Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 7 8 8

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Neurologia: Pytania do specjalistów

Depresyjny nastrój

Witam! Mam 17 lat, niedawno rozpoczęłam naukę w nowej szkole. Pomimo tego, że poznałam nowych ludzi, nic mnie nie cieszy, czuję się gorsza od nich, obawiam się, że swoim zachowaniem ich przynudzam. Najchętniej w ogóle nie ruszałabym się z...

Witam! Mam 17 lat, niedawno rozpoczęłam naukę w nowej szkole. Pomimo tego, że poznałam nowych ludzi, nic mnie nie cieszy, czuję się gorsza od nich, obawiam się, że swoim zachowaniem ich przynudzam. Najchętniej w ogóle nie ruszałabym się z domu, nie mam ochoty do nawiązywania nowych kontaktów. Szczęścia szukam w rzeczach materialnych. Nie wiem, co mam zrobić, jak na to patrzeć, co o tym myśleć?

Chwilowy bezwład prawej ręki

Serdecznie witam. Chciałabym zasięgnąć porady, gdyż przydarzyło mi się coś bardzo niepokojącego. Otóż dwa dni temu obudziłam się w nocy, bo nie mogłam przełożyć ręki w inne miejsce. Często drętwieją mi ręce podczas snu, ale to uczucie było zupełnie...

Serdecznie witam. Chciałabym zasięgnąć porady, gdyż przydarzyło mi się coś bardzo niepokojącego. Otóż dwa dni temu obudziłam się w nocy, bo nie mogłam przełożyć ręki w inne miejsce. Często drętwieją mi ręce podczas snu, ale to uczucie było zupełnie inne. Okazało się, że śpię na lewym boku i w żaden sposób nie mam uciśniętej prawej ręki. Przełożyłam lewą przed siebie, następnie podniosłam do góry i okazało się, że ręka bezwładnie zgięła się w łokciu i opadła. Usiadłam i ułożyłam ją na kolanach. Nie miałam żadnego uczucia drętwienia, czy bólu, palce były lekko zgięte, dłoń ciepła, a ja nie mogłam poruszyć żadnym palcem, podobnie jak po znieczuleniu do operacji (które niedawno miałam na lewą rękę). Po około 10 sekundach masowania palców, odzyskałam władzę w palcach, następnie całej ręce. Czuję w niej często osłabienie mięśniowe. Podobnie w nogach do kolan. Bywa, że drgają mi różne partie mięśni. Najbardziej zaniepokoił mnie jednak ten nocny objaw. Bardzo proszę o poradę. Obawiam się, że to coś poważnego. Czekam na odpowiedź i z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Wynik EEG po urazie głowy u 12-letniego dziecka

Witam. Moje dziecko ma 12 lat. Po urazie głowy w styczniu do tej pory odczuwa ból. Wynik EEG głowy jest następujący: Zapis nieprawidłowy, podejrzany o napadowy. Co to może oznaczać?
odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Depresja po usunięciu guza mózgu

Witam, mam pytanie w związku z depresją u młodego człowieka, 20 lat, po operacji guza mózgu. Guz znajdował się w okolicy, która odpowiada za emocje, i przed operacją nastrój tej osoby znacznie pogorszył się, wystąpiły myśli samobójcze. Obecnie jest już...

Witam, mam pytanie w związku z depresją u młodego człowieka, 20 lat, po operacji guza mózgu. Guz znajdował się w okolicy, która odpowiada za emocje, i przed operacją nastrój tej osoby znacznie pogorszył się, wystąpiły myśli samobójcze. Obecnie jest już 3 lata po zabiegu, przy czym guz całkowicie usunięto i osoba jest w pełni sprawna. Niestety, operacja była w czasie, gdy ta osoba była w okresie adolescencji i teraz czuje, że jest bardziej dojrzała niż rówieśnicy, ma poczucie straconego czasu, beznadziei i jest zamknięta przez to na swoje środowisko rówieśnicze. Po operacji od czasu do czasu następowały spadki nastroju, ale ostatnio są bardzo nasilone - poczucie beznadziejności, obniżona koncentracja, bezsenność, nerwowość, poczucie bezsensu, zamknięcie się na rówieśników. Mam pytanie czy można jakoś zaklasyfikować takie zachowania do jakiegoś konkretnego typu depresji? W jaki sposób rozmawiać z taką osobą, aby realnie jej pomóc, skoro nie chce sama "wyjść do świata" i ponownie uwierzyć w swoje możliwości? W jaki sposób mądrze podać jej rękę?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży
Dotyczy: Neurologia Depresja

Brak radości z życia

Witam. Jestem młodą dziewczyną, mam 14 lat. Około 3 miesięce temu straciłam radość życia. Wszystko to, co mnie wcześniej cieszyło, przestało sprawiać mi radość. Nie miałam większych problemów. Mimo to czułam się samotna, zagubiona, porzucona. Nie mogłam dogadać się...

Witam. Jestem młodą dziewczyną, mam 14 lat. Około 3 miesięce temu straciłam radość życia. Wszystko to, co mnie wcześniej cieszyło, przestało sprawiać mi radość. Nie miałam większych problemów. Mimo to czułam się samotna, zagubiona, porzucona. Nie mogłam dogadać się z rodzicami. Często zachowywałam się dziwnie. Potrafiłam całymi dniami leżeć i nic nie robić, czasami dopadały mnie ataki agresji, kłóciłam się bez powodu. Kiedy już wydawało mi się, że jest lepiej, kiedy uśmiech malował się na mojej twarzy, znów przytłaczała mnie myśl, że jestem niepotrzebna. Gdy znajomi widzieli mnie smutną, jedni mówili, że trzeba cieszyć się życiem, a inni tylko wyśmiewali mnie. Starałam się więcej uśmiechać, cieszyć, ale mi to nie pomagało. Nie byłam u specjalisty i chciałabym uniknąć takiej wizyty. Co tak naprawdę mi dolega?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Ból głowy, zły wynik EEG - co mi jest?

Witam, mam 22 lata i jestem mężczyzną. Na poczatku 2008 roku miałem dziwne objawy, które pojawiły się nagle, zacząłem mieć zawroty głowy, ból głowy, poty, kołatanie serca. Wylądowałem z tym w szpitalu na kardiologi i na neurologii...

Witam, mam 22 lata i jestem mężczyzną. Na poczatku 2008 roku miałem dziwne objawy, które pojawiły się nagle, zacząłem mieć zawroty głowy, ból głowy, poty, kołatanie serca. Wylądowałem z tym w szpitalu na kardiologi i na neurologii. Wykluczono wady serca, tomograwia też w porządku, ale wynik EEG wyszedł nieprawidłowy, diagnoza - zaburzenia napadowe. Dolegliwości znikły na około rok, teraz czuję się podobnie, ale z mniejszą siłą. Nigdy nie zemdlałem ani nie miałem ataku drgawek. W dzieciństwie ciągle bolała mnie głowa, ale wykonany rezonans nie wykazał żadnych zmian. Co mi jest? Padaczka, nerwica, migrena? A może coś innego? Proszę o pomoc!

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Brak wsparcia ze strony rodziców

Od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam. Nigdy nie byłam szczególnie szczęśliwym i towarzyskim dzieckiem. Nie cieszyły mnie drobnostki, rzeczy materialne, w każdym razie nie na dłuższą metę. Obecnie mam 21 lat, studiuję dziennie na prestiżowej uczelni i nauka idzie...

Od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam. Nigdy nie byłam szczególnie szczęśliwym i towarzyskim dzieckiem. Nie cieszyły mnie drobnostki, rzeczy materialne, w każdym razie nie na dłuższą metę. Obecnie mam 21 lat, studiuję dziennie na prestiżowej uczelni i nauka idzie mi znakomicie. Posiadam przyjaciół, znajomych, choć w dalszym ciągu nie jestem może najbardziej lubianą osobą. Cierpię na chorobę hormonalną, jednak piszę to tylko dlatego, że może ma to wpływ na mój nastrój. Leki, które biorę, to póki co tylko tabletki antykoncepcyjne. Uważam, że rodzice mnie nie rozumieją, nie próbują mnie poznać, krytykują zamiast motywować. To nie jest zarzut. Po prostu nie mam w nich wsparcia. Wnioskuję o mojej potencjalnej depresji z kilku powodów: mam o sobie niskie mniemanie, chronicznie zły nastrój, moje życie wydaje się nie mieć żadnych kolorów, ciągle odczuwam zmęczenie, nie mogę się do niczego zmotywować, czasem po kryjomu wypiję jakiś alkohol, gdy rodzice nie widzą. Nastrój na chwilę mi się poprawia. Potem wraca do normy. Mam zwyczajnie dosyć wszystkiego. Stałam się płakliwa, markotna. Nie wiem, czy mam depresję, nie wiem, co robić.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Bertrand Janota
Lek. Bertrand Janota
Dotyczy: Neurologia Depresja

Ośrodki specjalistyczne badające autyzm u dzieci w Polsce

Jestem koleżanką mamy, u której dziecka przypuszcza się autyzm. Próbuję w jakiś sposób pomóc. Wiem, że bardzo ważne jest szybkie zdiagnozowanie ewentualnej choroby autystycznej, dlatego też bardzo proszę o szybką odpowiedź, jesli chodzi o ośrodki specjalistyczne, do których znajoma...

Jestem koleżanką mamy, u której dziecka przypuszcza się autyzm. Próbuję w jakiś sposób pomóc. Wiem, że bardzo ważne jest szybkie zdiagnozowanie ewentualnej choroby autystycznej, dlatego też bardzo proszę o szybką odpowiedź, jesli chodzi o ośrodki specjalistyczne, do których znajoma mogłaby się udać ze swoim dzieckiem. Mieszkamy na Dolnym Śląsku, być może we Wrocławiu takowy ośrodek się znajduje, jesli tak proszę o potwierdzenie.

Serdecznie dziękuję i pozdrawiam zespól specjalistów.

odpowiada 1 ekspert:
Prof. dr hab. Małgorzata Marszałek
Prof. dr hab. Małgorzata Marszałek

Jak poradzić sobie w kontaktach z ludźmi, z nauką i z podejmowaniem decyzji? Czy mam depresję?

Witam, mam 20 lat i jestem studentem Politechniki Częstochowskiej, kierunek budownictwo (2 rok). Chciałbym opisać problemy, które mnie nurtują, mianowicie te problemy są związane z postrzeganymi przeze mnie różnicami pomiędzy moim zachowaniem a zachowaniem rówieśników oraz z moim stanem emocjonalnym....

Witam, mam 20 lat i jestem studentem Politechniki Częstochowskiej, kierunek budownictwo (2 rok). Chciałbym opisać problemy, które mnie nurtują, mianowicie te problemy są związane z postrzeganymi przeze mnie różnicami pomiędzy moim zachowaniem a zachowaniem rówieśników oraz z moim stanem emocjonalnym. Przedstawię kilka kategorii, w których podam pewne moje obserwacje swojego zachowania na przestrzeni od dzieciństwa do teraz. Przepraszam, że tak dużo piszę, ale chcę jak najwięcej informacji o sobie przedstawić dla analizy problemu. KONTAKTY Z RÓWIEŚNIKAMI To opisuję na początku, bo uważam to za mój główny problem, który przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu. Zaczynając od dzieciństwa, w przedszkolu byłem bardzo lubiany miałem grono kolegów którzy mnie podziwiali i szanowali wręcz uważali za "szefa bandy". W szkole podstawowej te relacje zaczęły się zmieniać. Zaczynałem odczuwać pewien dystans, bałem się niektórych ludzi (starszych kolegów lub tych z innych klas), nie wykraczałem poza towarzystwo z mojej klasy i w mojej klasie zaczynałem ograniczać grono kolegów do kilku przyjaciół. Zakochiwałem się w niektórych dziewczynach – rówieśniczkach, ale nic z tym nie robiłem, czekając na jakiś cud. Z biegiem czasu stawałem się coraz bardziej małomówny i nieśmiały w stosunku do ludzi, wykluczając kilku oddanych przyjaciół. Moja nieśmiałość i małomówność najbardziej przejawiała się w kontaktach z dziewczynami. W gimnazjum poznałem jednego kolegę o imieniu XXX, który wpłynął na moje życie. Wraz z nim i dwoma kumplami, z którymi wcześniej się znałem założyliśmy taką "paczkę" i praktycznie nie spotykaliśmy się w innym gronie. XXX imponował mi tym, że był bardzo sprawny fizycznie, podobnie jak ja, i razem dużo ćwiczyliśmy takie dziedziny, jak kulturystyka, akrobatyka, pływanie, jazda na rowerze. Byliśmy jak bracia, choć nie do końca się tak czułem. Mieliśmy taki dziwny pogląd (który wypłynął od niego) na temat dziewczyn - rówieśniczek, że są brzydkie i stać nas na lepsze, ładniejsze, mądrzejsze (pomimo tego, że nie we wszystkich przypadkach się z nim zgadzałem ale jakoś nie miałem odwagi tego powiedzieć bo bałem się że zostanę wyśmiany). Krótko mówiąc, on zawsze był inicjatorem wszystkiego, co się działo w naszej "paczce" i jakoś mu się podporządkowywaliśmy. W liceum odizolowałem się od mojej "paczki", ponieważ poszedłem do innej szkoły. W nowej szkole inaczej zacząłem patrzeć na relacje z ludźmi. Na początku czułem się zagubiony, bo prawie nikogo nie znałem. Po kilku tygodniach klasa wydawała się już zgrana i życzliwa. Znów zacząłem się ograniczać do małej ilości kolegów. Ale z nimi nie spotykałem się już tak intensywnie jak z dawną paczką. Później namówili mnie żebym sobie kupił perkusję z pieniędzy na osiemnastkę i tak się stało. Założyliśmy taki szkolny zespół i graliśmy na różnych imprezach szkolnych. Czułem się wtedy bardzo dobrze, ale dalej nie mogłem sobie poradzić z małomównością i pewnymi oporami w poznawaniu nowych ludzi w szkole. Coraz częściej zaczęły się pojawiać takie sytuacje, że ludzie mówili o czymś, a ja nie potrafiłem ciągnąć tematu, bo czułem, że mam za małą wiedzę. Jeśli chodzi o kontakty z dziewczynami w tamtym okresie, to bywało różnie. Zaczynałem się bardziej otwierać do dziewczyn, na które wcześniej bym nie spojrzał, będąc w poprzedniej "paczce", ale nic z tego nie było. Nie wiedziałem jak z nimi postępować. Wiedziałem, że podobam się dziewczynom ze względu na wygląd, ale podczas rozmowy zawsze było coś nie tak - nie miałem wyczucia i z nikim nigdy o tym nie rozmawiałem "co robię źle", "co jak mam robić". Wstydziłem się tego, a jednocześnie udawałem człowieka, który ignoruje atrakcyjne dziewczyny, mimo że mi się podobały. Zawsze było tak, że widziałem chęć zbliżenia się do mnie dziewczyn, które mi się nie podobały fizycznie i wewnętrznie. Do dziewczyn, które mi się podobały (energiczne, proporcjonalnie zbudowane, seksowne, atrakcyjne) bałem się podchodzić (same nie podchodziły) i nie wiedziałem, o czym rozmawiać. Jeśli już dochodziło do rozmowy, to najczęściej robiłem się czerwony, zdenerwowany i intensywniej się pociłem. Ogólnie rzecz biorąc, od szkoły podstawowej do końca liceum byłem osobą postrzeganą jako inteligentny (miałem ponadprzeciętne oceny), lecz mało towarzyski człowiek. Nie chodziłem prawie w ogóle na imprezy, nie lubiłem alkoholu i innych używek. Wolałem siedzieć w domu i grać na KOMPUTERZE. Jeśli chodzi o studia, to czułem się w miarę dobrze od początku, grupa była przyjazna. Tym razem, jeśli chodzi o jakieś głębsze znajomości, to zaprzyjaźniłem się z jednym kolegą, który siedział ze mną w ławce. Właściwie była to „przyjaźń ławkowa”, bo poza zajęciami nie spotykałem się z nim ani z innymi ludźmi z uczelni aż do tej pory, mimo że wiedziałem, że powinienem, jakoś nie potrafiłem się do tego zabrać, nie wiedziałem jak. Od kilku miesięcy odczuwam zdecydowane obniżenie mojej aktywności ze znajomymi z uczelni. Prawie w ogóle już się do nich nie odzywam, ciężko mi jest znaleźć jakiś temat, który by ich interesował. Jedyne co jest pocieszające z pobytu na uczelni, to nieznacznie poprawiły się moje stosunki z kobietami - nie jestem już taki nieśmiały, nie mam oporów, ale jedyny problem jaki pozostaje to, to, że zazwyczaj nie mam pojęcia o czym rozmawiać i nie nadążam nad tym co do mnie mówią. KOMPUTER Jest to kolejna istotna dla mnie kategoria, która moim zdaniem wpłynęła negatywnie na moje życie. Od roku 1998 (2 klasa podstawówki) posiadam komputer. Od tamtego czasu, aż do końca liceum uwielbiałem grać w przeróżne gry. Jeśli miałbym określić średni czas przebywania przed komputerem w celach tej rozrywki myślę że wyniósłby około 5 h dziennie. Wciąż przesiaduję przed komputerem dużo czasu, ale używam go bardziej w celach edukacyjnych. Gry komputerowe absolutnie mnie nie interesują od dłuższego czasu. NAUKA Od dziecka dobrze się uczyłem, można powiedzieć ponadprzeciętnie na tle swojej klasy. Mimo że spędzałem dużo czasu przed komputerem i w związku z tym mało czasu poświęcałem na kontakty ze znajomymi, nauka nie sprawiała mi prawie żadnych trudności. Byłem dobry zarówno w przedmiotach ścisłych jak i humanistycznych. Bardziej jednak satysfakcjonowały mnie przedmioty ścisłe, ponieważ nie trzeba było na nie poświęcać tak dużej ilości czasu jak np. na czytanie lektury. Zawsze byłem pewien, że jestem dobry w nauce i że jak pójdę na studia, to sobie poradzę. Dzisiaj mam ogromny problem z koncentracją i uczę się bardzo wolno w porównaniu z rówieśnikami. Gdy przedstawiony jest jakiś nowy typ zadania, mam ogromne trudności ze zrozumieniem jego istoty w przeciwieństwie do większości moich kolegów. Jeśli już się czegoś nauczę po wielogodzinnej pracy i powtarzaniu, to nadal robię to wolniej od tych, którzy nawet nie potrzebowali tak długo ćwiczyć i popełniam dużo błędów logicznych oraz zapominam o wielu istotnych szczegółach. Te negatywne cechy zacząłem zauważać po rozpoczęciu studiów, lecz nasiliły się dopiero w połowie 3 semestru (teraz jestem na 4 semestrze po ogromnym wysiłku). DOM I RODZINA Nigdy nie narzekałem na brak miłości ze strony rodziców i rodzeństwa. Jest jednak jedna rzecz, która mnie martwi i boję się, że przejąłem tę cechę od rodziców. Mianowicie oni nie mają znajomych i praktycznie się nie spotykają z nikim. Rodzice nie mają wyższego wykształcenia. Zawsze pracowali jako pracownicy i nigdy nie mieli odwagi na otwarcie własnego biznesu. Obecnie matka jest bezrobotna a ojciec jest robotnikiem fizycznym. WYGLĄD, FIZYCZNOŚĆ Od zawsze byłem dość wysportowany, umięśniony i przystojny. W sporcie byłem raczej grupie tej połowy bardziej sprawnych. Jedyny kompleks, który powstał w okresie dojrzewania dotyczył mojej twarzy. Mianowicie pod oczami mam dość nietypowe sińce i wrażliwą skórę na policzkach, co powoduje rumieńce. Od roku już się tym nie przejmuję, co trochę poprawiło moją pewność siebie. PODSUMOWANIE PROBLEMU Zaobserwowałem znaczne spowolnienie i brak zdecydowania w działaniu (zdecydowanie w działaniu nie było nigdy moją mocną stroną, ale teraz znacznie się pogorszyło). Czuję się bezradny i nie mam żadnych pomysłów. Nie mam żadnej wizji na przyszłość, mimo że mam określony kierunek studiów, to czuję, że sobie nie poradzę ze względu na brak umiejętności zjednywania sobie ludzi i problemy z koncentracją w nauce. Ciężko mi jest podjąć jakąkolwiek decyzję. Nie mam ochoty spotykać się z "resztką znajomych" mimo, że wszystko wskazuje na to, że takie spotkania mogą być dla mnie ratunkiem. Ogarnęła mnie apatia. Prawie cały czas chce mi się spać i jeść. Zazdroszczę ludziom ich pomysłowości i tego, że mają czas na wszystko: imprezy, praca, studia, miłość... W każdej płaszczyźnie osiągają sukcesy większe niż ja. JA skupiam się obecnie tylko na nauce, wierząc, że chociaż w tym będę odnosił satysfakcję, ale każdego dnia przekonuję się o tym, że jestem gorszy od innych (oczywiście nie od wszystkich). Mam wrażenie, że jeśli będę się uczył cały czas to może i osiągnę poziom taki jak inni, ale kosztem utraty resztek innych ludzkich zdolności interpersonalnych, których właśnie bardzo potrzebuję. Wiem, że wygląda to bardzo dziwnie i że bez wychodzenia do ludzi nie nabędę tych umiejętności, ale nie mogę pozbyć się tych oporów związanych właśnie z trudnościami w podejmowaniu decyzji. Czy mam po prostu na ślepo, bez celu wychodzić do ludzi i czekać, aż się otworzę, aż podświadomie zrozumiem, o co chodzi w relacjach międzyludzkich, żeby wychodziło mi to naturalnie i bez napięcia? Czy są jakieś konkretne metody dla mnie żebym wreszcie mógł w sobie wzbudzić tą naturalną chęć poznawania ludzi i świata? Wiem, że jedynie ludzie mogą mi w tym pomóc i ja chcę odnaleźć też sposób, w jaki mógłbym się im odwdzięczyć za tę pomoc. Chcę być spontaniczny i cieszyć się każdym dniem, wzbudzić w sobie radość dziecka, której mi brakuje i móc się nią dzielić. Wiem, że nie ma na to wszystko krótkiej odpowiedzi, ale mam nadzieję, że ktoś z obecnych tutaj specjalistów mi pomoże (określi, co mi jest, jak sobie z tym poradzić) lub poleci kogoś, kto mi może pomóc. Obawiam się, że to jest depresja, ponieważ od pewnego czasu czytam różne objawy i one się pokrywają z moimi. Robiłem też testy internetowe, które wykazują, że jestem w łagodnej depresji. Błagam o pomoc i z góry dziękuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Czy jestem chora na depresję?

Trudno mi powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Czuję się tak, jakby mi się świat zawalił. Z dnia na dzień wydaję się sobie brzydsza, mam wrażenie, że każdy na mnie krzyczy, że wszyscy się ze mnie śmieją. Boję się wracać do...

Trudno mi powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Czuję się tak, jakby mi się świat zawalił. Z dnia na dzień wydaję się sobie brzydsza, mam wrażenie, że każdy na mnie krzyczy, że wszyscy się ze mnie śmieją. Boję się wracać do domu, bo zaraz będzie awantura, że się nie uczę i że jestem głupia. Jedyne co chcę robić to spać. Zasnąć i już nigdy nie spać. Czasem się zastanawiam nad tym, czy by się nie pociąć albo się nie zabić, ale jeszcze aż tak źle nie jest, bym cokolwiek takiego zrobiła. Chce mi się płakać za każdym razem, gdy ktoś zwróci mi uwagę. Boję się odzywać w obecności innych. Wszyscy nauczyciele napisali o mnie, że brakuje mi wiary w siebie. Kocham śpiew, ale ostatnio nawet na to nie mam ochoty. Zerwałam ze swoim chłopakiem, bo z jakiegoś powodu przestałam go chyba interesować, nie chciał się spotykać. Dlaczego? Aż tak nudna jestem? Tak brzydka? Zwykle jak się śmieję, to słychać mnie wszędzie (mam bardzo charakterystyczny śmiech), ale ostatnio nie jestem wstanie się śmiać. Od czasu do czasu coś cichego, a tak to nie mam na to siły. Nawet jak ktoś mnie obrazi lub zacznie się ze mnie śmiać lub próbuje mnie wkurzyć, ja nic nie robię. Po prostu siedzę i mówię, że mnie to mało obchodzi. Przybrałam na wadze (wróciłam do mojej normalnej wagi), bo dziwnie dużo jem. Wpycham w siebie jedzenie, nawet jak nie jestem głodna. 3 razy już rzucałam palenie. Ale dziś np. dostałam książką od ekonomii po twarzy i nie wytrzymałam, i kupiłam sobie kolejną. Palenie nie sprawia, że czuję się lepiej. Ale na chwilę chociaż czuję się tak, jakbym robiła wreszcie coś samodzielnie. Coś, co nie jest nakazane przez moich rodziców. Wreszcie objaw chociażby małego buntu przeciw rodzicom. Wielu ludziom moje życie wydaje się idealne. Skoro takie jest, to dlaczego płaczę, pisząc tę wiadomość? Nie jestem wstanie ostatnio nic zrobić... Jak powiem rodzicom, że chyba coś z moją psychiką jest nie tak, że możliwe, że mam depresję, to oni machną na to ręką i powiedzą, że "to nie depresja, tylko moje lenistwo i chęć ucieczki od pracy"... w ten sposób nigdy się nie dowiem, co tak w sumie mi jest... Ale błagam, powiedzcie, czy jest jakiś sposób się tego pozbyć, bo poważnie mam już dosyć swojego życia...

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Dlaczego samobójstwo nie miałoby być wyjściem?

Mam 26 lat. Od ósmego roku życia miałem nerwicę natręctw, zdiagnozowaną psychiatrycznie w wieku 23 lat. Od tego czasu chodziłem dość regularnie do psychiatry i psychologa, brałem leki i czytałem mnóstwo literatury przedmiotu (Horney, Fromm, Kępiński i in.), bardzo dużo...

Mam 26 lat. Od ósmego roku życia miałem nerwicę natręctw, zdiagnozowaną psychiatrycznie w wieku 23 lat. Od tego czasu chodziłem dość regularnie do psychiatry i psychologa, brałem leki i czytałem mnóstwo literatury przedmiotu (Horney, Fromm, Kępiński i in.), bardzo dużo myśląc o swoich życiu i psychice. Nie mam już większości natrętnych myśli i przymusowych czynności, ale tak naprawdę nie czuję, by coś się w moim zmieniło na lepsze. Od skończenia studiów wegetuję, nie będąc zdolnym do zorganizowania sobie życia. Sądzę, że mój obecny stan pasuje do opisu nerwicy depresyjnej Kępińskiego. Otóż elementem w mojej świadomości, który nie pozwala mi nic robić, jest poczucie bezsensu wszelkich działań, bezcelowości wszelkich wysiłków, braku sensu samego życia. Dopóki moim celem, narzuconym niejako z góry, było skończenie studiów, ten problem, choć przewijał się tu i ówdzie, nie był jednak pierwszoplanowy. Zawsze chciałem zrobić po nich karierę naukową. Ale gdy dostałem się na doktorat, straciłem dla tego zainteresowanie. Zrozumiałem, że moje życie, nawet z dr przed nazwiskiem, będzie dalej równie bezsensowne. Zresztą nie wierzyłem, żebym potrafił tego dokonać, i zrezygnowałem. Od tej pory siedzę w domu na wikcie rodziców, udając, że szukam pracy. Sądzę, że świadomość nieodwołalnego braku sensu życia samego w sobie jest w istocie moją strategią obronną przed: - poczuciem krzywdy za cierpienia w dzieciństwie i młodości z powodu choroby, i poczuciem niemocy, gdyż winą za to cierpienie nie mogę racjonalnie nikogo obarczyć i domagać się odeń zadośćuczynienia (a tylko tak jestem w stanie odzyskać równowagę) - poczuciem zmarnowania najlepszych lat życia i najlepszych okazji w życiu, czasu radości i spontaniczności, przyjaźni i miłości, czasu, w którym wykuwa się charakter człowieka i jego fascynacje na resztę życia - poczuciem wstydu i zapóźnienia w stosunku do rówieśników - nienawiścią i pogardą dla samego siebie - strachem przed ogromem wysiłku i dalszych cierpień, jakich wymagałoby ode mnie naprawianie tych prawie 20 lat z nerwicą - sztucznością i nieadekwatnością każdego celu, jaki mógłbym obrać w życiu, wobec tych cierpień i tych wysiłków. Każdy z tych problemów (i wiele pomniejszych) był dla mnie przez lata nierozwiązywalny z osobna i w splocie z resztą. Lecz jeśli nic nie ma sensu, to wtedy nie ma też krzywdy, winy, wstydu, nienawiści, strachu. Jeśli twoje problemy są nierozwiązywalne, musisz je usunąć z pola widzenia, sprawić by nie istniały, nawet jeśli ty przestajesz psychicznie istnieć, bo inaczej stają się nie do zniesienia. Teraz nie chce już nawet, by cokolwiek zyskało sens. Każdy możliwy sens jest niczym wobec ogromu cierpienia, nienawiści i lęku, które jego wątły miraż natychmiast uruchamia z całą mocą. Musiałby to być sens absolutny i niepodważalny, taki, który czyni drobiazgami wszystkie problemy jednocześnie. Ale takiej wartości nie ma, bo to człowiek sam sobie nadaje sensy. Nie jest nią Bóg, o którym nie wiem nawet, czy istnieje, i którego, w przypisywanej Mu wszechmocy i dobroci, musiałbym obarczyć winą za swój stan, gdyby istniał. Nie jest nią też Eros, miłość, do której zyskałem szczerą niechęć, gdyż moja nerwica miała od początku seksualne podłoże, a każda fascynacja kobietami była zawsze nieodwołalnie frustrująca. Tym bardziej nie jest nią praca czy zainteresowania. Pozostaje więc uczynić wartością brak wszelakiego głębszego sensu. I trzymam się tego w miarę solidnie od prawie roku... Niestety, okazuje się, że na dłuższą metę tak się nie da. Brak sensu staje się powoli równie niemożliwy do zniesienia, jak wszelki ułomny sens... Jeśli więc sens i jego brak są nie do zniesienia, czyż nie jest jedynym prawdziwie sensownym wyjściem zakończenie życia?

Czy to wszystko kiedyś minie?

Witam serdecznie Chciałabym podzielić się z moim problemem. Mam 22 lata jestem studentką pierwszego roku. Od dłuższego czasu mam problemy ze sobą. Jestem juz po wielu przejściach w życiu, m.in. zaburzenia depresyjno-lękowe w wieku 13 lat po śmierci taty,...

Witam serdecznie Chciałabym podzielić się z moim problemem. Mam 22 lata jestem studentką pierwszego roku. Od dłuższego czasu mam problemy ze sobą. Jestem juz po wielu przejściach w życiu, m.in. zaburzenia depresyjno-lękowe w wieku 13 lat po śmierci taty, później wykryto u mnie nowotwór i jestem po przeszczepie. Było dobrze, jednak od pewnego czasu mam problemy, zdiagnozowałam u siebie fobię społeczną, lęk który mnie paraliżuje podczas rozmowy z ludźmi: jest dobrze, rozmawiam z kimś, po chwili czuję się tak dziwnie, unikam zajęć w szkole, ponieważ bardzo się boję, że wszyscy zobaczą moją reakcję, strasznie stresuję się wystąpień publicznych i bycia w centrum zainteresowania, komputer to moja jedyna rozrywka. Jestem przewrażliwiona na swoim punkcie, nie mam chłopaka, choć mam adoratorów, ale się ich boję, mam bardzo niską samoocenę, pewność siebie - wręcz jej brak. Izoluję się od ludzi, unikam spotkań towarzyskich, nie potrafię rozmawiać z ludźmi, bo nie wiem, co powiedzieć, nie jestem w pełni wyluzowana, ciągle spięta. Mam mnóstwo objawów somatycznych: uderzenia gorąca, czerwienienie twarzy, przyspieszone tętno, drżenie ciała, pocenie się, płochliwość, oprócz tego bardzo skupiam się na mimice, jak z kim rozmawiam, co jest bardzo uciążliwe. Dlaczego tak się dzieje? Chciałabym nad tym zapanować, ale nie potrafię. Pięć dni temu byłam u psychiatry, dostałam lek - preparat citalopramu - brałam po pół tabl., czyli 5mg, ponieważ bałam się skutków ubocznych, ale będę stopniowo zwiększać dawkę. Dziś wzięłam 10 mg. Czeka mnie psychoterapia. Czy można pokonać tę chorobę i cieszyć się normalnym życiem? Dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Obsesja na punkcie rtęci

Rok temu miałam obsesję na punkcie rtęci, wszędzie ją widziałam, to dlatego, że jak byłam mała, kiedyś stłukłam termometr. Teraz mam 15 lat i uwolniłam się od tej obsesji - przynajmniej tak mi się wydawało. Od jakiegoś roku nękają mnie...

Rok temu miałam obsesję na punkcie rtęci, wszędzie ją widziałam, to dlatego, że jak byłam mała, kiedyś stłukłam termometr. Teraz mam 15 lat i uwolniłam się od tej obsesji - przynajmniej tak mi się wydawało. Od jakiegoś roku nękają mnie różne natrętne myśli. Na początku były one o Bogu - straszne, obraźliwe, nawet wulgaryzmy. To było dla mnie straszne... później było trochę lepiej, ale zaczęły pojawiać się natrętne myśli w postaci złorzeczeń, które pojawiały się w różnych sytuacjach, np. usłyszałam, że ktoś jest chory i zaraz pojawiała się zła myśl. Najgorsze jest w tym to, że bardzo się bałam o tych ludzi, modliłam i obwiniałam za ich krzywdę... Ostatnio bardzo mi pomogła spowiedź, która bardzo podniosła mnie na duchu, a teraz znów się wszystko posypało... Słyszałam o chorobie pewnej kobiety i też pojawiały się złe myśli, modliłam się za nią, później ona wyszła ze szpitala, a po jakimś czasie znów tam trafiła, potem okazało się, że znów jest w szpitalu i po jakimś czasie okazało się, że nie żyje. Obwiniam za to siebie, ponieważ dzień przed śmiercią nie pomodliłam się za nią... Wiem, że nie muszę się modlić za wszystkich i że nie chcę tych myśli, ale obwiniam się za jej śmierć, że gdybym się wtedy pomodliła, to ona by żyła... Proszę o pomoc!!! Dodam jeszcze, ze nigdy bym nikogo nie skrzywdziła...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

EEG - co oznacza taki wynik?

Witam, proszę o jak najszybszą interpretację. Opis EEG: W zapisie rejestruje się czynność o częstotliwości 9 Hz i amplitudzie 35 uV i rozsiane fale theta 6-8 Hz o amplitudzie 60 uV, okresowo występujące w postaci 0,5 sek uogólnionych wyładowań....

Witam, proszę o jak najszybszą interpretację. Opis EEG: W zapisie rejestruje się czynność o częstotliwości 9 Hz i amplitudzie 35 uV i rozsiane fale theta 6-8 Hz o amplitudzie 60 uV, okresowo występujące w postaci 0,5 sek uogólnionych wyładowań. Reakcja zatrzymana zaznaczona. Hiperwentylacja i fotostymulacja nasilają zmiany. ORZECZENIE: Rozsiana patologia z napadowością.

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Czy to nerwica? Jak leczyć?

Witam. Od miesiąca mam kołatanie serca, bóle w klatce piersiowej, drżenie rąk, lekkie zawroty głowy, pocą mi sie dłonie i stopy, czasem też drętwieje mi lewa ręka, a bardziej opuszki palców, rzadziej stopy, uderzenia gorąca w twarz, jestem rozbita.
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Derealizacja - czy można ją pokonać?

Jestem kobietą, mam 23 lata, od ok. 7 lat cierpię na nerwicę lękową z objawami derealizacji. Na początku (czas ok. 5, 5 roku) zupełnie nie wiedziałam, co mi jest, byłam po prostu przerażona, kiedy pewnego razu na spacerze przestałam odbierać...

Jestem kobietą, mam 23 lata, od ok. 7 lat cierpię na nerwicę lękową z objawami derealizacji. Na początku (czas ok. 5, 5 roku) zupełnie nie wiedziałam, co mi jest, byłam po prostu przerażona, kiedy pewnego razu na spacerze przestałam odbierać świat jako "rzeczywisty". Przez około 5 lat rzeczywistość odbierana była przeze mnie jako coś "obok", coś arealnego, sztucznego.

Teraz jest o tyle lepiej, że wielokrotnie percypuję "jak należy", szczególnie gdy poruszam się blisko domu. Do tego dopadają mnie czasem ataki somatyczne (układ oddechowy, żołądek). Lęk towarzyszy mi nieustannie, każda najdrobniejsza rzecz, wydarzenie (negatywne ale i pozytywne) powodują ogromne nieadekwatne emocje. Bardzo często sytuacje "emocjonalne" powodują ogromne zmęczenie (nawet zwykłe spotkania z ludźmi) - ale to zależy "od dnia". Czasem czuję się nawet bardzo dobrze, ale tylko wtedy, gdy mam właśnie "dobry dzień", pozytywny nastrój - ale czuję, że nie zależy to ode mnie. Staram się dbać o siebie, wysypiać, zdrowo odżywiać, itd. - od pewnego czasu czuję się bardziej "wyporna". Już się do tych moich przypadłości nawet przyzwyczaiłam i nauczyłam zachowywać jakąś namiastkę wewnętrznego spokoju czy nie rozogniać sytuacji. W tej chwili doszedł mi jeszcze lęk w środkach komunikacji, czego wcześniej nie było (zawsze mogłam prawie wszędzie dojechać samochodem, gorzej było z chodzeniem, teraz jest jakby na odwrót). Nigdy nie wiem, na co się mój lęk przeniesie. Nerwica dopadła mnie w okresie kiedy przeżywałam wielkie napięcie związane z koszmarną atmosfera w szkole - wyszłam stamtąd z psychiką w kawałkach.

Diagnoza choroby jest moja, ale została potwierdzona przez jednego z psychologów. Byłam u dwóch psychologów, niestety, w tej chwili nie jestem w stanie po prostu dojechać na psychoterapię. Staram się jakoś "opanować" drogę, "wćwiczyć ją" tak, aby móc w jakiś sposób tam dotrzeć. Mam nadzieję, że w końcu mi się uda. Nie biorę leków, jedynie zioła. Brałam pewien lek, bardzo krótko, jednak po jego odstawieniu poczułam się niezwykle niekomfortowo, jak nigdy dotąd.

Jestem osobą fizycznie zdrową, nigdy nie miałam problemów z nauką, zapamiętywaniem itp. Studiuję (opanowałam mniej więcej drogę na uczelnię). Czuję się jak w klatce, bo nie mogę się normalnie przemieszczać/poruszać, jedynie w miejsca, które nie są mi obce (i to nie wszystkie). Boję się przyszłości, bo mogłabym godnie żyć i pracować, ale jak mam to zrobić, skoro do pracy nie dojadę? Poza tym nikt o tym nie wie, wszyscy myślą, że jestem zupełnie "zdrowa" i dziwią się, dlaczego unikam spotkań czy wielu okazji rozwoju (wiele takich propozycji mi już uciekło). Nie jestem w stanie zapanować nad "wadliwą percepcją", staram się jakoś do tego przyzwyczaić, ale jest to na tyle niekomfortowe, sprawia to tak wielkie cierpienie, że nie mogę udawać, że to nic takiego (jak napisałam - praktycznie nigdzie nie jeżdżę, mój świat jest bardzo "ograniczony"). Chciałabym się dowiedzieć, czy jest w ogóle szansa na wyzdrowienie, na normalną percepcję i pozbycie się lęków, rozemocjonowania, czy jest szansa na normalne życie? Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie - Kasia

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Szczękościsk wywołany infekcją

Kobieta, lat 28, z objawami ostrego bólu gardła, bardzo powiększonymi migdałkami i węzłami chłonnymi, gorączką ok. 39 st., bólami stawów i mięśni, dreszczami, szczękościsk (od pierwszego objawu - bólu gardła do zaostrzenia objawów minęło 10 godz.). Trafiłam na izbę...

Kobieta, lat 28, z objawami ostrego bólu gardła, bardzo powiększonymi migdałkami i węzłami chłonnymi, gorączką ok. 39 st., bólami stawów i mięśni, dreszczami, szczękościsk (od pierwszego objawu - bólu gardła do zaostrzenia objawów minęło 10 godz.). Trafiłam na izbę przyjęć szpitala, tam punktowano mi 1 z migdałów, stwierdzono anginę ropną, wykonano badania, wyniki (podaję tylko wartości oflagowane jako nieprawidłowe): WBC 21,61, NEUT% 89, LYMPH% 4, EO% 0, BASO% 0, Zalecono pewnien antybiotyk w zastrzykach dożylnych - 10 amp 2 razy dziennie po 1500 mg, wypisano do domu, kontrola u laryngologa po 4 dniach kuracji. Po 4 dniach objawy typu, gorączka, dreszcze bóle stawów ustały, utrzymywał się ból gardła, szczękościsk, opuchlizna szyi i twarzy. Laryngolog nie mogąc zajrzeć do gardła, wypisał skierowanie do szpitala na oddział chorób zakaźnych z podejrzeniem mononukleozy zakaźnej. Na izbie przyjęć stwierdzono podejrzenie ropnia okołomigdałkowego i skierowano do szpitala klinicznego na oddział laryngologii. W tym ostatnim szpitalu, punktowano wielokrotnie migdały, nie znajdując ropnia, zlecono badania krwi, wyniki (tylko oflagowane jako nieprawidłowe): CRP 67,15, WBC 11,95, MPV 7,8. Zalecono kolejną serię 10 dożylnych zastrzyków tego samego antybiotyku w tej samej dawce, zdiagnozowano "naciek okołomigdałkowy", wysłano do domu, z kontrolą u laryngologa po 4 dniach. Podczas wizyty u laryngologa w 10 dniu choroby, utrzymywał się szczękościsk i niewielka opuchlizna szyi, nie było bólu oraz innych objawów, lekarz stwierził, że nie potrafi postawić diagnozy, zalecił, dosłownie, "proszę wrócić do 1 szpitala, do którego pani trafiła, udawać, że nie ma poprawy, to panią położą na oserwację i może będą wiedzieli, co pani jest". Z oczywistych przyczyn nie zastosowałam się do tego zalecenia. Po 2 dniach, kiedy skończyłam całą kurację antybiotykową, udałam się na wizytę do internisty rodzinnego z prośbą o pomoc w tej sytuacji. Po 12 dniach nie miałam objawów "anginopodobnych", utrzymywało się ogólne osłabienie oraz wieczorne bóle w dolnej częsści pleców i uczucie "rozpierania" w tym samym miejscu. Internista zlecił badanie moczu i krwi oraz usg jamy brzusznej, wyniki (tylko wartości oflagowane jako nieprawidłowe): MPV 8,10, OB 76. ROZMAZ KRWI MET. SCHILINGA: GRAN. SEGMENTOWANE 79, LIMFOCYTY 15, CRP 20,20. Badanie moczu - wszystkie parametry w normie. USG jamy brzusznej: Wątroba jednorodna, niepowiększona, pęcherzyk żółciowy bezkamiczny, PŻW nieposzerzony, pole trzustki w normie, nerki przeciętnej wielkości o zachowanej strukturze bez cech zastoju z drobnym złogiem w kielichu środkowym nerki prawej, śledziona niepowiększona, pęcherz gładki, macica i jajniki w normie. Bardzo proszę o interpretację wyników, czy jestem już zdrowa?

odpowiada 1 ekspert:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie

Jak poradzić sobie z trzesącymi rękoma?

Dzień dobry :) Mam na imię Ewa, mam 20 lat. Ostatnio zauważyłam, że zaczęły mi się trząść ręce i boli mnie czasami żołądek. Nawet jak rozmawiam z mamą przez telefon, to ręce mi się bardzo trzęsą. Nie wiem, co się dzieje. Proszę o odpowiedź :)
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Opis wyniku eeg

Dziś odebrałam wynik eeg i chciałabym wiedzieć, czy mam się zacząć martwić. Powodem pójścia na badanie były bardzo częste bóle i zawroty głowy, zaburzenia mowy oraz światłowstręt. Oto wynik badania: Badanie wykonano w czuwaniu, z krótkimi okresami lekkiej...

Dziś odebrałam wynik eeg i chciałabym wiedzieć, czy mam się zacząć martwić. Powodem pójścia na badanie były bardzo częste bóle i zawroty głowy, zaburzenia mowy oraz światłowstręt. Oto wynik badania: Badanie wykonano w czuwaniu, z krótkimi okresami lekkiej senności. Zapis zróżnicowany przestrzennie. Czynność podstawowa, w okolicy ciemieniowo-potylicznej składa się z rytmu alfa 10-11 Hz, o ampl. do 55 uV, z nałożonymi seriami niskonapięciowych fal beta, dominującymi w okolicach czołowych. RZ jest wyrażona. W okolicach skroniowych obustronnie, ze zmienną przewagą stron, czasami w sposób uogólniony, napadowy, wielokrotnie, częściej w czasie HW, zarejestrowano, zwykle pojedyncze wyostrzone fale 7-8 Hz, rzadko theta 6 HZ o ampl. do 80 uV. FS bez istotnego wpływu na zapis. Orzeczenie: Zapis z dyskretnymi cechami nieprawidłowymi w okolicach skroniowych, z tendencją do uogólniania się z zaznaczonym charakterem napadowy. Będę wdzięczna za fachową ocenę. Z góry dziękuję.

odpowiada 2 ekspertów:
 Redakcja abcZdrowie
Redakcja abcZdrowie
Lek. Jerzy Bajko
Lek. Jerzy Bajko

Czy moje dziecko jest autystą?

Witam! Jestem mamą trzyletniego chłopca. Synuś nie rozwija się prawidłowo. Od dłuższego już czasu chodzimy do psychologa, który zaczął podejrzewać, że Kacper jest dzieckiem autystycznym. Kacper urodził się w 38 tygodniu ciąży, nie było żadnych problemów w ciąży. Jedynym...

Witam!

Jestem mamą trzyletniego chłopca. Synuś nie rozwija się prawidłowo. Od dłuższego już czasu chodzimy do psychologa, który zaczął podejrzewać, że Kacper jest dzieckiem autystycznym. Kacper urodził się w 38 tygodniu ciąży, nie było żadnych problemów w ciąży. Jedynym problemem były zielone wody podczas porodu. Ogólnie Kacper jest dzieckiem zdrowym. W okresie niemowlęcym miał alergię na białko mleka krowiego i w związku z tym przyjmował produkt mlekozastępczy. Aż do teraz nie brał żadnego antybiotyku. Około pierwszego roku życia synuś zaczął zachowywać się jakoś dziwnie, tzn. inaczej niż inne dzieci. Nie bawił się zabawkami, nie reagował na swoje imię, nie wykonywał nawet prostych poleceń, nie robił "pa pa", trzepotał rączkami, nie mówił, można wręcz powiedzieć, że milczał. Kontakt wzrokowy był z nim bardzo utrudniony. Po zbadaniu słuchu okazało się, że synek bardzo dobrze słyszy. Ale na swoje imię i tak nie reagował.

Sytuacja zmieniła się jakoś parę miesięcy temu. Synek reaguje już na swoje imię, rozumie proste polecenia typu daj (wtedy, kiedy żąda się od niego przedmiotu, który ma w ręce, lub jest w jego pobliżu), wstań, usiądź. Mówi tylko niektóre słowa np. mama, baba, da da, mniam, ale zdarza się, że używa ich nieadekwatnie do sytuacji. Zaczyna się bawić zabawkami zgodnie z ich przeznaczeniem. Nie trzepocze już rączkami, tylko w momencie jak się złości, to napina rękę i podnosi ją do góry, tak, jakby ją oglądał. Nie ma i nie miał żadnych napadów agresji. W sytuacjach, kiedy się mu coś nie podoba, albo czegoś nie chce, to płacze i krzyczy, tupiąc nogami i napinając się. Taka poprawa nastąpiła samoistnie, to znaczy nie uczęszczaliśmy na żadne zajęcia, terapie, jedynie raz w miesiącu mieliśmy wizyty u psychologa i logopedy. Wiem, że jednym z objawów autyzmu jest to, że dzieci nie przytulają się. Kacper wręcz przeciwnie, bardzo lubi się przytulać, zawsze lubił. Proszę o informację, czy moje dziecko może być dzieckiem autystycznym? A jeśli tak, to czy prawda jest, że dzieci autystyczne muszą być na diecie bezglutenowej, bezmlecznej i bezcukrowej?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Mgr Aurelia Grzmot-Bilska
Dotyczy: Neurologia Autyzm
Patronaty