Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Ciągłe problemy z samą sobą i nie tylko

Mam 17 lat.Kończę pierwszą klasę liceum. Wcale nie myślę o samobójstwie.Nie mam tyle siły i odwagi,żeby targnąć się na swoje życie. Poza tym nie chcę zawieść mamy.Taty nie mam.Był uzależniony.Targnął się na swoje życie kilka lat temu. Mam kilka problemów,które...

Mam 17 lat.Kończę pierwszą klasę liceum. Wcale nie myślę o samobójstwie.Nie mam tyle siły i odwagi,żeby targnąć się na swoje życie. Poza tym nie chcę zawieść mamy.Taty nie mam.Był uzależniony.Targnął się na swoje życie kilka lat temu. Mam kilka problemów,które może i nie są depresją,ale nie pozwalają mi normalnie żyć. Na pewno brak akceptacji.Nie mogę przestać myśleć o odchudzaniu (mam sporą nadwagę i nie mogę schudnąć),od zawsze byłam i jestem wyśmiewana z tego powodu (najgorszy był okres 1 klasy gimnazjum). Bywały takie sytuacje,jeszcze w podstawówce,że na dyskotece ktoś z klasy potrafił mi powiedzieć,że przyszłam po to,żeby się najeść. Nie chodzę ze znajomymi na basen,nie ćwiczę na wf-ie. Mam napady obżarstwa,gdy nikogo nie ma w domu.Wtedy przysysam się do lodówki i jem bez opamiętania.Mam później ogromne wyrzuty sumienia,ale nic z tym nie robię.Nie mam odwagi wymiotować,ale myślę nad tabletkami przeczyszczającymi. Wytworzyłam sobie obraz,że tylko szczupłe oznacza piękne i szczęśliwe.Moja siostra,prawie wszystkie koleżanki,są szczupłe,nie mają żadnych problemów.Nikt ich nie wyśmiewa.Są szczęśliwe.Piękne. Ach właśnie,moja siostra. Zawsze ona była ta piękniejsza,ta mądrzejsza (choć ja mam lepsze oceny),ta zgrabniejsza, "rodzinna modeleczka", "miss".Odkąd skończyła 10 lat,ma jakiegoś chłopaka.Gdy idę z nią po ulicy i mija nas jakiś chłopak,najpierw dokładnie patrzy na nią,a potem gdy przerzuca swój wzrok na mnie,wybałusza oczy i przyspiesza kroku. Ogólnie czuję się odrzucona.Nigdy nie byłam i nie jestem tak "w pełni" lubiana jak inni.Gdy pytałam,dlaczego ktoś mnie nie lubi,nie był w stanie odpowiedzieć. Wszyscy mają do mnie pretensje,że coś robię źle.A ja staram się być dla wszystkich w porządku,nikogo nie krytykuję i praktycznie każdego lubię. Moje babcie od zawsze mnie odrzuciły.Ze strony ojca woli moją siostrę i myślała,że jak zasponsoruje mi buty,wykupi 16 lat bycia babcią.Pije. Ze strony mamy mnie nie akceptuje,bo nie chodzę i nie chcę chodzić do kościoła.Mam od kilku lat kryzys wiary i póki co nie chcę z tym nic robić. Jest jeszcze moja mama. Staram się dostać do szkoły muzycznej na śpiew.To moja życiowa pasja i nic mi tak nie sprawia przyjemności jak właśnie śpiew (pogodziłam się z faktem,że nigdy nie zostanę baletnicą,łyżwiarką figurową ani nie będę grać dobrze na pianinie,co było moim marzeniem od dziecka). Moja mama jasno daje mi do zrozumienia,że moje starania,podejścia do egzaminów są całkowicie bez sensu,gdyż nikt mi nie powiedział,że się nadaję i że jeśli mnie raz nie przyjęli,nie ma sensu więcej próbować. Na dodatek ona pije.Nie dużo,kilka piw dziennie,ale zawsze. Co jakiś czas ma okresy,że przez ok.2 tygodnie pije dużo więcej niż zwykle,a potem śpi i tak w kółko.Pije,śpi,pracuje. Oczywiście ona nie chce słuchać,gdy jej mówię,że mi to przeszkadza. Mam tylko ją i bardzo mi na niej zależy,chcę z nią rozmawiać,chcę mieć z nią dobry kontakt.Nie traktuję matki jak większość ludzi w moim wieku. Bardzo brakuje mi ojca.Dopiero po latach,ale myślę,że to z powodu przeżywania pewnego rodzaju ulgi po jego śmierci. Byłam w pewnym sensie jego córeczką,więc mam do niego sentyment. Teraz oddałabym wszystko,żeby tu był ze mną. Żeby mama nie piła.Żeby on nie brał.Żeby moja siostra przestała się ze mnie wyśmiewać albo bawić się w bycie moją drugą matką. Nic nie potrafię.Ugotować,uprać,uprasować. Bardzo chcę się tego nauczyć,być samodzielna. Moja mama nie pozwala mi się tego nauczyć,a później w trakcie kłótni wypomina mi,że nic nie potrafię i jestem bezradna. Z drugiej strony nie chcę dorastać.Chcę być ciągle dzieckiem,dorosłość mnie przerasta.Musiałam szybko dorosnąć i nie zdążyłam mieć pełnego dzieciństwa. W tym roku wyjechałam na tydzień z zuchami na zimowisko jako opiekun.Wróciłam z załamaniem nerwowym,ogólnym załamaniem.Sama,bez wiedzy nikogo,kupiłam Calmax i go stosowałam.Dopiero później powiedziałam mamie. Najlepiej zamknęłabym się w 4 ścianach i krzyczała,płakała albo patrzyła się w sufit. Nie umiem.Nie potrafię. Dawno temu chciałam iść do psychologa,po prostu to komuś wszystko powiedzieć.Zapisałam się do poradni(to było ok.rok temu).W trakcie pierwszej i ostatniej wizyty dowiedziałam się od lekarki,że moje problemy są bez sensu i właściwie bez sensu tu przyszłam. A właśnie w tym czasie miałam przeróżne myśli,pewnego dnia pocięłam się w kilku miejscach żyletką.Na szczęście szybko się opamiętałam. Do dziś nie znalazłam żadnej poradni,ponieważ jestem niepełnoletnia i moja mama musi wiedzieć,że idę do psychologa. A ja nie chcę żeby wiedziała,po tym,jak w gimnazjum wyprosiłam u niej psychologa,ale ten mi nie pomógł,bo skupił się na teście na inteligencję,a nie na głównym problemie.Później też ją prosiłam o psychologa,ale jak zwykle stwierdziła,że sobie coś wymyślam i skończyła temat (tak jest zresztą z każdym lekarzem do jakiego chciałam iść,nawet z dietetykiem). Obecnie mam w torbie słynne tabletki uspokajające z niebieskim wieczkiem (nie pamiętam nazwy,ziołowe,strasznie śmierdzą),kilka wzięłam,gdy była potrzeba. Często boli mnie brzuch ze stresu,szczególnie wtedy,gdy nie mam się czym denerwować.Mój żołądek czyni rewolucję i tak mnie boli,że nie jestem w stanie się ruszyć. To tak po krótce moje problemy,być może nie są one wcale poważne i większość zmyśliłam (znowu to uczucie bycia niepotrzebną),ale musiałam to komuś napisać,jakoś sobie pomóc. Liczę na odpowiedź,chociaż na słowo pokrzepienia. Za dużo usłyszałam krytyki w swoim krótkim życiu. Bardzo proszę o odpowiedź.

Jak przestać rozpamiętywać przeszłość?

Mam 19 lat i jestem dziewczyną. Nie wiem czy juz takie pytanie się pojawiło, ale potrzebuję odpowiedzi i pomocy... Kiedy poszlam do liceum bylam bardzo nieszczesliwa i zalamana bo w gimnazjum zakochalam sie w pewnym chlopaku ktory podobal mi sie...

Mam 19 lat i jestem dziewczyną. Nie wiem czy juz takie pytanie się pojawiło, ale potrzebuję odpowiedzi i pomocy... Kiedy poszlam do liceum bylam bardzo nieszczesliwa i zalamana bo w gimnazjum zakochalam sie w pewnym chlopaku ktory podobal mi sie przez 2 nazjumlata gim i potem przez cale liceum. Caly czas nie mogę o nim zapomniec. W 1kl lo zajelam sie szalenczo nauka wiec o nim tak nie myslalam i nie mialam tych napadow placzu i tego okropnego bolu ,ktory rozsadzal mnie od wsrodka. ale od 2 kl zalamalam sie. To sie wciaz nasila. Ogarnia mnie smutek malo co cieszy czuje bol ktory mnie dusi. ostatnio cięłam się wielokrotnie, teraz juz nie ale sobie to wyobrażam. myślę wciąż o samobójstwie i czuję się niekochana i nielubiana. Nie mam przyjaciół ani chłopaka. mialam 2 próby samobójcze. szukam pomocy, czuje sie wykonczona zmeczona zrezygnowana. wciaz czuje wokol siebie samotnosc. nienawidze jej ale ona jest codziennie. opuscilam sie w nauce, ledwie zdalam mature, a bylam wzorowa, w domu mam problemy moi rodzice nic nie rozumieja, cierpie i mam mnóstwo problemow i wciaz uciekam w przeszlosc. mysle i mysle mam dosc. nic mi sie nie chce. nic nie robie calymi dniami. kiwam sie na krzesle.. prosze o pomoc co mi jest??

Jakie to może być zaburzenie?

Witam. Mam 22 lata i życie staje się dla mnie coraz trudniejsze. Postaram się ująć objawy CZEGOŚ co przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu: - Od dzieciństwa prowadzę samotniczy tryb życia. Izoluję się, nawet jeśli tego nie chcę. Ludzie podchodzą do...

Witam. Mam 22 lata i życie staje się dla mnie coraz trudniejsze. Postaram się ująć objawy CZEGOŚ co przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu: - Od dzieciństwa prowadzę samotniczy tryb życia. Izoluję się, nawet jeśli tego nie chcę. Ludzie podchodzą do mnie z dystansem, ja do nich też. W zasadzie nie ufam ludziom. Jestem strasznie zamknięta. Myślę, że inni to widzą i dlatego się do mnie nie zbliżają. Kiedyś mi to nawet przeszkadzało, teraz jest to obojętne. W szkole miałam ze 2-3 koleżanki, ale od czasu studiów nie mam żadnych znajomych. Na co dzień rozmawiam tylko z moim chłopakiem albo mamą. Nie liczę kontaktów wirtualnych, których mam trochę więcej, ale chyba to się nie liczy... Zresztą one też są dość powierzchowne, bo nie chce mi się już gadać z ludźmi ani ich poznawać. Nie interesują mnie, naprawdę. Przez ostatnie półtora roku nie poznałam na żywo żadnej nowej osoby i wcale mi to nie przeszkadza. Nie utrzymuję praktycznie kontaktu ze znajomymi ze szkoły, spotykamy się raz na rok. Przez cały okres szkolny nie miałam żadnego chłopaka, mimo że jestem całkiem ładna. Nikt mnie nigdy nie zaczepiał, podrywał etc. WSZYSTKICH swoich partnerów poznałam przez internet, inaczej nigdy bym z nikim nie była. W przedszkolu zazwyczaj bawiłam się sama, potrafiłam też całkiem nieźle rysować, więc inne dzieci mnie za to lubiły i byłam dla nich jakimś "autorytetem". Czasami spotykałam się z nimi poza przedszkolem. Mimo wszystko, nawet tam byłam zamknięta, często bawiłam się sama. Moją jedyną "kartą przetargową" były moje rysunki. W szkole podstawowej nie miałam już żadnej karty, toteż moja pozycja społeczna na tym nieco ucierpiała i byłam outsiderką, ludzie raczej traktowali mnie obojętnie. W gimnazjum z kolei chciałam wyskoczyć przez okno, ale nie starczyło mi odwagi. Chciałam się zabić, ponieważ czułam, że ludzie mnie nie akceptują i była to prawda niestety. Nie byłam zbyt lubiana wtedy, głównie dlatego, że ubierałam się w byle co, bo ogólnie miałam wtedy swój wygląd gdzieś.... Przez rok albo dwa lata w liceum, udawałam kogoś kim nie jestem. Idąc do liceum koniecznie chciałam być lubiana, dlatego udawałam bardziej wyluzowaną, pewną siebie osobę, która ma cięte riposty i dużo energii. Po powrocie do domu pogrążałam się w apatii, która od tamtego czasu ciągle się pogłębia. Poza tym, moje działania przynosiły marny skutek. Nie potrafiłam przebić tego muru dzielącego mnie od ludzi. Tego dystansu. Pod koniec liceum i na studiach nastąpiło moje zupełne oderwanie od ludzi. Nie chcę nawet ich poznawać, udawać. Nie potrafię chyba być sobą przy ludziach albo moja prawdziwa osobowość jest zbyt blada, żeby dało się ją przy ludziach zauważyć. Moją jedyną ambicją było znalezienie sobie faceta, co też mi się parę razy udało, przez wspomniany już internet. - Kiedyś występowały u mnie objawy nieco narcystyczne: wyobrażałam sobie, że jestem kimś znanym, jakąś gwiazdą etc. Ilekroć znajdowałam sobie nowe hobby, już na początku wyobrażałam sobie, że jestem w tym najlepsza na świecie, co mnie skutecznie wypalało, bo same takie myśli mi wystarczały, zamiast fizycznych dowodów. Ogólnie przez całe życie szukam sobie jakiegoś zajęcia i żadnym nie mogę się jakoś interesować dłużej niż parę dni. Przerobiłam już siebie jako tancerkę, mistrza karate, aktorkę, pisarkę, a najczęściej kogoś o nieokreślonych zdolnościach, ale znanego. Odczuwam ciągłą potrzebę bycia kimś niezwykłym, docenionym. Takie fantazjowanie trwało u mnie dość długo, skończyło się mniej więcej w liceum. Przestało mi wystarczać fantazjowanie o swojej wielkości, chciałam coś osiągnąć. Niestety, okazało się to bardzo trudne, ponieważ zupełnie brak mi konsekwencji i zadowalam się samą wizją bycia dobrym w jakiejś dziedzinie. Kiedyś wydawało mi się, że mam talent w zasadzie do wszystkiego, że mogłabym być kimkolwiek i osiągnę coś niesamowitego. Teraz wydaje mi się, że zawsze będę nikim, ponieważ zawiodłam się na sobie tak wiele razy, że nie wiem czy jestem zdolna nawet skończyć studia. - Jestem pogrążona od 5 lat mniej więcej w letargu. Brakuje mi pasji do czegokolwiek, a opanował mnie strach o mój los. Coraz częściej czuję, że chciałabym żeby ktoś się mną zaopiekował i zajął moim życiem, bo ja nie potrafię. Uciekłam w swój związek i uzależniłam się od mojego chłopaka. Ostatnio od tego odchodzę, bo zdałam sobie sprawę, że jednak moje życie jest ważniejsze. Próbuję znaleźć sobie jakieś zajęcie, coś wymyślić, ale zawsze ostatecznie pogrążam się w bezmyślnym surfowaniu po internecie. - Od tych 5 lat mam kłopoty z koncentracją i nauką, otępieniem, apatią, ponieważ jakby zanegowałam sens czegokolwiek. Nie widzę sensu w uczeniu się, w rozwijaniu. Jutro mam egzamin, ale nie obchodzi mnie to. Czuję się tak, że wolałabym umrzeć, niż się do niego uczyć. Nie potrafię się do niczego zmusić. A najmniej do jakiejkolwiek nauki. W liceum szło mi dość kiepsko, chociaż mogłabym mieć naprawdę dobre oceny. Ale nie obchodzi mnie rywalizacja, bycie lepszym, nawet dla samej siebie, nie mówiąc o innych. Na początku studiów próbowałam sobie wmówić, że chcę być najlepsza i że mnie interesują moje studia etc., ale nie mogę. Wtedy też mniej więcej ostatecznie zakończyły się moje wizje o byciu super. Próbowałam wielokrotnie zaczynać od początku, małymi krokami coś pożytecznego robić, ale nie potrafię wytrwać dłużej niż pół dnia. Nie potrafię znaleźć w robieniu czegokolwiek jakiejkolwiek przyjemności czy celu. Zaczęłam nawet czytać o hinduizmie, buddyzmie, medytować, bo widzę sens tylko w izolacji, oderwaniu od rzeczywistości i uzależnienia od pieniędzy, przedmiotów, ludzi, świata. Nie potrafię już normalnie funkcjonować ani udawać, że to robię. Mój dzień wygląda tak, że idę na uczelnię, jak mi się zachce, a potem cały dzień siedzę przed komputerem. Mam wyrzuty sumienia z tego powodu, ale nie potrafię się do niczego zmusić. Lubię też oglądać filmy i słuchać muzyki, ale bywają okresy, że na to też nie mam ochoty. - Przez większość swojego życia byłam skupiona na swoim wyglądzie fizycznym i to w nim upatrywałam swojego towarzyskiego niepowodzenia (mimo że jestem atrakcyjna). Zawsze sobie wmawiałam, że kiedy wreszcie schudnę (chociaż nie jestem gruba, ale w gimnazjum byłam trochę przy kości), będę mogła zająć się nauką, rozwojem intelektualnym. Nie wiem, dlaczego tak sobie wmówiłam, ale tak jest nadal. Nadal moim priorytetem jest schudnięcie, a kiedy już schudnę, zajęcie się całą resztą mojego życia. Prawdopodobnie jest to moja jakaś wymówka, w dodatku tak idiotyczna, że aż wstyd mi się do niej przyznawać.:/ Zawsze sobie myślę, co zrobię, kiedy już schudnę. Tylko że nie chudnę, dlatego też przez 10 lat takiego myślenia spowodowało to jakby marazm, poczucie, że stoję w miejscu przez jedną idiotyczną rzecz. i wiecie co? Nawet jak mi powiecie, żebym się na tym nie skupiała, jak i tak będę chciała schudnąć te 7-8 kg. Mogę spróbować nadać temu mniejszy priorytet, ale to zawsze będzie jedna z ważniejszych rzeczy w moim życiu. Raz udało mi się sporo schudnąć i bardzo dziwnie się wtedy zachowywałam. Czułam się jak jakiś bóg. Mój wygląd fizyczny bardzo wpływa na moją psychikę. Wystarczy, że trochę schudnę i już czuję, że mogę wszystko (prawie). Tylko trochę utyję i znowu jestem na dnie. Miałam kiedyś napady obżarstwa, było to w gimnazjum i liceum, teraz już w zasadzie nad tym panuję. - Moje związki z facetami są dość burzliwe. Tzn. dotyczy to głównie mojego obecnego związku. kiedy jestem z moim chłopakiem, wszystko jest OK, jest wspaniały etc. Kiedy się z nim rozstaję i na przykład tak jak teraz siedzę przed komputerem bez niego, w mojej głowie zaczynają pojawiać się myśli czy mnie przypadkiem nie zdradza albo sobie kogoś nie szuka. Wiem, że nie, bo wielokrotnie dawał dowody na to, że jest osobą godną zaufania. A jednak nie potrafię mu zaufać w 100%, co jest przyczyną kłótni. Mniej więcej raz na miesiąc mi odbija, twierdzę, że on mnie źle traktuje (chociaż tak nie jest), że mnie uważa za idiotkę (to też nieprawda), że zaraz się mną znudzi, że nie wiem dlaczego ze mną jest etc.etc. Czasami niestety zdarza mi się go uderzyć, czego zaraz potem bardzo żałuję i jest mi wstyd. Ogólnie wtedy chyba wychodzi moja niska samoocena. A to jest tym bardziej dziwne, że kiedy jestem sama, uważam, że jestem OK, jestem inteligentna, atrakcyjna, ale nie na zasadzie, że jestem boginią, tak jak kiedyś, tylko w miarę pozytywnie się oceniam. Natomiast przy innych ludziach - nie tylko przy moim facecie - czuję się często jak zero, chociaż kiedy jestem sama, to oni są dla mnie mniej warci ode mnie (obie oceny są bardzo subiektywne). Muszę się starać przy innych ludziach, żeby nie czuć się mniej warta od nich, nawet jeśli widzę ich głupotę. Dla mnie są więcej wtedy warci, bo potrafią żyć z innymi ludźmi, studiować, osiągać coś, a ja nie. Dopiero kiedy jestem sama dostrzegam, że jestem coś warta. - Jeszcze coś istotnego na koniec: mój tata umarł, kiedy miałam rok, moja mama sama mnie wychowywała. Kiedy miałam 8 lat, poznała pewnego faceta, którego bardzo nie lubiłam. Wtedy naprawdę wariowałam, wyzywałam ją, biłam, płakałam, wszyscy sąsiedzi o tym wiedzieli. Czułam, że już mnie nie kocha, że mnie opuszcza, że woli jego. W końcu oni się rozstali. Tzn. dobrze że się rozstali, ponieważ on ją źle traktował, czasami ją dusił, a ja na to niestety patrzyłam.:/ Po tym moja mama miała do mnie przez rok albo dwa pretensje, że to moja wina, że nie są razem. Raz na miesiąc upijała się (bo tylko raz na miesiąc miałyśmy pieniądze, wtedy było nam dość ciężko pod względem materialnym) i wydzwaniała do jego znajomych, wyzywała ich. Czasami chodziła ze mną do sklepów podpita i czułam się z tego powodu niezręcznie bardzo. Po paru latach nasze stosunki się poprawiły, ale ciągle jeszcze czasami mi powtarzała jak jej ciężko i że nie wie, po co mnie urodziła. Wiem, że było jej ciężko samej mnie wychowywać, ale to spowodowało, że urosła między nami duża bariera. Przez parę lat byłam zupełnie nieczuła w stosunku do niej. To się zmieniło, kiedy poznałam mojego obecnego chłopaka. Jakoś tak dojrzałam, zaczęłam ją doceniać. Zdałam sobie wreszcie sprawę, że nikt mnie nie będzie kochać tak, jak ona mnie. Teraz bardziej o nią dbam, kupuję jej prezenty. Teraz jest już lepiej między nami, ale ona i tak ma też jakieś kłopoty psychiczne. Na przykład dostaje histerii, bo nie wie, czy nie zostawiła okularów w sklepie i zaczyna znowu mówić, że nie wie po co żyje etc. Jest dość nerwowa i ma o mnie złą opinię. To znaczy ona twierdzi, że tak nie jest, ale to wychodzi podczas naszych kłótni. Ona uważa, że ja wszystkich oszukuję, że zależy mi tylko na pieniądzach, że chcę ją wykończyć, chociaż jest to bardzo dalekie od prawdy. Nie wiem, dlaczego mnie posądza o takie rzeczy. W każdym razie, pomimo że wiem, że mnie i tak kocha, jej zachowanie w stosunku do mnie na pewno miało na mnie negatywny wpływ i być może naśladuję jej zachowanie w stosunku do moich partnerów. Ona nikomu nie ufa i uważa wszystkich ludzi za kretynów. Nie przyjmuje krytyki swojej osoby ani nie potrafi od wielu lat zmienić zdania na mój temat. Nigdy nie interesował jej mój wygląd fizyczny, więc nie mogę powiedzieć, żeby moja obsesja w tej kwestii miała z nią związek. Jest jeszcze parę innych objawów, ale to te najważniejsze...

Nic mi się nie udaje...

Mam 29 lat, męża, dwoje dzieci... Mieszkam na wsi, w jednym domu z rodzicami, ale mamy "swoje" piętro... Podejrzewam u siebie depresję ,ale panicznie boję się pójść do lekarza i przyznać się do swoich słabości. Dlatego piszę tutaj. Może ktoś...

Mam 29 lat, męża, dwoje dzieci... Mieszkam na wsi, w jednym domu z rodzicami, ale mamy "swoje" piętro... Podejrzewam u siebie depresję ,ale panicznie boję się pójść do lekarza i przyznać się do swoich słabości. Dlatego piszę tutaj. Może ktoś mnie przekona.... Nigdy siebie nie lubiłam, zawsze miałam mnóstwo kompleksów, nigdy nie byłam "dość dobra" według mojej matki,której ciągle nic nie odpowiada, nikt się nie podoba ... Wszystko jest "nie tak", zawsze robię coś źle, nawet jeśli chodzi o MOJE WŁASNE dzieci... W ogóle czuję się niepotrzebna w tym domu... Babcia na wszystko dzieciom pozwala, przez co wolą ją ode mnie, a ja przez to wpadam w szał, wrzeszczę na wszystkich lub zamykam się w sobie i płaczę całymi dniami... Nie stać nas na wyprowadzenie się stąd, a liczne rozmowy z mamą nic nie dają... Jestem do niczego. Na męża nie mogę liczyć, bo uważa ,że każdy powinien sobie sam radzić z problemami a poza tym mnie nie szanuje, bo parę lat temu go zdradziłam.... Nie odszedł... Ale poczucie winy pozostało, nawet jak wszystko jest w porządku. Czasem się kłócimy - a wtedy mam myśli samobójcze, bo wszystkie problemy w naszym domu są przeze mnie... Nienawidzę swojego wyglądu, swojego zachowania, tego, że nie mogę się dogadać z matką, nie zasługuję na zaufanie męza, ani na miłość dzieci... Do tego zaufanie szefa też ostatnio mocno nadwyrężam, bo nie mam ochoty do pracy, a do tego jestem okropnie senna - aż do tego stopnia, że zasypiam w pracy prze komputerem w środku dnia, kiedy mam pilne zadanie do skończenia. Myślę, że nikt mnie nie szanuje i nie lubi... Nie zasługuję na to, bo jestem zbyt słaba i zbyt zamknięta w sobie, żeby z kimś się zaprzyjaźnić. Nie mam przyjaciół, czuję się stara i brzydka... Nie wiem po co w ogóle takie coś jak ja chodzi po tej ziemi i zatruwa innym życie..... Do tego mieszkam w niedużej wsi, gdzie wszyscy o wszystkim wiedzą i o wszystkich plotkują... Nienawidzę tego miejsca, ale nie stać nas na przeprowadzkę... Jest jeszcze jakaś szansa dla mnie? czy już za późno na cokolwiek.... ???

Brak pewności siebie i poczucie bycia gorszym

Jestem młodą dziewczyną-studentka studiow magisterskich ,jestem zdolna ,utalentowana ,osiagam sukcesy,mam powodzenie u męzczyzn ,jestem lubiana przez ludzi jednak nie potrafie uwierzyc w siebie.boje sie wyzwan i nigdy nie wierze ze cos osiagne,zmieniajac prace zawsze mam obawe ze sobie nie poradze ,czuje sie gorsza od innych .dlaczego tak sie dzieje?

Małe poczucie wartości

Mam 24 lata jestem meżczyzna jestem smutny od dluzeszgo czasu troche mam male poczucie wartosci mam lek i stresuje sie bardzo zalewam sie potem wrecz i roznie spie kiedys duzo cpalem..bylem u lekarza przepisal mi afobam nie nie mialem zadnych badan..
odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek

Bardzo niskie poczucie własnej wartości

Pół roku temu rzucił mnie narzeczony od tego czasu nie potrafie się pozbierać.Schudłam 6 kilogramów,miałam problemy z zasypianiem i koncentracją.Ciągle płakałam i nic mnie nie cieszyło.Po jakimś czasie to się uspokoiło ale od ostatniego miesiąca znowu wróciło.Wszystko mnie denerwuje,ciągle krzyczę...

Pół roku temu rzucił mnie narzeczony od tego czasu nie potrafie się pozbierać.Schudłam 6 kilogramów,miałam problemy z zasypianiem i koncentracją.Ciągle płakałam i nic mnie nie cieszyło.Po jakimś czasie to się uspokoiło ale od ostatniego miesiąca znowu wróciło.Wszystko mnie denerwuje,ciągle krzyczę i płaczę bez powodu.Są dni że najchętniej nie wstawała bym z łóżka.Uważam że to co się stało to tylko moja wina,że nic mnie już nie czeka w życiu,myślenie o moim byłym w dalszym ciągu sprawia mi ból.Czasami myślę o śmierci ale wiem że brakuje mi odwagi.Ogólnie czuję się jak zero.

Jak zaakceptować samą siebie?

Mam 18 lat a od 16 choruje na chorobę skórna tzw, łuszczyce. Jestem kobietą więc trudno mi się pogodzić z własnym wyglądem.Niestety moja choroba opiera się na wiecznym leczeniu i smarowaniu całego ciała różnymi maśćmi. Najgorszy okres załamania przechodzę wiosną...

Mam 18 lat a od 16 choruje na chorobę skórna tzw, łuszczyce. Jestem kobietą więc trudno mi się pogodzić z własnym wyglądem.Niestety moja choroba opiera się na wiecznym leczeniu i smarowaniu całego ciała różnymi maśćmi. Najgorszy okres załamania przechodzę wiosną i latem kiedy na dworze robi się ciepło a ja krępuje się wyjść gdyż moje ciało wygląda jak poparzone albo jak w łaty. Wiele osób tego nie rozumie i patrzy na mnie z obrzydzeniem obgadując za plecami co jeszcze bardziej doprowadza mnie do rozpaczy.Nie mam siły by żyć często myślę że lepiej byłoby gdybym już nie żyła. Nie chcę być na tym świecie skoro tak wyglądam i nigdy nie będzie lepiej. Gdy patrze na te wszystkie zdrowe osoby które mają zdrową i piękną skórę boje się wychodzić i wtedy zostaję w domu i czekam aż się ściemni lub ochłodzi abym mogła włożyć na siebie długie spodnie czy koszulki. Inaczej mam straszny opór by wyjść do ludzi z takim wyglądem zasłaniam się od razu lub odchodzę. Nie wiem co mam zrobić by się zaakceptować bo wyleczyć się nie mogę ale choć przestać zwracać na to uwagę bo już trzecie wakacje zapowiadają się na to że będę siedzieć zamknięta samotnie,,,bardzo proszę o jakąś radę...

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Nie potrafię myśleć o przyszłości

Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje. Jestem tegoroczną maturzystką i już miesiąc temu skończyłam szkołę. Od tego czasu szukałam pracy na wakacje niestety nic nie znalazłam aż do teraz. Ten miesiąc był zmarnowany. Z koleżankami od pewnego czasu...

Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje. Jestem tegoroczną maturzystką i już miesiąc temu skończyłam szkołę. Od tego czasu szukałam pracy na wakacje niestety nic nie znalazłam aż do teraz. Ten miesiąc był zmarnowany. Z koleżankami od pewnego czasu mam słaby kontakt. Kiedy znalazłam chłopaka oddaliłyśmy sie od siebie, co jeszcze pogorszył koniec szkoły. Pisałam do nich chciałam się spotkać ale każda jest zajęta swoim życiem, rzadko się widujemy. Z tym chłopakiem jestem od trzech lat. Wydaje mi się, że go kocham. Zawsze to on bardzo się starał ale ostatnio jest dła mnie opryskliwy. Kiedy ja staram się być miła on ma ciągłe pretensje. Wtedy ja zaczynam mowić o tym co czuje zarzucam mu, że się mną znudził, a on twierdzi, że przesadzam. Później zawszę czuje się winna, wydaje mi się, że może faktycznie przesadzam. On ma wielu przyjaciół jak tak naprawdę nie mam już nikogo. Kiedyś byłam wesołą dziewczyną, chodziłam na imprezy miałam mnóstwo przyjaciół a teraz czuję się samotna. Płaczę codziennie, próbuję oglądać komedie, cokolwiek, żeby sie tylko lepiej poczuć ale nic mnie nie cieszy. Czuję się gruba i brzydka, chociaż wiem, że nie jest ze mną tak źle. Nie chce mi się wychodzić z domu, najchętniej przesypiam całe dnie. Jakikolwiek wysiłek bardzo mnie męczy. Na siłę szukam kogoś żeby nie czuć się taka samotna. Piszę do przyjaciółek, które niestety rzadko mają czas. Z trudem powstrzymuję się przed tym żeby nie dzwonić co 5 minut do chłopaka ale kiedy odbiera i wita się ze mną znudzonym głosem, pełnym pretensji chce mi się płakać. Czuję się okropnie. Chodzę cały czas podenerwowana i przestraszona. Mam podwyższone tętno a od dwóch dni cały czas pulsuje mi powieka. Wychodzę z domu na siłę ale jestem jakby nieobecna. Nastrój na krótką chwilę poprawia mi alkohol, później jednak zaczynam pękać i placzę, wyrzucam wszystkim swoje żale. Mam wrażenie, że psuje wszystkim nastrój a zwłaszcza mojemu chłopakowi, który uważa, że głupio się zachowuję. Dzisiaj znalazłam pracę, nie wiem jeszcze kiedy zacznę ale nie potrafię już myśleć o przyszłości.

Jak mam sobie z tym wszystkim poradzić?

Mam 17 lat, chodzę do liceum. Od czterech lat, kiedy w bardzo przykry sposób moja ówczesna "przyjaciółka" (warto dodać że pierwsza i jedyna w moim życiu) próbowała się mną zasłonić na tyle skutecznie że mało brakowało do wyrzucenia mnie ze...

Mam 17 lat, chodzę do liceum. Od czterech lat, kiedy w bardzo przykry sposób moja ówczesna "przyjaciółka" (warto dodać że pierwsza i jedyna w moim życiu) próbowała się mną zasłonić na tyle skutecznie że mało brakowało do wyrzucenia mnie ze szkoły, a później naglee moi rodzice zaczęli mnie traktować z pewnym dystansem, jak osobę dorosłą, jednak w pełni szczęśliwą, którą nie trzeba się przejmować, mam problemy ze samą sobą. Piszę tutaj, bo mniej więcej od roku moje samopoczucie robi się coraz bardziej nie do wytrzymania, a ostatnio jest jeszcze gorzej. Nigdy nie byłam specjalnie lubianą osobą- jestem brzydka, bardzo nieśmiała i raczej przeciętnie inteligentna- ale teraz, w liceum to jakoś się pogłębiło. Przeszkadza mi to, że ludzie z klasy mnie nie poznają na ulicy, nie odzywają się do mnie, chyba że czegoś potrzebują... Nie potrafię się do niczego zabrać, mimo że zawsze uczyłam się dobrze- przez ostatnie miesiące po prostu nie jestem w stanie się zabrać do nauki, a jak już się przełamię- nie potrafię się skoncentrować. Jestem ciągle smutna, chce mi się płakać, ale rzadko potrafię. Szczególnie, że moi rodzice nie są zadowoleni, kiedy się nie uśmiecham i mówią mi to- więc w domu udaję że wszystko jest w porządku. Wiem, że potrzebuję rozmowy, ale nie jest mi łatwo się otworzyć- ostatnio trochę się przełamałam i poszłam porozmawiać do znajomego księdza. Nestety, za dwa tygodnie wyjeżdża on do innej parafii i nie ma zbyt dużo czasu na rozmowę z żałosną, pustą nastolatką, więc w sumie rozmawialiśmy dwa razy. Pomogło mi to, ale wiem, że nie wystarczy na wydobycie się z dołka który sama sobie "wykopałam". Boję się wakacji- wszystko wskazuje na to, że spędzę je w całości w domu, z rodzicami, przez cały czas sztucznie uśmiechnięta, nie mając do kogo się odezwać. Do tego świadomość, że za rok mam maturę i marzenia (studiowanie medycyny) od niej zależą. Jeśli zawalę maturę (a w chwili obecnej patrząc na to jak się do niej przygotowuję i jak mi wszystko zobojętniało, raczej tak będzie) już naprawdę nie będę widziała sensu w życiu... Prześladują mnie myśli samobójcze (od dawna, ale ostatnio bardzo się nasiliły), kilka razy się samookaleczałam i często mam nagłe i ostre bóle głowy, duszności i bóle w klatce piersiowej. Robiłam badania krwi, które nic nie wykazały, więc sądzę, że są to nerwobóle. Nie wiem jak mam sobie z tym wszystkim poradzić, szczególnie że mam tendencję do analizowania swojego zachowania i myślenia o wszystkich problemach na okrągło. Czuję że przydałyby mi się wakacje od mojego umysłu, bo zaczynam wariować. Mam problemy z zasypianiem (co dotąd mi się nie zdarzało). W skali depresji Becka mam 50 punktów. Nie wiem co ze sobą zrobić- pójście do terapeuty bez wiedzy rodziców raczej nie jest możliwe, a szkolna pani pedagog nie jest dla mnie godna zaufania i nie jest osobą z którą chciałabym rozmawiać...

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Jak uwierzyć w siebie?

Mam 26 lat, parę lat temu udało mi się zrzucić nadwagę, byłam otyła..od tamtej pory, gdy tylko mam stresujące sytuacje, zajadam głód. Parę razy nawet sprowokowałam wymioty z wyrzutów sumienia, że znow przytyję. Mam powodzenie, ale sama nie uważam...

Mam 26 lat, parę lat temu udało mi się zrzucić nadwagę, byłam otyła..od tamtej pory, gdy tylko mam stresujące sytuacje, zajadam głód. Parę razy nawet sprowokowałam wymioty z wyrzutów sumienia, że znow przytyję. Mam powodzenie, ale sama nie uważam się za osobę atrakcyjną, mam dużo kompleksów. Jak mam uwierzyć w siebie?

Jak nauczyć się akceptować siebie?

DZIEŃ DOBRY, zawsze byłam osobą otyłą przy wzroście 158kg doprowadziłam się do wagi 76 kg, później udało mi się schudnąć do 73 kg utrzymywałam wagę przez 6 miesięcy wziełam się za siebie i schudłam do 62kg. Ale ja tego nie... DZIEŃ DOBRY, zawsze byłam osobą otyłą przy wzroście 158kg doprowadziłam się do wagi 76 kg, później udało mi się schudnąć do 73 kg utrzymywałam wagę przez 6 miesięcy wziełam się za siebie i schudłam do 62kg. Ale ja tego nie zauważam caly czas myśle o tym że jestem gruba nigdzie nie chce wychodzić, poznawać nowych osób. Za rok ma własny ślub, i wiem że jak tak dalej bedę postępować to chyba z niego zrezygnuje bo będę wstydziła się wyjść w sukience. Nawet nie chce oglądać sukienek bo wiem że w żadna się nie zmieszczę. Idąc na zakupy sięgam po największe rozmiary- nie potrafię oszacować siebie wlasnej wagi. W toważsystwie czuję się najbrzydsza - oglądajac zdjęcia nie mogę na siebie patrzeć! To wszystko mnie przerasta. Jak sobie z tym poradzić??
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Mazowska
Mgr Katarzyna Mazowska

Brak wiary w realizację marzeń

Witam. Jestem dziewczyną w wieku lat niespełna osiemnastu. Mam pewien problem (albo raczej szereg problemów) z którym nie potrafię sobie poradzić. Może mieć znaczenie chyba to, że mój ojciec był alkoholikiem, mama rozstała się z nim gdy miałam 12 lat....

Witam. Jestem dziewczyną w wieku lat niespełna osiemnastu. Mam pewien problem (albo raczej szereg problemów) z którym nie potrafię sobie poradzić. Może mieć znaczenie chyba to, że mój ojciec był alkoholikiem, mama rozstała się z nim gdy miałam 12 lat. Trudno mi opisać wszystko dokładnie, jest dużo kwestii, które mnie niepokoją, postanowiłam więc pomóc sobie skalą Becka (której niemniej nie potrafię precyzyjnie rozwiązać). Proszę o pomoc. A – smutek i przygnębienie: Mam huśtawki nastrojów, za dnia z reguły jest w porządku. Przygnębienie dopada mnie głównie gdy jestem sama, albo w nocy. B- Przyszłość: Dla mnie to trudna kwestia. Przyszłość kojarzy mi się głównie ze śmiercią. Boję się jej (i przyszłości i śmierci). Boję się, że nic w życiu nie zrobię, mam wielkie plany i marzenia (chcę założyć własną wielką firmę i dużo zarabiać by spełnić marzenia dotyczące pomocy ludziom bezdomnym, mam już odnośnie tego cały plan fundacji, oraz chciałabym zobaczyć palmy na ulicy, ogólnie chyba podróżować no i dobrze żyć), ale wiem, że ich nie zrealizuję. Chciałabym być kimś, coś zrobić, komuś pomóc, ale czuję że to wszystko jest poza moim zasięgiem. Mam wrażenie, że czas przepływa mi przez palce, boję się, że kiedyś się obudzę, będę już stara, albo chora i zapłaczę nad swoim życiem, nad tym, że po prostu minęło, a ja byłam zwyczajnym szarym człowiekiem, albo zwyczajnym nikim. A wracając jeszcze do tej śmierci, często mam taki dziwny nastrój, tylko nie wiem dokładnie jak go opisać… W nocy jak leżę i myślę o tym, to czuję się tak jak bym już miała te dziesiąt lat i czekała już tylko na śmierć… Czasem myślę, że specjalnie wmawiam sobie takie uczucie. C – zaniedbania: jestem leniwa i jest mi z tym źle, wiem, że mam coś zrobić, ale mi się nie chce, w sumie to nie zamartwiam się zbytnio z tego powodu, ale rzutuje to na moim odbieraniu mnie jako siebie. D – zadowolenie z tego co robie: dużo rzeczy sprawia mi przyjemność (pisanie, haftowanie, granie, spotykanie się z innymi), ale z reguły ich nie robię bo mi się nie chce, ale jest to takie specyficzne niechcenie… Jakby niechęć do wszystkiego, brak weny… E – wina i wyrzuty sumienia: nie mam ich stale, ale najczęściej dotyczą one dalekiej przeszłości, sytuacji sprzed 4 do nawet 9 lat. Przypominam sobie jakieś wydarzenia z dzieciństwa i zaczynam się ich wstydzić, żałować, myśleć, że powinnam zrobić inaczej, rozpamiętywać… F – kara: w kwestii kary często boję się tej pośmiertnej, myślę nad tym, jak wobec kogoś jestem nie w porządku, a ten ktoś dowie się o tym w czyśćcu, myślę o przykrości jaką sprawię… Ale na ziemi nie myślę o karze. Mam trochę zachwianą kwestię wiary, chciałabym wierzyć w Boga, bo czuję, że modlitwa mogłaby mi pomóc, ale jakoś do końca nie potrafię uwierzyć. G – siebie i mnie: tutaj chyba czuję do siebie niechęć, za to czego nie robię, czego nie potrafię, lub za to co właśnie robię, ale źle, także za to czego nie zrobię w życiu. H – ja i inni: nie czuję się gorsza, choć wiem, że gorsza jestem. Usilnie pragnę wmówić sobie, że jestem lepsza, robię pozy, stwarzam pozory, ze świadomością, że to tylko taka bariera przed innymi, by nie wiedzieli, że jestem gorsza i by nie mogli mnie skrzywdzić, by czuli respekt i bali się (ale agresywna nie jestem!). To taki strach przed byciem kozłem ofiarnym albo powtórnie pośmiewiskiem. I – samobójstwo: nie, o tym nie myślę. To znaczy myślę, ale w kwestii czysto technicznej, jako o samym wydarzeniu. Ja boję się śmierci i to jak cholera. Przez chwilę sama podejrzewałam, że wszystkie moje problemy biorą się z tego strachu. Boję się śmierci przedwczesnej, śmiertelnej choroby, śmierci w starości. Boję się też bólu jaki ze sobą niesie. Czasem wczuwam się w różne sytuacje by tym mocniej coś przeżyć. No i boję się, co tu dużo mówić. J – płacz: często płacze, chyba nawet trochę za często. Najczęściej nocami i to z byle powodu. Za dnia wzruszają mnie jakieś sytuacje, wydarzenia, programy, filmy. A czasem po prostu zaczynam myśleć o czymś przykrym i po prostu łzy mi z oczu lecą. Ale jak już wspomniałam, za dnia płaczę w sumie rzadko, częściej nocami. K – nerwy i rozdrażnienie: nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale chyba jestem dość często rozdrażniona, głównie pod wpływam różnych sytuacji, innych ludzi, lub czegoś co mi po prostu nie pasuje (ale nie jestem agresywna! Ani fizycznie, ani psychicznie nie wyładowuję się na innych. Czasem się kłócę i tyle, zaraz wszystko mija) L – zainteresowanie innymi ludźmi: nienawidzę ich. Za to, że nie zwracają na mnie uwagi, na to że krzyczę i błagam o pomoc, że nie widzą moich sygnałów, tego, że potrafiłabym rzucić im się pod nogi i całować po rękach za większe zainteresowanie, jedną pomoc. Najbardziej nienawidzę najbliższych, tych których najbardziej potrzebuję. Bo nie chcą nic widzieć, wolą udawać, że nic się nie dzieje, nic nie widzą. Chciałabym już nie wychodzić z domu i cierpieć sobie w samotności. Ale z drugiej strony potrzebuję ich wszystkich, i tych bliskich, i dalekich, potrzebuję towarzystwa, rozmowy, zainteresowania, nawet zwyczajnego bycia, przebywania w jakiejś grupie, przynależności. Wiem, że to naturalne potrzeby, nienaturalna jest nienawiść, żal, rozczarowanie, próba odseparowania się mimo krzyku o bycie, a najbardziej użalanie się nad sobą, że nie potrafię z innymi rozmawiać, znaleźć wspólnego tematu, przebywać. M – podejmowanie decyzji: unikam podejmowania decyzji, zazwyczaj dwie kwestie są dla mnie równoznaczne i nie mogę się na coś zdecydować, zostawiam to chłopakowi. N – mój wygląd w moich oczach: nie czuję się jakaś specjalnie brzydka, czy coś. Wiem, że potrafię się podobać i w tej kwestii nie mam żądnych problemów. O – praca: nie chce mi się nic robić, ale czy nie jestem w stanie? Wiem, że potrafiłabym, mogłam. Ale ciężko mi się do czegoś zaprać. P – spanie: przede wszystkim nie mogę spać bez włączonego radia. Nawet wtedy gdy jest włączone ciężko mi usnąć, myślę o różnych rzeczach, wkręcam sobie coś, płaczę, rozmawiam ze sobą lub z innymi (tylko dlatego, że ich nie ma) ale przez to, że coś mi gra nad uchem to w miarę szybko się uspokajam. Nie lubię nocy. Jest to czas kiedy nic już się nie dzieje, niczym się nie zajmuję, więc trudniej odwrócić mi uwagę od śmierci, przykrych wydarzeń, czy nierealnych marzeń. Czasem wieczorami boję się tej pory snu, tego, że znów będzie tak samo i tego że będę się bała. Q – zmęczenie: nie, raczej niechęć. Męczę się tak samo jak zwykle. R – apetyt: nie zastanawiałam się wcześniej ale raczej jest kiepski, czasem pół dnia może minąć zanim zgłodnieję i wystarcza mi niewiele jedzenia by się najeść. S – utraty wagi: nie notuję, ale zawsze byłam szczupła i tak raczej zostaje. T – martwienie o zdrowie: martwię się tym, że kiedyś zachoruję: 1. Na raka, a to w związku z paleniem papierosów, nie palę dużo, średnio pół papierosa dziennie, ale to zawsze coś, tym bardziej, że jestem jeszcze młoda i całe życie przede mną. 2. Na chorobę psychiczną, boję się, że pogłębią mi się te stany lękowe, nienawiść i żal, i że kiedyś wyląduję w psychiatry ku. 3. nałogi, bo nie poradzę sobie z problemami i albo zacznę pić albo palić, może dlatego nie rzucam konkretnie palenia, bo z dwojga złego to jest lepsze. U – zainteresowania seksualne: brak takowych Jest jeszcze jedna kwestia. Często mi samej wydaje się, że wszystko wyolbrzymiam, że specjalnie chce zwrócić na siebie uwagę, albo zrobić z siebie sierotę. Myślę tak zwłaszcza wtedy, gdy nic mi nie jest, gdy się uspokajam, albo w ogóle gdy wszystko mi mija. Czy to możliwe? Skoro o tym myślę to chyba tak? Ale czy wtedy to też choroba? A może po prostu staram się znaleźć jakieś wytłumaczenie, usprawiedliwienie? Domyślam się, że pewnie nie można odpowiedzieć jednoznacznie na te pytania... Postarałam się opisać wszystko jak najlepiej i w skrócie (nie, to nie ironia, choć widzę ile tego wyszło). Czy powinnam iść dalej do jakiegoś lekarza, poprosić o leki, czy po prostu uspokoić się i przeczekać? Czy naprawdę może być kiedyś tak, że wszystko mi się pogłębi i albo zwariuje albo wpadnę w jakiś nałóg? Czy to może być tylko depresja, czy już jest to coś innego? Zależy mi na jakiejkolwiek pomocy. Z góry bardzo dziękuję.

Czy zaniżone poczucie własnej wartości i przygnębienie to depresja?

Czy to jest depresja? Mam 20 lat. Zdarza sie, ze czasami przez dwa tygodnie nie mam humoru,siedze zamknieta sama w pokoju i modlę się,żeby nikt do mnie nie wchodził..od paru dni mam problemy z zasypianiem, mam mysli takie,ze...

Czy to jest depresja? Mam 20 lat. Zdarza sie, ze czasami przez dwa tygodnie nie mam humoru,siedze zamknieta sama w pokoju i modlę się,żeby nikt do mnie nie wchodził..od paru dni mam problemy z zasypianiem, mam mysli takie,ze chcialoby mnie nie byc na tym swiecie..uwazam,ze wszystko mi sie nie udaje,nie mam chlopaka tak jak wiekszosc moich przyjaciolek,wciaz wmawiam sobie ,ze jestem brzydka i zle sie zachowuje,czesto placze..czy powinnam udac sie do lekarza?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Paweł Gosek
Dr n. med. Paweł Gosek
Patronaty