Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Nerwica: Pytania do specjalistów

Fobia szkolna?

Witam. Nazywam się Marcin, mam 17 lat i uczęszczam do liceum. Mój problem zaczął się już w pierwszym roku nowej szkoły. Na początku nie było źle, opuszczałem mało godzin, zdarzało mi się to od czasu do czasu bez żadnego konkretnego...

Witam. Nazywam się Marcin, mam 17 lat i uczęszczam do liceum. Mój problem zaczął się już w pierwszym roku nowej szkoły. Na początku nie było źle, opuszczałem mało godzin, zdarzało mi się to od czasu do czasu bez żadnego konkretnego powodu. A przynajmniej tak mi się wydawało. W II semestrze zostałem wezwany z mamą do wicedyrektor szkoły, w celu wyjaśnienia dużej liczby nieobecnych już godzin. Było ich ponad 100, z czego większość nieusprawiedliwionych. Mama o tym wiedziała. To ja bałem się zanosić usprawiedliwienia, nie lubię i nie chcę załatwiać spraw na forum klasowym. Wszystko zostało wyjaśnione i dobrze się skończyło, wspólnie doszliśmy do wniosków, że dużym moim problemem jest stres. Mama i wychowawca podkreślały, że jestem wrażliwym chłopcem.

W tej chwili jestem w II LO. Moje problemy nasiliły się. W październiku nie było tygodnia, który przechodziłbym cały tydzień do szkoły. Nie było mnie po 2,3 dni w tygodniu. Obiecałem sobie, że w listopadzie będzie lepiej. Nie jest. Sytuacja się powtarza. Najgorsze jest to, że nie robię tego specjalnie. Nie chodzę na wagary. Siedzę w domu i zamartwiam się swoją sytuacją, bo wiem, że mogę i będę miał problemy w szkole. Szkolny pedagog i wychowawca wiedzą o problemie, mam zostać wkrótce skierowany do psychologa. Chciałbym dodać jeszcze, że mój strach przed szkołą jest nieuzasadniony, sam nie wiem, czego się boję. Ale się boję. Po prostu. To ogromny strach. Wieczorem obiecuję sobie, że rano będzie lepiej i pójdę do szkoły. Ale nie chodzę, bo rano zaczyna się koszmar. Boli mnie głowa, brzuch, mam zawroty głowy, ale najczęściej kłuje mnie w różnych miejscach ciała. Czy to głowa, czy jakoś pod płucem, najczęściej w okolicach serca.

To mnie już przerasta. Boję się, że będę niekwalifikowany z niektórych przedmiotów, że nie nadrobię zaległości. O właśnie. Zapomniałem dodać, że czasami, gdy zdarzy mi się pójść do szkoły, zawsze rano, przed wyjściem, dzwonię do mamy i pytam, czy będzie dobrze, potem, gdy już do niej dojadę, dzwonię znowu i powtarzam pytanie. Co mogę zrobić? Czy szkoła może mi pomóc i w razie zdiagnozowania problemu, "przymknąć" oko na nieobecności, indywidualne nauczanie? Bardzo proszę o pomoc :( PS Zapomniałem napisać jeszcze o rodzinie. Sytuację w domu mam dobrą, nie mamy żadnych problemów. Jedynym jest mój problem niechodzenia do szkoły, co męczy już rodziców. Także pojderzewają, że mam fobię.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak długo muszę leczyć nerwicę farmakologicznie?

Witam. Mam 25 lat, od pół roku leczę się farmakologicznie na nerwicę lękową u psychiatry oraz uczęszczam na psychoterapię. Efekty są zauważalne, zarówno dzięki lekom, jak i psychoterapii. Na moją nerwicę złożyło się wiele czynników, ale głównym było trudne...

Witam. Mam 25 lat, od pół roku leczę się farmakologicznie na nerwicę lękową u psychiatry oraz uczęszczam na psychoterapię. Efekty są zauważalne, zarówno dzięki lekom, jak i psychoterapii. Na moją nerwicę złożyło się wiele czynników, ale głównym było trudne dzieciństwo, a mianowicie byłam bita przez ojca oraz nigdy nie miałam możliwości wyrazić swojego zdania, tego co myślę na dany temat. Każdą decyzję za mnie musiała podjąć mama. Później wyszłam za mąż, gdzie przez już istniejącą nerwicę dochodziło tylko do ciągłych kłótni i agresji z mojej strony. Później w ciąży mój stan się jeszcze pogorszył. Otóż zaczęłam miewać straszne lęki o siebie, o dziecko, stałam się chorobliwie zazdrosna, straciłam sens życia, nie miałam na nic ochoty ani siły, a swoją frustrację wyrażałam ciągłymi zaczepkami i kłótniami z mężem. Myślałam, że po porodzie to minie. Jak się okazało, było jeszcze gorzej. Zaczęłam miewać natrętne myśli, które nie dawały mi spokoju, przez to nie mogłam się skupić na opiece nad moim dzieckiem. Następnie doszła praca, szkoła, ciągły stres i skończyło się to stanem całkowitego wycieńczenia organizmu. Mdlałam co chwilę i traciłam zupełnie siły...

Przez to trafiłam do specjalisty, który rozpoczął u mnie powyższe leczenie. Wszystko byłoby dobrze, tyle że lekarz stwierdził, że muszę się leczyć 2 lata, biorąc leki. Przeraziło mnie to, ponieważ dla mnie to długi okres, tym bardziej, że chciałabym zajść w drugą ciążę, gdzie branie leków mi to uniemożliwia. Lekarz stwierdził, że pół roku leczenia ma uzupełnić niedobory utraconych substancji w mózgu, natomiast dalsze półtora roku bierze się leki na "zapas", aby nie doszło do podobnej sytuacji, jaka mnie spotkała. Natomiast przy kolejnym takim ataku kuracja trwa aż 5 lat. W związku z powyższym proszę o opinię na temat sposobu leczenia psychiatry, do którego uczęszczam. Czy rzeczywiście leczenie musi trwać tak długo? Proszę mi powiedzieć, ile przeciętnie trwa leczenie, a ile psychoterapia? Z góry serdecznie dziękuję za udzielenie informacji. Pozdrawiam gorąco - Ewa.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Zawód - psycholog

Czy osoba chodząca na terapię, może studiować i być psychologiem?
odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Strach

Witam. Jestem Michał, mam 17 lat. Mam pewien problem, boję się komukolwiek o nim powiedzieć. Ogólnie pochodzę z patologicznej rodziny - ojciec pijak, bił matkę i w ogóle codzienne wyzywanie się, przemoc psychiczna. W szkole było to samo - podstawówka...

Witam. Jestem Michał, mam 17 lat. Mam pewien problem, boję się komukolwiek o nim powiedzieć. Ogólnie pochodzę z patologicznej rodziny - ojciec pijak, bił matkę i w ogóle codzienne wyzywanie się, przemoc psychiczna. W szkole było to samo - podstawówka od 4 klasy od do końca gimnazjum. Byłem codziennie gnębiony, szturchany, czasami dochodziło do pobić. Nie mówiłem tego nikomu. W rodzinie nie znajdę poparcia, nie mam nikogo, z kim mogę porozmawiać o problemach. Nie mam przyjaciół. Praktycznie codziennie miewam myśli samobójcze. Już raz podciąłem sobie żyły, jednak szybko przyjechała karetka i pojechałem do Łodzi do szpitala. Często "tnę się" - sprawia mi to ból, ale wtedy zapominam o problemach, gdy czuję ból. W ogóle boję się ludzi. Kiedy idę przez miasto mam wrażenie, gdy przechodzę blisko kogoś, że mnie uderzy w głowię. Mam same myśli, ciągły strach. Przez to jestem bardzo nerwowy, szybko wybucham, krzyczę, a po chwili się uspokajam i płączę. Nie wiem dlaczego, łzy same mi lecą. Nie wiem, co mam robić. Ciągle nie mogę spać, nie mogę przytyć, nie wiem, co się ze mną dzieje. Bardzo proszę o jakieś rady.

Lęk przed znanymi już osobami - co robić?

Witam. Mam takie pytanie: od jakiegoś czasu miewam poważne lęki, robię się czerwona, tak jakby wstyd albo lęk przed osobami, które znałam bardzo dobrze. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Lekarz uznał, że to depresja i zaczęłam terapię farmakologiczną....

Witam. Mam takie pytanie: od jakiegoś czasu miewam poważne lęki, robię się czerwona, tak jakby wstyd albo lęk przed osobami, które znałam bardzo dobrze. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Lekarz uznał, że to depresja i zaczęłam terapię farmakologiczną. Czy to pomoże? Czasami ten stres mnie paraliżuje, boli mnie brzuch, nie chcę chodzić z tego powodu do pracy. Co robić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy to może być ADHD?

Mam czasem taki stan, że nie mogę usiedzieć w miejscu przez jakieś 20 minut. Sprzątam w pokoju, ale chodzę po domu... Gdy mam taki atak, nie mogę złapać głębokiego oddechu i czasem mi się kręci w głowie, i się denerwuję,...

Mam czasem taki stan, że nie mogę usiedzieć w miejscu przez jakieś 20 minut. Sprzątam w pokoju, ale chodzę po domu... Gdy mam taki atak, nie mogę złapać głębokiego oddechu i czasem mi się kręci w głowie, i się denerwuję, że mi się coś stanie... Ostatnio w kinie miałam taki stan i mi bardzo szybko biło serce, pociły mi się ręce... Co to może być i jak sobie z tym radzić? Da się to wyleczyć? Mam 16 lat.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Nerwica żołądka. Nadwrażliwość żołądka.

Witam! Mam 18 lat, jestem mężczyzną. Zacznę od tego, że jestem osobą, która niezwykle łatwo jest w stanie sobie coś „wkręcić”. Mój mózg jest podatny na wszelkiego rodzaju negatywne warunkowanie, typu jeśli coś tam się stanie, to ja tak i...

Witam! Mam 18 lat, jestem mężczyzną. Zacznę od tego, że jestem osobą, która niezwykle łatwo jest w stanie sobie coś „wkręcić”. Mój mózg jest podatny na wszelkiego rodzaju negatywne warunkowanie, typu jeśli coś tam się stanie, to ja tak i tak zareaguję. Moją zmorą od dziecka są dolegliwości żołądkowe, mianowicie mdłości w określonych sytuacjach. Wszystko zaczęło się, gdy chodziłem do podstawówki. Odwiedziłem z kumplem jakąś ruderę, rzekomo nawiedzaną przez duchy. Oczywiście nic tam nie było, ale w nocy znowu coś sobie wkręciłem i nie mogłem zasnąć. Niby nic w tym dziwnego, wiadomo dzieciaki mają różne schizy. Gdy tak leżałem, stwierdziłem, że jeśli zaraz nie zasnę, to nie wyśpię się i jutro w szkole na pewno będę zaspany, nie będę mógł się skupić, dostane złe oceny itd. Z moim ciałem zaczęło dziać się coś dziwnego. Zacząłem się nadmiernie pocić, było mi gorąco, serce przyspieszyło. Po pewnym czasie poczułem, że jest mi niedobrze. Potem kojarzyłem z tymi mdłościami każdy wieczór. Obawiałem się, co będzie jeśli znowu... To był straszny czas. Każdego wieczoru musiałem przeżywać to na nowo. Jednak udało mi się z tego jakoś wyjść. Od kilku lat spałem spokojnie, jednak z wyjątkami. Czasami to powracało i cały czas w podświadomości odczuwałem strach, że ten odruch powróci, że wkręcę go w schemat jakiejś innej czynności. Tak też się stało. Rok temu dolegliwość ta odezwała się na nowo, tym razem w zestawieniu z kontaktami damsko-męskimi. Ogólnie jestem bardzo towarzyskim człowiekiem. Jeśli jednak sytuacja w relacjach z jakąś bliską mi osobą płci przeciwnej posunie się dalej, gdzieś do przedsionka związku, to ta dziwna dolegliwość znacznie mnie osłabia. Nie raz już wymiotowałem przed imprezą i rezygnowałem z pójścia na nią. Najgorsze jest to, że ja nic nie mogę na to poradzić, zachowuję się dziwnie, ta druga osoba to widzi, ja staram się jej unikać, a nasze stosunki ulegają ochłodzeniu. Zawsze po takim incydencie pojawiają się u mnie negatywne emocje: przygnębienie, brak nadziei i chęci do czegokolwiek, poczucie bezradności. Najdziwniejsze jest to, że jeśli przebywam z tą osobą, rozmawiam, śmieje się to nic się nie dzieje. Te dziwne rzeczy mają miejsce na poziomie podświadomym, gdy np. rozmyślam o niej w domu, myślę jakby to było wspaniale, gdybyśmy byli razem, etc. Wygląda to tak jakby mój organizm wykorzystywał to schorzenie żołądkowe tak, żeby mi przeszkodzić w osiągnięciu szczęścia. Wskutek tych dziwnych zjawisk nie mogę na dobre rozwinąć skrzydeł. Gdy tylko staję się mocniejszy, to dostaje po dupie i znowu wracam do poprzedniego, cichego, skromnego życia, bo tak bezpieczniej. Jestem wycieńczony walką z tym „czymś”. Przerażająca jest świadomość, że gdyby nie te anomalie, to mógłbym żyć na o wiele wyższej stopie niż teraz. Boję się pomyśleć co jeszcze mogę sobie wkręcić. Czy wiecie Państwo, co to może być za choroba? Czy to jakiś rodzaj nerwicy? Jak mogę z tym walczyć? Z góry dziękuję za odpowiedź i przepraszam za użycie kolokwializmów :) Billy

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak sobie mogę pomóc, bym mogła wyjść z domu bez lęku?

Dzień dobry! Małgorzata, 40 lat. Zawsze byłam i jestem do tej pory osobą lękliwą, wrażliwą na wszystko. Przejmowałam się wszystkim i wszystkimi, nie umiałam się nikomu przeciwwstawić, powiedzieć, że mam inne zdanie. Zawsze wszystkiemu potulnie ulegałam. Bałam się tego, że...

Dzień dobry! Małgorzata, 40 lat. Zawsze byłam i jestem do tej pory osobą lękliwą, wrażliwą na wszystko. Przejmowałam się wszystkim i wszystkimi, nie umiałam się nikomu przeciwwstawić, powiedzieć, że mam inne zdanie. Zawsze wszystkiemu potulnie ulegałam. Bałam się tego, że ktoś może coś powiedzieć o mnie źle i chociaż coś nie było po mojej myśli, to się na to godziłam. W 2004 roku wszystko (tak myślę) pękło we mnie. Skoczyło mi bez żadnego powodu ciśnienie, myślałam, że umieram. Ciśnieniomierz zawsze nosiłam przy sobie, i jak tylko coś nie tak, to zaraz mierzyłam ciśnienie, ale wszędzie chodziłam, nie miałam problemów z wychodzeniem z domu. Jesienią 2008 dostałam leki na ciśnienie i te skoki przeszły. W tym czasie mąż wyjechał za granicę do pracy. I zaczęły się lęki, strach, ZAWROTY GŁOWY. Jak wchodzę do sklepu, robi mi się gorąco, duszno, czuję się tak, jakbym miała upaść. Teraz idę do sklepu jak już naprawdę muszę, zamknęłam się w domu.

Nie wiem, co mam dalej robić. Dodam, że od roku biorę tabletki na uspokojenie, nie żadne ziołowe, tylko takie na receptę. W ulotce pisze, żeby brać je krótko, więc myślę, że się do nich przyzwyczaiłam, ale pomagają mi wychodzić z domu. Badania wszystkie były robione i są dobre. Boję się iść do psychiatry, bo przepisze mi jakieś leki, a jak biorę wit. C, to się tydzień zastanawiam, czy ją wziąć. A leki od psychiatry mają skutki uboczne. I co mam robić, czy to jest nerwica lękowa, czy depresja? Jak mogę sobie pomóc, by wychodzić do miasta, znajomych, bez lęku, zawrotów głowy, strachu, że coś mi się stanie. Dziękuję i pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy to może być przemieszczenie lęku?

Mam nerwicę lękowo-depresyjną i właściwie przez cały czas trwania choroby pojawiały mi się jakieś nowe problemy, które miały źródło w mojej głowie. Kiedy jeden został rozwiązany, czułam spokój tylko na chwilę. Zawsze pojawiało się coś nowego. Gdy zaczęłam brać leki,...

Mam nerwicę lękowo-depresyjną i właściwie przez cały czas trwania choroby pojawiały mi się jakieś nowe problemy, które miały źródło w mojej głowie. Kiedy jeden został rozwiązany, czułam spokój tylko na chwilę. Zawsze pojawiało się coś nowego. Gdy zaczęłam brać leki, to jakoś ucichło. Poznałam superfaceta i ułożyłam sobie życie. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Zawsze marzyłam o kimś takim jak on. Potem postanowiliśmy, że już czas, żebym spróbowała żyć bez leków. Po konsultacji z lekarzem odstawiłam je. Czułam, że jestem szczęśliwa i bezpieczna, i nic nie może tego zepsuć, że dam radę. W ciągu miesiąca wszystko zaczęło się psuć. Najpierw jakieś poczucie winy mnie ogarnęło, początkowo z powodu jakichś głupot. Potem, że nie zasługuję na takiego chłopaka jak on. Gdy on zapewniał mnie, że jestem cudowna, to czułam, że chce mi się płakać. Potem zaczęłam się bać, że kiedyś coś mu się stanie.

To działo się bardzo szybko, było coraz gorzej i nagle, DOSŁOWNIE z dnia na dzień, ogarnął mnie lęk, że to koniec, koniec miłości. Tak po prostu, bez powodu, nic nawet nie zaczęło się psuć, nie czułam żadnego znudzenia. Jednego dnia byłam pewna swych uczuć, drugiego dnia wszystko do góry nogami. Czułam, że to nieprawda, że to jakieś szaleństwo, ale lęk był zbyt silny, zagłuszył we mnie wszyskie pozytywne emocje i cały czas pojawiały się myśli "Musisz uciec, musisz odejść" i płacz, i bezsilność. Zaczęłam znowu szukać pomocy. Trafiłam na dobrego psychologa, który powiedział mi, że to, co się stało, to jest problem zastępczy, że to nie jest mój realny problem. Chciałabym więc dowiedzieć się, czy to może być tak, że mam w sobie jakieś konflikt, problem nie do końca uświadomiony i po prostu generuję sobie takie problemy, które mogę sama rozwiązać? Czy to może być przemieszczanie lęku?

Dlaczego leczenie zaburzeń nerwicowych trwa tak długo?

Dlaczego leczenie nerwicy jest długie? Czy zależy to wyłącznie od współpracy pacjenta z psychoterapeutą, czy od długości trawnia zaburzeń? Czy jeżeli zaburzenia trwają kilkanaście lat, albo nawet dłużej, jest szansa na wyleczenie?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Zaburzenia lękowe a pornografia

Witam! Nie wiem, co robić. Nie ma dnia bez stresu, nerwów. Bardzo wiele rzeczy sobie wmawiam. Codziennie kłócę się z mężem bez powodu, po prostu wkręcam sobie, że wszędzie gdzie jest, są inne kobiety. Strasznie się denerwuję, gdy powie mi,...

Witam! Nie wiem, co robić. Nie ma dnia bez stresu, nerwów. Bardzo wiele rzeczy sobie wmawiam. Codziennie kłócę się z mężem bez powodu, po prostu wkręcam sobie, że wszędzie gdzie jest, są inne kobiety. Strasznie się denerwuję, gdy powie mi, jak się go zapytam, że jakaś kobieta mu się podoba. Niby to nic takiego. bo mi też się podobają inni faceci, ale ja czuję się od tych kobiet gorsza, chociaż mąż mi tłumaczy jak dziecku, że inne mu się tylko podobają, ale żadna mi nie dorówna, i to ja jestem ta jedyna, to nie potrafię zapanować nad swoim umysłem i sobie nie wmawiać. To tak, jakby były we mnie 2 osoby. Jedna, która wie, że mąż jej nigdy nie zdradzi i że jak tak dalej będę się zachowywała, to go stracę. Ta druga boi się, że mąż ma inną, i czuje się gorsza od innych kobiet. Jestem osobą niebrzydką, mam 2 dzieci. Jedyne co mi się nie podoba, to mój brzuch, ale mąż mówi, że mam wspaniały brzuszek i bardziej go kreci niż jakaś kostka na brzuchu, bo to jest jego brzuszek. Problem jest jeszcze w tym, że czasami oglądamy filmy porno i ja je chcę oglądać czasami, ale znowu problem, bo ja myślę, że on napala się na te kobiety, a tak naprawdę to oboje napalamy się na seks i to że oglądamy je razem. Boję się też, że będzie te filmy oglądał beze mnie, ale on mówi, że zawsze razem będziemy je oglądać. Wmawiam sobie wiele rzeczy i po chwili zastanowienia wiem, że się mylę, ale to jest silniejsze ode mnie. Próbuje nad tym zapanować, ale jest bardzo ciężko. Jak już myślę, ze jest OK, to znowu ten problem się pojawia. Czy to możliwe, że od tego wszystkiego strasznie mnie boli głowa i miewam problemy z oddychaniem, puchnę i dostaję drgawek? Proszę o pomoc i radę, co dalejrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Boję się, że mam schizofrenię. Lekarz uważa, że to nerwica

Nie wiem, co mam napisać w zasadzie... To znaczy nie wiem, od czego mam zacząć. A bardzo potrzebuję pomocy... Zaczęło się od tego, że oglądałam horror. Źle usiadłam na krześle, zdrętwiała mi noga, po pewnym czasie przestraszyłam się tego, chociaż...

Nie wiem, co mam napisać w zasadzie... To znaczy nie wiem, od czego mam zacząć. A bardzo potrzebuję pomocy... Zaczęło się od tego, że oglądałam horror. Źle usiadłam na krześle, zdrętwiała mi noga, po pewnym czasie przestraszyłam się tego, chociaż wiedziałam, że nie raz zdarzały mi się takie hitorie. Zaczęłam panikować! Drętwienie nogi z czasem przerodziło się w drętwienie połowy ciała i utrzymywało się jakiś czas, kilka dni, o ile pamiętam. Po pewnym czasie dyskomfort ustał. Jakiś czas potem oglądałam horror, w pewnym momencie poprosiłam mojego chłopaka, aby wyłączył ten horror. Opanował mnie nagle jakiś gniew, lęk, niepokój, sama nie wiem, jak mam to nazwać. Dodam, że horror był o osobie chorej psychicznie. Po jakimś czasie od tego wydarzenia, nie pamiętam dokładnie w jakiej odległości czasowej, dopadło mnie coś dziwnego. Prawie cały tydzień bardzo źle czułam się fizycznie. Nie miałam na nic siły, źle widziałam na oczy, za mgłą... Weszłam na internet i nie wiem dlaczego wpisałam w wyszukiwarkę... Schizofrenia... Od tego czasu wszystko się zaczęło.... Nie wiem nawet, kiedy przyszedł paniczny lęk przed chorobą. Nie wspomnę tu o objawach fizycznych: pocenie się, drgawki, nie możność skupienia się, zminimalizowana uwaga, pogorszona pamięć. Zaczęłam bardzo kontrolować swoje zachowanie, myśli... Popadłam w obłęd. Moje życie obróciło się o 180 stopni. Wiem, że nie byłam tą samą uśmiechniętą dziewczyną co kilka tygodni temu. Wybrałam się do psychiatry, bo sama ze sobą nie dawałam sobie rady. Spisałam na kartce wszystkie moje obiawy, spisywałam je na bierząco podczas ataków, żeby niczego nie przeoczyć. Lekarz powiedział mi, że mam nerwicę i depresję... Ale ja mu nie wierzę:( dostałam leki na lęk i poprawiające nastrój. To pomogło na tydzień. A ja jestem już jak wrak człowieka... Ten lęk, ten strach... Przewrócił moje życie do góry nogami. Do tego ostatnimi czasy mam dziwne odczucia pustki w głowie, brak myśli, brak uczuć, brak emocji. To mnie przeraża! Nie wiem już, co mam robić, tak bardzo boję się, że to schizofrenia, nie jestem w stanie o niczym innym myśleć... POMOCY!!!

Prawdziwe źródło nerwicy a przeniesienie lęku

Witam. Mam 22 lata, choruję na nerwicę lękowo-depresyjną już od ok. 5 lat. Długo chodziłam na terapię i mam wrażenie, że nigdy nie dobrnęłam do sedna mojego problemu, tzn. gdy jeden problem został przepracowany, zaraz pojawiało się coś nowego, tak...

Witam. Mam 22 lata, choruję na nerwicę lękowo-depresyjną już od ok. 5 lat. Długo chodziłam na terapię i mam wrażenie, że nigdy nie dobrnęłam do sedna mojego problemu, tzn. gdy jeden problem został przepracowany, zaraz pojawiało się coś nowego, tak jakbym szukała dziury w całym. Tak zakończyłam mój długoletni związek (to zbiegło się z wprowadzeniem terapii lekami), który stał się dla mnie głównym problemem i całkowitego uzdrowienia dopatrywałam się w zakończeniu go. Próbowałam nawet całą winę za moje cierpienie zrzucić na tamtego faceta, chociaż zaczęłam chorować na pewno nie przez niego, bo dużo wcześniej, zanim się poznaliśmy. Fakt, może nie było idealnie, ale jakoś starałam się, żeby to utrzymać. Wierzyłam, że jak się wyleczę, to się między nami ułoży, ale tak się nie stało. Psycholog dał mi tak okrężnie do zrozumienia, że ja sama tak jakby wytwarzam sobie problemy. Oczywiście też wmawiałam sobie różne choroby. Przez jakiś czas wierzyłam, że mam guza mózgu, raka piersi lub coś innego. Po tych lekach i zerwaniu poprawiło mi się, chociaż czułam takie lekkie zobojętnienie.

Po jakimś czasie, ok. pół roku, poznałam świetnego chłopaka, który zawsze mi się podobał, ale myślałam, że on nie zwróci na mnie uwagi. Okazało się, że i ja zawsze mu się podobałam. Zaczeliśmy się spotykać. Było cudownie. Ale cały czas był we mnie taki lekki strach, że zacznę mieć wątpliwości, czy go kocham i popadnę w taki stan jak w poprzednim związku. Nie wierzyłam, że mam takie szczęście, że tak świetnie mogę poukładać sobie życie. Wszystko robiliśmy razem, sprawiało mi to wielką radość i satysfakcję. Gdzieś po ok. roku zdecydowaliśmy, że odstawię leki. Czułam, że to najwyższy czas, jestem szczęśliwa, mam u boku osobę, na którą mogę liczyć. Wierzyłam, że się uda, na pewno. Marzyłam o tym, że jak skończymy studia, to on mi się oświadczy. Cieszyłam się, że wreszcie jestem czegoś pewna, że kocham mojego faceta na zawsze.

Przestałam brać leki po konsultacji z lekarzem. No i zaczęło mi się robić coraz gorzej. Traciłam siłę. Pojawił się lęk, tak nie wiadomo przed czym. No to sobie przypomniałam, że kiedyś coś ukradłam ze sklepu i czepiłam się tej myśli. Potem zaczełam się bać, że mojemu ukochanemu coś się stanie, że umrze i ja zostanę sama. Potem jeszcze coś gorszego, że spałam z poprzednim facetem i że jak powiem o tym temu obecnemu, to odejdzie (wiem, że to głupota), że nie jestem warta tego, żeby on ze mną był. Płakałam. Poszłam do psychologa, opowiadałam o tych rzeczach, czułam, że to nic. Popracuję troszkę nad sobą i będzie dobrze, chociaż lęk był duży i nie wiedziałam, o co w końcu chodzi. Pojawiła się nawet myśl, że go nie kocham, ale stwierdziłam, że to w ogóle bez sensu i zaraz o tym zapomniałam, jeszcze śmiałam się z tego u psychologa.

Wróciłam do domu, zrobiłam kolację, jego ulubioną (zawsze lubiłam dla niego gotować). No i następnego dnia poczułam dławiący lęk, prawie dostałam mdłości i w tym momencie myśl: Nie kochasz go, musisz odejść. Taka myśl, z którą nie ma dyskusji. Załamałam się kompletnie, nie wiedziałam, co się dzieje, czułam, że to jakieś wariactwo. Kilka dni wcześniej mówię mu zupełnie szczerze, że jest najlepszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała, a nagle to, bez powodu. Nic się nie wydarzyło złego między nami, naprawdę nic. Wręcz przeciwnie, czułam, że jest coraz lepiej. Czułam, że to nierealne, nieprawdziwe. Wszystko runęło, została tylko rozpacz i nicość.

Poszłam do psychiatry, zaczełam brać leki. Modliłam się, żeby to minęło. Wtedy zrozumiałam, że naprawdę dzieje się coś złego i znalazłam nowego, dobrego terapeutę. Powiedziałam, że czuję, że muszę, koniecznie muszę, uciec od chłopaka, że ta myśl mnie prześladuje, że nie myślę o niczym innym, że czuję okropny lęk, nie mam na nic siły, nawet się nie myję i prawie nie jem. Czułam, że strasznie szybko oddalam się od niego, że nagle powstał mur, obojętność i nie mogę się przez nią przebić. Cały lęk, wszystkie moje problemy skumulowały się w tym miejscu, w ucieczce upatrywałam uzdrowienia, choć zarazem czułam, że to jakiś absurd. Terapeutka powiedziała mi, że to nie jest mój realny problem, tylko problem zastępczy. Stworzyłam go i że pod żadnym pozorem mam nie podejmować żadnych decyzji, że przeniosłam cały lęk na tę sytuację. Czy chodzi o jakiś konflikt wewnętrzny nieuświadomiony? Co to oznacza? To odcięcie się od uczuć to jakiś mechanizm obronny?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

CZY TO OBJAWY CHOROBY?

Witam! Mam 27 lat, jestem kobietą, żoną i matką. Od kilku lat miewam różne lęki, boję się spać w zupełnej ciemności, nieraz, jak otwieram oczy, widzę, że ktoś stoi w drzwiach. Mam straszny lęk wysokości. Nogi robią mi się...

Witam! Mam 27 lat, jestem kobietą, żoną i matką. Od kilku lat miewam różne lęki, boję się spać w zupełnej ciemności, nieraz, jak otwieram oczy, widzę, że ktoś stoi w drzwiach. Mam straszny lęk wysokości. Nogi robią mi się wtedy jak z waty, serce wali, a głowa zaczyna boleć. Poza tym do pewnego momentu strasznie bałam się mieszkać we własnym domu. Pięć lat temu z mężem kupiliśmy działkę i zaczęliśmy budowę. To był horror. Sama ją wybrałam i wszystko oboje planowaliśmy, ale we mnie rósł strach. Nie sypiałam nieraz nocami, płakałam do poduszki, obwiniałam męża za wszystko. Mówiłam mu o swoim lęku, że boję się mieszkać w domu (wcześniej zawsze mieszkałam w bloku, ale też nie zostawałam nigdy na noc sama), że ktoś wejdzie tam przez okno i zabije naszą rodzinę. Mąż śmiał się z moich lęków, rodzice także. Stałam się drażliwa, miewałam koszmary nocne, dla uspokojenia nieraz wypijałam wino lub piwo, aby dobrze spać. Do tego dochodziły bóle głowy(podobne do migrenowych), wtedy też spadało moje zadowolenie, byłam smutna, wszystko wydawało mi się szare. W przeciągu tych kilku lat zdarzyło mi się kilka razy nie wytrzymać i zaczęłam męża straszyć, że coś sobie zrobię, bo nie mam już siły bać się wszystkiego, nikt mnie nie rozumiał. Kiedy zaszłam w ciążę, uległo to pogorszeniu. Wtedy też straszyłam męża. To zdarzało się zazwyczaj wieczorem, bo wtedy czułam się najgorzej. Nigdy nie planowałam sobie niczego złego zrobić. Po takim napadzie uchodziło ze mnie napięcie i szłam spokojnie spać. Tuż przed samą przeprowadzką było najgorzej, po niej też, nie wiedziałam, co mam zrobić. I w końcu po kilku miesiącach mieszkania tu, lęk przed domem przeszedł, jakby ręką odjął. Są nadal inne lęki, dziwne skojarzenia, czasami mam dziwne myśli, że ktoś mnie zgwałci, że coś mi dolega, ciągle chodzę na jakieś badania, boję się ciemności, odgłosu karetki i jej widoku, dzwonka do drzwi. Mam teraz dziwne objawy: kołatanie serca, uderzenia gorąca, sztywnienie karku, bóle głowy, rozpieranie klatki piersiowej, cała się trzęsę, brakuje mi śliny w ustach, szumy uszne, nie mam w ogóle ochoty na seks, a od kilku lat odczuwam straszny ból podczas stosunku. Byłam u ginekologa i powiedział, że nie widzi przyczyny fizycznej, miałam robiony rezonans i okazało się, że mam polip w zatoce szczękowej o wym. 23 mm na 17 mm, teraz robie badania hormonów, czy one mogą być tego przyczyną. Co mi jest? Czy to może być jakiś rodzaj nerwicy, który trwa już tyle lat, czy może depresja. Wspomnę, że moja mama leczy się na depresję, a siostra na nerwicę, obie mają też migrenę. Czy to wina genów? Teraz mam straszne wyrzuty sumienia, że zachowanie moje jest nieodpowiedzialne, ale nie umiałam się powstrzymać. A może ja jestem taką złą osobą, że robiłam takie rzeczy. Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak sobie radzić, kiedy stres jest tak silny, że nie można nawet racjonalnie myśleć?

Od kilku lat dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem samotnikiem, lubię ciszę. Do pewnego czasu taka sytuacja mnie nie denerwowała, ale od jakiegoś czasu, gdy słyszę, że ktoś słucha muzyki za ścianą, jakiś mój sąsiad, tracę nerwy, nie jestem...

Od kilku lat dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem samotnikiem, lubię ciszę. Do pewnego czasu taka sytuacja mnie nie denerwowała, ale od jakiegoś czasu, gdy słyszę, że ktoś słucha muzyki za ścianą, jakiś mój sąsiad, tracę nerwy, nie jestem wtedy w stanie nawet racjonalnie myśleć, nie mogę się opanować. Zamykam się w pomieszczeniu i nie wychodzę z niego przez kilka godzin, aż muzyka przestanie grać. To nie musi być głośna muzyka. Słyszę tylko zza ściany zwykłe uderzenia basów i już nie radzę sobie ze stresem. Mało kiedy mam taki paraliżujący strach. Ktoś może coś wiercić głośno wiertarką na korytarzu i mi to nie przeszkadza, ktoś z mojej rodziny może słuchać głośno muzyki i też nic nie czuję, a gdy słyszę gdzieś z ulicy lub zza ścian choćby pukanie, to jest paraliż czasem do łez i myśli o ucieczce. Nie radzę już sobie z tym. Proszę o pomoc...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Depresja, fobia społeczna, nerwica?

Witam. Nie wiem od czego zacząć, ponieważ mam "mętlik w głowie". Od 13. roku życia ojciec mnie wyzywał od debili, że do niczego się nie nadaję. Rodzice żyli ze sobą, jak "pies z kotem" - ciągłe awantury. Z ojcem w...

Witam. Nie wiem od czego zacząć, ponieważ mam "mętlik w głowie". Od 13. roku życia ojciec mnie wyzywał od debili, że do niczego się nie nadaję. Rodzice żyli ze sobą, jak "pies z kotem" - ciągłe awantury. Z ojcem w ogóle nie rozmawiam (on już powiedział swoje, że jestem debil i do zawodówki nawet się nie nadaję, bo nie rozumiałem matmy, a skończyłem liceum). Maturę zdałem na 5, no i co z tego? Wypieranie myśli, że jestem debilem, wysłuchiwanie żalów matki, siostra i jej znajomi się ze mnie śmiali i tak nie potrafiłem nawet skończyć studiów, nie pracuję. Teraz ojciec ponownie się awanturuje, że jestem debilem, nic nie robię. Mam 27 lat, depresję, nerwicę lękową, fobię społeczną. Właśnie, kóre z tych? Studiów nie skończyłem, ponieważ bałem się przemówień publicznych (a w liceum ciągle się zgłaszałem). Nie umiem rozmwiać, jak jest większa grupa, nie potrafię patrzeć w oczy, jąkam się. To chyba fobia społeczna? Mam ataki duszności, drgawki, kołatanie serca, a jestem zdrów, jak ryba. Więc, to chyba nerwica lękowa? Ciągle się dołuję, nic mi się nie chce, czuję, że wszyscy ze mnie szydzą. To chyba depresja? Czuję, że jestem przysłowiowym "wariatem". Mam 27 lat, a pustke w cv i wykształceniu, czy te lęki są spowodowane, że od 13. roku życia byłem nazywany debilem i wszyscy, nawet rodzina, ze mnie szydzili? Nie wiem, co mam robić... Paweł.

Czy to są naprawdę mieszane zaburzenia lękowe?

Witam, mam 36 lat i od marca tego roku zdiagnozowaną nerwicę lekową. Choroba zaczęła się nagle wieloma objawami somatyzacyjnymi i zaburzeniami snu. Dodam, że wydarzyło się to kilka miesięcy po utracie pracy. Do czerwca czułam się w miarę dobrze, objawy...

Witam, mam 36 lat i od marca tego roku zdiagnozowaną nerwicę lekową. Choroba zaczęła się nagle wieloma objawami somatyzacyjnymi i zaburzeniami snu. Dodam, że wydarzyło się to kilka miesięcy po utracie pracy. Do czerwca czułam się w miarę dobrze, objawy somatyczne powoli ustępowały, zaczęłam psychoterapię indywidualną (poznawczo-behawioralną). Pod koniec czerwca "dopadły" mnie myśli natrętne o treści bluźnierczej i wulgarnej w stosunku do Boga i najbliższych mi osób. Ich nasilenie znacznie wzmogło się podczas trzymiesięcznej terapii grupowej. W ciągu dnia myśli te zaczęły być tak silne, że były momenty, iż wydawało mi się, że dłużej tego nie wytrzymam i że w chwili takiego napięcia coś sobie zrobię. Takie myśli z kolei wywoływały we mnie lęk i nagłe obniżenie nastroju. Nie mogłam się skoncentrować, a pójście do pracy wywoływało we mnie ogromny strach przed myślami natrętnymi (kontakt z innymi osobami powodował wzmożenie takich wulgarnych myśli). Czułam się ograniczona i coraz bardziej nie chciało mi się żyć. Pojawiły się myśli samobójcze.

Zaczęłam brać leki (w badaniu EEG wyszło, że mam niski próg pobudzenia drgawkowego). Ale zauważyłam, że moje myśli natrętne, choć już nie wywołują we mnie takiego napięcia, to jednak są nadal bardzo przykre w treści (często dotyczą mnie samej), mają charakter impulsów (zrób tak, nie rób tego), są wyrażane w w drugiej osobie (ty jesteś.., ty robisz., no widzisz, ty jesteś taka... itp.), a nawet prowadzę coś w rodzaju dialogu samej ze sobą (z tymi dziwnymi myślami natrętnymi). Myśli te mają charakter bardzo krytyczny, zrobiłam się uszczypliwa i złośliwa, a taka nigdy nie byłam.Wzmagają się w sytuacji stresowej dla mnie. Wzbudza to we mnie lęk, że coś jest ze mną nie tak. Może mam jakieś zaburzenia osobowości? Czasami boję się, że może bedę niepoczytalna i zrobię coś moim bliskim. Mój lekarz psychiatra twierdzi, że są to wyłącznie zaburzenia lękowe, ale ja wciąż nie jestem pewna.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy ona jest pod wpływem narkotyku?

Moja koleżanka z klasy normalnie się zachowywała, dopóki nie jej nowy znajomy, z którym się spotka od dwóch tygodni. Kiedyś nie odrobiła pracy z polskiego, a ona zawsze powtarzała, że odrobiona praca cieszy siebie i nauczyciela. To nie jest powód,...

Moja koleżanka z klasy normalnie się zachowywała, dopóki nie jej nowy znajomy, z którym się spotka od dwóch tygodni. Kiedyś nie odrobiła pracy z polskiego, a ona zawsze powtarzała, że odrobiona praca cieszy siebie i nauczyciela. To nie jest powód, bo każdemu się to mogło przydarzyć, ale te zachowania na wychowaniu fizycznym, to ludzkie pojęcie dawno już przeszły. Nagle zaczęła krzyczeć jak zadziorny kibic, a ona nigdy nie robiła tego. Grała jak zadziorna, walczyła o punkt, a kiedyś mało ją ruszało, czy jej drużyna wygra. Po lekcji nastąpił taki moment, jakby odchodzenie sił i stała się apatyczna. Następnego dnia musiała wyjść do toalety, ale nie chciała nam powiedzieć, co i dlaczego nie chce iść z nami, bo zawsze chodziliśmy. I tak jest od miesiąca - pobudzenia, a potem depresje. Co mam zrobić? Pozdrawiam i czekam na odpowiedź...

Już nie mam siły walczyć z natręctwami

Mam 19 lat, od dwóch lat choruję na nerwicę lękową. Zaczęło się po śmiertelnym wypadku mojej przyjaciółki. Mój problem to to, że ostatnio miewam dziwne myśli, np. gdy dzwonię do chłopaka, a on nie odbiera, to myślę, że coś złego...

Mam 19 lat, od dwóch lat choruję na nerwicę lękową. Zaczęło się po śmiertelnym wypadku mojej przyjaciółki. Mój problem to to, że ostatnio miewam dziwne myśli, np. gdy dzwonię do chłopaka, a on nie odbiera, to myślę, że coś złego się stało, później staram się uspokoić, że nic złego się nie stało, ale po chwili myślę, że przez to, że pomyślałam, że stało się coś złego, to naprawdę się to stanie! Pomocy! Na dodatek myślę, że jak wykonam jakąś czynność lub nie, to coś złego się stanie! Już nie mam siły z nią walczyć!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak sobie poradzić z napadami lęku?

Dzień dobry. Mam prawie 40 lat. Zaczęło się to u mnie 5 lat temu od raptownego skoku ciśnienia. Myślałam, że umieram. Tak się źle czułam. Potem przez prawie 4 lata bałam się gdziekolwiek iść, bo jak tylko zakręciło mi...

Dzień dobry. Mam prawie 40 lat. Zaczęło się to u mnie 5 lat temu od raptownego skoku ciśnienia. Myślałam, że umieram. Tak się źle czułam. Potem przez prawie 4 lata bałam się gdziekolwiek iść, bo jak tylko zakręciło mi się w głowie, to zaraz panikowałam i nie wiedziałam, co robić (ciśnieniomierz do dzisiaj noszę w torbie). Od listopada 2008 r. biorę tabletki na nadciśnienie i  jest trochę lepiej. Wspomagałam się lekiem uspokajającym z grupy benzodiazepin, a teraz prawie od roku (!!!!!!) mam kolejny lek uspokajający z tej grupy, biorę jedną tabl. dziennie. Ale teraz, gdzieś od 3 miesięcy, nie mogę wejść do sklepu, kina. Nawet na zebraniu u córki w szkole nie byłam, bo mam straszne zawroty głowy, robi mi się gorąco, duszno, jakbym miała się przewrócić. Takie dziwne uczucie, jakbym zeszła z karuzeli.

Nie zawsze tak jest, chociaż lęk towarzyszy mi zawsze. Dodam, że jak wezmę tabletkę, to nie mam takiego lęku, takiej wewnętrznej blokady. A zaczęło się to jak mąż wyjechał do pracy za granicę, i teraz jestem w domu sama z córką. Badania robiłam. Ekg, morfologia, tarczyca - OK. I myślę, że przez to wszystko zaczynam wpadać w depresję. Byłam u lekarza psychiatry w marcu 2009 r., dostałam trójpierścieniowy lek przeciwdepresyjny, ale jak przeczytałam ulotkę, to lek do dzisiaj leży w szufladzie. To chyba wszystko. Do widzenia.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Patronaty