Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 2 9

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Jak pomóc nastolatce po próbie samobójczej?

Witam! Moja 17-letnia bratanica jest po próbie samobójczej. Wczoraj w nocy połknęła kilkanaście tabletek antybiotyku. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale bardzo się o nią boję. Ona nie chce z nikim rozmawiać o powodach, które przyczyniły się do...

Witam! Moja 17-letnia bratanica jest po próbie samobójczej. Wczoraj w nocy połknęła kilkanaście tabletek antybiotyku. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale bardzo się o nią boję. Ona nie chce z nikim rozmawiać o powodach, które przyczyniły się do tego, co zrobiła. Magda ma mnóstwo przyjaciół i jest lubiana. Jest wesoła, ale przebywając wśród rodziny raczej skryta. W ostatnich dniach zachowywała się jak zwykle. Nie było widać, żeby wydarzyło się w jej życiu coś szczególnego. Rozmawiałam z nią dzisiaj - niestety tylko przez telefon, bo mieszkam w innym kraju. Nie bardzo chciała rozmawiać. Jedyne co powiedziała to to, że "nazbierało się wszystko na raz". Wspomniała o problemach z niedogadywaniem się z rodzicami. Zapytałam, czy rozmawiała o swoich problemach z przyjaciółkami, powiedziała, że nie. Poprosiła, żebym jutro zadzwoniła, bo "dzisiaj wszyscy są w domu i nie chce, żeby słyszeli naszą rozmowę". Nie mam pojęcia, jak mam się przygotować do tej rozmowy. Boję się, że będę ględziła jak stara ciotka i ona potraktuje mnie jak intruza. Już dzisiaj bałam się, że plotę bzdury i mogę tym gadaniem tylko zaszkodzić. Bardzo proszę o pomoc, bo wiem, że jestem jedyną osobą, przed którą moja bratanica może się otworzyć.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Odrzucenie partnera i bardzo nagła zmiana zachowania - czy to może być poważna depresja?

Witam Piszę o tym, ponieważ desperacko próbuję znaleźć jakieś wytłumaczenie dla zaistniałej sytuacji. Byłam w ponad 7letnim związku, który rozpadł się z dnia na dzień (ja 30, on 32 lata). Wyjechałam ze swoim partnerem za granicę w celu zarobkowym. Oboje...

Witam Piszę o tym, ponieważ desperacko próbuję znaleźć jakieś wytłumaczenie dla zaistniałej sytuacji. Byłam w ponad 7letnim związku, który rozpadł się z dnia na dzień (ja 30, on 32 lata). Wyjechałam ze swoim partnerem za granicę w celu zarobkowym. Oboje jesteśmy bardzo wykształceni i rozpoczęliśmy pracę w bardzo stresującym sektorze prawno-finansowym. Z powodu kryzysu gospodarczego przeszliśmy przez bardzo wiele stresujących sytuacji, każdy dzień był walką o byt. Co jest jednak bardzo ważne to fakt, iż byliśmy bardzo dobrą parą, niesamowicie związaną i nic nie mogło nas rozdzielić. Mój partner był niesamowicie opiekuńczy i dobry - przejawiało się to na co dzień, w jego sposobie mówienia i czynach. Ja też byłam taka dla niego, gdyż był dla mnie całym światem. Niestety z powodu bardzo trudnego życia i wielu trudności finansowych, popadłam w pewnego rodzaju "stan smutku" - nie mięliśmy kontaktu fizycznego, ewentualnie był to kontakt sporadyczny raz na kilka miesięcy/nawet lat. Partner sygnalizował problem, ale ja z powodu swego złego nastroju nie umiałam się przemoc. Niedawno straciłam pracę i znalezienie nowej było trudne, sama miałam wygórowane oczekiwania i byłam przeambicjonowana - okrutnie męczyłam partnera ciągłym krzykiem, płaczem i brakiem ochoty do życia. W tym samym czasie on pracował pod dużą presją i miał też wiele trudności w pracy, o których nawet nie mówił. Dźwigał brzemię za dwojga. Był dla mnie jednak wielkim wsparciem i robił wszystko bym nie czuła się źle. Jednak dało się zauważyć, że ten brak kontaktu fizycznego i marazm, który nas ogarniał, spowodował "zgnuśnienie i smutek w związku". Pewnego dnia słonecznego, gdy postanowiłam, iż nie będę już taka smutna i spróbuję go nie zatruwać, wyszłam z propozycją pójścia na spacer. On w ten dzień odciął się ode mnie i zaszył się gdzieś z książką. Ja w smutku wybiegłam z domu i wróciłam po 2 godzinach, zamknęłam się w pokoju. Potem wieczorem, on wyszedł z domu i nie wracał przez kilka godzin do północy, nie wiedziałam co się stało - dzwoniłam, szukałam, smsowałam. Myślałam, że nie żyje... gdy wrócił to już nie była ta sama osoba - od tej pory stal się zimny, bez uczuć jak głaz. Błagałam o wyjaśnienie, w końcu po paru dniach powiedział "nic już nie czuję, nie umiem odczuwać żadnych emocji, nic mnie nie obchodzi, jestem pusty". Na następny dzień znalazłam się w szpitalu, dostałam szoku emocjonalnego. Gdy zadzwonili do niego ze szpitala, nawet się nie wzruszył. Kiedyś rzuciłby pracę w popłochu...teraz nic go nie obchodziło. Zaczęłam z nim rozmowy, powoli na spokojnie - powiedział, że chce być sam, że nie może znieść pracy i presji, że myślał, że udźwignie ciężar, ale się przeliczył. Coś mu się stało, nie potrafi tego nazwać, powiedział, że to nasza wspólna wina, że nie zauważyliśmy błędów i coś w nim pękło, nie może być już ze mną, nie chce nic prócz samotności, a życie jego i tak nie ma sensu... chce tylko wyjechać gdzieś do innego kraju, gdzie jest słońce i poprosił szefa o przeniesienie do Hiszpanii. Ja byłam strzępem, wrakiem człowieka, osobą, która była całym światem i jak mi się wydawało ja dla niego też, związek, tak dla mnie pewny i bezpieczny znikł... nagle... a on pozwolił a nawet chciał, abym opuściła kraj i wróciła do domu. Tonęłam w bólu i łzach, on pomógł mi się spakować i pozwolił odejść... Nigdy wcześniej nie zrobiłby nic takiego, wiem, że byłam dla niego bardzo ważna, tyle dla nas robił, a ja o niego - tak dbałam jak tylko mogłam. Co się stało... minął już a może dopiero miesiąc, jestem już w kraju a on nadal w takim stanie. Proszę mi powiedzieć co się stało? Czy on po prostu mógł się załamać, czy po prostu odechciało mu się mnie? Dodam, że był osobą niezmiernie odpowiedzialna i dojrzałą. Wiem, że w grę nie wchodzi zdrada. On stał się zimny, potwornie smutny, czasem lekko zły, otępiały, bardzo schudł. Nadal jednak bardzo obowiązkowo chodził i chodzi do pracy i mówi bardzo logicznie, to nie jest jakaś "psychoza". Mówił, że można było temu zapobiec, gdyby tylko wiedział, ze coś w nim pęknie. On sam nie rozumie co się z nim stało, powiedział, że niczego takiego nigdy nie doświadczył. Patrzył na maile, które wysłał do mnie z pracy parę dni przed tym zdarzeniem i mówił, że nie rozumie czego coś w nim pękło..

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Jak mam namówić do leczenia?

Witam! Mój brat od jakiegoś dłuższego czasu, około dwóch lat, zachowuję się inaczej, tzn. nie jest taki jak kiedyś. Wydaje nam się, że ma chyba depresję. Namawiamy go, żeby poszedł do jakiegoś specjalisty, ale on w ogóle nie chce...

Witam! Mój brat od jakiegoś dłuższego czasu, około dwóch lat, zachowuję się inaczej, tzn. nie jest taki jak kiedyś. Wydaje nam się, że ma chyba depresję. Namawiamy go, żeby poszedł do jakiegoś specjalisty, ale on w ogóle nie chce słuchać, zaczyna nas traktować jak wrogów, twierdzi, że chcemy zrobić z niego wariata, nie wiemy, co mamy robić, jesteśmy kompletnie bezradni. Ostatnio zachowuje się dziwnie, tzn. odizolował się całkowicie od znajomych, z rodziną najchętniej to by w ogóle nie przebywał, śmieje się do siebie i przy tym czasami mówi do siebie. Jeśli chodzi o jedzenie, przez jakiś czas przestał jeść pewne produkty, które zawsze jadł, je całkowicie inne produkty, był czas, że w ogóle mało jadł, czytał składniki każdych produktów, jak pamiętam, nigdy tego nie robił. Mam wrażenie, że jak do niego mówię, to dociera do niego to po dłuższym czasie, tak, jakby się wyłączał z rzeczywistości. Pyta się czasami o takie oczywiste rzeczy, jak dziecko. Zawsze praca była dla niego ważna, a teraz zdarza mu się nie pójść do niej i tłumaczy się, że miał coś ważnego do załatwienia, a okazuje się, że to błahostka. Zawsze był radosny, żartował, a teraz w ogóle prawie się nie odzywa. Czy to może być depresja czy coś gorszego? Jak mogę mu pomóc? Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Silny ból głowy - przyczyny

Witam. Proszę o pomoc. Mó tata ma silny ból głowy, kręci mu się w głowie jak wstaje, jak chodzi i dzwoni mu w uszach. Miał robione badania, niestety nie chcą rodzice powiedzieć co się dzieje, a tata strasznie... Witam. Proszę o pomoc. Mó tata ma silny ból głowy, kręci mu się w głowie jak wstaje, jak chodzi i dzwoni mu w uszach. Miał robione badania, niestety nie chcą rodzice powiedzieć co się dzieje, a tata strasznie narzeka. Proszę o pomoc! Czy to coś złego? Jestem z Krakowa, jeśli można prosić o dobrego lekarza a ja się z nim wybiorę. Pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak można pomóc mojemu tacie i czy to jest depresja?

Witam! Problem, który tutaj opiszę dotyczy mojego Ojca, ma on 53 lata, w małżeństwie z moją Matką jest już ponad 25 lat. Proszę się nie zrażać długością opisu, sprawa jest pilna, chodzi tu nawet o życie mojego Ojca.  Ja jestem...

Witam! Problem, który tutaj opiszę dotyczy mojego Ojca, ma on 53 lata, w małżeństwie z moją Matką jest już ponad 25 lat. Proszę się nie zrażać długością opisu, sprawa jest pilna, chodzi tu nawet o życie mojego Ojca.  Ja jestem jego młodszym, dorosłym synem. Pochodzę z rodziny normalnej, otaczającej miłością, o sytuacji materialnej zawsze w granicach normy klasy średniej (kiedyś nawet rodzice byli bogaci). Ojciec miał zawsze bardzo towarzyskie usposobienie, dusza towarzystwa, liczne znajomości, bardzo duża umiejętność właściwej rozmowy z każdym. To jego największy żywioł. Przyjemność sprawiają mu rozmowy, opowiadania, perswazja. Słowem: Potrafi gadać. Niestety, jego towarzyskość połączona była często z alkoholem. Piwo pijał przy wielu okazjach. Zresztą, niegdyś nie odróżniał się tym specjalnie od reszty znajomych rodziców. Jego pasją jest polityka, historiozofia i tym podobne, to typ „arystokraty”. Rodzice obracają się w sferach polityki i mimo tego, że żyjemy w bloku i nie wyróżniamy się specjalnie niczym, rodzice mają dużo wpływowych znajomości: lekarze, adwokaci, biznesmeni, stara koleżanka ze szkoły to posłanka itp. Mama prowadzi małą firmę, ale Ojciec zawsze nadrabiał swoimi „kontaktami”. Mam tu na myśli to, że jego wkład w pracę dla domu był zawsze nikły. Pod tym względem żył zawsze w cieniu Matki, jako pomocnik, wypełniający faktury, odwożącym ją do pracy. Jego skłonność do „podpijania”, lenistwa, ostentacyjnego leżenia przed telewizorem, zaniedbywania higieny i w dodatku nazywania się na wizytówkach filozofem wywoływały u nas pobłażliwy śmiech. Tak na serio, Ojciec nie miał prawie nigdy żadnej oficjalnej pracy, wywinął się od wojska, długo studiował filozofię. Zawsze miał skłonność do prokrastynacji , „jakoś” nigdy nie mógł znaleźć sobie zawodu. Dawniej, nie było to, aż tak wielkim problemem. Jednak w firmie mamy nadszedł kryzys i zaistniała potrzeba drugiego źródła zarobku. Od tego momentu bardzo stopniowo sytuacja robiła się poważniejsza. Mimo ciągłych próśb mamy (i nas), kiedyś jeszcze połączonych z czarującym uśmiechem z pogrążonego w błogiej drzemce „filozofa”, później już pretensji (ale wszystko na przestrzeni lat): „Znajdź wreszcie pracę, rusz się” - Ojciec nie zmieniał się. Załatwiał tylko wiecznie różne „sprawy”, jeździł na pocztę, po zakupy, a to naprawić coś, a to porozsyłać, zawsze z przerwami na pobyt w barze. Sukcesem było otrzymanie przez niego mandatu radnego dzielnicy. Niestety praca to nie znaczna, dla innych radnych raczej działalność poza zawodem. Najczęściej sesje były „zakrapiane”, zawsze zebrania kończyły się w barze. Po czterdziestce Ojciec stawał się zaniedbany, ”obleśny”. Mimo jego mandatu radnego, zbiednieliśmy. Wydaje się, że był taki zawsze, a przynajmniej miał takie skłonności, od dawniej był bardzo sentymentalny, żył swoimi „starymi” czasami, chodził w starych ubraniach z „Pewexu” , słuchał zawsze muzyki z przed lat i panicznie bał się nowości. Te skłonności, jak i lenistwo pogłębiały się z czasem, i jakby wprost proporcjonalnie do spadku naszej sytuacji finansowej. Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc jego twarz robiła się coraz bardziej czerwona, jego ubrania brudne (ma absolutnie zawsze możliwość wyprania), samochód zalepiony taśmami. Jakby zatrzymał się w czasie. Nie potrafił przystosować się do żadnej ze zmian. Wszystkie sprawy odkładał na „Jutro”, wiecznie „Jutro” i „Jutro”. W zasadzie przez całe życie wszyscy te jego cechy traktowaliśmy jako trudny jego charakter. Przyzwyczailiśmy się z tym żyć, tym bardziej, że Ojciec zręcznie uchylał się od tych działań, które przyczyniłyby się do dania mu zawodu. Zawsze wykręcał się zręcznymi wymówkami: „Przecież mam już pracę”, „Przecież pomagam Mamie w prowadzeniu firmy”, (niestety, bez tej pomocy Mama poradziłaby sobie) ironizował: „Zgnębcie mnie, skopcie”, uważał, że wszystkie nasze pretensje to wina teściowej. Potrafił zachowywać się jak zapracowany Mąż, który wykonuje obowiązki w równym nasileniu, co jego żona. Niekiedy nawet zabierał się za trudniejsze i dłuższe zajęcia, za ten sam wkład pracy w zawodzie, mógłby zarobić. Chcę tu zwrócić uwagę, na to, że nigdy nie miał normalnej, regularnej pracy, do której musiałby się dostosować, podporządkować. Na sugestię, że powinien, na mnie i brata się darł, że to nie nasze sprawa, Mamie obiecywał, że już niedługo, w następnym tygodniu,” jestem umówiony”, jutro, jutro… Przez cały czas pił piwo. To z kolegami, to już sam, w obawie przed pretensjami Mamy poczynał robić to przed wejściem do domu, na klatce schodowej. To co kiedyś było śmieszne, teraz stawało się niepokojące i odrzucające. Na przestrzeni lat robił coraz mniej, on i jego rzeczy starzały się i psuły. Miał problemy z ciśnieniem, wątrobą, brał dużo leków (trawiennych i na ciśnienie), które po chwili mieszał z alkoholem. Czasami wracał z „narad” i przyjęć ostro zalany, włączał swoje stare koncerty i gadał sam do siebie. Dniami polegiwał, w nieskończoność robiąc małe „kliny”. Zalegał na kanapie, podchmielony. Jego śmieszne wymówki i te ciągłe „małe kłamstewka”, że nie pił nic, że” czyśmy powariowali?”, niby bardzo zdziwiony, że myślimy, że jest pod wpływem alkoholu, niby to takie niedorzeczne, że „Może się wyprowadzę, wyrzućcie mnie z domu najlepiej!”. Oczywiście, czuć było od niego piwo i co dzień chodził podpity. Tak wyglądało życie mojego Ojca do teraz. Nie wiem kiedy to się zaczęło, ale stał się jakiś… otępiały. Może stopniowo, może nagle stał się jeszcze inny niż dotychczas. Zobojętniał, stał się przygnębiony, dziwny. Już wcześniej momentami spostrzegaliśmy na nim to nieznane otępienie, dosłownie przebłyskami, wtedy, kiedy był „podpity”. Teraz jest to na nim ciągle. Jego zaniedbanie osiągnęło jakieś nowe nieznane stadium. Przestał wykonywać dawne czynności, zmieniło się jego zachowanie, wygląd. Napuchł, zsiniał, to są zupełnie inne zmiany, od tych „odalkoholowych”, które dotąd na nim widzieliśmy. Stał się niedołężny, bardzo apatyczny, obojętny, cierpiący. Od razu poznałem depresję. Jednocześnie Mama zaczęła mieć do niego awersję. Zaczęło się to od tego, jak wyczyścił jej całkowicie konto (przez ostatnie pół roku zrobił tak kilka razy, ale nigdy nie była to, aż tak duża suma). Wtedy to zaczęła być na niego bardzo zła, przestała się do niego odzywać, widząc to, jak często teraz kłamie (a może nie poznaje w nim już w ogóle swojego męża?). Dowiadujemy się, że pożycza kolejno od różnych osób z rodziny duże sumy pieniędzy, jednocześnie nie płacąc czynszu, rachunków (co do niego należy), nie robiąc już żadnych zakupów (przestał w ogóle funkcjonować). Na pytania, czy ma jakiś dług stanowczo zaprzecza, nieudolnie już próbuje kłamać, że spłacił czynsz, uregulował opłaty, a te wszystkie pieniądze rozchodzą się na zakupy… których i tak już nie robi (pomagają nam Dziadek i Babcia). Ma jakiś dług, to jest prawie pewne. Kłopot w tym, że nikt nie potrafi z nim rozmawiać. Kłamie, a nawet, tak dobiera ton mówienia, żebyśmy myśleli, że „wszystko jest w porządku”, nie dokończy czy ostatecznie zapłacił regulację długu, rachunek… Tę jego umiejętność „gadania” wykorzystuje do „obrony” w wielu sprawach. Jego odpowiedzi są od lat niezmienne, tak jak stare filmy, które w kółko ogląda. Co byśmy się nie spytali, słyszymy monotonną, tę samą formułkę, w stylu: ”Wszystko już załatwione, jutro zapłacę”, „pieniądze rozeszły się na różne rzeczy…”, ”ale czego wy ode mnie chcecie, przecież ja normalnie ten… ten…”, „nie teraz, źle się czuję, to pewnie to ciśnienie i te sprawy” ,no właśnie „te sprawy…”,” te rzeczy”, ”różne historie…”, używa tych samych formułek, nie mówiąc prawdy w ważnych sprawach. Mi jednak chodzi przede wszystkim o jego stan zdrowia. Nieraz robimy z nim poważne rozmowy, kiedyś (jeszcze przed depresją) darł się na nas i krzyczał, że to nie nasza sprawa. Teraz, może ze względu na zachowanie Mamy wobec niego „wykręca” się w powyżej opisany sposób. Wszystko uogólnia. Posługuje się nieadekwatnym, oszukanym tonem, jakbyśmy wychodzili z nim na jakiś kompromis, w którym nic się nie zmieni i wszystko będzie po dawnemu. A my chcemy mu pomóc. Znamy go dobrze, wiemy, że prawie wszystko z tego co mówi, że „wszystko jest w porządku”, że on musi „tylko odpocząć i to tylko sprawy żołądkowe…” to nie prawda. Nie znamy już sposobu, żeby do niego dotrzeć. Ja już sam niestety przestałem z nim rozmawiać. Razem z mamą izolujemy się od niego, mamy dosyć nieszczerych rozmów. Często, myślę, że potrzebna jest jakaś umiejętna rozmowa, z całkowitego dala od tego krzyku, jaki Mama na nim stosuje, bardzo pretensjonalnym tonem ostatnio. Nie silimy się o diagnozowanie jego problemu samemu, ani przez Internet. Nie wiem, czy mój ojciec ma depresję, czy coś na sumieniu, jakiś tajemniczy dług (może w coś się wpakował? Alimenty?, potrącił kogoś i musi płacić za coś? Nie wiem) , czy to wina mamy, która jest ostatnio bardzo ostra i niemiła dla niego (paradoksalnie-jeżeli ma depresję). Ale chodzi o to, że ogólnie nie dajemy sobie z tym rady. Ten człowiek jest w bardzo złym stanie psychicznym i to nie jest już udawanie, czy zwykła wymówka. Jego kłamstwa doprowadzają do tego, że nie można rozróżnić, czy on jest winny, czy cierpiący. Objawy, które u niego zauważam, to: bezsenność, apatia, otępienie (mina trupa), przygnębienie, ogólny fatalny stan zdrowia: bóle głowy, brzucha, bardzo częste biegunki - wręcz ciągłe, samotniczość, spowolnienie, utrata zainteresowań jakimikolwiek czynnościami, spędzanie już dosłownie całej doby leżąc, budzi się w nocy, otwiera balkon i chodzi w kółko po salonie, rozedrgany, narzeka na ucisk w mostku (skojarzyłem to sam z lękiem depresyjnym), całkowite zaniedbanie, wspominał coś (kiedy mama robiła mu pretensje o kolejne nie spłacenie zaległych rachunków) o poważnym kryzysie psychicznym, fizycznym i moralnym, przy tym wszystkim absolutnie nie zwraca uwagi na to co Mama do niego mówi, na choćby najmniejsze obowiązki, jakie mu wyznacza, czym pogarsza jeszcze bardziej ich stosunki małżeńskie. Jego sprawność intelektualna bardzo osłabła. List ten jest skupiony na wadach mojego Ojca, na jego problemach i negatywnych cechach. Poza nimi jest to człowiek bardzo inteligentny, empatyczny, rozumiejący. Ma rozwinięty światopogląd moralny, służy radą. Niestety dobre cechy jego rozumu zanikają, kiedy chodzi o niego samego. Proszę, więc o radę. Jak namówić Ojca na wizytę u psychiatry? Jak zapobiec oszustwom w trakcie ewentualnej terapii? Jak pomóc mu zrozumieć, że powinien zacząć zmieniać całkowicie swoje życie? Czy to rzeczywiście może być depresja maskowana? Jak skłonić go do wyjaśnienia prawdy o jego osobistym długu? Proszę o porady, wskazówki pisemnie; jak mamy się zachowywać od teraz? Jakim dla niego być? A wreszcie proszę o hipotezę diagnozy, jakieś ewentualne wyjaśnienie, prawdopodobne rokowania. Przede wszystkim chodzi mi o to, jak skłonić go do wizyty u specjalisty, jak otworzyć mu drogę do diagnozy i leczenia? Przepraszam, za długość tego listu. Wiem, że napisałem opowiadanie, a Pani zapewne nie ma czasu czytywać tak długich anonimowych próśb, ale myślę, że w ten sposób najlepiej ukażę jak sprawa wygląda. Mamy już dosyć czekania i patrzenia na staczanie się człowieka - mojego Ojca.  Z poważaniem, Krzysztof

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Brak koncentracji i złe samopoczucie - co mam zrobić?

Witam Mam ostatnio jakiś dziwny problem. Chyba ze sobą. Od jakiegoś czasu ok. 5-6 miesięcy nie czuję się dobrze! Zaczęło się to, a przynajmniej tak mi się wydaje od dziwnego spadku energii w pracy! Z dobrego nastawienia i dobrego samopoczucia,...

Witam Mam ostatnio jakiś dziwny problem. Chyba ze sobą. Od jakiegoś czasu ok. 5-6 miesięcy nie czuję się dobrze! Zaczęło się to, a przynajmniej tak mi się wydaje od dziwnego spadku energii w pracy! Z dobrego nastawienia i dobrego samopoczucia, które towarzyszyło mi tego dnia nagle zrobiło mi się jakoś dziwnie słabo! Zrobiłem się blady na twarzy i bałem się, że coś mi jest! Zwolniłem się do domu! Myślałem, że to przemęczenie albo jakiś szok przez to, że byłem w trakcie rzucania palenia jakieś 1.5 miesiąca. Potem myślałem, że może za dużo kawy piłem i w ogóle zacząłem się zastanawiać co jest grane! Przy tym ciągle towarzyszył mi jakiś niepokój. Miałem problemy ze snem. Brak apetytu. Brak zadowolenia i spokoju. Serce jakoś głośniej biło, kiedy próbowałem zasnąć. W głowie czułem jakiś ucisk. Co chwile dochodziły jakieś zmartwienia. Próbowałem znaleźć coś na necie odnośnie takich objawów i oczywiście miliony choróbsk może powodować takie objawy! Robiłem to codziennie i to też już mnie wkurzało, bo miałem świadomość, że nawet jak jestem zdrowy to przez takie zachowanie się będę sam nakręcać:///   Najdziwniejsze jest to, że wcześniej nie miałem takich problemów i że nawet jak cos mi dolegało to było zdrowo przeze mnie odbierane! Nie zwracałem uwagi na to co jem, co pije czy co robię, bo jakoś zawsze dobrze się czułem. A po tym zdarzeniu zacząłem bać się pić kawę. Myślałem, że może jakiś witamin mi brakuje. W tydzień moja szuflada wypełniła się tabletkami (witaminami)! Nie wiedziałem co robić! W głowie pojawiły się głupie myśli, które mimo że niby wiem, że są głupie to moja głowa potraktowała je poważnie. Przez co jakby sam ze sobą się kłóciłem w myślach. Teraz jest niby lepiej! W miarę normalnie się odżywiam. Nie mam już kołatań serca. Śpię nawet dobrze, tyle że ciągle jakoś nie jestem sobą! Nie jest tak jak było wcześniej! Nie odczuwam chęci do robienia czegoś! Wszystko co robię to jakoś na siłę:/ Mam wrażenie, że jestem jakiś ociężały! Ciągle narzekam na brak energii! Najgorsze po tym wszystkim jest to, że nie mogę się odnaleźć w towarzystwie i wyluzować! Nie mam pomysłów na przyszłość! Ciężko mi coś wymyślić, bo mam jakiś taki brak koncentracji, jakby pamięć mi uciekła! Byłem obecnie u 2 lekarzy takich zwykłych rodzinnych i oboje twierdzą, że to depresja, więc przepisali mi leki antydepresanty, a ja nie wiem co mam zrobić? Szczerze mówiąc jakoś boję się! Co powinienem zrobić? Mam 28 lat, jestem jeszcze młody. Nie chce zrobić jakiegoś błędu! Czy powinienem posłuchać doktora rodzinnego i zacząć brać te tabletki? Czy po nich energia, koncentracja i pamięć powróci do normy, jak było wcześniej? Dziękuję za dobre i szczere chęci pomocy i odpowiedzi! Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Szymańska
Lek. Magdalena Szymańska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Badanie EEg - wyniki

Czynność alfa 11,12 c/s o amp 50uv o zaostrzonych wierzchołkach, czynność beta, czynność szybka polekowa. Aktywacja nie zmienia zapisu. Zapis w normie zmieniony polekowo. Nadmieniam, że z leków zażywam obecnie Lucetam 1200 mg 2 x dziennie i 1,25 mg Bisocard
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Skąd się biorą te silne bóle głowy?

Witam! Od kilku tygodni mam nasilające się bóle głowy. Nie jest to zwykły ból, po prostu raz jest i bardzo boli, a za chwilę jest ok, potem znowu boli. Tabletki, takie jak Ibuprom Max, nie pomagają, gdy uciskam... Witam! Od kilku tygodni mam nasilające się bóle głowy. Nie jest to zwykły ból, po prostu raz jest i bardzo boli, a za chwilę jest ok, potem znowu boli. Tabletki, takie jak Ibuprom Max, nie pomagają, gdy uciskam skronie, to bardzo boli. A ból nie jest łatwo zlokalizować, tak jakby się przemieszczał, ale większość czasu to lewa strona głowy. Proszę o pomoc, mam 19 lat i nie wiem, co mam robić.
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy ta kobieta może mieć depresję genetyczną?

Mam na imię Robert, byłem związany z kobietą prawie 6 lat, mieliśmy dużo planów, bardzo się kochaliśmy. Pracowaliśmy oboje w Anglii, żeby trochę zaoszczędzić. Ona ma prawie 25 lat, jest bardzo zdolną osobą, uczyła w szkole angielskiej bez nałogów. Wiedziałem,...

Mam na imię Robert, byłem związany z kobietą prawie 6 lat, mieliśmy dużo planów, bardzo się kochaliśmy. Pracowaliśmy oboje w Anglii, żeby trochę zaoszczędzić. Ona ma prawie 25 lat, jest bardzo zdolną osobą, uczyła w szkole angielskiej bez nałogów. Wiedziałem, że miała dosyć trudne dzieciństwo, jej ojciec zabił po pijanemu 2 osoby w wypadku samochodowym i jego sprawa się przedłużała z powodu na małe dzieci. Ale 2 lata temu poszedł do więzienia. Wiem, że matka wpadła w depresję dwubiegunową w 1993. Dowiedziałem się, że matki ojciec popełnił samobójstwo. Ale ja myślałem, że jej nic nie dolega, zawsze była uśmiechnięta, dobrze nam było razem. Aż w lutym tego roku coś się z nią stało, nagle ogarnęła ją jakby apatia, jakby straciła kontakt, mówiła, że się boi, że sobie nie poradzi w życiu, że czuje się leniem, martwiła się o pracę i jak to dalej będzie, nie mogla spać. Więc zabrałem ją do Polski, do rodziny. Trafiła do szpitala psychiatrycznego. Dla mnie nie wyglądało to ciekawie. Może przesadzam. Zaczęli ją leczyć. Stwierdzono depresję jednobiegunową, ale nie wiem, czy genetyczna czy nabyta, jeżeli jest to możliwe. Już się dobrze czuje, rozmawia jak dawniej, ale się z nią rozstałem, ponieważ moi rodzice mnie do tego zmusili. Ale ona się cieszyła, kiedy ją odwiedzałem. Ja chciałem, żeby była szczęśliwa, a ją skrzywdziłem. Ona bierze tylko jeden lek przez parę miesięcy, mówi, że już chyba przestanie, bo już się dobrze czuje. Ja chciałem mieć z nią dzieci, ale się boję, że będą miały depresję. Czy ona będzie miała nawroty? Ja nadal nie mogę się z tym pogodzić. Jak żyć z taką osobą, czy ona potrafi być silną kobietą i może założyć rodzinę? Jak zapobiec nawrotą? Dziękuję

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Depresja czy coś więcej?

Kobieta, 23 lata. Od kilku lat przeżywam stany depresyjne , diagnozę postawił lekarz psychiatra. Po stosowaniu leków, skończyły się. Depresja powtarza się od tamtej pory co rok, jest coraz gorzej. Co roku lekarz rodzinny zapisuje mi leki przeciw depresji. Będąc... Kobieta, 23 lata. Od kilku lat przeżywam stany depresyjne , diagnozę postawił lekarz psychiatra. Po stosowaniu leków, skończyły się. Depresja powtarza się od tamtej pory co rok, jest coraz gorzej. Co roku lekarz rodzinny zapisuje mi leki przeciw depresji. Będąc dzieckiem odczuwałam biedę, samotność wśród rówieśników, przy tym dobrze się uczyłam. Mama spotykała się z alkoholikiem.  Odczuwam zmiany nastrojów, euforia po upadek, gdzie wszystko się psuje. Kilka razy próbowałam ukończyć liceum dla dorosłych, rzucam wszystko. Cierpię na zaburzenia pamięci, jąkam się. Przy płaczącym dziecku czuje, że mogłabym go zabić, a potem odczuć ulgę. Jestem nianią do dzieci. Potrafię panować nad sobą, dzieciaki mnie kochają, rodzice lubią. W pracy płaczę w środku, uśmiechając  się do dziecka. Chcę piąć się po drabinie kariery, tak jak moje rodzeństwo. Wiem jednak, że do innego zawodu się nie nadaję. Nie mam własnej opinii. Od czterech lat jestem z partnerem, raz go kocham, innym razem uważam że jest okropny. Przy wspólnych zajęciach często mnie irytuje. Wtedy mu dokuczam i robię na złość. Nieustannie kłamię, wszyscy są zdania że u mnie wszystko w jak najlepszym porządku. Boję się nawet wyjścia do tablicy z powodu wyśmiania i mojej nieśmiałości. Przeżywam także etapy odchudzania  i zdrowego odżywiania i etap jedzenia śmieciowego i słodyczy. Często wyrzucam jedzenie do kosza, kupuję nowe, zdrowe jedzenie i od nowa. Mam niską samoocenę, myślę że jestem brzydka, jednak wiem też że jestem ładna. Jako dziecko więziłam koleżankę i sprawiało mi to przyjemność. Szukam sposobu, by w jakiś sposób sobie pomóc. Psycholog, psychiatra? Dziękuję




odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Brat nie chce się leczyć, woli umrzeć - jak mu pomóc?

Mój brat, bardzo inteligentny człowiek, ma poważną depresję - tak myślę. Do tej pory był człowiekiem zadowolonym z życia. Osiągał zamierzone cele, miał stabilną pracę, wielu przyjaciół. Jego towarzystwo to raczej ludzie zamożni, znani. Przez rok czasu był na kontrakcie...

Mój brat, bardzo inteligentny człowiek, ma poważną depresję - tak myślę. Do tej pory był człowiekiem zadowolonym z życia. Osiągał zamierzone cele, miał stabilną pracę, wielu przyjaciół. Jego towarzystwo to raczej ludzie zamożni, znani. Przez rok czasu był na kontrakcie w Azji. Po powrocie, stwierdził, że rezygnuje z pracy - gdyż sam w inny sposób może zarobić wiele więcej. Okazało się, że jest poważnie chory - ma zakrzepicę. Ostatnio przeszedł zator płucny. Dochodzą też nowe dolegliwości ze strony serca. Nie udało mu się też zarobić, takich pieniędzy o jakich myślał. Ma bardzo duże zobowiązania finansowe, wobec różnych instytucji. Gra na giełdzie. Generalnie został bez pracy, pieniędzy i bez możliwości podjęcia pracy - gdyż obecny stan zdrowotny nie pozwala mu na to. Nie kontaktuje się z przyjaciółmi.  Mój brat codziennie powinien brać leki, rozrzedzające krew. Za kilka dni powinien pojechać na ważne badania, po czym stawić się w szpitalu na kontroli. Powiedział mi, że nie jedzie nigdzie, bo mu nie zależy. Stwierdził, że na niczym mu już nie zależy. Zdenerwowałam się i powiedziałam: to po co bierzesz proszki, przestań je brać i czekaj aż zejdziesz. Na co on odpowiedział: nie biorę, czekam. Po czym chciał, abym dała mu spokój.   Dodam, że mój brat jest bardzo mądrą i inteligentną osobą. Posiada bardzo szeroką wiedzę na każdy temat. W jego towarzystwie są ludzie mający wysoką pozycję w polityce, aktorstwie itp. Co mam robić, jak z nim rozmawiać? Nie mamy dobrych relacji z rodzicami, więc jestem chyba jedyną osobą, która może mu pomóc.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Dziewczynka 18 miesięcy mało mówi i nie bawi się z rówieśnikami - czy to może być autyzm?

Dziewczynka niedawno skończyła 18 miesięcy. Urodziła się z ciężkim niedotlenieniem (2 punkty Apgar), miała niskie napięcie mięśniowe, chodziła na rehabilitację (do rehabilitanta, który raczej stosował masaż Shantala niż Vojty). Ruchowo rozwijała się dobrze, pewnie chodzi od 13-14 miesiąca. Jest...

Dziewczynka niedawno skończyła 18 miesięcy. Urodziła się z ciężkim niedotlenieniem (2 punkty Apgar), miała niskie napięcie mięśniowe, chodziła na rehabilitację (do rehabilitanta, który raczej stosował masaż Shantala niż Vojty). Ruchowo rozwijała się dobrze, pewnie chodzi od 13-14 miesiąca. Jest pogodna, często uśmiecha się. Od 4 miesiąca bezproblemowo przesypia noce (choć nadal niezbędny jest do tego smoczek). Mówi kilka sylab: „mama”, „tata”, „nana”, „tam”, „dada”, „lala”, „nie" etc. Co ciekawe, teraz właściwie nie używa sylaby „ko”, a parę miesięcy temu to była jej ulubiona. Często używa tych sylab nie do nas (rodziców), tylko tak po prostu (np. „nana" najczęściej, kiedy coś chce dostać). Czasem na pytanie, czy coś chce, odpowiada „nie” i macha główką, ale mam wrażenie, że bez związku z tym, czy rzeczywiście tego nie chce. Jak coś chce, podchodzi do nas i ciągnie za palec do określonego miejsca, np. ciągnie nas na dywan po to, żeby się z nią pobawić (np. klockami) albo patrzeć jak ona się bawi. Kieruje moją rękę w kierunku czegoś, co leży na wysokiej półce, żeby jej dać. Bardzo słabo reaguje na swoje imię. Na spacerze, jak biegnie w swoją stronę, właściwie nigdy. W domu, kiedy nie jest czymś zajęta, czasem zareaguje, ale częściej nie.

Dwa tygodnie temu martwiłem się, że nie patrzy w oczy, teraz jest z tym lepiej. Potrafi patrzeć w oczy ok. 6-7 sekund. Kiedy coś pokazuję palcem, patrzy w tamtym kierunku. Na pytanie „gdzie jest...” bezbłędnie pokazuje to palcem. Ale już na pytanie „Kto to?” (ze wskazaniem na mamę), milczy, mimo że potrafi powiedzieć „mama”, ale chyba dla niej znaczy to bardziej: „chcę tamto!”. Z kolei „tata” nabrało u niej znaczenia: „ktoś (niekoniecznie tata) przyszedł do mieszkania”. Mam wrażenie, że jedynym jej słowem używanym świadomie i poprawnie jest „a-a” (czyli zniekształcone hau-hau); używa go, kiedy widzi lub słyszy psa i kiedy zapytam„jak robi piesek?”. Czasami (zauważam to 2-3 razy dziennie) przejdzie kilka kroków na palcach. Czasami (też 1-2 razy dziennie) zakręci się wokół własnej osi. Lubi też to robić podczas tańca. Uwielbia program „Jaka to melodia”, wtedy ciągnie nas, żeby z nią „tańczyć”: trzyma nas za ręce, podryguje, robi kroki przód i w tył i właśnie czasami się obróci wokół własnej osi. Jak nie dostanie tego, co chce albo się jej coś zabierze, głośno płacze i wymachuje rękami. Czasem też wymachuje rękami bez powodu, jak jest podekscytowana. Dużo biega wokół mieszkania, bardzo ją to cieszy. Często przy tym krzyczy. Kiedy jest na placu zabaw i chodzi wolno, prawie w ogóle nie szuka kontaktu ze mną. Najchętniej pognałaby w swoim kierunku lub siedziałaby w piaskownicy. Mam wtedy wrażenie, że gdybym gdzieś poszedł, nie zauważyłaby mojej nieobecności. Ostatnio w kościele też chciała przebijać się przez tłum, ale wtedy chwyciła mój palec i ciągnęła mnie tam, gdzie jej się podobało. Jeśli gdzieś chce iść, a trzymam ją na rękach, potrafi tak się wywijać i płakać, że w końcu trzeba spełnić jej „żądania”.

Raczej nie lubi się przytulać. W najlepszym wypadku traktuje to obojętnie, a po kilku sekundach się wywija i idzie w swoją stronę. Jak spotka ją coś przykrego i płacze, to też raczej nie szuka kontaktu z nami. Mam też wrażenie, że jak naruszę jej dystans indywidualny, tj. kiedy patrzę w jej oczy ze zbyt bliskiej odległości, to odpycha moją twarz. Zabawa: lubi przenosić przedmioty z miejsca na miejsce, generalnie prawie zawsze ma coś w rączkach. Czasem przynosi jakieś zabawki do nas, np. puzzle; wtedy chce, żeby je z nią poukładać. Potrafi się bawić symbolicznie: przynosi do mnie lalkę i swoją czapkę i gestem każe mi ją ubrać, potem przynosi też polarek, buty i też każe mi ją ubrać. Albo na niby nalewa herbatę z czajniczka do filiżanki i na niby ją pije. Naśladuje czynności domowe, jak sprzątanie, odkurzanie. Naśladuje też nasze gesty, np. podnoszenie rąk do góry albo wycieranie nosa chusteczką. Rozumie polecenia i wykonuje je. Poproszona przynosi określone przedmioty, zanosi je we wskazane miejsce.

Bardzo lubi wylewać płyny i rozmazywać je rączką. Oczywiście nie reaguje na „nie wolno”. Generalnie potrafi się skupić na jednej czynności dość długo, miała tak od zawsze. Lubi przeglądać książeczki. Czasem robi to sama (potrafi wejść z książką na kanapę, wygodnie sobie z nią usiąść i przeglądać), ale najczęściej ciągnie za palec dorosłego, żeby usiadł po turecku - wtedy siada na kolanach z książką i ją przewraca. Poproszona pokazuje części ciała u siebie i innych osób, także na obrazkach. Lubi się bawić w „a kuku”, tzn. zanosi się śmiechem, jak znikam i się nagle pojawiam, np. zza drzwi. Uważa, że świetną zabawą jest gryzienie rodziców (w ręce, w nos) i miesięcznego braciszka (w główkę). Nie robi tego mocno, powiedziałbym, że to swego rodzaju objaw jej czułości - coś pomiędzy gryzieniem a lizaniem. Kiedy nie pozwalamy jej na to i ją odpychamy (zwłaszcza od braciszka), traktuje to jako część zabawy, bardzo się śmieje i naciera z otwartą buzią ponownie. Kiedyś bardzo się wystraszyła wiercenia w ścianie, ale raczej nie jest nadwrażliwa na dźwięki. Teraz za oknem codziennie działa młot pneumatyczny i nie zatyka uszu rączkami.

Raczej ma mało kontaktu z rówieśnikami, ale jakieś 2-3 miesiące temu podbiegała do nich z krzykiem i wymachiwaniem rękami, a teraz raczej podchodzi z rezerwą. Podchodzi do nich głównie po to, żeby zabrać im jakąś zabawkę. Pokazuje „papa”, daje „cześć”, przybija „piątkę”. Już trzy razy miała badanie słuchu i wszystko było w porządku. Proszę o opinię. Najbardziej niepokoi mnie (oprócz braku choćby szczątkowej mowy) brak reakcji na jakiekolwiek wołania na spacerach. Gdybym nie biegł za nią, to nie wiem, czy kiedykolwiek by się obróciła, żeby sprawdzić, gdzie jestem. Czy fakt, że wszystko co chce potrafi zakomunikować, ciągnąc dorosłych za palec (i płacząc) może być przyczyną braku motywacji do posługiwania się słowami? Czy nie jest niepokojące, że nie szuka głębokiego kontaktu z rodzicami? Czy powyższy opis mieści się w normie dla 18-miesięcznego dziecka? Jeśli potrzebny jest jakiś specjalista, od kogo powinniśmy zacząć? Z góry dziękuję za wszelkie pomocne uwagi.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Dotyczy: Neurologia Autyzm

Lęk przed wyjściem z domu po ataku paniki

Witam, kilka dni temu przeszłam silny atak paniki, to było pierwszy raz w moim życiu. Nagle poczułam przypływ gorąca, potem było coraz gorzej. Po kilku minutach zrobiło mi się słabo, kończyny mi zdrętwiały, poczułam silne kołatanie serca, nie...

Witam, kilka dni temu przeszłam silny atak paniki, to było pierwszy raz w moim życiu. Nagle poczułam przypływ gorąca, potem było coraz gorzej. Po kilku minutach zrobiło mi się słabo, kończyny mi zdrętwiały, poczułam silne kołatanie serca, nie potrafiłam zrobić wdechu, do tego doszedł silny ból w brzuchu. Kilka minut później zmierzyłam sobie ciśnienie i puls i w miarę nasilania się objawów ciśnienie również rosło i osiągało około 150/100, puls około 110. Te objawy utrzymywały się przez 2 godziny. Niestety, od tego czasu boję się wyjść z domu, dostaję duszności, źle się czuję- słabo mi- i czuję się jak przy ostrym zatruciu, żołądek nie daje mi spokoju. W związku z zaistniałą sytuacją, nie byłam na uczelni i unikam długich spacerów, jak i podróży autem. Chciałam się zapytać jak sobie radzić w takich sytuacjach, w środę wracam na uczelnie, a muszę do niej dotrzeć autobusem. Obecnie przyjmuję leki. Proszę o pomoc. Z poważaniem M.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to depresja po rozstaniu i chorobach?

Witam Od nowego roku borykam się ciągle z problemami i mam podejrzenia, że jest coraz gorzej ze mną. I fizycznie i psychicznie. Na początku roku miałem problemy zdrowotne (bolesny problem z kręgosłupem, potem zaraz miałem półpaśca i brałem antybiotyk). Od...

Witam Od nowego roku borykam się ciągle z problemami i mam podejrzenia, że jest coraz gorzej ze mną. I fizycznie i psychicznie. Na początku roku miałem problemy zdrowotne (bolesny problem z kręgosłupem, potem zaraz miałem półpaśca i brałem antybiotyk). Od dłuższego czasu przestawałem się dogadywać z dziewczyną i skutkiem tego rozstaliśmy się pod koniec stycznia - bardzo ją kochałem, ale nie chciałem, aby związek zaczął być "toksyczny". Związek trwał 2 lata. Myślałem że to właśnie Ona, ta jedyna. W dwa tygodnie po rozstaniu przeziębiłem się.. jak tylko wyszedłem z przeziębienia to zachorowałem na mononukleozę. Siedziałem 3 tyg. w domu i psychicznie zacząłem czuć się coraz gorzej - myśli o mojej byłej, wspomnienia itp. nie dawały mi spokoju... W końcu jakoś wyzdrowiałem i nabrałem sił żeby wyjść z domu... no i po chwili okazało się że z powodu osłabienia organizmu mononukleozą wdał się stan zapalny gardła i zatok. No i kolejne 2 tyg. w domu... Wtedy się właśnie chyba załamałem. Nawet raz wybuchłem płaczem, co wcześniej nigdy mi się nie zdarzało. Teraz czuje się fatalnie.. nie mam chęci do życia, zrywam się rano, mało jem, często mnie suszy, nic mnie nie bawi, czuję się cały czas zmęczony i zniechęcony do wszystkiego. Najgorzej czuję się rano, kiedy to zrywam się, skręca mnie w żołądku, telepie mną tak w środku, takie dziwne uczucie w rękach (jakby odrętwienie), niepokój. W pracy sobie nie radzę, nie mam ochoty pracować, ale w domu też nie umiem wysiedzieć, bo myślę tylko o najgorszym. Im bliżej wieczora tym tak jakby lepiej ze mną i moją psychiką. Ale cały czas czuje niepokój, zmartwienie. Nie mam kompletnie sił na nic. Jest mi cholernie smutno i czasami mam ochotę płakać. Tak po prostu, bez powodu. I często myślę o niej. Choć walczę z tym, aby nie myśleć i nie żyć już przeszłością. Choroby mnie wykończyły fizycznie i rozpad związku psychicznie. Wszystko się nałożyło w tak krótkim czasie. :( Boje się że popadam w jakiś stan depresyjny. Nie wiem co mam robić. Pomocy, Tomek  

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Depresja czy inne zaburzenia psychiczne?

Obecnie mam 23 lata, jestem kobietą. Od około 16 roku życia mam ciężkie stany depresyjne (pierwsza depresja i rozpoznanie odbyły się u lekarza psychiatry). Przepisane zostały leki, wyszłam z tego. Ale od tamtego momentu depresja powtarza się co roku....

Obecnie mam 23 lata, jestem kobietą. Od około 16 roku życia mam ciężkie stany depresyjne (pierwsza depresja i rozpoznanie odbyły się u lekarza psychiatry). Przepisane zostały leki, wyszłam z tego. Ale od tamtego momentu depresja powtarza się co roku. Trwa to już ponad pięć lat, jednak z roku na rok widzę zaostrzenie się objawów. Nie korzystam z terapii, obecnie każdego roku lekarz rodzinny przepisuje mi leki na depresję. Dodam, że miałam trudne dzieciństwo - bieda, odrzucenie w szkole, jednak byłam najlepszą uczennicą w klasie. Potem narzeczony mamy - alkoholik. Niepokoją mnie skoki nastrojów od euforii, chęci do życia. Raz działam i realizuję swoje plany (trwa to parę miesięcy), a następnie spadek formy, która przyczynia się do porzucenia pracy z dnia na dzień, nie ukończenia ostatniej klasy liceum (którą próbuję zdać już chyba piąty raz w LO zaocznym). Ogólnie mam problemy z zapamiętywaniem, pisząc zaczęłam gubić literki, trochę się "jakby" jąkam - ciężko to określić. Jak widzę miauczące, płaczące dziecko, mam ochotę je rozwalić i czuję, że to przyniosłoby mi ogromną ulgę. Z tego względu, że pracuję jako opiekunka do dziecka - krzywdy dziecku nie robię, umiem panować nad sobą, dzieci mnie kochają, rodzice uwielbiają, ale będąc w pracy duszę swoje prawdziwe "ja". Mogę płakać w "środku", ale uśmiecham się do dziecka, a ono w tym momencie odwzajemnia swój uśmiech. Nie lubię tej pracy, bo chcę osiągnąć więcej, tym bardziej jak widzę rodzeństwo, które pnie się do góry. Pracuję tak bo muszę, innej pracy nie dostanę, bo nie mam nawet średniego wykształcenia. Niepokojący jest brak własnego zdania, jednego dnia myślę w dany sposób, drugiego już zupełnie inaczej. Np. jestem w związku prawie 4 lata, jednego dnia go kocham i widzę w nim osobę, z która chcę spędzić resztę życia, drugiego już jest dla mnie wręcz obleśny. Spędzamy razem czas, wszystko jest ok i nagle zaczyna mnie irytować albo czuję potrzebę dokuczenia mu, zrobienia przykrości albo zachowywania się jak "nienormalna", aby pokazać, że coś jest ze mną nie tak. Jakbym chciała zbadać jego reakcje albo podświadomie krzyczę w ten sposób ratunku, choć przynosi mi to dużą satysfakcję. Ciągle kłamię, zatajam niepowodzenia - w domu myślą, że u mnie wszystko jest super, chcę być najlepsza ze wszystkich, choć tak naprawdę stoję w miejscu od paru lat. Boję się być wyśmiana (w liceum zaocznym poprosiłam panią z matematyki, aby nie brała mnie do tablicy, bo bałam się, że zostanę wyśmiana, jak coś mi nie wyjdzie), branie do tablicy powodowało ucieczki z lekcji, chowanie się w szatni, a zależało mi na obecnościach, aby w końcu zdać. I tak się nie udało. Dodam także: schudłam - mam takie etapy, że mówię sobie, a muszę normalnie jeść, więc jem zdrowo - zrywam ze słodyczami, za parę dni - mam to gdzieś, nie obchodzi mnie to jak będę wyglądała. Kupuję słodycze, coś mniej zdrowego, przychodzę do domu i nagle wszystko ląduje w koszu na śmieci po zjedzeniu części tych produktów i znów zdrowy tryb życia... i tak w kółko. Nie podobam się sobie, najlepiej czuję się w domu, nie lubię jak ludzie się na mnie patrzą, bo wtedy myślę, że jestem brzydka i "czego oni ode mnie chcą", mam wrażenie że "dziwnie" wyglądam, ale to są tylko chwile, bo wiem, że jestem dosyć ładną dziewczyną. Niektóre fakty z dzieciństwa: ostatnio przypomniało mi się, jak więziłam dużo młodszą koleżankę i sprawiało mi to satysfakcję, wręcz podniecało. Kiedy starsza siostra koleżanki po paru dniach w drodze do szkoły, rozpoczęła rozmowę ze mną na ten temat, okłamałam ją bez mrugnięcia okiem, bez żadnego wzruszenia tylko z satysfakcją, że to tylko była zabawa... dla mnie to było coś więcej :) Być może wyciągam niepotrzebne zdarzenia, ale szukam sposobu, aby sobie pomóc i pomóc lekarzowi, który będzie mnie leczył. Wiem, że liczy się współpraca, czy wspominać o tym? Obecnie zdaję sobie sprawę, że bez psychiatry się nie obejdzie, nie mam obiekcji do takiego sposobu leczenia. Jednak proszę specjalistów o opinię. Proszę mnie nie wysyłać do psychiatry, bo się tam wybieram, ale wstępnie napisać parę słów odnośnie moich objawów i zachowań, będę bardzo wdzięczna.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Brak koncentracji i nadpobudliwość - czy to są objawy nerwicy?

Witam serdecznie! Mam problem z żoną, otóż często potrafi się denerwować, np. na poczcie pani była niemiła w okienku lub też w sklepie pani ekspedientka miała niemiły głos, to żona od razu się denerwuje, wraca do domu cała nabuzowana i...

Witam serdecznie! Mam problem z żoną, otóż często potrafi się denerwować, np. na poczcie pani była niemiła w okienku lub też w sklepie pani ekspedientka miała niemiły głos, to żona od razu się denerwuje, wraca do domu cała nabuzowana i przekłada to na mnie, wyzwiska, fochy. Często podczas kłótni potrafi upaść na ziemię i wpaść w histerię lub rzucać się na mnie z pazurami na twarz. Zauważyłem też, że podczas rozmowy, gdy żonie coś tłumaczę, ona słucha mnie uważnie, przytakuje i mówi, że mam rację, a za chwilę wraca do tej kwestii i mówi odwrotnie. Gdy ja jej znowu powiem, np.: „ale tego już dawno nie ma”, to mówi: „aha”, „ok”, „to dziwne”, choć wie, że czegoś tam od dawna nie ma. Czy takie braki koncentracji też mogą o tym świadczyć? Często potrafi zdenerwować ją byle co, nie może przez to jeść. Po dłuższym napięciu nerwowym bardzo boli ją serce, dostaje kołatania, czasem było tak, że musieliśmy jechać do szpitala na EKG, niestety wynik nie był najlepszy. W ogóle wydaje mi się, że żona ukrywa przede mną wrodzoną wadę serca, mianowicie ma problem z lewą komorą (arytmia, kołatanie). Czy przez taką wadę mogła powstać nerwica? Przepraszam za mało fachowy język, ale nie znam się na tym zbyt dobrze. Dziękuję za poradę

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Na czym polegają moje problemy ze zdrowiem?

Jakiś czas temu trafiłam do szpital z powodu siniejącej lewej ręki. EKG i badanie krwi nie wykazało nic poważnego. Były podejrzenia o zespół Raynauda. Miałam zrobioną kapilaroskopię dłoni. Okazało się, że faktycznie mam wcześniej wspomniany zespół. Ogólnie jestem osobą nerwową...

Jakiś czas temu trafiłam do szpital z powodu siniejącej lewej ręki. EKG i badanie krwi nie wykazało nic poważnego. Były podejrzenia o zespół Raynauda. Miałam zrobioną kapilaroskopię dłoni. Okazało się, że faktycznie mam wcześniej wspomniany zespół. Ogólnie jestem osobą nerwową i czasami przesadnie boję się o swoje zdrowie. Od kilku dni miałam bóle głowy. Raz z jednej strony bolało, raz z drugiej. Ból był tępy i czasami zdarzało się kłucie. Po konsultacji z lekarzem okazało się, że mam niskie ciśnienie 70/90. W internecie naczytałam się o objawach guza mózgu itp. Od dwóch dni źle się czuję. Jak jestem w trakcie czytania, to często robi mi się ciemno przed oczami. Mam dziwne uczucie, tak jakbym była na karuzeli, ale do tego dochodzi takie dziwne otępienie, jakbym czasami nie wiedziała, co się dzieje (trwa to kilka sekund). Nie wiem, czy sobie wmawiam te objawy, ale bardzo się boję i właściwie tylko o tym myślę całymi dniami, to może pogarszać mój stan. Dodam również, że boli mnie w jednym punkcie w okolicach karku. Ból jest kujący i czuję go, jak ruszam szyją. Z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz

Ból w klatce piersiowej - czy to zawał?

Kilka lat temu odczuwałam ból w klatce piersiowej. Ból głównie w mostku, nie promieniuje, nic mi nie drętwieje. Jest to uciążliwy jednostajny ból. Lekarz zrobił EKG, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Stwierdził, że jest to na tle nerwowym....

Kilka lat temu odczuwałam ból w klatce piersiowej. Ból głównie w mostku, nie promieniuje, nic mi nie drętwieje. Jest to uciążliwy jednostajny ból. Lekarz zrobił EKG, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Stwierdził, że jest to na tle nerwowym. Dostałam leki uspokajające i przez kilka lat był spokój. Jednak kilka dni temu ten sam ból powrócił. Dodatkowo w nocy budzi mnie pulsujący ból w klatce, który trwa kilka sekund i odpuszcza i tak przez całą noc. Jest na tyle silny, że potrafię się obudzić z tego bólu. I przez to nie przesypiam nocy, bo po prostu ból nie pozwala zasnąć. Bardzo uciążliwy i bardzo niepokojący dla mnie. Mam 35 lat, prowadzę zdrowy tryb życia, nie palę papierosów ani nie piję alkoholu. Co może być przyczyną tego nocnego bólu? Boję się, że to zawał.

Czy coś poważnego dzieje się z moim synem, czy ja tylko przesadzam?

Syn ma 12 lat, od początku było z nim coś nie tak, zawsze był trochę inny niż jego rówieśnicy, nie rozwijał się harmonijnie i z opóźnieniem do rówieśników. Ale dla mnie był po prostu wyjątkowy, taki jedyny w swoim rodzaju....

Syn ma 12 lat, od początku było z nim coś nie tak, zawsze był trochę inny niż jego rówieśnicy, nie rozwijał się harmonijnie i z opóźnieniem do rówieśników. Ale dla mnie był po prostu wyjątkowy, taki jedyny w swoim rodzaju. Problemy zaczęły się w przedszkolu, ciągle słyszałam, że jest niegrzeczny i niewychowany, a On był po prostu kochany, nie miałam większych problemów, zawsze umiałam sobie z nim poradzić, znajdowałam różne ciekawe porady i książki, i z nich czerpałam wiedzę, jak powinnam pomóc mojemu dziecku zrozumieć świat. Nigdy nie bałam się psychologów i poradni, od małego jeździłam z nim na terapie i było coraz lepiej. Jest dzieckiem na diecie bezglutenowej i to Go chyba uratowało przed cofnięciem się w rozwoju. Najbardziej nie radzi sobie z takimi prostymi rzeczami dnia codziennego, to znaczy ze zrozumieniem ich. I trudno jest niekiedy wytłumaczyć Mu te zasady, normy społeczne, po prostu nie potrafi ich czasem zrozumieć, ale nie wszystkie.

Bardzo nie lubi zmian, okropnie boi się zastrzyków i ma takie swoje pedantyczne nawyki. Proszę mi podpowiedzieć, gdzie powinnam się zgłosić w celu postawienia prawidłowej diagnozy. Najbardziej uciążliwe jest jego wyłączanie się na lekcjach i w domu, tak jakby na chwilę stracił kontakt z rzeczywistością lub gdy na lekcji pani tłumaczy temat, a On robi origami z papieru, ale słucha tego, co się mówi. Czy coś poważnego dzieje się z moim synem, czy ja tylko przesadzam? Ponadto u mojego syna podejrzewa się ZA lub FAS, był na obserwacji w ośrodku terapii i leczenia nerwic. Nie postawiono żadnej diagnozy, raczej wykluczając ZA. Ale w zaleceniach jest dalsza terapia psychologiczna i kontynuacja leczenia u psychiatry. Po co?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Magdalena Kowalska
Lek. Magdalena Kowalska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy jestem psychicznie chora - czy to depresja?

Witam! Mam 36 lat, jestem mężatką od 14 lat, mamy 10 letniego syna.13 lat temu poroniłam - słaba ciąża. Jak miałam 11 lat, a siostra 10, nasza matka wyleciała do USA i zniknęła, wychowywał nas ojciec, który był alkoholikiem...

Witam! Mam 36 lat, jestem mężatką od 14 lat, mamy 10 letniego syna.13 lat temu poroniłam - słaba ciąża. Jak miałam 11 lat, a siostra 10, nasza matka wyleciała do USA i zniknęła, wychowywał nas ojciec, który był alkoholikiem. Bywało różnie, bił nas, awanturował się, ale zawsze był przy mnie. Zmarł 2 miesiące temu na niewydolność narządów wewnętrznych. Od tej pory nie umiem się odnaleźć, zawsze był obok. Jaki był to był, ale to był jedyny nasz rodzic. Mieszkam między obcymi - u teściów i obok jego rodzina, nie mam nikogo oprócz siostry, która mieszka bardzo daleko i rodziny, z którą mam kontakt telef. Pracuję jako przedstawiciel handlowy, jestem otwarta, towarzyska i wesoła, ale jak wracam do domu to się zmienia. Od poniedziałku do piątku jestem sama z dzieckiem, bo mąż pracuje na „wyjeździe” i wraca w piątki wieczorem tylko na weekendy, więc wychowanie dziecka i całe prace domowe należą do mnie. Moja teściowa jest osobą zimną a teść od 13 lat nie wychodzi nawet na pole, bo ma głęboką nieleczoną depresję i siedzi u siebie w pokoju, nie myję się, nie chodzi po domu. Drażni mnie to, że ma pięcioro dorosłych dzieci, którzy mają swoje rodziny a jak przychodzą święta czy jakieś uroczystości rodzinne, nikt go nie zaprasza, nawet w wigilię siedzi sam u siebie w pokoju, a oni nie myślą, żeby pójść z życzeniami do niego. Jest to dla mnie niepojęte. Mój problem polega na wspólnym życiu małżeńskim moim i mojego męża - on ma 36 lat i jest typem faceta, który zarabia na dom i tyle. Nie uznaje pochwał, komplementów, wspólnych rozmów, bo jak wraca to jest zmęczony całym tygodniem, więc odpala telewizor, internet i tyle. Od śmierci mojego ojca uważa, że jestem psychicznie chora, że to jest to samo jak poroniłam, że nie dało się ze mną żyć, robię mu sceny zazdrości o inne kobiety, mam pretensje, że się nami nie interesuje. Przecież ja nie wymagam od niego cudów, chciałabym, żeby pokazał nam choć trochę uczucia, że mu na nas zależy i że jesteśmy coś warci. Może faktycznie to ja mam problemy ze sobą a może tylko czuję się samotna i niedoceniona? Boję się, że skończę przy nim jak mój teściu i będę siedziała zamknięta w pokoju bez chęci do życia? Proszę o poradę dla mnie i mojego męża co zrobić, bo jego obojętność mnie wykończy. On nie rozumie, że ja jestem między jego rodziną samiusieńka, cały czas tylko z tym 10 letnim synem i jest mi ciężko. Może ta moja zazdrość spowodowana jest tym, że matka nas zostawiła i boję się, że on też tak kiedyś zrobi? Pytam w pracy znajomych, czy od śmierci ojca, od tych dwóch tygodni się zmieniłam, bo z nimi przebywam po 5godz. dziennie i twierdzą, że taka jestem jak zawsze – życzliwa, wesoła i uczynna. Czy możliwe, że mam dwa oblicza? Proszę o pomoc. Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty