Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 2 9

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Co powoduje napadowe duszności?

Witam! Mam na imię Mateusz, mam 18 lat i potrzebuję czyjejś rady. Półtora roku temu gdy siedziałem z dziewczyną, oglądałem mecz, siedzimy sobie spokojnie nagle bardzo źle się poczułem, zrobiłem się blady jak kartka papieru, cały się nagle zlałem potem,...

Witam! Mam na imię Mateusz, mam 18 lat i potrzebuję czyjejś rady. Półtora roku temu gdy siedziałem z dziewczyną, oglądałem mecz, siedzimy sobie spokojnie nagle bardzo źle się poczułem, zrobiłem się blady jak kartka papieru, cały się nagle zlałem potem, do tego mrowienie w rękach i nogach, bardzo szybki puls około 130 na minutę albo więcej, ciężki oddech, duszność i bardzo źle samopoczucie miałem wtedy 17 lat. OK pomyślałem sobie, jeśli to się powtórzy pójdę do lekarza, ale odpukać jak ręką odjął rok nic kompletnie, nagle znów powtórzyło mi się to samo, później znów to samo i znów i teraz coraz częściej lecz nie aż w tak mocno, jak ten pierwszy raz. Wystraszyłem się, że dostanę jakiegoś zawału było u mnie wiele razy pogotowie i tez nic nie wykryli, a teraz żyję w lęku, że niedługo umrę na zawał albo coś takiego zapadłem w taki stan, że nie wiem co się dzieje ze mną, tym bardziej, że sobie kilka razy zażyłem dopalaczy, ale tylko kilka razy, poszedłem do kardiologa miałem podejrzenie napadowej tachykardii serca wytworzona złą pracą nerek lub hormonów itp. Dostałem skierowanie tu i tam i zaczęło się od badań kardiologicznych, zrobiłem echo serca, dziesiątki razy ekg, holtera na 24 h na dobę, pani kardiolog, która jest dobra doktorką to akurat wiem, stwierdziła że serce mam bardzo zdrowe, żadnej wady, nic kompletnie lekkie zaburzenia wyszły na holterze ale są one tak małe każdy człowiek może takie mieć i kazała wykluczyć przyczynę od serca, więc zrobiłem usg tętnic nadnerczy i badania nerek - one też są zdrowe. Wszystko w porządku, tak więc endokrynolog został (na jeden wynik jeszcze czekam, na którym też pewnie nic nie będzie), a poza tym on stwierdził, że z tarczycą i hormonami układem krwionośnym itp. także wszystko jest ok, a ja ciągle miewam napady, troszkę słabsze takie jak opisałem wyżej. Także po wielokrotnych badaniach itp. okazało się, że jestem zdrowy i mam pytanie, skoro jestem zdrowy nie byłem tylko u psychiatry, z czym są związane te objawy? Czy może to być silna nerwica, która objawia się nawet, gdy się nie zdenerwuję czy takie napady to może być poważna nerwica, czy to też mam wykluczyć i nie iść do psychiatry? Jestem młodym człowiekiem, naprawdę się boję, co mam teraz robić, niech ktoś mi pomoże albo chociaż doradzi, bo niedługo sfiksuję. Ciągle myślę, że umrę, jak mam ten napad od razu myślę, że to zawal, mimo że serce jest ok. Miewam też skoki ciśnienia np. 180 na 110 lecz przyjmuję L***, który za bardzo nie pomaga. Jest on na zaburzenia rytmu i ciśnienie i już sam nie wiem co mi jest. Boję się, że mnie to znów dopadnie i umrę co mam robić. Bardzo będę wdzięczny za pomoc lub dobrą radę. Dziękuję z góry.

Czy może dolegać mi coś poważnego?

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24...

Mam 22 lata. Od pewnego czasu mam zawroty głowy, drżenie i drętwienie rąk oraz nóg, uczucie gorąca i zimna na przemian, lekkie duszności oraz dziwne pulsowanie na ciele w nieokreślonym miejscu (przez kilka dni towarzyszy mi dosłownie przez 24 godziny na dobę, potem uspokaja się na kilka dni i znów powraca trwając 24 godziny na dobę). Jestem pewna, że mam fobię społeczną, to raz. Za każdym razem jak wychodzę na dwór, mam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy i wytyka palcami (mam nadwagę oraz ubieram się bardziej po „chłopięcemu”). Od kilku lat wychodzę na zewnątrz tylko wtedy, kiedy muszę, ogólnie cały czas siedzę przed komputerem. Za nic w świecie nie można było zaciągnąć mnie do pracy. Przeraża mnie fakt, że będę wśród grupy ludzi. Natomiast z drugiej strony, kiedy już zapoznam się z kimś, nie boję się rozmawiać i być sobą. Raczej przeraża mnie fakt, że będę wśród obcych osób. Do tej pory zawszę ciągam ze sobą mamę. Kiedy wychodzę na dwór, zawsze spuszczam głowę i prawie, że biegnę by tylko szybciej dojść do danego celu. Kiedyś w szkole byłam „kozłem ofiarnym”, po tym zaczęłam się „bać” ludzi. Nie boję się, że mnie skrzywdzą fizycznie, a raczej psychicznie. Myślałam, że moje szkolne doświadczenie umocniło moją psychikę, ale jak widać, bardzo się pomyliłam. Plus, miałam wrażenie, że zawsze miałam „olewczy” stosunek do tego, co ludzie o mnie powiedzą, a jednak podświadomość robiła swoje. Od zawsze byłam typem zdrowej osoby. Jeśli chorowałam, to było to zazwyczaj zwykłe przeziębienie, które leczyłam domowymi sposobami. Kiedy zaczęłam mieć lekkie duszności i mocniejsze bicie serca, od razu udałam się do lekarzy (nigdy czegoś takiego nie miałam, więc od razu panika była na pierwszym miejscu). Miałam robione EKG, Echo serca, Holter EKG - mała niedomykalność mitralna (1/4), serce prawidłowej wielkości + 200 epizodów tachykardii (co dziwne, ponieważ moje tętno zawsze było w granicach 88, kiedy mierzyłam, a to było kilkadziesiąt razy dziennie) oraz wstawki częstoskurczu nadkomorowego (do 193). Najniższe zarejestrowane tętno: 40 (fizjologiczna bradykardia); oraz niemiarowość zatokowa. Nieliczne (20) epizody arytmii nadkomorowej (pojedyncze, podwójne, potrójne) oraz arytmii komorowej (14), natomiast obie wykazywały mniej niż 0.1 wszystkich pobudzeń. Nie stwierdzono arytmii absolutnych oraz pauz dłuższych niż 1.5 sekundy. Dostałam beta-blokera oraz tabletki zawierające potas i magnez. Poza tymi badaniami w panice robiłam wszystko za koleją. Czułam się tragicznie, a wyniki wychodziły dobrze. LDH (w granicach górnej normy), ACTH (w granicach górnej normy), Morfologia 25 z rozmazem, CRP, Jonogram, Biochemia, Immunochemia, Hormony (trochę szwankowały, ale były w granicach górnych norm), USG Doppler. Kolor tętnic szyjnych i kręgowych USG jamy brzusznej (jako, że często mam biegunkę bez bólu brzucha oraz bardzo często oddaję mocz), RTG klatki piersiowej (nawet nie mam „sylwetki mitralnej”), RTG zatok (laryngolog zlecił zrobienie prześwietlenia), Posiew moczu, Wymaz z jamy ustnej i nosa oraz więcej, o których już zapomniałam - wszystko w normie poza PRL (ponad 500 - norma od 60 do 560 - niby w normie, ale bardzo blisko), Kortyzol (17 - norma do 9), OB (27 - norma od 3 do 15), cholesterol (umiarkowane ryzyko miażdżycy) oraz USG tarczycy, ślinianek i węzłów chłonnych wykazał 4 mm guzek na tarczycy. Endokrynolog stwierdził, by nic z tym nie robić... Neurolog oraz laryngolog kazali mi na stojąco zamknąć oczy oraz wyciągnąć ręce przed siebie - troszkę się chwiałam przy zamkniętych oczach, a kiedy kazali maszerować w miejscu przy zamkniętych oczach, skręciłam o 90 stopni, ale stwierdzili, że to „normalne” (mama też przy tym badaniu skręciła o 90 stopni, też ma wyniki badań w normie). Jedyne co neurolog mi przepisała to leki na lęk, natomiast źle na te proszki reagowałam. Miały uspokajać, a moje tętno po tych proszkach dochodziło do 144, okropne kołatanie serca oraz miałam nogi jak z waty. Moja mama również podobnie reaguje na ten sam lek (ma małą niedomykalność mitralną (1/4), tachykardię, częstoskurcze nadkomorowe oraz stwierdzoną arytmię - nie wiem czy komorową, czy nadkomorową - podobnie jak u mnie - oprócz arytmii). Pomimo dobrych wyników badań czuję lęk, że mam coś, czego lekarze nie wykryli, coś co nie wpływa na żadne badania i że umrę. W nocy jest prawdziwa tragedia. Pomimo, że serce bije dość wolno oraz mam tętno 64, czuję uczucie gorąca i zimna na przemian, i boję się usnąć. Czuję ten lęk, ale jak widać, nie zawsze mam przyspieszone bicie serca i szybkie tętno, kiedy czuję ten lęk. Czasami również kiedy już usypiam leżąc jak kłoda, mięśnie napinam do granic możliwości, wtedy łzawią mi oczy (nie nazwałabym tego płaczem, ale jestem tak przerażona, że oczy robią się mokre). Do tego „widzę” różne rzeczy. Najczęściej to jest jedna czarna plamka na ścianie, która zniknie, jak kilka razy pomrugam. Czasami „widzę” coś białego (jakby szatę) za drzwiami (drzwi do pokoju mają szybę na środku), ale to trwa dosłownie sekundę. Wiem, że tam nic nie ma, tak samo jak wiem, że nie ma żadnej plamki na ścianie. Nie mogę się przemóc, by iść do psychiatry (a wiem, że to raczej wskazane w moim przypadku). Jestem raczej skryta, do tej pory rodzice nie wiedzą, że w szkole byłam „kozłem ofiarnym”. Nikomu w rodzinie, ani poza nią, nie mówiłam oraz o tym, że kiedy miałam 11 lat, sąsiad obmacał moje piersi (w internecie jest dużo łatwiej cokolwiek powiedzieć, nikt nie wie, kim jestem). Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale mama kiedyś mnie biła wszystkim, czym miała pod ręką (od kasety VHS po buty) oraz nazywała mnie cielakiem i krową (już wtedy miałam problemy z nadwagą), natomiast tata nadużywa alkoholu. Chciałabym wierzyć, że to „tylko” hipochondria zapukała do moich drzwi, ale jednak mam trudności z uspokojeniem się i zaprzestaniem robienia listy coraz to nowych badań do wykonania. Ostatnio mam dosyć tego wszystkiego i mam myśli samobójcze. Natomiast strach przed śmiercią powstrzymuje mnie od zrobienia czegokolwiek w kierunku pozbawienia siebie życia. Od pewnego czasu prowadzę dziennik. Opisuję swoje zdarzenia w dniu oraz objawy, które mi towarzyszą, kiedy się objawy nasilają, kiedy ustają, jakie to objawy, itp. Przytoczę niektóre części: „Wyszukiwanie chorób, badań; wypytywanie mamy o wyniki badań przy chorobach zagrażających życiu – nasilenie pulsowania w nieokreślonym miejscu (wrażenie pulsowania od serca do lewego kolana); niepokój, nieustanne myślenie o kolejnych badaniach wykluczających wcześniej wyszukiwane choroby; niepokój o wyniki moich badań, gdzie parametry są w górnych granicach normy, natomiast nadal w normie; przeglądanie moich wyników badań i spisywanie tych w górnych granicach normy, by je powtórzyć najszybciej jak można; osłabienie pulsowania, natomiast nie jego ustanie”. „Wyczerpanie psychiczne z powodu ciągłego niepokoju, lęku, strachu. Wrażenie limitu – myśli o skończeniu wszystkiego – myśli samobójcze; strach przed śmiercią; przed jakąś śmiertelną chorobą, którą być może mam pomimo dobrych wyników badań (oraz niektórych z lekkimi odchyleniami od normy)”. „Po raz kolejny sprawdzanie w Internecie objawów najróżniejszych chorób, dopasowywanie do moich objawów oraz spisywanie badań, które trzeba wykonać, by wykluczyć bądź potwierdzić dane choroby – uczucie kłucia na prawym obojczyku; uczucie ciężkości w mostku; kolejne nasilenie pulsowania w tej samej okolicy co poprzednio”. „Sprawdzanie reakcji źrenic w lusterku oraz równowagi z zamkniętymi oczami – trudności w utrzymaniu równowagi z zamkniętymi oczami, lekkie chwianie się, głównie na prawą stronę. Próba palec-nos, nie zawsze skuteczna. Panika, że nie trafienie opuszką palca w czubek nosa tylko nieznacznie powyżej to oznaka śmiertelnej choroby. Chęć płaczu i skończenia tego lęku. Po raz kolejny myśli samobójcze; natomiast strach przed śmiercią jest silniejszy”. „Robienie notatek, by nie zapomnieć zapisać się na wizyty u kolejnych lekarzy; RTG bądź USG najróżniejszych części ciała, które nawet nie bolą; kolejnych badań krwi. Uczucie gorąca i zimna na przemian, kiedy dowiaduję się, że na niektóre badania potrzebne jest skierowanie, którego nie dostanę od lekarza”. „Kortyzol po południu – 17; norma do 9 – obawa przed chorobą; sprawdzanie co powoduje podwyższenie kortyzolu; obsesyjne spisywanie kolejnej tury badań wykluczających bądź potwierdzających choroby związane z podwyższeniem kortyzolu. Wypytywanie o Zespół Cushinga niezależnego od ACTH, które miałam w normie. Nieznaczne uspokojenie po odpowiedzi od mamy, że przy gruczolaku/guzie nadnerczy bądź jakimkolwiek innym, OB oraz CRP byłoby znacznie podwyższone; uczucie ciężkości w okolicach zatok sitowych oraz czoła, kolejna doza kłuć na prawym obojczyku – lekka panika, ponieważ kłucie powróciło i nie przestaje – powstrzymanie się od zażycia proszku przeciwbólowego z obawy na zażywane przeze mnie inne leki i połączenie ich razem”. „Silne pulsowanie (w tych samych okolicach co wcześniej) nie ustaje; przysłuchiwanie się biciu serca za pomocą stetoskopu oraz pomiar tętna; zawroty głowy – panika, ponieważ biorę proszki od zawrotów, a teraz je odczuwam; dziwne zimne kłucie na plecach pod prawą łopatką – kolejna panika, ponieważ nie wiem, od czego”. „Zabawa z kotką – pulsowanie ustało, próba uspokojenia się nie bardzo się powiodła, ponieważ podświadomie dalej myślałam o chorobach; tętno przyspieszyło z powodu „zmęczenia” zabawą – pomiar tętna. Powrót do pokoju – kolejne nasilenie pulsowania; kłucie po lewej stronie pleców w obrębie pasa oraz pod lewą pachą; chwilowy ucisk w klatce piersiowej oraz wrażenie sekundowego braku powietrza; tętno wolne. Kolejne sprawdzenie reakcji źrenic w lusterku oraz sprawdzanie równowagi z zamkniętymi oczami plus palec-nos – po nietrafieniu dokładnie opuszką w czubek nosa poczułam okropne kłucie na lewej łopatce, pod lewą pachą oraz na prawym udzie; łzawienie oczu z powodu bezradności i ciągłego lęku, którego nie potrafię się pozbyć”. „Bardzo często pulsowanie było nieznośne; gorzej było jak siedziałam bądź leżałam na lewym boku; na prawym też cudownie nie było, natomiast jak położyłam się na brzuchu, to pulsowanie czułam bardziej w nodze niż koło serca”. „Dzień. Jak do tej pory poza tym pulsowaniem, nie odczuwam żadnych innych dolegliwości, ale wiem, że kiedy zacznie się ściemniać – zacznie się; to działa jak w zegarku, ZAWSZE zaczynam odczuwać niepokój, kiedy się ściemnia; nie potrafię powiedzieć dlaczego, aż tak się nie boję w dzień”. „Jest 22:00. Przed chwilką musiałam pójść do mamy, by wziąć proszki dla babci, o których babcia zapomniała – po powrocie zauważyłam, że czułam się zupełnie dobrze, myśląc o czymś zupełnie innym – a mianowicie: proszki dla babci – żadnego pulsowania, kłucia, zawrotów, nic (poza wredną wrastającą w policzek od wewnątrz prawą ósemką; lewa też wrasta, ale jeszcze tak tego nie odczuwam). Tylko wróciłam i zaczęłam to pisać, pulsowanie wróciło”. Przepraszam za takie rozpisanie się. Już nie wiem, co mam robić. Bardzo bym prosiła o odpowiedź. Dziękuję!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Utrzymujące się bóle głowy po chorobie: czy zgłosić się do lekarza?

Witam, ponad miesiąc temu chorowałam najpierw na grypę jelitową, potem miałam zapalenie górnych dróg oddechowych. Dostałam antybiotyk O*** i kuracja przebiegała dość wolno. Miałam przy tym bardzo silne bóle głowy, odczuwalne jako obręcz na głowie oraz duże zawroty głowy... Witam, ponad miesiąc temu chorowałam najpierw na grypę jelitową, potem miałam zapalenie górnych dróg oddechowych. Dostałam antybiotyk O*** i kuracja przebiegała dość wolno. Miałam przy tym bardzo silne bóle głowy, odczuwalne jako obręcz na głowie oraz duże zawroty głowy, które kończyły się silnym bólem na czubku głowy. Przy czym zawroty miewam przy infekcjach i mijają potem. Tym dodatkowym objawom towarzyszyły bóle kości. Zapalenie minęło, ale nadal utrzymują się bóle głowy, zawroty i bóle kości oraz teraz dodatkowo zmęczenie. Czy jest to coś niepokojącego i należy zgłosic się do lekarza? Dziękuję i pozdrawiam
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak uchronić się przed następną próbą samobójczą?

Witam serdecznie!  Mam 33 lata i nie będę pytał czy mam depresję, bo właśnie do mnie dotarło, a raczej dopiero, o czymś takim przeczytałem i wiem, że to głęboka depresja. Od dłuższego czasu w moim związku przestało się układać,...

Witam serdecznie!  Mam 33 lata i nie będę pytał czy mam depresję, bo właśnie do mnie dotarło, a raczej dopiero, o czymś takim przeczytałem i wiem, że to głęboka depresja. Od dłuższego czasu w moim związku przestało się układać, do tego doszła masa innych problemów, które tylko skumulowały nasze problemy. Moja była partnerka nie była przeze mnie prawidłowo doceniana, tak jak na to zasługiwała. Przez 7 lat związku zawsze mogłem na nią liczyć w każdej sytuacji, od drobnych rzeczy po naprawdę poważne sprawy, łącznie z opieką po poważnym wypadku, przy którym straciłem prawie życie. Powrót do zdrowia trwał bardzo długo i cały ten okras wspierała mnie jak tylko mogła, a ja tego nie doceniałem.  Następnym moim pechem życiowym było odwieszenie wyroku z przed 7 lat za niedopłatę alimentacyjną. Odsiedziałem w areszcie 6 miesięcy, był to oczywiście pierwszy taki incydent w moim życiu i nigdy wcześniej nie siedziałem w więzieniu i to był gwóźdź do mojej trumny. W więzieniu również moja miłość mnie nie opuściła i dbała o mnie jak mogła i niczego mi tam nie brakowało, poza kontaktem z nią. Najbardziej brakowało mi rozmów, które były bardzo ograniczone. Z tego powodu praktycznie przez cały okres pobytu w areszcie były kłótnie, gdyż nie potrafiłem zrozumieć prostych rzeczy, takich jak to, że ona została równie samotna tu na wolności, jak i ja tam w zamknięciu. Po prostu sama nie dawała sobie rady ze swoimi problemami, a miała dwa razy więcej, bo jeszcze moje.  Dwa miesiące po moim wyjściu z wiezienia rozstaliśmy się. Nie było to rozstanie w złości, a poprzedzone jak nigdy przez całe 7 lat, szczerą rozmową. Niestety dla mnie zakończyło się to próbą samobójczą i pobytem w szpitalu psychiatrycznym.  To co czułem przez ostatnie 8 miesięcy idealnie pasuje do opisu stanów depresyjnych. Jak przeczytałem definicje depresji, to aż się popłakałem i trudno wyjaśnić czemu tak zareagowałem, ale jak przeczytałem objawy, które jak z szablonu były wyjęte z mojego przypadku to poczułem wielką ulgę, że nie jestem sam i że na pewno ktoś mnie zrozumie. Moje problemy są związane właśnie z rozpadem związku i z tym faktem nie potrafię sobie poradzić. Jedyną osobą przy której nie czułem lęków i czułem się bezpiecznie była właśnie ona.  Nigdy wcześniej nie podejrzewałem, że to choroba, a raczej było dla mnie to normalne, że tak czuję. Problem się nasilił jak przestaliśmy się często spotykać. Problemy ze snem, brak apetytu strach przed zamknięciem oczu w samotności choćby na chwilę doprowadził do próby samobójczej. Ona chce mi pomóc wyjść z tego, ale tylko w roli przyjaciółki, rozmawia ze mną towarzyszy i jest mi wtedy bardzo dobrze. Czuję się jak kiedyś bezpiecznie i że nic mi nie grozi.  Problem w tym, że gdy tylko się rozstajemy po kilku godzinach znowu dopada mnie to coś. Ponownie mam myśl, że szkoda, że jednak moje męki się nie zakończyły i machina rusza od nowa. Nie mogę zasnąć, czekam tylko aż się obudzi i napisze do mnie choćby SMS. Nie wiem co z tym zrobić? Czy zerwać wszelkie kontakty z nią, czy jednak nalegać i prosić o pomoc? Mam takie wahania, że raz błagam o SMS, o jakikolwiek kontakt a kilka chwil później nie chce więcej jej widzieć. Boję się sam siebie. Ze szpitala wypisałem się na własną prośbę, gdyż przebywanie z ludźmi tam chorymi pogarszał tylko moje samopoczucie i choć wiem, że bez pomocy sobie nie poradzę do szpitala na pewno nie wrócę. Może uraz przed zamknięciem po odbytym wyroku, a może po prostu jestem za normalny na takie towarzystwo.  Proszę niech mi ktoś podpowie co robić? Jak się ratować? I przede wszystkim jak nie wykończyć nerwowo mojej byłej miłości, która z mojego powodu jest już sama kłębkiem nerwów. Nadal bardzo Ją kocham, ale nie wiem czy łatwiej będzie mi bez niej stanąć na nogi, czy jednak z nią? A co jeśli to nigdy nie minie? Wiecznie przy mnie nie będzie i nie mogę tego wymagać. Na razie odczuwam wielką chęć odpoczynku, wyspania się choćby tylko czy to coś zmieni? Proszę o wszelkie rady.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nerwica natręctw: do kogo zwrócić się o pomoc?

Jestem w ciąży w 24 tygodniu. Od pewnego czasu - jeszcze zdarzało się przed ciążą, ale w trakcie ciąży się nasiliło - ciągłe powracające natrętne myśli dotyczące wody, tzn. że rura w domu pęknie, że nas zaleje woda, że rury...

Jestem w ciąży w 24 tygodniu. Od pewnego czasu - jeszcze zdarzało się przed ciążą, ale w trakcie ciąży się nasiliło - ciągłe powracające natrętne myśli dotyczące wody, tzn. że rura w domu pęknie, że nas zaleje woda, że rury przeciekają w domu i woda kapie. Ona nie kapie, a ja ją słyszę jak kapie. Słyszę jak sąsiadka odkręca wodę u siebie, gdyż w domu jest taki charakterystyczny szum wody. Mam w sobie lęk taki, że boję się odkręcić wody w kranie w domu, gdyż od razu mam czarne myśli, że gdzieś rura pęknie lub będzie przeciekało i nas zaleje woda. Byliśmy kilka razy zalani przez sąsiadkę z góry. Również od jakiegoś czasu boję się chodzić na działkę, bo zaraz mam problem z myśleniem o używaniu wody, że gdzieś rura przecieka, kapie, że nas zaleje. Głównie chodzi o postawioną na działce altankę i że ja nie będę wiedziała, co z tym zrobić, gdyż zajmuję się tym sama. Otworzę tylko oczy i już o tym myślę i te myśli są cały dzień ze mną, nie mogę zająć się niczym innym, gdyż one wracają ciągle, nagle i natrętnie. Wzrasta we mnie strach, ciągły niepokój. Nie chcę się tak czuć, chciałabym być bardziej spokojna, co robić i do kogo zwrócić się o pomoc? Czy jest to nerwica natręctw?? Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Drętwienie rączek u dwulatka: co się dzieje?

Witam, bardzo martwię się o mego dwulatka, w każdą noc nie śpi dobrze, tak już od roku. Jestem też już tym wykończona. Synek jak skończył roczek, zaczął miewać drętwienia rączek od barku aż po paluszki w czasie snu nocnego. Budzi...

Witam, bardzo martwię się o mego dwulatka, w każdą noc nie śpi dobrze, tak już od roku. Jestem też już tym wykończona. Synek jak skończył roczek, zaczął miewać drętwienia rączek od barku aż po paluszki w czasie snu nocnego. Budzi się kilka razy na noc z wielkim krzykiem, tego nie można nazwać płaczem. Masuję mu to jedną rączkę, to drugą. Pediatra uważa, że to na tle psychologicznym, że za szybko rośnie. Ma 2,5 roczku i jest dużym chłopcem - 102 cm wzrostu i 17,300 wagi. Ja myślę, ze coś jest nie tak z jego nerwem lub kośćmi. Proszę o radę, bo nie mam już sił. Gdy jestem wybudzona ze snu to jem i dużo przytyłam. Proszę nam pomóc. Synek stał się przez to nerwowy, płaczliwy, a taki nie był. Dziękuję, zrozpaczona.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Natrętne myśli: jak sobie pomóc?

Witam. Mam 34 lata. Od czerwca 2010 roku dopadło mnie coś, co wcześniej nie miało miejsca, mianowicie nachodzą mnie myśli, że mogę coś złego zrobić swoim dzieciom, a mam 2 kochanych synów. Pojawia się lęk, który mnie męczy, myślę o...

Witam. Mam 34 lata. Od czerwca 2010 roku dopadło mnie coś, co wcześniej nie miało miejsca, mianowicie nachodzą mnie myśli, że mogę coś złego zrobić swoim dzieciom, a mam 2 kochanych synów. Pojawia się lęk, który mnie męczy, myślę o śmierci, o innej orientacji seksualnej. Mam wspaniałą rodznnkę i kochającą żonę. Analizuję sytuacje, które mogłyby się stać. Do tego wszystkiego dochodzi ciągłe zmęczenie, zawroty i bóle głowy. Brakuje mi chęci do życia, a zawsze byłem osobą, która ciągle szła do przodu, miałem dobry kontakt z ludźmi . Na dzień dzisiejszy jestem zrezygnowany i zmęczony tym, co mnie dopadło, ale mam nadzieję, że to kiedyś minie. Proszę o poradę, jak sobie pomóc, bo jeszcze nikt o mojej sytuacji się nie dowiedział. Pozdrawiam.

Fobia społeczna - jaka psychoterapia będzie najbardziej odpowiednia?

Witam. Chciałbym się dowiedzieć, jaki nurt psychoterapii jest najlepszy w leczeniu fobii społecznej. Słyszałem, że wysoką skuteczność ma terapia poznawczo-behawioralna; czy tak jest faktycznie? Ile czasu (liczba spotkań) trwa terapia w nurcie poznawczo-behawioralnym w przypadku leczenia fobii społecznej? Pozdrawiam!
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Depresja czy kryzys emocjonalny?

Mój problem, jeśli w ogóle to jakiś problem, może wydawać się błahy, ale skoro odczuwam że takowy istnieje, to pewnie znaczy, że go mam na płaszczyźnie emocji. No więc chodzi mi o mnie i o stan świadomości. Przez długi czas...

Mój problem, jeśli w ogóle to jakiś problem, może wydawać się błahy, ale skoro odczuwam że takowy istnieje, to pewnie znaczy, że go mam na płaszczyźnie emocji. No więc chodzi mi o mnie i o stan świadomości. Przez długi czas byłem, albo nadal jestem neurotykiem (zresztą sam to sobie wkręciłem). Przez kilka lat żyłem w rozdarciu między psyche i somą, nie dawno je zintegrowałem. Do tego czasu miałem po drodze różne etapy związane z zabijaniem swojego zakłamanego, poplątanego emocjami i marzeniami ego i uzyskiwania samoświadomości, w zależności od kontekstu mojego życia, czy egzystencji gubiłem systemy wartości, co innego wpływało na mnie z poza mnie i we mnie, chodzi mi o takie podstawowe egzystencjalne sprawy jak frustracja seksualna, brak zaufania do partnerki i brak takiej normalnej miłości - szczerej wymiany uczuć, poczucie że partnerka chce wykorzystywać moje „męskie słabości” i manipulować moją wolą, gdy przymykałem na to oko ona tak robiła, nie wiem po co ale tłumaczę to pięknym słowem - „natura”.   Wiele spraw międzyludzkich widzę bardzo mechanistycznie, nie lubię wymieniać się z ludźmi negatywnymi emocjami, a widzę że np. w kontekście relacji w mojej pracy ludzie windują poczucie swojego miejsca w hierarchii, w sposób negatywny - cudzym kosztem (dogryzają sobie, zamiast się wspierać), robią to często z przymrużeniem oka, ale jednak. Podobnie widzę relacje, że często ludzie manipulują cudzym systemem wartości lub samooceną by zyskać dla siebie jakieś profity związane z ich własnymi systemami wartości, wnioskuje że z budowaniem systemu wartości związane są emocje (ktoś może zakochać się w reklamowanym robocie kuchennym lub markowym ciuchu). Sam już nie wiem co jest moimi mocnymi stronami, jeśli to że coś umiem robić dobrze, może być zarazem moją słabością, bo ktoś kto nie umie tego robić, tylko chce mieć poczucie dominacji nad naiwniakiem i wrzuca mu w ego pochlebstwa. Nie potrafię siebie w tych relacjach dookreślić i zbudować swojej samooceny, innymi słowy rozpływam się w relatywizmie, brakuje mi ambicji, nie wiem w czym mam szukać życiowych satysfakcji. Mam pracę i pieniądze, które mi starczą na podstawy egzystencji, spotykam się ze znajomymi, ale brak mi priorytetu w życiu, celowości, nie potrafię żyć ideami materialistycznymi, bo to mnie nie kręci, a przecież żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym i naprawdę czasami niektórzy ludzie są szczęśliwi z wymiany usług i towarów między sobą, podziwiam ich za to, że się potrafią z tego cieszyć i ich mózg dzięki temu wydziela więcej serotoniny. Wiem że trochę chaotycznie to napisałem, ale liczę na to że osoba która może być bardziej świadoma wyczyta ze mnie, gdzie jest problem. Nie dodałem, że skończyłem studia artystyczne i od jakiegoś czasu nie mam woli twórczej do tego co mnie zajmowało i nawet sprawiło mi przyjemność, a poczucie, że komuś innemu jest to potrzebne przeminęło, mimo że wiem że są ludzie, którzy pasjonują się odbiorem sztuk plastycznych.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Ciągle towarzyszy mi uczucie zmęczenia i senności - czy mam depresję?

Mam 21 lat i sześć operacji za sobą (od nowotworu jajnika, przez migdały, wyrostek, po zrosty i skracanie jelit). Za każdym razem, żeby udowodnić komuś, że naprawdę jest coś nie tak, musiałam długo walczyć, ale nigdy się nie pomyliłam. Teraz...

Mam 21 lat i sześć operacji za sobą (od nowotworu jajnika, przez migdały, wyrostek, po zrosty i skracanie jelit). Za każdym razem, żeby udowodnić komuś, że naprawdę jest coś nie tak, musiałam długo walczyć, ale nigdy się nie pomyliłam. Teraz znowu potrzebuję pomocy, gdyż męczą mnie znów zrosty na jelitach - to tak wstydliwa i trudna do zbadania sprawa... Czasem naprawdę już nie mam siły, by z tym walczyć. Zastanawia mnie to, że od ok. 3 miesięcy ciągle śpię przez dzień i jestem strasznie zmęczona. Wcześniej takie uczucie mi również towarzyszyło, tylko teraz jest tak, że gdy poczuję potrzebę snu, to zasypiam wszędzie i nie umiem nad tym zapanować. Do tego mam zimne i gorące dreszcze, ogromne osłabienie, jakby ktoś wypompował ze mnie powietrze, nagle muszę usiąść, a najlepiej spać, robi mi się tak słabo, jakbym miała stracić za chwilę przytomność (ale to nie następuje). Nie jestem wtedy w stanie myśleć, w ogóle nic nie dam rady zrobić. Śpię długo (ok. 9 godzin w nocy), a rano wstaję zmęczona, kryzys przychodzi zawsze od 10 do 14. Jeśli się prześpię, to wstaję już w miarę dobrej formie. Zastanawiam się, czy spowolnienie pracy jelit może dać taki efekt, czy to wina czegoś innego. Czytałam o tarczycy i wszystko by pasowało, poza nadwagą - czy to jest warunek? Ważę ok. 40-41 kg. Proszę mi powiedzieć, jak mogę sobie z tym radzić. W moim życiu nie ma czasu na chorobę, mam zbyt dużo do zrobienia, senność i inne problemy zabierają mi go. Bardzo proszę o odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Co powoduje ataki silnego bólu głowy?

Od przeszło 10 lat, mam bardzo silne bóle głowy, utrzymujące się 4 do 6 tygodni (w nocy nie) występujące nagle samoistnie kilka razy w roku. Ale też "prowokowane" są przez duży wysiłek fizyczny, jak dźwignięcie, pchanie ciężaru lub gwałtowne schylenie...

Od przeszło 10 lat, mam bardzo silne bóle głowy, utrzymujące się 4 do 6 tygodni (w nocy nie) występujące nagle samoistnie kilka razy w roku. Ale też "prowokowane" są przez duży wysiłek fizyczny, jak dźwignięcie, pchanie ciężaru lub gwałtowne schylenie się (jak się zapomnę). Mam 60 lat M, dotychczasowe, trzykrotne badania CT i jedno RM nie wykazywały żadnych zmian. Opis ostatniego badania CT: Drobne zmiany poniedokrwienne obustronnie w torebkach zewnętrznych. Poszerzony lewy róg czołowy lewej komory bocznej.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

W jaki sposób zmobilizować męża do działania?

Witam, mam na imię Kasia i jestem mężatką od 2 lat. Na początku związku mąż był zupełnie innym człowiekiem, prowadził swoją działalność, satysfakcjonowało go to, był pełen życia, radosny, zadbany. Potem nastąpił kryzys i wszystko się ucięło, zamknął firmę i...

Witam, mam na imię Kasia i jestem mężatką od 2 lat. Na początku związku mąż był zupełnie innym człowiekiem, prowadził swoją działalność, satysfakcjonowało go to, był pełen życia, radosny, zadbany. Potem nastąpił kryzys i wszystko się ucięło, zamknął firmę i postanowił poszukać czegoś innego w czym się będzie realizował. Znalazł pracę, ale nie potrafił się zmobilizować i zmusić do działania. Po kilku miesiącach stracił całkowicie chęć do pracy i nie widział żadnych możliwości do poprawienia tego stanu rzeczy, mimo mobilizacji i namawiania z mojej strony. Uświadamiałam mu czym to się skończy, ale groźba utraty stanowiska nic nie wskórała. W tym momencie strasznie się zaniedbał, pracuje dorywczo w domu co nie daje mu ani satysfakcji ani pieniędzy, nigdzie nie wychodzi, całe dnie spędza przed komputerem. Jedyną rozrywką jest spacer z psem. Moje wszelkie próby rozmowy na ten temat nie mają żadnego sensu ponieważ, zazwyczaj kończy się to stwierdzeniem, że się "czepiam". Stara się poszukiwać nowej pracy, ale kończy się zazwyczaj tylko na przeglądaniu ogłoszeń i wysłaniu CV "na odczepnego". Nie wiem już co mam robić. Incydent trwa już około pół roku. Jestem osobą z reguły zaradną i przedsiębiorczą, wszędzie jest mnie pełno i nie wyobrażam sobie, siebie w takiej sytuacji, tym bardziej ciężko zrozumieć mi Jego. Czasem wydaje mi się, że to w jaki sposób ja sobie radzę bardziej go dołuje. Proszę o informację w jaki sposób mam mu pomóc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dystymia - jak mam sobie z tym poradzić?

Dzień dobry, nie muszę państwu pisać, bo pewnie nikt, kto nie ma ze sobą problemów, tu nie zagląda, ale jestem na zakręcie. Mam 25 lat. Mieszkam na wsi. Jestem, a właściwie byłam zawsze bardzo ambitna. Liceum skończyłam z dobrymi wynikami,...

Dzień dobry, nie muszę państwu pisać, bo pewnie nikt, kto nie ma ze sobą problemów, tu nie zagląda, ale jestem na zakręcie. Mam 25 lat. Mieszkam na wsi. Jestem, a właściwie byłam zawsze bardzo ambitna. Liceum skończyłam z dobrymi wynikami, co przepłaciłam niezłym wysiłkiem i tuż przed maturą - wycieńczeniem organizmu, jak stwierdził lekarz. Później poszłam do szkoły kosmetycznej, bo to było moje marzenie. Tu jeszcze sobie dawałam radę. Następnie - studia fizjoterapia, by rodzice nie musieli się tłumaczyć, dlaczego nie studiuję. Od 18 roku życia pracuję, bo rodziców nie było stać na utrzymanie mnie. Po pierwszym roku studiów, odczułam pierwsze oznaki „nie bycia sobą”. Mimo tego że studia powinnam ukończyć w tym roku... mam zaliczone tylko 3 semestry. Wstydzę się tego. Odwlekam to, jak tylko się da. Szukam kolejnych wymówek. Jestem w związku, w którym się duszę. Czuję się ograniczona, kontrolowana. Praca - nieustanny stres, zero satysfakcji... a przecież kiedyś ją miałam! Jestem nieustannie zmęczona, zestresowana, bez jakiejkolwiek chęci do życia. Rano myślę o tym, by dobić do wieczora. Nie mam planów, marzeń i pasji. Ostatnio chyba zaczyna się coś w rodzaju bulimii. Jestem wykończona rzeczywistością. Nie widzę szansy na zmianę. Coś jest nie tak. Gdzie powinnam się udać? Gdzie szukać pomocy? Sama sobie nie umiem poradzić.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję, że nie jestem sobą... - jak wrócić do równowagi psychicznej?

Witam. Na imię mi Mariusz i mam 19 lat. Mam ogromny problem i już nie wiem, jak sobie z nim radzić. A mianowicie - jakieś 4 tygodnie temu razem z kolegami zaplanowaliśmy sobie małą domówkę w weekend. Piwko, mecze na...

Witam. Na imię mi Mariusz i mam 19 lat. Mam ogromny problem i już nie wiem, jak sobie z nim radzić. A mianowicie - jakieś 4 tygodnie temu razem z kolegami zaplanowaliśmy sobie małą domówkę w weekend. Piwko, mecze na konsoli itp. - taki męski wieczór. Zrobiliśmy małe zakupy w markecie i udaliśmy się do domu kolegi. Jakiś czas później każdy z nas otworzył sobie piwo i właśnie w tym momencie poczułem jakby uderzenie gorąca, ucisk w głowie i wrażenie, jakbym za chwilę miał zemdleć. Nie wiem jak to określić, bo to bardzo dziwne uczucie spotkało mnie pierwszy raz w życiu. Spanikowany zrobiłem kilka kroków przed siebie, myśląc, ze za chwilę to minie. Tak też się stało, ale po tym zdarzeniu cały wieczór myślałem o tym i nie dawało mi to spokoju. Następnego dnia czułem się już lepiej i nie myślałem już tak o tym. Dzień minął jak każdy inny, ale wieczorem, kiedy wyszedłem po coś do sklepu w pobliżu, odczułem dokładnie to samo, co dzień wcześniej. Nastąpiło to w sklepie. Bardzo się tego przestraszyłem i po chwili wyszedłem ze sklepu, podążając szybkim krokiem do domu. W domu jakby się troszkę uspokoiłem. Usiadłem na fotelu, napiłem się wody, ale bardzo mnie to martwiło i już nie czułem sie tak dobrze, jak wcześniej. Poprosiłem kolegę, by pojechał ze mną do szpitala. W szpitalu opowiedziałem o całym zdarzeniu i zrobiono mi badania serca, a mianowicie usg i ekg, sprawdzono mi ciśnienie (120/80) oraz zrobiono mi badanie krwi, morfologię. Wszystko było w porządku. Nie zaznaczyłem tylko, że wcześniej miałem szybkie i odczuwalne bicie serca, ale na co dzień mi to nie przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu, dlatego nie zwracałem na to szczególnej uwagi. Prowadziłem normalny tryb życia, jak każdy inny człowiek. Wracając do tematu. Każdego kolejnego dnia czułem się już tylko gorzej. Uczucie jakby zawrotów głowy, bezsenność, być może to przez ten stres i myśli o tym, co może mi dolegać. A dalej to już brak apetytu i brak jakiejkolwiek koncentracji. Kompletna pustka w głowie i tak do dziś. Na dodatek to uczucie strachu i obawa przed tym, że w każdej chwili może mi się coś stać. Nie cieszę się już życiem jak wtedy, wszystko przybrało szarych kolorów i tysiące myśli w głowie, co to może być. Po prostu czuję, że nie jestem sobą. Jakby umysł był oderwany od ciała. Jak gdyby ktoś we mnie był i nie chciał sobie pójść, a to co robię w danej chwili - jakby nie miało miejsca. Czuję się jak takie chodzące warzywo, dosłownie jak we śnie. W niczym nie widzę sensu i rzeczy, które do tej pory mnie cieszyły, nagle przestały. Nigdy wcześniej nie miewałem podobnych stanów. Czytałem dużo o derealizacji oraz depersonalizacji, ale nie mam przekonania, że to do końca to, wiec postanowiłem zapytać tutaj. Zawsze byłem energicznym nastolatkiem i duszą towarzystwa. Odwiedziłem neurologa, który dał mi skierowanie na TK głowy. Wykonałem badanie, a następnie udałem się do psychiatry. Psychiatra stwierdził, ze to zaburzenia nastroju i przepisał mi tabletki - ***. Po przeczytaniu ulotki kolejna obawa, bo napisane jest tam, że mogą wystąpić skutki uboczne i troszkę się ich przestraszyłem i nie przyjmuję na razie tych leków. Ale już nie daję rady, mam tego dość. Chciałbym już wrócić do normalności, bo żyć się odechciewa. Proszę o jakąś radę, bo już nie wiem co robić :( Pozdrawiam, Mariusz

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy podczas przyjmowania leku przeciwdepresyjnego mogę korzystać z solarium?

Lekarz przepisał mi 100 mg leku przeciwdepresyjnego zawierającego sertralinę.  Czy mogę korzystać z solarium?  (Mam skłonność do brązowych przebarwień na twarzy od ekspozycji na słońce, dlatego zawsze na solarium zakrywam twarz ręcznikiem). 
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz
Lek. Maja Sidor-Lenkiewicz

Bóle głowy i brak koncentracji - czy to nerwica?

Witam, mam 28 lat. Jestem matką 2-letniej córci, pracuję zawodowo. Cierpię na uporczywe bóle głowy. Nie potrafię się skupić na niczym innym, ponieważ ból potrafi utrzymywać się nawet po 3 dni. Wstaję rano niewyspana. Ciągle czuję się zmęczona, senna,...

Witam, mam 28 lat. Jestem matką 2-letniej córci, pracuję zawodowo. Cierpię na uporczywe bóle głowy. Nie potrafię się skupić na niczym innym, ponieważ ból potrafi utrzymywać się nawet po 3 dni. Wstaję rano niewyspana. Ciągle czuję się zmęczona, senna, łatwo mnie wyprowadzić z równowagi w takim stanie. Dodam także, że nie mam wysokiego ciśnienia przy tak długo utrzymujących się bólach głowy. Są dni, kiedy przez ok. minutę trzęsą mi się ręce i nagle robi mi się potwornie gorąco. Ta sytuacja mija po około minucie. Czasem myślę, że może to zmęczenie, stres. A może to coś więcej? Proszę o radę, co robić? Ha

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy zachowanie w dzieciństwie wskazywało na cechy autystyczne?

Witam, jestem 21-letnią kobietą i zastanawiam się nad tym, czy jako dziecko miałam cechy autyzmu. Jednocześnie chciałabym wiedzieć, czy jest to dziedziczne - bardzo nie chciałabym, żeby moje dzieci były tak zamknięte na otoczenie jak ja kiedyś (i po części...

Witam,

jestem 21-letnią kobietą i zastanawiam się nad tym, czy jako dziecko miałam cechy autyzmu. Jednocześnie chciałabym wiedzieć, czy jest to dziedziczne - bardzo nie chciałabym, żeby moje dzieci były tak zamknięte na otoczenie jak ja kiedyś (i po części do dzisiaj). Nieraz się zastanawiałam nad tym, że w dzieciństwie nienawidziłam przytulania. Mama opowiadała, że już jako niemowlę odpychałam tego, kto próbował mnie przytulić i okazywałam wtedy niezadowolenie. Miałam problemy z okazywaniem uczuć. Kiedy ktoś pocałował mnie w policzek szybko biegłam umyć buzię. Nie potrafiłam się odnaleźć w towarzystwie (wiek przedszkolny) i często modliłam się, żeby już minął czas przebywania w przedszkolu, chciałam być sama (a nikt mi tam nie dokuczał). Potrafiłam też oglądać przez godzinę jeden obrazek z dużym zainteresowaniem analizując każdy szczegół. Bałam się panicznie nowości (nowe otoczenie, nowi ludzie), to było często nie do zniesienia. Do dzisiaj nie umiem do końca radzić sobie w towarzystwie, bardzo stresują mnie sytuacje wymagające kontaktu z drugim człowiekiem (choć to nie oznacza, że takich sytuacji unikam, jest zdecydowanie lepiej niż to wyglądało w dzieciństwie). Słyszałam, że są dzieci mające tylko pojedyncze cechy autyzmu, zastanawiam się, czy sama byłam takim dzieckiem i czy mogę to przekazać moim dzieciom.

Pozdrawiam i liczę na odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Co mam zrobić z ciągłymi myślami o śmierci?

Mam 30 lat i jestem w 27 tygodniu ciąży :) Od kiedy jestem na L4 nie mogę przestać myśleć o śmierci, o tym co się zdarzy za kilka lat :( Cały czas zadaję sobie pytanie, co będzie kiedy umrę i...

Mam 30 lat i jestem w 27 tygodniu ciąży :) Od kiedy jestem na L4 nie mogę przestać myśleć o śmierci, o tym co się zdarzy za kilka lat :( Cały czas zadaję sobie pytanie, co będzie kiedy umrę i co stanie się z moimi bliskimi? Od jakiegoś czasu nie potrafię już o niczym innym myśleć. Bardzo proszę o poradę, co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Nawrót depresji - jak pomóc chorej osobie?

Mój mąż około 2,5 roku temu przeszedł, podobno wg lekarza łagodny, epizod depresyjny połączony z kompletną negacją mojej osoby i dobrych intencji w stosunku do niego. Przez dwa miesiące z błahego powodu był na mnie obrażony, nie odzywał się, nic...

Mój mąż około 2,5 roku temu przeszedł, podobno wg lekarza łagodny, epizod depresyjny połączony z kompletną negacją mojej osoby i dobrych intencji w stosunku do niego. Przez dwa miesiące z błahego powodu był na mnie obrażony, nie odzywał się, nic nie robił w domu. W pracy funkcjonował w miarę normalnie, ale w domu głównie spał lub patrzył w telewizor albo okno. Mówił o wyprowadzce i rozwodzie, ale nic w tym kierunku nie zrobił. Potem za namową osób trzecich poszedł do lekarza psychiatry i dostał leki antydepresyjne. Po około 2 tygodniach bez problemu pogodziliśmy i zaczęliśmy w miarę zgodnie funkcjonować. Mąż chodził do lekarza i zażywał lek cilon przez około pół roku, pod koniec mniejsze dawki. Potem lekarz zalecił całkowite odstawienie leku. Lekarz namawiał męża na terapię psychologiczną, ale mąż się na nią nie zdecydował. Ten epizod depresyjny zaczął się w listopadzie, a ja wyczytałam, że okres jesienno-zimowy wyjątkowo sprzyja depresji. Leki były odstawione latem, więc kiedy przyszła kolejna jesień, drżałam czy choroba nie wróci. Objawów apatii i nadmiernej senności nie zauważyłam, ale znowu z zupełnie błahego powodu (spór polityczny na imieninach) na 4 miesiące mąż obraził się i nie utrzymywał żadnych kontaktów ze swoimi rodzicami i bratem. Ze mną na ten temat nie chciał w ogóle rozmawiać, ale poza tym nasze relacje były OK. Dopiero po 4 miesiącach, po szoku związanym z katastrofą smoleńską, udało mi sie go namówić na odnowienie kontaktów. Kolejna jesień przeszła bez problemów, ale teraz mąż stanął w pracy przed wyzwaniem, które go bardzo zestresowało. Wspominał mi, że boi się, że znowu popadnie w depresję, ale nie widziałam żadnych objawów w tym kierunku. Kilka dni temu coś w nim pękło. Znowu z zupełnie błahego powodu się na mnie obraził i nie odzywa się ani do mnie, ani do dzieci. Przy czym następnego dnia rano po tym obrażeniu się, do dzieci jeszcze się normlanie odzywał i jak co dzień obudził je rano, pościelił łóżka i zawiózł do szkoły, a wieczorem już się też do nich nie odzywał. Nie kontynuował też swoich porannych obowiązków związanych z dziećmi. Znowu tylko śpi albo oglada telewizję. Przeniósł się spać na kanapę, ale nawet się nie rozbiera do snu. Na noc nie wyłącza światła ani telewizora. Rano nie reaguje na budzik. Mówi niegrzecznie, aby go zostawić w spokoju. Jestem prawie pewna, że to nawrót depresji, ale zastanawiam się, jaki ma ona związek z tym dziwnym obrażaniem się na osoby najbliższe. Czy to jakiś rodzaj fobii i czy same leki wystarczą, aby z tym walczyć. Zastanawiam się też nad nagłością początku takiego stanu oraz, że dotyczy on tylko domu, bo mąż cały czas chodzi do pracy i prawdopodobnie normalnie tam funkcjonuje. Nie do końca pasuje mi to do tego co przeczytałam na temat typowej depresji. Chcę jeszcze dodać, że skłonność do wielomiesięcznego obrażania się na ludzi i niereagowanie na ich chęć pogodzenia mąż miał od zawsze. Jako 20 kilkuletni chłopak tak obraził się na swoją babcię, że przez długi czas się nie odzywał do niej i kontakty zostały odnowione dopiero przy okazji naszego ślubu. Uznałabym, że to po prostu taki trudny charakter, ale zastanawia mnie, że to obrażenie przynajmniej na mnie idzie w parze z objawami depresyjnymi oraz że mąż kompletnie odmawia rozmowy na temat problemu czy swoich uczuć. A nadto, że po lekach powód obrażenia przestał być ważny. Wierzę w to, że mąż zdecyduje sie wrócić do leków, ale pewnie nie da rady go przekonać do terapii psychologicznej. Spodziewam się więc w przyszłości nawrotów choroby, nawet gdy z tego obecnego problemu wyjdziemy. Czy na przyszłość można jakoś z wyprzedzeniem przewidzieć nawrót choroby, żeby chociaż tego wielotygodniowego obrażania nie było ?

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Anna Syrkiewicz
Lek. Anna Syrkiewicz
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Zdiagnozowano u mnie nerwicę, ale boję się, że to poważna choroba psychiczna – czy to możliwe?

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć...

Witam! Mam zdiagnozowaną nerwicę, fobię społeczną. Biorę *** i jestem już po drugiej sesji terapii. Na razie psycholog zbiera informacje o mnie i analizujemy moje życie. Wszystko zaczęło się od tego, że nagle i nagminnie zacząłem się peszyć i wstydzić, popatrzenie komuś w oczy było i jest okropne, to podobne uczucie do patrzenia w bezchmurne niebo latem, zaraz mnie razi i opuszczam wzrok, no i czuję też takie mrowienie w okolicach oczu. Z czasem było coraz gorzej, pojawiły się lęki i towarzyszące im objawy, tj. mocne bicie serca, pocenie się, szum w uszach, wyostrzenie wszystkich zmysłów, fale przepływającego gorąca, nagły i wysoki wzrost ciśnienia, przyspieszony oddech, czasem drżenie rąk. Te wszystkie objawy połączone z lękiem są nie do wytrzymania podczas ataku, to kompletny odlot, paraliż ciała i umysłu. Jako dziecko i nastolatek byłem wychowywany bezstresowo i wyręczano mnie z praktycznie wszystkiego, był to kompletny brak samodzielności. Żyłem i żyję w wysokim stresie odkąd pamiętam, w dzieciństwie dorastałem w obecności dzieci z rodzin patologicznych, które mnie nie lubiły, bo ja zawsze wszystko miałem, nie chodziłem brudny i głodny, itd., itp. Mój kolejny problem nerwowy to pijący ojciec, z jednej strony go lubię, a z drugiej nienawidzę za to, że pije. Zawsze też miałem niski poziom własnej wartości i do dziś go mam. Kompletny brak wiary w siebie, myślenie, że nie dam rady, nie potrafię, a po co to robić, jestem beznadziejny, bezwartościowy, nie mający nic do zaoferowania i to wszystko na każdym polu zawodowym (teraz nie pracuję) jak i towarzyskim. Dziś moje życie wygląda okropnie, siedzę praktycznie w domu, boje się ludzi, boję się wychodzić z domu, a jak muszę, omijam zatłoczone miejsca, na tym *** jest lepiej, nie ma większości objawów ciała - bicie serca, pocenie się, stres i lęk są mniejsze, ale dalej się peszę i wstydzę, i właśnie dochodzę do meritum. Mam jeden objaw, który doprowadza mnie do obłędu i jeszcze o nim nie powiedziałem mojemu psychologowi, okropnie się boję, że to np. schizofrenia, jak miewam atak i dzieje się to przy tym peszeniu i wstydzeniu się, to mam wrażenie, że widzę, gdy z kimś rozmawiam, że ta osoba ma nieprzyjemny wyraz twarzy, jakby patrzyła na mnie z obrzydzeniem albo że nie chce ze mną rozmawiać, no ma po prostu mnie gdzieś, coś w tym stylu, nie jest łatwo to tak wytłumaczyć, dodam, że jak się uspokajam albo jestem spokojny i nie zaczynam mojego głupiego myślenia typu (o co ta osoba zapyta, co powiedzieć, nie mam co powiedzieć i takie tam podobne), to jak peszenie się znika i ogólnie atak też znika, to tego mojego widzenia nie ma. Bardzo proszę o poradę, co to może być.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty