Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Jak nie zamykać się w sobie? Nabrać pewności siebie i działać, a nie myśleć? Jak uwierzyć, że to jest to?

Od dziecka byłam spokojna, raczej zdystansowana, starałam się dobrze uczyć i być wzorową córką. Chciałam być idealna, więc i nie szukałam atrakcji, które mogłyby zburzyć taki mój wizerunek. Wolałam przesiadywać w domu, niż bawić się z innymi dziećmi, bo...

Od dziecka byłam spokojna, raczej zdystansowana, starałam się dobrze uczyć i być wzorową córką. Chciałam być idealna, więc i nie szukałam atrakcji, które mogłyby zburzyć taki mój wizerunek. Wolałam przesiadywać w domu, niż bawić się z innymi dziećmi, bo czułam się stale kontrolowana przez rodziców, bo nie lubiłam i bałam się sporów z koleżankami. Zawsze wytykano mi nieśmiałość, ale i twierdzono, że zjawisko to jest popularne wśród dzieci, że z tego się wyrasta. Obecnie mam 26 lat i nie czuję, żebym z tego wyrosła. Wręcz czuję się z tym jeszcze gorzej, bo mam świadomość, że w tym wieku już mnie nic nie wytłumaczy. Na początku studiów zaczęłam bujne życie towarzyskie. Poznałam chłopaka, miałam mnóstwo przyjaciół. Z czasem wszystkie te osoby odchodziły, zastępowały je inne. Tak samo było z moimi związkami. Zazwyczaj w związki wchodziłam tylko wtedy, kiedy chłopak wiedział czego chce i potrafił do tego dążyć. Przy najbliższej okazji z braku asertywności po prostu ulegałam. Tak wyglądały moje relacje damsko-męskie. Byłam z facetami, którzy sami mnie wybierali. Najgorszy okres przeżyłam 5 lat temu, kiedy moja przyjaciółka odeszła z chłopakiem, z którym myślałam, że już będę na zawsze. Wiem, że jest z nim szczęśliwa, że się pobrali. Ja, niestety, od tej pory straciłam wiarę w siebie. Wszystkie cele jakie sobie stawiam, realizuję ze zwyczajnej chęci bycia lepszą, dowartościowania się na siłę. Przestałam wierzyć w ludzi, przestałam wierzyć w siebie. Zdystansowałam się, nie potrafiłam zaufać, zbliżyć się do nikogo. Nadal wchodziłam w różne związki, ale trwały one od 3-6 miesięcy, czyli czas kiedy byliśmy oboje zauroczeni, kiedy pokładaliśmy w sobie wielkie nadzieje, aż do momentu jak zaczęliśmy przeglądać na oczy. Nie potrafiłam się otworzyć, blokowałam się, analizowałam każde mówione i słyszane słowo. Nie potrafiłam się oddać miłości. Zawsze wynajdywałam choćby błahe szczegóły, które mnie zniechęcały do danej osoby. Czy to z charakteru czy wyglądu. Nasze relacje rozkładałam na czynniki pierwsze. Kiedy sytuacja z facetem stawała się męcząco niejasna z braku wspólnych tematów do rozmowy, to natłok myśli stawał się na tyle dręczący, że prędzej czy później urywałam znajomość, aby sobie zwyczajnie ulżyć. To był główny powód. Nie potrafiłam stawić czoła problemowi, zrozumieć drugiej osoby... Z czasem nawet nauczyłam się nie przeżywać tak bardzo rozstań. Zawsze znalazł się ktoś na pocieszenie, na rankę, ktoś, kto powiedział mi komplement, ktoś na spotkania na kilka miesięcy, dopóki znów nie zaczęłam wynajdywać sobie sama problemów. Obecnie też jestem w związku z facetem, z którym obiecałam sobie nie być. Jest niższy i papuśny, a ja chudsza i wysoka. Zupełnie mi się nie podobał, nie pasujemy do siebie. W dodatku moja mama od dziecka mi wpajała, że facet musi być wysoki, zadbany, miły z buzi, a nie papuśny. A jednak po kilku udanych randkach postawił na swoim i mnie pocałował. Nie czułam nic. W zasadzie chciałam się wyrwać z jego objęć, ale stwierdziłam, że poddam się temu buziakowi, żeby sprawdzić, co czuję. Przerwałam to i byłam zła na siebie, że dałam się pocałować. Obiecałam sobie, że powiem mu przy najbliższej okazji, że był to błąd i nie chce tego powtarzać. Nie było odpowiedniej chwili na taką rozmowę, a jemu znów udało się mnie pocałować, kolejny raz i kolejny. Nie odwzajemniałam buziaków, ale jednak też nie potrafiłam protestować. Później nadszedł dzień, kiedy sama miałam ochotę go pocałować, zrobiliśmy małą imprezę ze znajomymi i stało się. Przespaliśmy się ze sobą. Od tej pory już zupełnie nie wiem, co się ze mną dzieje. On strasznie jest za mną, jest idealny, opiekuńczy, wartościowy, uczuciowy, potrafi dać sobie ze wszystkim radę w życiu, wie, czego chce, jest otwarty. Uwielbiam jego cechy. Staram się do niego przekonać. Mimo że spotykamy się już od czterech miesięcy, to nie potrafię nazwać go swoim chłopakiem. Wiem, że może go to zranić. Nie wiem, co ja robię. Z jednej strony właśnie takiego faceta szukałam. Z drugiej nie potrafię zdzierżyć tego, że jest niższy ode mnie i tak do siebie nie pasujemy, mam kompleksy. Obecnie unikam często spotkań z nim, nikomu nie chcę pokazać, że to jakieś większe uczucie. Zachowuję się jak jakaś nastolatka, dzieciak, nie wiedzący czego chce. Strasznie się obwiniam za to. To wszystko to moja wina, nie potrafię kochać, nie potrafię zaakceptować siebie, nie umiem podjąć decyzji. Po 7 latach wróciłam do mieszkania u rodziców i wstydzę się przy nich pokazywać, że każdy mój związek trwa góra 3 miesiące. Wszystko robię z ukrycia, w kłamstwie. Dlatego właśnie obecnego chłopaka nie przedstawiłam jeszcze rodzicom. Nie wiem, czy przedstawię, mimo że za każdym razem wiedzą, kiedy z nim wychodzę. Później wracam po nocach. Łatwo się domyślić. Mój chłopak jest cudownym facetem, dojrzałym, mieszka sam. Ostatni związek miał około 3 lat temu, teraz chce być ze mną i chciałby ze mną zamieszkać. Ja wciąż się boję podjąć jakąkolwiek decyzji, boję się że go zdradzę, bo może go nie kocham, nie ufam sama sobie. Wiem, że nie potrafię być stanowcza, że nie wiem, czego chcę, że ciągle mam wątpliwości, a niedaleka jest droga od tego do zdrady, nawet jeśli tak naprawdę się nią brzydzę. Boję się odejść, bo może nic lepszego mnie nie spotka. Inni mnie zawodzili, a na niego mogę liczyć w 100%. Może powinnam mu powiedzieć, żeby schudł trochę. Może to pomoże mi się przełamać. Codziennie obwiniam się, że nie zasługuję na niego, co chwilę wmawiam sobie, że jego byłe były lepsze ode mnie. Były odważne, umiały pogadać z jego znajomymi, umiały być otwarte, kochać... Ja nie potrafię. Boję się, że nie sprostam jego uczuciom. Boję się odpowiedzialności, w kółko mam natłok myśli, wieczne analizy w głowie, to mi psuje humor, dołuje mnie, to z kolei po mnie widać. Nieraz nie potrafię się odezwać w towarzystwie. Albo gadam od rzeczy, albo głupio się uśmiecham. Nie dość, że odezwę się raz na godzinę, to jeszcze nie trafiam w temat. Nie wyobrażam sobie, co by było gdybym miała spotkać się z jego rodzicami. Nie umiałabym porozmawiać na poziomie. Każde słowo wypowiedziane analizuję, nie mam pewności siebie, nie wiem czego chce od życia, nie wiem na czym mi zależy, nie wiem nawet, czy chce być z tym chłopakiem. Znajomi mi mówią, ze mam się po prostu zakochać. Ale jak? Naprawdę chciałabym się w nim zakochać, tylko ciągle nie wiem, czy w nim, nie dam rady się zakochać czy może w ogóle nie potrafię kochać, a to każe mi trwać w tych dziwnych relacjach. W odróżnieniu od takich sytuacji kiedyś wydawało mi się, że kocham. Do tego stopnia, że widziałam całe swoje życie z daną osobą. Wystarczyła jedna niejasna odpowiedź lub gdy coś poszło nie po mojej myśli, żebym w głowie naroiła sobie milion dziwnych myśli i przypuszczeń. Kilka takich i powoli traciłam do danej osoby zaufanie. Później nienawidziłam siebie, i tak w kółko. Ja tylko chcę kochać i być kochaną. Jak oddać się miłości i nie analizować każdego słowa, które wypowiadam czy słyszę? Jak nie zamykać się w sobie? Nabrać pewności siebie i działać, a nie myśleć? Jak uwierzyć, że to jest to? Jak nie przejmować się tak przesadnie opinią innych? Nawet kiedy wydaje mi się, że zależy mi na kimś, to strasznie się boję, że go zdradzę, bo wiem, że nie panuję nad sobą w wielu sytuacjach, że działam wbrew sobie, że robię coś bezmyślnie. Trudno działać racjonalnie, skoro nie mam swojego zdania. Obecny chłopak nawet myśli o dzieciach ze mną. To jest moje wielkie marzenie, ale ciągle się obwiniam za to. Jak mogę mieć dzieci, skoro nie radzę sobie z relacjami z innymi? Jak mogę być odpowiedzialną matką, podjąć nowe obowiązki, skoro przeraża mnie odpowiedzialność za własne czyny i słowa? Proszę, dajcie mi nadzieję na normalność i normalne życie w przyszłości. Co ze mną jest nie tak?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Dlaczego to życie jest takie nudne?

Mam skończone 18 lat, a tak naprawdę nie mam siły już żyć. Czuję się taka samotna i przygnębiona, że już sama nie wiem co mam robić? Czuję się tak mało wartościowym człowiekiem, że zaczynam się tego wstydzić powoli. Wszystko co...

Mam skończone 18 lat, a tak naprawdę nie mam siły już żyć. Czuję się taka samotna i przygnębiona, że już sama nie wiem co mam robić? Czuję się tak mało wartościowym człowiekiem, że zaczynam się tego wstydzić powoli. Wszystko co robię, czym się zainteresuję, to nic mi nie wychodzi, nie wiem czy jestem jeszcze komukolwiek potrzebna. Stałam się taka zimna, oschła w uczuciach, nie wiem co to jest miłość, bo tak naprawdę nigdy się nie zakochałam, nie potrafię rozmawiać o uczuciach, bo się tego wstydzę, czuje się taka samotna, że powoli już tracę nadzieję, że kiedyś będzie lepiej. Powoli zamykam się w sobie, bo już nie wiem, jak mam się zachowywać, żeby niektórzy, a szczególnie chłopaki zaczęli mnie spostrzegać za fajną i wartością dziewczynę. Co mam w tej sytuacji robić? Proszę o pomoc...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak uwierzyć w siebie i pokonać nieśmiałość?

Dzień dobry! Mam taki straszny problem... jestem nieśmiała, nie wierzę w siebie, a chcę to zmienić i to bardzo! Chcę być stanowcza, z inicjatywą. Mam 20 lat, a pomimo tego doskwierają mi bardzo te rzeczy. Nie wiem, co mam...

Dzień dobry! Mam taki straszny problem... jestem nieśmiała, nie wierzę w siebie, a chcę to zmienić i to bardzo! Chcę być stanowcza, z inicjatywą. Mam 20 lat, a pomimo tego doskwierają mi bardzo te rzeczy. Nie wiem, co mam zrobić, żeby zmienić mój charakter. Jestem taka, że nie mam własnego zdania, zawsze się z innymi zgadzam, jak ktoś coś mi powie przykrego, od razu to przeżywam, a nie powiem nic tej osobie, i nigdy nie wychodzę z inicjatywą, np. gdzieś pojechać z moim chłopakiem, gdzieś wyjść itd. Po prostu się boję, że on nie będzie chciał! A tak naprawdę, to on bardzo by chciał, a ja mam jakąś blokadę! Proszę mi powiedzieć, jak z tym walczyć, co zrobić, żeby zmienić mój charakter??? BARDZO PROSZĘ! Bo boję się, że przez mój charakter nie poradzę sobie w życiu... Pozdrawiam.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak mogę podnieść samoocenę?

Mam poważny problem. Strasznie wstydzę się o tym mówic. Mam 16 lat i ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie choruję na depresję. Zaczęło się to od czasów gimnazjum. Zaczęłam dorastać, bardziej przejmować się swoim wyglądem. Teraz jestem...

Mam poważny problem. Strasznie wstydzę się o tym mówic. Mam 16 lat i ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie choruję na depresję. Zaczęło się to od czasów gimnazjum. Zaczęłam dorastać, bardziej przejmować się swoim wyglądem. Teraz jestem w 1 klasie liceum i zaczynam coraz bardziej się o siebie martwić. Często jestem załamana, smutna, rozdrażniona, mimo że mam kochającego chłopaka, którego trudno mi było znaleźć. Nie umiem się cieszyć tym, co mam, często myślę, że nie zasługuję na niego, że nie zasługuję na życie. On codziennie powtarza, że jestem piękna, jestem kobietą jego życia, że mnie akceptuje i kocha taką, jaką jestem. Chce mnie jakoś podbudować, bo wie, że jestem strasznie zakompleksiona. Ciągle mam wrażenie, że on jest lepszy, krępuję się przy nim, jest mi niezręcznie, ponieważ wydaje mi się, że jest z porządniejszej rodziny, nie może narzekać na brak pieniędzy, jest wychowany, kulturalny, przystojny, mądry i inteligentny... A ja? Ja ze zwykłej rodziny, gdzie czasem brakuje kasy i trzeba myśleć co dalej. Nie wiem dlaczego, ale strasznie się tego wstydzę. Wszystko było dobrze na początku naszego związku, kiedy jeszcze nie jeździliśmy do siebie do domu. Teraz jest mi strasznie trudno. On chce złożyć mi wizytę, a ja go zwyczajnie spławiam, że muszę gdzieś wyskoczyć. Ale wracając do tematu. Czasami przez to odechciewa mi się żyć. Ciągle płaczę, zadręczam się. Już mam tego dość. Nie mogę spać po nocach, ciągle bym tylko jadła... A potem narzekam, że jestem gruba... Najgorsze jest to, że ja nie wiem, w czym tkwi problem... Wydaje mi się, że jakbym miała więcej kasy, gdybym była urodziwa, to problem sam by się rozwiązał... Bo nie czułabym się przy nim jak biedna mysz kościelna... Kocham go nad życie, ufam mu.. ale nie potrafię z nim o tym porozmawiać. Zdobyłam się tylko na powiedzenie, że czasem wydaje mi się, że jesteśmy z innych światów. Sama nie wiem już, co mam robić, bo czuję, że to wszystko mnie przerasta, ale dla mnie to jest nienormalne, żeby tak przeżywać takie błahostki, które dla innych są normalne, prozaiczne... Dlatego postanowiłam zapytać kogoś o radę... Być może potrzebuję pomocy ? W sumie tak teraz się zastanawiam, że to, co napisałam, nie jest zbyt jasne... nie podałam mojego głównego problemu... sama już nie wiem, o co mi chodzi ;( Przepraszam za wszelkie błędy, ale piszę szybko, to co czuję... a nie chcę, żeby mi to wyleciało z głowy =(

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Mam ze sobą problem - czy powinnam wybrać się do psychologa?

Witam. Mam na imię Iza, mam 20 lat, właśnie kończę liceum. Mam ze sobą problem, ponieważ od urodzenia mam schorzenie zwane niedowładem kończyn dolnych, które objawia się utykaniem na lewą nogę, przez to w ogóle nie akceptuję siebie, nic mi...

Witam. Mam na imię Iza, mam 20 lat, właśnie kończę liceum. Mam ze sobą problem, ponieważ od urodzenia mam schorzenie zwane niedowładem kończyn dolnych, które objawia się utykaniem na lewą nogę, przez to w ogóle nie akceptuję siebie, nic mi się we mnie nie podoba. Uważam, że jestem do niczego, nie mam wciąż chłopaka, a przez to wszystko tracę również przyjaciół. Od pewnego czasu zastanawiam się nad pójściem do psychologa, do którego namawia mnie przyjaciółka, twierdząc, że to pomoże i pozwoli mi zaakceptować siebie taką, jaką jestem. Waham się, ponieważ boję się, że nie będę potrafiła się przed nim otworzyć, i czy ta wizyta coś w ogóle zmieni? Nie wiem, co mam robić, dlatego bardzo proszę, powiedzcie mi, co mam robić? Jak to zmienić? Pozdrawiam. Iza

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Brak mi samoakceptacji...

Trafiłam na tę stronę przypadkiem, ale postanowiłam napisać o moim problemie... Nie umiem siebie zaakceptować... W swoim wyglądzie nic mi się nie podoba... Oglądam zdjęcia moich koleżanek, innych dziewczyn, płaczę i zadaję sobie pytanie, dlaczego ja nie mogę taka być......

Trafiłam na tę stronę przypadkiem, ale postanowiłam napisać o moim problemie... Nie umiem siebie zaakceptować... W swoim wyglądzie nic mi się nie podoba... Oglądam zdjęcia moich koleżanek, innych dziewczyn, płaczę i zadaję sobie pytanie, dlaczego ja nie mogę taka być... Dlaczego one mają większe powodzenie u chłopaków ;( Często miewam takie dni, że nie widzę sensu życia. Jestem gruba, mam trądzik, okrągły kształt twarzy, gęste włosy, małe oczy, mały nos, grube i krótkie nogi... Kilka razy próbowałam się odchudzać, ale nigdy nie potrafiłam długo wytrwać na diecie... Ostatnio stwierdziłam, że przez cały tydzień będę jeść tylko kisiel. I rzeczywiście tak robiłam. Szłam do szkoły z pustym żołądkiem, przychodziłam ze szkoły, piłam wodę niegazowaną, herbaty zielone i piłam kisiel, czasami dorzucałam do tego jedno jabłko. Po kilku dniach poczułam się trochę osłabiona, ale dawałam radę i cieszyłam się, że jakoś mi się udaje. Miałam tylko jeden problem: często było mi bardzo zimno w ręce, podczas gdy inne koleżanki miały ciepłe ręce... Ale dzisiaj nie wytrzymałam i zjadłam normalne posiłki ;( Znowu się poddałam... Z trądzikiem jakoś sobie radzę i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej... Ale ostatnio dowiedziałam się jeszcze, że chłopak, który mi się bardzo podobał, chodzi z moją koleżanką z klasy... Jest ona bardzo atrakcyjna z wyglądu, z charakterem trochę gorzej. Mam 16,5 roku i jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, chociaż miałam propozycje chodzenia. Nie miałam dlatego, że związki traktuję bardzo poważnie... Ale gdy poznałam tego chłopaka, coś we mnie strzeliło: jest on dokładnie taki, jakiego sobie wyobrażałam... Dosłownie: jego charakter, sposób odnoszenia się do innych, jego ciepłe oczy... A koleżanka mi go odbiła i prawdopodobnie wiedziała, że mi się podoba... ;( Osiągam sukcesy szkolne, ale to mnie nie za bardzo satysfakcjonuje... Mówią, że jestem ambitna, ale jeśliby tak było, to udałoby mi się wytrwać na mojej diecie... Mówią, że powinnam zaakceptować siebie taką, jaka jestem, ale nie potrafię ;( Czasami też nie wiem, jak gadać z ludźmi, o czym gadać, głównie w grupkach nie umiem się odnaleźć, dlatego nie chodzę na imprezy, dyskoteki, bo zawsze czuję się jak piąte koło u wozu... Wolę być sama... Czuje się okropnie brzydka ;( Szukałam, czy jest jakiś dietetyk w mojej miejscowości, ale są tylko prywatni, a nie ma żadnego na NFZ. Na prywatnego nie mam kasy... Ta dziewczyna, co chodzi z tym chłopakiem, ma wszystko na wyciągnięcie ręki i do tego ten jej wygląd... Ile bym dała za to, aby mieć takie nogi jak ona... Mam strasznie głupi charakter, bo byle jaką błahostką się przejmuję, podczas gdy inni to "olewają" - ja tak nie potrafię ;(

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Mam wstręt do siebie

Witam. Mam 22 lata. Od kiedy pamiętam, mam sporą nadwagę. Przez lata walczyłam z nią na różne sposoby, dieta, ćwiczenia itp., z różnym skutkiem. Do tego stopnia, że nie pamiętam od kiedy dokładnie, ale chyba od gimnazjum, raz na jakiś...

Witam. Mam 22 lata. Od kiedy pamiętam, mam sporą nadwagę. Przez lata walczyłam z nią na różne sposoby, dieta, ćwiczenia itp., z różnym skutkiem. Do tego stopnia, że nie pamiętam od kiedy dokładnie, ale chyba od gimnazjum, raz na jakiś czas prowokowałam wymioty. Częściej lub rzadziej, nie miałam jakichś długich cyklów napadów. Na przykład: mam pół roku spokoju, z tym że jak pojawi się tak zwana okazja, np. imprezka rodzinna lub coś w tym stylu, i wiem, że zjem za dużo, wtedy pojawiają się myśli, które nie zawsze przechodzą do czynu, ale zostają wyrzuty sumienia. Najczęściej napady głodu mam, jak jestem na diecie (prawie cały czas staram się ograniczać) i gdy nie ma nikogo w domu, wtedy nie mogę powstrzymać się od jedzenia. Już nawet często podczas jedzenia myślę, że zaraz pójdę zwymiotować. Zaczęłam ćwiczyć fitness i to pomagało mi panować nad tym, ale gdy tylko mniej ćwiczę, od razu pojawia się kolejny aspekt, że czuję się brzydka, ohydna. NIE akceptuję siebie, wręcz nienawidzę, wiem, że mam niskie poczucie właśnej wartości. Mam spore wahania nastrojów, od euforii do uczucia smutku, rozgoryczenia. W otoczeniu jestem uznawana za osobę towarzyską, pełną życia, radości, zabieganą, zakręconą. Niezależna i odważna. Do tego o silnym charakterze i psychice, nie lubię okazywać moich uczuć, słabości, a jednocześnie chciałabym, by zwracano na mnie uwagę. Chciałabym, by ktoś mną się zaopiekował. Mam sporo zajęć, mimo wszystko ciągle czuję, że tak naprawdę jestem beznadziejna, bo nic nie umiem dobrze, ciągle za mało robię, jestem za leniwa, za mało bystra. Nawet naokoło podkreślam, że nie potrzebuję nikogo, a tak naprawdę pragnę być z kimś. Ale gdy tylko ktoś się pojawia, automatycznie pokazuję, że nasze relacje są wyłącznie koleżeńskie, bo nie wierzę, że ktoś może mnie pokochać. Boję się ośmieszenia, cierpienia? Od października-listopada mniej więcej odczuwam to intensywniej. Zaczęłam nawet odczuwać chęć izolacji, skrycia się przed ludźmi, bo mam wrażenie, że na mnie patrzą i widzą, jaka jestem żałosna. Z ubrań kupuję tylko sportowe rzeczy, by ukryć się w nich, nie dbam o siebie tak jak kiedyś, nie lubię chodzić na imprezy, bo będą patrzeć jak wyglądam. Niechęć samej siebie do mnie rośnie, nic mi się nie chce, robię wszystko, ale bez przekonania, czuję smutek, czasami nawet przebiegają mi myśli, że po co mi to wszystko, i zastanawiam się, co by było, jakby mnie nie było, walczę z tymi myślami, bo to chwilowe zastanowienie tylko... Miałam czas, że bałam się tego, że moja mama umrze, i chodziłam i sprawdzałam w nocy, czy oddycha. Do dziś to mam. Boję się o tatę, o siostrę, że stracę osoby, które kocham. Jeśli mam jakiegoś dobrego znajomego i pojawi się nagle jakaś trzecia osoba (relacje koleżeńskie), mam wrażenie, że ja przestaję być ważna i ta nowa osoba jest ważniejsza ode mnie. Ostatnio mam wrażenie, że boję się coraz większej ilości spraw... Zastanawiam się nawet nad psychologiem, ale wiem, że nie pójdę do nikogo, bo nawet w życiu codziennym pozwalam innym poznać mnie do pewnego momentu, a gdy czuję, że są za blisko spraw, które mnie bolą, podświadomie blokuję się, zatrzymując na pewnym etapie. CO JA MAM ZROBIĆ Z SOBĄ?

Jak podnieść swoją niską samoocenę?

Witam... Mam pewien problem. Mam niecałe 15 lat. Strasznie przejmuję się opinią innych. Wystarczy, że ktoś powie jakieś złe zdanie o mnie, a mi od razu łzy napływają do oczu. Ciężko mi z tym, naprawdę. Nie jestem za bardzo lubianą... Witam... Mam pewien problem. Mam niecałe 15 lat. Strasznie przejmuję się opinią innych. Wystarczy, że ktoś powie jakieś złe zdanie o mnie, a mi od razu łzy napływają do oczu. Ciężko mi z tym, naprawdę. Nie jestem za bardzo lubianą osobą, ale mam przyjaciół. Pomagają mi z wszystkim sobie radzić, wspierają, ale to nie zawsze wystarcza. Moja klasa znacznie różni się ode mnie. W klasie mam 3 przyjaciół, tak samo wyróżniających się. Nie lubię jakoś szczególnie być aktywną na lekcjach, siedzę, słucham nauczycielki, dopiero pytana odpowiadam, co prawda z niechęcią, bo wiem, że mogę zostać wyśmiana przez klasę, nie raz się zdarza, że tak jest. Co prawda czasem to tylko moje urojenia, które powstały przez to, że całe życie byłam pośmiewiskiem dla nich. Zdarzały się dni, że nie było znacznej części klasy, uważających się za "elitę", wtedy byłam otwarta. Pośmiać się, pogadać byłam w stanie z resztą w miarę fajnej klasy:). Idąc gdzieś, czuję się gorsza od innych, bo nie potrafię się odezwać, jak ktoś mi dogada, nie śmieszą mnie żarty mojej nienormalnej klasy, która jest tak fałszywa jak mało która. Mam swój świat i inne towarzystwo, w którym się dobrze czuję. problem w tym ze mnie strasznie dotyka opinia jakiejś osoby. Strasznie się tym przejmuje:( nie założę np. krótkiej spódnicy do szkoły, bo już wyobrażam sobie wzrok niektórych osób. Często mam po prostu wrażenie, że ktoś nie obgaduje. Nie wiem czy prawdziwe, czy też nie. Jestem przekonana, że mam niską samoocenę, jak to zmienić?:( Gdyby udało mi się dokonać tego, żebym przestała przejmować się innymi, to wszystko byłoby dobrze...

Jak mam zmienić siebie? Chcę być kimś innym....

Najpierw napiszę parę słów o sobie, potem zadam pytanie, więc: Mam 19 lat, jestem studentem. Przyjaciół nigdy nie miałem, nawet jednego. Jestem niezbyt towarzyską osobą. Mam niską samoocenę, mam wiele kompleksów, wad - tyle że one są prawdziwe, dlatego to...

Najpierw napiszę parę słów o sobie, potem zadam pytanie, więc: Mam 19 lat, jestem studentem. Przyjaciół nigdy nie miałem, nawet jednego. Jestem niezbyt towarzyską osobą. Mam niską samoocenę, mam wiele kompleksów, wad - tyle że one są prawdziwe, dlatego to tak dobija. Na studiach raczej sobie nie poradzę, nie jestem jakoś wybitnie mądry, właściwie to cały czas inni mi pomagają... chyba we wszystkim, dlatego jakoś radzę sobie. Nigdy nie miałem dziewczyny, ostatnio jak myślałem, że już ją znalazłem, dostałem kosza, co potwierdza, jaki jestem głupi i żałosny. Wcześniej chciałem się zabić, bo miałem masę problemów, z którymi nie mogłem sobie poradzić, ale poznając ją, znowu chciałem żyć, myślałem, że nie potrafię już kochać, ale zakochałem się, myślałem, że może być pięknie, tyle że nic z tego nie wyszło i jest jeszcze gorzej. Czemu jeszcze się nie zabiłem? Przede wszystkim ze względu na moją rodzinę, jestem dla nich ciężarem, ale gdybym się zabił, nie wiem, czy by matka nie wpadła w jakąś chorobę psychiczną, pewnie by się zadręczała, że to przez nią to zrobiłem, że mi nie pomagała za bardzo czy coś takiego; kocham ich, ale nienawidzę ich za to, że zmuszają mnie do ciągłego cierpienia. Po drugie czasami czuję się tylko do bani, ale to mogłem jeszcze zaakceptować i żyć z tym. Chyba nikt nie wie, że tak do tego podchodzę, to dlatego, że nie chcę jeszcze bardziej się poniżać. Samo to, że piszę o tym, jest dla mnie porażką, przyznaniem się do słabości. Podsumowując, wiem, że zawsze będę sam, będę głupi, nielubiany... szukałem odpowiedzi na pytania typu, jak radzić sobie z depresją, samotnością, czy warto żyć itp.... Doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu, nie ma odpowiedzi na te pytania, jedynym problemem jestem ja. Teraz pozostały mi dwie rzeczy: zmienić się albo zabić siebie. Przechodzę więc do sedna: Jak mam zmienić siebie, głównie pod względem psychicznym? Tak, abym był kimś innym. Zdaję sobie sprawę, że ciężko coś na to poradzić, ale tak jak pisałem, jeśli ja się nie zmienię... w najlepszym wypadku będę do końca życia cierpiał. Do psychologa czy psychiatry nie pójdę, życie nie jest piękne... o jakieś konkrety proszę.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak podnieść swoją samoocenę?

Od jakiegoś czasu mam myśli samobójcze... Często myślę, iż moje życie nie ma sensu. Każdy mój krok, jakiekolwiek działanie, które podejmę, wydaje mi się bezsensowne i beznadziejne. Jestem w klasie maturalnej. Stoję przed wyborem ścieżki życiowej... Już mam jej zarys,...

Od jakiegoś czasu mam myśli samobójcze... Często myślę, iż moje życie nie ma sensu. Każdy mój krok, jakiekolwiek działanie, które podejmę, wydaje mi się bezsensowne i beznadziejne. Jestem w klasie maturalnej. Stoję przed wyborem ścieżki życiowej... Już mam jej zarys, jednak wszyscy, tj. cała moja rodzina, mnie krytykują, że to zawód bez przyszłości i nie ma najmniejszego sensu na to iść. Gdy próbuję im to wyperswadować - jest jeszcze gorsza krytyka. Nikt mnie nie chce słuchać, nikt nie chce widzieć życia takiego, jakim ja go widzę. Przez ich krytykę odczuwam zniechęcenie do dalszego życia, które ma być beznadziejne i pełne poniżenia. Mój ojciec twierdzi, iż do niczego się nie nadaję i nigdy w żadnej pracy się nie zaaklimatyzuję. Przez to również czuję niechęć do życia. Boję się, że to co on mówi okaże się prawdą, a ja wyjdę na życiowego nieudacznika:-( Jak zwykle zresztą... Rodzice ciągle porównują mnie do mojej kuzynki, która zgrywa przed całą rodziną ideał. Uważają, że powinnam iść na lepsze studia (ja wybieram się na polonistykę, a kuzynka na dziennikarstwo). Uważają, iż moja uczelnia, na której zamierzam studiować, jest gorsza i nie mam na niej szansy rozwoju. Według nich powinnam iść gdzieś do dalekiego miasta, gdzie nie czułabym się zapewne najlepiej. Czuję, iż to miasto, które wybrałam, okaże się moim wybawieniem i szansą na lepszy rozwój. Moja matka również wywołuje u mnie myśli samobójcze. Często mnie krytykuje. Nawet wtedy, gdy zrobię coś dobrze, doszukuje się jakichś moich pominięć i błędów. Mówi, że nigdy nic jej nie pomagam, że obchodzi mnie tylko mój chłopak. Tak naprawdę tylko on mnie wspiera. Stara się zawsze dodawać mi otuchy. W rodzinie nikt się mną nie przejmuje, wszyscy mają mnie za czarną owcę. Nigdy nie zrobiłam nic takiego, żeby można było o mnie tak sądzić. Najwyraźniej musi być taka osoba w domu. Myślę, że jasno przedstawiłam swój problem i dostanę na moje pytanie odpowiedź. Z góry dziękuję!

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Co się ze mną dzieje? Nic mi się nie chce, nikt mi nie pomaga

Od jakiegoś czasu nic mi się nie udaje. W szkole, w kontaktach z innymi, w miłości. Wśród moich rówieśników czuję się zawsze jako ta gorsza, nieśmiała, nudna, pocąca się, w okularach. Zakompleksiona dziewczyna, która jest po prostu żałosna...

Od jakiegoś czasu nic mi się nie udaje. W szkole, w kontaktach z innymi, w miłości. Wśród moich rówieśników czuję się zawsze jako ta gorsza, nieśmiała, nudna, pocąca się, w okularach. Zakompleksiona dziewczyna, która jest po prostu żałosna i z którą nie warto rozmawiać, bo i nie ma o czym. Nie potrafię z nimi rozmawiać. Z nikim nie potrafię rozmawiać, bo mam wrażenie, że nikt po prostu mnie nie rozumie. Że wszyscy uważają, że po prostu wymyślam problemy, że dużo innych ludzi przeżywa życiowe tragedie, a ja użalam się nad sobą... Być może tak jest, ale ja po prostu źle się czuję ze sobą. Kiedy jestem sama, nie jest tak źle, ale kiedy jest przy mnie więcej ludzi, zamykam się w sobie, nie potrafię powiedzieć nic błyskotliwego, co wprawiłoby ich w rozbawienie, chcę się schować tak, żeby nikt mnie nie widział i żeby ściany mnie pochłonęły. A ja przecież taka nie jestem! Wśród przyjaciół czułam się zawsze atrakcyjna, przebojowa, towarzyska... Teraz tak nie jest. Kiedy tylko coś mi nie wychodzi (np. tańczenie itp.), nikt z nich mnie nie zmotywuje: "Spróbuj jeszcze raz! Ja ci pokażę, jak należy to zrobić, nawet kilka razy, jeśli będzie trzeba, tak, że na pewno się nauczysz". Nie, tak nie jest. Słyszę tylko: "O Jezu, nie musisz być we wszystkim najlepsza, umiesz dużo innych rzeczy". Widzę wtedy, że mają satysfakcję, że w tej dziedzinie jestem beznadziejna, a to dla nich jest takie łatwe. Kiedy pytam: "Jakie rzeczy potrafię? W czym jestem dobra?", słyszę "Dobrze się uczysz". Nikt nigdy nie powie: fajnie śpiewasz, ruszasz się, grasz czy coś w tym rodzaju. I to mnie boli. Że jeżeli coś mi nie wychodzi, to każdy zwraca mi uwagę, jeżeli na odwrót, to nie usłyszę od "życzliwych" ani jednego dobrego słowa. Tym bardziej, że mojej koleżance nikt nie szczędzi takich pochlebnych opinii. Nie jestem zazdrosna, ale jest mi po prostu smutno. A ja bym po prostu chciała, żeby ktoś mi pomógł, dał coś z siebie, a nie mówił: "No, nie musisz przecież tego umieć". I przez to zamykam się. Nie chcę tańczyć, śpiewać publicznie, bo i tak wiem, że nikomu się to nie spodoba. Już nie wspomnę o tym, że ta koleżanka szalenie podoba się komuś, w kim jestem zadurzona od paru lat... I kto mnie chyba nawet nie lubi... I trudno mi o tym zapomnieć, kiedy jedna z moich koleżanek na sylwestrze: "Wypijmy za chłopaków. Za tych, którzy nas nie chcą". Albo jedna moja znajoma, składająca mi życzenia: "A jak wszyscy, to wszyscy". A propo motywacji, ostatnio nie chcę mi się nic. Zawsze dobrze się uczyłam, nauka nie sprawiała mi problemu, ale odkąd zaczęłam dostawać gorsze oceny, nie chce mi się nic. Bo po co, skoro i tak nikt tego nie doceni? Wiele razy nastarałam się jak głupia, a w nagrodę zostałam oceniona jak ktoś, kto praktycznie nie zrobił nic. Robię teraz wszystko na ostatnią chwilę, pomimo tego, że cały czas myślę, że powinnam to zrobić, a jednak nie mogę... Wymyślam jakieś głupie wymówki, byleby tego nie zrobić. A potem oczywiście żałuję, że przez swoje niechciejstwo nie zrobiłam czegoś tak, jakbym mogła to zrobić. A na dodatek czuję się nieatrakcyjna. Byłam niedawno u fryzjera, a znów moja fryzura mi się nie podoba. Chciałam nosić soczewki, nie ma żadnych na to przeciwwskazań, gdyby nie fakt, że nauka ich zakładania sprawia mi trudność i porwałam już trzecią parę. Całe moje pieniądze urodzinowe wydałam właśnie na to, a teraz nie mam ani soczewek, ani pieniędzy. A mój ojciec powiedział, że skoro nie umiem ich zakładać, to że mam dać sobie spokój, bo czwartej pary mi już nie kupi. Nie wierzy w to, że jeżeli spróbuję jeszcze raz, to w końcu mi się uda. Nikt we mnie nie wierzy. A jeżeli oni nie wierzą, to i ja przestałam. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. I ja wcalę nie próbuję użalać się nad sobą, tylko po prostu jest ze mną coś nie tak. I jest mi źle. I już prawie nie rozmawiam z moją najlepszą przyjaciółką, bo napada mnie taki dół, że po prostu nie chce mi się z nią rozmawiać. Nie potrzebuję pocieszenia typu: "Nie martw się, ja też tego nie umiem, ja też ładnie nie wyglądam, ze mną on też nie rozmawia" tylko rady: "A może zrobiłabyś tak czy tak"... Płaczę gdzieś w ciemnym kącie, a nikomu nie potrafię wyjaśnić, o co mi chodzi... Coś jest ze mną nie tak chyba... Dzisiaj na przykład dobił mnie ton mojego głosu, kiedy mówiłam komuś cześć. Był to głos nieśmiały, pełny niepokoju i mówiący "a ja chciałabym zniknąć". Ja wiem, że wszyscy widzą mnie właśnie tak. A ja nie jestem taka, ale nie potrafię udowodnić, że jest inaczej... I jeszcze te cholerne okulary, które mnie szpecą i z którymi nie rozstanę się już chyba nigdy... Ubrać też się ładnie nie mogę, bo jak to zrobić, kiedy jak jestem w domu, to nie pocę się w ogóle, a jak tylko gdzieś pójdę, to się wstydzę nawet rękę podnieść. Przez jakiś czas to ustąpiło, a teraz znowu... chyba nikt nie jest w stanie mi pomóc, bo tylko ja mogę to zrobić. A ja w stanie nie jestem... Wszyscy widzą we mnie tylko fakt, że dobrze się uczę. A moi rodzice po powrocie do domu są bardziej zainteresowani telewizorem niż mną... I mam dopiero 15 lat. Jeżeli całe moje życie będzie takie, to... będzie cholernie ciężko dźwignąć się z czarnej podłogi beznadziei i braku sensu...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak poradzić sobie z kompleksami i "miękkością"?

Wydaje mi się, że nie potrafię ogarnąć swojego życia. Często się spóźniam, przez nieprawidłowe wyliczenie czasu, odkładam wszystko "na później" i brakuje mi mobilizacji do zrobienia czegoś teraz. Chyba mam bardzo słabą "silną wolę". Wieloma rzeczami bardzo się przejmuję. Kiedy...

Wydaje mi się, że nie potrafię ogarnąć swojego życia. Często się spóźniam, przez nieprawidłowe wyliczenie czasu, odkładam wszystko "na później" i brakuje mi mobilizacji do zrobienia czegoś teraz. Chyba mam bardzo słabą "silną wolę". Wieloma rzeczami bardzo się przejmuję. Kiedy bardzo się zdenerwuję i brak mi już słów lub coś mnie dobije (np. kłótnia z chłopakiem), to płaczę. Bardzo łatwo mi to przychodzi i nie potrafię tego opanować. Później mi głupio, że tak się stało. Nie potrafię również dochodzić swojego. Na przykład kobieta robi mnie "w konia" z pieniędzmi (chce dać mniej, chociaż należy mi się więcej), biadoli, że jej nie stać, a ja zaraz mięknę i zgadzam się na to, co proponuje, chociaż jestem w o wiele gorszej sytuacji. Kiedy mój tata brał komputer na raty, to gdyby nie mój chłopak, to byśmy płacili niesłusznie ubezpieczenie, bo ja bym się z nimi nie "wykłócała", że umawiane było na 0 opłat. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić, jak się zmienić, wziąć za siebie. Często przychodzą do mnie myśli, że jestem wrakiem człowieka, do niczego się nie nadaję i na nic nie zasługuję. Czy przebyta śmierć mamy, kiedy miałam 13 lat, miała tak duży wpływ na mnie? Mam również duży kompleks swojej wartości. Łączy się to również z materializmem. Wielu rzeczy mi brakuje. Prowadzę ubogie życie. W głębi duszy wiele zazdroszczę koleżankom (jakaś nowa bluzka, jakieś kolczyki). A jednak, jak już wspomniałam, nie potrafię dochodzić swego i prawdopodobnie znowu zostanę wyprowadzona w pole. Bo chociaż wiem, że powinnam powiedzieć "nie obchodzi mnie, ile pani zarabia, obchodzi mnie, żebym ja nie pracowała za pół darmo" (opiekuję się dzieckiem), to i tak pewnie będzie tak, że jak zacznie biadolić, to zmięknę. Co robić? Jak to wszystko ogarnąć? Jak się zebrać w całość? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Kwiatkowska
Mgr Joanna Kwiatkowska

Jak sobie poradzić z niskim poczuciem własnej wartości?

Witam. Od zawsze byłam niepewna siebie, nieśmiała. Obecnie mam 14 lat. Nie lubię za bardzo mojej klasy. Jest podzielona, a ja należę do paczki zaledwie kilku innych osób. W innych klasach też mam przyjacoiół, nie różnię się zbytnio od innych....

Witam. Od zawsze byłam niepewna siebie, nieśmiała. Obecnie mam 14 lat. Nie lubię za bardzo mojej klasy. Jest podzielona, a ja należę do paczki zaledwie kilku innych osób. W innych klasach też mam przyjacoiół, nie różnię się zbytnio od innych. Może jestem nieco wrażliwsza, bo bardzo przejmuję się opiniami innych. Wystarczy, że ktoś mi coś powie, to czasem łzy same napływają mi do oczu. Zauważyłam, że jeśli osobę postrzegam za równą sobie, nie lepszą, to nie obchodzi mnie, co o mnie powie... Nie ukrywam, że żałuję, że nie jestem tak strasznie lubiana jak inni. A wszystko przez to, że klasa dała mi w kość, nieraz się naśmiewała ze mnie, obgadywała. Ja się tym bardzo przejmuję. Boję się sama iść do szkoły, bo nie chcę być wytykiwana palcami, w ogóle boję się sama chodzić gdziekowiek, wolę wziąć kumpelę, mamę, rodzeństwo... Być może mam niską samoocenę? Cholernie boję się tego, że mnie obgadają. Tak, czasem mam lepsze dni, że mnie to nie obchodzi, ale tylko czasem. W ogóle to ciągle mam wrażenie, że mnie obgadują :( Nie miałam nigdy myśli samobójczych, bo mam po co żyć:) Rodzice mnie kochają, a najważniejsze jest to, że wierzę, że po gimnazjum będzie lepiej, otworzę się na innych:) Zapomniałam dodać, że takie zamknięcie w sobie dotyczy tylko dziewczyn, które nie wydają się przyjazne, bo z innymi potrafię porozmawiać :)

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak przestać się tym przejmować?

Moje pytanie będzie dość krótkie, ale bardzo chciałabym prosić o pomoc. Jak przestać przejmować się tym, co ludzie o mnie pomyślą (powiedzą), tym jak osądzają moje słowa, czyny?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Niskie poczucie własnej wartości, sięgające dna

Od czego zacząć... najlepiej od początku. Mam 24 lata (prawie). Mieszkam w dużym mieście, z rodzicami. Właśnie kończę studia, jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej. I właśnie z nią wiąże się cały koszmar ostatnich kilku miesięcy. Na studiach zawsze radziłam...

Od czego zacząć... najlepiej od początku. Mam 24 lata (prawie). Mieszkam w dużym mieście, z rodzicami. Właśnie kończę studia, jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej. I właśnie z nią wiąże się cały koszmar ostatnich kilku miesięcy. Na studiach zawsze radziłam sobie nieźle, zdawane w terminie egzaminy, nie najgorsze stopnie i tak dalej. Moja samoocena nigdy zaś nie przekraczała progu zadowalającej ;-). Jednak ostatnio, tak jak pisałam w tytule, sięga dna. Uważam siebie za osobę przede wszystkim głupią, mało bystrą, mało inteligentna i tak dalej. Najśmieszniejsze jest to, że nie mam do siebie "pretensji" odnośnie wyglądu, tylko i wyłącznie - intelektu. W związku z tym bardzo przeżywam swoją pracę mgr, uparłam się, że jest beznadziejna, że mi ją odrzucą, że obronię się (o ile w ogóle) najgorzej na roku, czego chyba bym nie zniosła, bo przyjmować porażek czy też krytyki, nie potrafię i nie daję rady. Zdaję sobie sprawę, że takie myślenie hamuje moją inwencję twórczą, ale nie potrafię inaczej rozumować. To już wygląda mi na jakąś manię prześladowczą albo natręctwo. Nie potrafię traktować siebie samej inaczej niż w kategorii" głupia". Przez to nie podejmuję wielu działań, skazując własne umiejętności na miano kiepskich. Mam wrażenie, że nie potrafię zrozumieć nawet najprostszych rzeczy. W czyjeś obecności nie mogę zrobić czasem nawet naprawdę prostych rzeczy, jak na przykład wkręcenie żarówki. Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje i jak ja będę funkcjonować w przyszłości. Pozdrawiam, martylka24

odpowiada 1 ekspert:
 Agnieszka Jamroży
Agnieszka Jamroży

Chcę zacząć lepsze życie... Przeszkadza mi w tym lęk przed odrzuceniem

Jestem dziewczyną. Mam 18 lat. A pełnoletność skłania do pewnych refleksji. Przede wszystkim nad tym, co się wydarzyło w moim życiu, i jakie wnioski z tego wyciągnęłam. Wychowałam się w pełnej rodzinie. Mam rodzeństwo. Ale moje problemy zaczęły się...

Jestem dziewczyną. Mam 18 lat. A pełnoletność skłania do pewnych refleksji. Przede wszystkim nad tym, co się wydarzyło w moim życiu, i jakie wnioski z tego wyciągnęłam. Wychowałam się w pełnej rodzinie. Mam rodzeństwo. Ale moje problemy zaczęły się w domu. Ojciec nigdy nie okazywał, że mnie kocha, nigdy mnie nie przytulał, nigdy w jego głosie nie czułam ani odrobiny aprobaty. Wyzywał mnie, próbował bić (lecz ja zawsze miałam jakiś gen buntu w sobie, więc za każdym razem oddawałam - od dziecka). Od dziecka szukałam aprobaty innych. Od zerówki wpakowałam się więc w toksyczny związek trwający 10 lat.

Zawsze chciałam być koleżanką tej dziewczyny, uważałam, że ja muszę się zawsze starać, ona natomiast nie musi robić nic w tym kierunku. Zawsze to ja za nią biegałam, ja się starałam, ja wybaczałam (nawet kiedy mnie zdradziła i widziała, jak ponoszę konsekwencje tego, co ona powiedziała; nie miała nawet odwagi spojrzeć mi w oczy i powiedzieć, że to ona mnie sprzedała). Zawsze w jej oczach byłam samym ogromnym bagnem wad. Idąc tym tropem, dalej nadskakiwałam. Zawsze miałam wrażenie, że ona mnie nigdy nie zostawi.

Kiedy przyszedł tego kres? 25 kwietnia 2008. To, co się zdarzyło, przelało czarę goryczy. Pewnie powód wyda się absurdalny, ale skumulował się we mnie bunt, jakaś chęć życia inaczej. (Mówiła o mnie przy mnie niezbyt pochlebne rzeczy, a ja siedziałam i słuchałam - nie odezwałam się ani słowem). To był przełom. Wtedy moja najbliższa osoba, "przyszywana siostra" - pomogła mi się podnieść. Bałam się jej zaufać, ale kiedy to zrobiłam, nie pożałowałam. Iza to dziewczyna, z którą przyjaźnię się od 6 lat. Nasza relacja opiera się na czymś pięknym: akceptujemy siebie takie, jakie jesteśmy. Pozwalamy sobie na bycie sobą. Do dziś nie mogę pojąć, jak może mnie kochać taką, jaką jestem.

Chciałabym się jej za to wszytko odwdzięczyć, dać jej za to gwiazdkę z nieba. W relacjach damsko-męskich mam o wiele większy problem. Pewnie wydam się nadęta, ale mężczyznom się podobam z wyglądu. Pojawia się problem w kwestii mojego charakteru. Cały czas zakładam maski i z czasem przyswajam sobie cechy postaci, które gram. Najgorzej, że przyswajam te negatywne. Siłą rzeczy lista moich wad rośnie. Duszę się, udając kogoś, kim nie jestem, a mimo to brnę w to dalej. Czuję, że jeżeli mężczyzna pozna mnie bliżej, zauważy tę całą listę wad. I stwierdzi, że jestem zła. Czyli potwierdzi to, co ja sama o sobie wiem. Czuję się złą osobą, która udaje dobrą, a ta znowu udaje złą. Boję się, że zdradzi mnie, bo uzna mnie za sztywną, nudną, pustakiem bez wnętrza.

Boję się być sobą, chociaż ja tak naprawdę nie wiem, co to znaczy być sobą. Moje "ja" jest już tak zagłuszone, że go nie słychać. Zagłuszone maskami, które wkładam. Staram się dopasowywać do społeczności, w której funkcjonuję w jakiś sposób, szukam ich akceptacji. Moje potencjalne związki z facetami kończą się w momencie, kiedy ja zaczynam sprawdzać ich, czy zaakceptują mnie w najgorszej postaci. Nie chcę zgrywać przed nimi dobrej, bo przecież z czasem dowiedzą się prawdy i pójdą sobie. Nie chcę, żeby odeszli wtedy, kiedy to mi będzie zależeć na nich o wiele bardziej. Bardzo chcę być przytulana, obejmowana, chcę budzić się rano i widzieć, że śpi obok mnie mężczyzna, który zrobiłby dla mnie wszytko.

Doskonale widać, że mi nie zależy na tym, co jest między parami (całowanie, seks), ale na poczuciu, że ktoś pragnie obecności ze mną - po prostu. Jego akceptacji. Mam w sobie za dużo uczciwości, by wykorzystywać mężczyzn zakochanych we mnie tylko po to, by cały czas czuć ich aprobatę. Nie chcę ich krzywdzić, ponieważ ja też nie chciałabym, żeby ktoś ze mną tak postąpił. Pragnę pomocy... Nie wiem, co mam robić.... Chcę czuć się akceptowana i kochana po prostu. Nie chcę ubiegać się o akceptację drugiej osoby, bo to staje się nie do wytrzymania. Liczę na odpowiedź...

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Brak zdecydowania i bezsilność

Witam, jestem 20-letnim chłopakiem. Od jakiegoś czasu czuję się coraz gorzej. Moje życie przestało mieć sens. Do tej pory wszystko układało się w jakąś realną całość, miało określony kierunek, cel. Teraz wszystko się zmieniło. Sam nie wiem, dokąd zmierzam i...

Witam, jestem 20-letnim chłopakiem. Od jakiegoś czasu czuję się coraz gorzej. Moje życie przestało mieć sens. Do tej pory wszystko układało się w jakąś realną całość, miało określony kierunek, cel. Teraz wszystko się zmieniło. Sam nie wiem, dokąd zmierzam i czego chcę, czuję się tak strasznie bezsilny, jakbym nie miał na nic wpływu i wszystko toczyło się bez mojego udziału. Jest to paradoksalne, gdyż z racji wieku powinienem zaczynać życie, cieszyć się nim. Ale nie potrafię. Czuję, że jestem osobą, którą nie chcę być. Nie znoszę siebie pod każdym możliwym względem. Ciągle porównuję się z innymi ludźmi. Jedyne, co w sobie widzę, to wady. Zupełnie nie potrafię docenić jakichkolwiek mocnych stron. Czuję się jak zupełny wyrzutek, jak osoba, która w ogóle nie pasuje do niczego. Nie potrafię siebie zaakceptować. Moje życie to jedna wielka porażka, nawet nie mam odwagi, aby poprosić o pomoc. Nawet nie potrafię przyznać, że mam problem. Staram się udawać, że wszystko jest okay, nie chcę przyznać, że jestem słaby. Pragnę być kimś zupełnie innym. Tak bardzo się męczę. Teraz czeka mnie sesja. Z góry zakładam, że jej nie zdam. Nie mam siły na nic. Po raz kolejny oblałem egzamin na prawo jazdy. Jestem życiowym nieudacznikiem i nawet nie potrafię powiedzieć sobie tego wprost. Izoluję się od ludzi, boję się tego, że zauważą jakąś słabość. Męczę się z tym samotnie, ale już nie mam siły. Chciałbym, aby to wszystko się skończyło. Chciałbym mieć w końcu spokój. Boję się iść do psychologa czy psychiatry. Nie jestem w stanie wprost przyznać przed wszystkimi, że mam problem. Liczę na Państwa pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Jak zwalczyć niską samoocenę?

Moim problemem jest niska samoocena. Próbuję myśleć o sobie dobrze itd. Kiedy tylko się bardziej zdenerwuję, te uczucia i tak wracają, a odbija się to na moich najbliższych. Potrafię mówić przykre rzeczy, jestem niemiła, szybko tracę cierpliwość, a potem żałuję,...

Moim problemem jest niska samoocena. Próbuję myśleć o sobie dobrze itd. Kiedy tylko się bardziej zdenerwuję, te uczucia i tak wracają, a odbija się to na moich najbliższych. Potrafię mówić przykre rzeczy, jestem niemiła, szybko tracę cierpliwość, a potem żałuję, powracam do tych sytuacji. Potem okazuje się, że oni nie odbierają tego tak, jak ja. Chciałam się poradzić psychologa w poradni zdrowia psychicznego. Poszłam na kilka wizyt i było jeszcze gorzej. Chyba nawet dokładnie nie przyznałam się o co chodzi, powiedziałam, że nie radzę sobie ze stresem. Potem zrezygnowałam. Nie chcę, żeby to znowu tak wyglądało. Nie wiem, co robić, ale jeśli to jeszcze potrwa, to nie będę mieć już żadnych znajomych. Ile można wytrzymać z kimś takim?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr Joanna Żur-Teper
Mgr Joanna Żur-Teper

Czy mi to przejdzie?

Mam na imię Magda i mam 16 lat. Nie wiem, co robić. Mam zeza i mam się pogodzić z tym, że tak zawsze będzie, mam dużo pieprzyków, czuję się wstrętna. Wszyscy mi mówią, że jestem ładną dziewczyną, a jak podchodzę...

Mam na imię Magda i mam 16 lat. Nie wiem, co robić. Mam zeza i mam się pogodzić z tym, że tak zawsze będzie, mam dużo pieprzyków, czuję się wstrętna. Wszyscy mi mówią, że jestem ładną dziewczyną, a jak podchodzę do lustra, to zbiera mi się na wymioty i patrzę, czy mi coś nowego i ciekawego nie wyszło na twarzy. Z każdym dniem coraz mniej to wszystko mnie obchodzi, mówię sobie, że chcę umrzeć. Boję się, że będę sama przez całe życie i że nikt mnie nie pokocha. Patrzę na te wszystkie gwiazdy w tv i się zastanawiam, dlaczego one mają dobrze, a ja nie mam. Nie chcę mi się uczyć, ciągle się zastanawiam, czemu tak jest. Kiedyś byłam normalna, np. 2 lata temu, a teraz? Cały czas się odizolowuję od ludzi, bo mam tego zeza przeklętego. Czy mi to kiedyś przejdzie? Ta depresja niby.

Patronaty