Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Jak uporać się z nieustannym lękiem?

Witam, jestem 19 letnią dziewczyną. Gdy miałam 9 lat moi rodzice się rozwiedli, ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem. Mimo to zawsze miałam żal do matki, a nie do ojca. Wśród swoich rówieśników, i ogólnie wśród ludzi, często czuję...

Witam, jestem 19 letnią dziewczyną. Gdy miałam 9 lat moi rodzice się rozwiedli, ponieważ mój ojciec jest alkoholikiem. Mimo to zawsze miałam żal do matki, a nie do ojca. Wśród swoich rówieśników, i ogólnie wśród ludzi, często czuję się wyizolowana. W kontaktach z ludźmi zazwyczaj czuję się niepewnie, jestem nieśmiała. Czuję, że nikt nie jest w stanie mnie polubić, ponieważ nie mam nic do zaoferowania. Jestem nudna, bardzo małomówna, bez żadnej inicjatywy, po prostu beznadziejna. Często mam poczucie winy, gdy próbuję coś zrobić dla siebie, stanąć w obronie swoich praw itp. Nie mam żadnych motywacji do działania. Moim jedynym dążeniem było znalezienie osoby, która mnie zrozumie całkowicie, bezgranicznie pokocha, nada sens mojemu życiu, wypełni pustkę i będzie ze mną do końca. Wydawało mi się, że znalazłam już kogoś takiego, ale pół roku temu mnie zostawił właśnie z powodu moich problemów ze sobą. W sumie zawsze każdy ze mnie rezygnował, więc nie powinno mnie to dziwić. Teraz nie widzę sensu w życiu, żadnych perspektyw, nadziei. Cały czas jestem przygnębiona, nie potrafię się cieszyć, nie umiem po prostu żyć. Boję się, że życie może się stać nie do zniesienia i jedynym wyjściem będzie samobójstwo. Ale jednocześnie nie chcę tego, bo boję się śmierci 24/h. Czuję się jakbym już stała nad grobem i miała umrzeć w każdej chwili. Ciągle jestem niespokojna, często miewam ataki lęku, najczęściej gdy kładę się spać (właściwie mam to co noc, ale z różnym nasileniem), wydaje mi się wtedy, że zaraz umrę, panicznie się boję. Mam wtedy wrażenie, że zaraz zemdleję, duszę się, mam uczucie gorąca, drętwienia, serce wali mi jak szalone itd. Mam problemy ze snem, często nie mogę zasnąć do świtu, albo mam bardzo płytki sen i budzę się co chwilę. W dzień natomiast mam problemy żołądkowe, poza tym mam skłonność do przypisywania sobie różnych chorób, podczas gdy badania na nic nie wskazują. Stale towarzyszy mi lęk, nie wiem jak się go pozbyć. Nie mam już siły dłużej zamartwiać się bez przerwy, zastanawiać się czy zaraz umrę i nie zdążę zrobić wszystkiego co bym chciała (a mimo to nie robię kompletnie nic z tego). Co powinnam zrobić? Czy jest jakaś szansa, żebym zaczęła żyć normalnie, cieszyć się tym życiem, nie myśleć bez przerwy o śmierci, o tym, że umrę i wszystko się skończy? To mnie strasznie przybija. Proszę o jakąś radę, wskazówkę, cokolwiek...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Wstaję rano i jest mi niedobrze. Dlaczego tak mam?

Od kilku tygodni kiedy rano wstaje jest mi niedobrze, źle się czuję, zbiera mi się na wymioty, a to wszystko dzieje się kiedy mam iść do szkoły - dla przypomnienia powiem, że jem normalnie rano śniadania. Pamiętam, że...

Od kilku tygodni kiedy rano wstaje jest mi niedobrze, źle się czuję, zbiera mi się na wymioty, a to wszystko dzieje się kiedy mam iść do szkoły - dla przypomnienia powiem, że jem normalnie rano śniadania. Pamiętam, że w podstawówce miałam taki sam problem, ale jakoś sam zniknął po tygodniu... Wydaje mi się, że teraz to coś innego to zaczyna mnie już męczyć. Byłam już u lekarza, powiedziałam mu wszystko jak jest, ale powiedział, że to stres, tylko ja nie wiem co mam zrobić. Wiem, że w szkole jestem bezpieczna i jest wszystko okej, ale i tak się boję - nie wiem czemu.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak mogę nakłonić mamę do leczenia?

  Witam. Piszę ponieważ nie wiem jak poradzić sobie z nakłonieniem mamy na wizytę u psychiatry. Mama ma 61 lat, mając niespełna 40 zachorowała na nerwicę lękową, nie wychodziła z domu nawet na zakupy, bała się wejść do jakiegokolwiek środka...

  Witam. Piszę ponieważ nie wiem jak poradzić sobie z nakłonieniem mamy na wizytę u psychiatry. Mama ma 61 lat, mając niespełna 40 zachorowała na nerwicę lękową, nie wychodziła z domu nawet na zakupy, bała się wejść do jakiegokolwiek środka transportu, jeżeli już musiała to zawoziliśmy ją samochodem. Od kilku lat jest już lepiej, zaczęła nawet sama wychodzić do przychodni, sklepu, nawet w razie potrzeby jedzie tramwajem czy autobusem. Problem polega na tym, że popadła ze skrajności w skrajność. Kiedyś bała się wszystkiego, była płaczliwa, natomiast obecnie jest nadpobudliwa, biega po sklepach, żyje przeszłością, ma do wszystkich pretensje, potrafi pod wpływem dialogu, który był nie po jej myśli wysiąść z samochodu na skrzyżowaniu, opowiada sąsiadom, rodzinie jaka jest nieszczęśliwa, straszy ojca sądem, ciągle z nami czyli mną, bratem, ojcem walczy, wciąga w to nawet wnuki, wymaga całkowitego oddania. Albo jesteśmy za nią albo przeciwko niej, obraża się o wszystko. Każda próba przekonania jej, że potrzebna jest wizyta u lekarza powoduje, że uważa, że chcemy zrobić z niej wariatkę. Już prawie nikt jej nie odwiedza. Tata jest schorowanym człowiekiem, jest po trzech zawałach serca i po zabiegu by-passy, obecnie przebywa w szpitalu po wszczepieniu stenta i po krwotoku z przewodu pokarmowego. Boi się wrócić do tej atmosfery i oczekuje, że ja i brat porozmawiamy z mamą. Niestety nie wiemy jak, wyczerpaliśmy już pomysły jak do niej dotrzeć - ona uważa, że robi dobrze a wszyscy inni są źli. Mam 2 pytania: co może dolegać mojej mamie i jak nakłonić ją do leczenia? Bardzo dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Lęk paraliżuje mi życie, nie wytrzymuję już tego

  Witam. Mam 19 lat i jestem kobietą. Jestem osoba bardzo nieśmiałą, skrytą i lękliwą. Przez trzy lata liceum każdy dzień w szkole był dla mnie wyzwaniem. Bałam się sprawdzianów, wywołania do tablicy, odpytywania, nawet wtedy kiedy byłam przygotowana....

 

Witam. Mam 19 lat i jestem kobietą. Jestem osoba bardzo nieśmiałą, skrytą i lękliwą. Przez trzy lata liceum każdy dzień w szkole był dla mnie wyzwaniem. Bałam się sprawdzianów, wywołania do tablicy, odpytywania, nawet wtedy kiedy byłam przygotowana. Moje wyniki w nauce były bardzo dobre. Zdałam maturę i dostałam się na studia. Niestety po tygodniu zrezygnowałam ze studiów, bo nie wytrzymałam tego nerwowo. Na wykładach trzęsły mi się ręce, całe ciało, serce bardzo mocno biło, bolała mnie głowa, brzuch, miałam częste biegunki i przeżywałam ogromny stres. Często zostawałam w domu, żeby sobie odpuścić i odpocząć od tych męczarni. Nie wytrzymuję tego psychicznie… Boję się każdego wyzwania, chociaż jestem osobą ambitną. Nie wiem do kogo się zwrócić z tymi objawami. Bardzo proszę o udzielenie mi odpowiedzi.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Nerwica i bezsenność - czy można to jakoś zmienić?

Witam. Mam na imię Tomek i mam 26 lat. Ostatnimi czasy stwierdzono u mnie zaburzenia nerwicowe, które objawiały się uczuciem zimna i gorąca, kołataniem serca, osłabieniem. Termin wizyty u psychologa mam ustalony na 17 listopada, wcześniej będę się starał dostać...

Witam. Mam na imię Tomek i mam 26 lat. Ostatnimi czasy stwierdzono u mnie zaburzenia nerwicowe, które objawiały się uczuciem zimna i gorąca, kołataniem serca, osłabieniem. Termin wizyty u psychologa mam ustalony na 17 listopada, wcześniej będę się starał dostać prywatnie do psychiatry. Ostatnio jednak pojawiły się również kłopoty z bezsennością. W nocy śpię tylko ok. 3 godziny, a potem za dnia nie chce mi się spać, przez co jestem bardzo zmęczony i apatyczny. Czy to normalne w nerwicy? Czy jeśli podejmę leczenie, objawy ustaną? Proszę o jakąś odpowiedź, bo jestem zrozpaczony po prostu tym stanem rzeczy. Czy możne są jakieś sposoby, by ten stan rzeczy zmienić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się nawet myśleć, że mogłoby się to pogorszyć

Od pewnego czasu zastanawiam się czy wszystko jest ze mną w porządku. Gdy rozmawiam o tym ze znajomymi mam wrażenie, że nie do końca rozumieją moje problemy, mimo tego, że staram się jasno przekazać im co czuję. Jest to problem...

Od pewnego czasu zastanawiam się czy wszystko jest ze mną w porządku. Gdy rozmawiam o tym ze znajomymi mam wrażenie, że nie do końca rozumieją moje problemy, mimo tego, że staram się jasno przekazać im co czuję. Jest to problem dla mnie, ponieważ czuję się z tym osamotniony i to mnie przeraża. Jestem osoba niepalącą, nie piję alkoholu. Przestałem pić kawę i red bulle więc nie mogę znaleźć powodów, które były by przyczyną moich dziwnych stanów. Gdy wychodzę z domu zaczynam mieć pewne obawy, tak jakbym bał się, że zaraz coś mi się stanie. Odczuwam dziwne napady leków, które są spowodowane, np. tym, że czuję jakbym był "pusty" w środku, myślę wtedy o tym, że serce mi wali chociaż tak nie jest, a dopiero jak zaczynam się denerwować tętno mi przyspiesza i jestem w stanie sam siebie doprowadzić do lęku. Czasem gdy idę czuję jakby moja lewa ręką była "lekka", boję się, że zaraz zemdleję chociaż nigdy jeszcze nie zemdlałem. Czuję się tak jakby zaraz miało mnie zwalić z nóg. Wszystko dookoła przestaje istnieć, skupiam się tylko na tym co siedzi mi w głowie. Wykonuję takie dziwne ruchy z tym związane, łapie się za głowę, wkładam i wyciągam ręce z kieszeni, chwytam za telefon tylko po to żeby mieć coś w ręce, robię wszystko żeby dawać sobie bodźce, że jednak zaraz nie zemdleje. Jak jestem w domu czasem też tak się czuję z tym, że bardzo rzadko, no i nie jest to tak silne uczucie jakie mam gdy jestem poza domem, porównam go do delikatnego stanu otępienia. Zaczynam się trochę obawiać, bo jeżeli tak dalej będzie to ciężko będzie mi z tym na co dzień, chodzi mi o prace i ogólnie moją egzystencję. Czasem boję się nawet myśleć, że mogłoby się to pogorszyć, bo wtedy moje życie obróciło by się do góry nogami. Ogólnie staram sobie z tym radzić, tylko że wtedy czuje się tak, jakbym robił coś na siłę, np. gdy wychodzę z domu z dziewczyną do znajomych myślę o tym, że jak będziemy wracać do domu znowu będę czuł się niepewnie i walczył przez tę całą drogę ze swoimi myślami. Nie lubię tego uczucia, jest to dla mnie coś dziwacznego. Z góry dziękuję za odpowiedź, naprawdę jest im potrzebna.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy to nerwica, czy nadpobudliwość?

Witam, Jestem mamą trzyletniego Filipka, który już od początku jawił się jako dziecko niezwykle pogodne, nie przejmujące się zbytnio wieloma rzeczami, aczkolwiek dość emocjonalne i ruchliwe. Od początku rozwijał się bardzo dobrze, nie sprawiał nam żadnych problemów i był niezwykle...

Witam, Jestem mamą trzyletniego Filipka, który już od początku jawił się jako dziecko niezwykle pogodne, nie przejmujące się zbytnio wieloma rzeczami, aczkolwiek dość emocjonalne i ruchliwe. Od początku rozwijał się bardzo dobrze, nie sprawiał nam żadnych problemów i był niezwykle rezolutnym maluszkiem. Jedynym problemem była alergia pokarmowa, która obejmowała prawie wszystkie produkty i u Filipka objawiała się problemami w przewodzie pokarmowym oraz brakiem apetytu. Walka z alergią była bardzo trudna, a szczególnie brak apetytu, przy którym trudno było ugotować coś, co nie szkodziłoby synkowi. Dodam, że w międzyczasie wyjechaliśmy z mężem do Niemiec, gdzie mieszkamy nadal bez jakiejkolwiek bliskiej rodziny w pobliżu. Kiedy Filipek miał 19 miesiecy, urodził nam się drugi synek. Niestety Marcinek urodził się z rzadką i ciężką w konsekwencjach mozaikową chorobą genetyczną. Był to wielki szok i cios dla nas wszystkich, tym bardziej, że mutacja chromosomu 16 była spontaniczna oraz, że ciąża przebiegała bez najmniejszych komplikacji. Cały główny dramat rozpoczął się po tym jak po powrocie do domu ze szpitala nie byłam w stanie nakarmić Marcinka (jak się później okazało przyczyną była choroba genetyczna). Spałam po 3-4 godz dziennie i karmiłam go po 10 godz. dziennie, a zjadał tylko ok. 300ml, po czym godzinami nosiłam go, by mogło mu się odbić, co i tak najczęściej kończyło się kolką. Byłam wyczerpana fizycznie, emocjonalnie, na granicy załamania nerwowego. Mimo wielu pobytów w szpitalu, nikt nie chciał nam uwierzyć, że Marcinek naprawdę nie jest w stanie jeść, no bo cyt. "potrafił zjeść 300 ml". Po 7 miesiącach błagania o sondę, dostał ją, ale to tylko z tego powodu, iż był niesamowicie wychudzony, tak iż byle drobna infekcja zagrażała jego życiu. Od tej pory sytuacja była nieco stabilniejsza. Oczywiście Marcinek ma wiele innych wad rozwojowych (rozszczep podniebienia i wargi, problemy z nerkami, nie widzi zbyt wiele, nie słyszy prawie, upośledzenie umysłowe, nieprawidłowa motoryka, wymioty, biegunki, kolki, częste zapalenia dróg oddechowych), ale myśl, że nie zagłodzi mi się jest i tak duza pomocą. Kiedy my błąkaliśmy się po szpitalach bezskutecznie szukając pomocy, Filipek, wówczas dwuletnie dziecko, był pod opieką różnych cioć i babć przez pierwsze trzy miesiące życia Marcinka. Później, kiedy już wszyscy nasi najbliżsi z Polski wykorzystali swoje urlopy pozostałam sama. Próbowaliśmy znaleźć kogoś do pomocy, ale tutaj nie jest to łatwe, tym bardziej, ze osoby bezrobotne otrzymują wystarczające zaplecze socjalne, by nie musieć podejmować pracy. Zresztą nawet jak udawało się kogoś znaleźć to po krótkim czasie, rezygnował, bo zarówno Marcinek jak i Filipek są absorbujący i jest to praca wymagająca. Nie muszę chyba dodawać, ze atmosfera w domu była niezwykle skomplikowana, ja permanentnie zmęczona, częste płacze, kłótnie. Mój mąż pracuje każdego dnia do 18:00 i ma często wyjazdy służbowe. W tym wszystkim nie byłam w stanie opiekować się właściwie Filipkiem, godzinami tkwiłam nad Marcinkiem, a Filipek miał do towarzystwa jedynie zabawki i telewizor. Przez pierwsze 2 miesiące nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, co to znaczy dla Filipka, który przed narodzeniem Marcinka miał zawsze mamusię, kiedy tylko tego potrzebował. Żyliśmy jak w amoku, czasem docierało do nas, ze musimy tez zająć się Filipkiem, ale po krótkim zrywie, znowu wciągał nas temat Marcinka, a Filipek pozostawał znowu sam. Z powodu zaistniałej sytuacji Filipek musiał iść do przedszkola. Było to zupełnie obce środowisko, synek nie znał języka. Trafił do obcych ludzi, gdzie musiał uczyć się gloryfikowanej tutaj pruskiej dyscypliny. Nie potrafił jeszcze korzystać z nocniczka (nie wykazywał jeszcze żadnych oznak gotowości, mimo to bez zmuszania sadzałam go na nocnik, ale nie było to regularne, z powodu moich częstych pobytów w szpitalu), ani samodzielnie ubierać się i rozbierać, a tego wymagano w przedszkolu i zmuszano, by próbował podczas, gdy ja nie miałam pojęcia, że powinnam już uczyć go tego również w domu. Po jakimś pół roku, kiedy wychowawczynie straciły cierpliwość, usłyszeliśmy, że ich zdaniem Filipek nie jest tak do końca normalny, że jest trochę autystyczny, że jest konfliktowy, agresywny, żyje w swoim świecie i nie czyni zbytnio postępów. Dodam jeszcze, ze wcześniej pytałam wielokrotnie, czy wszystko w porządku? I poza kilkoma epizodami, słyszałam zawsze, że tak. Widzieliśmy, że Filipek stał się nerwowy, miał zahamowanie rozwoju mowy, ale wszystko tłumaczyliśmy zaistniałą sytuacją oraz nie byliśmy pewni czy powstające wybuchy złości to zaburzenie rozwojowe, czy też bunt dwulatka, połączony z dramatem rodzinnym i presją ze strony przedszkola, do którego często chętnie o dziwo szedł, zresztą nie wiedzieliśmy jak mu pomóc i co więcej o co mu chodzi, Ta "diagnoza" była dla nas strasznym ciosem. I tu popełniłam największy błąd. Pod presją przedszkola, z braku czasu i cierpliwości, zmęczenia i dodatkowych problemów zaczęłam naciskać na Filipka w sprawach toalety, ubierania się i dyscypliny. Nie było to robione w miłej atmosferze, wściekałam się i zmuszałam malca, żeby robił to co należy, ale było tylko gorzej. A on się stawiał i chciał się przytulać, kiedy był niegrzeczny. Tego już zupełnie nie rozumiałam i nie wiedziałam jak reagować. Pamiętam kilka sytuacji, kiedy naprawdę byłam okropna. Myślę, że wymagaliśmy więcej niż mógł temu sprostać. Dzisiaj mam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu i przekonanie o winie. Nie pomogłam mu tylko go jeszcze bardziej pogrążyłam. Wiem, że sama doświadczałam wycieczenia fizycznego i psychicznego w tym czasie, ale to nie usprawiedliwia mnie. Efekt moich działań był oczywisty. Filipek stracił poczucie pewności siebie, stał się agresywny, impulsywny, z częstym poczuciem winy, niesprawiedliwości i porażki (tak przynajmniej odczytywałam jego zachowanie), ma problemy w kontaktach z dziećmi i na wszystko mówi NIE. Oczywiście nie znosi się ubierać, a do toalety zrobi tylko siusiu, a co do kupki to ma po prostu blokadę. Teraz Filipek ma 3 lata. Byliśmy latem 9 tygodni w klinice w Monachium na oddziale psychosomatycznym. Autyzm wyśmiano i stwierdzono, ze Filipek owszem jest ruchliwy (wręcz uzdolniony sportowo), ale, że to nie nadpobudliwość tylko, że to z powodu problemów domowych, ponadto brak konsekwencji oraz, że potrzebuje dyscypliny i granic, że jest też bystry, ma silny przywódczy charakter i jest zupełnie normalny, ale ustalono to na bazie obserwacji, wywiadów, a nie testów. Wiem, że diagnozę trudno jest postawić z względu na młody wiek dziecka oraz sytuację rodzinną, jednak ja nie uważam, że na pewno problem polega tylko na silnym charakterze Filipka, tym bardziej, że po raz pierwszy w szpitalu wadziłam, że synek bił dzieci (po bliższych analizach z powodu zazdrości najczęściej, problemów komunikacyjnych lub ignorancji ze strony zaczepianych dzieci), no i że w ostatnim dniu pobytu jedna z psychoterapeutek zaleciła nam terapię psychomotoryczną - jako antidotum na problemy społeczne Filipka - co tym bardziej zaniepokoiło mnie i wywołało pytanie:"czy psychoterapeuci są jednak pewni, że z Filipkiem jest wszystko ok?". Byliśmy potem tydzień na urlopie nad morzem, gdzie Filipek miał wiele ruchu, zabawy i naszej uwagi. Gdy powrócił był spokojniejszy, radosny, chętny do współpracy, z chęcią szedł do przedszkola. Byłam taka szczęśliwa! Po powrocie wychowawczynie stwierdziły, że rozwojowo bardzo "poszedł do przodu" - również językowo - i że się wyciszył. Szczęście trwało jednak tylko 3 tygodnie, po czym Filipek znów jest przekorny, pobudzony i nerwowy. Nie potrafi wysiedzieć przy stole (kiedy wcześniej było to możliwe), słabo je, czasami budzi się w nocy (bez płaczu) i leży spokojnie, ciągle walczy o naszą uwagę. Czasem bardzo jest podniecony kiedy mówi i wtedy jest to chaotyczne. Chce zwracać na siebie uwagę, również obcych osób. W gronie rówieśników jest wycofany, ale i ruchliwy, chce rządzić, wtrąca nam się do rozmów, jeśli upomnimy go ostrzej od razu reaguje emocjonalnie, np. rzuca zabawkami lub chce uderzyć (wcześniej się tym nie przejmował), mimo to lubi się dużo śmiać i robić szalone wygłupy. Wśród rówieśników nadal istnieje w nim bariera językowa (rozumie wszystko, ale z mówieniem idzie słabo), ale wydaje mi się też, że Filipek czuje się gorszy od innych dzieci (w przedszkolu jest to grupa mieszana 3-6lat), co jest bardzo przykre, bo jest naprawdę wspaniałym chłopczykiem i przy dobrym nastroju niezwykle uroczym i chętnym do pomocy. Ma dużo uroku, ale wystarczy, że coś go sprowokuje wtedy wybucha i czar pryska. Wiemy, że dzieci nie chcą się z nim czasem bawić (według wychowawców z powodu barier językowych, bądź różnicy wieku), wtedy wybucha, a potem w skrytości cierpi. Jest bardzo wrażliwy i wszystko w środku mocno przeżywa. Nadal nie jestem pewna, czy nie jest to nadpobudliwość czy nerwica lub jakiś uraz po traumatycznych przejściach? Czuję straszne poczucie winy, bo uważam, że wiele spośród problemów mojego dziecka to nasza wina i mimo świadomości sytuacji, w której się znaleźliśmy nie widzę dla siebie żadnego usprawiedliwienia, bo go nie chroniłam, nie byłam dla niego wsparciem, kiedy mnie potrzebował. Sama przyczyniłam się do jego stanu. Obawiam się tylko, czy nie jest już za późno? Czy przeżycia, których doświadczył nie odbiły już trwałego piętna na jego psychice? Czy można mu jakoś pomóc jeszcze? Czy opisane zachowania mogą mieścić się w normach zachwiań trzylatka? Niemcy z natury są spokojni, lubią instrukcje i reguły oraz czują się dobrze i bezpiecznie kiedy mają wodza. Filipek z pewnością odróżnia się od takiego wzorca. Dodam, że odkąd zorientowałam się, że coś niedobrego dzieje się z Filipkiem walczymy o to aby nasz dom znowu stał się na ile to możliwe radosny i bezpieczny dla Filipka. Gdy jest niegrzeczny stawiamy go na krótko do kąta i tłumaczymy spokojnie co jest tego przyczyną, wydaje się, że on lubi wręcz ten kąt, bo czasem sam tam idzie i traktuje go jako strefę wyciszenia. Staramy się bawić na ile to możliwe z Filipkiem, poświęcać mu uwagę, nie kłócić się i nie rozmawiać przy nim o problemach i dużo go chwalić - jest tego naprawdę wart. Kiedy to możliwe organizować mu dużo zabaw ruchowych. Uważamy oboje z mężem, że atmosfera w domu jest o wiele lepsza niż wcześniej, ale obawiam się, że to nie wystarcza. Nadal najczęściej sama zajmuje się domem i opieką nad chorym Marcinkiem, który odkąd otrzymał sondę obrzuszną pozwala mi zaoszczędzić trochę czasu właśnie dla Filipka. Oczywiście chętnie skorzystalibyśmy z terapii psychomotorycznej, ale obawiam się, że do tego może potrzebować jakiejś diagnozy o zaburzeniach, a posiadając takie dokumenty, tutaj w Niemczech, albo wysyła się dzieci do szkoły specjalnej, albo serwuje tabletki uspokajające (aż trudno uwierzyć, ale to powszechna procedura mająca pomóc w utrzymaniu dyscypliny). A tego chcielibyśmy uniknąć, tym bardziej, że pomimo swojej ruchliwości, Filipek potrafi się pięknie skoncentrować na interesujących rzeczach i jest naprawdę bystrym maluszkiem. Powrót do Polski również nie wchodzi w grę, gdyż dla Marcinka opieka terapeutyczna jest tutaj bezpłatna, a ma jej wiele, mój mąż nie ma pracy w Polsce, a ja z pensji nauczycielskiej nie utrzymam rodziny. Proszę o rade co powinnam robić i jak Pani na podstawie tego co napisałam postrzega zachowanie Filipka? Bo bardzo czuję się bezsilna i zagubiona wobec przytłaczających problemów. Co mogę jeszcze zrobić dla mojego synka, któremu zamiast pomóc - zaszkodziłam? pozdrawiam Aneta

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Niepokój, huśtawka emocjonalna, drażliwość - co dalej?

Witam. Mam 17, za 4 miesiące 18 lat. Uczę się w liceum, mieszkam z rodzicami z którymi stosunki zawsze miałam dobre. Nie mam problemów rodzinnych na większą skalę. "Posiadam" grono przyjaciół i znajomych, na głowie mam też kota. Co jest...

Witam. Mam 17, za 4 miesiące 18 lat. Uczę się w liceum, mieszkam z rodzicami z którymi stosunki zawsze miałam dobre. Nie mam problemów rodzinnych na większą skalę. "Posiadam" grono przyjaciół i znajomych, na głowie mam też kota. Co jest nie tak? Kiedyś, za czasów początku gimnazjum byłam osobą mało pewną siebie. Pod koniec tego okresu zdobyłam tę pewność, lepiej czułam się wśród ludzi, zaczęłam być komunikatywna i "wszędzie było mnie pełno". Od pewnego czasu znowu tracę tą pewność siebie. Przejmuję się opinią środowiska, tłamszę w sobie emocje. Coraz więcej i częściej narzekam na siebie. Mam skoki wiary we własne możliwości (zajmuję się fotografią - odnoszę już pewne drobne sukcesy w tej dziedzinie), jednego dnia jestem z siebie zadowolona, dumna z kolejnej wystawy, następnego mam ochotę rzucić tym. Zdarza się to coraz częściej. Ciągle też odczuwam pustkę. Boję się samotności. Boję się zostawać sama w domu wieczorem. Wpadam wtedy w histerię, płaczę, klnę. Wydaje mi się, że coś widzę, że coś słyszę. Mam problemy z zasypianiem, przynajmniej dwa razy w tygodniu. Jakiś czas temu przed zaśnięciem miałam wrażenie, że trzęsie mi się łóżko. Pociłam się, serce waliło jak młot. Ogółem dopadają mnie różnorodne lęki. Boję się wypadku śmiertelnego np. jadąc autobusem. Boję się zasnąć, bo co jeśli się nie obudzę. Jestem strasznie drażliwa, nerwowa ostatnio. Wahania nastroju, od euforii po stany totalnego rozbicia. Nadużywam słowa "nienawidzę", kiedy coś mnie zdenerwuje. Mam problemy z koncentracją i pamięcią. Myśli czasem przytłaczają mnie swoją ilością. Dużo gniewu we mnie. Jestem spięta często. Często też boli mnie głowa i mam zawroty głowy. Miewam też momenty takiej jakby "utraty świadomości", nie wiem czemu coś zrobiłam, ile minęło czasu, kiedy właśnie jestem... Często płaczę, ot tak zazwyczaj. Łatwo też się męczę, mam mało siły. Szybko drętwieją mi np. nogi, przechodzą mnie często takie "prądy" przez ciało. Przytłacza już mnie to. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Miałam nerwicę lękową, teraz powoli wraca niepokój - czy powinnam się martwić?

Witam, mam 25 lat. 3 lata temu miałam zdiagnozowaną nerwicę lękową. Miałam epizod depresyjny, z którego wyszłam. Byłam na rocznej terapii u psychologa. Zmieniłam dużo w swoim życiu. Mimo wszystko zawsze bardziej się bałam na przed egzaminami na studiach niż...

Witam, mam 25 lat. 3 lata temu miałam zdiagnozowaną nerwicę lękową. Miałam epizod depresyjny, z którego wyszłam. Byłam na rocznej terapii u psychologa. Zmieniłam dużo w swoim życiu. Mimo wszystko zawsze bardziej się bałam na przed egzaminami na studiach niż inni, ale wiedziałam, że po prostu tak mam i to „przeczekiwałam” etc. Bałam się też długo, że mogę znów się załamać - z czasem przestałam. Potem poszłam na staż (jestem dentystą) i wszystko jakoś minęło, robiłam co miałam robić, odczuwałam satysfakcję itd. Teraz skończyłam staż, otwieram swój prywatny gabinet i od dwóch miesięcy niczym innym się nie zajmuję ( mam gabinet po mamie, która nagle zmarła 7 lat temu) i znów ten lęk wraca - staram się z nim walczyć, ale nie potrafię myśleć o niczym innym. Ciągle ściska mnie w żołądku. Dobrze się czuję, tylko to coś co siedzi w środku, ciągle ze mną jest. Mam poczucie winy, że nic nie robię przez te dwa miesiące, a wiadomo, biurokracja skutecznie opóźnia mi to otwarcie. Czy to jest normalne, czy mogę się tak czuć? Czy powinnam się zacząć martwić zanim znów będzie za późno? Zawsze mi ciężko ocenić kiedy to już jest lęk, który powinien zapalić mi światło ostrzegawcze, a kiedy to tylko zwykły stres. No i nie chcę niepotrzebnie iść do psychologa, żeby nie potraktował mnie jak jakąś przewrażliwioną babę, która po prostu ma za dużo wolnego czasu i jej odbija.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Jak długo bedę musiała zażywać leki w napadowym lęku panicznym?

Witam. Od roku choruję na napadowy lęk paniczny. Zażywam leki - jak długo będę musiała je zażywać?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Zachowuję się irracjonalnie i mam obsesję

Radek, 26 lat. Od ponad roku dzieje się ze mną "coś", czego nie umiem sobie wytłumaczyć, tzn. odczuwam nagły i niespodziewany lęk, który mi uniemożliwia wykonywanie pracy. W mojej głowie kłębią się myśli aby zakończyć swoje życie i jednocześnie...

Radek, 26 lat. Od ponad roku dzieje się ze mną "coś", czego nie umiem sobie wytłumaczyć, tzn. odczuwam nagły i niespodziewany lęk, który mi uniemożliwia wykonywanie pracy. W mojej głowie kłębią się myśli aby zakończyć swoje życie i jednocześnie odczuwam jakąś siłę, która mnie do tego motywuje, "namawia". Moi przyjaciele odsunęli się ode mnie, zostałem z tym wszystkim sam. Robię rzeczy irracjonalne, np. wystawiam meble z domu, niszczę przedmioty, które stanowią dla mnie wartość nie tylko materialna. Stałem się arogancki i niedostępny dla bliskich. Mam obsesję na punkcie sprawdzania, czy przed oknem ktoś nie stoi i mnie nie obserwuje. Bardzo proszę o pomoc. Jak tak dalej będzie, to stracę prace.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Dlaczego to mnie boli? To nerwica czy depresja?

Witam. Mam szesnaście lat i od kilku dni strasznie boli mnie pod łopatką. Do tego dochodzi kłucie w okolicach serca. Czasem mam też taki atak, że nie mogę złapać oddechu przez dobre kilka minut, strasznie kręci mi się w głowie...

Witam. Mam szesnaście lat i od kilku dni strasznie boli mnie pod łopatką. Do tego dochodzi kłucie w okolicach serca. Czasem mam też taki atak, że nie mogę złapać oddechu przez dobre kilka minut, strasznie kręci mi się w głowie i mam uczucie, że ona mi zaraz wybuchnie. Zawieszam się bez przyczyny na kilka minut, a później nic nie pamiętam. Czytałam na internecie, że są to typowe objawy dla nerwicy serca, czy też depresji. Chciałabym jednak zasięgnąć Waszej opinii. Czy możecie mi jakoś pomóc? Doradzić coś? Chciałabym jeszcze dodać, że jestem strasznie nieśmiałą osobą, zamkniętą w sobie i żyję w ciągłym stresie i lęku.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pozbyć się somatycznych objawów nerwicy?

Witam, Z tym problemem borykam się od roku. Mam 18 lat, codzienne kołatania serca, bóle w klatce piersiowej i brzuchu, czasem omdlenia, poczucie odrealnienia i silny lęk. Cały czas czuję, jakby coś leżało mi na sercu. Miałem robione...

Witam, Z tym problemem borykam się od roku. Mam 18 lat, codzienne kołatania serca, bóle w klatce piersiowej i brzuchu, czasem omdlenia, poczucie odrealnienia i silny lęk. Cały czas czuję, jakby coś leżało mi na sercu. Miałem robione szereg badań, EKG, Holter, tarczyca, RTG, USG jamy brzusznej, echo serca i jedyne co mi wyszło to niedomykalność zastawki mitralnej. Byłem u kilku kardiologów, wszyscy to samo, wszyscy mówią o nerwicy, biorę lek, ale on tylko hamuje lęki, objawów somatycznych już nie. Co zrobić, żeby zakończyć te jakże przykre przypadłości? Dodam, że często czuję mrowienie w kończynach, gdy jest mi słabo i podniosę jedną rękę w górę a drugą trzymam normalnie, ta na górze jest normalna, a ta przy dole ciemnoczerwona lub sina. Często nie mogę złapać oddechu, cały czas źle się czuję. Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Czy to nerwica? Czy konieczne są leki?

Wszystko trwa od ponad 2 lat mam bóle brzucha. W kwietniu miałam usuwany jajnik - pęknięta torbiel. Wizyty u ginekologa systematyczne, wszystko niby jest dobrze, ale została ta okropna nerwica. Boję się praktycznie wszystkiego, boję się żyć, boję...

Wszystko trwa od ponad 2 lat mam bóle brzucha. W kwietniu miałam usuwany jajnik - pęknięta torbiel. Wizyty u ginekologa systematyczne, wszystko niby jest dobrze, ale została ta okropna nerwica. Boję się praktycznie wszystkiego, boję się żyć, boję się umierać, wszystko wokół mnie przeraża - byłam u psychiatry, przepisał leki, ale wiadomo - po nich człowiek chodzi ospały a muszę normalnie funkcjonować – dom, dzieci, praca. Mam problemy z koncentracją, ze snem. Proszę o pomoc, choć parę słów.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie mówiąc mogę porozumieć się z kimś przez myśli - czy to normalne?

Witam, mam mały kłopot, miedzy innymi to, że nie mówiąc mogę porozumieć się z kimś przez myśli - czy to normalne? Często słyszę dziwne pytania, jestem rozkojarzony, mam problemy z mową (mówię czegoś, czego nie chcę i wtedy pogłębiam się... Witam, mam mały kłopot, miedzy innymi to, że nie mówiąc mogę porozumieć się z kimś przez myśli - czy to normalne? Często słyszę dziwne pytania, jestem rozkojarzony, mam problemy z mową (mówię czegoś, czego nie chcę i wtedy pogłębiam się w to), nie umiem skopić się na normalnym życiu, wydaje mi się, że ktoś słyszy moje myśli w autobusie. Muszę z kimś rozmawiać, ponieważ nie umiem się wyciszyć i myśleć o sobie - czego to są objawy?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moje myśli świadczą o obsesji lub natręctwie?

Dzień dobry. Mam 21 lat, jestem kobietą, jestem obecnie w 18. tygodniu ciąży z moim partnerem (narzeczonym), z którym jesteśmy 3 lata. Otóż nie wiem od czego zacząć, ale od jakiegoś czasu prześladują mnie moje myśli, że chciałabym zrobić komuś krzywdę,... Dzień dobry. Mam 21 lat, jestem kobietą, jestem obecnie w 18. tygodniu ciąży z moim partnerem (narzeczonym), z którym jesteśmy 3 lata. Otóż nie wiem od czego zacząć, ale od jakiegoś czasu prześladują mnie moje myśli, że chciałabym zrobić komuś krzywdę, np. kiedy oglądam albo słyszę gdzieś, np. w tv o tym, że ktoś kogoś zabił albo cokolwiek innego, ale negatywnego, to biorę to do siebie, dopasowuję do swojej osoby, zastanawiam się czy ja bym tak zrobiła, te myśli stają się bardziej nachalne i namolne, dręczące, towarzyszy temu okropny nastrój psychiczny, pojawiają się lęki, że może jestem psychicznie chora, itd.   Byłam u psychologa wczoraj i on mi wyjaśnił mechanizm tych moich myśli, powiedział jak sobie z nimi radzić. Jakoś zrobiło mi się lepiej i potem minęły mi te moje myśli. Ale weszły nowe. Tzn. nie do końca nowe bo już kiedyś (2-3 lata temu) pojawiały się. Wtedy miały treść czy kocham swojego narzeczonego, myśli były takie, że go nie kocham, szukałam w nim wad, rzeczy, które mi się nie podobają itp. Ale wiedziałam, że przecież go kocham, że mi się podoba, bo to mój typ, facet, o którym marzyłam, ale nie myślałam, że takiego dostanę. Dodatkowo potem pojawiły się myśli, że może jestem lesbijką, nie wiem czy też się zasugerowałam czymś np. z gazety lub z telewizji, albo może była to kolejna natrętna myśl wynikająca z poprzednich. Ale przecież ja zawsze byłam zainteresowana mężczyznami, w gimnazjum nawet urywałam się z lekcji z koleżanką żeby "śledzić" chłopaka, który nam obu się podobał. Oglądałam obsesyjnie mecze piłki nożnej, bo tam byli przystojni faceci. Dość szybko zaczęłam mieć marzenia seksualne, bo już pod koniec podstawówki, to z piosenkarzem, to z piłkarzem, itp. Nigdy nie miałam ciągot do kobiet, wręcz to absurdalne jest. Nawet będąc z moim partnerem, który jest jednocześnie moim pierwszym partnerem łóżkowym i chłopakiem, bardzo lubię fantazjować o seksie z nim. Wtedy owe myśli jakoś samoistnie przeszły, nie wiem nawet kiedy. Nawet nie pamiętałam o nich, jakby nigdy ich nie było.   Ale wczoraj kiedy tamte przeszły, na ich miejsce wróciły te. W gazecie przeczytałam coś o córce znanej piosenkarki, która zmieniła płeć i jest lesbijką i zaraz uderzyła mnie myśl o tym związana ze mną, gdzie to nie miało miejsca przez ten cały czas od kiedy te myśli przeszły 2 lata temu. Dzisiaj cały dzień mnie to dręczy, nie mogę sobie z tym poradzić, nakręcam się, dorabiam różne scenariusze do tej konkretnej myśli, nie chcę tych myśli, ale czasami czuję jakbym chciała i jakbym musiała o tym myśleć, dorabiać, itd. Nastrój mi się strasznie pogorszył, czuję się fatalnie, nie wiem czemu takie myśli mnie dręczą, przecież lubię facetów, ale jak ta myśl mnie dręczy to moje prawdziwe myśli przeciwstawne do niej są słabsze. Proszę mi powiedzieć, czy ze mną wszystko ok, czy to są tylko myśli, natręctwa, bo ta myśl mnie dobija, dręczy, nie chce jej, ale nie mogę się jej pozbyć!
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Strasznie boję się szkoły - czy potrzebny mi psycholog?

Mam 15 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie umiem sobie poradzić z narastającym stresem każdego dnia. Co lekcje ogarnia mnie strach, że nauczyciel weźmie mnie do tablicy, że zapyta mnie o coś,...

Mam 15 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie umiem sobie poradzić z narastającym stresem każdego dnia. Co lekcje ogarnia mnie strach, że nauczyciel weźmie mnie do tablicy, że zapyta mnie o coś, a ja nie będę znała odpowiedzi. Okropnie pocą mi się dłonie, czuję uczucie gorąca, serce wali jak młot, zero skupienia, zero wiedzy w głowie - nic. Boję się jeszcze tego, że wszyscy będą się, że mnie śmiać! Wiem, że cierpię na erytrofobię, więc gdy się stresuję to z powodu tego, że będą się ze mnie śmiać, że zrobię się czerwona, ogarnie mnie strach i nic nie będę umiała przy tablicy. Błagam o pomoc, nie umiem sobie radzić już z tym. Przychodzi weekend, ja powinnam się relaksować, odpoczywać, zająć się prywatnymi sprawami, a ja ciągle myślę o nadchodzącym tygodniu szkolnym. Chciałam jeszcze dodać, że od tygodnia łykam tabletki nasenne i pije melisę, bo nie mogę wieczór zasnąć... :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to nerwica lub depresja?

Witam. Mam 19 lat. 3 lata temu miałam poważny problem, mianowicie miałam zawroty głowy, praktycznie przez cały czas. Bardzo się tym przejmowałam, zamknęłam się w domu i odcięłam od rodziny i znajomych, było mi bardzo źle. Wszystkie wyniki badań...

Witam. Mam 19 lat. 3 lata temu miałam poważny problem, mianowicie miałam zawroty głowy, praktycznie przez cały czas. Bardzo się tym przejmowałam, zamknęłam się w domu i odcięłam od rodziny i znajomych, było mi bardzo źle. Wszystkie wyniki badań okazały się dobre. Z biegiem czasu (około 4 miesięcy) samo przeszło, ponieważ przestałam się tym tak przejmować, gdyż strach, że coś mi jest poważnego po zrobieniu badań zniknął. Całe 3 lata nie miałam żadnych poważnych problemów i życie miałam po prostu piękne. Jednak od lipca tego roku do września przeżywałam duży stres związany ze stanem zdrowia bliskiej osoby. Na szczęście wróciła do pełni zdrowia, za to ze mną jest gorzej. Znowu kreci mi się w głowie cały czas, czuję ucisk w głowie i zmęczenie. Także mój nastrój nie jest najlepszy, często płaczę. Trwa to już około miesiąca i naprawdę mam dosyć. Na dodatek doszły dziwne stany, to znaczy czuję się jakby nieobecna, jakby wszystko co się działo miało miejsce gdzieś obok, jakbym tylko była obserwatorem mojego życia, a nie w nim uczestniczyła. Staram się nie izolować i nie popadać w rozpacz, ale jest to trudne. Czy można to jakoś pokonać? Czy to są objawy depresji lub nerwicy? Dodam, że ostatnio również wykonywałam wszystkie badania i są dobre. Z góry dziękuję za odpowiedź. Beata

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jaki to rodzaj nerwicy?

Mam 19 lat i leczę się na psychozę. Dwa tyg. temu pojawił się lęk przed utratą kontroli nad sobą. Już całkiem boję się wyjść z domu, bo boję się, że: rzucę się na kogoś, będę coś wykrzykiwać, zniszczę coś w...

Mam 19 lat i leczę się na psychozę. Dwa tyg. temu pojawił się lęk przed utratą kontroli nad sobą. Już całkiem boję się wyjść z domu, bo boję się, że: rzucę się na kogoś, będę coś wykrzykiwać, zniszczę coś w furii. Podczas psychozy nie straciłem kontroli nad sobą więc to nie jest przyczyna. Mam jeszcze takie objawy jak lęk przed samodzielnym wychodzeniem z domu od 6 lat. Odczuwam po prostu bezprzedmiotowy lęk. Co ciekawe do szkoły nie bałem się samemu jeździć! Psychiatra zignorował moją izolację. Od dziecka boję się odbierać i dzwonić telefonem i otwierać drzwi, lecz jeśli ktoś mi każe wykonać te czynności to nie odczuwam lęku. Boję się, że we śnie kogoś zabiję albo wyskoczę z okna. Lunatykiem nie jestem. Boję się, że myślami mogę spowodować śmierć rodziców. Kiedy w nocy słyszę jakieś stukania (to nie omamy) to boję się, że to duch matki mnie straszy a ona śpi przecież w drugim pokoju. Boję się, że jestem chory na SM, bo objawy przypominają tą chorobę. Inne objawy to m.in. przewlekłe zmęczenie od miesiąca. O godzinie 11 lub trochę później odczuwam potworne zmęczenie i senność. Kładę się i leżę tak do godziny 17 i odzyskuję siły. Mam ostatnio ogromne problemy ze snem. W nocy zasypiam dopiero o 3 i śpię może ze 2 godziny. Rano odczuwam jakby zawroty głowy z szumami usznymi i uczuciem przebiegającego prądu po całym ciele. Podsypiam godzinę lub dwie po południu.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czym są spowodowane nocne przebudzenia z nadmiernie przyspieszoną akcją serca?

29 lat, mężczyzna - występują nagłe nocne przebudzenia z nadmiernie przyspieszoną akcją serca, dusznością - po około 5 minutach wszystko mija, następnie synowi robi się bardzo zimno. Potem wszystko wraca do normy. Bardzo proszę o wyjaśnienie, jaka jest przyczyna? Łączę wyrazy szacunku.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty