Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Psychoterapia: Pytania do specjalistów

Czy to wszystko ma sens?

Witam serdecznie! Mam 30 lat i na imię Anna. Pochodzę z małej miejscowości i jestem jedynaczką. Chcę opowiedzieć historię swojego beznadziejnego życia. Urodziłam się jako wyczekiwane dziecko. Po roku od moich narodzinach mój ojciec zaczął pić. Z czasem było coraz...

Witam serdecznie! Mam 30 lat i na imię Anna. Pochodzę z małej miejscowości i jestem jedynaczką. Chcę opowiedzieć historię swojego beznadziejnego życia. Urodziłam się jako wyczekiwane dziecko. Po roku od moich narodzinach mój ojciec zaczął pić. Z czasem było coraz gorzej. Moje dzieciństwo było pasmem udręki, strachu i obawy o życie matki.

Ojciec cały czas pił, przychodził do domu, wyzywał mamę i bił. Ja trzęsłam się zawsze jak osika, płakałam, chowałam głowę pod poduszkę i zatykałam uszy, żeby chociaż trochę przestać słyszeć. Do dnia dzisiejszego pamiętam ból uszu i palców od tego zaciskania. Mając 8 lat, mama chodziła ze mną do psychologa - dostała skierowanie ze szkoły, bo coś się ze mną dziwnego działo. W szkole byłam zawsze przestraszona, bałam się kontaktów z rówieśnikami i zawsze czułam się gorsza.

W domu nam brakowało wszystkiego. Ze szkoły wracałam do domu albo i nie. Mama chodziła i szukała mnie wszędzie, a ja się trzęsłam ze strachu przed ojcem. Pamiętam, jak kiedyś pobił mamę, aż straciła przytomność. Złamał jej wtedy nos. Po 11 latach tych okropnych przeżyć uciekłyśmy od ojca do dziadków. Tam dorastałam. Lata młodzieńcze wspominam również smutno. Jako nastolatka czułam się zawsze gorsza, odtrącona. Miałam problemy w szkole i z rówieśnikami.

Gdy wkroczyłam w wiek dorosły, zaczęłam szukać sobie partnera do życia. Zawsze pragnęłam kogoś bliskiego, kogoś kto się mną zaopiekuje, pokocha taką, jaką jestem. I wpadałam raz za razem jak śliwka w kompot. Za każdym razem trafiał mi się ktoś, kto później mnie krzywdził. Miałam kilku partnerów. Po jakimś czasie okazywało się, że albo mają problem z alkoholem, złodziejstwem albo chorobą psychiczną . Jeden nawet mnie pobił. Rozstawałam się i marzyłam nadal o tym jedynym.

Teraz mam synka i konkubenta, który przed urodzeniem dziecka był dla mnie wspaniałym człowiekiem, nieraz trochę nerwowym, ale było to do zniesienia. Teraz jest strasznie. Mieszkamy u mnie w domu. Ja wychowuję synka, a on pracuje. Czuję się jak nikt. On przychodzi z pracy i każe mi wypier... do roboty, bo ja nic nie robię, chociaż opiekuję się bardzo dobrze synkiem i ile mogę to robię w domu. Wyzywa mnie od różnych. Doszło do tego, że nie chcę wyprowadzić się z mojego domu, kiedy mu mówię, żeby to zrobił.

Na jedno myślę sobie, że zostanę bez środków do życia i boję się przyszłości co będzie ze mną i z moim synkiem. Tkwię w tej klatce i nie daję sobie już z niczym rady. Mamy poważne problemy finansowe. Gdy pracowałam, nabrałam trochę rzeczy na kredyt, oczywiście na siebie, bo on nie był zarejestrowany. Teraz zostaję z tym praktycznie sama, bo on mi narzuca, że ja sama mam to sobie spłacać, że jego to nic nie obchodzi.

Dzisiaj miałam 8 zł w portfelu na zakupy. Poszłam i kupiłam kilka rzeczy, bo co można za to kupić? On wrócił z pracy i zrobił mi awanturę, że jest pusta lodówka i to moja wina, bo ja jestem leń, cały dzień nic nie robię i mam wypier... do roboty, jestem do niczego, nic niewarta itd. Wygoniłam go z domu, a ja zostałam bez grosza przy duszy.

Boję się, co będzie jutro... Pewnie znowu wróci i będzie przepraszał, a ja wybaczę, bo szkoda mi synka. Boję się swojej przyszłości. Boję się samej siebie bo już mam dość takiego życia. Żeby nie mój synek, to już by mnie nie było na tym świecie. Co to za życie, gdy nic się w nim kompletnie nie układa?

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy dać szansę mężowi?

Witam. Mam 25 lat, jestem mężatką od prawie 3 lat, mam 2,5 rocznego synka. Mój mąż kilka miesięcy temu zrobił coś, co mnie zatkało. A mianowicie obudziłam go na obiad, on wtedy zaczął krzyczeć, czego go budzę, że nawet nie...

Witam. Mam 25 lat, jestem mężatką od prawie 3 lat, mam 2,5 rocznego synka. Mój mąż kilka miesięcy temu zrobił coś, co mnie zatkało. A mianowicie obudziłam go na obiad, on wtedy zaczął krzyczeć, czego go budzę, że nawet nie może się zdrzemnąć... i wstał, i złapał mnie za szyję, to nie bolało, nie zrobił tego mocno, ale się przestraszyłam...

Dodam, że wtedy mieliśmy problemy finansowe. Do tej pory to przeżywam, mąż w ogóle jest nerwowy, nie umie normalnie rozmawiać, od razu krzyczy. Na razie mieszkam u rodziców i zastanawiam się nad daniem mu szansy, zdarzyło się to tylko raz. Czy powinnam mu ją dać? Chodzi mi przede wszystkim o synka.

Proszę o odpowiedź, czy mąż powinien się zgłosić do psychologa przez to, że jest taki nerwowy? Teraz się stara, chce żebym wróciła, ale to jest takie trudne, może dlatego, że nikt nigdy czegoś takiego mi nie zrobił, ja po tym wszystkim myślałam, że on jest zdolny do wszystkiego... Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Czy moja przeszłość ma wpływ na teraźniejszość? Na to, jaka jestem teraz?

Witam, jestem Karolina i mam 30 lat. Postaram się streścić swoje życie. Małżeństwo moich rodziców nie było udane, Ojciec pił, a kiedy wracał do domu, to było piekło. Niestety Ja jako dziecko nie miałam takiej prawdziwej rodziny, takiej, o której...

Witam, jestem Karolina i mam 30 lat. Postaram się streścić swoje życie. Małżeństwo moich rodziców nie było udane, Ojciec pił, a kiedy wracał do domu, to było piekło. Niestety Ja jako dziecko nie miałam takiej prawdziwej rodziny, takiej, o której zawsze marzyłam i marzę do dziś... Kiedy miałam 15 lat mój ojciec popełnił w domu samobójstwo. Moja mama pracowała we Włoszech i musiała wyjechać, aby zapewnić nam byt (przyjeżdżała raz na kilka miesięcy na dosłownie miesiąc). Ja i brat (miał wtedy 11 lat, Ja 15) zostaliśmy w domu sami - teraz to się nazywa "eurosieroty". Po samobójstwie ojca bardzo bałam się przebywać w naszym domu i zasypiać. Najgorsze były noce. Kiedy już udało mi się zasnąć, to wtedy nawiedzały mnie straszne sny - oczywiście śnił mi się ojciec, który mnie straszył... budziłam się i ze strachu, do rana nie mogłam już zasnąć (chodziłam do szkoły, więc zawsze byłam niewyspana i zamiast skupić się na nauce, to rozmyślałam nad tym, że w nocy znów będą mi się śniły horrory... Minęło już 15 lat jestem już osoba dorosłą, ale czas nie zatarł wspomnień. Zawsze myślałam, że cały świat i wszyscy dookoła byli inni, ale doszłam niedawno do wniosku, że to JA jestem inna, że to inni mieli normalne dzieciństwo, dom, rodziny... Mam już 30 lat, ale nadal przed zaśnięciem kreuję sobie swój nierealny świat marzeń i fantazji, a w nim rodzinę, której nie miałam. Wiem, że to jest nienormalne, ale mnie to uspokaja i powoduje, iż szybko i spokojnie zasypiam. Często się w tym "nierealnym świecie" zamykam i sprawia mi to przyjemność. Mam niewielkie grono znajomych i jestem przez nich lubiana. Ja osobiście bardzo nie lubię przebywać wśród obcych osób i ogólnie w tłumie ludzi. Męczy mnie to i drażni. Uwielbiam przebywać w miejscu, gdzie nie ma ludzi np. las, łąki. Kocham przyrodę i zwierzęta... Kiedyś byłam długo z chłopakiem, z którym mieliśmy się pobrać, ale On tak po prostu zerwał ze mną. Bardzo go kochałam i jego rodziców (byli jak z moich marzeń kochający i dobrzy) i do dziś nie mogę się z tym pogodzić i strasznie za nimi tęsknie. Od tamtej pory moje serce jest jakieś zamrożone. Obecnie mam chłopaka. Jest dobrym i wrażliwym człowiekiem. Ja natomiast nie wiem, co do niego czuję, bo z jednej strony bardzo go kocham, ale właściwie to nie wiem, czy ja w ogóle coś czuje... i czy będę czuła??? Na pewno już nie jestem tą samą osobą i nie potrafię tak bardzo kochać i zapomnieć o tamtej miłości, ale wiem też, że nie mogę żyć przeszłością, bo to minęło i trzeba żyć dalej. Tylko tak bardzo trudno zapomnieć... Kończę. Być może czytając to wszystko, ktoś pomyśli, że mam coś z psychiką, ale zapewniam, że jestem osobą normalną ;) tylko nie wiem, jak sobie z tym wszystkim poradzić :(. A ogólnie mam swoją pasje, którą jest muzyka, gram na skrzypcach i fortepianie:) Napiszę też, że po śmierci ojca w domu straszyło i niedawno nawet byłam u księdza, który zadecydował, że należy przeprowadzić egzorcyzmy.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Pijany mąż – co zrobić?

Mam 38 lat i jestem po ślubie 17 lat i jest coraz gorzej. Mamy dwójkę dzieci. Już nie wiem, co mam robić. Mąż jest kierowcą twierdzi, że w trasie nie pije, lecz gdy jest w domu to koszmar. Kłamie,...

Mam 38 lat i jestem po ślubie 17 lat i jest coraz gorzej. Mamy dwójkę dzieci. Już nie wiem, co mam robić. Mąż jest kierowcą twierdzi, że w trasie nie pije, lecz gdy jest w domu to koszmar. Kłamie, obiecuje, przeprasza i nic. Potrafi jeździć samochodem po pijanemu, nie liczy się nic i nikt. Awantury to już norma. Zawsze ma do mnie jakieś, ale potrafi mi zwymyślać od jak najgorszej. Jestem oddana mężowi i strasznie to boli, gdy słyszy się takie słowa. W domu brakuje pieniędzy, a on jest pijany, nie mam pojęcia skąd je ma. Wszyscy i wszystko jest przeciwko niemu, tak twierdzi. Nie mam pojęcia skąd on to bierze. Może wstać i za godzinę znów jest pijany. Mówi, że nas kocha, a za chwilę już znowu jest pijany. Jestem załamana tego wszystkiego nie da się opisać, mam momentami myśli samobójcze, bo nie mogę już tego znieść, a nie potrafię go zostawić. Błagam, doradźcie, co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Walka z nałogiem alkoholowym. Czy ma sens?

Witam, mam 22 lat, jesteśmy razem już prawie 6 lat, mój chłopak ma lat 25, od zawsze miał problem z alkoholem. Nie mam już siły walczyć z tym nałogiem. Kiedyś pił sporadycznie, a jak już zamieszkaliśmy razem, 3 lata...

Witam, mam 22 lat, jesteśmy razem już prawie 6 lat, mój chłopak ma lat 25, od zawsze miał problem z alkoholem. Nie mam już siły walczyć z tym nałogiem. Kiedyś pił sporadycznie, a jak już zamieszkaliśmy razem, 3 lata temu, to już się zaczęło coraz częściej i częściej. Dostał od rodziców firmę, nad którą jest nasze mieszkanie, do pracy ma tylko 6 schodków i jest w firmie. Prowadził ją od początku z bratem, ale tylko 2 lata i brat go zostawił, bo ciągle pił, zabierał firmowe pieniądze i ciągle były konflikty. Teraz jego tata założył nowa firmę i go zatrudnił, bo mieliśmy nadzieje, że zrozumiał, że może wszystko stracić i się poprawi... ale niestety. Już tyle razy go wyciągaliśmy z długów, a on dalej w nie wpada, jak jest w transie. Kiedyś zdarzało mu się upić raz na czas i bardzo żałował, przepraszał itp. Teraz jest już tak źle, że potrafi pić 2 miesiące, a jak wytrzeźwieje, mówi no i nic takiego się stało. Nie widzi, że ma problem i zaledwie 25 lat.

Ma naprawdę ciężki charakter, a jak już wypije, to nic mu się nie przetłumaczy. Jest awanturny, nie umie spokojnie z nami o tym porozmawiać, krzyczy, mówi żebyśmy żula z niego nie robili i mu choroby nie wmawiali. Nie wiem co mam już zrobić, może wyprowadzanie się, zostawienie go samemu sobie itp. nie pomogło... nic nie pomaga. W zeszłym tygodniu skończył swoje 8 dniowe picie i stwierdził, że nie chce pić i chce się leczyć, żebym mu pomogła i go nie zostawiała itp. Ale jak wczoraj zapytałam, czy poszukamy jakieś pomocy powiedział, że później, a dziś jak wróciłam z pracy widzę, że ma już wypite, już ze 3 piwka wypił i nie ma z nim gadki. Teraz się zastanawiam czy na tym się skończy, czy to początek nowego maratonu jego picia...:( Jeszcze boli mnie to, że naprzeciwko mojego domu jest taki salon gier i tam mieszka taki 60-letni pijak i przychodzą tam sami starzy pijacy, a on ich wszystkich uwielbia. On nie ma kolegów w swoim wieku, tylko takich żuli i z nimi pije. Kiedy chce, wychodzi sobie z pracy i tam idzie na piwko. Co ja mam zrobić, bo już nie mam siły to mnie już tak niszczy psychicznie. Byłam silna i ciągle myślałam, że sobie poradzę i on to zrozumie, ale teraz czuję się przegrana, nie mam już siły walczyć, ani ciągle się kłócić, tłumaczyć, że jemu nie wolno pić. Bardzo proszę o jakieś wskazówki, bo czuję się taka bezsilna.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Psychoterapia - jak stwierdzić, czy terapeutka i dana metoda są odpowiednie?

Witam. Mam taki dylemat. Otóż od kilku tygodni uczęszczam na psychoterapię indywidualną - metoda psychodynamiczna - która jest kontynuacją psychoterapii grupowej. Najpierw zdiagnozowano u mnie nerwicę depresyjno-lękowa, potem osobowość unikającą. Problem: po kilku tygodniach tej terapii czuję się coraz...

Witam. Mam taki dylemat. Otóż od kilku tygodni uczęszczam na psychoterapię indywidualną - metoda psychodynamiczna - która jest kontynuacją psychoterapii grupowej. Najpierw zdiagnozowano u mnie nerwicę depresyjno-lękowa, potem osobowość unikającą. Problem: po kilku tygodniach tej terapii czuję się coraz bardziej sfrustrowana, bo w tej metodzie mówi praktycznie pacjent, czyli ja, i przez to czuję, że nadal jestem ze swoim problemem sama (całe życie się tak czułam i kiedy korzystam z pomocy psychoterapeuty nie chcę się tak czuć), a chcę czuć tę pomoc, oparcie. Terapia ma trwać parę lat i nie wyobrażam sobie, że miałabym to wytrzymać, bo czuję się przez to gorzej. Zastanawiam się czy ta metoda jest dla mnie odpowiednia, czy to, że się tak czuję, jest normalnie podczas terapii, czy może ta terapeutka nie jest dla mnie odpowiednią osobą - bo nie czuję z nią dobrego kontaktu, mam wrażenie, że patrzy na mnie z góry i czuję się skrępowana, to powoduje, że nie mogę się skupić i czuję, że tracę czas. Nie wiem, na ile te wątpliwości wynikają z moich problemów, a na ile jest to kwestia złego doboru terapeuty/metody? Chodzi mi o to, czy pacjent podczas spotkania powinien czuć się dobrze, czy to normalne, że takie objawy się pojawiają? Terapia ma trwać dość długo i chcę mieć pewność, że nie stracę tego czasu, wybór odpowiedniego terapeuty chyba ma spore znaczenie... Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.

Dotyczy: Psychoterapia

Na czym polega psychoterapia?

Witam. Proszę mi udzielić informacji: na czym polega psychoterapia podczas leczenia depresji? Od czego zależy powodzenie w wyleczniu depresji? Dodam, że miałam robiony test i wyszlo mi 15 pkt - pani doktor powiedziała, że sama też powinna minąć, ale zaproponowała psychoterapię, gdyż farmakologia odpada, bo karmię piersią.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Uzależnienia - gdzie szukać pomocy?

Mam problem: od 6 lat palę zioło (codziennie). Na początku ślepo wierzyłam kolegom, którzy twierdzili, że ziółko nie uzależnia. Twierdziłam, że palę dla odprężenia i w każdej chwili mogę odstawić palonko bez problemu (oczywiście nie dostrzegając, że kiedy nie ma...

Mam problem: od 6 lat palę zioło (codziennie). Na początku ślepo wierzyłam kolegom, którzy twierdzili, że ziółko nie uzależnia. Twierdziłam, że palę dla odprężenia i w każdej chwili mogę odstawić palonko bez problemu (oczywiście nie dostrzegając, że kiedy nie ma ziółka, a mam ciśnienie, moje zachowanie się zmienia). Po paru latach już wiem, że marihuana ma nade mną przewagę, przez co czuję się żałosna, w ogóle bezwartościowa. Nie pamiętam już, jak to jest być sobą, nie wiem dlaczego nie potrafię wyobrazić sobie życia bez palenia. Wiem, że wyrządzam sobie krzywdę i chcę z tym skończyć, ale odczuwam paraliżujący strach przed porażką. W dodatku jestem sama z tym problemem, bo moja mama i tak za przeze mnie wycierpiała (swoją drogą nie zasługuję na nią) i nie chcę jej już krzywdzić, a z kolei mój chłopak, mimo tego, że 4 m-ce temu wyszedł z odwyku alkoholowego i sam przechodził przez to piekło, nie potrafi lub po prostu nie chce dać mi wsparcia. Potrzebuję kogoś, kto mnie podniesie na duchu, kogo będę mogła poprosić o radę, ale nie wiem do kogo mam się zwrócić (mieszkam w K.). Bardzo proszę o jakąkolwiek odpowiedź czy radę, bo niedługo zwariuję.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak mam żyć dalej?

Witam, mam 25 lat, od roku czasu jestem mężatką. Z moim mężem chodziliśmy przed ślubem 8 lat, różnie bywało. Był moim pierwszym i jedynym facetem. Niestety po ślubie zaczął się koszmar, ciągłe kłótnie, ubliżanie mi mojej rodzinie itp. potrafił nawet... Witam, mam 25 lat, od roku czasu jestem mężatką. Z moim mężem chodziliśmy przed ślubem 8 lat, różnie bywało. Był moim pierwszym i jedynym facetem. Niestety po ślubie zaczął się koszmar, ciągłe kłótnie, ubliżanie mi mojej rodzinie itp. potrafił nawet mnie wyganiać z domu (mieszkamy sami), szarpać tylko przez to, że miałam inne zdanie niż on (uważał, że skoro mam inne zdanie niż on, to robię mu na przekór). Nie potrafiłam tego ogarnąć, zrozumieć... W czasie jak byłam z nim poznałam (jakiś rok temu) innego chłopaka, był moim przyjacielem, mogłam z nim pogadać o wszystkim, ale do niczego między nami nie doszło, niestety, gdy mój mąż dowiedział się o tym, rozpętało się prawdziwe piekło, pobił mnie, wygonił z domu. Poczuł się zraniony przeze mnie, uważał, że go zdradziłam i nie było tłumaczenia, a ja czuła się winna, że do naszego życia dopuściłam innego faceta. Próbowałam się zabić, bo nie potrafiła sobie z tym poradzić, miałam głęboka depresje. Po kilku tygodniach wróciłam do niego, już nie jest tak jak było kiedyś, nie ufa mi. Ja staram się jak mogę żeby było dobrze, żeby był szczęśliwy. Bo jest w tym wszystkim dożo mojej winy. Odciął mnie od znajomych, znienawidził moja rodzinę, bo byli "za mną". Staram się jak mogę żeby było dobrze, ale niestety on ma to gdzieś, ("robi co chce i ma wszystko w d....."). Jest dla mnie nie czuły, docina mi obraża itd. On nie jest złym człowiekiem, dużo mi w życiu pomógł, kocham go i walczę, tylko zastanawiam się czy jest sens? Moja depresja znów się nasiliła, mam myśli samobójcze, nie wiem jak sobie z tym poradzić, nie che mi się już żyć, najchętniej bym zasnęła i już się nie obudziła. Proszę o jakąś radę, pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Upija się w samotności... i co teraz?

Mój chłopak ma 27 lat i ma problem... tak mi się przynajmniej wydaje. On ma mocną głowę i lubi pić - niestety. Najgorsze jest to, że będąc sam w domu, potrafi wypić nawet 9 piw. To najbardziej mnie martwi. Czasem...

Mój chłopak ma 27 lat i ma problem... tak mi się przynajmniej wydaje. On ma mocną głowę i lubi pić - niestety. Najgorsze jest to, że będąc sam w domu, potrafi wypić nawet 9 piw. To najbardziej mnie martwi. Czasem zdarza się, że po tylu piwach do mnie dzwoni, a następnego dnia nic nie pamięta. Powiedziałam mu, że nie będę tolerować takiego zachowania, to wyznał mi, że robi to z nudów, dla zabicia czasu i dlatego, że miewa kłopoty ze snem, a tak tylko się wysypia. Ostatnio obiecał mi (ale sam z siebie) że nie będzie pił rok - nie wytrzymał nawet miesiąca. Znamy się od jakichś 9 miesięcy i bardzo mi na nim zależy, ale nie wiem czy poradzę sobie, jeśli ten problem się nasili, bo niestety wiem, z doświadczeń w moim otoczeniu, ile krzywdy potrafi wyrządzić alkohol. Proszę o pomoc. Czy to już jest problem? Jak mu pomóc? Czy może postawić mu warunek albo ja albo alkohol?

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czy to może być problem?

Postaram się przedstawić pokrótce mój problem, choć kilka lat trudno opisać w kilku tylko słowach. Mam 27 lat, a od 6 w szczęśliwym związku – tak myślałam. Od pewnego czasu zaczęłam się zastanawiać czy mój chłopak (30 l) nie ma...

Postaram się przedstawić pokrótce mój problem, choć kilka lat trudno opisać w kilku tylko słowach. Mam 27 lat, a od 6 w szczęśliwym związku – tak myślałam. Od pewnego czasu zaczęłam się zastanawiać czy mój chłopak (30 l) nie ma problemów z nadużywaniem alkoholu. Wszystko zaczęło się od wyjazdu za granicę, kiedy raz po raz zostawałam wieczorami w domu, a on w tym czasie dobrze się bawił popijając. Wracał często w takim stanie autem do domu (po powrocie do kraju nie zdarzyło mu się to już). Na początku myślałam, że z dala od domu i swojej rodziny oraz nawałem pracy tak to po prostu znosi nowe miejsce i klimat, ale po moich prośbach nic się nie zmieniło. Doszło nawet do tego, że nie zawsze przyniósł do domu zarobione pieniądze.

Po powrocie każde z nas zamieszkało w swoim rodzinnym mieście i wróciło do swoich obowiązków. Nadal widywaliśmy się weekendami, ale nie mieszkaliśmy razem. Mieliśmy plany zamieszkać razem. W końcu nadarzyła się taka możliwość, lecz mieszkanie trzeba było wyremontować – i znowu się zaczęło. Codzienny „browarek pomaga przy pracy, lepiej się pracuje i myśli” – tak mówił. Cały czas nurtowało mnie pytanie czy nie za dużo i za często sięga po piwo, ale po rozmowie doszliśmy do porozumienia i obiecał, że jak tylko skończy remont, ograniczy picie, a ja wierzyłam i ufałam w to co mówi. Jednak po tym wszystkim minęło już 8 miesięcy, a ja nadal czekam na zmianę zachowania, często dochodzi między mani do kłótni właśnie przez to piwo, gdyż doszło do tego, że nawet jak poproszę, aby nie pił chociaż przez 2 dni, kiedy się widzimy – wpada w złość i mówi, że jak mi nie pasuje to mnie nie trzyma na siłą i że on wie co robi. Kilka razy przyłapałam go na kłamstwie, lecz on nawet nie uważał, że źle robi.

Był taki okres, że wciągnął się w hazard na dobre – wiedziałam, że nie poradzę sobie sama, więc o wszystkim powiedziałam jego mamie i razem postawiłyśmy warunek zmusi z tym skończyć albo wszyscy się od niego odwrócą – od jakiegoś czasu nie chce słyszeć o grze na automatach, więc myślę, że mu przeszło. Był taki dzień, że naprawdę zaczynało być coraz gorzej i wynikło kilka sytuacji, których podejrzewam, że się wstydził i chyba sam doszedł do takiego wniosku, bo sam zgłosił się do psychologa. Wszystko było w porządku – nie pił przez 2 tygodnie, byłam szczęśliwa i mieliśmy niemal bezkonfliktowy związek do momentu spotkań grupowych, gdzie byli alkoholicy w naprawdę zaawansowanym stadium choroby. Po tych spotkaniach twierdził, że on nie pasuje tam, bo potrafi się kontrolować, wie ile może wypić i nie dopuści do tego co inni mówili na AA.

Ostatnio zdarzają mu się etapy „użalania nad sobą” lub „nerwówki o byle co” – uważa, że jest do niczego, że nic nie potrafi, że nie umie rozkręcić firmy, którą niedawno założył – choć przekonuję go, że jest dobry w tym co robi i jakie ma pomysły, ale to nic nie daje. Pomagam mu jak tylko mogę i wspieram, ale on uważa, że nie robię nic i jestem niewyrozumiała. Bywają dni, że muszę uważać na to co mówię, żeby go nie zdenerwować i nie zacząć kłótni – stał się bardzo nerwowy. Ostatnio powiedział, że dobrze, że ma piwo, bo sam nie potrafiłby się uspokoić w momencie, jak go coś wyprowadzi z równowagi. Wiem, że to dobry i zdolny człowiek, a alkohol zmienia go w zupełnie innego. Na początku tego nie dawał poznać po sobie, ale teraz zaczyna być coraz gorzej i czasami wydaje mi się, że nie potrafi zapanować nad nerwami. Gdyby nie ten alkohol to nie mielibyśmy w zasadzie żadnych poważnych problemów.

Myślę, że duży wpływ ma środowisko, w którym się obraca – ludzie bez związków i rodzin, którym zależy tylko, żeby mieć na piwo od rana lub jeszcze inne używki, a on nie potrafi nikomu odmówić, jeśli wchodzi w grę piwo i koledzy. Ostatnio postanowił się na jakiś czas nie spotykać, a ja nie narzucam się z nadzieją, że sobie wszystko przemyśli i zrozumie, że ma już tyle lat, że czas zacząć normalnie żyć i że doceni brak mojej obecności (bo uważam, że naprawdę jestem dla niego w stanie wiele zrobić i pomóc, jeśli tylko che). Proszę o pomoc, bo nie wiem jak mam się zachować i co dalej zrobić, czy odwrócić się od niego, bo chce mieć szczęśliwą rodzinę w przyszłości, nawet jeśli teraz będę musiała cierpieć przez rozstanie. Jak działa umysł takiego człowieka, czy naprawdę potrafiliby mnie zostawić dla wolności picia ? Czy to w ogóle można nazwać problemem z alkoholem? Proszę o radę.

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Gdzie szukać pomocy przy przemocy w rodzinie?

Jestem Rosjanką, wyszłam za mąż za Rosjanina z polskim obywatelstwem i od 4 lat mieszkam w Polsce, mam 3-letniego syna. Trzy miesiące temu dostałam pozew rozwodowy, sprawę założył mąż, chcąc pozbawić mnie praw do dziecka. Nakłamał w pozwie, że jestem...

Jestem Rosjanką, wyszłam za mąż za Rosjanina z polskim obywatelstwem i od 4 lat mieszkam w Polsce, mam 3-letniego syna. Trzy miesiące temu dostałam pozew rozwodowy, sprawę założył mąż, chcąc pozbawić mnie praw do dziecka. Nakłamał w pozwie, że jestem złą matką, biję syna, wyzywam, głodzę i jeszcze inne złe rzeczy. Sąsiedzi wiedzą, że to kłamstwa i próbują mi pomóc. Od miesiąca mąż mnie wyzywa od różnych i grozi, że żywa nie wyjadę z Polski, wie, że nie zabierze mi dziecka, i dlatego grozi śmiercią. Byłam na policji, ale nie mam dowodów ani nagrania, gdy on mówi, że mnie zabije. Boję się o swoje życie, nie wiem, gdzie z tym iść, bo nikt z urzędów mi nie wierzy, ponieważ on przy wszystkich udaje spokojnego i dobrego człowieka. Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Przebieg ciąży - a marihuana

Moja dziewczyna jest w pierwszym miesiącu ciąży, a ja palę marihuanę od dwóch lat. Czy dziecko może być niepełnosprawne?
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Łukasz Kowalski
Lek. Łukasz Kowalski

Czy powinnam zrezygnować z psychoterapii?

Dzień dobry, mam 20 lat, choruję od roku na depresję. Jednak lekarstwa mi nie pomagają. Chodzę do terapeuty już prawie pół roku, jednak mam mieszane uczucia. Przed każdą wizytą mam wątpliwości czy ona ma sens i strach przed rozmową... Dzień dobry, mam 20 lat, choruję od roku na depresję. Jednak lekarstwa mi nie pomagają. Chodzę do terapeuty już prawie pół roku, jednak mam mieszane uczucia. Przed każdą wizytą mam wątpliwości czy ona ma sens i strach przed rozmową w 4 oczy. Jak już tam jestem, no nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła wyjść. Staram się być jak najbardziej szczera i otwarta, opowiadam mu o swoim życiu, jednak on nie tłumaczy mi, dlaczego się tak zachowuję, jak mam sobie pomóc itd. Zwykle to ja mówię i mówię, a jak milczę to razem milczymy. Bardzo mnie to denerwuje i zniechęca, tym bardziej, że nie widzę poprawy, a nawet jest gorzej. Boję się nawet szczerze powiedzieć o tym mojemu terapeucie, co sądzę o tej terapii. Mam ją za darmo, więc powinnam się cieszyć, że mam choć tyle, a nie narzekać. Mam tylko żal, że nie odpowiada na moje pytania, a sam je mi też bardzo rzadko zadaje. Nie zwrócę się już raczej o pomoc do innego terapeuty, bo bardzo zrażam się do ludzi. Wolę chyba pisać, niż mówić. Na razie nie chodzę na terapię i nie jestem z siebie zadowolona. Dręczą mnie wyrzuty sumienia, że odrzucam pomoc, że jestem tchórzem. Sama nie wiem czego chcę. Lęk przed ludźmi jest chyba gorszy niż lęk przed „obnażeniem” się ze swoich uczuć. Z jednej strony mam nadzieję, że może kiedyś się wyleczę, z drugiej strony strasznie boję się zmian, otwartości, ciągle myślę tylko o tym, jak on mnie odbiera, czy go nie zanudzam, czy mnie rozumie. Nie chcę, by terapia sterowała moim życiem i nie dawała mi spokoju. Ciągle tylko myślę, co powiedzieć terapeucie na następnym spotkaniu, chcę dobrze wypaść. Często nie śpię przez to w nocy, jestem rozkojarzona i nie mogę się na niczym innym skupić. Boję się, że przez to obleję egzaminy na studiach. Nie wiem, co mam robić, czy mimo wszystko chodzić na terapię, czy może jest jakieś inne wyjście? Dziękuję z góry za odpowiedź, Pozdrawiam serdecznie, Kaśka
odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Jak szkodliwa jest marihuana dla noworodka, jeśli matka karmiąca piersią pali?

Jestem 32-letnią mamą dwójki dzieci. Bardzo długo palę marihuanę. Wiem, że to niemądre. Nie mam jednak kłopotów z zajęciem się dziećmi czy domem, ale nie będę siebie tu tłumaczyć. Ostatnio dużo myślałam o moim zachowaniu i nie jestem z...

Jestem 32-letnią mamą dwójki dzieci. Bardzo długo palę marihuanę. Wiem, że to niemądre. Nie mam jednak kłopotów z zajęciem się dziećmi czy domem, ale nie będę siebie tu tłumaczyć. Ostatnio dużo myślałam o moim zachowaniu i nie jestem z siebie dumna. Paliłam w czasie drugiej ciąży i palę nadal. Dziecko urodziło się zdrowe i ładnie przybiera na wadze. Karmię piersią i martwię się, jakie skutki może to wywołać, jeśli palę. Postanowiłam przestać, gdyż bardzo kocham swoje dzieci i nie mogę się tak prowadzić. Czas przestać! Jest mi bardzo przykro:( Martwię się i chciałabym wiedzieć, co mogłam spowodować paleniem i karmieniem dzieciątka?

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Na czym polegają badania psychologiczne?

Dostałam skierowanie na badania psychologiczne w kierunku zaburzeń osobowości - chwiejność emocjonalnia. Jestem ciekawa o co może chodzić w tym zaburzeniu i, przede wszystkim, na czym takie badania polegają.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Małgorzata Wierzbicka
Mgr Małgorzata Wierzbicka

Czy udać się do innego terapeuty?

Witam! Mam 31 lat, jestem kobietą, chorą na epilepsję. Padaczka jest od lat kontrolowana i nauczyłam się z nią funkcjonować. Pojawiły się natomiast w moim życiu silne lęki, które niszczą mi życie. Jestem DDA i córką toksycznej matki,... Witam! Mam 31 lat, jestem kobietą, chorą na epilepsję. Padaczka jest od lat kontrolowana i nauczyłam się z nią funkcjonować. Pojawiły się natomiast w moim życiu silne lęki, które niszczą mi życie. Jestem DDA i córką toksycznej matki, która nie daje mi żyć normalnie. Mam już swój dom i partnera, ale zazdrość, nerwy i gniew na matkę, która wielokrotnie przekracza moje granice i obwinia mnie o wszystko, niszczą moje życie - nie umiem się od nich uwolnić. Mam depresję, chodzę do psychologa i jest już odrobinę lepiej, ale terapia trwa dwa lata, a ja od tego czasu nie pracuję, siedzę w domu. Przestałam normalnie funkcjonować. Mam wrażenie, że stoję w miejscu. Co robić? Czy mam udać się do innego terapeuty? Chciałabym wrócić do normalnego życia i przestać bać się ludzi. Proszę o pomoc.

Uzależnienie od amfetaminy. Myśli samobójcze.

Napiszę historyjkę w sumie, z której mógłby być w miarę nawet dobry film pewnie, że tak powiem, no ale cóż. To są same fakty, po prostu nie mam sił na samego siebie, a nie mam jak i gdzie szukać pomocy....

Napiszę historyjkę w sumie, z której mógłby być w miarę nawet dobry film pewnie, że tak powiem, no ale cóż. To są same fakty, po prostu nie mam sił na samego siebie, a nie mam jak i gdzie szukać pomocy. Zresztą próbując i tak nic się nie zmieni, znając życie. Takie jest moje szczęście. Jak mam tutaj zobaczyć odpowiedzi w stylu idź do psychologa, psychiatry, to najlepiej usuńcie to pytanie i tyle, bo takie odpowiedzi mnie nie interesują. Zatem zaczynając od początku, wszystko zaczęło się 9 lat temu po śmierci bardzo bliskiej mi osoby z rodziny, która zmarła przez nasza mądrą polską służbę zdrowia (nie będę opisywał szczegółów, bo to zbędne). Wówczas coś we mnie pękło. Wiadomo trochę obowiązków, szkoła, dom itd. Sam nie wiem jak mam teraz ubrać wszystko w słowa, bo myśli mam poplątane, tak, że nie wiem co i jak ująć, żeby było zrozumiale. Zacznę może od tych obowiązków i tak dalej.

Pierwsza pozycja, chyba najważniejsza, która powinna wówczas być, czyli szkoła. Jakoś to szło w tym LO do pewnego czasu, właśnie do śmierci tej bliskiej mi osoby. Po jej śmierci opuściłem się w nauce (strasznie mnie ta śmierć przygnębiła, nie mogłem się skupić itd., ale to już mniejsza). Moja wychowawczyni, jak to się mówi, zauważyła, że jestem często nieprzygotowany do lekcji (co za tym idzie chciała chyba wymusić naukę, to nie to, że się nie uczyłem. Poświęcałem na naukę po 4-5h dziennie i niby wszystko umiałem, jednak to też do czasu). To, że byłem często nieprzygotowany do lekcji to dlatego, że nie mogłem się skupić na nauce i w ogóle, moja wychowawczyni wymusiła na mnie jednak to abym w końcu się skupił i nauczył, gdyż na pały zaczynało brakować miejsca w dzienniku. No jednak wracając do tego tematu. Kobieta się uwzięła, to nie tylko moje zdanie, ale też moich rówieśników z klasy. Mając z nią, 2 lekcje z rzędu tj. 90 min pytała tak długo, aż w końcu nie padłem, aż nie znalazła czegoś na co bym nie odpowiedział i pała mimo dobrych odp. na inne pytania. Zupełnie jakby w klasie nie było nikogo poza mną no, chyba że by się ktoś wstawił za mną, bo i takie sytuacje były, wówczas sytuacja wyglądała tak jak ze mną. Z czasem nawet jak znałem odpowiedzi to mówiłem kilka razy, że nie wiem i potem proszę mi wpisać 1, bo nie będę tak stał bez sensu. Żeby tylko mieć już spokój.

To wszystko zaczęło mnie dobijać całkowicie tak po 3 miesiącach. Wówczas to wyszło jakoś tak, że dzięki znajomym zacząłem korzystać ze wspomagaczy (dokładniej amfetaminy), żeby się lepiej poczuć i w ogóle. Faktycznie moje samopoczucie psychiczne było lepsze, bo miałem w d****, że się wali wszystko. Ostatecznie w końcu zawsze dawałem jakoś radę. To sporadyczne ćpanie zmieniło się bardzo szybko w codzienność, nie wyobrażałem sobie dnia bez fety. Z drugiej strony zawalać? Męczyć się? Po cholerę, skoro było mnie stać na to, by nie męczyć się. Tak jakoś udawało się do 4 klasy LO. Wówczas to doszło do tego, że miałem mieć 2 pały na koniec. Uznałem jednak, że dam sobie z tym radę, że się nauczę. Załatwiłem sobie, iż zdam ten 1 przedmiot z 2 będę miał komisa tj. komis u wychowawcy. Gdyż zdając u niej sam na sam nie miałem szans. Wyryłem się na blachę, tak mi się wydaje przynajmniej. No mimo wszystko wyników nie poznałem. Napisałem test z całego półrocza w sumie nie test, a wypracowanie z 3 tematów, każde na 4 strony kancelaryjne. Miałem na to 4h i tu moje zdziwienie, iż moja praca poszła na marne. Na koniec właśnie tej 4 godziny moja wychowawczyni weszła do klasy i powiedziała do nauczycielki, u której zdawałem (nie sprawdzaj, bo ja mu i tak załatwię kibel) dokładnie nie tak to ujęła, ale nie pamiętam słów dokładnie, w każdym razie o to chodziło. Nauczycielki obie wyszły z klasy, u mnie tona łez. Siedziałem w tej klasie dobrą godzinę, jeszcze całkiem sam z głową na ławce ocierając łzy. Wiedząc, że i tak nie zdam już nic. Olałem wszytko totalnie i zacząłem brać coraz więcej.

Miałem iść do wieczorowego LO, jednak mimo, iż złożyłem papiery, olałem to. Wolałem się napruć ze znajomymi. W domu nikt nie zwracał na to uwagi, zresztą w domu też nie było za ciekawie. Tyle póki co na temat szkoły teraz troszkę o domu. Od dziecka pamiętam tylko ojca, który chlał na umór. Może dlatego mam wstręt do alkoholu, gdyż jak pochlał, to miał gdzieś wszystko. Bił matkę, bił mnie i w ogóle wszystkie obowiązki jego spadały wtedy na mnie i tak to się ciągnęło, więc te doły dobijały mnie jeszcze bardziej, bo ile można. Nauka, tona obowiązków, ciągłe kłótnie i strach. Kolejny rok jednak już był inny. Ojciec się unormował, ja miałem wówczas 20 lat. W końcu spokój w domu. Poszedłem do tej wieczorówki z rocznym opóźnieniem, no ale wiadomo jak to jest wieczorówka. Ja miałem tylko 3 pały, więc więcej wolnego jak szkoły, gdyż chodziliśmy tylko na zajęcia, z których mieliśmy gole. Co tu teraz robić? Więc się jeździło to tu to tam i ciągle białe w obiegu i tak to się ciągnęło kolejny cały rok. W sumie dzień w dzień napruty jak bąk, bo w sumie jak tu inaczej żyć, jak nic zrobić nie idzie, bo wszystko boli itd. Przez ten czas sporo schudłem, bo z 90 kilo do 60.

No ale lecimy dalej z tą historyjką. LO skończyłem, poszedłem do policealnej szkoły (szkoła jak szkoła, nikt mi nie powie, że w szkołach się nie ćpa, niby policealna, a w sumie było to samo, większość ludzi coś tam brała raz po raz, chyba dla rozrywki, a ja żeby nie zdychać). Szkołę tę zawaliłem po semestrze, w sumie sam nie wiem czemu, chyba mi nie zależało zbytnio. Po pewnym czasie poznałem pannę i jakoś tak wyszło, że się zakochałem. Postanowiłem sam sobie, że dam radę, że ona jest wyjątkowa i nie jest taka jak te do tej pory, które się pojawiały w moim życiu. Skąd te myśli nie wiem, ale zaparłem się w sobie, namęczyłem. Było mi ciężko przez długi czas, ale jakoś dałem radę. W końcu miałem wielką motywacje, która wzięła się z powietrza. Z czasem, że się nie uczyłem, to zaraz przyszło wezwanie po odbiór biletu na wku. Poszedłem, powiedziałem, że nie mogę iść, bo nie dam sobie rady, bo mi psycha siądzie, a niedawno przestałem brać itd.., że mam myśli samobójcze i straszne doły, że się wykończę i zabije, bo nie dam rady w wojsku.

Skierowali mnie do psychologa. Tu głupie testy z pytaniami w stylu: konia, który nie chce ciągnąć wozu trzeba... Nie wiem co to miało pokazać, ale szczegół. Akurat tak wyszło, że jeszcze mi się ręce nie zagoiły, po tym jak się wcześniej pochlastałem, więc psycholog zaczął zadawać głupie pytanie (było lato, więc miałem bezrękawnik na sobie) czemu to zrobiłem itd. Na moją odp., że nie wiem sam, coś mnie naszło, chciałem umrzeć, miałem dość (było to bodajże po poważnej kłótni z moja kotką). Odrzekł, że skoro tak to zrobię to bez względu na czas i miejsce i zaproponował, żebym to zrobił teraz przy nim. Nie wiem co to miało na celu. Zawsze byłem dziwny. Spojrzałem na jego biurko, ale tam nic nie było ostrego czym bym mógł rozciąć rękę wzdłuż tętnicy, leżała jedynie szklanka z herbatą, a ja bez namysłu rzuciłem ją na ziemie wziąłem kawałek szkła przyłożyłem do ręki i już miałem przejechać, gdy ten uderzył mnie w rękę, wytrącając mi to szkło, zsiniał i powiedział "pan pójdzie drzwi obok powie co się stało". Na drzwiach pisało, że psychiatra. Wizyty u psychiatry zbytnio nie pamiętam. W każdym razie dostałem D na wku i tak wróciłem do domu.

Między mną, a moją panią się jakoś ułożyło i było ok. W końcu jakoś się wydało to, że ćpałem. Jak się w domu dowiedzieli to były mega jazdy długi długi czas, ale jakoś dawałem radę. Podjąłem prace. Miałem w końcu motywację. Teraz od kilku miesięcy jestem sam. Straciłem tą motywację, straciłem miłość największą w mym życiu. Dlaczego? Nie wiem, przez własną głupotę chyba. Zostałem podsumowany jak najgorszy przez osobę, która była dla mnie wszystkim, dla której wiele poświeciłem, dla której wyrwałem się z gówna, że tak powiem. Wina leży tu pośrodku no, ale ja jak to ja spokojny nie wadzący jak usłyszałem stwierdzenie, że to moja wina itd. i tylko ja sobie winny jestem, to przytaknąłem i stawałem na uszach, by ją odzyskać (bezskutecznie). Mimo w sumie podsumowania na najgorszego mimo kilku miesięcy bez żadnego kontaktu, nadal kocham tą osobę i to nawet bardziej niż kochałem.

Dziewczyny podbijają i są na dzień dobry spławiane. Dlaczego? Tego też nie wiem. W głowie i w sercu mam tą jedną i jakoś nie potrafię na inną spojrzeć w sensie partnerki. W każdym razie od rozstania te myśli, które były kiedyś o śmierci wróciły, o tym by zacząć znów brać też wracają coraz częściej. Tym bardziej jak w domu nadal mi nieraz wyskakują, że jestem naćpany itd. Choć nic nie biorę. Porzuciłem pracę, nie szukam nawet nowej, na nic nie mam chęci, bo i po co mam cokolwiek robić? Tak do niczego nie dojdę. Osoba tak bezwartościowa jak ja nie ma czego szukać na tym świecie. Parę razy próbowałem odejść z tego świata, ale chyba nie jest mi to dane. Tak sobie latając po sieci szukałem choćby sposobu by zasnąć, paść, nie obudzić się. Próbowałem z lekami. W sieci pisze sporo na temat tego jak działają, zacząłem od leków przeciwbólowych i wszystkim innym co było w domu włącznie z syropami i tabletkami na kaszel. Wyszło tak to, że i tak mi nic nie było, tylko mega biegunka i okropne samopoczucie i gorączka pod 40 stopni. W domu powiedziałem, że jestem chyba chory, bo nikt się nie zorientował, że prawie wszystkie leki jakie były znikły z szafy.

W każdym razie nie wiem, co mam z sobą począć. Mam dość tego świata. Nic mnie nie cieszy i w niczym nie widzę sensu. Nawet muzyki zacząłem słuchać dziwnej:( bo poezji śpiewanej, która mnie w sumie jeszcze bardziej dołuje niż co warte. Pozostaje jedynie dawać sobie jakoś radę i egzystować tak jak by się było, ale nie było, ale nie było, jak roślina, bo przecież co mi dają jakieś starania jak zawsze, gdy na czymś mi zależy, to to tracę. To się tyczy wszystkiego od rzeczy materialnych po bliskich, rodzinę, miłość, uczucia, sens. Zresztą, jaki jest sens czegokolwiek, skoro to ani nie cieszy, ani nic nie daje, bo jak coś osiągniesz to i tak dociera do ciebie fakt, że to długo nie potrwa, że zaraz to stracisz to tylko kwestia czasu i nic więcej. To że jakoś się wstrzymuje np. od ćpania na nowo, nie wiem czego jest zasługą? Może fakt, że jeszcze mam w sobie taka nutkę wiary, że może coś się stanie, że jakoś to się ułoży, a jak zacznę to mogę już nie dać rady i nie przestać, bo w końcu co mnie zmotywuje? Myśli samobójcze? Owszem chcę odejść, zniknąć. Coś jednak też mnie powstrzymuje, z jednej strony strach, że nie potrafię tego zrobić bezboleśnie i nie chce cierpieć jeszcze bardziej, z drugiej strony fakt, że moi rodzice ciężko by to znieśli. Jednak teraz kolejne, ale, co mnie to obchodzi? Przecież teraz traktują mnie jak ścierwo, wmawiają, że jestem nikim, że nic nie potrafię, do niczego się nie nadaje, nic nie osiągnąłem, potraciłem przyjaciół i nie mam nikogo, kto by mnie szanował za cokolwiek, że nic nie robię. Ja jednak, no było nie było, będąc w domu zajmuję się nim. Piorę, sprzątam, gotuję, prasuję itd. To też oczywiście jest nic, bo zajęcie się domem dla moich rodziców to jest nic. To, że mają obiad podany zawsze często itd.

Jedna koleżanka mi kiedyś powiedziała, że taki facet to skarb, bo z reguły faceci tego, co ja nie robią. Mnie się jednak wydaje, że ona to mówiła, by mnie pocieszyć. Bo w końcu zdaje sobie sprawę z tego, że jestem nikim i pewnie będę nikim do końca. Pytanie tylko kiedy ten koniec nadejdzie? Tego nikt nie wie. Pozostały tylko myśli i bitwa z tymi myślami. No i oczekiwanie na rychły koniec tych męczarni zwanych życiem. Teraz to pisząc się jeszcze bardziej zdołowałem. Tak jak sobie pomyślę, to wydaje mi się, że opisałem całość strasznie chaotycznie, ale nic na to nie poradzę, nie będę tego eseju czytał i poprawiał, bo będzie jeszcze bardziej pokręcony i pomieszany. Można to podsumować w jeden sposób. Życie to nie jest bajka, a raczej to marny czeski film z ruskim dubbingiem i kiepską obsadą w dodatku, jeszcze w czerni i bieli. Brak w nim sensu i nadziei na to, że ktoś zrobi kolorowy remake tego wszystkiego z lepszym zakończeniem. Zatem tak pewnie sobie będę zdołowany egzystował jeszcze długi, długi czas, no chyba, że spełni się to, co powiedział mi kiedyś lekarz, czyli, że za parę lat się wszystko skończy, tak więc tych kilka lat się przemęczę. Jakoś może dam radę. Napiszę historyjkę w sumie, z której mógłby być w miarę nawet dobry film pewnie, że tak powiem z tym. Wszystko tak mnie przytłacza. Pozdrawiam wszystkich z tego portalu. Mam nadzieje, że wy macie lepsze życie niż moje. Zajrzę tu czasem w wolnej chwili do was na pewno.    

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Łukasz Kowalski
Lek. Łukasz Kowalski

Jaka jest rola psychoterapeuty?

Witam! Jestem 22-letnią kobietą. Od 13 roku życia próbuję pokonać depresję. Korzystałam z pomocy psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów. Od 9 lat nie widzę prawie żadnych postępów, wszystkiego się boję, ciągle gnębi mnie smutek i poczucie winy.... Witam! Jestem 22-letnią kobietą. Od 13 roku życia próbuję pokonać depresję. Korzystałam z pomocy psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów. Od 9 lat nie widzę prawie żadnych postępów, wszystkiego się boję, ciągle gnębi mnie smutek i poczucie winy. Nie potrafię opanować płaczu ani zmusić się do wielu prostych czynności... Bardzo łatwo wpadam w panikę. Przez 7 lat brałam leki przeciw lękom i depresji. Moim największym problemem jest nieuzasadniony strach, który paraliżuje mnie do tego stopnia, że życie ucieka mi na bezczynności. Chciałabym się dowiedzieć, czego mogę oczekiwać od psychologa. Moje zmagania z depresją trwają już tyle lat, że zastanawiam się, czy z niej w ogóle można wyjść. Prosiłabym o wskazówki, jak powinna przebiegać prawidłowo prowadzona terapia. Z góry dziękuję za pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Patronaty