Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Nie radzę sobie

Jesteśmy ze sobą 5 lat. Od 2 lat mieszkamy razem. Zamiast zbliżyć się do siebie, oddaliliśmy się. Nie kochamy się, a nawet jak dochodzi do zbliżenia, nie szczytujemy, nie mamy przyjemności. Ostatnio odkryłam, że mój partner siedzi na internecie na...

Jesteśmy ze sobą 5 lat. Od 2 lat mieszkamy razem. Zamiast zbliżyć się do siebie, oddaliliśmy się. Nie kochamy się, a nawet jak dochodzi do zbliżenia, nie szczytujemy, nie mamy przyjemności. Ostatnio odkryłam, że mój partner siedzi na internecie na stronach porno. Czuję teraz do niego obrzydzenie, nie potrafię sobie pomóc z tym, ponieważ byłam zakompleksiona, ale teraz naprawdę bardzo obniżył mi samooocenę.. nie mam już sił.. jest mi ciężko, bo już wiem dlaczego nie ma na mnie ochoty. Proszę o pomoc, co robić, jak postąpić.. jakiej rady potrzebuję. Z góry dziekuję

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mam sobie poradzić z odrzuceniem?

Mam 23 lata, jestem gejem. Od 4,5 roku mam chłopaka. Ma 30 lat. To bardzo specyficzny związek oparty na zaufaniu, romantyzmie i "miłości na całe życie". Dotychczas byliśmy razem bardzo szczęśliwi, mówiliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni i że...

Mam 23 lata, jestem gejem. Od 4,5 roku mam chłopaka. Ma 30 lat. To bardzo specyficzny związek oparty na zaufaniu, romantyzmie i "miłości na całe życie". Dotychczas byliśmy razem bardzo szczęśliwi, mówiliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni i że zawsze będziemy razem, nie mogę bez niego wytrzymać 2 dni, widujemy się niemal codziennie itd. Po prostu bajka. Problemy jakie nas dotyczyły były dotychczas błahe, czasem byłem zazdrosny o jego heteroseksualnych kolegów. Nigdy nie mieliśmy znajomych innych gejów, nie mieliśmy takiej potrzeby. Poza tym czasem ja nie chciałem z nim jechać np. na narty albo w góry, bo nie lubię tego i czasem o to były małe sprzeczki. Obecnie: był 4 tygodnie na wyprawie w tropikach, pisał czułe maile. Wrócił i coś się zmieniło. Nie poznaję go. Naciskałem, by powiedział o co chodzi i okazało się, że nie jest ze mną szczęśliwy, że jest miedzy nami mnóstwo problemów i że dopiero jak miał dużo czasu, to to zobaczył. Jestem w szoku, już mi nie mówi, że nie może beze mnie żyć, choć mówi, że mnie kocha i chce być nadal razem. Okazało się, że dał anons w Internecie, że szuka przyjaciela, bo chciał z kimś porozmawiać o problemach i się poradzić. Spotkał się z tym kimś dwa razy. Mówi, że nie było seksu i że już więcej się nie spotka z nim. W pierwszej chwili chciałem odejść, ale nie dał mi, jak chciałem z nim zerwać, to szedł za mną i gadał różne rzeczy, trwało to odchodzenie kilka dni i wreszcie zostałem, podczas tych paru dni próbowałem się udusić paskiem i powiesić, ale gdy już nie mogłem wytrzymać, wyplątywałem się :( Ciągle płaczę i jestem nie do życia. Skończyła się moja bajka, tak w nas wierzyłem i nie umiem sobie świata ułożyć. Jest inny niż był, a ja nie wiem czemu, przedstawia mi nową wizję przeszłości, która jest zła i w której o niego nie dbałem, a było inaczej i zawsze był szczęśliwy, mam na to dowód w listach i prezentach jakie wymienialiśmy :( często myślę o samobójstwie, w okropnie racjonalny sposób. Dziś byłem w sklepie i chciałem kupić sznur :( ale uciekłem przerażony własnymi pomysłami :( Nie umiem o tym rozmawiać z mamą, która jest mi bardzo bliska, czy znajomymi, jest mi wstyd za niego i wstyd, że nie odszedłem, bo głęboko mnie zranił. Jak to ma teraz być? Jest nieszczęśliwy, zły, a chce nadal ze mną być. Co mam zrobić? Dodam, że jakiś czas temu miał operację i zagrożenie życia, teraz jest już zdrowy, źle to na niego wpłynęło, ma mniejszą ochotę na ludzi i często jest zniechęcony. Czasem myślę, że ma jakąś ukrytą depresję, ale on tak nie myśli. Był też u wróżki, której irracjonalnie wierzy i powiedziała mu, że nie pasujemy do siebie, więc jest nastawiony źle. Co ja mam robić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zazdrość o byłe związki partnera

Witam, mam 24 lata. Od jakiegoś czasu notorycznie zaczęłam myśleć o byłych związkach mojego partnera. Rozmyślałam, co mi kiedyś mówił, że był z inną itp. W tej chwili przez te myśli nie mogę spać i jeść, nie mogę się od...

Witam, mam 24 lata. Od jakiegoś czasu notorycznie zaczęłam myśleć o byłych związkach mojego partnera. Rozmyślałam, co mi kiedyś mówił, że był z inną itp. W tej chwili przez te myśli nie mogę spać i jeść, nie mogę się od nich uwolnić. Jak sobie z tym poradzić? Teraz mój partner nie chce o tym rozmawiać. Jesteśmy razem 7 lat. Pomocy! Jak uwolnić się od tego stanu?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy potrzebuję pomocy fachowca?

Mam 31 lat i jestem kobietą. Po ślubie jestem 11 lat. Mąż od dawna mnie oszukiwał, nawet z bardzo błahych powodów. Wiele razy mu mówiłam, żeby przestał kłamać. On potrafił kłamać mi prosto w oczy i tłumaczył, że kłamstwem chciał...

Mam 31 lat i jestem kobietą. Po ślubie jestem 11 lat. Mąż od dawna mnie oszukiwał, nawet z bardzo błahych powodów. Wiele razy mu mówiłam, żeby przestał kłamać. On potrafił kłamać mi prosto w oczy i tłumaczył, że kłamstwem chciał uniknąć awatur i że kłamał, by mnie nie ranić. Doszło do tego, że podejrzewam go o zdradę, chociaż on twierdzi, że nie mógłby mi tego zrobić, a pisał SMS-y niby jeden do koleżanki z pracy, by mi zrobić na złość, bo był zazdrosny o moich kolegów, ale on ukrył tego SMS-a, a dowiedziałam się przypadkiem. Przez 3 lata twierdził, że ona napisała do niego, bo ją poprosił. Teraz mówi, że ona mu odpisała, bo on jej napisał. Wcześniej wypierał się, że w ogóle z nią gadał. Gdy już nie mogłam znieść tych kłamstw i chciałam odejść, on zaczął mnie szatażować, że się zabije. Nie jadłam, nie spałam. Dodam, że mamy dwoje dzieci, ktore patrzyły na to wszystko, i płakały budzone po nocach. On im mówił, że mama im znajdzie lepszego tatusia, bo on nic nie jest wart. Teraz mówi, że rozumie, co źle zrobił i że tak już nie postąpi, i żałuje wszystkiego. Ja już nie potrafię wierzyć i nie wiem, co mam zrobić. Kłamstwa, szantaże to wszystko było nie raz i nie wiem, czy potrafię sobie z tym poradzić. Proszę o opinię.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy ratować małżeństwo? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Jesteśmy półrocznym małżeństwem. Nasz problem polega na tym, że nie mieszkamy obecnie razem. Widujemy się w weekendy. Mąż mieszka z rodzicami. On i jego rodzice uważają, że powinniśmy mieszkać z nimi w ich domu. Ja mam swoje mieszkanie w...

Jesteśmy półrocznym małżeństwem. Nasz problem polega na tym, że nie mieszkamy obecnie razem. Widujemy się w weekendy. Mąż mieszka z rodzicami. On i jego rodzice uważają, że powinniśmy mieszkać z nimi w ich domu. Ja mam swoje mieszkanie w bloku i wolę mieszkać na swoim, zwłaszcza, że sytuacja w domu męża nie jest najlepsza. W święta teść wyzwał mnie i powiedział, że pobije, bo się dowiedział, że nie jesteśmy zdecydowani, by z nimi zamieszkać. To już trzecia taka afera z ich strony. Dodatkowo mąż pracuje z ojcem i ten rok jest uwiązany z ich domem. Twierdzi, że jest zmęczony po pracy i nie jest w stanie codziennie jeździć do mnie (tj. 27 km). Siostra i teściowa męża nie akceptują mnie. Mąż po naszej kłótni żalił się siostrze. Przeczytałam tę rozmowę. Słucha rad siostry następujących: weźcie separację, nie ustępuj jej, nie miej z nią dziecka, bo będzie później za późno itd. Mąż za wszelką cenę chce mieszkać w domu rodziców. Ja chcę mieszkać na swoim. Nie wchodzi w grę żaden kompromis ze strony męża, ani kupno mieszkania bliżej rodziców jego, ani zmiana pracy jego. Ja panicznie się boję tam zamieszkać po tych sytuacjach. Nie wiem, czy jest nadzieja dla nas? Zadaję sobie pytanie, czy warto walczyć o to małżeństwo? Jeżeli tak, to co mogę zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Najważniejsze jest dobro dziecka, ale ja też chcę być szczęśliwa

Mam 19 lat, mam na imię Anastazja. Niedawno urodziłam syna (7 mies. temu). Wraz z moim partnerem od początku nie zawsze byliśmy szczęśliwi, a mnie się wydawało, że tak po prostu być musi, że taka kolej rzeczy, że jestem w...

Mam 19 lat, mam na imię Anastazja. Niedawno urodziłam syna (7 mies. temu). Wraz z moim partnerem od początku nie zawsze byliśmy szczęśliwi, a mnie się wydawało, że tak po prostu być musi, że taka kolej rzeczy, że jestem w ciąży i muszę z nim być. Niestety od paru miesięcy jestem w totalnej rozsypce i nie jest to depresja poporodowa. Mam po prostu problem, chciałabym się związać z kimś innym, z kimś kto kocha mnie (małego również), kto traktuje mnie jak KOBIETĘ. Przy nim czuję się szczęśliwa, dowartościowana. Ale wszystko to ginie, gdy tylko zaczynam ten temat z rodzicami. Przez nich, choć byłam pewna swojej decyzji, zaczęłam znów się wahać. A przy moim obecnym partnerze czuję się mało kobieca, nie kocham go. Nie wiem, co mam robić, nie widzę sensu w życiu, skoro mam trwać przy kimś jedynie z PRZYZWYCZAJENIA.(Jesteśmy razem 3 lata). Najważniejsze jest dla mnie dobro małego, ale sama chcę również być szczęśliwa, a wiem, że tamten człowiek może nam to szczęście dać. CO ROBIĆ? :(:(:(:((

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak poradzić sobie z przeszłością?

Witam, mam 21 lat i chciałabym uzyskać poradę, dlaczego nie mogę zatrzymać mężczyzny na dłużej? Moje związki trwają najdłużej pół roku, albo trochę dłużej. Każdy związek kończy mężczyzna, mówiąc, że już mnie nie kocha. Każdy mi mówi, że mam takie...

Witam, mam 21 lat i chciałabym uzyskać poradę, dlaczego nie mogę zatrzymać mężczyzny na dłużej? Moje związki trwają najdłużej pół roku, albo trochę dłużej. Każdy związek kończy mężczyzna, mówiąc, że już mnie nie kocha. Każdy mi mówi, że mam takie dobre serce, że jestem wartościowym człowiekiem, ale co z tego skoro, nudzę im się po jakimś czasie! Cały czas się zastanawiam, co jest we mnie takiego, że oni odchodzą. Jeśli jestem w związku, to nie ograniczam wolności drugiej osoby, nie zamykam go w złotej klatce, zgadzam się na kompromisy. Uważam, że jestem inteligentną kobietą, nie zachowuje się jak idiotka, jestem i poważna i wesoła w zależności od sytuacji. Gdzie tu jest problem? Co jest nie tak? Chciałabym również poruszyć drugi temat związany również z miłością. Otóż 2 lata temu połączyło mnie coś więcej z moim ówczesnym przyjacielem, którego znałam ponad 5 lat. Z nim zerwała dziewczyna, a ze mną facet, no i tak razem w tej niedoli się pocieszaliśmy. Któregoś wieczoru jednak zaszło to dalej, zaczęliśmy się całować. Na drugi dzień napisał mi, że nie żałuje tego, co się stało i że podobało mu się, ja miałam podobne myśli. I tak spotykaliśmy się nadal jak wcześniej, ale zawsze kończyły się już w inny sposób. Po pewnym czasie zaczęłam czuć do niego coś więcej niż tylko pożądanie... Zakochałam się. Spotkania nadal trwały, lecz mnie coraz bardziej umacniały w uczuciu. W końcu zdecydowałam się wyznać co czuje, ale co dostałam w zamian? Tylko westchnął, bo nie wiedział, co miał powiedzieć. Mimo tego chciał się ze mną nadal widywać, zwodził mnie pięknymi słowami, swoim zachowaniem, wyglądał tak jakby czuł coś więcej do mnie ale nic nie mówił o swoich uczuciach. Gdy zabrnęło to za daleko i gdy zaczęłam go naprawdę mocno kochać, napisałam do niego o moich wątpliwościach i chciałam w końcu jakiś wyjaśnień. Napisał mi, że nie czuje tego co ja... Teraz najbardziej nie boli mnie to, że mnie nie kocha, lecz to, że kiedy miał już świadomość, że czuje do niego coś więcej, NIE WYCOFAŁ SIĘ! Nie zrobił nic! Brnął w to dalej! Stawiam w takim razie pytanie, co dla niego znaczyła przyjaźń, która nas wcześniej łączyła? Czemu w imię przyjaźni, w imię szacunku, nie przerwał tego, nie powiedział grzecznie, że trzeba z tym skończyć?! Może teraz utrzymywałabym z nim kontakt, a tak spaliłam mosty za sobą i nie utrzymuję żadnego kontaktu. Nie rozmawiam o nim ze znajomymi, unikam wszelkich miejsc, gdzie ewentualnie mógłby być i muszę powiedzieć, że do tej pory ani razu się z nim nie widziałam. Ale najgorsze jest teraz to, że niestety wracam myślami do niego, do tych chwil wspólnych, choć tak mocno staram się wypierać to wszystko z głowy! Nasi wspólni znajomi wspominali mi kiedyś, że chciałby to wyjaśnić ze mną, że nie chciał, żeby to się tak skończyło. Ja natomiast byłam i jestem nieugięta i nie chce go widzieć, bo choć minęło tyle czasu to gdy o nim słyszę lub spojrzę gdzieś na zdjęcie, na którym jest, przeżywam to bardzo mocno, czuję przeszywającą falę gorąca i dreszczy. Ten człowiek nadal wywołuje we mnie ogromne emocje, choć nie mam z nim żadnego kontaktu. I co, o zgrozo, najgorsze to, to, że w innych mężczyznach szukam chociaż pierwiastka podobizny do niego! Bardzo proszę o radę jak mogę sobie pomóc, żeby ulżyć sobie w tych katuszach? Jak zamknąć tę sprawę i zacząć żyć dalej. Uważam, że przez niego mam teraz problemy w relacjach z mężczyznami, boję się, że nikt nie potrafi mnie naprawdę szczerze pokochać. Że zawsze się będzie liczyć ciało albo moja naiwność.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy to moja wina?

Witam, jestem 31-letnim mężczyzną. Zacznę może od początku. Spotkaliśmy się ponad rok temu po 15 latach, kiedy widzieliśmy się na koloniach. Od samego początku wybuchła miłość, gorąca i namiętna. Wszystko toczyło się po naszej myśli, kochaliśmy się na zabój. Mimo...

Witam, jestem 31-letnim mężczyzną. Zacznę może od początku. Spotkaliśmy się ponad rok temu po 15 latach, kiedy widzieliśmy się na koloniach. Od samego początku wybuchła miłość, gorąca i namiętna.

Wszystko toczyło się po naszej myśli, kochaliśmy się na zabój. Mimo że mieszkaliśmy od siebie 260km, starałem się mieć kontakt z Nią codziennie. Mimo że wracała z pracy czasem po północy, a ja szedłem na 7 rano do pracy, to czekałem, żeby jeszcze porozmawiać. Trwało to ponad pół roku i moje wizyty u niej co wekeend, spędzanie w pks po 12 godzin na wekeend.

Po 3-4 miesiacach jeżdżenia probowałem planować moj przyjazd do Niej, wspólne mieszkanie, ale to dla niej było za wcześnie, dlatego czekałem. I wtedy zaczęło się wypominanie, że przyciskałem ją do muru oraz takie tam podobne rzeczy. Ona pracuje ze swoim partnerem do poźna w nocy, z którym byla 5 lat przede mną i wspólnie mieszkali. Nie powiem, że mi to odpowiadało, mimo to jakoś dawałem radę. 

Ale od ponad pół roku jest ciągle źle. Ciągle kłótnie, wyzwiska, ubliżanie, nie będę mówił tu o języku, bo raczej jest to nie na miejscu. Nigdy taki nie byłem, nigdy nie używałem takiego języka, w szczególności do kobiet, ale ile można wytrzymać ciągłe pretensje, żale.

Ona ciągnie swoje żale z wyzwiskami przez kilka godzin lub dni, więc nie wytrzymuję i oddaję tym samym, żeby mieć święty spokoj, żeby po prostu zamilkła. Tylko jak milknie nastepuje jej brak i tęsknota. Nigdy nikogo nie kochałem, mimo że miałem przed Nią związki.

Ciągle słyszę o tym, jaki ja jestem niedojrzały, że jesten tak zwanym mamisynkiem. Niestety mieszkam z rodzicami (kwestie finansowe), ale czekam, aż powie - szukaj pracy, tu zamieszkajmy. Wiem, że dam radę. Potrafię ugotować, posprzatać, dbać o mieszkanie. Mieszkałem kiedyś 3 lata sam, życie mnie tego nauczylo.

Niestety Ona jest w tych sprawach odwrotnością. Ona nie ma dobrych kontaktow z moją rodziną, ale ja do niczego nie zmuszam, nie stoje po niczyjej stronie, ale od czasu do czasu, kiedy zaczyna się jej "amok" wyrzyca mi wszystko. Nie pozwalam traktować mojej rodziny w taki sposób, dlatego nie wytrzymuję.

Ciągle w jej oczach robię wszystko źle, wszytko nie tak, bo się nie domyślam, jak powinno być. Czy to moja wina, że ja ciągle, jak to okreslę delikatnie, ją denerwuję? Zaczynam mysleć, że naprawdę coś ze mna jest nie tak.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Wyjść za mąż? Pomocy!

Witam! Mam 23 lata, niedługo zbliża się termin mojego ślubu i mam dużo wątpliwości związanych z tym wydarzeniem. Obecnie studiuję dziennie ostatni semestr, dla narzeczonego przeniosłam się do jego miejscowości i codziennie dojeżdżam do uczelni (ok. 1 h). Kiedyś byłam...

Witam! Mam 23 lata, niedługo zbliża się termin mojego ślubu i mam dużo wątpliwości związanych z tym wydarzeniem. Obecnie studiuję dziennie ostatni semestr, dla narzeczonego przeniosłam się do jego miejscowości i codziennie dojeżdżam do uczelni (ok. 1 h). Kiedyś byłam bardziej rozrywkową dziewczyną, duszą towarzystwa radosną, a teraz siedzę tylko w domu, jeżdżę na zajęcia, a po zajęciach od razu do domu, bo później już nie mam transportu do domu. Z życia towarzyskiego całkowicie zrezygnowałam. Mój narzeczony ma firmę domową przewozową, ciągle go nie ma, bo tak pomaga ojcu, że on jeździ w trasy na prawie cały tydzień, a ja siedzę w domu sama i czekam tylko na niego. Gdy zaczynam rozmowę w sprawie przyszłości i jego pracy, bo mówię mu otwarcie, że mi nie pasuje jego praca, on zaczyna robić mi wywody, że to ich firma rodzinna i on musi pomagać rodzicom, a rodzicie są w kwiecie wieku i dają radę sami. Gdy zaczynam jakiekolwiek rozmowy o przyszłości, ciągle mnie ucina, mówiąc, żebym była cierpliwa, żebym nie myślała, że życie to bajka i twierdzi, że jak przestanie jeździć (jak parobek) dla rodziców, to nie będziemy mieli z czego chleba kupić w przyszłości. Ja siedzę tylko po całych dniach sama i czekam na niego i nic nie mogę zrobić, z nikim pogadać, bo przeprowadziłam się dla niego do miejscowości, w której tylko jego znam. Nie sypiamy ze sobą często, bo on jest najczęściej zmęczony, jak wraca z wyjazdu, ciągle mnie odtrąca, żadnych czułości, przytulenia, o takie rzeczy muszę się dopominać i prosić. Ostatnio się spytał nawet, czy bym mogła się dostosować do jego grafiku, tzn. jak nie pracuje w weekend, to wtedy mogę się przytulać. Zdradzać mnie na pewno nie zdradza, to wiem w 100%, czy mnie kocha – na to pytania zawsze odpowiada, że bardzo mocno i bardzo chce zostać moim mężem, ale czy to ma sens, jak on pomimo że go nie ma, to jeszcze jak wróci, z własnym ojcem rozmawia więcej niż ze mną, ojciec może zawsze zadzwonić, kiedy ma potrzebę i mu nie przeszkadza, a ja najczęściej przeszkadzam. Ze swoim tatusiem potrafi godzinami rozmawiać na żywo i przez telefon o bzdurach, a do mnie potrafi tylko powiedzieć, że jest zmęczony. Co ja mam zrobić...?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak radzić sobie z natarczywymi myślami?

Witam. Od pół roku jestem związana z pewnym chłopakiem. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie te myśli o jego byłej... Gdy nie widzimy się jeden dzień, musimy się pokłócić, bo ja nie mogę spokojnie spojrzeć na inną dziewczynę, bo zaraz wszystkie...

Witam. Od pół roku jestem związana z pewnym chłopakiem. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie te myśli o jego byłej... Gdy nie widzimy się jeden dzień, musimy się pokłócić, bo ja nie mogę spokojnie spojrzeć na inną dziewczynę, bo zaraz wszystkie moje myśli skupiają się na nich, na tym jak im ze sobą było, co razem robili, jakie mieli plany, jak się sobą cieszyli. Bardzo mnie to dobija, czasem tak bardzo, że mam ochotę zrobić sobie krzywdę, a teraz już nie tylko sobie, bo jestem w ciąży. To nie jest planowane dziecko, co więcej nie wiemy, co zrobić ze swoją przyszłością, on nie podejmuje tematu, a jak podejmuje to kończy się na tym co zawsze, czyli tym, że mamy jeszcze czas i jeszcze coś się wymyśli:( to, że jestem w ciąży w ogóle mnie nie cieszy, wręcz przeciwnie, boję się swojego wyglądu później, tego, że przestanę mu się podobać i zostawi mnie dla innej, czuję się taka brzydka i beznadziejna:( jestem bezsilna, proszę o pomoc...

Jak sprawić, by jego uczucie narodziło się na nowo?

Witam, mam 22 lata. Mam chłopaka, z którym jestem od 3 lat, między nami oczywiście bywało różnie (jak to w każdym związku), przeżywaliśmy chwile ogromnej radości, smutku, rozczarowania, przeżyliśmy nawet fascynację, zauroczenie innymi osobami. Daliśmy radę! I nagle...

Witam, mam 22 lata. Mam chłopaka, z którym jestem od 3 lat, między nami oczywiście bywało różnie (jak to w każdym związku), przeżywaliśmy chwile ogromnej radości, smutku, rozczarowania, przeżyliśmy nawet fascynację, zauroczenie innymi osobami. Daliśmy radę! I nagle od tygodnia wszystko się zmieniło. Muszę dodać w tym miejscu, że ja studiuję w innym mieście, niż on mieszka. Zaczęło się od mojego wyjazdu po feriach. Pierwszy dzień był taki jak zawsze: miłe SMS-y, tęsknota, dzwonienie do siebie. Ale już we wtorek wszystko się zmieniło. Pewnie to moja wina, bo jestem bardzo zazdrosna o niego i nie lubię jak wychodzi do miasta z jego znajomymi. I przesadziłam, pisząc, że to koniec między nami, oczywiście już za chwilę dzwoniłam, pisałam, że przepraszam, że mnie poniosło. Ale jego to nie obchodziło, jest wolny i teraz skupia się na sobie. Oczywiście stale się kontaktowaliśmy, bo jesteśmy uzależnieni od siebie, ale z jego strony było już to oschłe, czasami nawet chamskie, takie na "odwal się", choć czasami był troskliwy i miły. W końcu po kilku dniach mojego nagadywania zgodził się wrócić, ale nadal to nic nie zmieniło. A nawet jest jeszcze gorzej. Jak chcę się skontaktować, to mnie olewa, mówi, że nie interesuje go, co robiłam przez cały dzień, że jest zajęty sobą i swoimi znajomymi. Już nawet zwróciłam się o pomoc do jego bardzo dobrego kolegi, żeby pomógł mi ratować nasz związek, żeby pogadał z nim, że tak mnie traktując rani, i prowadzi to tylko do jednego: końca naszego związku. Ja tak bardzo kocham tego mojego "drania", nie wyobrażam sobie życia bez niego, jest sensem życia. Nie rozumiem tylko jednego, jak w przeciągu 12 h można przestać kogoś kochać i de facto, nie mając takiego "poważnego" problemu, czuję, że jemu nie zależy, boję się, że go stracę. Gdyby można było cofnąć czas... Co mam zrobić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

18 lat, kobieta... Nie wiem, co robić dalej

Witam, mam problem, nie wiem, czy dalej być z moim chłopakiem. Jesteśmy razem od 3 lat. Kocham go bardzo i wiążę z nim moją przyszłość, ale od dłuższego czasu, jak się kłócimy, zawsze twierdzi, że jest to moja wina. Moje...

Witam, mam problem, nie wiem, czy dalej być z moim chłopakiem. Jesteśmy razem od 3 lat. Kocham go bardzo i wiążę z nim moją przyszłość, ale od dłuższego czasu, jak się kłócimy, zawsze twierdzi, że jest to moja wina. Moje koleżanki radzą mi, żebym nie była z nim. Ale ja nie wiem, czego chcę. Całe dnie spędzamy razem. Zachowuje się chamsko wobec mnie: (mówi, że jestem głupia). Jest strasznym leniem. Jak chcę się przytulić, to robi krzywą minę. Całuje mnie tylko na do widzenia. Przy kolegach mnie olewa, jakby się popisywał. Mówi, że się czepiam go o wszystko. Na spacery nie chce chodzić, bo mu się nie chce. Jakby mógł, to by tylko grał cały dzien. Chcę, żeby zwrócił na mnie uwagę, żeby było dobrze. Jest starszy ode mnie o 2 lata. Mówi, że jestem dla niego najważniejsza. Zostawił mnie po roku dla jakieś innej, ale po 1,5 miesiąca wróciliśmy do siebie (jak nie byłam z nim, to ciął się). Gdy nie byłam z nim, było mi bardzo smutno, wszystko mi się z nim kojarzyło, cały czas płakałam. Nie wiem, co robić. Zabrania mi spotykania się z koleżankami, bo mówi, że mnie wyciągają do jakichś kolesi. Rozmowa z nim kończy się kłótnią. Zawsze to ja pierwsza się odzywam=((

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak sobie poradzić z zazdrością o byłego?

Witam, mam 22 lata i jestem/byłam w super udanym związku, problem w tym, że wcześniej też miałam chłopaka, z których współżyłam, no i jakieś kilka miesięcy temu zaczęło mnie gryźć sumienie z tego powodu i nie mogłam już wytrzymać....

Witam, mam 22 lata i jestem/byłam w super udanym związku, problem w tym, że wcześniej też miałam chłopaka, z których współżyłam, no i jakieś kilka miesięcy temu zaczęło mnie gryźć sumienie z tego powodu i nie mogłam już wytrzymać. Odbyłam rozmowę z moim obecnym chłopakiem i powiedziałam mu o tym, on przyjął to normalnie, ze spokojem. Powiedział, że to dla niego nieważne i nie ma zamiaru mnie rozliczać, i że to nic między nami nie zmienia. Tak miało być, ale, niestety, nie jest. Oddaliliśmy się od siebie i dogryzamy sobie, chociaż potrafimy o tym porozmawiać i jest oczywiste, dlaczego tak się dzieje. Ja coraz częściej zaczynam płakać, on mnie przeprasza, prosi o czas, mówi, że zupełnie zeszło z niego powietrze... Coraz częściej puszczają nam nerwy, on, niestety, wie z kim byłam poprzednio... Ogólnie jest okropnie. Jak coś robimy wspólnie, jesteśmy zajęci, to jest dobrze, cudownie jak zawsze, ale jak na odchodne dostaję suchego cmoka w policzek, i to właściwie cała czułość jakiej doświadczam (no, oprócz przytulania), to szlag mnie trafia. Widzę, że on też się męczy. Mówi mi, że nie ocenia mnie, że nigdy nic złego o mnie nie pomyślał z tego powodu i że nie wie, co się z nim dzieje. Wiem, że bardzo się stara jakoś mi to wynagrodzić, dzwoni ciągle, kupuje mi książki, zaprasza gdzieś, troszczy się o mnie... A ja? Nie wiem jaką postawę mam przyjąć... Czy to minie? Bo nie chce się rozstawać z powodu czegoś takiego, on też tego nie chce.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Co robić... boję się podejmowania decyzji i nie tylko

Witam, Jestem studentką i mam 23 lata. Od jakiegoś roku mam straszną huśtawkę nastrojów. Jednak najczęściej jest tak, iż nic mnie nie cieszy. Gdy już mam humor - w sekundę potrafię go stracić. Czuję się bezużyteczna, nie wystarczająco dobra. Niby...

Witam, Jestem studentką i mam 23 lata. Od jakiegoś roku mam straszną huśtawkę nastrojów. Jednak najczęściej jest tak, iż nic mnie nie cieszy. Gdy już mam humor - w sekundę potrafię go stracić. Czuję się bezużyteczna, nie wystarczająco dobra. Niby mój chłopak, z którym planujemy wspólną przyszłość, mnie wspiera, ale boję się tej przyszłości. W sumie wielu rzeczy się boję - wszystko widzę od tej czarnej strony. Nie potrafię sobie wyobrazić, że będzie dobrze. Że partner będzie mi pomagał, opiekował się dzieckiem..., że będziemy wspólnie podejmowali decyzje... ale ja po prostu nie widzę tego. Wydaje mi się, że on będzie Panem, a ja kurą domową. Mam już dość takiego myślenia... Chciałabym się wreszcie szczerze zaśmiać, czerpać z życia radość... ale po prostu nie potrafię - tak jakbym miała jakąś blokadę. Czy istnieje szansa na pozbycie się tych destrukcyjnych uczuć? Dodam, iż z partnerem próbowałam o tym rozmawiać... jednak on chyba za bardzo nie rozumie, o co mi tak naprawdę chodzi... Przez ten mój stan coraz częściej kłócimy się o błahostki... A co dopiero będzie, gdy dojdzie do podejmowania poważnych decyzji? I znów się boję...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak sobie poradzić ze stratą zaufania do męża?

Mam 37 lat, urodziłam się 08.06.1973. Jestem, jak to mówią, dojrzałą kobietą. Mam problem z moim mężem, który wyjechał za granicę pracować na rodzinę i nie mogę się pogodzić z tym, że on tam jest. Mamy 3 dzieci i rozumiem,...

Mam 37 lat, urodziłam się 08.06.1973. Jestem, jak to mówią, dojrzałą kobietą. Mam problem z moim mężem, który wyjechał za granicę pracować na rodzinę i nie mogę się pogodzić z tym, że on tam jest. Mamy 3 dzieci i rozumiem, że jest w Polsce ciężko z pracą, ale kilka miesięcy temu u mojego męża w spodniach znalazłam innę kartę do telefonu i męczy mnie to, że on ponownie robi takie rzeczy, jak wydzwania na 0-700 i mnie zdradza. Ja nie pracuję, siedzę w domu, różne myśli mi do głowy przychodzą, nie mogę spać. Nie wiem, co mam robić, wypisuję do męża różne rzeczy, że on mnie zdradza, oszukuje. Nie wiem, co się dzieje ze mną, naprawdę. Wiem, że zawiodłam się na swoim mężu, ale czy ja muszę tak cierpieć? Nie mogę zapomnieć, że on tam kupuje sobie karty i pisze z innymi kobietami. To mnie boli, nie mogę mu zaufać. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Od paru tygodni, może miesięcy, chcę się już pożegnać z życiem. Proszę mi pomóc. Mimo rozmów z mężem i tak nie mam do niego zaufania, nie czuję tego, co na początku małżeństwa.

Jak poukładać wszystko tak, żeby było dobrze? Pomocy!

Jestem kobietą, mam 21 lat i 11-miesięcznego synka. Jestem po rozwodzie. Okazało się, że wyszłam za człowieka, który nie był mnie wart... oszukiwał, kłamał, kradł i do tego był kryminalistą. Kiedy się rozwodziliśmy, on siedział w zakładzie karnym. Byłam...

Jestem kobietą, mam 21 lat i 11-miesięcznego synka. Jestem po rozwodzie. Okazało się, że wyszłam za człowieka, który nie był mnie wart... oszukiwał, kłamał, kradł i do tego był kryminalistą. Kiedy się rozwodziliśmy, on siedział w zakładzie karnym. Byłam wtedy stanowcza, postanowiłam, że nigdy nie będę miała z nim kontaktu... do momentu jego powrotu. Na świecie pojawił się nasz syn. Były mąż bardzo prosił, żeby mógł go przynajmniej zobaczyć. Uległam i zgodziłam się, czego teraz bardzo żałuję. Zaczęło się od jednego spotkania, z czasem zrobiło się ich coraz więcej. W pewnym momencie poczułam, że chyba chcę do niego wrócić, ze względu na nasze dziecko, ale nigdy nie byłam w stanie powiedzieć o tym moim rodzicom, bo wiem, że to dla nich byłby ogromny szok i coś, czego do końca życia by mi nie wybaczyli... Wtedy myślałam, że nadal go kocham i że może to ma sens. Ale z czasem zaczęłam się wycofywać, nikt nawet do dnia dzisiejszego nie wie, że mam z nim jakikolwiek kontakt. A on niestety chce coraz więcej, chce regularnych spotkań z synem i myśli, że znów będziemy szczęśliwą rodziną... Boję się mu powiedzieć, że jednak tak nie będzie, bo powiedział mi, że pójdzie z tym do moich rodziców i powie o wszystkim, czego oni nie wiedzą (że się spotykamy, że się kochaliśmy, że mamy kontakt i że on widuje naszego syna...). A ja nie wiem, jak mam z tego wszystkiego wybrnąć. Dwa miesiące temu kogoś poznałam i jestem z tym człowiekiem szczęśliwa. On również, jak ja, jest po rozwodzie i też ma małe dziecko. Wiem, że z moim byłym mężem nic mnie już nie łączy i robię wszystko na siłę, żeby go tylko zadowolić, żeby przestał straszyć mnie, że pójdzie do moich rodziców. Jednocześnie jestem nie fair w stosunku do obecnego partnera, bo on o niczym nie wie i jestem prawie pewna, że gdyby się o wszystkim dowiedział, to byłby koniec tego związku... A ja bardzo chcę z nim być, stworzyć dla naszych dzieci dom i rodzinę. Nie wiem, co mam dalej zrobić. Dla mnie ta sytuacja nie ma żadnego rozwiązania, rozwiązania takiego, w którym wszyscy byliby zadowoleni... Dlatego bardzo proszę o pomoc, bo to dla mnie bardzo trudna sytuacja, bardzo trudna emocjonalnie, z której nie wiem, jak wybrnąć. Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy mojemu chłopakowi jeszcze na mnie zależy, czy lepiej zakończyć ten związek?

Mam na imię Weronika i jestem 18-latką. Od prawie 4 miesięcy chodzę z chłopakiem, który jest ode mnie starszy o dwa lata. W tym roku zdaje maturę, więc dużo czasu poświęca nauce. Jestem wyrozumiała, bo wiem, że to dla niego...

Mam na imię Weronika i jestem 18-latką. Od prawie 4 miesięcy chodzę z chłopakiem, który jest ode mnie starszy o dwa lata. W tym roku zdaje maturę, więc dużo czasu poświęca nauce.

Jestem wyrozumiała, bo wiem, że to dla niego ogromny stres. Z drugiej strony, boli mnie to, iż ostatnimi czasy nie ma dla mnie w ogóle czasu. Nie dzwoni, nie pisze... czasami wyśle jakąś ogólną wiadomość i na tym się kończy. Dziwnie się z tym czuję, bo nie wiem, czy mu jeszcze na mnie zależy... Ja natomiast nie jestem nim tylko zauroczona, bo brakuje mi jego obecności, dobrego słowa czy przytulenia...

Dodam jeszcze, że mój chłopak znalazł czas na wyjście do znajomych czy na piwo... sam mówi, że strasznie się leni i nie ma, co robić... a jednak nie chce się ze mną spotkać. Przynajmniej ja tak to odbieram.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Miłość, zaufanie, depresja - jak opuścić martwy krąg?

Witam serdecznie. Jestem 28-letnim mężczyzną, posiadającym złożony problem, który postaram się w miarę możliwości zrozumiale i w streszczeniu opisać. Ponad dwa lata temu poznałem kobietę, z którą przeżyłem ponad roczny, najsilniejszy emocjonalnie związek w swoim życiu. Kilkanaście miesięcy temu jednak...

Witam serdecznie. Jestem 28-letnim mężczyzną, posiadającym złożony problem, który postaram się w miarę możliwości zrozumiale i w streszczeniu opisać. Ponad dwa lata temu poznałem kobietę, z którą przeżyłem ponad roczny, najsilniejszy emocjonalnie związek w swoim życiu. Kilkanaście miesięcy temu jednak rozstaliśmy się, głównie z powodu braku zaufania ze strony mojej partnerki. Odbyliśmy wiele rozmów, doszukując się podłoża problemu i wraz z psychologiem (ok. 4 mies. wizyt - tylko ona) dostrzegliśmy problem w poprzednich relacjach, w których była przez partnerów oszukiwana. Nie przyniosło to oczekiwanych skutków/zmian w naszej relacji. Podczas rozstania wielokrotnie "szarpaliśmy się" wizjami powrotów do siebie (oboje po próbie nieudanego związku ze względu na wciąż żywe uczucia do siebie wzajemnie). Ja osobiście po drodze, m.in. jak sądzę z tego powodu, również straciłem pracę plus kłopoty rodzinne, co zaowocowało stanem depresyjnym. Środki SSRI pozwoliły mi dojść do stanu "używalności", w jakim jestem teraz. Po szczerych rozmowach naświetliła mi to, co jest we mnie, co nie pozwala jej ufać, etc. Mianowicie jestem osobą towarzyską (przynajmniej byłem), mam wiele kontaktu z kobietami, który ma wymiar, jak stwierdza: "nazbyt poufały i zażyły", co objawia się m.in. tym, iż ufają mi, powierzają swe zwierzenia, liczą na moją pomoc. W obliczu tego (zapewne również wzmocnionego pryzmatem wcześniejszych doświadczeń) wszystkiego ona sama czuje się zagrożona, mimo iż ja szczerze przed sobą wiem, że takie zagrożenie nie istnieje. Ona - konserwatystka, osoba religijna, ja – liberalny, bardziej nowoczesny, ale gotowy, by się zmieniać i powalczyć. Jakie podjąć kroki? Czy w ogóle szanse są realne? Mediacja? Wspólna terapia? Odpuścić i dać sobie czas aż przejdzie, by budować coś nowego? By dodać kolorytu, na koniec powiem, że oboje jesteśmy z wykształcenia psychologami... Z góry dziękuję za jakąkolwiek wskazówkę.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Dlaczego jestem niezadowolony ze swojego życia?

Mam 26 lat i jestem niezadowolony z własnego życia. Tak pokrótce można zacząć moją historię. Odkąd pamiętam zawsze miałem problemy w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi. W szkole podstawowej raczej nikt za mną nie przepadał. Miałem tylko jednego przyjaciela, który...

Mam 26 lat i jestem niezadowolony z własnego życia. Tak pokrótce można zacząć moją historię. Odkąd pamiętam zawsze miałem problemy w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi. W szkole podstawowej raczej nikt za mną nie przepadał. Miałem tylko jednego przyjaciela, który później odwrócił się ode mnie.

W szkole średniej również miałem problemy z zawarciem znajomości. W efekcie stałem się pośmiewiskiem klasy. Kujon, który po prostu sobie nie radził z rówieśnikami. Ten czas był czasem moich ideałów. Kochałem ludzi i chętnie im pomagałem bezinteresownie. Zawsze byłem gotów do pomocy, ale gdy ja jej potrzebowałem nikogo przy mnie nie było. W tym okresie praktycznie zamknąłem się w sobie.

Moje poczucie wartości bardzo ucierpiało. Sam sobie musiałem radzić i dawałem radę. Ja, nieśmiały i zamknięty w sobie, uważałem siebie za najbrzydsze, najmniej godne życia stworzenie na świecie. Takie postrzeganie świata sprawiało, że miałem problemy również w sprawach sercowych. W okresie tym miewałem sympatie, z niektórymi się spotykałem i tak trwałem aż do studiów.

Gdy pojawiłem się na uniwersytecie miałem nadzieję, że wszystko ulegnie zmianie. Historia jednak potoczyła się niezbyt korzystnie. Znów problemy z zawieraniem znajomości, zamknięcie się w sobie, depresja. Wtedy poznałem również moją miłość. Z tą kobietą spotykam się od pięciu lat.  Obecnie moje życie pozbawione jest sensu.

Kobieta, którą kocham, myśli o opuszczeniu mnie. Koncentruje się na moich wadach osobowości, ciągle narzeka na nie, chociaż ja wcale taki okropny nie jestem. Odnosi się do mnie w sposób ordynarny, co mnie po prostu boli. Mówi "kocham cię" a później "nie jesteś taki doskonały, bo ...". Słowem, moje życie wali się. Nie ma przy mnie osoby, która by mnie wsparła, niestety. Koledzy olali - wiem, że to wulgarny zwrot, ale najlepiej oddaje sytuację. Pozostaje mi jedynie samotność, ale ciężko być samemu.

Dodam jedynie, że od wielu lat leczę się na nerwicę lękową. Odczuwam silne dolegliwości somatyczne. To dodatkowy problem, gdyż nie mogę normalnie funkcjonować, chociaż chciałbym. Czy osiągnąłem dno? Być może, lecz zdaję sobie sprawę z tego, że sam sobie nie poradzę. Wiem, powinienem się udać do specjalisty. Dziękuję za wysłuchanie...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się wbita w ziemię, bez energii, dobita...

40 lat, kobieta, 2 dzieci, bezrobotna. Rozpadło się moje małżeństwo, zupełnie ze sobą nie rozmawiamy, nawet nie chce mi się czasami kłócić. Mam dość. Czasami czuję, jakby ukłucie szpilką, że powinnam coś zmienić i znowu w dół - jak...

40 lat, kobieta, 2 dzieci, bezrobotna. Rozpadło się moje małżeństwo, zupełnie ze sobą nie rozmawiamy, nawet nie chce mi się czasami kłócić. Mam dość. Czasami czuję, jakby ukłucie szpilką, że powinnam coś zmienić i znowu w dół - jak mam to zrobić. Mąż zupełnie mnie izolował od swoich spraw, prowadzi własne życie, mówi, że kocha dzieci ale w ogóle sie nimi nie zajmuje. Gdy doszło do rozmowy o rozwodzie, to go nie chce - wygodnie mu, robi co chce, prowadzi firmę, ja mam na głowie wszystko pozostałe i już mam dość. Zupełnie nie liczy się ze mną. Jak to zmienić, jak odzyskać własne życie, gdzie szukać pomocy, nawet nie mam, z kim o tym porozmawiać.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Patronaty