Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 8 3

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Czy to nerwica, czy nadpobudliwość?

Witam, Jestem mamą trzyletniego Filipka, który już od początku jawił się jako dziecko niezwykle pogodne, nie przejmujące się zbytnio wieloma rzeczami, aczkolwiek dość emocjonalne i ruchliwe. Od początku rozwijał się bardzo dobrze, nie sprawiał nam żadnych problemów i był niezwykle...

Witam, Jestem mamą trzyletniego Filipka, który już od początku jawił się jako dziecko niezwykle pogodne, nie przejmujące się zbytnio wieloma rzeczami, aczkolwiek dość emocjonalne i ruchliwe. Od początku rozwijał się bardzo dobrze, nie sprawiał nam żadnych problemów i był niezwykle rezolutnym maluszkiem. Jedynym problemem była alergia pokarmowa, która obejmowała prawie wszystkie produkty i u Filipka objawiała się problemami w przewodzie pokarmowym oraz brakiem apetytu. Walka z alergią była bardzo trudna, a szczególnie brak apetytu, przy którym trudno było ugotować coś, co nie szkodziłoby synkowi. Dodam, że w międzyczasie wyjechaliśmy z mężem do Niemiec, gdzie mieszkamy nadal bez jakiejkolwiek bliskiej rodziny w pobliżu. Kiedy Filipek miał 19 miesiecy, urodził nam się drugi synek. Niestety Marcinek urodził się z rzadką i ciężką w konsekwencjach mozaikową chorobą genetyczną. Był to wielki szok i cios dla nas wszystkich, tym bardziej, że mutacja chromosomu 16 była spontaniczna oraz, że ciąża przebiegała bez najmniejszych komplikacji. Cały główny dramat rozpoczął się po tym jak po powrocie do domu ze szpitala nie byłam w stanie nakarmić Marcinka (jak się później okazało przyczyną była choroba genetyczna). Spałam po 3-4 godz dziennie i karmiłam go po 10 godz. dziennie, a zjadał tylko ok. 300ml, po czym godzinami nosiłam go, by mogło mu się odbić, co i tak najczęściej kończyło się kolką. Byłam wyczerpana fizycznie, emocjonalnie, na granicy załamania nerwowego. Mimo wielu pobytów w szpitalu, nikt nie chciał nam uwierzyć, że Marcinek naprawdę nie jest w stanie jeść, no bo cyt. "potrafił zjeść 300 ml". Po 7 miesiącach błagania o sondę, dostał ją, ale to tylko z tego powodu, iż był niesamowicie wychudzony, tak iż byle drobna infekcja zagrażała jego życiu. Od tej pory sytuacja była nieco stabilniejsza. Oczywiście Marcinek ma wiele innych wad rozwojowych (rozszczep podniebienia i wargi, problemy z nerkami, nie widzi zbyt wiele, nie słyszy prawie, upośledzenie umysłowe, nieprawidłowa motoryka, wymioty, biegunki, kolki, częste zapalenia dróg oddechowych), ale myśl, że nie zagłodzi mi się jest i tak duza pomocą. Kiedy my błąkaliśmy się po szpitalach bezskutecznie szukając pomocy, Filipek, wówczas dwuletnie dziecko, był pod opieką różnych cioć i babć przez pierwsze trzy miesiące życia Marcinka. Później, kiedy już wszyscy nasi najbliżsi z Polski wykorzystali swoje urlopy pozostałam sama. Próbowaliśmy znaleźć kogoś do pomocy, ale tutaj nie jest to łatwe, tym bardziej, ze osoby bezrobotne otrzymują wystarczające zaplecze socjalne, by nie musieć podejmować pracy. Zresztą nawet jak udawało się kogoś znaleźć to po krótkim czasie, rezygnował, bo zarówno Marcinek jak i Filipek są absorbujący i jest to praca wymagająca. Nie muszę chyba dodawać, ze atmosfera w domu była niezwykle skomplikowana, ja permanentnie zmęczona, częste płacze, kłótnie. Mój mąż pracuje każdego dnia do 18:00 i ma często wyjazdy służbowe. W tym wszystkim nie byłam w stanie opiekować się właściwie Filipkiem, godzinami tkwiłam nad Marcinkiem, a Filipek miał do towarzystwa jedynie zabawki i telewizor. Przez pierwsze 2 miesiące nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, co to znaczy dla Filipka, który przed narodzeniem Marcinka miał zawsze mamusię, kiedy tylko tego potrzebował. Żyliśmy jak w amoku, czasem docierało do nas, ze musimy tez zająć się Filipkiem, ale po krótkim zrywie, znowu wciągał nas temat Marcinka, a Filipek pozostawał znowu sam. Z powodu zaistniałej sytuacji Filipek musiał iść do przedszkola. Było to zupełnie obce środowisko, synek nie znał języka. Trafił do obcych ludzi, gdzie musiał uczyć się gloryfikowanej tutaj pruskiej dyscypliny. Nie potrafił jeszcze korzystać z nocniczka (nie wykazywał jeszcze żadnych oznak gotowości, mimo to bez zmuszania sadzałam go na nocnik, ale nie było to regularne, z powodu moich częstych pobytów w szpitalu), ani samodzielnie ubierać się i rozbierać, a tego wymagano w przedszkolu i zmuszano, by próbował podczas, gdy ja nie miałam pojęcia, że powinnam już uczyć go tego również w domu. Po jakimś pół roku, kiedy wychowawczynie straciły cierpliwość, usłyszeliśmy, że ich zdaniem Filipek nie jest tak do końca normalny, że jest trochę autystyczny, że jest konfliktowy, agresywny, żyje w swoim świecie i nie czyni zbytnio postępów. Dodam jeszcze, ze wcześniej pytałam wielokrotnie, czy wszystko w porządku? I poza kilkoma epizodami, słyszałam zawsze, że tak. Widzieliśmy, że Filipek stał się nerwowy, miał zahamowanie rozwoju mowy, ale wszystko tłumaczyliśmy zaistniałą sytuacją oraz nie byliśmy pewni czy powstające wybuchy złości to zaburzenie rozwojowe, czy też bunt dwulatka, połączony z dramatem rodzinnym i presją ze strony przedszkola, do którego często chętnie o dziwo szedł, zresztą nie wiedzieliśmy jak mu pomóc i co więcej o co mu chodzi, Ta "diagnoza" była dla nas strasznym ciosem. I tu popełniłam największy błąd. Pod presją przedszkola, z braku czasu i cierpliwości, zmęczenia i dodatkowych problemów zaczęłam naciskać na Filipka w sprawach toalety, ubierania się i dyscypliny. Nie było to robione w miłej atmosferze, wściekałam się i zmuszałam malca, żeby robił to co należy, ale było tylko gorzej. A on się stawiał i chciał się przytulać, kiedy był niegrzeczny. Tego już zupełnie nie rozumiałam i nie wiedziałam jak reagować. Pamiętam kilka sytuacji, kiedy naprawdę byłam okropna. Myślę, że wymagaliśmy więcej niż mógł temu sprostać. Dzisiaj mam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu i przekonanie o winie. Nie pomogłam mu tylko go jeszcze bardziej pogrążyłam. Wiem, że sama doświadczałam wycieczenia fizycznego i psychicznego w tym czasie, ale to nie usprawiedliwia mnie. Efekt moich działań był oczywisty. Filipek stracił poczucie pewności siebie, stał się agresywny, impulsywny, z częstym poczuciem winy, niesprawiedliwości i porażki (tak przynajmniej odczytywałam jego zachowanie), ma problemy w kontaktach z dziećmi i na wszystko mówi NIE. Oczywiście nie znosi się ubierać, a do toalety zrobi tylko siusiu, a co do kupki to ma po prostu blokadę. Teraz Filipek ma 3 lata. Byliśmy latem 9 tygodni w klinice w Monachium na oddziale psychosomatycznym. Autyzm wyśmiano i stwierdzono, ze Filipek owszem jest ruchliwy (wręcz uzdolniony sportowo), ale, że to nie nadpobudliwość tylko, że to z powodu problemów domowych, ponadto brak konsekwencji oraz, że potrzebuje dyscypliny i granic, że jest też bystry, ma silny przywódczy charakter i jest zupełnie normalny, ale ustalono to na bazie obserwacji, wywiadów, a nie testów. Wiem, że diagnozę trudno jest postawić z względu na młody wiek dziecka oraz sytuację rodzinną, jednak ja nie uważam, że na pewno problem polega tylko na silnym charakterze Filipka, tym bardziej, że po raz pierwszy w szpitalu wadziłam, że synek bił dzieci (po bliższych analizach z powodu zazdrości najczęściej, problemów komunikacyjnych lub ignorancji ze strony zaczepianych dzieci), no i że w ostatnim dniu pobytu jedna z psychoterapeutek zaleciła nam terapię psychomotoryczną - jako antidotum na problemy społeczne Filipka - co tym bardziej zaniepokoiło mnie i wywołało pytanie:"czy psychoterapeuci są jednak pewni, że z Filipkiem jest wszystko ok?". Byliśmy potem tydzień na urlopie nad morzem, gdzie Filipek miał wiele ruchu, zabawy i naszej uwagi. Gdy powrócił był spokojniejszy, radosny, chętny do współpracy, z chęcią szedł do przedszkola. Byłam taka szczęśliwa! Po powrocie wychowawczynie stwierdziły, że rozwojowo bardzo "poszedł do przodu" - również językowo - i że się wyciszył. Szczęście trwało jednak tylko 3 tygodnie, po czym Filipek znów jest przekorny, pobudzony i nerwowy. Nie potrafi wysiedzieć przy stole (kiedy wcześniej było to możliwe), słabo je, czasami budzi się w nocy (bez płaczu) i leży spokojnie, ciągle walczy o naszą uwagę. Czasem bardzo jest podniecony kiedy mówi i wtedy jest to chaotyczne. Chce zwracać na siebie uwagę, również obcych osób. W gronie rówieśników jest wycofany, ale i ruchliwy, chce rządzić, wtrąca nam się do rozmów, jeśli upomnimy go ostrzej od razu reaguje emocjonalnie, np. rzuca zabawkami lub chce uderzyć (wcześniej się tym nie przejmował), mimo to lubi się dużo śmiać i robić szalone wygłupy. Wśród rówieśników nadal istnieje w nim bariera językowa (rozumie wszystko, ale z mówieniem idzie słabo), ale wydaje mi się też, że Filipek czuje się gorszy od innych dzieci (w przedszkolu jest to grupa mieszana 3-6lat), co jest bardzo przykre, bo jest naprawdę wspaniałym chłopczykiem i przy dobrym nastroju niezwykle uroczym i chętnym do pomocy. Ma dużo uroku, ale wystarczy, że coś go sprowokuje wtedy wybucha i czar pryska. Wiemy, że dzieci nie chcą się z nim czasem bawić (według wychowawców z powodu barier językowych, bądź różnicy wieku), wtedy wybucha, a potem w skrytości cierpi. Jest bardzo wrażliwy i wszystko w środku mocno przeżywa. Nadal nie jestem pewna, czy nie jest to nadpobudliwość czy nerwica lub jakiś uraz po traumatycznych przejściach? Czuję straszne poczucie winy, bo uważam, że wiele spośród problemów mojego dziecka to nasza wina i mimo świadomości sytuacji, w której się znaleźliśmy nie widzę dla siebie żadnego usprawiedliwienia, bo go nie chroniłam, nie byłam dla niego wsparciem, kiedy mnie potrzebował. Sama przyczyniłam się do jego stanu. Obawiam się tylko, czy nie jest już za późno? Czy przeżycia, których doświadczył nie odbiły już trwałego piętna na jego psychice? Czy można mu jakoś pomóc jeszcze? Czy opisane zachowania mogą mieścić się w normach zachwiań trzylatka? Niemcy z natury są spokojni, lubią instrukcje i reguły oraz czują się dobrze i bezpiecznie kiedy mają wodza. Filipek z pewnością odróżnia się od takiego wzorca. Dodam, że odkąd zorientowałam się, że coś niedobrego dzieje się z Filipkiem walczymy o to aby nasz dom znowu stał się na ile to możliwe radosny i bezpieczny dla Filipka. Gdy jest niegrzeczny stawiamy go na krótko do kąta i tłumaczymy spokojnie co jest tego przyczyną, wydaje się, że on lubi wręcz ten kąt, bo czasem sam tam idzie i traktuje go jako strefę wyciszenia. Staramy się bawić na ile to możliwe z Filipkiem, poświęcać mu uwagę, nie kłócić się i nie rozmawiać przy nim o problemach i dużo go chwalić - jest tego naprawdę wart. Kiedy to możliwe organizować mu dużo zabaw ruchowych. Uważamy oboje z mężem, że atmosfera w domu jest o wiele lepsza niż wcześniej, ale obawiam się, że to nie wystarcza. Nadal najczęściej sama zajmuje się domem i opieką nad chorym Marcinkiem, który odkąd otrzymał sondę obrzuszną pozwala mi zaoszczędzić trochę czasu właśnie dla Filipka. Oczywiście chętnie skorzystalibyśmy z terapii psychomotorycznej, ale obawiam się, że do tego może potrzebować jakiejś diagnozy o zaburzeniach, a posiadając takie dokumenty, tutaj w Niemczech, albo wysyła się dzieci do szkoły specjalnej, albo serwuje tabletki uspokajające (aż trudno uwierzyć, ale to powszechna procedura mająca pomóc w utrzymaniu dyscypliny). A tego chcielibyśmy uniknąć, tym bardziej, że pomimo swojej ruchliwości, Filipek potrafi się pięknie skoncentrować na interesujących rzeczach i jest naprawdę bystrym maluszkiem. Powrót do Polski również nie wchodzi w grę, gdyż dla Marcinka opieka terapeutyczna jest tutaj bezpłatna, a ma jej wiele, mój mąż nie ma pracy w Polsce, a ja z pensji nauczycielskiej nie utrzymam rodziny. Proszę o rade co powinnam robić i jak Pani na podstawie tego co napisałam postrzega zachowanie Filipka? Bo bardzo czuję się bezsilna i zagubiona wobec przytłaczających problemów. Co mogę jeszcze zrobić dla mojego synka, któremu zamiast pomóc - zaszkodziłam? pozdrawiam Aneta

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się, że nie dam sobie ze sobą rady. To nerwica czy depresja?

Witam! Mam poważny problem, bo od ponad czterech miesięcy mam dziwne objawy - nie są one częste, zdarza się to dwa-trzy razy w ciągu miesiąca. Uczucie gorąca w głowie, drętwienie i dygotanie kończyn dolnych. Nie mogę się położyć spać, bo...

Witam! Mam poważny problem, bo od ponad czterech miesięcy mam dziwne objawy - nie są one częste, zdarza się to dwa-trzy razy w ciągu miesiąca. Uczucie gorąca w głowie, drętwienie i dygotanie kończyn dolnych. Nie mogę się położyć spać, bo boję się, że mi się coś stanie. W głowie czuję ogromne ciśnienie i puls. Po paru minutach dygotanie przechodzi do góry i zaczynam drżeć cala. Ostatnio zażyłam tabletkę przeciwbólową, bo myślałam, że dostanę wylewu. Z natury jestem osobą nerwową i dużo rzeczy mi przeszkadza. Proszę o pomoc, co mam robić, bo naprawdę boję się, że nie dam sobie ze sobą rady.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Boję się nawet myśleć, że mogłoby się to pogorszyć

Od pewnego czasu zastanawiam się czy wszystko jest ze mną w porządku. Gdy rozmawiam o tym ze znajomymi mam wrażenie, że nie do końca rozumieją moje problemy, mimo tego, że staram się jasno przekazać im co czuję. Jest to problem...

Od pewnego czasu zastanawiam się czy wszystko jest ze mną w porządku. Gdy rozmawiam o tym ze znajomymi mam wrażenie, że nie do końca rozumieją moje problemy, mimo tego, że staram się jasno przekazać im co czuję. Jest to problem dla mnie, ponieważ czuję się z tym osamotniony i to mnie przeraża. Jestem osoba niepalącą, nie piję alkoholu. Przestałem pić kawę i red bulle więc nie mogę znaleźć powodów, które były by przyczyną moich dziwnych stanów. Gdy wychodzę z domu zaczynam mieć pewne obawy, tak jakbym bał się, że zaraz coś mi się stanie. Odczuwam dziwne napady leków, które są spowodowane, np. tym, że czuję jakbym był "pusty" w środku, myślę wtedy o tym, że serce mi wali chociaż tak nie jest, a dopiero jak zaczynam się denerwować tętno mi przyspiesza i jestem w stanie sam siebie doprowadzić do lęku. Czasem gdy idę czuję jakby moja lewa ręką była "lekka", boję się, że zaraz zemdleję chociaż nigdy jeszcze nie zemdlałem. Czuję się tak jakby zaraz miało mnie zwalić z nóg. Wszystko dookoła przestaje istnieć, skupiam się tylko na tym co siedzi mi w głowie. Wykonuję takie dziwne ruchy z tym związane, łapie się za głowę, wkładam i wyciągam ręce z kieszeni, chwytam za telefon tylko po to żeby mieć coś w ręce, robię wszystko żeby dawać sobie bodźce, że jednak zaraz nie zemdleje. Jak jestem w domu czasem też tak się czuję z tym, że bardzo rzadko, no i nie jest to tak silne uczucie jakie mam gdy jestem poza domem, porównam go do delikatnego stanu otępienia. Zaczynam się trochę obawiać, bo jeżeli tak dalej będzie to ciężko będzie mi z tym na co dzień, chodzi mi o prace i ogólnie moją egzystencję. Czasem boję się nawet myśleć, że mogłoby się to pogorszyć, bo wtedy moje życie obróciło by się do góry nogami. Ogólnie staram sobie z tym radzić, tylko że wtedy czuje się tak, jakbym robił coś na siłę, np. gdy wychodzę z domu z dziewczyną do znajomych myślę o tym, że jak będziemy wracać do domu znowu będę czuł się niepewnie i walczył przez tę całą drogę ze swoimi myślami. Nie lubię tego uczucia, jest to dla mnie coś dziwacznego. Z góry dziękuję za odpowiedź, naprawdę jest im potrzebna.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy zmiany hormonalne podczas ciąży mogą wywoływać stany lękowe?

Od 7 miesiąca ciąży pojawiły się u mnie napady lęku, w momencie "ataku" mam uderzenie gorąca na ciele, drżą mi ręce i zaczynam się bać - nie wiem co mam wtedy robić. Najchętniej wybiegła bym z domu i krzyczałabym, nie...

Od 7 miesiąca ciąży pojawiły się u mnie napady lęku, w momencie "ataku" mam uderzenie gorąca na ciele, drżą mi ręce i zaczynam się bać - nie wiem co mam wtedy robić. Najchętniej wybiegła bym z domu i krzyczałabym, nie mam wtedy też apetytu i biję się dosłownie o wszystko - o przyszłość i że mnie mąż zostawi, i że zwariuję, a bardzo tego nie chcę. Nie wiem co więcej napisać. Jak jestem na zakupach czy u teściów to jakoś nad tym panuję, najbardziej łapie mnie to nad ranem kiedy wstaję, bo boję się, że zostanę sama w domu, a tego panicznie się boję - żeby tylko nie zostać sama i że jak mi się to zrobi to kto mi pomoże? Dodam, że na początku ciąży byłam nerwowa bardzo, ale nie bałam się zostawać sama w domu i nie było tematu. Odkąd raz się to przytrafiło to co jakiś czas się powtarza. Dodam też, że tydzień np. mam spokój i jest ok, a później przez parę dni mnie męczy ten stan, że aż chodzę i płaczę, bo to gorsze niż ból fizyczny i oczekuję tylko na poród, bo traktuję to tak, że jeśli pojawiło się to w ciąży to i przejdzie po porodzie i wszystko wróci do normy. Proszę o odpowiedź na moje pytanie i ewentualne wskazówki co mam robić. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Miałam nerwicę lękową, teraz powoli wraca niepokój - czy powinnam się martwić?

Witam, mam 25 lat. 3 lata temu miałam zdiagnozowaną nerwicę lękową. Miałam epizod depresyjny, z którego wyszłam. Byłam na rocznej terapii u psychologa. Zmieniłam dużo w swoim życiu. Mimo wszystko zawsze bardziej się bałam na przed egzaminami na studiach niż...

Witam, mam 25 lat. 3 lata temu miałam zdiagnozowaną nerwicę lękową. Miałam epizod depresyjny, z którego wyszłam. Byłam na rocznej terapii u psychologa. Zmieniłam dużo w swoim życiu. Mimo wszystko zawsze bardziej się bałam na przed egzaminami na studiach niż inni, ale wiedziałam, że po prostu tak mam i to „przeczekiwałam” etc. Bałam się też długo, że mogę znów się załamać - z czasem przestałam. Potem poszłam na staż (jestem dentystą) i wszystko jakoś minęło, robiłam co miałam robić, odczuwałam satysfakcję itd. Teraz skończyłam staż, otwieram swój prywatny gabinet i od dwóch miesięcy niczym innym się nie zajmuję ( mam gabinet po mamie, która nagle zmarła 7 lat temu) i znów ten lęk wraca - staram się z nim walczyć, ale nie potrafię myśleć o niczym innym. Ciągle ściska mnie w żołądku. Dobrze się czuję, tylko to coś co siedzi w środku, ciągle ze mną jest. Mam poczucie winy, że nic nie robię przez te dwa miesiące, a wiadomo, biurokracja skutecznie opóźnia mi to otwarcie. Czy to jest normalne, czy mogę się tak czuć? Czy powinnam się zacząć martwić zanim znów będzie za późno? Zawsze mi ciężko ocenić kiedy to już jest lęk, który powinien zapalić mi światło ostrzegawcze, a kiedy to tylko zwykły stres. No i nie chcę niepotrzebnie iść do psychologa, żeby nie potraktował mnie jak jakąś przewrażliwioną babę, która po prostu ma za dużo wolnego czasu i jej odbija.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Niepokój, huśtawka emocjonalna, drażliwość - co dalej?

Witam. Mam 17, za 4 miesiące 18 lat. Uczę się w liceum, mieszkam z rodzicami z którymi stosunki zawsze miałam dobre. Nie mam problemów rodzinnych na większą skalę. "Posiadam" grono przyjaciół i znajomych, na głowie mam też kota. Co jest...

Witam. Mam 17, za 4 miesiące 18 lat. Uczę się w liceum, mieszkam z rodzicami z którymi stosunki zawsze miałam dobre. Nie mam problemów rodzinnych na większą skalę. "Posiadam" grono przyjaciół i znajomych, na głowie mam też kota. Co jest nie tak? Kiedyś, za czasów początku gimnazjum byłam osobą mało pewną siebie. Pod koniec tego okresu zdobyłam tę pewność, lepiej czułam się wśród ludzi, zaczęłam być komunikatywna i "wszędzie było mnie pełno". Od pewnego czasu znowu tracę tą pewność siebie. Przejmuję się opinią środowiska, tłamszę w sobie emocje. Coraz więcej i częściej narzekam na siebie. Mam skoki wiary we własne możliwości (zajmuję się fotografią - odnoszę już pewne drobne sukcesy w tej dziedzinie), jednego dnia jestem z siebie zadowolona, dumna z kolejnej wystawy, następnego mam ochotę rzucić tym. Zdarza się to coraz częściej. Ciągle też odczuwam pustkę. Boję się samotności. Boję się zostawać sama w domu wieczorem. Wpadam wtedy w histerię, płaczę, klnę. Wydaje mi się, że coś widzę, że coś słyszę. Mam problemy z zasypianiem, przynajmniej dwa razy w tygodniu. Jakiś czas temu przed zaśnięciem miałam wrażenie, że trzęsie mi się łóżko. Pociłam się, serce waliło jak młot. Ogółem dopadają mnie różnorodne lęki. Boję się wypadku śmiertelnego np. jadąc autobusem. Boję się zasnąć, bo co jeśli się nie obudzę. Jestem strasznie drażliwa, nerwowa ostatnio. Wahania nastroju, od euforii po stany totalnego rozbicia. Nadużywam słowa "nienawidzę", kiedy coś mnie zdenerwuje. Mam problemy z koncentracją i pamięcią. Myśli czasem przytłaczają mnie swoją ilością. Dużo gniewu we mnie. Jestem spięta często. Często też boli mnie głowa i mam zawroty głowy. Miewam też momenty takiej jakby "utraty świadomości", nie wiem czemu coś zrobiłam, ile minęło czasu, kiedy właśnie jestem... Często płaczę, ot tak zazwyczaj. Łatwo też się męczę, mam mało siły. Szybko drętwieją mi np. nogi, przechodzą mnie często takie "prądy" przez ciało. Przytłacza już mnie to. Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Jak długo bedę musiała zażywać leki w napadowym lęku panicznym?

Witam. Od roku choruję na napadowy lęk paniczny. Zażywam leki - jak długo będę musiała je zażywać?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak pozbyć się somatycznych objawów nerwicy?

Witam, Z tym problemem borykam się od roku. Mam 18 lat, codzienne kołatania serca, bóle w klatce piersiowej i brzuchu, czasem omdlenia, poczucie odrealnienia i silny lęk. Cały czas czuję, jakby coś leżało mi na sercu. Miałem robione...

Witam, Z tym problemem borykam się od roku. Mam 18 lat, codzienne kołatania serca, bóle w klatce piersiowej i brzuchu, czasem omdlenia, poczucie odrealnienia i silny lęk. Cały czas czuję, jakby coś leżało mi na sercu. Miałem robione szereg badań, EKG, Holter, tarczyca, RTG, USG jamy brzusznej, echo serca i jedyne co mi wyszło to niedomykalność zastawki mitralnej. Byłem u kilku kardiologów, wszyscy to samo, wszyscy mówią o nerwicy, biorę lek, ale on tylko hamuje lęki, objawów somatycznych już nie. Co zrobić, żeby zakończyć te jakże przykre przypadłości? Dodam, że często czuję mrowienie w kończynach, gdy jest mi słabo i podniosę jedną rękę w górę a drugą trzymam normalnie, ta na górze jest normalna, a ta przy dole ciemnoczerwona lub sina. Często nie mogę złapać oddechu, cały czas źle się czuję. Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Jak poradzić sobie z natręctwem/manią?

Dzień Dobry. Nazywam się Agnieszka, mam 20 lat. Od kilku miesięcy mam pewien problem, otóż boję się o swoje życie, boję się, że dostane zawału, wylewu bądź jakiejś innej choroby pomimo dobrych wyników badań - ekg itp. Boję się zażyć...

Dzień Dobry. Nazywam się Agnieszka, mam 20 lat. Od kilku miesięcy mam pewien problem, otóż boję się o swoje życie, boję się, że dostane zawału, wylewu bądź jakiejś innej choroby pomimo dobrych wyników badań - ekg itp. Boję się zażyć jakiekolwiek leki gdy jestem chora, np. na grypę, ponieważ wmawiam sobie wszystkie działania niepożądane. Moją manią jest mierzenie sobie ciśnienia. Nie mogę sobie z tym poradzić. Mierzę nawet po 100 razy dziennie chociaż nie mam nadciśnienia. Czasem próbuję z tym walczyć, bo wiem, że jest to bezsensowne, ale wtedy lęk narasta i idę zmierzyć i wtedy np. mam podwyższony puls i np. ciśnienie - wiem, że to z nerwów, bo się nakręciłam i piję zazwyczaj melisę - wtedy tętno i ciśnienie wraca do normy. Nie wiem już co mam robić, ciśnieniomierz zawładnął moim życiem. Rodzina ma mnie za wariatkę. Pani doktor, jak mam poradzić sobie z tym lękiem? Ja zdaję sobie sprawę, że jest to wszystko nakręcane przez moja psychikę, ale w ataku takiej paniki już o niczym innym nie myślę, nie myślę racjonalnie. Proszę o radę. Z pozdrowieniami, Aga

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego to mnie boli? To nerwica czy depresja?

Witam. Mam szesnaście lat i od kilku dni strasznie boli mnie pod łopatką. Do tego dochodzi kłucie w okolicach serca. Czasem mam też taki atak, że nie mogę złapać oddechu przez dobre kilka minut, strasznie kręci mi się w głowie...

Witam. Mam szesnaście lat i od kilku dni strasznie boli mnie pod łopatką. Do tego dochodzi kłucie w okolicach serca. Czasem mam też taki atak, że nie mogę złapać oddechu przez dobre kilka minut, strasznie kręci mi się w głowie i mam uczucie, że ona mi zaraz wybuchnie. Zawieszam się bez przyczyny na kilka minut, a później nic nie pamiętam. Czytałam na internecie, że są to typowe objawy dla nerwicy serca, czy też depresji. Chciałabym jednak zasięgnąć Waszej opinii. Czy możecie mi jakoś pomóc? Doradzić coś? Chciałabym jeszcze dodać, że jestem strasznie nieśmiałą osobą, zamkniętą w sobie i żyję w ciągłym stresie i lęku.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to nerwica? Czy konieczne są leki?

Wszystko trwa od ponad 2 lat mam bóle brzucha. W kwietniu miałam usuwany jajnik - pęknięta torbiel. Wizyty u ginekologa systematyczne, wszystko niby jest dobrze, ale została ta okropna nerwica. Boję się praktycznie wszystkiego, boję się żyć, boję...

Wszystko trwa od ponad 2 lat mam bóle brzucha. W kwietniu miałam usuwany jajnik - pęknięta torbiel. Wizyty u ginekologa systematyczne, wszystko niby jest dobrze, ale została ta okropna nerwica. Boję się praktycznie wszystkiego, boję się żyć, boję się umierać, wszystko wokół mnie przeraża - byłam u psychiatry, przepisał leki, ale wiadomo - po nich człowiek chodzi ospały a muszę normalnie funkcjonować – dom, dzieci, praca. Mam problemy z koncentracją, ze snem. Proszę o pomoc, choć parę słów.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Strasznie boję się szkoły - czy potrzebny mi psycholog?

Mam 15 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie umiem sobie poradzić z narastającym stresem każdego dnia. Co lekcje ogarnia mnie strach, że nauczyciel weźmie mnie do tablicy, że zapyta mnie o coś,...

Mam 15 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Mój problem polega na tym, że nie umiem sobie poradzić z narastającym stresem każdego dnia. Co lekcje ogarnia mnie strach, że nauczyciel weźmie mnie do tablicy, że zapyta mnie o coś, a ja nie będę znała odpowiedzi. Okropnie pocą mi się dłonie, czuję uczucie gorąca, serce wali jak młot, zero skupienia, zero wiedzy w głowie - nic. Boję się jeszcze tego, że wszyscy będą się, że mnie śmiać! Wiem, że cierpię na erytrofobię, więc gdy się stresuję to z powodu tego, że będą się ze mnie śmiać, że zrobię się czerwona, ogarnie mnie strach i nic nie będę umiała przy tablicy. Błagam o pomoc, nie umiem sobie radzić już z tym. Przychodzi weekend, ja powinnam się relaksować, odpoczywać, zająć się prywatnymi sprawami, a ja ciągle myślę o nadchodzącym tygodniu szkolnym. Chciałam jeszcze dodać, że od tygodnia łykam tabletki nasenne i pije melisę, bo nie mogę wieczór zasnąć... :(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Moje myśli świadczą o obsesji lub natręctwie?

Dzień dobry. Mam 21 lat, jestem kobietą, jestem obecnie w 18. tygodniu ciąży z moim partnerem (narzeczonym), z którym jesteśmy 3 lata. Otóż nie wiem od czego zacząć, ale od jakiegoś czasu prześladują mnie moje myśli, że chciałabym zrobić komuś krzywdę,... Dzień dobry. Mam 21 lat, jestem kobietą, jestem obecnie w 18. tygodniu ciąży z moim partnerem (narzeczonym), z którym jesteśmy 3 lata. Otóż nie wiem od czego zacząć, ale od jakiegoś czasu prześladują mnie moje myśli, że chciałabym zrobić komuś krzywdę, np. kiedy oglądam albo słyszę gdzieś, np. w tv o tym, że ktoś kogoś zabił albo cokolwiek innego, ale negatywnego, to biorę to do siebie, dopasowuję do swojej osoby, zastanawiam się czy ja bym tak zrobiła, te myśli stają się bardziej nachalne i namolne, dręczące, towarzyszy temu okropny nastrój psychiczny, pojawiają się lęki, że może jestem psychicznie chora, itd.   Byłam u psychologa wczoraj i on mi wyjaśnił mechanizm tych moich myśli, powiedział jak sobie z nimi radzić. Jakoś zrobiło mi się lepiej i potem minęły mi te moje myśli. Ale weszły nowe. Tzn. nie do końca nowe bo już kiedyś (2-3 lata temu) pojawiały się. Wtedy miały treść czy kocham swojego narzeczonego, myśli były takie, że go nie kocham, szukałam w nim wad, rzeczy, które mi się nie podobają itp. Ale wiedziałam, że przecież go kocham, że mi się podoba, bo to mój typ, facet, o którym marzyłam, ale nie myślałam, że takiego dostanę. Dodatkowo potem pojawiły się myśli, że może jestem lesbijką, nie wiem czy też się zasugerowałam czymś np. z gazety lub z telewizji, albo może była to kolejna natrętna myśl wynikająca z poprzednich. Ale przecież ja zawsze byłam zainteresowana mężczyznami, w gimnazjum nawet urywałam się z lekcji z koleżanką żeby "śledzić" chłopaka, który nam obu się podobał. Oglądałam obsesyjnie mecze piłki nożnej, bo tam byli przystojni faceci. Dość szybko zaczęłam mieć marzenia seksualne, bo już pod koniec podstawówki, to z piosenkarzem, to z piłkarzem, itp. Nigdy nie miałam ciągot do kobiet, wręcz to absurdalne jest. Nawet będąc z moim partnerem, który jest jednocześnie moim pierwszym partnerem łóżkowym i chłopakiem, bardzo lubię fantazjować o seksie z nim. Wtedy owe myśli jakoś samoistnie przeszły, nie wiem nawet kiedy. Nawet nie pamiętałam o nich, jakby nigdy ich nie było.   Ale wczoraj kiedy tamte przeszły, na ich miejsce wróciły te. W gazecie przeczytałam coś o córce znanej piosenkarki, która zmieniła płeć i jest lesbijką i zaraz uderzyła mnie myśl o tym związana ze mną, gdzie to nie miało miejsca przez ten cały czas od kiedy te myśli przeszły 2 lata temu. Dzisiaj cały dzień mnie to dręczy, nie mogę sobie z tym poradzić, nakręcam się, dorabiam różne scenariusze do tej konkretnej myśli, nie chcę tych myśli, ale czasami czuję jakbym chciała i jakbym musiała o tym myśleć, dorabiać, itd. Nastrój mi się strasznie pogorszył, czuję się fatalnie, nie wiem czemu takie myśli mnie dręczą, przecież lubię facetów, ale jak ta myśl mnie dręczy to moje prawdziwe myśli przeciwstawne do niej są słabsze. Proszę mi powiedzieć, czy ze mną wszystko ok, czy to są tylko myśli, natręctwa, bo ta myśl mnie dobija, dręczy, nie chce jej, ale nie mogę się jej pozbyć!
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy można mieć parę odmian nerwicy i depresję na raz? Jak z tym walczyć?

Od kilku lat żyję w ogromnym stresie. Strasznie chudłam, nie chciało mi się wychodzić z domu, nie miałam siły na nic. Czułam się odtrącona przez męża.   Zdarzyło mi się, że wylądowałam w szpitalu, bo miałam wszystkie objawy zawalu, a...

Od kilku lat żyję w ogromnym stresie. Strasznie chudłam, nie chciało mi się wychodzić z domu, nie miałam siły na nic. Czułam się odtrącona przez męża.   Zdarzyło mi się, że wylądowałam w szpitalu, bo miałam wszystkie objawy zawalu, a mam dopiero 30 lat. Miałam kłucia, że ciężko mi było oddychać. To trwało przez jakiś czas. Miałam pieczenie w klatce piersiowej, nie mogłam podnieść rak do góry, umyć się oczesać. Wyniki ekg wyszły oki, ale serce bardzo szybko bilo, zawsze ponad 100. Ostatnio mam znów kłucia i ścisk serca, są to takie częste skurcze, jakby ktoś zaciskał pieść i ja poszczał, zaciskał i poszczał. Potrafiłam tydzień nie spać w ogóle, teraz już jest lepiej ze spaniem, ale nie wiem czy to nie zasługa tabletek w większej mierze. Ponadto, jestem strasznie nerwowa, rozdrażniona, nie mam chęci i ochoty na nic, brak motywacji do czegokolwiek. Wszytko robię tak jakby z musu. Zawsze byłam niskociśnieniowcem, a ogromny ból głowy okazał się być przez nadciśnienie 180 na 120 lub 150 na 110. Jestem bardzo szczupła, nawet chuda bym powiedziała. Mój rodzinny mi powiedział, że to nerwica wegetatywna na podłożu stresu. Zdarzyło mi się nie jeść 3 dni i wymiotować lub opychać się jak głupia. Mam dobre wyniki, tzn. morfologia itd., jednak włosy wylatują mi garściami. Mam nawet uczucie na ciele (brzuch, plecy) jakby mnie ktoś papierem ściernym powycierał, ale nie ma żadnych zadrapań. To nie jest bardzo bolące, ale nieprzyjemne, denerwujące. Mija i wraca. Jestem w trakcie rozwodu, walczę z mężem, gdyż sprawa nie jest polubowna - to pewnie jest główna przyczyna, a także lata z nim spędzone. Biorę silne tabletki na uspokojenie i na nadciśnienie. Chcę z tego wyjść, mam dziecko, muszę być silna, a najchętniej nic bym nie robiła. Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy to napewno nerwica?

Witam, mam na imię Gosia i mam 26 lat, chciałabym się dowiedzieć czy moje objawy to aby na pewno nerwica. Od dłuższego czasu mam dziwne objawy, które nie zawsze się pojawiają, przeważnie łapie mnie "to coś"co jakieś dwa tygodnie,...

Witam, mam na imię Gosia i mam 26 lat, chciałabym się dowiedzieć czy moje objawy to aby na pewno nerwica. Od dłuższego czasu mam dziwne objawy, które nie zawsze się pojawiają, przeważnie łapie mnie "to coś"co jakieś dwa tygodnie, podam przykład: siedzę w domu albo coś robię, np. sprzątam i nagle tracę siłę, zaczynają mi się trząść ręce, oblewa mnie pot robi mi się słabo i wtedy dochodzą bóle głowy, duszności, lekkie bóle nóg no i standardowo klucie w klatce piersiowej:(. Dodam, że często pojawiaj się bóle żołądka i mdłości. Nie wiem czy to może być nerwica, ale ja dodatkowo wmawiam sobie, że to początek jakiejś choroby - wtedy zaczynam brać tabletki, np. przeciwbólowe i wydaje mi się, że to wszystko zaraz minie. Jestem osobą, która bardzo boi się chorób (przeziębienia, grypy itd.). Ja nie potrafię z tym walczyć, boję się już sama wychodzić z domu, bo mam wrażenie, że zaraz zemdleję albo zacznę wymiotować. Do tego wszystkiego mam też bardzo silne pieczenie twarzy - wtedy czuję się jakbym miała ze 40 stopni gorączki. Gdy zaczynam się źle czuć to wtedy albo się kładę na chwilkę, ale przeważnie jest tak, że włączam komputer i szukam czegoś na temat moich objawów i wtedy jest już całkiem źle, bo wydaje mi się, że ja mam te wszystkie objawy i choroby, o których jet napisane w internecie:(, to jest naprawdę meczące. Mam małe dziecko, którym czasami nie jestem w stanie się zająć, bo nagle opadam z sił. Nigdy nie byłam u psychologa ani psychiatry, bo wydawało mi się, że to wszystko kiedyś minie, a to niestety wraca:(. Proszę o odpowiedź, może to mnie uspokoi:) GOSIA

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam wrażenie, jakby ciagle brakowało mi powierza - co się ze mną dzieje?

Witam, mam 24 lata, w 2009 roku urodziłam synka i od tego momentu wszystko się zmieniło - zaczęłam być smutna, nic mi się nie chciało, czułam ogólne przybicie. Nie byłam z tym u lekarza, myślę, że wtedy była to depresja...

Witam, mam 24 lata, w 2009 roku urodziłam synka i od tego momentu wszystko się zmieniło - zaczęłam być smutna, nic mi się nie chciało, czułam ogólne przybicie. Nie byłam z tym u lekarza, myślę, że wtedy była to depresja poporodowa. Po 3miesiącach wszystko jakby powróciło do normy, ale teraz (minęło 15 miesięcy) znowu dzieje się ze mną coś dziwnego - mam wrażenie jakby ciągle brakowało mi powietrza:(. Kiedy uda mi się nabrać głęboki oddech czuję wtedy ulgę, im więcej o tym myślę, tym gorzej się czuję. Co mam robić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam zespół nerwicowo-depresyjny

Witam, mam 25 lat , w sierpniu tego roku zaczęła się moja przygoda z tym czymś. Najpierw było ogólnie złe samopoczucie i straszne lęk przed jakąś poważną chorobą, ale badania wykluczyły wszystkie opcje. Jednym słowem jestem zdrowa jak ryba. Zanim...

Witam, mam 25 lat , w sierpniu tego roku zaczęła się moja przygoda z tym czymś. Najpierw było ogólnie złe samopoczucie i straszne lęk przed jakąś poważną chorobą, ale badania wykluczyły wszystkie opcje. Jednym słowem jestem zdrowa jak ryba. Zanim zrobiłam wszystkie wyniki dostałam ze strachu przed chorobą drgawek nerwowych, wtedy w domu byłam sama, tak się wystraszyłam, że teraz to już pewnie umieram, że od razu pojechałam do mamy. Tam się uspokoiłam, a wieczorem z chłopakiem wróciłam do domu. Później te ataki jeszcze kilka razy się powtórzyły w moim domu, może ze 2 razy, i od tamtej pory odczuwam lęk przed domem. Nie chcę do niego wracać. Później zaczęłam bać się swojego ślubu, który już tuż tuż, zaczęłam mieć wątpliwości czy mój narzeczony to ten właściwy, ciągle się bardzo źle czułam psychicznie, miałam wrażenie, że jestem za szkłem, nic mnie nie cieszyło, patrzyłam na swój dom i ciągle źle się czułam. Później jak się trochę poprawiło to ciągle miałam przed oczami te obrazki, które widziałam " tamtymi" oczami, czyli złe skojarzenia z domem. Byłam u specjalisty, który zdiagnozował u mnie zespół nerwicowo-depresyjny. Biorę teraz leki, ale na razie niewiele pomagają, biorę je od 2 tygodni. Ciągle boję się, że jak wrócę do domu to znowu będę się w nim źle czuć. W domu przebywam z narzeczonym i on też kojarzy mi się z tym domem i tym wszystkim. Nie wiem jak mam z tym walczyć. Bardzo go kocham i wiem, że jest dla mnie najważniejszy, ale te wszystkie uczucia są tak silne, że nie wiem co mam robić. Czasami mam przebłyski normalności i wtedy wierzę, że to minie, ale niestety nie długie są te pozytywne przebłyski. To jest jak jakiś krąg. Poza tym ciągle, nawet jak jest już fajnie, to patrzę na narzeczonego i myślę sobie, że teraz jest fajnie, ale zaraz mogę czuć inaczej i ten taki strach przed lękiem powoduje, że ciągle się czuję niepewnie. Nawet jak jest dobrze to myślę zaraz, że możne już go nie kocham, ale nic innego też nie przynosi mi radości, a strata ukochanego byłaby dla mnie czymś okropnym. Chcę po prostu żeby było tak jak dawniej. Czasami on się do mnie przytula, a ja czuję ucisk w żołądku, jakbym miała zaraz pisać jakiś najważniejszy egzamin w życiu, ale to jest bardziej nieprzyjemne uczucie, bo rani przy okazji moje serce. Boję się gdzieś wyjechać, bo jak czułam się najgorzej to pojechaliśmy na wycieczkę i z wyjazdem kojarzy mi się ten okropny stan i nie chcę nigdzie wyjeżdżać. To bez sensu, bo nie mogę normalnie funkcjonować. Proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
 Joanna Moczulska-Rogowska
Joanna Moczulska-Rogowska

Czy to nerwica lub depresja?

Witam. Mam 19 lat. 3 lata temu miałam poważny problem, mianowicie miałam zawroty głowy, praktycznie przez cały czas. Bardzo się tym przejmowałam, zamknęłam się w domu i odcięłam od rodziny i znajomych, było mi bardzo źle. Wszystkie wyniki badań...

Witam. Mam 19 lat. 3 lata temu miałam poważny problem, mianowicie miałam zawroty głowy, praktycznie przez cały czas. Bardzo się tym przejmowałam, zamknęłam się w domu i odcięłam od rodziny i znajomych, było mi bardzo źle. Wszystkie wyniki badań okazały się dobre. Z biegiem czasu (około 4 miesięcy) samo przeszło, ponieważ przestałam się tym tak przejmować, gdyż strach, że coś mi jest poważnego po zrobieniu badań zniknął. Całe 3 lata nie miałam żadnych poważnych problemów i życie miałam po prostu piękne. Jednak od lipca tego roku do września przeżywałam duży stres związany ze stanem zdrowia bliskiej osoby. Na szczęście wróciła do pełni zdrowia, za to ze mną jest gorzej. Znowu kreci mi się w głowie cały czas, czuję ucisk w głowie i zmęczenie. Także mój nastrój nie jest najlepszy, często płaczę. Trwa to już około miesiąca i naprawdę mam dosyć. Na dodatek doszły dziwne stany, to znaczy czuję się jakby nieobecna, jakby wszystko co się działo miało miejsce gdzieś obok, jakbym tylko była obserwatorem mojego życia, a nie w nim uczestniczyła. Staram się nie izolować i nie popadać w rozpacz, ale jest to trudne. Czy można to jakoś pokonać? Czy to są objawy depresji lub nerwicy? Dodam, że ostatnio również wykonywałam wszystkie badania i są dobre. Z góry dziękuję za odpowiedź. Beata

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam 15 lat, chyba mam nerwicę, to uciążliwe - co zrobić?

Witam, ostatnio, jakieś 5 dni temu, zaczęły się u mnie kłucia w klatce piersiowej - są one przejściowe, a w ostatni wieczór złapał mnie tak jakby stres, ale ja się niczym nie denerwowałem, w nocy przez to nie moglem spać, to jest uciążliwe - co z tym zrobić?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty