Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 3 6

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Jak pomóc przyjaciółce w depresji?

Moja przyjaciółka (17 l.) chyba ma depresję. Ostatnio ma częste wahania nastrojów, najpierw płacze, za godzinę się śmieje. Widuję ja codziennie i zawsze widzę łzy w jej oczach. Sama przyznaje, że jest coś z nią nie tak, ale jej rodzice...

Moja przyjaciółka (17 l.) chyba ma depresję. Ostatnio ma częste wahania nastrojów, najpierw płacze, za godzinę się śmieje. Widuję ja codziennie i zawsze widzę łzy w jej oczach. Sama przyznaje, że jest coś z nią nie tak, ale jej rodzice nie słuchają i nie przejmują się problemem, co też na pewno przyczynia się do jej stanu. Odsuwa od siebie przyjaciół, jedynie mi się zwierza, ale nie wiem, czy mówi mi wszystko. Potrzebuje pomocy, ale nie wiem jak jej pomóc. Gdzie powinnam ją najpierw wysłać? Istnieje także problem finansowy. Proszę o fachowa pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Czy moje problemy to objawy depresji, czy po prostu zwykła słabość?

Witam, mam na imię Kasia i mam 21 lat. Moje problemy zaczęły się już dość dawno, bo w momencie gdy zachorował mój tata na raka jelita grubego - miałam wtedy 13 lat, 2,5 roku później zmarł, miałam wtedy także problemy...

Witam, mam na imię Kasia i mam 21 lat. Moje problemy zaczęły się już dość dawno, bo w momencie gdy zachorował mój tata na raka jelita grubego - miałam wtedy 13 lat, 2,5 roku później zmarł, miałam wtedy także problemy z szkolą, nie miałam ochoty na widywanie się z przyjaciółmi, z rodziną, ale gdy z nimi przebywałam pokazywałam, że jest ze mną wszystko w porządku i nie okazywałam smutku, ale gdy tylko wracałam do domu lub przebywałam sama zaczynało się piekło: płakałam dużo, myślałam o samobójstwie (ale nie mam odwagi na taki ruch), ale zakończyło się na samookaleczeniu przy użyciu cyrkla, nożyczek. Po 6 miesiącach myślałam, że wróciłam do normy, ale gdy rok później okazało się, że moja mama zachorowała na raka szyjki macicy to znów miałam straszne problemy w szkole, problemy z koncentracja, brak chęci na cokolwiek, ale nadal pokazywałam wszystkim dookoła, że nic się nie dzieje i jest okey. Mama jakoś została podleczona do bezpiecznego stopnia choroby i taki spokój był do końca liceum - zdałam maturę, zaczęłam studia, było fajnie. Jednak od maja zeszłego roku mama zaczęła mieć poważne problemy z układem oddechowym, w październiku okazało się, że to prawdopodobnie rak, i to poważny, i od tamtej pory jest fatalnie - tracę często chęci do studiowania (a uwielbiam mój kierunek), przechodzę załamania, ciągle mówię o sobie jako nieudacznicy, niepotrzebnej nikomu, bezwartościowej i na powrót się okaleczam, a najgorsze, że mam przyjaciół, tym razem wiedzą, co się dzieje, ale nie potrafię zrobić tego, o co mnie proszą, czyli wierzyć, że będzie dobrze, nie załamywać się i tego typu sprawy, a to wszystko powoduje, że czuję się jeszcze gorsza i słabsza, jak osoba w ogóle bez przyszłości i bez cna silnej woli. Nie radzę sobie z natłokiem spraw, np. zaliczenia na studiach, obowiązki w domu i tak jak powyżej - znów pokazuję, że jest w porządku ze mną i w ogóle życie jest ekstra, a gdy spotykam się z przyjacielem widzę w jego oczach ból i współczucie, ale jednocześnie chęć pomocy, a ja nie chcę nikomu zaprzątać głowy moimi osobistymi problemami :(. Co ja mam począć? Czy to naprawdę depresja, czy coś innego? Proszę o radę i może jakąś pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to może być SM?

Jestem kobietą, mam 41 lat. Od 2 lat mam kłopoty ze zdrowiem. Moje dolegliwości to: mrowienia w całym ciele, drętwienia rąk , nóg szczególnie w nocy. Ponadto mam dziwne uczucie drgania mięśni, uczucie jakby mi coś "chodziło" pod skórą....

Jestem kobietą, mam 41 lat. Od 2 lat mam kłopoty ze zdrowiem. Moje dolegliwości to: mrowienia w całym ciele, drętwienia rąk , nóg szczególnie w nocy. Ponadto mam dziwne uczucie drgania mięśni, uczucie jakby mi coś "chodziło" pod skórą. Ponadto ciągłe bóle całego kręgosłupa, raz większe, raz mniejsze. Ostatnio pojawiły się bóle stawów. Mam ogólnie złe samopoczucie, ciągle jestem zmęczona , nic mi się nie chce, przerywany sen, poty nocne , kołatania serca, czasami zaburzenia równowagi. Przeszłam już kilku specjalistów. Byłam trzykrotnie badana przez neurologów i po zrobieniu podstawowych badań neurologicznych - nikt z neurologów nie zasugerował zaburzeń. A na moje pytanie o obawę SM jeden z neurologów stwierdził, że na pewno jej nie mam. Ja jednak niepokoje się moimi dolegliwościami. Czy podstawowe badanie neurologiczne jednoznacznie wyklucza SM, czy mam być spokojna. Nadmieniam, że ostatnio na badaniach okresowych okulista badał mi dno oka i nic niepokojącego nie stwierdził. Podejrzenia mojego lekarza idą obecnie w kierunku kandydozy i boreliozy. Proszę o odpowiedź. Dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy zostałam dobrze zdiagnozowana?

Witam, mam 22 lata i taki sam problem jak Ankag26, tzn. mam zdiagnozowane zaburzenia lękowe i cały dzień mam uczucie oszołomienia, zawrotu głowy, czuję to cały czas, piszczy mi również w uchu, boli mnie kark, trzęsą mi się...

Witam, mam 22 lata i taki sam problem jak Ankag26, tzn. mam zdiagnozowane zaburzenia lękowe i cały dzień mam uczucie oszołomienia, zawrotu głowy, czuję to cały czas, piszczy mi również w uchu, boli mnie kark, trzęsą mi się nogi, serce szybciej mi bije, miałam też lęki, uczucie słabości, brak apetytu itp. Stało mi się to, ponieważ dowiedziałam się, że mam torbiel na jajniku - to nie było nic złego, ale strasznie się przejęłam, do tego egzaminy na studiach, długo się zamartwiałam, ogólnie miałam problemy i pewnego dnia nagle zakręciło mi się w głowie, zrobiło mi się słabo i tak już zostało. Mam to uczucie dzień w dzień, cały dzień te kręciawy, uczucie gorąca twarzy itd. Stało się to w czerwcu, dostałam tabletki, ale były skutki uboczne i odstawiłam, przez około 6 miesięcy nie brałam, miałam pewien czas, że już to mijało samo ale niestety wróciło ze zdwojoną siłą. Brałam tabletki, ale nic nie pomogły, teraz też biorę od około 2 tygodni, ale nie czuję poprawy. Trudno funkcjonować z tym, co mam w głowie. Byłam w szpitalu, miałam badania tj. rezonans magnetyczny głowy i kręgów szyjnych, tomografię komputerową, punkcje lędźwiowa, badania okulistyczne, bad. laryngologiczne, usg jamy brzusznej, nerek, tarczycy, węzłów szyjnych, bad. dooplerowskie, ekg serca, kilka razy eeg głowy, bad. morfologiczne (rr, Ob, hgb, hct, rbc, wbc, mcv, mch, mchc, plt, rozmaz pał. l., seg 45 eoz limf mono), badania ogólne moczu (gluzkoza, tsh, kreatyninia, jarogram, crp, cholesterol całkowity, trigrecerydy), bad na toksoplazmozę - badania były robione na oddziale neurologi w szpitalu, w przychodni także robiłam ogólne badania. Wszystkie te badania wyszły dobrze. Mam pytanie: czy musiałabym zrobić jeszcze jakieś badania, bo boję się, że może zostałam mylnie zdiagnozowana, skoro tabletki nie pomagają? Proszę o pomoc, pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Po co tak właściwie mam się wybierać do szpitala?

Dziękuję bardzo za odpowiedź, mam jeszcze jedno pytanie, ponieważ byłam u neurologa i on mi powiedział, że z jego strony, tzn. pod względem neurologicznym, jestem zdrowa, dlatego powinnam wrócić do okulisty i on się z nim skontaktuje, że powinnam położyć... Dziękuję bardzo za odpowiedź, mam jeszcze jedno pytanie, ponieważ byłam u neurologa i on mi powiedział, że z jego strony, tzn. pod względem neurologicznym, jestem zdrowa, dlatego powinnam wrócić do okulisty i on się z nim skontaktuje, że powinnam położyć się do szpitala. I tu pojawia się moje pytanie, bo okulista powiedział mi, że badanie dna oka, angiografia, OCT, GDX i pole widzenia, w którym jedynie wyszło, że mam tego mroczka (dużego) przed okiem prawym, to wszystkie badanie jakie mógł wykonać, więc co zrobią w szpitalu, jeżeli okulista twierdzi, że to wszystkie możliwe badania. Z góry dziękuję za odpowiedź, Natalia
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Szymańska
Lek. Marta Szymańska

Czy można wyleczyć nierozróżnianie barw?

Witam! Wczoraj, po ponad rocznej znajomości z moim chłopakiem, zorientowałam się, że Grzesiek (20 lat) ma problem i to dość znaczący z odróżnianiem kolorów. Byłam w szoku, kiedy na kolor pomarańczowy mówi, że to zielony. Pokazałam mu kolor szary, a...

Witam! Wczoraj, po ponad rocznej znajomości z moim chłopakiem, zorientowałam się, że Grzesiek (20 lat) ma problem i to dość znaczący z odróżnianiem kolorów. Byłam w szoku, kiedy na kolor pomarańczowy mówi, że to zielony. Pokazałam mu kolor szary, a on na to, że to róż... Czarna kreska na kanapie według niego jest brązowa. Z początku myślałam, że robi ze mnie głupią, że się zgrywa, ale powiedział mi, że 'czasem ma problem z odróżnianiem kolorów'. Zapytałam go, ile to już trwa, a on na to, że od kiedy pamięta, że w podstawówce koledzy się z niego śmiali. Więc zapytałam, czy jego rodzice o tym wiedzą, a on, że w sumie to on sam nie wie. Pamięta tylko, że jak zdawał na prawo jazdy i miał właśnie testy na rozróżnianie kolorów i nie umiał powiedział o tym mamie, a ona na to' eee tam, gadasz...'. Zszokowało mnie to.

Na dodatek jest bardzo uparty. Próbowałam mu wczoraj cierpliwie i delikatnie tłumaczyć, pokazywać różnice między kolorami oraz to, że powinien poszukać jakiejś pomocy, bo przecież sam problem nie zniknie i że to żaden wstyd iść do specjalisty, tylko wstydem jest uciekanie od problemu. Wiem, że niełatwo jest się przełamać, ale nie mogę sobie z nim poradzić, a zależy mi, żeby mu pomóc... Bardzo proszę o radę i z góry dziękuję. Pozdrawiam.

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Marta Szymańska
Lek. Marta Szymańska
Lek. Rafał Jędrzejczyk
Lek. Rafał Jędrzejczyk

Szum w uszach i migoczący obraz przed oczami - jakie badania powinnam wykonać?

Mam 28 lat. Wydaje mi się, że mam objawy aury migrenowej, której nie towarzyszy ból głowy, lecz tylko "migotające" punkciki przed oczami. Dodatkowo mam szum w uszach. Przeczytałam w internecie, że zjawisko to nosi miano "śniegu optycznego". Taki... Mam 28 lat. Wydaje mi się, że mam objawy aury migrenowej, której nie towarzyszy ból głowy, lecz tylko "migotające" punkciki przed oczami. Dodatkowo mam szum w uszach. Przeczytałam w internecie, że zjawisko to nosi miano "śniegu optycznego". Taki migoczący obraz mam przed oczami non stop - bez przerwy - co jest bardzo uciążliwe, nie pozwala skupić uwagi na wykonywanej czynności. W dzieciństwie wielokrotnie uderzałam się w głowę, a podczas porodu mogło nastąpić u mnie niedotlenienie organizmu. Byłam u neurologa. Zlecił mi wykonanie badań na boreliozę (zrobiłam je i nie wykazało ono obecności tego schorzenia), zlecił także wykonanie rezonansu magnetycznego. Moje pytanie dotyczy w zasadzie tego, czy rezonans magnetyczny może wykryć śnieg optyczny? Czytałam, że najlepszym badaniem jest badanie SPECT mózgu. Które z badań wybrać?
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Dotyczy: Neurologia Migrena

Czy bez konsultacji lekarza można zdiagnozować nerwicę?

  Witam, mam 32 lata. Mój problem polega na tym, że nie potrafię zapanować nad emocjami, szczególnie w stosunku do mojej najbliższej rodziny. Mam dwójkę dzieci - syna 11 lat i córkę 5 lat. W relacjach z córką nie mam...

  Witam, mam 32 lata. Mój problem polega na tym, że nie potrafię zapanować nad emocjami, szczególnie w stosunku do mojej najbliższej rodziny. Mam dwójkę dzieci - syna 11 lat i córkę 5 lat. W relacjach z córką nie mam problemów, natomiast w stosunku do syna często jestem agresywnie nastawiona, nie potrafię z nim rozmawiać, mam wrażenie jakby był obcym człowiekiem. W momencie kryzysowych sytuacji często nie potrafię zapanować nad słowami i czynami. Jestem osobą oschłą emocjonalnie, nie potrafię płakać nawet w bardzo trudnych sytuacjach, kiedy płacz mógłby mi pomóc. Mam pytanie: jak można sobie pomóc samemu bez udziału lekarza, bo zdaję sobie sprawę z moich zaburzeń emocjonalnych.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to jakaś nerwica, czy po prostu mój pesymizm?

Witam, pierwszy raz korzystam z takiej możliwości uzyskania pomocy. Nawet nie wiem jak to napisać. Od kilku miesięcy mam lęki dotyczące przyszłości. Maiłam kilka dni kiedy leżałam w łóżku płacząc wręcz rozpaczającym nad tym co się dzieje i co najprawdopodobniej...

Witam, pierwszy raz korzystam z takiej możliwości uzyskania pomocy. Nawet nie wiem jak to napisać. Od kilku miesięcy mam lęki dotyczące przyszłości. Maiłam kilka dni kiedy leżałam w łóżku płacząc wręcz rozpaczającym nad tym co się dzieje i co najprawdopodobniej się wydarzy. Budziłam się regularnie w nocy mając wrażenie, że ziemia drży. Każdy dzień rozpoczynam od przeczytania wiadomości z obawą, że znowu coś złego się wydarzyło. Codziennie myślę o przyszłości mając straszne jej wizje. Nie wiem czy to jakaś nerwica, czy po prostu mój pesymizm? Z góry dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Dlaczego moja dwumiesięczna córka unika kontaktu wzrokowego?

Witam serdecznie! Mam trzydzieści lat. Niepokoję się, gdyż od jakichś dwóch tygodni zauważyłam, że moja dwumiesięczna córka często odgina główkę do tyłu, próbuje patrzeć za siebie, a kiedy zbliżam się do niej, to odwraca wzrok. Próbowałam nawet zmusić ją, żeby...

Witam serdecznie!

Mam trzydzieści lat. Niepokoję się, gdyż od jakichś dwóch tygodni zauważyłam, że moja dwumiesięczna córka często odgina główkę do tyłu, próbuje patrzeć za siebie, a kiedy zbliżam się do niej, to odwraca wzrok. Próbowałam nawet zmusić ją, żeby na mnie spojrzała, tzn. podążałam głową za jej oczami, ale i tak za każdym razem odwracała wzrok albo patrzyła tak, jakby przeze mnie. Od kilku dni stała się również bardziej nerwowa i często zaciska piąstki. W zeszłym tygodniu byłam z nią u neurologa, ale stwierdził, że te odginanie głowy jest niewielkie i mieści się w normie, kazał jedynie poprawiać główkę córce, jak będzie patrzyła do tyłu.

Dodam, że córka ciągle domaga się piersi, ale nie je spokojnie, tylko co chwilę przerywa, pręży się, a potem znów je. W pierwszym momencie myślałam, że to problem z brzuszkiem albo jelitami, bo ciągle puszcza gazy i jest przy tym niespokojna, a czasem nawet płacze, ale po pierwsze pediatra stwierdziła, że jelita pracują prawidłowo, po drugie mała miała prześwietlenie brzuszka, które również nic nie wykazało, a po trzecie, kiedy wezmę ją na ręce, to się uspokaja. Nie wiem, co mam robić, bo wcześniej córka często na mnie patrzyła i uśmiechała się, a w tej chwili nadal się uśmiecha, ale w ogóle na mnie nie patrzy. Na koniec dodam, że córka urodziła się w 37 tygodniu ciąży przez cesarskie cięcie i dostała w skali Apgar 6 punktów - była przez 3 minuty w tlenoterapii. Mam jeszcze 6-letnią córkę, z poprzedniego związku - jest zdrowa.

Proszę pomóżcie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska

Ból głowy zawroty głowy, ucisk oka

Witam, moja historia z ta ''choroba'' trwa rok, zacznę od początku. W styczniu 2010 r źle się  poczułem i miałem zawroty głowy, od stycznia do kwietnia miałem drgawki całego ciała, później problemy z koordynacja ruchów i chodzeniem. W sierpniu...

Witam, moja historia z ta ''choroba'' trwa rok, zacznę od początku. W styczniu 2010 r źle się  poczułem i miałem zawroty głowy, od stycznia do kwietnia miałem drgawki całego ciała, później problemy z koordynacja ruchów i chodzeniem. W sierpniu zasłabłem, miałem robione badania: ekg, usg brzucha, krew, hormony ft3, ft4 - wszystko w normie..., od listopada mam dziwny ucisk prawego oka, ciągle zawroty głowy i ból głowy po prawej stronie. Bardzo źle się  czuje, Bardzo proszę o poradę jakie zrobić dodatkowe badania i co robić dalej :( ? Dodam, że pochodzę z bardzo malej miejscowości i brak tu specjalistów...

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy można samodzielnie wyleczyć tiki?

Witam, mam problem z tikami nerwowym (zaciskanie powiek, skurcze mięśni, wydawanie odgłosu, ruszanie nosem). Czy można to wyleczyć samemu? Jeśli jest tak możliwość, to jak?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ból głowy - jakie badania powinnam zrobić?

Witam serdecznie! Proszę o informację jakie badanie powinnam zrobić w pierwszej kolejności, aby wykluczyć bądź rozpoznać chorobę. Od dłuższego czasu mam ból głowy w prawej skroni. Czasem drętwienie prawej dłoni, ale raczej w nocy. Ból głowy prześladuje mnie wszędzie i... Witam serdecznie! Proszę o informację jakie badanie powinnam zrobić w pierwszej kolejności, aby wykluczyć bądź rozpoznać chorobę. Od dłuższego czasu mam ból głowy w prawej skroni. Czasem drętwienie prawej dłoni, ale raczej w nocy. Ból głowy prześladuje mnie wszędzie i niestety nie ma na to żadnej reguły. Z góry dziękuję za pomoc, M.Gołaszewska
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czuję, jakby schodziły ze mnie resztki energii - czy to jest depresja?

Mam problem. Jestem z facetem od 2,5 roku, mam dziecko, lecz nie z nim - mały ma 3 latka, ale od dłuższego czasu mój partner wychodzi sobie i wraca kiedy mu się podoba, twierdzi, że nie jest na policji żeby...

Mam problem. Jestem z facetem od 2,5 roku, mam dziecko, lecz nie z nim - mały ma 3 latka, ale od dłuższego czasu mój partner wychodzi sobie i wraca kiedy mu się podoba, twierdzi, że nie jest na policji żeby mi zdawać raport gdzie idzie, z kim, o której będzie - problem w tym, że już nie pierwszy raz nie wraca 4 dzień, nie odzywa się w ogóle, jego koledzy też go kryją - albo nie odbierają moich tel., albo mówią, że go nie widzieli, a wiem, że on im tak każe mówić, a ma 30 lat. Jestem tak rozbita, że nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Z byłym partnerem też nie miałam lekko - wieczne kłótnie o jego używki i bicie mnie. Obecny partner, jak wraca po swoich manewrach, potrafi jeszcze się na mnie wydrzeć i zawalać winę na mnie używając śmiesznych argumentów i jeszcze jest obrażony i tylko polecenia wydaje: zrób to to i tamto. Ja chudnę w oczach - ważę już 45 kg, a mam 166 cm wzrostu, wymiotuję, chociaż nie mam czym, bo nie mogę jeść, wszystko w w buzi mi rośnie, żołądek mnie boli… Biorę tabletki uspakajające na ziołach, chcę się oderwać od myśli, ale nie potrafię - ciągle podświadomość mnie meczy, czasem się boję, że wpadnę w poważną depresję, nie chce mi się nawet z ludźmi rozmawiać, bo w głowie mam coś innego, wszystko mnie drażni, nie mam ochoty nawet herbaty sobie zrobić. Na ogół byłam bardzo uśmiechnięta i pełna życia, a teraz czuję, jakby schodziły ze mnie resztki energii:(. Proszę, pomóżcie mi. Co się ze mną dzieje? Ja nawet już płakać nie potrafię, tak jakby to już rutyna była, po prostu leżę w nocy, spać nie mogę i myślę Bóg wie o czym… Rano znów mały wstaje, a ja nie mam siły oczu trzymać otwartych… Proszę o pomoc. Kasia

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Ja juź chyba nie potrafię się zmienić. Po co żyję?

Kobieta, 24 lata studiuję psychologię, ale nie potrafię sobie poradzić ze sobą. Nie wiem co się ze mną dzieje. Mam wszystkiego dość. Często nie widzę sensu życia - mimo tego, że z zewnątrz wszytko wygląda pięknie, życie jak marzenie (sukcesy...

Kobieta, 24 lata studiuję psychologię, ale nie potrafię sobie poradzić ze sobą. Nie wiem co się ze mną dzieje. Mam wszystkiego dość. Często nie widzę sensu życia - mimo tego, że z zewnątrz wszytko wygląda pięknie, życie jak marzenie (sukcesy na uczelni, stały związek itd.) niekiedy potrafię się zmobilizować i coś zrobić, ale coraz częściej zawalam obowiązki, bo nie znajduję wystarczającej motywacji. Do tego krzyczę na bliskich, oskarżam, prowokuję i codziennie obiecuję sobie, że od niedzieli, od nowego miesiąca, od świąt, od nowego roku, od jutra będę najlepszą córką, siostrą, narzeczoną i codziennie od nowa zauważam, że znów coś robię nie tak. Zaczynam myśleć, że ja już chyba nie potrafię nic zmienić, że do niczego się nie nadaję, że mają rację mówiąc mi przykre rzeczy, np: "jesteś beznadziejna", "jesteś totalną egoistką". Czasami się śmieję, uśmiecham, staram się znaleźć pozytywy, ale mam wrażenie, że coraz częściej się poddaję, nie mam siły walczyć o bycie szczęśliwą. Oskarżam innych o moje złe samopoczucie, że to oni źle się do mnie odnoszą, że to dla nich nic nie znaczę, że mnie nie doceniają. Nie mam myśli samobójczych, ale coraz częściej zastanawiam się po co to wszytko? Po co żyję? Wolałabym się jutro nie obudzić…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Paraliż lewej ręki po przebudzeniu

Witam, piszę ponieważ zdarzyło się przypadek, który bardzo mnie zaniepokoił. Dzisiaj w nocy gdy się obudziłam, nie czułam w ogóle, że mam lewą rękę. Co prawda była w bardzo dziwnej i nietypowej pozycji, ale nie mogłam jej ruszyć - była... Witam, piszę ponieważ zdarzyło się przypadek, który bardzo mnie zaniepokoił. Dzisiaj w nocy gdy się obudziłam, nie czułam w ogóle, że mam lewą rękę. Co prawda była w bardzo dziwnej i nietypowej pozycji, ale nie mogłam jej ruszyć - była jak flak. Po kilku sekundach poczułam silne mrowienie i odzyskałam czucie, to samo przytrafiło mi się rano gdy wstałam. Pierwszy raz miałam coś takiego jednorazowo pół roku temu (wtedy również moja ręka była dziwnie wygięta). Teraz nie czuję bólu w ręku, to bardziej coś na zasadzie zakwasu albo lekkiego naciągnięcia mięśni. Mam nadzieję, że jest to tylko wynik złego ułożenia ręki podczas snu, ale bardzo mnie to zaniepokoiło. Dodam tylko, że miałam to tylko dwa razy w życiu - w przypadkach, które opisałam powyżej. Do tyczy to tylko mojej lewej ręki. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź, Paulina
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Problemy ze zdrowiem - czy to nerwica?

Witam. Jestem nastolatką. Mam 16 lat.. Postanowiłam napisać, ponieważ zmagam się z poważnym problemem. Od ponad roku występują u mnie niepokojące objawy, które, jak twierdzą kardiologowie nie wskazują na wadę bądź chorobę serca. Pewnego dnia, podczas obiadu, nagle poczułam się,...

Witam. Jestem nastolatką. Mam 16 lat.. Postanowiłam napisać, ponieważ zmagam się z poważnym problemem. Od ponad roku występują u mnie niepokojące objawy, które, jak twierdzą kardiologowie nie wskazują na wadę bądź chorobę serca. Pewnego dnia, podczas obiadu, nagle poczułam się, jakby moja głowa osiągała monstrualne rozmiary. Czułam się  strasznie. Następnie wystąpił napad drżenia kończyn i całego ciała, który ustąpił po pomocy lekarza pierwszego kontaktu… Później nic się  ze mną nie działo, wiec uznałam że to był jednorazowy epizod. Jednak pół roku później, źle się poczułam… Serce waliło jak oszalałe, było mi duszno, czułam jak w całym ciele krąży krew, nie mogłam opanować drżenia rąk i nóg, nie mogłam sama iść ponieważ kręciło mi się  w głowie. Lekarz uznał to za zwykłe zasłabniecie. Od tej pory ataki takie zdarzają mi się co 1-2 miesiące.. ni z gruszki ni z pietruszki ciśnienie nagle skacze do wartości 160/80, puls wacha się  w granicach 140-170, cala drze, i nie wiem co się  ze mną dzieje. Ponadto często występują u mnie klucia w klatce piersiowej, czasem nawet kluje mnie cala szyja, zatyka mnie w gardle tak mocno, że nie mogę oddychać, lekarz kardiolog stwierdził u mnie niedomykalność zastawki mitralnej, i stwierdził ze ataki miną z wiekiem.. leżałam kilka razy w szpitalu, holter ekg -prawidłowy, holter ciśnieniowy-prawidłowy, usg jamy brzusznej i doppler tętnic nerkowych -prawidłowy. Badania krwi zawsze wychodzą prawidłowo… wszyscy zgodnie twierdza, że to nerwica, jednak nie zażywam żadnych leków... po moim ostatnim ataku, jako przyczynę uznano skrzywienie kręgosłupa... czy to możliwe? co robić?? Dodam, że takie preparaty jak syropy ziołowe dostępne bez recepty już na mnie nie działają...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Już nie wiem, jak mam sobie z tym wszystkim radzić

Mój syn ma 12 i pół roku. Od momentu przekroczenia progu przedszkola pojawiły się problemy. Wojtek nie lubił już przedtem rysować, malować, mimo zachęt czynionych przeze mnie, celem naturalnego przygotowania do nauki, wyrobienia nawyków potrzebnych w szkole, całkowita niechęć, wręcz...

Mój syn ma 12 i pół roku. Od momentu przekroczenia progu przedszkola pojawiły się problemy. Wojtek nie lubił już przedtem rysować, malować, mimo zachęt czynionych przeze mnie, celem naturalnego przygotowania do nauki, wyrobienia nawyków potrzebnych w szkole, całkowita niechęć, wręcz odmowa pracy, a przymuszany do tego w końcu zaczął reagować złością.. i w zasadzie tak jest do dziś, mimo że jest już w 6 klasie. Nie tylko pisanie szło mu źle, brak współpracy z grupą, zerowe kontakty z rówieśnikami i dalsza odmowa robienia czegokolwiek. Do dziś najczęściej zmuszony zapisze temat lekcji, nie pismem, tylko wybazgrolonymi literkami, nie trzymającymi się nawet linii..

Poziom koncentracji - bliski zeru, na lekcjach często wstaje, chodzi, albo puka czymś, sprawia czasem wrażenie nieobecnego, jakby był w swoim świecie, wyśmiewany przez kolegów reaguje złością, często agresją, czuje się niepotrzebny, gorszy. Przez te kilka lat przeszliśmy drogę przez psychologów, pedagogów i psychiatrów. Zdiagnozowany jako zespół nadpobudliwości psychoruchowej, leczony różnymi specyfikami, które działały tylko otumaniająco lub nasennie, a były i takie, które bardzo go pobudzały, co prowadziło do wybuchów agresji. Terapie, terapie i terapie, i nic. Tylko troszkę było lepiej, kiedy otrzymaliśmy nauczanie indywidualne na terenie szkoły.

Od września Wojtek uczęszcza już normalnie na zajęcia i jest tragedia. Odrzucony przez rówieśników z tragicznymi wynikami w nauce. Przepychany z roku na rok do następnej klasy. On nie daje rady i ja też. Nauczyciele żądają, bym coś zrobiła, zarzucają mi nieudolność wychowawczą. Jakiś czas temu psycholog zwrócił moją uwagę na zespół Aspergera. Gdyż wg niego wiele cech jest zbieżnych z moim synem, zapytałam o to lekarza psychiatrę, ale to zignorował. Dużo sobie poczytałam i mam duże wątpliwości co do ADHD zdiagnozowanego u syna. Gdzie szukać pomocy, ośrodka/lekarza, który mógłby zdiagnozować mojego syna? W tej chwili zostałam sama w tej walce. Lekarze zawiedli, psychologowie też. Tylko ja mam poczucie winy, że zawiodłam, że już nie wiem co dalej. Mieszkam w woj. kujawsko-pomorskim w okolicach Inowrocławia.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd

Jak sprawić, żeby moja egzystencja nie była tak okrutna i bolesna?

Mam 15 lat i rozwalone życie. Zazdroszczę innym tego, że dane im było życie. Trudno mi jest w ogóle opisać to co się ze mną od dłuższego czasu dzieje, ale spróbuję, bo możliwe, że to jedyny ratunek. Te uczucia się...

Mam 15 lat i rozwalone życie. Zazdroszczę innym tego, że dane im było życie. Trudno mi jest w ogóle opisać to co się ze mną od dłuższego czasu dzieje, ale spróbuję, bo możliwe, że to jedyny ratunek. Te uczucia się nasilają i nie dają mi żyć, m.in. dostaję ataku paniki i rozpaczy, myśli nad którymi nie jestem w stanie zapanować klują mnie boleśnie w głowę. Chce mi się krzyczeć i rozwalić wszystko w domu, zrobić coś sobie. Często przygnębienie i inne bezlitosne emocje potrafią tak się we mnie werznąć, że można powiedzieć, że przyciskają mnie do łóżka, do podłogi, do jakiegoś kąta i nie pozwalają się ruszyć. Każda rzecz o której pomyśle powoduje we mnie nowe wybuchy płaczu. Czuję się kompletnie bezsilna, czuję, że jeżeli czegoś nie zrobię to zwariuję z nieustannego bólu i lęku przed wszystkim, co czuję. Boję się dosłownie wszystkiego: boję się ludzi, latania samolotem, pająków, psów, pływania statkami, śpię przy zapalonym świetle, bo boję się ciemności, horrorów, ciasnych pomieszczeń, nowych miejsc i kiedy jestem sama w domu to myślę, że zaraz ktoś się włamie, boję się, że moja babcia umrze i zostanę sama z tym domem. Te uczucia towarzysza mi codziennie, a ja zadaję sobie pytanie jak to jest, że mogę wytrzymywać takie natężenie paraliżującego bólu na całym ciele. Przez nie i przez silne zestresowanie połączone z szaleńczym biciem serca nie mogę w ogóle spać. Od koleżanek w szkole nie raz słyszę, że poruszam się w zwolnionym tempie, że się ślamazarzę, że ciągle jestem smutna. Bardzo często, nawet w szkole, jestem w takim stanie, że nie mogę wyciągnąć zeszytów z książki z utkwionym wzrokiem w ławkę, w ogóle niereagując na to, że nauczycielka się bulwersuje, że nic nie robię. Wszyscy myślą, że ja jestem leniwa i że nie chcę się uczyć, a ja po prostu nie mogę nic zrobić. Co mnie dobija jeszcze bardziej. Przestałam słuchać muzyki, co było jednym z moich ulubionych zajęć, przestałam rysować, chociaż to było moje największe hobby. Zazwyczaj chowam twarz w dłoniach i zamykam się w łazience. Chce mi się wrzeszczeć żeby ktoś mi pomógł, ale jak i dokładnie w czym? Mój ojciec nie mieszka ze mną od dawna, a moja mama nigdy się mną za bardzo nie interesowała, poza tym rzadko przychodzi w ogóle do domu. Właściwie to wychowała mnie babcia. Mój brat cale życie mi powtarzał, że jestem od niego we wszystkim gorsza, chociaż jestem o rok starsza, że nie mam znajomych. Czasami zdarza się, że moja mama widzi w jakim jestem stanie. Wtedy słyszę, że „to taki okres w życiu”, „dziecko ma zły dzień”, „nie przejmuj się tym tak” - myśli, że płaczę przez oceny, czy jakieś inne bzdury, które w żadnym wypadku nie są powodem cierpienia jakie odczuwam, tylko je nasilają. Czasem nawet ludzie mi mówią: „rozumiem cię” - wtedy chce mi się śmiać i płakać na raz. Jak mogą mnie rozumieć, skoro sama tego nie rozumiem, jak mogą mnie rozumieć, skoro nie potrafię im tego wytłumaczyć? Wtedy zdaję sobie z tego sprawę, że nikt kto nie przeżył takiej męczarni nigdy nie będzie w stanie sobie nawet wyobrazić jak ja się czuję. Jak to jest myśleć kilka razy dziennie o śmierci, wręcz marząc o niej, prosząc o nią, uważając ją za jedyne wyjście - ratunek, jak to jest mieć wszystko zaplanowane, w każdej chwili wisząc na włosku tak strasznego życia? Ciągle myślę, że nie nie było mi pisane życie, że już nic się nie da zrobić, że chce umrzeć. Dlaczego wszyscy maja podejście typu „skoro nie próbuję się zabić, to znaczy, że nie jest tak źle? Marzę o śmierci, czy to nie wystarcza?! Takie życie jest gorsze niż śmierć! Nie próbuję się zabić, bo sama bym nie umiała, bo to jest kolejna rzecz, której się boję zrobić sama. Kolejna rzecz, która mnie trzyma przy życiu to rodzina. Kocham ich, nawet jeśli ich nienawidzę, a oni maja mnie gdzieś. Chociaż ludzie codziennie mnie ranią, ja nie mogę tego robić. Nie pozwalają mi na to okrutnie bolesne wyrzuty sumienia, które sprawiają, że gardzę sobą jeszcze bardziej i mam ochotę napluć sobie w twarz. Nigdy nie krzywdzę ludzi, dobieram zawsze słowa bardzo starannie, bo myślę o tym jak ja się czuję kiedy oni mnie ranią. Ale wiem, że pewnego dnia będę musiała się odważyć. Pytanie tylko -jak długo można to wytrzymać ? Dlaczego nikt nie widzi co się ze mną dzieje? Dlaczego nikt nie może mi pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czuję się beznadziejnie - czy możliwe, że to depresja?

Witam, Mam piętnaście lat i jestem kobietą. Jedynaczką. Choć słowo "dziewczyna" lub "nastolatka" pewnie byłoby tu bardziej adekwatne. Z góry przepraszam za ten wywód. Będę wdzięczna, jeśli ktokolwiek zechce to przeczytać i odpowiedzieć. Jeśli jednak nie - nic nie szkodzi....

Witam, Mam piętnaście lat i jestem kobietą. Jedynaczką. Choć słowo "dziewczyna" lub "nastolatka" pewnie byłoby tu bardziej adekwatne. Z góry przepraszam za ten wywód. Będę wdzięczna, jeśli ktokolwiek zechce to przeczytać i odpowiedzieć. Jeśli jednak nie - nic nie szkodzi. Prawdę mówiąc nie bardzo wiem, od czego by zacząć. Jest wiele rzeczy, które chciałabym tu poruszyć. Wszystkie jednak sprowadzają się do jednego - mojego długotrwałego złego samopoczucia. Mówiąc "długotrwałe" nie mam na myśli dwóch tygodni, czy nawet miesiąca. Stany nagle ogarniającego smutku i wręcz ciągłego poczucia beznadziejności ciągną się z dłuższymi lub krótszymi przerwami od pierwszych klas szkoły podstawowej. Ale może spróbuję streścić całą historię, z której może coś wyniknie. Byłam radosnym i wrażliwym na cudze nieszczęście dzieckiem. Tak przynajmniej twierdzą moi rodzice. Nie mnie oceniać, jakim byłam i jestem człowiekiem. Pamiętam tylko, że mój pierwszy kontakt z rówieśnikami był dla mnie istnym szokiem. Kiedy miałam cztery lata rodzice postanowili się przeprowadzić. Nie dotknęło mnie to zbytnio - nie pamiętam, żebym w dawnym miejscu zamieszkania miała przyjaciół. Paradoksalnie najbardziej cierpiałam z powodu rozstania z ogromnym, starym drzewem rosnącym na podwórku. Teraz nie rozumiem tego uczucia, ale wtedy było ono dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym. Poszłam do przedostatniej grupy przedszkola. I tam przekonałam się, jak trudno jest być "nowym". Na domiar złego różniłam się od rówieśników. Nienawidziłam uwielbianej i katowanej godzinami zabawy w dom. Jak to mawia teraz moja koleżanka, byłam "patologicznym ojcem, który wychodził do pracy, zaczynał rysować przy biurku i nie wracał na noc do domu". Nie byłam lubiana i bardzo mocno to odczuwałam. Od prymitywnych dziecięcych przezwisk, przez wytykanie mi mojej inności (byłam dosyć pulchna i nosiłam spodnie, a to dla dzieciaków wystarczyło, żeby obwiniać mnie za całe zło świata), aż do sporadycznej przemocy fizycznej (popchnięcia, walnięcia klockami i inne tego typu bzdety). Prawa, głosu nie miałam. Wszyscy utwierdzali mnie w przekonaniu, że jestem nikim, a ja przyznawałam im rację. Nauczycielki jakby nic nie zauważały. A ja nie mówiłam, bo myślałam, że tak jest dobrze. Bo nie wyobrażałam sobie, żeby bez powodu sprawiać komuś jakąkolwiek przykrość. Tak zostałam wychowana (moi rodzice to wspaniali ludzie, przykład idealnego małżeństwa). Do szkoły podstawowej poszłam wewnętrznie "skulona". Z resztą moja zewnętrzna postawa oddawała mój stan psychiczny - nadzwyczaj wyrośnięta, zgarbiona dziewczynka z nieświadomym niczego spojrzeniem. W Świętego Mikołaja wierzyłam najdłużej ze znanych mi rówieśników ;). Moja nowa klasa była idealną kontynuacją przedszkola. Znalazła się grupka "fajnych, ładnych i mądrych" osób, które pogłębiały moje przekonanie, że jestem gruba, brzydka, głupia i niepotrzebna. Jeszcze gorzej było, kiedy okazało się, że świetnie się uczę i ładnie rysuję. Znalazłam tam też co prawda przyjaciółkę, na którą do dzisiaj mogę liczyć o każdej porze dnia i nocy. Ale miałam już mocno zakodowane, że jestem gorsza od całej reszty społeczeństwa. Próbowałam się dopasować. Na siłę zmieniać swój styl. Chciałam, żeby ta popularna w szkole grupa zauważyła mnie. Robiłam wszystko, żeby im się przypodobać. A raczej starałam się. Bo nigdy nie wytrzymałam z tym dłużej niż miesiąc - to po prostu nie był mój świat. Często byłam samotna pomimo towarzystwa... To uczucie idealnie odzwierciedla wiersz E. A. Poe "Samotny". Obecnie jestem w gimnazjum. Nie mogę narzekać, bo trafiłam na wspaniałą klasę. Metale, emo, rasta i "popularni" trzymają się w niej razem. Jest dla mnie pewnego rodzaju przystanią. Mogę w spokoju zastanowić się nad swoim życiem, nie obarczając się nowymi problemami. Jednak mimo braku widocznych powodów do smutku, często chodzę przygnębiona. Czasem płaczę. Nie lubię obarczać innych moimi problemami. Wolę słuchać, niż mówić. Nie chcę sprawiać przykrości rodzicom, bo więcej dla mnie zrobić nie mogli. Koledzy zarzucają mi, że bardzo mało się uśmiecham. Ale jak mogę się uśmiechać, kiedy nie odczuwam radości? Dobija mnie trochę fakt, że wszystkie moje koleżanki przeżyły już swoją pierwszą miłość lub zauroczenie... A mnie nikt nie chce. Co prawda raz byłam zauroczona (zakochana?) w chłopaku starszym ode mnie o 9 lat, którego praktycznie w ogóle nie znałam. Do tej pory nie wiem, na jakiej podstawie nie mogłam zapomnieć o nim przez ponad rok (do dzisiaj czasem o nim myślę). Trochę źle czuję się w tym świecie. Nie umiem się odnaleźć. Za dużo zła. Ludzie cierpią, płaczą, niszczą się nawzajem. To częsty temat moich przemyśleń. Równie często rozmyślam o śmierci. Od razu uspokajam - nie są to myśli samobójcze. Raczej filozoficzno-religijne rozważania. Życie to dar. Tylko nie wiem, jak mogłabym go wykorzystać... A śmierć jest dla mnie zamglona, skąpana w ciepłym blasku słońca. Przepraszam za te metafory, taki już tok mojego rozumowania. Bardzo przenośmy i chaotyczny. Wracając do głównego problemu: obiektywnie rzecz biorąc do brzydkich nie należę. W znaczeniu - nie mam asymetrycznej twarzy, odstających uszu, wybrakowanych zębów. Zapewne gdybym miała inny charakter, mogłabym samozwańczo mianować się Miss Świata, jak to robi wiele moich koleżanek. Ja jednak nie potrafię i nie sądzę, żeby było to dobre. Nie wierzę w swoją urodę, w swoje umiejętności, w swoją rzekomą "inteligencję". "Samotna wśród ludzi" - to idealne określenie. Nie mam planów na przyszłość, nie mam wykształtowanych marzeń. Z doradztwa zawodowego wyszło jedno, wielkie NIC. Dosłownie. Mój wynik to "brak jakichkolwiek preferencji zawodowych", co zgadza się z moimi odczuciami. Znajomi zazdroszczą mi ocen. Co z tego, że dobrze się uczę, skoro nie mam pojęcia, co z tym zrobić? Mogłabym robić wszystko, na co bym się uparła. Ale ja nie wiem, co sprawiałoby mi radość. Nie mam pojęcia. Jest tyle rzeczy, które uwielbiam. Nauka, sztuka... A wszystko tak od siebie różne. I z żadnego nie potrafię zrezygnować. Ja tylko chciałabym być szczęśliwa. Robiłam sobie kilka testów na depresję. Wszystkie wyszły pozytywnie. Ba. "Zaawansowana depresja" - taki nagłówek w większości przypadków pojawiał się po kliknięciu przycisku "rozwiąż". Wiem, że takich internetowych diagnoz nie powinno się brać do końca na poważnie. Nie mam wielu objawów "zaawansowanej depresji". Kocham życie, mimo że jest mi źle, bo wiem, że zawsze mogło być gorzej. Staram się patrzeć na przyszłość optymistycznie, choć często mam wrażenie, że nie odnajdę się w tym świecie. Nie odnajduję się w swoim otoczeniu. Czasem starsze koleżanki mówią, że przy mnie czują się głupio, jak dzieci. To dość zabawne z mojej perspektywy, zwłaszcza, że ja ich tak nie odbieram :). Po tej rozwlekłej autobiografii, która z założenia miała być "skróconym opisem sytuacji", nasuwa się dręczące mnie do bardzo dawna pytanie. To problemy psychiczne, czy ja już po prostu mam taki charakter?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Patronaty