Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z rodzicami i teściami: Pytania do specjalistów

Problem z mamą: jak mam sobie poradzić w takiej sytuacji?

Witam, mam 23 lata, jestem kobietą, ale problem nie dotyczy bezpośrednio mnie, a mojej 51-letniej mamy - choć obawiam się, że i mnie już dopada ten stan. Moja mama zawsze była trudną osobą, miała ciężkie dzieciństwo z ojcem alkoholikiem i...

Witam, mam 23 lata, jestem kobietą, ale problem nie dotyczy bezpośrednio mnie, a mojej 51-letniej mamy - choć obawiam się, że i mnie już dopada ten stan. Moja mama zawsze była trudną osobą, miała ciężkie dzieciństwo z ojcem alkoholikiem i ciężkie warunki materialne, nie mogła spełnić swoich ambicji i jak czasem rozmawiamy to mówi, że ma żal o to. Mama dużo pracowała, ale od dłuższego czasu pracuje jeszcze dłużej, wychodzi o godzinie 6:30, a wraca po 20, ale to jeszcze mogę zrozumieć. Pracuje w firmie z młodymi ludźmi, bierze udział w tym całym wyścigu szczurów, a najmłodsza już nie jest, od śmierci taty (minęło 5 lat) jest coraz gorzej, ale uważam że to też nie jest przyczyną jej stanu, bo do osoby taty podchodzi chłodno, uważa go za pomyłkę jej życia i za nieudacznika, tak samo było też za jego życia - ubliżała mu i mnie, ale jakoś to było jeszcze do zniesienia, tata mnie bronił i nie pozwalał jej na tak dużo. Krótko o tym co mama robi (można by było niezłą powieść o tym napisać <śmiech przez="" łzy="">) - wyzywa mnie, do wszystkiego się przyczepia, każdy chce jej niepowodzenia, wszyscy spiskują przeciw niej; mania mienia i kupowania po to, żeby mieć - nie daj Boże żeby jej to ruszyć, to ma leżeć w szafce i po prostu być i to jest np. kupno dwóch tych samych rzeczy tylko w dwóch kolorach i to rzeczy nie tanich tylko takich, na które - rzekłabym - nas nie stać, występuje to fazami - raz biżuteria, raz torebki, innym razem kosmetyki, a jeszcze innym ubrania w ilościach hurtowych, niczego też nie lubi wyrzucać, nawet jeśli to jest przeterminowane, jak np. kosmetyki, nawet leki - od śmierci taty minęło 5 lat, a na klatce stoi pudło z jego lekami, bo mogą się przydać; denerwuje się i krzyczy, jeśli ktoś jej coś ruszy czy przestawi i nie chodzi tylko o jej prywatne rzeczy, ale także o przestawiony kubek; widzi wszystko - czy ktoś był w domu czy ktoś jej zaglądał, nie bardzo może ktoś do mnie przychodzić, bo ona sobie nie życzy tego, bo moi znajomi to złodzieje i zajmują mój czas, który powinnam przeznaczyć na naukę i tylko naukę; chciałaby mieć bardzo czysto, z braku czasu jednak tak nie jest, a jednak jak już się bierze za sprzątanie to robi to z niesamowitą precyzją, każdy zakamarek, każda płyteczka - wszystko musi być dokładnie wysprzątane, ja tak nie potrafię i po każdym moim sprzątaniu się denerwuje, że musi po mnie poprawiać; robi mi awantury przy ludziach, wyzywa, nie krępuje się też podsumować moich znajomych, czasem boję się, żeby zdążyli wyjść przed jej przyjściem albo jak dzwonią że przyjdą a mama jest w domu. Potrafi wchodzić do mojego pokoju i dać do zrozumienia, że powinni już wyjść, a jak wyjdą to słyszę, że nie mają wstydu i jak można u kogoś spędzić 4 godziny w niedzielę; wzbudza we mnie straszne wyrzuty sumienia mówiąc, że ją zostawiam samą albo nie mam dla niej czasu, a uważam, że jestem na każde jej zawołanie, na każdy telefon jadę po nią, mam 23 lata - uważam, że wyjście raz w miesiącu mi się należy; nie mogę wychodzić, bo jak wychodzę to według niej non stop imprezuję, a jak siedzę w domu to gniję i nic nie robię - gdy posprzątam jest awantura, że ona nic nie znajdzie, a gdy nie sprzątam to gniję i nic nie robię; jest chora na wszystko o czym przeczyta i jest mądrzejsza od lekarzy. Czasem myślę, że fakt, że mam problemy zdrowotne jest jej nawet na rękę, bo może się wymądrzać. To w wielkim skrócie o mamie, nie jest zła, chce dla mnie dobrze, daje mi wszystko, pieniądze na jedną czy drugą szkołę, angielski itd., ale tylko w tej kwestii się dogadujemy. Nie potrafię już z nią żyć. Czasem mam ochotę wsiąść do pociągu i odjechać i już nigdy więcej się nie odezwać. Nie wiem co mam już robić, szukam jakiejś pomocy. A ja chyba też popadam w depresję przez to wszystko, coraz częściej płaczę, jak się zdenerwuje to bardzo boli mnie głowa, miałam kilka myśli samobójczych, ale na szczęście to tylko chwila i potrafię sobie wszystko jakoś wytłumaczyć, że mija. Jak był tata to miałam gdzieś to wszystko, szłam sobie gdzieś i to co do mnie mówiła puszczałam ot tak, a teraz wszystko co mówi biorę do siebie i płaczę nocami, czasem przelewam moją rozpacz na papier. Nie jest mi łatwo, mam nadwagę, PCO i późno objawiający przerost nadnerczy - niby nie boli, ale społeczeństwo nie jest dla mnie łaskawe, mimo że jem naprawdę niewiele nie mogę schudnąć tak szybko jak inni i mama niby o tym wie, ale również z tego powodu potrafi być dla mnie bezlitosna. Mam też duże problemy z hirsutyzmem, co też doprowadza mnie to jakiegoś tam zakłopotania wśród ludzi normalnych. Nie mam problemu z tym jak wyglądam - pewnie, że chciałabym wyglądać lepiej, ale jest jak jest, pracuję nad tym by było lepiej - mam problem z tym, co inni o mnie mówią, bo czasem czuję się tak, jakbym nie miała prawa oddychać tym samym powietrzem i najgorsze jest to, że jedyna osoba, jaka mi została, utwierdza mnie w tym. To i tak nie wszystko, ale i tak sporo napisałam, szukam pomocy, jakiegoś wsparcia, bo sama już chyba nie potrafię sobie z tym poradzić. O usamodzielnieniu się póki co nie ma mowy, zresztą z mamą jesteśmy na pół właścicielkami domu, więc poniekąd jestem na nią skazana, a poza tym studiuję - jedne studia właśnie kończę, pozostała mi obrona, a drugie dopiero za dwa lata i zanim stanę na nogi finansowo to troszkę potrwa. Jeśli chodzi o terapię, to ja bardzo chętnie, tylko u kogo i jak przekonać do niej mamę? Wiem, że wszystko będzie dobrze i że to przetrwam, tylko chciałabym troszkę w lepszej atmosferze, no i nie ukrywam, że chciałabym jakoś ułożyć sobie życie, a z mamą nie będzie to łatwe, już nawet mogę być sama - bez partnera, dzieci, ale chciałabym się czuć dobrze w swoich czterech kątach, nie bać się powrotu mamy i tego, co mi powie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego wydaje mi się, że nikt mnie potrzebuje?

Cześć, jestem Kinga. W listopadzie tego roku skończę 17 lat , mam chłopaka z którym jestem już 6 miesięcy i wydaje mi się że oprócz niego nie mam już nikogo innego. Mama czasami mówi do mnie w złości różne rzeczy...

Cześć, jestem Kinga. W listopadzie tego roku skończę 17 lat , mam chłopaka z którym jestem już 6 miesięcy i wydaje mi się że oprócz niego nie mam już nikogo innego. Mama czasami mówi do mnie w złości różne rzeczy typu że jeszcze takiej osoby jak ja nie znała, że jestem niedorobiona, powiedziała mi ostatnio po wizycie mojego chłopaka że ja jestem innym człowiekiem niż byłam ona mnie brała za ułożoną dziewczynę która wie czego chce a tym czasem zawiodłam jej oczekiwania. Mówi mi też że inaczej zachowuje się przy kimś a inaczej w domu. Lecz ja jestem pewna że jestem taka sama wszędzie , zauważam swoje błędy i inne potknięcia ale przecież człowiek uczy się na błędach prawda? Moi rodzice tak naprawdę dawali mi zawsze wszystko czego chciałam, słyszę od starszych braci że jestem rozpuszczoną gówniarą ale ja tak nie uważam wydaje mi się ciągle że mnie nikt tak naprawdę nie potrzebuje. Wczoraj dowiedziałam się że mój kolega 19-sto letni powiesił się z powodu kłótni z mamą. Chłopak pojechał do domu a mi ciągle smutno i brakuje mi danej osoby. Powiem jeszcze że mieszkam w internacie i moi rodzice zmienili się w stosunku do mnie po odejściu z domu. Proszę wytłumaczcie mi to. Kiedyś próbowałam się zabić czułam się jak zwykła ściera, starta i nie potrzebna już nikomu, mam takie myślenie często ale nie zabije się bo mam ukochanego i wiem że rodzina mnie tu trzyma i małe dzieci moich braci. Proszę o szybka odpowiedź.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Mam nadopiekuńczych rodziców - jak to zmienić?

Mam 17 lat i problem z rodzicami. Nie umiem z nimi rozmawiać i nie rozmawiam z nimi prawie w ogóle, nie licząc spraw szkolnych. Oni oczekują, że będę im się zwierzać i opowiadać o wszystkim, co mnie cieszy i co...

Mam 17 lat i problem z rodzicami. Nie umiem z nimi rozmawiać i nie rozmawiam z nimi prawie w ogóle, nie licząc spraw szkolnych. Oni oczekują, że będę im się zwierzać i opowiadać o wszystkim, co mnie cieszy i co mnie smuci. Ale ja nie potrafię i będąc z nimi, zazwyczaj milczę i nie uśmiecham się w ogóle. Moje dzieciństwo wyglądało tak, że zajmowali się mną dziadkowie oraz ciocie, ponieważ rodzice studiowali i nie mieli dla mnie czasu. Czy to może być powodem mojej niechęci do nich? Z ich strony widzę chęć komunikacji, jednak ja nie potrafię. Nigdy prawie nie rozmawialiśmy i tak już się przyzwyczaiłam, nawet mi tego nie brakuje. Według nich to nie jest normalne. Dodatkowo są bardzo nadopiekuńczy i zabraniają mi bardzo wielu rzeczy. Ale ja mam już 17 lat! Nie mówię, że jestem dorosła i mogę robić wszystko, co chcę, po prostu chciałabym mieć więcej swobody, zwłaszcza że rówieśnikom rodzice pozwalają na więcej. Naprawdę bardzo głupio się czuję, wymyślając kolejne wymówki, dlaczego nie mogę iść na kolejną imprezę. Jak mogę ich przekonać, żeby pozwalali mi na więcej? Czy naprawdę o 22 muszę być już w domu? (Dodam, że 3 minuty spóźnienia oznaczają ogromną awanturę). Męczy mnie ta sytuacja, chodzę zrezygnowana, przez pewien czas się cięłam, czasami nie mam nawet ochoty wychodzić z domu, miałam nawet myśli samobójcze. Wiem, że to niczego nie rozwiązuje, jednak ja już mam tego wszystkiego dość. Mam wrażenie, że najchętniej zamknęliby mnie w klatce i nigdzie nie wypuszczali. Nie wiem, co mam robić, proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

W jaki sposób mogę uwolnić moją dziewczynę od zaborczych rodziców?

Witam!  Błagam POMOCY !!!!! Mam bardzo duży problem z dziewczyną, która ma 23 lata. Sprawa wygląda w ten sposób, że moja dziewczyna bardzo sie boi matki. Matka decyduje o wszystkim, np. o spotkaniach, o której ma wrócić do domu i...

Witam!  Błagam POMOCY !!!!! Mam bardzo duży problem z dziewczyną, która ma 23 lata. Sprawa wygląda w ten sposób, że moja dziewczyna bardzo sie boi matki. Matka decyduje o wszystkim, np. o spotkaniach, o której ma wrócić do domu i bardzo często krzyczy na moją dziewczynę z byle błahego powodu i też zabrania czasami wychodzenia z domu. A na dodatek są teraz przeciwni mnie, dlatego że nie wytrzymałem i się wtrąciłem. Dziewczyna cały czas mi się bardzo żali i wypłakuje, że nic nie może sama zrobić, że nie może sama o sobie zadecydować, tylko ciągle matka. Wyobraźcie sobie, że dziewczyna chciała pójść do szkoły, to matka jej zabroniła i powiedziała, że nie ma sensu się uczyć i chce ją wywieść na wieś na stałe, by tam mieszkała. W mieście są perspektywy życia, ale najbardziej chore jest to jak można zabraniać własnemu dziecku sie uczyć? A dziewczyna nie chce wyjeżdżać na wieś, tylko zostać tutaj ze mną... chore... Moja dziewczyna ma brata, który wręcz odwrotnie - studiuje i sam decyduje o sobie i on zostaje w mieście na stałe i nie chce jechać. Co ja mam zrobić? Wielokrotnie rozmawiałem z dziewczyna na ten temat, ale bez efektów. Jedyne co dziewczyna mówi to, ze się panicznie boi i że będzie miała jazdę w domu (kłótnie). Nawet zaczęli na mój temat kłamać!  Wymyślali na mnie różne rzeczy, byle byśmy się rozstali... Nie mam już sił się użerać z tym wszystkim, bardzo mocno kocham moją dziewczynę i ona mnie też i jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi i nie chcę, aby matka ją wywiozła 600 km stąd. Dziewczyna boi się odezwać do matki.... Chcę nawet zabrać dziewczynę do siebie, by wyprowadziła się od nich, ale ona się boi, że będą nachodzić. Matka ją tak bardzo okłamuje i wymyśla różne historie. Proszę was o pomoc, co ja mam zrobić, aby dziewczyna przestała się bać i co mam zrobić, aby ją zabrać do siebie z dala od tych podłych ludzi? Mam dość patrzenia jak ona cierpi i chodzi smutna. Pomóżcie proszę, może powinienem do kogoś to zgłosić, tylko gdzie? Ratujcie proszę! W jaki sposób można to rozwiązać, by dziewczyna się uwolniła od nich? Pozdrawiam, Kuba

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Rodzice na nic mi nie pozwalają - jak to zmienić?

Mam prawie 19 lat, mam 2 młodszych braci i dziewczynę, z którą jestem prawie rok. Niestety rodzice mnie już kompletnie wykańczają, ciągle czegoś ode mnie chcą, zawsze mam to robić. Szantażują mnie, że jak nie, to zabronią spotkania z dziewczyną...

Mam prawie 19 lat, mam 2 młodszych braci i dziewczynę, z którą jestem prawie rok. Niestety rodzice mnie już kompletnie wykańczają, ciągle czegoś ode mnie chcą, zawsze mam to robić. Szantażują mnie, że jak nie, to zabronią spotkania z dziewczyną itp. Może jest to spowodowane tym, że zawsze byłem spokojny i zawsze robiłem, co kazali, ale teraz zaczynam sobie układać swoje życie, a oni wszystko robią, żeby mi to utrudnić. Choć jestem pełnoletni, to ciągle siedzę w domu: tylko szkoła i dom. Jedynie raz na tydzień, ale najczęściej bywa tak, że raz na 2 tygodnie, i to nie zawsze, mogę pojechać do dziewczyny, i to jeszcze na tyle, ile mi pozwolą, czyli nie za długo. Nigdy nie byłem na żadnej imprezie, nie piłem piwa, wódki, bobym miał przerąbane. Mam 5-letniego brata i od jakichś 4 lat opiekuję się nim często, czyli w tygodniu popołudniami po szkole, a w weekendy, jak mi nie pozwolą się spotkać z dziewczyną, to nawet i więcej. Ciągle z nim i trochę starszym bratem siedzę, kumpli oczywiście nie mam, bo nie mam się jak spotkać. Po prostu straciłem najlepsze lata młodzieńcze. W szkole też wyczuli, że ja nie jestem taki jak oni – imprezowicze - i też nie mam za lekko. Najgorsze jest to, że moim rodzicom się raczej to nie podoba, że mam kogoś. Wpierw mi próbowali wmówić, że mnie zostawi dziewczyna, potem, że to cud, że ktoś mnie zechciał. To jest bardzo bolesne, ale na szczęście moja dziewczyna jest cudowna i mnie wspiera. Chciałbym coś zrobić, żeby się zmieniło, ale moje próby są torpedowane. Często się kłócimy, próbuję im się postawić, ale oni wtedy mówią, że ja nie kocham braci itp., i mi od razu dają karę na wszystko, i mówią, że zadzwonią do rodziców mojej dziewczyny i że zakończą naszą znajomość. Wtedy się poddaję. Nie wiem już, co mam robić. Może ktoś mi doradzi?  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Problemy w domu - jak sobie z nimi poradzić?

Od jakiegoś czasu u mnie w domu jest coraz gorzej, w tygodniu jestem bardzo późno, więc jeszcze jakoś się da, ale w weekend to już nie mogę wytrzymać, nie mogę doczekać się szkoły!!! Tam czuję się najlepiej, chociaż czasem jest...

Od jakiegoś czasu u mnie w domu jest coraz gorzej, w tygodniu jestem bardzo późno, więc jeszcze jakoś się da, ale w weekend to już nie mogę wytrzymać, nie mogę doczekać się szkoły!!! Tam czuję się najlepiej, chociaż czasem jest taka harówka, cały tydzień sprawdzianów, to i tak wolę to, niż być w domu. A problem jest w tym, że bez przerwy wszyscy mają do mnie o coś pretensje - nic nie robię, jestem głupia i wiele innych. Już nawet wszystkiego nie pamiętam, za wszystko mi się obrywa. Nieważne, czego nie zrobię, to i tak jest źle. Mam młodsze rodzeństwo, jedna z moich sióstr kiepsko się uczy, mama z nią siedzi po kilka godzin dziennie. Ona jest strasznie wstrętna, wredna i dwulicowa. Wiem, że to moja siostra i bardzo ją kocham, ale dla rodziców nie liczy się to, że chodzę do najlepszej szkoły w moim powiecie i mam bardzo dobre oceny. Staram się, ale ostatnio mama powiedziała, że co z tego, że mam takie dobre oceny, że nie wagaruję i nie wpadłam w żadne złe towarzystwo, jak jej nic nie pomagam i jestem leniwa. Sorry, pod koniec tygodnia jestem taka zmęczona, że naprawdę już nie mam na nic ochoty. Codziennie siedzę nad książkami do 24.00 i wstaję bardzo wcześnie, bo dojeżdżam do szkoły. W zeszłym tygodniu posprzątałam mamie cały dom, a moja siostra siedziała i oglądała bajeczki. Akurat wtedy mamy nie było w domu. Jak wróciła, to gdy jej powiedziałam, że moja siostra nic nie robiła, to się śmiała, ale jak ja bym siedziała i nic nie zrobiła, tobym dostała ochrzan! Kiedyś zawsze dużo z mamą rozmawiałam, opowiadałam jej o szkole i takie tam, teraz mam wrażenie, jakby mnie olewała, prawie wcale z nią nie rozmawiam, a jeśli już, to tylko ciągle gada, co ja źle zrobiłam. Naprawdę mam już tego dość, ciągle płaczę i naprawdę mam dość. Nie wiem, co mam zrobić, wszystko się zmieniło, a najgorsze jest to, że nie wiem, po co tak haruję w szkole, jak i tak tego nikt nie docenia, no może nie jestem aż taka mądra, ale u mnie w rodzinie to ja się najlepiej uczę, a i tak tego nikt nie rozumie. Wszyscy zawsze mówią, że jestem kujonem i ile można siedzieć nad tymi książkami, ale jak jakaś kuzynka potrzebuje pomocy z chemii albo fizyki czy ogólnie, to zaraz przylatuje milutka. Czasem wydaje mi się, że w ogóle nie pasuję do mojej rozrywkowej rodzinki, jestem zupełnie inna. Nie wiem, jak mam sobie z tym poradzić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Nienawidzę swojego ojca - jak można mi pomóc?

Nienawidzę swojego ojca. Gdy wychodzi do pracy (jest strażakiem, więc ma 24-godzinne zmiany), to jestem najszczęśliwsza na świecie. Nienawidzę, gdy jest w domu. Gdy do mnie mówi, to mam ochotę wyjść, żeby go nie słuchać. Mam ochotę się zabić, jak...

Nienawidzę swojego ojca. Gdy wychodzi do pracy (jest strażakiem, więc ma 24-godzinne zmiany), to jestem najszczęśliwsza na świecie. Nienawidzę, gdy jest w domu. Gdy do mnie mówi, to mam ochotę wyjść, żeby go nie słuchać. Mam ochotę się zabić, jak słyszę, jak na mnie ryczy. Potrafi w nocy zrobić aferę. Nie potrafię mieć chłopaka, bo boję się, że będzie taki sam jak on. Jak widzę małżeństwo mojej mamy z nim, to wiem, że nie wyjdę za mąż. Zawdzięczam mu tylko jedno. Pokazał mi, że każdy jest śmieciem i nie można ufać nikomu. W szkole idzie mi nawet dobrze, ale to za mało, żeby być dla niego tą lepszą. Ciągle słyszę tylko, jak wychwala mojego brata. Jak drze mordę na mnie za to, że nie jestem taka sama. Mam takie momenty, że chcę się zabić. Kiedyś się samookaleczałam, bo już tego nie wytrzymywałam. Ciągle przypominał mi, że kłóci się z mamą przeze mnie. Że gdyby jej nie było, to inaczej by ze mną postąpił i wtedy wiedziałabym, na co go stać. Moja mama wie, że go nienawidzę. Ale nie chce tego słuchać. Ja już tak nie potrafię żyć. Mam dopiero 17 lat, a już mam dość życia przez to piekło. Codziennie modlę się, żeby uciec, żeby go nigdy więcej nie zobaczyć. Zniszczył mi psychikę. A jak mu mówię, żeby nie traktował mnie tak, to mówi, że sama sobie jestem winna. Że wymyślam. Nie potrafię ufać nikomu. Nie mam takiej osoby, która potrafiłaby mnie zrozumieć. Nie potrafię mieć takiej osoby. I wiem, że nigdy nie będę w stanie żyć normalnie. Tylko nie wiem, czy dam radę wytrzymać do mojej osiemnastki.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mama nie akceptuje mojego wyglądu - co powinnam zrobić?

Jestem dziewczyną, mam 15 lat. Otóż, przyznam, nie jestem dzieckiem ustępliwym i mam swoje zasady i swój własny styl. No i w tym jest problem. Moja mama tego nie akceptuje. Zawsze ma z czymś problem. Często jest on związany z... Jestem dziewczyną, mam 15 lat. Otóż, przyznam, nie jestem dzieckiem ustępliwym i mam swoje zasady i swój własny styl. No i w tym jest problem. Moja mama tego nie akceptuje. Zawsze ma z czymś problem. Często jest on związany z moim wyglądem. Bardzo często słyszę, że jest mi niedobrze w tym kolorze włosów, jak ja się ubieram, i często, że jestem za gruba (mam 156 cm wzrostu i ważę 53 kg). Nie miałabym z tym problemu, gdyby to były po prostu jej rady, ale ona robi to w sposób nachalny, porównuje mnie do innych dziewczyn, często moich koleżanek, czym daje mi do zrozumienia, że jestem od nich gorsza, bo np. "one są szczuplejsze, one są bardziej naturalne" itp., itd. Mówiłam jej, że i tak nie zmienię się, dlatego że jej się tak podoba, oraz że, owszem, może wyrazić swoje zdanie na mój temat, ale żeby tym samym nie sprawiała mi bólu. No niestety to nie pomogło, oczywiście ona mówiła, że tak, że rozumie i ok. Ale zawsze za jakiś czas jest to samo. Ta sytuacja po prostu mnie przytłacza, jest mi bardzo smutno, że moja własna matka ma o mnie takie zdanie i chce koniecznie mojej zmiany. Ale również dlatego, że pomimo moich próśb nadal krytykuje mój wygląd. Bardzo często przez to myślałam o ucieczce lub o zamieszkaniu w internacie. Oczywiście z czasem te myśli przechodzą, ale czuję, że po prostu nie dam dłużej rady. Bardzo proszę o poradę, co powinnam zrobić. Z góry dziękuję i pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Boję się i nienawidzę mojego ojca - co robić?

Witam. Nienawidzę ojca, ponieważ jest okropny - jak byłem mały, kazał mi sprzątać cały dom na błysk, raz nie umyłem łyżki i byla straszna awantura, albo raz u mnie był kolega i graliśmy na komputerze - ja wyszedłem, aby go...

Witam. Nienawidzę ojca, ponieważ jest okropny - jak byłem mały, kazał mi sprzątać cały dom na błysk, raz nie umyłem łyżki i byla straszna awantura, albo raz u mnie był kolega i graliśmy na komputerze - ja wyszedłem, aby go przywitać, lecz zapomniałem odgrzać ojcu zupy i dał mi na to 15 minut: jak tego nie zrobię to dostanę pasem, stał nade mną, krzyczał i odliczał czas z pasem w ręku, nie wyrobilem się w czasie - zaczął mnie strasznie bić i krzyczeć, starałem się uciec, odpychać go, lecz on tym bardziej się nakręcał. Okazuję mu szacunek, nigdy nie lekceważę jego słów, zawsze słucham co powie, nigdy z nim nie dyskutuję. Starsze rodzeństwo opowiadało mi, że było dużo gorzej. Cały czas mnie wyzywa strasznymi przekleństwami, z mamą jest w separacji od kilku lat i wszystkie obowiązki spadły na mnie. Teraz jest trochę lepiej, ale i tak nie jest dobrze - robi straszne awantury o byle co jak wraca wieczorem i zawsze ktoś u niego jest. Słyszałem, że mamę też nie traktował dobrze, byłem mały i wszystko też widziałem - moje rodzeństwo dostawało za nic. Staram się zawsze mu zaimponować, lecz on i tak zawsze mnie wyzywa, trzaska drzwiami itp. Strasznie się go boję, nie wiem już co robić. Codziennie jak wraca to modlę się, żeby przyszedł spokojny... Ekspert

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Brak kontaktu z rodzicami

Mam 19 lat, uczę się w 3 klasie LO. Mam problem z moją mamą. Kiedyś, jeszcze parę lat temu, przed rozwodem, wszystko było okej. Zaczęłam chorować, moja mama mnie wspierała, była wyrozumiała. Teraz wszystko się zmieniło. Od 4 lat,...

Mam 19 lat, uczę się w 3 klasie LO. Mam problem z moją mamą. Kiedyś, jeszcze parę lat temu, przed rozwodem, wszystko było okej. Zaczęłam chorować, moja mama mnie wspierała, była wyrozumiała. Teraz wszystko się zmieniło. Od 4 lat, ma nowego partnera. Wcześniej nie zauważałam tego problemu, teraz jest znaczenie gorzej. Jej partner jest agresywny, krzyczy na mnie za błahe sprawy typu, zapytanie o jakąś głupotę. Wyżywa się na mnie i nie tylko na mnie, gdy jest zły. Gdy pije alkohol wpada w furię. Moja mama nie reaguje na to, gdy nie chce zjeść czegoś czego nie lubię, zaraz wynika awantura. Ciąglę słyszę jaka jestem zła i niedobra. Czuję się naprawde okropnie, prawie codziennie przez to płaczę, co nie robi żadnego wrażenia na mojej mamie. Proszę ją o pomoc, żeby się czasem za mną wstawiła, nigdy tego nie robi. Chciałabym żeby była wyrozumiała. Zrozumiała mnie czasem.Żeby postawiła się na moim miejscu, nie rozumie mnie wcale. Czuję się gorsza. Obarcza mnie swoimi problemami. Finansowymi i życiowymi. Ma do mnie pretensje, gdy jak to ona mówi"oceniam" jej faceta. Lecz gdy ona ma z nim problem, sama do mnie przychodzi. Strasznie to się odbija na mnie. Uważa, że jestem bezczelna, jestem egoistką. Wiem, że nie jestem idealna, nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mimo, że często mam rację, ciągle słyszę, że mam szanować ich ponad wszystko, mam czuć jak oni i mam robić to co oni chcą. Moje zdanie się nie liczy, ponieważ mam dopiero 19 lat. Kiedyś byłam dla mojej mamy wszystkim, teraz czuję, że to się zmieniło . Gdy powie coś jej partner, to jest najważniejsze. Chciałabym żeby ktoś mi pomógł. Powiedziałam dziś mojej mamie, że może pójdziemy na terapie rodzinną, żeby poprawić nasze relacje. Oburzyła się, stwierdziła, że nie potrzebny jej psychiatra (gdzie mówiłam o psychologu). Jej partner dodał, że powinnam się udać sama do psychiatry ze swoim egoizmem itp. itd. Gdy mówiłam do niego, że boli mnie to, że pije alkohol, dostało mi się bo go oceniam, a przecież nie mam prawa. Ciągłe krzyki i wrzaski wcale nie poprawiają mojego samopoczucia. Jestem z reguły silna, ale każde nerwy mają swoje granice. Nie wiem jak poradzić sobie z tą sytuacją, chciałabym poprawić relacje z mamą, obarczam siebie winą, bo nie mam w nikim wsparcia, nie wiem czy powinnam tak myśleć, czy wręcz przeciwnie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Straciłam zaufanie matki - jak je odbudować?

Mam taką sytuację, że moja mama nie ma do mnie zaufania, ponieważ zrobiłam dużo błędów w życiu i bym chciała się zmienić dla mojej mamy! A też jest tak, że nie słucham się jej, nie przychodzę na czas do domu....

Mam taką sytuację, że moja mama nie ma do mnie zaufania, ponieważ zrobiłam dużo błędów w życiu i bym chciała się zmienić dla mojej mamy! A też jest tak, że nie słucham się jej, nie przychodzę na czas do domu. Nie wiem, co mam zrobić, żeby moja mama miała do mnie zaufanie! Zrobiłam jeden duży błąd, co bym chciała mamę za to przeprosić :) To było tak: W dniu 23 lutego postanowiłam nie wrócić do domu i spałam u kumpeli. Moja mama prosiła mnie, żebym wróciła do domu, ponieważ napisałam jej pożegnalny list. I właśnie miałam błagać mamę na kolanach o przebaczenie, ale nie chciało mi się. Nie wiem, co mam zrobić, żeby mi to wybaczyła. Proszę o szybką odpowiedź. Z poważaniem Ania

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Niepokojące zachowanie matki - jak rozwiązać ten problem?

Mój problem pojawił się od czasu, kiedy mój tata zmarł. Pojawił się wtedy nowy partner mamy. Wszystko było dobrze, dopóki nie poznaliśmy go dobrze z rodzeństwem - okazał się leniwym, interesownym pijakiem, który od mamy wyciąga kasę i nie...

Mój problem pojawił się od czasu, kiedy mój tata zmarł. Pojawił się wtedy nowy partner mamy. Wszystko było dobrze, dopóki nie poznaliśmy go dobrze z rodzeństwem - okazał się leniwym, interesownym pijakiem, który od mamy wyciąga kasę i nie chce mu się pracować, a co za tym idzie - lubi sobie wychylić, czego też nauczył moją mamę. Po dwóch latach (w tym rok mieszkał u nas w domu) mama przejrzała na oczy i go wyrzuciła z domu, ale niestety po jakimś roku znowu zaczęli się kontaktować i spotykać i właśnie wtedy wszystko się zaczęło. Moja mama zaczęła kłamać, że mam trójkę rodzeństwa i każdemu opowiada inną historię tego samego jednego zdarzenia. Myślałam, że to niegroźne, ale wszystko zaczęło się jeszcze bardziej się rozwijać, gdy powiedzieliśmy, że nie chcemy go w domu. Zaczęła pić i po pijaku przychodzi i próbuje mnie uderzyć, potem zaczyna płakać, wybiega z domu z krzykiem, że idzie się powiesić, potem całą noc i następny dzień siedzi w piwnicy. Chciałam zadzwonić gdzieś, ale nawet wtedy nie wiedziałam gdzie, a jak już szłam na policję, to weszła do domu.. Teraz wiem, że jeśli znów się coś takiego zdarzy, to trzeba dzwonić i nie zastanawiać się, bo byłam już na policji po poradę. Po tym zdarzeniu ona próbowała wmówić wszystkim, że ja ją wyganiam z domu. Na szczęście wszystko, co ona wtedy gadała, mam nagrane na telefonie. Teraz od dwóch tygodni się z nią nie odzywam, a ona robi mi przez ten cały czas na złość: to chowa wszystkie rzeczy, to zaczepia, wyzywa, a jak jedzie do tego swojego partnera to jest milutka nie do poznania, do obcych też się tak miło odnosi, tylko do swojej najbliższej rodziny nie. Teraz trochę się boję przebywać w domu, bo nie wiem, co jej do głowy strzeli. Ale co ja mam teraz zrobić, skoro ona jest postrzegana jako cicha spokojna kobieta, a w domu wyczynia takie cuda? Czy można ją wysłać na leczenie i jak najszybciej to zrobić, czy może muszę czekać do jej następnego takiego wyskoku?  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Mama nie akceptuje mojej dziewczyny - jak mam ją do niej przekonać?

Witam. Mam 20 lat, mieszkam z mamą, od dzieciństwa wychowuje mnie sama. Od 4 miesięcy spotykam się z dziewczyną. Jest starsza o 2 lata ode mnie. Dogadujemy się bardzo dobrze, ogólnie jest cudownie między nami. Oczywiście - jak to w...

Witam. Mam 20 lat, mieszkam z mamą, od dzieciństwa wychowuje mnie sama. Od 4 miesięcy spotykam się z dziewczyną. Jest starsza o 2 lata ode mnie. Dogadujemy się bardzo dobrze, ogólnie jest cudownie między nami. Oczywiście - jak to w związku - mamy konflikty, które zaraz żegnamy. Z tego związku od początku nie jest zadowolona moja mama. Wcześniej miałem dziewczyny, ale to w wieku młodzieńczym nie było brane na poważnie jak ten aktualny związek. W tym związku poświęcam się całym sobą. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że moja dziewczyna była w poprzednim związku 7 lat, o czym dowiedziała się moja mama. Najgorsze jest to, że poprzedni jej chłopak to syn kolegi mojej mamy z pracy. Jakoś moja mama z ojcem tego chłopaka gadali na mój temat i wyszło, że ta dziewczyna to poprzedniczka jego syna. Syn tego faceta to nieciekawy chłopak, który aktualnie odsiaduje wyrok za m.in. narkotyki i pobicie. Dziewczyna - wiem, że jest czysta, bo systematycznie honorowo oddajemy krew. Więc jak się dowiedziała, że wpadł on w złe towarzystwo, zakończyła z nim jakoś 1,5 roku temu. We wrześniu my się poznaliśmy, w listopadzie zaczęliśmy razem chodzić, kontynuujemy to do dziś i mam nadzieję, że jak najdłużej. A wracając do tego powodu, ojciec tego chłopaka naopowiadał same złe rzeczy o mojej dziewczynie. No i od tego się zaczęło, ja jestem najgorszy, że się zmieniłem na złe. Spotykamy się codziennie, z reguły wieczorem koło 17-18 i spędzamy razem czas do ok. 1-2 w nocy. Zazwyczaj siedzimy u niej, czasami gdzieś wychodzimy - wiadomo, jest zima, to niezbyt chętnie się wychodzi z domu. Na początku w ogóle nic nie robiłem w domu - fakt, moja wina. Jakoś porozmawiałem z mamą, postanowiłem to zmienić, w dzień robię to, co mam zrobić, pomagam mamie, zawiozę, przywiozę ją, jak potrzeba itd. Wieczorem poświęcam czas właśnie dla dziewczyny. Zwracam się z prośbą do Państwa, aby udzielili mi Państwo pomocy, jak mam załagodzić konflikt z mamą. Nie chcę tracić mojej dziewczyny, bo uważam ją za wartościową osobę, którą wiem, że pokochałem. Czy to jest normalne, że mama tak reaguje na to, że syn ma dziewczynę, z którą spędza tyle czasu? Ciężko mi wytrzymywać w takiej atmosferze w domu, praktycznie cały czas się kłócimy. Nie radzę sobie już z tym, a co najgorsze, powoli przekłada się to na nasz związek. Dodam, że moja dziewczyna nie wie, że jest powodem mojej kłótni z mamą.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Rodzice chłopaka mnie nie akceptują - jak powinnam się zachować?

Witam, mam 20 lat, jestem kobietą. Problem, który chciałabym tutaj poruszyć, dotyczy rodziców mojego chłopaka. Z partnerem jesteśmy razem już od kilku dobrych lat i jest nam ze sobą naprawdę dobrze. Początkowo byliśmy w związku na odległość, od 10 miesięcy...

Witam, mam 20 lat, jestem kobietą. Problem, który chciałabym tutaj poruszyć, dotyczy rodziców mojego chłopaka. Z partnerem jesteśmy razem już od kilku dobrych lat i jest nam ze sobą naprawdę dobrze. Początkowo byliśmy w związku na odległość, od 10 miesięcy mieszkamy razem z moimi rodzicami, studiujemy, pracujemy i jesteśmy niezależni (oczywiście pomijając mieszkanie). Rodzice mojego chłopaka zawsze chcieli sprawować nad nim kontrolę, dlatego też jego wyjazd do innego miasta nie był taki prosty i poprzedzały go ciągłe kłótnie, groźby i płacz jego matki (co moim zdaniem było bardzo egoistyczne, bo wyjeżdżając, nie prosił o nic: ani o pieniądze, ani o pomoc, chodziło o bycie razem i o lepsze studia + lepsze możliwości na przyszłość; i tak też obecnie jest, bo układa nam się razem idealnie). Rodzice mojego partnera bardzo często obarczają mnie winą za różne sytuacje, szczególnie kiedy nie możemy przyjechać do nich w odwiedziny (czego często sobie życzą, a my sami musimy to sponsorować i najlepiej opuszczać przy tym szkołę i pracę, co oczywiście nie jest ciągle możliwe). Obrażają mnie wtedy (z reguły nie mówią tego bezpośrednio do mnie, ale do mojego chłopaka) słowami typu "na pewno ona ci nie pozwala", "czy ona daje ci limity na przyjazdy?", "oczywiście ona cię nie puści", co wcale nie jest prawdą, bo o wszystkim decydujemy razem, i tak nie możemy jak na razie niczego zaoszczędzić, bo ciągle wydajemy na bilety, które nie są tanie. Ponadto czasem rodzice mojego chłopaka, obecnie matka mniej, więcej ojciec, podczas rozmów z moim chłopakiem mają pretensje, że przyjeżdża ze mną, a nie sam. Ja się nie narzucam, mój chłopak chce mnie zabierać ze sobą, tym bardziej że na co dzień jesteśmy zajęci i jeśli mamy jakieś dłuższe wolne, to jest to jedyny czas, który możemy poświęcić na wspólny odpoczynek, a wtedy właśnie rodzice mojego chłopaka wymagają naszych przyjazdów. Przechodząc do sedna sprawy, nie wiem, jak mam się zachowywać w obecności rodziców mojego partnera po ciągłym obrażaniu mnie i obarczaniu winą za moimi plecami. Kiedy się widujemy i kiedy wszystko idzie po ich myśli, są oni z reguły sztucznie mili, ale kiedy tylko mnie nie ma w pobliżu, często mówią o mnie niemiłe rzeczy. Nie chcę udawać i sztucznie się uśmiechać, ale kiedy np. zachowuję się cicho i nie jestem w ich towarzystwie wesoła, od razu zaczynają się pytania, czy jestem na nich obrażona itd. I ja oczywiście rozumiem, że każdemu czasem zdarzy się coś na kogoś powiedzieć i nie obrażam się za wszystko, ale jeśli coś powtarza się notorycznie, to czy nie mam prawa czuć się nieswojo i czy nie mam prawa nie chcieć z kimś rozmawiać? I czy taka osoba naprawdę nie potrafi zrozumieć, że obrażając kogoś, zniechęca tę osobę do siebie coraz bardziej? Jak powinnam się zachowywać? Poza tym kwestia wyjazdów: czy rodzice mojego partnera mają prawo wymagać od nas ciągłych odwiedzin i w przeciwnym razie, czy mają prawo później nam wypominać to, że nie mieliśmy czasu, czy mogą potem robić mojemu chłopakowi kłótnie i krzyczeć na niego? On niczego od nich nie chce, nie dają mu żadnych pieniędzy, w niczym nie pomagają, a pomimo tego oni wymagają od niego coraz więcej... Bardzo proszę o poradę, pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Zmiany nastroju - jak sobie z tym radzić?

Mam 25 lat. Od 2 lat jestem w związku z chłopakiem, który ma bardzo niestabilną sytuację życiową: brak mieszkania, kryminalna przeszłość i długi. Moja rodzina jest przeciwna temu związkowi twierdzi, że mój chłopak nie ma przed sobą żadnej przyszłości i... Mam 25 lat. Od 2 lat jestem w związku z chłopakiem, który ma bardzo niestabilną sytuację życiową: brak mieszkania, kryminalna przeszłość i długi. Moja rodzina jest przeciwna temu związkowi twierdzi, że mój chłopak nie ma przed sobą żadnej przyszłości i ja będąc z nim też zmarnuję sobie życie. Do tej pory materialnie nie brakowało mi niczego, ale nie dogadywałam się zupełnie z mamą, jej mężem mieszkałam z babcią i ona zawsze mnie wspierała. Nawet teraz chociaż nie możemy u niej mieszkać z chłopakiem, bo to by było dla niej zbytnim naruszeniem jej przestrzeni i źle by się z tym czuła, ja też. Mój chłopak jest moją bratnią duszą. Uważam, że każdy ma prawo do błędów i każdego mogło w życiu spotkać to co jego, a teraz jest bardziej wartościowym człowiekiem niż niejeden z jasną sytuacją i świetlaną przeszłością. Ale życie jest brutalne i bez pieniędzy przeszłam taką szkołę życia, że zwątpiłam we wszystkie wyższe wartości, w sens bycia uczciwym, bo gdyby nie pomoc materialna babci, to byśmy nie dali rady, a mama tylko na to czekała "żebym się przekonała, że z nim niczego nie osiągnę i nie damy sobie rady, a to wszystko dla mojego dobra". Żeby jej udowodnić, że dam sobie radę poszłam na studia magisterskie, które mama miała opłacać (nie ukrywała, że miała nadzieję że tam kogoś innego poznam). Ta szkoła wysysała ze mnie życie, bo miałam kasę tylko na czesne i noclegi nawet na jedzenie czasem nie miałam, a w domu kombinowanie jak związać koniec z końcem. Widziałam jak ludzie głupsi ode mnie dostają lepsze oceny i mają super pomysły na życie opierające się na zasadzie robić żeby się nie narobić i przy tym zarobić podczas, gdy ja do tej pory wierzyłam, że trzeba dawać z siebie maksimum i wtedy coś się osiągnie. Mój chłopak też tyrał jak wół, bo po wyroku nie da się znaleźć pracy miłej lekkiej i przyjemnej. Robiłam tę szkołę tylko żeby w końcu uniezależnić się finansowo od rodziny i móc powiedzieć, że nie jestem gorsza od innych bo mam ten papier magistra. Na cały etat nikt mnie nie chciał zatrudnić, bo te studia zajmowały dużo czasu choć zaoczne, o co rodzina też miała pretensje, że się nie staram. Ale znalazłam stałą pracę, chłopak też i odbijaliśmy się od dna i nagle parę dni temu został znów aresztowany na 5 m-cy za nieodrobione godziny społeczne sprzed 10 lat!!! Jego szef napisał pismo, że jest dobrym pracownikiem, ale nie wiem czy go nie zwolni, ja całkiem się załamałam nic prawie nie jem zastanawiam się czy to zniosę nic w rodzinie nie powiedziałam, ale z mojej pensji nie wiem czy dam radę utrzymać wynajęte mieszkanie. Dopiero teraz podjęłam decyzję żeby rzucić studia, na które nie mam siły i czasu, bo teraz muszę więcej pracować. Z rodzicami urwałam kontakt babci kłamię, że wszystko jest ok. W pracy zachowuję się normalnie, ale później płaczę dopóki nie usnę, nie sprzątam, zaniedbuję psa, po pierwszym widzeniu dostałam ataku szału, że to taka biurokracja i spóźnię się do pracy zaczęłam histerycznie wyć kopać ściany w moim bloku, drzwi swojego mieszkania wyzywać i drzeć się. Jak szłam do pracy to płakałam, nie mogłam oddychać w pracy zobaczyli tylko, że jakaś zmęczona jestem, czyli jednak umiem się wziąć w garść, ale w domu znów nie mam siły na nic. Nawet na dłuższy spacer z moim nieszczęśliwym psem. Czy rzuciłam szkołę i zaniedbuję dom z lenistwa tak jak by powiedziała moja mama? Czy ja mam prawo czasem stracić panowanie czy to mi przejdzie? Czy ja w ogóle jestem normalna? Nie chcę być taką ofiarą życiową. Czy to przez lenistwo ja nie mam nawet ochoty skończyć tej szkoły????
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Relacje z rodzicami - co mam zrobić, by je naprawić?

Mam straszny problem (przynajmniej wygląda tak to z mojej strony) z rodzicami. Czuję się ograniczona, niczym mi odcięto dopływ tlenu. Rocznikowo mam już 18 lat, a jak wcześniej mi na nic nie pozwalano, tak jest nadal. Chciałam iść na 18-nastkę...

Mam straszny problem (przynajmniej wygląda tak to z mojej strony) z rodzicami. Czuję się ograniczona, niczym mi odcięto dopływ tlenu. Rocznikowo mam już 18 lat, a jak wcześniej mi na nic nie pozwalano, tak jest nadal. Chciałam iść na 18-nastkę koleżanek, to nie pozwolili mi, gdyż byłam niedawno na imprezie. Ze znajomymi z innego miasta (bo mieszkam na wsi) jak się spotkam po lekcjach, to jest mi to wypominane przy każdej kłótni. Mam już tego wszystkiego serdecznie dość. Przy każdej rozmowie jestem spokojna, nie mam już siły nawet głosu podnosić. Podaje rozsądne argumenty, chcę iść na kompromis, ale to na nic. Nigdy nie zawiodłam ich zaufania, nie wróciłam do domu pijana, nie zrobiłam nic, co mogłoby naderwać ich zaufanie do mnie. Chciałambym móc korzystać z życia tak jak moi rówieśnicy, ale jedyne co mogę to sprzątać i się uczyć, nawet jak są ferie! Proszę o jakąkolwiek pomoc. Jak mam dotrzeć do rodziców, aby traktowali mnie na tyle, ile mam lat, a nie jak dziewczynkę z podstawówki? : )

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk

Skomplikowana relacja z matką - co robić?

Mój problem jest następujący. Mam 20 lat i straszny problem w kontaktach z matką. To, co się dzieje w moim domu, przechodzi ludzkie pojęcie. Ale zacznę od początku. Odkąd pamiętam, w moim domu zawsze były awantury. Nie to, że moja...

Mój problem jest następujący. Mam 20 lat i straszny problem w kontaktach z matką. To, co się dzieje w moim domu, przechodzi ludzkie pojęcie. Ale zacznę od początku. Odkąd pamiętam, w moim domu zawsze były awantury. Nie to, że moja rodzina jest jakaś z problemami (typu alkoholizm, narkomania itd.), bo jest to normalna, przeciętna rodzina. Matka pielęgniarka, ojciec inżynier. Duży dom. Zadbany. Ale brakuje tu tego ciepła rodzinnego. Od zawsze pamiętam, że matka o wszystko mnie obwiniała. Zawsze, kiedy kłóciła się z ojcem, to tylko mówiła: "Widzisz, co narobiłaś?! To Twoja wina! Wszystko przez Ciebie! Zadowolona teraz jesteś?!". Mimo że ja się nic nie odzywałam i nic nie robiłam w kierunku, żeby się kłócili. Nawet jak miałam 11 lat, to ciągle to słyszałam, że wszystko jest przeze mnie. Mało tego - jak byłam młodsza, to mnie biła. I to zawsze, kiedy na mnie krzyczała. Biła po głowie, po tułowiu, dosłownie wszędzie... Ciągle tylko słyszę, że "ciągle kłamie", "jesteś kretynem, downem, idiotką", "nic nie potrafisz zrobić", "do niczego się nie nadajesz...". Kiedy skończyłam 16 lat, popełniłam kilka błędów "młodości". Tzn. wpadłam w towarzystwo, które nie odpowiadało moim rodzicom. Ale nigdy w życiu nie popadłam w jakieś branie narkotyków, bójki, nadmierne picie alkoholu czy coś jeszcze innego... A mimo to potrafiłam też usłyszeć od matki, że "się puszczam". Strasznie mnie bolały - i bolą do tej pory - takie słowa słyszane od własnej matki. Zaczęłam odnosić wrażenie, że jestem dla nich problemem. Później, im byłam starsza, to zaczęło się robić coraz gorzej... Awantury nie ustają. Ba, teraz nawet są o wszystko. O to, że nic nie robię w domu, że źle ułożę bluzkę w szafie, że źle pokroję warzywa czy coś, że to, że tamto. Ogólnie - same głupoty i mało istotne rzeczy. Nie jest tak, że nic nie robię w domu. Jak tylko mam czas, to sprzątam, prasuję, gotuję, wychodzę z psami na spacer. Ogólnie robię to, co matka chce, ale nadal jest źle. Nie wiem już, co mam robić, żeby w końcu mnie doceniła. Ostatnio ciągle słyszę, że mam się wyprowadzić, bo ona "już nie może na mnie patrzeć", albo że "jej się rzygać chce, jak mnie widzi". Że jestem "psychiczna i zgrywam wielka damę". Ciągle tylko mówi, że jestem wredna, bezczelna i kłamliwa i że tylko jak coś od niej chcę, to jestem miła. Że dom, w którym mieszkam, nie jest mój, tylko rodziców, i nic w nim do mnie nie należy. Ja tu po prostu tylko mieszkam. Traktuje mnie jak dziecko. I zawsze, kiedy jej mówię, że mam już 20 lat i nie potrzebuję aż takiej kontroli jak 10 lat temu, to słyszę: „może i masz 20 lat, ale rozum masz 10-latki”. Jak chcę gdzieś wyjść ze znajomymi, to zaraz jest milion pytań: "gdzie? z kim? co będziemy robić? o której będę?". Jest mi głupio, że w wieku 20 lat muszę się pytać rodziców, czy mogę wyjść na dwór ze znajomymi, czy mogę iść do klubu, czy to czy tamto… Pieniędzy (kieszonkowego) nie dostaję w ogóle, bo matka twierdzi, że "nie zasługuję na to, bo wydałabym wszystko na głupoty". A ja jednak mam swoje potrzeby, tylko że jej to nie interesuje. Każe mi iść do pracy, co w obecnej sytuacji jest niemożliwe, gdyż studiuje dziennie, a na weekendy tylko mało kto chce zatrudnić młodą osobę, zwłaszcza bez doświadczenia. Kiedy jej mówię, że potrzebuję np. na kartę do telefonu, to zaraz jest „idź i sobie zarób, chyba to jesteś w stanie zrobić". Ciągle mi tylko powtarza, że dopóki jestem na jej utrzymaniu i mieszkam w tym domu co ona, to mam robić to, co ona chce, i zachowywać się tak, jak ona sobie tego życzy. Nie potrafię z nią rozmawiać - właściwie to się nie da. Zawsze, kiedy próbuję rozmawiać z nią, to zaraz unosi się krzykiem i mówi "zamknij mordę i nie mów do mnie takim tonem". To boli. Najgorszy problem chyba jest z moim chłopakiem. Ona go nie lubi. Zawsze po jego wizycie w moim domu mam awanturę. Matka mówi, że nie życzy sobie, żeby on tu przychodził, że jest chamem, palantem, debilem itd. Nie chce, żeby przychodził, dlatego że według niej on robi bałagan, ale nie mam pojęcia, w jaki sposób, skoro siedzimy cały czas u mnie w pokoju i nigdzie po domu się nie ruszamy. Nie chce, żeby przychodził do mnie - ja do niego też nie mogę chodzić. Bo jej się to nie podoba. Nie akceptuje go, chociaż to jest normalny chłopak. Uczy się w technikum, w tym roku ma maturę, chce iść na studia. Ale jej się nie podoba. Ogranicza mi czas spotkania z nim do godziny 21. W tygodniu nie mogę się z nim spotykać z powodu studiów. Widzimy się średnio co 2-3 dni na kilka godzin. Potrzebuję pomocy, bo nie wiem, co mam robić. Ja w tym domu nie mam własnego życia. Jestem traktowana jak mała dziewczynka. Chcę się wyprowadzić, ale nie poradzę sobie, studiując dziennie, a matka na pewno nie będzie mi dawała pieniędzy na życie, mimo że musi mnie utrzymywać, dopóki się uczę. Mam już tak zniszczone nerwy i psychikę przez nią, że jestem w tej chwili wrakiem człowieka. Co ja mam robić? Proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Teściowie - czy warto z nimi zamieszkać?

Witam wszystkich. Proszę o radę. Mamy zamiar się pobrać i zamieszkać z rodzicami żony. Tylko niektórzy twierdzą, że rodzice żony są toksyczni. Bardzo się kochamy, jesteśmy razem 3 lata. Boję się tylko, że jej rodzice będą się do wszystkiego nam...

Witam wszystkich. Proszę o radę. Mamy zamiar się pobrać i zamieszkać z rodzicami żony. Tylko niektórzy twierdzą, że rodzice żony są toksyczni. Bardzo się kochamy, jesteśmy razem 3 lata. Boję się tylko, że jej rodzice będą się do wszystkiego nam wtrącać i że małżeństwo może się rozpaść. Co robić? Narzeczoną bardzo kocham. Mamy prawie 40 lat. Proszę o radę. esiu1@onet.pl

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Magdalena Boniuk
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Mieszkanie z teściami - jak znaleźć dobre rozwiązanie?

Witam, opisuję swoje przeżycie z teściami. Od początku naszego małżeństwa nie akceptują mnie. Jeżeli chodzi o teścia, da się wytrzymać. Po ślubie wprowadziłem się do żony, choć tego nie chciałem, ale teściowa sama zaproponowała mi mieszkanie, bo duży dom, a...

Witam, opisuję swoje przeżycie z teściami. Od początku naszego małżeństwa nie akceptują mnie. Jeżeli chodzi o teścia, da się wytrzymać. Po ślubie wprowadziłem się do żony, choć tego nie chciałem, ale teściowa sama zaproponowała mi mieszkanie, bo duży dom, a po co pieniądze dawać itd. Zgodziłem się i oto początek gehenny: wtrącanie się, podsłuchiwanie, mieszkanie przez ścianę. Po 1,5 roku żona spytała rodziców, czy zeszliby na dół, bo dom jest duży. Rodzice zgodzili się, ale zawsze były jakieś pretensje (że muszą meble znieść itd.). Zrobiliśmy drzwi - teściowa miała problem, że kuchnia osobna, co powiedzą ludzie, więc żona tłumaczyła... Zaznaczam, że teściowa to strasznie upierdliwy człowiek, narzucający się. Wchodziła na górę, kiedy chciała: o 19.00 o 20.30 itd. Któregoś dnia powiedziałem „koniec z tym” i zaczęliśmy zamykać drzwi na klucz. Wiadomo – przygadała, że drzwi zamknięte. Ja stwierdziłem, że z teściową ślubu nie brałem, więc trzeba pogadać. Pogadaliśmy raz, nic nie dało, później drugi raz i dalej nic, więc stwierdziłem „koniec, nie będę gadał więcej”. Szkoda słów. Muszę żyć swoim życiem z żoną. Nie rozmawiam z teściową 2 lata, tylko „dzień dobry” i koniec na tym. Jestem człowiekiem, który nie rzuca słów na wiatr. Jak coś postanowię, realizuję. Żona prosiła swoją matkę, by ograniczyła swoje przyjścia do minimum, a ta dalej swoje - przychodzi po 5 razy dziennie. Niestety negatywnie to skutkuje: jestem zestresowany i znerwicowany i czasami podnoszę głos na dziecko lub żonę. Pracuję, niczego nam nie brakuje, od teściów nie pożyczamy. Teściowa jest straszna. Szykuję się na rozmowę, ale taką poważną i ostatnią. Jak nie poskutkuje, to wyprowadzamy się - tak ustaliliśmy z żoną. Bo szkoda naszego życia. My z żoną oboje mamy wykształcenie wyższe, teściowa podstawowe. Choć to niewiele znaczy. Niesie to takie skutki, że ograniczam wizyty dzieci u teściów, nie pozwalam zejść, chyba że w mojej obecności. Moje pytanie: czy dobrze robię i czy powinienem rozmawiać z teściową (zaznaczam, że się wybudowali 5 km od nas, mają 2 domy, ale teściowa raz tu mieszka, a raz tam; chcieliśmy kupić od nich dom, ale oni wiecznie niezdecydowani: najpierw mówią, że sprzedają, a później, że nie)? Jak dzieci. Proszę o radę. Dziękuję.  

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska

Moi rodzice ciągle się kłócą - jak powinnam się zachować?

Jak już pisałam, moi rodzice bardzo się kłócą. Jedynym pocieszeniem jest dla mnie to, że za kilka lat będę pełnoletnia i pójdę na studia, a potem będę miała swoją rodzinę i w ogóle. Czy dobrze myślę?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Patronaty