Twój przewodnik po zdrowiu

  1. Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
  2. Nie ma informacji, których szukasz? Wyślij pytanie do specjalisty.
Rozpocznij
7 6 6 , 6 9 0

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Relacje z rodzicami i teściami: Pytania do specjalistów

Jak przebaczyć matce, która była tyranem?

Witam serdecznie, zrozumiałam niedawno, że jestem ofiarą przemocy psychicznej ze strony matki. Odkąd pamiętam, zawsze wmawiała mi, że jestem nienormalna itp., najbardziej lubiła mnie poniżać w obecności innych. Mówiła, że nigdy nie skończę studiów, że jestem za chuda i można... Witam serdecznie, zrozumiałam niedawno, że jestem ofiarą przemocy psychicznej ze strony matki. Odkąd pamiętam, zawsze wmawiała mi, że jestem nienormalna itp., najbardziej lubiła mnie poniżać w obecności innych. Mówiła, że nigdy nie skończę studiów, że jestem za chuda i można by tak wymieniać w nieskończoność... Ja wierzyłam częściowo w to co mówi, uciekłam w alkohol i związałam się z alkoholikiem. 3 lata temu przestałam pić i próbuję ułożyć sobie życie na trzeźwo i - zrozumieć przeszłość. Już wiem dlaczego piłam, dlaczego jestem tak bardzo nieśmiała - to skutki lat poniżeń z rodzinnego domu. Do dziś zastanawiam się, jak mogę wybaczyć mamie to, że mnie tak traktowała. Zwierzęta traktuje się lepiej. Matka oczywiście próbuje robić to nadal? Jak zrozumieć to zachowanie? Dlaczego mnie tak nienawidzi? Sama mam dzieci i nie umiem zrozumieć jak tak można?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Żal do rodziców o wychowanie

Dzień dobry! Borykam się z nierozwiązanymi problemami z okresu dzieciństwa. Mam bardzo duży pokład niewypowiedzianego żalu do swoich rodziców. Myślę, że jestem dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej. Szukałem informacji na ten temat i sądzę, że przyjąłem rolę dziecka niewidzialnego i po...

Dzień dobry! Borykam się z nierozwiązanymi problemami z okresu dzieciństwa. Mam bardzo duży pokład niewypowiedzianego żalu do swoich rodziców. Myślę, że jestem dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej. Szukałem informacji na ten temat i sądzę, że przyjąłem rolę dziecka niewidzialnego i po części bohatera rodzinnego. Widzę to w różnym traktowaniu mnie oraz mojego starszego brata, zarówno w przeszłości, jak i obecnie oraz w tym, że jako jedyny skończyłem studia, organizuję pracę mojemu starszemu bratu, ciągle targa mną obezwładniająca wręcz ambicja. Nie jestem w stanie przełamać impasu, w jakim się obecnie znajduję. Brakuje mi energii, nie umiem nawiązać kontaktu z ludźmi, nie robię tego co tak naprawdę chciałbym (inna sprawa, że nie do końca wiem, czego bym chciał). Pytanie jakie do Pani/Pana mam brzmi następująco: czy powinienem się podzielić z rodzicami swoim resentymentem? Moje uczucia do nich są strasznie ambiwalentne. Zastanawiam się czy lepiej spróbować pogrzebać w starych ranach i spróbować naprawić coś co już przeminęło i nie da się tego odwrócić, czy może powinienem całkowicie odciąć się od przeszłości i spróbować nawiązać z nimi kontakt od zera?

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Elżbieta Grabarczyk Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA
Mgr Elżbieta Grabarczyk Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA

Jak poprawić relacje żony z matką?

Witam! Moim problemem są relację pomiędzy moją matką a moją żoną. Wiem, wiem, że często młode żony mają problem z teściowymi. Z tym, że moja żona ma jakąś obsesję na punkcie mojej matki. Ta raczej stara się nie wtrącać w...

Witam! Moim problemem są relację pomiędzy moją matką a moją żoną. Wiem, wiem, że często młode żony mają problem z teściowymi. Z tym, że moja żona ma jakąś obsesję na punkcie mojej matki. Ta raczej stara się nie wtrącać w nasze życie. Jednak moja żona uważa inaczej. Po każdej wizycie u moich rodziców słyszę wyliczankę pretensji do mojej mamy. Że zamiast zwracać się do nas obydwojga zwraca się do mnie, że oglądając zdjęcia ze ślubu zachwycała się jakiego ma przystojnego syna (a nie synową), że powiedziała coś tak, a nie inaczej i że jej (mojej żonie) jest przykro. Przyznam się, że ja tych niuansów nie wyłapuję, nie widzę żadnej złośliwości ze strony matki względem żony. Wspomniałem matce o pretensjach żony, bardzo się zdziwiła.

Rozmawiałem z żoną, próbowałem tłumaczyć, że matka ma na pewno szczere intencje i jeżeli nawet pojawi się jakaś niezręczna uwaga, to nie ze złej woli. Bez skutku. Próbowałem inaczej. Prosiłem żonę, żeby nie zwracała na to uwagi. Nie musi kochać moich rodziców, ze mną wzięła ślub, nie z nimi, to ja jej obiecywałem, że będę ją szanował, a nie oni. Więc niech przełknie tą gorzką pigułkę i puści (domniemane według mnie) złośliwości mimo uszu. Niestety to nie przeszło. Po każdym wspólnym spotkaniu z moją matką, kłócimy się. Prosiłem, nie kłóćmy się, moi rodzice są jacy są, ale nie odbijaj sobie tego na mnie. Co ja mam zrobić? Dlaczego ja mam odpowiadać za zachowanie innych? Dlaczego na mnie odbija się jej pretensja do mojej matki. Nie chcę brać w tym udziału. Jak się w tym odnaleźć? 1. Czy rzeczywiście moja matka jest zła, a ja tego nie widzę? 2. Jak sobie poradzić z pretensjami żony, które odreagowuje na mnie? Nie mam wpływu na zachowania moich rodziców. Ja mogę się zmienić innych ludzi (choćby nawet rodziców) nie zmienię. 3. Co zrobić, aby było normalnie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Ojciec nie pozwala mi spotykać się z chłopakiem

W ogóle głupio mi o tym mówić, ale muszę, ponieważ sama sobie już z tym nie radzę, po prostu już na to nie mam siły, nie wiem co robić. Chodzi o to, że mój tata po prostu jest przewrażliwiony na...

W ogóle głupio mi o tym mówić, ale muszę, ponieważ sama sobie już z tym nie radzę, po prostu już na to nie mam siły, nie wiem co robić. Chodzi o to, że mój tata po prostu jest przewrażliwiony na punkcie tego, co powiedzą inni o naszej rodzinie. Nie pozwala mi się spotykać z jakimikolwiek chłopakami. Mam 15 lat, mój chłopak jest o rok młodszy. Do tej pory widywaliśmy się w szkole codziennie no i kilka razy po szkole jak mojego taty nie było w domu, ale to tylko tak na godzinkę. Za 2 dni będą wakacje i nie wiem jak ja się z nim będę spotykała, jeśli mój tata go nie lubi. Dla niego liczy się to ile mają ziemi i czy jest ładny i w ogóle. A on jest normalny, naprawdę, może nie jest jakiś piękny, ale przecież nie tylko wygląd się liczy, nie wyobrażam sobie bez niego życia. Nie potrafię bez niego żyć, jeśli go nie widzę, czy się do niego nie przytulę. Jak ja mam się z nim spotykać?

Dzisiaj miałam 6 godz., a po 8 miałam dopiero autobus, więc poszłam z nim i z moją koleżanką po 6. On został u siebie, ponieważ musiał, a mnie odprowadziła dalej koleżanka. Poszliśmy na chwilę do domu, taty nie było w domu, po chwili pojechałam ją odprowadzić do domu kawałek, patrzę a tu ojciec za mną wysiadł i mówi, że on to mnie wykoleżankuje, powiedział że w domu jest robota i koniec. Koleżanka pojechała, strasznie mi wstyd. Pomyślał pewnie, że jadę do mojego chłopaka. Już nie wiem, co mam robić? Myślałam o samobójstwie, ale jednak trochę się boję, bo przy życiu trzyma mnie mój chłopak, to dla niego żyję, gdyby nie on zabiłabym się, przedawkowałabym tabletki czy podcięła żyły. Myślałam też o ucieczce z domu. Co robić ?:(

Ja nie daję rady. Moja starsza siostra wylądowała przez tatę w szpitalu, ponieważ była z chłopakiem, a tata go właśnie bardzo lubił i ona z nim zerwała później, a on chciał, żeby z nim była. I jej cały czas coś gadał i ona właśnie przedawkowała silne leki. Miała ciężki stan, ale wyszła z tego. Błagam o pomoc.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Negatywny wpływ toksycznych rodziców na młode małżeństwo

Witam! Potrzebuję pomocy, moja sytuacja polega na tym, że moi rodzice niszczą moje życie. Co mogę zrobić w takiej sytuacji by to przerwać. Wszystko zaczęło się jeszcze przed tym jak założyłam własną rodzinę. Kiedyś miałam z rodzicami dobry kontakt, zanim...

Witam!

Potrzebuję pomocy, moja sytuacja polega na tym, że moi rodzice niszczą moje życie. Co mogę zrobić w takiej sytuacji by to przerwać. Wszystko zaczęło się jeszcze przed tym jak założyłam własną rodzinę. Kiedyś miałam z rodzicami dobry kontakt, zanim zaczęli wyjeżdżać za granicę, od tego momentu zaczęło się wszystko całkowicie psuć, coraz częściej ingerowali w moje towarzystwo, nie akceptowali chłopaków, z którymi się spotykałam, najlepiej by było, żeby to oni wybierali mi z kim mogę się spotykać. Przed ich wyjazdami było trochę inaczej, choć też nie słodko. Gdy zaczęłam mieć problemy z nauką, pojawiały się przykłady mojej starszej siostry ciotecznej, która miała piątki i szóstki, dlaczego my tak nie potrafimy, żebyśmy zobaczyli jakie ona ma oceny, ta kwestia odnosiła się też do mojego młodszego brata, bo jego to też nie ominęło. Wcale nie motywowało mnie to, wręcz przeciwnie - wcale nie miałam ochoty na naukę. W domu wiadomo, dziewczyna powinna pomagać matce, mimo że cotygodniowe generalne sprzątanie należało do mnie, to i tak było że nie umiem utrzymać porządku, że nigdy nie nauczę się gotować. Coraz częściej słyszałam, że będę musiała znaleźć sobie męża, który będzie za mnie sprzątał i gotował, o ile takiego znajdę. Później jak już wyżej napisałam, zaczęli wyjeżdżać za granicę, nami opiekowała się babcia. Na początku jeszcze jakoś tam było, ale z czasem jak już byłam starsza, zaczynałam mieć swoje towarzystwo, wychodzić z domu, spotykać się z chłopakami, to już zaczynał się robić coraz większy problem. Nawet kierunek studiów nie mogłam sobie sama wybrać, ponieważ nie były w tym samym kierunku co liceum i wygodniej by było, żebym studiowała w tym samym kierunku i tym samym mieście co mój brat - uczył się w technikum, wtedy razem mogliśmy dojeżdżać. Gdy już miałam 19 lat zaczęłam spotykać się ze swoim przyszłym mężem. Na początku było ok, znali go tylko moi dziadkowie, oczywiście rodzice też go poznali. Po krótkim czasie zaczęło przeszkadzać to, że się za często widujemy, że jest z biedniejszej rodziny. Byliśmy ze sobą rok jak podjęliśmy decyzję o tym, że chcemy być już ze sobą na zawsze, mieć dzieci. Oczywiście oni nawet nie chcieli słyszeć o ślubie, jedynym rozwiązaniem była ciąża, której bardzo oboje pragnęliśmy. Gdy zaszłam w ciążę, oczywiście dla nich to był wielki szok, gdy im o tym powiedzieliśmy, wtedy pojawił się temat ślubu data, oczywiście musiała być jak najszybsza, więc nie wybieraliśmy jej sami. Oświadczyny były w atmosferze napiętej, oczywiście w niesmak moim rodzicom, że jednak stać go na kupienie pierścionka zaręczynowego. Nadeszła również pora na przedstawienie sobie rodziców i tu zaczyna się również rola mojej teściowej (rodzice mojego męża są po rozwodzie). Przed ślubem też była bardzo dobra, po kolacji zapoznawczej rodzice jak i teściowa zaczęli się bardzo dobrze porozumiewać. Dwa miesiące przed datą ślubu miałam wyznaczoną wizytę u lekarza, po której okazało się, że zbytni wysiłek mógłby zaszkodzić dziecku. Postanowiliśmy o tym powiedzieć rodzicom i porozmawiać, że lepiej by było przenieść datę ślubu na późniejszy termin. Usłyszeliśmy, że na pewno będzie wszystko dobrze, że najwyżej nie będę się przemęczać. Co do mojej teściowej, zaczęła nam pomagać już przy wysyłaniu zaproszeń. Nie mieliśmy możliwości, żeby osobiście jechać i zaprosić ojca oraz wujka mojego męża, którzy mieszkają w bardzo dużej odległości, więc wypisaliśmy zaproszenia by je wysłać i wtedy pierwszy raz pomogła nam moja teściowa. Powiedziała, że akurat będzie koło poczty więc nam je wyśle, co w późniejszym czasie się okazało - zaproszenia w ogóle nie były wysłane i nie dotarły tam gdzie trzeba. Przed ślubem mąż odłożył pieniądze na wesele. Z tych pieniędzy miał być kupiony garnitur i opłacona reszta, miała się tym zająć jego matka. Oczywiście przed jego wyjazdem do pracy, bo chciał jeszcze zarobić na ślub. Obiecywała, że jak wróci to wszystko będzie załatwione, no i było. Gdy mąż wrócił z wyjazdu okazało się, że nie ma garnituru, nic nie jest opłacone i nie ma pieniędzy. Ja przez ten czas praktycznie byłam odsuwana, więc nie miałam nawet możliwości, żeby cokolwiek przypilnować, zresztą wszystkim zajmowali się rodzice i teściowa, bo jedno znało właścicielkę lokalu, gdzie odbyło się wesele, drudzy znowu znali grajków, którzy mieli grać na weselu. Można powiedzieć, że jedyną rzeczą, którą ja wybrałam to była suknia ślubna. Wszystko było robione tak, żeby wyglądało, że my sobie nie umiemy radzić. Gdy okazało się, że pieniędzy na ślub nie ma, było za późno na uzbieranie na nowo, co wykorzystali moi rodzice, bo pokazali, że to oni za wszystko zapłacili. Oczywiście te pieniądze mieliśmy zwrócić, bo niby je pożyczyli.

Przejdźmy może dalej. Po ślubie zamieszkaliśmy u teściowej i wtedy się zaczęły próby manipulowania mną przeciwko mojemu mężowi, aby zapewnić sobie bezpieczne życie. Podgadywała mi, że może on być psychiczne chory, podśmiewała się, że to ja sobie teraz wzięłam kłopot na głowę, a ona się pozbyła. Pokazywała jaka to ona jest dobra, ile ona dla dzieci daje, starała sie nas wykorzystywać ile się dało. Moi rodzice znów zaczęli wykorzystywać sytuację, by pokazać nam jaka to ona jest, a jacy oni są dobrzy. Zaczęli nam pomagać, więc im zaufaliśmy, bo może jednak chcą dla nas dobrze i tu był nasz bardzo duży błąd. Przed kolejnym wyjazdem za granicę kupili samochód, żebym mogła jeździć na wieś i sprawdzać czy wszystko jest w porządku, bo mój młodszy brat sam został z babcią. Po jakimś czasie okazało się, że to my musieliśmy przez ten czas za wszystko płacić, utrzymywać mojego brata, wydawać na paliwo, z czego nikt nam nie zwrócił pieniędzy. Po jakimś czasie przeprowadziliśmy sie do moich rodziców, przyszykowali dla nas pokoik, gdzie dom wcale nie jest malutki, ale co z tego musieliśmy siedzieć w pokoiku, do którego trzeba było przejść przez kuchnię, z której wszyscy korzystali. Nie dało się tam zamontować drzwi, nie mieliśmy w ogóle prywatności. Gdy urodziło się dziecko sami się nią zajmowaliśmy, nikt nam nie pomagał, sama musiałam się wszystkiego uczyć - przewijania, kąpania itp. rzeczy. Nie nosiliśmy małej na rękach za często, żeby nie było kłopotu. Radziliśmy sobie przez ten czas bardzo dobrze, sami bez niczyjej pomocy. Gdy wrócili już na stałe moi rodzice do Polski okazało się, że niby nic nie potrafimy, przyzwyczaili małą do noszenia, no ale oczywiście nasza wina. Wtedy każdy próbował uczyć nas życia, utwierdzali nas, że my nie umiemy sami funkcjonować. Przy rodzinie, gdy nas odwiedzali, kazali mężowi myć samochody, aby tylko z nikim nie rozmawiał. Gdy chcieliśmy wynająć mieszkanie i iść na tzw. swoje przekonywali nas, że po co mamy wydawać pieniądze jak możemy tam mieszkać i odkładać na budowę domu, więc przemyśleliśmy sprawę, gdy zaczęliśmy odkładać pieniądze robili tak, żebyśmy je wydawali, a później robili nam pretensje, że wydajemy na głupstwa. Zaczęli się coraz bardziej wtrącać w nasze wydatki, nic nie mogliśmy kupić, żeby nie było komentarza, że przepuszczamy pieniądze. Raz w tygodniu pod wieczór jeździliśmy do znajomych, żeby się trochę rozerwać. pogadać. To im też nie pasowało, no bo marnujemy paliwo. Nie musieli się zajmować dzieckiem, bo ona zawsze jeździła z nami, ale raz w tygodniu to i tak było za dużo. Zaczęli pokazywać mi jakiego mam męża, jaki niby on jest niedoskonały, nieodpowiedzialny, że z nim nie będę miała przyszłości. Wprowadzali we mnie strach, w ogóle porzucenia ich, przestawałam ufać mojemu mężowi. Zaczęli zniewalać nas coraz bardziej, co zaczęło z każdym razem gorzej oddziaływać na nasze życie. Coraz częściej się kłóciliśmy, o każdą bzdurę, a oni to wykorzystywali. Był nawet okres, gdzie się rozstaliśmy, nawet wtedy nie skończyli wykorzystywania. Ja pracowałam i nie bardzo miałam osoby, która mogłaby się zająć dzieckiem, nawet wtedy płaciłam mojemu ojcu za opiekę nad wnuczką. Gdy wróciliśmy do siebie, wynajęliśmy mieszkanie i się wyprowadziliśmy na jakiś czas. Trochę zastopowali, ale nie na długo. Zaczęli nas ściągać coraz częściej, bo trzeba pomóc, bo coś jest do zrobienia. Pomagaliśmy im, gdy mieszkaliśmy razem później, gdy się wyprowadziliśmy, mieli od nas pomoc, nie mogliśmy im odmówić, nie mogliśmy mieć swoich spraw, no bo co my możemy mieć takiego ważnego, nasze sprawy w ogóle nie były ważne.

I trwa to już tak długi czas. W naszym związku jest coraz gorzej, były również sytuacje po alkoholu, w których po prostu aż się bałam i nadal się boję zachowania mojego ojca. Ta kilkuletnia sytuacja wprowadza mnie w coraz większe depresję, które doprowadzały nawet do tego, że nie dbałam o dom, nie interesowały mnie rachunki. Mój mąż chce mi pomóc, stara mi się w każdej sytuacji pomagać, tłumaczy mi dużo, stara się ze mną rozmawiać. Niestety tak mnie pogrążyli, że nie potrafię się z tego wyrwać.

Proszę o poradę, co mogłabym zrobić w takiej sytuacji?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Co zrobić, kiedy rodzice nie akceptują decyzji podjętych przez dorosłe dziecko?

Dotychczas uważałam siebie za osobę dorosłą i w pełni odpowiedzialną za swoje życie. Od 7 lat nie mieszkam z moimi rodzicami, kiedy w wieku 19 lat wyjechałam do innego miasta na studia, przyjeżdżałam do mojego rodzinnego domu co miesiąc, aby...

Dotychczas uważałam siebie za osobę dorosłą i w pełni odpowiedzialną za swoje życie. Od 7 lat nie mieszkam z moimi rodzicami, kiedy w wieku 19 lat wyjechałam do innego miasta na studia, przyjeżdżałam do mojego rodzinnego domu co miesiąc, aby utrzymać dobre relacje rodzinne. Po zakończeniu studiów (miałam 24 lata) zaczęłam pracę zawodową, również w odległych od mojego miasta rodzinnego miejscowościach. Aktualnie pracuję za granicą, w domu bywam bardzo rzadko. W trakcie tego czasu ukończyłam również studia magisterskie, aby podwyższyć swoje wykształcenie. Jestem w pełni niezależna finansowo od 3 lat. Problemy z rodzicami miałam od zawsze. Nigdy nie uznawali moich racji, uważali, że wiedzą lepiej, co dla mnie będzie dobre. Poważny problem wystąpił rok temu, kiedy przedstawiłam im mojego chłopaka, aktualnego narzeczonego. Rozpoczęły się kłótnie, szantaże emocjonalne z ich strony, straszyli, że zabiorą mi wszytko, co od nich dostałam dotychczas, a mianowicie dom, w którym nie mieszkam, ale jest to miejsce mojego zameldowania. Rok temu udało mi się ten konflikt załagodzić, przekonałam ich, że powinnam sama podjąć decyzję, że to jest początek związku i mam prawo do poznania mojego chłopaka bliżej, zanim skreślę go z mojego życia. Dwa miesiące temu zaręczyliśmy się. Powiadomiłam o tym rodziców... w tak zwanej dobrej wierze. Na początku było dobrze, zaangażowali się bardzo w przygotowania do ślubu i wesela, szczerze mówiąc - za bardzo. Co kilka godzin dzwonili do mnie, informując, że znaleźli nowe miejsce, w którym wg nich możemy zorganizować przyjęcie weselne. Kiedy poinformowałam ich, że my się już zdecydowaliśmy, to rozpętała się kłótnia. Oni wybrali inne miejsce, to, które my chcemy, im nie odpowiada, poinformowałam ich najbardziej delikatnie, jak potrafiłam, że niestety nie zrezygnuję z moich planów, miejsce mi się podoba, wesele jest organizowane z moich i mojego narzeczonego funduszy i skoro za coś płacimy i jest to nasz ślub, to niestety, ale mamy pełne prawo do wyboru. Odpuścili. Kolejny problem pojawił się kilka tygodni temu, rodzice zażądali ode mnie przeniesienia daty ślubu na następny rok (2013), powiedziałam, że my już podjęliśmy decyzję i ja jej zmieniać nie będę ze względu na ich zmienne humory. Rozpętało się więc piekło. Rodzice nie akceptują mojego narzeczonego ze względu na jego wiek (jest ode mnie straszy o 13 lat), ze względu na to, że nie jest Polakiem i nie mówi po polsku oraz ze względu na to, że, jak to stwierdzili, nie jest odpowiednio usytuowany. Sytuacja jest absurdalna. Oboje z narzeczonym pracujemy w jednej firmie, mamy bardzo dobre zarobki, nie mamy absolutnie żadnych problemów finansowych, aktualnie szukamy mieszkania w Polsce. Przez firmę mamy zapewnione mieszkania służbowe oraz samochód do użytku, nie rozumiem ich zarzutów. Mam wrażenie, że mają problem z interpretacją faktów. W ostatniej wiadomości, jaką otrzymałam od nich, było napisane, że oni nie zauważyli, kiedy ja się zrobiłam taka dorosła, bo to, że mam studia skończone, nie robi ze mnie osoby dorosłej. To nie jest racjonalne podejście, bo jak można do kogoś, kto ma 26 lat i kto jest niezależny finansowo oraz nie mieszka w domu rodzinnym, powiedzieć, że nie jest dorosły. Starałam się nie być dla nich ciężarem i usamodzielnić się jak najszybciej, mimo że moi rodzice to dość zamożni ludzie, nie chciałam żyć na ich rachunek. Poprosiłam ich również, aby zajęli się swoim życiem, znaleźli jakieś hobby albo chociaż wyjechali gdzieś razem na urlop, aby się zdystansować, bo przecież ja nie mogę być ich jedynym zainteresowaniem w życiu, życie jest za krótkie na to, aby się skupiać tylko na jednym jego aspekcie, którym jest już dorosłe dziecko. Mam więc prośbę, w związku z zaistniałą sytuacją, nie wiem, jak mam z nimi rozmawiać. Jak przekonać ich, że nie jestem już dzieckiem, nie mam 12 lat i podejmowane przeze mnie decyzje są świadome? Może oni powinni udać się do psychologa? Sądzę, że nie dadzą sobie sami rady z tą sytuacją, a ja nie zamierzam tracić mojego czasu na bezsensowne rozmowy.

odpowiada 3 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Elżbieta Grabarczyk Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA
Mgr Elżbieta Grabarczyk Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA

Czy spotkać się z ojcem, mimo protestów mamy?

Jestem dorosła mam męża i dzieci. Moi rodzice niedawno się rozwiedli. Ojciec odszedł do innej, jest za granicą,a mama mimo intercyzy miała problemy z wierzycielami taty. Ja chcę spotkać się z ojcem na co mama reaguje obwinianiem mnie, jest...

Jestem dorosła mam męża i dzieci. Moi rodzice niedawno się rozwiedli. Ojciec odszedł do innej, jest za granicą,a mama mimo intercyzy miała problemy z wierzycielami taty. Ja chcę spotkać się z ojcem na co mama reaguje obwinianiem mnie, jest obrażona rozłącza się gdy próbuję z nią rozmawiać przez telefon na ten temat. Czuję się jak między młotem a kowadłem. W dzieciństwie w oczach mamy to ja byłam najgorsza. Rodzice często kłócili się przy mnie, moim bracie i siostrze. Dlatego ich rozwód nie był dla mnie szokiem, chociaż to bardzo przeżyłam. Nie wiem jak rozmawiać z mamą na ten temat.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co robić, gdy babcia chce kierować moim życiem?

Witam! Bardzo proszę o poradę. Mam 26 lat i jest samotną matką 5–letniej córki oraz jestem bezrobotna. Od dzieciństwa wychowują mnie i mieszkam z moimi dziadkami. Problem polega na tym, że nie mogę sama wychowywać i decydować o losie mojej...

Witam! Bardzo proszę o poradę. Mam 26 lat i jest samotną matką 5–letniej córki oraz jestem bezrobotna. Od dzieciństwa wychowują mnie i mieszkam z moimi dziadkami. Problem polega na tym, że nie mogę sama wychowywać i decydować o losie mojej córki, gdyż na każdym kroku moje zdanie jest podważane w obecności córki i wie, że dziadkowie zawsze jej na wszystko pozwolą i mnie nie słucha. Pomimo wielu próśb z mojej strony wszystko pozostaje bez zmian. Od siedmiu miesięcy spotykam się z mężczyzną, z którym miałam nadzieję stworzyć rodzinę, niestety mój związek został zniszczony przede wszystkim przez moją babcię, której nie podoba się, że moje dziecko zaczęło dostawać delikatne kary za swoje złe zachowanie i nie pozwalano jej robić tego, co ona chciała. W domu i całym moim życiem dyryguje babcia, jeżeli coś jej się nie podoba albo ma zły humor, wrzeszczy na mnie, wyzywa mnie od najgorszych, obwinia za rzeczy, które jej się dzieją. Doprowadziła do rozpadu mojego związku, ponieważ codziennie robiła mi potworne awantury odnoście mojego partnera i tego, że nie ma jakiegokolwiek prawa zwrócić dziecku uwagi. Mi groziła kuratorem na dziecko, że zgłosi biologicznemu ojcu dziecka, że znęcam się nad nią i karze ją zabrać, mimo tego, że jest on narkomanem. Mam dany kategoryczny zakaz spotykania się z mym partnerem, wykrzykuje mi, że zamiast dziecka wolę dawać d..y, że jak tak bardzo chcę się pieprzyć to żebym zostawiła im dziecko i sobie poszła. Pomimo tego, że się nie odzywam to i tak robione są mi karczemne awantury.

Pomimo swego wieku, muszę się spowiadać za każdym razem gdzie idę, z kim i kiedy będę. Boję się nawet odezwać, zawalczyć o przyszłość swoją i dziecka, gdyż jestem tak zdominowana w domu. Gdy widzi moje łzy, to patrząc mi prosto w oczy śmieje się ze mnie. Gdyby nie fakt, że mam dziecko to już dziś zakończyłabym swoje żałosne życie. Mój partner powiedział, że chce być ze mną i z moim dzieckiem, a nie z babcią w pakiecie, która dyryguje całym moim życiem i robię to, co ona mi każe, oszczędzając sobie takim sposobem kolejną awanturę, porcję wyzwisk i robienia ze mnie najgorszego człowieka na świecie. Często bywa, że po takich „scenach” przechodzi jej i zaczyna się miło odzywać i wymaga żebym i ja ją w taki sposób traktowała. Nie wiem, co mam robić. Nawet nie potrafię opisać co czuję, łez mi brakuje, nie mam ochoty się śmiać, wejście do domu dla mnie jest jak najgorsza tortura. Proszę o pomoc i poradę, co mam zrobić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Relacje z rodzicami i potrzeba własnej niezależności

Witam serdecznie! Jest mi ciężko, ponieważ nie bardzo wiem, od czego mogłabym zacząć - moja sytuacja jest nieco zagmatwana, a że nie mam kogo poprosić o radę, postanowiłam jej poszukać tutaj. Chodzi mi o moją mamę, z którą z dnia...

Witam serdecznie! Jest mi ciężko, ponieważ nie bardzo wiem, od czego mogłabym zacząć - moja sytuacja jest nieco zagmatwana, a że nie mam kogo poprosić o radę, postanowiłam jej poszukać tutaj. Chodzi mi o moją mamę, z którą z dnia na dzień tracę więź, zaufanie i uczucie swobody będąc z nią. Sytuacja wygląda tak, że mieszka z moim tatą w Niemczech, a ja w naszym domu w K. (mam 19 lat). Oczywiście mam możliwość każdego dnia wykupić bilet i pojechać do rodziców, jednak cały czas mam to uczucie, że jesteśmy osobno i będąc w Polsce uciekam do Niemiec, a będąc w Niemczech uciekam do Polski, gdzie mam swoje 4 ściany i swobodę. Niestety w dwupokojowym mieszkaniu z rodzicami tego nie ma i nie wyobrażam sobie tam spędzać dłużej czasu. Brak mi swobody, a mój tata lubi wyjść na piwo, czego moja mama nie toleruje, są sprzeczki, których ja nie mogę znieść... Tak więc toczy się takie błędne koło.

Zawsze uważałam, że z mamą jesteśmy blisko, mimo tej odległości, ale nie wiem czy na odległość nasze stosunki nie zaczęły się zmieniać, ponieważ nie widzę jej jako swojej mamy, ale jako rodzicielkę... Ma to związek z pewną sytuacją, którą chciałabym opisać. Bardzo często podróżujemy firmą przewozową na trasie do Niemiec oraz do Polski. Z czasem poznaje się pracowników z którymi się zna z widzenia oraz zagada, jednak wszystko w granicach. W czerwcu zeszłego roku zagadał do mnie bardzo przystojny pilot, z którym podróżowałam, nie powiem cieszyłam się, ponieważ jestem atrakcyjna, ale nie było nikogo, kto by mi to okazywał, wiec było milo usłyszeć komplement i się w pewien sposób dowartościować... Nie przywiązywałam do tej podróży większej wagi, to była osoba starsza ode mnie ok. 8 lat, a jednak kilka dni później otrzymałam esemesa od niego - nr spisał sobie z biletu. Rozpoczęło się pisanie na esemesy, na portalach społecznościowych jak nasza klasa, czasami SMS na dzień dobry, na dobranoc i choć wspominało się o wspólnym czasie, o spotkaniu to do niego nie doszło, a ja nie chciałam, bo jego zachowanie mi się za bardzo narzucało słowami typu ''kochanie, skarbku''. W esemesach mi nie przeszkadzały, ale w realu nie chciałam takiego spotkania, ponieważ nie znałam tej osoby dokładnie, a nasze esemesy były ogólne. Wiedziałam, że ma na imię K., ale o urodzinach np. dowiadywałam się z naszej klasy.

Dwa razy jeszcze miałam sposobność podroży, kiedy w papierach mnie miał na liście, a za drugim razem załatwił, bym w Niemczech przeszła do jego autobusu, bo akurat dostał taką trasę, że był w tej samej miejscowości... Kilka osób widziało, że się znamy, ponoć zagadywali do niego o mnie, ale szczegółów nie znam. Znajomość się skończyła latem, kiedy związał się z dziewczyną, która do mnie napisała, bym się odsunęła. Było mi trochę ciężko, ponieważ był to ktoś, kto był ze mną, choć tylko na esemesy, ale nie wiązało mnie nic szczególnego, więc dlaczego mam stać na drodze na czyimś szczęściu. Wykasowałam swoje konto na naszej klasie, byłam w tym czasie na wakacjach u rodziny i nawet nie myślałam o tym, nie bolało nawet, że nie dostaję esemesa - tak nagle, choć to było zachowanie, które świadczy o mężczyznach, o tym jak się ze mną liczy i nawet nie przeprosił za taki koniec - gdybym była osobą, że spotkałabym się z nim, doszło do czegoś więcej, chyba bym się załamała, bo facet by mnie potraktował jak kobietę lekkich obyczajów, ale że taka sytuacja nie miała miejsca, a ja mam swoje zasady, było inaczej.

Nastąpiła kolejna podróż do Niemiec, nie widziałam się z nim na moje szczęście, ale spotkałam osoby, które znam z widzenia, które mnie kojarzyły z Krzyśkiem i były rozmowy jak to między ludźmi, krótkie co słychać i jak mijają wakacje, nawet nie pamiętam dokładnie z kim rozmawiałam. Chciałam z grupą ze studiów jechać do Sanoka, jednak było to niepewne, ponieważ nie wiedziałam jacy tam ludzie będą... Ot tak spokojnie zleciało, aż do ostatniego miesiąca. Moja mama wracając z trasy spotkała się z pracownikiem, który powiedział mojej mamie, że się spotykam z pewną osobą, jadę na namiętności do Sanoka, ten ktoś mnie poniża i traktuje z buta oraz ma moje nagie zdjęcia w telefonie... Byłam w szoku - ponieważ to wszystko nie miało grama prawdy w sobie, a jeśli chodzi o nagie zdjęcia, nie mogłam wydusić słowa, ponieważ takowych nie posiadam ani dla siebie ani nie były przez kogoś robione, ponieważ z nikim się nie spotkałam i tak bym się nie zachowała. Miałam bliską osobę, z którą kiedyś się związałam, teraz znów ze sobą się kontaktujemy, a nawet tej osobie bym tak się nie oddala, jeśli chodzi o zdjęcia, ponieważ się boję.

Osoba o której mowa miała mi robić prezenty w postaci książek - jakich ja nigdy nie otrzymałam. Dużo rzeczy było mówionych, które mi teraz nawet do głowy nie przychodzą. Postanowiłam się odezwać do K., by mi może wytłumaczył czy wie o co chodzi, czy z kimś rozmawiał na mój temat kiedykolwiek.. Odpowiedział, że nic nie wie, a jeśli się dowie da mi znać, po czym mnie na portalu społ. wykasował ze znajomych i zablokował. Starałam się mojej mamie wszystko wytłumaczyć, chciałam by mi uwierzyła, że to nie jest prawda - z nikim się nie spotykałam, ale nie wierzy mi aż do dziś. Choć temat ucichł to znów powrócił z nowymi wiadomościami. Dowiedziałam się, że byłam m.in. w Pradze, gdzie miałam plany jechać jedynie z sąsiadką na baseny, ale do tego nie doszło, a w domu gościła osoba, z którą miałam gotować... Osoba o której mowa ponoć skacze z gałęzi na gałązkę, więc dlaczego moja mama uważa, że z kimś takim bym zawarła znajomość? Myślałam, że mnie zna, a teraz mi pokazuje, że nie ma do mnie zaufania, każde moje słowo i SMS bierze jako podejrzenie, unika mnie i pokazuje, że jest obrażona, ale do tematu nie wraca.

Proponowałam by podróżować inną firmą przewozową, ponieważ chcę, by to się skończyło, ale się nie zgodziła. Nie mam chęci tak jechać, widząc jaka atmosfera. Mój tata posiadał dwa sygnety, które zniknęły w okolicach czerwca. Moja mama pierwsze pytanie jakie mi zadała niedawno było takie, kto spał u nich w sypialni... później zaczęła się wykręcać, że musiał gdzieś spaść. Tutaj w domu nikogo nie było oprócz koleżanki i znajomych, którzy jednak siedzieli na dole i nie mieli wstępu do sypialni, jednak widzę do czego moja mama zmierza i nie ma zaufania. Ja jestem osobą, że nie lubię mieć gości w domu, wolę być sama niewymalowana, w rozdartych dresach... Rozmowa nawet nic nie da, ponieważ próbowałam - chciałam nawet odwiedzić ginekologa, który by potwierdził moje dziewictwo, ale ja mam 20 lat. Dlaczego ja z tak intymnych spraw mam się spowiadać mojej mamie, by królowała jej władza nade mną? Próbowałam już wszystkiego, jednak nie wymuszę jej zaufania na mnie, czuję że byłaby spokojna, gdybym się wyprowadziła z domu. Co dalej robić? Jest jakaś szansa na powrót tego co było? Coraz bardziej się biję z myślą, by zacząć żyć swoim życiem i wynająć pokój we Wrocławiu u kogoś, pójść do pracy i po prostu się w pewnym stopniu odizolować, będzie ciężko - wiem o tym, ale na razie nie widzę wyjścia. Proszę mi coś doradzić...

odpowiada 2 ekspertów:
Lek. Aneta Zwierzchowska
Lek. Aneta Zwierzchowska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Mam rodziców alkoholików i prześladują mnie myśli samobójcze

Mam prawie 16 lat i chociaż wiem, że jestem jeszcze dzieckiem, to nie mam siły zmagać się z codziennością. Mam rodziców alkoholików, którzy praktycznie się mną nie interesują. W zasadzie nie mam strasznych problemów, ale zwyczajnie uważam, że życie nie...

Mam prawie 16 lat i chociaż wiem, że jestem jeszcze dzieckiem, to nie mam siły zmagać się z codziennością. Mam rodziców alkoholików, którzy praktycznie się mną nie interesują. W zasadzie nie mam strasznych problemów, ale zwyczajnie uważam, że życie nie jest mi pisane. Nie chcę mi się nic kompletnie robić w kierunku, aby było dobrze. Nawet jeśli już chcę coś naprawić to i tak mi się to nie udaję. Nie chcę mieć takiego losu jak moi rodzice, a wiem, że jest to bardzo możliwe, ponieważ nie widzę swojej przyszłości. W szkole jest tragicznie. Nie chcę mi się zmagać z nawet najmniejszymi problemami, ludzie zawsze uważają mnie za osobę ponurą, która nigdy się nie śmieje, ale ja nie lubię się śmiać, w sumie nawet nie potrafię. Codziennie przez moją głowę przechodzą myśli samobójcze, które mnie strasznie męczą. Czasami się okaleczam, nie mam w nikim wsparcia. Nic mi dotychczas nie wychodziło, a więc co będzie dalej, wiem że nie będzie lepiej.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Mam 29 lat - jak radzić sobie z niezadowoleniem matki?

Witam, mam prawie 29 lat, jestem z zawodu lektorem języka obcego. Sytuacja w najbliższej rodzinie nigdy nie należała do łatwych. Odkąd pamiętam zawsze były kłótnie i złośliwości, zwykle ze strony mojego ojca, który potem zaczął nawet stosować przemoc psychiczną i...

Witam, mam prawie 29 lat, jestem z zawodu lektorem języka obcego. Sytuacja w najbliższej rodzinie nigdy nie należała do łatwych. Odkąd pamiętam zawsze były kłótnie i złośliwości, zwykle ze strony mojego ojca, który potem zaczął nawet stosować przemoc psychiczną i fizyczną wobec mnie i mojej matki. Matka często wyżywała się na mnie w czasach mojego dzieciństwa, ale odkąd zaczęłam dorastać nasze stosunki były dobre i zawsze starałyśmy się trzymać razem i jakoś przetrwać każdą domową burzę. Nigdy nie sprawiałam problemów wychowawczych, byłam typem wzorowej uczennicy, co właściwie zostało mi do dziś (mam wykształcenie podyplomowe). Sytuacja materialna nie pozwoliłaby utrzymać matce całego domu z jej własnej pensji – ojciec nie pracuje, za to ona wręcz przeciwnie - podjęła się ciężkiej pracy fizycznej – więc nigdy nie podjęłam decyzji o wyprowadzce i wspieram ją finansowo, jak mogę. Staram się też spędzać z nią tyle czasu, ile to możliwe, motywuję do wyjścia na wspólne zakupy, do restauracji, czy na jakiś wyjazd poza Warszawę. Nie jestem wobec niej złośliwa i hamuję wszelkie niezadowolenie, bo nie chcę jej urazić – i tak dostało jej się od życia. No i ostatnio pojawił się problem nie do przebicia – zaczęła mnie podejrzewać o skrywany związek z jakimś mężczyzną, co akurat było prawdą, ponieważ zdołowana problemami w domu postanowiłam stworzyć sobie odrobinę prywatności z kimś dojrzałym, kto wykaże się zrozumieniem i kto nie będzie żądał ode mnie zobowiązań. Dowiedziała się o tym w dość niekonwencjonalny sposób, mianowicie zamiast pytając mnie poszła do wróżki. Pomijam fakt, w jaki sposób zaczęła „śledzić” moją prywatność. Najbardziej uraziło mnie to, że właściwie weszła butami w moją prywatną sferę, którą zarezerwowałam tylko dla siebie. Rozczarowana oznajmiła z płaczem, że wlała we mnie tyle miłości, a ja okazałam się tak niewdzięczna i zamiast „związać się z porządnym mężczyzną” wzięłam się za „starego dziada”. Bardzo mnie to zabolało, bo chociaż starałam się być kimś idealnym dla niej, okazałam się powodem do płaczu. Mnie osobiście jakiekolwiek stałe bądź formalne związki z mężczyznami napawają odrazą, wciąż widzę, jak ojciec traktuje matkę i nie zachęca mnie to do stałego związku. Czuję się coraz bardziej zmęczona psychicznie spełnianiem jej życzeń, sprawdzaniem, czy jest na pewno zadowolona i czy coś ją gryzie. Czuję się tym bardzo zdołowana. Dodatkowo dochodzą problemy z nagannym niekiedy zachowaniem ojca. Dodam, że od niedawna prowadzę własną działalność, więc muszę myśleć o tym, jak przetrwać na rynku i jak zarobić na siebie. Bardzo proszę o radę, jak reagować na jej zachowanie. Czy po prostu „odpuścić” i żyć własnym życiem? Czy wyprowadzić się z domu?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudne relacje z mamą - w jaki sposób je poprawić?

Jestem osobą dorosłą, mam 47 lat, wychowałam samotnie córkę (23 lata). Mieszkamy w innym mieście niż moja mama, generalnie relacje nasze są poprawne, co kilka dni rozmowy telefoniczne, pytania o zdrowie, pracę, codzienne zajęcia. Wszystko wydaje się być w porządku....

Jestem osobą dorosłą, mam 47 lat, wychowałam samotnie córkę (23 lata). Mieszkamy w innym mieście niż moja mama, generalnie relacje nasze są poprawne, co kilka dni rozmowy telefoniczne, pytania o zdrowie, pracę, codzienne zajęcia. Wszystko wydaje się być w porządku. Jednak sytuacja zmienia się, gdy dochodzi do bezpośrednich spotkań (wizyt w domu u mnie lub u Mamy) przy okazji świąt itp. Przez pierwszy i drugi dzień jest OK, jednak później atmosfera staje się nie do zniesienia, wydaje mi się, że Mama ma do mnie pretensje o wszystko, chodzi jakaś nadąsana, nie możemy się porozumieć i przykro przyznać, ale tylko czekam, aż zacznie się pakować do wyjazdu. Z jednej strony wiem, że tak być nie powinno, ale z drugiej nie mogę się doczekać, aż sytuacja wróci do poprzedniego stanu tj. każda z nas będzie w swoim domu. Ponadto nie wiem skąd bierze się takie ogromne moje zdenerwowanie w okresie poprzedzającym przybycie Mamy. Na kilka dni przed jej przyjazdem ogarnia mnie panika, lęk, ciągłe poddenerwowanie. Cała czuję się jak chodząca mina. Zwykle wtedy biorę się za sprzątanie, bo mam takie przeczucie, że na jej przyjazd wszystko musi być wychuchane i perfekcyjne. Im bliżej momentu jej przyjazdu coraz bardziej się niepokoję i ten strach czy obawa całkowicie dominuje nad radością z jej przybycia. Nie wiem jak mogłabym to zmienić, mogę liczyć na jakąś radę?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Pogorszenie relacji z matką po ślubie

Witam, mam problem ze znalezieniem swojego miejsca w sytuacji, w której się znalazłam. Zawsze miałam dobry kontakt z mamą, wręcz przyjacielski. Do czasu. Myślę, że wszystko zaczęło się jak poznałam swojego męża i wyprowadziłam się z domu. Było to 2...

Witam, mam problem ze znalezieniem swojego miejsca w sytuacji, w której się znalazłam. Zawsze miałam dobry kontakt z mamą, wręcz przyjacielski. Do czasu. Myślę, że wszystko zaczęło się jak poznałam swojego męża i wyprowadziłam się z domu. Było to 2 lata temu (mam 30 lat). I od tego czasu jest chyba coraz gorzej. Najpierw mieszkaliśmy blisko i co dwa tygodnie byliśmy u mojej mamy na obiedzie (tata nie żyje, mama mieszka z babcią), potem przeprowadziliśmy się dalej i już nas nie bawiły cotygodniowe podróże (raz do jednego domu, raz do drugiego). Moja mama mówiła, że rozumie, ale... no właśnie. Magiczne ale. Zawsze ma i miała jakieś ale. Ja, dopóki mieszkałam z nią, rzadko się sprzeciwiałam. Nie mam walecznego charakteru i jakoś tak unikanie konfliktów lepiej mi wychodzi niż walka o swoje. Mój mąż z kolei bardzo ceni sobie swoją niezależność i nie pozwala, by inni wchodzili mu na głowę.

Od czasu wyprowadzki stałam się w moim odczuciu bardziej samodzielna, natomiast w oczach mojej mamy totalnie ubezwłasnowolniona przez mojego męża. Według niej odsunęłam się od rodziny przez niego. Nie muszę chyba pisać, że nie wpływa to dobrze na ich wzajemne relacje. Prawda jest taka, że mój maż nie przepada za moją rodziną - jemu się wydaje, że oni go nie lubią, im, że on ich nie lubi - takie zaklęte koło. A prawda jest taka, że z perspektywy własnego M inaczej spojrzałam na swoją relację z mamą i sama zauważyłam, że bardzo byłam zależna od jej zdania, od jej poglądów - nigdy nie podjęłam decyzji bez konsultacji z nią i nie angażowałam się w plany nie mające jej aprobaty. Tak mi było chyba wygodniej - ktoś podejmował decyzje za mnie, a że była to osoba, która mnie kocha i chce mojego dobra to miałam pewność, że to będą dobre decyzje. Myślałam, że wszystko się samo ułoży, ale nie widzę poprawy.

Coraz częściej czuję się jak w impasie. Nie mam potrzeby bywania u nich na okrągło (z moją siostrą widzą się codziennie i rozmawiają kilka razy dziennie przez telefon), tym bardziej, że każda wizyta jest dość wyczerpująca (czy moja mama czegoś nie powie, czy nie będzie miała pretensji, czy mój mąż się nie zirytuje na nią...). Nie umiem o tym rozmawiać ani z nią, ani z mężem, a przez to nawarstwia się we mnie wszystko, wszystkie uczucia, emocje... brakuje mi już siły. Wczoraj była impreza rodzinna, nie poszliśmy. Moja mama prawie płakała w telefon, żebym się opamiętała, co ja robię, czy ona ma klęknąć i mnie błagać, że dopóki ona żyje to na to nie pozwoli, a jak umrze to możemy się pozabijać... zakończyła monolog twardym dobranoc i rozłączyła się. Szczerze mówiąc, byłam w szoku. Wyrzuty sumienia prawie mnie zjadły, choć szczerze mówiąc, bardziej czuję się atakowana niż winna. Fakt, że powinnam pojechać, a z drugiej strony nie sądzę, żeby komuś z powodu mojej nieobecności stała się jakaś wielka krzywda.

Moja mama zawsze była nieustępliwa, ale takie zachowanie nasiliło się od kiedy wykryto u niej guza płuca - miała operację, przeszła chemię - proponowaliśmy jej z moim mężem wizytę u psychologa, bo uznaliśmy, że nie jesteśmy w stanie z rodziną wesprzeć jej wystarczająco - odmówiła. Stwierdziła, że sobie sama poradzi, a chyba sobie nie za bardzo poradziła. Widmo jej choroby jeszcze bardziej utrudnia mi asertywne zachowania - nie potrafię jej odmówić, nie czując wyrzutów sumienia. Ona jest zła, rozczarowana, zawiedziona i zraniona, a ja czuję się jak kilkuletnie dziecko. Nie podoba mi się jak się czuję, a nie umiem tego zmienić. Jak wejść na nowo w tę relację? Jak polepszyć nasze stosunki, nie robiąc tego kosztem siebie i swojego małżeństwa? Ostatnio była podobna rozmowa, z tym, że chodziło o to jak bardzo babcia za mną tęskni. I że płacze. Oczywiście pojechałam następnego dnia. Na dzień dobry płacz i szloch, a potem miła rozmowa.

Nie umiem się w tym odnaleźć. Czuję się zmęczona próbowaniem zorganizowania wszystkiego tak, aby każdy był zadowolony. Nie da się tak, a wybieranie kto ma tym razem być niezadowolony mnie przeraża. Mam świadomość tego, że nie akceptuje ona moich pewnych wyborów i zachowań, a ja chcąc funkcjonować w zgodzie zarówno z nią, jak i z moim mężem (tu jest chyba dobre miejsce, aby zaznaczyć, że kocham go i jestem z nim szczęśliwa; uważam też nasz związek za udany) zaczynam tracić grunt pod nogami. Nie wiem co mam dalej robić... przed nami święta i szereg innych okazji do wspólnych spotkań. Co robić, żeby wszyscy mieli przyjemność z przebywania w swoim gronie?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak powinienem rozmawiać z rodzicami, skoro nie mam do nich zaufania?

Witam, szukam pocieszenia, pomocy, mam 20 lat i nie jestem szczęśliwy. Ale od początku. W wieku 16 lat poznałem pewną dziewczynę, z którą po pewnym czasie przyjaźń przerodziła się w miłość. Od początku rzucano nam kłody pod nogi, a szczególnie...

Witam, szukam pocieszenia, pomocy, mam 20 lat i nie jestem szczęśliwy. Ale od początku. W wieku 16 lat poznałem pewną dziewczynę, z którą po pewnym czasie przyjaźń przerodziła się w miłość. Od początku rzucano nam kłody pod nogi, a szczególnie przez moich rodziców, utrudniali mi spotykanie się z nią, jak tylko się dał. Pracowałem, robiłem wszystko, żeby chociaż godzinę zobaczyć się z dziewczyną i tak minęły 4 lata, i nic się nie zmieniło. Poza tym, że w tym czasie zdałem maturę i dostałem się na studia, teraz mam 20 lat, ale czuję się, jak bym nadal miał 16. Ciągłe awantury i wypominanie, że zakochałem się w wieku 16 lat, nie czuję ani szacunku, ani miłości, a tym bardziej zaufania ze strony mojej rodziny. Często z bezsilności, aż chce mi się płakać, kiedy spotykam kolegów szczęśliwych ze swoimi dziewczynami, którzy mogą się bawić, którzy swoje lata młodości tak pięknie spędzają. Dochodzi do mnie myśl, że już nigdy nie będę szczęśliwy, przez 4 lata mój świat, marzenia, młodość pędzi ku nieznanej przepaści, w której jeszcze dna nie widać, ale boję się, co będzie, gdy o to dno uderzy. Proszę o radę, jak rozmawiać z rodzicami, co mam zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek

Co mam zrobić ze swoim życiem?

W 2000 r. wyprowadziłem sie ze Śląska do Lublina, bo ojczym zapewniał nas, że jest praca itd., ale po przyjeździe się zmieniło, wyrzucił mnie z domu, dał wybór, że albo pojadę do jego rodziców na wieś lub miałem w obcym...

W 2000 r. wyprowadziłem sie ze Śląska do Lublina, bo ojczym zapewniał nas, że jest praca itd., ale po przyjeździe się zmieniło, wyrzucił mnie z domu, dał wybór, że albo pojadę do jego rodziców na wieś lub miałem w obcym mieście radzić sobie sam. Pojechałem, byłem tam rok, harowałem za dach nad głową i jedzenie. Nie miałem dla siebie wolnego czasu, wszystko mi zabraniali, po roku wróciłem do Lublina. Wziął mnie do niby naszego nowego domu na miesiąc, znalazłem pracę, dowiedział się gdzie, poszedł, nagadał na mnie jakieś rzeczy, zwolnili mnie po trzech miesiącach, a nad mamą się znęcał. Po półtora roku dowiedzieliśmy się, że ma kochankę. Mama wzięła z nim rozwód, ja w tym czasie szukałem szczęścia w Szczecinie, gdzie szybko mi się skończyły fundusze i byłem bez kasy, pracy i domu, wylądowałem na ulicy, potem w ośrodku dla bezdomnych, gdzie byłem około roku, po czym odezwała się do mnie matka przez babcię, którą tam miałem, a nie chciałem robić jej problemu jeszcze ze mną. Mama zadzwoniła do koleżanki czy mogłaby mnie wziąć do siebie, a ona będzie przysyłała pieniądze, ale oskarżono mnie za coś, czego nie zrobiłem i wylądowałem znowu na ulicy, po czym wróciłem do Lublina, robiąc długi na kolei i autobusach miejskich.

Wylądowałem po przyjeździe znowu w ośrodku dla bezdomnych, ale po jakimś czasie stanąłem na nogi, podejmując pracę, gdzie ludzie zaczęli szanować moją osobę. Wynająłem stancję i żyłem dobrze, moja mama sądziła się z ojczymem w sądzie, potem kupiła mieszkanie, spotkała mnie na ulicy jak wracałem z pracy na stancję, po dwóch latach nieodzywania się. Zaproponowała, że wszystko mi się zmieni, byle żebym zamieszkał z nią. Zgodziłem się i się zaczęło narzekanie, jakim to jestem złym synem, że przychodzą kary sprzed paru lat. Po jakimś czasie straciłem pracę i było jeszcze gorzej, narzekała że nie pracuję, że jestem wyrodnym synem. Miałem okazję opuścić dom, ale wplatałem się w kłopoty z prawem, zadałem sie z nieodpowiednim towarzystwem, dostałem przez to dwa wyroki w zawieszeniu. W 2007 r. wpadłem w kolejne kłopoty, tylko już inne, bo chciałem odizolować się od towarzystwa i wkręcili mnie aż tak, że poszedłem do kryminału na 6 miesięcy. Po wyjściu zacząłem nowe życie, odizolowałem się od byłych znajomych, ale matka wciąż zarzuca mi, że utrzymuje z nimi kontakt.

Podjąłem pracę, dostałem po 3 latach ciągnącej się sprawy wyrok trzeci w zawieszeniu i dozór kuratorki, ale podjąłem pracę. Teraz przed świętami mnie pobito i okradziono z wypłaty, nie mam jak pomóc mamie przed wypłatą, a ona tylko narzeka. Mam zamiar ją zostawić, wyjść z domu bez niczego tylko z dokumentami, wyjechać gdzieś, gdzie mnie nie znajdzie, bo nie wytrzymuję psychicznie tych ciągłych wypominań, jaki byłem, co robiłem, co robię. Ale życie na ulicy mnie czegoś nauczyło, że trzeba mieć szacunek do ludzi i samego siebie. Proszę o jakąś pomoc, bo już nie wiem co robić.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Trudne relacje z matką

Witam. Mam poważne problemy z moją matką. Mieszkam z nią i moim tatą, mój brat uczy się za granicą. Moi rodzice mają własne 2 kioski, działalność jest na matkę. Jak mówi mój tata, problemy z roku na rok narastają, jest...

Witam. Mam poważne problemy z moją matką. Mieszkam z nią i moim tatą, mój brat uczy się za granicą. Moi rodzice mają własne 2 kioski, działalność jest na matkę. Jak mówi mój tata, problemy z roku na rok narastają, jest coraz gorzej. W kiosku siedzi od rana do wieczora, przychodzi tylko na obiad. Robi awantury za wszystko, nawet za to że moja przyjaciółka nie powiedziała jej Dzień Dobry (pomijając to, że moja przyjaciółka ma poważną wadę wzroku i nawet w okularach tak dobrze nie widzi). Moja matka przyczepia się do wszystkiego, przez to ja też zaczynam się zachowywać jak ona. Robi awantury przynajmniej raz na tydzień, a kiedy ma miesiączkę to cały tydzień, problem w tym że po awanturze zachowuje się tak jakby się nic nie stało.

Piszę to ponieważ ostatnia sytuacja tak mną wstrząsnęła... Dokładnie 3 grudnia zmarł mój dziadek. Moja matka wiedziała o tym już od dawna, wszyscy byliśmy na to przygotowani. Mój brat, który mieszka we Włoszech chciał koniecznie przyjechać i także się stało. Zrobiliśmy to za jej plecami. Po tym gdy się dowiedziała, że przyjeżdża, była straszna awantura w domu i kiosku, podały słowa z jej ust, takie jak po co ten bachor przyjeżdża! Za dużo macie pieniędzy?! Mi na opłaty nie wystarczy! Jeszcze mnie popamiętacie ty sku******y jedne, wystarczy że tą dz***ę muszę oglądać! Nie będę patrzeć na te twoje krowy siostry! One mają mnie za nic, jestem dla nich nikim rozumiesz? On tu przyjeżdża tylko dla popisówy! No bo oczywiście państwo (nazwisko) muszą się popisać jakże by inaczej! I wiele wiele innych...

W poniedziałek był różaniec za mojego zmarłego dziadka, dokładnie wiedziała, że jest na godzinę 16 i że mogłaby zdążyć gdyby tylko chciała. Normalnie przychodzi do domu o 13, więc mogła spokojnie wyjść przed 16, ale przyszła do domu po 15 i jeszcze zrobiła mi awanturę, że my nie musimy iść, że mój tata powiedział my nie musimy być w poniedziałek, a było inaczej, powiedział TY nie musisz iść w poniedziałek jak nie chcesz. Mój tata aż się rozpłakał jak dowiedział się, że nie może pójść. We wtorek (dzień pogrzebu) różaniec był na godzinę 13, a pracownicy kazała przyjść na 13. Uznała, że my wszyscy nie musimy na to iść. Mój tata zainterweniował, zadzwonił do pracownicy i powiedział że ma przyjść na 12. Przyjechaliśmy po matkę, ale ta nie chciała wejść do samochodu, więc poszła na piechotę. Do domu zapukała i chamskim głosem zapytała się, czy pan domu pozwala mi wejść? Przez cały czas kiedy miała się szykować, robiła zupełnie coś innego, to coś myła, to zamiatała, ale unikała by miała się przygotowywać. Jednak po jakimś czasie zaczęła się ubierać. Podjechaliśmy pod kościół i w tym czasie z samochodu wychodził starszy brat mojego taty, nie rozmawiają oni ze sobą od lat. Weszliśmy do kościoła, zaczął się różaniec, nic nie mówiła i w połowie wyciągnęła telefon by go wyłączyć, wtedy włączył się głośny dźwięk. W czasie mszy gdy była komunia poszła do niej moja przyrodnia siostra, córka mojego ojca z poprzedniego małżeństwa - moja matka jej nienawidzi, a ona sama nie rozmawia z nami od bardzo dawna. Wtedy moja matka dostała szału, zaczęła się trząść i płakać.

Po mszy gdy szliśmy za trumną, moje ciotki zawołały mojego tatę, by poszedł po swojego 95-letniego wujka, by go zawieźć na cmentarz. Moja matka o tym nie wiedziała i gdy ja szłam za trumną i płakałam z rodziną ona do mnie podeszła i głośno gdzie jest ojciec, gdzie on sobie poszedł i mnie zostawił? Gdy już weszliśmy do samochodu i wyjeżdżaliśmy, zauważyła ona, że moja siostra chciała wyjechać, wtedy ona szybko za kierownicę i nacisnęła klakson, by oni nie wyjechali. Zaczęła wszystkich wyzywać, a ja już nie mogłam tego wytrzymać, ona wpadła w taki amok, nic do niej nie docierało. Kazałam tacie zawieźć ją do domu i tak też zrobił, ale ona nie chciała wyjść z samochodu, więc ja wyszłam i otworzyłam jej drzwi i ją sama wyciągnęłam i odjechaliśmy. Baliśmy się co może zrobić na cmentarzu. Po wszystkim zachowywała się jakby nic się nie stało. Teraz szuka wymówek, które są żałosne. Mój tata nigdy nie chciał się z nią rozwieść, bo miał nas, a my tego nie chcieliśmy. Teraz to już się nawet zgadzamy. Problem w tym, że nie jesteśmy pełnoletni (tata nadzoruje to co teraz piszę), a tata nie ma pracy oprócz kiosku. Brat ma drogą szkołę i tata ma też już prawie 50 lat. Nie wiem jak dalej poradzimy sobie z tą kobietą, wieczne mnie wyzywa i dalej będzie, a ja czuję się coraz gorzej. Proszę o pomoc!

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Magdalena Brudzyńska
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak poradzić sobie z nadopiekuńczą matką?

Witam. Jestem 20-letnim człowieczkiem. Od lat wielu byłem samotnikiem, spędzającym czas, grając w przeróżne gry, wtedy jeszcze dużo czasu poświęcałem również nauce i przede wszystkim pasji muzycznej. Od sierpnia tego roku wiele się w moim życiu zmieniło, pokonałem wiele barier...

Witam. Jestem 20-letnim człowieczkiem. Od lat wielu byłem samotnikiem, spędzającym czas, grając w przeróżne gry, wtedy jeszcze dużo czasu poświęcałem również nauce i przede wszystkim pasji muzycznej. Od sierpnia tego roku wiele się w moim życiu zmieniło, pokonałem wiele barier męsko-damskich, od zawsze bałem się dotyku, elektryzował mnie i przerażał, czy to był ktoś, kto poklepał po plecach w trudnym czasie, czy koleżanka bądź przyjaciel zamartwiający się o mnie. Poświęciłem wiele czasu, by się przełamać, dalej to robię, coraz śmielej... Zacząłem się spotykać z pewną niesamowitą dziewczyną, zaczęło się od nieśmiałego spotkania co tydzień, od dzwona. Od niedawna przerodziło się to bardziej w obsesję, widzimy się praktycznie codziennie. Pewnego razu zaprosiłem ją do mnie w rewanżu, ponieważ wcześniej ona mnie zaprosiła do swojego mieszkania, poznała z rodzicami, rodzeństwem. Pozostawiła na mojej mamie bardzo dobre wrażenie, zrobiliśmy razem świetny obiad z tą moją wariatką i było bardzo przyjemnie i miło.

Po kilku dniach popełniliśmy spory błąd, właściwie to ja go popełniłem... Dziewczyna wiedziała, że zajmuję się muzyką. Konkretnie udzielam się w projekcie progresywno-rockowym w charakterze wokalisty... Nalegała, bym ją kiedyś zabrał na próbę zespołu, nasze próby trwają stosunkowo długo, bo od 19:00 do 23:00, wiedziałem, że będzie musiała u mnie przenocować, autobusy tej linii nie kursowały o tej porze, a i tak bym jej w nocy samej nie puścił. Sytuacja bardzo sprzyjała ku temu, by ją na próbkę zabrać. Moja mama zapowiedziała wyjazd do Wrocławia na 2 dni. W domu był mój brat, wiedział o całej tej sytuacji, że moja koleżanka będzie u nas nocować. Tak też się stało, po próbie miałem w planach położyć się na materacu, a jej pościelić na mym łóżku. Wyszło jednak nie tak jak sobie wyobrażałem, jednak w głębi chciałem, by tak było. Potrzebowałem tak jak ona bliskości i ciepła. Postanowiliśmy razem na jednym łóżku się wyspać. Do niczego nie doszło, nie spotykamy się długo, a ja nie chciałem na niej zrobić złego wrażenia. Nie chodzi mi o sex, a miłość, powolne kroki do przodu, jej również. I tak wtuleni i ciepli razem się świetnie wyspaliśmy. Rano, w trakcie gdy odprowadzałem ją na autobus, spotkaliśmy moją matkę... Od tego czasu słyszę tylko przykre słowa z jej ust, wywęszyła wszystko bardzo szybko. Wszystko bardzo starannie jej wytłumaczyłem, ona jednak twierdzi, że koleżanka się nie szanuje i nie chce jej na razie widywać, a szczególnie w swoim domu...

Jest to bardzo trudny okres, zimno i gdy się spotykamy, staramy się spotkać u niej bądź planowo u mnie, tudzież gdzieś na mieście do kina na film czy mały obiad... Tymczasem u mnie już nie możemy. Mam dziwne przeczucie, że mama jest po prostu zazdrosna o mnie, gdy ja staram się być szczęśliwy, ona stara się, by tak nie było, zupełnie nie rozumiem dlaczego tak się dzieje. To nowa sytuacja tak dla niej (mojej matki), jak dla mnie, wcześniej najczęściej kończyło się na 3 spotkaniach z dziewczynami ze szkoły i więcej już się nie widywaliśmy bądź nawet 1 spotkanie... Okazywało się, że nie pasowaliśmy do siebie i dlatego tak się to kończyło. Teraz jest zupełnie inaczej. Akceptuję swoją sympatię, znając zapewne mało jej wad, a jednak i wiele zalet, ona również mnie akceptuje. Wszystko z czasem będzie bardziej czytelne i jasne.

Nie potrafię sobie z tą sytuacją poradzić, co powinienem zrobić, by wreszcie zaakceptowała moją ścieżkę szczęścia? By zaakceptowała moją koleżankę? (Jako że mamy jeszcze czas nie pytałem się jej tak szybko o związek, potrzeba nam jeszcze sporo czasu i mi, by się w tej sytuacji znaleźć i oswoić, jako że to zupełnie coś nowego.) Nie wiem ile mam czasu, zapewne coraz mniej, a nie chcę stracić mojej sympatii przez tę całą sytuację... Bardzo mi na niej zależy, a ona widać też ciężko radzi sobie z tą sytuacją, gdy tylko zapraszam ją do siebie, pyta: a będzie Twoja mama? Dodam tylko, że pewien postęp jest, mogę ją do siebie zaprosić, ale matka zawsze się ulatnia na czas jej pobytu w naszym domu. Proszę o pomoc, nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić, jest to świeża sytuacja i nie zdawałem sobie sprawy, że tak trudna.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Zaborcza i konserwatywna matka

Dzień dobry, mam pewien problem z rodzicami mojego chłopaka. Mam 20 - no już 21 lat, studiuję, z moim chłopakiem jestem od niespełna 3 lat. Rodzice T. są starsi niż moi, bardzo religijni - porządni ludzie. Niestety wyznają ortodoksyjne zasady...

Dzień dobry, mam pewien problem z rodzicami mojego chłopaka. Mam 20 - no już 21 lat, studiuję, z moim chłopakiem jestem od niespełna 3 lat. Rodzice T. są starsi niż moi, bardzo religijni - porządni ludzie. Niestety wyznają ortodoksyjne zasady (chyba dalej myślą, że nie współżyjemy). Są dla mnie mili, nie mogę powiedzieć, że nie - natomiast mama cały czas mówi, że na wszystko mamy czas. Nie możemy spać razem, T. nie może u mnie nocować, mawia: masz swoje łóżko, masz dom, stale wydzwania, jest zła, że T. nie spędza z nimi już tyle czasu co kiedyś. On jest starszy o rok (ma 2 lata młodszą siostrę), również studiuje, natomiast musi się pytać o pozwolenie na wszystko.

Wiem, że oni chcą dobrze, martwią się, że nie skończymy studiów. My jesteśmy dorosłymi ludźmi i znamy ryzyko ciąży, uważamy, zabezpieczamy się. T. nie może oczywiście wspomnieć o tym mamie. Na wieść, że współżyjemy dostałaby zawału. Przecież nieślubne dziecko to byłaby hańba dla całej rodziny. Cała rodzina, jak już wspomniałam jest bardzo religijna. Nie jest to wadą, ale podchodzę do religii w bardzo liberalny sposób, co pewnie im nie odpowiada. Zawsze w ich towarzystwie czuję się nieswojo, stale myślę o tym, co mówię, przez to często plącze mi się język. Mama mojego lubego patrzy na wszystko surowym okiem, tata natomiast nie ma nic do gadania. Obawiam się, że mama widzi we mnie potencjalnego wroga, a T. jest jej ukochanym dobrym synusiem. Nie może się pogodzić, że jest już dorosły, zarabia.

Była taka sytuacja, że rodzice T. wyjechali w góry, chłopak oczywiście zaprosił mnie do siebie na 2 dni. Mama się o tym dowiedziała i wyraziła swoje niezadowolenie, nie życzy sobie obcej osoby w swoim domu. Wiem, że ma rację, jednak poczułam się dziwnie - przecież nie jestem taka obca. Stwierdziła, że nie powinniśmy spać razem, ponieważ nie jesteśmy małżeństwem. Całość mnie przytłacza, siostra T. - Kasia - ma dużo łatwiej. Obawiam się, że o wspólnym mieszkaniu przed ślubem mogę tylko pomarzyć, a gdy już zamieszkamy, mama wpadnie w syndrom opuszczonego gniazda i nie da nam żyć. Tutaj mogę jeszcze dodać, że są bardzo rodzinni, wspólne obiadki przy jednym stole, stałe odwiedziny najbliższej rodziny. Jestem inaczej wychowana, mam dużą swobodę, lubię swoją rodzinę, ale co za dużo, to niezdrowo. Obawiam się, że wiążąc się z moim ukochanym, wiążę się z całą tą szopką i że wszystko mnie przerośnie. Mi zależy tylko na tym by był blisko, a stałe uśmiechanie się do jego mamy sprawia, że za niedługo dostanę szczękościsku, nie wytrzymam i wybuchnę.

Czuję się przytłoczona, ciągle się martwię, że mnie nie zaakceptują. Wiem, że T. będzie bardzo ciężko odmówić mamie, a kiedyś przyjdzie taki dzień, że będzie musiał wybrać. Chciałabym prosić o radę, co mam zrobić jak mam się zachować, czy warto wchodzić w to wszystko i poświęcić się dla ukochanego?

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Agresja i nerwowość u mężczyzny

A miały być takie spokojne święta. Moja siostrzenica ma męża (38 lat). Od pięciu lat pracuje na delegacji na terenie całego kraju jako kierownik budowy. W domu do tej pory był od piątku wieczorem do poniedziałku rano. Znów wyjeżdżał i...

A miały być takie spokojne święta. Moja siostrzenica ma męża (38 lat). Od pięciu lat pracuje na delegacji na terenie całego kraju jako kierownik budowy. W domu do tej pory był od piątku wieczorem do poniedziałku rano. Znów wyjeżdżał i tak na okrągło. Od dwóch miesięcy pracuje na tyle blisko, że przyjeżdża codziennie. Podejmując takiego rodzaju pracę, chciał bezwzględnie zaspokajać swoje ambicje zawodowe. Obecnie twierdzi, że to żony rodzina zmusiła go do tego, aby podjął taką pracę. Jego żona jest lek. stom. i pracuje w domu. Mają sześcioletnią córkę - z dużą alergią pokarmową, szczególnie na gluten i fruktozę. W związku z tym są problemy żywieniowe. Ojciec dziecka ignoruje to kompletnie, twierdząc że dziecko nie ma prawo chorować, bo on nie chorował nigdy. Nie wspomaga żony w jej działaniach zarówno fizycznie, jak i finansowo, nie łożąc na utrzymanie rodziny, bo ponoć składa pieniążki na budowę domu. I tak myślę, że składa pilnując, żeby nic nie wydać, chyba że na szpanerskie prezenty dla dziecka, ale na życie to nigdy w życiu. Ale i tu ma problemy, bo nie ma dla niego odpowiedniego miejsca, wracając do jego postępowania. Kiedyś ja proponowałam, aby zamieszkali w moim domu, a ja bym się z niego wyniosła, to odmówił, bo remontu nie będzie robił, obecnie mieszkają z mamą żony, mają dwa pokoje.

Mama siostrzenicy (72 lat) - pracujący lek stom. proponowała zamianę mieszkań z dwóch pokoi na trzy, ale również problemem był remont. Przychodząc z pracy, zjada w locie obiad, przebiera się w kapcie, dresy i siada na tapczanie, kładąc na kolana laptopa i tak może przesiedzieć spokojnie w międzyczasie jedząc, nieco śpiąc do poniedziałku rano. U swojej teściowej jest zwyczaj, że siada się do posiłków razem, żeby po prostu być razem i porozmawiać. Ale mąż mojej siostrzenicy jedynie pomrukuje coś pod nosem, nie odzywając się do nikogo, jak on skończy jedzenie, to wstaje (ani dziękuję, ani że smaczne lub nie) i wychodzi, idąc znów na tapczan. Wszyscy w domu dla niego są wrogami, wszyscy są winni, że jemu w życiu się nic nie udaje i to jest wina domowników. Od żony żąda, żeby była mu posłuszna bezwzględnie. Ma myśleć i mówić tak jak on. Ma nie cierpieć swojej rodziny. Chorujące dziecko potrzebuje pomocy, trzeba je zawieść do lekarza samochodem, ale on nigdy nie ma na to czasu, a jak ja bez problemu zawiozę, to jestem wrogiem, do którego nie należy się odzywać. W tym samym mieście mieszka siostra jego mamy, która jest również lek stom. - osoba samotna w wieku 67 lat (ma swoje dzieci, ale na odległość). Więc wychodzi on do swojej cioci. Nie wiem, o czym rozmawiają, ale zawsze przychodzi od niej tak naładowany, że jest w stanie zawsze zrobić awanturę. Awantury oczywiście odbywają się przy córce, która jest tak nerwowa, że z nerwów dziecko aż sie dusi.

Siostra żony urodziła synka 27, więc zrobiła urodziny w pierwsze święto, stwierdził, że zrobiła to na złość jemu, bo on chciał jechać do swojej mamy i nie przyjdzie. Nigdy ostatnio nie przychodzi, bo to nie jego rodzina, a on może tylko chodzić do swojej rodziny. W tym roku w Wigilię był spokój, wydawało się nawet, że normalnie, rozpakowywał prezenty, bawił się z dzieckiem (co jest ewenementem). Cieszył się z prezentów, które dostał. Siostra żony (siostra bliźniaczka) przyszła i mężem i synkiem na drugą część Wigilii i było ok. W pierwsze święto mieli jechać do jego rodziców. Jesteśmy rodziną wierzącą, więc poszłyśmy do kościoła. On został z córką w domu. Potem przyszliśmy z kościoła i teściowa w spokojny sposób odezwała się, że może poszliby na kawę i za godzinkę spokojnie pojechali. Na to wpadł w taką furię, że cały się trząsł, prawie biegając po domu krzyczał, że nienawidzi teściowej i wszystkich co tu mieszkają, że jego żona nie potrafi oderwać się od pępowiny matki, że ten dom to dla niego jeden pech, że jest wsiokiem, że nie jest katolikiem (brał ślub kościelny i chodził do kościoła), że nie usiądzie nigdy to przy stole. Uspokajałam go, ale nic nie pomagało. Nie zjadł obiadu. Po jakimś czasie pojechali. Jego rodzice mieszkają w odległości 120 km. Tak była ponoć następna awantura. Byli rodzice jego, ciocia, o której wcześniej pisałam itd. Wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że całe zło to teściowa, z którą mieszka, że ona go nienawidzi. Mama jego nawet przepłakała cały dzień, że jej syn ma się tak źle i jest gnębiony przez teściową.

Ona nie wyzywa, nie krzyczy, jedynie pomaga, wspomagając swoją córkę i wnuczkę. Po prostu jest na miejscu i w każdej chwili pomaga i chce pomagać. Finansuje utrzymanie całego domu i żeby nie ona, to nie wiem, kto utrzymywałby ten duży dom. No może nieraz coś spokojnie powie, ale tego to nawet słoń by nie wytrzymał. A w oczach jego rodziny to postrach może nawet całego miasta. Nie wiem, mam wrażenie, że to właśnie ta ciocia nastawia wszystkich w swojej rodzinie, tj. jego rodzinie przeciwko mojej rodzinie, a jest w swojej rodzinie autorytetem. Chcę przyjąć jego do siebie, namawiając, żeby wyprowadził się od żony i dziecka, no i tej strasznej teściowej. Jeszcze nie wrócili, ale aż boję się dalszych awantur. Czy można coś z takim problemem zrobić ? Bardzo proszę o jakąkolwiek podpowiedź, u nas zawsze wszyscy się kochali i szanowali, a teraz taki straszny problem. Dziękuję za odpowiedź.

odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Kamila Drozd
Mgr Kamila Drozd
Mgr Irena Mielnik - Madej
Mgr Irena Mielnik - Madej

Jak radzić sobie z problemami przeszłości?

Dzień dobry! Mam szesnaście lat i gnębi mnie strasznie jedna sprawa. Niedługo po moich narodzinach rodzice rozeszli się. Do tej pory nie chcą mi powiedzieć z jakiego powodu, ale chyba nawet nie chcę wiedzieć. Jako maluch zapamiętałam tylko głośną kłótnię... Dzień dobry! Mam szesnaście lat i gnębi mnie strasznie jedna sprawa. Niedługo po moich narodzinach rodzice rozeszli się. Do tej pory nie chcą mi powiedzieć z jakiego powodu, ale chyba nawet nie chcę wiedzieć. Jako maluch zapamiętałam tylko głośną kłótnię i własne krzyki błagające, żeby rodzice przestali krzyczeć. Wszystko to wpłynęło na moją wrażliwość, która jest zdecydowanie zawyżona. Przeszłam naprawdę wiele... Między innymi przez 4 lata nie widziałam się z moim tatą przez głupią pomyłkę, więc jako 7-letnie dziecko przeżywałam to strasznie - płakałam (dosłownie) każdej nocy w poduszkę, pytałam moją mamę kiedy zobaczę się z ojcem itd. Otóż, teraz, kiedy już wszystko wydaje się być ułożone, moi rodzice znaleźli sobie nowych partnerów życiowych. Sam problem polega na tym, że mój tata zdaje się bardziej kochać nową rodzinę, niżeli na przykład mnie. Mam głupie uczucie wchodząc do 'mojego drugiego domu' i dookoła widząc zdjęcia moich braci (ze związku mojego taty i tej nowej kobiety) + żony, a nie dostrzegając ani jednego mojego. Czuję się jakbym była na jakimś marginesie, a mój tata patrzył na mnie przez pryzmat mojej mamy - tak, jakbym mu ją przypominała, a on chciał zapomnieć o przeszłości. Oczywiście pojawiają się jakieś okazy ciepłych, ojcowskich gestów, jednak czasem brakuje mi tej więzi. To swojemu tacie zawdzięczam miłość do muzyki, dzięki niemu prowadzę życie według określonych zasad... Wiem, że zrobił dla mnie wiele, jednak teraz tak jakby przestał się starać... Jakby mu nie zależało. Rozważałam opcję rozmowy, ale chyba nie jestem na tyle silna, żeby podjąć ten temat, bo mimo wszystko nie jest to takie proste, jak się wydaje. Widuję się z nim przeważnie na weekendy - od piątku do niedzieli, z czego wszystko wygląda tak: piątek - przyjazd, rozpakowanie się, po czym tata idzie spać, bo rano do pracy. Sobota - tata w pracy do południa, później rozrywki typu telewizja/komputer, krótka rozmowa z rodziną, zajmowanie się 1,5-letnim bratem i znowu spanie. Niedziela - w ten dzień ledwo wymieniam z nim parę słów. Po południu jestem odwożona z powrotem do domu. Czuję się naprawdę samotna. Nie mogę powiedzieć o tym mamie, bo ona nie chce rozmawiać na temat taty, nie rozumie mnie - z góry patrzy na niego wręcz pogardliwie. Co powinnam zrobić ?  
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Arleta Balcerek
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Patronaty