Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Samoocena: Pytania do specjalistów

Problem - samotność i brak właściwej samooceny

Mam 18 lat i pięć lat temu przeprowadziłam się za granicę. Zawsze byłam nieśmiałym dzieckiem, ale po przeprowadzeniu się, całkiem zamknęłam się w sobie. Teraz nie potrafię nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi. Wydają mi się fałszywi i źli, a jak...

Mam 18 lat i pięć lat temu przeprowadziłam się za granicę. Zawsze byłam nieśmiałym dzieckiem, ale po przeprowadzeniu się, całkiem zamknęłam się w sobie. Teraz nie potrafię nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi. Wydają mi się fałszywi i źli, a jak zrobią coś miłego, to ich uwielbiam. Tak samo jest z moją samooceną. Raz czuję, że jestem świetna i lepsza od innych, żeby zaraz mieć paskudne samopoczucie i myśli samobójcze. Bardzo mnie boli każda negatywna uwaga od otoczenia lub nawet źle odebrane sygnały, jak śmiech, który teoretycznie może być skierowany na moją osobę.

Mam też bardzo duże uczucie pustki i braku celu w życiu. Tak jakbym i tak tylko żyła, żeby umrzeć. Właściwie już czuję się martwa. Samotność to moje cierpienie. Może jeszcze ta samotność nie była dla mnie takim dużym problemem, ale ostatnio bardzo spodobał mi się pewien chłopak i odkryłam, że nie ma w ogóle szansy, żebyśmy byli razem. Wcześniej, jak ktoś mi się podobał, to wmawiałam sobie, że i tak by się skończyło. Co mam zrobić, żebym dobrze się czuła albo chociaż była normalnie odbierana przez otoczenie? Naprawdę jestem inna czy...?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Nie wiem, co o tym myśleć - czy jestem chory?

Jestem szesnastoletnim chłopakiem i od miesiąca chodzę do szkoły średniej (liceum). Od dłuższego czasu mam ze sobą kilka problemów, którymi starałem się specjalnie nie przejmować, ponieważ zwalałem je na okres dojrzewania. Jednak odkąd dostałem się do szkoły średniej, wszystko się...

Jestem szesnastoletnim chłopakiem i od miesiąca chodzę do szkoły średniej (liceum). Od dłuższego czasu mam ze sobą kilka problemów, którymi starałem się specjalnie nie przejmować, ponieważ zwalałem je na okres dojrzewania. Jednak odkąd dostałem się do szkoły średniej, wszystko się nasiliło i zacząłem się obawiać - czy ze mną jest coś nie tak? Mam bardzo niską samoocenę spowodowaną tym, że od zawsze czułem się jako ktoś gorszy. Praktycznie wszystko, w czym brałem udział, nie wychodziło mi po mojej myśli. Byłem wyśmiewany za swoje błędy przez rówieśników, bywało też tak, że i przez nauczycieli.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie można być we wszystkim najlepszym, jednemu jedne rzeczy wychodzą, drugiemu nie, ale ja osobiście, myśląc o sobie, myślę zawsze jak o najbardziej beznadziejnej osobie (pomimo że w szkole nie łapię najgorszych ocen). Nie potrafię obiektywnie na siebie spojrzeć i wyciągnąć z siebie cechy charakteru i poukładać je w wady i zalety. Jestem bardzo nieśmiały. Nie potrafię też wczuć się w nowe środowisko (nowa szkoła). Mam głupie wrażenie, jakbym znacznie odstawał od reszty mojej nowej klasy, jakbym w ogóle do niej nie pasował.

Brakuje mi dawnych lat (dzieciństwa), kiedy wszystko było o wiele prostsze, a patrząc na przyszłość, mam wrażenie, że nie dam sobie z niczym rady. Boję się przyszłości. Czuję się też samotny. Pomimo że mam trochę znajomych, nie mam nikogo, kto mógłby mi dodać otuchy i pomóc w trudnych chwilach. Nie mam też odwagi, by chociaż porozmawiać z jakąkolwiek dziewczyną, która mi się podoba (a nawet jeśli próbuję, to tracę "język w gębie" i robi mi się pusto w głowie). Nie szukałem jeszcze nigdy pomocy u jakiegokolwiek specjalisty. Też raczej nie rozmawiałem o tym z kimkolwiek. Czy powinienem do kogoś konkretnie się zwrócić? Proszę o pomoc.

Nie czuję się dobrze ze swoim wyglądem - nie wiem, co robić?

Mam 17 lat i coraz gorzej się czuję, to wszystko przez ten okropny wygląd, z całym ciałem mam jakieś problemy, a to pryszcze, a to brzydko pachnie z ust (ja dbam o higienę, ale w moim przypadku to góra na...

Mam 17 lat i coraz gorzej się czuję, to wszystko przez ten okropny wygląd, z całym ciałem mam jakieś problemy, a to pryszcze, a to brzydko pachnie z ust (ja dbam o higienę, ale w moim przypadku to góra na 5 minut może pomaga, bo podobno coś z żołądkiem może być nie tak) :( to najgorsze chyba, co mi się przytrafiło, przez to unikam rozmów, do tego dochodzą strasznie grube okulary ;/ z wszystkim praktycznie jest problem ;/ Od dawna zdarza mi się bardzo często myśleć o rzuceniu się pod pociąg, powiesić się chyba nie umiałbym. Nigdy się nie leczyłem jeszcze, nie chcę samoakceptacji, po co mi to tak naprawdę, jeżeli wyglądu mi nie zmieni, a terapia polega tylko chyba raczej na uwierzeniu w siebie.

Często, głównie wieczorami, ogladam zdjęcia albo fragmenty jakichś smutnych filmów, np. o przyjaźni, i wtedy mnie łapie taka depresja, uświadamiam sobie, że nigdy mnie to nie spotka, straszne uczucie, mam także 4 ślady po cięciu się, ale to była rzadkość, nie powtarzam już tego. Czy da mi się więc jakoś pomóc, gdy ja sam, szczerze mówiąc, nie widzę sensu, moje życie to głównie sen, internet, szkoła i tak w kółko, nikogo nie mam, tylko rodzice, ale to nie to co przyjaciel.

Brak pewności i wiary w siebie

Witam serdecznie. Potrzebuję pomocy, bo sama już sobie nie radzę i boję się, że wszyscy się odwrócą ode mnie, a zwłaszcza mój chłopak. Mam problem z uwierzeniem w siebie. Cały czas się dołuję. Nie wierzę w swoje zdolności ani urodę...

Witam serdecznie. Potrzebuję pomocy, bo sama już sobie nie radzę i boję się, że wszyscy się odwrócą ode mnie, a zwłaszcza mój chłopak. Mam problem z uwierzeniem w siebie. Cały czas się dołuję. Nie wierzę w swoje zdolności ani urodę i w to, że dla wielu mężczyzn jestem atrakcyjna. Wszyscy znajomi mnie lubią, a ja nie mogę uwierzyć w siebie. Kiedyś przyłapałam chłopaka, jak oglądał filmiki pornograficzne i to jeszcze bardziej mnie dobiło, wydaje mi się, że nie jestem dla niego atrakcyjna, skoro ogląda takie coś. I że jak idziemy do łóżka, to nie myśli o mnie, tylko o tym, co zobaczył w internecie. Potrzebuję czyjejś pomocy, aby pomóc mi odzyskać wiarę w siebie. Pomóżcie.

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Nie mam wiary w siebie

Mam smutek w sobie. Nie umiem się cieszyć niczym. Uważam, że nic mi nie wychodzi. Ogólnie studiuję i głównie moje kłopoty są spowodowane tym. I przed egzaminem albo kolokwium jest tak: bardzo się stresuję, nic nie może mi wejść...

Mam smutek w sobie. Nie umiem się cieszyć niczym. Uważam, że nic mi nie wychodzi. Ogólnie studiuję i głównie moje kłopoty są spowodowane tym. I przed egzaminem albo kolokwium jest tak: bardzo się stresuję, nic nie może mi wejść do głowy, stresuję się jeszcze bardziej, nie śpię w nocy, śpię góra 2 godziny, wstaję rano zmęczona, nic nie mogę sobie przypomnieć z tego, co się starałam nauczyć dzień wcześniej, jadę do szkoły, oczywiście oblewam kolokwium. Później na poprawie sytuacja się powtarza, uczę się wcześniej nawet tydzień, ale to też nic nie daje, bo stres bierze nade mną górę i znów nie śpię w nocy. I jadę do szkoły na ezamin poprawkowy, ale nie wchodzę na salę, bo nie wierzę w to, że mogę zaliczyć. Wyobrażam sobie, że znów dostaję ocenę niedostateczną i nie wchodzę na salę egzaminacyjną :( Najgorsze jest to, że boję się próbować.

Jak zmienić swój wygląd i nastawienie do życia?

Witam. Mam 15 lat. Od kilku miesięcy czuję się bardzo samotnie. Chciałabym mieć chłopaka, ale niestety jestem brzydka, gruba i chyba dlatego go nie mam, a bardzo mi brakuje bliskiej osoby. Czasami nie moge patrzeć, jak koleżanki przytulają się do...

Witam.

Mam 15 lat. Od kilku miesięcy czuję się bardzo samotnie. Chciałabym mieć chłopaka, ale niestety jestem brzydka, gruba i chyba dlatego go nie mam, a bardzo mi brakuje bliskiej osoby. Czasami nie moge patrzeć, jak koleżanki przytulają się do chłopaków lub się całują :( Jak mogłabym zmienić swój wygląd? Czy można wyładnieć? Jest to możliwe? Moim największym kompleksem jest chyba waga, waże 65 kg przy wzroście 163cm. Mam odstający brzuch. Przez to mam niską samoocene i nie wierze w siebie. W domu są awantury, mój ojciec jest alkoholikiem. Moja mama nie żyje. W wakacje zginął w wypadku mój przyrodni brat. Mam jeszcze przyrodnią siostrę, w której mam wsparcie, ale widzę, że ona też cierpi po śmierci brata. Często mam załamania, myśle o śmierci, chce się zabić i już kiedyś myślałam o tym już tak na serio, ale oczywiście mój tata ani babcia (u której mieszkam), tego nie zauważyła. Napisałam już nawet list pożegnalny. Moje myśli samobójcze są już od kilku lat, jednak nigdy nie odważyłam się tego zrobić. Jestem nieśmiała chyba z tego powodu, że boje się odrzucenia. Nie potrafie rozmawiać z równieśnikami, przeszkadza mi to. Jak mam zmienić siebie? Chciałabym się cieszyć życiem i spełnić swoje marzenie. Marze o nagraniu płyty. Chodzę na lekcje śpiewu i ćwiczę głos, ale jednak myśle, że to nic nie da, bo w końcu wiadomo jaki jest polski show biznes... Liczą się tylko znajomości.... Mam chyba jakieś zaburzenia, bo w czasie jednego dnia potrafie cieszyć się życiem i wierze, że nagram płyte, a po kilku godzinach już chcę się zabić i nie widzę sensu życia. Co się ze mną dzieje?

Nie podobam sie sobie i chłopakom. Jak to zmienić?

Dzieńdobry. Mam na imie Julka. Mam 12 lat. Nie podoba mi się we mnie to że mam małe piersi, ważę 48 kg a mam 156 cm wzrostu, mam krzywe zęby i kręgosłup. Nie podobam sie nikomu. Jestem brzydka.... Dzieńdobry. Mam na imie Julka. Mam 12 lat. Nie podoba mi się we mnie to że mam małe piersi, ważę 48 kg a mam 156 cm wzrostu, mam krzywe zęby i kręgosłup. Nie podobam sie nikomu. Jestem brzydka. Chłopacy uważają mnie za kumpla (chłopaka). Co robic żeby to sie zmienilo? PROSZE POMÓŻCIE!
odpowiada 1 ekspert:
Lek. Łukasz Dubielecki
Lek. Łukasz Dubielecki

Problemy i kompleksy nastolatki

Mam 14 lat, chodzę do 2 klasy gimnazjum... codziennie rano, gdy wychodzę do szkoły... gdy przychodzę ze szkoły, gdy idę się kąpać... staję przed lustrem... iii, patrzę na siebie... jaka jesteś gruba... Mam 157 cm wzrostu.... i ważę 53 kg...

Mam 14 lat, chodzę do 2 klasy gimnazjum... codziennie rano, gdy wychodzę do szkoły... gdy przychodzę ze szkoły, gdy idę się kąpać... staję przed lustrem... iii, patrzę na siebie... jaka jesteś gruba... Mam 157 cm wzrostu.... i ważę 53 kg :( mówią mi, że mam kompleksy... to mi nie daje spokoju... wszystkiego już próbowałam... nie dawało się... nawet próbowałam głodówki;( cały czas o tym myślę... gdy wstaję rano, to jest moja pierwsza myśl... gdy idę spać o tym myślę... w szkole... zawsze... nie ma takiej chwili, żebym o tym nie myślała... Czuję się taka gruba ;( Co mam dalej robić z tym?:( Bardzo proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Marta Mauer-Włodarczak
Lek. Marta Mauer-Włodarczak

Jak sobie poradzić z narcyzmem?

Witam! Jestem 28-letnią singielką, poniekąd z własnego wyboru, mimo iż od najmłodszych lat marzyłam o prawdziwej miłości. Bywałam w związkach, pierwszy (ok. 7 lat temu) był najdłuższy, tj. 3 lata, i najbardziej się w niego zaangażowałam. Mimo to zerwałam z...

Witam! Jestem 28-letnią singielką, poniekąd z własnego wyboru, mimo iż od najmłodszych lat marzyłam o prawdziwej miłości. Bywałam w związkach, pierwszy (ok. 7 lat temu) był najdłuższy, tj. 3 lata, i najbardziej się w niego zaangażowałam. Mimo to zerwałam z chłopakiem, gdyż od początku bycia z nim, mimo mojego angażu, czułam w środku niezrozumiały dla mnie do końca niepokój, a z tym powiększającą się toksykę, która mnie niszczyła (był to związek na odległość). Dzisiaj już wiem, że sama poniekąd przyczyniałam się do owej toksyki, bowiem nie wyrażałam uczuć, udawałam, że nic się nie dzieje zamiast porozmawiać, bałam się odrzucenia, ukrywałam zazdrość itd.

Nie żałuję jednak tego, co się stało, gdyż w moim odczuciu i tak prędzej czy później związek by się rozpadł. Pomijając moje wtedy zachowanie, chłopak ten był bardzo zamknięty i ciężko było nam naprawdę otworzyć się przed sobą i zaufać. Część z moich partnerów to typy narcystyczne, pociągające wizualnie, jednak ich nadmierne zainteresowanie sobą, egoizm powodował natychmiastowe zerwanie takich więzi z mojej strony. Mężczyźni, którzy natomiast okazywali mi ciepło i to wszystko, czego kobiecie do szczęścia potrzebne, w moim odczuciu nie pociągali mnie osobowościowo, jak i wizualnie, stąd dochodziło do kolejnych rozpadów, niestety z mojej znowu strony.

Z perspektywy mojej przeszłości, troszkę się dzisiaj zmieniło, tzn. nie zwracam już większej uwagi na urodę mężczyzn, ale na to, co mogą zaoferować kobiecie w kwestii przede wszystkim emocjonalnej. Jestem typem kobiety, która lubi być adorowana, czuć się bezpiecznie i pewnie, a nie typem kobiety podrywaczki, jeśli chodzi o poszukiwanie partnera życiowego. Jestem idealistką, która wytrwale czeka, wypatruję kandydata, z którym będę chciała "zaryzykować" życie we dwoje. Z drugiej jednak strony, będąc w wieku, w jakim jestem, więcej o tym myślę, aniżeli robię coś w tym kierunku. Chyba nie wierzę już, że mogę znaleźć odpowiedniego dla mnie partnera, przyzwyczaiłam się częściowo do bycia samej i stąd brak działania, inicjatywy z mojej strony w nadmienionej problematyce.

Nie potrafię też przyjaźnić się z kim popadnie. Przyjaźnie dobieram bardzo wybiórczo. Liczy się dla mnie jakość, nie ilość. Ogólnie trudno mi nawiązywać relacje z ludźmi, bowiem niewielu potrafi mnie zinteresować, a poza tym czuję się dobrze sama ze sobą. Dużo czasu spędzam sama i nie czuję się z tym źle. Aha, nie wiem czemu, ale dosyć często zdarzało/a mi się przyciągać m.in. osoby o problemach natury psychicznej. To zjawisko bardzo mnie zastanawia, szczególnie że takowe osoby otwierają się przede mną, jakby podświadomie szukały pomocy...? ;) Trudno mi cokolwiek dokończyć czy to w kwestii studiów, czy pracy. Ciężko mi jest przystosować się do środowisk, w których przyszło mi funkcjonować.

Osobiście lubię kontakty z ludźmi podobnymi mentalnie do mnie (trochę innymi:) i takich też przyciągam), o duszy wrażliwej, artystycznej, pozostali mnie nie interesują, mimo że wykazują zainteresowanie moją osobą, nudzą mnie i męczą. Lubię ciszę i bycie sama ze sobą, jednak te chwile są tak częste, że zastanawiam się, czy ja tak naprawdę jestem zdolna do mieszkania z kimś pod jednym dachem, czy jestem zdolna do wspólnego życia, no i czy to nie jest objaw jakiegoś zachwiania psychicznego?

Odczuwam lęk, szczególnie przed pójściem do nowej pracy, gdyż boję się, że wykażę się niekompetencją, niewiedzą w określonych dziedzinach, szczególnie kiedy praca nie jest związana z moimi zainteresowaniami. Niestety, niewiele na świecie mnie interesuje poza tym, co lubię (sztuka). Boję się podjąć jakiegokolwiek wyzwanie, bowiem odnoszę wrażenie, że jestem gorsza od innych, m.in. przez introwertyczną naturę/zamykanie się na świat, ludzi.

Niegdyś (jak byłam dzieckiem i nastolatką) ojciec trzymał mnie bardzo krótko, mama była znów nadopiekuńcza. Ojciec nie okazywał mi czułości i tak jest w zasadzie po dzień dzisiejszy. Zawsze ode mnie wymagał i często krytykował, nie pamiętam zbytnio wspierających, budujących słów z jego ust, poza tym charakteryzowała go impulsywność. Mama jest bardziej wrażliwa, jednak po dzień dzisiejszy traktuje mnie jak dziecko, co mnie bardzo irytuje, jednak staram się przymykać oko na te rzeczy, ze względu na ich wiek. Osobiście przez to mam duże problemy z okazywaniem uczuć bardziej własnej rodzinie aniżeli obcym osobom;/

Proszę napisać otwarcie, jakiej natury problemy mogą kryć się w mojej osobowości i jak z tym pracować? Czy konieczna jest wizyta u psychologa, jeśli taką konieczność Pani/Pan stwierdzi (podejrzewam)? Jestem świadoma pewnych elementów nieprawidłowości w mojej strukturze osobowościowej i tego, że ma to związek w relacji (szczególnie w okresie dzieciństwa) z rodzicami, jednak bardzo proszę o rozwinięcie problemu. Pozdrawiam

Kumulowanie uczuć w sobie

Na ogół wszystko jest w porządku. No cóż... może siebie nie kocham, ale są dni, w których naprawdę lubię siebie. A jak przestaję lubić swój wygląd, swój charakter, to też potrafię cieszyć się życiem. W takich momentach sama sobie...

Na ogół wszystko jest w porządku. No cóż... może siebie nie kocham, ale są dni, w których naprawdę lubię siebie. A jak przestaję lubić swój wygląd, swój charakter, to też potrafię cieszyć się życiem. W takich momentach sama sobie tłumaczę, że nie trzeba się przejmować takimi rzeczami. Mam dużo znajomych (chociaż nie jestem z nimi tak blisko, jak bym chciała), jedną wspaniałą przyjaciółkę. Spora część moich znajomych jest już dorosła i są moimi wzorami, chcę być taka jak oni, a nie udaje mi się. Stąd na pewno bierze się część moich kompleksów.

Na początku było średnio raz w miesiącu, teraz zdarza mi się nawet dwa razy w tygodniu. Z braku lepszego słowa, powiem, że są to ataki. W takich momentach po prostu nienawidzę siebie, czuję do siebie wstręt, płaczę i opowiadam sobie w myślach, jaka jestem beznadziejna. Trwa to około godzinę. Potem mam okres uspokojenia. I po dwóch godzinach nie ma po tym śladu. Najczęściej te "ataki" mam, gdy mi się coś nie uda albo nie zrobię czegoś co powinnam itp. Ale wydaje mi się, że to jest tylko ostateczne wydarzenie. Ja mam tendencję do kumulowania w sobie uczuć, zarówno dobrych, jak i złych. I w pewnym momencie wybucham. I mam ten swój "atak". I mam pytanie, czy to jest depresja?

odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik

Problemy w kontaktach międzyludzkich

Witam. Mam 19 lat i uchodzę za bardzo rozrywkowego i wesołego chłopaka. Na imprezach jestem duszą towarzystwa i nikt by nie pomyślał, że mogę mieć jakieś problemy. A te jednak są dość duże. Wystarczy, że ktoś powie coś uszczypliwego w...

Witam. Mam 19 lat i uchodzę za bardzo rozrywkowego i wesołego chłopaka. Na imprezach jestem duszą towarzystwa i nikt by nie pomyślał, że mogę mieć jakieś problemy. A te jednak są dość duże. Wystarczy, że ktoś powie coś uszczypliwego w moją stronę lub wykona jakiś nieco negatywny gest, a już potrafię przeżywać to kilka dni, a nawet tygodni. Chodzę przygnębiony i zmęczony. Mam wrażenie, że jestem przewrażliwiony. Widzę dwuznaczność w każdym geście czy słowie, nawet jeśli jej tam nie ma. Uciekam przed zaawansowanymi relacjami takimi jak przyjaźń, bo boję się, że za bardzo się zaangażuję i w pewnym momencie zostanę całkowicie porzucony. Dodatkowo ciągle mam lęk przed byciem całkowicie samotnym za kilkanaście lat, cyklicznie pojawiają się myśli samobójcze. Co się ze mną dzieje i jak mogę sobie z tym poradzić?

Jestem do niczego! Co mam zrobić?

Nie radzę sobie ze swoimi problemami. Myślałam, że z czasem się wszystko ułoży, ale im jestem starsza, jest coraz gorzej. Mam kompleksy co do swojego wyglądu, nie akceptuję siebie takiej, jaką jestem: nie dość, że jestem gruba i brzydka, noszę...

Nie radzę sobie ze swoimi problemami. Myślałam, że z czasem się wszystko ułoży, ale im jestem starsza, jest coraz gorzej. Mam kompleksy co do swojego wyglądu, nie akceptuję siebie takiej, jaką jestem: nie dość, że jestem gruba i brzydka, noszę okulary. Jak ktoś na mnie patrzy, wydaje mi się, że tak właśnie myśli. Jak wiem, że ktoś mnie obserwuje, to nawet na prostej drodze potrafię się potknąć. Nie lubię sama chodzić na zakupy, bo wtedy wiem na 100%, że się na mnie patrzą. Nie mam własnego zdania, a nawet jak je mam, to czasem wolę go nie mówić, żeby nie zostać skrytykowana. Jak chcę sobie coś kupić, to najpierw zastanawiam się, co na ten temat powiedzą inni. Nie potrafię tańczyć, nie chodzę na dyskoteki, bo nie mam z kim, a nawet jak już pójdę, to nigdy się dobrze nie bawię, bo zawsze zostaję sama, nawet jak idę z koleżankami. Zwykle nikt mnie nie prosi do tańca, a jak już mnie poprosi, tylko się kompromituję. Nie potrafię bronić swoich interesów, brak mi pewności siebie. Kiedyś pożyczyłam koleżance książkę (nie swoją), miała ją przynieść jak się spotkamy. No i zapomniała, a jak jej powiedziałam, żeby następnym razem na pewno przyniosła, to wyszło tak, jakbym to ja źle zrobiła, że jej zwracam uwagę. Z jednej strony nie lubię wychodzić z domu, a z drugiej w domu też mi źle. Jak gdzieś idę, nie potrafię się czuć swobodnie, cały czas się pilnuję, żeby nie palnąć coś głupiego, kogoś nie urazić, ale to wychodzi tak sztucznie. Nawet u siebie, jak ktoś do mnie przyjdzie, to też tak jest. Andrzejki spędziłam w domu z rodzicami przed telewizorem, z sylwestrem pewnie będzie tak samo. Może i bym zaprosiła koleżanki do siebie, ale obawiam się, że im się nie spodoba, że się będą nudzić, a część i tak ma inne plany. Boję się braku akceptacji ze strony innych, nie wiem, jak się mam zachowywać w stosunku do ludzi, szczególnie do chłopaków. Co robić, co mówić, a czego nie? Jak się denerwuję i coś mówię, to ciężko mnie zrozumieć. Często mam wrażenie, że jak coś mówię, to nikogo to nie interesuje, nie umiem ciekawie opowiadać. Jak ktoś mnie krytykuje, nie potrafię bronić własnego zdania, ustępuję, bo i tak wiem, że nie wygram, nie potrafię się kłócić, brak mi argumentów. Jak mnie ktoś obraża, najczęściej się nie odzywam, nie wiem jak mam reagować. Nie mam z kim o tym wszystkim pogadać, nie ufam ludziom, wiele razy się zawiodłam, a rodzice mają swoje problemy, poza tym mi trochę głupio, bo nie mam już 10 lat, żeby ze wszystkim lecieć do rodziców. Zresztą, oni myślą, że wszystko jest w porządku, bo dosyć dobrze udaję. Jeszcze wcześniej, jak coś tam mamie powiedziałam, bo akurat miałam gorszy dzień i zauważyła coś, to potem żałowałam, bo co chwila sprawdzała, czy nie płaczę i pytała, czemu jestem smutna. Mam tak, że jednego dnia myślę, że wszystko się ułoży, a następnego mam totalnego doła, z tym że tych gorszych dni jest coraz więcej. Jak o tym piszę, to i tak te słowa nie oddają tego, co czuję. To wszystko mnie przerasta, nie mam pojęcia, co robić. Wiem, że sobie sama nie poradzę, ale boję się iść do psychologa, że mnie weźmie za jakąś wariatkę, poza tym jestem niepełnoletnia, a nie chcę mówić o tym rodzicom. Nie chcę, żeby mnie tam ktoś widział, bo potem byłabym znów głównym tematem do plotek. Nie wiem, czy umiałabym o tym wszystkim mówić.

Jak poradzić sobie z kompleksami i poczuciem niższości?

Zauważyłam już od dłuższego czasu, że mam ogromne problemy z samą sobą, głównie jeśli chodzi o poczucie własnej wartości. Wydaje mi się, że przyczynami są ogólne zasady wpojone mi w dzieciństwie przez rodziców, jak i wydarzenia w dzieciństwie. Wiem,...

Zauważyłam już od dłuższego czasu, że mam ogromne problemy z samą sobą, głównie jeśli chodzi o poczucie własnej wartości. Wydaje mi się, że przyczynami są ogólne zasady wpojone mi w dzieciństwie przez rodziców, jak i wydarzenia w dzieciństwie. Wiem, że rodzice chcieli mnie i mojego brata wychować jak najlepiej, i cały czas to robią, ale według mnie nie zdają sobie sprawy, że cały czas wpajając nam przeświadczenie, że trzeba być skromnym i zawsze jest ktoś lepszy od nas, i lepiej jest z czegoś zrezygnować niż później czuć zawód, zrobili nam "krzywdę".

Od najmłodszych lat byłam zawsze uważana za rozsądną dziewczynkę, "chodzenie" z innymi chłopakami w wieku 10 lat uważałam za śmieszne. Rodzice ubierali mnie w dresy, bo byłam troszkę grubszą osobą, dlatego też pewnie płeć przeciwna nie interesowała się mną, zawsze były dziewczyny ładne i szczupłe. Tak bardzo wzięłam to sobie chyba wtedy do serca, że do teraz nie mogę sobie poradzić z kompleksami własnego wyglądu. Nauczyłam się, że zawsze jest ktoś lepszy, ładniejszy, mądrzejszy. Jestem przekonana, że nic mi nie wychodzi, jestem bezużyteczna, nie zasługuję na jakiegokolwiek chłopaka. Zawsze to ja byłam ta najgorsza. Ciągle analizuję swoje myśli, porównuję do innych, jestem wobec siebie bardzo surowa. Strasznie przejmuję się opinią innych.

Mogłabym o tym pisać całymi godzinami, ale sądzę, że moja wiadomość i tak jest już wystarczająco długa. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest to mój duży problem i czeka mnie dużo pracy, żeby go pokonać. Bardzo mnie to męczy i utrudnia życie. Jak mogę sobie pomóc? Co mam zrobić, bym chociaż w małym stopniu mogła to zmienić? Proszę o pomoc.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Czuję się pomiatana i nieważna

Mam 14 lat, chodzę do pierwszej klasy gimnazjum i sama zastanawiam się, co ja tu robię. Do podstawówki chodziłam z moją najlepszą przyjaciółką, później koleżanka namówiła moją przyjaciółką, która jest świetna z WF-u, żeby przeniosła się w następnym roku do...

Mam 14 lat, chodzę do pierwszej klasy gimnazjum i sama zastanawiam się, co ja tu robię. Do podstawówki chodziłam z moją najlepszą przyjaciółką, później koleżanka namówiła moją przyjaciółką, która jest świetna z WF-u, żeby przeniosła się w następnym roku do klasy sportowej, ja szczerze mówiąc, nie cierpię sportu. Jedna dziewczyna z mojej klasy namówiła mnie, żebym przeniosła się do innej szkoły i tak zrobiłam. Aktualnie już kończy się rok szkolny, więc nie będę musiała znosić Kaśki. Kaśka to dziewczyna, której nienawidzę, ale jest miła i nawet nie umiem w szkole nic jej powiedzieć, ciągle mnie obraża, a ja wtedy tylko głupio się uśmiecham. Po prostu nie umiem zareagować.

Kiedy wracam po szkole do domu, to z mamą, tatą jestem wesoła i w ogóle, ale kiedy jestem sama, to ciągle myślę o tym, dlaczego tak się zachowuję. Ja nawet nie umiem nikogo obrazić, kłócę się tylko z siostrą, rodzicami, ale tak w szkole nie umiem. W dodatku ja wiem, że oni mają rację, ja jestem beznadziejna. Całe moje życie jest takie bezbarwne. Mam dość tego, jak mama mi powtarza, żebym głośniej mówiła, żebym się tak nie wstydziła, ja nie umiem głośno mówić i taki mam już głos taki cichy. Chciałabym, żeby oni wszyscy przestali, ciągle mnie obrażają.

Jestem strasznie niezdarna, w pierwszych dniach szkoly rozlałam na siebie kilka razy zupę. Jak jestem w sklepie odzieżowym to nie zauważę wieszaków z ubraniami i np. w nie wejdę. Często jestem taka zamyślona, ale myślę o niczym, w szkole zawsze jestem zaspana i taka zmęczona, chociaż często śpię dłużej niż większość dziewczyn z mojej klasy. Czuję się okropnie, rodzina ciągle się śmieje, że jestem taką niezdarą, że jestem tak mało wygimnastykowana. Mama ciągle na mnie krzyczy, ciągle mam sprzątać, bo według niej jest bałagan, ciągle mam sie uczyć.

Rodzice ciągle wymagają, żebym miała piątki i szóstki, zero czwórek. Kiedy tak jest, nie pochwalą mnie, są wtedy obojętni, ciągle chwalą tylko moją siostrę. Często płakałam w pokoju, ale rodzice nie zwracają na to uwagi, tylko tata spyta o co chodzi, a ja nie wiem co mam im odpowiadać, zawsze mówię coś w stylu "to samo co zawsze" albo "co za różnica". Cierpię i mam siebie dość, dość tego jak się zachowuję, bo np. w szkole - ciągle chodzę z Kaśką, opowiadam jej o tym, co u mnie nowego słychać, dla wszystkich jestem taka miła, a oni przecież ciągle mnie obrażają.

Nie mam myśli samobójczych, chociaż kiedyś często o tym myślałam, ale nie odważyłam się próbować. Jestem uśmiechnięta i staram się robić, czego inni oczekują ode mnie. Często też uciekam w wyobraźnię, wyobrażam sobie, że chodzę do szkoły i mam tam wielu przyjaciół i drwię z nauczycieli. Pewnie Pani myśli, że to tylko wymyślone problemy jakiejś małolaty, ale to wszystko tak boli. Będę wdzięczna, jeżeli Pani mi coś poradzi, albo chociaż odpowie na pytanie - czy to jest depresja?? Z góry dziękuję za odpowiedź.

Brzydzę się swojej chudości

Witam. Od dłuższego czasu mam problem, dotyczący mojej wagi. Przy wzroście 196 cm ważę 58 kg. Płeć męska, 20 lat. Kości pokrywa skóra, nie mogę sobie z tym poradzić. Nie jem za wiele, ale jem wszystko. Wynika to m.in. z...

Witam. Od dłuższego czasu mam problem, dotyczący mojej wagi. Przy wzroście 196 cm ważę 58 kg. Płeć męska, 20 lat. Kości pokrywa skóra, nie mogę sobie z tym poradzić. Nie jem za wiele, ale jem wszystko. Wynika to m.in. z braku czasu. Dziennie zjadam jeden chleb i to wszystko. Teraz jakby to przyspieszyło, z tygodnia na tydzień czuję się coraz chudszy. Może ma na to wpływ moja psychika? Ma to jakiś związek z tym, że w życiu trudno mi jest sobie poradzić. Kiedy mam na głowie sam siebie... praca, szkoła, dom, wiele stresów z tym związanych... i wiele problemów. Brzydzę się siebie, patrząc w lustro, widząc jak chudo wyglądam. Coraz częściej się spotykam z pytaniami ludzi, czy nie jestem chory na coś... strasznie mnie to przytłacza, jest to w dużym stopniu kompleksem u mnie. Proszę o jakąś pomoc.

Cierpię na mesjanizm?

Jestem dziewczyną, aktualnie ukończyłam 2 rok studiów (mam 21 lat), z których jestem zadowolona. Od 14 roku życia miewam nastroje i epizody depresyjne, które całkowicie wiążą się z moim kontaktem z rówieśnikami. Staram się lubić siebie, ale czasami mam wrażenie,...

Jestem dziewczyną, aktualnie ukończyłam 2 rok studiów (mam 21 lat), z których jestem zadowolona. Od 14 roku życia miewam nastroje i epizody depresyjne, które całkowicie wiążą się z moim kontaktem z rówieśnikami. Staram się lubić siebie, ale czasami mam wrażenie, że mam manię wielkości. Żeby zatuszować zły nastrój, zaczynam się "bawić w mesjanizm" (ja tak to nazywam) - czyli uruchamiają mi się myśli, że wyrastam ponadto, że cały czas muszę walczyć lub nikt mnie nie rozumie przez to, że mam za duży potencjał. Tej cechy u siebie najbardziej nie lubię.

Te myśli przychodzą same. Czasami mam ochotę bić się sama po twarzy, tak siebie nie znoszę. Nie mogę znieść tego, że jestem czasami niezauważana, a przynajmniej takie mam poczucie. Mam znajomych i przyjaciół, przed którymi najchętniej grałabym twardziela, czyli osobę, która sobie ze wszystkim radzi, jest wewnętrznie spokojna i ustabilizowana. Na studiach chodzę zawsze na wszystkie zajęcia i w związku z tym dobrze sobie radzę z nauką. Ale jakim kosztem! Raz miałam gorączkę i powinnam była zostać w łóżku i się kurować, a ja i tak pojechałam na zajęcia i starałam się odgrywać swoją stałą rolę.

Bardzo potrzebuję, żeby ktoś na mnie zwrócił uwagę, pokochał mnie, chciałabym wejść w szczęśliwy związek, ale nikt się mną nie interesuje, przynajmniej ja o tym nic nie wiem. Dużo osób mi mówiło (niestety - zawsze kobiety!), że jestem ładna i ja sama to widzę, ale co mi po urodzie, skoro nie ma zainteresowania mną jako kobietą. Są dni, kiedy nie mam się czym zająć i mnie nachodzi coś takiego, że czuję ucisk w klatce piersiowej i mówię sobie, że mnie wszyscy mają dość i że jestem nudna (nie chcę sobie tego wmawiać, to przychodzi przez przypadek).

Czuję wtedy ucisk w splocie słonecznym i nie mogę się na niczym skoncentrować, cały świat jakby staje w miejscu i popada wraz ze mną w czarną dziurę. Wchodzę wtedy na Gadu-Gadu i daję sobie smutny opis, aby ktoś do mnie zagadał i mi podbił samoocenę, przekonując, że nie jestem taka beznadziejna. Kiedy nie ma odzewu, czuję się jeszcze gorzej. Nie potrafię się wtedy niczym zająć, nie mogę się uspokoić. Czasem mam myśli samobójcze.

Jest jeszcze jedna rzecz: wmówiłam sobie, że gdy pstryknę palcami, życząc sobie, aby dana sytuacja się nie zdarzyła, ona się nie zdarzy. Nie mogę się tego pozbyć, a wiem, że to absurd. Co robić? Chodzę do psychologa i jestem z niego zadowolona, ale gdy nadchodzą takie dni jak dziś, nie mogę wytrzymać, bo "czarne dziury" trwają czasem po kilka godzin, a nawet dni, a stan pobudzenia nerwowego towarzyszy mi cały czas. W nocy zanim zasnę, co pięć minut chodzę do toalety. Co mogę zrobić, aby żyć trochę spokojniej i z większą świadomością tego, kim jestem i jacy ludzie mnie otaczają (nie uzależniając od ich opinii własnego życia)?

Czuję się niepotrzebny...

Mam 17 lat, jestem mężczyzną. Mam dosyć duży problem - czuję się zbędny, nic mi się nie udaje, w domu zawsze coś robię źle, wszystko psuję, mało osób liczy się z moim zdaniem. Wcale nie udaje mi się z dziewczynami,...

Mam 17 lat, jestem mężczyzną. Mam dosyć duży problem - czuję się zbędny, nic mi się nie udaje, w domu zawsze coś robię źle, wszystko psuję, mało osób liczy się z moim zdaniem. Wcale nie udaje mi się z dziewczynami, chyba jestem za brzydki, w szkole też nie idzie mi za dobrze. Po prostu nie chce mi się żyć. Dosyć często myślę o samobójstwie, lecz nie mam wystarczającej odwagi nawet do tego.

odpowiada 1 ekspert:
Lek. Jan Karol Cichecki
Lek. Jan Karol Cichecki

Jak poradzić sobie samej z niskim poczuciem własnej wartości?

Całe życie borykam się z niską samooceną. Już od najmłodszych lat zawsze czułam się gorsza. Zawsze stałam z boku, obserwowałam i wszystko moje oddawałam innym. Wolałam być w cieniu i nie zwracać na siebie uwagi. Dalej jestem tą z...

Całe życie borykam się z niską samooceną. Już od najmłodszych lat zawsze czułam się gorsza. Zawsze stałam z boku, obserwowałam i wszystko moje oddawałam innym. Wolałam być w cieniu i nie zwracać na siebie uwagi. Dalej jestem tą z tyłu, która nigdy się nie wychyla. Jednak moim największym problemem jest zaakceptowanie własnego wyglądu. Nie pomaga czytanie poradników, wmawianie sobie przed lustrem, że jestem ładna. U specjalisty - byłam, jednak nie stać mnie na to. Zresztą, też nie przyniosło to żadnych rezultatów. Kiedy ściągam ubrania przed lustrem - łzy automatycznie spływają po policzkach. Nienawidzę zakupów, bo jest tam wszędzie mnóstwo luster, a ja w większości rzeczy wyglądam beznadziejnie.

Seks przestał być przyjemnością, a stał się udręką. Wydaje mi się, że mój chłopak patrzy na mnie z obrzydzeniem. Chociaż mówi mi, że mnie kocha i że jestem dla niego piękna - nie umiem w to uwierzyć. Robię mu awantury, że ogląda się za innymi, chociaż często jest to urojone. Wiem, że to jest durne, ale nie umiem nad tym panować. Chociaż jestem w bardzo szczęśliwym związku, wszystko się psuje przez moje kompleksy. Nie pozwalam się rozbierać, patrzeć, dotykać w różnych miejscach. Nie lubię komplementów, bo wydają mi się nieszczere. Zamykam go w klatce przed innymi kobietami.

Wiem, że cały czas nie określam w zasadzie, jaki mam kompleks, ale ja nie umiem go nazwać. Ja po prostu mam obrzydzenie do samej siebie. Często są takie ćwiczenia, żeby podnieść samoocenę, żeby wypisać rzeczy, które w sobie lubię i te, których nie lubię. Pierwsza lista zawsze zostaje pusta... Muszę sobie z tym jakoś sama poradzić. Jak mogę to zrobić?

odpowiada 1 ekspert:
Mgr inż. Ola Kilen-Zasieczna
Mgr inż. Ola Kilen-Zasieczna

Jak sobie poradzić z sobą samą w szkole...

Nie wiem, czy mam powody do pisania. Mam 15 lat, jestem dziewczyną. Im więcej myślę, tym mocniej stwierdzam, że coraz bardziej się w tym gubię. W ogóle czuję się jakaś inna, że tutaj piszę, a o psychologu kiedyś myślałam, że...

Nie wiem, czy mam powody do pisania. Mam 15 lat, jestem dziewczyną. Im więcej myślę, tym mocniej stwierdzam, że coraz bardziej się w tym gubię. W ogóle czuję się jakaś inna, że tutaj piszę, a o psychologu kiedyś myślałam, że chodzą do niego tylko ''porąbani'', a czasem się zastanawiam, czy sama nie powinnam go odwiedzić. Myślę, że mój ''problem'' zaczął się w 1-2 klasie gimnazjum. W podstawówce można powiedzieć, że byłam w centrum zainteresowania - najlepiej się uczyłam, miałam przyjaciółkę, która była bardzo pewna siebie, bo miała siostrę i tzw. ekipę ze starszej klasy. Byłyśmy w centrum uwagi.

W 4 klasie doszła do nas nowa koleżanka, a w 6 klasie moja ''przyjaciółka'' olała mnie i zaczęła się przyjaźnić z tamtą. Ona zawsze była postrzegana jako dwulicowa, intrygantka, nauczyciele niektórzy również mieli o niej takie zdanie, ale ja się z nią przyjaźniłam, bo mi to odpowiadało. Jeździłyśmy do siebie, przyjaźń na 102. I właśnie w tej 6 kl. wszystko się skończyło, ona nagle stwierdziła, że tamta przyjaźń od dawna nie miała sensu, że nie czuła się w niej dobrze. A przecież nigdy mi o tym nawet nie wspomniała. Tłumaczyła się głupio i chciała mi zrobić jeszcze większą przykrość.

Tak więc do gimnazjum weszłam jakby nie patrzeć sama, co prawda w nowej klasie miałam 2 koleżanki, ale to nie to samo. 1 klasę mogę usprawiedliwić - wszyscy się poznają i są dość nieśmiali, to taki początek. Jednak w 2 klasie (w wakacje postanowiłam sobie, że zmienię swoje postępowanie, ale nic z tego), zamiast zawierać nowe znajomości, ja ograniczałam się tylko do tych w klasie, choć czasem kogoś nowego poznałam, ale jakoś sama z inicjatywą nie wychodziłam.

Zaczęłam analizować swoje zachowanie, oskarżając siebie o to, że nie pasuję do reszty, że może faktycznie poza tym, że się super uczę, to nic wartościowego we mnie nie jest? Dochodziłam do wniosku, że może to chęć dominacji i przyzwyczajeń z podstawówki stworzyły taką, a nie inną sytuację, że w gimnazjum okazało się, że jednak są równie mądre dziewczyny, ładniejsze i bardzo pewne siebie (najczęściej mające już swoją grupę przyjaciół z podstawówki, albo i nie). Z dnia na dzień mówiłam sobie, a raczej wmawiałam, że wszystko zmienię, że od jutra normalnie podejdę do obcych i zacznę rozmawiać albo po prostu nie krępować się.

Zresztą jak wiadomo, dzisiejsza młodzież jest trudna - liczy się nie tylko inteligencja, światopogląd, uczucia, empatia (a może w ogóle to się nie liczy?), a najważniejsza jest ta cholerna, czasem przeradzająca się w arogancję pewność siebie, zboczone żarty, głupie teksty, imprezy i ilość znajomych itd. W klasie niby mam dobrą koleżankę, ale ona już ma swoje przyjaciółki. Myślę, że się ze mną tak naprawdę nie liczy, bo niby co ja bym mogła jej dać? Często jest tak, że nagle zaczyna mówić takim dziwnym głosem, jakbym ją nudziła i mnie olewa, albo chamsko odpowiada, czasem gdzieś mnie zostawia, ona lubi się popisywać, a gdy byłam u niej w domu, była chamska nawet dla brata i mamy, myślę, że u niej po prostu też jest ten problem, bo np. przy swojej bardzo pewnej siebie przyjaciółce całkiem inaczej się zachowuje niż np. przy mnie, już tak nie dominuje i mówi innym tonem. Więc jak widać, nie jest tak bardzo pewna siebie, skoro czuje się przytłoczona przy kimś lepszym, a tak być nie powinno.

Moim zdaniem dużo osób ma taki problem jak ja, ale niewiele się do niego przyznaje, a ja chciałabym go pokonać, bo drzemie we mnie ta siła i nie chcę jej zmarnować. Chciałabym również w pewnym sensie, że tak powiem, ''dominować''. W szkole istnieją elity, które są pewne siebie, zawsze zajmują wszystkie miejsca w sklepie i trudno się do nich dołączyć, ale ja nie tego bym nawet chciała. Chciałabym akceptować siebie taką, jaka jestem, liczyć się z tym, że nie zawsze będę najlepsza albo nawet już nie jestem (czyli pogodzić się z tym), nabrać ogólnej pewności siebie, tak jak w podstawówce, nie zastanawiać się co mówić, tylko mówić spontanicznie, nie zwracając uwagi, co ludzie sobie pomyślą (zawsze bardziej martwiłam się zdaniem innych niż swoim i teraz to się właśnie ujawnia).

Ogólnie jestem lubiana, nie ma na mnie jakichś napadów słownych czy coś w tym stylu, ale chciałabym czegoś więcej. Nie mówię tu o jakichś imprezach, nie wiadomo czym, ale głównie o tym spokoju ducha i o harmonii, która kiedyś istniała w moim życiu. Może to jakaś przestroga albo kara, że w życiu nie zawsze będzie tak kolorowo (jak to w podstawówce). Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Czasem myślę o tym wszystkim i płaczę sobie w pokoju, najczęściej wieczorami. Czuję się samotnie, mimo tego, że mam koleżanki, no ale nie mam niestety prawdziwej przyjaciółki/ela. Zazdroszczę pewnej dziewczynie pewności siebie i chciałabym, żeby ona do mnie nieraz napisała, a nie ja do niej, żebym się nie stresowała rozmowami z, w moim mniemaniu, lepszymi ludźmi, abym była taka, jak zdrowy człowiek, bo czasem sobie myślę, że to niejakiego rodzaju choroba, której pozbyć się nie mogę. Nie chcę, aby w liceum znów tak było. Wiem, namieszane, ale może to choć trochę przybliży moją ''historię''.

Ściśnięte gardło i brak pewności siebie. Co mam zrobić?

Mam od roku ściśnięte gardło i nie mam wcale pewności siebie, cały czas uważam, że jestem beznadziejny, a kiedyś tak nie było. Co mam zrobić? Mam 15 lat. Czy to objaw?
odpowiada 1 ekspert:
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Dr n. med. Anna Zofia Antosik
Patronaty