Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Fobia szkolna?

Witam. Nazywam się Marcin, mam 17 lat i uczęszczam do liceum. Mój problem zaczął się już w pierwszym roku nowej szkoły. Na początku nie było źle, opuszczałem mało godzin, zdarzało mi się to od czasu do czasu bez żadnego konkretnego...

Witam. Nazywam się Marcin, mam 17 lat i uczęszczam do liceum. Mój problem zaczął się już w pierwszym roku nowej szkoły. Na początku nie było źle, opuszczałem mało godzin, zdarzało mi się to od czasu do czasu bez żadnego konkretnego powodu. A przynajmniej tak mi się wydawało. W II semestrze zostałem wezwany z mamą do wicedyrektor szkoły, w celu wyjaśnienia dużej liczby nieobecnych już godzin. Było ich ponad 100, z czego większość nieusprawiedliwionych. Mama o tym wiedziała. To ja bałem się zanosić usprawiedliwienia, nie lubię i nie chcę załatwiać spraw na forum klasowym. Wszystko zostało wyjaśnione i dobrze się skończyło, wspólnie doszliśmy do wniosków, że dużym moim problemem jest stres. Mama i wychowawca podkreślały, że jestem wrażliwym chłopcem.

W tej chwili jestem w II LO. Moje problemy nasiliły się. W październiku nie było tygodnia, który przechodziłbym cały tydzień do szkoły. Nie było mnie po 2,3 dni w tygodniu. Obiecałem sobie, że w listopadzie będzie lepiej. Nie jest. Sytuacja się powtarza. Najgorsze jest to, że nie robię tego specjalnie. Nie chodzę na wagary. Siedzę w domu i zamartwiam się swoją sytuacją, bo wiem, że mogę i będę miał problemy w szkole. Szkolny pedagog i wychowawca wiedzą o problemie, mam zostać wkrótce skierowany do psychologa. Chciałbym dodać jeszcze, że mój strach przed szkołą jest nieuzasadniony, sam nie wiem, czego się boję. Ale się boję. Po prostu. To ogromny strach. Wieczorem obiecuję sobie, że rano będzie lepiej i pójdę do szkoły. Ale nie chodzę, bo rano zaczyna się koszmar. Boli mnie głowa, brzuch, mam zawroty głowy, ale najczęściej kłuje mnie w różnych miejscach ciała. Czy to głowa, czy jakoś pod płucem, najczęściej w okolicach serca.

To mnie już przerasta. Boję się, że będę niekwalifikowany z niektórych przedmiotów, że nie nadrobię zaległości. O właśnie. Zapomniałem dodać, że czasami, gdy zdarzy mi się pójść do szkoły, zawsze rano, przed wyjściem, dzwonię do mamy i pytam, czy będzie dobrze, potem, gdy już do niej dojadę, dzwonię znowu i powtarzam pytanie. Co mogę zrobić? Czy szkoła może mi pomóc i w razie zdiagnozowania problemu, "przymknąć" oko na nieobecności, indywidualne nauczanie? Bardzo proszę o pomoc :( PS Zapomniałem napisać jeszcze o rodzinie. Sytuację w domu mam dobrą, nie mamy żadnych problemów. Jedynym jest mój problem niechodzenia do szkoły, co męczy już rodziców. Także pojderzewają, że mam fobię.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Nie radzę sobie z nerwicą. Bardzo bym chciał, żeby było jak dawniej. Jak tego dokonać?

Witam! Mam 19 lat, moje życie zmieniło się o 180 stopni przez kilka ostatnich lat. Kiedyś byłem normalnym człowiekiem, zdrowym, pełnym radości, ciekawym życia. Może tylko w domu nie miałem za fajnie. Ojciec mnie bił, dzieciństwa nie miałem dobrego. Jakiś...

Witam! Mam 19 lat, moje życie zmieniło się o 180 stopni przez kilka ostatnich lat. Kiedyś byłem normalnym człowiekiem, zdrowym, pełnym radości, ciekawym życia. Może tylko w domu nie miałem za fajnie. Ojciec mnie bił, dzieciństwa nie miałem dobrego. Jakiś czas temu zachorowałem na nerwicę lękową, miałem duszności. Wtedy nie wiedziałem, co to jest. Nie było to w każdym razie jeszcze takie uciążliwe. W końcu minęło. Następnego roku poznałem dziewczynę, która była idealna. Niestety, nie ułożyło się nam. Nie będę wchodził w szczegóły, w każdym razie wszystko ja zchrzaniłem. Poczułem jej brak dopiero, jak nie miałem z nią kontaktu i sytuacja była bez wyjścia. Dużo o niej myślałem, płakałem.

Wtedy wróciła do mnie nerwica. Po pewnym czasie było coraz gorzej. Gdy zaczęły się poważne ataki, wrażenia, że umrę, dopiero komuś o tym powiedziałem. Dopiero wtedy ojciec mi powiedział, że mam nerwicę. Byłem w ogromnym szoku, że tę chorobę mam tylko ja, bo myślałem, że wariuję psychicznie. Leczyłem się 2 razy u innych lekarzy. Miałem wrażenie, że pierwszy z nich leci na pieniądze. Gadałem do ściany, naliczał 100 zł, zapisywał lek i nara. Następny zaś mówił o tym, co nie trzeba. Ja jedno, a on drugie, więc zrezygnowałem z leczenia z dnia na dzień. Moja nerwica rosła w siłę, a ja tę siłę traciłem. Po jakimś czasie oprócz nerwicy doszło parę innych problemów - brak tematów do rozmowy z każdym kumplem, po prostu z kimkolwiek. Nie wiem, skąd to się wzięło. W ogóle nigdy nie miałem z tym kłopotów.

Dzisiaj jestem nikim, nikogo nie interesuję, stoję zawsze w cieniu, brakuje mi tych rozmów. Nie mam przyjaciół, może tylko paru kumpli, z którymi nawet nie umiem się teraz dogadać. Do tego moja rodzina mnie nie rozumie, jestem wyrzutkiem, który nie skończył gimnazjum - porażka życiowa. Nie mam oparcia w nikim, nikt mnie nie rozumie. Ciągle od paru lat kocham dziewczynę, z którą nigdy nie będę, nawet teraz by mnie nie chciała, bo przecież o czym z nią będę gadać. Do tego mam jeszcze nerwicę. Każdego dnia, jak się rano budzę, nie chce mi się wstawać. Na samą myśl, że będzie ten dzień wyglądał tak jak każdy wcześniejszy, nie będzie się działo nic godnego uwagi, cały czas płaczę i wspominam stare, dobre czasy, kiedy się cieszyłem ze wszystkiego, bawiłem, śmiałem.

A dziś? Jestem chyba tylko wrakiem człowieka, spoglądam w lustro i nie widzę nic. Życie mnie już chyba pokonało. Z jednej strony chcę umrzeć, bo już jestem taki słaby, z drugiej boję się. Gdybym był odważniejszy, dawno bym się zabił, już na pewno by mnie tu nie było. Ale jestem tchórzem i wciąż mam tę iskierkę nadziei, że kiedyś może spotkam tę osobę, która mi pomoże wyjść z tego, ale chyba sam się oszukuję. Na koniec dodam tylko, że chciałem wszystko zmienić. Zabrałem się za szkołę, zaoczne gimnazjum, jestem w klasie 3 i czasem pracuję dorywczo, żeby chociaż zmienić sytuację w domu i coś osiągnąć, ale chyba mogę osiagnąć same dno. Proszę tylko o jakieś rady.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czy to może być ADHD?

Mam czasem taki stan, że nie mogę usiedzieć w miejscu przez jakieś 20 minut. Sprzątam w pokoju, ale chodzę po domu... Gdy mam taki atak, nie mogę złapać głębokiego oddechu i czasem mi się kręci w głowie, i się denerwuję,...

Mam czasem taki stan, że nie mogę usiedzieć w miejscu przez jakieś 20 minut. Sprzątam w pokoju, ale chodzę po domu... Gdy mam taki atak, nie mogę złapać głębokiego oddechu i czasem mi się kręci w głowie, i się denerwuję, że mi się coś stanie... Ostatnio w kinie miałam taki stan i mi bardzo szybko biło serce, pociły mi się ręce... Co to może być i jak sobie z tym radzić? Da się to wyleczyć? Mam 16 lat.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Strach

Witam. Jestem Michał, mam 17 lat. Mam pewien problem, boję się komukolwiek o nim powiedzieć. Ogólnie pochodzę z patologicznej rodziny - ojciec pijak, bił matkę i w ogóle codzienne wyzywanie się, przemoc psychiczna. W szkole było to samo - podstawówka...

Witam. Jestem Michał, mam 17 lat. Mam pewien problem, boję się komukolwiek o nim powiedzieć. Ogólnie pochodzę z patologicznej rodziny - ojciec pijak, bił matkę i w ogóle codzienne wyzywanie się, przemoc psychiczna. W szkole było to samo - podstawówka od 4 klasy od do końca gimnazjum. Byłem codziennie gnębiony, szturchany, czasami dochodziło do pobić. Nie mówiłem tego nikomu. W rodzinie nie znajdę poparcia, nie mam nikogo, z kim mogę porozmawiać o problemach. Nie mam przyjaciół. Praktycznie codziennie miewam myśli samobójcze. Już raz podciąłem sobie żyły, jednak szybko przyjechała karetka i pojechałem do Łodzi do szpitala. Często "tnę się" - sprawia mi to ból, ale wtedy zapominam o problemach, gdy czuję ból. W ogóle boję się ludzi. Kiedy idę przez miasto mam wrażenie, gdy przechodzę blisko kogoś, że mnie uderzy w głowię. Mam same myśli, ciągły strach. Przez to jestem bardzo nerwowy, szybko wybucham, krzyczę, a po chwili się uspokajam i płączę. Nie wiem dlaczego, łzy same mi lecą. Nie wiem, co mam robić. Ciągle nie mogę spać, nie mogę przytyć, nie wiem, co się ze mną dzieje. Bardzo proszę o jakieś rady.

Jak sobie mogę pomóc, bym mogła wyjść z domu bez lęku?

Dzień dobry! Małgorzata, 40 lat. Zawsze byłam i jestem do tej pory osobą lękliwą, wrażliwą na wszystko. Przejmowałam się wszystkim i wszystkimi, nie umiałam się nikomu przeciwwstawić, powiedzieć, że mam inne zdanie. Zawsze wszystkiemu potulnie ulegałam. Bałam się tego, że...

Dzień dobry! Małgorzata, 40 lat. Zawsze byłam i jestem do tej pory osobą lękliwą, wrażliwą na wszystko. Przejmowałam się wszystkim i wszystkimi, nie umiałam się nikomu przeciwwstawić, powiedzieć, że mam inne zdanie. Zawsze wszystkiemu potulnie ulegałam. Bałam się tego, że ktoś może coś powiedzieć o mnie źle i chociaż coś nie było po mojej myśli, to się na to godziłam. W 2004 roku wszystko (tak myślę) pękło we mnie. Skoczyło mi bez żadnego powodu ciśnienie, myślałam, że umieram. Ciśnieniomierz zawsze nosiłam przy sobie, i jak tylko coś nie tak, to zaraz mierzyłam ciśnienie, ale wszędzie chodziłam, nie miałam problemów z wychodzeniem z domu. Jesienią 2008 dostałam leki na ciśnienie i te skoki przeszły. W tym czasie mąż wyjechał za granicę do pracy. I zaczęły się lęki, strach, ZAWROTY GŁOWY. Jak wchodzę do sklepu, robi mi się gorąco, duszno, czuję się tak, jakbym miała upaść. Teraz idę do sklepu jak już naprawdę muszę, zamknęłam się w domu.

Nie wiem, co mam dalej robić. Dodam, że od roku biorę tabletki na uspokojenie, nie żadne ziołowe, tylko takie na receptę. W ulotce pisze, żeby brać je krótko, więc myślę, że się do nich przyzwyczaiłam, ale pomagają mi wychodzić z domu. Badania wszystkie były robione i są dobre. Boję się iść do psychiatry, bo przepisze mi jakieś leki, a jak biorę wit. C, to się tydzień zastanawiam, czy ją wziąć. A leki od psychiatry mają skutki uboczne. I co mam robić, czy to jest nerwica lękowa, czy depresja? Jak mogę sobie pomóc, by wychodzić do miasta, znajomych, bez lęku, zawrotów głowy, strachu, że coś mi się stanie. Dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy to może być przemieszczenie lęku?

Mam nerwicę lękowo-depresyjną i właściwie przez cały czas trwania choroby pojawiały mi się jakieś nowe problemy, które miały źródło w mojej głowie. Kiedy jeden został rozwiązany, czułam spokój tylko na chwilę. Zawsze pojawiało się coś nowego. Gdy zaczęłam brać leki,...

Mam nerwicę lękowo-depresyjną i właściwie przez cały czas trwania choroby pojawiały mi się jakieś nowe problemy, które miały źródło w mojej głowie. Kiedy jeden został rozwiązany, czułam spokój tylko na chwilę. Zawsze pojawiało się coś nowego. Gdy zaczęłam brać leki, to jakoś ucichło. Poznałam superfaceta i ułożyłam sobie życie. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Zawsze marzyłam o kimś takim jak on. Potem postanowiliśmy, że już czas, żebym spróbowała żyć bez leków. Po konsultacji z lekarzem odstawiłam je. Czułam, że jestem szczęśliwa i bezpieczna, i nic nie może tego zepsuć, że dam radę. W ciągu miesiąca wszystko zaczęło się psuć. Najpierw jakieś poczucie winy mnie ogarnęło, początkowo z powodu jakichś głupot. Potem, że nie zasługuję na takiego chłopaka jak on. Gdy on zapewniał mnie, że jestem cudowna, to czułam, że chce mi się płakać. Potem zaczęłam się bać, że kiedyś coś mu się stanie.

To działo się bardzo szybko, było coraz gorzej i nagle, DOSŁOWNIE z dnia na dzień, ogarnął mnie lęk, że to koniec, koniec miłości. Tak po prostu, bez powodu, nic nawet nie zaczęło się psuć, nie czułam żadnego znudzenia. Jednego dnia byłam pewna swych uczuć, drugiego dnia wszystko do góry nogami. Czułam, że to nieprawda, że to jakieś szaleństwo, ale lęk był zbyt silny, zagłuszył we mnie wszyskie pozytywne emocje i cały czas pojawiały się myśli "Musisz uciec, musisz odejść" i płacz, i bezsilność. Zaczęłam znowu szukać pomocy. Trafiłam na dobrego psychologa, który powiedział mi, że to, co się stało, to jest problem zastępczy, że to nie jest mój realny problem. Chciałabym więc dowiedzieć się, czy to może być tak, że mam w sobie jakieś konflikt, problem nie do końca uświadomiony i po prostu generuję sobie takie problemy, które mogę sama rozwiązać? Czy to może być przemieszczanie lęku?

Jak sobie radzić, kiedy stres jest tak silny, że nie można nawet racjonalnie myśleć?

Od kilku lat dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem samotnikiem, lubię ciszę. Do pewnego czasu taka sytuacja mnie nie denerwowała, ale od jakiegoś czasu, gdy słyszę, że ktoś słucha muzyki za ścianą, jakiś mój sąsiad, tracę nerwy, nie jestem...

Od kilku lat dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem samotnikiem, lubię ciszę. Do pewnego czasu taka sytuacja mnie nie denerwowała, ale od jakiegoś czasu, gdy słyszę, że ktoś słucha muzyki za ścianą, jakiś mój sąsiad, tracę nerwy, nie jestem wtedy w stanie nawet racjonalnie myśleć, nie mogę się opanować. Zamykam się w pomieszczeniu i nie wychodzę z niego przez kilka godzin, aż muzyka przestanie grać. To nie musi być głośna muzyka. Słyszę tylko zza ściany zwykłe uderzenia basów i już nie radzę sobie ze stresem. Mało kiedy mam taki paraliżujący strach. Ktoś może coś wiercić głośno wiertarką na korytarzu i mi to nie przeszkadza, ktoś z mojej rodziny może słuchać głośno muzyki i też nic nie czuję, a gdy słyszę gdzieś z ulicy lub zza ścian choćby pukanie, to jest paraliż czasem do łez i myśli o ucieczce. Nie radzę już sobie z tym. Proszę o pomoc...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak pomóc córce przełamać lęk przed wystąpieniami publicznymi?

Proszę coś mi poradzić. Moja córka ma 16 lat. Dobrze się uczy. Czuje jednak ogromny lęk przed publicznymi wystąpieniami, czyli jeśli pani o coś pyta w szkole, mimo że umie, woli się nie zgłaszać z odpowiedzią. Jeśli się zgłasza lub...

Proszę coś mi poradzić. Moja córka ma 16 lat. Dobrze się uczy. Czuje jednak ogromny lęk przed publicznymi wystąpieniami, czyli jeśli pani o coś pyta w szkole, mimo że umie, woli się nie zgłaszać z odpowiedzią. Jeśli się zgłasza lub pani sama zapyta, serce jej wali, język się plącze i jak mówi, gada głupoty, bo wszystko zapomina. Tak bym jej chciała pomóc. Staram się ją chwalić za najmniejsze sukcesy. Mówię, że jestem z niej dumna. Ale co z tego? Ona nie potrafi sobie z tym poradzić. A co ja mogę zrobić, by jej pomóc? Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Ustawień Hellingerowskie a zastosowanie w leczeniu nerwicy

Witam. Na nerwicę choruję od 5 lat, brałam leki, które pomagały na krótko. Dojrzałam do psychoterapii. Przez 1,5 roku chodziłam na psychoterapię behawioralną. Na spotkaniach nauczyłam się być bardziej asertywna, uczyłam się nowych zachowań. Objawy takie jak natrętne myśli... Witam. Na nerwicę choruję od 5 lat, brałam leki, które pomagały na krótko. Dojrzałam do psychoterapii. Przez 1,5 roku chodziłam na psychoterapię behawioralną. Na spotkaniach nauczyłam się być bardziej asertywna, uczyłam się nowych zachowań. Objawy takie jak natrętne myśli, napięcie mięśni, kołatanie serca i wiele innych jednak nie ustępowały. Terapeuta radzi, abym skorzystała z ustawień systemowych Hellingera. Czytałam trochę na temat tego, na czym polegają ustawienia hellingerowskie i nie jestem przekonana do tej metody. Waham się i sama nie wiem, co zrobić. Proszę też o informację na temat możliwych skutków płynących z zastosowania ustawień hellingerowskich. Jakie są zagrożenia wiążą się z ustawieniami hellingerowskimi? Czy jest to polecana metoda? I przede wszystkim chciałabym się dowiedzieć, czy w moim przypadku ustawienia hellingerowskie pomogą, czy może powinnam zmienić terapeutę?

Boję się, że mam schizofrenię. Lekarz uważa, że to nerwica

Nie wiem, co mam napisać w zasadzie... To znaczy nie wiem, od czego mam zacząć. A bardzo potrzebuję pomocy... Zaczęło się od tego, że oglądałam horror. Źle usiadłam na krześle, zdrętwiała mi noga, po pewnym czasie przestraszyłam się tego, chociaż...

Nie wiem, co mam napisać w zasadzie... To znaczy nie wiem, od czego mam zacząć. A bardzo potrzebuję pomocy... Zaczęło się od tego, że oglądałam horror. Źle usiadłam na krześle, zdrętwiała mi noga, po pewnym czasie przestraszyłam się tego, chociaż wiedziałam, że nie raz zdarzały mi się takie hitorie. Zaczęłam panikować! Drętwienie nogi z czasem przerodziło się w drętwienie połowy ciała i utrzymywało się jakiś czas, kilka dni, o ile pamiętam. Po pewnym czasie dyskomfort ustał. Jakiś czas potem oglądałam horror, w pewnym momencie poprosiłam mojego chłopaka, aby wyłączył ten horror. Opanował mnie nagle jakiś gniew, lęk, niepokój, sama nie wiem, jak mam to nazwać. Dodam, że horror był o osobie chorej psychicznie. Po jakimś czasie od tego wydarzenia, nie pamiętam dokładnie w jakiej odległości czasowej, dopadło mnie coś dziwnego. Prawie cały tydzień bardzo źle czułam się fizycznie. Nie miałam na nic siły, źle widziałam na oczy, za mgłą... Weszłam na internet i nie wiem dlaczego wpisałam w wyszukiwarkę... Schizofrenia... Od tego czasu wszystko się zaczęło.... Nie wiem nawet, kiedy przyszedł paniczny lęk przed chorobą. Nie wspomnę tu o objawach fizycznych: pocenie się, drgawki, nie możność skupienia się, zminimalizowana uwaga, pogorszona pamięć. Zaczęłam bardzo kontrolować swoje zachowanie, myśli... Popadłam w obłęd. Moje życie obróciło się o 180 stopni. Wiem, że nie byłam tą samą uśmiechniętą dziewczyną co kilka tygodni temu. Wybrałam się do psychiatry, bo sama ze sobą nie dawałam sobie rady. Spisałam na kartce wszystkie moje obiawy, spisywałam je na bierząco podczas ataków, żeby niczego nie przeoczyć. Lekarz powiedział mi, że mam nerwicę i depresję... Ale ja mu nie wierzę:( dostałam leki na lęk i poprawiające nastrój. To pomogło na tydzień. A ja jestem już jak wrak człowieka... Ten lęk, ten strach... Przewrócił moje życie do góry nogami. Do tego ostatnimi czasy mam dziwne odczucia pustki w głowie, brak myśli, brak uczuć, brak emocji. To mnie przeraża! Nie wiem już, co mam robić, tak bardzo boję się, że to schizofrenia, nie jestem w stanie o niczym innym myśleć... POMOCY!!!

Depresja, fobia społeczna, nerwica?

Witam. Nie wiem od czego zacząć, ponieważ mam "mętlik w głowie". Od 13. roku życia ojciec mnie wyzywał od debili, że do niczego się nie nadaję. Rodzice żyli ze sobą, jak "pies z kotem" - ciągłe awantury. Z ojcem w...

Witam. Nie wiem od czego zacząć, ponieważ mam "mętlik w głowie". Od 13. roku życia ojciec mnie wyzywał od debili, że do niczego się nie nadaję. Rodzice żyli ze sobą, jak "pies z kotem" - ciągłe awantury. Z ojcem w ogóle nie rozmawiam (on już powiedział swoje, że jestem debil i do zawodówki nawet się nie nadaję, bo nie rozumiałem matmy, a skończyłem liceum). Maturę zdałem na 5, no i co z tego? Wypieranie myśli, że jestem debilem, wysłuchiwanie żalów matki, siostra i jej znajomi się ze mnie śmiali i tak nie potrafiłem nawet skończyć studiów, nie pracuję. Teraz ojciec ponownie się awanturuje, że jestem debilem, nic nie robię. Mam 27 lat, depresję, nerwicę lękową, fobię społeczną. Właśnie, kóre z tych? Studiów nie skończyłem, ponieważ bałem się przemówień publicznych (a w liceum ciągle się zgłaszałem). Nie umiem rozmwiać, jak jest większa grupa, nie potrafię patrzeć w oczy, jąkam się. To chyba fobia społeczna? Mam ataki duszności, drgawki, kołatanie serca, a jestem zdrów, jak ryba. Więc, to chyba nerwica lękowa? Ciągle się dołuję, nic mi się nie chce, czuję, że wszyscy ze mnie szydzą. To chyba depresja? Czuję, że jestem przysłowiowym "wariatem". Mam 27 lat, a pustke w cv i wykształceniu, czy te lęki są spowodowane, że od 13. roku życia byłem nazywany debilem i wszyscy, nawet rodzina, ze mnie szydzili? Nie wiem, co mam robić... Paweł.

Prawdziwe źródło nerwicy a przeniesienie lęku

Witam. Mam 22 lata, choruję na nerwicę lękowo-depresyjną już od ok. 5 lat. Długo chodziłam na terapię i mam wrażenie, że nigdy nie dobrnęłam do sedna mojego problemu, tzn. gdy jeden problem został przepracowany, zaraz pojawiało się coś nowego, tak...

Witam. Mam 22 lata, choruję na nerwicę lękowo-depresyjną już od ok. 5 lat. Długo chodziłam na terapię i mam wrażenie, że nigdy nie dobrnęłam do sedna mojego problemu, tzn. gdy jeden problem został przepracowany, zaraz pojawiało się coś nowego, tak jakbym szukała dziury w całym. Tak zakończyłam mój długoletni związek (to zbiegło się z wprowadzeniem terapii lekami), który stał się dla mnie głównym problemem i całkowitego uzdrowienia dopatrywałam się w zakończeniu go. Próbowałam nawet całą winę za moje cierpienie zrzucić na tamtego faceta, chociaż zaczęłam chorować na pewno nie przez niego, bo dużo wcześniej, zanim się poznaliśmy. Fakt, może nie było idealnie, ale jakoś starałam się, żeby to utrzymać. Wierzyłam, że jak się wyleczę, to się między nami ułoży, ale tak się nie stało. Psycholog dał mi tak okrężnie do zrozumienia, że ja sama tak jakby wytwarzam sobie problemy. Oczywiście też wmawiałam sobie różne choroby. Przez jakiś czas wierzyłam, że mam guza mózgu, raka piersi lub coś innego. Po tych lekach i zerwaniu poprawiło mi się, chociaż czułam takie lekkie zobojętnienie.

Po jakimś czasie, ok. pół roku, poznałam świetnego chłopaka, który zawsze mi się podobał, ale myślałam, że on nie zwróci na mnie uwagi. Okazało się, że i ja zawsze mu się podobałam. Zaczeliśmy się spotykać. Było cudownie. Ale cały czas był we mnie taki lekki strach, że zacznę mieć wątpliwości, czy go kocham i popadnę w taki stan jak w poprzednim związku. Nie wierzyłam, że mam takie szczęście, że tak świetnie mogę poukładać sobie życie. Wszystko robiliśmy razem, sprawiało mi to wielką radość i satysfakcję. Gdzieś po ok. roku zdecydowaliśmy, że odstawię leki. Czułam, że to najwyższy czas, jestem szczęśliwa, mam u boku osobę, na którą mogę liczyć. Wierzyłam, że się uda, na pewno. Marzyłam o tym, że jak skończymy studia, to on mi się oświadczy. Cieszyłam się, że wreszcie jestem czegoś pewna, że kocham mojego faceta na zawsze.

Przestałam brać leki po konsultacji z lekarzem. No i zaczęło mi się robić coraz gorzej. Traciłam siłę. Pojawił się lęk, tak nie wiadomo przed czym. No to sobie przypomniałam, że kiedyś coś ukradłam ze sklepu i czepiłam się tej myśli. Potem zaczełam się bać, że mojemu ukochanemu coś się stanie, że umrze i ja zostanę sama. Potem jeszcze coś gorszego, że spałam z poprzednim facetem i że jak powiem o tym temu obecnemu, to odejdzie (wiem, że to głupota), że nie jestem warta tego, żeby on ze mną był. Płakałam. Poszłam do psychologa, opowiadałam o tych rzeczach, czułam, że to nic. Popracuję troszkę nad sobą i będzie dobrze, chociaż lęk był duży i nie wiedziałam, o co w końcu chodzi. Pojawiła się nawet myśl, że go nie kocham, ale stwierdziłam, że to w ogóle bez sensu i zaraz o tym zapomniałam, jeszcze śmiałam się z tego u psychologa.

Wróciłam do domu, zrobiłam kolację, jego ulubioną (zawsze lubiłam dla niego gotować). No i następnego dnia poczułam dławiący lęk, prawie dostałam mdłości i w tym momencie myśl: Nie kochasz go, musisz odejść. Taka myśl, z którą nie ma dyskusji. Załamałam się kompletnie, nie wiedziałam, co się dzieje, czułam, że to jakieś wariactwo. Kilka dni wcześniej mówię mu zupełnie szczerze, że jest najlepszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała, a nagle to, bez powodu. Nic się nie wydarzyło złego między nami, naprawdę nic. Wręcz przeciwnie, czułam, że jest coraz lepiej. Czułam, że to nierealne, nieprawdziwe. Wszystko runęło, została tylko rozpacz i nicość.

Poszłam do psychiatry, zaczełam brać leki. Modliłam się, żeby to minęło. Wtedy zrozumiałam, że naprawdę dzieje się coś złego i znalazłam nowego, dobrego terapeutę. Powiedziałam, że czuję, że muszę, koniecznie muszę, uciec od chłopaka, że ta myśl mnie prześladuje, że nie myślę o niczym innym, że czuję okropny lęk, nie mam na nic siły, nawet się nie myję i prawie nie jem. Czułam, że strasznie szybko oddalam się od niego, że nagle powstał mur, obojętność i nie mogę się przez nią przebić. Cały lęk, wszystkie moje problemy skumulowały się w tym miejscu, w ucieczce upatrywałam uzdrowienia, choć zarazem czułam, że to jakiś absurd. Terapeutka powiedziała mi, że to nie jest mój realny problem, tylko problem zastępczy. Stworzyłam go i że pod żadnym pozorem mam nie podejmować żadnych decyzji, że przeniosłam cały lęk na tę sytuację. Czy chodzi o jakiś konflikt wewnętrzny nieuświadomiony? Co to oznacza? To odcięcie się od uczuć to jakiś mechanizm obronny?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Metody radzenia sobie z lękiem

Lęk dopada mnie wszędzie, jak jestem sama szczególnie, ale bywa nawet, że w domu jak jestem z rodziną. Mam go od szkoły podstawowej. Biorę lek, ale jak myślę o jakiejś nowej, trudnej sytuacji, która mnie czeka, to on się pojawia,...

Lęk dopada mnie wszędzie, jak jestem sama szczególnie, ale bywa nawet, że w domu jak jestem z rodziną. Mam go od szkoły podstawowej. Biorę lek, ale jak myślę o jakiejś nowej, trudnej sytuacji, która mnie czeka, to on się pojawia, a później następuje lęk przed lękiem. Czy istnieją metody radzenia sobie z lękiem oprócz leków? Na przykład, gdy dopada mnie w samochodzie i jestem sama, a stoję na czerwonym świetle?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak pomóc siostrze, która ma nerwicę?

Witam serdecznie. Chciałam spytać, jak mam pomóc siostrze, która ma nerwicę od około roku. Leczyła się farmakologicznie, była u psychologa i psychoterapeuty, ale nadal ma objawy psychosomatyczne. Ma lęki, przez które nie może spać, często boli ją w klatce piersiowej,...

Witam serdecznie. Chciałam spytać, jak mam pomóc siostrze, która ma nerwicę od około roku. Leczyła się farmakologicznie, była u psychologa i psychoterapeuty, ale nadal ma objawy psychosomatyczne. Ma lęki, przez które nie może spać, często boli ją w klatce piersiowej, często płacze itd. Ma 28 lat, jest wykształconą osobą, ma męża, który pracuje, ona natomiast zajmuje się domem i dzieckiem. Często mówi, że najlepiej by było, jakby dostała zawał, tzn. mówi o śmierci. Ona stara się z tym walczyć, bo ten psychoterapeuta trochę ją pokierował, co ma robić itd., ale ona ma już tego dość, chce żyć normalnie, cieszyć się rodziną. Ja jestem od niej młodsza o 8 lat. Z góry dziękuję. Pozdrawiam. Ania.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Lęk przed śmiercią

Witam. Mam problem związany ze śmiercią. Myślę o niej codziennie, budzę się w nocy i myślę, jak to będzie, kiedy będę leżeć w trumnie itd. Najgorsze myśli, jakie tylko mogą przyjść człowiekowi do głowy. Myślę o moich bliskich, kiedy umrą...

Witam. Mam problem związany ze śmiercią. Myślę o niej codziennie, budzę się w nocy i myślę, jak to będzie, kiedy będę leżeć w trumnie itd. Najgorsze myśli, jakie tylko mogą przyjść człowiekowi do głowy. Myślę o moich bliskich, kiedy umrą itd. Życie pomału traci sens. Mam 27 lat, jedno dziecko, zawsze chciałam mieć dwójkę, ale już nie będę mieć, bo po co dawać życie, skoro i tak kiedyś pójdziemy wszyscy do grobu? Wydaje mi się, że moja depresja związana jest z tym, że dużo osób odeszło w tym roku, tzn. moja Babcia, Kuzyn, Kolega, nawet Pani Dentystka. Jeszcze mogę wymienić kilka osób i wcale nie byli to ludzie starzy. Jestem w tym stanie już od lutego tego roku. Nie spotykam się z przyjaciółmi, nie odbieram telefonów. Proszę mi pomóc. Dziękuję. Zapomiałam napisać, że się boję, boję się, że dusze zmarłych do mnie przyjdą.

Czy opisane dolegliwosci mogą być objawami nerwicy?

Kilka miesięcy temu, po odbytej grypie, zaczęły doskwierać mi różnego typu dolegliwości. Początkowo było to pieczenie i swędzenie okolic pach i pachwin, następnie pojawiły się dolegliwości, które w skrócie można opisać jako np. gorący palec u nogi, kłucie odczuwane...

Kilka miesięcy temu, po odbytej grypie, zaczęły doskwierać mi różnego typu dolegliwości. Początkowo było to pieczenie i swędzenie okolic pach i pachwin, następnie pojawiły się dolegliwości, które w skrócie można opisać jako np. gorący palec u nogi, kłucie odczuwane w paznokciach, swędzenie i kłucie lub uczucie niewielkiego bólu ,pojawiające się i znikające nagle w różnych miejscach na ciele. Pewnego razu, podczas kucania, pojawił się strach, spowodowany słabością w mięśniach nóg. Innym razem ból w okolicy kręgosłupa piersiowego był tak silny, że zmuszony byłem, wstać z łóżka, aby zmienić pozycję. Czasami pojawia się ból w okolicy kręgosłupa szyjnego o różnym natężeniu od niewielkiego przewlekłego, poczynając do bardzo ostrego. Odczuwam też czasem dolegliwości, które można by opisać mianem mrowienia, drętwienia górnej części głowy, czasem napady lęku, niepokoju niczym nieuzasadnione. Wszystko to trwa do dziś i mam wrażenie, że się nasila. Pojawienie się wyżej wymienionych objawów nakłada się z dużym stresem związanym z chorobą dziecka, zmianami w pracy i egzaminami. Dodatkowo w tym okresie wspomagałem się sporymi ilościami alkoholu. Mam uszkodzony nadgarstek, a czytałem, że to może być przyczyną uszkodzenia nerwów obwodowych. Ze względu na wielość poruszonych przeze mnie problemów, proszę o wskazanie drogi postępowania w leczeniu. Informuję, że podczas badania neurologicznego lekarz nie stwierdził żadnych nieprawidłowości, przepisując mi lek przeciwdepresyjny, którego nie przyjmowałem ze względu na skutki uboczne. Dodatkowymi objawami, jakie przychodzą mi do głowy są: trudności w oddawaniu moczu, płytki sen spowodowany koniecznością zmiany sposobu ułożenia ciała, osłabienie potencji seksualnej oraz, wydaje mi się, słabszy wzrok.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak sobie poradzić z napadami lęku?

Dzień dobry. Mam prawie 40 lat. Zaczęło się to u mnie 5 lat temu od raptownego skoku ciśnienia. Myślałam, że umieram. Tak się źle czułam. Potem przez prawie 4 lata bałam się gdziekolwiek iść, bo jak tylko zakręciło mi...

Dzień dobry. Mam prawie 40 lat. Zaczęło się to u mnie 5 lat temu od raptownego skoku ciśnienia. Myślałam, że umieram. Tak się źle czułam. Potem przez prawie 4 lata bałam się gdziekolwiek iść, bo jak tylko zakręciło mi się w głowie, to zaraz panikowałam i nie wiedziałam, co robić (ciśnieniomierz do dzisiaj noszę w torbie). Od listopada 2008 r. biorę tabletki na nadciśnienie i  jest trochę lepiej. Wspomagałam się lekiem uspokajającym z grupy benzodiazepin, a teraz prawie od roku (!!!!!!) mam kolejny lek uspokajający z tej grupy, biorę jedną tabl. dziennie. Ale teraz, gdzieś od 3 miesięcy, nie mogę wejść do sklepu, kina. Nawet na zebraniu u córki w szkole nie byłam, bo mam straszne zawroty głowy, robi mi się gorąco, duszno, jakbym miała się przewrócić. Takie dziwne uczucie, jakbym zeszła z karuzeli.

Nie zawsze tak jest, chociaż lęk towarzyszy mi zawsze. Dodam, że jak wezmę tabletkę, to nie mam takiego lęku, takiej wewnętrznej blokady. A zaczęło się to jak mąż wyjechał do pracy za granicę, i teraz jestem w domu sama z córką. Badania robiłam. Ekg, morfologia, tarczyca - OK. I myślę, że przez to wszystko zaczynam wpadać w depresję. Byłam u lekarza psychiatry w marcu 2009 r., dostałam trójpierścieniowy lek przeciwdepresyjny, ale jak przeczytałam ulotkę, to lek do dzisiaj leży w szufladzie. To chyba wszystko. Do widzenia.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Już nie mam siły walczyć z natręctwami

Mam 19 lat, od dwóch lat choruję na nerwicę lękową. Zaczęło się po śmiertelnym wypadku mojej przyjaciółki. Mój problem to to, że ostatnio miewam dziwne myśli, np. gdy dzwonię do chłopaka, a on nie odbiera, to myślę, że coś złego...

Mam 19 lat, od dwóch lat choruję na nerwicę lękową. Zaczęło się po śmiertelnym wypadku mojej przyjaciółki. Mój problem to to, że ostatnio miewam dziwne myśli, np. gdy dzwonię do chłopaka, a on nie odbiera, to myślę, że coś złego się stało, później staram się uspokoić, że nic złego się nie stało, ale po chwili myślę, że przez to, że pomyślałam, że stało się coś złego, to naprawdę się to stanie! Pomocy! Na dodatek myślę, że jak wykonam jakąś czynność lub nie, to coś złego się stanie! Już nie mam siły z nią walczyć!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak sobie poradzić z napadami lęku i natrętnymi myślami

Witam. Mam mam na imię Szymon, mam 16 lat. Rozumiem zdziwienie, ale błagam o poważne podejście do mojego problemu, ponieważ naprawdę chwytam się teraz czego tylko mogę, aby jakoś wrócić do normy, są Państwo dla mnie ostatnią nadzieją. Mam okropne...

Witam. Mam mam na imię Szymon, mam 16 lat. Rozumiem zdziwienie, ale błagam o poważne podejście do mojego problemu, ponieważ naprawdę chwytam się teraz czego tylko mogę, aby jakoś wrócić do normy, są Państwo dla mnie ostatnią nadzieją. Mam okropne napady lęku, pocę się,odczuwam ogromne ciepło, które mnie ogarnia, szybkie bicie serca. Zawsze temu towarzyszy jakaś absurdalna myśl, zawsze jak takie myśli się pojawiają, odczuwam te reakcje fizjologiczne. Nie będę przybliżał tych myśli, bo są naprawdę chore, są to jakieś chore stwierdzenia mojego umysłu, nie czuję jakby one były moje. Praktycznie od 5 miesiecy prowadzę z tym walkę, albo czuję okropny lęk, albo tak jak teraz, gdy piszę, staram sie trzymać jakoś od tych myśli i nie czuję nic, praktycznie nic. Nie mowię już nawet o cieszeniu się z czegoś, śmianiu się. Zawsze jak takie uczucie pozytywne się pojawią, od razu na nie wyskakuje jedna z absurdalnych myśli i zamiast pozytywnych odczuć odczuwam lęk, te reakcje fizjologiczne, o których wspomniałem, i czuję się jakbym wariował. Najgorsze z tego jest to, że zdaję sobie sprawdę z tego, iż te myśli są absurdalne. Na każdą pozytywną sytuację przychodzi, tak jakby mechanizm obronny w postaci tych myśli. Kiedy jestem czymś zajęty i te myśli blokuję, żeby się w nie wdawać i próbować ich zrozumieć, to nie czuję nic, totalne przygnebienie, żadnej szansy na to, aby coś mnie ucieszyło badź rozśmieszyło, wiszą nade mną te myśli cały czas. Nie potrafię już nawet wspominać jakiś miłych rzeczy, po prostu nie czuję nic, ciągle czuję coś jakby mi w brzuchu siedziało, coś nade mną wisi, nie daję już rady. Myśli przybierają bardzo różną formę, ale mają takie same albo bardzo podobne odziaływania fizjologiczne, jakie opisałem. Najgorzej jest, gdy próbuję te myśli dragą logiki w swojej głowie wytłumaczyć. Prowadzi to do tego, że mi łeb prawie rozrywa i jest ogólna masakra, podczas takich właśnie sytuacji. Miałem już zamiar popełnić samobójstwo. Zresztą ciągle myśli samobójcze mam i planuję coś. Ogólnie wieczorami jest lepiej, bo zamiast tego lęku, tych reakcji fizjologicznych, po prostu nie czuję nic i o niczym nie myślę. Czuję się tak po całym dniu walki z tymi myślami wyczerpany, wieczorem jestem po prostu rozwalony. Nie wiem, nie wyobrażam sobie, jak mógłbym z tego wyjść, aby było tak jak kiedyś. Jedyną drogą wydaje mi się po prostu wymazanie pamięci. Nie mogę podejść logicznie do tych myśli, mam wrażenie jakbym wariował. Mam 16 lat, wiem, że to, co napisałem może być śmieszne, głupie i nie warte przeczytania, ale dla mnie to jest jakaś mała nadzieja, a mam już jej naprawdę mało. 5 miesięcy życia mam już spieprzone przez to, nie może to trwać dalej. Dziękuję ogromnie z góry za odpowiedź.

Napady lęku i natrętne myśli - nie chcę ich już

Witam. Mam na imię Szymon, mam 16 lat. Rozumiem zdziwienie, ale błagam o poważne podejście do mojego problemu, ponieważ naprawdę chwytam się teraz, czego tylko mogę, aby jakoś wrócić do normy, są Państwo dla mnie ostatnią nadzieją. Mam okropne napady...

Witam. Mam na imię Szymon, mam 16 lat. Rozumiem zdziwienie, ale błagam o poważne podejście do mojego problemu, ponieważ naprawdę chwytam się teraz, czego tylko mogę, aby jakoś wrócić do normy, są Państwo dla mnie ostatnią nadzieją. Mam okropne napady lęku, pocę się, odczuwam ogromne ciepło, które mnie ogarnia, szybkie bicie serca. Zawsze temu towarzyszy jakaś absurdalna myśl, zawsze jak takie myśli się pojawiają, odczuwam te reakcje fizjologiczne. Nie będę przybliżał tych myśli, bo są naprawdę chore, są to jakieś chore stwierdzenia mojego umysłu, nie czuję jakby one były moje. Praktycznie od 5 miesięcy prowadzę z tym walkę, albo czuję okropny lęk, albo tak jak teraz, gdy piszę, staram sie trzymać jakoś od tych myśli i nie czuję nic, praktycznie nic. Nie mówię już nawet o cieszeniu się z czegoś, śmianiu się.

Zawsze jak takie uczucia pozytywne się pojawią, od razu na nie wyskakuje jedna z absurdalnych myśli i zamiast pozytywnych odczuć odczuwam lęk, te reakcje fizjologiczne, o których wspomniałem, i czuję się jakbym wariował. Najgorsze z tego jest to, że zdaję sobie sprawdę z tego, iż te myśli są absurdalne. Na każdą pozytywną sytuację przychodzi tak jakby mechanizm obronny w postaci tych myśli. Kiedy jestem czymś zajęty i te myśli blokuję, żeby się w nie wdawać i próbować je zrozumieć, to nie czuję nic, totalne przygnębienie, żadnej szansy na to, aby coś mnie ucieszyło bądź rozśmieszyło, wiszą nade mną te myśli cały czas. Nie potrafię już nawet wspominać jakichś miłych rzeczy, po prostu nie czuję nic, ciągle czuję coś jakby mi w brzuchu siedziało, coś nade mną wisi, nie daję już rady.

Myśli przybierają bardzo różną formę, ale mają takie same albo bardzo podobne odziaływania fizjologiczne, jakie opisałem. Najgorzej jest, gdy próbuję te myśli drogą logiki w swojej głowie wytłumaczyć. Prowadzi to do tego, że mi łeb prawie rozrywa i jest ogólna masakra, podczas takich właśnie sytuacji. Miałem już zamiar popełnić samobójstwo. Zresztą ciągle mam myśli samobójcze i planuję coś. Ogólnie wieczorami jest lepiej, bo zamiast tego lęku, tych reakcji fizjologicznych, po prostu nie czuję nic i o niczym nie myślę. Czuję się tak wyczerpany po całym dniu walki z tymi myślami, wieczorem jestem po prostu rozwalony.

Nie wiem, nie wyobrażam sobie, jak mógłbym z tego wyjść, aby było tak jak kiedyś. Jedyną drogą wydaje mi się po prostu wymazanie pamięci. Nie mogę podejść logicznie do tych myśli, mam wrażenie jakbym wariował. Mam 16 lat, wiem, że to, co napisałem może być śmieszne, głupie i nie warte przeczytania, ale dla mnie to jest jakaś mała nadzieja, a mam już jej naprawdę mało. 5 miesięcy życia mam już s******** przez to, nie może to trwać dalej. Dziękuję ogromnie z góry za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty