Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 2 9

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Jak walczyć z natrętnymi myślami, że zrobię synkowi krzywdę?

Mam 5-letniego synka, którego kocham nad życie. Ostatnio zaczęły mnie nachodzić dziwne myśli, że mogę zrobić mu krzywdę, pojawiają się dziwne obrazy, których nie mogę powstrzymać. Już sobie z tym nie radzę. Boję się, że mogę przez to zwariować i...

Mam 5-letniego synka, którego kocham nad życie. Ostatnio zaczęły mnie nachodzić dziwne myśli, że mogę zrobić mu krzywdę, pojawiają się dziwne obrazy, których nie mogę powstrzymać. Już sobie z tym nie radzę. Boję się, że mogę przez to zwariować i stracić nad sobą kontrolę. Strasznie boję się tych myśli, chodzę cały czas przygnębiona, nie mam na nic siły. Co mam robić, bo już nie daję sobie z tym rady.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Dotyczy: Neurologia Nerwica

Czy jest to nerwica lękowa?

Witam! Obecnie mam 22 lata. Należę od osób transseksualnych. Jestem w trakcie zmiany płci z kobiety na mężczyznę. Od 15 roku życia cierpię na depresję - ciężko mi dokładnie sprecyzować od kiedy, ale wydaje mi się, że od tego okresu....

Witam! Obecnie mam 22 lata. Należę od osób transseksualnych. Jestem w trakcie zmiany płci z kobiety na mężczyznę. Od 15 roku życia cierpię na depresję - ciężko mi dokładnie sprecyzować od kiedy, ale wydaje mi się, że od tego okresu. Mam wsparcie w rodzinie. Jednak moje życie nigdy łatwe nie było. W domu często dochodziło do kłótni między rodzicami. Chyba jak miałem 13 lat to się rozwiedli. Z tego co pamiętam to ja i moja siostra namawialiśmy mamę na taki krok, bo z ojcem nie dało się wytrzymywać. Straszny choleryk z niego był, kłótnie o byle co. Jednak nie wydaje mi się by rozwód jakoś źle na mnie wpłynął. W wieku 15 lat moja mama wraz z siostrą dowiedziały się o mojej przypadłości, że czuję się chłopcem, a nie dziewczynką. Bardzo się bałem im o tym powiedzieć, ale zaakceptowały mnie. Muszę wspomnieć, że w tym czasie moja mama również cierpiała na depresję i chyba miała załamanie nerwowe przez ojca. Bała się sama wychodzić z domu przez jakiś czas. Także byłem obciążony i swoją depresją i mojej mamy. Ważna jest też kwestia tego, że ona od zawsze była bardzo troskliwa, obchodziła się ze mną jak z jajkiem (winą jest to, że od najmłodszych lat ciężko chorowałem i kilka razy uniknąłem śmierci, ja jednak tamtych czasów nie pamiętam). Od końca szkoły podstawowej miałem problemy w szkole. Gimnazjum zaliczałem na szybko, ledwo zdając z klasy do klasy. Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów. Tak samo było w liceum, jednak 2 klasę powtarzałem. Stany depresyjne brały górę. Unikałem psychologów, bo mi nie pomagali. W 2 klasie straciłem też przyjaciółkę, zmarła z winy pęknięcia tętniaka. Bardzo to przeżyłem. Jednak pozbierałem się jakoś. Zdałem maturę, jednak z trudnościami. W trakcie jednego z egzaminów zaczęły się krótkie napady paniki, musiałem wychodzić z sali z nauczycielem, bo nie mogłem usiedzieć w ławce. Tłumaczyłem to jednak stresem związanym z maturą. Tak więc po maturze było niby wszystko ok. Musze też wspomnieć, iż odkąd moje sprawy związane ze zmianą płci się przeciągały, w sumie w nieskończoność, zaczęły się wybuchy agresji z mojej strony. Stałem się bardzo nerwowy. Wszystko mnie irytowało. Tuż po maturze, nie wiem, miesiąc? Miałem jechać do Gdańska na koncert z którego się bardzo cieszyłem, bo wygrałem w konkursie bilety na koncert. Już byłem w drodze, gdy nagle zrobiło mi się słabo, musiałem wyjść z autobusu. Nie wiem, nie umiem nawet tego opisać co się wtedy ze mną stało. Gdy wysiadłem z autobusu (całe szczęście nie byłem sam) po kilku chwilach, strasznie rozbolał mnie brzuch i skończyło się to biegunką. Nigdy nie miałem takiego ataku. Całe szczęście znalazłem toaletę. Ale cały czas towarzyszył mi jakiś nerw. Koniecznie chciałem wrócić do domu. Nie wiem, towarzyszył mi jakiś lęk? Nie umiem tego opisać. Po za tym, minęło już trochę czasu bo działo się to w 2009 roku. Po tym dniu byłem strasznie rozwalony, przez nie wiem, dwa, trzy tygodnie. Nie wychodziłem z domu. Płakałem. Mówiłem, że już mam dość wszystkiego. Straszna rezygnacja. Byłem przybity. Zmęczony wszystkim. Jednak powiedziałem sobie któregoś dnia: nie, nie dam się. I zacząłem z tym walczyć, wychodzić z domu (przez chwilę bałem się sam jeździć autobusami, kojarzyło mi się to z tym dniem, gdy doszło do tego pierwszego ataku). Jednak z czasem to minęło. Ale po tym przeżyciu z biegunką, miałem (nie wiem jak to nazwać, ale nazwę to potocznie) nerwicą natręctw. Musiałem najpierw iść do toalety i wysiedzieć swoje. Jeśli się nie udało, miałem poza domem lekki stres. Tłumaczyłem to tym, że przestraszyłem się tamtego dnia. I tak minął rok. Moje sprawy trochę ruszyły do przodu. Z przyczyn finansowych ciągle wszystko stało w miejscu. Jednak w 2009 roku zacząłem terapię hormonalną, szczęśliwy. Rok minął i w 2010 w październiku miałem pierwszą operację. Również bardzo mnie to uszczęśliwiło. Muszę również wspomnieć, że od jakiś 3-4 lat wycofałem się trochę z życia towarzyskiego. Winą jest też moja znajomość z moją przyjaciółką. Nie chciała nigdzie chodzić ani do kina, ani na wystawy itp. Kiedyś byłem (mimo swojego transseksualizmu) pogodnym, towarzyskim człowiekiem. Obecnie stałem się temu przeciwieństwem, wydaje mi się, że to z przyczyn depresji. Mam całą masę kompleksów. Niską samoocenę. Po maturze możnaby rzec, że cały czas w domu siedzę. Wszystko mnie zaczęło frustrować, moja sytuacja finansowa, że jestem transseksualistą, czuję się gorszy od wszystkich. I w tym roku, dokładnie 1 stycznia skończyłem na ostrym dyżurze, zabrało mnie pogotowie. Teraz wiem, że był to ostry napad paniki. Myślałem, że umieram. Dosłownie. Chciałem iść tylko do lekarza. By mnie ratowali. Na pogotowiu powiedzieli, że wszystko ok. Serce zdrowie itp. I tu, po ataku znowu rozsypka totalna. I trwa to do dzisiaj. Pojawiły się stany lękowe. Nie wychodzę sam z domu. Płaczliwość. Agresja. Frustracja. Rezygnacja. Staram się to zwalczać, bo mam plany i chcę żyć. Chcę być znów tym pogodnym facetem, który latał po mieście. Chcę iść na studia. Do pracy. Ale te lęki i te wszystkie negatywne odczucia. W dodatku symptomy fizyczne, czyli że np. serce mi dokucza. Uczucie chodzenia jakby po materacu. Często, gdy teraz zaczynam się denerwować mam dziwne uczucie, jakby odrętwienia karku. Nie wiem co to. Czy to nerwica? Czy to może być schizofrenia? Boję się, że popadłem w jakąś chorobę psychiczną, że zwariowałem. Choć w duchu mam nadzieję, że to załamanie nerwowe i uda mi się z tego wyjść. Stany lękowe moje, potrafią czasem być naprawdę bez sensu, np. że zemdleję, umrę, że coś mi się stanie. Albo np. boję się wyjść na balkon (mieszkam na 10 piętrze), bo obawiam się, że coś mi odwali i zechcę skoczyć. Nie wiem już co mam ze sobą zrobić. Proszę o jakąś poradę. Wspomnę też, że czekam na wizytę u psychologa, bo sam już chyba nie dam rady się z tym uporać. Ogranicza mnie to strasznie. Czuję się uwiązany w domu z tym wszystkim. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam fobię społeczną, nie chcę żyć. Czy ja mam depresję?

Cześć! Mam na imię Andrzej i mam 22 lata. Mój problem polega na tym, że mam ochotę się zabić. Zastanawiam się, czy rozpędzić samochód do 220 km/h i walnąć w drzewo. Nie wiem dlaczego, ale może z tego powodu, że...

Cześć! Mam na imię Andrzej i mam 22 lata. Mój problem polega na tym, że mam ochotę się zabić. Zastanawiam się, czy rozpędzić samochód do 220 km/h i walnąć w drzewo. Nie wiem dlaczego, ale może z tego powodu, że nie mam dziewczyny, a może że mam niską samoocenę albo że w podstawówce byłem poniżany, tak samo jak w gimnazjum. Koleżanek w ogóle nie mam, kolegów to samych pijaków. I tak to wyszło, że sam już się uzależniłem od alkoholu. Nie mam z kim pogadać szczerze, do lekarza nie idę, nie będę gadał z psychiatrą. Mój problem polega też na tym, że strasznie mi się nudzi, po robocie zacząłem chodzić na siłkę, na boks, ale dalej nudy. Ja nie umiem żyć, nudzi mi się. Co jam mam zrobić, niby mam wysoki wzrost, wydaje mi się, że nie jestem aż tak brzydki, ale raz myślę tak, a raz inaczej. Mam fobię społeczną, niby nauczyłem się z tym żyć, bo z nikim nie gadam o swoich problemach, bo bym pogorszył swoją opinię, ludzie śmieliby się ze mnie. Mam wrażenie, że ktoś się ciągle ze mnie śmieje albo obgaduje mnie. Mam problemy z zasypianiem. Raz po wypiciu dużej dawki alkoholu, około 15 piw, wziąłem pół paczki tabletek nasennych. Miałem nadzieję, że to mi pomoże, ale nadal żyję. Proszę o pomoc, nudy jak cholera.  

odpowiada 4 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Dorota Nowacka
Mgr Dorota Nowacka
Mgr Urszula Sokalska-Goleń
Mgr Urszula Sokalska-Goleń

Czy moje dziecko może być chore na ADHD?

Witam! Mój 8-letni synek ma problemy z koncentracją i wielkimi pokładami energii. Cały czas jest w ruchu. W szkole chce wszystko zrobić szybko, a za tym idzie jego niedokładność. Przeszkadza w lekcjach, bo wiecznie ma coś do powiedzenia. Zamiast chodzić...

Witam! Mój 8-letni synek ma problemy z koncentracją i wielkimi pokładami energii. Cały czas jest w ruchu. W szkole chce wszystko zrobić szybko, a za tym idzie jego niedokładność. Przeszkadza w lekcjach, bo wiecznie ma coś do powiedzenia. Zamiast chodzić to biega. Nudzi go wiele rzeczy. Zawsze robi to co inni, nie posiada własnej osobowości, nie robi tego, co chce, tylko naśladuje inne dzieci i nie jest ważne, czy robią coś złego, czy dobrego. Używa słów, których znaczenia nie zna, bo inni tak mówią. Nie koncentruje się na lekcjach, chociaż ma dobre oceny, ale jego zachowanie jest okropne. Nie wiemy z mężem, jak mu pomóc. Za każdym razem rozmawiamy i tłumaczymy mu jak ma postępować i co zrobił źle, ale nie przynosi to efektów. Problem trwa już od 2 lat. Myśleliśmy, że to minie, ale problem się pogłębia. Gdzie mamy szukać pomocy?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Czy po przebytym udarze mózgu można nadal być aktywnym fizycznie?

Witam, miesiąc temu przeszedłem niedokrwienny udar mózgu, który objawił się problemami z mową. Po upływie ok. 12 godzin objawy wycofały się i wszystko wraca do normy. Przyczyną powstania udaru było nieleczone nadciśnienie tętnicze, obecnie biorę leki na uregulowanie ciśnienia... Witam, miesiąc temu przeszedłem niedokrwienny udar mózgu, który objawił się problemami z mową. Po upływie ok. 12 godzin objawy wycofały się i wszystko wraca do normy. Przyczyną powstania udaru było nieleczone nadciśnienie tętnicze, obecnie biorę leki na uregulowanie ciśnienia. Moje pytanie jest następujące, czy po przebytym udarze mogę uprawiać loty na paralotni, bo to jest moją największą pasją i kiedy będę mógł wrócić do latania. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź. Grzegorz
odpowiada 2 ekspertów:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Mgr Tatiana Lewicka
Mgr Tatiana Lewicka

Jak wyleczyć uciski i bóle głowy?

Witam! Wszystko zaczęło się pewnego dnia, gdy jadąc samochodem poczułem silny ból z tyłu głowy. Ból szybko minął, a po ciele rozpłynęła się gorąca fala i poczułem się mocno osłabiony. Po tym incydencie od ponad 3 miesięcy występują następujące objawy:...

Witam! Wszystko zaczęło się pewnego dnia, gdy jadąc samochodem poczułem silny ból z tyłu głowy. Ból szybko minął, a po ciele rozpłynęła się gorąca fala i poczułem się mocno osłabiony. Po tym incydencie od ponad 3 miesięcy występują następujące objawy: lekkie bóle głowy w różnych miejscach (ukłucia), czasem kłucie uszu, uciski głowy oraz karku (tak jakby mięśnie były ponaciągane), uczucie ciśnienie w głowie lub w karku, uczucie ciężkiej głowy, uciski u nasady nosa, czasem lekkie drętwienie policzków. Objawy te czasem są nasilone, a czasem słabną, ale zawsze są obecne. Znikają lub słabną bardzo, gdy jestem w pozycji leżącej oraz rano po przebudzeniu. Z biegiem dnia nasilają się. Z badań miałem robione: - TK głowy z kontrastem - bez zmian, morfologię, OB, CRP - wszystko w porządku, - badanie moczu - w porządku, USG jamy brzusznej - w porządku. Dodatkowo chodzę na masaże, które mają za zadanie rozluźnić mięśnie szyi, ale nie przynoszą one rezultatów. Co może być przyczyną tych objawów i jaką diagnostykę mogę wykonać?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy moja narzeczona choruje na depresję?

Witam! Mam poważny problem z moją narzeczoną, jestem prawie pewny, że choruje ona na depresję, jednak ona nie dopuszcza takiej ewentualności. Zacznę może od początku, żeby dokładnie zobrazować ten problem. Wszystko zaczęło się ponad 2,5 roku temu, kiedy pracowaliśmy w...

Witam! Mam poważny problem z moją narzeczoną, jestem prawie pewny, że choruje ona na depresję, jednak ona nie dopuszcza takiej ewentualności. Zacznę może od początku, żeby dokładnie zobrazować ten problem. Wszystko zaczęło się ponad 2,5 roku temu, kiedy pracowaliśmy w jednej sieci handlowych. Zaczęło się niewinnie od wspólnych imprez, dobrze razem się bawiliśmy i to wszystko. Dowiedziałem się, że ma chłopaka, ale nie układa im się za dobrze. Więc na jakiś czas dałem sobie spokój. Po pewnym czasie dowiedziałem się, że zerwała z nim. Spotkaliśmy się parę razy i po kilku spotkaniach postanowiliśmy, że będziemy razem. Okazało się jednak, że były partner nie daje jej spokoju, nęka telefonami, SMS-ami etc. Po głębszej rozmowie przyznała mi się, że nie miała z nim łatwo, dlatego wydawało mi się, iż w pewnym sensie wybawiłem ją od tego losu. I tu tak naprawdę wszystko się zaczyna, ponieważ od samego początku mówiła mi, że ten związek nie ma sensu i powinna być sama, ale ja stanowczo przekonywałem ją, iż nie da sobie sama z tym rady a ja jestem jedyną osobą, w której ma oparcie. Czas mijał i pomimo kilku załamań z jej strony wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, natomiast ona cały czas mówiła, że nie jest pewna swych uczuć. Bagatelizowałem te wszystkie słowa, ponieważ myślałem, że to z czasem minie. Jednak im dalej tym było gorzej. Dowiedziałem się, że nie miała udanego dzieciństwa (jej rodzice się rozwiedli) a w chwili obecnej ma bardzo zły kontakt z rodzicami (z mojej obserwacji traktowana jest jako problem w ich życiu). Gdy zaczęliśmy się spotykać ja mieszkałem u rodziców ona natomiast u ojca, który w ogóle się nią nie przejmował, wręcz cały czas ją demotywował, że nic jej się w życiu nie uda tak jak jej matce. Udało mi się ją ściągnąć do „siebie”, ale z moją matką też trudno jej się było dogadać, dlatego też wynajęliśmy mieszkanie. Myślałem, że będąc „na swoim” będzie niezależna i w końcu wyrwie się z tego wszystkiego. Tu zaczęły się kolejne problemy, praca (musiała się zwolnić, ponieważ nie wytrzymywała presji przełożonych) szkoła (jest bardzo zdolna jednak nie pewna swoich możliwości przykład: cały czas mówi, że nie zda jakiegoś egzaminu, a i tak dostaję 5). Dodatkowo ja mogłem dołożyć trochę od siebie, ponieważ zbyt późno zacząłem czytać o stanach depresyjnych i jak się powinno postępować z taką osobą. Po paru namowach zgodziła się pójść do psychiatry (ten stwierdził, że nie ma potrzeby się u niego leczyć) i skierował ją do psychologa. W czasie, kiedy chodziła na terapię było nawet lepiej. Pani psycholog zadawała liczne zadania i radziła jak postępować. Powiedziała wtedy też coś, co doprowadziło do obecnej sytuacji (ale o tym później). Mianowicie źle się stało, że nie miała przerwy pomiędzy tymi dwoma związkami, ponieważ nie miała czasu, aby sobie to wszystko poukładać. Poradziła jej jednak spróbować odnaleźć się w obecnej sytuacji. Po pewnym czasie przestała uczęszczać na terapię, ponieważ jak mi powiedziała „pani psycholog nie ma jej już nic do powiedzenia”. Pomyślałem sobie, że może rzeczywiście jest dobrze. Jednak po jakimś czasie to powróciło i to ze zdwojoną siłą. Z początku były małe kłótnie i ciężka rozmowa, po której dowiedziałem się, że spotykała się za moimi plecami z innym chłopakiem, tłumacząc, że się zmieniłem i już jej nie rozumiem jak kiedyś. Wybaczyłem jej (ze względu na to, że były to tylko spotkania w barze) i postanowiłem bardziej się starać. To było dokładnie pół roku temu. Jednak dalej było coś nie tak, przestaliśmy prawie ze sobą sypiać (tłumaczyła to ciągłym zmęczeniem) i tu też ja mogłem zawieść z powodu moich męskich potrzeb i tego, że nie potrafiłem jej zrozumieć. Przed miesiącem straciłem pracę i to był kolejny cios, po którym się załamała. Już wtedy czułem, że coś jest nie tak i nie myliłem się. Mianowicie chciała przetrzymać dopóki nie znajdę pracy i gdy mi się uda poważnie porozmawiać. Wyczułem, że jest coś nie tak i dwa dni temu, po ciężkiej rozmowie postanowiła, że ona musi pobyć sama, przemyśleć to wszystko, bo jak mówi nie jest pewna swych uczuć i nie chce mnie skrzywdzić i zmarnować mi życia. (Planowaliśmy ślub, którego de facto też nie była pewna i ciągle się wahała). Po usilnych namowach zrezygnowałem i wróciłem do rodziców. I tu moje pytanie, czy dobrze zrobiłem zostawiając ją samą z tym wszystkim? Czy powinna być w takiej sytuacji sama? W czasie, kiedy potrzebuje jakiegoś wsparcia, a nie ma na kogo liczyć, ponieważ jak wspomniałem, rodzice się nią nie interesują. Bardzo ją kocham i boje się o nią, że może sobie coś zrobić. Dodatkowo ja się męczę, bo nie wiem, czy mam sobie już odpuścić, czy rzeczywiście taka przerwa może dobrze zrobić naszemu związkowi? Bardzo proszę o poradę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy brak mowy i słabe reagowanie na imię mogą wskazywać na autyzm?

Chyba jak u znacznej części rodziców, podejrzenie o autyzm u mojego synka wzięło się z zaniepokojenia brakiem mowy. Nie mogę powiedzieć, że brak rozwoju mowy, bo w ostatnich miesiącach pojawia się coraz więcej dźwięków, sylab, ale wciąż żadnych słów. Mój...

Chyba jak u znacznej części rodziców, podejrzenie o autyzm u mojego synka wzięło się z zaniepokojenia brakiem mowy. Nie mogę powiedzieć, że brak rozwoju mowy, bo w ostatnich miesiącach pojawia się coraz więcej dźwięków, sylab, ale wciąż żadnych słów. Mój synek skończył 2 latka w styczniu, więc teraz ma 2,5 roczku. Jedyne słowa, które wytwarza to „opa”, gdy chce, żeby go podsadzić do wyższej półki - z książeczkami, cukierkami, żeby mógł sięgnąć to czego chce (chociaż ostatnio, ku mojemu przerażeniu coraz częściej podsuwa sobie krzesło i na nie się wspina). Mówi „mama”, ale tylko jak wracam z pracy - po dzwonku domofonu, gdy opiekunka powie synkowi, że to ja wracam, to wybiega i woła mama, daje buziaka i się mocno przytula, po czym zaczyna „opowiadać” po swojemu wszystko i pokazywać mi, jeśli zbudował domek z klocków lub miasteczko z torów dla kolejki. Jak się uderzy to też woła mama i przychodzi, żeby go całować w obolałe miejsce. Na przytulanie wydaje się zbyt zajęty w ciągu dnia, ale wieczorem uwielbia się przytulać, całować i łaskotać. Gdy mu na coś nie pozwalam od razu idzie z „podkówką" do babci i się skarży, że czegoś mu zabroniłam. Reaguje bardzo dobrze na „nie” i „nie wolno”, również na słowo „stop”, gdy na spacerze odbiega za daleko. W 9 na 10 przypadków na owe komendy reaguje za pierwszym razem bez złości.

Gdy czegoś chce, np. pić, to przynosi butelkę, żeby mu odkręcić, zdarza się coś „wygrzebane” ze śmietnika, gdy jest głodny, no i oczywiście był pilot, żeby włączyć bajkę, ale o zgrozo, potrafi już sam to zrobić! Bardzo chętnie bawi się ze mną w „łapanego”, chowanego i kółko graniaste - podczas tej ostatniej zabawy trzeba koniecznie złapać się za obolałą podczas upadku cześć ciała. Wydaje się dzieckiem bardzo empatycznym, wręcz z poczuciem humoru. Gdy płaczę ja lub inne dziecko, widać po nim, że się przejmuje, że rozumie owe emocje. Gdy mu mówię, że lala jest smutna, to ją tuli. Gdy inne dziecko upadnie na pupę bądź „oberwie” piłką w głowę, to się śmieje - nie szyderczo, ale taki „typowy” czarny humor. Czasem mi głupio. Sprawia mu wyraźną radość, gdy dostanie pochwałę, bardzo często podczas budowania z klocków bądź układania puzzli szuka pochwały za to jak świetnie mu idzie.

Z dziećmi bawi się jeszcze troszkę obok. Bardzo cieszy się na ich widok, podbiega z entuzjazmem i jeśli grają w piłkę, to od razu dołącza się, wskakuje na tylny bagażnik, jeśli jeżdżą na rowerze, goni ich itp. Potrafi razem budować domki z kloców (nie są to wieże, a konstrukcje z oknami i drzwiami, wszystkie ściany, dachy no i schody!), podaje wtedy klocki, szuka odpowiednich części, żeby pasowały. Gdy bawi się autkami, to raczej jeździ nimi po wszystkich możliwych powierzchniach i rzeczach. Wsadza w nie ludziki - jeśli się mieszczą - a w autobusy i większe pojazdy nawet po kilka osób. Gdy bawi się ludzikami to wchodzi nimi po schodach, sadza na krzesełkach przy stole, wozi na konikach. Podczas całej zabawy mówi po swojemu, jakby opowiadał jakaś historię. Czy woli bawić się sam? Nie, ale potrafi bawić się sam nawet przez dość dłuższą chwilę - zawsze wydawało mi się to na plus...

Lubi rysować i kolorować. Coraz lepiej idzie mu zakolorowanie mniejszych powierzchni, jak np. same buty dziewczynki, rybki czy inne elementy obrazka. Przynosi i podaje rzeczy, o które go poproszę. Co mnie niepokoi oprócz braku mowy, to dość olewający stosunek do innych. Chodzi mi o to, że np. nie wita się/nie robi cześć jak przychodzą goście do domu. Z domownikami zawsze się przywita. Jeśli chodzi o obcych, to podbiega sprawdzić, kto to i w długą. Nie robi też papa na do widzenia, ale wtedy wszystkim daje buzi i odprowadza do drzwi. Zawsze średnio szło mu wykonywanie czegoś na zawołanie. Potrafi jeść łyżeczką i widelcem. Pije z butelki (dużej) przez słomkę i sam z kubeczka z dwoma uszkami. Zakłada sam czapkę, rozbieranie i ubieranie tylko od pasa w górę :-) Nie sygnalizuje jeszcze swoich potrzeb fizjologicznych... Jeśli chodzi o książeczki i bajki, to przygląda się obrazkom, ale często „wertuje” książkę, zanim zdążę mu ją przeczytać. Natomiast jeśli sama opowiadam mu bajkę, to zdaje się jej uważnie słuchać.

Fizycznie jest dzieckiem rewelacyjnie rozwiniętym jak na swój wiek. Przechodzi po ruchomych mostkach, balansuje na wąskich kładkach, uwielbia zjeżdżalnie - również te wodne :-) Jak gramy w piłkę to atakuje bramkę i podąża za kierunkiem, w którym kopnął piłkę. Jest bardzo pogodny, zaczepny, uśmiechem odpowiada na uśmiech. Chciałam jak najdokładniej opisać jego zachowanie, aby usłyszeć pani opinię. Wiem, że trudno tak bez obserwacji dziecka o diagnozę, takowej nie szukam - pytam czy konieczne, aby po nią się udać, czy zacząć od regularnych wizyt u logopedy, aby stymulować rozwój mowy. Nie chcę panikować, ale też niczego przeoczyć. Gdy robiłam wstępnie test ATEC niepokojące były wyniki z 1 części, odnośnie do rozwoju mowy, bo takowej brak... W dziale uspołecznienie zdobył 2 punkty - nie wiem na ile to upór i charakter, na ile cechy autyzmu. W ostatnich 2 kategoriach 0 punktów...

Jeszcze jedno, bywa różnie z reagowaniem na imię. Nigdy się tym nie martwiłam, ponieważ jego siostra przyrodnia, teraz 10 lat, też miewa takie momenty, gdzie nie chce słyszeć i reagować, bo wie, że coś od niej się będzie wymagać, więc udaje głuchą. U synka ze słuchem wszystko w porządku, melodię ulubionej bajki usłyszy choćby z drugiego końca mieszkania, wołany na obiadek zawsze przybiegnie, do wyjścia czy kąpieli zawsze zjawia się w mgnieniu oka. Po prostu czasami podczas zabawy nie reaguje...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Magdalena Kowalska
Lek. Magdalena Kowalska
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Czy to może być jakaś odmiana choroby dwubiegunowej CHAD?

Witam, bardzo proszę o pomoc. Mężczyzna z którym jestem, prawdopodobnie ma chorobę zaburzeniową - być może psychozę maniakalną. Czytałam o wielu odmianach choroby dwubiegunowej CHAD i z wielu z nich symptomy ma mój chłopak. Nie chcę go oceniać, bo...

Witam, bardzo proszę o pomoc. Mężczyzna z którym jestem, prawdopodobnie ma chorobę zaburzeniową - być może psychozę maniakalną. Czytałam o wielu odmianach choroby dwubiegunowej CHAD i z wielu z nich symptomy ma mój chłopak. Nie chcę go oceniać, bo mogę skrzywdzić, jednak po jego zachowaniu uważam, że coś złego z nim się dzieje. Pracuje na kierowniczym stanowisku, spełnia się zawodowo, nie wiem jak się tam zachowuje, bo nie mam odwagi spytać współpracowników, ale osiąga sukcesy zawodowe. Jednak w życiu prywatnym to zaczyna być koszmar. Raz jest kochany, planuje ze mną życie, innym razem jest w nim złość, popada w ekstremy. Wydaje mu się, że inni go śledzą, krzyczy na mnie bez powodu, popada w słowotok, który jest nieskładny, oderwany od rzeczywistości. Strasznie kontroluje swoje zachowanie. Złożył wizytę mojej mamie w mundurze, co nie ma żadnego odzwierciedlenia z tym co robi zawodowo, nigdy nie był w wojsku, bo jak uważa - chciał zrobić na niej wrażenie, kupił go z sentymentu. Raz powtarza, że jest twardy, przygotowany na wszystko, innym razem, że jest nikim. W towarzystwie zdarza się, że wtrąca rozmowę nie na temat. Często jest pobudzony, chodzi po pokoju, poprawia wszystko co chwilę i nie sypia po nocach. Często widzę dzikość w jego oczach, co mnie przeraża. Bardzo chcę mu pomóc, ale boje się mu o tym powiedzieć co widzę. Próbowałam już delikatnie o tym rozmawiać, ale on uważa, że nie mam racji. Bardzo proszę o pomoc i odpowiedz, czy moje obawy są słuszne? Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Dlaczego mam zawroty i czuję ucisk w głowie - jakie badania powinnam wykonać?

Witam, od kilku dni mam zawroty głowy podczas chodzenia, uczucie ucisku i ciepła w tylnej, dolnej części głowy. Jestem też bardziej senna.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Nerwica czy coś poważniejszego?

Witam serdecznie! Zacznę od tego, że moje problemy zaczęły się już w młodym dzieciństwie - zaburzenia hipochondryczne. Poszedłem wtedy do psychologa z rodzicami i dostałem leki, - przeszło. Przez długi czas było okej. No właśnie - do czasu, aż zostałem...

Witam serdecznie! Zacznę od tego, że moje problemy zaczęły się już w młodym dzieciństwie - zaburzenia hipochondryczne. Poszedłem wtedy do psychologa z rodzicami i dostałem leki, - przeszło. Przez długi czas było okej. No właśnie - do czasu, aż zostałem uderzony kolanem w głowę (przypadkowo podczas grania w piłkę). Nie straciłem przytomności, poczułem tylko jakby impuls przechodzący po kręgosłupie, ale zacząłem sobie wkręcać znowu różne rzeczy. Ciągłe myślenie, czy nie odczuwam właśnie jakichś objawów, wynikających z tego zdarzenia, tj. zawrotów głowy itp. No i długo nie było trzeba czekać, po jakimś miesiącu, dwóch zaczęły się nieprzyjemności. Uczucie odpływania (nigdy nie zdarzyło mi się faktycznie stracić przytomność), uczucie umierania. Obecnie jestem w takim stanie, że ciężko mi funkcjonować. W lecie pocę się niemiłosiernie, w zimie często wietrze pokój, bo mi gorąco. Chroniczne zawroty głowy, gorące uszy i twarz (rozpalenie) szczególnie późnym wieczorem, to u mnie normalność. Dodatkowo również uciążliwe drganie mięśni. Często wieczorami również łapię się na tym, że mam strasznie napięte mięśnie twarzy, gdy próbuje się rozluźnić, to mam takie dziwne odczucia zakręcenia. Najgorsze jest to, że nie mogę już normalnie funkcjonować - cały czas myślę o tym, jak się czuję, pierwszą myślą po przebudzeniu jest właśnie to, jak się czuję. Z rana jest w miarę okej, ale w trakcie upływu dnia jest coraz gorzej. Wyjście w upalną pogodę, w jakąś dłuższą trasę, to męczarnia, zaraz odczuwam potężne osłabienie, zawroty głowy, dekoncentrację, nie mogę się skupić na tym, co ktoś do mnie mówi, jak to miało miejsce parę lat temu. Robiłem podstawowe badania krwi i wszystko w normie, badania tarczycy w porządku. Dodam jeszcze, że po alkoholu, gdy wypiję ze 2 piwa to czuję się dużo lepiej. Przy większych ilościach alkoholu zupełnie przechodzą mi te wszystkie objawy (nie nadużywam jakoś specjalnie przez to alkoholu), ale na następny dzień odczuwam wszystkie możliwe objawy kaca jakie tylko mogą być, wręcz oczekuję kiedy w końcu zejdę z tego świata i aż dziw bierze, że to jeszcze nie nastąpiło, biorąc pod uwagę te wszystkie symptomy. Bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Siedmiolatek z przymusem duszenia kogoś - czy należy udać się do lekarza?

Witam! Mój siedmioletni synek powiedział mi dziś z płaczem, że ma często napady przymusu uduszenia każdego, kto jest obok niego. Nawet mnie w tamtym momencie. Powiedział, że próbował dusić zabawki, ale to nie pomogło. Pomaga mu trochę spokojne oddychanie. Płakał,...

Witam! Mój siedmioletni synek powiedział mi dziś z płaczem, że ma często napady przymusu uduszenia każdego, kto jest obok niego. Nawet mnie w tamtym momencie. Powiedział, że próbował dusić zabawki, ale to nie pomogło. Pomaga mu trochę spokojne oddychanie. Płakał, że nie chce nigdy już czegoś takiego przeżywać. Widzę, że cierpi. Martwi się, że może komuś zrobić krzywdę. Ma dwóch młodszych braci. Prosił mnie, żeby pójść do lekarza i żebym mu powiedziała, czy to normalne. Jesteśmy z mężem w szoku. On jest bardzo rozwinięty intelektualnie, ale jego dojrzałość emocjonalna za tym nie nadąża. Dodam, że miał ciężki rok w szkolnej zerówce, "szkołę życia", z prywatnego przedszkola wszedł w świat przekleństw i agresji. Sama przypłaciłam to załamaniem nerwowym. Poza tym niedawno się przeprowadziliśmy, co było dużym stresem dla całej rodziny. W tym roku zaczął interesować się filmami i grami, w których jest forma agresji, np. Gwiezdnymi Wojnami. Wcześniej bał się nawet filmów Disney'a. Z innych ewentualnych objawów zauważyłam tyko, że zaczął bać się owadów, na dworze co pół minuty mnie pyta, czy nie ma czegoś na plecach. Czy jest to wynik stresu, czy powinniśmy iść do lekarza? Będę wdzięczna za odpowiedz.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Jestem samotny i nieszczęśliwy, nie potrafię zaufać ludziom - co mam zrobić?

Witam, mam 21 lat chciałem się dowiedzieć, czy jestem chory na depresję, a wstydzę się pójść do specjalisty. Opiszę moją historię, otóż od najmłodszych lat szkolnych byłem pośmiewiskiem i odrzutkiem w szkole, nawet nie wiedząc dlaczego. Wszystko robiłem powoli, ale...

Witam, mam 21 lat chciałem się dowiedzieć, czy jestem chory na depresję, a wstydzę się pójść do specjalisty. Opiszę moją historię, otóż od najmłodszych lat szkolnych byłem pośmiewiskiem i odrzutkiem w szkole, nawet nie wiedząc dlaczego. Wszystko robiłem powoli, ale dokładnie. Zawsze jak kogoś spotykałem na swojej drodze życiowej był przez kilka lat, później znikał z życia i nie chciał mnie znać.W gimnazjum pamiętam najgorszy dzień z mego życia. Miałem niby dziewczynę, nic mnie nie wspierała, nie pomagała, po prostu udawała, że chce być ze mną. Któregoś dnia napisała do mnie inna dziewczyna z innej klasy, same słodkie słówka i że mnie kocha nad życie. Postanowiłem, że będę z nią przez tydzień, było wszystko ok., ale okazało coś innego. Przyszła kartka w szkole do mnie, że chce się spotkać na dole w szkole. Poszedłem i zobaczyłem ją po chwili, wychodzi 2 chłopaków i pchają mnie do niej. Ona cała uśmiechnięta opierałem się na początku później nie. Przyszedł taj dziewczyny prawdziwy chłopak, zobaczył to i kazał tym dwóm pozostałym, aby mnie rozebrali. Byłem w samych majtkach na dodatek cała szkoła chyba mnie widziała. Zaufałem komuś i dał mi nóż w plecy. Później się dowiedziałem że to było planowane przez obie dziewczyny z którymi niby chodziłem. W tym dniu po raz pierwszy chciałem się zabić, miałem już wszystko przygotowane, list pożegnalny oraz linę. Jednak nie zrobiłem tego, cały opłakany nie wiem co mnie powstrzymało. List podarłem a line spaliłem. Cały świat mi zobojętniał. Na nic nie miałem ochoty oraz nie przejmowałem się rodziną, nawet nie rozmawiałem z nimi. W liceum też tak było, poszliśmy na "ognisko integracyjne" poza szkolnymi zajęciami, zrobili ze mnie pośmiewisko. Po wypiciu kilku piw nie dałem rady i zasnąłem. Rozebrali i pisakami niezmywalnymi obsmarowali całe ciało. Przez długi okres miałem ubrania z długimi rękawami. Od tamtej pory nie miałem żadnych znajomych, zarwałem kontakty ze wszystkimi. Przez jakieś 2 lata byłem sam. W maju pojechałem na komunie mojego kuzyna, spotkałem kuzynkę podeszła do mnie i zaczęliśmy rozmawiać. Szybko staliśmy się przyjaciółmi. Miałem już dość ludzi z liceum porażek w szkole i wszystkiego. Myśli samobójcze wracały jak bumerang, nie wiedziałem co robić. Kuzynka pisała, abym tego nie robił, chce abym żył i żebym zrobił to dla niej. Tuż przed końcem liceum dowiedziałem się, że nie będę mógł przystąpić do matury, mam poprawkę, jeszcze tego samego dnia wlali do mojego plecaka chyba jogurt. Myślałem, że coś gorszego może na mnie spaść tego dnia. Myliłem się, stara znajoma z piaskownicy podeszła do mnie, kiedy czekałem na pociąg i mnie pocieszyła. Pewnie też dzięki niej wtedy nie wpadłem pod pociąg. Odnowiliśmy znajomość, zaczęła mi się ona podobać, powiedziałem co do niej czuje, ona to odrzuciła. Od tamtego czasu bardzo rzadko się spotykamy. Zdałem poprawkę w sierpniu i skończyłem technika nie poznając nikogo nowego. Ponad rok temu zacząłem pracować. Ludzie na początku i teraz mnie lubią, ale oni mają po 40 lat. Niedawno dowiedziałem się od nich, że do niczego się nie nadaje. Nawet do tarcia chrzanu. Zrobiło mi to przykrość. Ponad rok pracuję, ciągle mnie chwalili, aż któregoś dnia wszyscy mi to powiedzieli, nawet tato. Aktualnie dalej tam pracuję, bo nie mogę znaleźć innej pracy. Próbowałem się zmienić, ale nie udawało mi się to, a że kuzynka mieszka daleko to nie mam z kim cokolwiek zrobić. Chodziłem do pabów, aby kogoś poznać lecz nawet nie wiedziałem jak to zrobić. Jestem prawie samotny, nie wychodzę do ludzi, całymi daniami siedzę w domu i nic mi się nie chce, mam na wszystko obojętny stosunek, świat widzę w kolorze czerni i bieli. Moje życie aktualnie wygląda tak: Praca -> dom -> obowiązki domowe->sen i łańcuch się zamyka. Przed rodzicami tego nie pokazuję, już się przyzwyczaili do tego, że cały czas w domu jestem i nie wychodzę. Przez cały ten okres nie rozmawiałem z nimi o tym, bo by powiedzieli, abym nie robił z siebie kaleki. Pamiętam raz, jak miałem dłoń rozciętą szkłem, niechcący sobie to zrobiłem, miałem zszywaną rękę. Mówiłem, że to bardzo boli, oni to samo w kółko nie rób z siebie kaleki. Kiedy zachorowałem to zamiast leżeć w łóżku, chodziłem do szkoły. Dopiero w szkole, jak poszedłem do pielęgniarki, ona mnie zbadała i powiedziała wynocha do domu. Wtedy góra 3 dni leżałem, a później cały czas robiłem coś w domu, „to posprzątaj, to wyrzuć śmieci”. Nie wiem co mam zrobić, chciałbym kogoś poznać. Moi rówieśnicy mają dziewczyny, ja sam siedzę i już nie mam sił do niczego. Samotność mnie dobija. Jeszcze na dodatek nie umiem zaufać ludziom. Niedawno znalazłem tę stronę i odważyłem się napisać, w Internecie mogę być anonimowy. Proszę powiedzcie, jestem chory? Co mam zrobić, aby to zmienić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Choruję na nerwicę lękową - czy mogę sobie jakoś pomóc?

Witam! Mam 18 lat. Dwa lata temu w wakacje nagle źle się poczułam - zawroty głowy, ogromne duszności. Po nieprzespanej nocy zabrano mnie do szpitala, gdzie stwierdzono nerwicę, dostałam leki. Praktycznie cały miesiąc spędziłam w łóżku. Przez zawroty...

Witam! Mam 18 lat. Dwa lata temu w wakacje nagle źle się poczułam - zawroty głowy, ogromne duszności. Po nieprzespanej nocy zabrano mnie do szpitala, gdzie stwierdzono nerwicę, dostałam leki. Praktycznie cały miesiąc spędziłam w łóżku. Przez zawroty głowy nie mogłam chodzić, nie wychodziłam praktycznie z domu. Także razem z rodziną jeździłam do psychiatry, który stwierdził hiperwentylacje - jak dobrze pamiętam i dostałam nowe leki. Pod koniec wakacji samopoczucie troszkę się poprawiło, przynajmniej mogłam spokojnie chodzić do szkoły. Co jakiś czas i tak źle się czułam. Zawsze byłam i jestem dziewczyną pełną energii, otwartą, mającą wielu znajomych i wparcie wśród rodziny. Jak każdy miewałam problemy, lecz dawałam sobie z nimi rade. Każda chwila, w której dobrze się czułam była doceniona moim wielkim uśmiechem. Lecz to wraca tak nagle. Od pewnego czasu objawy znowu się zaostrzyły. Znowu byłam u psychiatry, który odradził mi moje leki, bo działały na mnie otępiająco i dał w zamian delikatniejsze. Chciałabym wiedzieć, czy jest jakiś skuteczny sposób na poradzenie sobie z tym? Bo bardzo mnie to ostatnio przybija.   Czy jest jakiś sposób na zawroty głowy, ucisk w klatce piersiowej, duszności, ucisk w części tylnej szyi (kark), uderzenia gorąca?   Proszę o odpowiedz. Pozdrawiam

Dotyczy: Neurologia Nerwica

Nerwica lękowa - leczenie

Witam serdecznie. Od przeszło 10 lat leczę się z powodu nerwicy lękowej. Wcześniej przyjmowałem seroxat z przerwami. Objawy nerwicy ustały. W 2009 roku zaprzestałem przyjmowania leków, a efekt terapeutyczny trwał jeszcze przez ok pół roku. Po tym czasie stany lękowe...

Witam serdecznie. Od przeszło 10 lat leczę się z powodu nerwicy lękowej. Wcześniej przyjmowałem seroxat z przerwami. Objawy nerwicy ustały. W 2009 roku zaprzestałem przyjmowania leków, a efekt terapeutyczny trwał jeszcze przez ok pół roku. Po tym czasie stany lękowe powróciły. W maju 2010 roku udałem się na psychoterapię behawioralno - poznawaczą. Uczęszczam na nią do dnia dzisiejszego. Ostatnio miałem ok. tygodniowy stan depresyjny. Po wizycie u psychoterapeuty zauważyłem u siebie obecnie trwający okres totalnie pozbawiony lęku. Coś jakby stan hipomanii. Obecnie nie stosuję żadnych leków. Nie wiem czy jest to sukces psychoterapii czy jest to spowodowane nie zdiagnozowaną chorobą afektywną. Faktem jest, że : - śpię bardzo dobrze po ok 10-12 h. - mam apetyt - nie mam natłoku myśli - nie mam nie przemyślanych wydatków - mam wrażenie że mam wszystko pod kontrolą Niepokoi mnie jedynie fakt, że nie mam ani drobiny lęku. Wcześniejsze rzeczy sprawiające mi trudność np. zakupy w hipermarkecie obecnie nie stanowią dla mnie najmniejszego problemu orz dalekie podróże itp. Nie wiem czemu ale obawiam się, że mogę mieć Chad. Czy jest to możliwe ? Czy moje objawy mogą wskazywać na w/w chorobę ? Czy może to być gwałtowny przełom w psychoterapii ? Porszę o opinię

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Czy z powodu niewyspania mogę tracić poczucie rzeczywistości?

Od pewnego czasu bardzo mało śpię, praktycznie o 3 w nocy kładę się spać. Przyczyną jest pisanie SMS-ów z chłopakiem. Rano wstaję bez problemów. Niestety problem zaczął się, gdy pewnego dnia na lekcji usłyszałam dzwonek, którego tak naprawdę nie było,...

Od pewnego czasu bardzo mało śpię, praktycznie o 3 w nocy kładę się spać. Przyczyną jest pisanie SMS-ów z chłopakiem. Rano wstaję bez problemów. Niestety problem zaczął się, gdy pewnego dnia na lekcji usłyszałam dzwonek, którego tak naprawdę nie było, wstałam, zabrałam torbę i z zawrotami w głowie wyszłam, udając się do toalety. Dopiero po przemyciu twarzy otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, co się stało. Bardzo często jestem osłabiona i nie panuję nad sobą i swoim zachowaniem. Często urywają mi się filmy, a potem otwieram oczy i zdaję sobie sprawę, co się stało.

Pragnę zauważyć, iż nie biorę żadnych podejrzanych środków, tzn. jeśli tak, to nie mam o tym żadnego pojęcia. Mój przyjaciel twierdzi, że ćpam i to właśnie przez to zdarzają mi się takie sytuacje, ale nie przypominam sobie takich sytuacji. Drugim przypadkiem była sytuacja, gdy zaczęłam prawie dusić jakiegoś chłopaka, który oczywiście na to zasłużył. Widziałam strach w jego oczach i dopiero po chwili odpoczynku zdałam sobie sprawę, co ja robiłam. Z mojej strony było wiele aktów przemocy wobec osób (chłopaków), które mnie w jakiś sposób obrażały. Proszę o pomoc. Czy ja jestem niebezpieczna?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Nie chcę już być z dziewczyną, praca mnie drażni - co mam robić?

Mam 24 lata. Łączny staż pracy to 5 lat. Aktualnie pracuję w banku, obsługa kredytów konsumpcyjnych. Jestem na 3 roku studiów. W tym roku kończę licencjat. Mam dziewczynę, z którą jestem 3 lata. Ale tu się wkrada "ALE", bo: 1)...

Mam 24 lata. Łączny staż pracy to 5 lat. Aktualnie pracuję w banku, obsługa kredytów konsumpcyjnych. Jestem na 3 roku studiów. W tym roku kończę licencjat. Mam dziewczynę, z którą jestem 3 lata. Ale tu się wkrada "ALE", bo: 1) nie kocham jej i chyba nigdy nie kochałem. Zauroczenie przerosło w przyzwyczajenie, ale teraz odczuwam że nie chcę dalej z nią być. Ona we mnie po uszy zakochana. Wiem, że jak ją rzucę to ona wpadnie w depresję albo coś odwali. 2) Nie mogę więcej widzieć tych wszystkich ludzi co przychodzą do placówki z problemami, jakie tak naprawdę nie są problemami tylko są skutkami ich głupoty. Lubię tę pracę, ale więcej nie mogę widzieć klientów. Irytują mnie. Zaczyna praca mnie męczyć. 3) Nie mogę od dłuższego czasu się wyspać. Śpię po 8 godzin, ale wstaję zmęczony, nic mi się nie chcę. Widzę wszystko "w szarych kolorach". Najchętniej zostałbym w łóżku i nic nie robił cały dzień. Takie warzywo obżerające się pizzą na kanapie przed telewizorem. 4) Wiem że muszę iść na magisterskie studia, ale nie chce mi się. Wszystko co mam to mam dzięki pracy. Nawet do banku mnie wzięli dzięki doświadczeniu a nie wykształceniu. 5) Zauważyłem że zaczynam za dużo pić alkoholu. Prawie codziennie. 6) Nienawidzę tego miasta, w którym nic się nie dzieje. Jestem zagubiony... Co dalej? Pustka. Brak pomysłu.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to może być wynik nerwicy?

Witam! W poprzednim roku została u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe z napadami paniki. Dokuczały mi wtedy głównie objawy somatyczne typu: silne duszności, ból w klatce piersiowej oraz silny lęk przed uduszeniem się. Po wykonaniu serii badań, morfologii (w normie),...

Witam! W poprzednim roku została u mnie zdiagnozowane zaburzenia lękowe z napadami paniki. Dokuczały mi wtedy głównie objawy somatyczne typu: silne duszności, ból w klatce piersiowej oraz silny lęk przed uduszeniem się. Po wykonaniu serii badań, morfologii (w normie), spirometrii (objętość płuc bardzo dobra), oraz rtg płuc (bez zmian). Od bieżącego roku towarzyszą mi inne objawy typu: - nudności, - ciągłe odbijanie się, - zawroty głowy, - bóle głowy, - częsta biegunka, - bóle żołądka, - zawroty głowy, - lęk przed wymiotowaniem (paniczny lęk przed wymiotowaniem). Ostatnio byłam na konsultacji neurologicznej, lekarz nic szczególnego mi nie powiedział, dał jedynie skierowania na dalsze badania: usg tętnic dogłowowych (które niestety nie mogę mieć przeprowadzonych, nie mam 17 lat, w poradni powiedzieli, że mogą one być od 18 lat) oraz rtg odcinka szyjnego, które będę mieć robione w lipcu. Czy mogą to być objawy refluksu? Dodam, że mam zazwyczaj niskie ciśnienie. Badania typu gastroskopia oraz innych inwazyjnych bardzo boję się przeprowadzać. Czy istnieją jakieś inne badania, które mogłabym przeprowadzić w celu zdiagnozowania co mi dolega? U internisty byłam, stwierdził, że da mi skierowanie na badanie gastroskopię. Odmówiłam. Proszę o pomoc. Z góry dziękuję! Pozdrawiam

Dlaczego cały czas ogarnia mnie nieopisany lęk?

Witam serdecznie! Mam problem, jakiś miesiąc temu miałem zły sen, obudziłem się w nocy z lękiem i może nic by się nie wydarzyło, tylko że ten lęk pozostał. Lęk ten tak troszkę od tamtego czasu "ewoluował" tzn. na początku...

Witam serdecznie! Mam problem, jakiś miesiąc temu miałem zły sen, obudziłem się w nocy z lękiem i może nic by się nie wydarzyło, tylko że ten lęk pozostał. Lęk ten tak troszkę od tamtego czasu "ewoluował" tzn. na początku lepiej z nim się czułem w pracy, teraz lepiej mi jest w domu, z tym, że jestem jakby przeczulony, takie mam lęki, że ktoś coś mi zrobi złego, zwłaszcza jestem wyczulony na jednego kolegę z pracy. Nie wiem czemu tak jest. Właściwie jak się budzę to znów jakby sobie przypominam o tym lęku, czasami jest lepiej a czasami gorzej. Dodam jeszcze, że z początku dolegliwości miałem większe takie, że nawet w kinie na filmie nie byłem w stanie wytrzymać, lęk, strach, zamulenie. Mam 26 lat i wcześniej wszystko było dobrze. Jestem osobą wrażliwą, w pracy staram się robić wszystko jak najlepiej, porażki przeżywam też bardzo. Staram się być ponad to wszystko i wciąż zastanawiam się jak to się stało, że wcześniej było OK a teraz nie. Bardzo martwię się jakimś takim brakiem odporności na stres i tym, żeby nikomu się nie narazić. Dodatkowo się stresuję jak pomyślę, że to co mi dolega może być nieuleczalne, że mogę być psychicznie chory.  Nie wiem co mam dalej robić, proszę o poradę. Z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Hat
Lek. Marta Hat
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

W jaki sposób rozmawiać z mamą po śmierci taty?

Witam, prawie rok temu po ciężkiej chorobie zmarł mój tata. Ja z bratem staraliśmy się w miarę możliwości, z upływem czasu, żyć normalnie. Nie było to łatwe, dużo stresów, łez, bólu, ale teraz mogę powiedzieć, że powoli wszystko wraca...

Witam, prawie rok temu po ciężkiej chorobie zmarł mój tata. Ja z bratem staraliśmy się w miarę możliwości, z upływem czasu, żyć normalnie. Nie było to łatwe, dużo stresów, łez, bólu, ale teraz mogę powiedzieć, że powoli wszystko wraca do normy.  Niestety inaczej jest z mamą. Często chodzi zapłakana, jest do wszystkiego negatywnie nastawiona, nie chce widywać się z ludźmi, najchętniej zamknęłaby się w domu razem z nami na cztery spusty i nikogo nie wpuszczała. Pomiędzy mną i mamą często powstają ostatnio konflikty, wynika to głównie z różnych podejść do przeżywania śmierci taty. Mama jak wspominałam zamyka się w sobie, ja natomiast potrzebuję kontaktów z ludźmi, staram się czerpać z życia pełnymi garściami, poznawać świat, żyć aktywnie. Śmierć mojego taty uświadomiła mi jak życie jest krótkie, jak łatwo można je zmarnować, dlatego staram się ciągle stawiać sobie nowe cele w życiu i spełniać marzenia (także te taty). Wiem, że jedyne czego by chciał to żebyśmy byli szczęśliwi a nie płakali po kątach. Niestety działania mamy i ciągłe negatywne podejście do wszystkiego, ciągłe zakazy (mimo tego, że mam 22 lata) skutecznie niszczą mój zapał do robienia czegokolwiek, podcinają mi skrzydła, które z trudem staram się sobie tworzyć. Przez to jej depresja spada również na mnie... Ostatnio dużo się kłócimy, ja nie mogę znieść ciągłych zakazów, mama martwi się przeraźliwie o każde moje wyjście z domu, o to czy się ciepło ubrałam, ma już moją przyszłość zaplanowaną i cały czas uważa, że nie damy sobie sami rady. Każde moje wyjście na dłużej niż 20h z domu wiąże się z dużą awanturą, nie mówię już o jakichkolwiek wyjazdach (które uwielbiam i które są dla mnie terapią). Zwykle stawiam na swoim, ale wychodzę z wyrzutami sumienia, które psują mój zapał, a w głowie słowa "i co zostawisz mnie samą?". Obie ranimy się nawzajem zamiast wspierać. Boję się, że możemy się w tym pogrążać, a za 10 lat ona będzie stara zrzędliwą wdową, a ja zrzędliwą starą panną na kanapie przed telewizorem. Co mam zrobić w tej sytuacji? Mama była raz u psychologa i powiedziała, że więcej tam nie wróci, wydaje mi się, że wynikało to z małego doświadczenia tej Pani w takich przypadkach.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty