Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Konflikty w związku: Pytania do specjalistów

Czy są jakieś szanse na uratowanie mojego związku?

Witam! Jestem 22-letnią kobietą. Jestem niecałe dwa miesiące przed ślubem, a im bliżej tego terminu, tym coraz większe obawy, czy słusznie postępuje wychodząc za mojego narzeczonego. Jesteśmy ze sobą trzy lata, widujemy się codziennie. Wydaje mi się, że tworzymy...

Witam! Jestem 22-letnią kobietą. Jestem niecałe dwa miesiące przed ślubem, a im bliżej tego terminu, tym coraz większe obawy, czy słusznie postępuje wychodząc za mojego narzeczonego. Jesteśmy ze sobą trzy lata, widujemy się codziennie. Wydaje mi się, że tworzymy toksyczny związek, w którym on jest tą stroną, która nas zatruwa.

Nie wiem od czego zacząć... Tyle było tych sytuacji, że nie sposób wymienić wszystkiego... Powiem najpierw bardzo ogólnie. Mój partner bardzo często wyzywa mnie i to bardzo brzydko. Prowokuje sytuacje, w których stwarza problemy. Niby zawsze jest moja wina, niby zawsze ja prowokuję takie jego zachowanie i to przez ze mnie on jest kłębkiem nerwów i ma nerwicę. Po czym po takiej kłótni i po wylaniu przeze mnie morza łez - przeprasza bardzo, tłumaczy, że to tylko puste słowa, że obiecuje poprawę i że się zmieni. A zmian nie widać. Raz na tydzień zawsze jest taka wojna, a bardzo często nawet częściej.

Wydaje mi się, że ma on dwie twarze. Raz jest czuły i kochający, a innym razem bezczelny, opryskliwy, niemiły. Na przykład kiedyś dowiedział się przez przypadek, że mam problem z pitem, a mianowicie usłyszał, że mam jutro gdzieś iść, ale nie wiedział po co, a gdy zapytał ja mu powiedziałam, że mam taki, a taki problem. Zdenerwował się, że szukałam pomocy u mojej cioci a nie u niego. Nazywał mnie kłamcą, k***ą, c***ą, kretynką. Gdy próbowałam mu wyjaśnić dlaczego tak zrobiłam (nie chciałam go denerwować) mówił mi, żebym zamkła pysk lub mordę bo inaczej mnie j***nie. Nie dał się dotykać ani nie rozmawiał ze mną już do końca wieczoru. Myślał, ze to moi rodzice zabronili mi mówić o tym, a tylko mama wie i to był mój wybór aby nic nie mówić.

Często zdarzają się takie sytuacje, że on się denerwuje na mnie z byle powodu i zaczyna mnie wyzywać. Ogólnie cały weekend majowy był w nerwach. Boję się mu mówić o niektórych rzeczach, bo nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie gniewem. On twierdzi, że to w większości moja wina tych jego nerwów. Niedawno miałam też sytuację, kiedy stwierdził, że ja jestem nieczuła dla niego, że zero inicjatywy w sprawie seksu itd. (uprawiamy tylko seks oralny, ponieważ z tym właściwym czekamy do ślubu - oczywiście ja chciałam czekać, a on nie, dlatego też się nasłuchałam różnych rzeczy zanim on też stwierdził, że poczeka). Robił mi wojnę cały następny dzień.

Przez cały dzień zasypywał mnie smsami typu, że mam w***ć, spieprzać, że jestem głupim capem, mam rudą pałę, w której mi się poprzestawiało wszystko, że jest nie jestem jedyna na świecie, że nie ubiorę już spódniczek, bo nie będę kręcić d*** przed innymi a on ze mnie nie ma nic. I wiele, wiele innych przykrych i gorzkich słów mi pisał. Potem mówił, że to ja powinnam się starać złagodzić sytuację, że mam go przeprosić i błagać o przebaczenie, mam być pokorna i żałować za to, co odpieprzam... A przysięgam nie napisałam mu nic złego w smsach. Po prostu był w jakimś transie i cokolwiek bym powiedziała, to wszystko by było złe.

Wypowiada się także nie najlepiej o mojej rodzinie - wszystkich po kolei. Przez te wszystkie przykre słowa, które kierował do mnie bardzo się zmieniłam. Straciłam gdzieś tę radość życia, którą wcześniej miałam. Mniej się uśmiecham. Moje kontakty z innymi ludźmi osłabły - kiedyś uwielbiałam plotkować z moimi przyjaciółmi, teraz, gdy mam z nimi rozmawiać, czuje, że robię to na siłę. Kiedyś uwielbiałam wychodzić z domu, a teraz mi się po prostu nie chce. Zresztą mało co mi się chce. Większość rzeczy robię tak, żebym jak najszybciej skończyła. Nie przynoszą mi one radości i satysfakcji jak dawniej. Nawet te przynoszące przyjemność.

Obniżyła się moja samoocena, ponieważ czuje się niedowartościowana (przez te ciągłe krytyki), niekochana, nieakceptowana przez najbliższą osobę i nieszanowana. Narzeczonemu mówię, jaką mi krzywdę wyrządza, ale on twierdzi, że to w większości przeze mnie. Owszem przeprasza, obiecuje poprawę, ale nic się nie zmienia, a wręcz się pogarsza, ponieważ używa coraz brzydszych słów! Raz mówi, że tego kwiatu jest pół światu, a innym razem, że jestem dla niego najważniejsza tylko mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie. Jednym razem mówi, że jestem najpiękniejsza i najmądrzejsza, a innym razem, że jestem głupią c***ą i nie jestem miss piękności :(

Oczywiście są chwile, kiedy wszystko jest w porządku i jest dla mnie dobry, czuły, dużo rozmawiamy. Po prostu jakby miał dwie twarze - tylko która jest prawdziwa? Czy jest jakaś szansa dla naszego związku? Czy próbować to jakoś zmienić? Czy lepiej zakończyć to póki czas, krótki czas - niecałe dwa miesiące? Tylko ja go kocham...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie umiem cieszyć się życiem

Witam. Od jakiegoś czasu nie umiem cieszyć się życiem. Wygląda to tak, jakbym postawiła na przetrwanie, a przecież nie o to w życiu chodzi. Jestem mężatką od 9 lat, z mężem poznaliśmy się 18 lat temu. W 2004 roku urodziłam...

Witam. Od jakiegoś czasu nie umiem cieszyć się życiem. Wygląda to tak, jakbym postawiła na przetrwanie, a przecież nie o to w życiu chodzi. Jestem mężatką od 9 lat, z mężem poznaliśmy się 18 lat temu. W 2004 roku urodziłam córeczkę, miała 12 dni gdy zmarła nagle (wada serca). Było to traumatyczne przeżycie dla nas obojga.

Wyprowadziliśmy się. Urodziłam dwie śliczne, zdrowe córeczki, bałam się, czy będą zdrowe i czy ich nie stracę. Ciąże nie dawały mi radości tylko strach, potem było różnie. Teraz mają 2 i 3 lata. Są żywe, pełne energii, nie umiem ich okiełznać. Walczą między sobą i dużo jest płaczu co powoduje u mnie czasami rezygnację. Dla męża to jest też trudna sytuacja. Powoli zaczęliśmy się od siebie oddalać. Mój świat to dzieci i mąż. Nie mam zainteresowań, nie mam znajomych (oprócz tych z pracy i znajomości sąsiedzkich). Córka mojej siostry choruje na białaczkę, mąż drugiej siostry ma raka - generalnie w rodzinie smutek i przygnębienie, już od jakiś 2 lat.

Ostatnio dostałam ataku zazdrości, gdy dowiedziałam się, że mąż rozmawia z koleżanką z pracy na gg i wysyłają sobie smsy. Coś pewnie w rodzaju flirtu. No i zaczęło się. Wkręciłam sobie niezły romans, życie rozsypało się i wszystko się wali. Pierwszy miesiąc był straszny, teraz jest lepiej, ale nie jest dobrze. Straciłam zaufanie, czuję się nieatrakcyjna, nudna i ciągle szukam dziury w całym. Oddalam się od męża, dzieci mnie denerwują (kocham je mocno) i jestem smutna. Byłam u psychologa, ale jakoś mi to nie pomogło. Jeden mnie zbył, że tak powiem, mówiąc że mam kryzys (to wiem), a drugi myślę, że mógłby mi pomóc, ale jest za drogi.

Oboje z mężem staramy się to zmienić, ale mi wszystko wydaje się beznadziejne. Ja myślę, że on myśli jak ja i jest mi jeszcze gorzej, a przecież to inna osoba - nawet jak mówi co czuje, to ja mu nie mogę uwierzyć. Zresztą mogłabym o tym mówić non stop, ale kto by to wytrzymał? Wbijam sobie igiełki i się umartwiam. On też jest pesymistą, jest wiecznie niezadowolony. Oboje nie wiemy, czego chcemy. Mnie to jeszcze bardziej dobija. Kocham go i chcę się zmienić dla niego i dzieci. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy warto czekać?

Byliśmy razem 4,5 roku. Związek zakończył się przeze mnie - bo stwierdziłam, że przestało mi już na nim zależeć. Przez dwa kolejne lata mój były chłopak (Piotrek) ciągle miał nadzieję, że do siebie wrócimy. Spotykaliśmy się przez cały ten okres...

Byliśmy razem 4,5 roku. Związek zakończył się przeze mnie - bo stwierdziłam, że przestało mi już na nim zależeć. Przez dwa kolejne lata mój były chłopak (Piotrek) ciągle miał nadzieję, że do siebie wrócimy. Spotykaliśmy się przez cały ten okres - tak po przyjacielsku. Później okazało się, że zaczął spotykać się z koleżanką z sąsiedniej miejscowości. Gdy się o tym dowiedziałam, dotarło do mnie, że mogę go stracić na zawsze, że jednak coś do niego czuję, że nie mogę tak tego zostawić.

Byli ze sobą rok. Przez cały ten czas Piotrek spotykał się ze mną. Rozmawialiśmy o nas i wiele razy go pytałam, czy jest jeszcze dla nas jakaś szansa. Odważyłam się na takie pytania, bo on twierdził, że związek z tą koleżanką raczej nie wyjdzie, że on się nie angażuje. W końcu powiedział, żebym dała mu czas na zakończenie tego związku. Chciał to zrobić delikatnie, bez kłótni. Ja się zgodziłam. Trwało to jakieś 4 miesiące - myślałam, że się wykończę psychicznie. Teraz nie są razem od 2 tygodni, a ja ciągle czuję, że coś jest nie tak.

On twierdzi, że ciężko będzie nam "znowu zaistnieć" jako para. Nie chce chodzić ze mną na jakiekolwiek imprezy, bo twierdzi, że to za szybko. Nie chce, żeby ludzie gadali, że zerwał z jedną i od razu jest ze swoją "byłą". Mnie to okropnie męczy, ponieważ on chodzi na imprezy, na których jest ona (np. dwa dni temu był na takiej imprezie), a ze mną nie chce się pokazywać publicznie. Czuję się jak trędowata. Jedynym miejscem, w którym się spotykamy, jest mój dom - u mnie zawsze wszyscy mieli o nim dobre zdanie i bardzo chcą, byśmy znowu byli razem.

Nie umiem sobie z tym poradzić. Jestem zła, że on tak bardzo przejmuje się zdaniem innych ludzi. Widzę, że nie zależy mu tak bardzo na tym związku jak kiedyś, ale gdy tylko mówię: "może to nie ma sensu..." on nawet nie chce tego słuchać. Ciągle chce się spotykać itd. Ja już nie wiem co mam robić. Chciałabym założyć z nim rodzinę, bo kocham go bardzo, ale widzę, że on ciągle nie jest pewien... Jak mam go przekonać? I czy w ogóle powinnam? POMOCY!!!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Duża różnica wieku w związku - co robić?

Jestem z 22-letnim mężczyzną, a sama mam 15 lat... On nie jest pedofilem i nie zależy mu na stosunku ze mną. Jestem z nim kilka miesięcy i jest nam dobrze. Rodzice nic nie wiedzą, bo by mi zabronili na ten związek. Czy ten związek jest normalny? POMOCY :(
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie wiem, czy zerwać z chłopakiem...

Witam, mam jeden problem z chłopakiem. Jestem z nim już 2 miesiące i nie umiem mu do tej pory zaufać, strasznie mnie to męczy. Jak z nim rozmawiałam na ten temat to podchodził do tego bardzo tak olewająco, tak ja...

Witam, mam jeden problem z chłopakiem. Jestem z nim już 2 miesiące i nie umiem mu do tej pory zaufać, strasznie mnie to męczy. Jak z nim rozmawiałam na ten temat to podchodził do tego bardzo tak olewająco, tak ja by słuchał, ale wypuszczał wszystko drugim uchem.

Kocham go, ale jest mi źle poniekąd, po prostu sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Nawet ciężko mi jest to wszystko wytłumaczyć. Koleżanki mi mówią, że jest we mnie bardzo zakochany i ja tego nie widzę, żartuję sobie ze mnie, a mi jest przykro z tego powodu, bo ja czegoś takiego nie robię.

Zresztą towarzystwo jego kolegów mi nie odpowiada, źle się czuję, jeżeli jestem z nim i jego kolegami, a jak jesteśmy sami, to jest inaczej. Ale widzę, że to już jest takie bardzo naciągane. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego nie potrafię żyć swoim życiem?

Mam 30 lat, jestem żoną i matką dwójki dzieci. Moje pytanie dotyczy obecnej sytuacji w życiu. Od kilku lat moje małżeństwo przechodzi szereg prób, od dłuższego czasu żyjemy z mężem razem lecz osobno. Jestem kobietą, która pomimo uczciwej pracy, nie...

Mam 30 lat, jestem żoną i matką dwójki dzieci. Moje pytanie dotyczy obecnej sytuacji w życiu. Od kilku lat moje małżeństwo przechodzi szereg prób, od dłuższego czasu żyjemy z mężem razem lecz osobno. Jestem kobietą, która pomimo uczciwej pracy, nie zaciągania kredytów w banku jest zadłużona na co najmniej kilka lat, zagubiona, ponieważ nie wiem, co mam robić, by pomóc sobie i mężowi. Mój mąż wniósł w nasze małżeństwo niemałe problemy finansowe, o których wcześniej nie miałam pojęcia, spowodowane niewłaściwym zarządzaniem firmą oraz małym poczuciem odpowiedzialności. Mając nadzieję, że problemy te nie wynikają z jego winy – przecież każdy popełnia błędy – wybaczyłam, wspólnie spłaciliśmy zaległości. Kolejna próba prowadzenia własnej działalności, niestety ponownie nieudana – kolejne tarapaty, problemy finansowe, ZUS itp., które mąż ukrywał przede mną, aby mnie chronić i nie niepokoić, ponieważ spodziewaliśmy się dziecka. Obecnie otoczenie, bliscy, rodzina nakłaniają mnie, abym odeszła z tego związku i zadbała o siebie. Ponieważ jestem zagubiona, cały czas myślę tylko o tym, co będzie dalej, co powinnam zrobić, aby wyjść z tego labiryntu? To ja jestem tą osobą w związku, która dodaje nadziei, energii, optymizmu, lecz powoli zaczynam się załamywać, ponieważ optymizmu brakuje, a mąż uważa, że coś "wykombinuje", co mnie nie uspakaja, bo wiem, że tak nie rozwiążemy naszych problemów. Staram się być pogodną i uśmiechniętą osobą – taką, jaką mnie wszyscy znają, ale taka ja już się powoli kończy i boję się, że bezpowrotnie...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Być z nią, czy odejsć?

Witam. Jestem tu nowy, więc przepraszam jeśli tekst jest zbyt długi, ale musze dokładnie opisać problem, żeby sugestie miały konkretne podparcie. Bardzo potrzebuje porady co robić, bo sam nie daję sobie już z tym rady. W 2007 roku poznałem dziewczynę,...

Witam. Jestem tu nowy, więc przepraszam jeśli tekst jest zbyt długi, ale musze dokładnie opisać problem, żeby sugestie miały konkretne podparcie. Bardzo potrzebuje porady co robić, bo sam nie daję sobie już z tym rady. W 2007 roku poznałem dziewczynę, z która jestem do dzisiaj, lecz jest to związek nietypowy, ponieważ jest ona sporo starsza ode mnie i jest mężatka oraz ma córkę, która mogłaby być moją siostrą.

Nadal nie mieszkamy razem, bo ona mieszka z mężem, a ja wynajmuje pokój i dzieli nas sporo kilometrów. Moja rodzina, z którą jestem bardzo zżyty nigdy nie akceptowała zaistniałej sytuacji, dlatego na początku nawet nie wiedzieli, że jesteśmy razem, ale od początku krytycznie wyrażali się o mojej znajomości z nią, co bardzo ja bolało i za to ma żal do nich do dziś. W trakcie naszego związku prawie przez rok czasu olewałem ją, bo znalazłem sobie wirtualną „miłość”, a co gorsza spotkałem się z tą osobą w realu i na szczęście do niczego nie doszło, ale moja dziewczyna nadal mi tego nie darowała.

Niebawem spodziewamy się dziecka, przez co nie potrafię tak po prostu dać sobie z nią spokoju, a ona od tamtej sytuacji z moja „zdradą” nie przejawia chęci zamieszkania ze mną, bo mówi, że potrzebuje czasu żeby mi zaufać itp. Jej mąż oczywiście nie wie, że to dziecko nie jest jego, a ona regularnie szantażuje mnie, że stracę kontakt z dzieckiem i z nią jeśli, np. powiem jej mężowi prawdę. Grozi, że ucieknie za granicę i takim sposobem wymusza na mnie trudne decyzje, np. musiałem zrezygnować z udziału w weselu kuzyna, bo nie chciałem, żeby moja rodzina poznał ją w takiej sytuacji gdzie wygląda to jakbyśmy mieli tylko romans, a ja jestem jej kochankiem z którym „wpadła”.

Ma ona dość trudny charakter i jak ktoś jej zalezie za skórę to nie odpuszcza łatwo, a ja niejednokrotnie ją z czymś oszukałem. Potrafi się mścić i też boję się ja zabierać na imprezy rodzinne, bo nie wiem czy czegoś nie odwali, np. jakimś złośliwym komentarzem itp. A bardzo chcę, żeby miała dobry wizerunek i pokazała się z tej lepszej strony. Niedługo mam kolejne wesele i od początku obiecałem jej, że pójdziemy tam razem, ale teraz mam wątpliwości, a ona jest na mnie wściekła, że ją wystawiam do wiatru. Proszę o poradę, co mogę zrobić w takiej sytuacji? Być z nią czy odpuścić sobie?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego odszedł bez słowa?

Witam:( Byliśmy ze sobą 1,5 roku, między nami bywało różnie, ale jakoś się kręciło. Ja bardzo go pokochałam, on twierdził to samo, że kocha mnie na zabój. Dla niego odeszłam od mężczyzny, z którym byłam 8 lat, a on od...

Witam:( Byliśmy ze sobą 1,5 roku, między nami bywało różnie, ale jakoś się kręciło. Ja bardzo go pokochałam, on twierdził to samo, że kocha mnie na zabój. Dla niego odeszłam od mężczyzny, z którym byłam 8 lat, a on od swojej dziewczyny, z którą też był kilka ładnych lat.

Problem zaczął się od tego, ze nie mamy pieniędzy, aby się usamodzielnić. Ja wynajmuję pokój, a on mieszka z rodzicami. Cały czas powtarzał, że gdyby nie brak pieniędzy to już dawno nasze życie wyglądałoby inaczej. Bardzo dołowała go praca, ale w związku z tym, że nie mógł znaleźć innej, cały czas siedział w obecnej i narzekał. Ja miałam na początku wypadek samochodowy, skasowałam auto, potem nie przedłużyli mi umowy o pracę, wiec pozostałam bez niczego.

Ostatni raz rozmawiałam z nim miesiąc temu, nie pokłóciliśmy się wtedy, rozmawialiśmy normalnie. I od tego czasu cisza!!! Milczy, a ja nie wiem co się stało. Ja się z nim nie próbowałam skontaktować, bo twierdzę, że jakby on chciał, to by się odezwał - w sumie zawsze tak robił. Nie wiem jak mam teraz żyć! Tak bardzo za nim tęsknię!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Czy dać nam ostatnią szansę?

7 miesięcy temu rozstałam się, a raczej zostaliśmy zostawieni (ja, 6-letni syn i 18-miesięczna córka) przez mojego narzeczonego - ojca drugiego dziecka. Rozstaliśmy się z błahego, przynajmniej dla mnie, powodu. Otóż chodzi o to, że ja nie lubię się...

7 miesięcy temu rozstałam się, a raczej zostaliśmy zostawieni (ja, 6-letni syn i 18-miesięczna córka) przez mojego narzeczonego - ojca drugiego dziecka. Rozstaliśmy się z błahego, przynajmniej dla mnie, powodu. Otóż chodzi o to, że ja nie lubię się kłócić i gdy ja i mój były narzeczony mieliśmy małe nieporozumienia, to ja wolałam wszystko dusić w sobie i potrafiłam nie odzywać sie do niego nawet przez dwa tygodnie.

On próbował się do mnie odzywać, nawet przytulać, a ja nic - byłam zimna i uparta (dzis tego bardzo żałuję) i dalej milczałam. Aż nadszedł dzień, kiedy mój były narzeczony spakował i się wyprowadził do swoich rodziców mieszkajacych 700 km od nas. Po rozstaniu dzwonił czasami do mnie i pytal o dzieci i o mnie. Miesiąc temu przyjechał odwiedzić naszą córkę i przy okazji chcial zabrać resztę swoich rzecz - tak mówił dzwoniąc dzień przed przyjazdem.

W trakcie jego pobytu starałam się, aby z moich ust nie padło słowo ZOSTAŃ i udało mi się, choć to jest kolejna rzecz, której żałuję, bo jak się okazało, dzień po wyjeździe rozmawialiśmy i mój były narzeczony powiedział mi, że czekał na jedno tylko słowo ode mnie i był w stanie zamknąć wszyskie swoje sprawy rodzinnym mieście i wrócić do nas. Tym słowem było oczywiście słowo ZOSTAŃ. Powiedziałam mu, że nie chciałam mu sie narzucać i dlatego nie wspominałam o tym, abyśmy jeszcze raz spróbowali.

Na dzień dzisiejszy uzgodniliśmy, że porozmawiamy o tym, jak się spotkamy. Tylko że ja już nie wiem co mam robić. Chcę, aby moje dzieci miały pełną, kochającą się rodzinę. Czy warto spróbować? Strasznie przeżyłam nasze ostatnie rozstanie i nie chciałabym znow tego przechodzić, a z drugiej strony - skąd mogę mieć pewność, że znowu nas nie zostawi (zrobil to juz 3 razy, jeden raz nawet jak bylam w 7 m-cu zagrożonej ciąży i nie mógł znieść moich ciągłych narzekań)?

Chcę jeszcze dodać, że oboje jesteśmy wykształceni i z dobrych rodzin. Mam straszny mętlik w głowie. Syn strasznie się zmienił od rozstania: zaczął się jąkać i czasami moczy się w nocy. Cały czas mówi, że tęskni za tatusiem (choć on tak naprawdę nim nie jest) i chce aby on wrócił. Co mam zrobić? Te 7 m-cy to długi okres czasu i nie chcę znowu dzieciom mieszać w głowach. Może powinno zostać tak, jak jest? Już drugi raz nie udało mi się ułożyć życia! 

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Odejść czy dać mu szansę?

Nawet nie wiem jak mam zacząć pisać. Mam 23 lata. We wrześniu minie rok jak powiedzieliśmy sobie z mężem sakramentalne "tak". Przed ślubem byliśmy razem 3,5 roku. Jeszcze nikomu tego nie mówiłam ani z nikim nie rozmawiałam - tylko teściowie...

Nawet nie wiem jak mam zacząć pisać. Mam 23 lata. We wrześniu minie rok jak powiedzieliśmy sobie z mężem sakramentalne "tak". Przed ślubem byliśmy razem 3,5 roku. Jeszcze nikomu tego nie mówiłam ani z nikim nie rozmawiałam - tylko teściowie wiedzą, że ostatnio między nami nie jest za dobrze. Po raz już kolejny myślę o odejściu od męża.

W tamtym roku mąż stracił pracę i przez 6 m-cy siedział w domu był nerwowy, czepiał się o wszystko, zaczął częściej pić - jak tylko coś powiedziałam tłumaczył się tym, że męczy go brak pracy, że cały czas o tym myśli i tylko tak może się odstresować, Myślałam wtedy, że powinnam dać mu spokój, bo ma ciężki okres, i że ma prawo czasem zrobić mi o coś kazanie. Kiedy nareszcie poszedł do pracy byłam zadowolona, było prawie dobrze, ale znowu się zaczęło - ciągle jest zmęczony, robi mi wymówki, nie przytula, nie całuje, a sex jest taki mechaniczny, że jak dla mnie nie ma tam żadnego uczucia.

Najgorsze jest to, że codziennie o coś dostaję - a to że nie zamknęłam szyb w aucie, że nie wzięłam telefonu schodząc na dół, że poszłam za późno się kąpać. Nie liczy się z moim zdaniem, nigdy nie uznaje mojej racji, długo by jeszcze opowiadać. Czuje że w tym związku się dusze, nie wychodzę z domu, bardzo rzadko spotykam się z koleżankami i tylko wtedy mogę naprawdę być sobą, jak jestem sama jak go niema. Dodam też, że nie mogę wychodzić na całą noc ani nie mogę nigdzie nocować - cały czas muszę siedzieć w domu.

Wczoraj nawet dosłało mi się, że jestem za gruba, że powinnam bardziej o siebie dbać, a ważę 53 kg i wszyscy inni twierdzą, że jestem szczupła. Chciałaby od niego odejść, ale się boje. Myślę sobie, że może to tylko chwilowy kryzys i powinnam poczekać z 6 m-cy - możne wszystko będzie ok.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co ze mną jest nie tak?

Mam problem, byliśmy ze sobą 7 lat, zero kryzysów, pełna zgodność co do planów na przyszłość, poglądów. Ja jestem zajęty pracą mam 23 lata, zbierałem pieniądze na ślub, ona kończy studia ma 24 lata, przygotowuje się do obrony pracy...

Mam problem, byliśmy ze sobą 7 lat, zero kryzysów, pełna zgodność co do planów na przyszłość, poglądów. Ja jestem zajęty pracą mam 23 lata, zbierałem pieniądze na ślub, ona kończy studia ma 24 lata, przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej.

We wrześniu rozpoczęła drugi kierunek i poznała tam pewnego osobnika w wieku lat 22. Na początku tego roku zaczęło się między nami psuć, a Ona zaczęła z nim rozmawiać. Znaleźli wspólny język. Dzwonili do siebie, pisali smsy po nocach. Mieszkaliśmy razem i byliśmy wtedy zaręczeni. Pewnej nocy zaczęli pisać do siebie, ja się przebudziłem i powiedziałem co o tym myślę, spałem dalej. Rano sprawdziłem w internecie ile smsów wymienili; około 20 smsów od 22 do 2 w nocy. Między tym rozmowa trwająca ponad 2 godziny. Od razu zadzwoniłem do niej, żeby mi to wyjaśniła, zagroziłem rozstaniem. Wyzwałem ją od szmat. Że mnie nie szanuje i okłamuje.

Kilka tygodni później, kiedy między nami było już wyjaśnione, poszła z nim do kina nie mówiąc mi o tym. Mówiła, że był to koleżeński wypad między zajęciami. W tym przekonaniu trwałem przez 2 miesiące. Potem sprawdziłem jej archiwum na gg. Rozmawiała z nim codziennie po pare godzin, kiedy ja byłem w pracy. Mnie mówiła, że się uczy. Niby nic takiego tam nie było, ale mimo to - nie mówiła mi o tym. Mam wybuchowy charakter i mówiła, że się boi mojej reakcji. Podjeliśmy decyzje o czasowym rozstaniu. Wyprowadziłem się, a dzień później on przyjechał do niej. Rozmawiali i wyjaśniali sobie wszystko. Ona zaczęła mieć wrażenie, że dotychczasowy kolega ją adoruje.

Kiedy się dowiedziałem o tym spotkaniu znowu się wściekłem, zadzwoniłem do niej i wyzwałem od dziwek i szmat (nie wiem dlaczego, byłem wściekły że znowu się z nim spotyka) zadzwoniłem do niego zagroziłem, że pożałuje przyjazdu. Byłem wściekły na nią ale znowu się dogadaliśmy. Od miesiąca nie jesteśmy razem. Ale dwa tygodnie temu spotkaliśmy się, Ona przyjechała do mnie, było miło, rozmawialiśmy, całowaliśmy się. Została na noc. Na drugi dzień powiedziała, że była z nim na kręglach bo Ją zaprosił. Pytałem dlaczego nie odmówiła, po co poszła. Kolejna karczemna awantura zakończona łzami z mojej i Jej strony. Znowu wszystko na nic.

Ostatnio znowu się spotkaliśmy. Wybraliśmy się na wycieczkę, było inaczej niż zwykle. Znowu widziałem Ją szczęśliwą, rozkwitła. Mówiła, że podoba jej się jak jest. Nikt jej nie kontroluje, nie ma zobowiązań. Kolega jest tylko kolegą. Zauważyła jednak, że się rozkręcił, jej koleżanki też to zauważyły. Zaczął jej prawić komplementy, aluzje na temat seksu. Powiedziała, że zaczął ją odprowadzać na pociąg do domu, dając buziaka w policzek. Przyjmowałem to ze spokojem, ale żal mi serce ściskał. Ona traktuje to jako koleżeński gest. Podkreśla, że nie chce z nim być, mimo to nie chce kontaktu z nim tracić. Wieczorem wybraliśmy się na piwo, porozmawialiśmy.

Powiedziała mi, że mnie kocha (ja cały czas jej to mówiłem, nawet po rozstaniu), ale nie chce być ze mną, bo się boi, że zrobię jej krzywdę, że zrobię krzywdę dziecku. Nie mamy ich, ale w planach były, a 2 lata temu straciliśmy dziecko. Ona leczy się z depresji, ma na głowie obronę pracy magisterskiej. Cały czas utrzymujemy kontakt. Podczas spotkań dochodzi do zbliżeń, nie ma żalu w nas, oboje się kochamy, ale nie ufam jej do końca, a ona się boi.

Niby pogrążyłem się w pracę, żeby nie myśleć o tej sytuacji, ale i tak co chwilę płaczę, że Jej nie ma, Ona uciekła w znajomych, powiedziała, że musi się wyszaleć. Wiem, że to strasznie skomplikowane, ale Ja nie wiem czy zniknąć z jej życia, czy starać się znowu w sobie rozkochać i łudzić się powrotem.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak namówić partnera do udziału w terapii małżeńskiej?

Witam. Jestem kobietą, mam 27 lat, od 4,5 roku pozostaję w stałym nieformalnym związku. Właściwie nie wiem od czego zacząć tę historię, w zasadzie cały okres naszego związku był dość burzliwy i chyba nie do końca udany. Mój partner...

Witam. Jestem kobietą, mam 27 lat, od 4,5 roku pozostaję w stałym nieformalnym związku. Właściwie nie wiem od czego zacząć tę historię, w zasadzie cały okres naszego związku był dość burzliwy i chyba nie do końca udany. Mój partner jest ode mnie młodszy o 4 lata. Poznaliśmy się gdy on miał 19, a ja 23 lata. Wówczas zaimponował mi bardzo swoją dojrzałością, ja miałam już za sobą kilka związków, zazwyczaj ze starszymi mężczyznami - on w porównaniu z nimi wydawał się być nad wyraz odpowiedzialny, poukładany jak na swój wiek. Pierwsze pół roku znajomości było dość spokojnym okresem.

Mniej więcej po tym czasie zaobserwowałam u niego wiele niepokojących zachowań. Był bardzo zaborczy, zazdrosny o mnie, w zasadzie nie chodziło o innych mężczyzn lecz o moją rodzinę i znajomych. Przytoczę kilka sytuacji. Pewnego razu rozmawiałam z koleżanką przez telefon (stacjonarny), w tym czasie on do mnie zadzwonił na komórkę, poprosiłam, żeby zadzwonił troszkę później, gdyż właśnie rozmawiam z koleżanką, a on wpadł w furię, zrobił mi straszną awanturę, że koleżanka jest dla mnie ważniejsza, rozłączył się i obraził się na mnie. Pamiętam jak bardzo wtedy płakałam, zupełnie nie rozumiałam tego co się stało, właściwie nie rozumiem tego do dziś.

Był również wściekły o moje wyjazdy do siostry i jej rodziny, siostra mieszkała w innym mieście, czasami odwiedzałam ją w weekendy, z tego powodu ciągle robił mi awantury. To było piekło. I stało się jeszcze większe, ponieważ potem stało się ze mną coś złego. Zaczęłam reagować agresją na jego zachowanie. Czułam się bezsilna, moje argumenty nie docierały do niego, to wszystko wydawało mi się niedorzeczne, byłam przekonana o swojej racji, traktował mnie jak swojego więźnia, nie wiedziałam już co robić. Stało się coś bardzo złego. Zaczęłam go bić. Biłam go za każdym razem gdy moje argumenty do niego nie trafiały. On nigdy mnie nie uderzył, ja natomiast biłam go bardzo. Wtedy odczuwałam to tak jakby on mnie zniszczył, zabił we mnie radość życia.

Dlaczego go nie zostawiłam? Bo go kocham, bardzo go kocham. Dziś mamy trochę inne problemy. Po jego zazdrości i zaborczości nie ma już ani śladu, może była to kwestia wieku, nie wiem. Mi natomiast zdarzy się czasami go uderzyć. Dlaczego? Gdy w związku pojawia się jakiś problem, wszyscy zawsze doradzają: porozmawiajcie o tym, rozmowa jest najważniejsza, to na pewno pomoże. W naszym przypadku to wcale nie pomaga. Dlaczego? Bo tylko ja mówię.Przysięgam, zawsze ze spokojem staram się wyjaśnić swój punkt widzenia, ustalić jakiś kompromis, ale do mojego partnera to nie trafia, on nie uznaje kompromisów. I gdy ja tak próbuję, i próbuję, i próbuję, a on siedzi z oczami wlepionymi w komputer albo w telewizor i nawet na mnie nie patrzy, wpadam w szał, zaczynam podnosić głos, a gdy to nadal nie pomaga - zaczynam bić, i dopiero to pomaga.

Od pół roku jesteśmy rodzicami. Chcę by nasz syn miał szczęśliwe dzieciństwo, by patrzył na kochających się rodziców tworzących zespól,a nie walczących ze sobą. Nie chcę by był świadkiem kłótni. Jakiś czas temu mieliśmy z partnerem ciche dni, już nie mogłam tego znieść, chciałam porozmawiać, wyjaśnić to. Usłyszałam, że jemu jest tak dobrze. Bardzo się zdenerwowałam, rozpłakałam się, zadzwoniłam do siostry i poprosiłam, żeby przyjechali po mnie. Uznałam, że skoro on nie chce ze mną rozmawiać, nic tu po mnie. Wściekł się, powiedział, że ja mogę sobie jechać, ale syna nie mam prawa zabierać. Zagroził mi policją, bardzo się przestraszyłam, nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Wyjechałam. Policji nie było, nie wezwał nikogo.

Myślałam, że się opamięta, ale jak zwykle to ja wyciągnęłam rękę do zgody. Niby jest już dobrze, ale on nie chce teraz kontaktu z moją rodziną, właśnie z powodu tego wydarzenia. Stwierdził, że on będzie jeździł do swojej, a ja do swojej rodziny. Dla mnie to nie do przyjęcia. Mamy syna, powinniśmy razem odwiedzać nasze rodziny. On każe mi wybierać, która rodzina jest dla mnie ważniejsza: on i syn, czy moi rodzice i rodzeństwo.To chore. Powiedziałam, że jak on może w ogóle twierdzić, że mnie kocha, skoro stawia mnie przed takimi wyborami. Przeprosił, przyznał, że przesadził.

Mam wrażenie, że nasz związek to wieczna wojna. Nie chcę się rozstawać, kocham go i kocham naszego syna, chcę, by miał rodzinę. Poza tym, gdybym zdecydowała się odejść, on urządziłby mi piekło, chciałby odebrać mi syna. Czuję, że od czasu gdy mamy syna, ja już się dla niego nie liczę. On zapewnia mnie, że tak nie jest. Opisałam ciemne strony naszej relacji. Nie oznacza to, że nie ma dobrych, ale te złe przysłaniają mi cały pozytywny obraz naszego związku. Chcę go ratować, myślę o terapii, ale on nie chcę się na nią zgodzić. Jak mogę go do niej przekonać? Czy podstęp to dobra myśl? Ultimatum na pewno nie wchodzi w grę, na niego nie działa to motywująco. Pomóżcie nam.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Miłość czy rozsądek?

Mam 36 lat i tkwię od 7 lat w związku z mężczyzną, który nie spełnia moich potrzeb. Nie osiągnęłam nic. Mój partner ma 43 lata. Nie dał mi dziecka, o które właściwie to ja się staram bezskutecznie, oboje się badaliśmy...

Mam 36 lat i tkwię od 7 lat w związku z mężczyzną, który nie spełnia moich potrzeb. Nie osiągnęłam nic. Mój partner ma 43 lata. Nie dał mi dziecka, o które właściwie to ja się staram bezskutecznie, oboje się badaliśmy i rzekomo wszystko jest dobrze. Problemem jest to że, to ja muszę zabiegać o zbliżenie. On rzadko czuje potrzebę kochania się.

Oboje pracujemy, ale nie starcza coraz częściej na opłaty. Mieszkamy w mieszkaniu po zmarłej babci, które i tak musimy opuścić, gdyż walka o wykup na własność skończyła się niepowodzeniem i wyrokiem sądu. Otrzymałam socjal tylko na siebie.Boję się dnia przeprowadzki gdyż nie wiem jaka to będzie dzielnica i w jakim stanie będzie to mieszkanie. Nie stać nas nawet na przeprowadzkę i transport.

Najgorsze jest jednak to, że pieniądze, które miałam przeznaczone na wykup mieszkania, dałam na przechowanie mojej mamie,a teraz, kiedy są mi potrzebne, to nie mogę ich odzyskać, gdyż mama bez mojej wiedzy wydała je na swoje zadłużone mieszkanie. Wiem, że nie ma możliwości mi oddania. Ale jest to matka - musiałam jej wybaczyć. Mój partner wini mnie o to i naciska regularnie, żebym wpłynęła na nią, żeby wzięła kredyt ,choć nie dostanie go nigdzie bo sama spłaca 3 kredyty.

Chłopak straszy mnie, że wynajmie ludzi ściągających długi, wyzywa matkę od złodziei i oszustów. Co mam robić? Myślę coraz częściej o rozstaniu i ułożenia sobie życia z byłym chłopakiem, którego zostawiłam dla obecnego. Finansowo na pewno byłoby mi z nim lepiej, jest ugodowy, ale nie kocham go, może... Pomocy!

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przetłumaczyć mężowi, że potrzebuję więcej uczucia i troski z jego strony?

Jestem od trzech lat mężatka, ale jest mi bardzo ciężko. Mój mąż mnie w ogóle nie słucha. Jest zamknięty w sobie, prawie nic się nie odzywa. Mam 26 lat i jest mi ciężko, ponieważ nie mogę do niego dotrzeć, on...

Jestem od trzech lat mężatka, ale jest mi bardzo ciężko. Mój mąż mnie w ogóle nie słucha. Jest zamknięty w sobie, prawie nic się nie odzywa. Mam 26 lat i jest mi ciężko, ponieważ nie mogę do niego dotrzeć, on mnie zbywa lub unika. Wychodząc za mąż myślałam, że to tak będzie tylko na początku, a później się lepiej poznamy, to się ułoży.

Jestem bardzo samotna, dla niego zostawiłam swój dom rodzinny i wyjechałam za granicę. Okazuje się, że jest bardzo porywczy i chciałby mną bardzo rządzić, nie dając mi się wypowiedzieć. Wiele razy zostaję sama i nie mogę jemu nic powiedzieć. Powinien się mną bardziej zaopiekować i upewniać w miłości.

Jak dotrzeć do niego, że musi mi okazać więcej uczuć, więcej rozmawiała, a nie zostawiać mnie samą i wychodzić. To tak jakby miął kogoś, są takie moje podejrzenia, bo w sumie jest w domu, ale tak, jakby jego nie było. Nie mogę sobie dać rady z tym. Czy ktoś zabiera mi moje szczęście, moją miłość, mojego męża, może to jakaś kobieta. Jeśli tak, to na pewno bym się z tym pogodziła i ułożyła sobie życie od nowa.

Jak przetłumaczyć, jeśli nawet chodzi o zdradzanie siebie wzajemnie, że tak się nie robi, że to niemoralne, że serce to nie jest tworzywo sztuczne, że to tak bardzo boli, jeśli ktoś coś ukrywa. Współczuję bardzo kobietom, które są zdradzane. Powinno się wybrać jedną drogę, a nie łamać dwa serca, jak dotrzeć do takich ludzi, że to naprawdę boli?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy warto walczyć?

Poznaliśmy się trzy lata temu. Ja byłam w ostatniej klasie liceum, On w pierwszej. Nie przeszkadzała nam różnica wieku, jaka nas dzieliła. Różniło nas wiele. Nasze rodziny, przyjaciele byli z dwóch zupełnie innych światów. Udało nam się to pokonać. Sukcesywnie...

Poznaliśmy się trzy lata temu. Ja byłam w ostatniej klasie liceum, On w pierwszej. Nie przeszkadzała nam różnica wieku, jaka nas dzieliła. Różniło nas wiele. Nasze rodziny, przyjaciele byli z dwóch zupełnie innych światów. Udało nam się to pokonać. Sukcesywnie poznawaliśmy siebie nawzajem i nasze otoczenie. Ufaliśmy sobie bezgranicznie i tak samo kochaliśmy się. Jednak wraz z upływem czasu stawaliśmy się sobie coraz bardziej obcy.

Skończyłam szkołę do której chodziliśmy razem, więc spotykaliśmy się rzadziej, choć wciąż bardzo często. Nie dostałam się na wymarzone studia i zaczęłam pracować. Czas jaki poświęcałam pracy zabierał nam wspólne chwile. Odsunęliśmy się od siebie, straciliśmy kontakt. Wiedzieliśmy, że chcemy być razem i walczyć, więc mimo zmęczenia, nadmiaru w moim przypadku pracy, w jego - nauki, każdą wolną chwilę poświęcaliśmy sobie.

On poświęcił dla nas trenowanie sportu, który kochał, ja - największe hobby. Nie myśleliśmy wtedy o tym, że to wcale nie był dobry pomysł. Ja, jako że częściej spotykaliśmy się u Niego i z jego przyjaciółmi, zapomniałam o osobach ważnych dla mnie. Przez ponad rok spotkałam się ze swoimi przyjaciółmi nie więcej, jak dwa razy.

W pewnym momencie zauważyliśmy, że nie jest nam ze sobą tak dobrze, jak dawniej. Nie było dnia bez kłótni. Doszło nawet do tego, że noc sylwestrową spędziliśmy osobno. Wciąż powtarzaliśmy sobie jak bardzo brakuje nam chwili wolności, przyjaciół, oderwania od rutyny w którą się wplątaliśmy. Postanowiliśmy spróbować inaczej. Ja postanowiłam odzyskać swoich przyjaciół, czego niestety nawet do dzisiaj nie udało mi się zrobić.

On poczuł tę wolność, którą sobie daliśmy zbyt mocno. Przypomniał sobie o tym, że jest atrakcyjny, a dziewczyny, które zaczęły Go otaczać, nie dawały mu o tym zapomnieć. Zaczęły się niewinne kłamstwa, coraz więcej kłótni i w końcu zdrada. Kiedy prawda o niej wyszła na jaw, obydwoje zrozumieliśmy, ile nas łączy i ile możemy stracić. Wybaczyłam. Zmieniliśmy swoje nastawienie. Walczyliśmy o siebie, naszą przeszłość i przyszłość.

Przez kilka miesięcy wszystko było tak, jak być powinno. Nie zabieraliśmy sobie wolności. Byliśmy naprawdę szczęśliwi. Jednak przez kilka ostatnich miesięcy naszego związku znów nie potrafiliśmy się "zgrać". Kiedy Jemu brakowało dla mnie czasu, ja wariowałam myśląc, że może nie być wobec mnie w porządku. Zaczęły się kontrole, ciągłe telefony, sprawdzanie, pytania: "Gdzie jesteś? Z kim? Co to za dziewczyna?". Choć bardzo się starałam, nie potrafiłam Mu zaufać.

Moja chora ciekawość doprowadziła do tego, że On zamiast udowodnić mi, że mogę mu ufać, zaczął bronić się atakiem.Sprawdzał mnie, wciąż pytał, nie wierzył w moje słowa.Wplątaliśmy się w ogromne błędne koło, z którego nie potrafiliśmy się wydostać. Reagowaliśmy na wszystko złością. W końcu poczułam i byłam przekonana, że znów nie jestem jedyna. Znów poczułam, że nie możemy tego zmarnować, wierzyłam, że tą wiarę zasieję znów w Nim. Spotkałam się z Nim, ale zanim zdążyłam powiedzieć jak bardzo Go kocham, On skończył nasz dwuletni związek.

Postanowiłam wyjechać z miasta. Na dzień przed moim wyjazdem On przyjechał, powiedział, że jestem jedyną kobietą Jego życia i płacząc błagał, żebym została. I zostałam. Po kilku dniach okazało się, że ma dziewczynę. Wtedy zwariowałam. Wydzwaniałam do Niego, wciąż pisałam, prowokowałam spotkania, prosiłam, błagałam i płakałam. On,choć podkreślał, że bardzo mnie kocha, a dziewczyna z którą jest, nic dla Niego nie znaczy, wciąż z nią był. I nadal jest.

Minęły cztery miesiące. Spotykamy się,rozmawiamy. Jestem już o tyle mądrzejsza i większa od samej siebie, że staram się nie okazywać swoich uczuć. Nie mogę pozwolić, by wiedział, jak wciąż cierpię. Są dni, kiedy budzę się rano i mówię sobie: DOSYĆ! Ale to szybko mija. Podświadomie wciąż o Niego walczę, choć dziś już zupełnie nie wiem, czy powinnam...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak przekonać męża?

Krótko i na temat: mąż chce mnie zostawić, jest wobec mnie obojętny, a jednocześnie nienawidzi mnie. Mamy dziecko. Mąż przebywa za granicą od urodzenia małego (jakieś 2,5 roku), po drodze mieliśmy dużo problemów z mieszkaniem, z pieniędzmi. On mnie zaniedbywał,...

Krótko i na temat: mąż chce mnie zostawić, jest wobec mnie obojętny, a jednocześnie nienawidzi mnie. Mamy dziecko. Mąż przebywa za granicą od urodzenia małego (jakieś 2,5 roku), po drodze mieliśmy dużo problemów z mieszkaniem, z pieniędzmi.

On mnie zaniedbywał, nie wysyłał czasem pieniędzy, okłamywał i miał gdzieś moje potrzeby, ja go zdradziłam. Żałuję. To było jednorazowe. Chodziłam ze znajomymi na imprezy, kłóciłam się z nim jak był w Polsce. Wiem jakie popełniłam błędy i nie potrzebuję, żeby mnie ktokolwiek biczował. Sama i tak zbieram już "plony".Sęk w tym, że mamy dziecko i ja bardzo kocham męża. Nie potrafiłabym żyć normalnie bez niego, strasznie mi ciężko.

Mąż nie chce ze mną być. Mówi, że chce być wolny, ale czuję, że tam może ktoś jednak mieć na niego jakiś wpływ. Chciałabym przekonać upartego męża do terapii, żebyśmy spróbowali raz jeszcze. Potrafimy ze sobą rozmawiać, ale zazwyczaj to ja jestem spokojniejsza. Mąż ma dużo żalu do mnie o wszystko.

Chciałabym go przekonać, że warto spróbować. Porozmawiać nim - ale już wiem, jak będzie ta rozmowa wyglądać: ja będę płakać, on będzie krzyczał, że mnie nienawidzi, że ma dosyć bycia ze mną. Brałam już go na dziecko, nawet prosiłam, żebyśmy spróbowali dla synka - zezłościł się, że dziecko w to wplątuję, ale jak mam nie wplątywać, skoro to ono później będzie cierpiało, że nie ma pełnej rodziny?!

Błagam, dajcie jakiś pomysł, nakreśliłam wam sytuację jak najbardziej szczegółowo. Ja chcę go tylko przekonać, żeby wrócił z Holandii i udał się ze mną na terapię rodziną. Jak mogę mu to powiedzieć, żeby się zdecydował?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy powinam dalej być z moim mężem?

Mam 30 lat. Od 5 lat jestem w związku małżeńskim. W trakcie trwania naszego małżeństwa mąż mnie zdradził. Ze związku z inną kobietą na 2-letniego syna. Testy DNA potwierdziły jego ojcostwo. Mąż stwierdził jednak, że nadal chce być ze mną,...

Mam 30 lat. Od 5 lat jestem w związku małżeńskim. W trakcie trwania naszego małżeństwa mąż mnie zdradził. Ze związku z inną kobietą na 2-letniego syna. Testy DNA potwierdziły jego ojcostwo. Mąż stwierdził jednak, że nadal chce być ze mną, ale nadal zaniedbuje nasze małżeństwo - wypady z kolegami na piwo, niemal co wieczór; kiedy zaproponowałam, żebyśmy umówili się na randkę tak jak przed ślubem - to mnie wyśmiał i powiedział, że "nie zabiera się drzewa do lasu" i na randki to się chodzi, żeby "wyrwać chwasta".

Kiedy zwróciłam mu uwagę, żeby pomógł mi zanieść zakupy z samochodu do domu, i czemu pozwala, aby kobieta nosiła za nim siatki i do tego otwierała mu drzwi - to wydarł się "no i co jeszcze... nie za dobrze ci?" I tak dalej, po prostu ręce opadają... On twierdzi, że wszystko co mamy, to dzięki niemu, a moja praca się nie liczy, choć pracuję na cały etat w dużej firmie, przynoszę do domu wypłatę, prowadzę firmę (sklep spożywczy), w którym on pracuje - ale i tak po pracy jeżdżę do sklepu, żeby zrobić zamówienia, przyjąć dostawy, posprzątać, umyć lodówki, dołożyć towar na półki i obsługiwać klientów, bo on musi odpocząć, czytaj: pobyć sobie z kumplami.

Mąż do tej pory nie wyjaśnił mi, co jego zdaniem jest z naszym związkiem nie tak, co pchnęło go do zdrady. Przed ślubem byliśmy ze sobą 5 lat i nic nie wskazywało na taki obrót sprawy - był czuły, cały wolny czas spędzaliśmy ze sobą, razem chodziliśmy do kina, odwiedzaliśmy dziadków, chodziliśmy na spacery. Dzisiaj nie mamy dzieci, mamy tylko psa. Mąż kupił szczeniaczka, mimo, iż prosiłam, żeby sie jeszcze nad tym zastanowił (mieszkaliśmy u jego rodziców, a jego ojciec nie cierpi zwierząt w domu). O psa nie dba, nie pamięta o spacerach, karmieniu, nalaniu wody do miski, kąpaniu, szczepieniach - sama muszę się zajmować naszą sunią.

Nie interesuje się dzieckiem, ale też nie jest zainteresowany budowaniem dobrych relacji ze mną - muszę przypominać mu o moim istnieniu. Nadal mają miejsce wypady z kolegami wieczorami, do późnej nocy, zupełnie nie interesuje się domem, mną, niezbyt poradnie wychodzi mu praca w naszej firmie - mimo, iż pracuję na etat, po pracy wracam do naszego sklepu, aby przygotować zamówienia, dołożyć towar na półki, przyjąć dostawy na magazyn, posprzątać…

Ta cała historia ze zdradą oraz list z wynikami testów DNA doprowadziły mnie do depresji. W wieku 30 lat mam siwe włosy, trzy tygodnie temu rozpoczęłam leczenie - psychiatra zapisała mi S***, potrzebuję wsparcia psychoterapeuty (umówiłam się na wizytę u psychologa – za dwa tygodnie). Powiedziałam mężowi o mojej depresji. Poprosiłam o pomoc i jego udział w psychoterapii i codzienne wsparcie. Powiedział, że jak mi dolega coś na główkę to nie zamierza brać udział w jakimś cyrku i stwierdził, że cała moja rodzinka jest jakaś psychiczna (u mojej siostry lekarz stwierdził schizofrenię (siostra leczyła się, niedawno wróciła ze szpitala i leczy się w domu).

Nie daję sobie rady w budowaniu od nowa relacji z mężem,nie mam siły na rozwód… Całą sprawę utrzymuję w tajemnicy przed moją rodziną, bo wiem, że zaczęłoby się piekło, a nie mam na to siły… Co powinnam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie wiem, co mam robić... Być przy nim?

Witam, niedługo skończę 23 lata. Od 5 lat spotykam się z mężczyzną, który ma żonę i dziecko. Bardzo go kocham i on mnie też. Właśnie podjął decyzję o rozstaniu (czekał aż dziecko będzie starsze), kiedy jego żona oznajmiła mu, że...

Witam, niedługo skończę 23 lata. Od 5 lat spotykam się z mężczyzną, który ma żonę i dziecko. Bardzo go kocham i on mnie też. Właśnie podjął decyzję o rozstaniu (czekał aż dziecko będzie starsze), kiedy jego żona oznajmiła mu, że jest w ciąży.

Nie wiem, co mam zrobić, nie wyobrażam sobie bez niego życia. Wydaje mi się, że jego żona zrobiła to, żeby ratować ich związek, ale on już od dawna nie jest w nim szczęśliwy. Chciał odejść, męczy się w tym związku. Ma z nią zostać tylko z poczucia obowiązku, bo tak wypada. Żyć dalej z kobietą, której nie kocha. Żyć życiem, które nie daje mu spełnienia.

Co on powinien zrobić w takiej sytuacji? Co ja powinnam zrobić w takiej sytuacji? Być przy nim, wspierać go? Mówił mi, że tego potrzebuje. Czy po prostu zniknąć z jego życia, chociaż tak bardzo bym cierpiała. Wcześniej był z nią ze względu na małe dziecko, a teraz będzie następne małe dziecko i CO NASTĘPNYCH 5 LAT? To myśl jest straszna. Już było tak blisko, żebyśmy byli wreszcie razem, a tu takie coś.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Mój chłopak staje się coraz gorszy

Jestem z moim chłopakiem już 1,5 roku. Mam 17 lat, on 21. Do naszej rocznicy wszystko było dobrze, jak w normalnym związku. zaufanie itp. Od jakiegoś czasu zabrania mi wszystkiego. Zakładania spódnic, bluzek z dekoltem, malowania się, pisania z kolegami,... Jestem z moim chłopakiem już 1,5 roku. Mam 17 lat, on 21. Do naszej rocznicy wszystko było dobrze, jak w normalnym związku. zaufanie itp. Od jakiegoś czasu zabrania mi wszystkiego. Zakładania spódnic, bluzek z dekoltem, malowania się, pisania z kolegami, spotykania, wychodzenia samej. Nawet na telefonie i gg pokasował mi wszystkie numery kolegów. Ostatnio, gdy bez jego wiedzy pojechałam do znajomych, to nawyzywał mnie, rzekomo zerwał, jednak po 2 dniach powiedział, że to był żart. Kompletnie mi nie ufa. A ja pozwalam mu na wszystko. Miałam chęć odejść, ale nie umiem. Co mam zrobić? Jak mu wytłumaczyć, że chcę mieć własne życie? Żeby przestał wybierać mi znajomych?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Mój partner mnie psychicznie dręczy

Nie wiem już, co mam robić. Mam myśli samobójcze. Mam już synka i jestem w ciąży z 2 dzieckiem. A mój partner, z którym jestem około 9 lat, po prostu nie daje mi spokojnie żyć. W każdej codziennej i...

Nie wiem już, co mam robić. Mam myśli samobójcze. Mam już synka i jestem w ciąży z 2 dzieckiem. A mój partner, z którym jestem około 9 lat, po prostu nie daje mi spokojnie żyć. W każdej codziennej i błahej sprawie kłamie.

Wychodzi, nie mówiąc gdzie, godzinami nie odbiera tel., a jak już odbierze, to kłamie, co do osób z którymi rzekomo przebywa. Potem okazuje się, że wcale z nimi nie był tego dnia. Gdy go o coś proszę, co jest ważne dla mnie albo dziecka, to muszę za nim tygodniami chodzić i przypominać mu i prosić, żeby to załatwił.

Kiedyś zdarzyło się tak, że mnie zdradził z inną kobietą. Dla niej wszystko potrafił zrobić, nawet rzeczy o które ja się muszę tyle napłakać, ona miała od tak. Rozstaliśmy się wtedy. On po jakimś czasie się nią znudził i za wszelka cenę chciał, żebym wróciła. Opierałam się około 7 mies. Wybaczyłam mu. Obiecał wtedy, że się zmieni.

Minęło 3 lata, jestem w ciąży, a on znowu zaczął się tak zachowywać. Płaczę po nocach. Gdy zaczynam mu wyjaśniać, że mnie rani, że powinien inaczej postępować z racji, że jestem w ciąży, to on ucina rozmowę. Krzyczy, że się go ciągle czepiam. On nie widzi winy w sobie tylko w tym, że ja mu w ogóle zwracam uwagę jakąkolwiek.

Kiedyś myślałam, że to zmieni się, ale po tylu latach mam dość kłamstw we wszystkim. Mam dość, że ciągle mnie zwodzi i obiecuje, a potem okazuje się, że nic nie załatwił. Mam dość jego zniknięć, nie wiem z kim i gdzie... Nie poradzę sobie z 2 dzieci sama.

Co mam robić? Z dnia na dzień jest ze mną gorzej. W moim stanie szczególnie potrzebuję teraz spokoju i opieki, a dostaje podwójną dawkę nerwów i łez. Mam już dość mojego życia. Czuję, że zmarnowałam je sobie z tym człowiekiem. On nigdy nie doceni co ma... A ja nadal cierpię i płaczę po nocach...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty