Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Przemoc domowa: Pytania do specjalistów

Czy mój mąż cierpi na depresję?

Witam, mam problem z moim mężem i bardzo proszę o radę, ponieważ rozkładam ręce na jego styl zachowania się i nie mam pojęcia co mu dolega. Jest młodym człowiekiem, ale jest bardzo nastawiony do życia negatywnie, wszystko widzi w czarnych...

Witam, mam problem z moim mężem i bardzo proszę o radę, ponieważ rozkładam ręce na jego styl zachowania się i nie mam pojęcia co mu dolega. Jest młodym człowiekiem, ale jest bardzo nastawiony do życia negatywnie, wszystko widzi w czarnych kolorach, wszystkim wytyka błędy, a swoich nie widzi. Nie umie sobie poradzić z emocjami, zamyka się w sobie, omija problemy z daleka, po czym one wracają i ciągną się. Nie rozmawia ze mną o problemach ani z nikim, jest często smutny, zamyślony. Próbowałam nie raz rozmawiać, tłumaczyć, żadnych efektów, po prostu "ma swój świat". Bywa agresywny, nie zdaję sobie bardzo sprawy z tego, ostatnio pod wpływem alkoholu był wobec mnie agresywny, wyzywał, poniżał, groził, potem mówił, że nic takiego nie robił, zresztą on nigdy się nie przyznaje. Najpierw jest wszystko w porządku, jest kochany, a potem, jak jest coś nie tak, to agresywny i zgania winę na mnie, robi z siebie ofiarę. Potrafi mnie uderzyć, ma bardzo "ciężką rękę". Boję się go jak jest zdenerwowany. Nie wiem jak mu pomóc, on uważa, że jest wszytko w porządku - jak uświadomić, że chyba nie jest jednak? Proszę o odpowiedź

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak mogę pomóc dzieciom, nad którymi znęca się matka?

Zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja jak znęcanie psychiczne i fizyczne nad dziećmi powinna być zgłoszona, jednak rzecz dzieje się w rodzinie mojej siostry i to właśnie ona jest sprawcą tychże okropnych rzeczy. Boję się jednak, że jeśli zgłoszę to,...

Zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja jak znęcanie psychiczne i fizyczne nad dziećmi powinna być zgłoszona, jednak rzecz dzieje się w rodzinie mojej siostry i to właśnie ona jest sprawcą tychże okropnych rzeczy. Boję się jednak, że jeśli zgłoszę to, to zabiorą jej dzieci, a tego nikt by nie chciał. Jak można im pomóc skutecznie, bez ryzyka, że dzieci zostaną zabrane? Dzieci są w wieku 11, 8, 5, 3 lata, z czego trójka starszych jest najbardziej gnębiona. Siostra zdaje sobie sprawę, że źle robi, ale nie potrafi nad tym zapanować i atakach furii - wygaduje i robi naprawdę okropne rzeczy, potrafi używać takich wyzwisk, że trudno nawet sobie wyobrazić, że można tak się do dzieci odzywać, zdarza się również, że bije dzieci. Potem oczywiście tego żałuje. Chciałabym pomóc dzieciom, które są przestraszone, skryte, małomówne, ale też chciałabym pomóc mojej siostrze, która nie potrafi sobie z tym po prostu poradzić, próbowała już psychologa, ale nie wiem czy była do końca szczera, szybko jednak przerwała to. Wiem, że chciałaby opanować swoje emocje, ale to już ją przerosło dawno temu. Proszę o pomoc, bo nie mogę dłużej patrzeć na krzywdę tych dzieci, zdając sobie sprawę jakie szkody wyrządza to w ich psychice i że wpłynie to na całe ich życie.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy powinnam odejść od męża, czy dalej tkwić w tym związku?

Witam, mam 27 lat. Z mężem znam się od 10 lat, od ponad pół roku jesteśmy małżeństwem. Już przed ślubem mój mąż wykazywał pewne zachowania, które mnie niepokoiły. Potrafił ze złości w coś kopnąć, uderzyć, raz gdy ścinałam mu...

Witam, mam 27 lat. Z mężem znam się od 10 lat, od ponad pół roku jesteśmy małżeństwem. Już przed ślubem mój mąż wykazywał pewne zachowania, które mnie niepokoiły. Potrafił ze złości w coś kopnąć, uderzyć, raz gdy ścinałam mu włosy maszynka był tak niezadowolony sposobem w jakim ją trzymam i golę mu włosy, że wyrwał mi ja z rak i rzucił o podłogę - cała się roztrzaskała. Kilka razy w gniewie, złości wyzywał mnie, szarpał mnie za bluzkę albo łapał za gardło... Potem mówił, że czuł się przeze mnie ignorowany, niesłuchany i chciał zwrócić moją uwagę. Ja wtedy się go bałam. Potem on żałował, przepraszał, mówił że się to nie powtórzy. Na kilka miesięcy przed ślubem taka sytuacja również miała miejsce i wówczas mało co nie wyrzuciłam go z domu, ale obiecał, że tego nigdy nie zrobi, że nie splami naszego małżeństwa. Po ślubie na początku było dobrze, a potem on zaczął grac non stop w gry komputerowe, a ja sama siedziałam w drugim pokoju. Przez to się oddaliliśmy, ja nie miałam ochoty na seks w przerwie pomiędzy jego grami. Gdy ostatnio wyjechałam służbowo z kolegą zrobił mi awanturę, mówił, że nie pozwoli by jego żona jeździła z obcymi morszczyznami po hotelach, a po powrocie do domu awantura trwała dalej i znów mnie szarpał za bluzkę. Gdy na weekend wyjechałam do rodziny on znów zrozumiał, że źle postąpił i teraz bardzo żałuje i przeprasza mnie za swoje postępowanie, mówi że wie co go nakręca do tych zachowań i że się zmieni, że teraz będzie o mnie dbał. Powiedział, że to przez zazdrość i brak seksu pomyślał, że może ja coś na tym wyjeździe robię. Nie potrafię mu uwierzyć. Poprosiłam go by się przeniósł na jakiś czas do rodziców, bo chcę zostać sama. On cały czas mnie przeprasza, a gdy widzi że nie przyjmuje jego deklaracji płacze, mówi, że nie może jeść, spać, że jestem wszystkim, że jeśli go zostawię on popełni samobójstwo. Jesteśmy małżeństwem niecały rok. Z jednej strony gdy patrzę na nasz cały związek czuję, że powinnam odejść, bo później będzie jeszcze gorzej, ponadto czuję się wypalona tą ciągłą walką o szczęście, z drugiej szkoda mi tych wszystkich lat i tego, że dopiero wzięłam ślub. Czy powinnam tkwić w tym związku? Czy on się zmieni?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak poradzić sobie z poniżaniem przez rodziów?

Kobieta 19 lat. Mieszkam z rodzicami w małej miejscowości. Uczę się w ostatniej klasie liceum, przede mną matura. Mam jeden odwieczny problem: to moi rodzice. Niektórym wyda się to dziwne, że taka młoda osoba jak ja pisze takie rzecz, ale...

Kobieta 19 lat. Mieszkam z rodzicami w małej miejscowości. Uczę się w ostatniej klasie liceum, przede mną matura. Mam jeden odwieczny problem: to moi rodzice. Niektórym wyda się to dziwne, że taka młoda osoba jak ja pisze takie rzecz, ale po prostu sobie nie radzę z tym wszystkim. Odkąd pamiętam moi rodzice zawsze byli wymagający. Nie raz mi się oberwało a to, że nie wyniosłam po sobie talerza, nie posprzątałam lub za to, że po szkole w czas weekendu przychodzą do mnie koleżanki. Ostatnio zauważyłam, że jest coraz gorzej. Moja matka zaczęła używać wobec mnie rożnych słów, które nie należą do tych przyjemniejszych. Zaczęła stwierdzać, że jestem osobą, która nic w życiu nie osiągnie i której na niczym nie zależy. Pewnego dnia poznałam chłopaka i zaczęłam się z nim po kryjomu spotykać. Dowiedziała się o tym matka. Kazała zakończyć mi tę znajomość, bo według niej nie jestem nic warta. Coraz częściej dostawałam od niej w twarz, za głupi błąd jechała po mnie jak po śmieciu. Od ponad dwóch lat nie wytrzymuję tej presji, zaczęłam brać różne tabletki, zaczęłam ciąć sobie ręce z myślą o tym, że to pomoże. Coraz częściej miewam myśli samobójcze, budzę się wieczorami z płaczem, mam dziwne sny. Od pewnego czasu też czytuję w internecie o rożnych sektach, o samobójstwie, ucieczce. W obecnym czasie nie mogę wychodzić z domu po godzinie 18 i wracać po 20. Nie jeżdżę na żadne spotkania, chyba, że urodziny rodziny, z których zabiera mnie ojciec. Rozważam myśl żeby się wyprowadzić, boję się tylko co zrobić ze szkołą i tym, że mogliby mnie zabrać z powrotem do domu. Nie mam z kim porozmawiać, boję się.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jak skierować na leczenie osobę agresywną?

Witam, mam brata - Janka, który obecnie mieszka z mamą. Odkąd pamiętam miał pewnego rodzaju napady agresji wobec członków rodziny, tym większe, im szybciej któryś z nas się wyprowadził z domu rodzinnego (traktuje mnie i braci jak intruzów, którzy chcą...

Witam, mam brata - Janka, który obecnie mieszka z mamą. Odkąd pamiętam miał pewnego rodzaju napady agresji wobec członków rodziny, tym większe, im szybciej któryś z nas się wyprowadził z domu rodzinnego (traktuje mnie i braci jak intruzów, którzy chcą mu zabrać majątek, choć takiego prawnie nie ma). Wcześniej jakoś kończyło się wszystko na awanturach i krzykach, ale po śmierci ojczyma, kiedy mam została w domu z Jankiem, te napady się nasiliły. Polega to na ciągłym wyzywaniu od najgorszych (ja nigdy do najgorszego wroga bym tak nie powiedziała jak on do własnej mamy), przeklinaniu mamy (ewentualnie pozostałych członków rodziny), życzeniu śmierci a nawet grożeniu, że ją zabije, bo niby przez mamę on nie ma majątku, że niby nie może się gospodarzyć (mamy małe gosp.rolne). Ostatnio dowiedziałam się, że nawet szarpał mamę. A on i tak nic nie potrafi zrobić, nigdy nie chciał, żeby go czegoś nauczyć, nie wykazywał zainteresowania, skończył tylko podstawówkę, a jego tryb życia to teraz jedzenie cukierków, oglądanie TV, spanie i od pewnego czasu picie alkoholu. Mama go utrzymuje jeżeli chodzi o jedzenie i opłaty, ale otrzymał rentę czasową 150 zł i za to pije. Żyjemy w strachu, że coś zrobi mamie, a to starsza kobieta, przede wszystkim matka, która wciąż ślepo wierzy, że będzie lepiej choć tak nie jest. Boję się, że pewnego razu Janek wpadnie w taką furie, że coś jej zrobi. Ale na czym polega paradoks tej sytuacji - on ma takie naprzemienne zachowania raz wybucha, a następnym razem przychodzi do mamy i zachowuje się jak gdyby niby nic pomaga, normalnie rozmawia, jest uśmiechnięty. Nie bierze leków, a nie możemy go zmusić, ponieważ jest pełnoletni. Dlatego moje pytanie - co można zrobić, żeby taką osobę skierować do szpitala na jakieś długofalowe leczenie? Helena T-B.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Znęcanie psychiczne w małżeństwie - co robić?

Witam, mam 37 lat, od 7 lat jestem w małżeństwie. Ponad rok temu zachorowałam na nowotwór piersi, po operacji i rocznej chemii udało mi się wygrać. Obecnie jestem z tego powodu szczęśliwa, że mogę cieszyć się zdrowiem...

Witam, mam 37 lat, od 7 lat jestem w małżeństwie. Ponad rok temu zachorowałam na nowotwór piersi, po operacji i rocznej chemii udało mi się wygrać. Obecnie jestem z tego powodu szczęśliwa, że mogę cieszyć się zdrowiem, cieszyć się z każdej małej rzeczy na rzecz jakiejś jednej wielkiej. Do tego prawdziwego szczęścia jest mi daleko. Chodzi o relacje z mężem, które są w tragicznym stanie. Od początku małżeństwa wmawiał mi, że swoim sposobem bycia podrywam facetów, że daje im do zrozumienia, że jestem łatwa, że go zdradzam nawet z kuzynem czy szwagrem. Uważa, że skoro nie pracuję, to jestem mniej wartościową kobietą i się tego wstydzi przed kolegami, a gdy składałam podania do pracy, wyzywał mnie, że idę chyba tam, żeby po szatniach uprawiać seks, że się nie nadaję do pracy itp. Gdyby nie religia, wartości wyniesione z domu, wyrzuty sumienia, które wciąż mnie męczą - nie tkwiłabym w tym związku. Wciąż mam poczucie winy, że się nie staram do końca, żeby to wszystko naprawić, bo nie potrafię już go kochać. Nie potrafię za to, że wmówił mi, że jestem dziwna, nienowoczesna. Nasze rozmowy w małżeństwie dotyczyły przeważnie sfery materialnej lub dziecka czy interesów. Mąż jest wielkim materialistą, nie liczą się dla niego sprawy duchowe. Po paru latach sam mi to powiedział, że najważniejsze w życiu są pieniądze i seks, więc dopóki tego nie zrozumiem, nie będzie dobrze. Ja zajmowałam się tylko wychowaniem dziecka i domem, mąż pracował, po godzinach dorabiał, późnymi wieczorami wypijał po 3-4 piwa przy oglądaniu telewizji, w czasie których zajmował się krytykowaniem mnie, wyśmiewaniem, narzucaniem swojego zdania, niekiedy kończyło się nerwami, szarpaniem, gdy zasypiałam o północy, moim płaczem po takim 2 godzinnym znęcaniu, potem przytuleniem mnie i wyznawaniem miłości wraz z groźbami, na koniec seks. Gdy mówiłam mu, że nie lubię seksu, gdy on jest pod wpływem tych paru piw, twierdził, że rozumie, ale on bardzo tego pragnie. Musiałam postarać się zmusić się do tego lub zadowolić go inaczej, tzn. po francusku. Inaczej nie dałby mi zasnąć. Trwa to już tyle lat, a ja już nie mogę tego znieść. Tym bardziej, że podczas leczenia chemioterapią nic się nie zmieniało. Poniżał mnie wyzywając od łysola bez piersi, a potem przepraszał. Nawet po drodze do szpitala awanturował się i kłócił, że tyle dla mnie robi wydając wielkie pieniądze na mnie, a nie rozumiał jak potrzebowałam wsparcia psychicznego, spokoju, a nie tylko pomocy materialnej. Cierpi też z tego powodu nasz 6-letni synek, bo na jego oczach to się dzieje. Męża nie obchodzi, że go w nocy budzi, a potem wmawia, że to przeze mnie, bo gdybym byłą dobrą żoną, to nie byłoby tych kłótni. Mówi, że robi to dla mojego dobra, żebym się zmieniła i że nigdy nie odpuści dopóki się nie zmienię, Ale jak mam się zmienić w takim nacisku. Nie umiem nawet już z nim rozmawiać. Wiem, że to znęcanie psychiczne i po części fizyczne, ale to poczucie winy jest tak silne, bo zrobiłam wtedy coś złego. Przyjęłam tę pomoc psychiczną od innego mężczyzny, co prawda starszego o 13 lat, ale z wartościami duchowymi, inteligentnego, wrażliwego na drugiego człowieka. No i potem tak się stało, że to dzięki niemu czułam się szczęśliwsza podczas tej strasznej choroby, niż gdy byłam zdrowa. Nie mogłam tego ciągnąć, mam rodzinę i musieliśmy razem zrezygnować z tego uczucia. Jest ono cały czas, tylko że w naszych sercach. Czy to ma sens? Wartości rodzinne mam tak bardzo zakorzenione to, że byłoby grzechem, gdybym postąpiła inaczej. Nagmatwałam pewnie, ale ostatnio nawet ciężko jest mi zbudować poprawnie zdania.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Mąż znęca się psychicznie - co robić?

Mam dość swojego małżeństwa! Chyba wolałabym żeby mnie uderzył, aniżeli ma się tak psychicznie nade mną znęcać. Wszystko co bym nie zrobiła, jego zdaniem robię źle, trwa to już 6 lat - ile jeszcze to zniosę? Nie wiem, jego mania...

Mam dość swojego małżeństwa! Chyba wolałabym żeby mnie uderzył, aniżeli ma się tak psychicznie nade mną znęcać. Wszystko co bym nie zrobiła, jego zdaniem robię źle, trwa to już 6 lat - ile jeszcze to zniosę? Nie wiem, jego mania na punkcie sprzątania już mnie naprawdę zmęczyła. Dziś babcia zapytała się naszej 2,5-letniej córeczki gdzie jest tata, na co córeczka odpowiedziała "tata nie sprząta, idzie z nami" - już nawet dziecko ma to wpojone, że porządek jest najważniejszy (jest ważny, ale nie najważniejszy). Sam nie szanuje nikogo, ale jego każdy ma szanować. Nasza córeczka w maju będzie miała 3 latka, ale jak na swój wiek jest bardzo mądra, dlatego musimy uważać na to co mówimy, ponieważ wszystkiego bardzo szybko się uczy i znów nasuwa mi się mądrość mojego męża. Pokazywałam córeczce guziki plastikowe i metalowe, wiec zaczęła układać te guziki na 2 kupki, poprosiła tatę o pomoc, usiadł obok niej po czym mówi do niej: "te guziki to są wszystkie plastikowe" - dlaczego tak zrobił? A dlatego, że mu się układać nie chciało tylko szkoda, że dziecku w głowie miesza, a ja już nie mam sił, już nie wiem co dalej robić. Nie twierdzę, że ja jestem idealna, bo nie jestem, ale ja w przeciwieństwie do niego chcę dobrze dla dziecka. Co robić? Jak długo można tak żyć? Ja już naprawdę nie mam sił :(

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Chorobliwa zazdrość oraz maltretowanie psychiczne i fizyczne – jak z tym walczyć?

Jestem osobą pewną siebie i swoich predyspozycji zawodowych oraz intelektualnych, do brzydkich również nie należę, jestem w związku od 3 lat. Od początku przeszkadzała mi chorobliwa zazdrość partnera. Do baru z koleżanką wyjść nie mogę, bo tam chodzą dziwki, jak...

Jestem osobą pewną siebie i swoich predyspozycji zawodowych oraz intelektualnych, do brzydkich również nie należę, jestem w związku od 3 lat. Od początku przeszkadzała mi chorobliwa zazdrość partnera. Do baru z koleżanką wyjść nie mogę, bo tam chodzą dziwki, jak twierdzi mój partner. Myślę, że odegrałam się mu agresją, dostawał w twarz za bzdury, przyjmował to z pokorą. Często również poniżałam go przy znajomych, wiem, to złe. Ja zmieniłam się, odkąd zaszłam w ciążę, natomiast z jego strony jest teraz odwet. Agresja zrodziła agresję. Mamy cudownego 8-miesięcznego synka, niestety, nie umiemy nawet przy nim się opanować, bijemy się, pomocy! On stał się wstrętnym, nieczułym maczo, nie śpimy w jednym łóżku już od 8 miesięcy, a w ciąży nie chciał mi nawet pleców pomasować, troszkę jednak hamował się, jeśli chodzi o przemoc, ale niestety i w ciąży dochodziło do agresji i szarpania... Teraz jest dużo gorzej, wyzywa mnie przy znajomych tekstami, typu: „do obiadu, już”, „do dziecka”... itp., w ogóle mnie nie szanuje, nie przytula. Maltretuje fizycznie i psychicznie, nic nie pomaga przy dziecku, tylko mnie goni, nie pracuje, bo wygodny jest, ja dobrze zarabiam. Nie wiem, jak mamy sobie pomóc, on niby już rozumie, co się z nami stało i dlaczego, ale co dalej?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Problem z agresją - jak sobie z nią radzić?

Witam! Mam bardzo duży problem z agresją. Od ponad roku jestem w małżeństwie i mam 4,5 miesięcznego chłopczyka. Od początku znajomości z moją żoną dochodziło do awantur, które kończyły się skrajną agresją. Moja żona jest osobą, która nie potrafi przyznawać...

Witam! Mam bardzo duży problem z agresją. Od ponad roku jestem w małżeństwie i mam 4,5 miesięcznego chłopczyka. Od początku znajomości z moją żoną dochodziło do awantur, które kończyły się skrajną agresją. Moja żona jest osobą, która nie potrafi przyznawać się do błędu oraz zawsze za wszelką cenę walczy o własne zdanie, na jeden argument odpowiada kilkoma, najczęściej niezasadnymi. Doprowadza mnie to najczęściej do skrajności, która kończy się właśnie przemocą (np. w momencie, gdy nie pozwala mi dojść do słowa). Przemoc ta objawia się najczęściej szarpaniem, próbą fizycznego uciszenia czy zniewolenia, co w mojej żonie również wzmaga agresję. Kilkakrotnie miały miejsce sytuacje, kiedy nie kończyło się na szarpaniu. Zawsze, gdy moja żona uderzyła mnie w szamotaninie, ja oddawałem jej. Niestety ta sytuacja miała miejsce w czasie ciąży. Zawsze starałem się unikać takich sytuacji, starałem się opanować nerwy, ale bez skutku. Gdy prosiłem moją żonę w czasie kłótni o spokojniejszy ton, aby nie doszło do większej awantury i rękoczynów, nie skutkowało. Zdarzało się również, że gdy dziecko płakało i chciałem je uspokoić wzbierała we mnie agresja, którą ledwie udawało mi się opanować. Niedawno po jednej z takich kłótni żona wyprowadziła się ode mnie wraz z dzieckiem. Bardzo chce się z tego wyleczyć, chciałbym umieć panować na tą formą agresji. Prawdopodobnie jest to już koniec tego małżeństwa, żona mimo moich próśb nie chce dać mi najmniejszego wsparcia, abym mógł się wyleczyć, abym miał siłę zwalczyć to dla naszego małżeństwa. Pozostaje oschła i pełna nienawiści do mojej osoby. Wyrzuty sumienia i perspektywa rozwodu doprowadzają mnie do skrajnego bólu psychicznego. Proszę mi powiedzieć, czy jest dla mnie szansa na wyleczenie tego, na pozbycie się tej agresji.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Jak uwolnić się od chorego psychicznie ojca tyrana?

Witam, Mam pytanie: mój ojciec znęca się psychicznie nad mamą. Chodzi o to, że 20 lat temu miał wypadek, obcięło mu palce u prawej ręki. Od tamtego czasu przeszedł na rentę, od tego też czasu zaczął brać silne tabletki i...

Witam, Mam pytanie: mój ojciec znęca się psychicznie nad mamą. Chodzi o to, że 20 lat temu miał wypadek, obcięło mu palce u prawej ręki. Od tamtego czasu przeszedł na rentę, od tego też czasu zaczął brać silne tabletki i je je do tej pory. Chodzi do doktora i co chwilę tylko zmienia na inne. Są to lekarstwa na receptę. Mało z tego, od chwili wypadku pił aż do tej pory, zawsze brał leki i szedł pić. Od kilku lat zaczęło się mu już coś robić w głowę. Oskarża mamę o zdrady dosłownie z każdym facetem jakiego spotka na ulicy, wyzywa ją, przeklina. Ja i moje siostry wyprowadziłyśmy się z domu. Od roku czasu zaczyna się robić z nim już coś niedobrego, raz nawet rzucił mamę na ziemię i krzyczał, że ją zabije, ale uciekła z domu. Ostatnio zamknął jej dom i nie wpuścił jej do niego, bo pojechała na chwilę do mojej ciężko chorej siostry. Zakazał jej żeby widywała się ze swoimi córkami i wnukami. Ostatnio nawet zakazał jej dzwonić do swoich córek. Dodatkowo udumał sobie, że jest ciężko chorym człowiekiem. Nie mówi o niczym innym tylko o chorobie. I że chce iść do szpitala na operację. Dodatkowo opowiada do każdego, że mama strasznie go traktuje, a on jest przez nią nękany. I że wszystkie córki się wypięły na niego. Wiem, że to wina tych tabletek i alkoholu. Dodatkowo przez cały ten czas nic nie robił, nawet mama rąbie drzewo, on po sobie nawet szklanki nie umyje. Strasznie się boję, ponieważ opowiada że doznał cudu, że papież go uzdrowił już 2 razy, a teraz znowu go uzdrowi. Dodam, że wymyśla sobie raz na 3 miesiące nową chorobę. Miał już chyba wszystkie choroby (oczywiście zmyślone, bo nawet jeżeli robił badania zawsze wszystko było dobrze). Opowiada, też że śni się mu mama i nakazuje mu jak postępować. Dodam, że nie jest aż takim katolikiem, bo do kościoła chodzi raz na kilka miesięcy. Strasznie się boję, mama mieszka w małej wiosce, w czerwcu ostatnia siostra ma ślub. Oficjalnie oświadczyła, że jeżeli będzie już po nim to nikt jej już nie ujrzy więcej. Wiem, że popełni samobójstwo, bo od dawna ma takie myśli. Proszę o pomoc - gdzie się udać i co zrobić, by nie doszło do tragedii?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Wpływ przemocy w rodzinie na dziecko

Witam, zacznę od tego, że pilnie potrzebuję pomocy specjalisty, a z racji, że mieszkam w małej miejscowości nie mam możliwości na bieżąco konsultować się z psychologiem. Pochodzę z rodziny, w której królowała przemoc ze strony jednego z rodziców, tj. ojca....

Witam, zacznę od tego, że pilnie potrzebuję pomocy specjalisty, a z racji, że mieszkam w małej miejscowości nie mam możliwości na bieżąco konsultować się z psychologiem. Pochodzę z rodziny, w której królowała przemoc ze strony jednego z rodziców, tj. ojca. Ojciec był tyranem znęcającym się psychicznie i fizycznie nade mną i moją rodziną. Matka próbowała z nim walczyć, ale bez większego rezultatu. Ojciec katował mnie fizycznie i zastraszał, doprowadzając do takiej nerwicy, że bałam się oddychać w jego obecności. Pamiętam, gdy miałam 3 latka, a on z furią potrząsał mną, trzymając w powietrzu za włosy i krzyczał, bo nie poukładałam książeczek na podłodze. Pamiętam ten potworny ból cebulek i paniczny strach. Kiedy chciał się podrapać po nosie i podnosił rękę, ja kuliłam się ze strachu, oczekując razów. I tak przez ponad dziesięć lat.

Dzisiaj mam 27 lat, mam męża, dwóch synów - 2- i 5-letniego i zauważyłam, że w sytuacjach stresujących ogarnia mnie złość, która przeradza się w furię i nie wiem jak ją rozładować. Zaczęłam obserwować z paniką, że krzyczę i biję swojego starszego syna, kiedy coś zrobi źle. Po 2-3 minutach wściekłość opada i przerażona płaczę, pytając siebie: co ty najlepszego zrobiłaś? Wyrzuty sumienia zjadają mnie od środka, myślałam nawet, żeby się zabić, bo zamieniam się we własnego ojca. Boję się, panicznie się boję, bo nie chcę krzywdzić własnych dzieci. Jestem potworem. Dodatkowo ciągle jestem zmęczona, rozdrażniona, łatwo wybucham, choć mam wsparcie w kochającym mężu. Mam dosyć swojego życia i siebie samej. Błagam, pomóżcie. Co zrobić, żeby się zmienić i być dobrym człowiekiem?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Bójki w małżeństwie i wyzwiska

Żyję w związku 15 lat. Na początku sama pracowałam ogromnie ciężko na utrzymanie rodziny, poświeciłam szkołę. Utrzymywałam męża, dziecko i moją mamę przez pół roku, gdyż odeszła od mojego brutalnego ojca i zamieszkała z nami bez środków do życia. Rodzice...

Żyję w związku 15 lat. Na początku sama pracowałam ogromnie ciężko na utrzymanie rodziny, poświeciłam szkołę. Utrzymywałam męża, dziecko i moją mamę przez pół roku, gdyż odeszła od mojego brutalnego ojca i zamieszkała z nami bez środków do życia. Rodzice mojego męża to patologia totalna, dno zupełne. Wyprowadziliśmy się od nich, gdyż sami nas wyrzucili. Ja miałam 18 lat, mąż 17. Przeszliśmy bardzo trudną i ciężką drogę bez niczego! Dziś mąż jest kierowcą tira i pracuje w transporcie międzynarodowym. Do wszystkiego doszliśmy sami! Głównym pociągowym byłam ja. Kłóciliśmy się wiele razy, z powodu jego rodziny, jego zachowania, ale nigdy mnie nie uderzył. Ja jego natomiast tak, lecz miałam powód. Nie wytrzymywałam tego co robił. Zachowywał się jak bachor i okropnie. Nigdy nie zrobiłabym tego bez powodu. Za wszystko przepraszał, bo miał trudny i skomplikowany charakter, wiedział o tym, a poza tym nic nie posiadał i z domu nic dobrego nie wyniósł. Ale pycha mu chyba strzeliła do głowy.

Teraz jest zarozumiały i bezwzględny. Nieustępliwy, obraża mnie, wyzywa, a za strzała oddaje! Nie wiem co robić. Ja teraz nie pracuję, ponieważ wychowuję 2 małych dzieci. Najstarsza córka ma 15 lat. Nigdy nie ma go w domu, bo ma taką pracę. Ale mnie prześladuje przeszłość i jego zachowanie. Nie wytrzymuję tego tym bardziej, że w jego rodzinie dzieje się źle, a ja sama również z ich powodu wycierpiałam. Jego bratowa po 2 latach małżeństwa wzięła rozwód z jego bratem, gdyż znęcał się nad nią. Teraz grozi, że ją zabije. To i wiele spraw mnie przerasta. Potrzebuję wsparcia, pomocy i zrozumienia, a nie dołowania mnie. A on tylko to robi. Co mam robić, nie wiem? Wiele razy doszło do bójki między nami. Jestem z tym sama i nie wiem, gdzie szukać pomocy. Wyciszyć się nie potrafię. U nas nie ma dobrych ośrodków, gdzie mogłabym się udać. Proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Moja klientka była molestowana - czy zgłosić ten fakt policji?

Jestem jeszcze mało doświadczonym psychologiem. W ostatnich dniach trafiła do mnie matka z 17-letnią córką, która doświadczyła molestowania seksualnego przez swojego ojca. Rodzice są rozwiedzeni, dziewczyna przebywała u ojca m.in. w okresie ferii, ale już wcześniej dochodziło do sytuacji, gdy...

Jestem jeszcze mało doświadczonym psychologiem. W ostatnich dniach trafiła do mnie matka z 17-letnią córką, która doświadczyła molestowania seksualnego przez swojego ojca. Rodzice są rozwiedzeni, dziewczyna przebywała u ojca m.in. w okresie ferii, ale już wcześniej dochodziło do sytuacji, gdy ojciec odwiedzał ją nagi w pokoju w nocy i skłaniał do kontaktu. Jestem umówiona na kolejną wizytę, jednak myślę, jak powinnam postąpić od strony prawnej. Czy obowiązek zgłoszenia przestępstwa spoczywa na matce, która jest pełnoprawnym opiekunem, i to jej córka opowiedziała o zaistniałych wydarzeniach. Będę ją do tego namawiać. Jeśli nie podejmą takich działań, to jak powinnam się zachować, mając przede wszystkim na celu stan psychiczny klientki, i nie zaniedbać obowiązku prawnego, wynikającego z powinności zgłoszenia przestępstwa. Pozdrawiam i proszę o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Przemoc w rodzinie - jak zwalczyć jej wpływ w dorosłym wieku?

Witam. Mam 22 lata i mam problem. Jestem agresywna w kłótni i wyzywam partnera. Dochodzi z mojej strony do rękoczynów, później tego żałuję. Uważam, że jestem samolubna i egoistyczna. Sama nie wiem dlaczego tak jest. Kocham jego, jesteśmy 4 lata...

Witam. Mam 22 lata i mam problem. Jestem agresywna w kłótni i wyzywam partnera. Dochodzi z mojej strony do rękoczynów, później tego żałuję. Uważam, że jestem samolubna i egoistyczna. Sama nie wiem dlaczego tak jest. Kocham jego, jesteśmy 4 lata razem. Kocham siostrę, na którą często podnoszę głos. Łapię się na tym, że powinnam ją przytulić i to robię i widzę, że na nią za bardzo krzyczę. Podchodzę i mówię, że ją kocham. Miałam dość specyficzny dom, w którym się nie rozmawia, tylko jak jest problem od razu są wyzwiska i przekrzykiwanie się. Tata od roku nie pije. Od dziecka pamiętam jak bił mamę i jak uciekałyśmy z domu i chowałyśmy się po piwnicy. Raz był naćpany i poszedł na nas z siekierą, ale to tylko dwa przykłady ze wszystkich. Czuję, że mam problem. Kocham mojego narzeczonego, po prostu czuję, że go niszczę tymi słowami. Co robić?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Bicie metodą zwrócenia na siebie uwagi

Witam! Od około roku jestem ze swoją kobietą. Ja mam 22 lata, moja kobieta 18. Jak sama zaznacza, ma problemy z wyrażaniem emocji. Ostatnio była taka sytuacja, że zaczęła mnie okładać pięściami (lekko), gdy spałem (mieliśmy drobną sprzeczkę przed snem)....

Witam! Od około roku jestem ze swoją kobietą. Ja mam 22 lata, moja kobieta 18. Jak sama zaznacza, ma problemy z wyrażaniem emocji. Ostatnio była taka sytuacja, że zaczęła mnie okładać pięściami (lekko), gdy spałem (mieliśmy drobną sprzeczkę przed snem). Uspokoiłem ją, chyba przytulając (sam nie pamiętam) i położyłem się spać. Co jakiś czas mnie uderzała w rękę/tułów (lekko, żebym nie spał). Powtarzałem jej co jakiś czas, żeby tego nie robiła. Potem mówiłem, żeby przestała, bo mnie to boli (mały ból, w końcu to kobieta i nie uderza silnie). Dalej bez zmian, więc dodałem, że jej oddam. Parę razy uderzyła (jedno uderzenie co parę sekund, nie seria), więc jej oddałem w ramię (mocniej niż ona, jednak słabo jak na faceta). Znowu parę razy uderzyła mnie, ja jej raz oddałem, itd. Coraz mocniej jej oddawałem, aż w końcu przestała i zasnąłem (ona zresztą też).

Do dzisiaj ma pretensje, że ją zbiłem (próba manipulacji i dominacji z jej strony?). Osobiście uważam to, że to oddanie i nie widzę w tym swojej winy. Nie widzę nic złego w odpowiadaniu na przemoc przemocą (nawet sporo silniej). Natomiast zupełnie nie toleruję agresji, jak w jej wypadku. Jedynie jako forma obrony przed agresją innej osoby. Próbujemy rozwiązać jakoś tą sprawę, ale ona oskarża mnie o to, że ją zbiłem i że to niedopuszczalne, bo ona jest kobietą i jest słabsza. Ja nie widzę nic złego w uderzeniu kobiety, czy osoby słabszej, jeżeli to ONA ZACZYNA. W ogóle nie widzę różnicy między słabszym, a silniejszym. Ważne, kto zaczyna. Nie uznaję poglądu - Kobiet się nie bije. Uważam, że nie bije się nikogo ze względu na nic, chyba że ta osoba zaczyna pierwsza. Następnego dnia powiedziała mi, że próbowała zwrócić na siebie moją uwagę, bo ją olewam i chciała, żebym ją przytulił.

Przypomniało mi się, że mieliśmy kiedyś podobną sytuacją i z niewiadomego powodu ją wtedy przytuliłem. Nie wiem, czemu, kiedyś to zrobiłem, osobiście uważam za patologiczne bicie kogoś, by zwrócić na siebie uwagę. Własnemu (przyszłemu, jeszcze nie mam :) ) dziecku bym nie oddał, tylko tłumaczył, że nie wolno innych bić. Moja kobieta dzieckiem już nie jest, więc nie widzę nic złego w tym, że jej po jakimś czasie oddawałem (w końcu dało to efekt, kiedy rozmowa wcześniej nie dała). Nie wyobrażam sobie, żeby nasze dziecko w przyszłości biło innych, by zwrócić na siebie uwagę. To chyba patologiczne. Również nie chciałby, żeby ona kiedykolwiek uderzyła moje (nasze) dziecko, z jakiegokolwiek powodu. Teraz mówi, że by tak nie zrobiła, że w ogóle potępia przemoc, ale o swoim zachowaniu w stosunku do mnie uważa, że jak najbardziej miało uzasadnienie (olewanie jej). Tylko co, jeżeli w stosunku do dziecka, też będzie miała powód? Ja powód miałem, ale ja jej oddałem, odpowiedziałem na przemoc przemocą. Pewnie dało się to inaczej, lepiej, rozwiązać, ale nie uważam, że złą decyzję podjąłem. Może powinienem? Jestem ofiarą przemocy, czy też ja stosuję przemoc (co też powoli mi moja kobieta wmawia)? Jeżeli to ja jestem ofiarą przemocy, to jestem manipulowany (mowa o wmawianiu przemocy) świadomie, czy to jakaś reakcja obronna jej psychiki? Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale wolę napisać więcej dla pełnego obrazu sytuacji :).

Moja kobieta od jakiegoś czasu chyba wpędza mnie w kompleksy i obniża moje poczucie własnej wartości (pewność siebie) tym biciem i mówieniem jaki to jestem niski (jestem 10 cm niższy od niej, ale to jej kompleksy [nie moje, lubię swój wzrost] i jej to przeszkadza, więc wolałbym słuchać, jaka to ona jest wysoka, nie jaki to ja jestem niski). Dodam, że dziewczyna była bita przez ojca w przeszłości. Ja zresztą też (kiedyś to było bardziej akceptowalne niż teraz), ale wiedziałem, że to za np. złe oceny. Ona za nic, albo za błahe rzeczy. Interesuję się trochę psychologią, jeżeli chodzi o komunikację z innymi osobami, ale przeanalizować tej sytuacji nie potrafię. Czytałem jedynie parę artykułów na temat przemocy, w dodatku nie potrafię spojrzeć na to obiektywnie. Nie jestem osobą impulsywną, uważam że dobrze panuję nad emocjami. Tamtej nocy też panowałem, mimo że byłem zły, bo takie zachowanie (uniemożliwianie snu) uznaję za terroryzm :). Moja kobieta wtedy nic nie mówiła, nie próbowała powiedzieć co chce/co myśli, a jedynie uderzała. Bardzo prosiłbym o odpowiedź na wszystkie zawarte przeze mnie pytania (również o manipulacji) :).

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Czy to znęcanie psychiczne? Pomocy, co robić?

Witam! Jestem niecałe 3 lata po ślubie, bardzo chciałam mieć dziecko i myślałam, że facet którego spotkałam to ten - niestety, myliłam się. Już w ciąży uważał, że nie będzie znosił moich nastrojów i często noce spędzałam plącząc -...

Witam! Jestem niecałe 3 lata po ślubie, bardzo chciałam mieć dziecko i myślałam, że facet którego spotkałam to ten - niestety, myliłam się. Już w ciąży uważał, że nie będzie znosił moich nastrojów i często noce spędzałam plącząc - ciągle kłótnie. Po porodzie trochę się uspokoiło, ale później znowu - w kłótni jestem nazywana od debili, pener itp., upokarza mnie maksymalnie, nie patrząc, że obok jest dziecko, choć proszę go o to. Wielokrotnie mówiłam, że go zostawię - twierdził, że nie dam sama rady i śmiał się. Teraz już miarka się przebrała, bo nie mogłam nawet wyjść do koleżanki, bo miałam z nim siedzieć. Jak się pokłócimy to wydzwania po 70 razy, aż nie odbiorę i się odgraża. Powiedział, że w sądzie mnie zniszczy, że to moja wina, bo on nas utrzymuje - jestem jeszcze na wychowawczym, że zabierze dziecko. Pomocy, co robić? Jestem w rozsypce.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Jakie dowody wystarczą do udowodnienia znęcania?

Mam problem: przez ponad dwa lata mój partner znęcał się nade mną i psychicznie i fizycznie, często przy moim obecnie 2-letnim synku. Wielokrotnie słyszała groźby, że mnie zabije, że powybija mi zęby, że spali dom moich rodziców. Ze wszystkiego zwierzałam... Mam problem: przez ponad dwa lata mój partner znęcał się nade mną i psychicznie i fizycznie, często przy moim obecnie 2-letnim synku. Wielokrotnie słyszała groźby, że mnie zabije, że powybija mi zęby, że spali dom moich rodziców. Ze wszystkiego zwierzałam się przyjaciółce, która także widziała siniaki i zarówno ona jak i wiele innych osób może potwierdzić chorobliwą zazdrość z jego strony. Zawsze gdy proponowałam rozstanie mówił, że „ja mogę się zabierać, ale dziecko zostaje z nim - inaczej mnie zabije”. Ostatnio pobił mnie strasznie, ale tym razem miałam świadków, więc całą sprawę zgłosiłam na policję, ale bardzo się boję, że nie uda mi się udowodnić w sądzie wszystkich okrutnych rzeczy, które zrobił mi partner przez te ponad dwa lata i któregoś dnia mój były parter w padnie w białą gorączkę i skrzywdzi mojego synka. Obecnie rozpowiada o mnie straszliwe rzeczy, strasznie mnie to boli, że wszyscy widzą we mnie zła osobę, która odbiera dziecku ojca, a ojcu dziecka, nie patrząc na krzywdę, którą wyrządził mój parter nie tylko mi, ale i mojemu synkowi. Nie widzę w tej sytuacji wyjścia. Nie wiem czy mi się to uda w maksymalnym stopniu odizolować go od mojego synka tylko na podstawie zeznań mojej przyjaciółki i poprzednich jego partnerek, nad którymi także znęcał psychicznie i fizycznie. Wiem, że dziecko powinno mieć ojca, ale nie chcę go dalej narażać, a przede wszystkim nie chcę, żeby mój syn był taki sam jak jego ojciec. Bardzo proszę o poradę.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski

Przemoc w rodzinie - jak pomóc bezradnej mamie?

Błagam o pomoc, nie da się znieść tej sytuacji dłużej. Moja mama jest od 10 lat z człowiekiem, który się nad nią znęca psychicznie, wyzywa, poniża. Mama jest od niego w pełni uzależniona - finansowo, choć największym absurdem jest...

Błagam o pomoc, nie da się znieść tej sytuacji dłużej. Moja mama jest od 10 lat z człowiekiem, który się nad nią znęca psychicznie, wyzywa, poniża. Mama jest od niego w pełni uzależniona - finansowo, choć największym absurdem jest to, że on pracuje na czarno, dorabia jako murarz. Stał się zupełnie nie do zniesienia od kiedy stracił pracę. Grozi mamie, że ją zabije, mówi, że jej nienawidzi itp., jest człowiekiem strasznie zazdrosnym, ogranicza mamę w wielu kwestiach - nie pozwala jej korzystać z komputera choć musi załatwić ważne sprawy, jest strasznie zazdrosny, kiedy ona jest wesoła, kiedy ją ludzie chwalą. Mama się go boi jednak nie ma dokąd pójść, mają jeszcze 10-letnią córkę. Wybudowali dom na działce dziadków mamy, ale ziemia została zapisana na nich. Mama nie chce opuszczać rodzinnego domu, ładnego, przytulnego i tułać się z dzieckiem. Teraz dodatkowo otrzymała dotację z UP na założenie własnej firmy, bo chciała próbować się „odbić”, ale przez to sytuacja się jeszcze pogorszyła - on jest o to wściekły, utrudnia jej we wszystkim, nie chce, aby jej się powiodło, chce aby się pogrążyła. On z domu nigdy nie wyjdzie, bo to typ pijaka, awanturnika, byłby w stanie skrzywdzić mamę. Ona boi się dzwonić na policję, mówić o tym komukolwiek bo jest zastraszona. Wczoraj dobrze bawiła się w Sylwestra, a on ją wyciągnął z imprezy pod pretekstem, że trzeba położyć dziecko spać. Tam zaczął ją wyzywać (działał też alkohol), mama się broniła i go pobiła po plecach (pierwszy raz w życiu), co widział sąsiad. Potem on ją popchnął na ścianę tak, że uderzyła w nią mocno głową. Policja oczywiście zignorowała sprawę i wezwana nie przyjechała. Historia jest długa i skomplikowana, ale to przemoc i ona jest bez radna, do tego boi się podjąć jakiekolwiek kroki. Powiedzcie jak, a sama ruszę tę sprawę!

odpowiada 3 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Mgr Dawid Karol Kołodziej
Mgr Dawid Karol Kołodziej

Mój mąż wykańcza mnie psychicznie - jak rozwiązać ten problem?

Witam. Mam 23 lata, jestem w związku z mężem od 6 lat, po ślubie 4 lata. Nasze problemy, spięcia, kłótnie zaczęły się od zaciętego zainteresowania pornografią przez męża. Nieustannie znajdowałam w komputerze przerażająco wielkie ilości obrzydliwych filmów porno. Potem maskował...

Witam. Mam 23 lata, jestem w związku z mężem od 6 lat, po ślubie 4 lata. Nasze problemy, spięcia, kłótnie zaczęły się od zaciętego zainteresowania pornografią przez męża. Nieustannie znajdowałam w komputerze przerażająco wielkie ilości obrzydliwych filmów porno. Potem maskował się, kłamał, oszukiwał, przyznawał się do błędu, chciał podjąć nawet terapię, ale to tylko były puste słowa. Potem pojawiły się dziwne HUMORY. Był wesoły jednego dnia, wszystko grało, następnego płakał, wszystko się mu zawalało, z niczym nie umiał sobie poradzić. Gdy pytałam, co się stało, mówił, że nic, zamykał się w sobie. Ja się oczywiście starałam pomóc, ale na darmo. Przez kilka dni nie odzywał się do mnie, był obrażony. Ja płakałam, bo nie umiałam mu pomóc, a on nie chciał dać sobie pomóc. Nagle mu przechodziło i jak gdyby nic wszystko wraca do normy, jest ok, za kilka dni to samo. Ja mam już dosyć tego, ciągle płaczę i chowam się po kątach, boję się zawsze, kiedy wraca, jaki będzie miał humor, czy się będzie czepiał o byle paproch, czy będzie zadowolony... Najgorsze jest to, że mamy synka i on na to patrzy, jak jego tata jest nieustabilizowany, ma ewidentne problemy emocjonalne. Kłócimy się często, a raczej on krzyczy na mnie i obraża się o błahostki. Rwę sobie włosy z głowy, żeby było dobrze, ale on się wcale nie stara, czuje się najważniejszy i wcale mnie nie docenia, nie widzi, jaka jestem nieszczęśliwa, a on popaprany - przepraszam, ale taki jest, a ja już sobie z tym nie radzę, czasem chcę się zabić, żeby już było lżej, ale mam dla kogo żyć (dla synka 4-latka). Chciałabym go zostawić, ale się boję, że się zabije. Że syn się źle wychowa bez ojca... Zawsze to ja przepraszam i pierwsza wyciągam rękę, choć nie z mojej winy doszło do kłótni, dla świętego spokoju, żeby było w miarę normalniej, ale jak tak długo można żyć, to bezustanna męka. Od 3 lat tak jest, nawet coraz gorzej. Kiedyś krzyczał, teraz wszystko ma gdzieś, gdy przyjdzie nagle ten jego "stan", to nic się nie liczy, że np. dziecko ma jechać do lekarza czy ma przyjść elektryk. Jak proszę o pomoc czy radę, słyszę tylko: "rób, co chcesz", a ja muszę na łeb na szyję załatwiać dojazd do lekarza... Nie wiem, co robić. To jakby dwie osobowości. Zakochałam się w kimś zupełnie innym, nie radzę sobie...

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy można wyleczyć depresję będąc w ciągłym stresie?

Jestem kobietą, mam 52 lata. Przyczyną mojej depresji jest mój mąż, który jest stu procentowym narcyzem. Kiedyś byłam wesołą dziewczyną, pełną chęci do życia, zaradną i pracowitą kobietą, ciągle miałam jakieś nowe pomysły twórcze, które realizowałam. Mąż jednak w tym...

Jestem kobietą, mam 52 lata. Przyczyną mojej depresji jest mój mąż, który jest stu procentowym narcyzem. Kiedyś byłam wesołą dziewczyną, pełną chęci do życia, zaradną i pracowitą kobietą, ciągle miałam jakieś nowe pomysły twórcze, które realizowałam. Mąż jednak w tym nie uczestniczył, nigdy nie okazywał mi uznania ani aprobaty do mojej pracowitości ani zaradności. Zły był na mnie, że znowu wymyślam jakieś prace (remonty w domu, prace na działce itp. zakup działki rolnej - na przyszłość dla dzieci), że mam inicjatywę i że mogę mieć czyjeś uznanie i mnie za to tępił i karał. On chciał górować. Pracowałam zawodowo, byłam zadowolona z pracy, że mogę być niezależna i pomagać rodzinie, ale mąż tego tez nie doceniał. Poza tym prowadziłam dom, załatwiałam wszystkie sprawy urzędowe, ale jak męża prosiłam o pomoc to kończyło się awanturą i obrażaniem się męża na całe tygodnie, a nawet miesiące, bo on nie będzie robił nic pod moje dyktando i nie będzie pantoflarzem. Potem jeszcze ja musiałam się tłumaczyć i przepraszać męża, bo mieliśmy 2 dzieci i zależało mi na tym, aby miały dobry dom. Prosiłam męża o okazanie mi czułości, o szacunek do mojej osoby, ale to kończyło się awanturą, a nawet agresją ze strony męża, z odrzuceniem, a nawet pobiciem lub zdemolowaniem połowy domu. Najgorsze jest to, że mąż ma uznanie wśród znajomych a nawet poparcie dzieci, bo on zawsze działał jakby w ukryciu tak aby winę za awantury zrzucić na mnie, bo dla innych był miły i uczynny, a przed dziećmi grał pokrzywdzonego tatusia i z uśmiechem wychodził do dzieci, po tym jak wcześniej mi solidnie dokuczył lub nawet przyłożył, one nigdy tego nie widziały. Poza tym był dla nich "dobry" i pozwalał im na wszystko, gdy ja tymczasem widziałam ich błędy, strofowałam je za nie, zmuszałam do pomocy w domu, ale wsparcia i poparcia męża w tym nie miałam. Nigdy mąż mnie nie przeprosił ani nie widział swoich błędów. Żyłam w ciągłym stresie, czułam się niekochana i nieszanowana, straciłam poczucie własnej wartości, a po tym jak 3 lata temu pobił mnie pod nieobecność dzieci w święta Bożego Narodzenia popadłam w silną depresję i niestety nie mogę z niej wyjść. Czasami myślałam już nawet o samobójstwie, o ucieczce z tego domu, o rozwodzie, ale boję się utracić dzieci, a one kochają ojca i myślę, że nie wybaczyły by mi tego, są ślepe. Mają za to żal do matki za nieudane dzieciństwo, za kłótnie w domu. Boję się, ukrywam przed dziećmi swój stan, chowam się przed nimi, aby nie widziały mojej "nadętej i obrażonej mordy" - jak określił mój wyraz twarzy mój już dorosły syn. Stałam się smutną i załamaną kobietą. Prosiłam męża o pomoc o wsparcie, o przytulenie, ale takie rozmowy, kończą się agresją męża, odrzuceniem, odepchnięciem, gdybym była pokorna, zależna i podległa to na pewno mąż czułby się ważny i potrzebny, bo on chce być najważniejszy to wtedy okazałby mi trochę szacunku, a może i uczucia, ale ja uznaję równość i to mnie zgubiło. Jak mam dalej żyć, co mam robić? Dziś boję się, a do męża mam straszny uraz, chowam się przed jego widokiem. On tego nie rozumie, nie przyjmuje do wiadomości, że on może cokolwiek złego zrobić, nie rozumie, że mnie bardzo zranił. Od trzech lat piję leki od depresji, ale czy w takiej sytuacji mogę mieć nadzieję, że się z niej kiedyś wyleczę i czy to tylko ja powinnam się leczyć?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Marek Lisowski
Mgr Marek Lisowski
Patronaty