Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychiatria: Pytania do specjalistów

Powinnam się leczyć, czy coś sobie uroiłam?

Mam na imię Magda i mam 17 lat. Od pewnego czasu permanentnie nie radzę sobie ze swoimi emocjami. Na początku wracałam do tego, co mówiła moja mama, że to wiek dorastania. Niestety, ostatnio nasilają się wszystkie moje emocje i zaczynam...

Mam na imię Magda i mam 17 lat. Od pewnego czasu permanentnie nie radzę sobie ze swoimi emocjami. Na początku wracałam do tego, co mówiła moja mama, że to wiek dorastania. Niestety, ostatnio nasilają się wszystkie moje emocje i zaczynam się niepokoić. Kiedy płaczę (często bez powodu, np. w autobusie, na lekcjach), trwa to chwilę, ale wybuch jest dość niekontrolowany. Dziś wychodząc do szkoły, szukałam kluczy przez ok. 10 min. Ogarnął mnie taki szał, że krzyczałam bez opamiętania i rzucałam wszystkim, co wpadło mi w ręce. Komórka, pudełko po butach. Przez głowę przebiegały mi takie myśli, że miałam ochotę kogoś zabić, a przecież to tylko klucze. Kiedy poczułam, że mój wybuch słabnie poczułam, że dopiero zaczynam się kontrolować. Spojrzałam na swoje zachowanie z boku i oczywiście zaczęłam płakać. Dopiero gdy otworzyłam okno i przez kilka minut stałam przy oknie, poczułam ogromny ból głowy i napięcie mięśni. Prześladują mnie również różnego rodzaju myśli. Nierzadko straszne. Nie jestem w stanie się ich pozbyć. Inne objawy to też, rozdrażnienie, lęki. W takich chwilach do problemu urasta nawet spóźniający się autobus. Mam również problemy z samookaleczaniem się.

Niechęć do życia, stany depresyjne - dlaczego tak jest?

Witam, mam 20 lat, jestem młodym mężczyzną i mam taki problem. Kiedy jestem wśród ludzi, wszyscy postrzegają mnie za wulkan pozytywnej energii. Zawsze jestem dowcipny, staram się być najlepszy z całego towarzystwa, jestem osobą lubianą i lubiącą spędzać aktywnie czas....

Witam, mam 20 lat, jestem młodym mężczyzną i mam taki problem. Kiedy jestem wśród ludzi, wszyscy postrzegają mnie za wulkan pozytywnej energii. Zawsze jestem dowcipny, staram się być najlepszy z całego towarzystwa, jestem osobą lubianą i lubiącą spędzać aktywnie czas. Mimo wszystko dzieje się ze mną coś bardzo dziwnego, kiedy jednak to wszystko się kończy, światła gasną i wracam do domu. Czuję się najgorszym człowiekiem na świecie. Często komuś coś powiem, nie zawsze miłego, potem tego zazwyczaj żałuję. Biję się z własnymi myślami. Nigdy nie wiem, czego chcę, a najbardziej przejmuję się wyglądem. Czuję, że nie jestem taki fajny, jak widzą mnie inni ludzie, którzy zawsze wmawiają, "że jesteś super", a tak naprawdę to jest we mnie wiele uczuć, których czasami boję się pokazać. Poczułem od jakiegoś czasu wielką niechęć do życia, zerwałem kontakty z bliskimi mi osobami po to, aby uniknąć jakichkolwiek pytań i trudnych odpowiedzi. Mam świadomość tego, że jestem dobrym człowiekiem i mimo wszystko kocham życie, to jednak często popadam w stany depresyjne, brakuje mi odwagi, motywacji. 5 miesięcy temu straciłem pracę, nie mam żadnej motywacji. Szukam nowej, ale mimo że idę na rozmowę, to jakoś przechodzi to bez względnego echa. Tak jakby nikt się ze mną nie liczył. Pojawiła się u mnie bezsenność, potrafię nie spać do 4-5 rano i wstaję o 10 cały obolały, zmęczony. Co może być przyczyną takiego zachowania, może mam jakieś zaburzenia osobowości? Czasami wydaje mi się, że żyję w innym świecie niż jestem. Pozdrawiam, Damian.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Mam bóle i lęki. Czy brać te leki - proszę o pomoc!

Witam! Mam na imię Adrian, 19 lat, obecnie się uczę. Chciałem na początku napisać, iż od pewnego czasu (długiego czasu) zauważyłem niepokojące zmiany w swoim zachowaniu, a od ponad roku także w ciele: - kłopoty ze snem (jednej nocy potrafię...

Witam! Mam na imię Adrian, 19 lat, obecnie się uczę. Chciałem na początku napisać, iż od pewnego czasu (długiego czasu) zauważyłem niepokojące zmiany w swoim zachowaniu, a od ponad roku także w ciele:

- kłopoty ze snem (jednej nocy potrafię spać bardzo długo, następnej w ogóle),

- nieduże bóle brzucha (trwają przez cały dzień - w mniejszym bądź większym stopniu),

- wszystko mnie drażni,

- wszystko co robię, wydaje mi się, że robię źle,

- nawet jak zacznę coś robić, myślę, że tego nie zrobię i wychodzi to miernie...,

- odkładam wiele rzeczy na później,

- szybko się zniechęcam,

- nie potrafię niczego zrobić, gdy ktoś na mnie w tym czasie patrzy bądź jest dużo osób w pobliżu.

Objawy, które pojawiły się ostatnio:

- myśli samobójcze (nie codziennie, ale np. co 4, 5 dni),

- bóle serca/kołatanie - proszę je odróżnić, ponieważ objawia się tak, że kłuje mnie serce, a jak poruszę ręką (lewą), to jeszcze bardziej, i muszę wtedy być nieruchomy i płytko oddychać - to jest kołatanie?

- ból w klatce piersiowej (bardzo rzadko się to zdarza).

Przechodzę do sedna sprawy... Otóż w zeszłym roku w maju byłem u psychiatry (u psychologa nie, ponieważ zachorował, a później nie przyjmował...), zapisał mi leki...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

W jaki sposób odnaleźć siebie?

Witam! Mam 32 lata i od 2005 roku korzystam z pomocy lekarzy psychiatrów i terapeutów. Moje pierwsze objawy choroby pojawiły się jednak dużo wcześniej. Czułam się coraz słabsza, miałam różne dolegliwości bólowe, częste bóle brzucha, głowy, później dołączyły się zawroty,...

Witam! Mam 32 lata i od 2005 roku korzystam z pomocy lekarzy psychiatrów i terapeutów. Moje pierwsze objawy choroby pojawiły się jednak dużo wcześniej. Czułam się coraz słabsza, miałam różne dolegliwości bólowe, częste bóle brzucha, głowy, później dołączyły się zawroty, kołatania serca, spadek apetytu, problemy ze snem, poczucie beznadziejności. Szukałam pomocy u różnych specjalistów, zrobiłam sporo badań. Po kilku omdleniach trafiłam na oddział neurologiczny, potem wewnętrzy i kardiologiczny. Po wykluczeniu chorób, które mogłyby dawać takie objawy, skierowano mnie do psychiatry. Po pierwszej rozmowie z lekarzem, do którego poszłam w strachu, wróciłam do domu i zastanawiałam się jak to możliwe, że moje samopoczucie może mieć inne podłoże. Nie dopuszczałam tej myśli do siebie!!! Pan doktor powiedział mi, że jeśli objawy się nasilą, to mam do niego przyjść, ja jednak nie dopuszczałam tej myśli do siebie i za wszelką cenę starałam się sobie radzić sama. Trwało to jeszcze pół roku. Wszystkie objawy się nasiliły oraz doszły nowe, niepokój, lęki, koszmary, rozdrażnienie, smutek, totalna bezsilność. To był jakiś totalny chaos, koszmar... strach, złe samopoczucie... leżałam na kanapie z nogami do góry przy włączonym wentylatorze, myślałam, że zaraz umrę. Popijałam herbatki z melisy i wpadałam w płacz! Bałam się, okropnie się bałam! Miałam chęć dzwonić po pogotowie, ale wiedziałam, że skończy się zastrzykiem usokajającym i to wszystko. No i myśli, że to straszny wstyd taka nerwica! Czułam się bezsilna, nie umiałam już sobie z tym radzić, mąż też był bezsilny i do tego już tym faktem zmęczony, a do tego małe dziecko, które miało dopiero cztery latka. Horror!!! Poszłam więc po raz kolejny do lekarza i dostałam skierowanie na oddział dzienny. Zaczęłam terapię! To było bardzo trudne, musiałam wziąć zwolnienie z pracy na tak długo i to z pieczątką z zakładu psychiatrycznego. Na terapii strasznie się męczyłam, byłam momentami nieobecna, nie miałam siły i energii, żeby współpracować. Zamknęłam się w sobie i chyba nie chciałam z nikim rozmawiać. Ciągle towarzyszyły mi moje objawy i nie pozwalały mi normalnie myśleć. Miałam już wszystkiego dosyć!!! I tej terapii i tego samopoczucia! Przez ponad tydzień nic już nie jadłam, miałam wstrę do jedzenia i nie mogłam spać. Skierowano mnie na oddział zamknięty. Pamietam, że leżałam, z nikim nie chciało mi się gadać, czułam straszliwy lęk, chciałam zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Przed moimi oczami ciągle przewalało się moje życie, dzieciństwo, różne przykre wydarzenia, te myśli mnie zabijały, a ból psychiczny rozrywał od środka!!! No i jeszcze ogromne poczucie winy, że nie dałam rady!!! Minął jakiś czas, podleczyłam się i wyszłam ze szpitala. Rozp. zaburzenia depresyjno - lękowe. Po pierwszym wypise brałam leki oraz dodatkowo coś na sen. Jednak to już nie było to samo co kiedyś, moje samopoczucie oczywiście się poprawiło, ale nie tak do końca, jak oczekiwałam. OK, pomyślałam, trzeba mi czasu! No i trochę czasu minęło, ok. roku, gdy nastąpił nawrót objawów. Oczywiście trochę w tym było mojej winy - odstawiłam samowolnie leki. Znowu dół, zwolnienie, leki. Tym razem brałam rano jakiś lek przeciwdepresyjny, a na wieczór inny. Lepiej sypiałam, wyciszyłam się, wrócił apetyt, poprawił się nastrój. Minął jakiś czas, nawet nie rok i znów czułam się podle. Po leku przytyłam i postanowiłam sobie poleprzyć przemiane materii, zmniejszając dawkę. Na początku było OK, ale później wrócił niepokój, bezsenność po raz kolejny się rozkleiłam. Tylko że tym razem to już miałam konkretnie dość!!! Myślałam o sobie jako o niewolniku leków. Miałam siebie dość, znowu dałam "ciała". Nie wytrzymałam tempa! Chciałam umrzeć!!! Itd... I tak to się toczy już te kilka lat. Nie umiem sobie pomóc, mimo wielu starań, czytanie publikacji, rozmowy z psychologami, próby autosugestii, świetne książki itp. Straciłam już wiarę w to, że kiedyś będę wolna, bez zaburzeń, że sobię poradzę i uwolnię się od lęków i niepokoju. Czy są jeszcze jakieś sposoby na walkę z tym piekłem za życia? Czy można odnaleźć siebie? Obecnie - zab. F34. Proszę o kilka słów, które wróciłyby mi jeszcze nadzieję, że coś może się zmienić, że coś pominęłam lub czegoś nie spróbowałam! Pozdrawiam i z góry dziękuję!

Nie potrafię żyć bez lęku

Ciągle wynajduję sobie nowe powody do BANIA SIĘ. Najróżniejsze - to może być nieuzasadniona ciąża, lęk przed napadem, wypadkiem drogowym, każdy ból jest dla mnie symptomem raka lub innej ciężkiej choroby, czasem boję się, że po prostu zrobię coś...

Ciągle wynajduję sobie nowe powody do BANIA SIĘ. Najróżniejsze - to może być nieuzasadniona ciąża, lęk przed napadem, wypadkiem drogowym, każdy ból jest dla mnie symptomem raka lub innej ciężkiej choroby, czasem boję się, że po prostu zrobię coś głupiego. Jeżeli coś już sobie wytłumaczę, to natychmiast znajduję sobie nowe zagrożenie.... Takie lęki pojawiły się u mnie około 3-4 lat temu. Miewam od tego czasu "kłucia serca", co zdiagnozowano u mnie jako objaw stresu. Nie potrafię radzić sobie ze stresem, dużo palę, drapię się po całym ciele, nerwowo przeczesuję włosy, stale muszę coś robić z rękoma. Nie potrafię podejść do niczego na luzie, są dni, kiedy te lęki uniemożliwiają mi normalne funkcjonowanie. Ostatnio miewam jakby ataki paniki, "ściska" mnie wtedy całą w środku, mam ochotę płakać, nie wiem co robić... Kiedyś taka nie byłam, byłam przebojowa i nie zważałam na nic. Nie wiem, jak się tego pozbyć. Męczy mnie to zarówno psychicznie, jak i fizycznie...

Lęk przed obrona pracy magisterskiej

Niedługo czeka mnie egzamin obrony pracy magisterskiej i strasznie się boję. Z tego, co pamiętam, każdy egzamin bardzo przeżywałam. Nie obeszło się bez dodatkowych leków wspomagających, jak np. Persen czy Kalms. Oprócz nich biorę już leki psychotropowe, antydepresyjne i...

Niedługo czeka mnie egzamin obrony pracy magisterskiej i strasznie się boję. Z tego, co pamiętam, każdy egzamin bardzo przeżywałam. Nie obeszło się bez dodatkowych leków wspomagających, jak np. Persen czy Kalms. Oprócz nich biorę już leki psychotropowe, antydepresyjne i uspokajające. Ale przed egzaminem to za mało. Stres jest tak ogromny, że biegam co chwile do toalety. Serce wali mi jak zwariowane. Słabo mi! A w trakcie egzaminu ciężko mi myśleć i wydobyć z siebie zdobytą wiedzę! Jestem jakby bardzo "ograniczona" przez stres! Pozdrawiam!

Fobia szkolna i indywidualne nauczanie

Witam, jestem Kamila i mam prawie 19 lat... wiem w 100%, że mam fobię szkolną... mam wszystkie możliwe objawy, jakie człowiek może mieć. Moje pytanie polega na tym, że... chodzę do 3 klasy technikum, czyli zostało mi 1,5 roku...

Witam, jestem Kamila i mam prawie 19 lat... wiem w 100%, że mam fobię szkolną... mam wszystkie możliwe objawy, jakie człowiek może mieć. Moje pytanie polega na tym, że... chodzę do 3 klasy technikum, czyli zostało mi 1,5 roku szkoły, więc walczę o nauczanie indywidualne... nie mam pojęcia, jakie papiery są w tym celu potrzebne... byłam u jednej pani (psychiatra), która zamiast mi pomóc, to mnie bardziej zdołowała. Zaczęła mi mówić, że albo zacznę chodzić do szkoły, albo żebym ją rzuciła :( Wychowawczyni ze swojej strony wypisała papiery, a ten psychiatra, u którego się leczyłam, odeszła na macierzyński, powiedziano mi, że indywidualne można mieć tylko na 3 miesiące w moim przypadku (?) i że w przyszłości, jak będę szukać pracy, mogą mnie wziąć za chorą psychicznie (?). Pomocy!!!

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Zaburzenia lękowe z nagłymi napadami lęku

Czy takie myśli mogą doprowadzić do realizacji i samobójstw? Boję się tych myśli.

Jak zniwelować uszkodzenia komórek mózgowych powstałe w wyniku leczenia elektrowstrząsami (ECT)?

Szanowni Państwo! Jestem dojrzałą kobietą, której 22-letni syn rok temu przeszedł serię zabiegów ECT (elektrowstrząsów) jako formę leczenia depresji. 8 z nich na jedną półkulę, a ostatni na obie. Lekarz uświadomił syna o ewentualnych skutkach ubocznych typu... Szanowni Państwo! Jestem dojrzałą kobietą, której 22-letni syn rok temu przeszedł serię zabiegów ECT (elektrowstrząsów) jako formę leczenia depresji. 8 z nich na jedną półkulę, a ostatni na obie. Lekarz uświadomił syna o ewentualnych skutkach ubocznych typu przemijające zaburzenia pamięci wstecznej, ale ani słowem nie wspomniał o takich skutkach ubocznych jak trwała niepamięć bardzo wielu okresów z przeszłego życia, zapomnienie umiejętności czytania nut i grania na fortepianie (po 11 latach nauki!), niemożność kojarzenia różnych faktów, brak umiejętności koncentracji, niemożność uczenia się i przyswajania nowej wiedzy, aż po częściowy zanik inteligencji. Tylko dzięki temu, że lekarz skierowujący syna zmieniał miejsce pracy i od 1 stycznia opiekę na Nim przejął kolejny lekarz, który stwierdził, że terapię elektrowstrząsową trzeba natychmiast przerwać jako niedającą żadnych pozytywnych wyników, mój syn jeszcze funkcjonuje fizycznie. Bo psychicznie... Aż mi się serce kroi, patrząc, co się stało z tym tak zdolnym i z tak wysokimi ambicjami chłopakiem. Syn nie jest dziś w stanie ani studiować - przerwał studia, ani pracować - nie wytrzymuje psychicznego obciążenia i bardzo szybko staje się podirytowany, rozdrażniony i "wyprany" umysłowo, nie mogąc logicznie myśleć. Ze względu na to, że syn jest osobą pełnoletnią, ja jako matka nie mam prawa ingerencji w Jego leczenie. Nie mam prawa wiedzieć, jaki jest Jego obecny stan i jakie są prognozy Jego wyleczenia. Nadal mieszka z nami, rodzicami, i swoją studiującą siostrą. W domu większość codziennych rutyn podporządkowana jest synowi. Ma problemy ze spaniem. Zażywa obecnie lek przeciwdepresyjny i leki z grupy benzodiazepin. Zwracam się do Państwa z wielką prośbą o udzielenie mi informacji, w jaki sposób mój syn może odzyskać sprawność umysłu, czy są jakieś terapie powodujące zregenerowanie się zniszczonych ośrodków mózgowych? Jakie badania należy wykonać, by zdiagnozować stopień i uszkodzony ośrodek? Proszę również o nakierowanie mnie na odpowiednią literaturę, która opisuje zarówno pozytywne działanie, jak i negatywne. Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź i wierzę, że ten negatywny proces i stan mojego syna są odwracalne. Ruda
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Leki przeciwdepresyjne nie skutkują - czy są jakieś leki pobudzające?

Witam, mam na imię Magda, od dłuższego czasu cierpię na depresję. Brałam leki, takie przeciwdepresyjne z grupy ihhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny, ale po nich jest tyko gorzej... Dlatego je odstawiłam. Nie mam na nic ochoty, ciągle czuję się taka...

Witam, mam na imię Magda, od dłuższego czasu cierpię na depresję. Brałam leki, takie przeciwdepresyjne z grupy ihhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny, ale po nich jest tyko gorzej... Dlatego je odstawiłam. Nie mam na nic ochoty, ciągle czuję się taka otępiała, praktycznie nie wychodzę z domu, wszystko sprawia mi wielką trudność, chciałabym nabrać chęci do życia, zacząć działać. Obecnie mam 20 lat, nie uczę się, nie pracuję... Proszę o radę ;/ Może są jakieś leki bardziej pobudzające?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Świadomość bycia schizofrenikiem

Czy osoba chora na schizofrenię jest świadoma swojej choroby? Czuje, że jest z nią coś nie tak?

Co mam robić? Jak pomóc mamie?

Mieszkam sama z moją mamą. Mój tata pracuje i mieszka za granicą, przyjeżdża co jakiś czas. Ostatnio moja mama w czasie przyjazdu taty zaczęła się źle czuć. Nie mogła w nocy spać. Jeździła z moim tatą do psychologa i jeszcze...

Mieszkam sama z moją mamą. Mój tata pracuje i mieszka za granicą, przyjeżdża co jakiś czas. Ostatnio moja mama w czasie przyjazdu taty zaczęła się źle czuć. Nie mogła w nocy spać. Jeździła z moim tatą do psychologa i jeszcze jakichś innych ludzi, dostała leki. Wtedy bardzo dużo spała, była rozkojarzona. Mój tata pojechał znów za granicę, a ja zostałam z nią sama. Nie wiem, jak mam jej pomóc i co robić, by było tak jak dawniej. Ona chyba kiedyś na coś podobnego chorowała, ale ani ona, ani tato nie chcą mi nigdy o tym powiedzieć. Nie mam rodzeństwa, dalsza rodzina mało się interesuje. Ostatnio zaczęłam szukać czegoś w necie, trafiłam na tę stronę i liczę na jakąś w miarę rzeczową odpowiedź na moje pytanie od psychologa. Atm

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Czy lęk się kiedyś skończy?

Rok i 2 miesiące temu straciłam matkę, miesiąc później ojca. Zmarli tak szybko, oboje byli alkoholikami, ale kochałam ich całym sercem. Dopiero kilka miesięcy przed śmiercią mamy nie poznawałam jej. Kiedyś przyjaciółki, potem się tylko kłóciłyśmy. Od tego czasu...

Rok i 2 miesiące temu straciłam matkę, miesiąc później ojca. Zmarli tak szybko, oboje byli alkoholikami, ale kochałam ich całym sercem. Dopiero kilka miesięcy przed śmiercią mamy nie poznawałam jej. Kiedyś przyjaciółki, potem się tylko kłóciłyśmy. Od tego czasu zaczęłam mieć lęki, że też umrę, wszystko mnie nagle bolało, ciągle mi się wydawało, że zaraz zemdleję, aż po miesiącu takiego stanu trafiłam do psychiatry. Zaczęłam brać lek, trochę ulżyło, przynajmniej później mogłam zacząć zajmować się córką, mężem i domem, zaczęłam szukać pracy, by uciec z tego dołka. Biorę lek już rok i czasem dokucza mi znajomy lęk. Chcę wiedzieć, czy kiedykolwiek mi przejdzie? Chciałabym również skorzystać z pomocy psychoterapeuty, porozmiawać z kimś, kto mnie zrozumie. Proszę o pomoc i odpowiedź, czy i kiedy wyjdę z tego stanu?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy ja jestem chory psychicznie?

Witam, mam 28 lat, może napiszę na początku, jaki jestem, przynajmniej moim zdaniem. Na pewno szybko się denerwuję!!! Można powiedzieć, że w ciągu 2 sekund można mnie wyprowadzić z równowagi. Wtedy się zachowuję strasznie - krzyczę, mam chęć w coś...

Witam, mam 28 lat, może napiszę na początku, jaki jestem, przynajmniej moim zdaniem. Na pewno szybko się denerwuję!!! Można powiedzieć, że w ciągu 2 sekund można mnie wyprowadzić z równowagi. Wtedy się zachowuję strasznie - krzyczę, mam chęć w coś uderzyć, w jakąś rzecz, ale nigdy tego nie robię. Moja żona nazywa to białą gorączką. W sumie plus tego, że szybko mi to przechodzi. Co mnie wkurza? Można powiedzieć, że prawie wszystko i wszyscy, nawet moja żona, która jest dobrą osobą dla mnie. Akceptuję tylko moich 3 kolegów, których znam już kilkanaście lat. Resztę ludzi ciężko do mnie dopuścić, od razu ich skreślam, wyłapuję jakieś słowa, jeśli coś mówią, co mi się nie spodoba i nara. Nie ufam nikomu oprócz wyżej wymienionych kolegów i mojej matki. Jestem mało tolerancyjny, wkurzają mnie pedofile, geje, kolesie, którzy modelują się, tzn. żele na główkę, golenia pach i innych części ciała. To jest dla mnie nie do przyjęcia, powybijałbym ich. Policjantów, księży 99% nienawidzę za pedofilię, polityków za to jak traktują ludzi, nienawidzę ludzi, którzy się nie szanują i by się sprzedali za każdą cenę. Jest jeszcze wiele innych rzeczy, ale to już szkoda pisać. Ogólnie to już jest troszkę gorzej z tym, jak mam myśli samobójcze. Mówię sobie: człowieku, po co ty żyjesz, zobacz co się dzieje na tym świecie, z tymi ludźmi itp. Najgorzej jest, gdy mam kłótnie z żoną lub jestem wkurzony, wtedy jakieś dziwne głosy w mojej głowie mówią: zabij się, ale wtedy myślę o mojej matce, że nie mógłbym jej tego zrobić, że ona beze mnie nie wiem jakby żyła, bo dla niej zawsze byłem dobry i grzeczny, bo swoje zachowania negatywnego nigdy jej nie okazałem, ale obawiam się, że kiedyś nie wytrzymam i to zrobię. Według ludzi jestem, hmmm, jedni mówią, że jestem spokojny, fajny gość. Może dlatego, że nie mieszkają ze mną. Wtedy by widzieli, jaki jestem. Drudzy mówią, że jestem dziwny i walnięty, że powinienem się leczyć. Aha, jeszcze jedno mnie martwi, nieraz słyszę od znajomych, którzy opuszczają nasz świat i najgorsze, że mnie to w ogóle nie rusza, żadnych uczuć, że szkoda człowieka itd., mimo że lubiłem tę osobę. Dużo osób mówi, że ja to mam życie – żona, praca za granicą, bo tam pracuję, że jestem szczęśliwym człowiekiem, ale ja się nim w ogóle nie czuję. Chciałbym się nieraz uwolnić od tego świata!!! Czy to, co napisałem, uważacie za normalne? Czekam na odpowiedź.

Schizofrenia, stany lękowe...

CZY OSOBA CHORA NA SCHIZOFRENIĘ JEST ŚWIADOMA SWOJEJ CHOROBY??? CZY CZUJE, ŻE Z NIĄ JEST COŚ NIE TAK??? Psycholog Paulina Stolorz Witam! Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na Pani pytanie, ponieważ zależne jest to od rodzaju i zaawansowania choroby. Z reguły chory...

CZY OSOBA CHORA NA SCHIZOFRENIĘ JEST ŚWIADOMA SWOJEJ CHOROBY??? CZY CZUJE, ŻE Z NIĄ JEST COŚ NIE TAK??? Psycholog Paulina Stolorz Witam! Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na Pani pytanie, ponieważ zależne jest to od rodzaju i zaawansowania choroby. Z reguły chory nie ma świadomości choroby. Rozwojowi schizofrenii towarzyszą zaburzenia poznawcze, chorej osobie trudno wyselekcjonować docierające do niej informacje ze świata. W związku z tym sama próbuje uporządkować ten świat, ukoić związany z tymi trudnościami lęk, z czasem rodzą się w wyniku tego różnego rodzaju urojenia. Osoba chora ma nie tyle wrażenie, że z jest z nią coś nie tak, co ze światem, który przestaje rozumieć. Proszę napisać coś więcej, wówczas będziemy mogli konkretnie coś doradzić. Pozdrawiam serdecznie Ja wiem, że ze mną się coś dzieje, mam zaburzenia lękowe z napadami lęku, lęk utrzymuje się cały czas. Teraz boję się, że popełnię samobójstwo, mam przed tym ogromny lęk. Przed samymi myślami o tym. Boję się zostawać sama w domu, nie wiem skąd wzięły się te myśli, boję się śmierci. Ja chcę żyć.

Lęk czy depresja?

Mam 42 lata. Od kilku lat leczę się na zaburzenia lękowe i depresyjne. Kontaktowałam się najpierw z psychologiem - została postawiona diagnoza: depresja endogenna, a później z dwoma lekarzami. Niepokoi mnie to, że diagnozy są rozbieżne. Psychiatra leczył mnie najpierw...

Mam 42 lata. Od kilku lat leczę się na zaburzenia lękowe i depresyjne. Kontaktowałam się najpierw z psychologiem - została postawiona diagnoza: depresja endogenna, a później z dwoma lekarzami. Niepokoi mnie to, że diagnozy są rozbieżne. Psychiatra leczył mnie najpierw na depresję, później stwierdził, że to bardziej lęk, następny powiedział, że to zaburzenia lękowe adaptacyjne i wynikająca stąd depresja. Z psychologiem rozmawiałam o problemie dogłębnie, u lekarzy była to szybciutka, krótka rozmowa i diagnoza gotowa. Trudno mi było nawet przy następnych spotkaniach coś uzupełnić, ograniczały się one do dwóch zdań o działaniu leku i przepisania następnego bądź dalej tego samego. Lęk w postaci ogromnej nieśmiałości, blokad wewnętrznych w nawiązywaniu kontaktów z innymi, dostosowywania się do innych itp. towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa, odkąd pamiętam. (Czy depresja endogenna może pojawić się u małego dziecka?) Wzmógł się, gdy sytuacja życiowa zmusiła mnie do pracy w szkole (przez 20 lat). Obecnie (od wakacji) zmieniłam pracę, mam spokojne zajęcie w skupieniu, z papierami i komputerem. Jest lepiej, ale lęk społeczny nie zniknął. Wiem, czuję, że każde dociążenie, nowe zadania, więcej stresu, szybsze tempo życia błyskawicznie wyzwolą we mnie lęk, a w obronie przed nim depresję (to jest takie moje odczucie). Lęk odczuwam w wielu nieprzewidzianych sytuacjach i kontaktach, chociaż po zmianie pracy nie przyjmuję żadnych leków i jakoś żyję. Przychodzą też myśli oskarżające, poczucie niższej wartości, czasem bezsensu, niechęć do podejmowania aktywności, ale to jest słabsze niż wcześniej i radzę sobie z tym. Nie wiem, czy to reakcja na to, że się jednak nie sprawdziłam w poprzedniej pracy, że jakoś tracę życie... Co zrobić, żeby przynajmniej wiedzieć, co mi tak naprawdę jest i jak sobie pomóc?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Co robić z rozpoznaną nerwicą?

Witam, mam 27 lat i jestem kobietą. Chciałam zapytać, co powinnam zrobić, ponieważ mam stwierdzoną nerwicę przez lekarza rodzinnego, ale biorę tylko syrop, niestety nie działa już na mnie. Przed egzaminem tak mi się trzęsą ręcę i nogi, że nie...

Witam, mam 27 lat i jestem kobietą. Chciałam zapytać, co powinnam zrobić, ponieważ mam stwierdzoną nerwicę przez lekarza rodzinnego, ale biorę tylko syrop, niestety nie działa już na mnie. Przed egzaminem tak mi się trzęsą ręcę i nogi, że nie mogę się opanować. Ostanio weszłam tylko na egzamin i koniec, nie mogłam sobie poradzić. Nie wiem, czy kupić sobie jakieś tabletki, czy skonsultować się z lekarzem psychiatrą. Proszę o pomoc. Mam pytanie - czy po jakichś proszkach od lęków można prowadzić samochód?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Co się dzieje? Czy powinnam się martwić?

Witam. Lada chwila mam 18 lat. Jestem uczennicą LO, mam multum obowiązków związanych ze szkołą. Jest mi coraz ciężej zmotywować się do nauki i robienia czegokolwiek. Czasem, gdy budzę się rano, nie widzę sensu w wychodzeniu z łóżka, bo kolejny...

Witam. Lada chwila mam 18 lat. Jestem uczennicą LO, mam multum obowiązków związanych ze szkołą. Jest mi coraz ciężej zmotywować się do nauki i robienia czegokolwiek. Czasem, gdy budzę się rano, nie widzę sensu w wychodzeniu z łóżka, bo kolejny dzień będzie monotonny. Dlaczego? Bo jestem sama. Czuje się niezrozumiana. Czuję, że gasnę, gaśnie moje Ja. Otacza mnie bezsens - największy, jaki kiedykolwiek czułam. Nic mnie nie cieszy. Sięgam pamięcią wstecz o jakieś 2 lata, może niecałe, i przez mgłę, ale widzę Siebie. Byłam rozmowna, zabawna, miałam sporą grupę znajomych, byłam lubiana. Teraz... rozmowa z kimkolwiek przychodzi mi ciężko, nie widzę nawet sensu w zawieraniu nowych znajomosci, bo i tak nie dam rady ich utrzymać. Kontaktuję się tylko z koleżanką z ławki w sprawach szkolnych, przyjaciółką i sąsiadem, i to rzadko. Wiecej ludzi w moim życiu nie ma. Zamykam się w 4 ścianach. Boję się stracenia każdej chwili czasu, a i tak go tracę na... nicość. I zżera mnie fakt, ze czas przecieka mi przez palce. Boli mnie samotność, zabija stagnacja. Potrafię godzinami zawieszać się na jednym punkcie. Mam zmienne nastroje z przewagą smutku. Czasem mam ochotę coś roztrzaskać albo wziąć nóż i wbić go w kogoś. Czasem mam dziką euforię. Czasem taki... nawet nie smutek... nie wiem co to, ale jest takie nijakie, dobijające. Płaczę ze złości, rzadko kiedy ze smutku. Nie mam o czym rozmawiać nawet z dziewczynami z klasy, staję się coraz bardziej nieśmiała, wyizolowana, co najgorsze, wydaje mi się, że na własne życzenie... Czuję się winna, chcę wyjść, ale klatka się zacięła. Świat to chaos i bezsens. Czasem myślę, że należy zniszczyć cały rodzaj ludzki i stworzyć wszystko od nowa. I Ja stworzyłabym to, gdybym miała faktyczną moc. Żyję głównie marzeniami w mojej głowie, że mam wielu przyjaciół, bawię się życiem jak inne nastolatki... Ale to Tylko moja imaginacja. Kiedyś miałam pasję - rap - pisałam nawet teksty, byłam kilka razy w studiu nagrań... teraz pasja umarła... zabił ją bezsens. Zabiło moje Ja. Gdy powiedziałam mamie, że już nie mogę i moje życie mnie nie satysfakcjonuje, odpowiedziała mi, żebym nie przesadzała, bo ona nie ma lepszego, cały czas pracuje, żebym miała za co się ubrać itd. Z ojcem nie rozmawiam, nie zasługuje na miano "tata". Nienawidzę go za to, że cały czas stosuje przemoc słowną wobec mamy, odkąd pamiętam wyzywa ją, nie pamiętam weekendu, żeby wrócił trzeźwy i się nie kłócił, nie bije nas na szczęście. Czuję się sama. Kiedyś szukałam chłopaka, który mnie zrozumie, było paru... ale nie wyszło. Teraz nie szukam, bo po co? Zawsze w moim życiu jest to samo. Wieczna porażka, jestem nastawiona tylko na przetrwanie... Przetrwać... tylko po co? Wszystko jest w świecie źle poukładane. Nie wiem, czy mam dużo stresu, już go nie zauważam. Za to mam problemy ze snem. Kładę się zmęczona i zanim zasnę, mijają 2-3 godziny. Przewracam się z boku na bok, walczę z myślami. Co jakiś czas budzę się ze zdrętwiałą prawą nogą lub obiema, być może źle układam się do snu... ale... wydaje mi się, że przyczyną może być coś innego... W poszukiwaniu szczęścia postanowiłam zafundować sobie "miękkie, syntetyczne szczęście"... i działało... do czasu...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Dlaczego nie umiem żyć?

Mam 21 lat i aktualnie robięe nic. Bo tylko tyle potrafię. Czynnikiem mojego zachowania jest praktyczny brak pracy już od 3 lat. Te moje nic objawia się tym, że kładę się spać o 10 wieczorem i budzę się o pierwszej...

Mam 21 lat i aktualnie robięe nic. Bo tylko tyle potrafię. Czynnikiem mojego zachowania jest praktyczny brak pracy już od 3 lat. Te moje nic objawia się tym, że kładę się spać o 10 wieczorem i budzę się o pierwszej rano. Z początku ją szukałam przez urząd pracy i inne, ale nic to nie dawało, dopiero w ostatnim roku się „na chwilę obudziłam”, bo dano mi staż na 5 miesięcy, ale staż się skończył i znowu nie mam co robić (staż miałam w archiwum pewnej instytucji). Znowu budzę się bez celu. To cud, że w ogóle to piszę, bo i tak wydaje się mi to bezcelowe. Ale jeśli już zaczęłam, to wypadałoby skończyć… Skoro wszyscy myślą, że jestem nikim, niech tak będzie. I tak nienawidzę ludzi, którzy pytają, dlaczego nic nie robię…Co za ironia, ja nic nie robię? To kto szuka pracy? Oprócz tego byłam w wielu miejscach, a jedyne co usłyszałam: „Przykro mi, jest pani za wolna...” lub „Przepraszamy, ale do tej pracy potrzebujemy osoby innego pokroju "... I tak pozostałam z niczym. Po co mam się starać, skoro z góry wszyscy mnie skreślają? Nienawidzę ludzi, bo wszyscy chcą mnie skrzywdzić. I mimo że mam nadzieję że tacy nie są, zawsze na to samo wychodzi. Tak, nie mam znajomych. Nie miałam nigdy przez całe życie. Zawsze siedziałam sama w szkole i dobrze, przynajmniej miałam szanse śnić, bo tylko tam mogę być szczęśliwa. Kiedyś na praktykach ktoś mnie spytał, dlaczego jestem taka cicha? Dlatego, że nie mam nic do powiedzenia i tak by mnie nikt nie zrozumiał. Pozatym nienawidzę i boję się ludzi…Boje się, że wyrządzą mi jak zwykle krzywdę, a ja nie będę umiała zareagować. I po co mam wstawać skoro i tak umrę, im szybciej, tym lepiej. Oni tylko czegoś chcą, coś konkretnego, a ja nic konkretnego nie potrafię. Istnieję bez celu, bo wszystko za co się wezmę, obraca się w pustkę i bezcelowość. Właśnie w tej chwili chciałabym się znów położyć, śnić o rzeczach, ludziach, miejscach, które sprawią, że będę przez chwilę szczęśliwa, nim szara codzienność zmiażdży mnie na proch. Pisze, budzę się na chwilę. Chodzę do darmowej policealnej szkoły, by przeżyć, bo mam tylko rentę po ojcu, tylko póki się uczę, dzięki temu mogę starać się opłacić sprawunki. Wiem, że to się skończy, pracy nigdy nie znajdę. Jedyne co słyszę w urzędzie, to, cytuję, "a może chce pani założyć działalność gospodarczą?” Z czego? To ledwo starcza mi na życie, kredytu nie otrzymam, bo nie mam zdolności, a i pomysłu też nie mam. I tak wracam powrotem do snu... by obudzić się na zajęcia w sobotę i niedziele, co tydzień, by znów tam mnie nikt nie rozumiał. Z tego, co wiem, to zostały 3 bądź 4 lata i zostanie mi zabrane, i tak to niewiele, co mam. Potem pozostaje mi się powiesić, ale wiem, że tego nie zrobię, bo jestem strasznym tchórzem. Do tego czasu szukam, czekam i mam nadzieję, że coś się zmieni. Lecz się nie zmieni. Moja przeszłość, to czarna dziura. Moja przyszłość, a na razie to stoję na środku i nie wiem, gdzie iść. Wszyscy tylko patrzą i idą dalej. Może się boją jak ja?

Patronaty