiedyś przyciągało! Czy moje małżeństwo jest już skończone??? Proszę, pomóżcie mi, potrzebuję ratunku!!!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy to depresja, co mam robić?

Witam! Pewnie dostaje Pani masę takich maili, ale muszę się ratować każdą dostępną opcją pomocy. Jestem z dziewczyną nieco ponad dwa lata, najszczęśliwsze lata w moim życiu. Niedługo planowałem zaręczyny, za rok ślub... Ale dwa tygodnie temu moja dziewczyna...

Witam! Pewnie dostaje Pani masę takich maili, ale muszę się ratować każdą dostępną opcją pomocy. Jestem z dziewczyną nieco ponad dwa lata, najszczęśliwsze lata w moim życiu. Niedługo planowałem zaręczyny, za rok ślub... Ale dwa tygodnie temu moja dziewczyna stwierdziła, że "zależy jej na mnie, kocha mnie, ale nie wie, czy jest szczęśliwa...". Dałem jej trochę czasu, po tygodniu spotkaliśmy się i doszliśmy do porozumienia, że chcemy naprawić to, co się da, ale zaznaczyła, że ona nadal ma wątpliwości. Gdzieś usłyszałem, że najlepiej, jak dam jej czasu tyle, ile potrzebuje, jeśli mamy być razem, to odezwie się, kiedy stwierdzi, że jednak za mną tęskni. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Każdy dzień, każda minuta, godzina niepewności w sytuacji, kiedy kocham ją całym sercem, jest dla mnie całym światem, tlenem i nie wyobrażam sobie życia bez niej, jest koszmarem. Powinienem pisać pracę magisterską, ale nie potrafię się skupić absolutnie na niczym. Wszystko jest dla mnie bezsensem, odechciewa mi się żyć, kiedy myślę, że może mnie wkrótce opuścić. Każdy centymetr mojego życia kojarzy mi się z nią. W ciągu tych dwóch lat wydarzyło się tyle rzeczy, że można by obdzielić nimi związek przynajmniej 4-letni. Obwiniam się za to wszystko, bo może rzeczywiście byłem zbyt zazdrosny, nie dawałem zawsze wolnej przestrzeni dla siebie, ale po prostu tego nie zauważyłem. Nie zauważyłem, że ją ranię, mimo że jak wspomniałem, kocham ją bezgranicznie i na pewno jej ufam. Nie ufam za to innym ludziom. Obecnie tkwię w domu, zacząłem palić papierosy, rzadko jadam. Po pierwszej rozmowie, kiedy dowiedziałem się, jaki jest problem, zacząłem się sypać. Obecnie mam wrażenie, jakbym był zawieszony w powietrzu, albo spadnę, albo pofrunę, jednak czuję, że jestem metr nad ziemią. Jakby ktoś przyłożył rękę, żebym się dalej nie sypał, ale tę rękę w każdej chwili można odsunąć... Proszę o pomoc, bo wariuję, odchodzę od zmysłów. Nikodem

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak uratować nasz związek po zdradzie?

Przez ponad pięć lat tworzyłem związek z moją dziewczyną i jej dwójką dzieci z poprzedniego małżeństwa. W lutym tego roku okazało się, że zdradza mnie ze swoim dyrektorem. O sprawie dowiedziałem się po części od dzieci, a do reszty...

Przez ponad pięć lat tworzyłem związek z moją dziewczyną i jej dwójką dzieci z poprzedniego małżeństwa. W lutym tego roku okazało się, że zdradza mnie ze swoim dyrektorem. O sprawie dowiedziałem się po części od dzieci, a do reszty przyznała się sama. W dniu, kiedy poznałem prawdę, oświadczyłem jej, że wybaczam i postaram się szybko zapomnieć. Powiedziałem, że nadal ją kocham i że musimy teraz szybko się pobrać. Poprosiłem też, aby jak najszybciej zwolniła się z pracy i zerwała kontakty z dyrektorem. Następnego dnia oświadczyła, że dyrektor nie zgadza się, aby opuściła pracę i że nie zerwie z nim kontaktów, gdyż zaprzyjaźniła się z nim, a poza tym on jest jej przełożonym i kontakty utrzymywać muszą, choćby ze względów służbowych. Nadal twierdziła, że mnie kocha i że chce być ze mną. Ale gdy przychodził wieczór, spała z dziećmi i ciągle pisała z nim SMS-y, które natychmiast usuwała z telefonu. Na propozycję ślubu i kolejnego dziecka mówiła, że musi przemyśleć to wszystko i poukładać. Sytuacja trwała tak przez tydzień, zapewniała mnie, że nic już ich nie łączy, że go nie kocha, ale zaczęła też twierdzić, że nie wie, czy kocha mnie. W pewnym momencie stwierdziła, że musi pewien czas pomieszkać sama, aby zobaczyć, z którym z nas pragnie być. Pod koniec tygodnia oświadczyła, że pojedzie w odwiedziny do rodziny. Jak się okazało, noc spędziła z nim. Nazajutrz kazałem jej wynieść się z domu, co uczyniła, wprowadzając się do niego. Gdy mnie odwiedziła, oświadczyła, że znalazła sobie mieszkanie i w następnym tygodniu sama tam się wprowadza razem z dziećmi bez niego, gdyż nie wie, czy go kocha i czy chce być razem z nim. Podczas naszej rozmowy poprosiłem ją, aby wróciła, że nadal ją kocham i że chcę mieć z nią dziecko oraz wziąć ślub. Ona odparła, że sama nie wie, co już ma robić, że nie ma ochoty już żyć. Poprosiłem, aby jak najszybciej się wyprowadziła od niego. Podczas rozmowy z nią odniosłem wrażenie, że jest bardzo manipulowana przez swojego dyrektora i boi się podjąć własną decyzję. Moja dziewczyna jest osobą, którą w dzieciństwie opuścił ojciec, gdy miała cztery lata. Gdy miała kilkanaście lat, zmarł jej ukochany dziadek, a ponad rok temu odszedł po ciężkiej chorobie jej bardzo dobry wujek. Na życiu mojej dziewczyny duże piętno odcisnęła matka, która też przeżyła kilka związków, a obecnie żyje samotnie. Moja dziewczyna po pięcioletnim związku małżeńskim i urodzeniu dwójki dzieci rozstała się z mężem. Powodem miało być znęcanie się nad nią przez byłego męża, teraz po rozmowach z jej matką i siostrą, okazało się, że kłamała. Prawdziwym powodem była jej zdrada z najlepszym kolegą męża. Gdy zdradziła mnie, również swojemu kochankowi powiedziała, że ja znęcam się nad nią i naszymi dziećmi. Moja dziewczyna ma również problemy z alkoholem - w ostatnim czasie częściej zaczynała pić, zaniedbując dzieci, dom, mnie i zwierzęta, które bardzo kocha, tj. psa i kota. Ja przyznałem się, że w ostatnim czasie zaniedbałem też ją, skupiając się na pracy, na porządku w domu. Ponadto w ostatnim czasie przechodziłem terapię antyretrowirusową i moja sprawność seksualna też trochę spadła, co wypominała mi moja dziewczyna. W tej sytuacji nie wiem, co mam robić, jak dalej się zachowywać, jak jej pomóc. Bardzo pragnę być z nią na zawsze, ale boję się, aby sytuacja się nie powtórzyła, boję się, że rodzina i nasi znajomi, którzy ciągle każą mi zakończyć ten związek, odwrócą się od niej, od nas, gdy znowu będziemy razem, nie będą chcieli zrozumieć naszej decyzji. Jak mam przede wszystkim odzyskać ją i pomóc jej zaakceptować i pogodzić się z tym, co zrobiła? Proszę o pomoc i wskazówki, gdyż bardzo ją kocham i nie chcę jej stracić.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak walczyć o żonę?

Witam serdecznie. Mam na imię Marcin i mam 26 lat. Jestem żonaty od prawie trzech lat. Cztery lata temu, kiedy z moją żoną byliśmy zaręczeni, zdarzyło mi się mieć krótki romans, trwający ok. miesiąca z inną dziewczyną. Nie wiem,...

Witam serdecznie. Mam na imię Marcin i mam 26 lat. Jestem żonaty od prawie trzech lat. Cztery lata temu, kiedy z moją żoną byliśmy zaręczeni, zdarzyło mi się mieć krótki romans, trwający ok. miesiąca z inną dziewczyną. Nie wiem, co mnie do tego skłoniło, pewnie fakt, że pracowaliśmy za granicą, ale w innych krajach. Byłem bardzo zazdrosny o swoją narzeczoną i nie poradziłem sobie z tym. Kiedy wróciliśmy do siebie, ja zataiłem ten fakt, pobraliśmy się i przez prawie dwa lata oszukiwałem swoją żonę. Kiedy powiedziałem prawdę, żona bardzo się załamała, a ja przez rok nie robiłem nic, żeby jakoś to naprawić, bo nie wiedziałem, co mam zrobić. Kocham bardzo moją żonę i chcę dla niej jak najlepiej, proszę o radę, jak mam postępować, jaki powinienem być, co robić, kiedy ona płacze. Najbardziej boli ją to, że tak długo ją okłamywałem. Co teraz zrobić, żeby odbudować to zaufanie, żeby żona uwierzyła w to, że jej nie okłamuję. A co się stało, to było tylko wtedy. Prawdy bałem się powiedzieć, bo myślałem, że odejdzie ode mnie. Byłem tchórzem, ale teraz bardzo tego żałuję. Ostatnio żona powiedziała, że już nie ma siły tak żyć i podejrzewała to, że ją okłamywałem przez ten czas. Naprawdę bardzo się kochamy i nie chcemy się rozstać. Ja na dodatek mam trudny charakter i nie umiem mówić o tym, co czuję. Proszę powiedzieć, co mam robić? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Kiedy na terapię?

Mam 33 lata. Jesteśmy razem prawie 13 lat. Miesiąc temu dowiedziałam się, że mąż od ponad roku ma romans z 20-latką i że się w niej zakochał, chce z nią być. Powiedział mi także, że oprócz dziecka nic już nas...

Mam 33 lata. Jesteśmy razem prawie 13 lat. Miesiąc temu dowiedziałam się, że mąż od ponad roku ma romans z 20-latką i że się w niej zakochał, chce z nią być. Powiedział mi także, że oprócz dziecka nic już nas nie łączy. Jednak poprosiłam go o jeszcze jedną szansę ratowania naszej rodziny, bo mamy 6-letnią córkę, a ja mimo odrazy do samej siebie za to jak się upokarzam, nadal Go kocham. Zgodził się i wrócił do domu. Wiem, że może nam pomóc terapia. Kiedy powinniśmy się na taką terapię wybrać? Kiedy będzie odpowiedni moment? Dodam jeszcze, że mąż wrócił do nas dwa tygodnie temu, mogę się do niego przytulać, ale nie zgadza się na seks. A może nie ma sensu walczyć? Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Niekontrolowane emocje a problemy w związku

Mam bardzo poważny problem. Może zacznę od samego początku. W roku 2009 w marcu rozstałam się z chłopakiem. Byliśmy razem sporo czasu. Ciężko zniosłam to rozstanie, ale jakoś się podniosłam, gdyż wiedziałam, że muszę. Mój eks nie był dla...

Mam bardzo poważny problem. Może zacznę od samego początku. W roku 2009 w marcu rozstałam się z chłopakiem. Byliśmy razem sporo czasu. Ciężko zniosłam to rozstanie, ale jakoś się podniosłam, gdyż wiedziałam, że muszę. Mój eks nie był dla mnie dobry. Zakochałam się po uszy i on również, ale darzył mnie chorą miłością. Zazdrość, wieczne kłótnie itp. Był strasznie zazdrosny, nawet o to, że wychodzę do miasta z moją własną mamą. Po związku z nim został w mojej psychice ślad, jakiś wewnętrzny lęk. Po 6 miesiącach od rozstania poznałam wspaniałego człowieka. Jest dla mnie niesamowity. Jednak nie wiem, czy długo ze mną wytrzyma. Czepiam się go o szczegóły, w ostatnim czasie ciągle się kłócimy, bo wymyślam jakieś problemy, a dotychczas było wszystko w porządku. Boję się, że nie wytrzyma ze mną i mnie zostawi. Zauważyłam, że popełniam podobne błędy, jakie popełniał wobec mnie mój były. Teraz kiedy kłócę się z moim obecnym, od razu wpadam w furię i płaczę pół dnia. Nie wiem, jak sobie z tym radzić. W naszym związku jest idealnie, a ja to psuję. Jak mam sobie poradzić ze sobą?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak się pozbyć natrętnych myśli o przeszłości mojej dziewczyny?

Jestem w związku z kobietą młodszą o 13 lat, jesteśmy razem szczęśliwi, ale wymusiłem od niej opowieści o jej byłych związkach, prosząc o szczegóły. Nie mam powodów, by być zazdrosny o dziś, o teraz, ale jak cokolwiek mi się skojarzy...

Jestem w związku z kobietą młodszą o 13 lat, jesteśmy razem szczęśliwi, ale wymusiłem od niej opowieści o jej byłych związkach, prosząc o szczegóły. Nie mam powodów, by być zazdrosny o dziś, o teraz, ale jak cokolwiek mi się skojarzy z tym, co ona przeżywała dawniej z kimś, wpadam w depresję. Zaczynam jakimś wątkiem prawdy, a resztę sobie dopowiadam, nie znając prawdy. Nie mogę pójść na basen, bo ona kiedyś tam była z kimś innym, a później się kochali. I temu podobne historie. Nie potrafię zostawić tych myśli i wiem, że to samodestrukcja, a nie chcę zniszczyć najpiękniejszej miłości. Czy to jest chora zazdrość? Czy może lubię mieć stany depresyjne, podświadomie dążąc do nich? Trudno mi to wszystko poukładać, a chciałbym zamknąć złe myśli, czy jest jakiś sposób na to? Myślę, że to się zaczęło, gdy się okazało, że mnie okłamała pierwszy raz i teraz mi bardzo trudno zbudować zaufanie. Po kilku pierwszych spotkaniach powiedziałem jej moje motto, że kłamstwo ma krótkie nogi, a prawda obroni się sama. Gdy ją zapytałem, dlaczego kłamała, odpowiedziała, że nie chciała mnie martwić niczym, że to przeszłość, że nie chce do tego wracać. Najbardziej boję się, że kiedyś coś wyjdzie z jej przeszłości, o czym nie wiem, coś, w czym mnie okłamała, i znów wpadnę w depresję. Czy to wymaga leczenia? Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Krzywdzenie się podczas impulsu

Nie wiem, od czego mam zacząć. Jestem z chłopakiem od 3 lat. Zaczęło się psuć wszystko od jakiegoś roku, gdy on zaczął mnie wyzywać i mówić przykre rzeczy, że jestem gruba, brzydka. Ale jest problem, bo bardzo go kocham. Potem...

Nie wiem, od czego mam zacząć. Jestem z chłopakiem od 3 lat. Zaczęło się psuć wszystko od jakiegoś roku, gdy on zaczął mnie wyzywać i mówić przykre rzeczy, że jestem gruba, brzydka. Ale jest problem, bo bardzo go kocham. Potem zaczęły się częste kłótnie i wyzwiska. A ja wtedy sięgałam po jakieś tabletki, które miałam pod ręką. Płakałam, byłam zła i skrzywdzona. Czułam się okropnie. Te kłótnie były prawie codziennością. A do tego nieprzespane noce, zmęczenie. Nie wiem, co robić, czy to powinnam leczyć? Boję się, że w trakcie kłótni zrobię sobie krzywdę :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Jak mam odbudować zaufanie mojej żony?

Witam, proszę o jak najszybszą odpowiedź. Mam na imię Marcin i jestem żonaty. To jest profil mojej żony, pisała do was już w tej sprawie chyba. Mam 25 lat. Jesteśmy prawie trzy lata po ślubie. Przed ślubem miałem romans...

Witam, proszę o jak najszybszą odpowiedź. Mam na imię Marcin i jestem żonaty. To jest profil mojej żony, pisała do was już w tej sprawie chyba. Mam 25 lat. Jesteśmy prawie trzy lata po ślubie. Przed ślubem miałem romans, zostawiłem narzeczoną, teraz żonę. Oddawałem pierścionek dla świętego spokoju, że się odczepi, dałem jej, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałem, że nie, bo brałem tam inną. Wstyd mi o tym pisać, bo wiem, że to był błąd mojego życia. O zdradzie powiedziałem jej rok temu, ale nie wszystko. Nie mówiłem dla jej dobra, ale wyszło na odwrót. Ostatnio całą resztę, bo jest coraz gorzej. Ona nie może o tym zapomnieć i mówiła mi cały czas, że ją okłamuję, a ja mówiłem, że nie. Ostatnio chciała sobie coś zrobić, wtedy przejrzałem na oczy, że raz już ją straciłem i teraz też tak mogło być. Powiedziałem jej o tym, jak nasza córka, która zmarła, wtedy jeszcze żyła, ale było pewne, że lepiej nie będzie. Strasznie to przeżyliśmy. Teraz nie potrafi zapomnieć o tym, jak długo ją okłamywałem, wszystko poddaje w wątpliwość. Ja nie wyobrażam sobie życia bez niej. Wiem, że źle zrobiłem, ale nie wiem, jak to zrobić. Pochodzę z rodziny, w której nie było rodziców przy mnie, moja żona miała rodzinę pełną miłości, ja nie. Nie wiem, jak jej pomóc. Jak odbudować zaufanie. Co robić, co mówić? Nie chcę, żeby odeszła, bo już raz tak mówiła, że może wtedy coś zrobię, nie chcę tego. Wiem, że mam trudny charakter, ale ja jej nie chcę krzywdzić więcej. Co mam robić? Pomóżcie, proszę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nie wiem, jak dalej postąpić...

Właśnie rozpadł się mój 2,5-letni związek. On był rozwodnikiem, zaczęliśmy się spotykać ok. 3 mies. po jego rozwodzie. Miałam sporo oporów, ale od spotkania do spotkania... i staliśmy się parą. Oporów jednak dalej do końca się nie pozbyłam....

Właśnie rozpadł się mój 2,5-letni związek. On był rozwodnikiem, zaczęliśmy się spotykać ok. 3 mies. po jego rozwodzie. Miałam sporo oporów, ale od spotkania do spotkania... i staliśmy się parą. Oporów jednak dalej do końca się nie pozbyłam. On zachowywał się cudownie, nosił mnie na rękach, mogłam na nim polegać. Zepsuło się jakieś 2 mies. temu. Zaproponował mi, żebyśmy zdystansowali się do życia i żebym przemyślała, czego ja tak naprawdę chcę. Powiedział mi, że dzieje się z nim coś dziwnego, że nie ma na nic ochoty, myślałam więc, że to przemęczenie (2 prace, aplikacja i doktorat). Po kilku dniach posprzeczaliśmy się i nastąpiło rozstanie. Stwierdził , że potrzebuje samotności i że nie czuje do mnie tego samego, co na początku znajomości, że nie kochałam go tak, jak on tego oczekiwał, chociaż próbował przez tyle czasu to uczucie we mnie rozbudzić, że w moim zachowaniu tego uczucia nie widzi i że nigdy nie pogodziłam się z faktem, że jest rozwodnikiem, a on chce mieć rodzinę. Powiedziałam mu, że nie mogłabym go nie kochać, będąc z nim przez tyle czasu. On jednak wszystkie moje słowa obracał przeciwko mnie i zarzucił mi po raz pierwszy w życiu manipulację. Powiedział, że on szuka miłości, żebym mu na to pozwoliła... Trochę walczyłam, ale w końcu poddałam się i życzyłam mu powodzenia. On odzywał się do mnie od czasu do czasu, pytając, jak się czuję, jak sobie radzę, i twierdził, że sam jest w rozsypce (nie może skupić się na doktoracie, nie może jeść, spać itd.), teraz wiem, że wziął urlop. Po dwóch miesiącach już prawie na chłodno zastanawiam się, z czego wynika jego stan? Zawsze w okresie zimowym miał skłonność do melancholii, w związku z tym, co roku w zimie wyjeżdżaliśmy do ciepłych krajów, to go może jakoś trzymało (w tym roku nie wyjechaliśmy). Może za szybko po rozwodzie wszedł w nowy związek i nie miał czasu na tzw. żałobę, i przeżywa to w tej chwili (on złożył wniosek, dzieci nie mieli, chociaż on chciał)? Może cierpi na tzw. głód miłości? Może po prostu jest przepracowany i to jest skutek? Sama nie wiem już, co myśleć, ja go kocham, on prosi mnie o wybaczenie, bo podobno również chciał, aby ten związek się udał. Z jednej strony mówił mi, że jest pewien swojej decyzji, z drugiej, że nie wchodzi się dwa razy do rej samej rzeki, z trzeciej twierdzi, że to być może ja jestem jego największą miłością, ale nic na siłę i to się okaże. Nie wiem, jak mu pomóc i czy w ogóle jest sens pomagać, bo być może sam sobie najlepiej pomoże?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper
Patronaty