Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z rodzicami i teściami: Pytania do specjalistów

Co mogę zrobić aby poprawić swoje stosunki z ludźmi?

Mam 20 lat, od dłuższego czasu mam same problemy w domu, w życiu i w szkole. Co prawda szkołę średnią skończyłam, ale nie z takim wynikiem jak bym chciała. Teraz zaczęłam technikum zaocznie i też I semestr trzeba powtórzyć, bo... Mam 20 lat, od dłuższego czasu mam same problemy w domu, w życiu i w szkole. Co prawda szkołę średnią skończyłam, ale nie z takim wynikiem jak bym chciała. Teraz zaczęłam technikum zaocznie i też I semestr trzeba powtórzyć, bo nie przeszłam na II. Nie wiem dlaczego, ale cały czas mam wrażenie, że nie potrafię się uczyć, mogę siedzieć przed książkami nie wiadomo ile, a i tak pójdę na egzamin i nic z tego, dalej nic nie wiem, jakbym się wcale nie uczyła. Tak samo w domu - każdy ma o coś pretensje, każdemu coś nie pasuje, mogę się starać nie wiem jak - i tak będzie źle. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, nie wiem jak nawiązywać nowe znajomości. Mam marzenia, jak każdy, ale nie wierzę, że się choć jedno kiedykolwiek spełni. Czy ktoś może mi jakoś pomoc, jakąś radę dać? Co mogę zrobić, co mogę zmienić, żeby było inaczej? Proszę!
odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
mgr Magdalena Rachubińska
mgr Magdalena Rachubińska

Co robić, bo nie mogę już wytrzymać z rodzicami?

Moja mama ma się za chodzący fenomen. Wszystko robi idealnie. Zawsze ma racje. Wszystko musi być zawsze tak jak ona sobie umyśli. Czasami człowiek nie ma ochoty rozmawiać na dany temat to będzie tak długo drążyć, aż się dowie albo...

Moja mama ma się za chodzący fenomen. Wszystko robi idealnie. Zawsze ma racje. Wszystko musi być zawsze tak jak ona sobie umyśli. Czasami człowiek nie ma ochoty rozmawiać na dany temat to będzie tak długo drążyć, aż się dowie albo dla odmiany wybucha ostra awantura, że mam przed nią tajemnice, że wolę słuchać innych niż ją itd. Staram się nic nie odzywać, żeby się nie kłócić, ale i tak się będzie nazywać, że to ja wszczynam awantury. Gdy mam inne zdanie na dany temat to znaczy, że myślę źle i albo przyznam jej rację albo idzie kolejna chaja. Do tego ojciec zawsze się musi wtrącać i dogadywać mi. Nie robi tego po to, żeby nas uspokoić pogodzić tylko podlizać się matce, a mi dogryźć. Z ojcem nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Właściwie odnoszę wrażenie, że mnie nienawidzi. Podejrzewam, że dlatego, że nie jestem synem tylko córką. Kiedyś to wyszło między wierszami. Praktycznie ze sobą nie rozmawiamy. A jeśli już to tylko po to, żeby się pokłócić i wyżyć na sobie. Nigdy mi pieniędzy nie daje, a tylko stale wypomina. Nałogowo pije odkąd sięgam pamięcią. Od matki też nie biorę już swojego czasu żadnej kasy, ale się nazywa potem, że jak coś chcę to potrafię przyjść. Trwa to już jakieś kilka lat. To mnie już przerasta. Nie mam siły już walczyć. Dodam, że jestem w ciąży i mieszkamy z chłopakiem u mnie. Wyprowadzić się nie mamy dokąd ani właściwie za co. Moi rodzice o tym świetnie wiedzą, dlatego na coraz więcej sobie pozwalają wobec nas. Ciuszki kupuję złe, wózek wzięliśmy brzydki, łóżeczko brzydkie, kosmetyki niepotrzebne. Wszystko robimy źle. Najlepiej by było gdyby matka wybrała wszystko dla dziecka. Nie potrafi zrozumieć, że rodziła 20 lat temu i czasy się zmieniły, że pewne rzeczy już nie są takie jak kiedyś. Przez całą ciążę i jeszcze zanim zaszłam dbam o dom, gotuję, chodzę do szkoły, staram się, ale to i tak za mało by zasłużyć na jakąkolwiek pochwałę. Zawsze tylko krytyka. Na jego rodziców też nie możemy liczyć, ponieważ matka całe życie się przejmowała tylko jego siostrą. O synu sobie przypomina tylko wtedy, gdy chce pieniądze pożyczyć. Na razie chłopak pracuje dorywczo… u mojego ojca. Zarabia tyle, że mamy na swoje wydatki, kupiliśmy sami całą wyprawkę i czasem coś kupimy od siebie do domu. A tak żyjemy na koszt rodziców. To wszystko jest jak błędne koło. Najgorsze jest to, że to my już zaczynamy się kłócić przez to wszystko. On chce żebyśmy zamieszkali u niego, ale sam po cichu dobrze wie, że nie jesteśmy mile widziani tam. U mnie zaś nie lepiej. Na wynajem nas nie stać niestety, przynajmniej na razie. Coraz częściej myślę o samobójstwie. Mam już chyba depresję. Nic mnie nie cieszy. Codziennie tylko myślę o co tym razem się pożremy czy może choć jeden dzień się obejdzie bez. Gdyby nie ta istotka ukochana, którą noszę pod sercem już dawno bym sobie odebrała życie. Nie wiem jak długo tak jeszcze wytrzymam. Nie mam nawet kogo się poradzić i też wstydzę się komuś tak o tym opowiedzieć. Choć nam nigdy niczego nie brakowało to mam wrażenie jakbym żyła w jakiejś patologicznej rodzinie. O wizycie u psychologa nawet nie mam co wspominać, bo powiedzą, że to ja powinnam tam iść, bo jestem nienormalna. Stałam się nerwowa, źle sypiam, nie wychodzę z domu, nie mam już koleżanek. Mam wrażenie, że zostałam z tym wszystkim sama, że nikt nie potrafi mi pomóc. Chciałabym się móc wyprowadzić, ale z drugiej strony boję się, że sobie nie poradzimy albo popadniemy w długi. Nie wierzę już w siebie. Wydaje mi się często, że jestem chodzącym pechowcem i nieszczęściem. Nic mi się nie udaje. To wszystko jest chore po prostu... :(:(:(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Nie widzę sensu życia - co mam robić?

Nazywam się Klaudia i mam 14 lat. Mam nerwicę i podejrzewam również depresję. W domu potrafię rzucać nożami, nie widzę sensu życia. Moja mam się mną nie interesuje, tata też, ale to wszystko przez niego. On zdradził mamę, a teraz...

Nazywam się Klaudia i mam 14 lat. Mam nerwicę i podejrzewam również depresję. W domu potrafię rzucać nożami, nie widzę sensu życia. Moja mam się mną nie interesuje, tata też, ale to wszystko przez niego. On zdradził mamę, a teraz chce do niej wrócić. Wybaczyłabym mu, ale nie mogę. Jakiś czas temu około tygodnia, dwóch słyszałam jak kochał się z inną kobietą. Okropnie się czułam. Od jakiegoś czasu zamieszkał u nas, nie byłoby nic w tym złego. On nie przestał kochać tej kobiety. Mówię mamie o tym, ale ona nie chcę mnie słucha. Wczoraj mamie powiedziałam, że mam nerwicę ona powiedziała: "Ok, porozmawiamy w domu". Dziś jej powiedziałam, że mamy razem porozmawiać, ona nic i powiedziała, że nie będzie ze mną rozmawiała, bo to nie ma sensu. Myślę, że tata ją buntuje. Mama jest w nim zakochana na zabój i nie widzi tego, że on ją zdradza. Coraz bardziej źle się czuję. Codziennie kuje mnie w sercu, aż się zwijam z bólu, żołądek też mnie boli. Nie mam nikogo aby się wyżalić. Dosłownie nikogo. Tata wczoraj wszedł do pokoju i chciał mój telefon, bo chciał zadzwonić, ale ja mu nie dałam, bo mam mało kasy i wtedy mnie uderzył. Mówiłam o tym mamie, a ona mi nie wierzy. Nie mogę jej przemówić do rozsądku. Myślę, że mi ktoś pomoże. Kiedyś myślałam o samobójstwie albo o ucieczce z domu. Naprawdę nie wiem jak z nią porozmawiać. Mówię jej o wszystkim, ona mi wierzy, a potem, na drugi dzień, już nie.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Dlaczego swoją złość wyładowuję na rodzicach?

Od jakiegoś czasu wszystko mnie denerwuje, cały czas chodzę rozdrażniona, na rodziców ciągle krzyczę i wyładowuje się na nich. W szkole jestem bardzo dobra. Nauka idzie mi dobrze, gdy jestem zła na jakiegoś nauczyciela, wtedy na złość mu pokazuje na... Od jakiegoś czasu wszystko mnie denerwuje, cały czas chodzę rozdrażniona, na rodziców ciągle krzyczę i wyładowuje się na nich. W szkole jestem bardzo dobra. Nauka idzie mi dobrze, gdy jestem zła na jakiegoś nauczyciela, wtedy na złość mu pokazuje na co mnie stać i zbieram dobre oceny. Czy to jest normalne? A z moimi rodzicami cokolwiek by się mnie nie zapytali ja zaraz im odburkuje albo krzyczę na nich. Nie chce mi się wychodzić z domu, całymi dniami potrafię siedzieć przed komputerem i oglądać seriale. Jestem samotna, wszyscy moi znajomi mają chłopaków/dziewczyny, na mnie przestali zwracać uwagę, żyją swoim życiem, a przypominają sobie o mnie gdy im się w związku nie układa. To mnie tez dobija, ale nie powiem znajomym, że mnie to meczy tylko wyżyje się na rodzicach. Czasami tak mnie ponosi, ze używam słów, których potem żałuję. Wydaję mi się (tzn. tak uważają moi rodzice), że mój problem to jest moja waga, moje BMI wynosi 26 czyli mam lekką nadwagę. Czasami myślę, że nie wyglądam aż tak źle, a czasami potrafię popłakać się patrząc w lustro. Ogólnie chodzę nerwowa praktycznie całymi dniami, nawet teraz pisząc do państwa również jestem zdenerwowana. Czasami miewam też stany lękowe. Co mam robić? Błagam, pomóżcie mi, ja chcę być tą dziewczyną co dwa lata temu i mieć tą wagę co 2 lata temu :(.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Czy to jest molestowanie psychiczne?

Od 18 lat jestem mężatką. Niestety tak się złożyło, że mieszkam razem z teściowa. I tu jest właśnie mój problem. Ta kobieta nienawidzi mnie od pierwszych dni, kiedy pojawiłam się w tym domu. Jestem wyzywana od kur*w, brudasów, legatów...

Od 18 lat jestem mężatką. Niestety tak się złożyło, że mieszkam razem z teściowa. I tu jest właśnie mój problem. Ta kobieta nienawidzi mnie od pierwszych dni, kiedy pojawiłam się w tym domu. Jestem wyzywana od kur*w, brudasów, legatów i tym podobnych. Nawet przy moich dzieciach mówi o mnie kur*a. To tak w wielkim skrócie. Co powinnam lub co mogę w tej sytuacji zrobić, ponieważ mam już dość takiego ciągłego poniżania? Pozdrawiam

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co mam zrobić, gdy nie widzę sensu życia?

Jestem młodą, 24-letnią kobietą. Na pozór mam szczęśliwe życie. Skończone studia, dobrze płatna praca, dobre perspektywy zawodowe. Ludzie postrzegają mnie jako młodą, ambitną i wiedzącą czego chce osobę. Z zewnątrz moje życie wygląda na poukładane i stosunkowo dobre. Ale ja...

Jestem młodą, 24-letnią kobietą. Na pozór mam szczęśliwe życie. Skończone studia, dobrze płatna praca, dobre perspektywy zawodowe. Ludzie postrzegają mnie jako młodą, ambitną i wiedzącą czego chce osobę. Z zewnątrz moje życie wygląda na poukładane i stosunkowo dobre. Ale ja postrzegam je jako pełne bólu, łez i smutku. Nie umiem znaleźć sensu, boję się, że moje życie nigdy nie będzie szczęśliwe... W domu nigdy nie znajdywałam wsparcia. Ojca nie znałam, a z mamą nigdy się nie rozumiałyśmy. Zawsze wszystko robiłam źle, zawsze za mało... Oceny miałam za słabe (średnia zawsze ponad 4,0), ale inni mieli lepsze. Cały czas słyszałam: jak ty się zachowujesz, jak stoisz, jak ty wyglądasz popatrz na innych. Gdy udawało mi się osiągnąć cel, wtedy cieszyła się razem ze mną, ale gdy coś mi nie wychodziło, słyszałam, że za mało się przyłożyłam, że na nic mnie nie stać, że nic nie umiem zrobić dobrze. Problemy jakie miałam zawsze były nieważne, zawsze przesadzałam, szukałam sobie wymówki. W kłótniach wiecznie słyszałam, że jestem idiotką, popaprańcem, że nie wie za co ją Bóg takim dzieckiem pokarał. Gdy mama coś dla mnie robiła, np. kupiła mi upragnione rolki, potem wyciągała to mówiąc, ja Ci daje co tylko mogę, liczyłam, że to docenisz, a ty nawet nie możesz się przyłożyć do nauki... Tak jakby wszystko robiła oczekując w zamian czegoś ode mnie, nigdy żeby po prostu sprawić mi radość. Gdy problemy się nawarstwiały i zmarł mój ojciec (zdałam sobie sprawę, że nigdy nie będzie go przy mnie) zaczęłam wagarować, wpadłam w złe towarzystwo. Mama mi pomogła wtedy, żeby nie wyrzucono mnie ze szkoły, ale od tej pory nigdy nie pozwoliła mi zapomnieć, że popełniłam błąd. Mimo iż znów zaczęłam się uczyć, dostałam się do dobrego liceum, a potem na studia to i tak nie mogłam spotykać się za znajomymi, nie mogłam iść na piwo czy wyjść do kina. Ewentualne moi znajomi mogli przyjść do mnie, nigdy ja do nich. Miałam być w domu, pod czujnym okiem mamy. Moja mama kontrolowała wszystko w moim życiu, nie spotykałam się ze znajomymi, nie chodziłam na 18-tki, nie miałam chłopaków, bo ciężko było wytłumaczyć, że mam 20 lat i dalej mama nie pozwala mi wyjść z domu. Nie mogłam nawet obciąć włosów czy kupić sobie takiej bluzki jak chciałam. Wszystkie decyzje podejmowała ona, a gdy się sprzeciwiałam po prostu biła. Miałam myśli samobójcze, zastawiałam się jak się zabić, kilka razy połykałam tabletki ale chyba nie miałam odwagi zrobić tego porządnie, bo tylko zasypiałam. Gdy się cięłam, czułam ulgę, jakby cała złość i bezradność na chwile mijały. Gdy skończyłam studia, dostałam dobrą pracę i wyprowadziłam się do innego miasta. Relacje w domu poprawiły się w pewnym sensie, dalej nie otrzymuje wsparcia, ale sama decyduje o moim życiu i nie słyszę codziennie, jaka jestem beznadziejna. Moja mama straciła prace, wiec zarabiam na nas obie i finansowo też jest coraz ciężej. Myślałam, że wyprowadzka wszystko zmieni, ale dalej nie potrafię znaleźć miłości, zaufać ludziom czy cieszyć się życiem, a do tego dochodzą wspomniane problemy finansowe. Boję się, co zrobię gdy skończą mi się oszczędności, a moja pensja nie wystarczy by utrzymać nas obie. Boje się, ze wciąż jestem sama. Nigdy z nikim nie byłam a i teraz nie mam szczęścia w miłości. Patrzę na ludzi wokół, którzy wspólnie planują życie i dzielą problemy i popadam w depresje czy ja kiedyś doświadczę czegoś podobnego. Bo w moim życiu łatwo popadam w związki na jedna noc, łudząc się ze coś z tego będzie... Mam wrażenie, że nie szanuję samej siebie, ale tak bardzo pragnę bliskości i czułości, że często w danej chwili zapominam, że jedna noc nic nie zmieni w moim życiu. Znów wracają myśli, po co tu jestem, czy moje życie ma sens, jak znaleźć szczęście i czy przypadkiem nie jestem pomyłką na tym świecie…

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co robić, kiedy przez matke tracę wiarę w sens życia i możliwość bycia szczęśliwym?

  Witam, mam 17 lat. Po raz pierwszy dzielę się takim problemem z kimś, więc proszę o wyrozumiałość. Temat tyczy się relacji moich z moją mamą. Od momentu jak zacząłem chodzić do szkoły średniej relacje się pogorszyły. Moje oceny zaczęły...

  Witam, mam 17 lat. Po raz pierwszy dzielę się takim problemem z kimś, więc proszę o wyrozumiałość. Temat tyczy się relacji moich z moją mamą. Od momentu jak zacząłem chodzić do szkoły średniej relacje się pogorszyły. Moje oceny zaczęły spadać, lecz nie drastycznie. Kiedyś, rozmawiając z mamą na temat ocen (jeszcze w gimnazjum), powiedziała mi, że jeśli będzie widzieć, że się uczę nie będzie miała problemu z tym, że dostałem 1 z danego przedmiotu, lecz jak mam jej pokazać, że mi zależy żeby się uczyć, że się uczę codziennie? Jak mam jej pokazać to, że mi na niej zależny jak dla mnie jedynym wyjściem od jej ciągłych krzyków, pretensji i nadmiernych wymagań jest skrzywdzić siebie lub po prostu popełnić samobójstwo? Nie wiem dlaczego, ale coraz częściej o tym myślę. Widzę rodziców, którzy potrafią zaakceptować to, jaki syn jest i jakie ma oceny. Poza tematem szkolnym są również problemy z relacjami gdy mówimy o swoich poglądach. Obydwoje mamy ciężkie charaktery, ale powinniśmy moc się komunikować. Ja czuję w tym momencie między nami przepaść, której nie da się połączyć żadnym mostem. Chciałbym z nią porozmawiać, powiedzieć jej co mnie boli, że ciągłe krzyki to nie jest sposób, lecz ona wtedy na to "nie pyskuj gnoju, gdybym nie miała powodu to bym nie krzyczała, widzę cię tylko na komputerze". Ciągłe kary i krzyki to nie sposób, dlatego biorę tabletki uspokajające bez jej wiedzy, bym nie miał większych problemów. Stad pytanie: jak mam mnie widzieć inaczej, skoro wraca z pracy o godz. 20, a ja szkołę kończę o 14 i od razu się uczę? Proszę o poradę: jak mam odbudować nasze relacje? Wydaje mi się, że moje życie traci sens, że lepiej jest po drugiej stronie...

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak zachowywać się wobec toksycznych rodziców?

Przeczytałam ostatnio książkę Susan Forward "Toksyczni rodzice", ponieważ od zawsze martwiło mnie zachowanie moich rodziców wobec mnie. Od zawsze byłam nazywana przez nich głupią, nienormalną, bezwartościową, co gorsza, im więcej miałam lat wyzwiska zmieniły się na gorsze. Potrafili...

Przeczytałam ostatnio książkę Susan Forward "Toksyczni rodzice", ponieważ od zawsze martwiło mnie zachowanie moich rodziców wobec mnie. Od zawsze byłam nazywana przez nich głupią, nienormalną, bezwartościową, co gorsza, im więcej miałam lat wyzwiska zmieniły się na gorsze. Potrafili uderzyć mnie za nic. Kłamali, wpierali mi, że rzeczywistość jest inna. Matka wyzywała mnie, że się puszczam, choć nigdy na to nie zasłużyłam. Kiedy tylko skończyłam 18 lat ucieszyłam się, że mogę zacząć studia w obcym mieście. Niestety ich kontrola nie zmieniła się. Szantaże emocjonalne, pieniężne, kłótnie. Bardzo przeżywałam każdy telefon od mojej matki. Niestety cały czas pokazywała mi jaka to jestem od niej zależna. Rok temu powiedziałam im, że się zaręczyłam. Za pół roku wychodzę za mąż. Oni mają włożyć pewien wkład finansowy. Teraz wszystko czego ode mnie chcą, motywują "albo to zrobisz, albo nie będzie wesela, albo nie dostaniesz na życie". Ostatnio kazali mi udokumentować, że studiuję, bo stwierdzili , że mi w ogóle nie ufają. Powiedziałam, że moje słowo powinno wystarczyć - przestali się do mnie odzywać, nie ma żadnego kontaktu od miesiąca, no i oczywiście zero pieniędzy od nich. Wysłałam im zaświadczenie z uczelni, że studiuję - nic nie dało. Boję się, że nie dadzą mi pieniędzy na wesele (choć zapłacili za zaliczki) i nie odezwą się do mnie już nigdy. Nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji. Gdybym nie potrzebowała ich pomocy finansowej, może nie musiałabym się tak martwić, choć i tak boli, że nie chcą utrzymywać ze mną kontaktu. Wiem, że cała sytuacja jest chora, ale jeśli ktoś może mi pomóc, to będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Co robić, bo nienawidzę ojca?

Okłamałam go tylko raz, a on mnie bił i krzyczał. Jak go tylko przeprosiłam to zaczął na mnie wrzeszczeć i dał mi kare na tel. i nie mogę wyjść do koleżanek ani nigdzie. Co mam zrobić? P.S. Chciałam się zabić.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak uwolnić się od toksycznej zależności z matką?

Mam taki problem, że moja matka ciągle mnie niańczy, po prostu wtrąca się w każde konstruktywne działanie i krytykuje wszystkie dodatnie działania. Kiedy siadam do książki, lub podręcznika, przychodzi co 5 minut opowiadać mi o tym co nie jest zrobione,...

Mam taki problem, że moja matka ciągle mnie niańczy, po prostu wtrąca się w każde konstruktywne działanie i krytykuje wszystkie dodatnie działania. Kiedy siadam do książki, lub podręcznika, przychodzi co 5 minut opowiadać mi o tym co nie jest zrobione, krótko mówiąc: zawraca tyłek. Kiedy posprzątam ładnie wszystko, a'la błysk totalny, przyjdzie do domu z pracy i będzie krytykować, opowiadać dołujące historie, kiedy szukam tylko trochę zrozumienia. Kiedy proszę o pomoc w nauce, przyjdzie wprowadzi mnie w stres, zdemotywuje każdym sposobem, jak powiem, że wcale mnie nie inspiruje i że jak ze mną zasiada mi "pomóc" czuje, że nic nie osiągnę i wszystko jest trudne i nieopanowalne, to opowiada mi, co to nie ona miała jak się uczyła, jakie problemy, trudności, cała historia jej życia rzucona mi w twarz jak ścierka. Poszedłem do pracy, wtedy przestała mnie karmić, bo powiedziała, że sam sobie teraz mam załatwiać wszystko, bo jestem dorosły. Rzuciłem prace po dwóch tygodniach i wtedy dostałem zastrzyk miłości, radości i jedzenia. Zbiłem niedawno lustro, uśmiechnęła się promiennie i przyniosła mi hamburgera. Zaspokaja tylko i wyłącznie moje potrzeby fizyczne. Jestem pewny, że cierpi na osobowość desytrukcyjną. Nie chce tak żyć i czuje się jak na kajdankach. Moi rodzice rozwiedli się dawno temu, wychowywałem się z matką, zawsze myślałem, że chce dla mnie dobrze. Kiedy mówię jej o swoich uczuciach, pyta kiedy się wyprowadzę. Kiedy przychodzę z sercem na dłoni obraca się i idzie zrobić obiad, chociaż siedziała przed telewizorem i nic nie robiła. Powiedziałem jej o wszystkim z całkowitą szczerością i próbowałem z wrogością i próbowałem z przyjacielskością, wszystko na nic. Dzisiaj wiem, że mój ojciec po prostu uciekł od niej. Ona jest mistrzynią manipulacji i dosłownie nabuntowała kiedyś całą rodzinę przeciwko mnie, delikatnie zrzucając na mnie całą winę tego świata, aby wszyscy w to uwierzyli. Było to niedługo po rozwodzie moich rodziców, jeszcze wtedy chodziłem do szkoły i w miarę się uczyłem, ale bardzo dokuczali mi rówieśnicy, a ja nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Patrząc po coraz niższym standardzie naszego życia stwierdzam, że nie będzie lepiej. Kiedyś szukałem pomocy u rodziny, ale nabuntowani rugali mnie za wszystko, przez co prawie zerwałem kontakty z rodziną. Potem zacząłem mieć bardziej patologiczne towarzystwo. Nauczyło mnie to więcej hartu ducha. Otworzyłem się na świat i zrozumiałem, że moi szkolni gnębiciele wcale nie byli źli, tylko ja źle postępowałem. Ciągle chodziłem z dołem i wyżywałem się na wszystkich. Oddychać zacząłem kiedy zaczęły się poważniejsze problemy w szkole i zawalone lata. Zawsze dostawałem wtedy wszelkie pocieszenie od matki jakiego tylko można oczekiwać. Kiedy mówiłem jej o jej złym podejściu wobec mnie to po chwili rozmowy powtarzała te same frazy "to, że jak ojciec cię lał, a ja stawałam w twojej obronie to byłam zła" albo "tobie się w dup*e poprzewracało" albo inne "bo za dobra byłam, trzeba było cały czas cię za mordę trzymać", do dziś je powtarza tylko w zmienionej formie. Ona uważa, że wszystko robi dobrze. Przed wszystkimi udaje dobrą, wspaniałomyślną. Ćwierka i opowiada jak jej się co to nie udało w takiej lub takiej sprawie, nawet jeśli odniosła zupełną porażkę. Po prostu zawsze wszyscy wierzyli mojej matce, a nie mi. Zawsze znała wszystkie moje porażki jakby uczyła się ich na pamięć. Mogłaby je wypowiedzieć wszystkie jak ze śpiewnika. Ja bez sensu chodzę przypominając sobie swoje porażki i myślę jak je poprawić, przez 70% roku mam poczucie winy, zawsze mówię "coś źle znowu zrobiłem, wszystko zawsze muszę zrujnować". Jak się kłócimy często mówi, żebym "wy*ierdalał do pracy" i że jestem nierobem, ale nie jestem nierobem. Pracowałem na wykończeniówce, co roku pracuje z dziadkiem na wsi i jakoś jest, ale to nie metoda pełnego dorosłego życia. Mam 21 lat, jestem w drugiej liceum i czuję, że już nic nie mogę zrobić ze swoim życiem i będzie tylko gorzej. Czasem się budzę z przysłowiową "ręką w nocniku" i zdaję sobie sprawę z tego co się ze mną dzieje, ale nadal nie wiem co mam ze sobą zrobić. Ciągle czuje się jak na kajdankach i najgorsze, że z jednej strony chce się uwolnić, a z drugiej jest mi dobrze, a kiedy myślę, że mi z tym dobrze to czuje się jeszcze gorzej z tym jak żyję i że większości moich rówieśników powodzi się lepiej ode mnie, są szczęśliwsi. Sytuacja jest tak magicznie zasupłana, że nie wiem co mam zrobić. Wiem, że kiedy będę postępował odpowiedzialnie i konstruktywnie to dostanę za to karę dla "mojego dobra", jeśli wstaję wcześnie rano to jest wrzask i awantura z ładunkiem psychicznym jakbym kogoś zamordował (generalnie nigdy nie wiem za co, tłumaczę to sobie, że za darmo), dlatego prowadzę tryb raczej nocny i dużo siedzę przed kompem. Przez lata tego nie rozumiałem. Teraz jestem dorosły... a może stary i dalej siedzę w kołysce, a do tego z dwoma rękami w nocniku, bo nie mam wykształcenia ani doświadczenia zawodowego, bo pracowałem "na czarno", żeby mama miała korzystne rozliczenie z podatku.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak uwolnić się od nadopiekuńczej matki?

Dzień dobry, Mam 22 lata moja mama na każdym kroku mnie kontroluje, we wszystko się wtrąca. W domu muszę być punkt 12, niechętnie patrzy gdy wychodzę do baru, według niej to niestosowne. Najchętniej wszystko załatwiała by za mnie, bo uważa,...

Dzień dobry, Mam 22 lata moja mama na każdym kroku mnie kontroluje, we wszystko się wtrąca. W domu muszę być punkt 12, niechętnie patrzy gdy wychodzę do baru, według niej to niestosowne. Najchętniej wszystko załatwiała by za mnie, bo uważa, że zrobi to lepiej niż ja. Wypomina mi, że do niczego się nie nadaję. Jestem w związku z chłopakiem ponad 2 lata, ona go nie cierpi najchętniej by nas rozdzieliła, uważa, że robię wszystko tak jak on chce, a to nie prawda. My się świetnie dogadujemy i bardzo kochamy. W jej głowie rodzą się jakiej urojone wyobrażenia. Nie powiem, bo też mam swoje wady, nie raz traciła do mnie zaufania, ale człowiek był młody i nieodpowiedzialny. Uważa, że to wina tego chłopaka, bo z nim jestem, a to nie prawda. Najchętniej trzymała by mnie w domu podsłuchując nasze rozmowy. Nie może u mnie siedzieć dłużnej niż do 12 godz. nie mówiąc już o wspólnym wyjeździe na 2 dni i spaniu w hotelu, bo będziemy tam robić nie wiadomo co. Proszę o pomoc, nie wiem jak od tego się uwolnić ;(.

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Problemy z ojcem - dlaczego tak się zachowuje?

Witam. Od paru lat mam problem z ojcem. W 1999 roku wyjechał do USA, przebywał tam 10 lat. Ja z siostrą zostałyśmy same w domu z mamą, lecz mama zmarła na raka, gdy miałam 15 lat, a siostra 19 ....

Witam. Od paru lat mam problem z ojcem. W 1999 roku wyjechał do USA, przebywał tam 10 lat. Ja z siostrą zostałyśmy same w domu z mamą, lecz mama zmarła na raka, gdy miałam 15 lat, a siostra 19 . Zostałyśmy same i przejęłyśmy wszystkie obowiązki domowe, ponieważ ojciec nie wrócił. Co prawda dzwonił, wysyłał pieniądze i paczki - wszystko było w porządku do momentu, jak nie wrócił trzy lata temu. Zaczęła się gehenna… W USA był razem ze swoją kochanką i wrócił do Polski tylko dlatego, że ona wracała. Razem z siostrą nie zgadzałyśmy się na jej wizyty w domu i nie chciałyśmy mieć z nią nic do czynienia. Ojciec nie pracował, bo powiedział, że jest wykończony pracą i my teraz mamy na niego pracować. Chciał od nas co miesiąc pieniądze na „swoje” potrzeby, czyli wyjścia do restauracji z tą kobietą, papierosy, alkohol. Zaczęły się kłótnie w domu, ojciec dzwonił do nas i nas nękał, że sprzeda dom i pójdziemy mieszkać na ulicę. W domu chodził za nami i non stop. Mówił, że jesteśmy niewdzięczne, że on nam tyle dał i nas wychował. Kiedyś nawet nas filmował kamerą, żeby mieć - według niego - dowód w sądzie, jak się zachowujemy. Po jakimś czasie zaczęły się sprawy w sądzie. Policja przyjeżdżała, bo ojciec wszczynał awantury, chował nam nasze ciuchy, kosmetyki, zamykał pokoje na klucz, pozabierał wszystkie sprzęty. Na dodatek siedział w internecie i oglądał strony pornograficzne, więc wyłączyłyśmy internet. Wtedy zaczął wysyłać sms-y na linie specjalne i dzwonić do takich kobiet z telefonu domowego. Do zapłaty miałyśmy 2000 zł, czym ojciec w ogóle się nie przejął i kazał nam sprzedać sprzęty RTV i AGD. Wyłączyłyśmy więc telefon. W kółko powtarza, że wszystko jest jego i oczernia moją zmarłą mamę. Doprowadził mnie do nerwicy, wykończył psychicznie. Nie bił nas (chociaż raz zdarzyła się sytuacja, że dusił siostrę), ale zadręczał swoim zachowaniem. Doszło do tego, że wyprowadziłyśmy się do obcych ludzi (przyszłych teściów siostry). Założył nam sprawę w sądzie o alimenty (żebyśmy na niego płaciły) i o kradzież różnych rzeczy, a także sprawę o podział domu. Wymeldował mnie z domu, bo siostra już była zameldowana u teściów. Mieszkałyśmy tam rok, ja się leczyłam, studiowałam, a siostra kończyła studia i podjęła pracę. Ojciec to człowiek trudny w rozmowie - tak mówili o nim adwokaci, sędziowie i zwykli ludzie. Nie ma teraz nikogo, każdy się od niego odwrócił - bracia, rodzina. Nie ma znajomych. Siedział sam w domu bez pracy i pieniędzy, wypalał dwie paczki papierosów dziennie, wypijał mnóstwo whisky, piwa i innych alkoholi i myślał nad tym, jak nam jeszcze zaszkodzić. Od czerwca tego roku mieszkam w domu, bo nie miałam gdzie się podziać. Niby sytuacja uległa zmianie i jest trochę lepiej, to jednak nie jest to już ten sam człowiek i ojciec zwłaszcza. Mogę nawet powiedzieć, że nie mam ojca. Mieszkam tu, ale nie rozmawiamy ze sobą, on nie wie nawet, na jakim kierunku studiuję i na którym roku jestem, nic o mnie nie wie. Nie pyta się i nie interesuje. Najważniejsze są dla niego pieniądze i poznawanie jakichś obcych kobiet. Wyśmiewa mnie i zgrywa się non stop, kłamie notorycznie, ale ja nie przyznaję się, że o tym wiem. Milczę. Założył internet i znowu wchodzi na strony pornograficzne, dzwoni do jakichś kobiet i się umawia… Nie mogę słuchać tego, co mówi - to dla mnie obrzydliwe. W moich oczach jest zboczeńcem. Ciągle narzeka, że nie ma pieniędzy i kłamie, że mi nie da, bo nie ma, a i tak wiem, że woli wydać na papierosy, alkohol, totolotka (codziennie po 20zł ), doładowanie telefonu, benzynę. Z łaską kupuje mi coś do jedzenia. Ta sytuacja jest nie do zniesienia, nie potrafię do niego dotrzeć, nie słucha mnie, a to, co powiem, uważa za nic. Nie wiem, co robić. Proszę o radę i wytłumaczenie mi jego zachowania. Jestem bezsilna. Jak wpłynąć na niego i na to, żeby zaczął traktować mnie jak córkę?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Gdzie się mogę zgłosić, żeby trafić do domu dziecka lub ośrodka opiekuńczego?

Nie wiem czy ten portal zajmuję się takimi sprawami i czy jest ktoś kto mi pomoże, ale zaryzykuję. Mam 15 lat i jestem dziewczyną. W domu nie mam dobrej sytuacji - mama pije, a tata ciągle znajduje sobie nowe kochanki....

Nie wiem czy ten portal zajmuję się takimi sprawami i czy jest ktoś kto mi pomoże, ale zaryzykuję. Mam 15 lat i jestem dziewczyną. W domu nie mam dobrej sytuacji - mama pije, a tata ciągle znajduje sobie nowe kochanki. Mam dość tego, bo czasem mnie za wszystko obwiniają. Nie traktują mnie jak córkę, tylko matkę, która musi umyć dziecko z wymiocin i położyć je do łóżka, bo za dużo wódki wypiło. Tata zaś wychodzi, zostawia wszystko na mojej głowie. Często się kłócą, a mama już wiele razy się cięła. Nie chce być dalej tak traktowana tym bardziej, że mam już leki na stres i na zasypianie, bo nie mogę spać w nocy. Gdzie mam się zgłosić by ktoś zauważył, jaką mam sytuację w domu i zabrał mnie do domu dziecka lub ośrodka opiekuńczo-wychowawczego?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak poradzić sobie z matką, która wtrąca się do mojego życia?

Witam, Piszę, bo potrzebuję pomocy. Mam 37 lat i mieszkam za granicą od roku, cierpię na stany depresyjne, które pogłębiły się - jestem w 7 miesiącu ciąży. Może zacznę od początku. Dwa lata temu mój mąż stracił pracę...

Witam, Piszę, bo potrzebuję pomocy. Mam 37 lat i mieszkam za granicą od roku, cierpię na stany depresyjne, które pogłębiły się - jestem w 7 miesiącu ciąży. Może zacznę od początku. Dwa lata temu mój mąż stracił pracę i wówczas pojawił się kryzys miedzy nami - zaczął nadużywać alkoholu i zaczęły się kłótnie o finanse. Zdecydowaliśmy, że pojedzie szukać pracy do Polski - mieliśmy mieszkać w mieszkaniu, które kupiła moja Mama, mąż zajął się dopilnowaniem jego remontu, włożył w to dużo pracy. Ja miałam dojechać do męża do Polski jak tylko znajdzie prace - niestety znalezienie pracy trwało cały rok. W międzyczasie odkryłam w sobie bardzo dużo leku i przed relacją z nim (kłótnie i sprzeczki oraz wypominanie) i przed relacją z moją Mamą, osobą mieszkającą samotnie w Polsce (moi rodzice się rozwiedli, moja mama wychowywała mnie sama, a od chwili mojego małżeństwa pogłębiły się trudności miedzy nami - były jej naciski na to, abym schudła, na dziecko, nazywanie mnie „gruba, bezpłodna baba”, skargi, że mąż lub ja ją obraziliśmy, że nie mamy wystarczającego kontaktu, nie jesteśmy przyjaciółkami - a z drugiej strony dużo ciepła, troski o mnie, o nas, o nasze zdrowie, chęci wspierania nas w trudnych sytuacjach). Moja mama jest bardzo dobrą osoba, ale pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej - jej ojciec pił, mama była zaborcza, nastawiała rodzeństwo przeciw sobie - mama ma dwójkę rodzeństwa, z którymi nie ma kontaktu. Lęk, który pojawił się u mnie i brak pracy męża hamowały mnie przed powrotem do Polski - bałam się zależności finansowej, że sobie nie poradzę. W międzyczasie, podczas wizyty w Polsce u mojej Mamy (która już od kilku lat nie zapraszała nas razem na święta, motywując to albo chorobą, albo tym, że nie chce zepsuć mi małżeństwa, więc jeździłam po świętach sama) - mama naciągnęła mnie na zwierzenia "bo inne córki są z matkami przyjaciółkami, a ty..." - podzieliłam się obawami dotyczącymi naszych finansów i małżeństwa. Następne święta (przyjechałam z Anglii, wciąż z mężem, mieliśmy kryzys), mama zaprosiła nas na Wielkanoc. Od początku była obrażona - okazało się, że mąż nie odpowiedział jej na czas na sms-a, nie złożył życzeń na Dzień Kobiet, a jego rodzice nie odpowiedzieli na jej list, który w międzyczasie do nich wysłała. Ten list przeczytała nam na samym wstępie świat, było tam dużo pretensji o to, że ona chce nam dać wszystko (mieszkanie) a z drugiej strony nie ma wsparcia, a także, że oni ją ignorują - bo rodzina męża zdystansowała się do mojej mamy. Wyszły też problemy, że remont mieszkania mamy, którego mąż pilnował, był robiony niedokładnie. mama miała tez pretensje do teściów o nieudany prezent na Boże Narodzenie. Po takim, wypowiedzianym uniesionym głosem, wstępie mąż, także uniesionym głosem, nazwał moją mamę szantażystka i manipulantka i stwierdził, że musimy porozmawiać, czy chcemy mieszkać w jej mieszkaniu, w którym były już nasze rzeczy. W międzyczasie odreagował też stres na mnie, nazywając mnie skąpą egoistka i wyjechał do rodziców, ja zostałam z mama i poskarżyłam się jej na męża. W międzyczasie mama stwierdziła, że odbierze teściom klucze od jej mieszkania w Warszawie, a mieszkanie, w którym mieliśmy mieszkać wystawi na sprzedaż (chciałam tutaj dodać, że zarówno teściowie jak i mój mąż bardzo dużo zrobili w mieszkaniu - mama twierdziła, że nic, dopilnowali wielu spraw administracyjnych, a my sami spędziliśmy dużą cześć naszych wakacji szukając mieszkania do kupna - mama twierdziła, że powinniśmy to robić, bo mieliśmy tam mieszkać). Niemniej wiedziałam, że mama kupiła to mieszkanie z myślą o nas i teraz widząc, że nam się nie układa i że mamy problemy z sobą, a ja myślę o rozstaniu, zmieniła decyzję, także, niestety, pod wpływem mojej niedojrzałości i zwierzeń. Doszło do niemilej sytuacji, gdy mama sms-em poprosiła teściów o oddanie mi kluczy (a zaznaczam, że teściowie byli zawsze dla mnie bardzo mili, mama przedstawiła ich w fatalnym świetle), a potem zaczęła pisać sms-y z naciskami co mam zrobić. W międzyczasie doszło do kolejnej kłótni z mężem, gdzie usłyszałam o sobie niemiłe rzeczy i pojechałam do Mamy. Gdy wróciłam do Londynu mama zaczęła naciskać mnie na rozwód, pisząc sms-y czy już to zrobiłam, także do mojej koleżanki. Zażądała też przepisania na nią mieszkania, bo "ona mi je dala", a mój mąż może wziąć na nie kredyt na budowę domu, co zrobiłam nie chcąc się szarpać z własną Matką (naprawdę bardzo dużo jej zawdzięczam, ciepła, troski). W międzyczasie ja zaczęłam myśleć nad przyszłością mojego małżeństwa, stwierdziłam, że nie mogę podjąć tak poważnej decyzji (rozwód) w kryzysie (brak pracy męża) i nie będąc o tym przekonana i nie dając mu drugiej szansy, zwłaszcza, że mój mąż podjął decyzje o przyjeździe do mnie i znalezieniu pracy, dal też do zrozumienia, że obchodzę go ja sama, a nie to co z sobą wnoszę w posagu. Mąż wrócił więc i zaczęliśmy pracować nad związkiem co przyniosło dobre efekty, ja zaczęłam terapię, zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem. Niestety w międzyczasie, mama przestała odbierać telefony i zaczęła wysyłać do teściów listy powtarzając w nich to, co jej mówiłam, ale przekręcając fakty. Gdy po jedynej rozmowie z nią wyraziłam sprzeciw, stwierdziła, że nie ma już córki, że nie mam godności, że pozwalam, żeby być z kimś kto i ją i mnie obraża, wyzwala męża od chamów, ma mi też za złe, że nie stanęłam w jej obronie jak mąż nazwał ją szantażystką (a ona zachowywała się nie lepiej). Dowiedziałam się, że ona nie chce mnie znać, że jak będę z mężem to nic nie odziedziczę, że jestem podła i bez godności. To wszystko mnie bardzo boli, bo mam tylko jedną mamę, bardzo ją kocham i jej utrata z mojego życia oraz cała ta sytuacja - konfliktu, zmian - kosztowała mnie depresję. Oprócz Mamy nie mam nikogo, bo mama sama nie utrzymywała kontaktu z dalszą rodziną a i na mnie reagowała niechętnie, nie ma też kontaktu ze swoją stuletnią już mamą, a moją babcią. Mój kontakt z mama był zawsze trudny, ale był, a teraz go nie ma, czuję się zdradzona i opuszczona zwłaszcza gdy bardzo potrzebuje jej wsparcia - jestem w ciąży, a od Mamy dostaje sms-y typu "odp***l się ode mnie, nawet jeśli zaciążyłaś to nic mnie to nie obchodzi i nie jesteś moją córką" - bardzo dziwne, bo wcześniej moja mama bardzo chciała mieć wnuka i były naciski z jej strony. mama wciąż nie odbiera telefonu, na mój szczery i bardzo spokojny list zareagowała agresja. Boli mnie to, czuję się odrzucona, prócz męża i jego rodziny nie mam nikogo. Zastanawiam się, czy da się poprawić relacje z Mamą - jest mi trudno, nasze rzeczy są w jej mieszkaniu a z nią nie ma kontaktu, nie rozumiem takiego zachowania, bez przebaczenia, spojrzenia na wszystko z jednej strony. Czuję jakby umarła mi Mama, jakby spalono mi dom i nie widzę sensu - tak kiedyś marzyłam, że na starość będę blisko niej, że będziemy się z nią z mężem opiekować, że będzie cieszyć się wnukami, szkoda mi jej, bo wiem, że jest nieszczęśliwa i sama, a ja za granicą. Moja mama ze swoją mamą też nie ma kontaktu, bo babcia, mimo że materialnie dala jej wszystko (tak jak moja mama mi) to potrafiła napisać jej, że ją kocha, a potem jaka ona jest podłą córka, mimo że mama się starła jak mogla (tak jak staram się ja). Podejrzewam też - wiem to z przekazów rodzinnych - że to babcia stalą za rozwodem moich rodziców - mama była pod jej silnym wpływem, babcia uniemożliwiała im kontakty, a mama uważa, że zrobiła dobrze, bo ojciec okazał się nieodpowiedzialny (faktycznie nie utrzymywał ze mną kontaktu). Chodzę na terapię, próbuję rozgryźć tę sytuację, czuję się winna wobec męża i jego rodziny, których oceniałam pod wpływem mamy, czuję, że przez moje od niej uzależnienie popełniłam błędy zwierzając jej się z problemów zamiast łagodzić i sama rozwiązywać swoje problemy. Czuję się też winna wobec mamy, bo ona jest sama tak daleko i robi się coraz starsza, wobec mojego nienarodzonego dziecka, bo mam depresję, wobec siebie samej, bo straciłam mieszkanie, bo nie umiem o siebie zadbać… Często nie śpię po nocach, budzę się z krzykiem, śni mi się mama, mam problemy z koncentracją i stany lekowe - chodzę na terapię, ale nie widzę dla mojego życia nadziei ani radości. Pomóżcie! Macierzannka

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak uwolnić się od wpływu matki?

Witam! Mam 30 lat. Moje dzieciństwo to głównie kłótnie między rodzicami, bijatyki i wyzwiska. Nam, dzieciom, nigdy nie okazywano miłości. Mam wrażenie, że moja mama do dziś wstydzi się mnie, zawsze porównywała do innych i chciała żebym była taka jak...

Witam! Mam 30 lat. Moje dzieciństwo to głównie kłótnie między rodzicami, bijatyki i wyzwiska. Nam, dzieciom, nigdy nie okazywano miłości. Mam wrażenie, że moja mama do dziś wstydzi się mnie, zawsze porównywała do innych i chciała żebym była taka jak ten ktoś. Od 10 lat nie mieszkam z rodzicami, ale i tak mam wrażenie, że moja matka ma na mnie ogromny wpływ. Bardzo długo, nawet jak miałam już własną rodzinę, mówiła jak mam żyć i co robić. Kiedy się na coś nie zgadzałam była złośliwa i wredna. Unikałam z nią kontaktów, ale odkąd urodziłam córkę (2 lata temu) zaczęła częściej pojawiać się w moim życiu. Jej wizyty skierowane są głównie do mojej córki, a mnie traktuje raczej jak przeszkodę, którą próbuje pokonać. Nie szanuje mnie, złośliwie komentuje to co mówię do córki, próbuje umniejszać moją rolę jako matki (mówi do córki, że matka nie jest jej potrzeba, że nie jestem taka niezastąpiona). Mój ojciec jest raczej bierny, choć nie obce są mu złośliwe komentarze (np. jak postanowiliśmy z mężem zrobić Wigilię sami, we własnym domu, to podczas rozmowy z moją córką powiedział do niej: "To ja po Ciebie przyjadę, a matka niech sobie sama spędza Wigilię"). Nie lubię ich wizyt i nie umiem rozgraniczyć mojej relacji z matką i relacji mojej córki z babcią. Nie chcę żeby moi rodzice mieli na nią wpływ, nie chcę żeby próbowali przekazywać jej jakieś wartości, bo nie odpowiadają one moim wartościom. Generalnie postępuję zgodnie z własnymi przekonaniami, ale gdzieś we mnie tkwi uraz z dzieciństwa, z którym nie umiem sobie poradzić i który nie pozwala mi tak do końca cieszyć się z tego co mam, z rodziny jaką stworzyłam. Jakiś czas temu chciałam z matką porozmawiać na temat jej postępowania z córką, chciałam jej powiedzieć, żeby nie wyrażała się o mnie źle przy dziecku, żeby mnie szanowała, ale obraziła się i rozłączyła. Jak mam sobie z tym poradzić?

odpowiada 2 ekspertów:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co zrobić, aby zmniejszyć wymagania mamy?

Moja mama ciągle na mnie krzyczy o byle co. Moja młodsza siostra uderzy się, bo biegła, a mama mówi, że to moja wina, bo jej nie pilnowałam. Dziś zrobiła mi aferę, bo cytryna się zepsuła i musiała ją wyrzucić, a...

Moja mama ciągle na mnie krzyczy o byle co. Moja młodsza siostra uderzy się, bo biegła, a mama mówi, że to moja wina, bo jej nie pilnowałam. Dziś zrobiła mi aferę, bo cytryna się zepsuła i musiała ją wyrzucić, a ja mogłam np. wypić herbatę z tą cytryną zanim się zmarnowała. Jest jeszcze wiele takich sytuacji. Ale jest jeszcze jedno. Gdy moja 6-letnia siostra coś np. narysuje i zrobi przy tym bałagan w całym domu, bo kredka spadła jak niosła, nie udał się rysunek etc. To mama ją tylko chwali, a ja muszę sprzątać po niej. Albo np. nie ma chleba, mówię to mamie, a ona na to, że to nie jej sprawa, niech idę i kupię jak tak bardzo go potrzebuję (nie daje mi pieniędzy na niego, a ja nic nie mam, nie dostaje kieszonkowego). Mój tata się z nią rozwiódł i spotykam go co tydzień, 2 tygodnie, a on ma to gdzieś (rozwiedli się w listopadzie). Teraz zależy im tylko na tym, by sobie dopiec. Nie wiem już co robić, bo dla mamy jestem tylko problemem, a dla taty kimś, kto będzie mu mówił o tym co mama robi, żeby się czepić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka
Mgr Magdalena Hanna Nagrodzka

Relacje z matkę - jak zwalczyć lęki?

A więc matka przekazała mi swoją panikę i np. teraz studiuję i tak było przez całe życie, gdy matka mi mówi "ucz się, bo nie zdasz, za mało się uczysz" to właśnie mam tą panikę. Tak samo na egzaminie, gdy... A więc matka przekazała mi swoją panikę i np. teraz studiuję i tak było przez całe życie, gdy matka mi mówi "ucz się, bo nie zdasz, za mało się uczysz" to właśnie mam tą panikę. Tak samo na egzaminie, gdy czegoś nie wiem. Nie lubię tego, wolałbym sam decydować o ilości czasu, który mam poświęcić na naukę. Wiem, że jej problem to wyolbrzymianie, ale nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Ten lęk czułem jak byłem chory na coś, bo mama panikowała, a ja wtedy czułem, że jestem jakiś gorszy.
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Wszystko jest nie tak - co mam robić?

Mam 17 lat. Jeszcze rok temu żyłam jak normalna nastolatka - nie interesowało mnie zdanie innych, zdanie rodziców też nie miało na mnie wpływu, wszystko zawsze było OK, nawet kiedy coś mi nie szło po myśli to zawsze ratowałam się...

Mam 17 lat. Jeszcze rok temu żyłam jak normalna nastolatka - nie interesowało mnie zdanie innych, zdanie rodziców też nie miało na mnie wpływu, wszystko zawsze było OK, nawet kiedy coś mi nie szło po myśli to zawsze ratowałam się słowami: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”, zawsze uśmiechnięta, zakręcona i pełna optymizmu. Aż nagle jak by czar prysnął, wszystko zaczęło się „walić”. Pierwsze zaczęły mnie dręczyć kłopoty z przyjaciółmi - zaczęłam czuć się niepotrzebna. Zawsze starałam się pomagać im i wspierać ich w ciężkich chwilach, zawsze starałam się być - to pomagało mi w zapomnieniu o moich kłopotach. Natomiast teraz, kiedy ja potrzebowałam, z ich strony pomocy ich nie było, zaczęli jeździć na imprezy beze mnie, nie mówiąc mi nawet, że gdzieś jadą (tłumaczyli się tym, że nie chcieli robić mi przykrości, bo nie mieli dla mnie transportu np.). Kiedy wracałam późno ze szkoły do domu (tak długo miałam lekcje i wracałam najwcześniejszym autobusem) to zazwyczaj co słyszałam od ojca to, czy robiłam dziś nadgodziny, że jestem popie*dolona, głupia, mam pustkę w głowie i tak zawsze. Nigdy ojciec nie okazywał mi miłości i zawsze mnie obrażał, czasem nic nie powiedziałam, a on bez powodu krzyczał, może i bym to przetrwała gdyby zostawił tą opinię o mnie dla siebie, ale on rozpowiadał to wszystkim napotkanym, rodzinie, znajomym. W oczach wszystkich czułam się jak idiotka, bo mówili o mnie za moimi plecami, że nic w domu nie robię, ciągle śpię i się opierda*am. Z mamą jakiś czas było w porządku, mogłam z nią porozmawiać o wszystkim, ale teraz już tak nie jest - mama wzięła stronę ojca, a ja zostałam sama. Ojciec, kiedy mnie nie ma w domu, to też krzyczy na mamę z mojego powodu, wiele razy było tak, że doprowadzał ją do łez. Teraz zbliża się półrocze a ja mam zagrożenia z 4 przedmiotów (j.polski, j.angielski, j.niemiecki i fizyka) opuszczone 190 lekcji. Kiedy pytali się mnie co robiłam ten czas powiedziałam, że siedzę w restauracji, w galerii lub gdziekolwiek, ale zawsze z znajomymi - brat stwierdził, że jestem galerianką, tata z mamą to poparli, a tak wcale nie jest. Moje koleżanki też mają około tylu godzin, ale ich rodzice o tym nie wiedzą i oczywiście jestem najgorsza w całym miasteczku. Zamiast mnie wspierać dołują mnie skutecznie. Nie chce mi się żyć, w tamtych latach nigdy się nie interesowali moimi ocenami, a tu nagle coś ich wzięło. Pamiętając co robiłam będąc młodsza zrozumiała bym ich postępowanie, ale wtedy wszystko było im obojętne i nie miałam większych problemów z nimi. Kiedy teraz się poprawiłam - wszystko jest źle. Więc po co starać się być dobrym, posłusznym itp. skoro traktują mnie jeszcze gorzej? Ostatnio pożyczyłam od brata 200 zł (bez jego wiedzy, on robi mi tak często), potrzebowałam na bilet, powiedziałam o tym mamie. Jak brat się zorientował wszedł do mojego pokoju zabrał mi laptopa i się zaczęło, ja wzięłam mu kluczyki z samochodu i zamknęłam się w pokoju, on przyszedł i to, że drzwi były zamknięte nie było dla niego większą przeszkodą, bo wyrwał mi je z futryną. Do akcji wkroczył tato i oczywiście ja wyszłam na tą najgorszą. Straciłam pewność siebie. Nie widzę sensu życia - jedynie chłopak, który jest już ze mną od roku pomaga mi. Kiedyś dostając jedynkę w szkole nie martwiłam się, bo wiedziałam, że to poprawię i zawsze myślałam pozytywnie, a teraz najlepiej wyszła bym z klasy i zaczęła płakać. Uciekła bym i nie wracała. Nie mogę się z tym poradzić - wszystko jest przeciwko mnie nawet rzeczy materialne. Coraz rzadziej się odzywam - a kiedyś byłam duszą towarzystwa (boję się, że odpowiedzą mi coś głupiego i zazwyczaj nie chcą mnie słuchać) nie chce mi się uśmiechać, nie chcę mi się nic. Ciężko mi jest zasiąść do nauki kiedy ojciec mnie opierdo*i koledzy mnie olewają, a w szkole, mimo że się uczę dostaje takie same oceny jak bym się nie uczyła. Nie widzę sensu. Myślałam o pójściu do psychologa, ale wątpię żeby rodzice dali mi na niego kasę (choć jej mają baardzo dużo - stać ich na staw, na dobry samochód), a ja chodzę w starych ubraniach jak jakiś wieśniak. Mam wrażenie jak by wszyscy się ze mnie śmiali. Idąc ulicą nie czuję się ładna, pewna siebie, idę, bo idę, takie życie. Proszę wytłumaczyć mi co jest ze mną nie tak - czy to są początki depresji? Czy mam iść do lekarza, czy po prostu sama walczyć? Tylko że ja już nie potrafię walczyć, poddałam się. Nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem nic.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Jak powiedzieć mamie, że chcę mieszkać z nią, a nie z ojcem i jego nową rodziną?

Moi rodzice rozwiedli się dwa lata temu, nie są ze sobą już od kilku lat, kiedyś powiedziałam im jasno, że mają prawo do szczęścia, a teraz mój ojciec związał się z kobietą, która kiedyś przyczyniła się pośrednio do kłopotów w...

Moi rodzice rozwiedli się dwa lata temu, nie są ze sobą już od kilku lat, kiedyś powiedziałam im jasno, że mają prawo do szczęścia, a teraz mój ojciec związał się z kobietą, która kiedyś przyczyniła się pośrednio do kłopotów w małżeństwie moich rodziców. Mój ojciec spędza więcej czasu z nią i jej dziećmi, w innym mieście. Ja nie akceptuję jej, tak jak reszta rodziny, ale nie mogę tego powiedzieć głośno, bo wiem, że jeśli przynajmniej udaję, że to akceptuję mogę widywać tatę częściej. Moja mama natomiast wyjechała do USA i po powrocie oznajmiła, że chce wrócić, bo kogoś poznała. Chciała abym postarała się o wizę, żeby móc do niej kiedyś polecieć na wakacjach, ale mój ojciec się nie zgodził. Ona miała depresję, i tam była szczęśliwa, przynajmniej tak sądzi. Ja nie chcę żeby leciała, bo wtedy znów zamieszkam z ojcem, a co za tym idzie, jeśli on zdecyduje się zamieszkać w innym mieście z tą kobietą, ja będę musiała przenieść się z nim zostawiając całe życie. Nie wiem co robić, bo nie chce powiedzieć im co czuję, bo boję się, że ich stracę albo zrujnuję im życie, jednak nie umiem sobie poradzić z tym wszystkim, boję się, bo od pewnego czasu w ogóle nie widzę nic pozytywnego w przyszłości, a to nie w moim stylu. Wydawało mi się, że mogę to unieść, ale teraz nie jestem tego taka pewna.

odpowiada 1 ekspert:
 Magdalena Pikulska
Magdalena Pikulska

Czy moja mama potrzebuje pomocy, czy ma depresję, czy poprostu taki charakter?

Moja mama. Osoba, którą kocham, a kochać nie potrafię, bo jest po prostu trudna. Ma 63 lata. Całe życie poświeciła 4 dzieci, które wychowała, tak naprawdę sama, bo ojciec nadużywał alkoholu i krotko mówiąc był agresywny. Nie miała wsparcia w...

Moja mama. Osoba, którą kocham, a kochać nie potrafię, bo jest po prostu trudna. Ma 63 lata. Całe życie poświeciła 4 dzieci, które wychowała, tak naprawdę sama, bo ojciec nadużywał alkoholu i krotko mówiąc był agresywny. Nie miała wsparcia w swoim domu rodzinnym - cale życie miała pretensje do swoich rodziców, że rywalizują swoje młodsze dzieci (ona jest najstarsza), że nie doradzili jej żeby nie wychodziła za mąż. Ja nigdy nie potrafiłam zrozumieć dlaczego mama ma do nich pretensje - zostawili jej przecież wolny wybór, a dzieci nikt nie kazał jej rodzić... Moim zdaniem nie można mieć do nikogo o to pretensji.   Wychowała nas - sądzę - na dobrych ludzi. Każde z nas sobie radzi, rozjechaliśmy się po świecie, nie jest może super, ale każde z nas ma swoją rodzinę i zarabia na siebie. Jestem najmłodsza i jestem jedyną córka - odkąd pamiętam mama zawsze powtarzała, że "ma mnie malutką i sobie mnie wychowa" żeby miał się nią kto zając na starość. Moi starsi bracia są dużo starsi ode mnie, szybko wyjechali na studia, pierwsza praca, rodzina i już wtedy mama nie mogla się pogodzić, że jak to, oni pojechali nikt z nami nie zamieszka? Przecież działka taka szeroka i dom taki duży... Nigdy nie potrafiłam porozumieć się z mama, może to ogromna różnica wieku? Nigdy nie mogłam zrozumieć czemu zdanie sąsiadów i wstyd przed nimi liczy się bardziej niż jej dzieci. Wszystko musiało być wg jej zasad, np. nauczyłam się gotować jak mama była w szpitalu, bo ja w domu byłam od sprzątania, mycia naczyń i obierania kartofli. Nie wiem, może środowisko wiejskie, zaściankowe ma na to wpływ, nie wiem. Zawsze rodzicom powtarzałam, że ja nie chcę mieszkać w tym domu (alkoholika i zaborczej matki), zawsze się uśmiechali pod nosem, że słowami: „a co ty wiesz o życiu”. Gdy tylko skończyłam studia spakowani w 2 torby, wraz z moim obecnym mężem, wyjechaliśmy - ciężko pracowaliśmy, żeby nam się w życiu udało i się udało - jesteśmy szczęśliwi! Nie chcieliśmy wracać. Ojciec do takiego stopnia bił mamę, że ta wyprowadziła się do mojego brata. Nie wiedziała co robić - nie chciała wracać, ale i gdzie zamieszkać? My z moim mężem zdeklarowaliśmy się kupić jej mieszkanie, ale powiedzieliśmy, że musi poczekać jeszcze rok, bo nie mamy całej kwoty. Od tamtej pory mieszka u nas wszystkich po trochu. Od tego czasu, albo przynajmniej dopiero zauważyliśmy, że mama jest niezwykle ciężką osoba do życia. Zachowuje się jak rasowa teściowa z dowcipów. Rywalizuje jedne wnuki, a inne nie docenia, wszystkim chce układać w szafach, bo to przecież nie tak leży, stała się płaczliwa, nie można jej zwrócić uwagi, potrafi sprzątać cały dzień i wydzierać się jak dziecko coś wybrudzi, komentuje swoje synowe w niemiły sposób, pod ich własnym dachem - „ale się ubrałaś, Boże! Jak ty wyglądasz” itp. Gdy mój brat z rodziną wyjechał na jakiś czas, po powrocie zastał wszystko w innym miejscu, zawieszone karnisze i firanki (nie lubią firanek i nigdy ich nie mieli - ona o tym wiedziała), majtki wyprasowane i poskładane w woreczkach i ogromny obraz religijny nad łóżkiem w sypialni (są ateistami i mama o tym wie) - mogłabym wymieniać bez końca. Wszyscy starają się jej tłumaczyć, przekonywać, pokazywać, że nie chcą, nie lubią. Nic nie daje, mama nie rozumie. Wysłucha, a potem, za 2 minuty, robi to samo i płacze po kontach, że nikt jej za to nie podziękuje. Wszyscy jej tłumaczą, że nie trzeba myć podłogi w kuchni trzy razy dziennie, że lepiej by zrobiła, jakby dzieciom poczytała bajkę, ale ona nie potrafi - zaraz płacze. Wyrzuca, że "a twój brat by mi tak nie zrobił, tylko ty taka jesteś!". Nikt mnie nie docenia. Jak jest u mnie to zaraz chce jechać do kogoś innego. Ona nigdy nie była szczęśliwa i nie da się jej zadowolić w inny sposób. Jak była w domu to mówiła, że ją samą z ojcem zostawiliśmy. Obawiam się, że jak kupimy jej to mieszkanie i wydamy całe swoje oszczędności to ona i tak nie będzie zadowolona, bo będzie sama. Nie wiem jak jej pomóc - rozmowy nie pomagają, a my wszyscy już mamy tego dość.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty